Dodaj do ulubionych

Czy piękno się przebije?

11.04.07, 19:18
Dawno nie przeczytałam tak zajmującego reportażu, toteż się z wami nim dzielę:
tiny.pl/dxqr
Nie jest to moje odkrycie, trafiłam nań dzięki Pawłowi Bravo
pawelbravo.salon24.pl/index.html
I z dużym smutkiem zauważam, że pewnie byłabym jedną z tysiąca.
Obserwuj wątek
    • skajstop Niezbyt to odkrywcze jednak :) 11.04.07, 19:53
      Sztuka od zawsze (przynajmniej w większości przypadków) potrzebowała
      wyrobionego, a co najmniej uświadomionego odbiorcy. I istnieje w jakimś tam
      kontekście.

      Powszechność zainteresowania sztuką - np. muzyką klasyczną - to mit.
      • agni_me Doprawdy? 11.04.07, 20:10
        Mam wrażenie, że nie o tym jest ten reportaż.
        • skajstop Re: Doprawdy? 11.04.07, 20:17
          Agni, chcesz się kłócić czy rozmawiać? :)
          Bo mnie dyskusja o samym reportażu nie interesuje, a odpowiadałem na pytanie
          zawarte w tytule twego wątku, że przypomnę "Czy piękno się przebije?"
          • agni_me Ani to, ani to. 11.04.07, 20:39
            Podzieliłam się interesującym, dobrze napisanym reportażem. Pytanie jest wolnym
            tłumaczeniem zdania z tegoż reportażu, co jest oczywiste, kiedy poświęci się
            chwilę na lekturę. Skąd supozycja, że mam ochotę rozmawiać na temat elitarności
            sztuki?

            A uwagi, którymi zechciałeś się podzielić, rzeczywiście są niezbyt odkrywcze.
            • 3promile Re: Ani to, ani to. 11.04.07, 21:06
              agni_me napisała:
              Skąd supozycja, że mam ochotę rozmawiać na temat elitarności sztuki?

              W przeciwnym wypadku ów filmik piętnowałby tego jednego z tysiąca, który się n i
              e zrzucił do futerału, nespa?
              • agni_me Re: Ani to, ani to. 11.04.07, 21:19
                Nie rozumiem. No. Który filmik i jakie piętnowanie? Łaski proszę, dziś jestem
                durniejsza niż zwykle, trzeba wolno i okrągłymi. W ogóle nie inicjowałam
                rozmowy, wkleiłam link, bez żadnego komentarza przecie, podałam tylko skąd on.
                Czego od mię chcecie?
                • 3promile Re: Ani to, ani to. 11.04.07, 21:24
                  No ależ! Agni-me wkleja link i nie oczekuje gromów? Heh, to jakby Zeus pizgnął z
                  Olimpu i oczekiwał powszechnej laicyzacji świata hellenistycznego ;)
            • skajstop Re: Ani to, ani to. 11.04.07, 21:23
              Twój wątek, zatem już zaraz się wynoszę :)

              Wcześniej jedynie takie dwie uwagi, że
              1. supozycja - ach, cóż za słowo, istny ogień werbalny - jakobym nie przeczytał
              i nie zrozumiał, jest błędna i wynika może z jakichś traumatycznych poprzednich
              doświadczeń z innymi dyskutantami?;
              2. usiłowałem od tekstu odejść do tego co uważam za istotę sprawy. Uwagi
              oczywiście banalne, bo tylko na takie mnie stać :) nie to co Ciebie, Agni_me,
              którą jeszcze bardziej odtąd podziwiać będę, a nawet wielbić w ciszy :)
    • eeela Re: Czy piękno się przebije? 12.04.07, 11:51
      Biedna Agni_me. Podzielic sie jeno chciala z wami dobrem tego swiata, cobyscie
      podziwiali w blogim milczeniu, a wam sie gadek durnych zachciewa.
    • zielka post-komentarzowo 12.04.07, 12:36
      ... czy jest na sali psycholog spoleczny??? czy chocby prosty socjolog?!
    • braineater Dwie rzeczy: 12.04.07, 12:42

