Dodaj do ulubionych

stoję sobie

24.05.07, 07:54
wczoraj grzecznie w kolejce, w wypożyczalni w BJ. Kolejka średnia, ani
krótka, ani długa, ot, 15 minut stania. Nagle wpada pani w średnim wieku, ani
stara, ani młoda, ot 50-tka na oko i sunie prosto do lady, podaje (a raczej
wciska) obsługującemu kartę i coś mamrocze. Obsługujący prosi, żeby ustawiła
się w kolejce, na to ona oburzona: ale ja jestem PROFESOREM. Dyżurny nieco
poczerwieniał, ale kontynuuje. Okazuje się, że pani ma nieważną kartę, więc
odsyła ją do innego stanowiska. Pani o mało nie dostała zawału. Czy pan nie
może tego załatwić???? Dyżurny odpowiada, że nie może. Pani poddaje się i
odchodzi do innego stanowiska, gdzie zresztą w ogóle nie ma kolejki.
Wiem, że w Krakowie tytułomania i te sprawy, ale czy pani profesor zdrowa na
ciele, nie powinna stać, jak bóg przykazał, w kolejce w bibliotece?
W kampusie UJ, jest na przykład podział na parking dla studentów i resztę
świata, przy czym parking dla studentów wygląda jak lej po wybuchu.
W niektórych instytucjach spotykam zamykane toalety, dostępne jedynie dla
pracowników, a studentów juz nie. To jest jakieś nienormalne, zważywszy, że
bez studentów uczelnia nie istnieje.
Obserwuj wątek
    • kwarantyna Re: stoję sobie 24.05.07, 07:58
      Chciałam jeszcze dodać, że gdyby pani bąknęła do ludzi w kolejce jakieś
      przepraszam, albo co, to inaczej by to wyglądało, chyba.
      Kiedyś w przekroju była taka anegdota: na nagrobku (w Krakowie oczywiście)
      napis: tu leży wdowa po prenumeratorze pism ilustrowanych. To a propos
      tytułomani:)
    • mamarcela aneg.ka historyczna 24.05.07, 09:53
      Dziedziniec starego BUWu czas przeszły i utracony, zeszły wiek, poprzedni
      ustrój (profesorowie i studenci jednak już istnieli, jakby ktoś miał
      wątpliwości, a także ta dziwna łącząca ich zależność). Maj, albo czerwiec, w
      każdym razie okolice sesji. Wszystkie ławki szcze4lnie wypełnione palaczami i
      opalaczami. Ci, co nie załapali się na miejsca siedzące stoją w grupkach ,
      wdychając świeże powietrze, albo świeży dym papierosowy.
      Nagle przez wszystkie grupki staczy i naławkowiczów przebiega impuls, cos jak
      uderzenie pioruna. Wszyscy zgromadzeni zaczynają wpatrywać się w jeden punkt, a
      co najdziwniejsze udają, że się nie wpatrują, ze tylko tak i po
      prostu...Rozlegają się pojedyncze chichoty, ale cichutkie i natychmiast stłumione.
      Impuls idzie od schodów biblioteki, po których schodzi majestatycznym krokiem
      pani docent lub profesor (tutafe jak w poście Kwarantyny). Widać, że właśnie
      wyszła z toalety dla pracowników naukowych na parterze BUWu, bo twarz ma świeżo
      upudrowaną, a wargi lśnią kolorem purpury. Niektorzy z obecnych skłaniają głowę
      w ukłonie, a cała reszta przygląda jej się w milczeniu i zachwycie. Pani
      profesor przechodzi przez szpaler studentów pełna chwały. Nikt nie rozmawia,
      nikt się nie śmieje, brakuje jedynie czerwonego dywanu. Odprowadzona
      spojrzeniem wielu oczu dochodzi do bramy i wychodzi na słoneczne i pełne
      przechodniów krakowskie.
      Na dziedzińcu przez chwile jeszcze panuje martwa cisza, a potem rozlega się
      chóralny, aczkolwiek ciągle jeszcze tłumiony śmiech. Tłumiony, bo jednak łamany
      nieco przez wyrzuty sumienia. Bowiem nikt z licznie zgromadzonych studentów i
      studentek różnych wydziałów (i uczelni) nie zwrócił pani profesor uwagi, ze jej
      szeroka letnia spódnica po wizycie w łazience zaczepiła się była za gumkę i
      wyświeżona i odpicowana od przodu od tyłu prezentuje światu różowe dessous typu
      reformy.
      Młodzież w wieku studenckim bywa jednakowoż okrutna i nie należy się dziwić, że
      pracownicy naukowi nie chcą z nią dzielić toalet, droga Kwar :)
      • kwarantyna Re: aneg.ka historyczna 24.05.07, 10:52
        Toż to jest istny miód, ta anegdota:))))
        • mamarcela Re: aneg.ka historyczna 24.05.07, 11:08
          kwarantyna napisała:

          > Toż to jest istny miód, ta anegdota:))))

          i pod słowem honoru najprawdziwsza z prawdziwych. Byłam tam. Druga ławka po
          lewej patrząc od strony bramy.
          • stella25b nie wszyscy jednak maja swira 24.05.07, 12:56
            Nie wszyscy jednak maja swira na punkcie dodatkowych literek przed nazwiskiem.
            W Niemczech nie uzywa sie pierwszego tytulu naukowego, czyli MA (polski mgr),
            czy dipl...czyli (dyplomowany czegos tam). Zaczyna sie wlasciwie od doktora.
            Na uczelniach zwraca sie do pracownikow naukowych tylko po nazwisku, pomija sie
            tytul. Ja na poczatku moich studiow nie wiedzialam o tym i twardo wszystkich
            tytulowalam do momentu, az jeden profesor z historii uswiadomil mnie, ze on
            jest panem Janksem a nie nie panem prof. Janksem.
            Pamietam tez zaskoczenie pewnej pani dr. polonistyki z Jagielonki, ktora
            pracowala jakis czas na uni w Erlangen. Tej kobiecie brakowalo tej tytulomanii.
            Pytala sie mnie, dlaczego nikt nie zwraca sie do niej tytulem doktora.
            Wyjasnilam jej to jak umialam, ale z wyrazu jej twarzy widac bylo, ze jest
            totalnie niezadowolona z mojej odpowiedzi.
            • jottka ehm 24.05.07, 13:37
              jako absolwentka tej nieszczęsnej uczelni pozwolę sobie nadmienić, że jednak
              tytułomania jest raczej zjawiskiem ogólnopolskim, a nie specyficznie ujotowskim,
              mimo przykładów podanych z tego akurat zakątka:)

              som ludzie i ludzie, moje własne doświadczenia uczelniane skłoniły mnie swego
              czasu do jakże mylnej wiary, że wszyscy uczeni to ludzie o niebywałej klasie,
              wrodzonym autorytecie i takiejż skromności, co nie jest prawdą niestety.


              poza tym jagiellonka to jest ksywa biblioteki jagiellońskiej, a nie ujotu - i
              zgodze sie, ze biblioteka jest to nader specyficzna:) tyle że obyczaj
              'pozakolejek' dla docenta i profesora nie jest li i jedynie ich wynalazkiem.
              niemce z kolei mają od '68 roku wpojony absolutny demokratyzm stosunków
              międzyludzkich, czym sie odróżniają od twardo stojących na wręcz przeciwnym
              biegunie austriaków:) jak tłumaczył pewien satyryk, jeśli w wiedniu zajdziesz po
              raz drugi do tej samej knajpy, to kelner uzna cię za stałego gościa i będzie
              chciał cię jakoś tytułować. jeśli zdradzisz się z pracą nauczyciela czy
              akademika, zostaniesz automatycznie obdarzony tytułem doktora, natomiast jeśli
              naprawdę nim jesteś, wtedy kelner będzie zwracał się do ciebie 'herr professor':)
              • stella25b Re: ehm 24.05.07, 13:54
                A ja sie juz zniemczylam, po niem. jest "die Uni" wiec logicznie jest
                Jagiellonka a nie Ujot;)
                • jottka Re: ehm 24.05.07, 13:56
                  no to jest raczej popularna niewiedza w kraju, a nie efekt germanizacji - po tym
                  najłatwiej rozpoznać człowieka nie stąd:)
                  • stella25b Re: ehm 24.05.07, 14:04
                    zawsze bylam z "tamtad". Jedynie co mnie laczylo z Ujotem (nie Jagiellonka) to
                    to, ze studiowalam na uniwersytecie, ktorego partnerem byl wlasnie Ujot.
      • eva.68 Re: aneg.ka historyczna 24.05.07, 22:40
        Przeżyłam coś podobnego w liceumowych czasach. Pani "profesor" od fizyki zdarzył
        się identyczny "wypadek". Przedefilowała była przez dwa piętra pełne uczniów
        (toalety znajdowały się w suterenie a pracownia fizyczna na piętrze I) i nikt
        jej nie "uratował". Dopiero jakiś dżentelmen z mojej klasy stanął na wysokości. :)
        • sutekh1 Re: aneg.ka historyczna 25.05.07, 11:27
          hehehe. lepiej jednak niż anegdota pisana w tej konkretnej przykładówce
          zagrałoby zdjęcie, bo nie sobie z abardzo ja wyobrażam sytujeszyn.
          każdemu się może zdarzyć a już umysłom zanurzonym w słownikach i teoriach ciało
          wymyka sie dość brutalnie spod kontroli różnorakiej.
          Barthes wpadł pod ciężarówke dostawczą jak się wybrał na spacer rozmyślaniowy i
          przez miesiąc podobno umierał w szpitalu.

          z kwarantyną w sumie można się zgodzić na tzw. chamstwo lepszych/utytułowanych,
          o wiele niebezpieczniejsze w komunikacji międzyludzkiej w ramach instytucji i
          nie tylko na linii professor-stjudent jest przedostanie się do języka
          pracowników tryndu "prawniczego", znaczy się odzywki adwokatów, język z sali
          rozpraw jako techniki retoryczne w kontakcie ze studentami, tak jest w
          częstochowie na ajd i nie da rady- sztywność i eksponowane w ten niby-
          zawoalowany sposób chamstwo rządzą!!
          • mamarcela Re: aneg.ka historyczna 25.05.07, 12:08
            Słonko, ale to nie jest anegdotka o tym, co się przydarzyło rzeczonej pani
            profesor, a co jak słusznie twierdzisz może sie przydarzyć każdemu - to jest
            anegdotka o tym, co wydarzyło sie tamtego słonecznego dnia na uniwersyteckim
            dziedzińcu.

            Moja świętej pamięci Pani Dziekan potrafiła podczas przerwy na obiad zgubić
            wszystko łącznie ze spódnicą - tylko jej studenci latali po te zagubione rzeczy
            do knajpy, po kawę z cytryna na kaca do bufetu i do dziś z rozrzewnieniem
            wspominają jak to zamyślona wyłamywała drzwi do toalety, nie zważając, że już
            ktoś tam jest. I w tym wspomnieniach nigdy nie używają tytułu naukowego tylko
            imię, bo to po prostu fajna kobieta była chociaż z Krakowa :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka