gokartka
03.02.12, 20:23
Witajcie,
jestem tu nowa, dotąd tylko podczytywałam forum. A dziś postanowiłam napisać - po tym, jak moja córka wyprowadziła mnie z równowagi.
Nie pierwszy raz i nie ostatni - powiecie...
Oto, co się stało/dzieje dość często/notorycznie:
Córka od jakiegoś czasu do mnie i do mojego męża (swojego taty) odzywa się w sposób, na który nie chcemy się zgodzić: pełen pretensji, wyrzutów. Często ją coś obraża, jakieś bzdury, o wszystko nas obwinia - łącznie z tym, że nie daje rady założyć rękawiczek czy czapki, bo jak my śmiemy się śpieszyć, zamiast czekać, aż ona się ubierze. A ubiera się baaardzo wolno i wszystko robi bardzo wolno - kiedyś (gdy miała 3-4-5 lat) była sprytna i zwinna, ubieranie się zajmowało jej minutę, tymczasem dziś do szkoły ubierała się - tylko ubierała - 40 minut. Nie wiem, jak Wy, ale my rano nie mamy czasu na takie tempo, zwłaszcza, że dochodzi do tego jeszcze śniadanie i spacer z psem + 10 minut drogi do szkoły. Zaczęliśmy wcześniej wstawać i wcześniej ją budzić, ale dzisiaj na te 3 rzeczy nie wystarczyło jej półtorej godziny.... Córka zna się na zegarku i strasznie się nim stresuje, gdy mówimy np, że coś ma zrobić do jakiejś konkretnej godziny, ale bilans poranka i tak najczęściej jest taki, że spóźniamy się do szkoły/pracy. Problem polega na tym, że ona się zawiesza, zamyśla, podśpiewuje, gryzie malutkimi kąskami, rajstopki wciąga po centymetrze kładąc się przy tym i przewalając po łóżku, no i cały czas gada, gada, gada... Jeśli się jej zabroni gadania (do nas), to za minutę znów mówi, już coś innego albo dalszy ciąg...
Czyli jeden problem to tempo.
A drugi to pretensje. Które ma do nas, gdy się spóźniamy, zwala winę na nas, bo np uważa, że mogliśmy darować jej np mycie zębów, albo tata mógł wyjść z psem i wtedy by zdążyła.
Pretensje wyraża zwrotami, które nam nie odpowiadają... Nie wiem, czy uda mi się to oddać na piśmie, ale jest to pewien ton, pełen lekceważenia, braku szacunku... To jest prychanie "no mówię coś do ciebie"... To przekomarzanie się słowo w słowo, jak np. na zwróconą uwagę, że spóźniamy się, bo robiła coś powoli, odpowiadanie wspomnianym wyżej "no to mogłaś Ty wyjść z psem". Ja na to np. "nie, bo to Twój obowiązek", a ona "a Ty w tym czasie brałaś prysznic, mogłaś nie brać" - i tak bez końca... Albo z takim końcem, że ja lub mąż się wkurzamy i kończy się krzyknięciem na nią, że nie ma prawa z nami w ten sposób rozmawiać, tak się do nas odzywać, że ma słuchać... Oczywiście rozmawiamy z nią również na spokojnie, wtedy, gdy już opadają emocje, tłumaczymy, że obowiązki, że nie w tym rzecz, by ktoś ją wyręczał... Ale to nic nie daje...