Dodaj do ulubionych

moj byly- moj przyjaciel

05.08.03, 15:01
widze ze wszyscy porzuceni mowia tutaj o checi bycia przyjaciolmi z waszymi
bylymi...
ja tez tak myslalam na poczatku gdy zostawilam mojego chlopaka, no i bylismy
przyjaciolmi tylko ze...
no wlasnie, on przez to wszystko nie mogl sobie ulozyc zycia z inna, bo
ciagle mial nadzieje ze skoro jestem jego przyjaciolka, skoro gadamy ciagle
przez telefon to cos w tym jest...a nie bylo !!
w marcu powiedzial, ze musimy przestac sie widywac bo on chce sobie ulozyc
zycie, przestalismy i od tamtej pory juz nie jestesmy przyjaciolmi tylko
znajomymi; ktorzy pisza do siebie maile raz na 2 tygodnie.
z bylymi nie jest sie prawdziwymi przyjaciolmi, bo zawsze pozostaje zadra z
ktorejs strony, ranka ktora sie zabliznia ale nigdy do konca, a przeciez w
przyjazni nie ma miejsca na zale i poczucie zranienia
Obserwuj wątek
    • kalina28 Re: moj byly- moj przyjaciel 05.08.03, 15:37
      Wiem ze nigdy nie będzie tak jak dawniej. Ale pisanie maili co dwa tygodnie też
      dużo daje. Najważniejsze to pamiętać że spedziło się z tą osobą garstkę swojego
      życia, której nikt nikomu nie zabierze. Wiem że kiedyś (być może ?) zapomnimy
      do siebie zadzwonić i napisać. Ale niestety takie jest życie . Przyjaciele,
      przyjaciólki też odchodzą.
    • mackas Re: moj byly- moj przyjaciel 06.08.03, 05:07
      Ciezko byc przyjaciolmi po zwiazku(mowie o sytuacji gdy sie ludzie rozchodza w
      zgodzie) ale z drugiej strony,przynajmniej wedlug mnie milosc zaczyna sie od
      przyjazni wiec jezeli z milosci nic nie wyjdzie to zawsze przyjazn zostaje.
    • mackas Re: moj byly- moj przyjaciel 06.08.03, 05:07
      Ciezko byc przyjaciolmi po zwiazku(mowie o sytuacji gdy sie ludzie rozchodza w
      zgodzie) ale z drugiej strony,przynajmniej wedlug mnie milosc zaczyna sie od
      przyjazni wiec jezeli z milosci nic nie wyjdzie to zawsze przyjazn zostaje.
      • iwona_ar Re: moj byly- moj przyjaciel 06.08.03, 12:40
        a ja mówie nie! Żadnych kontaktów z byłymi. Raz rozstałam się tak w przyjaźni i
        nic dobrego z tego nie wynikło.
        • kasienka80 Re: moj byly- moj przyjaciel 06.08.03, 12:43
          Oczywiscie, ze tak !!!
          potem sa same problemy. A na dodatek jesli mamy partnera zazdrosnego o naszych
          bylych :-) ??? nie tylko kobiety sa zazdrosne !!!
          • mac911 Re: moj byly- moj przyjaciel 07.08.03, 04:41
            Moze jak ich poznasz ze soba to nie bedzie zazdrosny. Poza tym wchodzimy to na
            westie zaufania. Jezeli sobie mie ufamy to bedziemy zazdrosni o wszystkoch nie
            tylko o bylych
            • iwona_ar Re: moj byly- moj przyjaciel 07.08.03, 10:38
              Gdybym poznala mojego obecneo z moim byym, to by się chyba pozabijali. Ja nie
              chciabym poznać bylej mojego A. Glupi pomysl z tym poznawaniem bylych z
              obecnymi.
    • pluzz Re: moj byly- moj przyjaciel 07.08.03, 09:59
      Prawdopodobie macie rację co do "pozostawania przyjaciółmi".
      Ja bardzo bym chciał żeby nasz kontak się nie urwał. 6 lat to zajeb.... kawał
      życia i jakoś nie mogę tak po prostu o Niej zapomnieć. To byłoby niewłaściwe.
      I rzeczywiście jeśli brakuje zaufania to o każdego będziemy zazdrośni. Z
      drugiej jednak strony ja ufałem na 100% i mnie zostawiła.

      --
      Czasami chce mi się z tego wszystkiego śmiać
      A potem i tak przychodzą łzy...
      • labeg Re: moj byly- moj przyjaciel 07.08.03, 10:14
        pluzz.. widzisz.. rozszyfrowales juz tez zawoalowane zaproszenia? :)))))
        pozdrawiam:)
        kasienka80 - sorki ze na twoim watku :)
    • pluzz Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 11:24
      Odświeżam wątek. :)

      Dzisiaj czeka mnie bardzo ważne spotkanie z moją byłą. Pierwsze odkąd "niby"
      się ze mną rozstała. "Niby" bo tak na prawdę jeszcze nie powiedziała mi, że to
      koniec chociaż ja to już wiem. Ostatnio skumałem też, że nie ma szans żeby do
      mnie wróciła.
      Robiąc dobrą minę do złej gry mówię: "Trudno! Jej strata!"
      Ale tak na prawdę nie jest mi do śmiechu i nie mam ochoty na dobre miny....

      Nie wiem jak przeprowadzić taką rozmowę. Jak o tym myślę cisną mi się na usta
      niesamowite zgryźliwości. Serce mi podpowiada: "Powiedz Jej to!! Niech ma za
      swoje!!" a rozsądek na to: "Ale po co? Czy widząc, że Ją ranisz poczujesz się
      lepiej??".

      Chciałbym być na tyle mądry, silny i rozważny, żeby załatwić to jak należy.
      Nie chcę czegoś spartolić.

      No dobra dość tych wynurzeń. Teraz Wasza kolej. Spróbujcie pomóc (macie dwi
      godziny :> )
      • kalina28 Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 11:39
        Tak to właśnie jest. Ja wiem juz na pewno ze nie bedziemy razem. Przykro mi bardzo. Chociaż kołacze mi sie nadzieja. Smutna nadzieja. Czasmi mam ochote powiedzieć mu zobacz jak bardzo cierpię. Tylko uważam tak samo jak ty "co to da?". Mnie nie ukoi, nie posklejam tym swojego złamanego serca. Wiem że cierpi. 6 lat też odcisneło na nim piętno. Tylko wkurza mnie, ze nie umie udzwignąc odpowiedzialności za swoją decyzje. Nie kontaktuje sie ze znajomymi, nie powiedział nawet swojej mamie ze juz nie jest ze mną. Poczułam sie wczoraj jak rzecz. I nie wiem co o tym mysleć. Czasmi mam wrażenie ze to ja go skrzywdziłam gorzej. Bo tak naprawde to ja pomogłam mu podjąć decyzję. Zebym tak wiedziała co on mysli, i co mnie czeka. Co czeka??
        • pluzz Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 11:47
          Podobno niedobrze jest wiedzieć co nas czeka. Podobno...

          Mnie denerwuje świadomość, że być może nie zostaniemy dla siebie neutralni. Z
          mojej bardzo bym chciał. Nie wiem jak ona. Dzisiaj się dowiem. Ale gdybyśmy
          mieli zostać jakimś rodzajem "wrogów" to wtedy te 6 wspólnych lat będzie
          latami straconymi. Jak to się dzieje, że ludzie, którzy jeszcze "wczoraj" się
          kochali i dzielili ze sobą wszystko, "dzisiaj" się prawie nie znają i nie mają
          sobie nic do powiedzenia. To mnie najbardziej boli.
          Czy to nie oznacza, ze Ona od początku oszukiwała siebie i mnie, i że teraz
          żałuje, że spędziła ze mną ten czas? Jak to jest? Może znajdzie się na tym
          forum osoba, która kogoś zostawiła? Może spróbuje nam wytłumaczyć co się
          dzieje w duszy osoby rzucającej?
          • oliwkowa Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 13:19
            pluzz napisał:

            > Czy to nie oznacza, ze Ona od początku oszukiwała siebie i mnie, i że teraz
            > żałuje, że spędziła ze mną ten czas? Jak to jest? Może znajdzie się na tym
            > forum osoba, która kogoś zostawiła? Może spróbuje nam wytłumaczyć co się
            > dzieje w duszy osoby rzucającej?

            Rozstałam się z chłopakiem po 4 latach - to ja zakończyłam ten związek - ale
            ani razu nie pomyślałam, że żałuję dni, które z nim spędziłam. Zawsze będę
            wspominać ten okres jako naprawdę szczęśliwy czas. Może z wyjątkiem ostatnich
            sześciu miesięcy, kiedy zaczęły dręczyć mnie wątpliwości, czy to jest na pewno
            ta osoba, z którą chcę spędzić resztę swoich dni. Wiele się wtedy zmieniało w
            moim życiu i to skłaniało mnie do podsumowań, refleksji, musiałam zastanowić
            się, czego tak naprawdę oczekuję i co jest dla mnie najważniejsze. Ja poszłam
            do przodu - on został. Tak w skrócie nazwałabym przyczynę rozpadu naszego
            związku. Rozstanie było bardzo bolesne dla nas obojga. Targało mną mnóstwo
            wątpliwości... Do tej pory, gdy pomyślę, jak bardzo cierpiał przeze mnie ktoś,
            kogo kochałam, serce mi się ściska z żalu:(( Do tej pory (a minęło już sporo
            czasu, on zdążył ożenić się i zostać ojcem) mam wyrzuty sumienia. Często wraca
            do mnie we wspomnieniach i snach, chociaż jestem teraz z kimś związana i
            szczęśliwa. Ale zadra w sercu pozostała. Wiem, że u niego też. Naprawdę,
            chwilami czuję się okropnie, że przeze mnie cierpiał dobry człowiek:((( Czasami
            myślę, że to był błąd - to rozstanie. Że mogłam poczekać, że nie byłam dość
            cierpliwa, że nie zrobiłam wszystkiego, żeby uratować ten związek, za szybko
            się poddałam. Ale nie cofnę czasu. Widać, tak nam było pisane... Pociechą dla
            mnie jest, że on jest szczęśliwy. Ja zresztą również.
            Tylko czasami w sercu coś kłuje.
            • kalina28 Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 13:36
              Oliwkowa ma rację trzeba trzymać fason i zachować klase tylko czasami to tak strasznie boli. Wiem ze jego też. Tylko przychodzi taka myśl. Czy to wszystko co było przed rozstaniem było udawane. Zbliżenia, miłe gesty, słowa. Chciałabym o tym wiedzieć. Czasami czuje sie tak pusta, jakby ktos mi wszystko zabrał. Czuje sie jak rzecz, która ktos wykorzystał i wyrzucił. Z drugiej strony znam go i wiem ze tak by nie postapił. Ze też cierpi. Ale z drugiej strony mysle, ze tej rzucanej stronie jest gorzej. A tak naprawde gubie sie w domysłach. I nie wim co o tym wszystkim myśleć.
              • oliwkowa Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 13:45
                osobie porzuconej na pewno jest gorzej z tego względu, że ona nie ma żadnego
                wyboru... porzucający go ma, ale z kolei ciężko może mu być z powodu
                odpowiedzialności za ten wybór i wszystkie jego konsekwencje
                zresztą, nie ma co dywagować, co para to inne relacje pomiędzy partnerami, inne
                powody rozstania, inne charaktery - ciężko tu uogólniać
                • pluzz Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 13:52
                  Dzięki moje "niewiniątka" :).

                  Zaraz wychodzę i mam zamiar zachować zimną krew i załatwić sprawę jak należy.
                  Zdam relację jak poszło.

                  Mam przygotowanego w lodówce Absynta na tę okazję. Ale może obejdzie się bez
                  niego. Jak powiedziała jedna mądra osoba "A co ja jestem jakiś słaby facet
                  żeby zalewać smutki??". Ja będe się starał być silny. A jak wyjdzie to się
                  okaże.....

                  Nie musicie trzymać kciuków bo to i tak nie pomaga a tylko będzie Wam
                  przeszkadzało w pracy :)
                  • kalina28 Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 14:10
                    Powodzenia czekam jak poszło. A może bedzie dobrze??? A trzmanie kciuków, nie wiem czy się przydaje. Ja ostatni zaczynam wierzyć w znaki. Bo jak był za granicą wszystko mimówiło ze jest coś nie tak. I tak strasznie sie tego bałam, i myślałam, i nie chciałam tego najgorszego. Ale niestety stało sie. A tak z drugiej strony. Gdzy go nie było piasałam mu lsty, w których zawarłam cała swoją miłość i przywiązanie. Nie miały mu być dostarczone, miały być tylko dla mnie. Po napisaniu takiego listu wszystkie niszczyłam. Dzisaij znalazłam jeden. W którym sama siebie przekonuje ze bedzie dobrze, ze on mnie kocha i chce ze mna być. Tak strasznie mi było zal jak przeczytałam. Wszystko wróciło, wszystko.
                    Tak bym chciała abyś pił z radości. Wiesz czasami cudenka sie zdarzja. Po rozstaniu (pisze po "rozstaniu" bo sobie obecałam, ze nie bede mówić ze to on ze mna zerwał, nie wiem dlaczego???) z moim facetem rozmawiałam o swojej sytuacji ze znajomą, która była w podobnej sytuacji jak jak. I też strasznie cierpiała. Za dwa dni usłyszała od faceta, ze on ja tak strasznie kocha i nie moze bez niej zyć. Tak bardzo jej zaadroszcze. Jest szczesliwa.
          • josephine28 Re: moj byly- moj przyjaciel 14.08.03, 10:20
            Co się dzieje w duszy osoby rzucającej??? W styczniu skończyłam
            związek...musiałam, bo dłużej juz nie mogłam wytrzymac - dusiłam się. Z jednej
            strony chciałam Go chronic, oszczędzić Mu bólu, ale widziałam że oznaczałoby to
            pozostanie na siłę z kimś kto mnie kompletnie nie rozumiał. Miał Swój własny
            obraz mnie...z resztą nieważne są powody podjęcia takiej a nie innej decyzji
            przeze mnie.
            Pytałes co jest w duszy....jest chęć chronienia i Jego, i Siebie. Jest też ból
            i świadomość, że się kogoś rani. Jest rozdarcie... Ale jest też chęć ucieczki,
            chęć zakończenia wszystkiego jak najszybciej.
            W pewien sposób łatwiej mi było znieść związek, który kończył się "z
            inicjatywy" mężczyzny, niż kiedy to ja podejmowałam taką decyzję.
      • oliwkowa Re: moj byly- moj przyjaciel 11.08.03, 11:57
        lepiej spróbuj powstrzymać się od złośliwości - niech wspomina Cię jako
        człowieka z klasą
        większe jest też wtedy prawdopodobieństwo, że kiedyś pożałuje swojej decyzji,
        niż gdybyś jej dzisiaj wygarnął w niewybrednych słowach, co leży Ci na sercu

        powodzenia:)
    • pluzz Po spotkaniu... 12.08.03, 03:39
      Cześć wszystkim!!!

      Spotkanie poszło bardzo dobrze. Sprawdziłem się w tej roli i chyba przemyciłem
      tylko jedną zgryźliwość (już nie mogłem się powstrzymać... :) ).
      Nawet udało nam się śmiać i pożartować. Okazało się, że Ona też nie chciała,
      żeby nasze kontakty się urwały. Potem poszliśmy na lody i było ok.
      Kryzys przyszedł później ale zupełnie z innego powodu....

      Jeśli uważnie śledzicie mój serial to Ona nigdy nie podała konkretnego powodu
      rozstania. Niby, że chce być sama, wyszlaleć się itp. Ja jednak dzisiaj
      odkryłem, że sprawa tyczy się naszego wspólnego kolegi, który miał się Nią
      opiekować na czas mojej nieobecności. No i wygląda na to, że
      był "nadopiekuńczy".....
      Podejrzewam, że Ona sama nie zdaje sobie sprawy "co i jak" z tym kolegą ale
      nie ja jeden coś zauważyłem a jego imię pojawiło się za dużo razy na etapie
      rozwiązywania zagadki Jej decyzji. Przykre to. Myślę, że spędzili ze sobą miłe
      chwile i Ona zrozumiała, że z innym też może być fajnie, tylko dlaczego
      ściemnia? I tak mnie krzywdzi to czemu nie miałaby być ze mną szczera?
      No ale może to jest temat na nowy odcinek serialu "Tomek czyli jego perypetie
      miłosne".

      Wracając do przyjaźni to po spotkaniu wszystko wygląda cacy. A jak będzie na
      prawdę czas pokaże. Zbliża się wspólna impreza na ktorej będe i ja, i Ona i
      On. Może być zabawnie.....
      • matrek Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 06:41
        No fakt, zabawne to bedzie na pewno... zycze duzo sily i samozaparcia ;-)
      • kalina28 Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 08:19
        A widzisz znaki nie mylą. Mój były też mi powiedział , ze nie ma nikogo innego. Ale serce czuje inaczej. Mam nadzieje ze dasz sobie radę. I tak jakos spokojnie przyjmujesz to przystko, a może mi sie zdaje.
        Ja sie staram zapomnieć ale nie wychodzi. Najgorzej jak budze sie w nocy czuję ze mnie przytula, otwieram oczy a tu nikogo nie ma.

        Zapętliło sie wszystko, z dnia na dzien coraz gorzej. Myślałam ze jak przetrwam pierwszy tydzień to będzie Ok, ale nie nie z dnia na dzię przychodzi coraz wiecej wspomnień. Koniec z marudzeniem. Zycze miłego dnia i głowa do góry. Tomku napisz jak poszło na imprezie. Bo mnie też moze taka czakać.
        • gaza21 Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 11:40
          kalina28 napisała:

          > Ja sie staram zapomnieć ale nie wychodzi.
          Najgorzej jak budze sie w nocy czuję ze mnie przytula, otwieram oczy a tu
          nikogo nie ma.

          ....dokładnie to samo dziś w nocy przeżyłam , niemal czułam jego zapach,
          dotyk , słyszałam jak mówi "kocham Cię Dziubku" ...było mi wspaniale ...
          niestety wróciła rzeczywistość ...jaaak tu żyć normalnie????
          czułam ostanio, że jest lepiej , że sobie poradzę, zapomne a nawet to ,że
          wyjdzie mi to rozstanie na dobre ...teraz już tego nie czuję
          wkurzać mnie zaczyna to wszystko, codziennie inny humor, przedwczoraj radość i
          duzo zapału i energii ...dziś tylko smutek i znów ta złość :(((
          • kalina28 Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 12:46
            Rozumiem Cie dobrze. Tez myslałam z czasem wszystko przejdzie, ale coraz to nowe wspomnienia mnie nachodza. Przypominam sobie rzeczy, o których juz dawno nie myślałam. Przypominam sobie jak było po raz pierwszy i następny. Przypominam sobie jak pierwszy raz powiedział kocham cie i kiedy to było. Ostatni wybrałam sie na spacer , tak bez celu. No i gdzie doszłam. Tam gdzie sie poznaliśmy , gdzie bywaliśmy.. Niech mi nikt nie mówi z czasem zapomnisz. Dla mnie to był szmat zycia. I jeszcze ta myśl: co on mysli omnie ? Czy moze teskni, czy mysli zle? Co ON MYŚLI???
            • pluzz Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 13:38
              Jednego dnia jest lepiej, następnego znów gorzej. Ja obecnie znajduję się na
              etapie "gorzej". Niestety nie mam dla Was dzisiaj nic na pocieszenie.....

              Słabiak jestem i tyle....
              • kalina28 Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 14:01
                Nie nie jesteś słabiak. Trzymasz sie dzielnie i o to chodzi.Moja maksyma zyciowa, brzmi wśród ludzi usmiechaj sie, a płacz w skrytości. Nie zawsze mi to wychodzi, ale trening czyni mistrza. Jedną sprawę masz juz za sobą. Spotkałeś swoją eks i uważam ze zachowałeś sie pięknie. A niestety przede mną jeszcze wszystko. Nie wim czy mi nerwy nie puszcza. Acha jeszcze taka myśl. Przez 6 lat widywaliśmy sie codziennie (no prawie), i tak mnie zastanawia, że chyba juz naprawde mnie nie kocha skoro nie szuka kontaktu. Ale kubeł zimnej wody. Ha ha.
                • pluzz Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 14:13
                  U mnie było podobnie. Przez 6 lat najdłużej nie widzieliśmy się 3 dni. Schiza,
                  co? A teraz tak jak powiedziałaś: "kubeł zimnej wody!!"

                  Mam nową teorię spisku, ale chyba lekko wyssaną z palca. Pojawiła mi się taka
                  myśl, ze może Ona się boi poważnego związku i założenia rodziny. Poprzedniego
                  faceta zostawiła bo jak twierdziła: "poczuła, że zaczęli tarktować Ją jak
                  córkę i już robili plany na wesele a Ona miała dopiero 17 lat". Teraz też
                  jakoś pokrętnie tłumaczyła, że wszystko za szybko, że Ona ma czas, itp.
                  Dlatego moje wnioski: Może ona nie chce założyć rodziny bo u Niej nie było
                  kolorowo? Może nigdy nie założy?

                  Co o tym myślicie? Ma to jakiś sens?
                  • jenefer30 Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 14:29
                    Wiecie co, minelo 15 miesiecy odkad odszedl moj maz po 9-letnim
                    zwiazku...jestesmy przyjaciolmi,on sie bardzo interesuje tym czy u mnie
                    wszystko OK, to on dzwoni i wypytuje, ja nie mam odwagi...nie mam nadziei -
                    zreszta juz pol roku jestesmy po rozwodzie...wiem, ze odszedl do innej, ale
                    nie piska o tym do tej pory ani slowa, choc od "zyczliwych" sie dowiedzilam,
                    zxe mieszka juz z ta inna. Nie ma juz do tego powrotu, od rozstania spotykalam
                    sie z kikoma mezczyznami, z jednym nawet dlugo - 7 miesiecy (trwa do tej pory
                    ale sie psuje)...nadal sni mi sie moj maz...wcale o nim specjalnie nie mysle,
                    naprawde dotarlo do mnie, ze nie ma NAS ale nie da sie wyrzucic wspomnien -
                    wspanialych zreszta...przypuszczam, ze bedzie mi sie snil do konca zycia,
                    czasem zdarza mam na koncu jezyka imie gdy zwracam sie do obecnego mezczyzny -
                    szczesciem w pore gryze sie w jezyk ale zobaczcie jaka to sila
                    przyzwyczajenia...Nie trudzcie sie, nie da sie zapomniec, to czesc naszego
                    zycia...ale da sie nie czuc zalu, to mija, zwlaszcza gdy czlowek postara sie o
                    nowy zwiazek.
                  • kalina28 Re: Po spotkaniu... 12.08.03, 15:37
                    To znowu ja. Twoja teoria ma sens. U mnie zaczeło siepsuć wtedy kiedy zaczęłam mówić o czymś poważniejszym. Robiłam plany. Myslę ze sie przestraszył odpowiedzialności i wszystkich z tym związanych konsekwencji. I tak sobie mysle czy nie lepiej czy tak wysz ło. Bo po co być z kimś kto po 5 latach bycia z kobieta nie wie czy chce spędzić z nią całe życie. Miał na to 1825 dni. I jakoś nie przyzwyczaił sie do tej mysli. Uwierz mi chodziliśmy juz na nauki przedmałżeńskie. I co i nic. Treaz jestem samiuteńka. A on ma swoja upragnioną wolność.
    • bulatka Re: moj byly- moj przyjaciel 13.08.03, 13:36
      Mój były z którym rozstałam się ponad rok temu jest moim przyjacielem, może
      tonie jest taka całkiem bezinteresowna przyjaźń bo jak się okazało po jakimś
      czasie on chce do mnie wrócić. Sam mnie rzucił dla innej, powiedział że to moja
      wina bo nigdy nie powiedziałam mu że go kocham, mówiłam najwyżej "ja też". Nie
      potrafię tego wyjaśnic ale w momencie gdy mnie rzucił to poczułam: złośc, ulgę,
      pewność że do mnie wróci (głupie nie?). Sam odezwał się po jakimś czasie i po
      wymianie sms-ów poinformował mnie, że jet sam. W tym czasie ja już byłam z kimś
      innym (jestem z nim do tej pory) i ta informacja nie zrobiła na mnie wiekszego
      wrażenia. Dla mnie to co było to już przeszłość (chyba) i uważam go za
      przyjaciela. Problem mam z moim obecnym, on nie potrafi zrozumieć jak wogóle
      mogę się kontaktowć z kimś z przeszłości. Chyba się zapętliłam i sama nie wiem
      co mam zrobić, z jednej strony ukrywam przed obecnym kontakty z byłym, z
      drugiej nie chciałabym tak całkiem zerwać znajomości z byłym, fajnie by było
      pewnego dnia usłyszec, ze jest naprawdę szczęśliwy.
      Od razu uprzedzam pytania - 30 lat już mam skończone ale jak widać niektórzy
      nigdy nie dorastają. To na tyle, ulżyło mi. pozdrawiam
      • kasienka80 Re: moj byly- moj przyjaciel 13.08.03, 15:58
        mysle, ze utrzymujesz kontakty ze swoim bylym po to zeby miec swiadomosc, ze
        jest jeszcze ktos oprocz twojego obecnego faceta, kto cie kocha. chcesz chyba
        wiedziec, ze wciaz jestes dla niego najwazniejsza.
        mysle, ze to sie skonczy jak on sobie kogos znajdzie...
        przepraszam, ze takka ci postawilam diagnoze, ale ja to znam...sama przezylam
        wiec wiem jak dziala ten mechanizm
    • rafael14 Bzdury i bajki 13.08.03, 15:16
      Prawda jest brutalna. Jeśli po zakończeniu związku, który trwał kilka lat
      partner/ka serwuje ci tekst "zostańmy przyjaciółmi" to znaczy, że coś jeszcze
      od ciebie jeszcze chce - bliskosci, oparcia, akceptacji itd itp. Tyle tylko bez
      zobowiązań i intymności. Raz już w padłem w ten "ciąg przyjaźni". Przez trzy
      lata byłem "przyjacielem" mojej byłej. To był koszmar - zwierzała mi się ze
      swoich problemów - zwodowych, rodzinnych, a cogorsza uczuciowych i intymnych.
      Jednocześnie moje życie absolutnie przestało ją zajmować. Mówiła: "Ależ już nie
      jesteśmy razem. Czego ty ode mnie chcesz?" Dopiero kiedy wyjechała na stałe z
      mojego miasta i pępowina pękła, zacząłem żyć na własny rachunek.
      Nie wierzę w przyjaźń po rozstaniu.
      • kasienka80 Re: Bzdury i bajki 13.08.03, 15:54
        Calkowicie sie z toba zgadzam....ludzie sie rozstaja z jakiegos powodu
        przeciez !!!
        mozna pozostac w kontakcie, ktory sie ogranicza do 1 maila miesiecznie, a
        czasami nawet i to nie...
        • rafael14 Re: Bzdury i bajki 13.08.03, 16:26
          kasienka80 napisała:

          > Calkowicie sie z toba zgadzam....ludzie sie rozstaja z jakiegos powodu
          > przeciez !!!
          > mozna pozostac w kontakcie, ktory sie ogranicza do 1 maila miesiecznie, a
          > czasami nawet i to nie...

          Najlepiej "i to nie". Może mam pecha, może ze mną coś nie jest tak, a może po
          prostu historia lubi się powtarzać, ale kolejny związek (ponad dwa lata)
          znalzazł epilog w postaci kilku misięcznej walki mojej EX o "przyjaźń". Nie
          pomogły prośby i tłumaczenia, że nie ułożę sobie życia, jeśli będę podskakiwał
          za każdym razem gdy zadzoni telefon. Nie było wyjścia. Pomimo, że nadal coś do
          niej czuję (a może wlaśnie dlatego) zerwałem z nią praktycznie wszelkie
          kontakty.
          • kasienka80 Re: Bzdury i bajki 14.08.03, 08:54
            wiesz co? moj byly zrobil dokladnie to samo...chcialam bbyc przyjaciolka i
            bylam, ale to dla niego bylo nieszczescie, bo on nie widzial sie z zadna inna
            dziewczyna oprocz mnie...chyba wciaz mnie kochal, az w koncu stwierdzil ze
            koniec przyjazni, ze chce sobie zycie ulozyc....i ulozyl. podobno jest
            szczesliwy, ale nie za bardzo wiem bo ostatnia wiadomosc od niego byla dosc
            dawno :-)
            masz calkowita racje !!!!!!
      • ewb1 Re: Bzdury i bajki 14.08.03, 15:18
        Zgadzam się z przedmówcą.

        Kiedy związek pozostaje szalenie niesymetryczny kontakty przyjacielskie mogą
        powodować utrapieni dla strony porzuconej.

        Inna sytuacja kiedy nie ma strony porzuconej I rzucającej wtedy owszem jest
        miejsce na przyjaźń, aczkolwiek osobiście nigdy nie zetknąłem się gdy związek
        rozpadł się za obopólną zgodą.

        Dlaczego więc pozostajemy w stosunkach przyjacielskich kiedy intymność się
        zakończyła? Niestety miłość ma to do siebie że działa jak narkotyk, jesteśmy
        uzależnieni od towarzystwa drogiej osoby. Nie wyobrażamy sobie możliwości
        funkcjonowania bez przebywania blisko osoby którą uwielbiamy.
    • flipa Re: moj byly- moj przyjaciel 13.08.03, 19:01
      Ja takze przyjaznie sie z moim bylym. On mnie zostawil dla innej a ja nie
      moglam i nie chcialam pozwolic mu tak sobie odejsc i utrzymywalam kontakt. Na
      poczatku bylo strasznie, jak nie zadzwonil przez tydzien to wpadalam w
      rozpacz. Raz nasze przyjacielskie spotkanie skonczylo sie w lozku. Teraz, po
      pol roku staram sie podchodzic do tego z dystansem, mowic sobie ze on ma
      dziewczyne a ja powinnam urwac ta dziwna znajomosc. Sama sobie nie wierze, ale
      chcialabym zeby blagal mnie bym do niego wrocila. Tego nie mozna nazwac
      przyjazna, bo on sie wscieka kiedy ja spotykam sie z innymi a ja na sama mysl
      o jego dziewczynie. Wiec chyba nie mozna byc przyjaciolmi, napewno nie zaraz
      po zerwaniu. Moze po latach kiedy uczucia calkowicie ostygna....
      • kalina28 Re: moj byly- moj przyjaciel 13.08.03, 20:07
        A mój były sie mnie boi. Nie wiemDlaczego? Przecież nie gryze. Wiem ze sie
        spotkamy, ale na razie jak stwierdził "musi mi dać czas abym sie uspokoiła po
        rozstaniu". Wie ze sie spotkamy mamy tych samych znajowmych. No i wspólne
        imprezy. Nie wiem jak sie zachowam, wiem jedno jeżeli sam nie zagada nie bede
        prosić o rozmowe. Pierwszy raz w zyciu czuje dume. która nie pozwoli mi go
        prosić o powrót do mnie. Wiem ze on tego nie chce chociaż cały czas mówi, ze
        moze kiedyś. Ciekawe kiedy. Bliska mi osoba mi mówi ze jestem głupia bo bede
        czekać a i tak z tego nic nie wyjdzie.
    • pluzz Nie pocieszacie mnie :[ 15.08.03, 01:06
      Hi hi zabrzmiało groźnie, co?

      No ale to co czytam nie napawa optymizmem. Miałem ostatnio takie spotkanie,
      żeby się "dogadać" i oboje stwierdziliśmy, że "przyjaciółmi to my chyba nie
      zostaniemy". Zdrowe podejście myślę.

      A jak bywa na wspólnych imprezach miałem okazję przekonać się wczoraj. Było
      spoko i nawet pogadaliśmy sobie luźno. Ale siadając obok niej miałem nadzieję,
      że mnie jakoś obejmie czy okaże jakieś ciepło. Doskonale wiem, że gdyby tak
      zrobiła poczułbym się jednocześnie lepiej i gorzej i dlatego unikałem takich
      sytuacji. To wszystko jest na świeżo i może dlatego nie jest łatwo ale mam
      nadzieję, że się dotrzemy.

      Nie liczę już na "ponowne zejście" ale mam taką cichą nadzieję, że Ona kiedyś
      tego pożałuje (złośliwy jestem wiem :> ).

      Jakoś to będzie. Dzięki za Wasze posty. Może nie pocieszacie ale na pewno
      pomagacie.
      • kalina28 Re: Nie pocieszacie mnie :[ 18.08.03, 13:30
        Ja ze swoim byłym przyjaciólmi też nie zostaniemy. jest staraszliwie uparty. Stwierdził ze musimy sie teraz od siebie oddlać a nie zbliżać. Przecież juz i tak sie ode mnie oddalił. Smutne jest to ze tak naprawde okazał sie okropnym gówniarzem. A mi jest przykro ze 6 lat zgasił jak sweczkę.
        A co do spotkania. Na ostatniej imprezie miałam to samo. chciałam aby sie do mnie przytulił, ale on nawet unikał rozmowy ze mną. Czułam sie jak powietrze. Gdybym chociaż robiła jakiekolwiek sceny i histerie, ale nie zachowałam sie z duma. No moze nie do konca, nie wytrzymałam i sama zaczęłam rozmowe, która tak naprawde nic mi nie dała. Wiem to co wiedziałam. I zatatanawiam sie dlaczgo to robi. Czuje ze coś do mnie jeszcze czuje, coś sie tam w nim tli . Mam wrażenie ze chce wymazać to uczucie do mnie. Ale dlaczego. Mówi ze boi sie przyszłości, ale moze kiedyś znowu bedziemy razem. Jak długo mam czekać
        Ale mętlik wyszedł.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka