Dodaj do ulubionych

Kachajmy naszych panów! za 125 tys lat odejdą....

26.11.07, 22:43
www.dziennik.pl/nauka/article86939/Mezczyzn_czeka_zaglada.html
Znany genetyk: Na Ziemi przetrwają tylko kobiety

niedziela 25. listopad 2007 23:48
Mężczyzn czeka zagłada
» Mężczyzn czeka zagłada Zamknij X
zobacz galerię Kobiety wygrają wojnę płci fot. bew

Kobiety wygrają wojnę płci - twierdzi w swej najnowszej książce "Przekleństwo
Adama. Świat bez mężczyzn" znany brytyjski genetyk prof. Bryan Sykes.
Publikacja opisująca dzieje i przyszłość męskiego chromosomu Y ukaże się
jeszcze w tym miesiącu nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka - pisze DZIENNIK.
czytaj dalej...
REKLAMA

Według Sykesa, mężczyźni będą chodzić po Ziemi jedynie przez najbliższe 125
tys. lat. Stopniowo, w miarę jak chromosom Y będzie się degenerował, liczba
przedstawicie płci brzydkiej zacznie spadać. W końcu panowie znikną zupełnie.

Na szczęście nie oznacza to końca Homo sapiens. Brytyjski naukowiec jest
bowiem przekonany (patrz wywiad obok), że do tego czasu nauczymy się rozmnażać
bez męskiego materiału genetycznego.

Co doprowadzi do wymarcia mężczyzn? Według Sykesa winna jest temu genetyczna
wojna płci, która rozpoczęła się 11 tys. lat temu. Bierze w niej udział dwóch
graczy - DNA mitochondrialne i męski chromosom Y.

DNA mitochondrialne to 37 genów upakowanych ciasno w mitochondriach,
niewielkich strukturach znajdujących się w każdej komórce naszego ciała.
Wszyscy ludzie dziedziczą je wyłącznie po matce.

Kiedy dochodzi do spotkania komórki jajowej z plemnikiem, każde z nich ma
swoje mitochondria. Jednak w trakcie zapłodnienia plemnik odrzuca witkę wraz z
mitochondriami, dzięki czemu powstający zarodek zawiera jedynie
mitochondrialne DNA jaja, czyli matki.

Drugi uczestnik wojny płci, chromosom Y, znajduje się w jądrze większości
komórek organizmu mężczyzny. Odgrywa on niezwykłą rolę w biologii człowieka.
To na jednym z jego ramion znajduje się gen SRY (sex determining region Y -
decydujący o płci obszar Y). Według zawartego w nim przepisu powstaje białko,
które uruchamia proces przemiany zarodka żeńskiego w męski (na początku bowiem
wszystkie embriony są dziewczynkami).

W swej najnowszej książce Bryan Sykes sugeruje, że istotą wojny płci jest
walką o dominację pomiędzy dziedziczonym w linii żeńskiej mitochondrialnym DNA
a przekazywanym z ojca na syna DNA chromosomu Y.

Każdy z nich chce bowiem powielać się w jak największej liczbie kopii. Według
prof. Sykesa ta wojna rozpętała się na dobre tuż po zakończeniu ostatniej
epoki lodowcowej, czyli mniej więcej 11 tysięcy lat temu.

Do tego momentu przedstawiciele gatunku Homo sapiens prowadzili wędrowny tryb
życia, przemieszczając się za stadami zwierząt lub w poszukiwaniu pożywnych
owoców. W tym czasie odstęp pomiędzy narodzinami kolejnych dzieci większości z
kobiet wynosił mniej więcej 4 lata. Tyle było trzeba, by maluch mógł na
własnych nogach podążać za grupą.

Po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej doszło jednak do zmian, które
naukowcy nazywają rewolucją neolityczną. Nasi przodkowie zaczęli uprawiać
ziemię i hodować zwierzęta, budować stałe domostwa.

Przemiana ta miała niebagatelny wpływ na życie ludzi. Wtedy też w ich kulturze
pojawiły się takie pojęcia jak własność, bogactwo i władza. Typowo męskie
atrybuty. Oznaką zamożności stała się liczba posiadanych dzieci ("jesteśmy tak
bogaci, że możemy je wszystkie wykarmić").

W ten sposób kobiety zostały zamienione w chodzące inkubatory. A więcej dzieci
płodzonych przez mężczyzn oznaczało, że chromosom Y zaczął się powielać w
większej liczbie kopii. I mógł konkurować z DNA mitochondrialnym.

Początkowo nic nie zapowiadało klęski chromosomów Y. Niektóre z nich odniosły
wielki ewolucyjny sukces. Na

przykład obecnie na świecie żyje mniej więcej 16 milionów potomków
Czyngis-chana, mongolskiego władcy z przełomu XII i XIII wieku. Jak się to
stało? Z licznymi żonami, konkubinami i niewolnicami miał on wielu synów.
Synowie władcy, z uwagi na swoją pozycję, też mieli wiele dzieci, z których
część była na pewno chłopcami. W ten sposób pochodzący bezpośrednio od
Czyngis-chana chromosom Y z pokolenia na pokolenie rozprzestrzeniał się wśród
rozmaitych ludów.

Jak twierdzi prof. Sykes, istnieją "samolubne chromosomy Y", które są w stanie
zakłócić normalną równowagę pomiędzy liczbą rodzących się w danej rodzinie
chłopców i dziewczynek. Ponieważ dla Y przedstawicielki płci żeńskiej są
zupełnie bezwartościowe (bo go nie dziedziczą), będzie on dążył do ich
całkowitego wyeliminowania.

Teoria ta pokrywa się z tym, co każdy z nas miał okazję zaobserwować wśród
znajomych - są takie stadła, w których rodzą się tylko chłopcy. Tendencja ta
może być dziedziczna. W swej książce prof. Sykes przytacza opowieść o rodzie
zegarmistrzów, gdzie od 1605 roku urodziło się 35 dzieci, w tym 33
przedstawicieli płci męskiej i tylko dwie dziewczynki.

Ale może być odwrotnie. Podstępne działanie chromosomu Y zniweluje
mitochondrialne DNA. W 1947 roku we francuskim mieście Nancy pewien lekarz
odkrył rodzinę, w której w dziewięciu ostatnich pokoleniach na świat przyszło
78 dziewczynek i ani jeden chłopak. Statystycznie rzecz ujmując, jest to wręcz
nieprawdopodobne. Prof. Sykes sądzi, że w jakiś sposób organizmy tych kobiet
nie dopuszczały do urodzenia się potomka płci męskiej.

Według brytyjskiego uczonego wojna płci rozgrywająca się pomiędzy
mitochondrialnym DNA a Y może być nawet przyczyną męskiego homoseksualizmu.
Mitochondrialne DNA podstępnie, ponieważ nie zdołało zapobiec urodzeniu się
chłopca, stara się zablokować przekazanie jego Y dalej, czyniąc z niego po
prostu geja.

Jak konkluduje jednak z pewnym smutkiem prof. Sykes (zapewne dlatego, że sam
jest mężczyzną), wojna płci jest przez chromosom Y już przegrana. Stworzona
przez ambitnych facetów cywilizacja wyprodukowała dziesiątki różnego rodzaju
chemikaliów, które wpływają na jakość męskiego nasienia. Na dodatek Y jest
cmentarzyskiem popsutych genów, przez co umiera i za jakieś 125 tysięcy lat
ulegnie zagładzie.

Świat bez mężczyzn będzie spokojnym miejscem

ANNA PIOTROWSKA, MAŁGORZATA MINTA: Jak będzie wyglądał świat bez mężczyzn?
BRYAN SYKES*: Gdyby naszą cywilizację tworzyła tylko jedna płeć - kobiety, to
zniknąłby szaleńczy pęd ku bogaceniu się. W efekcie byłoby mniej krwawych
wojen. Moim zdaniem opinia, że to panowie są bardziej agresywną i chciwą
częścią naszego gatunku, nie jest tylko stereotypem. Takie cechy płci
brzydkiej wynikają po części z biologii.

Kobiety produkują tylko jedną komórkę jajową miesięcznie, a mężczyźni -
tysiące plemników każdego dnia. I dlatego to mężczyźni oraz samce w ogóle
nieustannie rywalizują ze sobą o samice. To oni zajmują się gromadzeniem dóbr
- a wszystko po to, by zwiększyć swoje szanse na związek z kobietą. Wydaje
się, że nadal najlepszym sposobem na zdobycie zainteresowania wielu pań jest
posiadanie ogromnych ilości pieniędzy i demonstrowanie swojego bogactwa.

Obserwuj wątek
    • a000000 Re: Kachajmy naszych panów! za 125 tys lat odejdą 26.11.07, 22:43

      ciąg dalszy...

      Stąd biorą się złote Roleksy na nadgarstkach i czerwone Ferrari na chodniku?
      Tak. Tylko że niestety ludzka chciwość ma swoje granice. Stanowią je zasoby
      naszej planety, których ilość jest z góry określona. I to właśnie o nie
      mężczyźni toczą wojny. Brak płci brzydszej oznaczałby, że na świecie zrobiłoby
      się o wiele spokojniej. A nasza planeta przetrwałaby o wiele dłużej.

      Ale gdyby gatunek Homo sapiens stanowiła tylko jedna płeć, czy nadal bylibyśmy
      ludźmi? Zdecydowanie tak. Co prawda zmieniłoby się wiele aspektów naszej kultury
      oraz codziennego życia, jednak z genetycznego punktu widzenia po ziemi nadal
      chodziłby człowiek. Nadal istniałyby wszystkie geny niezbędne do życia -
      zabrakłoby tylko chromosomu Y.

      Jak wówczas kobiety by się rozmnażały?
      Być może nauczymy się wstrzykiwać do komórki jajowej DNA nie plemnika (to już
      potrafimy zrobić), ale innego jajeczka. A wtedy ludzie mogliby się rozmnażać,
      nawet gdyby nie było już mężczyzn - kobiety miałyby córki, one swoje córki i tak
      dalej. I co najważniejsze, tak poczęte dzieci byłyby zupełnie normalnymi,
      zdrowymi dziewczynkami.

      Jednak do tego etapu jest chyba daleko?
      Wprost przeciwnie. Biotechnologia rozwija się ostatnio bardzo szybko.
      Japończykom udało się na przykład wstrzyknąć do komórki jajowej myszy jądro
      pochodzące z innego mysiego jajeczka. Podhodowaną w laboratorium zygotę
      (początkowe stadium zarodka) wszczepiono do macicy myszy i po jakimś czasie na
      świat przyszła zupełnie zdrowa młoda myszka - samiczka. Potem tę mysz
      skrzyżowano z samcem i na świat przyszły zdrowe młode. Narodzona samica była
      zupełnie normalna - z wyjątkiem tego, że nie miała ojca, a jedynie dwie matki.
      Moim zdaniem podobna technika rozmnażania wejdzie do użytku, jeszcze nim dojdzie
      do "wymierania“ mężczyzn.

      A czy jest możliwe, by w przyszłości z powierzchni naszej planety zniknął cały
      rodzaj męski - nie tylko mężczyźni, ale też samce innych zwierząt?
      Z powodu degeneracji chromosomu Y już wymarło wiele ssaków. Tu zresztą warto
      wspomnieć o małych gryzoniach nazywanych ślepcami, które żyją na Syberii. U tych
      zwierząt doszło do całkowitego zaniku chromosomu Y, a mimo to nadal istnieją
      samce i samice ślepców.

      Samce bez chromosomu Y? Jak to możliwe?
      Po prostu ważne geny, które pierwotnie znajdowały się na igreku, przeskoczyły na
      inne, bardziej odporne na degradacje chromosomy. Gdyby do tego nie doszło,
      ślepce by wyginęły. A dzięki transferowi genów na inne chromosomy udało im się
      uniknąć zagłady. To samo mogłoby się stać w przypadku mężczyzn.

      Mimo wszystko nadal trudno nam uwierzyć, że mężczyźni mogą tak po prostu wymrzeć.
      Cóż, to tylko jedna z prognoz. Jednak moje przewidywania co do nieuchronnego
      kresu płci brzydkiej nie są bezpodstawne. Wskazują na to dwie przesłanki. Po
      pierwsze bohater mojej książki - chromosom Y - w toku ewolucji bardzo się
      zmienił. Na początku wyglądał tak samo jak chromosom X, czyli zawierał tysiące
      różnych genów. Z biegiem czasu Y tracił te geny - dzisiaj zostało mu ich jedynie
      kilkadziesiąt. To naprawdę mało!

      Po drugie budowa chromosomu Y sprawia, że jest on bardzo podatny na mutacje.
      Jako chromosom męski Y jest obecny w męskich komórkach płciowych - plemnikach.
      Te komórki dzielą się i namnażają bardzo szybko oraz często. I tak materiał
      genetyczny w plemnikach mężczyzny, który ma 60 lat, uległ podziałowi już ok.
      1000 razy.

      Ale żeński materiał genetyczny też może podlegać mutacjom.
      Tak, jednak w porównaniu z tym, co dzieje się z plemnikami, życie jajników oraz
      komórek jajowych wydaje się wyjątkowo spokojne. Wystarczy zauważyć, że linia
      komórek, z której powstają żeńskie jajeczka, podlega w ciągu życia kobiety
      jedynie 24 podziałom. Ponadto chromosom Y jest samotnikiem i nie ma okazji do
      wymiany genów. A więc nie ma jak pozbyć się nabytych mutacji. W efekcie
      chromosom Y kiedyś w ogóle przestanie się pojawiać.

      Kiedy to mogłoby nastąpić?
      Różni naukowcy są różnego zdania. Ja swoje prognozy oparłem na założeniu, że w
      każdym pokoleniu 1 proc. mężczyzn doświadczy mutacji chromosomu Y, która
      zmniejszy ich płodność o 10 proc. Gdy przyjmiemy takie dane, to okaże się, że
      chromosom Y zniknie w ciągu 125 tys. lat. A wraz z nim mężczyźni.

      *Prof. Bryan Sykes jest genetykiem, wykładowcą University of Oxford. Jako
      pierwszy przedstawił sposób pozyskiwania DNA ze starych kości ("Nature", 1989
      r.). Był zaangażowany w badania DNA "człowieka lodu" - Otziego, Człowieka z
      Cheddar oraz członków rodziny Romanowów. Jest założycielem oraz kierownikiem
      firmy „Oxford Ancestors" wykorzystującej DNA do badań genealogicznych oraz
      autorem książki „Siedem matek Europy", która przyniosła mu światowy rozgłos
      • gumpel Wiadomość o naszym odejściu jest mocno przesadzona 26.11.07, 23:53
        ... że tak sparafrazuję pewnego literata :-(

        G.
        • a000000 Re: Wiadomość o naszym odejściu jest mocno przesa 27.11.07, 01:01

          pożyjemy te drobne 125 tys lat, to zobaczymy, kto przesadził... hihihi
          • stephen_s Nie damy się!!! 27.11.07, 01:15
            Będziemy się bronić!!!

            :)))
          • kochanica-francuza Gumpel może zostać 27.11.07, 16:13
            i stephen też. ;-)
      • kochanica-francuza Najpierw niech się umyją! nt 27.11.07, 15:54
      • kochanica-francuza Prędzej rozwalą planetę - ekologicznie 27.11.07, 15:55
    • kora3 Uffff:) ulga, ze 27.11.07, 10:26
      za taki zcas - dawno mnie nie będzie :)
    • kora3 Uffff:) ulga, ze 27.11.07, 10:26
      za taki zcas - dawno mnie nie będzie :)
      • a000000 Re: Uffff:) ulga, ze 27.11.07, 10:31
        hehehe mnie też nieco ulżyło jak zobaczyłam przypuszczalną datę zdarzenia....
        Ale i tak żal.

        Zresztą, prawdopodobnie kłopot będziemy mieć wcześniej. Płodność panów maleje w
        tempie zastraszającym i ludzie aby przetrwać będą MUSIELI sięgnąć po środki
        zastępcze.... osobnik męski jak wiadomo jest niesłychanie delikatny (tak, tak,
        kochani MACHO!!!) więc raczej same baby pozostaną, KURNA.
        • kora3 Re: Uffff:) ulga, ze 27.11.07, 13:25
          a000000 napisała:

          > hehehe mnie też nieco ulżyło jak zobaczyłam przypuszczalną datę
          zdarzenia....
          > Ale i tak żal.

          :)
          >
          > Zresztą, prawdopodobnie kłopot będziemy mieć wcześniej. Płodność
          panów maleje w
          > tempie zastraszającym i ludzie aby przetrwać będą MUSIELI sięgnąć
          po środki
          > zastępcze.... osobnik męski jak wiadomo jest niesłychanie
          delikatny (tak, tak,
          > kochani MACHO!!!) więc raczej same baby pozostaną, KURNA.

          dobrze, ze już dawno wówczas moje prochy wiatr rozwieje :) choć znam
          kupe bardzo fajnych bab, jednak facet to facet - także jako
          przyjaciel :)
    • marcinlet Co więc z Kościołem Katolickim? 27.11.07, 17:40
      Jak przetrwa, skoro kobiety nie mogą być księżmi?
      • a000000 Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 27.11.07, 21:32

        E.... Marcinku! Albo Kościół zginie WRAZ z męskim rodem, albo..
        ster nawy Piotrowej przejdzie w damskie ręce. Zgroza?

        • kann2 Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 27.11.07, 22:17
          A bramy piekielne go nie zwyciężą!
          • marcinlet Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 27.11.07, 22:37
            kann2 napisał:
            > A bramy piekielne go nie zwyciężą!

            Gdzie diabeł nie może tam babę pośle.
            • gumpel Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 27.11.07, 22:45
              marcinlet napisał:
              > Gdzie diabeł nie może tam babę pośle.

              Pijesz do wstąpienia Nelly Rokity do PiSu ?
              :-)

              G.
        • kochanica-francuza Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 00:05
          a000000 napisała:

          >
          > E.... Marcinku!

          Od tego Marcinka to mi zbukiem śmierdzi. (Ogolonym.)
          • marcinlet Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 09:59
            kochanica-francuza napisała:
            > Od tego Marcinka to mi zbukiem śmierdzi. (Ogolonym.)

            Mogę prosić o jakieś wyjaśnienie, najlepiej na priva?
            • kochanica-francuza Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 16:46
              marcinlet napisał:

              > kochanica-francuza napisała:
              > > Od tego Marcinka to mi zbukiem śmierdzi. (Ogolonym.)
              >
              > Mogę prosić o jakieś wyjaśnienie, najlepiej na priva?

              Na żadnego priva. Coś jest niejasne? Nie rozumiem co.
              • marcinlet Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 17:14
                kochanica-francuza napisała:
                > Na żadnego priva. Coś jest niejasne? Nie rozumiem co.

                To:
                > > > Od tego Marcinka to mi zbukiem śmierdzi. (Ogolonym.)

                • kochanica-francuza Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 19:06
                  marcinlet napisał:

                  > kochanica-francuza napisała:
                  > > Na żadnego priva. Coś jest niejasne? Nie rozumiem co.
                  >
                  > To:
                  > > > > Od tego Marcinka to mi zbukiem śmierdzi. (Ogolonym.)

                  Nie rozumiem, czego tu można nie rozumieć.
                  >
                  • a000000 Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 19:14
                    no dobra, tłumaczę.

                    Kochanica podejrzewa, że Marcinlet jest klonem jajca.

                    Osobiście, zachowuję pewną rezerwę i prawo do zdania odmiennego.

                    Ale mamy, Kochanico, jajcunia!!! Omat Koboska się odezwał.
                    • marcinlet Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 19:57
                      a000000 napisała:

                      > no dobra, tłumaczę.
                      > Kochanica podejrzewa, że Marcinlet jest klonem jajca.
                      Jestem zaskoczony, ale niech sobie podejrzewa.
                  • marcinlet Re: Co więc z Kościołem Katolickim? 28.11.07, 20:11
                    Chociaż A00000 napisała o co chodzi to jednak chciałbym od i Ciebie
                    usłyszeć, co oznacza poniższe:
                    > > > Od tego Marcinka to mi zbukiem śmierdzi. (Ogolonym.)

                    kochanica-francuza napisała:
                    > Nie rozumiem, czego tu można nie rozumieć.
                    Ale ja nie jestem Ty i mam prawo nie rozumieć. Toteż proszę
                    grzecznie o wyjaśnienie.
    • diabollo Re: Kachajmy naszych panów! za 125 tys lat odejdą 28.11.07, 00:04
      Rany, jak ci faceci mają przerąbane, sami poczytajcie.

      Kłaniam się nisko.

      www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4702241.html
      • isma Re: Kachajmy naszych panów! za 125 tys lat odejdą 28.11.07, 11:31
        No, prosze, prosze. Nawet pan E. dopuszcza mysl, ze orientacje homo
        mozna nabyc. No, no...
        • diabollo Re: Kachajmy naszych panów! za 125 tys lat odejdą 28.11.07, 21:37
          isma napisała:

          > No, prosze, prosze. Nawet pan E. dopuszcza mysl, ze orientacje homo
          > mozna nabyc. No, no...
          >

          Czcigodna Ismo, co w związku z tym chciałaś nam powiedzieć?

          Wyznam, że mnie ten wywad z panem Eichelbergerem też mocno osłabił.

          (Nie pasowałem do żadnego modelu "syna pozostawionego przez ojca", a z drugiej
          strony pasowałem prawie do wszystkich, choć znowu mój ojciec pasował do prawie
          wszystkich modeli wrednego ojca, choć z drugiej strony w sumie absolutnie nie
          pasował do żadnego).
          Krótko mówiąć wydaje mi się, że jeżeli to nie bełkot pana psychoterapełty na
          potrzeby koneserów słowa pisanego, to jakieś zupełnie idiotyczne uproszczenia.

          Pan Orliński chyba znowu miał podobne odczucia.
          Kłaniam się nisko.

          =============================
          Guru Meditation
          W wolnych chwilach, kiedy mnie nie wkurzają kaczyści ani linuksiarze, wkurzają
          mnie medialni psychoterapeuci. Dlaczego prasa z taką chęcią drukuje ich
          wypowiedzi, pozostaje dla mnie zagadką.
          Wśród moich kolegów redaktorów (a zwłaszcza koleżanek redaktorek) obserwuję
          jednak taki mechanizm, że na hasło „depresja” reakcją jest odruch Pawłowa „no to
          zróbmy wywiad z Eichelbergerem o depresji”, na hasło „miłość”, „no to zróbmy
          wywiad z Eichelbergerem o miłości”, na hasło „podatki” „no to zróbmy wywiad z
          Eichelbergerem o psychologii płacenia podatków” i tak dalej. Oczywiście, zamiast
          Eichelbergera może być Jacek Santorski lub Krzysztof Srebrny (Andrzej Samson
          ostatnio jakby nieco rzadziej).
          W „Gazecie” ruszyła właśnie akcja „powrót taty”, zapoczątkowana - rzecz jasna -
          wywiadem z Eichelbegerem o ojcostwie. Interesuje mnie ta akcja, więc nawet się
          do tego wywiadu przymusiłem - zresztą w nagrodę fajny fragment odnalazłem już na
          samym początku.
          Na początku mianowicie Eichelberger tak mówi o sobie jako ojcu: „Gdy chłopcy
          byli mali, tak intensywnie zajmowałem się własnym duchowym rozwojem, że mogli
          czuć się przez jakiś czas zaniedbywani”. „Za dużo pan medytował?” - pyta
          dziennikarka. „Tego nigdy za dużo” - strofuje ją guru i wyjaśnia, że dopiero po
          latach „zrozumiał, że miłość do dzieci, która znajduje swój praktyczny wyraz w
          ilości czasu i uwagi, jaką się im poświęca, też jest praktyką duchową”.
          No kurna ciekawe, ileż czasu guru musiał medytować, by osiągnąć to satori. Skoro
          dzieci przestały już być małe, to pewnie coś tak z dziesięć lat. Hare Rama. Jak
          sobie wyobrażę kolesia, który siedzi i medytuje w pozycji lotosu, kiedy koło
          niego jakaś biedna kobieta zmienia pieluchy, zawozi dziecko na szczepienie i
          odrabia z nim lekcje, a ten nie ma na to czasu, bo „tak intensywnie zajmuje się
          własnym duchowym rozwojem”... to, ujmując moją ocenę możliwie jak najłagodniej,
          odnoszę się do jego psychoporad ze skrajnym lekceważeniem.
          Gdy pytam moich kolegów redaktorów (i zwłaszcza koleżanki redaktorki) o powody,
          dla których tacy chętni są do drukowania Eichelbergera i kompatybilnych,
          odpowiedź brzmi „bo ludzie lubią to czytać”. Ludzie, naprawdę lubicie? Dżizas.
          Ale z was przereklamowany gatunek (że znowu zacytuję hedlajna z „The Onion”:
          „Dolphins evolve opposable thumbs. Oh shit! - says humanity - That's it for us
          monkeys!”).

          wo.blox.pl/html
          =================================

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka