anna_sla
21.07.07, 19:22
Wstaję obudzona przez Bartka, biorę go na ręce i wyciągam drugą rękę po
Krzyśka, podnoszę go i w tym momencie chluś.. dostałam @..
popołudniu śpią smacznie chłopcy, my jemy obiad, teściowa karmi Magdę.. nagle
wielki płacz Bartka, normalnie dałabym mu się wypłakać (to zawsze trwa tylko
chwilę gdy przez hałasy za oknem) i znów by zasnął. Teściowa naciska, no idź,
ja nie idę, każe iść Wojtkowi, w końcu musiałam iść przez co wcale się nie
uspokoił tylko rozbudził i obudził Krzyśka. Wynoszę wściekła niewyspanego
Bartka tatusiowi i usypiam Krzyśka. Kończymy obiad pod znakiem płaczu Magdy,
która po 3-ch łyżkach mówi nie i moich bolących pleców po spacerze. Mąż budzi
Krzyśka i kładzie się spać przed nocką.. I teraz się zaczęło. Magda rozsypała
popcorn na podłodze, chwytam chłopaków wynosząc ich do kuchni na ich obiad
każąc Magdzie pozbierać popcorn. Karmię żuczków i przeholowałam. Przekarmiłam
Krzyśka i zwymiotował. Chwytam go a z niego kapie.. do łazienki nie dobiegnę,
bo wykładzina, sadzam na podłodze w kuchni z zamiarem pójścia po miskę z wodą.
W tym momencie Bartek wstał w krzesełku. Szybko wyciągam go i sadzam również
na podłodze, chcę biec, patrzę a Krzyś kontynuuje wymioty i Bartek już w nie
ciapnął łapkami. Złapałam go i szybko wyniosłam do męża budząc go, a sama
wróciłam po biednego Krzysia. Umyłam go, zaniosłam tacie i pobiegłam sprzątać.
Wracam, zabieram chłopców i wynoszę do drugiego pokoju a taaammm.. zamiast
pozbierany to [porozrzucany popcorn na pół pokoju i wskazujący na to, że
sprawca jeszcze po nim skakał.. Wkurzona już, bełkocząc z wyrzutem do córy
chwytam za odkurzacz i do wora.. wynoszę dzieci na balkon zastawiam wyjście
basenikiem i kazałam im się tam bawić, abym ja mogła się uspokoić...
a na balkonie?? pozostawione pudełko zapałek przez mojego palącego szwagra,
który nas dziś zaszczycił swoją osobą, rozwalone, zapałki rozsypane z
pooblizywaną siarką przez chłopców zielonotwarzych..
Niech się ten dzień już skończy :(((