diabollo
25.11.07, 14:29
Czyli:
=================================
PiS - oni wszyscy z nas
Magdalena Środa* 2007-11-24, ostatnia aktualizacja 2007-11-23 21:47:14.0
By wzmocnić więzi społeczne, potrzeba nam innych cnót niż cnoty heroiczne
W ciągu ostatnich dwóch lat nie udało mi się spotkać żadnego zwolennika PiS.
Nie wiem więc, jak wygląda elektorat Jarosława Kaczyńskiego, ale coraz
bardziej podejrzewam, że jest to jakaś wirtualna grupa, której siła polega na
tym, że zgromadziła i wzniosła do rangi polityki pewne cechy, które tkwią w
całym społeczeństwie. Można powiedzieć - oni wszyscy z nas.
Nie sądzę jednak, że najważniejszym problemem w Polsce nie jest elektorat PiS
i sztuka jego uwiedzenia, nad którą zapewne pracuje partia Donalda Tuska (może
da się ich wszystkich zneutralizować na boiskach, w końcu: "piłka dobra na
wszystko!"), ale w ogóle brak więzi wspólnotowych. Wszystko jedno, jak je
nazwiemy, "liberalną wspólnotą obywatelską" ("Solidarni bez Kościoła", "Gazeta
Świąteczna" z 10-11 listopada), jak chce Kinga Dunin, kapitałem społecznym,
którego brak stwierdza wyraźnie w swojej "Diagnozie społecznej" prof. Janusz
Czapiński, czy po prostu społeczeństwem obywatelskim, nad którego małością
ubolewa prof. Wiktor Osiatyński.
Jesteśmy nie tyle wspólnotą, ile raczej stowarzyszeniem rozmodlonych rodzin (i
to wcale nietradycyjnych). Jesteśmy nieufni, podejrzliwi, pasywni, nieczuli,
nie angażujemy się w działania lokalne, inicjatywy obywatelskie, nie
interweniujemy, gdy słyszymy przemoc za ścianą, nie znamy swoich sąsiadów i
nie interesujemy się ich życiem, nie potrafimy (nie chcemy?) budować
przestrzeni "między". Więzi u nas mają raczej charakter wirtualny, budowane są
przez pompatyczne formy pamięci o heroicznej przeszłości i przez modlitwy
gwarantujące rzekomo lepszą przyszłość. Czasem tworzymy historyczne,
krótkotrwałe wspólnoty "przeciw", by zaprotestować, zagłosować, zmobilizować
się przeciw jakiemuś wrogowi. Raz do roku dajemy pieniądze na Orkiestrę
Świątecznej Pomocy.
Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się zmobilizować wszystkie te cechy i stworzyć
z nich podmiot polityczny. Wielkie stowarzyszenie ludzi na "nie". To znaczy
tych, którzy nie lubią PRL, nie lubią III RP, nie lubią wykształciuchów, nie
lubią oligarchów, nie lubią wspólnoty europejskiej, nie lubią biedy i
wykluczenia, a jednocześnie nie lubią procesów modernizacyjnych, tęsknią za
bliżej nieokreśloną i raczej wirtualną przeszłością, boją się przyszłości, są
bierni, dekoracyjnie religijni, pragną "ojca", wodza lub władzy, która ukróci
rozgadaną demokrację, opanuje rozbuchaną korupcję i zapewni im mały dobrobyt.
Jak Gierek.
Do stowarzyszenia niezadowolonych należą również ci, którzy uważają, że mimo
swoich zdolności są nie dość dobrze traktowani lub że mimo swego geniuszu nie
odegrali większej politycznej roli. Do stowarzyszenia należeć może każdy i
każdy może z niego wyjść, jeśli zwątpi w ważność tych swoistych kanonów
polskiej wiary.
Wiara w fasadowy charakter wartości
Chyba żaden naród tak często nie deklaruje ważności różnych wartości, tak mało
czyniąc, by traktować poważnie obowiązki, które z nich płyną. Wartości to
najskuteczniejsze narzędzie politycznej perswazji, ale też punktu odniesienia,
bez których życie społeczne nie jest możliwe. Politycy rozumieją tylko to
pierwsze.
Kaczyński zrobił z "solidarności" narzędzie największych podziałów, jakie
dotknęły Polskę. Klepiący na okrągło o "prawdzie" i walczący z zadawnioną
krzywdą młodociani zwolennicy polityki historycznej stworzyli kolejną grupę
pokrzywdzonych oraz chaos wokół problemów winy, cierpienia i zadośćuczynienia.
Gorliwy zwolennik "prawa" i "sprawiedliwości" niejaki Ziobro nadwerężył prawo,
a jego partyjny kolega szef CBA kpi z naszego poczucia sprawiedliwości,
jednocześnie deklarując jej znaczenie.
Dziś niepokojem napawają mnie wypowiedzi Tuska dotyczące miłości, podczas gdy
jego koledzy szykują się do politycznego odwetu (oczywiście w humanitarnym i
uzasadnionym wymiarze). Po wydarzeniach w Afganistanie brak mi wypowiedzi
księży o świętości ludzkiego życia i manifestacji Młodzieży Wszechpolskiej,
dla której każde życie jest warte obrony. Dlaczego nie teraz?
Wartości nie muszą być przedmiotem deklaracji, mogą być przedmiotem edukacji.
Trzeba je wdrażać, trzeba wychowywać według nich, a nie budować z nich fasady,
które dobrze wyglądają, ale obok których przechodzi się obojętnie. Trzeba
opracować programy wychowania obywatelskiego, dzięki którym młodzi ludzie
nauczą się cenić pracowitość, punktualność, wzajemną pomoc i uczciwość, bo to
właśnie te cechy zwiększają wzajemne zaufanie ludzi wobec siebie i wobec
instytucji. Od przedszkola trzeba uczyć postaw obywatelskich.
Wiara w siłę romantycznego patriotyzmu
Tymczasem i w szkołach, i w polityce mamy ustawiczną promocję patriotyzmu,
której istota polega na wzruszeniach i wspieranej na rozlicznych pomnikach
wierze w wielkość własnego narodu. Według ostatniego ministra kultura nie ma
przyszłości, to wyłącznie lukrowana przeszłość. Na ulicach zaniedbanych miast,
obok bogatych kościołów rosną pomniki naszych bohaterów, papieża oraz muzea. Z
których oczywiście jesteśmy dumni. Tylko dlaczego ta duma nie zatrzymuje nas w
kraju?
By wzmocnić więzi społeczne potrzeba nam innych cnót niż cnoty heroiczne i
innych wartości niż wartości fasadowe. Potrzeba nam wartości obywatelskich
takich, jak: szacunek dla prawa, umiejętność partycypacji, debaty,
argumentacji, działania we wspólnotach i tworzenia stowarzyszeń, trzeba nam
umiejętności samorządnego radzenia sobie z problemami i umiejętności
zawierania kompromisów.
Polski patriotyzm obywatelski powinien zawierać zespół cnót, bez których
niemożliwy jest dobrobyt, cnót w Polsce pogardzanych: pracowitość,
oszczędność, skrupulatność finansowa. Potrzeba nam nauki przedsiębiorczości w
szkołach i takiejż praktyki. Potrzeba dobrej i skutecznej polityki socjalnej,
ale też szacunku wobec tych, którzy tworzą dobrobyt. No i swobód obywatelskich.
Czy Donald Tusk wie, że emigracja ma charakter nie tylko zarobkowy? To również
ucieczka od kraju, w którym jest duszno, w którym nie ma czym oddychać, w
którym kurczy się różnorodność i więdną wolności indywidualne, bo Kościół
straszy "cywilizacją śmierci".
Wiara w moralną moc religijnych rytuałów
Ani nauka religii w szkołach, ani rosnący w architektoniczną i polityczną
potęgę Kościół nie przekładają się w Polsce na polepszenie postaw moralnych.
Nie jesteśmy ani mniej agresywni, ani bardziej empatyczni niż inne
społeczeństwa. Poziom przestępczości mamy większy niż kraje laickie, takie jak
Francja czy Holandia.
Religia katolicka zawiesza niesłychanie wysoko poziom wymagań moralnych. Tak
wysoko, że mało kto traktuje je poważnie, a większość w ogólne nie przejmuje
się koniecznością ich respektowania. Religijna moralność jest rytuałem
niedzielnej wiary.