Dodaj do ulubionych

Nie jestem gotowy..

04.01.02, 15:23
jeszcze na przy-stawke, taka z groszkiem i odrobina majonezu...

Witajcie wszyscy forumianie!

Pewnie mnie juz nie pamietacie a i ja nie wiem o czym pisujecie ostatnio-
szwankuje komputer lub serwer. Cudem zalogowalem sie, ale czytac nie moge.

Przyszedlem tutaj wykrzyczec sie. Tak, chce po prostu krzyczec a potem uciec
gdzie pieprz rosnie.

Jesli ktokolwiek pamieta mnie i moja historie to chcialbym opowiedziec jej ciag
dalszy. Jesli nie to i tak nie ma to znaczenia, musze wyrzucic z siebie emocje.

Po rozstaniu z Malgosia zaproponowalem jej przyjazn jako jedyna mozliwa forme
naszego przyszlego kontaktu. Zaakceptowala. Budowanie przyjazni na
podwalinach milosci jest bardzo trudne i wymaga nie tylko czasu, ale i rozlaki.
Zaczalem wiec redukowac wzajemna komunikacje, gdyz uznalem taka metode za
jedyna i wlasciwa. Ograniczylem telefony, a nawet zaprzestalem dzwonic.
Pomyslalem, ze za jakis czas wszystko ulozy sie tak jak-bysmy chceli tego oboje.
Te decyzje podjalem po spotkaniu Malgosi w "Szpulce" (oboje mieszkamy w
Warszawie, ona na Zoliborzu ja na Saskiej Kepie). Bylo to spotkanie przypadkowe,
nie byla sama. Zalowalem bardzo, ze tam pojechalem. Moglem sie spodziewac, ze
ja tam spotkam, gdyz zakladalem, ze czesto tam bywa. Porazila mnie wlasna
glupota i mialem zal do siebie, nie do niej- do siebie, ze tam poszedlem.
Obiecalem sobie wowczas, ze juz nie zajrze do Szpulki nigdy wiecej i slowa
dotrzymalem. Zdalem sobie sprawe, ze mimo, iz kazde z nas po rozstaniu ma
prawo do swego zycia i nie moze byc z niego rozliczane to bolaly mnie obce
meskie ramiona obejmujace jej kibic. Bardzo to przezylem. Potem, jak juz
wspomnialem, postanowilem zredukowac kontakty.
Nie tak dawno, jeszcze przed Swietami czulem sie okropnie samotnie.
POstanowilem wyjsc z domu i powloczyc sie po miescie. Wpadlem do Cafe Brama,
zeby przez chwile popatrzec na innych ludzi. W pewnym momencie dostrzeglem
Malgosie. Nie, to nie byla ona, a moze... Nie wiem. Wtedy myslalem, ze to na pewno
nie ona, ale pozniej...po tym co stalo sie pozniej zaczalem watpic. Nagle
uzmyslowilem sobie, ze mam jakas obsesje, nie moge bowiem w kazdej kobiecie
na ulicy w dwumilionowym miescie widziec jej twarz, sylwetke, wlosy.
Dzien, a moze dwa dni pozniej, nie pamietam dokladnie zaprosilem swoja mame
na przedswiateczna kolacje do wloskiej knajpki znajdujacej sie w najwiekszej
dziurze Ursynowa. Wchodze z mama i kogo widze? -Malgosie siedzaca samotnie
kilka stolikow dalej. Nie wiedzialem, ze zna to miejsce, ze w ogole tam bywa. Kiedys
bylem tam z kolegami i nagle przypomnialo mi sie, gdyz jest tam niedrogo, nikt o
tej "norce" nie wie i na 100% bylem przekonany, ze kogo jak kogo, ale Malgosi tam
na pewno nie spotkam. Usiadlem, zamowilem sobie i mamie cos do picia.
Malgosia poczatkowo mnie nie zauwazyla, ale pozniej, gdy mama zamachala
przyjaznie reka podeszla sie z nami przywitac. O malo nie dostalem zawalu serca
na jej widok, ale jak przystalo na dzielnego wojaka Szwejka trzymalem sie ...krzesla.
Usiadla spowrotem a ja juz wiedzialem, ze z jedzenia nici, nic bowiem nie
przelknalbym. Mama, ktora w koncu zna swoje dziecko spojrzala na mnie z troska
i czuloscia, ale nie odpowiedziala nic. Duszkiem wypilem wode gazowana jaka
przyniosl kelner i gdy juz konczylem do restauracji wszedl on. Podszedl do
Malgosi, pocalowal ja namietnie w usta i usiadl naprzeciwko niej , a tylem do nas.
Malgosia byla z nim umowiona, nie slyszalem slow, ale widzialem jej wesola twarz.
Spojrzalem na mame i wtedy ta- moja kochana przyjaciolka- powiedziala, ze miala
bardzo wielka ochote na paste z lososiem, ktora kiedys jej juz obiecalem, a tu tylko
pizza, a ona pizzy nie znosi, wiec zapytala, czy moglibysmy podjechac do Verony-
drogo, ale smacznie i pasta z lososiem jest. Szybko zaplacilismy za wode,
pomachalismy Malgosi na do widzenia i pojechalismy na kolacje.
Gdy dojechalismy do restauracji, poszedlem do toalety i ze wzruszenia zwyczajnie
popuscilem lzy (nie, nie w spodnie!). Przez cale Swieta nie moglem otrzasnac sie
po tym spotkaniu. Nie moge do tej pory uwierzyc jak mozna w tak wielkim miescie
tyle razy spotkac sie w tym samym miejscu i tym samym czasie. Jakis zly szelag
czy co? Przeciez nie chcialem z nia widziec sie dlatego pojechalem na ten przeklety
Ursynow.
Po tym "spotkaniu" zdalem sobie sprawe z tego co wciaz czuje do niej i jak bardzo
rani mnie widok jej z innym mezczyna. Juz nic sie nie wroci, nie chce aby wracalo.
Ona ma swoje nowe zycie a ja buduje swoje. Uczucie, jak juz kiedys gdzies ktos
powiedzial, to za malo jak "uroda modelki" . Musze zerwac wszystkie kontakty,
abysmy mogli zaprzyjaznic sie..kiedys. Ona nie moze czuc sie przez mnie
osaczona, nie moze czuc mojej obecnosci, wzroku na plecach, ma prawo do
wlasnego samodzielnego zycia, zycia, w ktorym juz nie ma miejsca dla mnie. Nie
ma i byc nie moze. Ja natomiast musze dolozyc wszelkich staran, aby nie
wchodzic jej w droge "mysla, mowa, uczynkiem i zachowaniem". Po swietach
kupilem ksiazke kucharska "smaki swiata" i postanowilem zamiast chodzic po
knajpach gotowac w domu. Nawet nauczylem sie robic kilka nieznanych potraw.
Nie, nie rezygnuje z zycia publicznego, ale musze zrezygnowac aby wygrac.
Nie pisze dlatego, ze szukam rad lub lekarstwa. Pisze, zeby z siebie wyrzucic ciezar
duszy. To wszystko jest bez sensu i bez nadziei, ale nie moze byc inaczej. To mnie
zwyczajnie przerasta. Nie wiedzialem jak bardzo..ze.. ja..

Przepraszam, ze napisalem w "towarzyskim" a nie lzawym watku "romantica" lub
innym- ten otworzyl sie po prostu. Jesli ktokolwiek przebrnal do konca to dziekuje
za przeczytanie.
Zycze wszystkim wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
A Malgosi, chociaz ona nie uzywa internetu- na cale szczescie- jeszcze
popadlbym w gorsza obsesje, ze to przeczyta (podaje prawdziwe miejsca naszych
spotkan) zycze, aby kazdego dnia swiecilo dla niej specjalnie slonce, aby zawsze
miala usmiech na twarzy, aby zyla juz beze mnie, a pewnego dnia jesli zapragnie
przyjela jako przyjaciela- ale tylko wtedy gdy oboje bedziemy do tego
przygotowani. I zeby zdala pomyslnie wszystkie egzaminy i zeby sprzedala
korzystnie samochod i zeby jej brat wyzdrowial i zeby jej ojcie dostal rente i zeby...

Malgosiu.. wciaz bardzo kocham Cie!

Zegnaj.

Witek
Obserwuj wątek
    • anka1 Re: Nie jestem gotowy.. 04.01.02, 15:41
      biedny Ziemniaczek. chyba najlepiej zrobilaby Ci podroz dookola swiata. tylko
      malo kogo na nia dzis stac. przyjmij wyrazy wspolczucia. zawsze tak jest ze jak
      boli to jeszcze dodatkowo sie w to miejscu uderzysz. nawet nie masz pojecia jak
      ja Cie rozumiem. kazdy wie kto przez cos podobnego przeszedl.
      • takatam Re: Nie jestem gotowy.. 04.01.02, 15:48
        :((((
        skad ja to znam?
        :(((((
        trzymaj sie pyrko, tzn. kartofelku:))))
        • anka1 Re: Nie jestem gotowy.. 04.01.02, 15:59
          ciekawe czy Biedakowi pomoze swiadomosc ze wiele osob ma takie doswiadczenia
          (((.
          • takatam Re: Nie jestem gotowy.. 04.01.02, 16:50
            pewnie nie:(((( mi nie pomaga:(((( tylko czas:(((((czas:(((((czas:(((((
            albo ...nowe uczucie:))))))
            • jasmina_tdi nieprawda 04.01.02, 16:53
              jaki tam czas..... z czasem bywa jeszcze gorzej.... zaczynasz zyc swoimi
              wyobrazeniami, wmawiasz sobie, ze wcale tak nie musialo byc, idealizujesz... i
              TĘSKNISZ coraz mocniej i mocniej i mocniej.... az w koncu nie masz sił, zeby
              płakac i czujesz tylko pustkę....
              • anka1 Re: nieprawda 04.01.02, 16:57
                czas czasem pomaga. tylko trzeba mu na to pozwolic. tylko trzeba spotkan
                unikac, bo rany sie odnowia. ale na te przypadkowe nie ma rady.
                • jasmina_tdi Re: nieprawda 04.01.02, 16:59
                  najgorsze są te przypadkowe.... z zasoczenia boli najbardziej.... a czas...
                  kiedys się zapomina...kiedys tam, za milion lat...moze..

                  anka1 napisał(a):

                  > czas czasem pomaga. tylko trzeba mu na to pozwolic. tylko trzeba spotkan
                  > unikac, bo rany sie odnowia. ale na te przypadkowe nie ma rady.

                  • anka1 Re: nieprawda 04.01.02, 17:09
                    hm czasem wystarczy mniej... najlepiej miec jeszcze cos innego na glowie:)
                    wtedy rany sie szybciej zasklepiaja.
                    • jasmina_tdi Re: nieprawda 04.01.02, 17:12
                      nie myślenie wiele tu nie daje.... możesz sobie włożyć na głowę cały świat, a w sercu i tak dziura
                      zostanie... cholerne feromony!!!!!!!!! :-)

                      anka1 napisał(a):

                      > hm czasem wystarczy mniej... najlepiej miec jeszcze cos innego na glowie:)
                      > wtedy rany sie szybciej zasklepiaja.

                      • takatam kurde... 04.01.02, 17:43
                        czas.... nie ma lekarstwa na to... chyba jednak czas! a dziura zostanie zawsze,
                        tylko lekko albo mocniej przysypana....
                        • anka1 Re: kurde... 04.01.02, 17:46
                          chcesz powiedziec ze znow mozna w nia wpasc i sobie cos polamac? brrr!
    • Gość: moonlite Re: Nie jestem gotowy.. IP: *.cyfronet.krakow.pl 04.01.02, 18:44
      Powiem Wam szczerze, ze mnie ta historia autentycznie wzruszyla. Rzadko
      spotykam ludzi, ktorzy tak ladnie podchodza do problemu rozstania. Ta Twoja
      wspanialomyslnosc (niech jej bedzie dobrze itd.), nie znam historii wiec nie
      wiem jak to bylo, dlaczego nie mozecie juz byc razem, podziwiam
      Twoj "kulturalny" stosunek do sprawy.
      Choc nie chcesz rady - radze Ci jednak dopusc do siebie zlosc - ona Ci pomoze
      pogodzic sie z rozstaniem. Inaczej trwac bedziesz w idealizacji, trwac dalej w
      zwiazku z nia, i nie pomoze brak kontaktu. Zlosc nie oznacza oczywiscie, ze
      masz zdeprecjonowac wszystko to, co bylo miedzy Wami dobre, ale, ze masz
      zauwazyc siebie w tym wszystkim, siebie i Twoje cierpienie, za ktore jakbys na
      to nie spojrzal ona TEZ jest odpowiedzialna. NIe tylko Los, Natura, czy cos
      tam, nie wiem jak sobie to tlumaczysz...
      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka