Witam. Od bardzo dawno poczytuje Wasze forum i marze o porodzie domowym. Na porod domowy bylam zdecydowana 4 lata temu rodzac pierwsza corke (rodzilam w uk, wiec pd na nfz bez wiekszych problemow). Niestety w 36tc polozna odradzila mi pd. Dziecko wg poloznej bardzo duze, wyslala mnie na usg gdzie wielkosc dziecka sie potwierdzila (w koncu corka taka duza sie nie urodzila-4200), gbs w wymazie, do tego mieszkalismy na 3pt w kamiennicy o bardzo kretych i waskich schodach...polozna powiedzia, ze na pierwsze dziecko to duzo ryzyko i problem czysto fizyczny, bo w razie w koniecznosci beda mieli mega problem wyniesc z domu...uwierzylam jej i urodzilam w szpitalu. Nie bylo najgorzej, pojechalam o 2 rano z regularnymi skurczami (zmuszona przez moja przerazona mame, ktora i mojego meza spanikowala-i Ty Brutusie...

), przy przekroczeniu ip poprosilam, zeby wypuscili mnie do domu, skurcze mi odeszly no i po zbadaniu wyszlo 1cm rozwarcia, silne ale b. nieregularne skurcze, po ok 1-2h badania (ktg, mocz, cisnienie) puscili nas do domu z tekstem, ze to jeszcze nie porod. 2h pozniej wrocilam z pelnym rozwarciem (jak tylko wrocilam do domu wrocily mega skurcze). Wody mi nie odeszly, nie zgodzilam sie na przebicie pecherza, po 3h parcia wymieklam, polozna przebila pecherz i chwile pozniej mialam corke. Ponownie jestem w 36tc (termin na 14.05) i znow pietrza mi sie problemy. Na wizycie w czwartek wyszlo mi bialko w moczu + wynik hemoglobiny 10.5 z 34tc. Polozna wyslala mocz na posiew, pobrala krew na Fe i mam wizyte za tydz i jesli wyniki beda ok mam zielone swiatlo i zostawi sprzet do porodu u mnie, jesli nie szpital

. Oprocz wynikow (ktore moim zdaniem nie sa jednak zle) mam maly problem 'organizacyjny', do porodu przyjezdza polozna, ktora jest ''pod telefonem'' nie wybrana, tylko akurat ta, ktora ma dyzur wiec jest szansa, ze to nie bedzie moja polozna (sa 4 polozne) i szczerze mowiac to mi nie przeszkadza, poniezwaz moja uprawia 'technike spychajaca': na rutynowych badaniach jak maszynka robi swoje a na kazde pytanie, kazda komplikacje czy watpliwosc odsyla do lekarza rodzinnego, wiec co do jej kompetencji poza badaniem pulsu i moczu moge miec pewne watpliwosci. Tak, czytam Was i wiem, ze porody bez poloznej sie udaja, no ale teraz maz. Bardzo mnie wspiera w decyzji o porodzie domowym, ale nic nie wie

Prosilam go o doksztalcenie, podrzucalam ksiazki, artykuly i filmy i nic . Jest kompletnym 'betonem' jesli cos nie dotyczy informatyki czy mechaniki

Przy pierwszej corce ukladalismy plan porodowy razem tzn. ja mowilam co chce, tlumaczylam mu co to jest itd, zadawal pytania i ''rozumial''. Jak trafilismy na sale porodowa, ja w pelnym rozwarciu tlumaczylam mu co to jest przebijanie pecherza, jak to sie robi i dlaczego tego nie chce...on zapomnial i sie mnie wypytywal...wiec podczas porodu skonczylam bawiac sie w tlumacza (z ang na pl) dla mojej mamy, ktora probowala wymusic na mnie techniki rodem z prl i tlumaczac mezowi podstawowe terminy medyczne i ich za/przeciw. Na pytanie co zrobi jak polozna nie dojedzie stwierdzil, ze widzial jak polozna przyjmowala corke i bez problemu to zrobi. I co z takim fantem zrobic? Ja za bardzo racjonalnie nie mysle, bo jestem zdesperowana na pd, ale...