Dodaj do ulubionych

Smutno mi, Boże

20.07.09, 13:24
Byliśmy na spotkaniu z położną! Ja wewnętrznie przekonana do porodu
domowego, mąż 'pogodzony'.

Była trochę przestraszona, że to moja I ciąża i tak naprawdę to nie
mam pojęcia, czym jest poród. Zdaję sobie sprawę, że to dość
niezwykłe doświadczenie, do którego nie da się teoretycznie
przygotować, niezależnie od ilości przeczytanych książek, artykułów
i historii porodowych. Niemniej jednak, kobiety rodzą od tysiącleci
i sobie radzą, i ja wierzę, że i ja sobie poradzę, a moje ciało wie,
jak urodzić. Jeszcze dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, która będzie
rodzić w Holandii - tam 95% pierwszych porodów odbywa się w domu.

Położna poinformowała nas także, że mimo idealnego przebiegu zdrowej
ciąży, nie zawsze da się przewidzieć, czy poród będzie odbywał się
bezproblemowo. I o ile z większością komplikacji w trakcie porodu da
się spokojnie dojechać do szpitala, tak w przypadku krwotoku lub
spadku tętna płodu liczy się każda minuta.
Rozumiem, że musiała się zabezpieczyć, żebyśmy nie podejmowali
pochopnej decyzji, naświetlić potencjalne zagrożenia. Ale mój
przejęty ciążą i skłonny do czarnowidztwa mąż wtedy już kompletnie
wjechał na swoją fobię 'nigdy bym sobie nie wybaczył, że nie
zapewniłem Wam bezpiecznych warunków' i takie słowa z ust personelu
medycznego tylko ugruntowały w nim poczucie zagrożenia
okołoporodowego.

Obejrzeliśmy więc porodówkę, która mnie zaskoczyła. Spodziewałam się
najgorszego, a znalazłam kameralny oddział oplakatowany zaleceniami
RpL. Podobno nie golą, nie lewatywują, nie przypinają do KTG. W sali
porodowej są piłki, worki sako, krzesełko porodowe, odtwarzacz
muzyki. Można chodzić, rodzić w pozycji wertykalnej, iść pod
prysznic, a nawet jeść (co dla mnie jest akurat bardzo ważne).
Obiecała, że nie podają żadnych środków bez konsultacji z położnicą,
nie przyspieszają, chronią krocze. W razie zabiegu, w miarę
możliwości jak najszybciej podają maluszka do piersi.

Mimo to, na ścianach są kafle, nie ma sali do porodów rodzinnych -
porodówka ma 2 łożka przedzielone parawanem, jest jasno i nie ma tam
naszych domowych bakterii wink To nie moja własna norkasad

Przydługi i smutny ten post, ale nie wiem, jaką podjąć decyzję.
Oczywiście, mogłabym 'zmusić' męża, odmówić kategorycznie pójścia do
szpitala - w końcu to ja rodzę, a nie on. Ale widzę, jak bardzo
przejęty jest naszą pierwszą ciążą i jak strasznie się o mnie boi,
jak bardzo przerasta i przeraża go poród. Jesteśmy bardzo blisko i
odbieramy nawzajem swoje emocje - nie jestem pewna, czy taki
nieprzekonany, spanikowany mąż sprzyja porodowi domowemu...
Z drugiej strony, mam bardzo silne poczucie odpowiedzialności za
siebie i nie potrzebuję asekuracji, że w szpitalu będzie
bezpieczniej. Odkąd znalazłam to forum 3 miesiące temu, codziennie
wizualizuję mój piękny poród w domu i tak trudno mi z niego
rezygnować... Jeśli już czegoś się boję, to siebie w szpitalu - jak
zareaguję, czy nie spanikuję, adrenalina nie spowolni mi akcji, czy
nie skończy się medykalizacją.
Może nie powinnam jednak histeryzować, tylko urodzić w szpitalu w
cywilizowanych przecież warunkach.

Co sądzicie o moich dylematach z dystansu osób niezaangażowanych?
Obserwuj wątek
    • iluzyt Re: Smutno mi, Boże 20.07.09, 13:33
      z medycznego punktu widzenia nic nie powiem bo wiem że na tym forum
      znajdują się dziewczyny ktore o wiele wiecej wiedzą ode mnie. Ale
      tak od serca - to powiem, że po pierwsze pokazalabym mężowi kilka
      filmów z youtuba,,, wlasnie z porodow domowych (pelno ich jest
      tam).. chociaz pewnie juz mu je pokazalas..To piekne filmy, pelne
      spokoju. Gdzies czytalam - i to na tym forum chyba - że dobra
      polozna jest w stanie przewidziec jak akcja pordowa bedzie
      przebiegac i ze nic nie dzieje się nagle (a moze dzieje sie???) No i
      byc moze - jesli nadal nie byloby akceptacji z jego strony -
      poszukalabym szpitala w ktorym jednak jest zapewniona sala do
      porodow rodzinnych.. kurcze, takie sytuacje jak Twoja - tylko chyba
      potwierdzają, że w Polsce powinny byc pozakladane placówki podobnie
      funkcjonujące jak Dom Narodzin - ale w poblizu szpitala. Moze to by
      zapewnilo wystarcżające poczucie bezpieczenstwa spanikowanym mężom
      smile moze ten link pomoże: www.rdc.pl/index.php?
      /pol/artykuly__1/warto_wiedziec/co_nowego_w_rdc/porod_domowy

      trzymaj sie i życzę powodzenia we wszystkim.
      • ph78 Re: Smutno mi, Boże 21.07.09, 21:56
        Ach, kochana, dzięki za linkę - bardzo fajna była ta dyskusja w radiu,
        przesłuchaliśmy sobie wczoraj z mężem i chyba dobrze mu zrobiła smile
        Ja oczywiście nie ustaję w boju o poród domowy, bo nieustannie wierzę,
        że się chłopak oswoi i nawróci - w coś trzeba wierzyć wink
        Dzięki za słowa wsparcia!
    • kaakaa Re: Smutno mi, Boże 20.07.09, 14:34
      ph78 napisała:

      > Jeszcze dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, która będzie
      > rodzić w Holandii - tam 95% pierwszych porodów odbywa się w domu.

      Hmm??? 95%??? Oj, coś mi to nie pasuje... Coś się musiało komuś pokręcić.

      > Położna poinformowała nas także, że mimo idealnego przebiegu zdrowej
      > ciąży, nie zawsze da się przewidzieć, czy poród będzie odbywał się
      > bezproblemowo. I o ile z większością komplikacji w trakcie porodu da
      > się spokojnie dojechać do szpitala, tak w przypadku krwotoku lub
      > spadku tętna płodu liczy się każda minuta.
      > Rozumiem, że musiała się zabezpieczyć, żebyśmy nie podejmowali
      > pochopnej decyzji, naświetlić potencjalne zagrożenia.

      Owszem, musiała się zabezpieczyć. Musicie być świadomi, że w czasie porodu
      zawsze istnieje pewne ryzyko. Tak samo, jak ryzyko jest wpisane w całe nasze
      życie...

      > Obejrzeliśmy więc porodówkę, która mnie zaskoczyła. Spodziewałam się
      > najgorszego, a znalazłam kameralny oddział oplakatowany zaleceniami
      > RpL.

      Nie chcę być czarnowidzem, ale same plakaty nie znaczą jeszcze, że personel
      przejmuje się tym, co na nich napisane confused

      > Podobno nie golą, nie lewatywują,

      No, tego to już prawie nigdzie rutynowo nie robią...

      > nie przypinają do KTG.

      Chyba niemożliwe... Obowiązuje zapis KTG przez min. 20 minut co 2 godziny. To w
      zasadzie standard w prowadzeniu porodu w szpitalu. Może chodziło o to, że nie ma
      stałego monitoringu?


      > Mimo to, na ścianach są kafle, nie ma sali do porodów rodzinnych -
      > porodówka ma 2 łożka przedzielone parawanem, jest jasno i nie ma tam
      > naszych domowych bakterii wink To nie moja własna norkasad

      Niestety, miałam podobne odczucia przy zwiedzaniu szpitala przed pierwszym
      porodem... Chyba wiem, co się wtedy czuje... sad


      > Przydługi i smutny ten post, ale nie wiem, jaką podjąć decyzję.
      > Oczywiście, mogłabym 'zmusić' męża, odmówić kategorycznie pójścia do
      > szpitala - w końcu to ja rodzę, a nie on. Ale widzę, jak bardzo
      > przejęty jest naszą pierwszą ciążą i jak strasznie się o mnie boi,
      > jak bardzo przerasta i przeraża go poród. Jesteśmy bardzo blisko i
      > odbieramy nawzajem swoje emocje - nie jestem pewna, czy taki
      > nieprzekonany, spanikowany mąż sprzyja porodowi domowemu...

      Zgadzam się z intuicją, że spanikowany mąż może bardzo zaszkodzić w porodzie
      domowym. A może on by chciał z kimś doświadczonym pogadać? Np z moim mężem? Bo
      siebie nie proponuję, bo baba, to żaden autorytet dla faceta...

      > Z drugiej strony, mam bardzo silne poczucie odpowiedzialności za
      > siebie i nie potrzebuję asekuracji, że w szpitalu będzie
      > bezpieczniej. Odkąd znalazłam to forum 3 miesiące temu, codziennie
      > wizualizuję mój piękny poród w domu i tak trudno mi z niego
      > rezygnować... Jeśli już czegoś się boję, to siebie w szpitalu - jak
      > zareaguję, czy nie spanikuję, adrenalina nie spowolni mi akcji, czy
      > nie skończy się medykalizacją.
      > Może nie powinnam jednak histeryzować, tylko urodzić w szpitalu w
      > cywilizowanych przecież warunkach.
      >
      > Co sądzicie o moich dylematach z dystansu osób niezaangażowanych?

      Dylematy - jakże mi bliskie... Jestem przekonana, że gdyby troje moich
      pierwszych dzieci rodziło się w szpitalu, to szansa na komplikacje graniczyłaby
      z pewnością... Ale ja mam mam paskudny charakter, skłonność do somatyzacji i
      głęboki brak zaufania do medyków...
      • gustaw.jelen Re: Smutno mi, Boże 20.07.09, 14:57
        "> > Jeszcze dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, która będzie
        > > rodzić w Holandii - tam 95% pierwszych porodów odbywa się w domu.
        >
        > Hmm??? 95%??? Oj, coś mi to nie pasuje... Coś się musiało komuś
        pokręcić."

        Skoro "tylko" 1/3 porodów w NL to porody domowe, to należy
        przypuszczać, że przy pierwszym porodzie ta liczba nie jest wyższa,
        wręcz przeciwnie.
        Zastanawiające jest, że gdy ja przytaczałam ten argument (że 1/3
        porodów w Holandii to porody domowe), słyszałam zawsze, że dzieje
        się tak ze względu na oszczędności w holenderskim systemie opieki
        zdrowotnej smile że sknery i tyle wink
      • ph78 Re: Smutno mi, Boże 21.07.09, 22:16
        kaakaa napisała:

        > Hmm??? 95%??? Oj, coś mi to nie pasuje... Coś się musiało komuś
        pokręcić.

        To ja przeinaczyłam sens wypowiedzi znajomej o tym, że 95%
        Holenderek uczęszczających z nią do szkoły rodzenia to pierworódki,
        a wszystkie będą rodzić w domu. Oczywiście, rozbiegłam się zapewne
        ze statystyczną średnią, bo ta grupa nie musi być reprezentatywna
        dla całej Holandii. Pardon!

        > Owszem, musiała się zabezpieczyć. Musicie być świadomi, że w
        czasie porodu
        > zawsze istnieje pewne ryzyko. Tak samo, jak ryzyko jest wpisane w
        całe nasze
        > życie...

        Tak, ja rozumiem doskonale motywację tego przemówienia. Przecież nas
        nie znała i nie musiała wiedzieć, ile wiemy na temat porodu domowego
        itd. Tylko przestraszyła mi mojego lękliwego króliczka sad

        > Nie chcę być czarnowidzem, ale same plakaty nie znaczą jeszcze, że
        personel
        > przejmuje się tym, co na nich napisane confused

        Tak, ja wiem, ale rozmawialiśmy też ze znajomą, która tam rodziła
        dwukrotnie i z inną położną - w sumie ma OK doświadczenia (jak na
        szpital).

        > Chyba niemożliwe... Obowiązuje zapis KTG przez min. 20 minut co 2
        godziny. To w
        > zasadzie standard w prowadzeniu porodu w szpitalu. Może chodziło o
        to, że nie m
        > a
        > stałego monitoringu?

        No to ja nie byłam taka mądra podczas rozmowy i dokładnie nie
        dopytałam! Dowiedziałam się tylko, że nie trzeba leżeć non stop pod
        KTG i można swobodnie chodzić podczas I i II fazy... Ale może
        obowiązkowi 20 min co 2h trzeba się poddać sad

        > Niestety, miałam podobne odczucia przy zwiedzaniu szpitala przed
        pierwszym
        > porodem... Chyba wiem, co się wtedy czuje... sad

        Uwielbiam to forum!

        > Zgadzam się z intuicją, że spanikowany mąż może bardzo zaszkodzić
        w porodzie
        > domowym. A może on by chciał z kimś doświadczonym pogadać? Np z
        moim mężem? Bo
        > siebie nie proponuję, bo baba, to żaden autorytet dla faceta...

        Cudowna, mądra i taka dobra! Nie wiem, czy mąż by chciał - ja na
        pewno bym chciała big_grin Czuję, że mimo prawdopodobnego onieśmielenia
        sytuacją, taka rozmowa mogłaby mu dobrze zrobić. Z kimś, kto to
        przeżył i nie stracił żony i dziecka!

        > Dylematy - jakże mi bliskie... Jestem przekonana, że gdyby troje
        moich
        > pierwszych dzieci rodziło się w szpitalu, to szansa na komplikacje
        graniczyłaby
        > z pewnością... Ale ja mam mam paskudny charakter, skłonność do
        somatyzacji i
        > głęboki brak zaufania do medyków...

        No właśnie, i ja się siebie boję najbardziej... Począwszy od tego,
        że nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak w ogóle z własnej woli
        zbieram się do szpitala - bo mogę wpaść w jakiś ośli upór i odmówić
        wyjścia z domu. Nie będę teraz o tym w ogóle myśleć wink

        • kaakaa Re: Smutno mi, Boże 22.07.09, 11:53
          ph78 napisała:

          > Nie wiem, czy mąż by chciał - ja na
          > pewno bym chciała big_grin Czuję, że mimo prawdopodobnego onieśmielenia
          > sytuacją, taka rozmowa mogłaby mu dobrze zrobić. Z kimś, kto to
          > przeżył i nie stracił żony i dziecka!

          No, to zapraszamy smile
          • ph78 Re: Smutno mi, Boże 22.07.09, 20:04
            Piszę na priv smile
    • oldzinka Re: Smutno mi, Boże 20.07.09, 16:41
      Bardzo dobrze cię rozumiem bo miałam podobne rozterki. Byłam w
      podobnej sytuacji i wiem, że gdybym miała choć cień możliwości to
      wolałabym rodzić w domu. Szpital to jednak szpital i nie ma co
      porównywać. W żadnym szpitalu nie będzie tak jak w domu. Jeśli
      chodzi o męża to mój wydawał się przekonany do porodu w domu, ale
      gdy okazało się, że jednak muszę rodzić w szpitalu to odetchnął z
      ulgą. Faceci czasem tak mają sad Kobieta się nie boi a mąż umiera ze
      strachu. Mogę Ci tylko poradzić abyś nie dała się temu mężowskiemu
      strachowi przytłoczyć i zawalczyła o swój poród. Powodzenia!
      • ph78 Re: Smutno mi, Boże 21.07.09, 22:21
        Dzięki z otuchę! Byłam mocno przygnębiona efektem tego spotkania - bo
        przecież jechaliśmy porozmawiać o porodzie domowym, a odjechaliśmy
        prawie zgodzeni rodzić w szpitalu... Ale wracam do sił i indoktrynuję
        męża smile
        Nawet jeszcze nie wiem, czy nie ma medycznych przeciwwskazań!
    • orzechowa1 Re: Smutno mi, Boże 20.07.09, 18:27
      Pierwsze dziecko urodziłam w znanym z naturalności w-wskim szpitalu,
      do porodu drugiego szykuję się w domu.

      Nie byłam przekonana od początku że poród w domu. Byłam otwarta na
      różne możliwości i po prostu nie znalazłam lepszego miejsca... Im
      więcej odwiedzałam okolicznych szpitali, im więcej dowiadywałam się
      na temat rodzenia w domu, tym bardziej dojrzewałam do decyzji.
      Główne: książka Ireny Chołuj, ulotki FRpL, filmy 'Poród w ekstazie'
      i 'Birth as we know it'. Wyniki badań na temat porodów w domu i
      szpitalu. WIEDZA. Nie bez znaczenia także moje refleksje po porodzie
      szpitalnym, dobrym porodzie !

      Światopogląd. Wiara. Wierzę że pewne rzeczy są nam pisane i nie
      jesteśmy w stanie ich uniknąć, np za pomocą takiej czy innej
      decyzji. Że nie jesteśmy w stanie kontrolować tematów życia i
      śmierci. Szpital daje nam pozornie większe poczucie kontroli i
      'czyste sumienie'. I niczego niestety nie gwarantuje sad W szpitalu
      kontrolę ma szpital, nie my... I na tym polega podstawowa różnica...
      o której niżej.

      Mąż. Z 'dopuszczającego: to ty rodzisz' na 'teraz rozumiem, ok'
      przeszedł po obejrzeniu filmu 'Poród w ekstazie'. Z 'dopuszczającym'
      męża nie zdecydowałabym się rodzić w domu. Mam wrażenie że kluczowa
      w Twoim przypadku jest postawa męża.

      Położna. To kwestia intuicji smile i zaufania. Czy chcesz aby ta
      konkretna kobieta czuwała nad Twoim porodem.

      Doświadczenia z porodu szpitalnego. Rodziłam w osobnej sali z
      położną tylko dla siebie. Wszystko o co poprosiłam, zostało
      dotrzymane. Jednak wszystko o co nie poprosiłam, bo wtedy jeszcze
      nie byłam świadoma: jechało scenariuszem szpitalnym, którego mantra
      brzmiała: szybko, szybciej, szybciej. Oczywiście dla dobra matki,
      dziecka (i zwolnienia sali dla kolejnej na pewno czekającej
      rodzącej). Poród 2,5 h w szpitalu, po porodzie czułam się super,
      małe pęknięcie. Ale gdybym rodziła wtedy w domu, może nie miałabym
      masaży szyjki, przebitego (przypadkiem ? - nie dowiem się) przy
      okazji badania pęcherza, nie musiała przeć na prikaz, Mała nie
      urodziłaby się zmęczona - może tempem porodu ? (8 pkt Agpar) i nikt
      nie zabrałby ją pod lampę po serii innych zabiegów, tylko położył na
      moim brzuchu, mogłaby dojść do siebie pomalutku, ssać moją pierś, a
      tak pierwsze dwie godziny 'dla rodziny' spędziłam sama z mężem i z
      kroplówką oksytocyny na urodzenie łożyska. Jeszcze bardziej mi
      szkoda córeczki, która leżała tam sama, mnie nie poznała jako mamy
      gdy zawieźli mnie do niej po 2h. Zajęło nam to kilka godzin... Nie
      dowiem się nigdy. Nikt nie chciał ze mną na ten temat rozmawiać.
      No i jestem na tyle zuchwała, że mam o czym marzyć przed kolejnym
      porodem wink

      Po porodzie byłam szczęśliwa i bardzo dumna z siebie, że się udało !
      jednak gdy myślałam o tym jak ma być teraz... hmm...
      Dla niektórych jest to przedkładanie marzeń nad bezpieczeństwo.

      Jednak czy to nie jest to samo gdy idzie się w góry ?
      To jest kwestia wartości. I tego czy czujemy się w świecie
      bezpiecznie.

      Ja - zakładając fizjologiczny przebieg porodu - czuję się
      bezpieczniej w domu z doświadczoną, mądrą położną niż w nawet
      najlepszym szpitalu z jego procedurami i interesami. A jeśli trzeba
      będzie jechać do szpitala, przynajmniej będę wiedziała, że
      wyciągałam rękę po swoje marzenia. Ot smile



      • kaakaa :-) 20.07.09, 20:12
        wzruszyłam się... smile
        • hab_ek Re: :-) 20.07.09, 22:21
          ja teżsmile

          ale pozwolę sobie dodać - może dla niektórych mam zupełnie nieistotny (i chyba
          nie poruszany) nawet tutaj - mały drobiazg... nigdy w życiu nie zapomnę jak po
          raz pierwszy w życiu Conrado go ubierałam; cały czas mi łzy kręcą jak sobie
          przypominam; po długim czasie na moim brzuszku, przy piersi, po głaskaniu,
          oglądaniu i całowaniu, sięgnęłam po bodziaka, pieluszkę, czapeczkę, pajacyka i
          skarpetki i zaczęłam ubierać takiego małego skarba - pamiętam, że drżały mi
          ręce, tak bardzo nie chciałam mu zrobić krzywdy, ale za nic nie pozwoliłabym
          żeby zrobił to ktoś inny. Owinęłam na zakończenie w rożek i mocno przytuliłam do
          siebie. Spał w moich ramionach. Nigdy nie zapomnę tego momentu...
          To był taki symboliczny gest wprowadzenia go w nasze domowe-rodzinne życie.
          • monicus Re: :-) 20.07.09, 22:40
            taa niektorzy to nie mieli szans nawet na to patrzec. zazdroszcze
            • joannapoznan Re: :-) 21.07.09, 09:55
              orzechowa super tekst, i to co napisała monicus... ja tez nie mam
              złych wspomnień z porodu chociaż był bardzo szpitalny: oksytocyna,
              nacięcie, ktg cały czas, rodzenie na plecach,
              pospieszanie, "pomaganie" łożysku zakończone łyżeczkowaniem.

              Ale mimo to byłam szczęśliwa. Poza jedną rzeczą, która ciągle (1,5
              roku po ) mnie prześladuje gdzie był, co robił, jak się czuł mój syn
              przez 2 godziny po porodzie? Mam żal do personelu, że nie mogłam go
              przytulić skóra do skóry w pierwszych minutach, że nie mogłam go
              pocieszyć jak tak bardzo płakał, że mnie przy nim nie było.

              nie chcę opuszczać mojego kolejnego dziecka, moje miejsce jest przy
              dziecku!
          • ph78 Re: :-) 21.07.09, 22:51
            Dzięki za głos w dyskusji - z takich przecież 'nieistotnych'
            drobiazgów buduje się całe doświadczenie porodu i przyjęcia nowego
            ludka do rodziny. Już się nie mogę doczekać smile
        • kropkaa i ja :) n/t 21.07.09, 19:27
      • ph78 Re: Smutno mi, Boże 21.07.09, 22:48
        Dzięki, świetnie napisane!
        Dobrego porodu!
    • kropkaa Re: Smutno mi, Boże 21.07.09, 19:26
      Nie jestem pewna, czy w szpitalu tak do końca jest możliwe to, co w
      domu - CZAS.
      Akurat w moim przypadku sam poród był błyskawiczny, ale po porodzie
      czas się zatrzymał. Siedzieliśmy sobie bardzo długo razem jeszcze w
      łazience, z noworodkiem na rękach, nikt nas nie poganiał, nie mówił,
      że już trzeba wychodzić, ta cudowna chwila trwała i trwała - dziecko
      łypnęło jednym okiem, drugim okiem, byliśmy po prostu u siebie. No i
      w szpitalu nie da się tak, że nie trzeba nigdzie iść. Bo badania,
      szczepienia, potem wypis, podróż do domu. A po porodzie domowym od
      razu jest się u siebie - jakoś tak bardzo naturalne jest to
      pojawienie się nowego członka rodziny - nie było go, urodził się i
      oto jest. Ubiernia, przebierania, fotelika, samochodu, wynoszenia,
      wnoszenia. Dziecko zmęczone trudami porodu może sobie spać i spać,
      ma święty spokój i wszystko swoje. I nie ma tego tłumu lekarzy,
      położnych, salowych, gości i panów naprawiających zlew, z których
      każdy (może bez tych naprawiczy) na swoje zdanie nt. ubierania,
      karmienia, dokarmiania, smoczka, pozycji i Twoich piersi.
      • ph78 Re: Smutno mi, Boże 21.07.09, 22:55
        Ach, no właśnie - czas chyba nawet ważniejszy podczas samego porodu -
        żeby nikt nie ponaglał i pozwolił położnicy urodzić w jej własnym
        tempie... Ale i już po, w pierwszych chwilach życia dziecka. Ten
        moment wydaje mi się niesłychanie ważny, zarówno dla rodziców, jak i
        malucha. Też mnie przeraża panujący w szpitalu zwyczaj odbierania
        dziecka matce w pierwszych godzinach dla przeprowadzenia badań sad
      • monicus Re: Smutno mi, Boże 22.07.09, 13:55
        eh ci naprawiacze. wlasnie przypomnialam sobie, ze przy obu synach w szpitalu
        towarzyszyl mi fantastyczny smrodek zapchanych kanalizacji i szwendajacy sie
        hydraulicy. coprawda byli zawstydzeni i przemykali pod scianami ale jest to
        niezapomniany widok taki pan w brudnym kostiumie ze spirala i gumowa
        przepychaczka + te dźwieki i wonie...
      • soldie Re: Smutno mi, Boże 22.07.09, 23:12
        taaa kropkaa, aż mi se chce już rodzić w domu jak to czytamsmile
        • orzechowa1 no i udało się urodzić w domu 07.09.09, 21:51
          ... o czym uprzejmie donoszę. Opis faktograficzny co-gdzie-jak wrzucam
          do wątku z opisami porodów. I dziękuję za Wasze piękne reakcje na moje
          'wyznanie wiary' z końcówki ciąży... I trzymam kciukasy za autorkę
          wątku.

          • ph78 Re: no i udało się urodzić w domu 08.09.09, 11:44
            Dziękuję serdecznie, już na dniach mogą się przydaćsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka