Gość: piotrek
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
28.05.03, 23:06
Właśnie przed chwilą na naszych oczach spalił się dom przy Legionowej. Nie
zostało z niego prawie nic. Dobiegliśmy za późno, żeby samemu móc coś
uratować. Straż pożarna przyjechała po dobrych 20 minutach, kiedy już dopalał
się dach. Jak to możliwe? Czy to musiało tyle trwać? Czy jeśli w Markach
zapali się dom, to nie ma szans na ocalenie go? Tym razem na szczęście nikomu
nic się nie stało.
Dlaczego w 20 tysięcznym mieście nie ma straży pożarnej???