zuzanna322
03.02.12, 18:12
Dzis bylam zapisac mojego syna do szkoly. Byly tam tez inne dzieci. Moj syn przyniosl ze soba kilka zabawek. W ciagu paru minut dzieci zabraly mu zabawki (zapytaly go, czy moga, nie to, zeby wyrwaly mu je, a on sie grzecznie zgodzil, poniewaz ogolnie jest bardzo grzeczny i chybamalo asertywny). Wiec za chwile zostal jako jedyny bez zadnej zabawki i widzialam, ze chce mu sie plakac. Zachecalam go, zeby poszedl sie bawic razem z dziecmi, albo jesli chce zabawki z prowrotem, to zeby powiedzial dzieciom, ze chcialby z powrotem swoje zabawki. On bal sie jednak podejsc do nich i odebrac swoje zabawki. Strasznie mnie to zalamalo, od razu pomyslalam, ze zginie w szkole, ze nie bedzie umial walczyc o swoje.
Dodam, ze moj syn chodzi do przedszkola odkad skonczyl 2 lata, bawi sie z dziecmi juz od dawna, wiec myslalam, ze bedzie juz umial sie znalezc z takimi bardziej asertywnymi czy nawet agresywnymi dziecmi. Ale nic z tego.
Nie wiem, co mam zrobic. My z mezem nalezymi raczej do ludzi spokojnych, nie dalismy przykladu dziecku, jak sie bic o swoje, jak sie wyklocac. Teraz nienawidze siebie za to i mam straszne poczucie winy, ze zrobilam mojemu synowi krzywde.
Nie wiem, co jeszcze moge zrobic, jak mu pomoc.