Dodaj do ulubionych

Problem z 7-latką

03.02.12, 20:23
Witajcie,
jestem tu nowa, dotąd tylko podczytywałam forum. A dziś postanowiłam napisać - po tym, jak moja córka wyprowadziła mnie z równowagi.
Nie pierwszy raz i nie ostatni - powiecie...
Oto, co się stało/dzieje dość często/notorycznie:
Córka od jakiegoś czasu do mnie i do mojego męża (swojego taty) odzywa się w sposób, na który nie chcemy się zgodzić: pełen pretensji, wyrzutów. Często ją coś obraża, jakieś bzdury, o wszystko nas obwinia - łącznie z tym, że nie daje rady założyć rękawiczek czy czapki, bo jak my śmiemy się śpieszyć, zamiast czekać, aż ona się ubierze. A ubiera się baaardzo wolno i wszystko robi bardzo wolno - kiedyś (gdy miała 3-4-5 lat) była sprytna i zwinna, ubieranie się zajmowało jej minutę, tymczasem dziś do szkoły ubierała się - tylko ubierała - 40 minut. Nie wiem, jak Wy, ale my rano nie mamy czasu na takie tempo, zwłaszcza, że dochodzi do tego jeszcze śniadanie i spacer z psem + 10 minut drogi do szkoły. Zaczęliśmy wcześniej wstawać i wcześniej ją budzić, ale dzisiaj na te 3 rzeczy nie wystarczyło jej półtorej godziny.... Córka zna się na zegarku i strasznie się nim stresuje, gdy mówimy np, że coś ma zrobić do jakiejś konkretnej godziny, ale bilans poranka i tak najczęściej jest taki, że spóźniamy się do szkoły/pracy. Problem polega na tym, że ona się zawiesza, zamyśla, podśpiewuje, gryzie malutkimi kąskami, rajstopki wciąga po centymetrze kładąc się przy tym i przewalając po łóżku, no i cały czas gada, gada, gada... Jeśli się jej zabroni gadania (do nas), to za minutę znów mówi, już coś innego albo dalszy ciąg...
Czyli jeden problem to tempo.
A drugi to pretensje. Które ma do nas, gdy się spóźniamy, zwala winę na nas, bo np uważa, że mogliśmy darować jej np mycie zębów, albo tata mógł wyjść z psem i wtedy by zdążyła.
Pretensje wyraża zwrotami, które nam nie odpowiadają... Nie wiem, czy uda mi się to oddać na piśmie, ale jest to pewien ton, pełen lekceważenia, braku szacunku... To jest prychanie "no mówię coś do ciebie"... To przekomarzanie się słowo w słowo, jak np. na zwróconą uwagę, że spóźniamy się, bo robiła coś powoli, odpowiadanie wspomnianym wyżej "no to mogłaś Ty wyjść z psem". Ja na to np. "nie, bo to Twój obowiązek", a ona "a Ty w tym czasie brałaś prysznic, mogłaś nie brać" - i tak bez końca... Albo z takim końcem, że ja lub mąż się wkurzamy i kończy się krzyknięciem na nią, że nie ma prawa z nami w ten sposób rozmawiać, tak się do nas odzywać, że ma słuchać... Oczywiście rozmawiamy z nią również na spokojnie, wtedy, gdy już opadają emocje, tłumaczymy, że obowiązki, że nie w tym rzecz, by ktoś ją wyręczał... Ale to nic nie daje...
Obserwuj wątek
    • canuck_eh Re: Problem z 7-latką 03.02.12, 21:29
      Z wyjsciem z psem rano darowalabym dziecku i wyszla szybko.OK jej obowiazek - niech to robi po szkole.Nie zalozy rekawiczek w domu - zalozy je po drodze bo jej rece zmarzna , w uszy i glowe bedzie zimno.Wychodzicie i juz.
      Rajstopy zaklada dlugo - zmien ubior na spodnie.Wlecze sie z rajtkami - nie bedzie rajstop pod spodniami.Zmarznie tylek raz czy drugi - zacznie zakladac rajtuzy w mig.Uwierz mi w ten sposob najszybciej nauczysz dziecko odpowiedzialnosci.Dodatkowo pogadalabym z nauczycielka jezeli jej zalezy na szkole.- z pare razy nie wpuscic jej do klasy i niech czeka przed klasa kilka kilkanascie minut, albo nawet na srodku klasy niech powie dlaczego notorycznie sie spoznia bo w klasie maja dosyc jej spozniania i przerywania lekcji.To moze jej sie nie spodobac.Zostan wtedy i jej konfabulacje ukrocac i to natychmiast.Krotkim "o naprawde?"

      Moje dziecko tez jadlo jedna kanapke godzine.JAk szla do szkolnej zerowki rozmawialam z nauczycielka.Nie kryla ze bedzie z tym problem bo dzieciaki na zjedzenie maja jakies 15 minut bo potem wychodza na dwor.Mowie zeby sie nie przejmowac i po owych 15 mioutach delikwentke tez wywalac na dwor a nie zjedzone pakowac mi do lunch bag zebym wiedziala ile zjadla i ja ja w domu dokarmie.Niedojadanie trwalo 3 dni.Dziecko po prostu bylo glodne i sie nauczylo zjadac w te 15 minut.Ona tez sie nauczy.Dajesz jej czas - trzymaj sie tego.Nie zrobi trudno.
      A z psem rano bym odpuscila - zrobcie to wy.
      • joa66 Re: Problem z 7-latką 03.02.12, 21:40
        albo nawet na srodku klasy niech powie dlaczego notorycznie sie spoznia bo w klasie maja dosyc jej spozniania i przerywania lekcji.To moze jej sie nie spodobac.Zostan wtedy i jej konfabulacje ukrocac i to natychmiast.Krotkim "o naprawde?"

        Nigdy bym czegos takiego dziecku nie zrobiła!


        Do autorki - nie brałabym się za wszystkie problemy na raz. Pewnie zaczęłabym od komunikacji tzn starałabym się prowadzić i egzekwowac normalną rozmowę, a nie odgryzanie typu "to ty..." .

        BTW - czy kiedykolwiek zapytałaś , na spokojnie, jaki ona ma pomysł na to, żeby się nie spóźniać?
        • canuck_eh Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 03:16
          Widzisz ty nie.Znam szkole w ktorej tak robia.Kolezanka mojej corki chodzi do szkoly karate.Dzieci za przewinienia staja przed grupa i musza powiedziec co zmalowaly.Jest to wychowawcze.
          Pamietam jak kiedys mielismy jednego delikwent w klasie rozwlal lekcje notorycznie.NAuczycielka sie skarzyla.Ojciec sie kiedys pojawil w klasie.Wszedl i stanal sobie w kaciku.Musialo to byc ukartowane z nauczycielka.Dzieciak juz wiecej numerow w klasie nie robil nie chcac by jego rodziciel sie pojawil w klasie.

          Wytlumacz mi co jest takiego zlego w tym by dziecko stanelo przed klasa i wyjasnilo dlaczego sie spozilo.Tyle ze ja bym to dzieciakowi zapowiedziala - bedzies sie tak dalej guzdrac nastepnym razem bedziesz stala przed klasa i sie tlumaczyla ze swego spoznialstwa i nauczycielka niech potwierdzi.Zapowiedziec a potem zrobic.Ja w tym nie widze niczego zdroznego.
    • mama303 Re: Problem z 7-latką 03.02.12, 21:54
      Absolutnie nie wdawaj sie w jałowe dyskusje. To do niczego nie prowadzi a jedynie to irytacji i wybuchu. Ja w takich sytuacjach mówię "zakończyłam dyskusję na ten temat" z odpowiednio poważną miną. wbrew temu co sie często wydaje rodzicom, dziecku potrzebna jest taka konsekwencja, czuja sie wtedy zaopiekowane i bezpieczne a te głupie dyskusje to tylko testowanie rodziców....
    • tijgertje Re: Problem z 7-latką 03.02.12, 21:54
      Przeczytaj ten watek:
      forum.gazeta.pl/forum/w,575,132301576,132301576,Jak_budzic_rano_9_latka_.html
      Moj mlody konczy 8 lat i jest taki sam. Ja bylam chyba jeszcze gorsza i wcale z tego nie wyroslam tongue_out
    • jola_ep Re: Problem z 7-latką 03.02.12, 22:01
      Moja starsza od początku była typem, który wieczorem jest nakręcona, a rano dopiero się rozkręca. W przeciwieństwie do młodszego.

      Napiszę jak - o zgrozo - wyglądały jej poranki w wieku około 6-7 lat:
      Budziłam niemal godzinę wcześniej. Pakowałam ją do naszego łóżka (specjalnie jeszcze nie słałam). Bajki. Śniadanko do łóżeczka. Mama ubiera (pomaga przy rajstopkach itp.). Tak. Serio. Wiem, że zgroza. A ona powoli, w miłej atmosferze "przytomniała". Spokojnie, bez pośpiechu.... Znacie wiersz "szybko, szybko..."?

      Moja córa od dobrych paru lat potrafiła sama się ubierać. Wcześniej do przedszkola wybierała się całkiem sprawnie. Nie wiem, może to taki wiek? Rok później wybierała się sama i bezproblemowo.

      Sama lubię spokojne poranki (2/3 czasu spędzam snując się po kuchni albo jedząc śniadanie przy grzejniku wink - dopiero potem przyśpieszam) Wyprowadzenie psa? Zgroza. Dlatego psa nie mamy.

      Pozdrawiam
      Jola
      • gokartka Re: Problem z 7-latką 03.02.12, 22:40
        Przeczytałam wszystkie Wasze wpisy, jak i zalinkowany wątek.
        Rano raczej nie chodzi o bycie zaspaną. Z resztą ona jest tak ślamazarna przez cały dzień, nie tylko rano. Jest żywym, wszędobylskim dzieckiem, ale totalnie zdekoncentrowanym OSTATNIO w sytuacjach codziennych, jak ubieranie się czy jedzenie.
        O psa również wykłóca się nie tylko rano. Chodzi o to, że ona się wykłóca o wszystko i o sposób, w jaki to robi. O te pretensje...
        Jeśli nie wymogę na niej założenia rękawiczek, to sobie odpuści. Nie założy ich wcale, odmrozi łapy. A pretensje ma właśnie bardzo często, gdy coś ma zakładać w drodze, idąc, bo oczywiście przed wyjściem się nie wyrobiła. Z jednej strony panikuje, że tego nie zrobiła, z drugiej szuka winnego wszędzie poza sobą, a z trzeciej znowu panikuje, że nie wychodzi jej to wkładanie w drodze. Ręce będzie miała odmrożone oczywiście przeze mnie lub tatę.
        Uważam jednocześnie, że zapewniamy jej już teraz tak dużo czasu na wybranie się ... że więcej się nie da i że nie miałoby to sensu, bo każdą ilość czasu jest w stanie przepełzać...
        • mama303 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 08:24
          Mam podobny typ w domu, a ma 9 lat. Nie wyrosła niestety jeszcze sad. Choćby było bardzo późno to ona np. przy myciu sie wygina, tańczy. Jak zaczyna sie ubierac to akurat przypomina sie jej że nie zapakowała czegos do tornista i przerywa ubieranie, zaczyna szukać tego czegoś, zapomina że zaczęła sie ubierać. Totalny luz.
          ja myslę, że to wynika m.in z tego że dzieci nie czuja jeszcze tej odpowiedzialności, mama z tatą zawsze dopilnują, żeby wyszła na czas. zreszta też pewnie stąd pretensje do mamy gdy cos jest nie tak. Trzeba poganiać, przypominać do znudzenia. No i absolutnie nie wdawac sie w dyskusje, pretensje puszczac mimo uszu. Robić swoje.
          Przejdzie jak trzeba będzie samemu sie do szkoły wyprawić smile
        • morekac Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 08:44
          Z jednej strony
          > panikuje, że tego nie zrobiła, z drugiej szuka winnego wszędzie poza sobą, a z
          > trzeciej znowu panikuje, że nie wychodzi jej to wkładanie w drodze.
          A nie jest tak, że puszczacie teksty typu: znowu się przez ciebie spóźnimy?

          Uważam jednocześnie, że zapewniamy jej już teraz tak dużo czasu na wybranie się
          > ... że więcej się nie da i że nie miałoby to sensu, bo każdą ilość czasu jest
          > w stanie przepełzać...
          To może musi mieć go mniej? wink
    • morekac Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 08:32
      ie wiem, czy uda mi si
      > ę to oddać na piśmie, ale jest to pewien ton, pełen lekceważenia, braku szacunk
      > u... To jest prychanie "no mówię coś do ciebie"..
      Proponowałabym trzymać się faktów, a nie swoich opinii. Brak szacunku w jej tonie nie jest faktem, jest twoim odczuciem, być może wyolbrzymionym. Być może nadinterpretujesz, ale trzymaj się konkretnych, nagannych zachowań - a na razie czepiasz się o każdą głupotę. Każdą. Co się dziwisz, że ona się czepia twojego prysznica?

      Poranne wychodzenie z psem jej daruj, zwłaszcza o tej porze roku. Nawet jeśli to jej pies - nie jest wyłącznie jej, wy się też na niego zgodziliście. W życiu nie wygnałabym z rana 7-latki na spacer z psem w taki mróz.
      Zamiast rajstop - leginsy wkładają się szybciej... Być może zamiast zabraniać gadania - stań nad nią i mów: teraz majtki, skarpetki itp.
      • verdana Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 10:14
        Po pierwsze zacznij wyprowadzać sama psa. Ty go kupiłaś, jesli nawet "dla dziecka" to z braku odpowiedzialnoścismile , i Ty go powinnaś rano, gdy wszyscy się spieszą wyprowadzać. To nieprzyjemny obowiazek, dziecko może m.in. dlatego zwlekać, aby z psem nie wyjść, albo wyjść później. Psa moze wyprowadzać po szkole, nigdy przed. Moje dzieci psa przed zaczęły wyprowadzać jako nastolatki, a i to narzekają.
        Poza tym spraw sobie minutnik i nastawiaj na każda czynność. Ubieranie, śniadanie itd. Posunęłabym się do przekupstwa -za wszystko wykonane w terminie, drobna nagroda - np. coś ulubionego na jutrzejsze sniadania, czy za tydzień bycia o czasie - wyjscie do kina.
        • gokartka Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 10:42
          O, fajne - i minutnik i przekupstwo wink
          Jeśli chodzi o psa, to muszę to przemyśleć. Faktycznie kupiliśmy go w dużej mierze ze względu na jej prośby i jęczenia, ale przewidując, że ona nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jaki to obowiązek i że prędzej, czy później jej się to znudzi. Jednak nie do końca chcemy odpuścić ze wszystkim, co go dotyczy. Poranne spacery dostały jej się w efekcie ostatecznym wielu prób i konfiguracji, marudziła o każdej porze - tak, jak pisałam, tu nie chodzi o niewyspanie rano, to był przykład, a ja miałam na myśli raczej ogólny stosunek do obowiązku, o wykręcanie się, o twierdzenie, że to czy tamto mógł ktoś zrobić za nią i wtedy np. by się wyrobiła. Wyprowadza go rano, bo to ona ma wtedy najmniej do zrobienia, oczywiście jestem w stanie zrobić to sama i pomyślę nad tym, ale w opisie całej tej sytuacji chodziło mi m.in. o wykłócanie się z nami o każdy najmniejszy obowiązek (jak również polecenie, prośbę czy uwagę).
          Tymczasem zdarzyło mi się dzisiaj użyć zwrotu "skończyłam już tę dyskusję" i zadziałało... big_grin
          • mama303 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 13:49
            gokartka napisała:

            > O, fajne - i minutnik i przekupstwo wink
            > Jeśli chodzi o psa, to muszę to przemyśleć. Faktycznie kupiliśmy go w dużej mie
            > rze ze względu na jej prośby i jęczenia, ale przewidując, że ona nie do końca z
            > daje sobie sprawę z tego, jaki to obowiązek i że prędzej, czy później jej się t
            > o znudzi.

            Ja bym z tym psem tak całkiem jednak nie odpuszczała. Może nie codziennie ale jakis dyżur niech ma. My z siostrą wychodziłyśmy z psem juz w podstawówce i to własnie rano. Bez przesady, to że dziecko narzeka i sie grzebie nie oznacza że trzeba mu ulegać i odejmować obowiązki. Jak woli zrobić cos innego rano, np. śniadanie przygotować to Ty wyjdź z psem smile
          • verdana Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 19:51
            Kupiłam psa. Dziecko prosiło i błagało, niemal kleczało przede mną - abym psa nie kupowała. Bo wiedziało z doświadczenia czym to grozi.
            Przyrzekłam uroczyście, ze to bedzie mój pies. Że będę wyprowadzała, karmiła i dbała. 11 latek patrzał na mnie podejrzliwie, ale się zgodził.
            Teraz, nieszczęsny, wyprowadza psa dwa razy dziennie - przed szkołą i po szkole. Okazalam się wredna, nieodpowiedzialna i leniwa. Tak, chcialam psa. Tak, nie chce mi się wyprowadzać. Tak, nie starczyło mi odpowiedzialności i zwaliłam przykry obowiązek na rozsadne dziecko.
            Jestem więcej, niz dorosła. Więc czego wyamagać od siedmiolatki, naprawdęsmile
            • mama303 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 21:53
              verdana napisała:


              > Jestem więcej, niz dorosła. Więc czego wyamagać od siedmiolatki, naprawdęsmile

              No jesteś dorosła i naprawde nie ma sie czym chwalic że nie czujesz odpowiedzialnosci za żywa istotę, która sobie sprawiłas. Całe szczescie że chociaz syn stanął na stanowisku. Nadal uważam, że dziecko siedmioletnie może uczestniczyc w obowiazkach rodzinnych takich jak wychodzenie z nieszczęsnym psem na dwór żeby sie wysikał. w moim domu rodzinnym wszyscy mieliśmy swoje dyżury co do psa, siostra młodsza siedmiolatka też!
              • jola_ep Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 22:01
                Nienawidzę wynosić śmieci. Dlatego robi to mój syn i mąż - im jakoś łatwiej. Za to ja prasuję, a córa pierze i sprząta w kuchni. Gdzie ja myję zlew - bo ona tego nie znosi. Psa nie mamy, bo wiem, że nikt i nic nie zmusiłby mnie do wyjścia z nim rano (po przyjściu do domu z pracy też byłoby trudno). Dlatego zakupy robi w sobotę rano mój mąż - zanim wyjdę z domu, już zamkają nasze osiedlowe warzywniaki. Podział obowiązków jest, ale niekoniecznie po równo i wszyscy "muszą" to samo.

                Pozdrawiam
                Jola
                • mama303 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 22:17
                  jola_ep napisała:

                  > Podział obowiązków jest, ale niekoniecznie po równo i wszyscy "muszą"
                  > to samo.

                  Tyle że z psem rano to większośc nie lubi wychodzić i tu należałoby podzielić po równo i sprawiedliwie. Jesli ktos to lubi to chyba problem nie istnieje prawda?
                  • jola_ep Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 22:21

                    > Tyle że z psem rano to większośc nie lubi wychodzić i tu należałoby podzielić p
                    > o równo i sprawiedliwie. Jesli ktos to lubi to chyba problem nie istnieje prawd
                    > a?

                    A kto powiedział, że mój syn lubi wynosić śmieci?
                    • mama303 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 22:48
                      jola_ep napisała:

                      > A kto powiedział, że mój syn lubi wynosić śmieci?

                      ustaliłas zatem jednogłośnie że bardziej lubi niż Ty?
                      • jola_ep Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 09:08
                        > ustaliłas zatem jednogłośnie że bardziej lubi niż Ty?

                        Trochę tak, trochę nie.
                        Z jednej strony mam przewagę z faktu, że jestem matką. Z drugiej jak mój syn naprawdę czegoś nie znosi, to jest bardzo widoczne wink
                        Z trzeciej strony rozmawiamy w rodzinie. Więc mniej więcej wiem, co kto lubi i czego nie lubi.

                        System dyżurów u nas nie bardzo się sprawdzał. Lepiej funkcjonuje odpowiedzialność za daną działkę. Podział został dokonany dawno temu na drodze negocjacji (czyli każdy wybierał sobie z puli to, co wydało mu się łatwiejsze do strawienia) Ale z racji wyższego obowiązku wspólnego dbania o dom, pomagamy sobie nawzajem.

                        Pozdrawiam
                        Jola
                        • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 16:12
                          No i narzuciłaś synowi pewien obowiązek i OK, jak sama piszesz korzystasz z tego że jesteś matką i decydujesz. Więc autorka wątku tez chyba może narzucic dziecku jakis obowiązek, choćby i niezbyt przyjemny.
                          • jola_ep Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 19:13
                            > No i narzuciłaś synowi pewien obowiązek i OK, jak sama piszesz korzystasz z teg
                            > o że jesteś matką i decydujesz. Więc autorka wątku tez chyba może narzucic dzie
                            > cku jakis obowiązek, choćby i niezbyt przyjemny.

                            Narzucam. Ale jednocześnie wiem, czego moje dziecko wyjątkowo nie znosi i staram się mu tego oszczędzić. Dobieram obowiązki stosownie do wieku, możliwości i indywidualnych preferencji. Gdyby cała rodzina wybierała się rano w miarę sprawnie, to niech 7-latka wyprowadza tego psa rano. Ale jeśli rano panuje nerwowa atmosfera i notoryczne poślizgi czasowe, to lepiej ograniczyć obowiązki poranne do minimum.

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 20:07
                              jola_ep napisała:

                              > Ale jeśli rano panuje nerwowa at
                              > mosfera i notoryczne poślizgi czasowe, to lepiej ograniczyć obowiązki poranne d
                              > o minimum.

                              No i wyjscie z psem jest niezbędnym minimum.
                              • jola_ep Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 20:24
                                > No i wyjscie z psem jest niezbędnym minimum.

                                nie dla siedmiolatki.
                                I nie dla mnie.

                                Ja wiem, z czym wiąże się posiadanie psa w bloku i dlatego się go nie domagam.
                                Siedmiolatka ma prawo nie wiedzieć.
                                • mama303 Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 20:45
                                  jola_ep napisała:

                                  > nie dla siedmiolatki.
                                  > I nie dla mnie.

                                  Tez niespecjalnie bym sie paliła ale jakby pies był to ktos musi rano z nim wyjść....i tu nie ma dyskusji. Tak jak trzeba rano wstać, umyć sie i iśc do szkoły/pracy to jak jest pies to i trzeba go wyprowadzić.
                                  Można by powiedzieć że pobudka 6.30 i wyszykowanie sie do szkoły tez ponad siły siedmiolatki......a tu teraz sześciolatki ida do szkoły a kilkulatki do przedszkola trzeba zrywać....
                                  Nikt nie wygania dziecka rano z domu dla rozrywki. Taki lajf smile
              • morekac Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 23:21
                Ale dlaczego uważasz, że dziecku ma się trafić najokropniejsze możliwe wychodzenie z psem - czyli poranne? Krótki spacer, wyłącznie toaletowy, nawet się człowiek z futrzakiem nie pobawi.
                Poza tym - zawsze można zrobić grafik i wychodzić z psem systemem zmianowym.
                Czyli raz wychodzi rano mama, raz tata, raz dziecko. Pies, niestety, musi wyjść zawsze. wink
                • mama303 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 23:35
                  Jeśli to do mnie to własnie jestem za systemem zmianowym smile
                  • morekac Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 00:21
                    Do autorki.
                    • verdana Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 16:54
                      System zmianowy na ogół powoduje,że zajęcia się jeszcze bardziej nie znosi niż zwykle - bo robienie czegoś regularnie i codziennie wyrabia pewien odruch, a konieczność zrobienia czegoś raz na trzy dni, powoduje, ze jeszcze boleśniej odczuwamy konieczność wstania 10 minut wczesniej niz zwykle i wyjścia na mróż.
                      Uwazam,z ę w przypadku dzieci młodszych błęden jest powierzanie im zajęć domowych, których wyjątkowo nie znoszą, a nie są "przypisane" do konkretnej osoby (jak np. scielenie własnego łóżka). Można tylko doprowadzić do totalnego buntu i zniechęcenia, oraz poczucia, ze obowiazku domowe wykonuje się tylko dlatego,z e mama kaze. O wiele lepiej zacząć od rzeczy w miare przyjemnych - na przyklad zakupów. Obowiązki być musza, ale nie te, ktorych radosnie pozbyła się reszta rodziny.
                      Jesli nie znoszę wyprowadzać psa, robi to, obrzucajac mnie zlym spojrzeniem, syn. Ale gdy wiem, ze on nienawidzi robic sobie kanapek, to choć jest w wieku, gdy mamusia żadnych kanapek robić już nie powinna, to te kanapki mu czasem zrobię.
                      Tak funkcjonuje rodzina.
                      • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 17:23
                        Jesli znajdzie sie w rodzinie ktoś kto ochoczo z psem rano wychodzi, problemu nie ma. Problem jest wtedy gdy nikt tego nie znosi a jest to szczególnie zimą tak nieprzyjemna czynnośc że najcześciej nikt tego nie lubi i wtedy sprawiedliwie i logicznie jest ustalic dyżury wtedy obciażenie znienawidzona czynnoscią jest mniejsze.
                        A i nauczenie odpowiedzialności za żywa istotę - bezcenne!
                        • verdana Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 17:38
                          Siedmiolatka nie ma prawa być odpowiedzialna za żywą istotę. To odpowiedzialność przerastająca znacznie starszych ludzi.
                          • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 20:13
                            verdana napisała:

                            > Siedmiolatka nie ma prawa być odpowiedzialna za żywą istotę. To odpowiedzialnoś
                            > ć przerastająca znacznie starszych ludzi.
                            Nie zgodze się z tym absolutnie. Nie mówie żeby całkowicie zrzucac na dziecko odpowiedzialnośc za psa tylko stopniowo właczać ją w tę odpowiedzialnośc.
                            • verdana Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 21:01
                              To tylko oznacza, ze siedmiolatka ma wykonywać polecenia doroslych, ktorzy piluja, aby zajęła się psem. Odpowiedzialność polega na tym, ze samemu się odpowiada za psa.
                              • mama303 Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 20:33
                                verdana napisała:

                                > To tylko oznacza, ze siedmiolatka ma wykonywać polecenia doroslych, ktorzy pilu
                                > ja, aby zajęła się psem. Odpowiedzialność polega na tym, ze samemu się odpowiad
                                > a za psa.

                                No własnie na tym polega uczenie małego dziecka życia, zaczyna sie od wykonywania poleceń rodziców a rodzice pilnują aby polecenia były wykonywane.

                                • verdana Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 20:56
                                  Tylko to nie jest żadna odpowiedzilność, naprawdę. Odpowiedzialność polega m.in na tym, ze ponosi się koszty braku odpowiedzialnosci. W przypadku psa coś takiego nie moze mieć miejsca, więc każąc dziecku wyprowadzić czy nakarmić psa - tak naprawde niczego je nie uczymy. Bo w żaden sposob nie mozemy uznać, ze jeśli dziecko sie nie wywiazuje, to trudno (tak jak np. przy odrabianiu lekcji - nie odrobi, dostanie jedynkę). Musimy dziecko zmusić, albo wyręczyć.
                                  • mama303 Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 21:11
                                    verdana napisała:

                                    > Tylko to nie jest żadna odpowiedzilność, naprawdę. Odpowiedzialność polega m.in
                                    > na tym, ze ponosi się koszty braku odpowiedzialnosci.

                                    Wiesz w przypadku wychodzenia z psem to raczej pies poniósł by największe koszty. Jest to zatem specyficzny obowiązek. I tego tez dziecko nalezy uczyć.
                                    A tak w ogóle to jak wczesniej pisałam tak sie własnie uczy małe dziecko odpowiedzialności. na poczatku rodzice cos dziecku przydzielają i pilnują aby przydzielony obowiązek był wykonany. Jakie np. konsekwencje poniesie dziecko, jeśli nie wyniesie śmieci, nie podleje kwiatków, nie sprzatnie pokoju itd. itp...
                                    • deszcz.ryb Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 00:05
                                      > Wiesz w przypadku wychodzenia z psem to raczej pies poniósł by największe koszt
                                      > y. Jest to zatem specyficzny obowiązek. I tego tez dziecko nalezy uczyć.

                                      Za zwierzęta odpowiedzialni są DOROŚLI. TYLKO DOROŚLI. A wiesz czemu? Bo tylko dorośli moga podjąć świadomą decyzję o posiadaniu [bądź nieposiadaniu] zwierzęcia. Bo tylko oni zdają sobie sprawę, co się wiąże z posiadaniem np. psa [m.in. codziennie kilka spacerów, często przy mrozie, wietrze, deszczu, w upale; sprzątanie po psie; karmienie; czesanie; prowadzenie do weterynarza; wychowywanie; pilnowanie, żeby nic nie zniszczył; pokrywanie szkód, jaki wyrządził; zabawa z nim, nawet jak nie ma się ochoty]. Jednym zdaniem - dorośli świetnie wiedzą, że posiadanie zwierzęcia to nie tylko przyjemności, ale i obowiązki.

                                      Natomiast żadne dziecko tego nie zrozumie, a już na pewno nie takie małe. Dzieci chcą zwierzęta, bo im się wydaje, że będzie jak na filmach familijnych - taki np. supermądry piesek, który sam o siebie zadba i który sam wie, kiedy człowiek chce się bawić, a jak człowiek nie chce, to piesek sam się sobą zajmie.

                                      Na moim przykładzie: zawsze STRASZNIE chciałam mieć kota. I jak miałam jakieś 13-14 lat, wzięliśmy jednego na przechowanie, na jakieś 3 miesiące. Na początku było super, ale nagle okazało się, że wcale nie chce mi się sprzątać ciągle tej kuwety i a zabawa z kotem mnie znudziła. Odetchnęłam z ulgą kiedy kota przekazaliśmy dalej. Teraz jestem o wiele starsza, dorosła i uznałam, że już dojrzałam do kota. Wzięłam więc jednego i rzeczywiście - teraz nie mam żadnych problemów z "nie chce mi się robić przy tym kocie". Posiadanie kota do dla mnie przyjemność.

                                      Ale znowu - musiałam do tego DOJRZEĆ, musiałam całą rzecz dokładnie przemyśleć, przekonać, się, że minusy posiadania kota nie przełonią mi plusów, i wtedy mogłam tego kota świadomie wziąć.

                                      Tak więc jestem przeciwna przydzielaniu dzieciom obowiązków dotyczących zwierząt - bo z reguły wtedy cierpi i dziecko, i zwierzę. Bo to jednak rodzice zdecydowali o tym zwierzęciu - niechże się więc oni nim zajmują.

                                      A już zupełnie bez sensu jest przydzielanie dziecku najgorszych prac, takich, którymi nikt inny nie chce się zająć - wychodzenie z psem nad ranem w takie mrozy musi być koszmarem, zwłaszcza dla dziecka, które i tak ma problemy z tym, żeby się zebrać do szkoły. Czy nie można z nią ustalić, że psa będzie wyprowadzać np. po obiedzie?
                                      • mama303 Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 06:54
                                        A czy ja zalecam zwalenie całej odpowiedzialności za psa czy za cokolwiek na siedmioletnie dziecko?
                                        Jest rzecza oczywistą że dziecko jest małoletnie i odpowiedzielności żadnej w pełni za nic nie ponosi wink
                                        ale czy to oznacza że rodzice nie moga wymagac nic od dziecka bo i tak przeciez oni sa za wszystko odpowiedzialni?
                                        • deszcz.ryb Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 08:35
                                          Wymagać trzeba wink ale niekoniecznie trzeba wymagać opieki nad zwierzęciem, o którego obecności w domu zdecydowali rodzice. Można przecież wymagać np. mycia garów, wynoszenia śmieci, odkurzania itp.
                                          • mama303 Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 20:15
                                            deszcz.ryb napisała:

                                            > Wymagać trzeba wink ale niekoniecznie trzeba wymagać opieki nad zwierzęciem, o kt
                                            > órego obecności w domu zdecydowali rodzice. Można przecież wymagać np. mycia ga
                                            > rów, wynoszenia śmieci, odkurzania itp.

                                            w ogóle nic wymagac nie trzeba, przeciez rodzice o wszystkim w zasadzie decydują to nie sami sobie ze wszystkim radzą tongue_out
                                            Nie wiem w czym lepsze mycie garów czy wynoszenie smieci od spaceru z psem czy nakarmieniem psa.
                                            Młodsze rodzeństwo to tez w zasadzie decyzja rodziców dlatego starsze dziecko nie powinno np. nigdy pomóc w opiece nad młodszym, prawda?.....
                                            • deszcz.ryb Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 23:07
                                              > Nie wiem w czym lepsze mycie garów czy wynoszenie smieci od spaceru z psem czy
                                              > nakarmieniem psa.

                                              No sama pomyśl - córka autorki wątku ma straszne problemy ze wstawaniem i ogarnięciem się rano [niektórzy tak po prostu mają] - a ty chcesz jej jeszcze dowalać wyprowadzanie rano psa [już nie mówiąc o tym, że ranne spacery zimą to chyba najbardziej przykry z obowiązków związanych z opieką nad psem]?

                                              A jeżeli tej dziewczynce nie chce się czegoś wykonać, to lepiej, żeby te gary były niedomyte, niż pies [żywa, czująca istota!] był "niedoopiekowany".

                                              Poza tym takie rzeczy, jak mycie garów, sprzątanie, pranie, gotowanie należa do normalnego "pakietu" obowiązków, które rodzina musi wykonywać. Każda rodzina to robi. Posiadanie zwierzęcia jest natomiast niejako "nadmiarowe" - nie każdy zwierzę ma, nie każdy musi posiadać, a jeśli [znowu do tego wracamy smile ] dorośli członkowie rodziny zdecydowali, że chcą przyjąć tą nadmiarową "uciążliwość", to niech się teraz nią zaopiekują. smile
                                              • sylabina Re: Problem z 7-latką 09.02.12, 13:06
                                                Gokarta, polecam Ci książkę Gordona Wychowanie bez porażek - jest tam dokładnie przykład z Twojej rodziny.
                            • morekac Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 21:05
                              Mimo wszystko odpowiedzialność o świcie i w 20-stopniowym mrozie jest niekoniecznie odpowiednia dla 7-latki.
                              • mama303 Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 20:35
                                morekac napisała:

                                > Mimo wszystko odpowiedzialność o świcie i w 20-stopniowym mrozie jest niekoniec
                                > znie odpowiednia dla 7-latki.

                                A jak mrozy 20 stopniowe miną? .....wiesz niektóre siedmiolatki idą także w te mrozy do szkoły.
                                • morekac Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 23:19
                                  Przede wszystkim nie uważam, że dziecko 7-letnie może wychodzić niemal po ciemku z psem. brr. Poza tym jest to zwalanie na dziecko skutków swoich decyzji. Bo to nie 7-latka decyduje o nabyciu psa - tylko rodzice. W związku z tym powinni liczyć też się z pewnymi niedogodnościami. A szkoły w takie zimno powinny być zamknięte. wink
                                  • mama303 Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 06:57
                                    morekac napisała:

                                    > Przede wszystkim nie uważam, że dziecko 7-letnie może wychodzić niemal po ciem
                                    > ku z psem. brr. Poza tym jest to zwalanie na dziecko skutków swoich decyzji. Bo
                                    > to nie 7-latka decyduje o nabyciu psa - tylko rodzice. W związku z tym powinn
                                    > i liczyć też się z pewnymi niedogodnościami. A szkoły w takie zimno powinny być
                                    > zamknięte. wink

                                    No najlepiej wszystko pozamykać, psa zaszyć i siedziec pod pieżyną tongue_out
                                    • morekac Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 10:20
                                      Mój pies nie miałby nic przeciwko siedzeniu pod pierzyną. Ale że jest mój - poranne spacerki należą do mnie. Dzieci wychodzą z nim po południu - bo najwcześniej wracają.
                                      • mama303 Re: Problem z 7-latką 07.02.12, 20:18
                                        morekac napisała:

                                        > Mój pies nie miałby nic przeciwko siedzeniu pod pierzyną. Ale że jest mój - por
                                        > anne spacerki należą do mnie. Dzieci wychodzą z nim po południu - bo najwcześn
                                        > iej wracają.

                                        Taki macie podział i OK, ale inny podział obowiązku "psiego" w rodzinie chyba tez możliwy.
    • budzik11 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 10:33
      gokartka napisała:

      > Córka od jakiegoś czasu do mnie i do mojego męża (swojego taty) odzywa się w sp
      > osób, na który nie chcemy się zgodzić: pełen pretensji, wyrzutów. (...) ja lub mąż się wkurzamy i kończy się krzyknięciem na nią, że nie ma prawa z nami w ten sposób rozmawiać, tak s
      > ię do nas odzywać, że ma słuchać...

      no powinna stanąć ze spuszczonym wzrokiem, dygnąć i przemówić cicho "Pani matko..."...
      Daj spokój, dziecko to nie niewolnik, nie "podczłowiek". na szacunek trzeba sobie zasłużyć a rodzina to nie koszary, że morda w kubeł i wykonywać rozkazy. Dziecko tez ma prawo się wkurzyć, obrazić, powiedzieć własne zdanie, sprzeciwić. Spóźnia się? To niech się spóźnia, w którymś momencie sama dojdzie do tego, że spóźnianie nie jest fajne, bo wszyscy się gapią a pani byc może wpisuje spóźnienie do dziennika. to jest JEJ spóźnienie, nie twoje, dlaczego tak ciebie to stresuje?
      • gokartka Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 10:46
        Po pierwsze dlatego, że przez jej spóźnienie spóźniam się również ja.
        Po drugie dlatego, że mi się od niej za to obrywa. Niesłusznie w dodatku. Nie pasuje mi jakoś, by dziecko zwalało na mnie winę i ochrzaniało mnie... Może jestem nienowoczesna uncertain
        A w dodatku ona przejmuje się tym spóźnianiem, nie jest jej to obojętne, ale w trakcie nie robi nic, by się nie spóźnić.
        • morekac Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 23:32
          Po pierwsze dlatego, że przez jej spóźnienie spóźniam się również ja.
          hehe, i kto tu na kogo zwala? Wychodźcie 15 minut wcześniej i tyle - tak trudno sobie przesunąć godzinę zero? Albo zmień sobie godziny pracy? Musisz rano bardziej małą przypilnować - a teraz jest pewnie tak, że zajmujesz się szykowaniem siebie, a młoda sobie bimba. Niestety, za poranną organizację dnia ty jesteś odpowiedzialna. I za swoje spóźnienia także...
          Może jej przejdzie za jakiś czas. Ale może nie przejść - mam taki egzemplarz w domu.
        • budzik11 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 12:53
          gokartka napisała:

          > Po pierwsze dlatego, że przez jej spóźnienie spóźniam się również ja.

          To się nie spóźniaj. Powiedz jej, że ty musisz wyjść o tej konkretnej godzinie i nie będziesz czekać. Jak jest w majtkach, bez majtek, w piżamie, bez śniadania - to ją tak zaprowadź do szkoły. Niech wie, jakie są konsekwencje grzebania się rano.

          > Po drugie dlatego, że mi się od niej za to obrywa. Niesłusznie w dodatku. Nie p
          > asuje mi jakoś, by dziecko zwalało na mnie winę i ochrzaniało mnie...

          Ależ może sobie zwalać, ty wiesz swoje. Ja bym powiedziała po prostu "Nie moja droga, to jest TWOJA wina" i tyle, bez wdawania się w dyskusje do niczego nie prowadzące, może najwyżej do kłótni. Niech sobie gada, ma prawo. Jak pies na ciebie szczeka, to stajesz i mu odszczekujesz?

          > A w dodatku ona przejmuje się tym spóźnianiem, nie jest jej to obojętne, ale w
          > trakcie nie robi nic, by się nie spóźnić.

          No widać nie bardzo się przejmuje.
      • scher Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 11:05
        budzik11 napisała:

        > Daj spokój, dziecko to nie niewolnik, nie "podczłowiek". na szacunek trzeba sob
        > ie zasłużyć a rodzina to nie koszary, że morda w kubeł i wykonywać rozkazy. Dzi
        > ecko tez ma prawo się wkurzyć, obrazić, powiedzieć własne zdanie, sprzeciwić.

        Nie dziwota, że coraz więcej rozpuszczonych dzieci, skoro coraz więcej rodziców o pomerdanym światopoglądzie.
        • fogito Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 11:16
          oj tęsknisz scher za koszarami... smile
          • scher Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 11:25
            Żeby z pierwszego postu wyczytać tęsknotę za koszarami, trzeba mieć pomerdany światopogląd.
            Żeby w imię prawa dziecka do wyrażania uczuć pozwalać mu na zuchwałość wobec rodziców, też trzeba mieć pomerdany światopogląd.
            • fogito Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 19:50
              scher napisał:

              > Żeby z pierwszego postu wyczytać tęsknotę za koszarami, trzeba mieć pomerdany ś
              > wiatopogląd.
              > Żeby w imię prawa dziecka do wyrażania uczuć pozwalać mu na zuchwałość wobec ro
              > dziców, też trzeba mieć pomerdany światopogląd.
              >

              Pomerdany światopogląd brzmi słodko smile Lepszy taki niż skostniały wink
              • scher Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 20:03
                fogito napisała:

                > Pomerdany światopogląd brzmi słodko

                Wolę ludzi mądrych niż słodkich.
                • fogito Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 20:44
                  scher napisał:

                  > fogito napisała:
                  >
                  > > Pomerdany światopogląd brzmi słodko
                  >
                  > Wolę ludzi mądrych niż słodkich.
                  >

                  A ja wolę mądrych, słodkich i takich co dzieci nie biją. Obawiam się, że do żadnej z kategorii nie należysz wink
                  • scher Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 20:50
                    Aha, czyli twoje docinki od początku zmierzały do tego, żeby mi osobiście dopierdzielić. Tak czułem, że szkoda mojego czasu na ciebie.
                    • fogito Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 20:56
                      scher napisał:

                      > Aha, czyli twoje docinki od początku zmierzały do tego, żeby mi osobiście dopie
                      > rdzielić. Tak czułem, że szkoda mojego czasu na ciebie.
                      >

                      Sam sobie dop..lasz swoimi tekstami wink Ja się mogę zaledwie z tego ponabijać.
                      • scher Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 22:04
                        Nie wysilaj się. Jesteś tylko internetowym nickiem. Uodporniłem się na takich jak ty.
                        • fogito Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 08:54
                          scher napisał:

                          > Nie wysilaj się. Jesteś tylko internetowym nickiem. Uodporniłem się na takich j
                          > ak ty.
                          >

                          A jednak tracisz na mnie czas. No cóż, ty tez jesteś zaledwie internetowym nickiem wink
    • scher Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 11:37
      gokartka napisała:

      > Pretensje wyraża zwrotami, które nam nie odpowiadają... Nie wiem, czy uda mi si
      > ę to oddać na piśmie, ale jest to pewien ton, pełen lekceważenia, braku szacunk
      > u... To jest prychanie "no mówię coś do ciebie"... To przekomarzanie się słowo
      > w słowo, jak np. na zwróconą uwagę, że spóźniamy się, bo robiła coś powoli, odp
      > owiadanie wspomnianym wyżej "no to mogłaś Ty wyjść z psem". Ja na to np. "nie,
      > bo to Twój obowiązek", a ona "a Ty w tym czasie brałaś prysznic, mogłaś nie bra
      > ć" - i tak bez końca...

      Nie ustawiliście sobie prawidłowo relacji w "stadzie", kiedy dziecko miało 3-4 lata. Teraz ponosicie tego konsekwencje.

      Tu nie ma co gadać i tłumaczyć, bo to nic nie da. Trzeba bardzo konsekwentnie wymuszać podporządkowanie (czyli robić teraz to, co trzeba było robić wcześniej, choć w tym wieku wymuszanie posłuszeństwa to już zło konieczne).

      Dziecko ma się przyzwyczaić, że są sytuacje, kiedy ma wykonywać polecenia nie dlatego, że jest do nich przekonane, lecz dlatego, że matka czy ojciec tak powiedzieli. Ma się przyzwyczaić, że za bezsensowne przekomarzanie się z matką czy ojcem kara jest bardzo prawdopodobna (a przez pewien czas, czas nauki nowej umiejętności - nieuchronna).

      > Oczywiście rozmawiamy z nią również na spokojnie, wtedy, gdy już opadają emocje,
      > tłumaczymy, że obowiązki, że nie w tym rzecz, by ktoś ją wyręczał... Ale to nic nie daje...

      Nie daje, bo dziecko do zrozumienia tych tłumaczeń jeszcze nie dojrzało. Wobec tego trzeba stosować więcej metod dyrektywnych.

      Poza tym siedmiolatki tak mają.
      • scher Dodam 04.02.12, 11:52
        że w wychowaniu bardzo często nie chodzi o gadanie, lecz sygnały pozawerbalne. Lepiej dziecku srogo spojrzeć w oczy i samym językiem ciała stanowczo wymusić pożądane zachowanie czy też zamilknięcie, niż narzekać albo krzyczeć.
    • an_ni Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 16:43
      czysbys pisala o mojej corce?
      ma 6 lat, za bardzo pyskowac jeszcze szczesliwie nie potrafi, odpowiada " no i dobrze", " bo tak chce"
      nie miewa pretensji jak twoja, bo jeszcze chodzi do przedszkola a tam nie da sie spoznic
      ale juz widze co mnie czeka ... ehhhh
      dokladnie takie same grzebanie sie przy wyjsciu, nawet na ulubione zajecia, gadanie, spiewanie, tanczenie, wracanie sie na siku po raz kolejny, robienie nieistotnych spraw, jedzenie jednej kanapki przez 30 minut ... brrr moje poranki sa koszmarne
      wieczory nie lepsze bo do spania tez ma takie tempo szykowania sie
      ja stosuje metode - nie dyskutuj, masz 5 minut
      dziala od czasu do czasu, albo 2 dni jest OK a potem gorzej
      gdyby nie nadopiekunczy tata, stosowalabym metode konsekwencji, nie ubralas sie - pojdziesz nieubrana i zmarzniesz, sama wejdziesz do przedszkola, rozbierzesz sie i pojdziesz do sali, bo ja juz musze jechac do pracy itp
      ale czesto sie po prostu wydzieram, wydajac polecenia - szybko!!! bo cierpliwosci brak - sama nie cierpie porankow, szczegolnie zimą uncertain
      maz za to ja wyrecza ... tak jak go matka wyreczala, takze dobrze wiem po kim dziecie to ma wink w zwiazku z czym zwalilam na niego wiekszosc dzieciowych obowiazkow porannych -on jej robi sniadanie, pilnuje zjedzenia i umycia zebow oraz ubiera, kiedy mala sie bawi zamiast szykowac. ja nie mam na to nerwow.
      a ja to szykowalam siebie i mame do wyjscia - np podajac jej torebke, szukajac kluczy itp, beda juz w I klasie, nie na odwrot, dlatego tak mnie to wkurza
      jesli corce nie przejdzie to grzebulstwo, kiedy bedzie starsza, czarno to widze, bo moze zaczac po prostu olewac obowiazki uncertain
    • mamusia1999 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 17:44
      co do sedna sprawy: moze dla twojej corki to nawet dosc logiczne, ze wy jestescie odpowiedzialni za jej spoznienia. w koncu to wy ponosicie ich konsekwencje. bo co sie dzieje w szkole, jak przybiegacie spoznieni? sama wasza obecnosc "usprawiedliwia" dziecko? tymczasem obowiazki szkolne docelowo maja dotyczyc glownie dzieci. dodatkowo dziecko ma bonus w postaci waszych nerwow (to sie chyba nazywa negatywna satysfakcja).

      mialam dwie fazy porannego guzdralstwa. 3 i 4 latka ubieralam (lub znacznie pomagalam) do przedszkola, wiec jak sie potwornie guzdral ze sniadaniem (choc pil tylko kakao, zeby bylo szybciej) to w koncu zawiozlam w pizamie do przedszkola, za 2 czy 3 razem pomoglo (moja Mloda byla twardsza, wytrzymala tydzien, az ja wcyhowawczyni w porannmy kolku zapytala, czemu przychodzi od tygodnia w pizamie). druga faza nastapila w szkole, niestety jak zapowiedzialam akcje pizama to szybko wykoncypowal, zeby sie ubrac natychmiast po obudzeniu wink do manewru pozostalo mi sniadanie - a ma niedowage, bo jedzenie jest mu obojetne, lub mycie zebow - wiadomo niezdrowe. bylam w kropce. i umowilam sie z wcyhowaczynia: Mlody ma godzine zeby zjesc, umyc zeby i sie ubrac. ja dostarczam ramowki, przypominam o uplywie czasu, przygotowuje garderobe oczy. jesli nie zdazy zawoze spoznionego badz jedzie autobusem na nastepna lekcje. jest NIEUSPRAWIEDLIWIONY. jesli uzbiera wiecej niz 30min spoznienia (czyli trzy 10min.) zosatje po lkecjach zeby odrobic stracony czas. pomoglo natychmiast czyli po pierwszym spoznieniu.
      teraz jest gotowy w 40min i ma jeszcze czas sie pobawic.
      • annes67 Re: Problem z 7-latką 04.02.12, 19:43
        ktos mi mówił ,ze dziecko takie słodkie konczy sie w wieku 6-7 lat. i cos w tym jest.

        temat czas -trzymanie sie planu faktycznie daje dodatkowa dyscyplineu mnie wychodzenie jest ustawione co do minuty prawie ;tu to ,tu to..i wychodzimy...za póżno.?.przyspieszamy.

        odzywki...no te u mnie (syn)sie pojawiaja ...i w uwagach pani nic nie wpisuje...bo nie umie...mówi ,ze jakos tak mówi, no niby słowa ok ale niegrzecznie...np. na wf zapytany dlaczego nie cwiczy( akurat znowu dzikie biegi sie odbywaly odpowiedzial:" bo mi sie nie chce"...no i afera na całą strone...jak on mógł tak powiedziec.
        ciagle wpychanie do głowy prawidłowych zasad zachowania jest dlugotrwałe...lecz skutkuje to fakt.!
        to chyba taki wiek jak ma szczeniak- pies gdy troche podrosnie...zaczyna sie próba sił..
        • mamusia1999 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 11:56
          "proba sil" to BRADZO wazne slowa!
          jak tylko sie da...unikac przepychanek, to jakby wiatr przestal w zagle dmuchac. i akurat w temacie wychodzenia/spozniania sie do szkoly jest okazja. nie ma potrzeby szamotania sie z latorosla o poranku - jak nie zdazy pomimo udzielanej jej w postaci wskazowek pomocy, to juz tylko jej sprawa, usprawiedliwienia nie ma, szkola musi zareagowac. oczywiscie lepiej sie ze szkola umowic, zeby nie bylo watpliwosci, ze rodzice nie zaniedbali tylko swiadomie pozwalaja nastapic konsekwencjom.
          tu nie chodzi o spychanie obowiazkow wychowawczych na szkole tylko o logike nie do obalenia: to szkola ustalila poczatek lekcji na 8.00 i to szkola wymaga punktualnego przybycia. rodzice ustalaja obowiazek sniadania i porannej toalety i te obowiazki egzekwuja - budzac o stosownej porze i wypuszczajac przez prog dopiero po wykonaniu. za spoznienie sa sankcje w szkole.
          • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 16:16
            mamusia1999 napisała:

            > "proba sil" to BRADZO wazne slowa!
            > jak tylko sie da...unikac przepychanek, to jakby wiatr przestal w zagle dmucha
            > c. i akurat w temacie wychodzenia/spozniania sie do szkoly jest okazja. nie ma
            > potrzeby szamotania sie z latorosla o poranku - jak nie zdazy pomimo udzielane
            > j jej w postaci wskazowek pomocy, to juz tylko jej sprawa, usprawiedliwienia n
            > ie ma, szkola musi zareagowac. oczywiscie lepiej sie ze szkola umowic, zeby nie
            > bylo watpliwosci, ze rodzice nie zaniedbali tylko swiadomie pozwalaja nastapic
            > konsekwencjom.

            No jakos nie moge sie zgodzić. W tym wieku to jednak jeszcze odpowiedzialnośc spada na rodzica, żeby dziecko dotarło ubrane, najedzone i na czas na zajęcia w szkole. Dziecko ma pewłne prawo być dopilnowane przez rodzica w tej kwestii.
            • andalus Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 16:36
              hmm a coś bys zrobiła jakbys miala więcej niż jedno dziecko?
              u mnie minutnik był na porządku dziennym. godzina wyjścia z domu wyznaczona 20 min wcześniej niż normalnie potrzeba.
              ale nigdy nie ubierałam dzieci pow. 5 r.ż, zdarzało się przyjście w bez skarpet ( w szkole zawsze była zapasaowa parawink , kilka razy bez majtek, mundurka.
              obowiązki domowe - mam 2 psy. obowiązek - ja rano, po południu dzieci.
              odzywki - zawsze odpowiadam - na ma na ten temat dyskusji.
              w domu jest hamornogram obowiązków ustalony z dziećmi. jesli ktoś się z niego nie wywiązuje ( zdarza się wink to najszybciej działa zabronienie przychodzenia kumplom dopóki nie posprzątają. Zwykle trwa to 1 dzień
              • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 17:29
                Można powiedziec, że każdy jest odpowiedzialny za tyle dzieci /psów też smile/ ile sobie zafundował.
                Mimo wszystko siedmiolatek to jeszcze małe dziecko, wiele nie ma jeszcze poczucia czasu.

                • andalus Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 19:39
                  aby wyrobić mu poczucie czasu stosowałam minutnik. Do dzisiaj zresztą go włączamy. U nas niepozbieranie się na czas nie grozi spóźnieniem do pracy a spóźnieniem wszystkich do szkoły łącznie z gimnazjum. Panowanie nad czasem to nie kwestia wyboru a konieczności.
                  ( 3 spóźnienia obniżenie zachowania). Każdy ma swoje metody.Jedni uważają,że odpowiedzialność za siedmiolatka polega na pilnowaniu co na siebie ubierze, pilnowania czasu itd.W porządku. Ich prawo, taką wybrali metodę.Nie jest gorsza od innych pod warunkiem,że innym członkom rodziny to nie przeszkadza. Inni z powodów fundowania sobie większej ilości dzieci i psów skupiają się na tym jak nie dać sobie wejść na głowę i nauczyć dzieci samodzielności. U nas z dobrym skutkiem.
                  • morekac Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 21:14
                    Jeśli dziecko jest nałogową grzebułą , to nic nie pomoże: ani trzeszczenie nad głową, ani kary, ani nagrody, ani ponoszenie odpowiedzialności za własne spóźnienia.
                    • andalus Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 23:29
                      noo to niech wstają 2 h wcześniej jak 2 za mało to 2,5 .trudno.albo niech zmienią pracę aby się do niej nie spóźniać licząc,że kiedyś dziecko z tego wyrośnie. Bo chyba jakiś limit na ubranie się mają.
            • mamusia1999 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 16:45
              nie zapominaj, ze gadamy tu sobie o napadach guzdralstwa u juz w sumie pozbieranych dzieciach - tak to opisala autorka i tak tego doswiadczylam ja. i pisalam wyzej o tym, ze dostarczam ramowki (czyli kiedy wstajemy, ile mmniej wiecej czasu jest na sniadnie, ile na mycie, ile na ubranie sie i o tej ramowce przypominam, oczywiscie przygotowuje ubranie, podstawiam sniadanie pod nos). w praktyce: krzatajac sie przy drugim sniadaniu katem oka widze postep w kakao i przywoluje do porzadku, ze za 5min. musi isc do lazienki. ale nie siedze przy nim i nie pilnuje, zeby pil lyk za lykiem.
              jesli siedmiolatek w 5 minut jest gotowy do wyjscia z kumplem na sanki, za to rano (mowimy o skowronku, a nie sowie) miedzy kalesonami a spodniami ma do opowiedzenia genesis wink koniecznie musi zreperowac samolot zbudowany z lego - to to na kilometr pachnie conajmniej brakiem motywacji, i ja ten brak nawet rozumiem. z mojego doswiadczenia wynika ze usilne ...werbalne motywowanie w podobnych kwestiach prowadzi nieuchronnie do proby sil. najlepiej stworzyc sytuacyjna motywacje - w zaden sposob nie nadrobie straconego przez ciebie czasu, jak sie spoznisz twoja broszka.
              siedmiolatek ma prawo do dogladniecia, nawet w bardzo szerokim zakresie, jesli jest konsensus, to nawet do ubrania go od gatek po rekawiczki - byle tylko wspolpracowal w ramach tego konsensusu.
              • mama303 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 17:36
                Ja sie zgadzam, tez mam w domu starszną grzebułę poranną. Wiem dokładnie na czym to polega. tyle że metody wysyłania małego dziecka w piżamie, czy bez skarpetek czy co tam jeszcze do szkoły nie pochwalam. Mimo wszystko czuje sie jeszcze za dziecko w tym wieku odpowiedzialna i daje jeszcze prawo do braku rozsadku, dyscypliny a nawet braku motywacji do sprawnego wyszykowania sie do szkoły. To do mnie nalezy jednak dopilnowanie, aby dziecko dotarło do szkoły na czas i było w pełni ubrane, zjadło śniadanie itd. I dziecko ma do tego pełne prawo, żeby być dopilnowane.
                • annes67 Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 21:01
                  wiesz a moze wyposrodkowac.
                  trzeba dziecku ułatwic wiele kwestii by go nie zniechcecac do zbierania sie do szkoly.
                  1.dawac rzeczy które łatwo sie ubiera.zakladani erajstop ti chyba koszmar...moze lepiej luzne dresy?wszytkie rzeczy które doprowadzaja do pasji wykluczam.
                  2. rzeczy powinny lezec gdzies na wierzchu,
                  3.jesli si e cos ni e uda dziecko samo poczuje wstyd na wlasnej skórze np. ubierze skarpetki z dziura.
                  4.jesli sie spóżni tez pani da mu ostrzezenie i bedzie strach( u nas powiedziala ze nie wpusci do sali..i dziala) , teraz juz nie chce sie spóżniac.

                  5.czasem trzeba pomóc. przy tych szalonych mrozach pomoge zawiazac szalik czy cos podobnego.

                  ociaganie sie do szkoly moze wiazac sie z głębszym problemem, moze byc to niechcec do szkoly...bo jak ktos zauwazyl...jak zechce idzie migiem.
                • morekac Re: Problem z 7-latką 05.02.12, 21:03
                  Z własnych doświadczeń napiszę - jeśli to przejściowe, za kilka miesięcy powinna być poprawa w niespóźnianiu się. Ale jeśli nie - nic nie pomoże.
                  • monia.s01 Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 09:37
                    O rany a po co wdajesz się w poranne dyskusje z córką, które niczego nie wnoszą. Nie zwracaj uwagi na jej pretensje, rób swoje. I myślę że nic ci się nie stanie jak czasem pomożesz jej przy ubieraniu. Ja rano mam około 45 minut żeby wyprawić swoją dwójkę do szkoły (11 i 5 lat). Wstaję wcześniej, sama szykuję się do pracy, później budzę dzieciaki, starsza szykuje się sama ale młodszemu synowi często pomagam przy ubieraniu czy myciu. W ten sposób każde z nas ma zaoszczędzone nerwy.
                    • gokartka Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 14:15
                      Cóż,
                      zmiana godzin pracy nie wchodzi w grę. A nawet gdyby wchodziła, to jednak jestem zwolenniczką teorii, że dzieci muszą się jednak czasem dostosowywać i zmieniać, a nie mieć wszystko ułatwiane i podsuwane pod nos... Nie przejdę do porządku dziennego nad tym, że moja córka się grzebie i nie zmienię całego swojego życia, aby pozwolić jej się guzdrać...
                      Moja córka nie potrzebuje pomocy przy ubieraniu. W sensie technicznym ma tę czynność opanowaną od dawna do perfekcji i to niezależnie od rodzaju garderoby, więc nie jest potrzebne zamienianie rajstopek na leginsy. Owszem, pomagam jej czasem gdy np zawiąże niedokładnie szalik. Problem tylko w tym, by np spodnie na siebie zakładała, a nie przewalała się po łóżku obok nich...
                      Podobnie nie ma problemów z porannym wstawaniem, często budzi się bez budzika i poza jakimiś wyjątkowymi sytuacjami nie marudzi, że jest niewyspana.
                      Miło przeczytać, że jednak ktoś jeszcze ma w domu taki egzemplarz wink
                      • morekac Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 14:40
                        Nie przejdę do porządku
                        > dziennego nad tym, że moja córka się grzebie i nie zmienię całego swojego życi
                        > a, aby pozwolić jej się guzdrać...
                        Wiesz, ja przeszłam.Mam egzemplarz nienaprawialny. Pociesz się, że gdyby twój też był taki felerny, to jeszcze trochę i będzie spóźniała się do szkoły bez ciebie.
                        Chyba jedyne wyjście - to ustalenie wcześniejszej godziny wyjścia i tyle.
                        • gokartka Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 17:05
                          To faktycznie nieco mnie pociesza wink

                          Na razie na szczęście działa minutnik. Przesunięcie godziny wyjścia jak również wcześniejsze wstawanie przetestowane na długo przed opublikowaniem pierwszego postu. Bezskuteczne.
                          • andalus Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 17:35
                            źle mnie zrozumiałaś. Jeśli ktoś nie umie poradzić sobie z tym problemem, na dłuższą metę pozostaje mu tylko zmiana pracy smile bo przecież nie będzie się codzeinnie spóźniał do pracy.Inne metody typu wcześniejsze wstawanie i minutnik są do przyjęcia. Oglądałam kiedyś jakiś program z naniami. One nie dawały rezerwy czasowej uważajac,że dziecko i tak zareaguje na czas wydłużony.za to czas dawany na poszczególne czynności był ustalany z dziećmi.
                          • morekac Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 23:27
                            Ja przetestowałam wszystko: minutnik, apelowanie do uczuć wyższych (mamusię wywalą z roboty) i niższych (jak się nie będziesz spóźniać, to będzie nagroda), zmiany organizacyjne (dziecko się pakuje i szykuje wieczorem, przestawianie czasu), ,mniej czasu/więcej czasu, trucie za uszami, niezwracanie uwagi (chociaż nawet jak milczę zupełnie niewinnie, dzieć ponuro mówi: tak, wiem,znowu się grzebałam), nie usprawiedliwiam spóźnień - bez skutku. Obawiam się, że są osoby,które tak po prostu mają...
                • mamusia1999 Re: Problem z 7-latką 06.02.12, 17:48
                  ale ja sie tez czuje odpowiedzialna, do bolu niestety wink za to, zeby sie moje dzieci samoodpowiedzialnosci nauczyly. bo niby skad 7latek ma wiedziec, CZEMU sie musi rano pozbierac? w ostatecznym rozrachunku jednak nie dla mnie.

                  a moj Mlody to egzemplarz trudny, roztargniony profesor. taki, co to idac z klasowka do podpisania do mnie, trzyma ja w rekach i nagle zawraca i chowa klasowke z powrotem do tornistra. czemu ja schowales? "bo po co ja w ogole wyjalem?". ale rano jest gotowy w 40min. i wtedy to ja mam czas i melodie wysluchac historii..."niebieskiego mauritiusa".

                  wiec jak sie da unaocznic skutki roztargnienia, to korzystam z okazji. gorzej z tematami bardziej abstrakcyjnymi: po co sie starac w szkole? a po co mowic "dzien dobry" sasiadowi?
                • mamusia1999 Re: Problem z 7-latką 10.02.12, 08:49
                  ale dziecko ma tez prawo do zbierania doswiadczen zyciowych...ze nie z kazdej opresji mama wyciagnie, ze zarzadzanie czasem to nie wymysl rodzicow, ani tez wartosc sama w sobie, tylko wymog sytuacji...
                  przed niektorymi doswiadczeniami trzeba je chronic - ze potracenie przez samochod bywa smiertelne, alkohol dla berbecia smiertelnie trujacy etc.
                  ale nieusparwiedliwione spoznienie sie do szkoly ani nie zagraza zyciu badz zdrowiu, ani nie jest trauma. jest na tyle nieprzyjemne, ze ma szanse dotrzec do podswiadomosci - bo skupienie sie trudno osiagnac swiadomie.

                  ale dopoki poranne asystowanie dziecku krok po kroku jest przyjemne i efektywne dla obu stron to nie widze powodu do dzialania. bo u mnie bylo nie tylko zle, ale coraz gorzej - im bardziej ja pilnowalam tym bardziej Mlody sie guzdral i oboje bylismy corza bardziej nerwowi. a teraz jest fajnie, bez goraczki, bez fochow, napiec etc.

                  a ze sie tu dobrze znamy i zakladam, ze lubimy, to zapytam podchwytliwie: kogo chronisz? dziecko przed niby-trauma czy siebie przed utrata twarzy "sprawnej" rodzicielki. ja chroniac siebie przed utrata twarzy poinformowalam wychowawczynie o planowanej akcji wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka