kurczak1
19.11.10, 13:19
Jestem mamą 4-klasisty. Kiedyś też uczyłam młodzież i uważałam, że zadanie domowe musi być. Od kilku lat nie uczę, a z młodzieżą łączą mnie dobre kontakty. Wciaż słysze, ze ci ludzi siedzą do 1 w nocy nad lekcjami i nie mają czasu dla siebie. Ja sama pracuję 8 godzin i jedyne, na co mnie stać po powrocie do domu to upichcić coś (czasem jem na mieście) i umyć naczynia. A dkla mojego 10-latka po powrocie ze szkoły (lekcje i szkoła muzyczna) zaczyna się druga część harówy: zadanie z matematyki (średnio 5 ćwiczeń); z polskiego, przyrody, historii, dokonczyć rysunek z plastyki, lekcje z przedmiotów mzycznych, gra na instrumencie, przeczytać lakturę, cwiczenia z angiellskiego; jeśli nie był w szkole (lekarze, warsztaty, próby na uroczystości) musi jeszcze podzwonic po dzieciakach, pożyczyć zeszyt i przepisać, zrobić zaległe zadania, pamiętać o przyniesieniu czegoś tam, o tym kiedy na galowo, za co pieniądze zapłacić, wykonać doświadczenie na przyrodę...Zaczęły się pojawiać jedynki. Nie za wiedże - ze sprawdzianów ma piątki. Chce mu się płakać - nieraz ma zajęcia do wieczora. Nie chcemy rezygnować ze szkoły muzycznej, z nauki niemieckjiego, z wyjazdów na biwaki. Wczoraj jednak stanęliśmy przed wyborem: przygotowanie zaległych lekcji z angielskiego i plastyki oraz ćwiczenia na instrumwncie przed egzaminem czy biwak harcerski. Pozostawiłam wybór młodemu. Wybrał biwak, w końcu coś mu się od życia należy. Ja się cieszę, chce, żeby był szczęśliwy.
Jestem przeciwna zadaniom domowym. Dobry nauczyciel nauczy i w szkole. Rozumiem że są takie rzeczy jak przeczytanie lektury czy zapakowanie farbek na plastykę, ale to jedyne zadania które powinny być robione w domu.
Moj syn kocha matematykę, przyrodę, ma rozległa wiedzę. Coraz bardziej nie kocha szkoły. Coraz bardziej jest średni, stłamszony. Jedyne co mogę mu w tej sytuacji dać to świadomość, że stopnie są nieważne i że mu współczuję tego, że pracuje po 10- 12 godzin dziennie