czyabynapewno
26.01.08, 23:11
moja historia jest jak z melodramatu z lat 20 tych. dwa lata temu
poznalem kobiete w ktorej sie zakochalem bez pamieci (z
wzajemnoscia). ona w zwiazku z dziecmi ja w zwiazku z dziecmi.
postanowilismy sprobowac byc razem , ja powiedzialem zonie ze kocham
inna kobiete i onna po wiekszych zakretach ideszla od meza.
walczylismy przez pol roku ze wszystkimi - rodzinami i jej mezem
(moja zona zaakceptowala moj wybor). wczoraj ona powiedziala ze juz
nie daje rady i wraca do meza bo traci dzieci (maz sprytnie
nastawial dzieci przeciw niej) kocha mnie ale dzieci sa wazniejsze.
ja ... nie wroce do zony bo jej juz nie kocham siedze i gapie sie w
pusta sciane i nie czuje juz nic. gdyby nie to ze nasze dzieci sa w
tym tygdniu u mnie (moj tydzien) to nie wiem czy bym wyszedl z
lozka ... czuje pustke i nie znajduje zadnej sily w sobie zeby
walczyc z zyciem. nie mam do nikogo pretensji takie ryzyko bylo
wliczone w nasza probe ale ... jak sobie dac rady ... :(