      Context Matters - i to jest stwierdzenie, które najlepiej podsumowuje to, co się stało z muzyką 'klasyczną', 'poważną'. Jest wtłoczona na chama w sferę sacrum i ludzie sa nauczeni by tak ją odbierać - w określonych okolicznościach, po odbyciu okreslonych rytuałów. Tylko, ze problem w tym, że, przynajmniej według mojego widzenia, dla sporej częsci odbiorców, tylko context matters, bo sama muzyka juz zupełnie nie. Przykład ulubiony, coroczny zjazd garniturów i pereł na wiedeńskim koncercie noworocznym, który kreuje się na mega wydarzenie, a który zazwyczaj jest wiązanką przebojów muzyki klasycznej, w wykonaniu porównywalnym z tym, co się dzieje na festynach, chcoćby w Parku Kościuszki w Katowicach - imperzy spod znaku Poranki z muzyka klasyczną (jak jest lato). Podejrzewam, że pośród tego tysiąca paru osób, znalazłoby sie conajmniej kilkanascie na tyle wyedukowanych przez media, by wyrażac pragnienie pójścia na koncert Bella, Yo-yo My czy kogo tam do Carnegie Hall, natomiast właśnie szłoby w tym o to, by sie pochwalić, byłem w CH. Muzyka przez to cąłe snobistyczne utrytualizowanie została zepchnięta na margines. Smutne trochę, ale nie do porzeskoczenia, instytucjonalna (i najgłupsza) definicja sztuki, tu się objawia w całej swej okazałości.
      Dwa:
      Przebije się - naprawdę i całkiem z autopsji. Katowice i Chorzów sa w sezonie ciepłym dośc mocno zaciśnięte grajkami, z zestawu raczej klasycznego, czyli znajome ćpuny grają Dżem, by dorobić na jabłko, wyemigrowany Rosjanin ciągnie Wysockim i Kalinką (co nie przeszkadza mu popołudniami grac po okolicznych knajpach 'wiązanek ballad rosyjskich i ukraińskich' po 80 zeta za tiket), farbowani peruwiańcy z fletniami pana i stadka dredziaży z bongosami. Normalne, do tego stopnia, że nikt ich nie słucha.
      Natomiast od czasu do czasu pojawia się pani - raczej już starsza - 45-50 lat, z wnuczką lub córką (około 15/16 lat). Pani jeździ na wózku, czym juz zwraca uwagę, ubiera się w stylu bohaterek Jane Austin - koronkowe kapelusze, długie spódnice z firanki, dziewczynka jest brzydka i ubrana normalnie. Dziewczynka gra na skrzypcach, pani spiewa. I jest to jedyna osoba dla której zdejmuję słuchawki. Kobieta ma niesamowity głos, idealnie operowy (któryś z tych 'czystych' - nie odróżniam, niedookreślę'), spiewa arie, których kompletnie nie znając się na operze nie rozpoznaję, ale robi to tak, że po prostu nie sposób się przy niej nie zatrzymać. Jest taka jak opisany w artykule Bell - po prostu cała jest muzyką, dźwiękiem i ruchem do tej muzyki. I wcale nie leci jakiś popisuwek typu wyciąganie nutek na nioebotyczne wysokości, czy jakieś szaleńcze koloratury - po prostu siedzi, ma zamknięte oczy i płynie razem z dźwiękiem. Nie ma możliwości by jej nie zauwazyc, przynajmniej ja takiej nie widzę i zawsze jak się pojawia, niestety rzadko, dośc szybko pojawia się mały tłumek - 10/12 osób. Pewnie niedużo, ale przy tych grających dla pieniędzy nie zatrzymuje się z reguły nikt.

      P:)
      • sutekh1 Re: Dwie rzeczy: 13.04.07, 14:53
        ja suprer furry animals słucham i to mni erucha

        fajny experiment, pokazuje triumf obojętności nad eksponującą się za pomocą
        triku umiejętności biedą (bo zakładamy że gość gra żeby zarobić na chlebuś a
        innego joba ni ma, w fabryce ucinać sobie paluszków nie będzie przecie) i
        triumf obojetności wobec dźwięków, które ktoś określa jako piękne, piękno
        muzyki w drodze na samolot. haha. antypragmatyzm.
        przypomina się taki przedruk jakiegoś felietona w FORUM gdzie się użalano nad
        stanem obojętności w społeczeństwie japońcyków, gdy już nie można pójść do
        sąsiada gdy ma się jakiś problem, nie da się pójść w jakiejkolwiek potrzebie bo
        obojetność jest tak duża (a raczej powiedziałbym , poczucie obojętności, czy
        nawet przeczucie powszechnej obojętności) że paraliżuje nas przed jakimkolwiek
        ruchem w tę stronę, sąsiad i tak nie otworzy a nawet jeśli to nic nie wskóramy
        bo będziemy dla niego intruzem, choć prawie umieramy z bólu przykładowo.
      • kubissimo Re: Dwie rzeczy: 14.04.07, 10:52
        to detalik, ale nie licz na to, ze wpuszcza Cie w garniturze na wiedenski
        koncert noworoczny :)
    • ash3 Re: Czy piękno się przebije? 14.04.07, 14:51
      Myslę, że się jednak piękno potrafi się przebić. Wydaje mi się też, że w sali filharmonii tak naprawdę jest równie trudno - mimo że muzyk jest już "kupiony" i jego muzyki słucha się ze skupieniem - określić, kto NAPRAWDĘ przyszedł tu dla muzyki, dla skupienia się tylko na niej, a kto z tysiąca innych powodów, które nie mają nic wspólnego z nastawieniem się na przyjemne spędzenie wieczoru przy muzyce. To że dwieście osób wykupilo bilety znaczy tyle, że artysta/ wydarzenie muzyczne miało niezłą promocję.
      Ciekawe w reportażu (który przejrzałam, nie przeczytalam od deski do deski) jest to jak muzykowi przyzwyczajonemu do czegoś innego gra się w takich okolicznościach.
      Natomiast grajacy na instrumentach muzykę klasyczna nie sa zjawiskiem rzadkim w róznych turystycznych miejsach. Tłumek gromadzi sie przy panu grającym na pustych kieliszkach i przy wszelkich inych muzykujących.
      Z własnego doświadczenia dodam, że piękno po prostu wciąga, chcoiaż zapewne nie w kazdych okolicznościach, np nie obudzi zmarłego;-) - jest coś takiego, że zwraca na siebie rozproszoną uwagę (przypomina mi sie szkic Tatarkiewicza o dwóch rodzajach skupienia i wnioski, jakie T. wyciąga - właśnie o ten mechanizm mi chodzi).
      • agni_me Re: Czy piękno się przebije? 14.04.07, 20:07
        W reportażu ujęły mnie te smaczki właśnie, spostrzeżenia pozornie nieistotne:
        zachowanie skrzypka, dziecko. Dobry kawałek dziennikarstwa.
    • nienietoperz Re: Czy piękno się przebije? 15.04.07, 16:07
      Felieton, wreszcie przeczytany, bardzo ciekawy. Podobnie zreszta jak pomysl
      wyslania maestro Bella do metra.

      Tyle, ze cala historia podana jest z gotowym zalozeniem, z banalnym schematem
      myslowym, na ktory Agni perfekcyjnie sie zalapalas (a tak przynajmniej wynika z
      Twojego postu). Dlaczego to wlasciwie Bell jest piekny, wspanialy, cudowny, gra
      zachwycajaco na pieknie brzmiacych skrzypcach? Ano podobno dlatego, bo 'bilety
      na jego koncerty kosztuja minimum 100 dolarow'. Bo 'kolejne jego nagrania
      dostaly wspaniale recenzje od krytykow muzyki powaznej'. Bo autor felietonu
      wspierajac sie autorytetami ze szkol muzycznych i Stradivariusem
      zadeklarowal 'Bell+skrzypce = Piekno Obiektywne'. Nie przypadkiem pare osob,
      ktore sie zatrzymaly, uczylo sie kiedys grac na instrumencie - to bylo pare
      osob, ktore mialo za soba elementy wyszkolenia pod tytulem: Piekno Obiektywne
      wyglada Tak:...
      Wszystko to poparte dosc absurdalnymi argumentami typu zatrzymujace sie dzieci.
      Dowolny rodzic czlowieka w wieku lat 5-10 jest w stanie sobie wyobrazic, ze
      gdyby zespol Bayer Full gral w metrze w Nowym Jorku dzieci zatrzymywalyby sie
      jeszcze chetniej.

      Ogolnie pytanie: 'co zostaje z wartosci bardzo cenionego muzyka, kiedy zabrac
      mu cala otoczke pozadzwiekowa, ewentualnie zmienic kompletnie kontekst' jest
      bardzo ciekawe. Tyle, ze w felietonie proba analizy startuje z punktu: 'Bell
      wielkim artysta jest'.

      A dlaczego uwazam, ze autorka watku sie na haczyk byla zlapac? Jedno kluczowe
      zdanie: 'bylabym jedna z tysiaca'. Czy dlatego bylabys jedna z tysiaca, bo
      zostalas wyszkolona w kanonie rozpoznawania 'Piekna Obiektywnego'? Czy z uwagi
      na niepowtarzalne naturalne wyczucie 'Piekna Prawdziwego'?

      Z uklonami,
      statystycznie rzecz biorac z 999/1000 szansa
      nie bedacy 'jednym z tysiaca'
      Nienietoperz
      • agni_me Re: Czy piękno się przebije? 15.04.07, 18:53
        Pierwszą myślą, która bardzo mocno mnie prowadziła od pierwszych linijek
        tekstu - niejako nakierowana "wstępniakiem" Pawła - było to, że wychodząc z
        domu ślepnę i głuchnę. Odtrącam wszystko, co mogłoby mnie zdekoncentrować w
        drodze. W tysięcznym tłumie mogło być wielu tak ogłuchłych, w tym kilku
        nabożnych wielbicieli Bella. Smutne wydało mi się to, że byłabym jedną z
        tysiąca "opancerzonych". To mogła być pięknie kwitnąca magnolia. Nagnolie widzę
        tylko "u siebie". Mam nadzieję, że rozumiesz.

        Zatem złapałam się, owszem, ale nie całkiem na to, co sugerujesz. Złapałam się
        na żal za traconym pięknem. A przecie od dawna nie żałuję, że nie przeczytam
        wszystkich książek świata. I podoba mi się to, że dałam się złapać, bo to tylko
        dobrze o autorach świadczy.
        • nienietoperz Re: Czy piękno się przebije? 16.04.07, 22:36
          Chyba Cie teraz rozumiem, tyle, ze najpierw nie udalo Ci sie o tym dokladnie
          napisac...

          Widzisz, mi ciagle zal kazdego dnia, ze nie przeczytam wszystkich ksiazek
          swiata. Tyle, ze nie zal mi w odniesieniu tych, ktorzy przeczytali ich
          siedemnascie razy wiecej, ani tym bardziej w odniesieniu do tych, ktorzy
          przeczytali ich siedemnascie razy mniej i ktorych to kompletnie nie obchodzi.
          Zal mi swoiscie i niezaleznie od powaznych krytycznych deklaracji.

          Co wiecej, uwazam (mam nadzieje?), ze Tobie tez zal, tyle, ze moze `z
          dojrzalego punktu widzenia' nie warto sie do tego przyznawac...

          Uklony nieustajace,
          NN

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka