07.01.02, 16:21
Witajcie,

Nie napisze nic oryginalnego... ale nie o to chyba chodzi aby pisac na sile ale
o to aby pisac co sie czuje, mysli....
Po rozmowach z kuzynka jestem na forum drugi raz, czytam..... Nie znalazlam
jednak niczego co by mnie zaciekawilo, moze nie otwieram wlasciwych listow.
Ten banal to samotnosc... Od ponad roku mieszkam w duzym, pieknym miescie gdzie
powinnam choc po czesci spedzac czas w mniej monotonny sposob, nie sama....
Nie chce pisac o szczegolach, mozliwych przyczynach, itp. Zastanawiam sie tylko
dlaczego tak jest, dlaczego nic sie nie zmienia, czy tak byc musi? Nie jestem
przeciez glupia, brzydka ani odpychajaca, jak wiekszosc z nas jestem po
tzw "przejsciach", moze zdawalo mi sie, ze w zwiazku z tym nalezy mi sie
wreszcie od zycia cos milego, ciekawego..? A tu nic, bez zmian...
Moze macie jakies spostrzezenia na ten temat, moze chcecie podzielic sie ze mna
jakimis przemysleniami?

Pozdrawiam,

Kobietka30
Obserwuj wątek
    • pomeranka Re: Banal? 07.01.02, 16:57
      Cześć Kobietko:) Tutaj cięzko będzie Ci spokojnie porozmawiać. Towarzyskie to
      czyste szaleństwo do kwadratu, jazda bez trzymanki, jak wolisz. W takim
      klimacie nie pogadasz szu za długo... zaraz ktoś Ci wścieklaka da na rogrzewkę,
      ryknie w ucho, żebyś nie pieprzyła jak smutas i walnie po plerach aż płuca
      poczujesz pod gardłem.
      Ale ogólnie to naprawdę fajni ludkowie, naprawdę fajni. Tak więc przeczekaj
      pierwszą falę czułości iaczej i czuj się jak u siebie:)))

      Pom
      • marseille30 Re: Banal? 07.01.02, 17:01
        Całkowicie zgadzam się z przedmówczynią!!!
        • kobietka30 Re: Banal? 07.01.02, 22:31
          To raczej niewiele z tego wynika, hihi....

          Kobietka30
      • kobietka30 Re: Banal? 07.01.02, 22:29
        pomeranka napisał(a):

        > Cześć Kobietko:) Tutaj cięzko będzie Ci spokojnie porozmawiać. Towarzyskie to
        > czyste szaleństwo do kwadratu, jazda bez trzymanki, jak wolisz. W takim
        > klimacie nie pogadasz szu za długo... zaraz ktoś Ci wścieklaka da na rogrzewkę,
        >
        > ryknie w ucho, żebyś nie pieprzyła jak smutas i walnie po plerach aż płuca
        > poczujesz pod gardłem.
        > Ale ogólnie to naprawdę fajni ludkowie, naprawdę fajni. Tak więc przeczekaj
        > pierwszą falę czułości iaczej i czuj się jak u siebie:)))
        >
        > Pom

        Hej,

        Dzieki za liscik, nieco wykrecony, chyba od razu dalo sie wyczuc te wykrecona
        nieco atmosfere... Jesli ktos tutaj da mi kuksanca, a jeszcze w taki sposob,
        ktory mi przypadnie do gustu to nie bede sie na pewno o to dasac, wprost
        przeciwnie, moze, jak piszesz, sprowadzi mnie to na ziemie...
        Pobywam tu czesciej to moze i poczuje sie jak u siebie, pozdrawiam,

        Kobietka30

    • anka1 Re: Banal? 07.01.02, 17:04
      zaryzykuje i sie wpisze:)
      nie wiem czy od zycia nalezy sie spodziewac, ze wynagrodzi to co sie zlego nam
      przydarzylo. raczej nie.zycie nie jest czyms w rodzaju wymiaru sprawiedliwosci.
      dobrzy dostaja po glowie,draniom roznej masci zyje sie dobrze.widac to w Polsce
      jak dluga i szeroka.
      a samotnosc to banal i nie. coraz wiecej takich jak Ty na swiecie. badz na
      forum. moze uda sie z kims zaprzyjaznic chociaz i tu ostatnio nie dzieje sie
      najlepiej. ostroznosc wskazana:)
      koncze tych kilka banalow na watku o banale:)
      • emperor Re: Banal? 07.01.02, 17:08
        Ostroznosc wskazana?
        Wiec na kogo trzeba uwazac?
        • anka1 Re: Banal? 07.01.02, 17:12
          patrzac na to co sie ostatnio dzieje to niemal na wszystkich Emperorze.
          • emperor Re: Banal? 07.01.02, 17:21
            Niestety nic nie zauwazylem:(
            Ale z reszta, co mnie to obchodzi:)
            Niech sobie robia co chca:)
            Wyluzuj i nie przejmuj sie tym.
            Jesli ktos Ci wejdzie w droge, to go zdeptaj,
            a ja Ci pomoge:))))
            • anka1 Re: Banal? 07.01.02, 17:29
              Emperor dobrze Ci tak:) ze nie wiesz.nie ma to jak bloga nieswiadomosc:)
              dzieki za deklaracje:) juz mi kilka Osob pomoglo za co wypada podziekowac.
              ale ja nie mam zamiaru montowac tu koalicji:) wystarczajaco paskudnie sie
              zrobilo. ja mieszac nie mam zamiaru. tylko jeszcze raz dzieki.Tobie i Innym a
              Oni juz wiedza za co i komu.
              • Gość: tad Re: Banal? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.02, 21:33
                Zapewne większośc osób, które odpowiedzą na Twój post napisze coś w
                rodzaju: "nie martw się, jesteś wspaniała", ale prawda jest taka, że błąd tkwi
                gdzieś w Tobie. Nie wiem na czym on polega, nie znając Cię, choć oczywiście
                mozna wymyślać różne teorie. Tak czy inaczej - przyjrzyj się sobie samej.
                • kobietka30 Re: Banal? 07.01.02, 22:38
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  > Zapewne większośc osób, które odpowiedzą na Twój post napisze coś w
                  > rodzaju: "nie martw się, jesteś wspaniała", ale prawda jest taka, że błąd tkwi
                  > gdzieś w Tobie. Nie wiem na czym on polega, nie znając Cię, choć oczywiście
                  > mozna wymyślać różne teorie. Tak czy inaczej - przyjrzyj się sobie samej.

                  Hej,

                  Przygladam sie sobie codziennie i malo z tego wynika... Przeciez nie zawsze tak
                  bylo... Nie wiem, moze jakis blad tkwi we mnie ale ... mysle, ze to bardziej
                  zlozona sprawa....
                  Niemniej jednak dzieki, pozdrawiam,

                  Kobietka30

                  • Gość: Jakala Re: Banal? IP: 10.10.6.* 08.01.02, 11:13
                    BBBBB...B.B.B. .. BANAL czy ?? ........ A N A L !!!!!!
                    Czy w tym temacie cos mozemy porozmawiac?
                    P..pp..po..po.zz.drawiam. Pozdrawiam
          • kobietka30 Re: Banal? 07.01.02, 22:35
            Sadze, ze trzeba byc ostroznym, uzasdniam to swoim bywaniem (kiedys czesto,
            teraz juz nie, choc i tak zbyt czesto) na czatach.... Tak, ostroznosc
            zdecydowanie polecana, tylko virtualnie.... wiecie moi drodzy, ze czesto bedac
            przkonanym o wlasnej ostroznosci jestesmy nieostrozni.....
            Dzieki za odzew, pozdrawiam,

            Kobietka30
    • rayoff Re: Banal? 07.01.02, 22:10
      Od życia się nic nikomu nie należy. Niestety, za byłe zasługi płacić nikt nie
      chce i nikogo one nie interesują. Sama jesteś artystą i sama tworzywem, sama
      sobie sterem i sama okrętem i sama musisz poszukać czegoś miłego i ciekawego w
      życiu. Zmienić się może wszystko, a to czy będą to zmiany na lepsze czy na
      gorsze w dużym stopniu zależy od Ciebie samej. Ale to Ty musisz je
      zapoczątkować i to Ty musisz ich chcieć. Nie ma co zastanawiać się nad tym
      dlaczego nic się nie zmienia, bo niby dlaczego cokolwiek miałoby się zmieniać?
      Przecież nikt nie obiecywał, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Nikt nie
      obiecywał, że cały czas będzie z górki. Inna sprawa, że czasem mogłoby być...
      Trzeba się wziąć w garść i zacząć zmianę od samego siebie. Samego siebie
      łatwiej zmienić niż cały świat.
      Samotność to nie banał, bo każdy człowiek ma potrzebę kontaktów z innymi
      ludźmi. Samotność to jedna z dotkliwszych kar, często niezasłużonych. Piszesz,
      że nie jesteś ani głupia ani brzydka, a mimo to czas spędzasz dość monotonnie.
      Może rozrywki szukasz w złych miejscach? Może poznajesz złych ludzi? Wreszcie –
      może sama nie pozwalasz sobie na którąś z form szeroko rozumianej
      ekstrawagancji, może sama się wycofujesz. Możliwości dla których taki stan ma
      miejsce jest wiele.
      A na forum znajdziesz bardzo fajną bandę. Każdy z innej parafii, każdy z innym
      temperamentem i sposobem na życie. I może właśnie dlatego forum tak strasznie
      uzależnia. Mnie wciągnęło i szczerze mówiąc bardzo misie tu podoba :)
      Powodzenia w poszukiwaniach sensu w bezsensie i odwagi przy szukaniu ulubionej
      formy ekstrawagancji ;)
      Daree
      • kobietka30 Re: Banal? 07.01.02, 22:46
        rayoff napisał(a):

        > Od życia się nic nikomu nie należy. Niestety, za byłe zasługi płacić nikt nie
        > chce i nikogo one nie interesują. Sama jesteś artystą i sama tworzywem, sama
        > sobie sterem i sama okrętem i sama musisz poszukać czegoś miłego i ciekawego w
        > życiu. Zmienić się może wszystko, a to czy będą to zmiany na lepsze czy na
        > gorsze w dużym stopniu zależy od Ciebie samej. Ale to Ty musisz je
        > zapoczątkować i to Ty musisz ich chcieć. Nie ma co zastanawiać się nad tym
        > dlaczego nic się nie zmienia, bo niby dlaczego cokolwiek miałoby się zmieniać?
        > Przecież nikt nie obiecywał, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Nikt nie
        > obiecywał, że cały czas będzie z górki. Inna sprawa, że czasem mogłoby być...
        > Trzeba się wziąć w garść i zacząć zmianę od samego siebie. Samego siebie
        > łatwiej zmienić niż cały świat.
        > Samotność to nie banał, bo każdy człowiek ma potrzebę kontaktów z innymi
        > ludźmi. Samotność to jedna z dotkliwszych kar, często niezasłużonych. Piszesz,
        > że nie jesteś ani głupia ani brzydka, a mimo to czas spędzasz dość monotonnie.
        > Może rozrywki szukasz w złych miejscach? Może poznajesz złych ludzi? Wreszcie &
        > #8211;
        > może sama nie pozwalasz sobie na którąś z form szeroko rozumianej
        > ekstrawagancji, może sama się wycofujesz. Możliwości dla których taki stan ma
        > miejsce jest wiele.
        > A na forum znajdziesz bardzo fajną bandę. Każdy z innej parafii, każdy z innym
        > temperamentem i sposobem na życie. I może właśnie dlatego forum tak strasznie
        > uzależnia. Mnie wciągnęło i szczerze mówiąc bardzo misie tu podoba :)
        > Powodzenia w poszukiwaniach sensu w bezsensie i odwagi przy szukaniu ulubionej
        > formy ekstrawagancji ;)
        > Daree

        Czesc,

        Dzieki za miala. Forum, jak piszesz, uzaleznia. To nic nowego, jak kazda forma
        virtualnego kontaktu, tak przynajmniej wynika z moich dotychczasowych
        doswiadczen. Jednak swoj stosunek do tych virtualnych fascynacji bardzo przez
        caly ten czas zmodyfikowalam. Moze mnie wiec juz forum tak bardzo nie uzalezni bo
        juz sie ani tak bardzo nie zachlystuje ta forma kontaktow ani nie mam na to czasu.
        Niemniej jednak ten vitrtualny swiat kiedys pomogl mi sie oderwac od czegos co
        bardzo mnie wowczas bolalo...
        Obawiam sie jednak, ze na zmiany samej siebie jest juz ciut za pozno, wiem, na
        pewno pomyslisz, ze nie mam racji i ze na to nigdy nie jest za pozno. Nie wiem.
        To miasto zdawalo sie byc moim zbawieniem, tymczasem jestem tu zupelnie sama a
        prawda jest taka, ze nikogo nie poznaje. Nie pisz prosze - wiec wyjdz do ludzi,
        naprawde nie bede sie sama szlajac po Rynku, lazic do pubow czy kina. Do tego
        wlasnie brakuje mi tej jednej osoby, ale jak ja poznac?

        Pozdrawiam,

        Kobietka30

        • rayoff Re: Banal? 08.01.02, 12:39
          Wcale nie chce, zebys wychodzila do ludzi. Szukanie znajomych za wszelka cene
          wyglada zalosnie i konczy sie zazwyczaj zle. Nie staralem Ci sie doradzic, po
          prostu pytalem. Nie znam Cie, nigdy z Toba nie rozmawialem, wiec jak moglbym
          cokolwiek doradzac?
          W jednym masz racje - na zmiany nigdy nie jest za pozno. Jezeli cos Ci nie lezy
          to przeciez naprawde Ty jestes artysta i tworzywem.
          Wiec wybieraj bande i heja. Lepiej zalowac, ze sie sprobowalo, niz zalowac, ze
          sie nie probowalo ;)
      • Gość: samanta Re: Banal? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 11:23
        Jasne ..ino bande wybieraj i ..heja!;)))))))))
        • Gość: tad Re: Banal? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 19:21
          Nie mogę zgodzić się z tym co tu przeczytałem - a przynajmniej z większością z
          tego. Nieprawdą jest stwierdzenie, ze "można zmienić wszystko", bo wszystkiego
          zmienić nie mozna, nieprawdą jest stwierdzenie, że "na zmiany nigdy nie jest za
          późno", bo z czasem jest za późno na coraz więcej zmian. To nie pesymizm, ale
          stwierdzenie faktu. Gdyby było inaczej, można by uszczęśliwić wszystkich przy
          pomocy jednej książki z sentencjami w rodzaju tych, które tu padały, np: "jesteś
          artystą i tworzywem". Jeśli ktoś uważa, że można zmienić się zupełnie z dnia na
          dzień to jest w błędzie. Jeśli można się zmienić to tylko do pewnego stopnia i
          powoli (wyłączając jakieś dramatyczne wydarzenia) Jeżeli więc pisałem, że błąd
          tkwi w Tobie, to nie miałem na myśli tego, ze na pewno potrafisz go usunąć, ani
          nawet tego że potrafisz go rozpoznać. Nie miałem tez oczywiście na myśli tego, że
          na pewno go nie usuniesz czy nie rozpoznasz. (można go też usunąć nie rozpoznając
          lub nie być w stanie usunąc po rozpoznaniu - wszystko jest mozliwe). Takie błędy
          usówa się nie poprzez czytanie sentencji, ale przy pomocy kopniaka (to metafora)
          wymierzonego gwałtownie lub stopniowo przez kogoś zyczliwego, lub samodzielnie.
          • kobietka30 Re: Banal? 09.01.02, 00:01
            Gość portalu: tad napisał(a):

            > Nie mogę zgodzić się z tym co tu przeczytałem - a przynajmniej z większością z
            > tego. Nieprawdą jest stwierdzenie, ze "można zmienić wszystko", bo wszystkiego
            > zmienić nie mozna, nieprawdą jest stwierdzenie, że "na zmiany nigdy nie jest za
            >
            > późno", bo z czasem jest za późno na coraz więcej zmian. To nie pesymizm, ale
            > stwierdzenie faktu. Gdyby było inaczej, można by uszczęśliwić wszystkich przy
            > pomocy jednej książki z sentencjami w rodzaju tych, które tu padały, np: "jeste
            > ś
            > artystą i tworzywem". Jeśli ktoś uważa, że można zmienić się zupełnie z dnia na
            >
            > dzień to jest w błędzie. Jeśli można się zmienić to tylko do pewnego stopnia i
            > powoli (wyłączając jakieś dramatyczne wydarzenia) Jeżeli więc pisałem, że błąd
            > tkwi w Tobie, to nie miałem na myśli tego, ze na pewno potrafisz go usunąć, ani
            >
            > nawet tego że potrafisz go rozpoznać. Nie miałem tez oczywiście na myśli tego,
            > że
            > na pewno go nie usuniesz czy nie rozpoznasz. (można go też usunąć nie rozpoznaj
            > ąc
            > lub nie być w stanie usunąc po rozpoznaniu - wszystko jest mozliwe). Takie błęd
            > y
            > usówa się nie poprzez czytanie sentencji, ale przy pomocy kopniaka (to metafora
            > )
            > wymierzonego gwałtownie lub stopniowo przez kogoś zyczliwego, lub samodzielnie.
            >

            Witam,

            Naprawde rzadko zdarza sie abym sie z kimkolwiek tak 100% zgadzala (no, moze z
            wyjatkiem tych zawilosci na koncu, za ktorymi moja mysl, zmeczona juz, nie
            podazala :)) ). Tak wlasnie stalo sie w tym przypadku. Najbardziej jednak
            podpisuje sie pod tym, ze to, ze np wielu rzeczy nie mozna zmienic, itp, to nie
            pesymizm a fakty. Dokladnie tak jest.
            OK, dzieki za tych kilka slow, z ktorymi trafiles w sedno. Teraz ide juz spac i
            pozdrawiam,

            Kobietka30
            • Gość: tad Re: Banal? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.02, 21:07
              > Naprawde rzadko zdarza sie abym sie z kimkolwiek tak 100% zgadzala (no, moze z
              > wyjatkiem tych zawilosci na koncu, za ktorymi moja mysl, zmeczona juz, nie
              > podazala :)) ). Tak wlasnie stalo sie w tym przypadku. Najbardziej jednak
              > podpisuje sie pod tym, ze to, ze np wielu rzeczy nie mozna zmienic, itp, tonie
              > pesymizm a fakty. Dokladnie tak jest. OK, dzieki za tych kilka slow, z ktorymi
              trafiles w sedno. Teraz ide juz spac i
              > pozdrawiam,

              > Kobietka30

              Nie chciałem wpędzać Cię w depresję. Nie twierdzę "nic sie nie da zrobić", tylko,
              ze mozliwe są raczej zmiany nie radykalne i nie z dnia na dzień, i że rady jakie
              się tu pojawiły, są co prawda świetne, ale to ogólniki, zupełnie jakby
              napisać: "By zapewnić pokój na świecie nalezy skończyć wszystkie wojny" czy "By
              nie być chorym nalezy wyzdrowieć". To o czym tu piszesz to skutki a nie
              przyczyny.
              • kobietka30 Re: Banal? 10.01.02, 13:49
                Gość portalu: tad napisał(a):

                > > Naprawde rzadko zdarza sie abym sie z kimkolwiek tak 100% zgadzala (no, mo
                > ze z
                > > wyjatkiem tych zawilosci na koncu, za ktorymi moja mysl, zmeczona juz, nie
                >
                > > podazala :)) ). Tak wlasnie stalo sie w tym przypadku. Najbardziej jednak
                > > podpisuje sie pod tym, ze to, ze np wielu rzeczy nie mozna zmienic, itp, t
                > onie
                > > pesymizm a fakty. Dokladnie tak jest. OK, dzieki za tych kilka slow, z kt
                > orymi
                > trafiles w sedno. Teraz ide juz spac i
                > > pozdrawiam,
                >
                > > Kobietka30
                >
                > Nie chciałem wpędzać Cię w depresję. Nie twierdzę "nic sie nie da zrobić", tylk
                > o,
                > ze mozliwe są raczej zmiany nie radykalne i nie z dnia na dzień, i że rady jaki
                > e
                > się tu pojawiły, są co prawda świetne, ale to ogólniki, zupełnie jakby
                > napisać: "By zapewnić pokój na świecie nalezy skończyć wszystkie wojny" czy "By
                >
                > nie być chorym nalezy wyzdrowieć". To o czym tu piszesz to skutki a nie
                > przyczyny.

                Alez chyba mnie nie zrozumiales. Wcale swoim listem a raczej zawartmi w nim
                spostrzezeniami nie wpedziles mnie w depresje. Po prostu rzadko sie zdarza aby
                nie zostac posadzonym o pesymizm piszac takie rzeczy jakie Ty sam pisales. Mnie
                sie wlasnie w takich sytuacjach posadza o pesymizm, a to tylko zycie, fakty. I to
                mialam na mysli piszac, ze zgadzam sie z Toba calkowicie. Rady, ktore sie tu
                pojawily to ogolniki. Oczywiscie, ze tak, po pierwsze to forum, czyli kazdy moze
                napisac co sadzi na dany temat, to nie musza byc nawet rady. Po drugie zas
                niczego innego nie moge sie przeciez spodziewac, nikt mnie nie "uzdrowi", nie
                wskaze cudownego srodka na poprawe tej sytuacji, musze sobie z tym i tak radzic
                sama, to zrozumiale. Jednak czasem czyjes slowa moga posluzyc do przemyslenia
                pewnych kwestii, zwrocenia uwagi na rzeczy, na ktore dotad nie zwrocilibysy
                uwagi, do przyjrzenia sie takze sytuacjom innych ludzi lub jak w Twoim przypadku
                dostrzezenia innej osoby, ktora byc moze mysli podobnie.
                Pozdrawiam,

                K30
                • Gość: tad Re: Banal? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 20:09

                  > Alez chyba mnie nie zrozumiales. Wcale swoim listem a raczej zawartmi w nim
                  > spostrzezeniami nie wpedziles mnie w depresje. Po prostu rzadko sie zdarza aby
                  > nie zostac posadzonym o pesymizm piszac takie rzeczy jakie Ty sampisales.Mnie
                  >sie wlasnie w takich sytuacjach posadza o pesymizm, a to tylko zycie, fakty. I
                  > to mialam na mysli piszac, ze zgadzam sie z Toba calkowicie. Rady, ktore sie tu
                  > pojawily to ogolniki. Oczywiscie, ze tak, po pierwsze to forum, czyli kazdy moz
                  > e napisac co sadzi na dany temat, to nie musza byc nawet rady. Po drugie zas
                  > niczego innego nie moge sie przeciez spodziewac, nikt mnie nie "uzdrowi", nie
                  > wskaze cudownego srodka na poprawe tej sytuacji, musze sobie z tym i tak radzic
                  > sama, to zrozumiale.


                  Zrozumiałe, ale czy prawdziwe? Zamiast mówić "muszę sobie z tym radzić sama"
                  odpowiedz sobie na pytanie :"Czy mogę sobie z tym poradzić sama", bo to, że ze
                  wszystkim można sobie poradzić bez niczyjej pomocy to nieprawda. Twoim problemem
                  nie jest samotność, ale stan umysłu, którego jednym ze skutków jest samotność i
                  nawet jesli ten stan można zmienić to wcale nie jest pewne, czy możesz to zrobić
                  samodzielnie (choć oczywiście próbować nalezy). Na poziomie intelektualnym wiesz
                  przecież od dawna czego chcesz, ale co z tego wynika?

                  >Jednak czasem czyjes slowa moga posluzyc do przemyslenia
                  > pewnych kwestii, zwrocenia uwagi na rzeczy, na ktore dotad nie zwrocilibysy
                  > uwagi, do przyjrzenia sie takze sytuacjom innych ludzi lub jak w Twoim przypadk
                  > u dostrzezenia innej osoby, ktora byc moze mysli podobnie.

                  Spróbuj więc przemyśleć kwestię: "Dlaczego ktoś miałby chcieć być ze mną?"
                  pozdrawiam
                  tad
          • Gość: Rayoff Re: Tad i Kobietka chyba też IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 23:45
            Wydaje mi się, że zostałem źle zinterpretowany. Zła interpretacja wynika
            zapewne z niedokładnego przeczytania postu, w którym piszę, że zmienić może się
            wszystko, a to czy zmiany wyjdą na dobre czy na złe w dużym stopniu zależy od
            człowieka, który tych zmian doświadcza. Wcale nie uważam, że zmienić można
            wszystko, za to zdecydowanie uważam, że wszystko może się zmienić. Różnica
            subtelna, aczkolwiek niezwykle istotna.

            Piszesz, że to nieprawda, że na zmiany nigdy nie jest za późno. Więc kiedy jest
            za późno? Czy warto żyć z przeświadczeniem, że traci się czas? Swego czasu
            jeden z moich wykładowców powiedział, że ludzie wolą mało zyskać lub mało
            stracić niż dużo zyskać lub dużo stracić. Nawet jeżeli szanse na któryś z
            wyników są wyrównane. Zresztą istnieje bardzo ciekawe zadanie, jeżeli uda mi
            się je odnaleźć i zgodzicie się na to je Wam wyślę. A potem spotkamy się na
            którymś wątku i porozmawiamy o rozwiązaniu.

            Ja wierzę w to, że sam jestem artystą i tworzywem. Że jeżeli mi coś nie
            odpowiada to mogę to zmienić. Jasne - muszę uważać na konsekwencje, ale mogę
            zmienić. Muszę pamiętać o tym, że żyję w jakichś uwarunkowaniach, ale wewnątrz
            tego środowiska jestem artystą i tworzywem (zresztą to bardzo dobry cytat
            jest :)). Wewnątrz tego środowiska, pamiętając o konsekwencjach mogę zrobić ze
            sobą naprawdę dużo. W psychologii istnieje takie pojęcie jak umiejscowienie
            kontroli. Jedni wolą uważać, że większość rzeczy, które ich spotykają jest
            spowodowana czynnikami losowymi. Że jest od nich niezależna, że to kto inny
            kieruje ich życiem – głupi szef, matka, mąż, przypadek. Ktokolwiek. Inni
            starają się aktywnie prowadzić swoje życie. Wierzą, że mogą je kontrolować, a
            wiele ze skutków spełnia się z ich przyczyny. To nie jest optymizm. To jest
            kwestia podejścia do życia i interpretowania faktów. I ja na przykład, jak
            banalnie by to nie zabrzmiało, jak jarmarcznie byście tego nie chcieli
            potraktować wierzę w to, że w dużym stopniu sam o sobie stanowię. Że w dużym
            stopniu sam decyduję o tym co dzieje się w moim życiu.

            Zmiany niekoniecznie mają być gwałtowne – ja tak nie piszę i po raz kolejny
            wydaje mi się, że zostałem źle zrozumiany. Lub po prostu niedoczytany. Albo źle
            zinterpretowany. A może nadwrażliwy ;) W każdym bądź układzie prosiłbym by nie
            wkładać mi w usta twierdzeń, których nie wypowiedziałem. Uogólnienia czyichś
            wypowiedzi owszem mogą się sprawdzić, ale tylko do pewnego stopnia. W pewnym
            momencie można dojść do absurdu.

            Gdybyś tylko mógł wytłumaczyć co miałeś na myśli pisząc, że wszystkich można by
            uszczęśliwić za pomocą jednej książki. Żwiązku pomiędzy tandetnym
            uszczęśliwianiem ludzi, a wiarą w to, że można w jakimś stopniu kontrolować
            swoje życie nie widzę.

            Poza tym - te same fakty można zupełnie różnie interpretować. Chyba dlatego
            historia jest nauką aż tak kontrowersyjną.

            Jeszcze w temacie ogólników – By zapewnić pokój na świecie nalezy skończyć
            wszystkie wojny, By nie chorować należy wyzdrowieć. Dlaczego w wątku, który w
            tytule ma słowo Banał tak dziwią Cię ogólniki? Póki co jeszcze nikomu nie udało
            się skonstruować ogólnej teorii wszystkiego, więc pisząc kilka zdań odpowiedzi
            na temat, o którym wiesz niewiele chcąc nie chcąc ocierasz się o ogólniki.
            Wiesz niewiele, bo nie znasz osoby z którą korespondujesz. Poza ogólniki można
            wyjść dopiero w trakcie dyskusji. W trakcie znajomości. Początek zawsze jest
            ogólnikowy. Na początku zawsze się zagaja, a zagajając najłatwiej o ogólniki.
            Napisałem, że nie mam zamiaru doradzać. Tylko pytam. I opowiadam swoją opowieść.

            I jeszcze pytanie – powiedz mi w jaki sposób dać kopniaka osobie, której się
            nie zna, której się w życiu nie widziało i z którą się nie rozmawiało. Sama
            konwencja forum zmusza do takiego a nie innego traktowania interlokutorów.

            Pozdrawiam

            Rayoff
            • Gość: tad Re: Tad i Kobietka chyba też IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.02, 18:54
              Sporą część postu na który odpowiadam usunąłem, zeby odpowiedź nie została
              obcięta. Zostało to co uznałem za najważniejsze.
              > Ja wierzę w to, że sam jestem artystą i tworzywem. Że jeżeli mi coś nie
              > odpowiada to mogę to zmienić. Jasne - muszę uważać na konsekwencje, ale mogę
              > zmienić. Muszę pamiętać o tym, że żyję w jakichś uwarunkowaniach, ale wewnątrz
              > tego środowiska jestem artystą i tworzywem (zresztą to bardzo dobry cytat
              > jest :)). Wewnątrz tego środowiska, pamiętając o konsekwencjach mogę zrobić ze
              > sobą naprawdę dużo. W psychologii istnieje takie pojęcie jak umiejscowienie
              > kontroli. Jedni wolą uważać, że większość rzeczy, które ich spotykają jest
              > spowodowana czynnikami losowymi. Że jest od nich niezależna, że to kto inny
              > kieruje ich życiem – głupi szef, matka, mąż, przypadek. Ktokolwiek. Inni
              > starają się aktywnie prowadzić swoje życie. Wierzą, że mogą je kontrolować, a
              > wiele ze skutków spełnia się z ich przyczyny. To nie jest optymizm. To jest
              > kwestia podejścia do życia i interpretowania faktów. I ja na przykład, jak
              > banalnie by to nie zabrzmiało, jak jarmarcznie byście tego nie chcieli
              > potraktować wierzę w to, że w dużym stopniu sam o sobie stanowię. Że w dużym
              > stopniu sam decyduję o tym co dzieje się w moim życiu.

              Wewnętrzne czy zewnętrzne poczucie kontroli nie jest tematem tego wątku - mam
              przynajmniej takie wrażenie. Są ludzie o "zewnętrznym poczuciu kontroli", ale nie
              wydaje mi się wcale, by Autorka miała uczucie, ze ktoś inny kieruje jej życiem.
              Nie mam tez zamiaru twierdzić,że mylisz się uważając, że Ty sam kierujesz swoim
              zyciem. Mówimy zupełnie o czymś innym, ale zatrzymajnmy się na tym "poczuciu
              kontroli", bo ten stan jest Ci znany (tzn. jesteś świadomy jego istnienia).
              Popełniasz w rozumowaniu pewne błądy, typowe, dla kogoś kto nie interesował
              się "działaniem" umysłu.Po pierwsze - ta uwaga mniej Cię dotycy - ludzie nie
              zdają sobie zwykle sprawy, że jedyny umysł do jakiego naprawdę mają dostęp to ich
              własny, a o innych mogą sądzić tylko na podstawie analogii i interpretacji, łatwo
              więc przypisują swojemu umysłowi wartość uniwersalną - "u innych wygląda to mniej
              więcej tak jak u mnie". Po drugie -to już dotyczy Cię w znacznym stopniu - pisząc
              o mozliwości zmian, mylisz-nazwijmy to -poziomy umysłu. Nasze umysły działaja w
              ramach pewnych form, których nie wybieramy,(choć możemy na nie wpływać. Nie jest
              aż tak źle) Masz rację pisząc, że są rózne sposoby myslenia, mylisz się jednak,
              jesli uważasz, że sposoby te są kwestią swobodnego wyboru. Wolna wola nie jest
              wcale taka wolna, a jesli myslisz, że jest inaczej to spróbuj zmienić
              swoje "poczucie kontroli" na przeciwne. Nie chodzi mi o to, żebyś zaczął się
              zachowywać jakbyś nagle nabrał przekonania, że to inni kierują Twoim zyciem, ale
              o to, żebyś naprawdę w to wierzył (ścislej -miał takie poczucie.) Nawet gdybyś
              zaczął się tak zachowywać czułbyś, że "to nie jesteś Ty". Otóż, tak samo jak
              Tobie trudno byłoby przeprowadzić taką zmiaę, tak samo trudno byłoby ludziom
              mającym "zewnętrzne poczucie kontroli" zmienić swoje nastawienie na przeciwne. To
              nie Ty wybrałeś sobie swoje nastawienie do zycia - a przynajmniej nie jego
              zasadniczy zrąb. Jest to potencjał, który dostałeś w prezencie (co nie znaczy, ze
              nie mozna go sobie w jakims stopniu wypracować).Ta forma kształtuje Twoje mysli i
              zmiana tej formy (nazwijmy to zmianą I rodzaju) jest trudna, o ile wogóle
              mozliwa, natomiast zmiany w granicach formy (zmiany II rodzaju) są o wiele
              prostsze (a więc zmiany nie naruszające podstaw osobowości). Jeśli ktoś w
              odniesieniu do problemów które wymagają zmian I rodzaju, daje rady jak gdyby była
              mowa o zmianach rodzaju II, to otrzymujemy ogólniki jakie padły w tym wątku:
              słuszne, ale nieskuteczne. Jeśli odpowiedz nie jest jasna - przepraszam
              > I jeszcze pytanie – powiedz mi w jaki sposób dać kopniaka osobie, której
              > się nie zna, której się w życiu nie widziało i z którą się nie rozmawiało.
              >Sama konwencja forum zmusza do takiego a nie innego traktowania interlokutorów.
              Masz rację i przeniósłbym to, też poza forum, bo na tym właśnie polega błędne
              koło, w którym obraca się Autorka - sama -zdaje się - nie może go przerwać, a nie
              przerywając nie ma szansy by spotkać kogoś, kto by ją z niego wypchnął.
              • Gość: Rayoff Tad i kobietka - czesc I IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.02, 18:31
                Poczucie kontroli jest o tyle tematem tego wątku o ile dyskutujemy na temat
                tego ile rzeczy w swoim życiu można zmienić. Niektórzy mówią, że nie są w
                stanie zmienić niczego, inni starają się zmieniać to co mogą, a co im nie
                odpowiada. Więc, zakładając, że dobrze rozumiem Twoje wypowiedzi jeżeli mówisz,
                że z czasem jest za późno na coraz więcej zmian ja mówię, że te same fakty
                można różnie interpretować w zależności od nastawienia. Że z czasem nie jest za
                późno na coraz więcej zmian tylko z czasem trzeba na te zmiany coraz więcej
                odwagi. W tym momencie umiejscowienie kontroli jest dość istotną częścią tego
                wątku. Zresztą wydaje misie, że w dużym stopniu piszemy o tym samym – o tym, że
                należy coś zrobić, żeby coś zaczęło się dziać. Ja nie mówię o tym, że kobietka
                ma się zmienić. Ja mówię o tym, że dopóki nie zacznie działać nie ma powodu dla
                którego cokolwiek miałoby się zmienić. Piszemy o tym samym używając innych
                słów. Bo tak rozumiem Twoje słowa o błędnym kole, w którym zamknęła się
                pomysłodawczyni tego wątku.

                Ja też nie sądzę, by Autorka „miała uczucie, ze ktoś inny kieruje jej życiem”.
                Zupełnie nie o to chodziło. Umiejscowienie kontroli przywołałem po to, by
                pokazać, że te same fakty można różnorako interpretować. I że ich interpretacja
                w dużym stopniu zależy od tego jakie masz do tych faktów nastawienie.

                A możesz mi powiedzieć co skłoniło Cię do wysnucia wniosku, że w swoim
                rozumowaniu popełniam błędy typowe dla kogoś kto nie interesował się działaniem
                umysłu? Twoja pierwsza uwaga – dotycząca mnie w mniejszym stopniu, czyli
                stwierdzenie, że u innych wygląda to mniej więcej tak samo na przykład?
                Pisałem o tym, że sam jestem artystą i tworzywem, ale na końcu napisałem, że
                nikt nie wymyślił jeszcze ogólnej teorii wszystkiego i że opowiadam swoją
                opowieść. Więc skąd podejrzenia, że nie potrafię rozróżnić kiedy jest się
                aktorem, a kiedy obserwatorem? Skąd cień podejrzeń, że myślę, że u innych
                wygląda to mniej więcej tak samo?

                cdn
              • Gość: Rayoff Tad i kobietka - czesc II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.02, 18:32
                Masz rację mówiąc o tym, że zręby osobowości zmienić trudno. Że osobowość jest
                wypadkową wielu działających na człowieka sił. Nie zgodzę się jednak, że jest
                to coś co dostaje się w prezencie, raczej jest to coś nad czym się pracuje i co
                się kształtuje – także samemu. Ale zmiana cech charakteru, czyli szeroko
                rozumianej osobowości jest możliwa. W niektórych wypadkach, o których zresztą
                pisałeś (wydarzenia dramatyczne) dzieje się to dość szybko. W innych trzeba
                dużo samozaparcia i cierpliwości. Przecież nie powiedziałem, że zmiany takie są
                proste, powiedziałem tylko, że są możliwe. Jeżeli nie byłyby możliwe nie byłoby
                sensu pracować nad sobą. Nie byłoby sensu się rozwijać, poszerzać horyzontów,
                znajdować nowych pasji. Bo po co? Skoro charakter już masz ukształtowany i
                ciężko go zmienić, po co szukać w życiu czegoś nowego?. A trudność ze zmianą
                miejsca ulokowania kontroli jest dyskusyjna. Przykładów jest wiele – zahukany
                kolega z liceum jest pewną siebie gwiazdą filmową. Dziewczyna, która bała się
                odezwać na zajęciach, która się zacinała przeprowadza bez skrępowania wywiady z
                politykami. Więc zmienić można naprawdę dużo. Chociaż wcale nie twierdzę, że
                zmiany te są łatwe czy możliwe do dokonania samemu. Ale są możliwe i raczej
                nikt ich za nas nie zrobi. Bo dlaczego cokolwiek miałoby się zmienić, jeżeli ja
                tylko siedzę i się przyglądam? (znów wróciliśmy do umiejscowienia kontroli)

                Wydaje misie, że, nasza dyskusja zeszła trochę na manowce. Że nasze dysputy
                zaczęły zbyt bardzo abstrahować od układu odniesienia. Że teraz dość długo
                możemy zarzucać się przykładami i twierdzeniami dla których można/nie można się
                zmieniać. Powtórzę to co już powiedziałem – nikt nie może zabronić Ci rozpychać
                się łokciami w świecie, w którym żyjesz. Ale to czy będzie Cię stać na odwagę
                rozpychania się łokciami zależy już tylko od Ciebie.

                Jeszcze kwestia zmian I i II rodzaju. Początkiem zmian zrębów osobowości
                zazwyczaj jest zmiana spoglądania na świat, sposobu jego oceniania. Zatem
                zmiana pierwszego rodzaju w dużym stopniu dokonuje się za pomocą zmiany
                drugiego rodzaju. A sama konwencja forum zmusza do takiego a nie innego
                traktowania interlokutorów.

                Pozdrawiam

                Rayoff

                PS
                Używasz bardzo ciekawych chwytów retorycznych. Wprost niezauważalnie wkładasz
                mi w usta słowa i opinie, których nie wypowiedziałem. Naprawdę bardzo fajnie to
                wygląda – piszę to bez żadnej złości czy ironii. W końcu retoryka to sztuka
                prowadzenia sporów, a my właśnie to robimy.
                • Gość: czort rayoff!!!!!! kroliczku, mam z ciebie pocieche!!!! IP: 10.0.0.* 12.01.02, 19:01
                  no, pieknie rosniesz, jak budu dudu!!!!
                  i coraz mardzejszy jezdes, i coraz bardziej ..... kurde, nie znajduje slowa,
                  ktore okreslilo by moje odczucia po twoich wywodach.
                  ale wiesz co, jednym moim stwierdzeniem podbechtam twa proznosc (wiesz, ze
                  kazdy z nas jest prozny, jeno nie kazdy sie do tego przyznaje): stawie sie do
                  cie, jak bedziesz mi potrzebny!!!!!
                  a weylada na to, ze juz niedlugo!!!!!
                  jako pierwsza, mam nadzieje, bezplatnie!!!!!
                  • Gość: rayoff Re: rayoff!!!!!! kroliczku, mam z ciebie pocieche!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.02, 22:27
                    Czort, Ty sie do mnie zawsze bedziesz mogla bezplatnie zglaszac!!! :) Nawet bez
                    łachotania mnie w okolicach serducha :) Za łachotanie jednakowoż dziękuję, miło
                    mi wielce :)
                    Buziaki!
                  • Gość: tad rayoff 1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 14:40
                    Zdajesz się twierdzić, że nalezy dojść do przekonania, ze wszystko zalezy od nas
                    samych, aby zapoczątkować proces zmian. Bez wątpienia, ale czy nie dopuszczasz
                    mozliwości istnienia stanu, w którym ktoś WIE, że wszystko zalezy od niego, a
                    mimo to NIE JEST W STANIE podjąć pewnych działań lub pewnych działań zaniechać,
                    lub też, nawet jeśli takie działania podejmuje, to nie jest w stanie wytrwać przy
                    tym wystarczająco długo, by stały się one częścią jego natury (zakładając, że to
                    wogóle jest mozliwe)? Nie znasz ludzi, którzy nie potrafią się zmienić, choć
                    zdają sobie sprawę, ze to zalezy tylko od nich? Nie musi to być nic wielkiego.
                    Może to być np. pociąg do słodyczy, z którym taka osoba musi "walczyć".
                    Odpowiesz, ze skłonność taką zwalczyć można i wystarczy do tego trochę silnej
                    woli. Zgoda. Dlatego też nie pisałem nigdy, że NIC się nie da zrobić, ale, nie
                    możesz zaprzeczyć, ze nie wszyscy dają sobie radę nawet z takimi drobiazgami i
                    mnóstwo jest osób, które każdy rok zaczynają od postanowień zmian tylko po to, by
                    za rok postanawiać to samo. Trudno zaprzeczyć, że, by zmiana była skuteczna,
                    osoba taka musi miec nie tylko przekonanie, że zmiana zalezy od niej, ale i siłę
                    do przeprowadzenia tej zmiany. Otóż, nie wszyscy obdarzeni są taką siłą po równo,
                    a jak przeprowadzać zmiany wymagające siły, bez tej siły? Przecież by osiągnąć
                    coś siłą i wytrwałością i samozaparciem musimy te cechy posiadać. Odpowiesz, ze
                    silną wolę też można u siebie wykształcić,choć proste to nie jest (jak
                    piszesz: "Do zmian potrzeba dużo samozaparcia i cierpliwości"). W ten jednak
                    sposób dochodzimy znów do błędnego koła: samo wykształcenie silnej woli wymaga
                    posiadania silnej woli, której taka osoba nie posiada. Przykłady samodzielnego
                    kształtowania silnej woli jakie pewnie każdy może przytoczyć, to zwykle jedynie
                    przykłady wzmacniania siły już wczesniej istniejącej, słowem przykłady rozwijania
                    pewnego potencjału, a nie stwarzania go od podstaw. Sam piszesz: "osobowość to
                    coś nad czym się pracuje i co się kształtuje".Zastanów się nad własnymi słowami.
                    Piszesz o kształtowaniu, a nie stwarzaniu czegoś, słowem o pracy, nad już
                    ISTNIEJĄCYM materiałem. Możesz nadać mu formę o ile masz co formować. Materiał
                    ten jest nam w dużym stopniu dany. Posiadamy bowiem wrodzone predyspozycje
                    psychiczne i w ich granicach działamy. Nasze mózgi są w pewnym stopniu
                    plastyczne, więc nie są to granice sztywne,niemniej nie mozna ich kształtować
                    zupełnie swobodnie. Oczywiście, że dobrze jest wierzyć, że jest inaczej, ale
                    jesli tak myślisz, myślisz nieco idealistycznie.
                    ps
                    ponieważ -jak pisałeś-jesteś miłośnikiem retoryki w niniejszym tekście umieściłem
                    epiforę, anadiplozę i polisyndeton. Jeśli je odnajdziesz uznam, że jesteś
                    historykiem, pracownikiem reklamy lub politykiem.
                    • Gość: tad Re: rayoff 2 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 18:00
                      Gdyby rozpatrzeć sytuację osoby, która z jednej strony chce coś zmienić, a z
                      drugiej nie jest na tyle silna, żeby się do tych zmian zmusić, to okaże się, ze w
                      głowie kogoś takiego trwa coś w rodzaju wojny - naturalne sklonności jej
                      charakteru stają sie wrogiem dla jej intelektu. Osoba taka podejmuje zwykle próby
                      zmian, ale nie może "przebić" się przez "opór materii", przypomina to więc serię
                      zrywów, kończących się powrotem do punktu wyjścia. Podejmowanie takich prób jest
                      trudne, nie tylko dlatego,ze sa podejmowane "wbrew sobie", ale też dlatego, że
                      przez długi czas nie tylko nie przynoszą sukcesu, a wręcz przeciwnie - mogą
                      okazać się stresujące, czyli - uzywając psychologicznego żargonu - nie
                      są "wzmocnieniem pozytywnym", ale "negatywnym", bo trudno spodziewać się, by ktoś
                      zamknięty w sobie stał się nagle "duszą towarzystwa". Dlatego uważam, ze wyjście
                      z takiej sytuacji o własych siłach jest malo prawdopodobne u osób, które nie
                      potrafią przez długi czas działać "wbrew sobie" i szybko się zniechęcają.
                      Wyjściem - bez gwarancji sukcesu oczywiście - może być sprowokowanie sytuacji,
                      która później sama już wymuszała będzie podejmowanie działań, tzn, że powrót do
                      punktu wyjścia nie będzie możliwy, choćby nawet dana osoba tego chciała (to
                      określiłem jako "kopniak wymierzony samemu sobie"). Nie wiem, jak to wygląda w
                      przypadku Autorki, nie chciałbym też, zeby to co piszę odnosiła w pełni do
                      siebie, ale w jej przypadku takim sprowokowaniem sytuacji mogła być przeprowadzka
                      do innego miasta, o ktorej wspomina. Czasami taka sytuacja prowokuje się sama i
                      jakieś wydarzenie wybija taką osobę ze zwyklego rytmu, ale na to liczyć nie
                      można. Wreszcie jakims wyjściem jest to, co nazwałem "kopniakiem wymierzonym
                      przez kogoś życzliwego", a polega to na tym, że ktoś życzliwy a zapoznany z
                      sytuacją w taki czy inny sposób "zmusza" do niezaprzestawania prób, czy tez jest
                      czyms w rodzaju "przyrządu" (zwrot może zbyt zdehumanizowany) do ćwiczeń, lub
                      asystenta towarzyszącego ćwiczeniom, bo jak wiadomo we dwójkę raźniej (2,3,4...).
                      Na pytanie skąd wziąść taką niezwykłą osobę jesli się jej nie ma nie potrafię
                      odpowiedzieć, ten sposob zawiera więc w sobie logikę błędnego koła.
                      • Gość: Rayoff Re: rayoff 2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 22:42
                        Ten post utwierdził mnie w przekonaniu, że różnymi słowami mówimy o tym samym.
                        Nie napisałem słowa o tym, że zmiana jest zawsze możliwa i łatwa do
                        zrealizowania. Mówię o tym, że żeby cokolwiek się zmieniło trzeba tej zmiany
                        chcieć, trzeba zacząć działać żeby cokolwiek zmienić. Że w ramach pewnej
                        rzeczywistości jest się artystą i tworzywem. Chociaż przez tę rzeczywistość
                        jest się na różne sposoby zniewalanym. Nie zakładałem, że zmiany zawsze muszą
                        się udać, ale że lepiej jest działać niż siedzieć. Że lepiej działać niż być
                        biernym. Nie da się zmusić nikogo do uczestnictwa w terapii i tak samo jeżeli
                        nie będziesz się starał zmienić czegoś co Ci nie odpowiada tego nie zmienisz. I
                        o tym cały czas mówię. Że jeżeli chcesz coś zmienić to musisz zacząć to
                        zmieniać. A nie zastanawiać się dlaczego: „tak jest, dlaczego nic sie nie
                        zmienia, czy tak byc musi? Nie jestem
                        przeciez glupia, brzydka ani odpychajaca, jak wiekszosc z nas jestem po
                        tzw "przejsciach", moze zdawalo mi sie, ze w zwiazku z tym nalezy mi sie
                        wreszcie od zycia cos milego, ciekawego..? A tu nic, bez zmian..”.
                        A gwarancji sukcesu oczywiście nigdy się nie dostaniesz.
                        Pozdrawiam dziś po raz kolejny
                        Rayoff
                    • Gość: rayoff Re: rayoff 1 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 22:04
                      Miłośnikiem retoryki nie jestem. Retoryka interesuje mnie o tyle o ile pozwala
                      na piękne i czytelne formułowanie zdań. O ile pomaga prowadzić dysputę i o ile
                      pomaga czynić to ładnie. W dodatku nigdy nie pisałem, że jestem miłośnikiem
                      retoryki. Po raz kolejny czytasz posty i wkładasz swoje emocje w moje zdania i
                      w tym banalnym przypadku bardzo ładnie to widać. Emocje, które niekoniecznie są
                      tymi, które ja chcę przekazać. A potem sam sobie na już swoje emocjonalne
                      zdania odpowiadasz. Takie dysputy nie mają sensu i o tym myślałem, gdy mówiłem,
                      że uogólnienia cudzych wypowiedzi można sprowadzić do absurdu. I po raz kolejny
                      widząc pewną sprzeczność proszę o ustosunkowywanie się do zdań, które
                      wypowiedziałem, a nie do tych, które Ty odbierasz. Wracając do tematu.
                      Anadiploz nie ma. Najczystszym przykładem epifory jest motyw siły i silnej
                      woli. Najłatwiej znaleźć polisyndetony, same rzucają się w oczy, więc
                      pozwolisz, że nie będę ich cytował. Jako leń z natury i wyboru nie zadałem
                      sobie trudu nazywania technik i figur stosowanych przez Ciebie. Nie będąc ani
                      historykiem, ani politykiem ani nie pracując w szeroko rozumianym marketingu
                      nie zmartwię się jeżeli nie będę miał racji i okaże się, że wymienione przez
                      Ciebie figury figurują w większej ilości.

                      Po raz kolejny mam wrażenie, że nie czytasz moich postów. Nie czytasz całości,
                      a skupiasz się na pewnym fragmencie, na który potem odpowiadasz. Odpowiadasz
                      (anadiploza) dość często wkładając swoje emocje w moje usta. Dość często zatem
                      walczysz sam ze sobą i zamiast skupić się na rzeczowej dyskusji staram się
                      wytłumaczyć Ci swoje emocje i znaczenie, które nadawałem poszczególnym
                      wypowiedziom.

                      By zapoczątkować proces zmian nie należy dojść do przekonania, że wszystko
                      zależy od nas. By zapoczątkować proces zmian należy tych zmian chcieć. Zdaje
                      się, że to twierdzę. I oczywiście dopuszczam stan, w którym ktoś nie ma siły
                      albo ochoty pomimo tego, że zdaje sobie sprawę z tego, że może coś zmienić.
                      Skrajne formy depresji są leczone farmakologicznie. Oczywiście, że
                      niekoniecznie trzeba mieć depresję by nie mieć ochoty na zmiany. Oczywiście,
                      że nie – przecież po prostu można wpaść w nałóg. I trzecie rozwiązanie – można
                      na zmianę po prostu nie mieć ochoty. Nawet mając przeczucie, że wszystko zależy
                      od nas samych. Zapewne są też inne rozwiązania, których nie wymieniłem. Ale by
                      zapoczątkować proces zmian po pierwsze należy tych zmian chcieć, a
                      niekoniecznie trzeba uważać, że wszystko zależy od nas. Oczywiście - podczas
                      przeprowadzania zmian siły mogą człowieka opuścić. Wtedy kolejne postanowienie
                      noworoczne może być dokładnie takie samo. Przecież nie piszę, że musi się udać.
                      Piszę, że żeby coś się zmieniło trzeba spróbować to coś zmienić. Jak widzisz
                      nie napisałem, że silną wolę można wykształcić, nie jest to warunek ani
                      konieczny ani wystarczający do zmian. Po co udawać, że prowadzisz dialog skoro
                      już któryś raz z rzędu wychodzi Ci z niego monolog?

                      Już pisałem, że nasza dyskusja coraz bardziej abstrahuje od układu odniesienia.
                      Że jeżeli tylko chcesz możemy zacząć zarzucać się przykładami na to, który z
                      nas ma rację. Nie o to jednak chyba chodzi, przynajmniej mi (po przeczytaniu
                      Twoich postów nie mogłem się powstrzymać przed tą drobną złośliwością).
                      Oczywiście, że wszystko jest kwestią indywidualności i napiszę po raz kolejny –
                      nie silę się tu na skonstruowanie Ogólnej Teorii Wszystkiego. Ale to jak wiele
                      zmieniasz w swoim życiu zależy od Ciebie. Możesz siedzieć i czekać, aż wszystko
                      się poukłada (jest to jakaś metoda, ale rzeczy niekoniecznie układają się tak
                      jakbyś sobie życzył) albo próbować układać swoje życie samemu (wtedy też
                      niekoniecznie wszystko musi poukładać się tak jakbyś sobie życzył).

                      Jeżeli mówisz, że osobowość jest czymś w dużym stopniu zastanym, czymś co
                      dostaje się w prezencie prosiłbym Cię o podanie daty, dnia w którym dostałeś
                      swoją osobowość. W momencie w którym się urodziłeś? Na 18 urodziny? Pod
                      choinkę, na komunię, razem z maturą? Charakter jest takim tworem, który
                      kształtuje się całe życie – to miałem na myśli pisząc, że trzeba nad nim
                      pracować i że się go kształtuje. Piszesz o wrodzonych predyspozycjach
                      psychicznych. Do tej pory prowadzone są badania, które starają się odpowiedzieć
                      na pytanie co w większym stopniu wpływa na człowieka – natura czy wychowanie.
                      Do tej pory wyniki nie są jasne i przyjęło się uważać, że wkłady czynnika
                      genetycznego i środowiska, w którym się rozwijasz równoważą się. Ze proporcje
                      wynoszą 50/50. Być może Twój błąd wynika z tego, że utożsamiasz mózg z
                      zachowaniem i dzięki temu wszystko ma dla Ciebie podłoże czysto biologiczne.
                      Spór o to czy faktycznie tak jest toczy się od dość dawna i jest jednym z
                      ciekawszych w obecnej nauce. Dla niektórych wszystko jest jasne, ale w dużej
                      mierze zależy to od poglądów i nastawienia prezentowanego przez człowieka,
                      który tak twierdzi.

                      Czytam to co piszę, ale mam coraz mniejszą pewność czy Ty czytasz zdania, na
                      które odpowiadasz. Powtarzanie po raz kolejny tych samych zdań i tłumaczenie
                      tego samego jest nudne i męczące, ale po raz kolejny zacytuję sam siebie: to
                      czy będziesz starał się zmienić swoje życie w głównej mierze zależy od Ciebie
                      samego. Jeżeli nie jest to wyraźne podkreślę – starał się zmienić, a nie
                      zmieniał. Nie mówię o skutku, tylko o przyczynie. Nie ma w tym idealizmu, co
                      zresztą też już pisałem.

                      Trochę zawiodłem się czytając Twoje re do aneksu. Pycha to jeden z podstawowych
                      grzechów w stosunku do innych ludzi. Nie tyle przejąłem się tym, że
                      jestem „przeciętnym zjadaczem chleba” co Twoim nastawieniem, które zresztą
                      coraz wyraźniej widać w każdym kolejnym poście. Niestety - Twoja radość z tego,
                      że zdajesz sobie sprawę z pewnych ograniczeń nie przekłada się na zdawanie
                      sobie sprawy z innych ograniczeń, a przynajmniej nie widać by tak było.
                      Skrajność może być formą fanatyzmu, być może jest to odpowiedź dlaczego tak
                      wygodnie jest Ci nie odpowiadać na moje pytania, a za to zarzucać mnie swoimi –
                      spowodowanymi niedokładnym i mam nadzieję – niedbałym czytaniem postu.
                      Niedbałym, bo gdybyś czytał pedantycznie i pisał jak piszesz nie świadczyłoby
                      to o Tobie najlepiej.

                      Pozdrawiam!

                      Darek
              • Gość: Rayoff Tad i Kobietka - aneks IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.02, 23:34
                Jeszcze uwaga, której zapomniałem dodać - błędy, które starasz się mi wytknąć
                sam popełniasz. Ty dla odmiany zakładasz, że „u innych NIE wygląda to tak jak u
                mnie” - mówisz, że popełniam błędy typowe dla kogoś kto nie interesował
                się „działaniem” mózgu. Tego akurat wiedzieć nie możesz, więc przypisujesz
                swojemu zdaniu wartość uniwersalną. Sądzisz na podstawie analogii i
                interpretacji... ;)
                Pozdrawiam!
                Rayoff

                > „Popełniasz w rozumowaniu pewne błędy, typowe, dla kogoś kto nie interesował
                się "działaniem" umysłu. Po
                > pierwsze - ta uwaga mniej Cię dotyczy - ludzie nie zdają sobie zwykle sprawy,
                że jedyny umysł do jakiego
                > naprawdę mają dostęp to ich własny, a o innych mogą sądzić tylko na podstawie
                analogii i interpretacji, łatwo
                > więc przypisują swojemu umysłowi wartość uniwersalną - "u innych wygląda to
                mniej więcej tak jak u mnie".”
                • Gość: tad Re: Tad i Kobietka - aneks IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 14:43
                  Gość portalu: Rayoff napisał(a):

                  > Jeszcze uwaga, której zapomniałem dodać - błędy, które starasz się mi wytknąć
                  > sam popełniasz. Ty dla odmiany zakładasz, że „u innych NIE wygląda to tak
                  > jak u
                  > mnie” - mówisz, że popełniam błędy typowe dla kogoś kto nie interesował
                  > się „działaniem” mózgu. Tego akurat wiedzieć nie możesz, więc przyp
                  > isujesz
                  > swojemu zdaniu wartość uniwersalną. Sądzisz na podstawie analogii i
                  > interpretacji... ;)
                  > Pozdrawiam!
                  > Rayoff
                  >
                  > > „Popełniasz w rozumowaniu pewne błędy, typowe, dla kogoś kto nie int
                  > eresował
                  > się "działaniem" umysłu. Po
                  > > pierwsze - ta uwaga mniej Cię dotyczy - ludzie nie zdają sobie zwykle spra
                  > wy,
                  > że jedyny umysł do jakiego
                  > > naprawdę mają dostęp to ich własny, a o innych mogą sądzić tylko na podsta
                  > wie
                  > analogii i interpretacji, łatwo
                  > > więc przypisują swojemu umysłowi wartość uniwersalną - "u innych wygląda t
                  > o
                  > mniej więcej tak jak u mnie".”

                  Oczywiście że tak. A jak mogłoby być inaczej? W końcu ja tez nie potrafię wniknąć
                  do cudzego umysłu. Tyle, że zdając sobie sprawę z pewnych ograniczeń, z ktorych
                  nie wszyscy zdają sobie sprawę śmiem twierdzić, ze rozumiem te sprawy lepiej
                  niż "przeciętny zjadacz chleba".
                  • Gość: Rayoff Streszczenie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 22:13
                    Pozwoliłem sobie streścić moje dotychczasowe wypowiedzi. Takie drobne resume
                    powinno pomóc nam w dalszej dyskusji.
                    Pozdrawiam!
                    Darek

                    Od życia się nic nikomu nie należy…
                    ...Zła interpretacja wynika zapewne z niedokładnego przeczytania postu, w
                    którym piszę, że zmienić może się wszystko, a to czy zmiany wyjdą na dobre czy
                    na złe w dużym stopniu zależy od człowieka, który tych zmian doświadcza. Wcale
                    nie uważam, że zmienić można wszystko, za to zdecydowanie uważam, że wszystko
                    może się zmienić. Różnica subtelna, aczkolwiek niezwykle istotna…
                    ...Ja wierzę w to, że sam jestem artystą i tworzywem. Że jeżeli mi coś nie
                    odpowiada to mogę to zmienić. Jasne - muszę uważać na konsekwencje, ale mogę
                    zmienić. Muszę pamiętać o tym, że ŻYJĘ W JAKICHŚ UWARUNKOWANIACH, ALE WEWNĄTRZ
                    TEGO ŚRODOWISKA jestem artystą i tworzywem…
                    ...Wewnątrz tego środowiska, pamiętając o konsekwencjach mogę zrobić ze sobą
                    naprawdę dużo…
                    ...To nie jest optymizm. To jest kwestia podejścia do życia i interpretowania
                    faktów…
                    ...Napisałem, że nie mam zamiaru doradzać. Tylko pytam. I opowiadam swoją
                    opowieść….
                    ...Niektórzy mówią, że nie są w stanie zmienić niczego, inni starają się
                    zmieniać to co mogą, a co im nie odpowiada. Więc, zakładając, że dobrze
                    rozumiem Twoje wypowiedzi jeżeli mówisz, że z czasem jest za późno na coraz
                    więcej zmian ja mówię, że te same fakty można różnie interpretować w zależności
                    od nastawienia. Że z czasem nie jest za późno na coraz więcej zmian tylko z
                    czasem trzeba na te zmiany coraz więcej odwagi...
                    ...Zresztą wydaje misie, że w dużym stopniu piszemy o tym samym – o tym, że
                    należy coś zrobić, żeby coś zaczęło się dziać. Ja nie mówię o tym, że kobietka
                    ma się zmienić. Ja mówię o tym, że dopóki nie zacznie działać nie ma powodu dla
                    którego cokolwiek miałoby się zmienić...
                    ...Ale zmiana cech charakteru, czyli szeroko rozumianej osobowości jest
                    możliwa. W niektórych wypadkach, o których zresztą pisałeś (wydarzenia
                    dramatyczne) dzieje się to dość szybko. W innych trzeba dużo samozaparcia i
                    cierpliwości. Przecież nie powiedziałem, że zmiany takie są proste,
                    powiedziałem tylko, że są możliwe. Jeżeli nie byłyby możliwe nie byłoby sensu
                    pracować nad sobą. Nie byłoby sensu się rozwijać, poszerzać horyzontów,
                    znajdować nowych pasji. Bo po co? Skoro charakter już masz ukształtowany i
                    ciężko go zmienić, po co szukać w życiu czegoś nowego...
                    ...Więc zmienić można naprawdę dużo. Chociaż wcale nie twierdzę, że zmiany te
                    są łatwe czy możliwe do dokonania samemu. Ale są możliwe i raczej nikt ich za
                    nas nie zrobi. Bo dlaczego cokolwiek miałoby się zmienić, jeżeli ja tylko
                    siedzę i się przyglądam?...
                    ...nikt nie może zabronić Ci rozpychać się łokciami w świecie, w którym żyjesz.
                    Ale to czy będzie Cię stać na odwagę rozpychania się łokciami zależy już tylko
                    od Ciebie...
        • kobietka30 Re: Banal? 08.01.02, 23:56
          Gość portalu: samanta napisał(a):

          > Jasne ..ino bande wybieraj i ..heja!;)))))))))


          Hihi, dokladnie! Tylko pod tym moge sie podpisac! Jaka bande??

          Pozdrawiam i dobranoc :)))

          Kobietka30
          • mario2 Re: Banal? 10.01.02, 13:54
            No nasza bande forumowych zakal :o))) Nie przez wszystkich lubiana, ale miedzy
            soba uwielbiajaca sie! :o))
            • samanta1 Re: Banal? 10.01.02, 23:53
              dobrze Marys gadasz,wodki Ci dac!Do naszej bandy Kobitka wstepuj,nie bedziesz miala z nami zle:))))))
              • Gość: XpOver Re: Banal? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 00:02
                A ja odradzam.
                Nie wstępuj!
                Jedynie gość jak gość.
                • Gość: samanta Re: Banal? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 21:38
                  X nie ma racji! Z nami najlepiej!:)))))))))))))
                  • mina.mina Re: Banal? 11.01.02, 22:07
                    tak jest kobietko, tylko do ligi! liga rzadzi, liga radzi, liga nigdy cie nie
                    zdradzi!!!
    • Gość: & Re: Banal? IP: 9.67.96.* 16.01.02, 07:56
      :-))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka