Strasznie poklocilam sie z moja mama lekarka, ktora od kilku dni codziennie opowiada mi jakies okrutne historie porodowe. Jakbym nie miala wystarczajaco wlasnych obaw. Wczoraj poszlo naprawde na noze.
*Po pierwsze nazwala moja polozna znachorka - bo w koncu nie jest lekarzem, a tylko lekarze znaja sie na ciazy i porodach... Bo oczywiscie ciaza to choroba.
*Potem opowiadala mi o kobiecie, ktora chciala rodzic naturalnie i tak ja porozrywalo, ze miala 40 szwow (mama poleca mi cesarke, nawet powiedziala, ze mi za nia zaplaci w prywatnej klinice). Na moja odpowiedz, ze wlasnie kupuje do cwiczen balonik Epi-No i robie masaze znowu uslyszalam o ciemnym ludzie i znachorskich metodach
*Ale juz zupelnie przesadzila mowiac, ze moje dziecko na pewno bedzie niedotlenione i do konca zycia bede miala w domu warzywo. W ogole nie wiem jak mama mogla mi cos takiego powiedziec, na razie sie do niej nie odzywam!!
Ale jak juz sie kiedys odezwe, to jak to jest z tymi naglymi spadkami tetna i koniecznosci zrobienia cesarki w 5 min? Z tego co ja zrozumialam, to jesli dziecko jest poowijane pepowina, spadki tetna pojawiaja sie juz o wiele wczesniej i wtedy polozna odsyla rodzaca do szpitala, zeby podlaczyc ja na wszelki wypadek do KTG. Ale moja mama nalega, ze wszystko moze byc calkowicie OK, a potem zupelnie nagle moze sie zatrzymac tetno dziecku i tylko operacja w ciagu 5 min moze uratowac mu zycie. Wiem tez, ze bardzo czesto spadki tetna powodowane sa okrytocyna, zzo i innymi zabiegami medycznymi, ale chcialabym sie dowiedziec jak to wyglada w sytuacji porodu naturalnego, bo domyslam sie, ze istnieje jednak ryzyko, ze cos moze byc nie tak.
Jak to tak naprawde jest? Gdzie moge cos wiecej na ten temat poczytac? Juz sama nie wiem co mam robic, niby jestem i chcialabym byc bardzo blisko z mama, zawsze byla bardzo otwarta i fajna, ale ostatnio tylko rozmawia z kolezankami ginekologami i jej glowna pasja stalo sie opowiadanie o mozliwych komplikacjach i problemach - jak tak dalej pojdzie to jeszcze przed porodem trafie do psychiatryka i mama bedzie triumfowala, ze jednak urodzilam w szpitalu (co prawda psychiatrycznym, ale szpital to przeciez szpital)..
Te wszystkie teorie i strasznie historie nie pochodza od mojej mamy tylko jej kolezanek ginekologow. Na poczatku mama byla bardzo pozytywnie nastawiona do mojej poloznej i porodu domowego, ale im wiecej drazy ten temat tym staje sie bardziej nie do zniesienia