anna_sla
10.09.07, 09:58
Wczoraj byliśmy na osiemnastce kuzynki męża i urodzinach jego mamy. Gdyby nie
była to osiemnastka przy okazji to starałabym się wymigać.. Poszliśmy wszyscy
i mam dość. Dzieci naprzeżywały się, choć chłopcy sypiali już w różnych
miejscach tak takiej reakcji chyba jeszcze nie było. Nie szło w ogóle uspokoić
Bartka. W końcu zabraliśmy się i poszliśmy, ale to i tak był już koniec
imprezy. Jednak w nocy, hmm.. w nocy wszyscy odreagowali, cała trójka. Bartek
całą noc kręcił się, stękał, mruczał, kopał nóżkami po szczebelkach. Do tego
kilka razy Krzyś i kilka razy Magda. Efektem była nieprzespana moja nocka a o
6 na nogi już.. buu..
Tatuś zaś pobił tej nocy sam siebie (chyba). Obudziłam się o 1:30 i co widzę?
Tatunia ślęczącego przed kompem, a o 5 rano wstawał do pracy. Nie wiem co się
z nim ostatnio dzieje. Czy on tak odreagowuje tacierzyństwo czy co? Ślęczy do
1-2 w nocy, albo budzi się kilkakrotnie tylko po to aby zrobić klik klik i
wysłać inwazję na inne plemiona w internetowej gierce. Robi to nawet jak wie,
że ma wstać do dzieci (do dzisiaj miał urlop), a potem odsypia w dzień,
marudzi, zrzędzi, boli go głowa i wrzeszczy na dzieci. Mamy niepisany układ,
że jak jest w domu to raz wstaję ja raz on, aby każdy miał czas odpocząć, ale
on nie odpoczywa. Staram się nie ingerować w te jego nocki, on nazywa je
"trudnymi nocami", ale niejednokrotnie powtarzam mu, że powodem złego
samopoczucia są właśnie te nocki i potem źle nastraja dzieci. Po ostatnich
jego kilku godzinach spędzonych z dziećmi potem musiałam nie tylko uspokajać
dzieci ale i jego naprostować. Zawsze to naprawianie trwa kilka godzin, samej
mnie głowa rozbolała, nie zawsze mam tyle cierpliwości i po prostu po tym mam
ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść z domu. Byłam wściekła na niego i następnego
dnia jego pobudki, sama wstałam, bo nie chciałam znowu przechodzić przez to
samo.. A po dzisiejszej nocce mam tego dość. Bo teraz ani ja nie mam nocki
przespanej z powodu dzieci, ani on z powodu własnej głupoty i teraz wróci z
pracy i będzie spał, a ja dalej ciągnęła swoją robotę.. Nagadałam mu w nocy i
obraziłam się.. No ile można??? Jeżeli to jest jego sposób na odreagowanie to
bardzo kiepski, bo nawet jak mu proponuję aby poszedł sobie do kolegi na piwo,
męskie pogaduchy, to on zdenerwowany już przez dzieci i zmęczony po "trudnej
nocce" nie czuje się nawet w stanie tam pójść.. Mówię Wam, że chyba po
kolejnej takiej nocy normalnie go pobiję ;P