07.07.10, 01:15
Co myśleć o dziecku, ktore mowi, jak mu zadajesz pytanie np" co byś chciał na urodziny, dzien dziecka " itp. A dziecko odpowiada - nie wiem. Nic nie chcę.
I co z takim fantem robić?
Chce zaznaczyć, że nie chodzi tu stricte o kwestię prezentów, niespodzianek i tp. Bardziej mnie, może nie tyle martwi, ile zastanawia kwestia, że dziecko w zasadZie nie wie, co chciałoby mieć. Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę powszechny pęd do konsumpcji, szczegolnie wśród rowieśników (13-14 lat), kiedy wszysscy szpanuja wszystkim i chcą miec jak najwięcej.
Zastanawiam się, czy to, że nic nie chce i nie wie czego chce, to dobrze czy źle? O czym to może świadczyć, że ma taką postawę.?
Od razu uprzedzam, że nie świadczy to, że dziecko wszystko ma co koledzy mają, czy w tv pokazują. Więc to jego "nie wiem" nie wynika z tego że ma zbytek we wszystkim. Ale też nie jest tak, że jego rodzicow nie byloby stać na coś, co sobie wymarzy.
Nie bardzo rozumiem skąd taka postawa, która mnie, szczerze powiem gdzieś tam niepokoi, bo nie znam dziecka innego, które "nic nie che i niczego nie potrzebuje".
I dlaczego to jego : nie wiem, nie chcę, jest mi obojętne, cokolwiek, wszystko jedno...itp. ? Skąd to może pochodzić?
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: Dylemat 07.07.10, 07:26
      airam.as napisała:

      >> I dlaczego to jego : nie wiem, nie chcę, jest mi obojętne,
      cokolwiek, wszystko
      > jedno...itp. ? Skąd to może pochodzić?


      ze zmeczenia materialu ciaglym nagabywaniem i drazeniem tematu?
      Ja w ogole nie rozumiem takich pytan ("co chcesz dostac na
      urodziny") pod czyimkolwiek adresem, zwlaszcza wobec dzieci. Caly
      urok prezentu tkwi w niespodziance i w tym, ze zostanie on
      wybrany z mysla o obdarowywanym, a nie na odczepnego.
      • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 16:35
        mruwa9 napisała:

        > ze zmeczenia materialu ciaglym nagabywaniem i drazeniem tematu?


        Nieee no bez przesady. To, że zadaję takie pytanie na forum wcale nie znaczy, że zadręczam dziecko takimi pytaniami na co dzień. smile

        > Ja w ogole nie rozumiem takich pytan ("co chcesz dostac na
        > urodziny") pod czyimkolwiek adresem, zwlaszcza wobec dzieci.


        No trudno, każdy ma swoje problemy i pytania, ja mam akurat takie. smile


        >Caly
        > urok prezentu tkwi w niespodziance i w tym, ze zostanie on
        > wybrany z mysla o obdarowywanym, a nie na odczepnego.

        Tak jest, kiedy dziecko jest małe. Ale jak jest duże, to już nie da się na odczepnego dać "coś", i wtedy się pytam. Bo wlasnie nie chcę, aby sie czuł, że daje się mu prezent bo akurat okazja i wypada, tylko chcę dać coś, co chciałby mieć, o czym marzy.
        A generalnie problem nie dotyczy prezentów jako takich - tylko "nie wiem" syna, albo "wszystko jedno" itp.
        Być może to wynika np. z jakichś naszych nieodpowiednich zachowań jako rodzicow, a być może po prostu on taki jest. jeśli on tak sie zachowuje, bo my coś robimy nie tak, to chciałabym wiedzieć - co.


    • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 07:32
      Moje dziecko jest prawie identyczne. Sytuacja finansowa i stan
      posiadania dziecka tez podobne. Nie wiem z czego to wynika.

      To nie jest tak, że on nigdy nie wie co chciałby dostać i zawsze
      mówi, że niczego nie potrzebuje. Czasami mówi (np. koszule kiedy
      miał prawie same bluzy, komputer u siebie w pokoju po 1 klasie
      gimnazjum), ale bardzo rzadko. Chociaż jest raczej oszczędny,
      kupuje sobie czasami różne rzeczy z kieszonkowego, głównie ksiązki.

      Dlatego mam nadzieję, że jednak potrafi nazwać swoje potrzeby i
      jasno je wyrazić.

      Czasami myślę, że może to wynika z obserwacji rodziców - my też nie
      mamy wielu rzeczy, które większośc posiada...nie mamy takiej
      potrzebywink- pieniądze wydajemy głownie na robienie różnych rzeczy
      (np. podróże) a nie posiadanie. Gdyby teraz mnie ktoś zapytał co
      chcę dostać tez miałabym mały problem, a przeciez tylu rzeczy nie
      mam.


      p.s. robienie prezentów może być trudne, ale da się coś wymyślećsmile
      Jak juz zupełnie brak pomysłów (mniej więcej co 3-4 okazja) daję
      wypasioną czekoladę i pieniądze.
      • k1234561 Re: Dylemat 07.07.10, 07:57
        Ja byłam taka jako dziecko.Nic nie chciałam,niczego nie
        potrzebowałam.Pamiętam jak mama kiedyś(głęboki PRL),podczas zakupów
        weszła ze mną do sklepu zabawkowego.W sklepie było kilkoro dzieci,w
        różnych stadiach wymuszania na rodzicach kupna zabawki.A zaznaczę,że
        był to sklep zabawkowy z tych lepiej zaopatrzonych,więc wybór
        był.Mama chciała mi coś kupić ot tak bez okazji,ale ja popatrzyłam i
        na tym koniec,niczego nie chciałam.Potem za jakiś czas odwiedziłam z
        mamą tzw.Pewex,z podobnym skutkiem.Rodzice niemal załamani.Jedyne na
        co jeszcze wtedy byłam "cięta" to zakupy papiernicze,ale takie w
        naprawdę dobrym stylu,to zostało mi do dziś,a w tamtych czasach
        rodzina chociaż jakiś punkt zaczepienia miała.Nigdy,przenigdy nie
        upierałam się że ja coś absolutnie muszę mieć.Mało tego czasem,coś
        nawet mi się podobało,rodzice uskrzydleni już,już kupowali tą
        rzecz,ale ja trzymając ją w rękach zastanawiałam się jeszcze czy aby
        na pewno jest mi to potrzebne i muszę to mieć.Często gęsto
        odkładałam taką rzecz i nie kupowaliośmy jej.To dopiero szału można
        dostać przy takim dziecku wink
        No ale krótko mówiąc ten typ tak ma.
        Do dziś niewiele mi potrzeba.Zakupy ubraniowe to dla mnie
        męka.Natomiast jeśli chodzi o kupowanie czegoś dla mojej córki nie
        mam juz żadnych oporów.
        Nie wiem z czego to wynika.
        • mamusia1999 Re: Dylemat 07.07.10, 10:58
          z tymi ciuchami dla siebie - minimum a dla corki sporo wink tez mam.
          "nie wiem" odpowiadalam i "nie wiem odpowiada" moja Mloda czasem
          tez. u mnie wynikalo to z generalnej zasady u mnie w domu
          "wyrazanie tzw.zachcianek konsumpcyjnych jest bezczelne", wiec jak
          czegos chcialam, to sie tego wstydzilam i nawet "okazyjnie"
          zachecona jednak pamietalam, ze jest to bezczelnosc. Mloda (tak
          zaobserwowalam) odpowiada "nie wiem" ciociom i znajomym przed
          urodzinami, bo jej prawdziwe zyczenia sa takie...kosztowniejsze
          (skala Elfow Schleich'a np.)a na drobiazg nie ma pomyslu - wiec to
          tez wyraz jakiegos tam dopasowania spolecznego. nam jednak mowi,
          choc podejrzewam, ze tez to jakos tam wewnetrznie cenzuruje, bo
          rzadko zdarzaja sie zyczenia "kosmiczne".
        • lila1974 k1234561 07.07.10, 11:11
          Miałam i mam podobne zboczenie papiernicze smile
          • sarabanda2 Re: k1234561 07.07.10, 11:17
            Ja też! A najlepiej byłoby praciowac w takim luksusowym sklepie
            papierniczym
          • airam.as Re: k1234561 07.07.10, 16:58
            lila1974 napisała:

            > Miałam i mam podobne zboczenie papiernicze smile


            Co to są za zboczenia papiernicze, jesli mozna wiedzieć? wink
            • lila1974 Re: k1234561 07.07.10, 17:47
              Na pytanie taty wyjeżdżającego w dalekie kraje:
              - Co ci przywieźć?
              Odpowiadałam bez chwili namysłu:
              - Mazaki!!!

              Droga ze szkoły do domu wiodła zawsze przez Pewex, w którym to przyklejałam nos
              do lady wystawowej na której wyłożone były mazaki, długopisy, pióra i kolorowe
              atramenty.
              Odliczałam cent do centa a dzień w którym mogłam wyłożyć na ową ladę uciułane
              dolary i zakupić wymarzony produkt był moim świętem smile

              Miałam piękny, dwustronny piórnik zamykany na magnes, który tata przywiózł mi z
              Urugwaju ... ach cudo!

              Pióro w złotej oprawie (w sensie koloru) i 4 pióra z kolorowym atramentem.

              Kartki w zeszytach ozdabiałam nożyczkami krawieckimi, by strony były w żabki tongue_out

              Na chwilę obecną bzik nie przeszedł mi nic a nic ... nadal w mojej torebce
              królują kolorowe długopisy i notesy, notesiki, zeszyty, gumeczki itp.

              Zakupy szkolne dla moich córek to przyjemność chyba większa dla mnie niż dla
              nich ... nie powiem, żeby były z tego mojego hopla niezadowolone wink
              • airam.as Re: k1234561 07.07.10, 18:00
                wariactwo smile
                Ale slodkie!
        • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 16:47
          k1234561 napisała:

          > Ja byłam taka jako dziecko.Nic nie chciałam,niczego nie
          > potrzebowałam.

          A ja jak bylam mała, i najmlodsza do tego, to uważałam, że mi sie należy to i tamto i w ogole - wszystko. I rodzice na glowie stawali, taka bylam wybredna. Potem mi przeszlo, ale wymagania miałam. Dlatego ten kontrast z synem mnie dziwi.





          Mało tego czasem,coś
          > nawet mi się podobało,rodzice uskrzydleni już,już kupowali tą
          > rzecz,ale ja trzymając ją w rękach zastanawiałam się jeszcze czy aby na pewno jest mi to potrzebne i muszę to mieć.Często gęsto
          > odkładałam taką rzecz i nie kupowaliośmy jej.To dopiero szału można
          > dostać przy takim dziecku wink

          Faktycznie big_grin. To jak moj syn. Ogląda, ogląda i ...pada pytanie "a po co?"

          > No ale krótko mówiąc ten typ tak ma.

          Mozliwe.
          Dzieki smile

          > Do dziś niewiele mi potrzeba.Zakupy ubraniowe to dla mnie
          > męka.

          Dla mnie TEŻ!!!

          >Natomiast jeśli chodzi o kupowanie czegoś dla mojej córki nie
          > mam juz żadnych oporów.


          No ja też nie, tylko że on nie chce uncertain W sensie, oczywiście, wexmie to, co mu się kupilo, ale to jest wszakże na zasadzie, ja kupiłam , bo chcialam kupić i mnie to sprawia przyjemność, a nie , że kupiłam - bo jemu to sprawi przyjemność. Jemu jest wszystko jedno, przynajmniej tak to odbieram.
          • lila1974 Re: Dylemat 07.07.10, 20:50
            Dlatego ten kontrast z synem mnie dziwi.

            Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, ze rodzina funkcjonuje na zasadzie
            kontrastów - jak matka taka to dziecko inne - to raz.

            A dwa - im bardziej się staramy i chcemy, tym bardziej nam nie wychodzi smile
            Prosty przykład - z zasady nie daję dzieciom mleka - zatem kochają pić mleko tongue_out
            • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 21:24
              lila1974 napisała:

              > Dlatego ten kontrast z synem mnie dziwi.
              >
              > Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, ze rodzina funkcjonuje na zasadzie
              > kontrastów - jak matka taka to dziecko inne - to raz.

              Tak, ja jestem może nie we wzystkich, ale w zdecydowanej wiekszości aspektów
              inna niz moja matka. Bardziej w ojca sie wdałam, taka parszywa byłam.

              >
              > A dwa - im bardziej się staramy i chcemy, tym bardziej nam nie wychodzi smile


              Chodzi o to, że ja juz dawno przestała się starać. W stosunku do własnego
              dziecka - nigdy się nie staralam, niczego nie narzucalam, nic. Tak, jakby mnie
              nie bylo w ogóle.
              Moja matka nieraz powtarzala, jak moje dziecko bylo jeszcze malutkie, że to jest
              niepojete, żeby TACY ( w sensie pop...ni rodzice, wg niej), mieli tak fajne dziecko.
              Ja nie pojmuję tych oskarżeń po prostu.



              > Prosty przykład - z zasady nie daję dzieciom mleka - zatem kochają pić mleko tongue_out

              A ja daję wszystko. Dosłownie.
              A on nie chce.
              • lila1974 Re: Dylemat 08.07.10, 09:30
                > A ja daję wszystko. Dosłownie.
                > A on nie chce.

                Nieco sie to kłóci z Twoimi zapewnieniami, że się nie starasz - ma wszystko,
                więc się starasz, zeby miał smile
        • beatulek Re: Dylemat 07.07.10, 18:08
          NIe wiem z czego to wynika - powodów pewnie jest wiele ale pewien
          psycholog kiedyś powiedział mi, ze to skutek złych relacji córki z
          ojcem.
          Choć jak pisałam wyżej myślę, że powodów może być wiele a ten to
          conajwyżej jest jednym z wielu.
          • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 18:23
            beatulek napisała:

            > NIe wiem z czego to wynika - powodów pewnie jest wiele ale pewien
            > psycholog kiedyś powiedział mi, ze to skutek złych relacji córki z
            > ojcem.


            Mam syna. Więc jesli nieco przekręcić Twoja wypowiedź to to by oznaczało, że mój
            syn ma złą relację z matka? Czyli ze mną?
            Ja slyszałam od pewnej psycholozki zdanie, że matka ZAWSZE ma
            toksyczno-uzależniający wplyw na swoje dziecko. Taka biologia ludzka.

            A druga sprawa, to by gdzieś się potwierdzalo, w drugą stronę..., bo mnie
            ojciec rozpuszczał sakramencko, zawsze kupował rzeczy, o ktorych marzyłam. I to
            takie, z których niektóre mam do dziś. Czy dzieki temu, że miałam dobrą relację
            z ojcem, to bylam wymagająca i wybredna, i żądająca gruszek na wierzbie i
            zawsze COŚ chciałam?
            Cccciekawe...
            Może cos jest na rzeczy... smile
            • lila1974 Re: Dylemat 07.07.10, 20:55
              Zadam kłam tym spekulacjom.
              Mój tata gotów był mi nieba przychylić, złotem ... no, mazakami obsypać ...
              banany taszczyć i takie tam ... a ja nigdy nie ośmieliłam się żądać, wybrzydzać
              i rościć pretensji ... no, podobno jak byłam całkiem mała rozegrałam scenkę pt.
              "bo ja chcę" z rzucaniem się na podłogę i tupaniem ... podniósł mnie klap (który
              babcia wyrzygiwała podobno memu tacie bardzo długo).

              Bardzo szanowałam rzeczy, które dostawałam od rodziców ... wiedziałam, że
              okupione są ciężką pracą i naszą rozłąką.
              • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 22:29
                lila1974 napisała:

                > Zadam kłam tym spekulacjom.
                > Mój tata gotów był mi nieba przychylić, złotem ... no, mazakami obsypać ...
                > banany taszczyć i takie tam ... a ja nigdy nie ośmieliłam się żądać, wybrzydzać


                Exceptio probat regulam smile
      • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 16:38
        joa66 napisała:

        > Chociaż jest raczej oszczędny,
        > kupuje sobie czasami różne rzeczy z kieszonkowego, głównie ksiązki.


        Mój jest taki oszczędny, że przypuszczam , że kieszonkowych uzbieranych ma
        więcej, niż ja w tej chwili na koncie smile

        >
        > Czasami myślę, że może to wynika z obserwacji rodziców - my też nie mamy wielu
        rzeczy, które większośc posiada...nie mamy takiej
        > potrzebywink- pieniądze wydajemy głownie na robienie różnych rzeczy
        > (np. podróże) a nie posiadanie.


        No fakt. U nas podobnie.
    • lila1974 Re: Dylemat 07.07.10, 11:08
      pomyślałabym, że to dzieciak dobrze wychowane i nie chce mnie stawiac w
      kłopotliwej sytuacji
      • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 16:44
        Cóż, obaj moi synowie (jeden w podobnym wieku, jeden dorosły) też
        nigdy nie wiedzieli, czego chcą. Książki zawsze kupowałam bez
        okazji, a to byly praktycznie jedyne zachcianki. Czasem chcieli gry -
        aby grać, a nie mieć. Mieć to oni nie potrzebują. Do tego stopnia,
        ze ostatnio mój 15-latek zwrócił mi uwagę, ze idiotyzmem jest
        kupienie mu markowych butów, bo po co? Żaden nie jest skąpy, na
        głupstwa wydadzą z przyjemnością, ale nie czują potrzeby posiadania
        rzeczy.
        Ja też nie czuję - bardzo dobra cecha, życie jest o wiele
        przyjemniejsze.
        • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 16:55
          verdana napisała:
          Do tego stopnia,
          > ze ostatnio mój 15-latek zwrócił mi uwagę, ze idiotyzmem jest
          > kupienie mu markowych butów, bo po co?


          A ja tak chciałabym, żeby chciał. sad
          A on też, "po co".
          Jakis niedzisiejszy...


          > Ja też nie czuję - bardzo dobra cecha, życie jest o wiele
          > przyjemniejsze.

          Pewnie tak. Ale jak patrzysz na inne dzieci, to oni chca tego i owego itp a rodzice narzekają, że nie nadążają z zaspokojaniem potrzeb, to też złe. ale jak dziecko nic nie chce? To tez chyba nie do końca dobre. Bo pytanie powstaje, czym się będzie motywowal w zyciu dalszym, co go bedzie motywowalo? Jesli nic, to można wieść marny zywot, od pierwszego do pierwszego przez całe życie i zawsze znaleźć wymówkę - przecież ja nie potrzebuję.
          ...trochę zagmatwałam, ale moj pierwszy post ma dla mnie dalszy sens, dalszej perpektywy, dlatego go zadalam.


          • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 17:24
            Ale czy Twój syn nic nie chce, czy nic nie chce na urodziny? To sa
            dwie zupełnie różne rzeczy. Czy czyms się interesuje , czyta
            książki, gra w gry komputerowe, zbiera coś? ja dostaję szału na
            pytanie "Co chcesz na urodziny" z dwóch powodow. przde wszystkim nic
            nie chcę. Po drugie życze sobie, aby ktos kupując prezent nie szedł
            na latwiznę, tylko sam pomyslał co lubię. Prezent 'zamowiony" to w
            ogóle nie jest żaden prezent, to zwykla rzecz. rzeczy nie chcę, chcę
            prezent!
            Cóż, mnie zdecydowanie w pracy nie motywuje chęć posiadanie
            Motywuje
            -konieczność zarabiania na dzieci i chęć zapewnienia sobie
            spokoju "trud całodzienny to spokoj w snach" - jak mówią słowa mojej
            ulubionej piosenki Kaczmarskiego
            -ambicja absolutnie nie związana z zarokami, bo większość mojej
            pracy zawodowej nie przynosi żadnego dochodu, oprócz satysfakcji
            No i jesli żyje się od pierwszego do piwerwszego nie narzekając, nie
            martwiąc się, nie potrzebując mieć więcej - to przeciez jest to
            przepis na idealne życie? po co zazynać się i tracic czas w ciężkiej
            pracy, aby zaspakajać niekonieczne potrzeby?
            • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 17:53
              verdana napisała:

              > Ale czy Twój syn nic nie chce, czy nic nie chce na urodziny? To sa
              > dwie zupełnie różne rzeczy. Czy czyms się interesuje , czyta
              > książki, gra w gry komputerowe, zbiera coś?


              Czyta, gra i ma pasję ( nie z tych tanich). Ale jest to codzienność jakby. Bo, jakby to wytlumaczyć....kurrrrdę, sad, to , że placi się za jego normalne codzienne zainteresowania, to jest normalne. Ja tego nie liczę. Bo przecież nie sposób odmówić dziecku finansowania jego pasji, jeszcze takich, które są jakby "zgodne" z wizja rodziców.
              Chodzi mi o co innego, że nic ekstra nie chce. Nie potrzebuje, nie wie. Kurczę, nie wiem, jak to wyrazić. Nie buntuje się, czy co. Nie wiem. Nie powie: daj mi to! kup mi to! chcę to!
              To jest taki nuans, że nie umiem tego ubrać w słowa na razie, acz mnie męczy do dawna.
              ...przemyślę, to może powiem.


              > Po drugie życze sobie, aby ktos kupując prezent nie szedł
              > na latwiznę, tylko sam pomyslał co lubię.

              No tak, to oczywiste. Niby. Ale i tak kończy sie na dawaniu kasy najczęściej.

              >Prezent 'zamowiony" to w
              > ogóle nie jest żaden prezent, to zwykla rzecz. rzeczy nie chcę, chcę prezent!

              Jasne. Każdy tak ma. Ale w tej sytuacji pozostaje ograniczenie finansowania jego pasji, czyli tego, co naprawdę sprawia mu przyjemność, tylko po to by móć mu tę pasję "podarować" w ramach prezentu raz na jakiś czas?
              Nielogiczne.

              > Cóż, mnie zdecydowanie w pracy nie motywuje chęć posiadanie
              > Motywuje -konieczność zarabiania na dzieci i chęć zapewnienia sobie spokoju "trud całodzienny to spokoj w snach" - jak mówią słowa mojej ulubionej piosenki Kaczmarskiego
              > -ambicja absolutnie nie związana z zarokami, bo większość mojej
              > pracy zawodowej nie przynosi żadnego dochodu, oprócz satysfakcji
              > No i jesli żyje się od pierwszego do piwerwszego nie narzekając, nie
              > martwiąc się, nie potrzebując mieć więcej - to przeciez jest to
              > przepis na idealne życie? po co zazynać się i tracic czas w ciężkiej
              > pracy, aby zaspakajać niekonieczne potrzeby?

              Ok, chyba dotarło. Zrozumiałam, ale musze to jeszcze przemyslec.
              Dziekuję Ci
          • selerr Re: Dylemat 07.07.10, 17:31
            To, że dziecko nic nie chce (lub mówi, że nic nie chce) nie znaczy, że nie ma
            swoich marzeń. Uważam, że to nic niepokojącego, wręcz przeciwnie. Moje dzieciaki
            dorosły do wieku, w którym zdają już sobie sprawę, ile mniej co kosztuje i co
            innego można za to kupić i dlatego uważam za pozytywne to, że odmawiają chcenia
            czegoś drogiego, nawet jeśli nas na to byłoby stać.
            Natomiast uważam, że lepiej, jeśli rodzic sam wie, czego chce dziecko - dużo
            bardziej dziecko cieszy się z prezentu trafionego ("skąd wiedziałaś, że to
            chciałem?"), bo wtedy czuje się obdarowane podwójnie - raz prezentem, dwa - tym,
            że zwracamy uwagę na jego marzenia i potrzeby. Prezent kupiony na zamówienie nie
            jest tym samym prezentem, według niektórych dzieci, w tym także moich, w ogóle
            nie jest prezentem, a zrealizowaniem zamówienia. Dużo lepiej zakonotować sobie w
            pamięci przy jakiejś luźnej rozmowie z dzieckiem, o czym mówi bardziej żarliwie
            niż o innych rzeczach i po cichu to kupić niż walić prosto z mostu: co chcesz?
            Sama w takich sytuacjach mówię: nic nie chcę, bo uważam, że to co nieco
            nieuprzejme i żenujące pytać o coś takiego obdarowywanego.
            Co więcej, sądzę, ze jeśli rodzic musi pytać swoje dziecko: co chcesz na
            urodziny, bardziej problem tkwi w rodzicu niż w dziecku, bo to znaczy, że nie
            zna swojego dziecka wystarczająco dobrze.
            • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 17:56
              Ok, ok, też tak myślę.
              Ale w praktyce nie starcza mi wyobraźni. sad
              • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 18:47
                Ależ wygląda na to, że Twój syn wie jakie są jego potrzeby, ale są
                one zaspokajane na bieżąco (rozumiem, że to ze wzgledu na naturę
                jego pasji).


                To chyba lepiej, że nasze dzieci znają SWOJE potrzeby i nie ulegają
                presji ludzi, którzy próbują nam wszystkim wmawiać czego
                potrzebujemysmile

                Z prezentami też można sobie poradzić - to przecież nie musi byc
                przedmiot, może być zrobienie czegoś.
                • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 19:04
                  joa66 napisała:

                  >
                  > Z prezentami też można sobie poradzić - to przecież nie musi byc
                  > przedmiot, może być zrobienie czegoś.

                  Skoki ze spadochronem smile
                  Kurka wodna, no racja, racja...pewnie wam się wydaje, że zadaje durne pytania, ale przeciez widzę jak funkcjonuje świat naokoło, do tego mam ciągłą presję babci i juz sama nie wiem, czy to ze mna coś nie tak i moim dzieckiem, czy z tym światem, i po prostu nalezy nie przejmować się nim.

                  • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 19:18
                    Ależ z Twoim dzieckiem jest absolutnie wszystko w porzadku. Byloby
                    coś nie tak, gdyby w ogóle niczego nie chciał - nie dla posiadania,
                    ale zeby nie miał żadnej pasji.
                    Albo gdyby nigdy niczego nie dostawał (znam takie wypadki), a na
                    urodziny też niczego nie chciał.
                    • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 20:16
                      To dlaczego moja mama cały czas to podważa?
                      Ja niedobra, mój syn też nie taki jakby ona chciała i jego ojciec tez do bani, i
                      w wszystko w ogole nie tak jak być powinno wg niej. A ja tylko myślę, że ja nie
                      jestem w stanie ani fizycznie, ani psychicznie zaspokoić potrzeb wszystkich...
                      • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 20:29
                        To masz klopot z mama, nie z synemsmile Jesli ktos z tego towarzystwa
                        jest do bani, to....
                        I ze soba, bo dorosly czlowiek nie musi się liczyć ze zdaniem mamy.
                        Matka, ktora ma za zadanie zaspokajać wszystkie potrzeby
                        niemowlęcia, jest dobrą matką - matka, ktora zaspokaja wszystkie
                        potrzeby nastolatka - albo jest toksyczna, albo demoralizuje własne
                        dziecko.
                        • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 21:18
                          Widzisz, z tego co powiedzialaś, skoro mnie nurtuje to, że chcialabym
                          nastolatkowi dac coś więcej, niz dostaje, - wynika, że mam tendencje do bycia
                          toksyczna matką? Ja to staram sie kontrolować, ile sił, bo mam wzorzec jaki mam
                          i nic na to nie poradzę już, bo nie mam wpływu na swoją mamę i sowje
                          dzieciństwo. Wiem, że ona mnie mnie po prostu nie lubi, może kocha jako córkę,
                          po swojemu, ale mnie nie lubi.
                          A ja mam dość takich sztandarowych tekstów: my pomyśleliśmy i ja zdecydowalam.
                          Co słyszalam przez całe życie. Nienawidzę, jak ktoś za mnie decyduje w sprawach
                          dotyczących mnie. Nienawidzę. Dlatego nigdy w życiu niczego swojemu dziecku nie
                          narzucałam, nie decydowalam za niego, co zawsze kończyło się komentarzem mamy -
                          że jestem wyrodną matką i na pewno moje dziecko mnie nie obchodzi, skoro nie
                          naciskam, nie nalegam itp.
                          A mnie, jak patrzę na swoje dziecko i nasze relacje z nim, wydaje się, że
                          jestem normalną, choc ona twierdzi co innego. Jest matką i może ma rację?
                          • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 21:28
                            Cóż, każdy chce dać więcej niż daje. Problem w tym, aby nie dawać
                            wszystkiego, tylko własnie pozostawić nastolatkowi duże obszary na
                            własną decyzję. Ja już funkcjonuję na jednym forum jako wyrodna, bo
                            moj syn zalatwiał sobie sam liceum, sam składał papiery, a ja nie
                            wiem ile dostał w sumie punktów w rekrutacji, tylko znam wyniki
                            egzaminusmile No i okazuje się, ze nie interesuję się dzieckiem.
                            Najwazniejszą rzeczą - moim zdaniem - jaką mogą zrobić rodzice jest
                            nauczenie dziecka podejmowania decyzji i zaufania do siebie samego.
                            Mozna wspierać, nie można zastępować.
                            Niestety, Twoja mama tego Cie własnie nie nauczyła - podejmujesz
                            decyzje, ale nie jesteś ich pewna, nie masz do siebie zaufania. To
                            jej błąd, nie Twój. Nie da się wybierać za innych, a wlasne dziecko,
                            nawet roczne - to inny.
                            • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 21:49
                              verdana napisała:

                              >
                              > moj syn zalatwiał sobie sam liceum, sam składał papiery, a ja nie
                              > wiem ile dostał w sumie punktów w rekrutacji, tylko znam wyniki
                              > egzaminusmile

                              Tak i chcę do tego doprowadzić, aby sam o sobie decydował. Wiedział, czego chce. Ja też nie znam dokładnie ocen mojedo syna, znam średnią, wiem że z wąznych przedmiotów czyli polska matma i fizyka i języki ma piatki i czwórki i, z mojego p widzenia to wystarcza.

                              >No i okazuje się, ze nie interesuję się dzieckiem.

                              Ja też nie, jak widać wink
                              Tyle tylko, że Ty mówisz o opinii forumowej (którą zawsze można zlekcewazyć lekko), a ja mówię o opinii mojej mamy o mnie i moim dziecku. A ta - bolesna jest.

                              > Najwazniejszą rzeczą - moim zdaniem - jaką mogą zrobić rodzice jest nauczenie dziecka podejmowania decyzji i zaufania do siebie samego. Mozna wspierać, nie można zastępować.

                              Wędka - nie rybka. Masz rację.


                              > Niestety, Twoja mama tego Cie własnie nie nauczyła - podejmujesz
                              > decyzje, ale nie jesteś ich pewna, nie masz do siebie zaufania.

                              Nie mam. nawet jak wydaje się a nawet jestem pewna, że słusznie postepuję, to zaraz wpadam pod grad oskarżeń mamy. Ja , pól biedy, chodzi mi bardziej o dziecko.

                              >To jej błąd, nie Twój.

                              Nie potrafię, nie starcza mi sił, by jej błędy, które maja wpływ na moje dziecko, korygować.
                              Jak? Wyrzec się matki, babci?

                              • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 21:55
                                Wyrzec się - nie.
                                Ale jest takie powiedzenie "Czlowiek dorosly to taki, co wstaje rano
                                i mysli sobie - mam w d... to, co powie mama na moją decyzję".
                                Weź pod uwagę, jakie teraz masz problemy z sobą, z akceptacja, z
                                podejmowaniem decyzji - czy to nie jest najlepszy dowód, ze Twoja
                                mama się myli i ze jej rady nie są dobre?
                                Ps. ja jestem bardziej wyrodna niz Ty, bo mój syn ma srednia nie
                                przekraczającą 3,5.
                                Nie masz się wyrzec matki, tylko pamiętać, że kazdy rodzic robi
                                błędy - ma robić jednak własne błędy, a nie cudze.
                                • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 22:15
                                  verdana napisała:

                                  > Wyrzec się - nie.
                                  > Ale jest takie powiedzenie "Czlowiek dorosly to taki, co wstaje rano i mysli sobie - mam w d... to, co powie mama na moją decyzję".

                                  Takie moje myślenie, od ponad dwóch lat, doprowadzilo do tego, że ona mnie znienawidzila.

                                  > Weź pod uwagę, jakie teraz masz problemy z sobą, z akceptacja, z
                                  > podejmowaniem decyzji - czy to nie jest najlepszy dowód, ze Twoja
                                  > mama się myli i ze jej rady nie są dobre?

                                  Czuje ten dysonans, czułam go od dawna, od podstawówki. Dopiero teraz zaczełam cokolwiek rozumieć. I układać w glowie, co skąd i dlaczego.

                                  > Ps. ja jestem bardziej wyrodna niz Ty, bo mój syn ma srednia nie
                                  > przekraczającą 3,5.

                                  Mój 3.7 smile Więc nad stopniem wyrodnosci bym dyskutoala, to sa promile wink

                                  > Nie masz się wyrzec matki, tylko pamiętać, że kazdy rodzic robi
                                  > błędy - ma robić jednak własne błędy, a nie cudze.

                                  Ok, ale jak to rozwiązujesz w realu? Jak uniknąć ciąglego zadręczania i krytykowania siebie i dziecka przez osobę najbliższą i najdroższą nie odtrącając jej? Bo ja żadnym dyplomatą nie jestem, nie umiem, nie potrafię i nie chcę byc w takich sprawach. I swojego dziecka tez do tego nie namawiam.
                                  • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 22:23
                                    ' Ok, ale jak to rozwiązujesz w realu?"

                                    Ja ograniczyłam kontakty. I porozmawiałam powaznie z synem o babci.
                                    Chociaż była to dla mnie trudna rozmowa.
                                    • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 22:37
                                      Też ograniczylam, jak tylko moglam.

                                      Ale jest telefon - jutro obiad u mnie, macie przyjechać. I co mam powiedzieć, jak nie mam ochoty? Bo mioeszkamy w jednym mieście przecież.
                                      Na początku ulegalam. Potem mowilam - nie, bo...(wstaw cokolwiek).
                                      Synowi nic nie mowilam, bo wolę, by patrzył na to poprzez swój pryzmat , a nie moj. Bo moj, kto wie, pewnie jest niepopprawny, więc nie chcę mu niczego narzucać. Ale on nawet sam z siebie - nie chce. A ja mam w zamian zarzut - że ograniczam babci kontakty z wnukiem.
                                      Kiedy ten wnuk...nie ma najmniejszej ochoty na kontakty z babcią...
                                      No co mam zrobić? Tylko na pół się rozerwać, aby ich zadowolić.
                                      • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 22:47
                                        " co mam powiedzieć, j
                                        > ak nie mam ochoty?"

                                        Nie mam ochoty, nie mam czasu.

                                        " Synowi nic nie mowilam, "

                                        ja powiedziałam, bo ja ograniczyłam kontakty kiedy był mały i chyba
                                        nie widział do końca dlaczego jedna babcie widzi często , a drugiej
                                        nie.

                                        " bo wolę, by patrzył na to poprzez swój pryzmat , a nie
                                        > moj. "

                                        Ja mwówiłam dlaczego jest to dla mnie trudne i nie do wytrzymania,
                                        podkreslałam dobre strony babci, ale móiłam tez o tym co mnie od
                                        niej odsuneło.

                                        " ja mam w zamian zarzut - że ogranic
                                        > zam babci kontakty z wnukiem."

                                        Ja też. I co z tego? Moja rodzicielka NIGDY nie jest zadowolona, co
                                        za różnica z jakiego powodu?
                                        • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 22:54
                                          ja mam luksusowa sytuację, bo moi rodzice wprawdzie zawracają głowę
                                          min. 5 razy dziennie, ale metody wychowawcze mamy podobne. Tak, raz
                                          zdarzyła się dosyć dramatyczna sytuacja, w ktorej mój ojciec byl
                                          zdecydowanie przeciwny temu, co zrobilam, wiedziałam, ze będzie
                                          wsciekly - i zrobilam to mimo to. Ojciec dosyć szybko uznał, ze to
                                          jednak nie bylo złe rozwiązanie.
                                          Nie waham się oplotkowywać moich rodziców przed dziećmi, wcale nie
                                          jest źle, gdy dziecko widzi, ze na rodziców wolno narzekać. I to
                                          nuie dydaktycznie "Babcia jest dobra, ale..", tylko kompletnie
                                          niedydaktycznie, czasem uzywając wyrazów powszechnie uznanych za
                                          obelzywesmile
                                          Ale moje kontakty z rodzicami sa dobre, a kontakty wnukow z moimi
                                          rodzicami - doskonałe. To trochę inna sytuacja.
                                        • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 23:12
                                          joa66 napisała:

                                          >
                                          > Nie mam ochoty, nie mam czasu.

                                          Czyli krótko i treściwie?
                                          Już to przerabiałam. Dorobilam sie łatki "nieczułej corki".
                                          Dziekuję.


                                          >
                                          > ja powiedziałam, bo ja ograniczyłam kontakty kiedy był mały i chyba nie widział do końca dlaczego jedna babcie widzi często , a drugiej nie.

                                          Tak się złożylo, że moj syn ze wszystkich dziadkow, ma tylko jedną babcię wink Czyli moją mamę...
                                          Naprawdę, nie wiem , na czym to polega, że akurat tak się stalo .. wink


                                          > Ja mwówiłam dlaczego jest to dla mnie trudne i nie do wytrzymania,
                                          > podkreslałam dobre strony babci, ale móiłam tez o tym co mnie od
                                          > niej odsuneło.

                                          Babcia dużo dobrego wniosła i to jest bezsporne, syn to widzi, czuje itp. Ale tłumaczenie w nieskończoność innych (częstszych) babcinych zachowań - przerasta mnie. Bo nieraz nie umiem odpowiedzieć na pytania syna " a dlaczego babcia powiedziała...." to czy tamto.

                                          >
                                          > Ja też. I co z tego? Moja rodzicielka NIGDY nie jest zadowolona, co za różnica z jakiego powodu?


                                          Mamy jednakowe rodzicielki?
                                          Wspólczuję zatem. Tobie i sobie.

                                          Ale ja nie chcę taką być,i nie będę.
                                          A to "nie będę" odbywa się kosztem utraty, przynajmniej w części, własnej matki i babci mojego dziecka.


                                          ps. ostatnio od siostry uslyszalam, że cięzki zawał, ktorego mama dostała w styczniu br. byl z mojej winy. Tak powiedziała mama.
                                          Po takich jej slowach odechciewa mi się żyć.
                                          psps.Nie wypomnę jej nigdy oczywiście, że byla gotowa mnie wyskrobać, tylko ojciec ją powstrzymał.

                                          • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 23:32
                                            " Mamy jednakowe rodzicielki? "

                                            najwyraźniej.

                                            dlatego mówię - tej walki nie wygrasz, możesz się tylko uodpornić.

                                            " Dorobilam sie łatki "nieczułej corki". ja też.
                                            Mam gdzies łatkismile
                            • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 22:13
                              " Ja już funkcjonuję na jednym forum jako wyrodna, bo
                              > moj syn zalatwiał sobie sam liceum, sam składał papiery, a ja nie
                              > wiem ile dostał w sumie punktów w rekrutacji, tylko znam wyniki
                              > egzaminusmile"

                              hmmm..to chyba nie do końca o to chodziło, czyż nie?wink
                              • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 22:50
                                A jednak tak - o to chodziło. Że nie uczesniczę w kluczowym dniu w
                                życiu dziecka (składanie papierów) i ze nie interesuje mnie, ile
                                punktów dostał (a to przecież POWINNO mnie interesować).
                                No fakt - nie interesowałosmile
                                • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 22:54
                                  nie chodziło o to, że ktos sugerował, że jezeli rodzić interesował
                                  się rekrutacją i wiedział na czym polega punktacja jest toksyczny.wink

                                  p.s...a ja...nawet nie wiem jaką średnią ma moje dziecko..upswink //to
                                  chyba już dno ...wink
                                  • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 22:57
                                    A nie, ale jeśli rodzić żyje rekrutacją, to inna sprawa.
                                    Zgadzam się, dnosmile
                                    Ja wiem mniej więcej, bo jak widzę na przemian czwórkę i trójke, to
                                    w umyśle zapale mi się 3,5. W przybliżeniu.
                                    Ale musze się przyznać, ze srednią cóki znalam do drugiej cyfry po
                                    przecinku, bo nie dawała o niej zapomnieć. Nadal znam, bo wynosi 5.
                                    • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 23:05
                                      " jak widzę na przemian czwórkę i trójke, to
                                      > w umyśle zapale mi się 3,5. W przybliżeniu."

                                      tak, bo jak czasami się coś widzi, to w przybliżeniu można obliczyć,
                                      średnią ..lub punkty...co kto wolismile


                                      " rodzić żyje rekrutacją" ...hmmm tego akurat nie wiesz, prawda? Bo
                                      chyba nie oceniasz tego intensywnością wypowiedzi w dyskusji,
                                      prawda?wink
                                      • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 23:06
                                        p.s. prooponuję zakończyć i nie zasmiecac tego tematu.smile
                                      • verdana Re: Dylemat 07.07.10, 23:11
                                        Cóż, jeśli od pierwszej klasy ktos chodzi na zebrania informacyjne
                                        do niemal wszystkich dobrych szkół i robi wykresy, albo nadal
                                        emocjonuje się zasadami przyjęć, choć dziecko dawno w liceum - to
                                        czym, przepraszam, żyje?
                                        • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 23:25
                                          Chyba przypisujesz rzeczy robione przez co najmniej kilka osób
                                          jednej osobie i stwarzasz postać nieistniejącą.

                                          Poza takim drobiazgiem, że jak ktoś pisuje na jakimkolwiek wątku, to
                                          nie znaczy, że tym żyje. Zdarza mi sie pisac na wątku o małych
                                          dzieciach na przykład, mimo, że ten okres mam za sobą..i takie samo
                                          prawo daję osobie, która pisze na wątku dla gimnazjalistów, chociaz
                                          jej dziecko jest w liceum.smile
                                        • menodo Re: Dylemat 08.07.10, 00:00
                                          verdana napisała:

                                          > Cóż, jeśli od pierwszej klasy ktos chodzi na zebrania informacyjne
                                          > do niemal wszystkich dobrych szkół i robi wykresy, albo nadal
                                          > emocjonuje się zasadami przyjęć, choć dziecko dawno w liceum - to
                                          > czym, przepraszam, żyje?

                                          Myla Ci sie Verdana wirtualne postaci, bo sama spedzasz w necie zbyt wiele
                                          czasu. Tymczasem dla wielu osob fora internetowe to zwykle zrodlo wymiany
                                          informacji i narzedzie pomocne w realnym swiecie. Dla mnie na przyklad - w
                                          przypadku dzieci, ktorymi sie opiekuje. Fakt, moje dziecko "od dawna w liceum"
                                          tzn. zdalo do drugiej klasy; jedno z "podopiecznych" - wlasnie dostalo sie do
                                          tej samej szkoly (bylo laureatem konkursu), drugie - do przyzwoitej. Mam z tego
                                          powodu ogromna satysfakcje.
                                          Na szkoly prywatne matki wspomnianych dzieci nie bylo stac, wiec tez malo mialy
                                          w sobie luzu.
                                • menodo Re: Dylemat 07.07.10, 23:20
                                  verdana napisała:

                                  > A jednak tak - o to chodziło. Że nie uczesniczę w kluczowym dniu w
                                  > życiu dziecka (składanie papierów) i ze nie interesuje mnie, ile
                                  > punktów dostał (a to przecież POWINNO mnie interesować).
                                  > No fakt - nie interesowałosmile"

                                  Hihi. Mnie tez to nie interesowalo kiedy moje dziecko- podobnie jak Twoje-
                                  dostalo sie do prywatnej szkoly. Ale nie pouczalam matek innych dzieci, ktore
                                  umieraly ze strachu, co sie stanie z ich dziecmi kiedy nagle progi do
                                  PUBLICZNYCH szkol podskocza albo sie obniza - aby sie wyluzowaly i zajely sie
                                  czyms bardziej wartosciowym, no bo to jednak obciach zajmowac sie takimi
                                  przyziemnymi sprawmi jak punkty, prawda?
                                  >
                                  • alinawk Re: Dylemat 09.07.10, 08:30
                                    Moje poszło do publicznej i też się bałam i liczyłam punkty, i
                                    trochę czasu spędziłam w internecie czytając o wymaganiach
                                    poszczególnych szkół.
                                    A jeśli chodzi o prywatne i luz prezentowany przez Verdanę- to one
                                    nie mają żadnych wymagań punktowych i przyjmują każdego jak leci,
                                    byle była kasa?
                      • joa66 Re: Dylemat 07.07.10, 21:09
                        1) " ja tylko myślę, że ja nie
                        > jestem w stanie ani fizycznie, ani psychicznie zaspokoić potrzeb
                        wszystkich..."

                        Bo nie musisz.

                        2) BTW - mnie nie dziwi, że ktoś zaczyna się zastanawiać albo nawet
                        martwić nietypowymi cechami swoich dzieci, ale w większości wypadków
                        to po prostu cechy osobnicze i tyle.
                      • nika_j Re: Dylemat 07.07.10, 21:13
                        Tak jak wspomniał ktoś wcześniej - masz problem ze sobą, nie z dzieckiem.
                        • airam.as Re: Dylemat 07.07.10, 21:27
                          nika_j napisała:

                          > Tak jak wspomniał ktoś wcześniej - masz problem ze sobą, nie z dzieckiem.


                          Dzięki.
                          Pytanie, co z tym problemem zrobić.?
                          • alinawk Re: Dylemat 09.07.10, 08:45
                            Trochę ci zazdroszczę. Córce obiecałam zabawkę 'po pierwszym',
                            słowo się rzekło, pojechałyśmy do sklepu, akurat trafiłam na
                            wyprzedaż w Kerfurze i udało się niedrogo coś fajnego kupić.
                            Niestety wybrała sobie przy okazji już dwie następne na kolejne 'po
                            pierwszym' i to w cenie niezbyt przystępnej. Jak ją znam to nie
                            odpuści sad
                            A co do twego syna - to widać dobra doczesne go nie interesują.
                            Może przyszły franciszkanin? Ma jakieś ciągoty w tym kierunku? wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka