Dodaj do ulubionych

i jak nie wierzyc w kismet?

07.10.03, 23:48
nie chcialo mi sie porankiem ruszyc tylka w poszukiwaniu mieszkania i
wymyslalem rozne powody zeby tego uniknac.jak sie wreszcie zdecydowalem to
woda polala mi sie z nieba na leb co uznalem za zly omen i wrocilem
zadekowac sie na sofke(co dzidka w proroczym widzie uznala za znak od
brodatego) z kawusia i papieroskami strategicznie wspominajac ze zapomnialem
kluczy.cisza w domku zapadla ,domownicy polezli do swoich zajec ja sie
utulilem i poczytawszy zdziebko nowa ksiazke rodziciela usnalem(nie dlatego
ze nudna ale tatus wzbudzal we mnie wyrzuty sumienia do czwartej rano).snily
sie rozne przyjemne rzeczy moze nie tak przyjemne ja dzidce ale koncowka tez
byla pelna czerwieni oraz trupow co wzbudzilo u mnie jako ze musialem miec
przodka kanibala straszliwy glod.lezalem sobie wsciekle glodny zastanawiajac
sie nad fenomenem telekinezy i zalujac ze niestety ale nie umiem przyciagnac
lodowki w poblize mojego gniazdka.kiedy prawie juz zdecydowalem sie pozrec
lezace w zasiegu reki orzeszki(ktorych nie znosze) pojawilo sie
skrzyzowanie demona z ruskim czolgiem tzn szanowny rodziciel.wlasnie
przymierzal sie do tyrady zaczynajacej sie tradycyjnie od mojego wybryku w
wieku lat czterech kiedy zwialem na lotnisku w bejrucie wywolujac omdlenia
u mamy ,nerwowosc u ojca i wsciekly ryk na wszystko co nosilo mundur u
dziadka (a propo kiedy rodzicow dopada skleroza?)i co oni przezyli dopoki
nie odnalazlem sie w samolocie do kairu.automatycznie przyjalem wlasciwy
politykom debilny wyraz twarzy napredce obmyslajac plany ratunkowe i slac
delikatne joby pod adresem krolowej tego forum ktora zasugerowala ze moze w
tym oblaniu mi glowy woda cos jest....i wtedy pojawil sie aniol tzn moja
siostrzenica bedaca pod opieka ojca ktora mnie uwielbia ze zawsze pojawiam
sie wtedy kiedy ojciec przymierza sie do rewolucji w wychowywaniu jej i moje
pojawienie ratuje ja przed tym co natychmiast spada na mnie.aniol
poinformowal ze ma mieszkanie dla mnie,informacja wzbudzila odrobine
zainteresowania mojego plodziciela co poznalem po opadnieciu z palcow na
piety.natychmiast podchwycilem temat dopytujac sie o szczegoly itd..i wtedy
pojawilo sie drugie mieszkanie w postaci jak to nazwac?przyjaciolki intymnej
ojca.natychmiast zwialem obejrzec obydwa i teraz mam dylemat.jedno to
zaadoptowany strych,przepiekny,pokrecony z czterema pokojami i wielkim
tarasem na dachu ale troche daleko od przyszlej szkoly malego i od mojej
przyszlej pracy i drugie w solidnej starej mieszczanskiej kamienicy,rzut
martwym kotem od ojca co ma swoje zalety jezeli chodzi o potomka ale i
wady,pierwsza to te nieustajace oko a drugie troche drogie ale z przepieknym
widokiem i jak bym troche pochodowal weza w kieszeni to przezylbym jakos
pierwsze miesiace nie latajac po prosbie do staruszka i nie naruszajac
funduszow na czarna godzine.ech!i co robic madrale?
Obserwuj wątek
    • catalina1 Re: i jak nie wierzyc w kismet? 08.10.03, 07:50
      Ja bym wybrała strych ;-)) Zawsze mi sie podobały strychy, można je bardzo
      ciekawie zrobić. A dojazdy no cóż, zależy ile czasu by to zajmowało, jeśli do
      40 minut to spoko ;-)
      • abu-sami Re: i jak nie wierzyc w kismet? 08.10.03, 09:07
        ja tez lubie strychy sa pokrecone i ogolnie takie nie pudelkowe a ten ma
        jeszcze sypialnie na takim fajnym podescie gdzie sie wchodzi po schodkach co
        zmusza do trzezwosci i ladny widok na sacre coeur tylko ma kuchnie polaczona z
        livingroom czego nie lubie,wole oddzielna kuchnie zawsze mozna zamknac drzwi i
        nie patrzec co sie tam dzieje.tylko ta odleglosc,ja tam sobie poradze na
        szczescie teraz nie bede uczyl baranow tylko sam bede baranem ale codziennie
        przebijac sie przez te korki z malym...i ma jeszcze ogromna zalete ze
        wlasciciel chce je sprzedac i juz wstepnie pogadalem ze moglbym z czasem
        odkupic a czynsz bylby wliczony w cene wyjsciowa i co najwazniejsze ma fajna
        grecka knajpe na dole.kurcze podoba mi sie.tamto tez ladne ale potwornie
        drogie a ja nienawidze pozyczek.
        • raduch Re: i jak nie wierzyc w kismet? 08.10.03, 13:31
          abu-sami napisał:

          > tylko ma kuchnie polaczona z
          > livingroom czego nie lubie,wole oddzielna kuchnie zawsze mozna zamknac drzwi
          i
          > nie patrzec co sie tam dzieje.tylko ta odleglosc,ja tam sobie poradze na
          > szczescie teraz nie bede uczyl baranow tylko sam bede baranem ale codziennie
          > przebijac sie przez te korki z malym...

          I właśnie za to malkontenctwo nakapało Ci na głowę. Kismet. ;-)

          R

          PS
          Strych bierz,
    • bain_de_sang Re: i jak nie wierzyc w kismet? 08.10.03, 08:49
      > ech!i co robic madrale?

      Też myślę, że strych.

      marcin

      P.S. Dzień dobry
    • the_dzidka Poważna sprawa :-) 08.10.03, 08:59
      Podkusiłam brodatego, to czuję się poniekąd odpowiedzialna...
      No więc ja nie jestem fanka strychów (pewnie dlatego dysponuję poddaszem na
      Ponderosie ;-), ale w Twoim przypadku też bym się ku opcji strychowej
      skłaniała. Nie wiem, co to znaczy w Danii "dość daleko" od szkoły i pracy. Może
      się okazać, że koszty dojazdów będą en masse takie jak różnica w czynszach tych
      dwóch lokali (jeśli gadam bzdury to sorry, nie znam się), ale to w sumie chyba
      da się przeliczyć.
      A jeśli miałbyś codziennie podpadać pod oko... ;-)
      • abu-sami Re: Poważna sprawa :-) 08.10.03, 09:09
        to nie w danii tylko w paryzu,przeprowadzam sie od grudnia..
        • the_dzidka O żesz!.... 08.10.03, 09:17
          abu-sami napisał:

          > to nie w danii tylko w paryzu,przeprowadzam sie od grudnia..

          No tu mi szczęka opadła.
          Ale nie ma o czym mówić - bierz strych.
          • abu-sami Re: O żesz!.... 08.10.03, 09:25
            the_dzidka napisała:

            > abu-sami napisał:
            >
            > > to nie w danii tylko w paryzu,przeprowadzam sie od grudnia..
            >
            > No tu mi szczęka opadła.
            > Ale nie ma o czym mówić - bierz strych.
            >
            >
            co ma ci szczeka opadac?od lat wiesz ze ojciec mieszka w francji a mama w
            polsce.ja tez jestem za tym strychem tym bardziej ze wyglada na to ze francja
            jednak bedzie moja europejska baza i jednak wole zeby maly tu konczyl szkoly.
            • catalina1 Re: O żesz!.... 08.10.03, 10:18
              Strych koniecznie - w Paryżu jest przecież świetne metro, to częst chyba
              ułatwai podróże po mieście.
            • the_dzidka Re: O żesz!.... 08.10.03, 10:26
              > co ma ci szczeka opadac?od lat wiesz ze ojciec mieszka w francji a mama w
              > polsce.

              Fakt. Ale jakoś nie pokojarzyłam - tak Cie nosi po świecie i co chwila w innym
              miejscu wyrastasz :)


              > ja tez jestem za tym strychem tym bardziej ze wyglada na to ze francja
              > jednak bedzie moja europejska baza i jednak wole zeby maly tu konczyl szkoly.

              A co to znaczy, że teraz sam juz będziesz baranem? Będziesz się w jakis sposób
              dokształcał?
              • abu-sami Re: poszlooo 08.10.03, 13:33
                wzialem strych.
                a tak teraz ja bede baranem, ojciec po 6-letniej wojnie zmusil mnie do
                doktoratu i wyprowadzki z tej dziury prowincjonalnej jak nazywa danie
                twierdzac ze juz nazbijalem bakow,pobawilem sie i trzeba zaczac byc
                powaznym.zreszta ja tez juz sie znudzilem tym bardziej ze straszny odplyw
                kadry z uczelni i musialem ciagle brac zastepstwa i uczyc rzeczy o ktorych mam
                ogolne pojecie i mnie raczej nie interesuja do tego troche sie wscieklem
                poniewaz przechlapali stanowiska ktore im wywalczylem przy pomocy ojca w
                iraku. a zabojady daly mi naprawde dobre warunki,mam jednoczesnie robic
                doktorat i pracowac w ich instytucie archeologi jako koordynator pomiedzy
                komitetem paryskim,sorbona i uniwersytem basryjskim i co tu ukrywac kasa.
                a pewnie ze mnie nosi,jakby nie bylo z ludu koczowniczego pochodze.
                • catalina1 Re: poszlooo 08.10.03, 14:31
                  No no no - jestem pod wrażeniem całokształtu ;-)) Gratulacje.
        • bain_de_sang Re: Poważna sprawa :-) 08.10.03, 10:54
          abu-sami napisał:

          > to nie w danii tylko w paryzu,przeprowadzam sie od grudnia..

          Do Paryżewa! Zazdroszczę.

          marcin
          • abu-sami Re: Poważna sprawa :-) 08.10.03, 13:40
            bain_de_sang napisał:

            > abu-sami napisał:
            >
            > > to nie w danii tylko w paryzu,przeprowadzam sie od grudnia..
            >
            > Do Paryżewa! Zazdroszczę.
            >
            > marcin

            powiem ci szczerze ze zal mi troche danii,lubilem ten kraj i ludzi.spokoj
            usmiechniete spoleczenstwo brak tego pospiechu komercyjnego ale argument ojca
            ze raczej tam splesnieje niz dostane kierownictwo jakiejs ekspedycji bez
            doktoratu i z uczelni ktorej swietnosc archeologiczna dawno odeszla mnie
            przekonal.zreszta wiecie jak to jest.ubogie uczelnie moga co najwyzej wypuscic
            narybek ktory i tak zwieje do lepszych.jednak w danii sytuacja jest troche
            patowa,oni staneli a wrecz sie cofaja co mnie smuci.najlepsi sumerologowie to
            jednak byli dunczycy,pozniej niemcy i francuzi i oczywiscie irakijczycy.
    • the_kami Re: i jak nie wierzyc w kismet? 08.10.03, 09:25
      abu-sami napisał:

      [...]

      Bierz strych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka