08.05.03, 12:50
Wyzwania, które są dzisiaj stawiane wynikają moim zdaniem z kontekstu
kulturowego w jakim żyjemy, jak również z formy obecności Kościoła i
Zgromadzenia we współczesnym świecie.

Mówiąc o kontekście społecznym możemy dostrzec elementy, które „dotykają
doświadczenia powołania": z jednej strony widzimy wartość osoby ludzkiej, a z
drugiej subiektywizm i indywidualizm: z jednej strony godność kobiety, z
drugiej dwuznaczność w relacjach z nią; z jednej strony dowartościowanie
seksualności, a z drugiej wypaczone jej przejawy; z jednej strony bogactwo
pluralizmu, a z drugiej relatywizm i słabość myśli; z jednej strony
docenienie wartości wolności, a z drugiej arbitralność; z jednej strony
widzimy złożoność życia, a z drugiej podziały; z jednej strony globalizacja,
a z drugiej partykularyzmy; z jednej strony wielkie pragnienie duchowości, a
z drugiej sekularyzacja.

Kościół postanowił odpowiedzieć na wyzwania współczesnego świata poprzez Nową
Ewangelizację, która w konsekwencji wymaga nowego ewangelizatora, którego bez
wątpienia najlepszym przykładem jest Jan Paweł II, apostoł misyjny i
pielgrzym świata, w którego kazaniach Chrystus jest głównym tematem,
tajemnica krzyża kryterium autentycznego chrześcijaństwa, a Ewangelia staje
się dla Niego siłą i światłem. W ten sposób Papież zdołał połączyć ze sobą
ewangelizację, awans społeczny, kulturę chrześcijańską oraz stał się
promotorem dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego.

Zgromadzenie ze swojej strony postanowiło zweryfikować swoje działanie, aby
lepiej odpowiedzieć na wyzwania mu stawiane i postanowiło odnowić sposób
przeżywania powołania i formację. Z tego też powodu Ratio jest czymś więcej
niż zwykłym dokumentem.

Podstawową intuicją w/w dokumentu jest tożsamość charyzmatyczna i
odkrywanie powołania. Jesteśmy przekonani, że jeżeli zdołamy zapewnić jasną
tożsamość salezjańską poprzez formację, współbracia poczują się wyposażeni w
walory, postawy i kryteria, które pomogą im stawić czoło współczesnej
kulturze i w skutecznym realizowaniu misji salezjańskiej. Dlatego też
chciałbym rozwinąć zaproponowany temat właśnie z tej perspektywy.

„Upodobniać się do Jezusa Chrystusa i oddać swoje życie dla młodzieży, tak
jak Ksiądz Bosko" to sedno 'powołania salezjańskiego', to jego
tożsamość. „Cała formacja początkowa i ciągła polega na przyjęciu i
wprowadzeniu w życie tej tożsamości przez poszczególnych współbraci i całe
wspólnoty. Od niej bierze początek proces formacyjny i ciągle do niej
nawiązuje". Tożsamość salezjańska jest „sercem całej formacji, jej normą i
celem. „innymi słowy: tożsamość salezjańska charakteryzuje naszą formację,
która nie może być ogólnikowa i określa zarazem zadania i wymogi
fundamentalne".

Cele formacji

Formacja zawiera w sobie konieczność uznania stylu życia, do którego jest
się powołanym i jak największej z nim identyfikacji. Właśnie poprzez formację
odbywa się utożsamianie się z charyzmatem i zdobywa się niezbędną dojrzałość
do życia i działania zgodnie z charyzmatem założyciela": „od początkowego
emocjonalnego entuzjazmu dla Księdza Bosko i do misji wśród młodzieży
dochodzi się do prawdziwego upodobnienia się do Chrystusa, do pełnej
identyfikacji z Założycielem, do przyjęcia Konstytucji jako Reguły życia i
kryterium własnej tożsamości oraz do mocnego sensu przynależności do
Zgromadzenia i wspólnoty inspektorialnej".

Osobiście nie czytałem, ale zapewne jest to ciekawe. I mądre
Obserwuj wątek
    • znawca Też ciekawe. 08.05.03, 12:54
      Szanowni Państwo!

      Mamy szczęście żyć w ciekawych czasach !
      Bankructwo komunizmu jako systemu gospodarczego oraz jako idei, budowa
      demokracji i gospodarki rynkowej w byłych krajach komunistycznych, rozszerzenie
      NATO – to zdarzenia niewyobrażalne jeszcze kilkanaście lat temu dla
      największych nawet futurologów i wizjonerów. Nasze dzieci i wnuki uczyć się o
      tym będą (jeszcze za naszego życia) na lekcjach historii. Czasami zazdrościłem
      moim Rodzicom, że – mimo całego dramatyzmu przeżyć – byli świadkami historii:
      II wojny światowej, stalinizmu, polskiego Października itd.

      Epokowe wydarzenia, które rozgrywały się na naszych oczach skłonni jesteśmy
      uważać za coś naturalnego, bo wplecenie ich w ciąg zdarzeń codziennych pozbawia
      je waloru wyjątkowości. Tylko niewielu z nas dane było uczestniczyć w tych
      wydarzeniach osobiście i bezpośrednio…

      Podpisanie traktatów unijnych sprawia, że perspektywa przyszło-rocznej
      integracji Polski z UE nabiera coraz to bardziej realnych kształtów. I znowu
      mamy wrażenie, że dzieje się to niejako obok nas. Tym razem wcale tak być nie
      musi!!!
      Oprócz tego, że niebawem każdy z nas będzie miał możliwość zagłosować w
      referendum, to (oczywiście dzięki firmie Winkhaus) dla wielu z Państwa pojawia
      się realna perspektywa bezpośredniego, osobistego uczestnictwa w historycznym
      wydarzeniu integracji Polski z Unią Europejską – poprzez wprowadzenie swojej
      firmy do unijnego systemu gospodarczego. Te przedsiębiorstwa, które odpowiednio
      wcześnie nauczą się korzystać z unijnych mechanizmów i instrumentów
      regulujących i wspomagających gospodarkę, uzyskają bezcenną przewagę rynkową –
      nawet nad firmami z obecnej Unii, które tego nie potrafią.

      Czytając doniesienia prasowe ze żmudnych i długotrwałych negocjacji
      akcesyjnych, podczas których niektóre państwa Piętnastki twardo broniły dostępu
      do swoich rynków pracy, myślałem sobie tak: „ustalajcie sobie okresy
      przejściowe, jakie tylko chcecie i tak ściągnę od was te miejsca pracy do
      Polski”. Dziś Winkhaus Polska zatrudnia ok. 600 osób (więcej niż jakakolwiek
      firma w Grupie Winkhaus), a to na pewno jeszcze nie koniec…

      Księgowym i urzędnikom z Brukseli, liczącym skrzętnie i skąpo każdego centa
      powiedzmy dziś tak: „Dawajcie kasę! Przekonacie się, że potrafimy ją sensownie
      wykorzystać, zgodnie z ustalonymi przez was regułami! Za wasze pieniądze polscy
      producenci stolarki wyprzedzą tych waszych: wcale nie tak genialnych i
      wspaniałych, za jakich chcieliby uchodzić!”




      Kazimierz Jaworski
    • znawca Również ciekawe 08.05.03, 12:55

      Na wstępie chciałbym powiedzieć, że nie jestem lutnikiem i nie zajmuję się
      budową gitar elektrycznych na zamówienie.

      Moja fascynacja gitarą zaczęła się trzydzieści lat temu. W latach
      siedemdziesiątych trudno było zrealizować marzenie o zbudowaniu własnej gitary
      elektrycznej , a jednak to właśnie wtedy, mając 15 lat, wykonałem swój pierwszy
      instrument. Teraz z perspektywy czasu widzę, że zabrałem się do tego
      nieprofesjonalnie, ale za to z dużym zapałem. Efektem mojej pracy była
      wymarzona gitara. Niestety, nie zachowała się do dnia dzisiejszego.

      Teraz mając 45 lat, za namową moich córek (posiadaczek czterech gitar),
      postanowiłem ponownie przystąpić do budowy gitary, ale już w sposób właściwy.

      Pracę rozpocząłem od studiowania tematu, wyszukiwania potrzebnych informacji z
      różnych stron internetowych. Pozwoliło mi to stworzyć projekt gitary.

      Jeszcze na tym etapie nie zastanawiałem się, czy będzie to stratocaster, czy
      inny rodzaj gitary. Jednak założyłem wstępnie menzurę 25,5".

      Bardzo wiele informacji konstrukcyjnych zawiera strona firmy Warmoth. Ponieważ
      ich oferta zawierała bogatą kolekcję elementów do budowy gitar, zdecydowałem
      się zamówić u nich podstrunnicę, napinacz i progi.


      W owym czasie nie wiedziałem, że takie same elementy mogę kupić w Polsce (np. w
      Firmie MAYONES). Po kilku tygodniach otrzymałemz USA przesyłkę z potrzebnymi
      częściami. Wtedy zdecydowałem się na stworzenie dokumentacji fotograficznej
      całego przedsięwzięcia i docelowo strony www.








      W zaprzyjaźnionym sklepie muzycznym zakupiłem mostek tremolo jednostronny i
      klucze (maszynki, stroiki). Już w tym momencie postanowiłem, że będzie to
      Stratocaster. Zacząłem konstruować gitarę.





      Stworzyłem dokumentację gitary w postaci wielu rysunków technicznych. Powyższy
      rysunek poglądowy pokazuje główne wymiary.






      Będąc na wakacjach w Szczecinie, zakupiłem w sklepie muzycznym gotową maskę z
      przetwornikami do Stratocastera. Tak więc miałem już komplet niezbędnych
      części.

      Teraz należało zaopatrzyć się w dobrej jakości drewno. Muszę przyznać, że jest
      to niezwykle trudne. Kupienie drewna było ogromnym problemem, ale poszukiwania
      zakończyłem sukcesem. Udało mi się znaleźć drewno, sezonowane, u stolarza -
      artysty, który zajmuje się renowacją starych, zabytkowych mebli. On przygotował
      drewno na korpus i szyjkę.

      Rysunki elementów gitary naniosłem na przygotowane drewno za pomocą taśmy
      dwustronnej. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że jest to bardzo ważna operacja.
      Na rysunkach umieściłem również istotne wymiary, które kontrolowałem w trakcie
      przyklejania. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że papier zmienia wymiary pod
      wpływem wilgoci.

      Zarówno korpus, jak i szyjkę gitary, wyciąłem za pomocą pilarki i następnie
      metodą obróbki ręcznej uzyskałem pożądane kształty.

      Najważniejszym momentem budowy gitary było wykonanie w korpusie gniazda na
      szyjkę. Przyznaję, że miałem wiele obaw, ale zachowując wszystkie wymogi
      wymiarowe, udało mi się wykonać bardzo dobre połączenie tych dwóch elementów.
      Tak więc szyjka wchodzi z lekkim wciskiem w korpus i posiada w nim jednoznaczne
      położenie.

      Połączyłem te dwa elementy za pomocą wkrętów M6. Zastosowałem wkręty z gwintem
      metrycznym w celu łatwego montażu. Było to odstępstwo od istniejących rozwiązań
      firmy Warmoth, która stosuje do połączenia tych elementów wkręty do drewna. Ja
      zamocowałem w szyjce tulejki ze stali kwasoodpornej, w które wkręcane są
      wkręty.

      Wiele pracy poświęciłem na wykonanie otworów pod przetworniki. Ponieważ
      posiadam jedynie frezarki do metalu (małe obroty - rzędu 1200, a potrzebne do
      dobrego frezowania drewna ok. 16000) tak więc jakość tych otworów jest mało
      zadowalająca ze względu na przypalenie drewna, ale pod maską jest to
      niewidoczne.

      Po zakończeniu obróbki zmontowałem gitarę i założyłem struny. Upewniłem się co
      do właściwego położenia wszystkich elementów. Rozebrałem gitarę i rozpocząłem
      obróbkę wykańczającą szpachlowanie, malowanie. Szpachlowanie szpachlówką
      akrylową pozwoliło na zniwelowanie niedokładności. Wielokrotne malowanie
      lakierem w sprayu odniosło pożądany skutek.

      Po zmontowaniu, zaekranowałem komory przetworników za pomocą folii mosiężnej.
      Zwracam uwagę na "masowanie", gdyż niwelujemy w ten sposób "brum"; do pewnego
      minimum.

      Strojenie gitary i dobór menzury dla strun wykonałem za pomocą tunera.






      Tak wygląda moja gitara elektryczna.

      Wydawało mi się, że poprzestanę na tej jednej gitarze, ale w tym roku znowu
      byłem w Szczecinie i w Firmie Bracia Ludwińscy zakupiłem mahoń na następne dwie
      gitary. Mam nadzieję, że na jesieni spróbuję powtórzyć budowę, ale już nie
      stratocastera. Tym razem chciałbym zrobić konstrukcję w oparciu o humbuckery.


      --------------------------------------------------------------------------------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka