a000000
26.11.07, 22:43
www.dziennik.pl/nauka/article86939/Mezczyzn_czeka_zaglada.html
Znany genetyk: Na Ziemi przetrwają tylko kobiety
niedziela 25. listopad 2007 23:48
Mężczyzn czeka zagłada
» Mężczyzn czeka zagłada Zamknij X
zobacz galerię Kobiety wygrają wojnę płci fot. bew
Kobiety wygrają wojnę płci - twierdzi w swej najnowszej książce "Przekleństwo
Adama. Świat bez mężczyzn" znany brytyjski genetyk prof. Bryan Sykes.
Publikacja opisująca dzieje i przyszłość męskiego chromosomu Y ukaże się
jeszcze w tym miesiącu nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka - pisze DZIENNIK.
czytaj dalej...
REKLAMA
Według Sykesa, mężczyźni będą chodzić po Ziemi jedynie przez najbliższe 125
tys. lat. Stopniowo, w miarę jak chromosom Y będzie się degenerował, liczba
przedstawicie płci brzydkiej zacznie spadać. W końcu panowie znikną zupełnie.
Na szczęście nie oznacza to końca Homo sapiens. Brytyjski naukowiec jest
bowiem przekonany (patrz wywiad obok), że do tego czasu nauczymy się rozmnażać
bez męskiego materiału genetycznego.
Co doprowadzi do wymarcia mężczyzn? Według Sykesa winna jest temu genetyczna
wojna płci, która rozpoczęła się 11 tys. lat temu. Bierze w niej udział dwóch
graczy - DNA mitochondrialne i męski chromosom Y.
DNA mitochondrialne to 37 genów upakowanych ciasno w mitochondriach,
niewielkich strukturach znajdujących się w każdej komórce naszego ciała.
Wszyscy ludzie dziedziczą je wyłącznie po matce.
Kiedy dochodzi do spotkania komórki jajowej z plemnikiem, każde z nich ma
swoje mitochondria. Jednak w trakcie zapłodnienia plemnik odrzuca witkę wraz z
mitochondriami, dzięki czemu powstający zarodek zawiera jedynie
mitochondrialne DNA jaja, czyli matki.
Drugi uczestnik wojny płci, chromosom Y, znajduje się w jądrze większości
komórek organizmu mężczyzny. Odgrywa on niezwykłą rolę w biologii człowieka.
To na jednym z jego ramion znajduje się gen SRY (sex determining region Y -
decydujący o płci obszar Y). Według zawartego w nim przepisu powstaje białko,
które uruchamia proces przemiany zarodka żeńskiego w męski (na początku bowiem
wszystkie embriony są dziewczynkami).
W swej najnowszej książce Bryan Sykes sugeruje, że istotą wojny płci jest
walką o dominację pomiędzy dziedziczonym w linii żeńskiej mitochondrialnym DNA
a przekazywanym z ojca na syna DNA chromosomu Y.
Każdy z nich chce bowiem powielać się w jak największej liczbie kopii. Według
prof. Sykesa ta wojna rozpętała się na dobre tuż po zakończeniu ostatniej
epoki lodowcowej, czyli mniej więcej 11 tysięcy lat temu.
Do tego momentu przedstawiciele gatunku Homo sapiens prowadzili wędrowny tryb
życia, przemieszczając się za stadami zwierząt lub w poszukiwaniu pożywnych
owoców. W tym czasie odstęp pomiędzy narodzinami kolejnych dzieci większości z
kobiet wynosił mniej więcej 4 lata. Tyle było trzeba, by maluch mógł na
własnych nogach podążać za grupą.
Po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej doszło jednak do zmian, które
naukowcy nazywają rewolucją neolityczną. Nasi przodkowie zaczęli uprawiać
ziemię i hodować zwierzęta, budować stałe domostwa.
Przemiana ta miała niebagatelny wpływ na życie ludzi. Wtedy też w ich kulturze
pojawiły się takie pojęcia jak własność, bogactwo i władza. Typowo męskie
atrybuty. Oznaką zamożności stała się liczba posiadanych dzieci ("jesteśmy tak
bogaci, że możemy je wszystkie wykarmić").
W ten sposób kobiety zostały zamienione w chodzące inkubatory. A więcej dzieci
płodzonych przez mężczyzn oznaczało, że chromosom Y zaczął się powielać w
większej liczbie kopii. I mógł konkurować z DNA mitochondrialnym.
Początkowo nic nie zapowiadało klęski chromosomów Y. Niektóre z nich odniosły
wielki ewolucyjny sukces. Na
przykład obecnie na świecie żyje mniej więcej 16 milionów potomków
Czyngis-chana, mongolskiego władcy z przełomu XII i XIII wieku. Jak się to
stało? Z licznymi żonami, konkubinami i niewolnicami miał on wielu synów.
Synowie władcy, z uwagi na swoją pozycję, też mieli wiele dzieci, z których
część była na pewno chłopcami. W ten sposób pochodzący bezpośrednio od
Czyngis-chana chromosom Y z pokolenia na pokolenie rozprzestrzeniał się wśród
rozmaitych ludów.
Jak twierdzi prof. Sykes, istnieją "samolubne chromosomy Y", które są w stanie
zakłócić normalną równowagę pomiędzy liczbą rodzących się w danej rodzinie
chłopców i dziewczynek. Ponieważ dla Y przedstawicielki płci żeńskiej są
zupełnie bezwartościowe (bo go nie dziedziczą), będzie on dążył do ich
całkowitego wyeliminowania.
Teoria ta pokrywa się z tym, co każdy z nas miał okazję zaobserwować wśród
znajomych - są takie stadła, w których rodzą się tylko chłopcy. Tendencja ta
może być dziedziczna. W swej książce prof. Sykes przytacza opowieść o rodzie
zegarmistrzów, gdzie od 1605 roku urodziło się 35 dzieci, w tym 33
przedstawicieli płci męskiej i tylko dwie dziewczynki.
Ale może być odwrotnie. Podstępne działanie chromosomu Y zniweluje
mitochondrialne DNA. W 1947 roku we francuskim mieście Nancy pewien lekarz
odkrył rodzinę, w której w dziewięciu ostatnich pokoleniach na świat przyszło
78 dziewczynek i ani jeden chłopak. Statystycznie rzecz ujmując, jest to wręcz
nieprawdopodobne. Prof. Sykes sądzi, że w jakiś sposób organizmy tych kobiet
nie dopuszczały do urodzenia się potomka płci męskiej.
Według brytyjskiego uczonego wojna płci rozgrywająca się pomiędzy
mitochondrialnym DNA a Y może być nawet przyczyną męskiego homoseksualizmu.
Mitochondrialne DNA podstępnie, ponieważ nie zdołało zapobiec urodzeniu się
chłopca, stara się zablokować przekazanie jego Y dalej, czyniąc z niego po
prostu geja.
Jak konkluduje jednak z pewnym smutkiem prof. Sykes (zapewne dlatego, że sam
jest mężczyzną), wojna płci jest przez chromosom Y już przegrana. Stworzona
przez ambitnych facetów cywilizacja wyprodukowała dziesiątki różnego rodzaju
chemikaliów, które wpływają na jakość męskiego nasienia. Na dodatek Y jest
cmentarzyskiem popsutych genów, przez co umiera i za jakieś 125 tysięcy lat
ulegnie zagładzie.
Świat bez mężczyzn będzie spokojnym miejscem
ANNA PIOTROWSKA, MAŁGORZATA MINTA: Jak będzie wyglądał świat bez mężczyzn?
BRYAN SYKES*: Gdyby naszą cywilizację tworzyła tylko jedna płeć - kobiety, to
zniknąłby szaleńczy pęd ku bogaceniu się. W efekcie byłoby mniej krwawych
wojen. Moim zdaniem opinia, że to panowie są bardziej agresywną i chciwą
częścią naszego gatunku, nie jest tylko stereotypem. Takie cechy płci
brzydkiej wynikają po części z biologii.
Kobiety produkują tylko jedną komórkę jajową miesięcznie, a mężczyźni -
tysiące plemników każdego dnia. I dlatego to mężczyźni oraz samce w ogóle
nieustannie rywalizują ze sobą o samice. To oni zajmują się gromadzeniem dóbr
- a wszystko po to, by zwiększyć swoje szanse na związek z kobietą. Wydaje
się, że nadal najlepszym sposobem na zdobycie zainteresowania wielu pań jest
posiadanie ogromnych ilości pieniędzy i demonstrowanie swojego bogactwa.