Gość: Raffix
IP: *.braun.de
05.11.02, 11:43
W watku "Zlodzieje" zaczela sie dyskusja na temat animozji i niezrozumienia
miedzy "miejscowymi" a "nowymi" mieszkancami Marek. Mysle, ze sprawa jest na
tyle istotna, ze warto by ja wyciagnac do osobnego watku (i w koncu nie wiaze
sie jedynie z tematem zlodziejstwa).
Moim zdaniem spora role odgrywaja stereotypy i to, ze po prostu sie nie
znamy, podczas, gdy i wsrod "miejscowych" jak i "nowych" sa w wiekszosci
zwykli ludzie o podobnych problemach. Ktos po prostu pierwszy musi wyciagnac
do sasiada reke, przedstawic sie, zaprosic na "poznawczego" grilla lub
herbatke.
A propos sily stereotypow - chcialbym opowiedziec o polemice, ktora toczylem
na lamach listy dyskusyjnej o historii (w usenecie). Bronilem tam dzielnie
dobrego imienia Marek, ktore pewien tamtejszy bywalec (dosc kontrowersyjny
osobnik ale o duzej wiedzy kulturowej i historycznej) traktowal jako
synonim "plugastwa wszelakiego". Posunal sie nawet to twierdzenia, ze
przylapani przez Niemcow tchorzliwi i podli szabrownicy ze slynnej sceny ze
wspomnien Szpilmanna wolali "nie strzelac panie, my z Marek, my z Marek".
Przerazony zajrzalem do ksiazki, by z ulga stwierdzic, ze tym razem nie bylo
to o nas - szabrownicy wolali "my z Pruszkowa" :-))) Gosciu oczywiscie mnie
przeprosil (czytal dawno i prawdopobnie sie pomylil) ale swiadczy to o tym
jak silne sa niedobre stereotypy.
Czy mozemy cos zrobic by je przelamywac? I to zarowno wobec swiata
zewnetrznego (wobec np. Warszawy) jak i wewnatrz naszej spolecznosci, by
lagodzic podzial na "miejscowych" i "nowych"?