myelegans
24.03.11, 02:41
Jakos nigdy o tym nie myslalam, bo wydawalo mi sie to zrozumiale, ze jak ktos zaczyna zerowke, czy I,II itd klase to jest ten sam zestaw uczniow w kazdej klasie z roku na rok. No moze sa male roszady bo ktos sie wyprowadzil, ktos sie przeniosl z innego miasta.
A tu tymczasem dowiedzialam sie, ze do miejscowego zwyczaju tzn dotyczacego przynajmniej kilku stanow mieszania dzieci z roznych klas tego samego rocznika. Czyli moj zerowkowicz bedzie mial inny zestaw wspoluczniow jako pierwszoklasista, tzn. dzieci sie znaja ze swietlicy z zajec pozalekcyjnych, ale jest tego 100 na 5 klas, wiec znaja sie raczej z widzenia.
Sama nie wiem jaki mam do tego stosunek, z jednej strony to zapobieganie tworzenia klik, kolek wzajemnej adoracji, stwarzanie umiejetnosci znajdowania sie w innej grupie, nowej dynamiki grupy, z drugiej strony moj jest przyrosniety biodrem z Zack'iem i caly czas o nim slysze. Traume przejdzie?
Jak nie ma wyjscia to nie ma, wyzej nerek nie podskocze.
Hmmmm. Jakies doswiadczenia w tym temacie?