Dodaj do ulubionych

Dzień dobry

27.12.10, 11:53
Witam wszystkie dzielne i mądre kobiety z tego forum. Chciałam się przywitać i prosić o wsparcie.

Mam na imię Ania i jestem mamą 19 miesięcznej Anastazji, która przyszła na świat przez cc. Obecnie jestem w drugiej ciąży z terminem na lipiec.
Z założenia jestem optymistką i do pierwszej ciąży i porodu nastawiona byłam bardzo pozytywnie (szkoła rodzenia, forum, przeczytana książka Janet Balaskas "poród aktywny") Do porodu jechałam z uśmiechem i nastawieniem, że w końcu przytulę moje dziecko. Wszystko zmieniało się w trakcie. Miałam cudowną położną (młoda i urocza dziewczyna), w trakcie porodu mnie przytulała i mocno wspierała. Pokój przedporodowy stwarzał bardzo "domowe" warunki (przytulne kolory, łóżko "udomowione", ładna pościel, przestronna łazienka z prysznicem). Obiecałam sobie, że mój poród będzie jak najbardziej naturalny, poprosiłam jednak o lewatywę (nie chciałam przykrych niespodzianek). Skakałam na piłce, chodziłam itp... Kiedy po kilkunastu godzinach skurczy okazało się, że moje rozwarcie było na 2, byłam załamana. Skurcze były co dwie minuty i trwały po minucie do półtora, wody częściowo mi odeszły, a postępu w rozwieraniu żadnego. Wstrzymywałyśmy jednak podanie oksytocyny z położną ile tylko się dało. W końcu przyszedł lekarz, który namówił mnie na to cholerstwo! Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć!!! Tętno małej spadło, a że nie było w tym momencie sali na cc, to lekarz paluchami dziecko "reanimował" wypychające je przy okazji z kanału. Po tym wszystim zrobiło się rozwarcie na 6, które się później cofnęło do 3. Później już niewiele pamiętam bo traciłam przytomność i mąż podjął decyzję o cc, którego szalenie nie chciałam, ale już wyjścia nie było. córa 9 apg, 3150 g i 51 cm

Mimo to, mój mąż mówi, że jestem obłąkana, bo w tej ciąży po prostu marzę by rodzić w domu. Mąż absolutnie nie chce się zgodzić (nie dziwię mu się), a ja nie mogę przestać myśleć o tym, że gdyby nie szpital to bym urodziła naturalnie! Moja gin chce mnie od razu na cesarkę wysłać tydzień przed terminem, a ja jej przytakuję i wiem, że poczekam do rozpoczęcia akcji, w dodatku wyczekam maksymalnie długo w domu. lekarze twierdzą, że mam dystrofię szyjkową i nie mam szans nigdy na poród naturalny, a ja w to poprostu nie wierzę.

Dlatego pytam Was, drogie doświadczone mamy, co zrobić? Chcę urodzić moje dziecko i cieszyć się nim od pierwszych chwil, a nie zastanawiać się później czy ktoś mi go nie podmienił.

Przepraszam, że tak przydługawo, ale tak już mam, że jak się rozpisze to skończyć nie mogę.
Obserwuj wątek
    • monicus Re: Dzień dobry 27.12.10, 12:37
      jak dla mnie to juz sobie odpowiedzialas smile pozostaje urobic meza i moze zmienic lekarza, zeby ci krwi nie psula
      • villemo86 Re: Dzień dobry 27.12.10, 13:00
        A może jakiś sprawdzony sposób na męża? On argumentuje, że przy tamtym porodzie się żegnał już ze mną, a to jak mu tłumaczę, że to mogło być spowodowane właśnie ingerencją medyczną to do niego nie przemawia. Może jakaś pozytywnie zakręcona położna mu może przegadać? A poza tym, czy jakaś położna podejmie się porodu sn po cc? Mieszkam w Jaworznie to pomiędzy Katowicami a Krakowem, więc z tych okolic szukała bym odważnej smile
        • monicus Re: Dzień dobry 27.12.10, 13:38
          u nas pomogla wizyta u agrawal we wroclawiu. poszlam do niej, zasiegnac jezyka, a ona kazala mi zawolac meza... no i pogadala, powiedziala to i tamto... i od tej pory juz inaczej jest
        • ankawt Re: Dzień dobry 27.12.10, 18:17
          Witam sąsiadkę smile Ja z Dąbrowy Górniczej.
          Mam za sobą 2 porody, szpitalne sn i cc.
          Przy drugim bardzo chciałam domowo, ale nie dało rady z różnych względów.

          Tymniemniej orientowałam się, że w naszej okolicy urzęduje pani Katarzyna Oleś smile
          • villemo86 Re: Dzień dobry 28.12.10, 14:17
            > Witam sąsiadkę smile Ja z Dąbrowy Górniczej.
            > Mam za sobą 2 porody, szpitalne sn i cc.
            > Przy drugim bardzo chciałam domowo, ale nie dało rady z różnych względów.
            >
            > Tymniemniej orientowałam się, że w naszej okolicy urzęduje pani Katarzyna Oleś
            > smile

            Witaj smile
            Z Panią Kasią umówiona jestem na kontakt około 20 tc, ale przypomniało mi się, że moja położna ze szkoły rodzenia to wielka orędowniczka porodów naturalnych. Wybiorę się do niej jak tylko wyzdrowieję, bo puki co leżę z grypą.
            A w którym szpitalu Ty rodziłaś?
            • ankawt Re: Dzień dobry 28.12.10, 15:38
              Rodziłam w Sosnowcu na Zagórzu, już ten oddział nie istnieje- może to i lepiej...
    • 987ania Re: Dzień dobry 28.12.10, 09:10
      Ja mam tylko jedno pytanie, chyba kaakaa będzie znała odpowiedź: jak się reanimuje dziecko i wypycha z kanału jednocześnie? Czy rozwarcie może się cofać? Czy pam buki nie wymyśliły mrożącej krew w żyłach opowieści pt. gdyby nie my to by Pani i dziecko umarło?
      • soldie Re: Dzień dobry 28.12.10, 09:27
        jak się reanim
        > uje dziecko i wypycha z kanału jednocześnie? Czy rozwarcie może się cofać?

        Też sie właśnie zastanawiam na tą reanimacją. To, że rozwarcie może się ciut zmniejszyć to wiem, chociaż nie jestem pewna czy akurat TYLE... No i generalnie dziwnie cały ten poród wyglądał, nigdy nie słyszałam podobnej historii...
        • kaakaa Re: Dzień dobry 28.12.10, 12:23
          Nie było mnie tam, nie widziałam, ciężko mi się wypowiadać...
          Cała historia wydaje mi się dość dziwna - "reanimacja" (co autorka ma na myśli?) dziecka jeszcze przed urodzeniem, cofające się rozwarcie, dziecko które wymagało "reanimacji" a po jakimś czasie wydobyte zostało przez cc na 9 pkt. Apgar (czyli w dobrym stanie), diagnoza dystrofii szyjki... Ale może gdybym poznała wszystkie istotne szczegóły, to by się okazało, że składa się to w jakąś logiczną całość?
          Może po prostu po oksytocynie jakiś silniejszy, czy dłuższy skurcz silniej przyparł malutką do wchodu miednicy, co zaowocowało spadkiem czynności serca (objaw Gaussa)? A może przed główką była pętla pępowiny, która została silnie uciśnięta? Odepchnięcie główki mogło poprawić czynność serca dziecka. Czy o to chodziło z tą "reanimacją"?
          Za mało konkretów... Mogę pofantazjować, tylko czy z tego coś wyniknie?
          • villemo86 Re: Dzień dobry 28.12.10, 14:05
            Rzeczywiście. Nie zbyt precyzyjnie się wyraziłam. Napisałam "reanimacja" właśnie w cudzysłowu ponieważ sama nie wiem co ten lekarz zrobił. Po prostu włożył we mnie paluchy, zaczął mocno mieszać, tak, że aż mu kopa zasadziłam i położne musiały mnie trzymać. Bolało okrutnie i trwało chyba 5 minut, chociaż mnie wydawało się, że godzinami. Kiedy skończył to powiedział, żeby sprawdzić tętno małej (wróciło do normy) i powiedział, że jest już rozwarcie na 6 więc teraz powinno już pójść. Po jego wyjściu moja położna postanowiła zbadać mnie jeszcze raz. Nic nie powiedziała tylko wyszła i przyprowadziła inną Panią doktor, która stwierdziła (szeptały), że rozwarcie na 3 i dziecko nie jest w kanale (wcześniej mówili, że było), podczas jej badania wypłynęła reszta wód (były zielonkawe), a ja straciłam przytomność. Świadomość całkowitą odzyskałam dopiero jak mnie kładli na stół. Moja mała do tej pory ma krwiaka (ma 1,5 roku) na czole takiego jak by właśnie ktoś jej paluchem przejechał i pociągnął.
            • villemo86 Re: Dzień dobry 28.12.10, 14:13
              Na tej fotce widać tego krwiaczka. Zaczyna się w okolicach noska małej i kończy prawie na linii włosów
              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/xg/mc/pugx/XFbaicvmunkjAfn00X.jpg
              • soldie Re: Dzień dobry 28.12.10, 18:09
                Rety, brzmi to jak z jakiegoś horroru...
              • kaakaa Re: Dzień dobry 28.12.10, 22:19
                To na czole malutkiej wygląda mi na znamię naczyniowe (czasem nazywane naczyniakiem płaskim). Niektóre z moich dzieci też tak mają mimo, że ich nikt nie wpychał. To zazwyczaj blednie z wiekiem. Niektórzy mówią na takie znamiona "dziobnięcie bociana". Jest bardziej widoczne np. jak dziecko płacze. Tego typu znamiona ma bardzo dużo dzieci.
                • villemo86 Mniejsza o to 29.12.10, 10:20
                  Moje pytanie raczej dotyczy czego innego. Dlatego opisałam szczegółowo poród żeby ktoś mi powiedział czy to ingerencja lekarzy spowodowała tę traumę zakończoną cc, czy może ja już tak mam i nie ma co porywać się na sn tylko od razu dać się pociąć? Boje się rodzić w szpitalu, a niestety mąż przyjmuję tylko taką opcję. Jeśli optymalny dla mnie jest poród w domu (o którym marzę) to podpowiedzcie co zrobić by przekonać męża i jak znaleźć położną, która mi w tym pomoże?
                  • ametyst83 Re: Mniejsza o to 30.12.10, 11:36
                    Witam sąsiadkę, jestem z Katowic smile
                    Również jestem po cc a teraz jestem w ciąży i mam termin na początek lutego 2011. Niestety nie udało mi się znaleźć położnej, która by się podjęła porodu w domu po cc. Pani Kasia Oleś nie zgodziła się niestety. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć taką, która się tego podejmie i przekonać męża (mój niestety też na to się nie zgodził).
                    • villemo86 Re: Mniejsza o to 30.12.10, 14:01
                      Witajsmile
                      Ja dopiero na początku drogi. Jeśli mogę zapytać, to z jakiego powodu było cc? A który szpital wybrałaś do porodu? Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i pozdrawiam
                      • ametyst83 Re: Mniejsza o to 30.12.10, 17:36
                        Na sam koniec porodu okazało się, że mały się źle wstawił (wysokie proste stanie główki) i niestety w takim wypadku może być tylko cc. Wybrałam szpital w Gliwicach choć jest to ode mnie aż ponad 40km, ale ten właśnie poleciła mi pani Kasia O. jak również i położną, z którą mam rodzić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka