Dodaj do ulubionych

co sadzicie o unassisted?

01.01.11, 16:05
wlasnie sie przedstawilam w who is who i tam wyjasnilam pokrotce dlaczego rozwazamy porod bez asysty.

jestem po lekturze wielu stron amerykanskich gdzie sporo kobiet tak rodzi, ale tu w Europie jakos sie bardziej boimy, malo kobiet sie na to decyduje... i nie mam z kim wymieniac watpliwosci itd.

czekam na Wasze opinie, moze po wspolnej burzy mozgow bedzie mi latwiej podjac ostateczna decyzje.

mam nadzieje ze sie tu wypowie m.in. kaakaa i eszmeraldka, obie z wiadomych powodow wink

serdecznie pozdrawiam i zycze wiele dobrego w nowym roku, przede wszystkim spelnienia marzen o porodzie domowym dla wszystkich oczekujacych!
Obserwuj wątek
    • soldie Re: co sadzicie o unassisted? 01.01.11, 17:37
      Witaj na forum smile Twoje wnioski co do szczepień mnie rozbawiły, bo dochodzę tak samo za każdym razem do tego samego smile
      Na unassisted nie zdecydowałabym się, bez wewnętrznego przekonania ( do tej pory takiego nie miałam) a z przebiegu moich porodów wynika, że położna jest mi dość potrzebna i to jakoś tez czułam...niemniej jednak, biorąc pod uwagę istnienie strony duchowej naszego życia, wbrew rozsądkowi i logicznemu myśleniu, jeśli bym miała silne przekonanie o takim porodzie dla mnie,oraz potrzebna wiedzę- to pewnie bym sie zdecydowała...
    • kropkaa Re: co sadzicie o unassisted? 01.01.11, 20:14
      Pierwszy poród - położna przyjechała tuż przed. Gdyby nie to, że byłam sama (mąż wszedł przed położną 30 s.) i bałam się, że jak popękan, to mnie nikt nie zszyje, to bym urodziła. Po porodzie już nie było tak różowo, a nawet było całkiem czerwono, nie wiem, co by było bez położnej. To położna wiedziała, co się święci, zaniosła noworodka do łóżka, a gdy następnie mnie prowadziła do łóżka, uroczo zemdlałam (pierwszy raz w życiu). Na pocieszenie dostałam 4 kroplówki.
      Pomimo to marzyłam i unassisted birth. I udało mi się - za drugim razem dziecię się urodziło, gdy położna do nas jechała (zbyt poźno zadzwoniłam, by nocą zdążyła przedostać się przez zasypane miasto). Miałam absolutny zakaz rodzenia łożyska, bo mąż bał się, co będzie, gdy dostanę krwotoku. Położna przyjechała, a łożysko jak się nie urodziło, tak się nie urodziło. Nawet nie miało najmniejszego zamiaru, cały czas było wysoko i nawet nie zaczęło się odklejać. Ruszanie biodrami, karmienie piersią, siedzenie na stołeczku - nic nie pomagało, a zbliżała się druga godz. od porodu. Pół dawki oxy i w trymiga łożysko wyskoczyło. Gdyby nie było położnej - wolę sobie nie wyobrażać. Szpital, łyżeczkowanie, zaspy za oknem, środek nocy, noworodek + śpiący starszak...
      W samym pierwszym porodzie położna też bardzo pomogła - swoją obecnością, kojącym głosem, prowadzeniem parcia.
      A po porodzie, i pierwszym i drugim, była niezastąpiona. Gdyby jej nie było, cała idea porodu domowego prysnęłaby jak bańka mydlana.
      Pomijam tak przyziemne rzeczy jak wypisanie zaświadczeń do USC, do pracy i całą papierologię.
      • kropkaa Re: co sadzicie o unassisted? 01.01.11, 20:16
        >Pomimo to marzyłam i unassisted birth.
        Pomimo to marzyłam o unassisted birth.
        • joannapoznan Re: co sadzicie o unassisted? 01.01.11, 21:20
          ja tak jak kropkaa miałam przez przypadek unassisted i cieszę się ogromnie, że położna jednak na III fazę dotarła. Nie umiałabym ocenić łożyska, nie założyłabym sobie 4 szewków które okazały się konieczne i przede wszystkim miałam z tyłu głowy myśl, że fachowe wsparcie jest w drodze - mi i mojemu mężowi było to potrzebne i dawało poczucie spokoju.
          • housewife1 Re: co sadzicie o unassisted? 04.01.11, 17:31
            Ja rodziłam całkowicie unassisted, ( nikogo nie było oprócz mnie) nie było to planowane, aczkolwiek intuicja mnie nie zawiodła i przed porodem na ostatnim spotkaniu z połozna poprosiłam o instrukcje "w razie czego", dostałam tez od niej zaciski do pępowiny, reszta jest w wątku z opisami porodów...
            dla mnie przezycie bardzo ok.
            połozna dojechała na III okres porodu, czyli rodzenie łozyska, mąż też.

            Teraz z powodu tego, ze mój kolejny poród morze przebiegac równie szybko jak poprzedni ( 1 h ) , równiez przygotowuje sie psychicznie do tego, ze połozna może nie dojechać. I fizycznie tez będę sie szykowała tak jak poprzednio, poprosze o te zaciski itd...
            Moge rodzic unassisted, nie stresuje mnie ta mysl jakos specjalnie, troche mnie stresuje jedynie to, ze moga byc wtedy moje starsze dzieci w domu ( 8 i 6 lat) i dajmy na to byc akurat w fazie "upierdliwości"
            ale mimo wszystko chciałabym by połozna dojechała przynajmniej na ten 3 okres, chociazby dlatego, ze powinna obejrzeć łozysko i mnie i noworodka. Poza tym powinna pobrac krew do badan maluszka itd... jednak co siła fachowa, to siła fachowa big_grin


            ps. kropkaa- czytałam, ze niektóre kobiety rodzą łozysko nawet po kilku-kilkunastu godzinach od porodu i nie jest to jakims powodem do paniki, jesli tylko nie ma innych niepokojących objawów
            • housewife1 Re: co sadzicie o unassisted? 04.01.11, 17:40
              Tak naprawde to chyba chciałabym rodzic tak na pół unasisted, tzn ja rodze dajmy na to w łazience, za zamkniętymi drzwiami, a położna czuwa na wszelki wypadek obok w pokoju wink i mi nie przeszkadza.
              ale obawiam sie, że to nie byłoby mozliwe, bo jednak ona wtedy jest współodpowiedzialna za poród i pewnie nie zostawiłaby mnie tak bez kontroli

              Po tym ostatnim porodzie stwierdziłam, ze mam naturę zwierzęcia, gdy rodzę chcę być najlepiej całkiem sama, gdzies w ograniczonej przestrzeni- stąd łazienka jako synonim nory wink , skupiam sie maksymalnie na sobie i inni mnie tylko rozpraszają, natomiast tuz po porodzie juz chce miec kogos przy sobie do pomocy.
            • kropkaa Re: co sadzicie o unassisted? 04.01.11, 21:00
              Też czytałam, ale w domu można zdaje się do 2 h czekać. Pewnie kilkanaście minut w tę czy w tę różnicy nie robi, ale u mnie nic by to nie dało. Może kiedyś by się i urodziło, ale ponieważ nic tego nie zwiastowało, położna zdecydowała się działać.
    • lilabe1 Re: co sadzicie o unassisted? 05.01.11, 12:53
      Myślę , że selekcja naturalna jak sama nazwa wskazuje jest zgodna z naturą.
      • kropkaa Re: co sadzicie o unassisted? 05.01.11, 13:38
        Lilabe, bardzo dziękujemy za Twój, jakże cenny, wkład w dyskusję.
        • housewife1 Re: 05.01.11, 14:38
          no, ja akurat zgadzam się z lilabe tongue_out


          tylko nie rozumiem co ma piernik do wiatraka ?
        • gos85 Re: co sadzicie o unassisted? 05.01.11, 14:39
          kropkaa napisała:

          > Lilabe, bardzo dziękujemy za Twój, jakże cenny, wkład w dyskusję

          hehe wink prawda??
          • andalu Re: co sadzicie o unassisted? 05.01.11, 16:13
            dzieki dziewczyny za przedstawienie Waszego punktu widzenia. czesciowo go podzielam zwlaszcza ta polozna obecna PO porodzie, ale czesciowo cos mi mowi ze nie bylaby potrzebna...

            wydaje mi sie ze umialabym ocenic lozysko, troche sie naczytalam/naogladalam na ten temat.... a co do szycia, przy pierwszym porodzie glowka byla dosc dlugo tuz przy wyjsciu (kurcze, zapomnialam jak sie mowi crowning po polsku, isz), a potem na jednym skurczu wyskoczyla glowka razem z reszta ciala. maz mowi ze to byl niezapomniany widok. i teoretycznie przy dziecku wyskakujacym jak korek od szampana, zwlaszcza jesli to pierwszy porod, mozna niezle popekac. a jednak, co ciekawe, peklam tylko troszke, pare szwow. no i tu zaczyna sie najciekawsze: po ok. pol roku rozeszlo sie to co mi zszyli !!! tak ze sie zastanawiam czy w niektorych wypadkach jest w ogole sens szyc...

            w razie czego bym wezwala kogos (gdybym jednak wymagala szycia), musze sie dowiedziec jakie tu jest postepowanie przy nieplanowanym unassisted.

            jeszcze co do lozyska, mi w szpitalu bardzo przeszkadzalo to co robila polozna. mialam urochomione wszystkie mozliwe instynkty, czulam ze wszystko idzie OK, i bardzo mnie wkurzalo to naciskanie na brzuch, i juz powoli sie przymierzaly zeby pociagnac za pepowine i wyciagac lozysko recznie. powiedzialam im grzecznie ze nie ma mowy, wstalam (a one w panice szybko po jakies podklady pobiegly heheh zebym im podlogi nie zachlapala) i jak juz rozlozyly te podklady to sobie lozysko ladnie na nie wypadlo. obejrzalam je razem z polozna, wszystko OK. potem mnie zszyla i to byla ostatnia rzecz jaka przyz mnie zrobili. bylam w szpitalu jeszcze 24h i nikt juz nie sprawdzal (ogladajac), czy wszystko jest dobrze, tylko nastepnego dnia spytali czy uwazam ze krwawienie jest w normie. w zasadzie to jedyne do czego przydala sie polozna to bylo to szycie, ktore jak sie okazalo nie wiadomo czy bylo w ogole potrzebne.

            no nic, zobaczymy jak to pojdzie.

            bede wdzieczna za dalsze uwagi i opinie. mamy jeszcze troche czasu.

            hehe, i tez ewentualnie marzy mi sie polozna ktora by czekala w pokoju obok wink
            • fizula Re: co sadzicie o unassisted? 05.01.11, 18:53
              Jak już pisałam, mój kochany małżonek miał przeczucie pt. :"A co będzie jak położna nie dojedzie?" z tego tytułu, że na ten sam dzień termin miała inna mama planująca swój domowy poród.
              Wybiłam z głowy mojemu mężowi, by z tego tytułu wzywał karetkę, dopóki ja jestem zdrowa, maluch zdrowy, poród przebiega prawidłowo.
              Ja miałam w sobie taki pokój, że poradziłabym sobie (oczekując w każdej sytuacji wsparcia Matki Bożej), choć zastanawiała mnie sytuacja owinięcia pępowiną. Poprosiłam tylko męża, by poczytał sobie o tejże sytuacji owinięcia dziecka pępowiną- wydawało mi się, że samej mogłoby mi trudno ją odpętlić, gdyby dzidziuś okazał się nią owinięty.
              Na szczęście Tosia miała bardzo króciutką pępowinę (z ledwością dosięgała brzucha), ale przecież zdarza się, że dziecko jest nawet kilkakrotnie owinięte. Ta sytuacja wydaje mi się wymagająca pomocy położnej. A może się mylę? Choć częściej przy opętleniu poród jednak może przebiegać wolniej, a więc są mniejsze szanse, że położna nie zdąży. Bardzo ciekawa jestem opinii Kaakii a propos właśnie tej pępowiny- tu m.in. rola położnej wydaje mi się ważna. Jest zapewne więcej takich sytuacji.
              To, że położna jest w drodze, już niedaleko na pewno dodawało mi ducha. Na urodzenie łożyska zdążyła- to też jest bardzo ważny etap porodu wbrew pozorom, zwłaszcza dla rodzącej. Np. przy zbyt dużym krwawieniu położna może podać dożylnie oksytocynę czy inny lek, żeby rodząca np. nie zemdlała.
              • monicus Re: co sadzicie o unassisted? 05.01.11, 19:07
                to ja sie do pytan do kaakii dolacze smile
                jak sie ma podniesiona ilosc plytek krwi do odklejania lozyska? bo ciagle mam, a jak wiadomo ja to juz spakowana i w koszuli czekam na wywóz do szpitala
                • gos85 Kaakaa szybko ;) 05.01.11, 20:46
                  Bo Monicus już wychodzi z tą torbą wink
                  • monicus Re: Kaakaa szybko ;) 05.01.11, 20:49
                    taaa zabookowalam sale operacyjna
                    • kaakaa Monicus - o co idzie? 05.01.11, 20:59
                      Ile masz tych płytek?
                      Jak wyniki innych badań?
                      Czy jakieś niepokojące objawy masz?
                      Jeśli chcesz, to pisz na priv, bo jestem przy kompie.
                      Na temat unassisted się wypowiem ale muszę mieć na to spokojną chwilę.
                      • monicus Re: Monicus - o co idzie? 05.01.11, 22:19
                        ee spoko. ja to sie nie martwie jakos. tak tylko sie zastanawialam czy to nie zmniejsza prawdopodobienstwa wykrwawienia w 3 minuty.
                        jakos tam gorna granica 400 a ja mam 420 czy cos w podobie. pewnie jeszcze sie nie unormowalo po przejsciach.

                        • kaakaa Re: Monicus - o co idzie? 06.01.11, 00:20
                          Monicus, oczywiście, normy są zależne od laboratorium, więc jak Ci na wydruku podali, że mają normę do 400 to się upierać nie będę ale w niektórych miejscach podają, że do 450. Tak czy inaczej, wynik 420 nie powinien wprawiać w przerażenie i raczej, w istocie, zmniejsza prawdopodobieństwo wykrwawienia się w 3 minuty w porównaniu z osobą, która ma płytki w dolnych granicach normy, czy poniżej.
                          Tylko miej litość nade mną i nie pisz enigmatycznie o jakiś przejściach - o co znowu chodzi??? Ja nie w temacie sad
    • kaakaa Re: co sadzicie o unassisted? 11.01.11, 16:16
      No, dobra, obiecałam, że się wypowiem, to pora by coś wyklepać...
      Na temat unassisted mam sporo różnych przemyśleń. Jako dyplomowanej położnej nie wypada mi nawet być za takim rozwiązaniem, bo oznaczałoby to deprecjonowanie mojego zawodu wink Ale to tak żartem...
      Problem nie jest wcale taki oczywisty. Jestem w stanie zrozumieć, że są kobiety w skomplikowanej sytuacji (z różnych względów), które nie chcą rodzić w szpitalu a w domu z fachowym wsparciem z jakiś względów nie bardzo mogą (brak położnych domowych działających na danym terenie, brak pieniędzy itp.). Jeśli taka osoba, po rozważeniu różnych "za" i "przeciw" świadomie decyduje się na unassisted, to chyba nie miałabym odwagi powiedzieć jej, że to głupia/zła/nieodpowiedzialna decyzja. Przypuszczam jednak, że to w każdym wypadku decyzja bardzo trudna.
      Choć daleka jestem od straszenia komplikacjami (i straszący specjaliści bardzo mnie irytują), to uważam, że trzeba być świadomym, że w czasie porodu - nawet całkowicie fizjologicznego - mogą się jednak przytrafić różne niebezpieczne sytuacje i wtedy obecność siły fachowej może być bardzo przydatna. Ja sama doświadczyłam porodu bez asysty. Nie było to zaplanowane, tylko tak wyszło. Sam poród był cudowny - 100% natura, bardzo spokojny, łatwy. Po porodzie położna jednak bardzo się przydała - pobrała krew do badań (mam Rh-)pomogła w urodzeniu łożyska, naprawiła pęknięcie, wystawiła potrzebne dokumenty. Myślałam sobie po tamtym porodzie, że może bez asysty jest łatwiej urodzić, że przy następnej okazji poproszę położną, żeby pozwoliła mi urodzić samej (np. żeby poczekała w innym pomieszczeniu). I co? I kicha! Przy kolejnym porodzie czułam się nieporównywalnie gorzej - byłam szczęśliwa, że położna zdążyła przybyć 15 minut przed finałem. Niby nic się nie działo ale poród był ciężki (fizycznie i psychicznie) i bardzo się cieszyłam, że ma mnie kto wspomóc, bo były takie momenty, gdy miałam głębokie przekonanie, że coś idzie nie tak jak powinno. Do tego łożysko urodziło się "z osobliwościami" i mimo pewnego własnego doświadczenia mogłabym mieć trudności z oceną jego kompletności.
      Podsumowując - nie rezygnowałabym tak łatwo z obecności położnej przy porodzie.
      • kropkaa Re: co sadzicie o unassisted? 12.01.11, 00:06
        Dialog z drugiego porodu.
        Położna jedzie, a ja na nią czekam. Rodząc oczywiściewink
        - Żeby ta I. już przyjechała - marzę.
        - A pamiętasz jak mówiłaś, że chcesz rodzić bez położnej?
        - Boże, jaka ja byłam głupia, jaka ja byłam głupia!!! Jak można być tak głupim, żeby chcieć anesajd (tak mi się skróciło, bo właśnie nadszedł skurcz partysmile)?!
        Po chwili mąż zmierzył czas miedzy skurczami, wyszła niecała minuta, przerażony zadzwonił poinformować o tym odkryciu położną w drodze, a za chwilę zadzwonił ponownie poinformować, że dziecię już z nami jestsmile W trójkę doczekaliśmy się przyjazdu naszego Aniołasmile A zima była taka, że zaspy po kolana - w ciągu niedzielnego wieczoru tak napadało, że położna, w środku nocy, jadąc po nieodśnieżonych połaciach nie wiedziała czy to jeszcze droga...
        • andalu Re: co sadzicie o unassisted? 15.01.11, 18:56
          bardzo dziekuje za opinie i anegdoty.

          nadal nie powzielismy zadnej decyzji, za to na razie sama ciaza jest bardzo unassisted, tak jakos wyszlo.

          moj maz o dziwo jest bardzo za UP i UC nagle, mimo ze jak pierwszy raz mu wspomnialam o takiej mozliwosci, prawie sie na mnie obrazil, hehe, ze nieodpowiedzialna matka jestem, a jak troche pogadalismy to nagle zmienil zdanie.

          bede was informowac o postepach decyzyjnych.

          naprawde bardzo dziekuje za wasze odpowiedzi smile i pozdrawiam!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka