12.09.11, 10:29
U mojego syna w szkole pani zabroniła dzieciom jeść chipsów pić coli i innych tego typu artykułów,dzieci mają w szkole sklepik a praktycznie nic nie mogą z niego kupować bo wszystko be , tak się zastanawiam czy nauczycielka może takie zakazy robić.
Obserwuj wątek
    • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 10:57
      jolkapo2007 napisała:

      > U mojego syna w szkole pani zabroniła dzieciom jeść chipsów pić coli i innych t
      > ego typu artykułów,dzieci mają w szkole sklepik a praktycznie nic nie mogą z ni
      > ego kupować bo wszystko be , tak się zastanawiam czy nauczycielka może takie za
      > kazy robić.

      Pewnie nie może skoro te rzeczy są w sklepiku. Ale ja bym się cieszyła, że dzieciakom świństwa nie pozwala kupować. I przy okazji pytanie, dlaczego takie śmiecie znajdują się w sklepiku szkolnym. Może potrzebna jakaś interwencja rady rodziców, skoro jest już wsparcie nauczyciela.
    • mamusia1999 Re: Zakazy 12.09.11, 11:00
      u mnie w domu ww tylko w niedziele - ale pewnie na boku cos podkupuja, szczegolnie Starsza wink bo porusza sie w przerwach po miasteczku.
      z braku sklepiku sie ciesze ogromnie, i jesli szkola (IMO slusznie) chce forsowac zdrowe zywienie, to niech w pierwszej kolejnosci zrezygnuje ze sklepiku.

      nie mniej nie lubie ubezwlasnawalniania rodzicow - nauczyciel moze uazasadnic swoja rekomendacje, ale juz nie moze nikomu narzucic jedynie slusznej diety.

      a co niby zrobi, jak dziecko przyniesie tylko cole? bedzie go trzymac o suchym pyszczku godzinami?
      ponadto (i to nie musi byc zle wychowanie) rodzice niektorych dzeici staja przed dylematem: albo ciasteczka/nutella na chlebie i fanta albo pociecha 6 godzin nic nie je i nie pije? nawet z punktu widzenia nauczyciela bilans wychodzi na 0: dolek z glodu lub pragnienia jest taki sam jak dolek poinsulinowy.
      • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 11:09
        mamusia1999 napisała:

        > > ponadto (i to nie musi byc zle wychowanie) rodzice niektorych dzeici staja prze
        > d dylematem: albo ciasteczka/nutella na chlebie i fanta albo pociecha 6 godzin
        > nic nie je i nie pije? nawet z punktu widzenia nauczyciela bilans wychodzi na
        > 0: dolek z glodu lub pragnienia jest taki sam jak dolek poinsulinowy.

        Jak dziecko nie jest od małego karmione świństwami to nie będzie się na nie rzucało w szkole.
        • mamusia1999 Re: Zakazy 12.09.11, 11:54
          no to mam ja i psiapsiolkii kosmitow wink trzymalysmy dzieciaki z dala od ww dokad sie dalo. efekt byl taki, ze jak na urodzinach etc (ostatnio w prezencie od niereformowalnej/odchudzajacej sie cioci sie dorwaly to konca nie bylo widac. ekstremalnie.
          przeszylsmy na system skandynawski - raz w tygodniu do woli. najlepiej jakosci bio.

          nie wierzylabym gdyby nie syn innej przyjaciolki (3latek wtedy): miesiacami nie jadl (ani nie pil) w przedszkolu nic ze (umiarkowanie a nie jakos odlotowo makro/bio etc) zdrowego sniadania. az wychowawczyni poprosila, zeby jednak chleb z nutella i slodki napoj dawac, bo dziecko w sposob widoczny opada z sil kolo 11. wczesniej w domu nie jadal do obiadu nic.
          moja Mloda dalo sie wychowac do picia wody, moj Mlody sie raczej zdehydruje zanim wypije wiecej niz lyk wody, na szczescie wchodzi w 1/2 wody i soku.
          a moj siostrzeniec ma ojca i brata lasuchow, a sam nasladuje mame ascetke.
          moja Mloda jako jedyna w rodzinie moglaby codziennie 3 razy jadac miecho.
          dzeici to slynna black box - mozesz wkladac do niej rozne sensowne wzorce i potem sie czesto dziwisz co z nich pozostaje. ja jednak nadal wkladam i wkladam, jednak prawdopodobienstwo jest wieksze, ze cos zostanie.
          • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 12:08
            mamusia1999 napisała:

            > nie wierzylabym gdyby nie syn innej przyjaciolki (3latek wtedy): miesiacami nie
            > jadl (ani nie pil) w przedszkolu nic ze (umiarkowanie a nie jakos odlotowo ma
            > kro/bio etc) zdrowego sniadania.

            Jeśli nie jadł tego w przedszkolu, to może nie jadł też tego w domu i nie był przyzwyczajony. A może ze stresu nie jadł. Nie znam dziecka więc nie wiem.

            az wychowawczyni poprosila, zeby jednak chleb
            > z nutella i slodki napoj dawac, bo dziecko w sposob widoczny opada z sil kolo 1
            > 1. wczesniej w domu nie jadal do obiadu nic.

            Skoro nie jadł nic, to nie ma się co dziwić, że opadał z sił. Pytanie - czy jadł śniadanie w domu przed wyjściem i jakie? Tego nie wiemy.
            A propozycja zapakowania dziecku kanapki z nutella lub słodkiego napoju to już mi się śmieszna wydaje. W przedszkolu syna był zakaz przynoszenia soków i słodyczy. Dzieci piły tylko wodę i jadły zdrowe kanapki jakoś nie popadały.

            • mamusia1999 Re: Zakazy 12.09.11, 20:10
              no wlasnie dziecka nie znasz, to ci sie wierzyc nie chce. a dziecko do 3 urodzin zylo o solidnym sniadaniu az do obiadu. podroslo, poziom aktywnosci sie zwiekszyl, sniadanie tez podroslo, "normalnej" kanapki, owocow i herbatki ziolowej w przedszkolu nie tknal. ja tam jednak tez mialam zaufanie do wychowawczyn w przedszkolu, ze potrafia ocenic kondycje dziecka. i skoro ta sama wychowaczyni, ktora zwalcza nawet jogurty owocowe (i slusznie, to jest okazjonalny deser) zgadza sie na nutelle i slodki napoj to musi byc zdesperowana dzieciakiem zmeczonym juz o 11.

              • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 21:03
                mamusia1999 napisała:

                > no wlasnie dziecka nie znasz, to ci sie wierzyc nie chce. a dziecko do 3 urodzi
                > n zylo o solidnym sniadaniu az do obiadu. podroslo, poziom aktywnosci sie zwie
                > kszyl, sniadanie tez podroslo, "normalnej" kanapki, owocow i herbatki ziolowej
                > w przedszkolu nie tknal.

                No to może rodzice powinni mu dawać do przedszkola kanapki zrobione w domu, ale nie z nutellą tylko z szynką. I butelkę wody mineralnej do picia.

                ja tam jednak tez mialam zaufanie do wychowawczyn w pr
                > zedszkolu, ze potrafia ocenic kondycje dziecka. i skoro ta sama wychowaczyni, k
                > tora zwalcza nawet jogurty owocowe (i slusznie, to jest okazjonalny deser) zgad
                > za sie na nutelle i slodki napoj to musi byc zdesperowana dzieciakiem zmeczonym
                > juz o 11.

                Może dzieciak był zmęczony, bo nie wychodzili na podwórko. To częsty zwyczaj kisić dzieci po 10 godzin w polskich przedszkolach.
                Podanie słodkiego to żadne rozwiązanie. Bo wtedy szybko podskakuje dziecku cukier do góry i równie szybko spada, z powodu dużego wyrzutu insuliny w odpowiedzi na ten cukier. Jest to więc energia szybka, ale na krótko. Jak ktoś chce mieć energię na dłużej, to powinien spożyć węglowodany złożone. I tym bardziej należałoby zadbać, aby dziecko spędzające w przedszkolu długie godziny otrzymywało wartościowy posiłek a nie chłam.
                • jagoda2 Re: Zakazy 12.09.11, 21:32
                  Fogito, daj spokój, są osoby, których nigdy nie przekonasz, bo one wiedzą swoje. Szkoda Twojej energii. Ja już dawno przestałam dyskutować tam, gdzie nie widzę nawet cienia szansy na dopuszczenie inego punktu widzenia niż własny. Szkoda energii.
                  • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 21:35
                    jagoda2 napisała:

                    > Fogito, daj spokój, są osoby, których nigdy nie przekonasz, bo one wiedzą swoje
                    > . Szkoda Twojej energii. Ja już dawno przestałam dyskutować tam, gdzie nie widz
                    > ę nawet cienia szansy na dopuszczenie inego punktu widzenia niż własny. Szkoda
                    > energii.

                    pewnie nie przekonam, ale zawsze lepsza buła z szynką niż z nutellą.
                    • mamusia1999 Re: Zakazy 13.09.11, 10:20
                      dyskutowalabym. jesli krem czeko-orzechowy jest jakosci eko, bulka orkiszowa tez, to ja sie na nia pisze zamiast modyfikowanej pszenicy i nafaszerowanej antybiotykami tudziez hormonami wzrostu swini przyprawionej mononatriumglutamatem.

                      fogito nie tlumacz mi dolka poinsulinowego, bo juz o nim pisalam - jest porownywalny do dolka z glodu.
                      a wspominane dziecko dostalo slodkawa bulke, danonka, napoj owocowy po miesiacach (tez pisalam) prob z innymi wymyslnymi cudami dietetytki. ubzduralo sobie? tak. ale jesli glod go nie zlamal to IMO mozna odpuscic (i zbilansowac). zeby normalnie korzystalo z dobrodziejstw szwarcwaldzkiego klimatu w kazda pogode, zamiast snuc sie smetnie.

                      alez jagodko, kiedy to ja dopuszczam inny punkt widzenia niz wlasny - moje dzieci jedza zdrowo (pisalam), ale jesli inna matka odpuscila, to nie uwazam jej za cwiercinteligenta . i nie pleduje za nakazem stosowania jedynie slusznej diety. natura widac przewidziala gusta i charktery nie wydrukowane w "Przyjaciolce", czytaj : ku Twojemu, bezgranicznemu zapewne, zdziwieniu trzylatek potrafi sie uprzec az do oslabienia. moze oprotestowal przedszkole? no to matka poszla na kompromis: przedszkola nie odpuscila, nutelle dala. bynajmniej nie na zadanie. na probe, czy zje i zjadlo.

                      w tym samym przedszkolu zreszta dzeici dostaja do picia wylacznie wode i herbatki ziolowe. moj Mlody da sie namowic na jeden lyk ww. moze miec spierzchniete wargi, zapadniete oczodoly itp. tak bylo zawsze. taka uroda, brak pragnienia. wszyscy inni w rodzinie pija wode. no i tez poszlam na kompromis: sok rozcienczony woda. dobrze, ze to nie ty kierujesz tym przedszkolem, bo bym go musiala wypisac.

                      • fogito Re: Zakazy 13.09.11, 10:58
                        mamusia1999 napisała:

                        > dyskutowalabym. jesli krem czeko-orzechowy jest jakosci eko,

                        Nutella nie jest tongue_out

                        bulka orkiszowa t
                        > ez, to ja sie na nia pisze zamiast modyfikowanej pszenicy i nafaszerowanej anty
                        > biotykami tudziez hormonami wzrostu swini przyprawionej mononatriumglutamatem.

                        ja kupuję dziecku chlebek na zakwasie bez cukru i szyneczkę eko ze świnek bez dodatków wink

                        > fogito nie tlumacz mi dolka poinsulinowego, bo juz o nim pisalam - jest porowny
                        > walny do dolka z glodu.

                        do dołka insulinowego nie wolno doprowadzać tak jak i do dołka z głodu.

                        > a wspominane dziecko dostalo slodkawa bulke, danonka, napoj owocowy po miesiaca
                        > ch (tez pisalam) prob z innymi wymyslnymi cudami dietetytki. ubzduralo sobie?

                        Nie wiem. Różnie to bywa. Może to był protest głodowy z powodu kiepskiego przedszkola...

                        t
                        > ak. ale jesli glod go nie zlamal to IMO mozna odpuscic (i zbilansowac). zeby no
                        > rmalnie korzystalo z dobrodziejstw szwarcwaldzkiego klimatu w kazda pogode, za
                        > miast snuc sie smetnie.

                        Na podwórko bym wywaliła. Nic tak nie przywraca apetytu jak godzina biegania na świeżym powietrzu. Ale to jest często nieralne w polksich przedszkolach sad


                        > w tym samym przedszkolu zreszta dzeici dostaja do picia wylacznie wode i herbat
                        > ki ziolowe. moj Mlody da sie namowic na jeden lyk ww. moze miec spierzchniete w
                        > argi, zapadniete oczodoly itp. tak bylo zawsze. taka uroda, brak pragnienia. ws
                        > zyscy inni w rodzinie pija wode. no i tez poszlam na kompromis: sok rozcienczo
                        > ny woda. dobrze, ze to nie ty kierujesz tym przedszkolem, bo bym go musiala wyp
                        > isac.

                        Ja bym go przekonała do tej wody smile

    • scher Re: Zakazy 12.09.11, 11:12
      Przypomina mi to oburzanie się niektórych rodziców na ograniczenie przez nauczycielkę możliwości używania przez dzieci telefonów komórkowych na wycieczce szkolnej.

      Wczoraj dowiedziałem się, że syn znajomej wyszukał sobie elitarne liceum w Wielkiej Brytanii. Wśród wielu zasad, nakazów i zakazów jest też absolutny zakaz posiadania telefonu komórkowego oraz absolutny zakaz korzystania z internetu. Uczeń ma być odcięty od świata, ma skupić się tylko na nauce. Czesne - gigantyczne jak na warunki polskie.

      I tak się zastanawiam, czy ten podział szkolnictwa jest nieuchronny. Z jednej strony szkoły elitarne, wysoko płatne, z mnóstwem ograniczeń i rygorem, z drugiej - szkoły dla plebsu, gdzie uczeń może wszystko. Może wszystko powiedzieć, może wszystko zrobić, może żreć śmieciowe żarcie, bo zaraz jego mamusia upomni się o jego "prawa obywatelskie".

      Prawa obywatelskie... Czy każdy ma prawo być głupim?
      • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 12:09
        scher napisał:

        > >
        > I tak się zastanawiam, czy ten podział szkolnictwa jest nieuchronny. Z jednej s
        > trony szkoły elitarne, wysoko płatne, z mnóstwem ograniczeń i rygorem, z drugie
        > j - szkoły dla plebsu, gdzie uczeń może wszystko. Może wszystko powiedzieć, moż
        > e wszystko zrobić, może żreć śmieciowe żarcie, bo zaraz jego mamusia upomni się
        > o jego "prawa obywatelskie".

        Chyba jest to nieuchronny podział.


        > Prawa obywatelskie... Czy każdy ma prawo być głupim?

        Tak big_grin

      • mgla_jedwabna Re: Zakazy 13.09.11, 11:59
        Szkola dla ludzi, ktorzy nie odrozniaja konserwatywnego zamordyzmu od rozumnego pielegnowania tradycji. Z takich miejsc wychodzi sie czesto z glowa napakowana wiedza i ze zlamana psychika, albo tylko z ta ostatnia, bo zamordyzm nie jest atmosfera sprzyjajaca rozwojowi intelektualnemu.

        A jesli komus nie podobaja sie chipsy i cola w szkole, to niech zalatwi, zeby nie bylo ich w szkolnym sklepiku, zamiast meczyc dzieci widokiem zakazanych smakolykow, gdy np. ida kupic olowek. I nie mowcie, ze na zakupach z rodzicami jest o wiele wiecej takich widokow, bo wtedy ciezar decyzji o niekupowaniu smieci spoczywa na rodzicach, nie na dziecku.

        Poza tym w tych niby elitarnych, platnych szkolach tez dzieciakom wszystko wolno, poniewaz dla organow prowadzacych te szkoly jedynym istotnym czynnikiem sa dochody uzyskiwane z czesnego. Cala reszta tzn. poziom naukowy, wychowanie itd. sa wazne tylko w takim stopniu, w jakim modyfikuja wplywy czesnego. Najczesciej konczy sie wiec na pitoleniu o wymaganiach, zeby zwabic rodzicow-platnikow, a potem nie sa one egzekwowane, zeby nie zniechecic uczniow, ktorzy mogliby zapragnac zmienic szkole (w skrajnym przypadku postarac sie o wyrzucenie z niej).
    • jagabaga92 Re: Zakazy 12.09.11, 11:45
      Ja uważam, że dziecko z domu powinno móc przynosić do jedzenia i picia, co chce - z domu - znaczy teoretycznie rodzice o tym wiedzą (fakt, że dziecię może kupić "śmieci" w drodze do szkoły, ale szkoła może zakładać, że rodzice wiedzą), natomiast jeśli szkoła chce się wykazać prozdrowotnie, to na terenie szkoły powinien być zakaz handlu "śmieciowym" jedzeniem - a więc zakaz dla sprzedawców, a nie dla kupujących.
      • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 12:10
        jagabaga92 napisała:

        >- a więc [b]zakaz dla sprzedawców[
        > /b], a nie dla kupujących.
        >

        Tak byłoby idealnie smile Żadnych śmieci w szkole do jedzenia i zero problemu i wyrzutów sumienia.
        • jagabaga92 Re: Zakazy 12.09.11, 12:16
          W praktyce też łatwe do zrealizowania - w umowie między dyrekcją szkoły a sklepikarzem można wpisać paragraf o zakazie sprzedaży śmieciowego jedzenia + dopisek w innym paragrafie, że łamanie postanowień umowy grozi rozwiązaniem przez dyrekcję umowy ze skutkiem natychmiastowym. Jedyny warunek: sklepikarzem nie mógłby być "pociotek" dyrekcji.
          • fogito Re: Zakazy 12.09.11, 12:23
            Dokładanie. Dla dyrekcji to proste byle była dobra wola. A tej niestety często brakuje.
      • canuck_eh Re: Zakazy 12.09.11, 14:18
        Sa szkoly w ktorych moga byc dodatkowe zakazy.U moich dzieci - nie ma prawa byc produktow z orzeszkami pod zadna postacia - czyli kanapeczka z nutella odpada, batoniki z orzeszkami tez odpadaja.Szkola prosi by raczej rodzice nie dawali dzieciakom tzw pop czyli coli i jakiegokolwiek gazowanego napoju bo to nie jest zdrowe dla dzieciakow, ale nikomu nie przyjdzie do glowy zabieranie dziecku jak to przytaszczy do szkoly.
        A sklepiki na terenie szkoly - no coz, zamiast narzekac, to moze cos z tym zrobic i postarac sie by w sporzedazy byly raczej lepszej jakosci produkty a nie chlam i tylko i wylacznie produukty napedzajace interes dentystom.Nie mowie zeby nie bylo troche slodyczy ale owe slodycze moga byc z glowa.
      • marghe_72 Re: Zakazy 12.09.11, 21:43
        jagabaga92 napisała:

        > Ja uważam, że dziecko z domu powinno móc przynosić do jedzenia i picia, co chce
        > - z domu - znaczy teoretycznie rodzice o tym wiedzą (fakt, że dziecię może kup
        > ić "śmieci" w drodze do szkoły, ale szkoła może zakładać, że rodzice wiedzą), n
        > atomiast jeśli szkoła chce się wykazać prozdrowotnie, to na terenie szkoły powi
        > nien być zakaz handlu "śmieciowym" jedzeniem - a więc [b]zakaz dla sprzedawców[
        > /b], a nie dla kupujących.

        A ja uważam, że w domu dziecko może jeśc co mu się żywnie podoba (o zgrozo..).

        Nauczycielka chce dobrze..
    • budzik11 Re: Zakazy 12.09.11, 13:13
      Bardzo mądra pani, rodzice widać mniej, skoro się buntują.

      U nas jest sklepik, podobno rodzice naciskali na dyrekcję, żeby zakazała sprzedaży tego g**na, ale dyrektor powiedział, że on tylko wynajmuje powierzchnię, nie może nic zakazać ani nakazać właścicielce sklepiku i on nie odpowiada za to, co w nim jest sprzedawane.

      Moje dziecko pieniędzy nie dostaje więc w zasadzie problem mnie nie dotyczy. Natomiast widziałam dzieci biegające na przerwie z lodami na patyku czy lizakami - i to już jest niebezpieczne.
    • triss_merigold6 Re: Zakazy 12.09.11, 13:59
      Powinnaś się cieszyć, że zabrania kupowania spożywczego syfu, a nie pytać czy ma prawo. Rodzice muszą być kompletnymi idiotami jeśli zgadzają się, żeby dzieci robiły takie zakupy i jeszcze dają na to kasę.
    • jagoda2 Re: Zakazy 12.09.11, 14:51
      W naszej szkole:
      1) sklepiku nie ma w ogóle,
      2) jest zakaz przynoszenia i spożywania, również podczas wycieczek szkolnych, białych i zielonych szkół, wyjść na basen, etc. chipsów i coli - nie muszę wspominać, że chodzi o wyrobienie prawidłowych nawyków żywieniowych.
      3) jest całkowity zakaz przynoszenia do szkoły, tudzież na wyjazdy jw., telefonów komórkowych, i-podów, play-station, itp. gadżetów. Chodzi o to, żeby dzieci nie szpanowały i skupiły się na nauce, a nie na zabawach gadżetami. Jeśli jakieś dziecko musi mieć przy sobie telefon, bo np. wraca samo do domu, to zostawia go w szkolnej recepcji i odbiera po lekcjach.

      Szkoła prywatna, więc chyba niestety musi istnieć wspomniany wyżej podział na szkoły, w których wolno wszystko i szkoły, w których "nic" nie wolno.

      Dodam, że nie zauważyłam traumy u kogokolwiek (rodzice, dzieci) z powodu w/w zakazów, które są sumiennie egzekwowane.
      • jagabaga92 Re: Zakazy 12.09.11, 15:05
        Mój syn rozpoczął I kasę i tez u nich w szkole nie ma sklepiku. Na zebraniu była mowa o zakazie używania telefonów komórkowych, mp3 i choć pierwszaków to raczej (??) nie dotyczy, to żywię nadzieję, że w starszych klasach zakazy te są i będą sumiennie respektowane. Ja w każdym bądź razie w tym względzie przyklasnę "zabraniającemu" nauczycielowi i dyrekcji.
      • magnolia1973 Re: Zakazy 12.09.11, 15:26
        U nas szkoła państwowa, ale uczestnicząca aktywnie w programie promującym zdrowe żywienie.

        Sklepiku akurat nie ma zupełnie bez związku z programem.
        Jest natomiast automat sprzedający napoje i batoniki. Na spotkaniu rodziców z dyrekcją i dietetykami ktoś pytał o ten nieszczęsny automat, że jak to jest, że niby się promuje zdrowe żywienie, ale jednocześnie sprzedaje byle co w automacie. Dyrektorka mówiła, że są dzieci, które nie dostają do szkoły śniadania. Dostają za to pieniądze i mają coś sobie kupić. Albo kupią coś w tym automacie i zjedzą, albo nie jedzą nic, więc z dwojga złego lepiej, że jedzą to coś. Może to tylko takie głupie tłumaczenie się dyrektorki, ale z drugiej strony spokojnie uwierzę, że są tak bezmyślni rodzice.
        Wychowawczyni mojej córki kiedyś wprost przyznała, że ona nie pozwala dzieciom kupować niczego w tym automacie.

        Jeśli były jakieś wycieczki i wychowawczyni przysyłała nam mailem informacje o programie, to było tam wprost napisane, żeby dać dzieciom prowiant, ale żadnej coli, żelków czy chipsów. Ja się z tego cieszę. Nie żeby moje dziecko nigdy żelków i batonów nie widziało. Ale nigdy do szkoły na II śniadanie. Ewentualnie w domu na podwieczorek i w rozsądnych ilościach. Jeśli szkoła wspiera mnie w wyrabianiu sensownych nawyków żywieniowych to chwała jej za to.
        • bi_scotti Re: Zakazy 12.09.11, 16:26
          Sorry za pytanie ale kto prowadzi te sklepiki? Za moich dzieciecych lat w pomrokach PRLu sklepik w mojej podstawowce prowadzil samorzad szkolny czyli my - dzieci/uczniowie z pomoca jakiegos wyznaczonego (wolontariusza???) nauczyciela. Byly drozdzowki z serem dostarczane swieze z piekarni za rogiem, jablka, butelki z oranzanda i sokiem jablkowym Tymbarku, paczuszki sezamkow i herbatnikow, chyba nic wiecej z jedzenia; byly tez tanie dlugopisy i najciensze zeszyty dla zapominalskich ... Dochod na kazdym produkcie byl w granicach 10 do 20 groszy i byl skrupulatnie liczony, oddawany uczniowskiemu samorzadowi i uzywany najczesciej na jakies nagrody itp. Ci uczniowie, ktorzy sie zglaszali do pracy spolecznej w sklepiku musieli dbac o rachunki, o czystosc i porzadek a poza tym czuli sie zawsze okropnie wazni smile O tym jakie produkty moglismy sprzedawac decydowali rodzice i nauczyciele; pamietam, ze chcielismy sprzedawac gume do zucia i nie bylo pozwolenia, bo guma byla w ogole zakazana w szkole ze wzgledu na klopoty ze sprzataniem.
          To byl bardzo dobry system i bardzo czule go wspominam smile
          Uwazam, ze sprzedawanie w szkole chips'ow czy jakichkolwiek pops jest krzywda dla dzieci i zakaz powinien dotyczyc sprzedazy przede wszystkim!
    • fossetta Re: Zakazy 12.09.11, 17:14
      U nas w szkole (aktualnie II klasa)-rodzice decydują na pierwszym zebraniu, czy zgadzają się na zakupy w szkolnym sklepiku..Drugi rok z rzędu nie wyraziliśmy zgody, chyba że komuś się zdarzy zapomnieć czegokolwiek do jedzenia..
    • mamusia1999 Re: Zakazy 12.09.11, 20:29
      mysle ze watek nieco zboczyl od sedna sprawy.
      pod dyskusje nalezaloby poddac bowiem nie zasady zdrowego zywienia dzieci, bo tu sie wszyscy jednak zagadzamy, ale fakt czy nauczyciel ma prawo podniesc te zasady do rangi przepisu regulaminowego.
      a jesli tak, to jakiego standardu sie trzymac? bo moze jajek z baterii legowych tez zabronic? i nafaszerowanych chemia kielbas z zawartoscia tluszczu ponad 50%? pieczywa z genetycznie manipulowanych zboz? 100% soku? moze dzieciom wolno spozywac na terenie szkoly tylko "eco-label"? a co z rownowaga kwasowo-zasadowa? osobiscie ignorowanie powyzszego uwazam za niewiele madrzejsze od slodkich sniadan, ale do glowy mi nie przychodzi narzucac tego innym.

    • marghe_72 Re: Zakazy 12.09.11, 21:42
      jolkapo2007 napisała:

      > U mojego syna w szkole pani zabroniła dzieciom jeść chipsów pić coli i innych t
      > ego typu artykułów,dzieci mają w szkole sklepik a praktycznie nic nie mogą z ni
      > ego kupować bo wszystko be , tak się zastanawiam czy nauczycielka może takie za
      > kazy robić.

      Ciesz sie, że wreszcie ktoś mądry zareagował zamiast psioczyć.
      • angazetka Re: Zakazy 12.09.11, 21:58
        Nie widzę nic mądrego w tym, by z jednej strony w szkole był sklepik z niezdrowymi rzeczami, a z drugiem - żebym dzieci nie mogły tych rzeczy kupować. Totalny bezsens.
        I od kiedy ktoś może decydować, na co JA wydaję pieniądze, skoro nie łamię prawa?
    • akaba0 Re: Zakazy 13.09.11, 01:19
      A po kiego grzyba sklepiki w szkole? Rodzice dają 2-gie śniadanie jakie chcą. Jak nie mają czasu, to dziecko kupi coś w markecie. A jak dzieciak umrze w wieku lat 15-tu na miażdżycę to problem rodziców a nie szkoły. Pomyślcie jak to jest, ze pokolenie waszych rodziców i dziadków jest tak zdrowe i w świetnej kondycji.
      Kiedyś do szkoły była kanapka z serem/wędliną i jabłko. W liceum kupowałam bułkę i kefir (jabłko z domu). Do dzisiaj nie mam problemu z kośćmi, zębami, skórą.
      A komórki… zawoalowana smycz. Teoretycznie dla bezpieczeństwa dziecka, a w rzeczywistości? Jak pomyślę że starzy sprawdzaliby co 15 min gdzie jestem i co robię to zwariowałabym. Komórka to wirtualne więzienie.
      Dzisiejsi rodzice… Myślą o pieniądzach, zdrowiu, wykształceniu, bezpieczeństwie. Brakuje im tylko czasu dla dzieci…
      Wracając do meritum.
      Z trollami nie dyskutuję.

      • mamusia1999 Re: Zakazy 13.09.11, 10:34
        eeee, moj dziadek zmarl na zawal, wczesniej mial wylewy....babcia miala wylew, mama zapalenie trzustki. wsrod znajomych nie lepiej. swietna kondycja? ilu polskich 70latkow biega, jezdzi na rowerze etc.? juz od 60 trzeba sie oszczedzac. bo dla pokolenia naszych rodzicow i dziadkow np. obiad bezmiesny i malotlusty to obiad podly. niestety.
        kazde pokolenie ma swoje grzechy dietetyczne.

        chcemy zyc w panstwie prawa. szkola nie musi wynajmowac powierzchni na sklepik, ale jesli to nie moze zabronic handlu artykulami dopuszczonymi do nieograniczonego (w przeciwienstwie np. do alkoholu) obrotu.
        a nauczyciel nie moze zakazac spozywania legalnych srodkow spozywczych.
        • morekac Re: Zakazy 13.09.11, 16:09
          jesli to nie moze zabronic handlu artykulami dopuszczonymi do nieograniczo
          > nego (w przeciwienstwie np. do alkoholu) obrotu.
          Hm, w szkole u córki nie ma coli, innych gazowano-kofeinowo-landrynkowych napojów, czipsów i części wymienionych tu straszliwych słodyczy...
          Są serki, jogurty, owoce, warzywa, soki, woda, bułki, kanapki, normalne słodycze. Dało się wymóc na panu od sklepiku...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka