tpaciorek
26.01.10, 15:10
W sobotę 23 stycznia około godziny 22.30 wsiadłem do swojego auta
przy posesji niedaleko mostku nad rzeką Długą przy ul. Ząbkowskiej w
Markach. Było wówczas -22 C. Auto odmówiło posłuszeństwa. Za nic nie
chciało "odpalić". Zawołałem brata i jego syna. Pomyślałem, że auto
zapali z tzw. pychu. Niestety. Nic z tego. Silnik milczał. Wtem
zatrzymał się kierowca auta, o ile dobrze pamiętam, Renault scienic
o poczatkowych literach nr rejestracyjnego WN. Zaproponował pomoc.
Podczepiłem linkę holowniczą do haka scienica. Ruszyliśmy.
Próbowałem w ten sposób "odpalić" auto. Kilka prób. Silnik
nie "zaskoczył". Trzaskający mróz. Beznadziejna sytuacja. Stres.
Awaria na całego. Kierowca widząc moją rozpacz zaproponował, że
odholuje mnie do domu. Tak też zrobił. Na posesję przy Bandurskiego
pomógł także wtoczyć auto do garażu. Podziękowałem i zapytałem ile
się należy za fatygę. Usmiechnął się i stanowczo odmówił. Odjechał.
Chciałbym podziękować serdecznie NIEZNAJOMEMU. Można liczyć na
życzliwość i wsparcie drugiego człowieka. Warto pomagać.