Porody szpitalne

07.05.08, 09:55
Od ubiegłego poniedziałku jestem na praktykach na oddziale porodowym w jednym
z warszawskich szpitali położniczych. Jestem w szoku! I to bynajmniej nie
pozytywnym. Oksytocyna i ciągły monitoring KTG prawie przy każdym porodzie.
Nawodnienie dożylne przy każdym. Nacinanie - rutynowo przy każdym porodzie,
także u wieloródek. 50% cesarek, wskazania - bliźnięta, duże dziecko (np.
3900g), stan po cc. Wg regulaminu dziecko po urodzeniu trafia na brzuch mamy
na pół godziny - w praktyce nie widziałam dłużej niż 5 minut. Potem zabierają
i nawet nikt nie raczy mamie przekazać, czy wszystko z dzieckiem jest OK. A
wczoraj byłam świadkiem jak lekarz "za karę" nie pozwolił kobiecie iść do
toalety tylko kazał korzystać z basenu.
No i te komunikaty personelu: "Doktorze, czy pierwsze łóżko pan już badał?". I
100% intymności - wiecznie pootwierane drzwi i tłumy przewalające się nad
rodzącymi.
Horror, po prostu.
Podziwiam wszystkie kobiety i ich dzieci, które przez to przeszły.
Utwierdziłam się w przekonaniu, że w szpitalu prędzej bym umarła niż urodziła.
    • lessing Re: Porody szpitalne 07.05.08, 10:13
      No ale na szczęście coraz głośniej o alternatywnych naturalnych
      porodach! ja szerzę wiedzę wszem i wobec i przyznaję, ze zdumiona
      jestem, że nawet wiele dziewczyn z mojej branży tuż przed porodem,
      wie tak niewiele na ten temat.
      I tak sobie myślę, ze to wina szkół rodzenia, które wychowują
      grzeczne pacjentki, akobiety jak już zrobią kurs rodzenia maja
      poczucie że są dobrze przygotowane!
      A tak z osobistej ciekawości a leżenie i łyżeczkowanie też w
      standardzie?
      • 987ania Re: Porody szpitalne 07.05.08, 12:09
        Oj to samo przeżywałam w czasie praktyk na położnictwie. Miałam gorszą depresję
        od tych mam, bo one nawet nie wiedziały, że można inaczej. A gdzie masz te
        praktyki? Teraz robisz licencjat czy mgr?
    • hab_ek Re: Porody szpitalne 07.05.08, 14:13
      a ja cały czas słyszę opinie, że 'jesteś wariatka' rodząc w domu i czy może
      znormalniałam przed kolejnym porodem... nie - jestem normalna - rodzę w DOMU !!!
      • jola-kropek Re: Porody szpitalne 07.05.08, 16:33
        nie wyobrazam sobie rodzic w szpitalu po tym jak juz raz urodzilam w
        domu. nie zebym po szpitalu miala jakos wielka traume, ale w domu
        bylo 10000000000000000000000 razy lepiej... nigdy nie zapomne teego
        uniesienia nad ranem smile
        • juleg Re: Porody szpitalne 07.05.08, 17:18
          kiedy to się skończy? Za 20lat?
          • hab_ek Re: Porody szpitalne 07.05.08, 21:10
            skończy się wtedy kiedy się pojawi kolejne pokolenie położnych i lekarzy którzy
            nie będą chcieli / albo po prostu nie będą robili tak żeby kobieta miała źle...
            kiedy będą chcieli żeby było "jak w domu"
            wszystko zależy od ludzi
    • monicus Re: Porody szpitalne 07.05.08, 21:57
      a was co ucza o ciazy po cc, po 2cc? bo wiesz - sa takie co to dla nich wazne smile
      • silije.amj Re: Porody szpitalne 08.05.08, 00:13
        Kaakaa ja ciebie podziwiam że dajesz radę z tymi praktykami, aby za jakiś czas
        być prawdziwym samodzielnym wsparciem rodzących. Ja konieczność wypełniania
        poleceń, z którymi się nie zgadzam chyba nerwicą bym przypłaciła.
    • kaakaa Re: Porody szpitalne 08.05.08, 00:55
      Odpowiadam hurtowo:
      *leżenie jest w standardzie, bo w związku z oksytocyną prawie wszystkie porody
      są stale monitorowane; uczciwie dodam, że wypuszczają do toalety i pozwalają
      trochę postać albo się pokiwać na piłce ale na uwięzi KTG. II okres w zasadzie
      wyłącznie w pozycji "półleżącej", czyli parcie pod górkę.
      * łyżeczkowania w standardzie nie ma - tylko w przypadku niekompletnego łożyska,
      co niestety dość często się zdarza bo personelowi się spieszy - sama musiałam
      ciągnąć za pępowinę (brrr) na szczęście akurat to łożysko urodziło się kompletne.
      * robię licencjat i magistra robić nie zamierzam, bo mam już z innego zakresu,
      to nie mam parcia smile
      * gdzie mam te praktyki, to mogę najwyżej na priva powiedzieć, bo czort wie, kto
      to nasze forum czyta...
      * kiedy to się skończy? Jak kobiety będą pozwalały to ze sobą robić, to nie
      skończy się nigdy, bo personelowi jest tak po prostu wygodniej - co personel
      przyznaje wprost sad
      * co nas uczą po cc - jeszcze nic, bo dopiero I rok kończę. Ale, przyznam
      uczciwie, że teoretycznie, to nas głównie dość mądrze uczą. Dopiero na
      praktykach następuje zderzenie z brutalną rzeczywistością sali porodowej tudzież
      innych oddziałów. W aktualnej literaturze przedmiotu trynd jest taki, żeby po cc
      próbować porodu siłami natury jeśli w kolejnej ciąży nie ma wskazań do cc.
      * w sprawie nerwicy - tylko tyle wam powiem, że "mój" pierwszy poród szpitalny
      przeżyłam chyba bardziej niż swoje trzy domowe razem wzięte. Aż zasłabłam przy
      szyciu krocza, chociaż wrażliwa na "widoki" nie jestem, więc inny jakiś czynnik
      musiał zadziałać.
      • monicus Re: Porody szpitalne 08.05.08, 08:19
        a mozez do mnie na monicus malpa post.pl napisac? bo mam pytaniasmile
        • alexkieszek kaakaa i ja poproszę namiary na pirva do Ciebie 08.05.08, 09:02
          bo na 70% wiem który to szpital... niestety miałam przyjemność w nim rodzić i
          nigdy więcej... i mam kilka pytań także
          • kaakaa Pisz na gazetowy n/t 08.05.08, 19:17
    • zielone.jabluszko.4 Re: Porody szpitalne 08.05.08, 13:32
      Hej, dziwczyny, nie wolno się tak nakręcać. Poród domowy ok, ale czasem trzeba w
      szpitalu i nie ma rady. Po co straszyć te, które będa musiały rodzić? Czy nie
      lepiej podać nazwy szpitala którego nie polecasz oszczędzając szczegółów o sobie
      (że jesteś tą praktykantką itp) zebyś nie musiała się obawiać że ktoś cię
      bedziez za to szykanował? Czy w ten sposób nie przysłużyłabyś się nam tu na
      forum bardziej niż strasząć "jednym z warszawskich szpitali położniczych"? Jaki
      właściwie masz cel pisząc tego posta? Bo ja tego nie rozumiem, przecież teraz
      każda dziwczyna z warszawy któa to czyta, zaczyna się zastanawiać i oczywiście
      panikować "że może to TEN szpital w którym ja rodzę".
      Ja myślę, że może być bardzo różnie, zależnie od tego na kogo się trafi nie
      tylko w określonym szpitalu ale dniu i zmianie.
      Można przecież wybrać lekarza, położną, szpital, przyjść na oddział z
      przygotowanym wcześniej oświadczeniem woli na co się nie zgadzam - poparte
      odpowiednim paragrafem i opatrzone podpisem. Nie wyobrażam sobie, żeby
      ktokolwiek to zakwestionował.
      Dużo można, dużo więcej niż tylko siać histerię i panikę.
      Jak długo znasz ten szpital, żeby wiedzieć ile procent pacjentów jest
      poddawanych określonym zabiegom?
      Licz się z tym, że sama dysponujesz mimo wszystko bardzo wycinkowym oglądem tej
      rzeczywistości.
      Poród domowy to pewien luksus ale też łut szczęścia. Szpital wielu osobom ratuje
      życie a Ty przedstawiasz to miejsce jako miejsce tortur i rzeźnickich praktyk na
      szkodę pacjentek i ich dzieci...
      • alexkieszek Re: Porody szpitalne 08.05.08, 14:05
        Zielone jabłuszko, jak widzę nie udzielasz się tu mocno... a takich postów z
        podanymi danymi szpitala przydałoby się więcej... bo może to coś zmieni... może
        faktycznie osoby które tam pracują w końcu otworzą oczy na pewne rzeczy...

        nikt się nie nakręca jedynie krytykujemy takie praktyki. Owszem poród w domu to
        luksus, ale nie powinno tak być. Powinnyśmy iść do szpitala pełne nadziei a nie
        obaw, powinnyśmy dostawać do podpisania czytelne druki na co się zgadzamy a na
        co nie... nie powinna nas przyjmować obrażona na cały świat położna, która robi
        awanturę że nie chcesz lewatywy. Powinni się pytać czy podajemy oxy, dokładnie
        informując co może się zdarzyć czy jeszcze poczekamy aż się akcja rozwinie..
        drzwi powinny być zamnięte i powinnyśmy móc przyjmować takie pozycje w jakich
        nam wygodnie!!!!!!!!!!!!!!

        Nie wiem czy jesteś już po porodzie i jakie masz wspomnienia... ja rodziłam 4
        godziny ale nigdy więcej moja noga w szpitalu bródnowskim na porodówce nie
        postanie... chociaż miałam opłaconą położną, chociaż moja teściowa tam
        pracuje...... mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tam rodzić i tyle... i
        mocno podejrzewam że szpital o którym mowa w tym wątku to właśnie bródnowski
        • malwus Re: Porody szpitalne 08.05.08, 14:47
          ja zaliczyłam drugi poród w bródnowskim. Bez żadnych znajomości i
          opłaconych położnych. Za każdym razem zaliczałam dwie zmiany
          położnych. Proponowano lewatywę. Smiało można było odmówić. Drzwi od
          sali porodowej były zawsze zamykane.Tłumy mnie więc nie oglądały.
          Pod ktg byłam tylko na samym początku. Potem mogłam robić cuda
          wianki. Laziłam, na pilce skakałam, po korytarzu
          paradowalam .Swobodnie korzystalam z toalety. Mimo tłumu na
          porodówce nikt mnie nie przyspieszał . Jechałam na tzw. naturalnej
          akcji skurczowej (od 23 do 9.40 jak mi odeszły wody).Potem niestety
          podłączono mnie pod oksy ale nie pod ktg (tylko na chwilę tak
          kontrolnie)szyjka nie chcała puścic do samego konca. Mogłam
          przyjmowac wszelkie pozycje. Zaczęło piorunsko bolec wiec zlazłam z
          pilki i przy niej przykucnełam i tak sie kołysałam. Położna jeszcze
          sama zaproponowała zebym przy skurczu siadala na pięty i próbowala
          przec. W takiej pozycji równiez co jakis czas bylam badana. Fakt na
          samo parcie wskakuje sie na fotel. Połozna chciała ochronic krocze
          ale po konsultacji ciachnęla bo dzieciak był spory.Poprzedni poród
          był w całości pędzony na oksy bo wody odeszły a skurczy zero.Od razu
          zaproponowano mi zzo,z którego po dwóch godzinach skorzystałam bo
          myslałam ze z bólu odlecę.

          Owszem wiele jeszcze można zmienić. Ja sama marzyłam o porodzie
          domowym (dlatego Was podczytywałam).Niestety córa się mocno
          przeterminowała.Ale jak na standardy szpitalne byłam normalnie
          potraktowana. A może miałam po prostu farta?
          • monicus Re: Porody szpitalne 08.05.08, 14:57
            chyba mialas farta, bo od tamtejszej poloznej wiem ze jest tam strasznie i
            niereformowalnie. a polozne ktore chca dla kobiet dobrze (naprawde) sa tepione
            • alexkieszek to miałaś ogromnego farta 08.05.08, 15:50
              ja wyszłam z domu ze skórczami co minutę, w szpitalu miałam co 6 a potem po
              kłótni z położną od lewatywy co 10 i na dzień dobry dostałam coś na szyjkę,
              "coś" na skurcze, zaraz potem ZZO, podpięcie do ktg... znów to coś na skurcze,
              na koniec nacięto mi krocze, rzucono dziecko na brzuch, zabrano i zostawiono
              mnie "rozkraczoną" na fotelu, nawet nie dostałam prześcieradła żeby się przykryć
              sad po szyciu przylazła salowa i zaczęła myć podłogę przy mnie bo ma zmianę jak
              poprosiłam o coś do przykrycia to ciężko obrażona poszła po kawałek szmaty....
              po godzinie doczekałam się dziecka i dowiedziałam się, że z takimi piersiami to
              nie pokarmię sad... i nie jestem jedyna która tak została potraktowana.... może
              inaczej inaczej potraktowanych jest na prawdę mało...
              miałam zarezerwowaną salę z prysznicem ale nie pozwolono mi w niej rodzić bo w
              razie cc pani doktor będzie za daleko (????) i cały czas miałam otwarte drzwi i
              zapalone wszystkie światła
              • monicus Re: to miałaś ogromnego farta 08.05.08, 16:01
                super. az sie chce rodzic.
                ja pamietam z poprzedniego szpitala porodowke z otwartymi na osciez drzwiami i
                dwoma lozkami. szlo sie do poloznej do kanciapy i mozna sobie bylo popatrzec na
                wszystko.
                • jola-kropek Re: to miałaś ogromnego farta 08.05.08, 16:25
                  dziewczyny, przerazacie mnie... ja zaliczylam pierwszy porod w
                  szpitalu, ale w porownaniu z waszymi opisami to mialam niebo na
                  ziemi. swoj pokoj, swoja lazienke... tyle ze oxy i monitoring... ale
                  jak sie uparlam to dostalam bezprzewodowy i siedzialam z nim godzine
                  pod prysznicem... no i jedna z polonych zgasila mi w pewnym momencie
                  swiatla... gdyby nie glupie decyzje lekarza, ktoremu sie spieszylo
                  do domu (stad przebite wody, oxytocyna no i w koncu epidural a co
                  sie z nim wiaze rodzenie pod gorke) moglo to byc naprawde fajne
                  przezycie... tyle, ze jakas taka niezorietowana w temacie bylam...
                  szkoda ze takiej Siljie wtedy nie znalam i nie wiedzialam ze takowe
                  istnieja... smile
      • kropkaa Re: Porody szpitalne 08.05.08, 22:35
        Osobiście nie wyobrażam sobie rodzenia w szpitalu (po porodzie w
        domu) ale mam świadomość, że po prostu miałam szczęście. Bo
        nierzadko jest tak, że ktoś bardzo chce, ale np. dziecko się nie
        odwróci i z planów nici. Albo coś innego stanie na przeszkodzie, o
        czym świadczą posty dziewczyn, które w domu bardzo chciały urodzić.
        Nie jestem też jakąś szaloną propagatorką porodów w domu w praktyce,
        choć mentalnie jestem, bo wiem, że to jest taka dziedzina, której
        nie wolno polecać. Z tym, że mam takie zdanie - w szpitalu powinno
        być tak, jak w domu. Byłoby i lepiej, i taniej, i szczęśliwiej. I
        naprawdę nic się nie stanie, jak kobiety będą wiedzieć jaki może być
        poród, a jaki nie powinien. A tego od lekarza pompującego wiadrami
        oxy w żyłę się nikt nie dowie.
        • oldzinka Re: Porody szpitalne 11.05.08, 14:13
          Słuchajcie, ja zgadzam się z tym, że rodzenie w domu jest wspaniałą
          rzeczą i życzę wszystkim kobietom, które tego pragną aby im się
          udało. Ale uważam, że szkodliwe jest demonizowanie tego co się
          dzieje w szpitalu. Wiem, że te wszystkie procedury szpitalne są
          niepotrzebne, dyktowane głównie wygodą personelu a nie dobrem
          rodzącej, ale nie ma co się nakręcać. Z mojego punktu widzenia
          wygląda to tak, że gdybym o tym wszystkim nie wiedziała, to może
          leżąc przypięta na łóżku porodowym nie myślałabym tylko o tym
          dlaczego nie mogę urodzić w zgodzie z naturą. Dlaczego oni mi to
          robią, dlaczego nikt mnie nie słucha. Może skupiłabym się na
          oddychaniu i dotlenianiu maleństwa zamiast na blokujących głowę
          myślach o szkodliwości wymuszonego parcia pod górkę.
          Chodzi mi o to, że naprawdę niewiele kobiet ma szanse urodzić tak
          jakby chciały a demonizowanie tego co się dzieje w szpitalu może
          tylko pogorszyć i tak ciężki poród. W końcu chyba lepiej jest
          urodzić w szpitalu, niż urodzić w szpitalu i mieć z tego powodu
          traumę.
          • kaakaa Re: Porody szpitalne 11.05.08, 16:33
            Trudno się z Tobą nie zgodzić, z jednej strony, ale...
            Nie we wszystkich szpitalach jest równie okropnie. Są miejsca, gdzie można
            urodzić w szpitalu w zgodzie z naturą. W Pucku, jeśli nie ma wskazań, to nawet
            wenflonu nie zakładają.
            Jeśli kobiety nie będą wiedziały, że może być inaczej, to obecna, wygodna dla
            personelu, sytuacja nigdy się nie zmieni. Jasne, że można żyć w błogiej
            nieświadomości i traktować poród szpitalny, z wszystkimi jego "atrakcjami" jak
            zło konieczne, które trzeba przeżyć a potem zapomnieć. Ja jednak jestem zdania,
            że każda mama i każde dziecko zasługuje na piękny poród, który będzie dla nich
            wspaniałym wspomnieniem.
            • fizula Re: Porody szpitalne 13.05.08, 10:54
              Co prawda nie miałam teraz porodu, ale kilka dni temu miałam
              operację na ginekologii, gdzie Ci sami lekarze, schematy działania.
              Nasunęła mi się jedna główna myśl: odpowiedzialność zbiorowa
              lekarzy=zero odpowiedzialności.
              Jak może być dobrze w tej działce medycyny, skoro nikt tu nie bierze
              odpowiedzialności, bo:
              *kto inny bada przy przyjmowaniu na oddział;
              *kto inny bada przed operacją;
              *kto inny robi operację;
              *kto inny wypisuje do domu;
              Podobnie jest podczas rodzenia (wiem, bo tam rodziłam najstarszą
              pociechę oraz z opowieści innych mam tam rodzących). W końcu końców
              w razie problemów, to nie wiadomo, kto tu "zawinił", przegapił,
              spartaczył.

              > Nie we wszystkich szpitalach jest równie okropnie.

              Mi to chyba nawet nie przeszkadzają najbardziej w szpitalnym
              porodzie te zmedykalizowane atrakcje, ale brak intymności, kontaktu
              z jedną wybraną odpowiedzialną osobą z opieki medycznej, a nie przez
              przekrój szpitala.
    • asiunia007 Re: Porody szpitalne 14.05.08, 16:18
      Ja również uważam, ze trzeba o takich rzeczach pisać bo inaczej nic
      się nie zmieni. To nie jest straszenie. Ja swojego pierwszego porodu
      nie wspominam jakoś fatalnie ale drugi raz nie mam ochoty tego
      przezywać i już. Im dłuzej myśle o pierwszym porodzie tym bardziej
      utwierdzam się w przekonaniu, ze jakaś zamroczona chyba byłam przy
      pierwszym porodzie, teraz już bym tak się nie dała traktować. Jak
      wspomniałam nie było tragicznie ale... pytanie na wstępie "ogolona
      Pani jest? mam sprawdzić? potem lewatywa (akurat chciałam) ale i tak
      nikt mnie nie pytał. Potem to ciągłe ktg, które notabene pokazywało
      jak to ujęła położna "marne skurcze" tylko jakimś dziwnym trafem te
      marne skurcze przez dwie godziny spowodowały 7 cm. Po tych 7 cm
      niewiadomo po jaką cholere podano mi oksy a potem jeszcze "ręcznie"
      doprawiono rozwarcie, wszedł lekarz i "ni z gruszki ni z pietruszki"
      nacisął mi na brzuch (ale tu to akurat sie zbuntowałam i go
      walnęłam). Fakt od 7 cm do pełnego rozwarcia "dzięki" tym zabiegom
      poszlo bardzo szybko (jakieś pół godziny) za to obowiązkowe
      nacięcie, którego skutki odczuwałam przez rok Bleeeeee niegdy więcej
      teraz rodzę w domu i już wink
Pełna wersja