Dodaj do ulubionych

Wakacje a Narkomania

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.03, 11:38
Państwa dziecko bierze......

Napewno taką wiadomością żaden rodzic nie byłby zadowolony.
Okres wakacji to dla każdego z naszych pociech okres wolny od nauki,
czas rozrywki i wyjazdów.. Ale co sie dzieje z naszym dzieckiem na wakacjach
z reguły o narkomani dowiadujemy się za późno nie dopuszczjąc myśli że nasze
dziecko mogło by zażywać narkotyki. Sporym problemem jest narkomania w
naszych Markach, generalnie zaczyna się od skręta, skuna czy haszyszu,
a dalej to już z górki LSD i co najgorsze to Heroina. Jeszcze do nie dawna
żeby można było się dowiedzieć czy nasze dziecko bierze trzeba było
specjalistycznych badań laboratoryjnych. Teraz można kupić testy do
wykrywania obecniści narkotyków w moczu i załatwić sprawe w domu.
Jerzeli masz cień wątpliwości że twoje dziecko bierze to takie testy są
dostępne w każdej Aptece lub na www.hydrex.pl

pzd all.
Obserwuj wątek
    • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.03, 15:53
      Dobry temat.
      Mówisz ,że w Markach problem narkomanii jest...czy są jakieś dane, statystyki
      lokalne???Jak mieszkałam w Wolominie to 2 razy byłam uszestnikem prelekcji
      (organizatorem było gimnazjium ,gdzie uczyła sie moja córka)na ten
      temat.Przyjechali byli narkomani i specjaliści od wyciągania z nałogu.Z tych
      spotkań dowiedziałam sie wielu "ciekawych ciekawostek".Mądrze mówili, dobrze
      mówili.Obecnie córka chodzi do mareckiego gimnazjum..tu niestety żadnych
      pogadanek z rodzicami i fachowcami nikt nie organizował...myślę ,że skoda bo
      problem jak mówisz istnieje.
    • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 28.06.03, 18:59
      dopóki nie będzie się szczerze rozmawiało o narkotykach,
      dopóty będą poważnym problemem.
      • Gość: Irytek Re: Wakacje a Narkomania IP: *.dialup.warszawa.pl 28.06.03, 19:50
        Tak się troszkę pozastanawiałem, nad tym co napisaliście. Powiem wiecej- w
        myślach postawiłem sie w roli rodzica, który taki problem by miał. I...... albo
        jestem ciemny , albo nie rozumiem co oznacza zwrot "problem będzie dotąd,dopuki
        nie będziemy szczerze rozmawiali o nim ". No nijak mi nie wychodzi załatwienie
        problemu, pomimo mojej wrodzonej szczerości. Że niby jak? Mam wyjść do dealera,
        i szczerze go poprosić by przestał? Albo szczerze porozmawiać z dzieciakiem-
        narkomanem, uświadamiając jak mi jest przykro z powodu faktu jego brania? A
        może mam przespacerować się do komendanta policji w Markach i szczerze mu
        powiedzieć - Panie komendant,szczerze mówiąc , to pod Pańskimi oczami , w biały
        dzień, rozdają marychę dzieciakom pod szkołą. I szczerze mówiąc to dajesz Pan w
        ten sposób (nie reagując!) dupy na całego !
        Czy to o taką szczerość idzie? Bo jak o mnie chodzi, to gdybym miał taki
        problem (dzięki Bogu- nie mam), to jedyny sposób jaki widzę, to brać w garść
        gnoja i spieprzać jak najdalej. A po drodze, obić dupę i kontrolować czy równo
        puchnie!!! Jak będzie za mało to poprawiać dotąd, aż wstrząsy mózg odbierze.
        No może to zbyt wojownicze rozwiązanie. Ale tak mi się wydaje, że na całym
        świecie nie mogą sobie dać rady z tym problemem, dysponując nawet większymi
        środkami. A nasz jedyny "błędny Rycerz" Ś.P. Marek Kotański robiąc to co zrobił
        (głowę przed Jego grobem skłonić tylko wypada, bo zrobił bardzo dużo), ocalił
        od śmierci TYLKO mały odsetek ćpunów, mając za sobą wiedzę i żar pasji.
        pzdr
        • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 12:02
          Czesc Irytku,Dobrze sie pozastanawiałes,mnie też tak by wyszło.Powiem Ci tylko
          jedno(z obserwacji rozwojowych rodzin to wnosze)Teraz są takie czasy,że relacja
          rodzic -dziecko jest często zaburzona już od najmłodszych miesiecy życia
          dziecka.Mama i tata do pracy sie spiesza,dzieciak opiekunki zmienia.Na obcych
          facetów mówi tato,na bone woła mamo ,a na mame rodzoną -ona.(fakt autentyczny z
          życia znajomej rodziny)Więzi nie ma od początku.Potem to sie tylko
          utrwala.Rodzice nie znają własnych dzieci -bo kiedy mieli poznac???Wieczorem po
          pracy...czy w weekendy na spacerze???Bezradni są ci zapracowani rodzice wobec
          zachowań dzieciaka tak małego jak i duzego...Ja tez bedąc małolata klucz na
          szyi nosiłam,ale wtedy swiat był łaskawszy.Grzech i wystepek jaki popełnić
          mogłam to było np.nażrec sie lodów w sposób niekontrolowany i anginy
          dostac.Teraz jest wiecej pokus,dzieci rozgarniete, na telewizji wychowane.Dodaj
          jeszcze brak tej wiezi i miłosci prawdziwej(która dobrze wie i podpowie, kiedy
          dać klapa w d...) Rodzice jej nie zaznali i nie dali w dzieciństwie wczesnym,
          bo zapracowani byli, wygodni i mysleli ,że ktoś za nich dobrze dzieciaka
          wychowa...
          Oj, madraluje sie bardzo,ale myślę Irytku ,ze wiesz o co chodzi.Tu jest pies
          pogrzebany-tak sądzę.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 29.06.03, 16:08
            "generalnie zaczyna się od skręta, skuna czy haszyszu, a
            dalej to już z górki LSD i co najgorsze to Heroina."

            potraktuję ten cytat jako motto ;)

            Studiuję socjologię. Tak się złożyło, że na ćwiczenia
            przygotowywałem ze znajomymi pracę nt poradni uzależnień.
            Miałem okazję rozmawiać z człowiekiem uzależnionym od
            heroiny. Jego historię w dużym skrócie przedstawia
            powyższy cytat. Chłopak mieszkał w mieście niedaleko od
            Warszawy. Do miasta tego wszelkie "nowinki" docierały z
            pewnym opóźnieniem za pośrednictwem ludzi, którzy w
            Warszawie pracowali i studiowali. Na początku wjechała
            trawa. Wszyscy palili, nikt nie umierał, nikt też nie
            miał problemów z rzuceniem. Potem wjechała amfa i całe
            miasto chodziło nakręcone. Z amfą już nie było tak różowo
            jak z trawą. Potem pojawiła się heroina. I poważne
            problemy. Bo tabu zostało przełamane wraz z pierwszym
            skrętem. Bo skoro przez rok paliliśmy trawę, a to
            narkotyk, a od narkotyków się umiera, a my żyjemy, to
            może tutaj też oszukują? Tutaj nikt nie oszukiwał. Gość z
            którym rozmawiałem żył dlatego, że nie ładował jeszcze w
            kanał i rodzice mu pomagali walczyć z nałogiem. Część
            kolegów wyszła i pomagała wyjść innym. Część kolegów
            zeszła i nikomu już nie pomoże.

            I teraz pytanie:
            co zrobić, aby zdanie: "generalnie zaczyna się od skręta,
            skuna czy haszyszu, a dalej to już z górki LSD i co
            najgorsze to Heroina." przestało być prawdziwe, biorąc
            pod uwagę, że niemożliwe jest wyłapanie wszystkich
            dilerów, a narkotyki są dostępne w każdym mieście, na
            każdym osiedlu i w każdej szkole?
          • Gość: Irytek Re: Wakacje a Narkomania IP: *.dialup.warszawa.pl 29.06.03, 16:15
            Witaj Ambusiu. No. Dokładnie o to chodzi ! Ale ja, tak dla odmiany, bardzo
            grzeczny się starałem być, w tym swoim wpisie. Nie poruszyłem związku
            przyczynowo skutkowego, bo wydaje mi się dość zrozumiałą sprawą, fakt problemów
            z dzieckiem, które kochane jest "ciut mniej, niż mamona".Sprawę opisałaś bardzo
            dobrze.
            Ja , jak zwykle czepiam się drobiazgów (jeśli w temacie "dzieciaki i
            narkotyki", można znaleźć drobiazgi i się ich czepiać). Drażni mnie,
            każdorazowo, jak ktoś, niczym ksiądz z ambony w sposób świętojebliwy-wsadza mi
            w uszy jakieś dyrdymały o szczerości. I co najważniejsze, nie podając konkretów
            (wiem, że o nie trudno)kończy moralizatorsko. Tniutniam takie gadki! Sam temat
            zasłużył sobie na poważne podejście. A zjawisko, niebezpieczne jak
            odbezpieczona broń,powinno być potraktowane od początku do końca-
            profesjonalnie. Lub przynajmniej z "full option" zaangażowania.
            Reasumując: wkur.ia mnie inicjowanie znieczulic społecznych, i przyzwyczajanie
            do problemów (które w następstwie traktowane są jak niegroźne przeziębienie).
            Może to co napisałem na końcu, nie jest zbyt jasne- wyjaśnię następnym razem.
            Teraz wybywam.
            pzdr
            • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 29.06.03, 16:35
              bo najłatwiej jest czekać na gotowe rozwiązania...

              konkrety?
              wiesz w jakim europejskim kraju jest najmniejszy przyrost
              ludzi uzależnionych od narkotyków?
              • Gość: Rafał R. Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.03, 22:00
                nierymek napisał:
                > bo najłatwiej jest czekać na gotowe rozwiązania...
                >
                > konkrety?
                > wiesz w jakim europejskim kraju jest najmniejszy przyrost
                > ludzi uzależnionych od narkotyków?
                >

                Mogę ja spróbować zgadnąć? Nie znam się na temacie ale obstawię, że w Holandii.

                • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 29.06.03, 22:11
                  dokładnie tak. dlatego, że Holandia postawiła na szczerą
                  rozmowę i, przede wszystkim, na kontrolę tego zjawiska. U
                  nas nie ma kontroli. U nas teoretycznie narkotyków być
                  nie powinno, bo prawo tego zabrania. Narkotyki to sprawa
                  przestępców. Biorąc pod uwagę procent młodych ludzi,
                  którzy spróbowali trawki na ten przykład, sporo mamy
                  przestępców. Jeśli popełniamy jedno przestępstwo, łatwo
                  popełnić kolejne. Przełamywanie tabu. Poza tym, diler nie
                  sprawdzi, czy klient ma ukończone 18 lat. W coffeeshopie
                  - prędzej. Pozostaje jeszcze problem mentalności, ale to
                  temat na osobną dyskusję.
              • k.bychowski Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 08:01
                Mój znajomy statystyk mawiał, swego czasu, że kłamstwa dzielą się na:
                małe kłamstwa, duże kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki.
                I tak _MOŻE_ być w podanym przez Ciebie przykładzie.

                nierymek napisał:
                > wiesz w jakim europejskim kraju jest najmniejszy przyrost
                > ludzi uzależnionych od narkotyków?

                Może im się po prostu rynek nasycił i dlatego mają mały przyrost?
                • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 14:21
                  zatem nic nie róbmy i czekajmy aż u nas się nasyci, a
                  pieniądze niech płyną do bandytów...
                  • k.bychowski Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 15:19
                    nierymek napisał:
                    > zatem nic nie róbmy i czekajmy aż u nas się nasyci, a
                    > pieniądze niech płyną do bandytów...

                    Nie zrozumieliśmy się.
                    Ja tylko twierdzę że "mały przyrost ludzi uzależnionych
                    od narkotyków" o niczym nie świadczy

                    Dokładnie tak jak "małe przyspieszenie" - nic nie mówi
                    o prędkości (np samochodu).
                    • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 15:41
                      ok, ale nie uważacie, że kontrolowanie jakiegoś zjawiska
                      jest korzystniejsze?
                      Stany Zjednoczone są przykładem na to, że prohibicja
                      często przynosi skutki odmienne od zamierzonych.
                • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 15:19
                  Ja tam sie statystykami nie interesuje.Może Bychowski masz racje.Trochę życia
                  przezyłam i jedno wiem na pewno.Zadna instytucja,żadne prawo,zadna nauka nie
                  jest w stanie ochronic mojego dziecka od zła ,które się gdzieś czai.Wspierać
                  tylko moze.Jedynie zdrowe i normalne relacje rodzinne pozwalają minimalizowac
                  ryzyko ewentualnego nieszczęscia.Nikomu,powtarzam NIKOMU nie zalezy na tym
                  bardziej niz normalnym rodzicom.Jednak w wielu przypadkach na porzadku dziennym
                  jest sytuacja ,gdy małolat po szkolnym czy towarzyskim niepowodzeniu,wracajac
                  do domu znajduje w nim jedynie zjebke od starych,bo nie spełnił pokładanych w
                  nim nadziei i oczekiwań zacnych,wykształconych i szanowanych rodziców.Zbyt mało
                  uwagi dorośli poświęcają problemom swych dzieci.Małolat szukając zrozumienia i
                  wsparcia w kryzysowej sytuacji nie znajduje go w domu.Szybko i nieswiadomie
                  zapada sie w bagno,które nie krytykuje,nie jęczy nad uchem,nie moralizuje.Potem
                  to jest juz nałóg...mamusia i tatuś są zrozpaczeni,kase na leczenie
                  pchają...Pokoleń trzeba,żeby ten układ zmienic.Gwarancji nikt nie daje,że sie
                  uda.Słuchac trzeba sie nauczyc ,między wierszami czytac,spojrzenia i gesty
                  rozpoznawac u dzieci własnych.Rozmawiać trzeba się nauczyc.Zadne studia i
                  fakultety tego nie naucza.Lekcji Miłości Rodzicielskiej uważnej, mądrej ,
                  bezwarunkowej i bezinteresownej nie wykładają na żadnej uczelni.
                  Pozdrawiam.
                  • k.bychowski Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 15:35
                    Gość portalu: amba napisał(a):
                    > Ja tam sie statystykami nie interesuje.Może Bychowski masz racje.

                    Co mnie tak z nazwiska Anno ;-))

                    > Trochę życia przezyłam i jedno wiem na pewno.Zadna instytucja, żadne
                    > prawo,zadna nauka nie
                    > jest w stanie ochronic mojego dziecka od zła ,które się gdzieś czai.Wspierać
                    > tylko moze.Jedynie zdrowe i normalne relacje rodzinne pozwalają minimalizowac
                    > ryzyko ewentualnego nieszczęscia.

                    Powiem Ci w tajemnicy że ja się z Tobą zgadzam w 100%.
                    Oczywiście że Instytucje, Prawa itd powinny wspierać zarówno młodych jak
                    i starych (i tu można długo dyskutować nt (de)legalizacji),
                    ale podstawą są, jak to nazwałaś, "normalne relacje rodzinne".
                    A czasy są takie, że jak się głośno powie RODZINA to ludzie patrzą na Ciebie
                    dziwnie ;-(
                    • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 15:44
                      Rodzina jest podstawą.
                      Wszyscy normalnie ubolewają, że sytuacja wygląda jak
                      wygląda - kontakty dzieci-rodzice są coraz bardziej
                      powierzchowne.
                      • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 16:27
                        Z tym Bychowskim ,Krzysztofie to mi jakos tak wyszło:-))))))))

                        Nierymek napisał ,że kontakty sa powierzchowne.....Dobre sobie.Dzieciaki od
                        małeńkości sa wychowywane przez obcych ludzi,nianie na przychodne.Mamusia sie
                        zawodowo realizuje,Tatus na chlebek tyra.Kolejne
                        autko,delegacjia ,pierdoły.Wmawiają sobie ci rodzice,ze dziecku niczego nie
                        brakuje...najmodniejsza Barbie na półce,znowu pierdoły.Mydlenie oczu-dzieciak
                        od małego rozpoznaje kto (co)dla rodziców jest wazne. Czuje sie
                        oszukany,dzieciak bardziej to czuje niż powie.Potem robią sie problemy z
                        narkotykami,ciązami niepotrzebnymi,samobójstwami.TO WOŁANIE O MIŁOŚĆ,to
                        szukanie jej namiastki u obcych...Kurcze, czy 3 lata to duzo w skali życia...3
                        pierwsze lata,te najważniejsze-to one dają te trudną do rozerwania potem więż
                        emocjonalną z dzieckiem.Ta wież potem jest pomostem,wspomnieniem ciepła jest
                        niezbędna dziecku i ważna dla rodzica, to jak lina bezpieczeństwa.Choć jedno z
                        dwojga dorosłych powinno wykazać się odwaga i byś przy dzieciaku gdy ten jest
                        malutki.Swiat zwariował...ale zwariował tylko na tyle ,na ile pozwolimy mu
                        zwazriowac.W temacie DZIECI odpowiedzialnośc ciązy na RODZICACH i oby ci nie
                        zwariowali do ostatniego.
                        Pozdrawiam.
                        • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 16:49
                          nie rozumiem tego 'dobre sobie'
                        • Gość: Irytek Re: Wakacje a Narkomania IP: *.dialup.warszawa.pl 30.06.03, 17:08
                          Witam Serdeńka Wy moje mareckie,kochaniutkie.......... . Nooooooo! temacior nam
                          się rozrósł jak szczaw na trawniku ! Piękne to i chwalebne. Jak powiada Mądra
                          Księga : "mówta, a będziecie wysłuchane !"
                          Tylko, ja tak szczerze mówiąc, nie bardzo mam co dodać - bo mnie się Amba
                          dogłębnie wypowiedziała !
                          Ale (po chwili namyślunku) i dla mnie coś zostało. To będzie do nierymka.
                          Nierymku, prawie psychologu drogi. Tak mnie się widzi, iż zjawisko społeczne to
                          Ty widzisz. Tyle tylko, iż z racji młodego wieku (nie wytykam broń mnie Panie
                          przed takim zuchwalstwem) nie widzisz tzw relacji interpersonalnych
                          wynikających z bechawioryzmu jednostki w obrębie omawianego zjawiska. O rany!
                          Ale mi się pieprzło! A już myślałem, żem znormalniał na starość ! A tu...sruuu!
                          No to może mnie się jaśniej uda........ idzie o to, że jako prawie psycholog
                          (wybacz mój atawistyczny wręcz wstręt do socjologów-wszak prawie już nim
                          jesteś),prawie dostrzegasz problem prawie-prawidłowo. Problem, moim zdaniem,
                          nie jest w określeniu zjawiska lub wytyczeniu granic występowania z podziałem
                          procentowym na grupy społeczne (dzielone na dużo,średnio czy mało zarabiające
                          lub wynaucone podstawowo,średnio lub wysoko etc etc). Oczywiście , dane takie
                          są bardzo istotne przy planowaniu zwalczania patologii społecznych na poziomie
                          strategii walki. Nie mniej jednak istotniejszym jest zwalczanie patogenezy
                          zjawiska u podstaw i w zarodku. Co by nie powiedzieć o polucjantach to jedno
                          mają dobre - tzw PREWENCJĘ ! A jest to broń bardzo skuteczna !!! I przy tym
                          dość tania. Tu właśnie jest miejsce na taktykę. A to już jest tak proste, jak
                          kilometr sznurka w kieszeni. Pryszczyk bym pedział (jak mawia mój kumpel
                          ślązak).Bo zamknięcie tematu w kilku prostych twierdzeniach, to moim
                          skromniutkim zdaniem, jest stanowczy przerost formy nad treścią. Bo jak w tych
                          kilku słowach, chcesz powiązanie tak wielu zmiennych wpływających na omawiane
                          zjawisko , zamknąć ? Bo to i mieszanie się kultur i nowe zjawisko tworzenia się
                          klas społecznych i związane z tym alienacja wpędzająca w coraz mocniejszy wir
                          pracy (czy nie właściwsze by było określenie "życie bis"? I które życie jest
                          primo, a które secundo ?)i stress związany z szybkością życia i ubożenie coraz
                          szerszej grupy społecznej, i napływające do nas subkultury ze swymi cechami,i
                          napływ nowych jednostek do społeczności miejscowych ktore nie tak hop-siup
                          akceptują, i wreszcie brutalizacja życia związana z tym co napisałem wyżej (bo
                          to swoiste ułatwienie, pożywka)i łatwość kontaktów, poruszania się w naszej
                          globalnej wiosce i....... O rany! przecież można tak długo i namiętnie.
                          Chcę przez to powiedzieć, że skoro już tak dużo napisano na ten temat (i
                          pokrewne równiez)tyle prac magisterskich,habilitacji i rehabilitacyjnych- to ci
                          co nie zdzierżyli) to na jednym wątku forumowym "nie rozbieriosz"! I we w
                          związku z pożywczym, proponuję- ograniczmy się do mniej lub bardziej udanych
                          inicjatyw lokalnych.
                          mam nawet taką jedną , ale nie wiem jak na to zapatrują się kś. proboszcz i
                          nauczyciele z pobliskiej podstawówki.
                          pzdr





                          • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 17:20
                            Wiesz, ja nie mówię, że to o czym mówię jest jedynym
                            słusznym i kompletnym rozwiązaniem. Ale zawiera chyba
                            kilka stwierdzeń, które mogą być prawdziwe. Ważne jest
                            właśnie aby zastanawiać się nad różnymi rozwiązaniami,
                            pomysłami, aby stworzyć jakąś sensowną całość. Bo narazie
                            to tylko było kwestionowanie tego, co pisałem bez
                            podawania własnych pomysłów (nie licząć poprawy stosunków
                            w rodzinie na co w wielu przypadkach jest już za późno).

                            Aha, nie odbierajcie mnie jako jakiegoś ortodoksa w
                            kwestii legalizacji ;)) to nie tak hehe
                            • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 17:21
                              i przepraszam za gramatyczną nieudolność w moim wydaniu ;)
                              • Gość: Pani Ela Re: Wakacje a Narkomania IP: 195.136.3.* 30.06.03, 18:26
                                Wszystkie Wasze dywagacje na ten temat są wg mnie niezwykle ważne. Pozostał
                                jednak jeszcze jeden wątek. Są dzieci o tzw. słabej osobowości psychicznej. One
                                koniecznie muszą szukać potwierdzenia własnej wartości u swoich rówieśników.
                                W domu mogą być otoczone miłością, opieką i wszystkim co składa się na tzw.
                                mądrą miłość. A jednak w konfrontacji z otoczeniem cała ta miłość rodziców
                                słabnie i przestaje mieć dominujące znaczenie. Dziecko ( a zwłaszcza chłopiec)
                                szuka autorytetu u swoich kolegów. Chce im jeśli nie zaimponować, to chociaż
                                dorównać. I wpada po same uszy. To nie jest teoria, taka jest prawda. W wielu
                                szkołach dzieci są szantażowane, bite, zmuszane do płacenia haraczy małym
                                narkomanom. Kradną z domu pieniądze, są zaszczute. To też są fakty.
                                Jasne, że kochający rodzice prędzej lub później zidentyfikują ten problem. Ale
                                tak naprawdę nie znajdują sojuszników w walce z tym problemem. Bardzo często
                                dyrekcja szkół pozostaje obojętna, nie chce nawet słyszeć o tych sprawach,
                                kwitując krótko: W naszej szkole zjawisko narkomanii nie występuje !!!
                                Pozostaje tylko przenieść dziecko do innej szkoły i mieć nadzieję, że tam
                                będzie spokój. Ilustracją tego zjawiska niech będzie fakt może trochę odmienny
                                w swej wymowie, ale jednak podobny.
                                Otóż kilka lat temu, grupa studentów ASP (malarstwo), szukając weny twórczej
                                zażywała tzw. grzybki halucynogenne. W trakcie zażywania rzeczywiście
                                dokonywali niezwykłych rzeczy. Jeden z nich np. namalował Ostatnią Wieczerzę
                                tak pięknie, że jego obraz został zakupiony przez jeden z największych
                                kościołów w Warszawie, itp Po kilku tygodniach, zaczęli odczuwać potworny,
                                niemal zwierzęcy strach, mieli obłęd w oczach, rzęzili, mówili od rzeczy.
                                Zostali pacjentami Szpitala Psychiatrycznego na ul. Sobieskiego.
                                Problem polegał jednak na tym, że polska medycyna nie potrafi jak dotąd uporać
                                się z tego typu "używkami". Serwowano im zatem tradycyjne leki, przywiązywali
                                łańcuchami do łóżek, a ich stan konsekwentnie się pogarszał. Co w tym czasie
                                robi Dziekanat Wydziału Malarstwa ASP w W-wie? Skreśla ich oczywiście z listy
                                studentów, mimo, że chłopcy mieli zwolnienia lekarskie. Tajemnicą poliszynela
                                jest fakt zażywania różnych środków odurzających przez studentów tzw. "uczelni
                                artystycznych". Jednak nikt nie interesuje się tym problemem, i nie chce mieć z
                                tym nic wspólnego. Uff, ale się rozgadałam...

                                Pozdrawiam serdecznie

                                • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 20:38
                                  Pani Elu, Słowo wtrące o "mądrej miłosci"-w/g mnie nie polega ona tylko na
                                  trosce i opiece,na niańczeniu i jojczeniu dzieciaka.Ta mądrośc lezy w fakcie
                                  przygotowania dziecka na wzloty i upadki.Bardziej nawet na te upadki ,bo to one
                                  bywają bolesne.Klaps w tyłek 2 latka jako kara za wsadzanie palca do kontaktu
                                  nie jest grzechem rodzica-choc specjalisci od niebicia pewnie tak sadzą. Sa
                                  granice,których empirycznie maluch poznać nie zdoła.Jak sie przewróci niech
                                  jednak sam wstanie pod czujnym okiem .Rodzica rola to korygować niektóre
                                  zachowania,utrwalac inne-wychowywac.Każde dziecko (nie tylko to o słabej
                                  osobowosci psychicznej )będzie szukać potwierdzenia swej wartości w grupie
                                  rówieśniczej.Rolą rodzica jest już od najmłodszych lat pokazac dziecku jego
                                  niepowtarzalną wartośc,jego waznośc w życiu rodziny i kręgu najblizszych
                                  znajomych,przyjacół.Musi od najmłodszych lat czuc się
                                  akceptowane,doceniane,ważne -wtedy uzyska wewnętrzna siłe do życia i nawet
                                  ułomne w jakiejś dzidzinie nie da się stłamsic łatwo przez szkołę i środowisko
                                  nieprzyjazne.Wiem ,że to trudne jednak możliwe i warto.A jeszcze jedno ważne:
                                  dzieciaki lubią miec fajnych rodziców,pograć z ojcem w piłke jak jest mały,isć
                                  na mecz,na koncert- i jeśli nabiorą od najwcześniejszych lat pewności ,ze stary
                                  (ra)nie zrobi im obciachu "przy ludziach",to wtedy można nawet liczyć
                                  na "autorytet"...Zyskac wsród znajomych dzieciaka opinię Fajnej Mamy
                                  (Taty)...Czasem stwierdzić brak płyty Stinga czy Santany we własnej kolekcji i
                                  po poszukiwaniach znalezc ją w kompakcie latorośli obok "Kalibru 44"
                                  Pozdrawiam:-)
                                  • Gość: Pani Ela Re: Wakacje a Narkomania IP: 195.136.3.* 01.07.03, 08:43
                                    Co to jest "mądra miłość" z całą pewnością każdy z forumowiczów doskonale wie,
                                    i na co dzień ją stosuje. Jestem o tym przekonana. Ale dziękuję za wykład.
                                    Nigdy za wiele przypominania fundamentalnych prawd, które powinny obowiązywać w
                                    życiu rodzinnym. W mojej wypowiedzi opisywałam fakty mające miejsce w takich
                                    właśnie rodzinach, mądrych, kochających się, wspierających, itp
                                    Oni nie hodowali dzieci, ale je wychowywali.
                                    A mimo to, w ich życie zakradła się tragedia. I stali się bezradni w obliczu
                                    znieczulicy i braku chęci pomocy organów do tego powołanych.
                                    • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.03, 09:19
                                      Pani Elu,gdziez bym śmiała Pani wykład robic!!!Gadam tak sobie,polemiki
                                      konstruktywnej szukam z innymi rodzicami dorastajacych pociech i tych zupełnie
                                      małych.Może ktoś ma inne niż ja teorie i doświadczenia i się dopisze...A może
                                      ktoś przeczyta i się zaduma nad ważnością tematu...
                                      Pozdrawiam serdecznie i małego dnia życze:-)
                            • Gość: Rafał R. Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.03, 18:28
                              nierymek napisał:
                              (...)
                              > Aha, nie odbierajcie mnie jako jakiegoś ortodoksa w
                              > kwestii legalizacji ;)) to nie tak hehe (...)
                              Z tą legalizacją lżejszych narkotyków to skomplikowana sprawa. Jedno jest
                              pewne - u nas występuje przekonanie, że wystarczy zdelegalizować, by problem
                              przestał istnieć. Takie magiczne przekonanie o sile "bumagi". Podobnie jest w
                              innych obszarach naszego życia publicznego. Podałbym tu przykład, który mnie
                              ostatnio znowu gryzie - ale nie chcę wywoływac burzy :-))
                              • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 18:35
                                dla mnie dziwny jest nieco fakt, że mogę truć się w
                                świetle prawa wódką, a trawą już mi nie wolno ;)
                                • Gość: Rafał R. Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.03, 19:12
                                  nierymek napisał:
                                  > dla mnie dziwny jest nieco fakt, że mogę truć się w
                                  > świetle prawa wódką, a trawą już mi nie wolno ;)

                                  To dobre pytanie. Jest jeszcze jedno. Stopniowo rodzicami zostają ludzie z
                                  pokolenia, w którym "zapalenie trawki" w okresie liceum nie było czymś
                                  niezwykłym /w moich czasach niestety lub stety tego w liceum nie było :-)).
                                  Wyrośli oczywiście w większości na zwykłych ludzi (to już wprawdzie zależy w
                                  czyjej ocenie - w oczach tych, którzy nigdy nie wybaczają CUDZYCH grzechów i
                                  pozdrawiają nieprzyjaciół ewangelicznym "molczat' sobaki" mogą być zwykłymi
                                  upadłymi narkomanami).
                                  Jest jednak pytanie: jak jednak w takiej sytuacji rozmawiać z dziećmi o
                                  narkotykach - czy także w kategorii zła absolutnego? Czy uczciwie przyznać, że
                                  samemu miało się w życiu takie zdarzenie, czy też udawać świętego?
                                  • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 30.06.03, 21:44
                                    w moim domu nie ma tematów tabu dzięki Bogu. moja mama
                                    kiedyś przyznała się, że próbowała trawki. dlatego, gdy
                                    zapytała, czy miałem kontakt z narkotykami,
                                    odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że zdarza mi się
                                    'przypalić'. powiedziałem również, że nie próbowałem
                                    innych narkotyków i nie mam zamiaru tego robić. to
                                    również jest prawda. znam granicę. wiem, że trawka różni
                                    się od amfetaminy, heroiny i reszty tego syfu. i mogę
                                    powiedzieć o tym mojej matce, mogę naświetlić jej mój
                                    pogląd, podsunąć artykuły w prasie, raport WHO, itp. i to
                                    jest kwestia zaufania, którego nie mam zamiaru nadużywać.
                                    myślę, że problem często polega na tym, że zaufania i
                                    zrozumienia brak. rodzic pyta, czy dziecko brało
                                    narkotyki, a dziecko, bez względu na prawdę, mówi, że
                                    nie. niestety, obserwuję wśród znajomych, że takie
                                    relacje jak ja mam z rodzicami, należą do rzadkości.
                          • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 17:53
                            No właśnie.Złozoność zjawiska potwierdziła złożoność wypowiedzi
                            Irytka.Przyczyny sie mieszają ze skutkami...bla...bla...bla...Ja przed chwilą
                            rozmowe ciekawa z domorosła nastolatką przeprowadziłam ,co mi zjechała z
                            wypoczynku i na forumowe rozmowy okiem rzuciła.Zacytuje może niezbyt
                            precyzyjnie co uzgodniłyśmy"...palą to żółte zielsko wszyscy.Na 10 osób na
                            imprezie ze 2 nie pali.Czasem jest jej głupio,ze nie pali -to dlaczego nie
                            zapalisz,pytam. Matka - w zyciu trzeba miec zasady...-usłyszałam"
                            Nie zebym gęsiej skórki nie dostała.Włosy mi sie nawet zjezyły na grzbiecie.Dla
                            zasady( i ochłonięcia ) poprosiłam o wyniesienie śmieci , co zgodnie z "zasadą
                            ZARAZ" córka ma uczynic:-)))))))
                            Pozdrawiam:-))))
                            • Gość: Irytek Re: Wakacje a Narkomania IP: *.dialup.warszawa.pl 30.06.03, 18:47
                              Jaka "złożoność wypowiedzi Irytka" ? Przecież ja się całkiem prosto
                              wypowiedziałem, że temat nie jest prosty!!! :-)))))))
                              Co do propozycji i rozwiązań...... to ja taki idealista (żeby nie określić się
                              inaczej) to nie jestem, żeby robić coś czego nie wiem jak zrobić, a dodatkowo
                              cała masa, ba!- tłum wielki, ludzi mądrzejszych niż ja- też nie zrobiła, bo nie
                              umiała zrobić (i Ty nierymek, piszesz, że jesteś mało gramotny? :-)))))))) ).
                              No dobra , z ichniego na nasz, to bedzie tak : jak inni madrzejsi nie
                              wiedzieli, to i mnie nie wyjdzie, tym bardziej,że tej "iskry szaleństwa i
                              geniuszu" nie czuję. A robić z siebie kogoś kim nie jestem - nie będę.
                              Owszem, robić swoje, w swoim otoczeniu (raczej w otoczeniu swych dzieci) to
                              mogę. I robię. Efekty.....- nie wiem. Bo to niemierzalne. Statystyk przed- i po-
                              nie prowadzę (nie mam prywatnej praktyki z kartami klientów). Ale to o czym
                              teraz mowa to taka dziwna walka z wiatrakami. Jakoś , tak samo z siebie, nasuwa
                              mi się dziwne porównanie : tej plagi z stopniem zaniku dziewic w pogłowiu
                              młodzieży. Wiem, że porownanie szokujące. Jednak , plaga rozwija się tak samo
                              szybko jak szybko zanika dziewica. Ba!, powiem więcej- tak samo wstydliwe jest
                              bycie dziewicą, jak nie jaranie jointów na bibce. No i to jest , tak jakby,
                              punkt wyjściowy mojej krucjaty. Moralność wyniesiona z domu. Tylko, niech mi
                              ktoś powie, czy ja mam moralne prawo do twierdzenia, że moja moralność jest
                              lepsza niż inne, i mogę ją próbować "szczepić" w innych głowach. No i już na
                              samym początku "wdepłem w g....". Dylemat. Ale imperatyw - jest! Idźmy dalej.
                              Nawet jeżeli oleję dylemat swój, to będę inicjował kolejne dylematy w głowach
                              młodych, w postępie wręcz geometrycznym. Bo: proponując, nawet bez jaskrawego
                              określenia co jest dobre , a co złe, inne formy funkcjonowania-zapoczątkuję
                              procesy porównawcze. Przecież takie młode, też myślą! I to czasem całkiem
                              nieźle !!! Konfrontacja "świata rodziców" i "nowego" musi nadejść. Szybciej lub
                              wolniej - ale musi. Małe piwo gdy będzie to porównanie diametralnie innych
                              światów (np. przy rodzinie patologicznej) Bieda rozpocznie się tam, gdzie ta
                              dyferencja jest minimalna, ale poparta małą więzią uczuciową na linii dzieciak-
                              rodzice. Tu może dupnąć z siłą atomu. A ja już nie mam odwagi na drugi taki
                              eksperyment w swym życiu. Zwłaszcza po pierwszym nieudanym. Następny dylemat. I
                              to dużo większy.
                              Kolejny problem to sprawa ciągłej obecności. Takie młode, to nie telewizor. Nie
                              można włączyć i pokazać jakiegoś cosia, zainteresować,zarazić, pociągnąć za
                              sobą, i ...... wyłączyć - do następnego ! pa!. Tu trzeba non stop. Trzeba być.
                              W małym kręgu, jeszcze daje radę. A co dalej? Kotańskich nie znajduje się
                              wszędzie. Mówiłeś, nierymku,że łatwo się czeka na gotowe rozwiązania. Fakt-
                              bardzo łatwo. Ja powiem jeszcze więcej- łatwiej się czeka na gotowe, wtedy gdy
                              rozwiązania (dzięki Bogu!!!) samemu się nie potrzebuje. Może (z pewną taką
                              nieśmiałością)dlatego, że samemu się pilnuje porządku na swoim podwórku.
                              Oczywiście, może paść text- znieczulica lub - a co będzie jak plaga otoczy Cię
                              jak na jakiejś wyspie?. No fakt. Odpowiedzi, zwłaszcza sensownej, trudno się
                              szuka na takie dictum. Mam jednak nadzieję , że za taką, można (choć częściowo)
                              uznać to co robię w swoim otoczeniu. Natomiast, pozostaje jeszcze jedna kwestia
                              do rozwiązania. Czy faktycznie, to co do tej pory napisałem było tylko i
                              wyłącznie krytyką Twoich wypowiedzi? Poruszając temat, nie wolno mówić, że coś
                              zrobiłeś, więc jedyne co zrobiłeś- to ........ no właśnie? Łatwo jest oczekiwać
                              na działania innych, socjologu ? Co Ty możesz zaoferować oprócz poruszenia
                              tematu ? Szczerze mówiąc, oczekiwałem czegoś więcej po adepcie ..... może jakaś
                              prelekcja w szkole , razem z swymi kolegami z roku. Może jakiś cykl artykułów o
                              sposobach rozpoznawania, bez testów, na które wielu nie będzie miało zwykłej
                              forsy.Może jakieś namiary na rejonowe, lub choćby najbliższe poradnie i
                              specjalistów. A może proste porady dla rodziców, o tym jak powinni zareagować
                              gdy już trafi zaraza pod dach. Może trochę jednego i drugiego na łamach
                              marki.net.pl . A może Ty masz w sobie tę "Bożą iskrę" i wymyślisz coś na co ja
                              i wielu innych nie wpadło? Może....... Tak...faktycznie- łatwo jest oczekiwać!
                              A już mając przeświadczenie, "że coś zrobiłem" bo wsadziłem "kij w mrowisko".
                              Resztę zrobią inni. Wiesz, zawsze w swoim życiu, kierowałem się maxymą : Jak
                              mam odwagę o czymś pomyśleć- powinienem mieć odwagę o tym mówić. Jak mogę o
                              czymś powiedzieć- muszę mieć odwagę zrobić to. Czasami bywa trudno....
                              pzdr
                              • Gość: noname(Krzak) Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.03, 22:06
                                Witam wszystkich.


                                Wszystko dzieje się jak zaplanowałem, otworzyłem ten temat poniewarz pracuję w tej branży (wykrywanie narkotyków). Czasami przychodzą do nas zrozpaczeni rodzice i tłumaczą nam się, że jak do tego modło dojść przecieżmoje dziecko jest takie grzeczne, dobrze się uczy, nigdy nie mnieliśmy z dzieckiem problemów.

                                Generalnie jest kilka problemów z którymi się stykam.

                                1. Rodzice są nieuświadomieni o problemie narkomani i jej skutkach.
                                2. Tak jak pisałem "moje dziecko bierze, bzdura"
                                3. Brak odpowiedniego kontaktu z dzieckiem.
                                4. Niewiedza w wyglądzie narkotyków, cytuję "robiłam pranie córki i wyciągnełam z kieszeni torebkę z zieloną roślinką zapytałam córki co to a ona odpowiedziała że to na biologię.

                                Cóż generalnie rodzice nie zdają sobie z tego sprawy jakie może to wywołać skutki w życiu dziecka myślą że ten problem ich nie dotyczy ale tak naprawdę to jest nasz problem wszystkich bez wyjątku.
                                I sądząc po skali narkomani w polsce i na świecie to szczerze mówiąc szczęśliwy jest ten rodzic któremu udało się zapobiec temu że jego dziecko nigdy nie mniało kontaktu z narkotykami i to taka osoba powinna się wypowiedzieć na forum i dać ten złoty środek na poprawne wychowanie dziecka.
                                Spekulacje na temat że powinno być tak a nie inaczej, przecież my sami otym
                                decydujemy, my sami przygotowywujemy nasze dziecko w dorosłe życie i my wpajmy wartości która dla dziecka powinny być mottem na następne lata.
                                A czy zlegalizują czy nie to szczerze mówiąc jest mi to obojętne bo to czy dziecko weźmie czy nie to zależy tylko od nas drodzy forumowicze, i nie ma sensu zwalać winty na towarzystwo czy na modę lub wskazywać jakieś inne powody.
                                Bo gdy powie się nie to znaczy, nie biorę.
                                Wśród moich kolegów z którymi się wychowałem w Markach też są narkomani, jedni żyją inni już nie, ale mnie ten problem nigdy nie dotyczył widocznie tak mnie już rodzice wychowałi. Za co im bardzo dziękuję.

                                pzd Krzak (noname)
                                • Gość: Irytek Re: Wakacje a Narkomania IP: *.dialup.warszawa.pl 30.06.03, 22:12
                                  Amen !
                                  I generalnie, te problemy które wymieniłeś, znalazły odbicie w moich
                                  oczekiwaniach, na wypadek jakiejkolwiek "inicjatywy osób wiedzących więcej niż
                                  ogół rodziców".
                                  Jeszcze raz - amen !
                                  pzdr
                                  • Gość: amba Re: Wakacje a Narkomania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.03, 09:02
                                    Brawo Krzaku!!!
                                    Dodam tylko jedna zasadę( którą na pewno znasz jeśli w tym temacie siedzisz)
                                    OGRANICZONE ZAUFANIE do dziecka( w kwestii narkotyków)oczywiście.Nawet jeśli
                                    wierze i wiem ,że moja córka "ma zasady" i nie bierze - to niech mi dzwoni
                                    dzwonek,że "zasady sa po to żeby je łamać" i że może przyjśc moment zły.I,że
                                    jako rodzice musimy go umieć rozpoznac,bo inaczej wylądujemy z ręką w nocniku...

                                    PS.Bedac młodziutką studentka miałam praktyki w Głoskowie,sytuacje jakie
                                    poznałam tam ,rozmowy jakie toczyliśmy z uzaleznionymi pozwoliły mi wyciągnąc
                                    wnioski.Teraz sama bedąc matka wiem ,że ten problem mnie może dotyczyć tak samo
                                    jak każdego innego.Sądze ,że każdy rodzic powinien być przygotowany
                                    maerytorycznie na odparcie tego zła.Niec wiec Krzaku Oświaty Kaganek!!!
                                    Pozdrawiam serdecznie.
                                    • Gość: Krzak Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.03, 13:08
                                      Witam Wszystkich.

                                      Bardzo się ciesze,że tak ważna sprawa jak narkomania nie jest przez drogich
                                      forumowiczów spychana na drugi plan że nie boją się o tym rozmawiać.
                                      Każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej tylko trzeba wiedziec, najlepiej
                                      to znaczy jak? nie zawsze znaczy, dobrze nawet gdy pragniemy tego z całego
                                      serca.
                                      Każdy rodzic musi iść z duchem czasu i być przygotowany na różne problemy żeby
                                      móc o tym z dzieckiem rozmawiać "znać temat" nie wstydzić się, niepodchodzić
                                      do tego jak do tematu o którym myślą że ich nie dotyczy.

                                      Mam tylko nadzieję że na tym forum ten temat nie zostanie szybko porzucony i
                                      my wszyscy może wywnioskujemy jak powinno wyglądać wychowanie maszego potomstwa
                                      Każdy wychowuje na swój sposób jak chce ale wychować dziecko tak żeby nie
                                      brało musimy jednakowo.


                                      pzd Krzak
                    • Gość: MPL Re: Wakacje a Narkomania - 'dziwna rodzina???' IP: 195.136.50.* 01.07.03, 17:29
                      k.bychowski napisał:
                      > A czasy są takie, że jak się głośno powie RODZINA to ludzie patrzą na Ciebie
                      > dziwnie ;-(

                      Przyglądałem się temu ciekawemu wątkowi z należytą mu atencją i ze zrozumieniem
                      aż do tej pory (j.w.). Ponieważ interesują mnie wątki socjologiczne naszego
                      życia, a zwłaszcza to jak je postrzegają inni ludzie proszę autora cytatu o
                      przybliżenie powodów, dla któych pojęcie rodziny wywołuje jego zdaniem wśród
                      ludzi niezrozumiałe reakcje... nie chcę tego rozumieć opacznie.

                      Z poważaniem,
                      Michal P. Lubiszewski
                      • Gość: Irytek Re: Wakacje a Narkomania - 'dziwna rodzina???' IP: *.dialup.warszawa.pl 01.07.03, 19:03
                        > Przyglądałem się temu ciekawemu wątkowi z należytą mu atencją i ze
                        zrozumieniem
                        >
                        > aż do tej pory (j.w.). Ponieważ interesują mnie wątki socjologiczne naszego
                        > życia, a zwłaszcza to jak je postrzegają inni ludzie proszę autora cytatu o
                        > przybliżenie powodów, dla któych pojęcie rodziny wywołuje jego zdaniem wśród
                        > ludzi niezrozumiałe reakcje... nie chcę tego rozumieć opacznie.
                        >
                        > Z poważaniem,
                        > Michal P. Lubiszewski

                        Zanim Krzysztof się wypowie (jak się wypowie ! )chciałbym swoje trzy grosze
                        wtrącić. Po pierwsze primo- przepraszam za niezrozumiałe moje (ale nie
                        wszystkie !- :-))) ) wpisy. Jak się , teraz na spokojnie przeczytałem, to mi
                        wyszło od groma skrutów myślowych. Nie wszystkie mogły być rozumiane tak jak
                        bym chciał. Myślę,że jeden z nich (o tych dziewicach! ) może nawiązywać do
                        problemu , o którym wspomniał Krzysztof. No, musicie mi wybaczyć tę skrutowość
                        wypowiedzi, bo byłem roztrzęsiony jak g... na polu i tak mi wyszło.
                        Sens tej myśli , miał być taki : w dzisiejszych czasach,pojęcia uważane dawniej
                        (tragikomicznie to odniesienie czasowe wygląda)są mocno zdewaluowane. Mody czy
                        wartości wprowadzone poprzez subkultury, oraz nowe sposoby (bo trudno to nazwać
                        modelem życia) funkcjonowania w społeczeństwie, nie cenią , zbyt wysoko ,
                        takich wartości jak rodzina, miłośc,przyjażń itp. Są raczej zastępowane
                        substratami, obliczonymi na szybki efekt. Teraz mamy przebojowość,współpracę w
                        grupie, umiejętność walki,osiąganie celu ... Hasła ładnie brzmiące,ale
                        określające typ człowieka, potrafiącego iść bezkompromisowo po trupach do celu.
                        Nawet po trupach, tych, ktorzy dawniej uważani by byli za przyjaciół. Jeszcze
                        jedną istotną cechą dzisiejszego ideału młodego supermena (--enki) , jest
                        możliwość łatwego sterowania nim. Taka swoista "mądra bomba". Pokaż cel,
                        wystrzel i zapomnij..... Można w takich warunkach funkcjonować. Zwłaszcza wtedy
                        gdy przynosi to przyjemność wynikającą z dużych zarobków lub uznania w oczach
                        innych przedstawicieli grupy w jakiej działa taki spermen (lub spermenka).
                        Niestety, na dłuższą metę, organizm (psychika) zaczyna domagać się "treściwego
                        jadła". Co wówczas dostaje ? Znów pojawia się ersatz pod postacią szybkiego
                        sexu, znajomości biznesowe zastępują grono przyjaciół (a jakie uznanie tam
                        można uzyskać !!! ), życie rodzinne i dla rodziny , wyparte jest mobilnością,
                        dyspozycyjnością i osiąganiem nowych sukcesów ku chwale "swej" firmy.
                        Zewnętrzne objawy, tej cudownej nirwany to samochód, kasa (i to
                        duża),ubrania,wyjazdy,biby na koszt firmy. To świeci po oczach młodym. Oni też
                        by chcieli tak żyć!! I koło naboru się zamyka. Pewna część tej młodzieży,
                        pragnie , za wszelką cenę, mieć to wszystko , już teraz. Podsycane to jest
                        przez tych nielicznych, mających "samochód od tatusia". Rozpoczyna się wstęp do
                        życia, ze wszystkimi przypadłościami-narkotyki,alkohol, szybki sex. To
                        imponuje. Swego czasu, jadąc tramwajem, usłyszałem rozmowę dziewczynek, które
                        właśnie zdały do liceum. Czasy lat 90-siątych. Cyt. :"..coś ty! wyjść z
                        podstawówki dziewicą? Przecież to obciach!....". Troszkę mnie to zszokowało.
                        Ale pomny starej prawdy , że zdziwionego nic nie zdziwi! słuchałem dalej
                        Właściwie - nic nowego. Można by powiedzieć -złota młodzież. Pstro w głowach.
                        Mnie jednak zastanowiło coś innego. Dlaczego takim młodym dzieciakom, tak
                        wcześnie smakuje coś , czego nie będą w stanie poczuć właściwie? Gdzie
                        wychowanie, gdzie rodzice dający jakiś przykład ?
                        Szczerze mówiąc nie potrafiłem odnaleźć dobrej (pełnej) odpowiedzi.
                        Pytasz Michale o pojęcie rodziny? Myślę, że to słowo to taki sam "obciach" j/w.
                        Przynajmniej ja to tak widzę. Z dobrodziejstwem inwentarza......
                        pzdr
                        • k.bychowski Re: Wakacje a Narkomania - 'dziwna rodzina???' 01.07.03, 21:43
                          Gość portalu: Irytek napisał(a):

                          > w dzisiejszych czasach,pojęcia uważane dawniej są mocno zdewaluowane.
                          > Mody czy wartości wprowadzone poprzez subkultury, oraz nowe sposoby
                          > funkcjonowania w społeczeństwie, nie cenią , zbyt wysoko ,
                          > takich wartości jak rodzina, miłośc,przyjażń itp

                          I o to, mniej więcej, mi chodziło.

                          Dzisiaj bardziej "trendy" jest być liberalnym, tolerancyjnym...
                          niż przywiązanym do _wartości_tradycyjnych_ (samo sformułowanie brzmi
                          groźnie, a przecież semantycznie jest pozytywne).

                          I żeby bła jasność - mi się to nie podoba! - to że pewne słowa zostały
                          zdewaluowane i kojarzą się dzisiaj prawie negatywnie.
                          (Nie mówię o naszej rozmowie tutaj na forum)
                          • Gość: Rafał R. Re: Wakacje a Narkomania - 'dziwna rodzina???' IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.03, 22:08
                            k.bychowski napisał:
                            > Dzisiaj bardziej "trendy" jest być liberalnym, tolerancyjnym...
                            > niż przywiązanym do _wartości_tradycyjnych_ (samo sformułowanie brzmi
                            > groźnie, a przecież semantycznie jest pozytywne). (...)
                            A czemuż to Krzysztofie budujesz opozycję między byciem tolerancyjnym czy
                            liberalnym (jakkokolwiek by tych słów nie rozumieć to one kiedyś też
                            były "semantycznie pozytywne") a przywiązaniem do rodziny???? Jakieś dziwne
                            podziały wprowadzasz, które moim zdaniem wcale nie tędy biegną.

                            > I żeby była jasność - mi się to nie podoba! - to że pewne słowa zostały
                            > zdewaluowane i kojarzą się dzisiaj prawie negatywnie.
                            No właśnie - na przykład NIEKTÓRZY pracują nad dewaluacją i ostatecznym
                            skompromitowaniem słów "tolerancja" czy "wolność" (vel "liberalizm") :-)))

                            A co do sprawy rodziny to moim zdaniem zdaniem jest też trochę tak, że kiedyś
                            (zarówno w PRL-u jak i w wcześniej w gospodarkach tradycyjnych)
                            wielopokoleniowa rodzina miała znaczenie ekonomiczne (tzn. dziadkowie, rodzice
                            i dzieci byli sobie potrzebni z bardzo przyziemnych względów). Teraz
                            (przynajmniej na zachodzie ale i u nas zaczyna być to widać) ten aspekt
                            rodziny wydaje się mieć mniejsze znaczenie.
                            Dlatego dopiero TERAZ będzie widać, kto NAPRAWDĘ jest przywiązany do wartości
                            rodzinnych. Nie sztuka być "prorodzinnym" z konieczności (bo np. w PRL-u na
                            przydział mieszkania można było czekać i 20 lat). Tęsknota za tym, co nie było
                            wyborem a bardzo często zwykłą EKONOMICZNĄ koniecznością wydaje się dziwna.
                            Dopiero wolność wyboru pokazuje, kto jakie wartości ceni najbardziej.


                            • k.bychowski Re: Wakacje a Narkomania - 'dziwna rodzina???' 01.07.03, 23:01
                              Gość portalu: Rafał R. napisał:
                              > A czemuż to Krzysztofie budujesz opozycję między byciem tolerancyjnym czy
                              > liberalnym (jakkokolwiek by tych słów nie rozumieć to one kiedyś też
                              > były "semantycznie pozytywne") a przywiązaniem do rodziny???? Jakieś dziwne
                              > podziały wprowadzasz, które moim zdaniem wcale nie tędy biegną.

                              Może rzeczywiście sam wpadłem w pułapkę o której napisałem - dewaluacji
                              pojęć i utraty ich pierwotnego znaczenia.
                              Moja kulpa ;)
                              Oczywiście nie ma wspomnianej przez Ciebie opozycji, ale o jednym bardziej
                              wypada mówić i pisać, a o drugim mniej - jest mniej "trendy" (to jest dopiero
                              obrzydliwe słowo, którego z lubością nadużywam ;-)))
                              • Gość: amba Rodzina- rzecz dziwna? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.03, 11:40
                                Witam.
                                Fakt dewaluacji wartosci rodziny w społeczeństwie obrazuje sytuacja.

                                On(pracownik firmy jakich wiele)na integracyjnym wyjeżdzie słuzbowym.Mazury,
                                prosie na rożnie, wódeczka ,towarzystwo młodych koleżanek i kolegów.Rozmowa o
                                zyciu...30-to letni panowie prześcigają się w relacjach z "sytuacji damsko-
                                męskich w których uczestniczyli na poprzednich wyjazdach
                                integracyjnych.Wspominają jakaś Jolę (co to ją już zwolnili-a szkoda,bo niezła
                                była)Panie narzekają na męzów, ze mało czasu zonom poswiecają i dzieciom.On
                                wspomina,o dziecku ze chore z zoną zostało i że musi zadzwonić do domu.Panowie
                                mówia ,żeby póżniej zadzwonił, bo teraz to go kolejka ominie.Panie pytają na co
                                dziecko chore i porad udzielać zaczynają.On mówi ,że żona sobie poradzi
                                sama ,ale że on TESKNI do niej i dzieciaka i sie MARTWI.Panie zaczynają z
                                zainteresowaniem w niego spoglądać...ze sie martwi,że myśli o żonie-zdziwione
                                sa i chwalic go zaczynają,że taki uczuciowy i ze jego żona to ma szczęście.On
                                mówi ,że to on ma szczęście i że po 5 latach to on kocha żonę chyba bardziej
                                jak na początku.Panowie na to,że oni to się ciesza ,jak się z domu wyrwą na
                                taką integracje...On odchodzi kawałek dalej zadzwonic do domu.Zastanawia sie
                                chwile nad tym zintegrowanym zespołem kolegów i kolezanek z pracy,nad
                                zdezintegrowaną przez te 5 dni rodziną.Że jak wróci to musi rower dziecku
                                koniecznie naprawic,bo łańcuch spada,a jak wyzdrowieje to pewnie pojezdzic
                                bedzie chcialo...i wie,że po uzyskaniu połączenia usłyszy dobrze znane...Cześc
                                Kochanie.

                                Fikcja to literacka czy prawda-odpowiedzcie sobie sami
                                ja pozdrawiam serdecznie:-)

    • Gość: MarcinX Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.03, 21:40
      Witam :)

      Tak sobie z nudow zaczelem czytac te forum :) i trafilem na ten temat, ktory w
      wiekszej czesci przeczytalem. No i tak sobie dodam cos od sibie...

      Piszecie tu o olbrzymiej roli rodziny, o wplywie srodowiska itd. Pewnie macie
      racje, wszystko w jakis tam sposob ma wplyw na to czy dzieciak zacznie cpac
      czy nie. Ale fakt jest taki (zreszta jak w jakies wypowiedzi napisana byla
      wypowiedz o tym ze na imprezie na 10 osob 2 nie pala) ze MNUSTWO ludzi jara i
      tych ludzi jest coraz wiecej i tego sie juz nie zatrzyma, czy to sila czy
      legalizacja. Jedyne co w tym momencie mozna robic to minimalizowac szkody, w
      jaki sposob ? Napewno nie przez prohibicje, ja osobiscie obstawiam za
      legalizacja... Tu jeszcze dodam ze nie zgadzam sie z twierdzeniem
      przechodzenia od miekkich narkotykow do twardych, to jest bzdura wymyslona
      przez TV. Mozna by powiedziec ze pierwszym narkotykiem bylo piwo/wodka a nie
      trawa. Jedno co laczy trawe i twarde narkotyki jest diler. Ten czlowiek od
      ktorego sie kupuje trawe ma tez inne dragi... No i wlasnie tu pomaga
      legalizacja, reszta nie tylko. Pomyslcie ze Wasze dziecko kiedys bedzie mialo
      ochote zajarac glupia trawe ale bedzie mialo pecha i trafi na policje, do 3
      lat wiezienia i przegrane zycie, i to nie przez trawe a przez idiotyczne
      prawo ! Dobra ja tu nie chce nikogo przekonywac do liberalizacji prawa
      narkotykowego.. :D

      Dalej chce dodac ze w szkolach pogadanki z haslami "Narkotyki na smietniki"
      czy "Zarzywasz przegrywasz" sa za przeroszeniem, gowno warte ! Kazdy, nawet
      ten ktory z dragami nie ma nic wspolnego sie z tego smieje. Jedno czego
      powinni uczyc to jak bezpiecznie brac, i moze to sie wyda dla Was jakies
      dziwne/glupie/radyklane to jest to jedyne co teraz moze pomoc, bo chyba nikomu
      nie zalezy na smierci wlasnego dziecka...

      Ja jaram juz kupe lat, bralem tez inne ustrojstwa, wszystko oprocz heroiny i
      naprawde wiem co to sa narkotyki. Nigdy tego nie zalzowalem ze sprobowalem
      tego wszystkiego i nigdy nikogo nie namawialem ani nie namawiam, to jest
      cholernie niebezpiecznie i trzeba byc ostroznym i zanim sie cokolwiek wezmie
      nalezy jak najwiecej o tym sie dowiedziec, zachowac srodki ostroznosci, takie
      imprezowe probowanie czegos moze sie zakonczyc zle...
      Pamietajcie o tym ze alkohol jest tez narkotykiem :)
      dobra narazie tyle jak komus sie bedzie chcialo dalej prowadzic gadke na ten
      temat to czekam :D

      pozdrawiam !
      • k.bychowski Re: Wakacje a Narkomania 18.08.03, 08:54
        Gość portalu: MarcinX napisał(a):
        > Ale fakt jest taki ze MNUSTWO ludzi jara i
        > tych ludzi jest coraz wiecej i tego sie juz nie zatrzyma...

        Eee przesadzasz.
        Każde tego typu zjawisko ma jakiś naturalny koniec - w tym wypadku - jest to
        dobór naturalny. Tzn. zbyt duża ilość zażywanych świństw nie pozwoli
        delikwentowi na przeniesienie jego genów w przyszłość - przeżyją i rozmnożą
        się ci co nie będą brali - pozostali wyginą (statystycznie rzecz jasna).

        I oczywiście nie mam tu na myśli czasów obecnych tylko jakąś, bliżej nie
        określoną, przyszłość.
        • rafal.redel Re: Wakacje a Narkomania 19.08.03, 17:28
          >> Ale fakt jest taki ze MNUSTWO ludzi jara i
          >> tych ludzi jest coraz wiecej i tego sie juz nie zatrzyma...

          Zasłyszane właśnie dzisiaj: "Przeprowadzono ankietę wśród młodzieży, z której
          wynika, że 42% młodych ludzi patrzy z optymizmem w przyszłość. Pozostałe 58%
          nie ma pieniędzy na narkotyki".
          To taki dowcip miał być...
          • nierymek Re: Wakacje a Narkomania 19.08.03, 17:48
            zajebiste wręcz.

            gorzkie potwornie.
          • Gość: MarcinX Re: Wakacje a Narkomania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.03, 17:57
            LOL dobre ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka