Jako, że to mój pierwszy "merytoryczny" post na forum, witam się serdecznie

I od razu proszę o pomoc
Jestem w 32 tygodniu pierwszej ciąży - na USG kilka dni temu okazało się, że Mały siedzi sobie wygodnie na pupie (nogi wzdłuż ciała). Wiem, że teoretycznie ma jeszcze kilka tygodni na fikołka, ale jego postawa i tak mnie troszkę stresuje.
Stąd pytania:
1) jak mogę mu pomóc zmienić pozycję (na ten temat widziałam na forum kilka wątków, z którymi się zapoznałam, szczególnie zależy mi na informacji co u Was pomogło).
Na razie:
- leżę sobie na wznak z poduszkami pod miednicą;
- spędzam po 20 minut w pozycji na czworakach z miednicą wyżej
- przykładam zimne rzeczy do dna miednicy (podsunęła mi to położna na szkole rodzenia - podobno dzieci uciekają głową z zimnych miejsc)
- głaszczę Małego od główki w dół z tej strony brzucha, gdzie kopie
- no i świecę latarką
Ale robię to wszystko od dwóch dni, więc nie wiem jeszcze na co najbardziej reaguje - chyba próbował się przestawić poprzecznie od głaskania, ale szybko się znudził..
2) Jeśli nie fiknie (ani nie da się obrócić - w sumie nie wiem jeszcze co myślę o obrocie zewn.) i z porodu domowego nici, chciałabym i tak spróbować rodzić SN (moja domowa położna jest z Żelaznej, więc najpewniej tam) - czy któraś z Was wie może jak wygląda kwalifikacja do porodu SN pierworódki w takiej sytuacji? Pomysł cesarki to dla mnie ostateczna ostateczność..
3) Jak wygląda szpitalny poród pośladkowy? Od położnej na szkole usłyszałam tylko, że koniecznie prowadzi go lekarz i że generalnie jest to bardziej niebezpieczne rozwiązanie.
Czy lekarz (na Żelaznej) oznacza, że ja sobie rodzę, a on to monitoruje, czy jakoś bardziej aktywnie się wtrąca? Czy obecność lekarza oznacza łóżko porodowe na II etapie, częstsze KTG i inne tego rodzaju atrakcje?
Z góry Wam bardzo dziękuję, zwłaszcza za cierpliwość wobec pytań "na wyrost" i proszę otrzymanie kciuków, żeby jednak fiknął..