Dodaj do ulubionych

moje obserwacje

22.05.09, 18:48
Wydaje mi się, że ostatnimi czasy 'zwykłe' położne zauważyły w porodach
domowych szybki i łatwy zarobek (zwłaszcza, że wzrosła przez ostatnie lata
ilość zaciągniętych kredytów i pożyczek, a spłacić jakoś trzeba). Oczywiście
nie wszystkie takie są i akurat ja trafiłam na taką. Bez wewnętrznego
przekonania i powołania, a z nastawieniem na niemały zastrzyk finansowy.
Myślę, że żerują na tym zwłaszcza położne, które są jedynymi położnymi
domowymi w mieście albo w okręgu i wiedzą, że rodzice nie mają alternatywy w
postaci innej położnej. A jednocześnie ta położna wie, że rodzice są w stanie
oddać każde pieniądze, aby ich poród był w zaciszu ich domu i żeby był piękny.
I żeruje na tym (powtarzam: nie każda). Być może nie ma oprócz tej, na którą
ja trafiłam takich położnych ale mam nadzieję, że ta, właściwa to przeczyta i
poczuje się choć trochę głupio. Może ruszy ją sumienie.
Wiem, że zarejestrowane położne mają jasno 'uzasadniony' cennik, bo np.
rozliczają się z dochodu. Rozumiem, że w cenę może wchodzić doświadczenie i
ilość przyjętych porodów domowych. Stąd nie zdziwiłabym się nawet, gdyby Irena
Chołuj brała 3-4 tyś.
Ale co z położną niezarejestrowaną, która porodami domowymi dorabia sobie po
godzinach pracy? I, u której ilość przyjętych porodów domowych można policzyć
na palcach jednej dłoni? Czy ma prawo brać np. 2000zł? Na rękę? Za co? Czy ma
jakieś uzasadnienie? Czy to aby nie przesada?
Chciałam to napisać, bo niektóre położne się nazbyt rozhulały i co roku
podwyższają cenę nawet o 500zł, chcąc dorównać koleżankom z Warszawy. Ale te z
Warszawy, się rozliczają ze skarbówką i mieszkają w stolicy, tam rodzice
więcej zarabiają niż rodzice z innych miast. Ale co z tego? Może zarobek nie
przekracza 500zł na głowę, a też chcą urodzić w domu? Jedyne co mogą ofiarować
położnej to becikowe. Czemu ona nie może się tym zadowolić?! 1000zł za kilka
godzin pracy to naprawdę dużo pieniędzy!
Proszę pamiętać, że aby zarobić tyle ile biorą trzeba pracować ok miesiąca, a
położna dostaje tyle za kilka godzin pracy, nierzadko uzyskując w tym czasie
od rodziców posłanie, posiłek, tv i gazetki do czytania (to nie jest jakaś
harówka). Odpowiedzialność, odpowiedzialnością ale chyba zapominamy, iż główną
odpowiedzialność za decyzję dot. porodu domowego ponoszą rodzice.

Wierzę, że położnych domowych będzie w Polsce więcej, żeby te co już są trochę
spokorniały i żeby rodzice mięli większy wybór. Przynajmniej po kilka w
większych miastach, bo to co się obecnie dzieje jest smutne i przerażające.

Mówi się, że ostatnio nastała moda na poród domowy i położne obawiają się, że
rodzice chcą rodzić w domu właśnie dlatego. Nikt nie mówi o drugiej stronie
medalu: o modzie na porody domowe wśród położnych (które nagle "dostają
objawienia", że zawsze chciały w domu i naturalnie). Mam nadzieję, że nie
oszukają one naszych matczynych instynktów i z racji braku popytu nie
zagoszczą długo na rynku sad

Mam nadzieję, że za swe poglądy nie zostanę skarcona wink
pozdrawiam
J.
Obserwuj wątek
    • oldzinka Re: moje obserwacje 22.05.09, 21:43
      Na forum Dobry poród była kiedyś dyskusja nt za co położna domowa
      bierze pieniądze. Polecam odszukać, bo wypowiada się w nim ekspertka
      tego forum, położna domowa. Trochę to rozjaśnia obraz sprawy. M.in.
      pisała o tym, że położna nie bierze tej kasy za kilka godzin pracy,
      ale za bycie dyspozycyjną dzień i noc przez dłuższy okres, w
      niedziele i święta też. Za wizyty przed i po porodzie.

      Rozumiem poniekąd Twoje sfrustrowanie, ale osobiście byłabym
      wdzięczna nawet za żerującą na modzie i łasą na zarobek położną,
      byleby tylko zgodziła się być przy porodzie, bo alternatywą jest
      tylko rzeźnicka porodówka. W sytuacji gdzie popyt baardzo znacznie
      przewyższa podaż takie sytuacje mogą się zdarzać. I dopóki nie
      będzie więcej położnych domowych chyba nic nie możemy zrobić...
    • kropkaa Re: moje obserwacje 22.05.09, 22:15
      Już trzy lata temu słyszałam takie głosy. Tyle, że chodziło o
      lekarzy, miejsce akcji: Pomorze.
      Osoba, która sama rodziła w domu dwoje dzieci, która tą tematyką
      zajmowała się zawodowo (szkoła rodzenia), mówiła mi, że lekarze
      poczuli łatwy zysk w miejscu, gdzie położnych przyjmujących porody w
      domu nie ma, i przyjeżdżają do domu, ale niestety, nie jest to poród
      domowy, a przeniesienie szpitala do domu.
      Niestety, takie praktyki też będą się zdarzać i położne są tego
      świadome. W tym celu powstała też inicjatywa "Dobrze urudzonych",
      aby dbać o standardy, środowisko, a chwasty plenić.
      Też mam nadzieję, że takie malowane panie nie zagoszczą długo wśród
      nas. Bo problem poza Warszawą na pewno jest, a okazja czyni
      złodzieja. Z drugiej strony mam też nadzieję, że jednak znajdą się
      położne, które będą potrafiły się zmienić, z potrzeby serca, nie
      kieszeni, i oświecone ruszą do akcji.

      PS Ta dyskusja u nas też jest - swój post przekopiowałam.
      PS 2 Napisz choć miasto wink
    • nikadwa Re: moje obserwacje 22.05.09, 23:05
      Proszę nie dzielić położnych na zwykłe i niezwykłe.Dokumentem
      uprawniającym do wykonywania tej profesji jest Prawo Wykonywania
      Zawodu.Jest ono takie samo dla położnych pracujących w szpitalach,
      domach narodzin,poradniach,spółkach czy prowadzących indywidualną
      praktykę.Położne różnią się oczywiście kwalifikacjami,umiejętnościami
      czy doświadczeniem zawodowym.Nie jest prawdą,że w szpitalach pracują
      te "gorsze" a poza nimi te "lepsze".Wybierając położną,z którą
      chcesz rodzić warto wiedzieć co umie.Co do wynagrodzenia to zgadzam
      się z oldzinką.Większość kobiet nie ma pojęcia co dla położnej
      oznacza zobowiązanie się do przyjęcia porodu.Oprócz olbrzymiej
      odpowiedzialności zawodowej i cywilnej to także trwający
      miesiąc "areszt domowy".Od 38-42 tygodnia ciąży (nie wiemy kiedy
      poród się zacznie)połóżna pozostaje do dyspozycji rodzącej kobiety
      przez praktycznie całą dobę.Co to w praktyce oznacza:
      - żadnych wyjazdów
      - stale spakowana torba podręczna
      - żadnych imprez
      - życie z telefonem przy uchu ( w domu, w sklepie, w kinie, w łóżku)
      - ciągłe wyrzuty sumienia,że rodzina nigdy nie wie kiedy będziesz
      w domu i musi radzić sobie sama
      - ciągły niepokój czy zdążysz ugotować obiad, posprzątać ,zrobić
      zakupy, załatwić sprawy urzędowe itp.
      Dlaczego zatem wykonujemy ten trudny zawód? Bo jest niezwkły i daje
      wiele satysfakcji.Wynagrodzenie jest tylko dodatkiem.Zgadzam się z
      oldzinką,że popyt kształtuje ceny usług.Uważam jednak,że każda
      szanująca siebie i klientów położna nie weźmie pieniędzy "pod stołem"
      ale wystawi rachunek.Te położne,które znam prowadzą własną
      działalność gospodarczą i rozliczają się z urzędem skarbowym.
      Myślę,że powinnyśmy skierować nasze działania w kierunku możliwości
      wyboru miejsca porodu,położnej lub lekarza przyjmujących poród i
      finansowania porodu ze środków NFZ-u bez względu na miejsce,w
      którym się odbywa.Tego Paniom i sobie życzę.Pozdrawiam ciężarne i
      położne udzielające sie na forum.
      położna
      • kropkaa Re: moje obserwacje 22.05.09, 23:31
        Ależ są położne "zwykłe" i "niezwykłe" wink Tak jak w każdym zawodzie.
        Dlaczego więc te położne szpitalne nacinają, każą leżeć, nie
        pomagają w karmieniu piersią? Dlaczego siedzą w kanciapie przy
        durnym serialu i piątej kawie, a położnice są zostawione samym
        sobie??? Dlaczego pokątnie dokarmiaja noworodki, zamiast poświęcić 5
        minut na pokazanie matce jak przystawić dziecko do piersi? Nie
        wyobrażam sobie, żeby "moja" położna kazała mi leżeć, bo JEJ tak
        wygodnie, a w międzyczasie mnie pocięła, bez mojej wiedzy i zgody.
        No po prostu w głowie mi się to nie mieści.
        Położna, która pomagała mojemu dziecku przyjść na świat napisała
        wspaniałą książkę, w której opisuje jak zmieniała swoje podejście,
        jak szukała źródeł, jak się uczyła od nowa, po kilkudziesięciu
        latach pracy i tysiącach przyjętych porodów w szpitalu. Opisuje
        nasze realia. Ile położnych przeczytało tę książkę??? Ile położnych
        wzięło sobie choć 30% rzeczy, które tam są???
        Praca przy porodach domowych jest bardzo ciężka; tu moja opinia:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=94748963&a=94756832
        i za żadne pieniądze bym się jej nie podjęła. Ale jest to też wybór,
        który musi iść w parze z wewnętrznym powołaniem i jakąś formą
        pokory, bo wtedy położna jest niejako gościem, a nie ja śmieciem w
        szpitalu.
        Opisy porodów domowych są dla mnie niesamowite i piękne, opisy
        porodów szpitalnych bardzo często tak mnie wkurzają, że nie mogę
        oddychać. To z jednej strocny, bo gdy złość na położne i lekarzy
        trochę przechodzi, pozostaje żal, że dzieci bliskich mi osób nie
        mogły mieć dobrego, pięknego startu.
        • nikadwa Re: moje obserwacje 22.05.09, 23:54
          Pokora jest mile widziana w każdym zawodzie.A wśród położnych są i te
          dobre i te złe -niezależnie gdzie pracują ( jak w każdym zawodzie ).
          • nini6 nikadwa napisałam na gazetowego n/t 23.05.09, 20:51

      • kikakajtek Re: moje obserwacje 23.05.09, 23:38
        Mam takie same odczucia co założycielka tego wątku. Po spotkaniu z położną,
        jedyną jaką mam do dyspozycji w swoim mieście nie odniosłam wrażenia, że ta pani
        chce mi pomóc przeżyć pięknie narodziny dziecka. Było to spotkanie czysto
        biznesowe- ja klient, ona usługodawca.
        Uważam również, że stawka horendalnie wysoka, a wiemy przecież, że
        odpowiedzialność i tak spoczywa na rodzicach. Cóż z tego, że sam poród wyceniony
        został na 1500zł, jeśli za spotkanie (rozmowa i ktg) zapłaciliśmy 150, a takich
        miały być co najmniej 3 i do tego dwa po porodzie w tej cenie + koszty dojazdu.

        A co do argumentów nikadwa
        - żadnych wyjazdów
        > - stale spakowana torba podręczna
        > - żadnych imprez
        > - życie z telefonem przy uchu ( w domu, w sklepie, w kinie, w łóżku)
        > - ciągłe wyrzuty sumienia,że rodzina nigdy nie wie kiedy będziesz
        > w domu i musi radzić sobie sama
        > - ciągły niepokój czy zdążysz ugotować obiad, posprzątać ,zrobić
        > zakupy, załatwić sprawy urzędowe itp.

        To wiele osób tak pracuje i nie uważam tego za niezwykłe poświęcenie. Poza tym
        położna, z która rozmawiałam normalnie pracuje w szpitalu i z dyżuru nocnego nie
        mogłaby zejść, więc tak całkiem gotowa na mój sygnał nie byłaby.
        • kropkaa Re: moje obserwacje 24.05.09, 11:42
          Przykre i smutne...
          Ale może będzie też jeden plus nagłego zainteresowania się
          możliwością obłowienia się na porodach domowych. Konkurencja! Jeśli
          kilka biznespołożnych będzie w jednym miejscu, jest nadzieja, że
          choć co któraś jednak zrozumie, czego się od niej oczekuje. I taka
          zostanie, a na inne najzwyczajniej w świecie nie będzie popytu i ich
          podaż rynek zweryfikuje brutalnie - umrze śmiercią naturalną.
          • mama.rozy Re: moje obserwacje 24.05.09, 16:06
            a ja mam takie pytanie-co znaczy nie zarejestrowana?ma prawo przyjąć poród w
            domu czy nie?czy robi to po godzinach swojej pracy?może tak
            być?myślałam,wyprowadźcie mnie z błędu jeśli tak nie jest,że położna domowa musi
            mieć specjalne uprawnienia (coś jak specjalizacja),żeby móc przyjąć poród w domu.
            • 987ania Re: moje obserwacje 24.05.09, 19:00
              prawo wykonywania zawodu wystarczy, żeby przyjmować fizjologiczne porody. Ustawa
              o zawodzie PiP nie precyzuje gdzie ten poród ma być.
        • goblin.girl Re: moje obserwacje 24.05.09, 22:29
          kikakajtek napisała:
          Po spotkaniu z położną,jedyną jaką mam do dyspozycji w swoim mieście nie
          odniosłam wrażenia, że ta pani chce mi pomóc przeżyć pięknie narodziny dziecka.
          Było to spotkanie czysto
          > biznesowe- ja klient, ona usługodawca.

          IMHO to, czy pieknie przeżyjemy narodziny dziecka, zalezy od nas samych. Nie
          wiem, jakiego rodzaju pomocy w tej kwestii miałabym oczekiwać od położnej - dla
          mnie połozna jest po to, zeby być dyskretnie obecną i służyc fachową pomocą
          wtedy, kiedy potrzeba. Kazdy ma inne oczekiwania w tym wzgledzie.

          > Uważam również, że stawka horendalnie wysoka, a wiemy przecież, że
          > odpowiedzialność i tak spoczywa na rodzicach.

          dlaczego w takim razie połozne domowe przewaznie ubezpieczaja sie od
          odpowiedzialnosci cywilno-prawnej? Odpowiedzialnosc rodziców jest dla mnie
          sprawą oczywistą, ale fakt ten nie zdejmuje odpowiedzialnosci z położnej.

          co do stawek, to juz było... dlaczego tyle pieniędzy za kilka godzin pracy
          itd... cóz, praca poloznej domowej to nie jest tak jakby odwalanie dniówki na
          godziny. Placi sie za fachową wiedze, doświadczenie i umiejetnosci, które w
          danej chwili są nam potrzebne. Powiem tak; moja praca nie da się porównac z
          pracą położnej, bo bynajmniej niczyje zdrowie lub życie od niej nie zależy;
          niemniej od czasu do czasu zdarza mi sie przyjmowac zlecenia, za które dostaję
          rownowartosć swojego miesiecznego wynagrodzenia na etacie, i nikt przy tym nie
          wnika, ze ich wykonanie zajęło mi jeden czy dwa wieczory, bo nie czas pracy sie
          liczy, ale to, ze akurat w danym miejscu i czasie byłam tą osobą, która
          wiedziała jak i była w stanie to zrobić. Ot i wszystko. Taka jest natura tak
          zwanych fuch, jeżeli już przyjmowanie porodu rozpatrujemy w tej kategorii.
          osobiście nie widze nic w tym złego, jeżeli specjalista wycenia swoją wiedzę.


          • anionka Re: moje obserwacje 25.05.09, 09:59
            goblin.girl,
            chociaż mam wrażenie, że pewnie w gruncie rzeczy się zgadzamy, to Twój post wzbudził we mnie odruch sprzeciwu - może dlatego, że odczytałam w nim niepotrzebną krytykę kikakajtek/child_in_us, a może dlatego, że ja nie widzę spraw tak jednoznacznie...

            > IMHO to, czy pieknie przeżyjemy narodziny dziecka, zalezy od nas
            > samych
            przygotowując się do narodzin mojej pierworodnej przeczytałam 13 książek (właśnie je policzyłam, stoją tu przy mnie w rządku), przemyślałam zawarte w nich treści, przećwiczyłam 'na sucho' różne sugestie i techniki, uważnie prześledziłam większość wątków z tego forum, przejrzałam wszystkie linki z nagłówka (nawiasem mówiąc sporo z nich jest nieaktualnych), tudzież mnóstwo innych stron o porodzie naturalnym i co? I nadal czuję, że obecność DOBREJ położnej jest mi niezbędna do pięknego przeżycia porodu...
            Chociaż nie zakładam, że ona za mnie urodzi, ani nie planuję być bezwolną marionetką w jej rękach, to przecież tylko chwila refleksji wystarczy, aby sobie uświadomić, że ja nie studiowałam położnictwa, nigdy nie rodziłam, ani też nigdy nie uczestniczyłam w porodzie i tak naprawdę, nawet mając świetnie opanowaną teorię nie mam pojęcia, jak się będę czuła i zachowywała, czy np. nie spanikuję w pewnej chwili itp.
            Więc świadomość, że jest ktoś kto bezbłędnie wie, kiedy i jak wkroczyć, zareagować, przejąć stery jest mi bezwzględnie potrzebna.

            I tak jak piszesz, chcę zapłacić za wiedzę i doświadczenie.

            A tymczasem borem lasem...
            Pierwsza położna z którą rozmawiałam, to mam wrażenie, typ wypisz wymaluj z postu child_in_us. (Ja wiem, że moje możliwości oceny kompetencji położnych są bardzo ograniczone, ale też to ja mam się z taką osobą czuć bezpiecznie, więc mam prawo polegać na swojej bardzo subietywnej ocenie/wrażeniach.)
            I tak, pani ta, na WSZYSTKIE pytania z serii: "co robimy, jeśli" miała jedną błyskawiczną odpowiedź "szpital", nawet jeżeli po 'jeśli' było "łożysko się nie urodzi w ciągu 40 min od narodzin dziecka", albo coś innego, równie, wg. mnie, w granicach fizjologii. Swoją rolę przy porodzie opisała: "co pół h mierzę temp. ciała rodzącej i tętno dziecka, a co jakiś czas rozwarcie", swojego pierwszego porodu domowego nie pamięta, nawet nie wie kiedy to było, nie pamięta też ile przyjęła porodów w domu, nie, nie może mi podać kontaktu do osób, które z nią rodziły domowo, ustawa o ochronie danych, nie, nie będzie się pytała tych osób, czy nie mają nic przeciwko temu, abym się nimi skontaktowała. Techniki relaksacyjne? nie słyszała, sposoby łagodzenia bólu? "nie wolno mi stosować żadnego znieczulenia", 'ale może jakieś naturalne?' - jeden jedyny: "zimne okłady". 'jakie rzeczy mam przygotować do porodu domowego?' "eee, ubranka dla dziecka", 'kiedy odcinamy dziecku pępowinę?' "po 5 minutach", 'Leboyer, Odent, Gaskin, Kitzinger?' "nie słyszałam", 'Chołuj?' "to ta pani z Fundacji RpL?"...
            Moje refleksje po tym spotkaniu: może to być dobra położna, ale nasze podejścia filozoficzne są inne - zegarek wyznacznikiem momentu odcięcia pępowiny? pffiii... I czy ja potrzebuję kogoś do mierzenia temperatury? Na dodatek, jeśli ten ktoś będzie wzywał karetkę, jeśli tylko nie wyświetli się 36 i 6...(a ja wiem, że np. przez cały III trym. moje temp oscylują wokół 36.2), rozwarcie też sobie sama od biedy zmierzę (wprawdzie nigdy tego nie robiłam, ale za to regułę 'czubka nosa' przy ewentualnie przesuniętej owulacji mam świetnie opanowaną)... Nie, zdecydowanie nie takiej szukam położnej. Nie z takim podejściem.

            Notabene pani, która 'przeszła moje kwalifikacje' też mnie zafrapowała kilkakrotnie. Sposób na stymulację początków porodu: "WCHODZENIE na 8 piętro", "książkę Irenki mam, ale nie czytałam", pierwszego porodu przyjmowanego w domu też nie pamięta (czy tylko mi się to wydaje psychologicznie dziwne?), ale chociaż podaje, że to było jakieś 3-4 lata temu...Repertuar sposobów na radzenie sobie z bólem: zimne okłady, przyciemnione światło, prysznic koniec. Proponuję, żeby przeczytała rozdział "proven pain techniques" z "birthing from within" i mi powiedziała, co wg. jej doświadczenia mogłoby zadziałać, co mogłybyśmy wypróbować przy moim porodzie - odmawia.
            Ale mimo wszystko spełnia jakieś moje niepisane wymogi dla poczucia bezpieczeństwa i godzę się zapłacić niemal dwukrotność kwoty proponowanej przez pierwszą położną. Bo właśnie odniosłam wrażenie, że ta pani CHCE mi pomóc dobrze przeżyć narodziny mojego dziecka.
            • kaakaa Re: moje obserwacje 25.05.09, 11:05
              anionka napisała:

              > Chociaż nie zakładam, że ona za mnie urodzi, ani nie planuję być bezwolną mario
              > netką w jej rękach, to przecież tylko chwila refleksji wystarczy, aby sobie uśw
              > iadomić, że ja nie studiowałam położnictwa, nigdy nie rodziłam, ani też nigdy n
              > ie uczestniczyłam w porodzie i tak naprawdę, nawet mając świetnie opanowaną teo
              > rię nie mam pojęcia, jak się będę czuła i zachowywała, czy np. nie spanikuję w
              > pewnej chwili itp.
              > Więc świadomość, że jest ktoś kto bezbłędnie wie, kiedy i jak wkroczyć, zareago
              > wać, przejąć stery jest mi bezwzględnie potrzebna.

              Święte słowa! Właśnie z podanych powyżej powodów uważam, że rodzić w domu należy
              z mądrą zaufaną położną.
            • ph78 Re: moje obserwacje 25.05.09, 14:27
              O, rany.
              O ile zawsze to forum i kontakt z dziewczynami z niego dodawały mi sił
              i otuchy w moim szalonym (wedle niektórych) dążeniu do rodzenia bez
              szpitala, o tyle ten post paraliżuje mnie przed wykonaniem telefonu do
              położnej - zwłaszcza, że w moim mieście jest tylko jedna przyjmująca
              porody w domu.
              Mam nadzieję, że ta druga położna się sprawdzi mimo zastrzeżeń i
              wszystko bęedzie dobrze!
            • goblin.girl Re: moje obserwacje 26.05.09, 01:09
              anionka napisała:

              > goblin.girl,
              > chociaż mam wrażenie, że pewnie w gruncie rzeczy się zgadzamy, to Twój post
              wzbudził we mnie odruch sprzeciwu - może dlatego, że odczytałam w nim
              niepotrzebną krytykę kikakajtek/child_in_us, a może dlatego, że ja nie widzę
              spraw tak jednoznacznie...

              przypadek położnej nr 1, który opisujesz, to rzeczywiscie mało fajna sprawa i
              mnie tez by nie to odpowiadało. Z drugiej strony nie kazda połozna domowa musi
              być Ireną Chołuj i też nie kazdej kobiecie takie podejscie pasuje - pomiędzy
              tymi dwoma typami jest też cały przekrój podejsć pośrednich, i ideałem byłoby,
              gdyby każda z nas mogła sobie wybierac taka położną, z którą wszystko zagra. Mam
              nadzieję, że kiedys tak bedzie.
              Mój sprzeciw natomiast wzbudzają sugestie, ze stawki położnych domowych są zbyt
              wysokie za kilka godzin pracy, bo to nie jest praca, która się mierzy na
              godziny, i tym głownie powodowana wysmażyłam powyższy post.
    • sophie2202 Re: moje obserwacje 24.05.09, 23:49
      No to ja teraz widze jak mi dobrze bo za poród domowy połozne w UK
      nie biora pięniedzy,to ich zwykła praca.
      • wiesia140 Re: moje obserwacje 25.05.09, 00:16
        Biorą tylko od twojego ubezpieczenia.
        • wiesia140 Re: moje obserwacje 25.05.09, 00:17
          Miało być ubezpieczyciela.
          • sugarxxx Re: moje obserwacje 25.05.09, 05:18
            Wiesiu, chyba do tego dążymy również w Polsce, prawda? Żeby ubezpieczyciel
            płacił za poród, a miejsce by wybierała rodząca (z uwzględnieniem ewentualnych
            przeciwskazań)
          • ph78 Re: moje obserwacje 25.05.09, 14:31
            Co za komfort! Mój ubezpieczyciel, z którego nie mam prawa zrezygnować
            (sic!), na poród domowy nie daje. A przez kilka lat pracy na parę
            porodów się ze składek uzbierało wink
    • fizula Re: moje obserwacje 25.05.09, 01:26
      Moim zdaniem, nie są to Twoje obserwacje, a Twój osąd, oskarżenie o
      chciwość położnej.

      >Bez wewnętrznego
      > przekonania i powołania, a z nastawieniem na niemały zastrzyk
      >finansowy.

      Czy znasz tę osobę tak dobrze, by zarzucać jej tak niskie pobudki?
      Nie bronię jej, bo jej nie znam, ale Twój osąd wydaje mi się bardzo
      powierzchowny. Dlaczego nie może zarobić położna dużo?- dlatego, że
      kogoś nie stać na to? Ja uważam, że powinna zarobić dużo, bo wiele
      ryzykuje, wiele daje z siebie.
      Położna domowa ryzykuje jeszcze jedną bardzo ważną dla wielu rzeczą:
      odrzuceniem przez swoje środowisko, przez światek medyczny.
      Ja osobiście nie uważam, aby każda położna domowa musiała być
      zarejestrowana w stowarzyszeniu: każda położna ma prawo przyjąć
      fizjologiczny poród. A więc to jej wybór czy chce należeć do
      stowarzyszenia.
      • sugarxxx Re: moje obserwacje 25.05.09, 05:25
        Child in us zaobserwowała pewne zachowania i dobrze że o nich napisała.
        Myślę, że takie głosy też powinny się pojawiać, bo każda z nas temat czuje
        inaczej. Nie stawiajmy sprawy w ten sposób, że na tym forum jest miejsce tylko
        dla tych, którzy widzą porody na biało-czarno. Tzn położna ok, lekarz be,
        położnej skrytykować nie można.

        Jeżeli tak będziemy stawiać sprawę, to nikt się nie wychyli ze swoim odrębnym
        zdaniem, będziemy mieć autocenzurę i Towarzystwo Wzajemnej Adoracji w najgorszym
        tego słowa znaczeniu.
        • kropkaa Re: moje obserwacje 25.05.09, 12:09
          Idę do perfumerii i kupuję Chance Chanel. Płacę grubo ponad 4 stówy
          za zapach, opakowanie, firmę. Czy to dużo? Tak, ale płacę jeszcze za
          luksus, jakim jest zapach Chanel.
          Czy na bazarku za Chancee by Channell też mam płacić grube stówki,
          za to, że podróba aspiruje, by być prawie Chanel? Chyba
          nie, "prawie" w tym wypadku robi dużą różnicę...
          Nikt nie przeczy, że należy się godziwa zapłata za godziwą, uczciwą
          pracę. Ale w domu po to się rodzi, by mieć coś więcej, niż
          fizjologiczny poród. I na to "coś" nie żal pieniędzy.
          Jeśli zaś spotykam się z panią, która bierze za poród, za każdą
          wizytę i jeszcze za dojazd... Czy mam odliczyć w takim układzie za
          herbatę, skoro ona liczy prawie za każdy oddech??? Chyba nie o to w
          tym wszystkim chodzi. Nie chodzi o to, by poród domowy stał się
          nagle łatwym i prostym zarobkiem, bo jest aktualnie takie
          zapotrzebowanie. Bo będzie tak, że jeśli ceny będą wuśrubowane,
          będziemy rodzić same, raz i dwa się to skończy nieciekawie, poród w
          domy będzie zakazany (jak np. na Węgrzech) i stracą na tym wszyscy,
          łącznie z biznespołożnymi.
          W usługach chodzi nie tylko o "towar", ale i o otoczkę, w jakiej
          jest sprzedawany. A my chcemy wierzyć, że położna domowa to ktoś
          więcej niż "zwykła" położna. Chyba mamy do tego prawo?
          • nini6 Re: moje obserwacje 25.05.09, 13:01
            > Jeśli zaś spotykam się z panią, która bierze za poród, za każdą
            > wizytę i jeszcze za dojazd... moim
            Dodam jeszcze, ze w moja połozna umawia kilka (2-3) wizyt w moim mieście w tym
            samym dniu i od każdej pary kasuje za dojazd.
            W ktorymś watku czytałam, że cena x (za poród)jest taka a nie inna bo obejmuje
            dyspozycyjność połoznej, jej doświadczenie itp oraz wizyty przed/po porodzie.
            Czy któras z Was nie płaci za przed - poporodowe wizyty połoznej dodatkowo? Moja
            połozna bierze 150 zł za taka wizytę + dodatkowo za dojazd. Przy czym za dojazd jw.
            Przyznam szczerze, że to podejście do finansów jest jedna z przyczyn (ale nie
            najwazniejszą), które zniechęciły mnie do tej położnej. Wolałabym cennik w
            rodzaju 3000 zł za CAŁOŚĆ w tym wizyty, poród, itp bez rozdrabniania się na
            poszczególne elementy - to jest właśnie dla mnie kupowanie Chance Chanel w
            perfumerii.
            Połozna, która opisywałam to jakbym miałam kupić Chance Chanel na mililitry,
            płacąc osobno za każdy, w budce na targu od przekupki.
            Ja tak nie chcę.
      • anionka Re: moje obserwacje 25.05.09, 10:50
        fizula,
        ja to widzę zupełnie inaczej.
        weźmy np. tę pierwszą panią opisywaną przeze mnie pod postem goblin.girl - wtedy się nie zastanawiałam nad jej intencjami, ale jakbym pomyślała choć chwilę, to doszłabym do takich samych wniosków jak child...
        bo jeśli siedzi przed Tobą położna, w której nie odnajdujesz ani cienia fascynacji fizjologią narodzin, ani cienia satysfakcji z wykonywanej pracy, ani grama potrzeby zrozumienia harmonii porodu to na pytanie 'dlaczego wobec tego taką prace wykonuje?' jedynym logicznym wyjaśnieniem są wg. mnie pobudki finansowe.
        i nie widzę w tym żadnego moralnego osądu.
        bo pieniądze są nam potrzebne (wręcz niezbędne) do życia w społeczeństwie, współczesnej cywilizacji.
        i akurat bardzo łatwo mi sobie wyobrazić, że np. ta pani musi spłacić kredyt zaciągnięty na pogrzeb ojca/leczenie męża/studia córki itp.

        i myślę, że child_in_us też na siłę nie doszukuje się chciwości, ale zwyczajnie czasami wrażenie, że pobudki finansowe są jedynymi operatywnymi w danym przypadku, jest zwyczajnie nie do odparcia.
        i chodzi o podzielenie się tym wrażeniem.
        i wg. mnie child ma prawo poczuć się rozczarowana, rozgoryczona, bo nie tego szukała przecież...

        hough!


        fizula napisała:

        > Moim zdaniem, nie są to Twoje obserwacje, a Twój osąd, oskarżenie o
        > chciwość położnej.
        >
        > >Bez wewnętrznego
        > > przekonania i powołania, a z nastawieniem na niemały zastrzyk
        > >finansowy.
        >
        > Czy znasz tę osobę tak dobrze, by zarzucać jej tak niskie pobudki?
        > Nie bronię jej, bo jej nie znam, ale Twój osąd wydaje mi się bardzo
        > powierzchowny. Dlaczego nie może zarobić położna dużo?- dlatego, że
        > kogoś nie stać na to? Ja uważam, że powinna zarobić dużo, bo wiele
        > ryzykuje, wiele daje z siebie.
        > Położna domowa ryzykuje jeszcze jedną bardzo ważną dla wielu rzeczą:
        > odrzuceniem przez swoje środowisko, przez światek medyczny.
        > Ja osobiście nie uważam, aby każda położna domowa musiała być
        > zarejestrowana w stowarzyszeniu: każda położna ma prawo przyjąć
        > fizjologiczny poród. A więc to jej wybór czy chce należeć do
        > stowarzyszenia.
        • fizula Re: moje obserwacje 26.05.09, 09:54
          > bo jeśli siedzi przed Tobą położna, w której nie odnajdujesz ani
          cienia fascyna
          > cji fizjologią narodzin, ani cienia satysfakcji z wykonywanej
          pracy, ani grama
          > potrzeby zrozumienia harmonii porodu to na pytanie 'dlaczego wobec
          tego taką pr
          > ace wykonuje?'

          Może i tak. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić położną domową
          niezafascynowaną tym, co jest jej dane. Mój post był wyrazm tego, że
          czasami pozory mogą mylić i możemy np. zmęczenie wziąć za brak
          zainteresowania. A gdy ktoś ma i etat, i jeszcze porody domowe-
          zmęcznie wydaje mi się czymś powszechnym, oczywistym.
          No i jeszcze pytanie retoryczne: a dlaczego położna domowa ma nie
          doceniać finansowo swojej pracy? A jakaś biznes-women- owszem? Nie
          widzę ku temu powodów. Na dobrą sprawę- nie widzę też powodu, żeby
          nie płacić za każdą oddzielnie domową wizytę- chodząc na pierwszą
          Szkołę Rodzenia, tak właśnie trzeba było robić. Jakoś nikt nie
          protestował- normalna usługa i normalna zapłata. To że niektóre
          położne są gotowe na bezintresowną pomoc, nie znaczy, że wszystkie
          mogą sobie na to pozwolić. Ja oczywiście teoretyzuję, bo mojej
          położnej zdarzało się bez żadnych pieniędzy przyjmować poród (plus
          Szkoła Rodzenia plus wizyty poporodow) albo za śmiesznie małe. Czy w
          tej sytuacji ma posądzać swoje rodzące o skąpstwo?- taka druga
          strona medalu.
          Nie znam tj konkretnej położnej o której piszecie, wic już
          zakończyłam moją wypowiedź. Oczywiście tu tylko teoretyzuję, gdybam
          wyłącznie.
          • kropkaa Re: moje obserwacje 26.05.09, 12:59
            Jakkolwiek idea była piękna i popierałam, to właśnie rozdrobnienie
            kosztów w Domu Narodzin mnie wkurzało. Poród, jakieś spotkania z
            położną, dodatkowe USG (wtedy 200 zł, bo u tego dr też robiłam),
            jedna czy dwie wizyty u wyznaczonej przed DN lekarki. I tak cena
            wyjściowa rosła o jakieś kilkadziesiąt procent...
            Osobiście nie rozważałam tego miejsca (jeszcze ta kwalifikacja -
            czyli de facto niepewność do końcówki ciąży by mnie wkurzała), ale z
            tego co czytałam na forach - dużo dziewczyn odstraszało to wszystko.
            Jak sobie podliczały koszty to łapały się za głowę.

            Poza tym jeszcze raz - nikt nie neguje prawa położnych do godziwej
            zapłaty. Tyle, że... mierzmy siły na zamiary. Nagle panie z miejsc,
            gdzie zarabia się po 1300 brutto dają stawki warszawskich koleżanek,
            bo one przecież nie są gorsze! I zdziwienie, że ktoś się dziwi...

            Przykład pierwszego tu opisanego porodu planowanego bez asysty jest
            jasny - z powodów żadań finansowych położnej rodzice rodzili sami.
            Jakkolwiek daję każdemu prawo do porodu samemu, to wyłącznie
            kryterium finansowe jest złym doradcą. Ale też się nie dziwię - bo
            gdybym bardzo chciała, a nie mogła zapłacić, też pewnie bym
            spróbowała. Nie pamiętam tych stawek, ale upraszczając - położna
            mogła zarobić tysiąc, chciała dwa, nie zarobiła nic.
            • child_in_us Re: moje obserwacje 26.05.09, 17:18
              kropkaa, podoba mi się to, co napisałaś.

              Czy tradycyjne "becikowe" dla położnej to za mało? Dlaczego położnej to nie
              wystarczy?

              Odpowiedzialność? Czy opiekunka do dziecka nie bierze na siebie ciężkiego
              brzemienia odpowiedzialności? Siedzi z dzieckiem większość dnia i musi spojrzeć
              rodzicom w oczy, gdy dziecko nabije sobie guza, zadrapie albo załapie jakiegoś
              bakcyla, którego trzeba będzie tępić w szpitalu. Istnieje też coś takiego jak
              nagła śmierć łóżeczkowa. Opiekunce w każdej chwili może w taki właśnie sposób
              umrzeć dziecko. Co ma wtedy powiedzieć rodzicom, gdy wrócą z pracy? Zgodnie z
              tym co tu słyszałam za tę odpowiedzialność opiekunka powinna brać kilkaset
              złotych za godzinę opieki, minimum 2000zł za dzień. A przecież płaci się jej ok
              800-1500zl w zależności od miasta, za miesiąc pracy!
              Odpowiedzialność w porodzie domowym biorą rodzice i są o tym uprzedzani przez
              położną. Położna wystawia umowę, w której wyraźnie jest napisane, iż pomimo
              wszelkich starań położnej w przyjmowaniu porodu, poród domowy może grozić utratą
              zdrowia, a nawet życia dziecka i matki. Rodzice to podpisują, oświadczając tym
              samym, że nie będą rościć do położnej żadnych pretensji.
              Także nie przeceniajmy odpowiedzialności ponad rzeczywistą.

              Dyspozycyjność? Są kobiety, które umawiają się z położną na poród w szpitalu.
              Położna tak samo uwiązana jest do telefonu dla rodzących w szpitalu, jak i tych,
              które mają rodzić w domu. A ile bierze za tę dyspozycyjność, gdy rodząca
              decyduje się na szpital? Ok 200zł- 300 zł (to cały koszt!). A przecież też
              dojeżdża, też bierze odpowiedzialność, też śpi przy telefonie i też spędza parę
              godzin z rodzącą.
              Więc jak to inaczej wyjaśnić? No właśnie.. i TO mnie przeraża. O TYM chciałam
              napisać.

              Jestem w stanie zrozumieć cennik położnych warszwskich, zrzeszonych: koszty
              utrzymania w stolicy, doświadczenie i przede wszystkim- rozliczanie się
              skarbówką! Tu nie ma wątpliwości.

              Pozostałych nie rozumiem. To zwykłe bazowanie na naszych marzeniach. Położna,
              która mieszka w mniejszym mieście, ma doświadczenie kilku porodów domowych, jest
              niezarejestrowana i która podkrada ze szpitala zawartość swojej torby, łącznie z
              igłami, wziernikiem, UDTką (sama nic nie finansuje) i woła 1500zł- 2000zł ma po
              prostu niezły tupet i nóż na karku.

              Temat kontrowersyjny. Ciężki. Ale nie chcę tu kłótni. Chcę zwykłej wymiany zdań
              na ten temat ze wszystkimi paniami. Chcę poznać zdanie i odczucia innych. A nóż,
              jakieś położne to przeczytają i coś się zmieni.
              • jusder Re: moje obserwacje 26.05.09, 17:50
                moim zdaniem 1500 zl to nie jest wygórowana stawka,
                chcąc rodzić w szpitalu z położną, w wodzie i po porodzie mieć
                prywatną salę nie zapłaciłabym wiele więcej - jakieś 1200 zł ale
                zgadzam się, że 2, 3 tyś to lekkie zdzierstwo - kogo na to stać??
                tylko że to kwestia systemu, nie wiem czy ta chora opieka zdrowotna
                kiedyś to zmieni ...

                moja połozna zamknęła się w "normalnej" kwocie - takie większe
                becikowe ale gdyby kazała sobie liczyć za wizyty przed, wiztyty po i
                dojazdy to pewnie miałabym takie same niesmaczne odczucia

                a co do opiekunek - podaż za duża żeby sobie takie stawki życzyły

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka