19.06.07, 09:38
www.gazetawyborcza.pl/1,75475,4228947.html
Co o tym sądzicie?
Pod artykułem wypowiedzi różne. Wynika z nich, że niektórzy skłonni są
traktować sztukę jak towar. Czy rzeczywiście porównanie filmu ze stołem ma
sens i przywłaszczenie jednego i drugiego jest tym samym=kradzieżą?
Poza tym, jeśli mam ochotę np. na jakąś płytę i jest ona dostępna w sieci, to
ostatnią rzeczą jaka przychodzi do głowy jest osoba autora tej płyty.
Z drugiej strony, gdybym to ja była autorem, chyba by mnie to wkurzało.
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Piractwo 19.06.07, 10:18
      Nie ma czegoś takiego, jak piractwo.
      Nie ma czegoś takiego, jak własność intelektualna w sztuce.
      Są tylko panowie artystowie, albo pseudoartystowie (częściej), którym wydaje się, że za każde gówno jakie wydalą, należy płacić i to najlepiej dozywotnio. Zgadzam się na płacenie, ale nie za wszystko i nie każdemu.

      P:)
      • kwarantyna Re: Piractwo 19.06.07, 10:55
        Mnie też coś zgrzyta, kiedy artysta tak kategorycznie broni owej własności.
        Niech se ją wsadzi i czyma w lodówce np.

        • braineater Re: Piractwo 19.06.07, 11:06
          No bo cała idea własności intelektualnej to jest poroniony pomysł, zrodzony zresztą całkiem niedawno w pustych łbach hamerykańckich lojerów, którym przysparza ona całkiem sporej kasy, za przysłowiowy psichuj. Miśki nie rozumieja, tzn, udaja, że nie rozumieją, że jesli coś jest opublikowane, to staje się z automatu własnością publiczną i nikt nie może rościć sobie do tego praw, ewentualnie autor może poprosić, by wzmiankowano przy tym jego nazwisko, jesli mu zależy na lansie.
          Dziś nie jest tak, że odbiorca musi szukac dzieła sztuki, to o wiele częsciej autor musi prosić, by ktokolwiek się nim zainteresował i pozwolił choć trochę zarobić, a żeby to osiągnąc nie może stawac na pozycji dam wam, jak zapłacicie, bo odbiorca w sekundzie znajdzie sobie 5 lepszych, którzy powiedzą, jak wam sie podoba, to zapłaćcie. To do takich panów jak Machulski nie dociera, bo gdyby ludzie mieli wczesniejszy podgląd jego dzieł, to obawiam się, że czas produkowania hiciaków skończyłby się mu na Seksmisji. A juz pyszczenie w temacie, że trzeba zarabiać na filamach sprzed 80 lat i dlatego nie można ich wpuścić w domenę CC, to jest totalny idiotyzm i koszmarna pazernośc, w dodatku niczym nie rózniąca się od kradzieży, bo pan Machulski chciałby zarabiac na nie swoim - bo filmy te albo były produkowane przez prywatne spółki i okres ochrony prawnej dawno im juz minął, ale p0rzez państwo (powojenne), czyli poniekąd z podatków. Czyli raz już naród za te filmy zapłacił, ale teraz jesli chce je obejrzeć ponownie, powinien znów zapłacić, bo rózni debile zwietrzyli w tym kasę i mozliwośc zdobycia funduszy na kolejne gówna w stylu Killera.
          Z tym, że ten spór to się jeszce tak z 20 lat pociągnie nim nie wymrą własnie tacy zwolennicy płacenia za każdy wyrzyg, jak Machulski i pokrewni.
          • 8macek Re: Piractwo 19.06.07, 11:36
            no brajnu widzę, że aż ci ulżyło.

            i zgadzam się nawet z tobą (co mi przychodzi z wielkim trudem)
            :-D

            • 8macek Re: Piractwo 19.06.07, 11:40
              poza tym chciałbym jeszcze dodać (bo jakoś to machulskiemu i tobie umknęło), że
              dzisiaj robienie filmów należy raczej nazwać przemysłem kinematograficznym
              aniżeli sztuką.

          • kwarantyna Re: Piractwo 19.06.07, 11:58
            Mnie się w tym momencie wykrystalizował był pogląd w tem temacie.
            Masz rację Brajan. Rzeczywiście Machulski powinien być zadowolony, że ktoś go
            ogląda za darmo.
            A handlowanie kopiami? Co myślisz o tym?
            • 8macek Re: Piractwo 19.06.07, 12:21
              a to już jest zupełnie co innego i osoby czerpiące korzyści majątkowe ze
              sprzedaży skopiowanych utworów (jakichkolwiek) karałbym z całą surowością.

              moim zdaniem powinien być taki oto kompromis:
              możesz mieć bezkarnie kopię na dysku twardym i nikt wtedy nie ma prawa nazywać
              cię złodziejem, jeśli posiadasz kopię na innym nośniku niż CD/DVD-RW,
              sprzedajesz lub kupujesz kopię na jakimkolwiek nośniku cyfrowym podlegasz karze
              jako sprawca czynu zabronionego.
            • braineater Re: Piractwo 19.06.07, 12:27
              Jak o każdym handlowaniu, czyli źle :)

              (W związku z czym, weryfikuję nieco haśło z postu pierwszego - piractwo istnieje, jesli ktos zarabia na czyjejś robocie, czyli np zeskanuje książkę a potem, zamiast jak normalny cżłowiek wpuścić ją do sieci, chce za nią jakąś kasę. To jest skurwysyństwo i na to i owszem paragraf powinien być. To samo z filmami typu orżinale ze stadionu i tym podobne chińskie kopie po dolarze za sztukę, na których zarabia ta sama ekipa, co zarabia na młodcianych prostytutkach.)

              Natomiast zupełnie naturalnym jest to, że jak znajdę cos fajnego, książkę, film łotewer, to chcę się tym podzielić ze znajomymi albo i nieznajomymi. Spodoba im się, to wierzę, że kupia legala, nie spodoba się, to i tak tego legala by nie kupili. Przykład ostatni, wkręciłem się przy pomocy ebooków w Jeffrey'a Forda, facet genialnie pisze, w PL jest niewydany jeszcze, więc za długo się nie zastanawiałem i wpakowałem nadwyżkę kasy w zamówienie z Amazona. Mógłbym pozostać przy ebookach, w końcu ksiązki juz znam, ale uznaję, że facetowi nalezy się grosik z mojej krwawicy za to, że fajnie pisze. I (kwantyfikator uogólniający bardzo) wierzę, że wiekszość z tych, którzy ściągają z sieci robi dokładnie tak samo z rzeczami, które im się naprawe podobają. Dowód na to chociazby w boxoffisowych wynikach sprzedaży biletów na hiciaki typu shrek 3, który w sieci jest do obejrzenia od miesiąca już conajmniej i który z tylko jednego serwisu z wielu z których korzystam miał juz ponad 0.5 miliona ściągnięc i który nadal się cudownie sprzedaje w kinach, czy w pisarstwie takich ludzi jak King, którego każda ksiązka jest 'nielegalnie w sieci', co w niczym nie przeszkadza mu w tłuczeniu pierdyliardów $$$ na tych samych tytułach albo w przypadku Cory'ego Doctorowa, który sprzedaje po 650 tys egzemplarzy swojej powieści, pomimo tego, że sam je umieszcza bezpłatnie w sieci i namawia do ściągania.

              Do naszych debili po prostu nie dociera, że sieć jest genialnym mechanizmem promocji, wolą wierzyć w przyrodzone zło człowieka i uznać, że jak już ściągnął (ukradł), to nie kupi. Jak tak będa dalej pierdolić, to ani nikt ich nie będzie ściągał, ani tym bardziej kupował.
              Ament

              (tak, to jest temat do którego podchodze emocjonalnie, bo złogi głupot jakie mu towarzysza straszliwe mię ciśnienie podnoszą:)

              P:)
              • kwarantyna Re: Piractwo 19.06.07, 12:37
                Jest tak jak mówisz.
                A czy wogle piractwo to nie jest przypadkiem tylko polski problem?
                • braineater Re: Piractwo 19.06.07, 12:42
                  Chyba nie, bo w każdym miejscu znajda się palanty chcące zarobić pod cudza marką. Czy będą to goście co nabijaja tutki machorka i sprzedają jako marlboro bez akcyzy, czy ci, co seryjnie kopiuja filmy i sprzedają je na targu, czy ci, którzy sprzedają kserowane notatki ze studiów. Jest kasa, są luje, niezaleznie od połozenia geograficznego. :)

                  P:)
                  • kwarantyna Re: Piractwo 19.06.07, 13:04
                    Chodziło mi nie o proceder handlu kopiami (bo to rzeczywiście internationale
                    jest), ino o ta niezwykła wrażliwość naszich artystów, przejawiającą się w
                    liczeniu strat powodowanych piractwem sieciowym.
                    • 8macek Re: Piractwo 19.06.07, 13:31
                      "ino o ta niezwykła wrażliwość naszich artystów"

                      raczej pseudoartystów.

                      pseudoartysta czyli idiota nie bierze pod uwagę tego, że jak kogoś nie stać to
                      i tak nie kupi, a jak kogoś stać to mimo, że ma pirata na płycie i na
                      twardzielu to i tak kupi oryginał, a jak jest pierdolnientym fanem to nawet
                      wersję kolekcjonerską.

                      mnie np. stać aby kupić wersję kolekcjonerską za 200zł, ale wiem, że córki
                      mojego sąsiada alkoholika nie stać nawet na to aby wypożyczyła sobie film w
                      wypożyczalni. i nawet bym jej chętnie kupił oryginalne płyty gdybym nie miał
                      pewności, że jej ojciec na drugi dzień by je po prostu wyniósł z domu i oddał
                      za ćwiartkę ruskiego spirytusu (nie było by żadnego gadania bo przecież
                      płyty "były za darmo"). dlatego jedynym rozwiązaniem w takim przypadku jest
                      kopia na dysku twardym (komputera nie ruszy bo dziewczyna sama na niego
                      uzbierała kasę).
                      to taki przykład prosto z życia.
                    • braineater Re: Piractwo 19.06.07, 14:12
                      W tym sensie też nie jesteśmy odosobnieni, bo największego świra i największe afery w temacie rozpętują Amerykanie, skąd zresztą całość szopek dookoła praw autorskich się bierze i na których pomysłach, róznorakie Machulskie bazują. To Amerykanie mają organizacje typu R.I.A.A. co sobie rości prawa do ponadnarodowego ścigania za kopiowanie plików (dygresja: polecam wejśc na szwedzki serwis torrentowy Pirate Bay, chyba największy z ogólnodostępowych i klepnąc sobiew u dołu strony w zakładkę 'groźby prawne' - tam sa przykłady listów od tego typu organizacji, które kompletnie nie zważając na to, że serwery PB sa w Szwecji próbują na nich egzekwować amerykańskie przepisy prawne.) i to amerykanie maja nadprodukcję lojerów, którym opłaca się wytaczać sprawy 13-laytkom sciagającym piosenki Britnejki, bo inaczej byliby bezrobotni. Zresztą jest to wytłumaczalne w inny sposób - polecimy obrazowo. Jesteś sobie zajebiście bogatą Kwarantanką, ale chciałabyś być jeszce bardziej. Zdrowy, zrozumiały odruch. Więc wpadasz na pomysł, że co prawda sama na niczym nie grasz, nie śpiewasz i nie pląsasz, ale chcesz zarobić na muzyce. Znajdujesz sobie więc jakieś zabiedzone dziewcze z zadupia albo getta, prowadzisz je do fryzjera, makijazysty, stylisty, ładujesz kasę w jej imidż, kupujesz gościa, co pisze melodie i drugiego, co pisze łśowa, wynajmujesz muzyków, wsadzasz ich z panną do studia i siedza tam tak długo, az nagrają hiciaka. Kosztuje cie to sporo kasy, ale wiesz, że hiciak jest tak toporny, że na pewno będzie się podobał - 30 takich samych się podobało, to czemu nie ten, prawda? No ichcesz na tym zarobić, a tu jakiś bezczelny 12 latek, ściaga sobie tego (s)hita z sieci, przesłucha trzy razy i stwierdza, że chujnia z grzybnią i słyszał to juz 30 razy, mimo, że ma dopiero 12 lat. Ty uznajesz z mety, że cię okradł, bo posłuchał i nie zapłacił, nie zauwazając jakby, że u podstaw wyprodukowania tego przeboju stała nieprzeparta ochota zarobienia na czymś zupełnie pozbawionym wartości. 12 latek naciskając 'delete' wystawia po prostu recenzję, może niesprawiedliwą, ale ma do tego prawo. Jesli zas hiciak mu się spodoba, to da ci zarobić na 10 innych sposobów, od kupienia sygnału z melodyjka na komórę, przez kupowanie gazet w których twoja gwiazda dała wywiad, za kasę z którą się z toba dzieli, po pójscie na koncert na który bilet jest w cenie płyty i z którego, jako menago tez masz % zysku.
                      Niestety, do większości tych producencko-artystycznych buców nie dociera nijak, że film, ksiązka, płyta jest tylko tym przedmiotem, który ma pobudzić zainteresowanie odbiorcy, zachęcić go do pójścia na spotkanie z twórcą, do czytania o nim i jego dziełach, do pójścia na koncert i kupienia gadżetów (a pewnie, że bym se kupił koszulkę z wizerunkiem Skaja i chodził w niej promując jego ksiązki zupełnie za friko)
                      Jak na razie powolutku zaczynają rozumieć to muzycy (muzycy, nie gwiazdki), częśc pisarzy, doskonale o tym wiedza twórcy oprogramowania i całkiem nieźle kumają tę zasade twórcy seriali (zauważ - seriale leca z sieci hurtem, nie ma ani jednego głosu sprzeciwu ze strony twórców, ba dośc często sami je po prostu udostepniają, a kasa wyłożona w stworzenie profi-serialu na peweno nie jest mniejsza niż przy wysokobudżetowym filmie - tyle, że odzyskują ja na mediach i gadżetach, bo która 12 latka se nie kupi plakatu z LOST'A albo Prison Break, skoro takie fane chopaki tam grają).
                      To się kiedyś unormuje, tyle, że musi chyba wymrzec poprzednie pokolenie.

                      P:)
                      • kwarantyna Re: Piractwo 19.06.07, 14:19
                        Już to kajś pisałam, ino nie pamiętom kaj, więc się może powtórza, że idea Open
                        Access funkcjonuje już w nauce. Taki, co ma coś do powiedzenia ma w dupie
                        wydawnictwo, które zarabia na jego tfórczości naukowej i sam to publikuje w
                        sieci (preprinty). Baaardzo mnie się to podoba.
                        • braineater Re: Piractwo 19.06.07, 14:33
                          No bo właśnie o to chodzi. Jak dostaję za napisanie czegoś wierszówkę, jest super, kasa w kieszeni zawsze cieszy, ale z drugiej strony, jak chcę coś napisać, to nie sprawdzam najpierw czy ktoś mi chętnie za to zapłaci, tylko to po prostu pisze i wrzucam na sieć, bo wazniejsza staje się mozliwość przekazania czegoś, niż zarobienia na tym. Wrócę jeszce raz do przykładu Doctorowa, który własnie w ten sposób, udostępniając bezpłatnie od samego pcozątku swoje opowiadania i powieści, wyrósł na naprawdę solidną gwiazdę SF niszy pisarskiej i doskonale zarabia na swojej twórczości. Inny przykład z tej samej beczki, nosiłem w sygnaturce 'Wolna Kulturę' Lessinga, mam ją tez linkowana na stronach gdzie daję głos, książka jest do bezpłatnego poboru z sieci a cały nakład papierowy w Polsce, dzieła było nie było dość hermetycznego i generalnie kierowanego tylko dla zainteresowanych, sprzedał się bez najmniejszego problemu i to przy kilkunastustysiącach zarejstrowanych ściągnięć .pdf'a. Sam zresztą papierówkę mam na półce, bo była to książka, która uznałem za wartą 30 złotych ceny okładkowej.
                          I smieszą mnie w tym momencie haśła, że młodzi artysci nie mają jak debiutowac, bo nikt nie zaryzykuje kasy, bo wszyscy ściągna ich dzieło nikt nie kupi, bo prawda jest taka, że serwsy typu myspace, you tube i inne społecznościowe sa właśnie dla tych, którzy chca coś powiedzieć, zagrac, zaspiewać, nie mają kasy na promocję w mediach i jest to dla nich sposób na zaistnienie, co, jesli będą naprawdę dobrzy, lub po prostu spodobają się ludziom, spowoduje prędzej czy później, że zaczną zarabiać na swoich dziełach - casus Arctic Monkeys chociazby, ale pewnie już z kilkaset takich przypadków dałoby się wymienić, jak choćby uroczy sprzedawca telefonów ostatnio.

                          P:)
              • skajstop Hmm... 19.06.07, 13:12
                Nie, żebym chciał powiedzieć coś istotnego, ale wiem dwie rzeczy: że jak mi
                padnie przez piractwo sprzedaż książek, przerzucę się na hodowlę ogórków, a że
                się na ogórkach nie znam, wolałbym piratów trzymać w pewnych ryzach; i chyba
                idealizujesz ludzi, Braineaterze. Nie wiem, czy Hamerykańców, ale polskich
                czytelników Pilipiuka czy Sapkowskiego na pewno.

                Uwaga generalna: za bardzo rozciągnąłeś tę sprawę. Rynki książkowy i filmowy są
                w tym względzie mało porównywalne - mnie też wydaje się, że ochrona filmów
                (nawet fragmentów) sprzed 80 lat jest przesadą, a skoro masz w działalności
                pisarskiej prawo do cytatu, to nie rozumiem stanowiska Machulskiego.
                • braineater Re: Hmm... 19.06.07, 13:26
                  Skaju, tylko, że znów jest tak, że mam cąłego Sapka, to, co mi się podoba Pilipiuka i Twoje ksiązki na dysku i tak samo mam je na półce. Ba, nawet zapytany przez kogoś na sieci, czy mogę mu cos podrzucić do czytania, podaję dalej Twoje teksty, wierząc, że się spodobaja i będziesz miał kolejnego fana, który przyjdzie na spotkanie autorskie z Toba, albo poleci po Twoją nowa książkę do empiku, z czego masz jakis tam drobny zysk materialny oraz, co chyba ważniejsze dla Twórcy, kolejna osobę, której namieszałeś w głowie. Nie zrobiłbym tego oczywiście z tekstami, których jeszcze nie opublikowałeś, bo masz pełne prawo do zarobku na swoim dziele, przez kilka lat (ale nie przez 80 czy sto) po opu blikowaniu bestsellera Twoim prawem jest zycie z taniem za niego, ale juz kompletnie bezsensu jest to, ze nawet po Twoim zejściu, może na twoim bestsellerze zarabiać spora grupa ludzi, z która wolałbyś nie mieć zapewne nic wspólnego, a którzy kasę czesza tylko za to, że przekonali Cię do podpisania umowy, która im, nie Tobie zapewnia dożywotnie zyski. Ja naprawdę jestem za tym, żeby po rozsądnym okresie czasu - i za rozsądny mam tu jakies max 10 lat, wszystkie dzieła na stałe przechodziły do domeny publicznej, stając się wspólnym dobrem, źródłem inspiracji i radochy, dla kazdego, kto chce miec kontakt z kulturą.

                  P:)
                  • skajstop Re: Hmm... 19.06.07, 14:14
                    W części się zgadzam - dlatego uważam, że rozmowa o piractwie powinna wyglądać
                    max. szczegółowo, a nie na zasadzie "jestem za, jestem przeciw". Np. może 10 lat
                    to krótko, ale sama zasada jest ok.

                    A co do praw do tantiem po mojej śmierci, to w ogóle uważam, że prawo autorskie
                    wymaga rewolucji - i tu raczej stanę po Twej stronie, z drobnym zastrzeżeniem,
                    że spadkobiercy winni mieć prawo do jakiejś drobnej części, ale już nie do
                    blokowania obrotu tymi dziełami - tak dla przykładu.

                    Niemniej, zwłaszcza w przypadku książek komercyjnych, czytadeł, Braineaterze,
                    naprawdę sporo gówniaterii ogranicza się do czytania z dysku. To jest fakt - oni
                    są po prostu pozbawieni skrupółów, które masz Ty czy ja :)

                    Internet zmienił sytuację - pora się z tym zmierzyć. Niemniej, piractwo jest
                    zjawiskiem skomplikowanym. W zasadzie są co najmniej dwa aspekty:
                    1, zapoznawanie się z dziełem na własny użytek
                    2, czerpanie korzyści

                    W tym drugim przypadku ja bym strzelał. A potem włóczył za jelita.
                    • staua Re: Hmm... 19.06.07, 22:31
                      Piractwo na skale masowa istnieje od kiedy istnieja cyfrowe kopie, ale przeciez
                      istnialo zawsze - przeciez kazdy pozyczal ksiazki znajomym... Ja np.
                      Sapkowskiego pozyczalam (tylko, nigdy nie kupilam) cala sage o wiedzminie,
                      kupilam dopiero cykl o Reynevanie tylko dlatego, ze nie znam nikogo, kto by mi
                      go pozyczyl...
                      • wampuka Re: Hmm... 04.07.07, 02:46
                        I tu zadziałała polityka a'la Brain: zachęcona jednym wydawnictwem kupiłaś
                        drugie, a może kupisz i czwarte i piąte. Działa :)
                        • staua Re: Hmm... 04.07.07, 03:28
                          Tak, ale:
                          -Wiedzmina i tak nie kupie
                          -trylogie chetnie bede pozyczac kazdemu, kto bedzie chcial, a pewnie i odstapie/odsprzedam za
                          grosze w koncu, bo nie podejrzewam, zebym chciala czytac ja wiecej niz dwukrotnie
                          zatem pirackie zasady dzialaja...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka