Dodaj do ulubionych

2 lata temu

18.01.09, 08:53
W piątek nasze dziecię obchodziło (już) drugie urodziny. Poza
standardowym "kiedy to zleciało" zastanawiałam się, co nam dał poród
domowy. Oczywiście w miarę upływu czasu o samym porodzie coraz
rzadziej myślę, ale od czasu do czasu do tematu sobie wracamy.
Na rozwój dziecka jako taki (padło tu kiedyś takie pytanie) wpływu
nie potrafię ocenić, bo to chyba zagadnienie bardziej złożone, ale
niewątpliwie jako noworodek i młodsze niemowlę to był sam spokój.
Bez płaczu, nerwów, problemów ze spaniem, kolkami etc. upływał nam
czas. Zadowolona, z pękatym brzuszkiem - wszystko nie zdołało się
ulaćwink, pogodna, wtedy myśleliśmy, że najśliczniejsza na świecie -
czas i dokumentacja w postaci zdjęć lekko zmienił naszą opinięwink -
bezproblemowo przeszły nam pierwsze miesiące, które czasem sielanką
nie są.
Teraz mi się wydaje, że cudowną konsekwencją porodu domowego jest
fakt bycia od razu w domu. Dziecko się rodzi, jest cisza, spokój,
rodzice, pierś, za jakiś czas odespanie trudów. Nikt nie przerzuca
ze stołu na stół, nie przechodzi z rąk do rąk, od lampy do lampy.
Matka jest u siebie w łóżku, oszczędzone są jej atrakcje typu
pobudka o 4, bo położna kąpie dziecko, noworodek nie jest budzony z
powodu obchodu czy n-tego sprawdzania wagi w ciągu drugiego dnia.
Przyznam, że dla mnie to był szok, gdy koleżanka wyszła ze szpitala
po 10 dniach i zaczynali z dzieckiem uczyć się siebie... Po prawie
dwóch tygodniach to ja nie pamiętałam, że kiedyś w domu nie było
tego małego człowieczkasmile
Jeszcze jedną konsekwencją porodu domowego, wg mnie, jest brak
ślepej wiary w to, co powie pan/pani doktor. Dla mnie lekarz, to
lekarz, człowiek, jak człowiek, zawód, jak zawód. Czasem racje ma i
coś mądrego powie, ale czasem, to mi się gęby otwierać nie chce, by
dyskutować. Bynajmniej żadnym autorytetem nie jest dla mnie
pediatra, nie słucham głupot w kwestii karmienia, pneumokoków czy
innych witaminek. Poradziłam sobie sama, urodziłam ja, dalej szukamy
i analizujemy, czy porady mają sens. Jeśli uważamy, że nie, to nie;
to, że ktoś coś powiedział, czy napisał, nas nie obchodzi. Jest to z
jednej strony dobre, ale z drugiej myślę sobie, że te koleżanki,
które rodziły z pomocą lekarzy, wierzą w ich "moc" i świętość,
słuchają, robią, nie pytają i mają po prostu łatwiej i prościej w
życiu...
Takie oto reminiscencje mnie naszły, gdy nasza dwulatka świętowała
urodzinki.
Obserwuj wątek
    • goblin.girl Re: 2 lata temu 18.01.09, 10:32
      kropkaa napisała:

      Jest to z
      > jednej strony dobre, ale z drugiej myślę sobie, że te koleżanki,
      > które rodziły z pomocą lekarzy, wierzą w ich "moc" i świętość,
      > słuchają, robią, nie pytają i mają po prostu łatwiej i prościej w
      > życiu...

      tak to już jest, ze ktos, kto nigdy nie pyta o slusznosc podejmowanych decyzji,
      nie szuka wiedzy na wlasna rękę i nie uzywa wlasnego rozsadku i intuicji, ma
      łatwiej. Ale do czasu - dopoki sie nie okaze, ze lekarze jednak nie są
      wszechwiedzący, popelniaja bledy jak wszyscy, a z konsekwencjami błedow niestety
      musimy się zmierzyc sami. Wtedy zaczyna sie problem, gdy kazdy lekarz mowi co
      innego, a osoba nie przyzwyczajona do szukania informacji i wyrabiania sobie
      własnego zdania gubi sie w tym wszystkim.
      To prawda też, ze wymagania rosną w miarę zdobytej wiedzy - jeśli któras uważa,
      ze porod w szpitalu, z rutynowym nacieciem itd. jest najlepszym rozwiazaniem, to
      będzie zadowolona - albo i nie, ale uzna, ze tak byc musi i i już smile

      > Przyznam, że dla mnie to był szok, gdy koleżanka wyszła ze szpitala
      > po 10 dniach i zaczynali z dzieckiem uczyć się siebie...

      nasz juz ma 10 dni, wiec jeszcze wszystko przed nami, ale rzeczywiscie pierwsze
      dni z dzieckiem, bez obcych ludzi, ktorzy sie wtracaja i przeszkadzaja, są
      bezcenne. Nie powiem, zeby u nas nie bylo problemów, ale sami je rozwiazujemy, a
      jeśli trzeba kogoś spytać o radę, mamy wybór - mozemy sie zwrocic do osób, do
      których mamy zaufanie - naszej połoznej albo ktorejs z babć. Niczego nam sie nie
      narzuca.
      Nie mam porównania z innymi noworodkami, ale nasz poki co daje żyć smile poza tym,
      ze ma zwyczaj budzic sie okolo polnocy i imprezować. Ale to chyba ma po
      rodzicach; z dwojga złego wolimy nie spać po pozna niz pobudkę o piatej rano wink


    • hab_ek przemyślenia - 2lata + 1:) 18.01.09, 23:01
      postanowiłam się włączyć w wątek kropkismile
      Moja Julka też ma już 2 latka (z 2 grudnia) i po urodzeniu Konrada mam już (jak
      to niektórzy mi mówią) "domową parkę". Ale tak na poważnie - nie wiem jak byłoby
      z porodami szpitalnymi, ale te domowe były spokojne przede wszystkim dla
      maleństwa i dla mnie. Faktycznie już po kilku dniach oczywistym było, że "mamy
      dziecko" od zawsze. Nawet z Julią to po kilku dniach stwierdziłam, że jest ZA
      spokojniesmile Konrad już nie jest taki pokojowy, miewa humorki. Ale to co dla mnie
      osobiście jest najważniejsze (oczywiście super ważne jest to, że Julia jest
      bardzo mądra i śliczna, Konrad bardzo uśmiechnięty i zadowolony, itd...) to że
      pomimo tych niesamowicie autorytatywnych opinii znajomych, rodziny i masy
      artykułów w prasie - nigdy, powtarzam NIGDY przez te już blisko 5 miesięcy od
      urodzenia Konrada (ale podobnie i wcześniej w czasie ciąży) Julia nie dała nam
      do zrozumienia, że nie chce bobasa. W trakcie ciąży rozmawialiśmy z nią i
      opowiadaliśmy, że będzie bobas (nie znaliśmy płci), że będzie malutki, będzie
      tylko pił mleko od mamy, trzeba będzie się nim opiekować, itd. i jak nadszedł
      dzień porodu - powiedziałam Juli, że to już bobas wychodzi z brzuszka i jak
      przyjechała od opiekunki - po prostu był koło mnie. Powiedziała "jaki malutki" i
      "mama już nie ma bobasa w brzuchu". I nie mam żadnych obaw żeby zostawić ją z
      nim samą na chwilę. Julia przyjęła Konrada jako coś całkowicie naturalnego i
      właściwego. Mama nie "przyniosła" ze szpitala, ale po prostu jest częścią rodziny.
      I to jest dla mnie najważniejsze. Mam wrażenie, że Julia naturalnie przyjęła
      powiększenie rodziny i nie stało się to żadnym "kosztem" - jej, czy dla niej.
      To tak ode mnie - może nieco mało składnie, ale serdecznie wszystkich pozdrawiamsmile
      • jola-kropek Re: przemyślenia - 2lata + 1:) 19.01.09, 00:32
        wlasnie.... moj starszak byl przy tym jak mloda sie rodzila... wiedzial wiec ,
        ze nie sprawilam sobie nowej zabawki, tylko ze jest ona czescia nas, czescia
        mnie, czescia naszej wiekszej od tego momentu rodziny..

        czescto sam wspominal to wydarzenie smile smiesznie bylo o tym sluchac od niespelna
        3latka smile

        a jak mala? ma teraz juz ponad 11 miesiecy, problemow z nia zadnych nie bylo
        wiekszych nigdy (oprocz zabkowania-wtedy dawala popalic smile, zaczela chodzic jak
        miala niecale 8 miesiecy, jest duza, zdrowa, wesola, no mucha nie siada smile

        ciekawe jak moja dzieciarnia zniesie zmiane miejsca zamieszkania. przylatujemy
        do POlski na pol roku.. w koncu skoncze studia (mam nadzieje -tfu tfu)!!!
    • gustaw.jelen Co nam dały porody domowe? 19.01.09, 10:27
      To bardzo ciekawy temat. I trudny.

      Nie sądzę, żeby moje dzieci były spokojniejsze dzięki temu, że
      domowe. To znaczy niektóre były spokojne, inne są, a inne może
      jeszcze się uspokoją i przestaną płakać wink Nie widzę więc jakiegoś
      prostego związku pomiędzy faktem urodzenia w domu a spokojnymi
      pierwszymi miesiącami. Na szczęście nie mam porównania.

      Dla mnie największą i w tej chwili wręcz niewyobrażalną zaletą
      domowych porodów jest to, że nie trzeba iść do szpitala. Boję się
      tego przybytku jak ognia, nawet zwykła wizyta u kogoś w szpitalu to
      dla mnie wyczyn. Oczywiście trochę żartuję, ale jednak szpital to
      imho miejsce dla chorych. A ja i nasze dzieci nie potrzebowaliśmy
      miejsca dla chorych, żeby (się) urodzić. Porodu domowe dały mi więc
      komfort nie wychodzenia z domu smile Poza tym były to wydarzenia nasze--
      -mama, tata i położna, a potem jeszcze rodzeństwo. A nie
      pielęgniarka, lekarz, student medycyny na praktyce, sprzątaczka,
      elektryk, bo żarówka nad łóżkiem porodowym się przepaliła... Fakt,
      poza położną miała też być pielęgniarka do pomocy, raz nawet zdążyła
      przyjechać. Po porodzie przychodziła inna pani, żeby napierw nas
      nauczyć, jak się z dzieckiem trzeba obchodzić, a potem żeby nam po
      prostu pomagać (sprzątanie, pranie, starsze dzieci). Ale roznica
      jest taka, ze jestem na swoim, a pani respektuje moje życzenia i
      prośby.

      Nie zgadzam się jednak z Twoim stwierdzeniem, Kropkoo, że
      konsekwencją porodu domowego jest brak ślepej wiary w to, co powie
      lekarz. Wydaje mi się, że jest odwrotnie, to znaczy, ze to poród
      domowy jest konsekwencją braku tej wiary. Poród domowy---zwłaszcza w
      Polsce---musi być przemyślany na prawo i lewo (tak wnioskuję z
      Waszych wypowiedzi), musi być poparty przekonaniem, że tak sie da i
      że jest to lepsze zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Gdyby
      rodząca ufała bezgranicznie lekarzom, nie zdecydowałaby się na
      rodzenie w domu, bo chyba rzadko spotka się ginekologów
      zachęcających do pozostania w domu?
      • pacsirta Re: Co nam dały porody domowe? 21.01.09, 21:13
        ja również podpisalabym się pod wypowiedzią gustaw.jelen...
        moje dwie córki urodzone w domu jako niemowlęta były całkowicie
        różne, starsza potrzebowała nieustannnej obecności i przez to
        sprawiała wrażenie "trudnego" dziecka, jest po prostu bardzo
        wrażliwa; młodsza była od początku bezproblemowa, jadła, nie płakała
        wcale, dobrze spała... niestety do czasu... (pod koniec pierwszego
        roku życia zaczęła spać niespokojnie i tak jest do dziś)..też nie
        wiem czy poród domowy w jakimś stopniu miał na to wpływ, chociaż być
        może po porodzie szpitalnym mogło być gorzej, szczególnie w
        przypadku naszego wrażliwca...
        • soldie Re: Co nam dały porody domowe? 21.01.09, 21:43
          Moje dwa urodzone w szpitalu ( a jeden po traumie cc) są niesamowicie spokojni i
          weseli- zadziwiają mnie i wszystkich wokoło. Tacy twardziele z nich co tam dla
          nich poród szpitalny big_grin Zobaczymy następne domowe jakie będzie, bo mimo tego ze
          mam takie super dzieciaki -do szpitala w celu porodu następnym razem się nie
          wybieram.
      • kropkaa Re: Co nam dały porody domowe? 22.01.09, 01:35
        Akurat u mnie najpierw był poród, a potem utrata wiary w białe
        fatruchysmile
        Jako człowiek w miarę zdrowy nie miałam powodów, by lekarzom nie
        wierzyć, gdy leczyli mnie na jakieś tam grypy. Innym powodem, dla
        którego się jeszcze do gabinetów udawałam, była konieczność zdobycia
        zwolnień - z tym było ciężkowink
        Z ginką nie dyskutowałam i nie rozmawiałam, po tym, jak wysądowałam,
        że jest przeciw. Paradoksalnie rozumiem ją doskonale - jako lekarz
        jest wzywana do komplikacji właśnie, więc poblemów się na pewno
        naoglądała trochę, a że były przeważnie konsekwencją wcześniejszych
        oxy i leżenia, to już inna para kaloszy.
        Ginka z Zofii (udziela rad w "Dziecku") rodziła w domu - ponoć super
        kobieta i lekarz.
        Zależność dobry poród - spokojny początek często jest przytaczana.
        Nie wierzę w przypadek, że zrodził mi się taki anioł, że przez kilka
        tygodni nie musiałam się zajmować płaczącym noworodkiem/niemowlęciem.
        Do tego stopnia był to sielankowy czas, że gdy niekiedy słucham
        opowieści dziwnej treści o tym, co przeżywają młodzi rodzice, to po
        prostu nie do końca wierzę, że może byc aż tak źle.
        • kaakaa Re: Co nam dały porody domowe? 22.01.09, 08:45
          kropkaa napisała:

          > Do tego stopnia był to sielankowy czas, że gdy niekiedy słucham
          > opowieści dziwnej treści o tym, co przeżywają młodzi rodzice, to po
          > prostu nie do końca wierzę, że może byc aż tak źle.

          No, cóż, mogę tylko pozazdrościć... Mi trudno uwierzyć, że są noworodki, które
          śpią po odłożeniu do łóżeczka - sprawdziłam na czterech egzemplarzach i
          stwierdzam, że to nie jest możliwe wink
          • kropkaa Re: Co nam dały porody domowe? 22.01.09, 16:33
            Łóżeczka??? Mamy takie coś i nawet niektórym dzieciom (znajomych)
            służy do spania - u nas palcy rąk straczy, by zliczyć w nim godziny
            snu... Po prostu rzadko kiedy tak śpi, by się przy przełożeniu nie
            obudzić - o czymś takim, jak samodzielne zasypianie tamże przestałam
            marzyć już dawno temu...
            Mam plan w głowie kupić łóżko, a ten badziewnik złożyć.
            • 987ania Re: Co nam dały porody domowe? 22.01.09, 16:37
              Taaa, spanie w swoim łóżeczku to kara. Przy przekładaniu zawsze się budzi. Kładę
              więc Zosię na normalnym łóżku, obkładam poduszkami i w ten sposób śpi.
              • oldzinka Re: Co nam dały porody domowe? 22.01.09, 19:22
                My już łóżeczko rozkręciliśmy i paszoł won do piwnicy. Przynajmniej
                więcej miejsca w naszym M1 smile
                • sugarxxx Re: Co nam dały porody domowe? 22.01.09, 23:11
                  U nas ciągle stoi i zbiera kurz, a w tym w domu rodziców koty sobie śpią i
                  bardzo sobie chwalą smile

                  A mała trenuje nas w attachment parenting i śpimy w trójkę smile
                  • 987ania Re: Co nam dały porody domowe? 23.01.09, 08:20
                    o tak koty u moich rodziców również bardzo sobie chwalę, łóżeczko a szczególnie
                    leżaczek i wózek. Na chuście nie chcą spaćsad
                    • monicus Re: Co nam dały porody domowe? 24.01.09, 08:32
                      my ostatnio dolozylismy do duzego materaca jednoosobowy i spimy na kupie we czworosmile
                      w zasadzie odkad najmlodszy sie pojawil tak spimy, bo dlaczego on mialby moc a
                      starszy nie? rownouprawnienie jest. dla niektorych patologia. ale my szczesliwi
                      jestesmy i wszyscy sa bardziej wyspani
                      • 987ania Re: Co nam dały porody domowe? 24.01.09, 11:11
                        Dzisiaj Zosia znowu przespała sama całą noc, aż się boję chwalić.
            • kaakaa Re: Co nam dały porody domowe? 23.01.09, 09:04
              OK, źle się wyraziłam... W sumie nie chodzi mi nawet o łóżeczko ale o
              jakiekolwiek miejsce, gdzie dziecko nie jest na rękach (lub w chuście) u własnej
              matki. Niechby to nawet wózek był, czy czyjeś inne ręce...
              • soldie Re: Co nam dały porody domowe? 23.01.09, 09:33
                > OK, źle się wyraziłam... W sumie nie chodzi mi nawet o łóżeczko ale o
                > jakiekolwiek miejsce, gdzie dziecko nie jest na rękach (lub w chuście) u własne
                > j
                > matki. Niechby to nawet wózek był, czy czyjeś inne ręce...

                no tutaj mój najmłodszy wprawia mnie w zdumienie, bo zasypia sam w łóżeczku. Nie
                mam pojęcia jak się tego nauczył-ale od jakiegoś czasu wieczorami jest tak że
                zje, potem jak się uda kąpiel i odkładam go, bo jeszcze pilne sprawy sa w
                okolicy -patrze a to małe smacznie spi smile Coz moge tylko powiedziec,że zdobył
                tym moje serce hihi.
    • fizula Re: 2 lata temu 21.01.09, 22:40
      Kropkoo,
      wszystkiego najlepszego dla córeczki!

      > Teraz mi się wydaje, że cudowną konsekwencją porodu domowego jest
      > fakt bycia od razu w domu.

      Zgadzam się w 100%. Dla mnie okropne było w porodzie szpitalnym
      wtłoczenie mnie w rygor szpitalny, jakieś wredne procedury,
      którym "musieli" podlegać wszyscy. Takie medyczne
      ubezwłasnowolnienie.

      > Jeszcze jedną konsekwencją porodu domowego, wg mnie, jest brak
      > ślepej wiary w to, co powie pan/pani doktor.

      Oj, niekoniecznie. Co prawda sama lekarzy za nieomylnych nie uważam,
      ale znam przynajmniej 2 mamy po domowych porodach, u których lekarze
      cieszą się wielkim autorytetem.
      Znając przynajmniej trzech lekarzy osobiście (zaprzyjaźnione osoby)-
      sama widzę, jak bardzo bezradni są w leczeniu własnych dzieci. I to
      mi daje do myślenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka