Dodaj do ulubionych

mówienie ocen na głos

07.11.12, 23:02
Witam.
Chciałbym poznać Wasze zdanie w pewnym temacie. Mam pytanie:
Co sądzicie o mówieniu przez nauczyciela na głos ocen poszczególnych uczniów podczas rozdawania klasówek ? Czy Waszym zdaniem lepiej jest gdy nauczyciel rozdaje je bez podawania ocen czy też może jest to ok ? A może nie ma to dla was czy waszych dzieci znaczenia ? Jak się na to zapatrujecie ? Dzięki za opinie.
Obserwuj wątek
    • pasik Re: mówienie ocen na głos 07.11.12, 23:29
      dla syna nie ma chyba znaczenia- dopytam się, dla mnie ma- jakikolwiek punkt odniesienia: np był jedynym co dostał 6..tylko dwie osoby dostały 5..lub 7 osób z wf-u dostało 1.

      uczniowie słabsi....wiadomo.Miłe to nie jest .+ czasem uszczypliwości nauczyciela
      • jakw Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 23:26
        pasik napisała:

        > dla syna nie ma chyba znaczenia- dopytam się, dla mnie ma- jakikolwiek punkt od
        > niesienia: np był jedynym co dostał 6..tylko dwie osoby dostały 5..lub 7 osób z
        > wf-u dostało 1.
        Ale skoro dostał 6 to po co ci informacja, że 7 osób dostało 1 , a tylko dwie - 5-tki?
        Statystyki jakieś prowadzisz?
    • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 05:55
      Moje dziecko padłoby na atak serca. Szkoła bardzo mocno wierzy, że oceny są prywatną sprawą pomiędzy nią, uczniem i rodzicami. Nikt nie wie więc, jaką notę z testu/oceny na świadectwie uzyskał sąsiad. Ba, świadectwa rozdawane są w kopertach i dzieci mają zakaz otwierania tych kopert na terenie szkoły....
    • mamusia1999 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 07:18
      komentarze nauczyciela tylko pisemnie pod testem. jeden wyjatek: praca absolutnie bezbledna (czyli nie tylko "celujaca") jest krotko chwalona na forum klasy. potem to juz dzieci same decyduja, czy chca sie podzielic swoimi ocenami z kolega z lawki etc.
    • yula Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 07:50
      Czy to tylko mi sie wydaję że to zaczyna trącić paranoją, ta ochrona ucznia? Przecież chodzi do szkoły, dostaje oceny, dlaczego nikt inny ma nie wiedzieć jakie są? O ile zgadzam sie że wyśmiewanie, głupie komentarze, czy dołowanie "zawaliłeś" za 5-kę( w którymś z wątków) są nie na miejscu, to po prostu powiedzenie ocemy czemu nie? Dla mnie w szkole to nie miało znaczenia, a raczej było normą Dzieci nie wiem jak mają, nie wypytywałąm.
      • budzik11 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 07:52
        yula napisała:

        > Czy to tylko mi sie wydaję że to zaczyna trącić paranoją, ta ochrona ucznia? Pr
        > zecież chodzi do szkoły, dostaje oceny, dlaczego nikt inny ma nie wiedzieć jaki
        > e są?

        Jestem tego samego zdania. Oceny nie sa informacja poufna. Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie się podawało nazwisk, w celu ochrony danych osobowych, dziecko będzie numerkiem w dzienniku czy innym kodem kreskowym...
        • maggorlo Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 09:19


          Myślę, że niektórzy uczniowie byliby zachwyceni, gdyby oceny były tak tajne, że aż nie do poznania przez ich rodziców smile
          • jakw Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 19:13
            maggorlo napisała:

            >
            >
            > Myślę, że niektórzy uczniowie byliby zachwyceni, gdyby oceny były tak tajne, że
            > aż nie do poznania przez ich rodziców smile
            Chyba ostatnio GIODO stwierdził, że uczniowie pełnoletni powinni mieć taką możliwość.
            • joa66 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 19:19
              A nie mają?
      • oliwija Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:27
        a od kiedy oceny sa tajne? w szkole u mojej córki tez jest tak ze dzieciaki nie wiedza co kto dostaje- czesto nawet same nie wiedza co dostały.

        świadectwo w kopercie? boszzzz co za paranoja.....

        uwazam z enie powinno byc rtak ze nauczyciel ma poukładane ocenami klasówki , ale dlaczego ma nie powiedizac Asia - piątka, mirek trójka, albo przemilczec gorsze oceny bez komentowania w stylu Franek znowu pała
      • jakw Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 19:16
        yula napisała:

        > Przecież chodzi do szkoły, dostaje oceny, dlaczego nikt inny ma nie wiedzieć jaki
        > e są?
        Ale po co innym uczniom szczegółowa wiedza nt ocen innych uczniów? Podawanie oceny jednego ucznia wszystkim innym jest całkowicie zbędne.
      • robitussin Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 23:58
        > dlaczego nikt inny ma nie wiedzieć jakie są?

        A komu i do czego miałyby być one potrzebne?
        Naprawdę interesowało Cię jako dziecko, co dostała Basia czy Kasia z klasówki z polskiego?
        Nawet jeśli one nie były chętne, by dzielić się tą wiedzą?
    • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 08:02
      "Tajemniczość" ocen to wymóg ustawowy, ale czy na pewno jest dobry? A dlaczego zły? Bo:
      - kształtuje postawę zamykania się na własne "ja",
      - ucina pozytywną rywalizację między uczniami, tj. gdyby oceny były podawane, to często uczniowie chcą być lepsi od "rywala" i bardziej przykładają się do nauki - to tak jakby na zawodach sportowych nie podawano wyników i cichaczem dekorowano by zwycięzców (oczywiście każdego z osobna i w ukryciu!),
      - ucina drogę słabszym uczniom do lepszych o pomoc, bo nie wiadomo, kto jest "lepszy" (...ale czy w dzisiejszych czasach jeszcze lepsi pomagają słabszym...??)

      U mojego syna pani czasami po rozdaniu klasówek prosi o podanie ocen, żeby mogła wpisać do dziennika, a czasami wpisuje sama.

      Rodzicom dobrych uczniów lub tych, którzy czynią duże postępy lub wyróżniają się pozytywnie w inny sposób na pewno było kiedyś i dzisiaj byłoby miło usłyszeć z ust wychowawcy na wywiadówce imienną pochwałę dziecka. Przecież o słabszych pani nic nie musiałaby mówić.

      Mnie osobiście brakuje "starych czasów" w tej dziedzinie.
      • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 09:11
        Cóż, mogę ci wyjaśnić, dlaczego szkoła mojego dziecka wybrała tę właśnie drogę postępowania.
        Po pierwsze, zaznaczę, że dziecko jeszcze niewielkie, dziesięcioletnie i w ostatniej klasie podstawówki, więc tylko ten okres szkolny mam obcykany.
        Szkoła jest zdania, że młodsze dzieci (do klasy 3 włacznie, czyli do 8/9 lat) nie powinny w ogóle dostawać stopni, ponieważ nie są jeszcze odpowiednio dojrzałe do rywalizacji, a co gorsza, rywalizacja na stopnie wykształca w tym wieku szkodliwą dla samych dzieci postawę, czyli pracujemy dla stopni (a nie z ciekawości, dla fanu itp). W tym wieku stosuje się tylko pozytywne bodźce - dzieci zbierają dyplomy (wręczane i wypisywane od ręki przez nauczyciela) za masę bzdetów akademickich i związanych z zachowaniem: za odprowadzenie chorego do gabinetu, za pomoc w pozbieraniu papierów, za dobre dodanie 6 do 5, za największe postępy w czytaniu.
        Dodam jeszcze, że w młodszych klasach dzieci rozwijają się w bardzo zróżnicowanym tempie - n.p. moje dziecko czytało książeczki przedszkolne, a kolega stustronicowe cegły - w tej samej klasie. Nie ma sensu ani karać, ani nagradzać dzieci za różnice rozwojowe - te "ukarane" mogą za moment bez żadnego wielkiego wysiłku przeskoczyć kolegów, ale już miałyby mniejszą wiarę we własne siły. Te "nagrodzone" powzięłyby byc może fałszywe mniemanie o swoich zdolnościach i zostałyby z nienacka niemile zaskoczone, kiedy reszta klasy doskoczyłaby do ich poziomu.
        I stopni nie ma faktycznie wcale, podobnie jak klasówek, ocen prac domowych, odpytywania etc. W ostatnim roku cyklu, w klasie trzeciej, zaczynaja się tzw. MAPs, czyli testy czytania, swobody językowej i matematyki robione trzy razy do roku. Wyniki testów są wyrażne w punktach bez górnej granicy, czyli można dostać 300 punktów, ale ktoś inny weźmie 325 albo i 317, a jakis geniusz, kto wie, może 700. Wyniki wysyłane do domu w kopertach, przy czym szkoła podkreśla, że nalezy skupiać się na pozytywach, oraz że test jest tylko "fotografią" dziecka w okreslonym momencie, a nie pełną i obiektywną oceną. Do testu nie można się przygotować, nie można też ściągnąć ani nawet porównywać wyników zadań, bo test jest indywidualizowany w zależności od poziomu dziecka.
        W klasie czwartej (9/10 lat) zaczynają się testy z poszczególnych przedmiotów, oceniane punktowe (10/10, 2/5). Nadal nie ma odpytywania, ale dochodzi cotygodniowa pisemna opinia nauczyciela (Jaś ma problemy ze skupieniem na lekcjach, bla bla, bla, znakomicie przygotwał projekt bla bla bla. Krysia miała świetny tydzień, ani razu nie gadała na lekcjach, brawo Krysiu).
        Podobnie kształtuje się to w klasie piątej.
        Wywiadówki na których rozmawia się o indywidualnych postepach/problemach dziecka odbywają się w układzie rodzic - nauczyciel. Znacznie sensowniejsze, bo po cholerę mam marnować czas, żeby słuchać o kłopotach jakiegoś Grzesia z tabliczką mnożenia czy sukcesach jakiejś Ani w pisaniu wypracowań. Toteż rodzice moga usłyszeć - i słyszą - rozmaite opinie nauczycielskie, ale bez zazdrosnej lub spoglądającej z góry widowni.
        Poruszyłaś także kwestię pomocy słabszym uczniom - tym zasadniczo zajmuje się nauczyciel i wolontariusze rodzicielscy i/lub ze starszych klas. Na początku każdego szkolnego dnia podczas cichej pracy uczniowe moga pochodzić do nauczycielki i znów w układzie 1:1 prosić o dodatkowe wyjaśnienia. Jednocześnie jednak praca domowa z matmy jest sprawdzana przez kolegów - tzn dzieciaki siadają w parach i sprawdzają wyniki. Jeżeli są rozbieżne, znów w parze usiłują znaleźć źródło rozbieżności. W razie niepowodzenia zwracją się do nauczyciela.
        • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 09:32
          Tak naprawdę to w młodszych klasach oceny nie mają znaczenia, a w starszych tajemniczość ocen i tak jest fikcją, bo gdy jeden drugiego zapyta "co dostałeś?", to ten odpowie "nie moge powiedzieć, bo moja ocena jest chroniona ustawowo"? Potem inni "Wiesz może, co dostał Kuba?" - "Tróję". No i mamy... tajemnicę poliszynelawink.
          • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 10:14
            "Wiesz może, co dostał Kuba?" - "Tróję". No i mamy... tajemnicę polisz
            > ynelawink.
            Oczywiście, tak właśnie będzie, jeżeli dzieci się wyuczą, że stopnie są ważne, i że istotne jest ich porównywanie.
          • hanna26 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 10:15
            Dla mnie taka tajemniczość to już paranoja.
            W szkole córek są świadectwa z paskiem, odznaki wzorowego ucznia, uroczyste wręczenia nagród laureatom i uczestnikom różnych konkursów itd. Stopnie ze sprawdzianów są czytane na głos lub nie - zależy od nauczyciela. W sumie prawie każdy uczeń jest w jakiejś dziedzinie dobry, bo trudno jest znaleźć człowieka, który kompletnie niczym się nie interesuje. Dlatego tych uroczyście nagradzanych uczestników i laureatów konkursów jest cała masa. A jeżeli ktoś niczym się nie interesuje i ma generalnie wszystko gdzieś? Cóż, to już sprawa jego rodziców, żeby zacząć dziecko normalnie wychowywać.
          • jakw Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 19:26
            jagabaga92 napisała:

            > Tak naprawdę to w młodszych klasach oceny nie mają znaczenia, a w starszych taj
            > emniczość ocen i tak jest fikcją, bo gdy jeden drugiego zapyta "co dostałeś?",
            > to ten odpowie "nie moge powiedzieć, bo moja ocena jest chroniona ustawowo"? Po
            > tem inni "Wiesz może, co dostał Kuba?" - "Tróję". No i mamy... tajemnicę polisz
            > ynelawink.
            Ale jeśli rzeczony Kuba upchnie swoją klasówkę głęboko i pary z gęby nie puści to nikt inny nie będzie wiedział.
        • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:49
          Poruszyłaś także kwestię pomocy słabszym uczniom - tym zasadniczo zajmuje się nauczyciel i wolontariusze rodzicielscy i/lub ze starszych klas.

          Skoro tak, to i tak wiadomo, kto jest "głąb" (przepraszam za wyrażenie; napisałam w cudzysłowie). Bo nie wierzę, że nie rozejdzie się, że X pomaga Y w lekcjach, bo Y sobie gorzej radzi. Tak więc utajnianie ocen znów bierze w łeb...
          • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 12:02
            Nie masz racji. Generalnie bardzo często dzieci wykonują różne zadania, idą na jakieś indywidualne coś do innego kąta albo na korytarz i nie sprawdzają wzajemnie co kto robi, kto częściej, kto rzadziej i dlaczego. Moje dziecko autentycznie nie ma pojęcia, kto w klasie jest powiedzmy najlepszy z matmy. Nie wie, i nie leży to w jego zainteresowaniach.
            I wiesz, z tymi stopniami to trochę tak, jak z kolorem skóry. Tobie nie mieści się w głowie, że dzieci mogą mieć w nosie rywalizację na stopnie, a mi nie mieściło się w glowie, że kolor skóry może być niedostrzegalnym i nieistotnym elementem postrzegania innego dziecka.
            • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 12:13
              Tobie nie mieści
              > się w głowie, że dzieci mogą mieć w nosie rywalizację na stopnie

              Mieści się, mieściwink. I doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jednym taka rywalizacja zwisa i powiewa, a innych mobilizuje do większego zaangażowania w naukę, choć nie uważam, że zawsze jest to pozytywna mobilizacja, gdyż często rodzi się zazdrość, zawiść (ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjamisad). Ale to już kwestia charakterów, a nie skutek głośnego podawania ocen.
              • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 12:23
                Ale to już
                > kwestia charakterów, a nie skutek głośnego podawania ocen.

                A także kwestia poziomu rozwoju dziecka - mniejsze popłacze się przy przegranym wyścigu, starsze - zacznie trenować. Mniejsze uzna, że jest bałwanem, do dojrzalszego może dotrze, że trzeba się bardziej/inaczej postarać. Dlatego "mój" system mi odpowiada.
            • joa66 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 12:14
              Tobie nie mieści się w głowie, że dzieci mogą mieć w nosie rywalizację na stopnie

              I mają jeżeli nie są podkrącane przez dorosłych (moje doświadczenie: polskie dziecko w polskiej szkole)

              Ale w starszych klasach pojawiają się oceniane odpowiedzi ustne i wtedy trudno o dyskrecję.
    • mama-ola Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 08:05
      Moim zdaniem mówienie ocen na forum nie narusza żadnych zasad ani godności ucznia.
      Co innego przytyki, komentarze czy porównywanie osób - tego nie powinno być.
    • salma75 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 08:23
      Zapytałam 13letniego syna - wolałby żeby nie były mówione na głos, bo jak coś zawalę, to się tego wstydzę, a zawsze znajdzie się jakiś "najmądrzejszy", który złośliwie komentuje.
      • lenka_13 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 08:39
        salma75 napisała:

        > Zapytałam 13letniego syna - wolałby żeby nie były mówione na głos, bo jak co
        > ś zawalę, to się tego wstydzę, a zawsze znajdzie się jakiś "najmądrzejszy", któ
        > ry złośliwie komentuje
        .
        >
        Mój 15-latek myśli podobnie.

        W szkołach moich dzieci (2) nie podaje się ocen na forum , poza tymi najlepszymi
        Większość nauczycieli informuje tylko ile było jakich ocen. Uważam to za dobre rozwiązanie.
        • joa66 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 09:28
          Dopóki w szkołach będą oceniane wypowiedzi ustne, trudno o jakąkolwiek dyskrecję w kwestii ocen.

          Ale uważam, że powinna to być sprawa nauczyciela, ucznia i rodzica. Pamiętam jak mój syn był młodszy i jakieś ciotki dopytywały się go kto jest najelpszy w klasie...nie rozumiał pytania.
          • menodo Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 13:23
            Bo to dorosłym/rodzicom najbardziej zależy na tym, aby znać stopnie - nie tylko własnych, ale też innych dziecibig_grin
            Moja córka miała w podstawówce koleżankę, której matka miała fioła na tym punkcie. Naprawdę - kliniczny przypadek. Kobieta przepytywała zaprzyjaźnione dzieci - kto, co, z czego jaką miał ocenę...W dodatku moja córka została wciągnięta w spiralę kłamstw, które koleżanka wymyślała, aby mieć w domu święty spokój....tzn. zeznawała, że ma gorsze oceny niż w rzeczywistościsad
            Oczywiście kłamstwa się wydały. Na zakończeniu roku pani dostała szału, bo okazało się, że kilka koleżanek - w tym moja córka - ma świadectwo z paskiem, a jej dziecko nie. Nawet pobiegła do wychowawczyni z pretensjami -" przecież im nie wychodziła taka średnia" !

            W liceum mojej córki z większości przedmiotów nie było ocen - tylko punkty albo procenty - do wiadomości zainteresowanego - oraz skomplikowane zasady przeliczania ich na końcowe oceny. Ocen "przy tablicy" też prawie nie było.
            Ale nie wszystkim rodzicom to się podobało. Na jednym z pierwszych zebrań padł np. wniosek - aby stworzyć "rankingi dzieci" z poszczególnych przedmiotów - bo wtedy każdy rodzic mógłby sprawdzić, jak się kto plasuje....Oczywiście wniosek nie przeszedł, przede wszystkim wychowawczyni zrobiła się zielona z przerażenia, ale pewne poparcie miał.




    • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:05
      Dodam jeszcze jeden pozytyw mówienia ocen na głos. Taki, że dla rodziców, i nawet dla uczniów, to informacja o fachowości nauczyciela, bo jeśli połowa klasy dostaje ze sprawdzianów niskie oceny, może to oznaczać, że nauczyciel źle tłumaczy, źle prowadzi lekcję. A tak, przy obecnej tajemniczości ocen - przychodzi Jaś z kolejną dwóją z matematyki do domu i rodzicielskie gromy się się na niego sypią, że się nie nauczył. A rodzic Jasia nawet nie wie, że połowa klasy "się nie nauczyła".
      • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:14
        Tu dotykamy delikatnej kwestii zaufania do szkoły i nauczycieli. Ja takie mam, więc nie mam obaw, że nauczyciel źle uczy - przeciwnie, wiem, że uczy dobrze, że się dokształca, że szkoła wybiera bardzo sensownych pracowników, że są oni kontrolowani i wspieraja się wzajmenie w ramach branży (matematycy na przykład, czy nauczyciele nauczania początkowego) - więc kwestia, że test zawaliła połowa klasy nie ma dla mnie takiego sensu, jak w twoim przypadku. Jeżeli moje dziecko dostanie niską ocenę, to dlatego, że nie przyswoiło materiału.
        • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:22
          Wątek jest ogólnopolski, a nawet ogólnoświatowywink
          • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:27
            Myślę, że wszyscy traktujemy system, w którym się wychowaliśmy jako normę. Dlatego może warto popatrzeć na inne podejście, a właściwie - podejścia - do tematu, bo daje nam to szansę na zrewidować słuszności własnego obyczaju.
            • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:40
              Oczywiście, że warto, a nawet należy mieć otwarte horyzonty, ale to jeszcze nie oznacza, że każdą "słuszność własnego obyczaju" trzeba rewidować. W kwestii podawania ocen do wiadomości publiki zrewidowałam w odniesieniu do "tamtego okresu" podawanie na forum słabych ocen połączone z komentarzem. Ocena, bez względu na cyfrę obrazującą ją, powinna być stricte czystą informacją. Również 5-ka czy 6-ka powinny być jedynie elementami składającymi sie na pochwałę przed publiką za całokształt (ot, takie świadectwa z paskiem, nagrody, wymienienie nazwiska na zebraniu rodziców itp.)
              • olena.s Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:57
                Rewidować należy jak najbardziej, acz oczywiście możemy dojść do wniosku, że jakiś system działa tak jak powinien i nie należy go tykać, bo niczego lepszego się nie wymyśli.
      • morekac Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:16
        Ale Jaś wie...
        • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:20
          I co z tego, że wie? Nawet gdyby chciał iść z zażaleniem do dyrektora, to niczego nie wskóra.
          • morekac Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:32
            To ciekawe, skąd w gimnazjum u starszej wszyscy rodzice wiedzieli, że nauczyciel od fizyki jest lekko do kitu? I zostało to poruszone na zebraniu, nauczyciel sam się wymienił. Nie nadawał się do tej roboty.
            • jagabaga92 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:42
              No więc po co cała ta cała otoczka z utajaniem ocen?????
              • fogito Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 11:56
                W szkole brytyjskiej syna nie do pomyślenia upublicznianie ocen. W amerykańskiej również z tego co pamiętam. Oceny z testów są do wglądu po zalogowaniu przez rodzica na odpowiedniej stronie.
                Traktujmy dzieci z szacunkiem, to i one będą nas szanować.
                • kozauwoza Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 18:36
                  fogito napisała:

                  > W szkole brytyjskiej syna nie do pomyślenia upublicznianie ocen. W amerykańskie
                  > j również z tego co pamiętam.
                  W polskiej szkole mojej córki /publiczna, rejonowa/ tez nie. Zdziwiona jestem że w innych polskich szkołach jest inaczej.
                  • morekac Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 19:52
                    Zgodnie z rozporządzeniem MEN oceny są jawne dla ucznia i jego rodziców/opiekunów - zatem chyba można domniemywać, że są niejawne dla kolegi i jego mamy...I oczywiście - dzieci czy rodzice mogą te oceny ujawnić, ale nie powinien tego robić nauczyciel.
                    • mysz1978 Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 20:00
                      ja jak rozdje sprawdziany to ogolnie mowie jak calej klasie poszlo (cos w stylu ze duzo osob napisalo bardzo dobrze lub popelnilo tylko drobne bledy, ale niech pamietaja ze czworka to tez naprawde dobra ocena), ale ocen glosno nie czytam nigdy.
                      • volta2 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:09
                        ja jak rozdje sprawdziany

                        jak to możlwe, by przez parę lat mój dzieciak nie przyniósł ani jednego sprawdzianu?
                        czyżby nie miał robionego?

                        pani robiła, robiła, ale nie nazywała tego sprawdzianem - potem sobie porównywała w notatkach przyrost/spadek wyników i raz na parę tygodni dawała rodzicowi raport w kopercie(to co tu tak obśmiane jest). a na spotkaniu wyjmowała teczkę z robotą tylko twojego dziecka.

                        w efekcie dzieci uczyły się dla siebie a nie dla ocen, nie miały pojęcia czy innym te sprawdziany idą równie dobrze/źle i jaki jest na tle klasy a rodzic swoje wiedział. ale polski rodzic musi wiedzieć że są sprawdziany, bo musi dziecko do niego przygotować, przypominać, ćwiczyć(nie wszyscy) - potem koniecznie dowiedzieć się co miała julka z naprzeciwka i sporadycznie polecieć z kartką w ręku do nauczyciela wyjaśniać gdzie były błędy, żeby oczywiśie dzieciak mógł poprawić
                        ta droga to na podstwie wątków tu na fourmsmile

                        o ileż prostsze jest życie dziecka i rodzica w sytuacji gdy o istnieniu sprawdzianów nic się nie wiesmile
                        • menodo Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:18
                          "ale polski rodzic musi wiedzieć że są sprawdziany, bo musi dziecko do niego przygotować, przypominać, ćwiczyć(nie wszyscy) - potem koniecznie dowiedzieć się co miała julka z naprzeciwka i sporadycznie polecieć z kartką w ręku do nauczyciela wyjaśniać gdzie były błędy, żeby oczywiśie dzieciak mógł poprawić"

                          Kto to jest polski rodzic?
                          I od kiedy to sprawdziany są tylko polską specyfiką?
                          • volta2 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:25
                            poczytaj wnikliwiej wątki na forum to będziesz na tyle przygotowana do odbioru cytowanego wpisu że już tłumaczyć ci nic nie będę musiała.
                        • joa66 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:25
                          volta, a ty przypadkiem nie jesteś polskim rodzicem? wink
                          • volta2 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:35
                            formalnie jak najbardziej, ale mentalnie już nie(i stąd takie rozczarowanie) - zatem akcję z wierszykiem do domu uznaję za śmieszno-straszną a nie normalną - a zobacz - jak reaguje forumowy rodzic polski.
                            • afrikana Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:41
                              volta a w jakim kraju jest taki system ?
                            • menodo Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:42
                              volta2 napisała:

                              > formalnie jak najbardziej, ale mentalnie już nie(i stąd takie rozczarowanie) - "

                              Mentalnie to ty jesteś wiochą, która - jak każda wiocha - nawet nie wie, że się kompromituje.
                              • volta2 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 13:13
                                dziękuję za uświadomienie, zdecydowanie bedzie mi z tym łatwiej żyć

                                • afrikana Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 13:25
                                  volta czy możesz zdradzić w jakim kraju jest taki system jak opisujesz ?
                            • joa66 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:43
                              Nie ma czegos takiego jak "polski rodzic" . tak samo jak "brytyjski" itd.

                              Tak trudno to zrozumieć?
                            • joa66 Re: mówienie ocen na głos 09.11.12, 00:52
                              jak reaguje forumowy rodzic polski.

                              Widzę jak reaguje forumowy polski rodzic, który zachłysnął się czymś dla siebie nowym i szok odbiera mu zdolnośc logicznego myślenia wink
                  • fogito Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 21:34
                    kozauwoza napisała:

                    >
                    > W polskiej szkole mojej córki /publiczna, rejonowa/ tez nie. Zdziwiona jestem ż
                    > e w innych polskich szkołach jest inaczej.

                    Czyli można również u nas traktowac uczniów z szacunkiem.
    • volta2 do oleny 08.11.12, 12:58
      olena, nie produkuj się bo i tak nie będziesz zrozumiana

      a o istocie rzeczy nawet pisać mi się nie chce, bo to dla przeciętnego rodziciela nie do ogarnięcia problem.
      • jagabaga92 Re: do oleny 08.11.12, 13:10
        "przeciętny rodziciel" to to samo, co "przeciętny uczeń"? Czyli "dostatecznie dobry", tak?wink
        • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 14:49
          przeciętny to w/g ciebie dostatezcnie dobry?

          w/g mnie przeciętność to nieco inne rozumienie niż tu przytaczasz - może takie bardziej słownikowe mam na myśli
      • olena.s Re: do oleny 08.11.12, 13:47
        Volta, ja też jestem - mam nadzieję - wystarczająco dobrym rodzicem, tylko droga edukacyjna mojego dziecka odbiega od normy, dzięki czemu ja mam okazję przyglądania się nie jednemu systemowi, ale dwóm. I ponieważ mi sie podoba (a na początku mnie przerażał: i brak stałych klas, i brak prac domowych, i brak nacisku szkoły na rodzica, i brak nacisku na dziecko co do pamięciówek) to się nim dzielę.
        Nawiasem mowiąc, skrobnij na priv jak tam twoje dzieciaki sobie radzą, co? Bardzo mnie ciekawią ich wrażenia i oceny po przeprowadzce.
        • menodo Re: do oleny 08.11.12, 14:13
          "tylko droga edukacyjna mojego dziecka odbiega od normy, dzięki czemu ja mam okazję przygl
          > ądania się nie jednemu systemowi, ale dwóm.'

          Dwoje moich dzieci ( jedno na studiach, drugie już pracujące) chodziło w sumie do siedmiu różnych szkół, poza tym wiem - jak działa wiele innych szkół, głównie w Warszawie i okolicach, ale też w mniej lub bardziej prowincjonalnej Polsce.
          I mnie byłoby bardzo trudno powiedzieć, co to jest "polski system", bo ja w tym systemie wiedzę zbyt duże zróżnicowanie.

          Nie umiałabym porównać "polskiej szkoły" ze szkołą w Kanadzie,którą akurat też udało mi się bardzo dobrze poznać.


          • olena.s Re: do oleny 08.11.12, 14:45
            To masz za sobą dwa systemy i kikla szkół przemnożone jeszcze przez dzieci. Na pewno też masz jakieś ciekawe obserwacje.
            • menodo Re: do oleny 08.11.12, 16:18
              Ale co Ty z tym "systemem"? Ja tego nie rozumiem.
              Mnie by bardzo trudno było znaleźć jakiekolwiek systemowe podobieństwa między np. gimnazjum mojego syna a gimnazjum córki. Fakt - nauka w nich trwała 3 lata i odbywała się po polsku.
              Ale nawet egzamin gimnazjalny miał zupełnie inny status w obydwu szkołach - bo w szkole syna ważniejszy był egzamin wewnętrzny.
              Obie szkoły mojego syna miały więcej wspólnego z kanadyjską high school.
              Z kolei publiczne liceum mojej córki uważam za najlepszą szkołę spośród tych, z którymi miały do czynienia moje dzieci - aczkolwiek mam świadomość, że być może mój syn nie czułby się w niej dobrze.
              Tak więc - bardzo trudno mi powiedzieć jaka jest "polska szkoła", mimo że przez ostatnich 20 lat regularnie miałam z nią do czynienia jako rodzic, a wcześniej sama trochę też się uczyłamsmile
        • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 14:58
          najlepszy komentarz mojego młodszego dziecka
          jak to jest, że w tamtej szkole tak dużo się bawiliśmy i tak dużo się uczyliśmy a tu się nie bawimy wcale i jakoś tak nie uczymy? klasa II sp.

          olena, to takie wrażenie było po mniej więcej miesiącu nauki.
          a syn starszy(wrażliwszy) co chwila rano powtarza, ach, mamo boję się(że o czymś zapomnę, że będzie sprawdzian, że dostanę złą ocenę, że dostanę nieprzygotowanie) - dzieciak ktory w poprzedniej szkole był przez dzieci nazywany mr. brain(był zawsze perfect, mimo iż nie kuł, tyle co uczył się w szkole, wiesz przecież, że nasze dzieci podręczników w domu nie mają, tak??)

          ciekawe jak by polska szkoła bazowała na uczeniu dzieci, gdyby te chodziły do szkoly na luzaka(mój nie miał podręczników, czasem miał ćwiczenia przyniesione do domu, nie miał zeszytów, pracę domową przesyłał on line i rano pani miała wyniki całej klasy łącznie z ilością minut poświęconych na jej odrobienie, z wynikiem, indywidualnie i zbiorczo)

          • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 15:12
            volta - z ciekawości - czym się kierowałaś przy wyborze szkoły w Polsce? I jaki był status (prywatna/publiczna) poprzedniej i obecnej szkoły?

            Dzięki.
          • olena.s Re: do oleny 08.11.12, 15:21
            Tego się właśnie obawiałam, ale mialam nadzieję, że jestem uprzedzona i nie mam za grosz racji, cholera.
            No i dlatego właśnie siedzę na pustyni, chociaż gorąco i nudno.
            A jak z polskim? Zdaje się, żeś chłopców ostro przyskrzyniła przez wakacje, prawda? Jak sobie radzą?
          • menodo Re: do oleny 08.11.12, 15:45
            "ciekawe jak by polska szkoła bazowała na uczeniu dzieci, gdyby te chodziły do s
            > zkoly na luzaka(mój nie miał podręczników, czasem miał ćwiczenia przyniesione d
            > o domu, nie miał zeszytów, pracę domową przesyłał on line i rano pani miała wyn
            > iki całej klasy"

            Ale która polska szkoła?
            Bo małe szkoły, zwłaszcza prywatne/społeczne swobodnie mogłyby tak funkcjonować i wiele z nich tak funkcjonuje.
            Mój syn przez 6 lat nie był odpytywany na ocenę (szkoła niepublicza), podobnie jak moja córka - w liceum (publicznym).

            Rozumiem, że Twoje dzieci chodziły do fajnej szkoły za granicą - i co: posłałaś je teraz do jakiejś przypadkowej podstawówki i dziwisz się, że są w szoku?

            Dziecko moich przyjaciół, które wróciło z placówkowej szkoły po 6 latach jest zachwycone swoim warszawskim liceum - publicznym! Ale poszukiwanie dobrej szkoły zajęło nam (bo ja się w to włączyłam) pół roku.

            • olena.s Re: do oleny 08.11.12, 16:28
              Masz sporo słuszności w tym, co piszesz. Tylko.... dla mnie osobiście szkoła niepubliczna raczej nie będzie dostępna - jeżeli wracalibyśmy do Polski, to albo w środku cyklu (dajmy na to - 5/6 klasa) i wtedy w dobrej podstawówce trudno byloby znaleźć miejsce. Wcale nie lepiej byłoby, gdybyśmy wracali na koniec podstawówki czy gimnazjum: skąd wtedy wziąć egzamin? Punkty za konkursy? Punkty za numerowe świadectwa? Dlatego nie mogę zakładać, że dziecko wskoczy do najlepszej społecznej szkoły i będzie git...
              • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 16:40
                Dlatego trzeba się kontaktować z wybranymi szkołami 6-12 miesięcy przed planowanym powrotem.

                Dobre szkoły niepubliczne mają inny sytem rekrutacji, więc egzaminy zewnętrzne , konkursy, mogą okazać się zbędne.

                Natomiast publiczne mogą mieć program dla dzieci powracających do Polski. Wiem, że licea państwowe taki program mają i zawsze są dla nich miejsca zarezerwowane (chyba 2 na szkołę, ale mogę się mylić)
              • menodo Re: do oleny 08.11.12, 17:07
                Jeśli rozważasz ścieżkę publiczną - najlepiej byłoby odczekać do końca szóstej klasy i startować do gimnazjum ze statusem dziecka powracającego z zagranicy; w takich przypadkach dzieci są przyjmowane wg odrębnych zasad.
                I to jest moim zdaniem optymalny termin na powroty w przypadku nastolatków - z wielu powodów. Choćby takiego, że po reformie edukacji wykształcenie ogólnokształcące w dawnym tego słowa rozumieniu odbywa się w zasadzie na etapie gimnazjum, a w liceum następuje ostra specjalizacja.
                Poza tym - widzę to u znajomej dziewczynki - powrót na etapie liceum ma tę wadę, że dziecko - nawet jeśli jest zadbane językowo - może mieć problemy z rozumieniem języka na poziomie pojęć z różnych specjalistycznych dziedzin. To jest naprawdę skok na głęboką wodę.




                • olena.s Re: do oleny 08.11.12, 17:44
                  Ja rozważam - na razie ściśle teoretycznie - wszelkie ścieżki. Póki co przelatuję z dzieckiem polski program, własnie ze względu na język - no, ale klasa IV SP to nie, powiedzmy, II gimnazjalna.
                  Odrębne zasady dla tzw. powracjaących? Nie wiedziałam, jest to jakoś zebrane i uregulowane zbiorczo, czy szkoły mają indywidualnie zasady?
                  • menodo Re: do oleny 08.11.12, 18:19
                    Miałam na myśli "indywidualne zasady". Do rejonowego gimnazjum tak czy siak muszą dziecko przyjąć, ale w przypadku szkół nierejonowych - mogą obowiązywać różne reguły.

                    Wiem jak jest w liceach - np. w Koperniku - bo szkoła dwujęzyczna - jest egzamin dla wszystkich "powracających", w innych szkołach trzeba przedstawiać jakąś dokumentację osiągnięć, w jeszcze innych - jest rozmowa z dyrektorem i nauczycielami kierunkowych przedmiotów.

                    Ale jeśli stać Cię na szkołę niepubliczną - w Warszawie jest dużo świetnych, przyjaznych szkół społecznych/prywatnych , w których dziecku z szokiem popowrotowym na pewno łatwiej się będzie odnaleźć pod każdym względem. Nie mówię, że wszystkie publiczne są podłe - po prostu te "topowe" są dla dzieci opornych na stres i inne "bzdety" - jak to jedna z matek na innym forum napisała o Twardej : tylko dla orłów big_grin - a w innych bywa różnie z poziomem nauczania i tzw. towarzystwem...

                  • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 23:53
                    te indywidualne zasady - to nic innego jak osobiste kontakty znajomych i jeszcze znajomych.

                    właśnie jesteśmy po szukaniu dla ucznia 2klasy gimnazjum miejsca w dobrym publicznym przybytku. skończyło się na obietnicach, grze na czas, i w efekcie rozłożeniu rąk - że miejsca nie ma. trzeba do rejonówki uderzać.

                    jak matka usłyszała - rejon - to w te pędy do anglojęzycznej, międzynarodowej choć jednej z tańszych w wawie. w sumie dzieciak na tym skorzystał, bo nie ma zmiany zbyt dużej, ot więcej polskich dzieci na korytarzach.

                    i większa determinacja dla rodzicieli by jeszcze na placówkę wyjechać, żeby kształcenie skonczyć do matury.

                    my tak nie mogliśmy - bo 2 dzieci więc koszt razy 2, mimo że jak na wawę, to naprawdę niedroga.
                    • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 23:58
                      Międzynarodowe w Warszawie są dyskusyjne. Jeżeli piszesz o stosunkowo tanich angielskojęzycznych domyślam się, ze to pewnie Meridian lub amerykańska na Kabatach (nie mylić z tą w Konstancinie).

                      Z tego co wiem o tych szkołach, zdecydowanie wybrałabym niepubliczną polską.
                      • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 00:30
                        amerykańska na Kabata
                        > ch (nie mylić z tą w Konstancinie).

                        szkoła na kabatach stała się bardzo zła od kiedy zaczął działać konstancin. wcześniej problemów jakoś nie było? podejrzewam jakiś czarny pr, w końcu konstancin to też nie żaden szał, dzwoniłam do nich - klasy 20 osobowe, ponad 50% lokalsów, tyle że tę szkołę rekomenduje ambasada usa. a to jest jednak jakiś wyznacznik jakości. wcześniej us emb rekomendował kabaty.
                        • joa66 Re: do oleny 09.11.12, 00:41
                          Ambasada USA chyba nigdy nie rekomendowała szkoły na Kabatach (stosunkowo młodej). Szkoła, która teraz jest w Konstancinie kiedyś (nawet za czasów PRL) była w Warszawie, przy ulicy, nomen omen, Konstancinskiej. Przeniosła się, bo w końcu mogła mieć tam lepszą infrastrukturę (chyba najlepszą ze szkoł międzynarodowych).

                          • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 01:00
                            a to ok, nie wiedziałam ze za prl była amerykanka w polsce.
                    • morekac Re: do oleny 09.11.12, 07:43
                      Jako ursynowski tubylec napiszę - większość szkół publicznych na Ursynowie ma bardzo zbliżone wyniki (różnice rzędu 2-3 pkt) i nawet te, które są w ursynowskim dołku, mają przyzwoite wyniki na tle kraju... I pewnie - jeśli porównujesz jakąś szkołą prywatną, gdzie dzieci są 'dopieszczone i zaopiekowane' (tak samo jak rodzice) z publiczną szkołą na Ursynowie, zawsze znajdziesz jakieś braki: szkoły są przeładowane, dzieci uczą się na zmiany, może trafi się jakaś porąbany nauczyciel ze schizami.
                      • joa66 Re: do oleny 09.11.12, 08:03
                        volta - Ty chyba jednak naprawdę bardzo mało widziałaś i słyszałaś smile Spójrz się na rodziców w UK - tam głośny jest proceder podawania fałszywych adresów , tylko po to, zeby dziecko dostało się do przyzwoitej szkoły, bo ta prawdziwie lokalna jest nie do przyjęcia. Nie jest więc tak, że cały świat zadowolony ze szkoł , tylko w PL jest be.


                        Upór w porónywaniu międzynarodowych szkoł prywatnych i szkoł rejonowych , a potem wyciąganie wniosków na temat ... narodowych systemów (????) jest przedziwny i niestety nie świadczy najlepiej o osobach takie wnioski wyciągających.
                        • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 12:41
                          porónywaniu międzynarodowych szkoł prywatnych i szkoł rejonowych
                          > , a potem wyciąganie wniosków

                          ale powyżej ci napisałam że japonka czy singapurka czy amerykanka nie miały zmartwienia jaka będzie edukacja ich dzieci i jak dalego odjedzie od tego co ma w międzynarodówce.

                          i we wszystkich przypadkach - chodzi o edukację publiczną...

                          a o uk i fałszywych adresach wiem - czemu zkładasz że nie wiem? już andrea z bh 902010 miła (prawie)fałszywkę u babci na obrzeżu rejonu.(choć to nie uk)

                          i teraz - może być zarzut, że porównuję bogate kraje, my jesteśmy jeszcze z lekka w biedzie,
                          może być zarzut, że system jest inaczej skonstruowany - w usa na dobrych osiedlach mają dobre szkoły a w slumsach mają szkoły z wykrywaczami metalu. i stąd znani mi ze szkoły amerykanie się nie martwią o poziom publicznej - bo mieszkają na dobrym, w sensie niekolorowym i nieslumsowym osieldu - i mają poprzez podatki (i nie tylko) realny wpływ na kształt szkoły.

                          i teraz mi powiedz, że jak chcą czegoś więcej - to muszą wysłać do prywatnej, tak jak mi się tu proponuje. pomijam, że większości z tych amerykanów(tych których znam) na prywatne w ich kraju nie byłoby stać, za ich dzieci płacił rząd, lub firma. ale to co zyskują z podatków - ich zadowala. i astystent w klasie 20+ jest na porzadku dziennym a nie fanaberią bogatych buraków i snobów.
                          widzisz jakieś przeciwwskazania dla asystenta w pl?
                          widzisz gdzieś problem by twoje podatki zostawały w twojej szkole(to uproszczenie max, więc nie ciągnij tematu)
                          widziałaś status report - czemu polski nauczyciel czegoś takiego nie przygotowuje? w publicznej? bo może w prywatnej tak - tu się nie orientuję, przyznaję.
                          a może przez te 4 lata nieobecności coś się zmieniło? tylko jeszcze nie zauważyłam i dostanę na półrocze "wyciąg z konta" a nie karteczkę z ocenami na półrocze.
                          a to są rozwiązania stystemowe, w edukacji publicznej więc nie przekonuj mnie, że tylko za kasę można uzyskać dobry produkt.
                          • joa66 Re: do oleny 10.11.12, 14:35
                            Może Japonka czy Singapurka nie przejmowały się tak bardzo tym, że ich dzieci będą np musiały nauczyć się wiersza na pamięć? smile
                            • volta2 Re: do oleny 11.11.12, 01:11
                              o, widze, że kolejna pani próbuje rozwikłać zagadkę wierszyka.

                              otóż pudło!
                              • joa66 Re: do oleny 11.11.12, 08:31
                                OK. Poddaję się.wink

                                Wszyscy rodzice na świecie sa zadowoleni ze swoich lokalnych szkoł publicznych, które niczym nie odbiegają od prywatnej międzynarodowej szkoły amerykańskiej.

                                Poza Polakami, oczywiście bo im zawsze wiatr w oczy wink i pod górkę .

                                Amen.
                              • olena.s Re: do oleny 11.11.12, 11:00
                                Volta, daj spokój.
                                Ty przeżywasz typowy "reverse cultural shock", charakterystyczny dla osób powracających, a dziewczyny mają silną skłonność do uznania, że cokolwiek napiszesz będzie dowodem na twoje bezzasadne poczucie wyższości.
                                Ja zaś mogę potwierdzić, że faktycznie, dzieciaci powracający do swoich krajów (ci, z którymi się zetknęłam, nie mam pretensji do wiedzy szerszej, moje obserwacje ograniczają się do pewnych środowisk) raczej uważali, że dzieci w ojczyźnie trafią do lepszych szkół, niż obawiali się, jakte szkoły będą ich dzieci uczyć.
                                • joa66 Re: do oleny 11.11.12, 11:22
                                  cokolwiek napiszesz będzie dowodem na twoje bezzasadne poczucie wyższości.


                                  ????


                                  Nigdy nie posądzałam volty o zasadne czy nie poczucie wyższości. Jeżeli już to raczej coś przeciwnego, ale też nie do końca.
                                • menodo Re: do oleny 11.11.12, 12:34
                                  Eeee tam, poczucie wyższości ( zasadne lub nie) demonstruje na tym forum na przykład fogito albo - w zupełnie innym sensie - verdana.

                                  A to, co pisze volta, która w wielkim mieście nie potrafi znaleźć dobrej szkoły dla dzieci, świadczy po prostu o jej życiowym nieudacznictwie i jest żałosne.
                                • volta2 Re: do oleny 11.11.12, 13:30
                                  olena, to nie tak, że ja mam reversa, ja szok to przeżyłam w międzynarodówce, teraz tylko zyskałam pewność, że w kraju niewiele się zmienia. sprowadzam na siebie gromy - bo to co uznane jest tu za dobre(nawet bardzo, wręcz topowe w lidze publicznych) raczyłam nazwać przaśnym.

                                  do tego sypią się teksty o byciu burakiem i snobem - no więc widzisz sama, jaką agresję swoją innością możesz wzbudzić. no, wróciłaś ze świata i należy siedzieć cicho i się boże broń nie wychylać. zadziobą, oj zadziobią.

                                  nazwanie rodzica typowym polskim jak i szkoly - typowo polską jest uznane za obelgę i naruszeniem dobrego imienia, za to już używanie hasełka polskie maltkontenctwo jest rozumiesz, uzasadnione. bo to empirycznie zbadano - istnieje.

                                  i jeszcze co do rodziców wracających z takich placówek do swoich krajów - nie wiem, jak u was, ale u nas większość rodziców to byli ludzie ze średniego szczebla swoich państwowych administracji i w życiu w ich krajach na edukację prywatną nie byłoby stać. więc wracali do swoich rejonowych/osiedlowcyh szkół publicznych. i naprawdę , poza niemką nikt się jakoś nie bał. a nawet się cieszyli że wracają do lepszej bazy lokalowej(u nas niespecjalnej), jedyne czego żalowali, to że dzieci wypadają ze strefy anglojęzycznej w przypadku japońki/niemki/francuzki. panie z singapuru i hongkongu nie miały zmartwienia nawet na tym tle.

                                  tylko u nas panie mają złotą receptę - nie podoba się, to wynocha do prywatnej. no, można jeszcze BEZKRYTYCZNIE się przystosować, bo za darmo, więc morda w kubeł.


                                  • menodo Re: do oleny 11.11.12, 14:12
                                    Trzeba być osobą o małej wyobraźni, o inteligencji nie wspomnę, aby po 5 latach nieobecności w Polsce oczekiwać, że rejonowa podstawówka może dorównywać "światowym standardom" prywatnych szkół międzynarodowych.
                                    Żal mi dzieci, których rodzice nie potrafią zadbać o to, by powrót do kraju i nowej/starej szkoły nie był dla nich wielkim stresem.
                                    Moi znajomi z Polski, którzy stracili możliwości opłacania szkoły niepublicznej swoich dzieci, stawali na głowie, aby do końca podstawówki nie wywracać im życia do góry nogami.
                                    A co dopiero ci, którzy wrócili z dziećmi po luksusowych szkołach międzynarodowych...
                      • menodo Re: do oleny 09.11.12, 12:54
                        morekac napisała:

                        > Jako ursynowski tubylec napiszę - większość szkół publicznych na Ursynowie ma b
                        > ardzo zbliżone wyniki (różnice rzędu 2-3 pkt) i nawet te, które są w ursynowski
                        > m dołku, mają przyzwoite wyniki na tle kraju.."

                        A to ta jedna z ursynowskich podstawówek jest dla volty taka przaśna?
                        OMG - co za buractwo !
            • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 17:08
              skąd założenie że posłałam do przypadkowej podsatawówki?
              moje poszły do takiej, że musiałam akt notarialny przedstawić, żeby były na liście. ludzie się przemeldowują do znajomych żeby dzieciaka umieścić.(sama przed wyprowadzką udzieliłam adresu znajomym, którym w międzyczasie się rejon zmienił i rodzeństwo byłoby rozdzielone


              i co to jest dobra szkoła?
              ano, ci rodzice tych dzieci w naszej szkole są święcie przekonani, że ta nasza jest super i aj waj. więc tego co jest dobrą szkołą - po polsku - ja się nie podejmuję ocenić. im się podoba, a mnie nie.

              ale ja mam inny punkt odniesienia, oni - być może - odnoszą ją do jedynie swoich doświadczeń osobistych(z dzieciństwa, od znajomych itp)

              więc to że dla ciebie jakaś szkoła jest dobra - to nie znaczy że dla mnie też. i że jest dobra rzeczywiście.
              teoretycznie to dla moich dzieci to ona też jest dobra - zaczyna dziecko o 12.30 - normalnie to o tej porze to ono miało przerwę na lunch. ale wiersza ma sie nauczyć w domu, strasznie mnei to rozbawiło. wiesz co takiego jest w tym zabawnego?


              • menodo Re: do oleny 08.11.12, 17:31
                > więc to że dla ciebie jakaś szkoła jest dobra - to nie znaczy że dla mnie też.
                > i że jest dobra rzeczywiście."

                No właśnie - i dlatego posłałaś dzieci do szkoły, z której - jak się okazuje - zadowoleni są rodzice o najwyraźniej innych priorytetach? big_grin
                Zależało Ci, aby dzieci chodziły do "topowej" szkoły - bo dla takich szkół ludzie są gotowi na szwindle z meldunkami - a teraz się dziwisz, że pani zadaje wierszyk na pamięć z dnia na dzień?
                Sorry, ale to jest śmieszne.


                • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 20:59
                  a teraz się dziwisz, że pani zadaje wie
                  > rszyk na pamięć z dnia na dzień?
                  > Sorry, ale to jest śmieszne.

                  a gdzie ty przeczytałaś że z dnia na dzień?

                  widzisz, ty nawet nie łapiesz co jest śmieszne w zadaniu wierszyka, tak jesteś ograniczona do polskiego stylu nauczania.

                  i to tylko taki pierwszy z brzegu przykład, że te systemy nijak do siebie nie przystają.

                  rodzice w mojej szkole się cieszą, że klasy sa 20 paroosobowe, a dla mnie to nie jest standard. poniewaz nie znają standardów (światowych?) to się cieszą z przaśnych polskich. i wnioskują, że jest dobrze - a ja wiem, że nie jest.(dot. podstawówki)

                  i stąd nie ma między tobą a oleną czy mną porozumienia. ty wiesz swoje, my wiemy też- tylko pewnie lepiej, bo opieramy się na doświadczeniu a nie gdybaniu.
                  • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 21:10
                    Przykro mi, że WYBRAŁAŚ przaśną szkołę.
                    • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 22:41
                      tobie?
                      moim dzieciom to jest przykro
                      mnie również

                      ale tobie?
                      • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 22:51
                        volta- zawaliłaś sprawę z wyborem szkoły i tyle. Miej pretensje do siebie.

                        Warto wydorośleć.

                        Współczuję dzieciom, których rodzice kwęczą i jęczą (takie typowo polskie malkontenctwo wink ) zamiast wziąc sie do roboty i porządnie podejść do tematu szkoły.
                        • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 23:19
                          porządnie podejść do tematu szkoły

                          ależ ja podeszłam racjonalnie - odrzuciłam szkoły płatne
                          odrzuciłam szkoły oddalone
                          wybrałam rejonówkę, która uchodzi w okolicy bliższej i dalszej za najlepszą publiczną.

                          jak rozumiesz - puszczenie wici wśród znajomych i osobiste rozmowy z dyrekcją na niewiele się zdały - bo rodzice, nie znający normy są zachwyceni, a przynajmniej bardzo zadowoleni.
                          wyniki szkoły - teoretycznie potwierdzały jej dobrą pozycję.

                          co w/g ciebie można jeszcze było zrobić, nie będąc na miejscu przy okazji?
                          z rozmów z różnymi ludźmi wynikało, że jak jest odpływ z naszej rejonówki - to tylko do płatnych szkół, do innych publicznych nikt się nie wynosi. nawet przeprowadzki podwarszawskie wożą dzieci tu(ale to rozumiem powody - mogą być inne niż zadowolenie ze szkoły tylko)

                          kwęczą i jęczą
                          pozwalam sobie tu na forum - dzieciom takich złych opini nie wygłaszam, bo one nie są aż tak strasznie nastawione anty, a nie chciałabym by przejęły moje emocje.
                          • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 23:31
                            A dlaczego za granicą posłałaś dzieci do szkoły płatnej?

                            Czy jesteś pewna, że byłabyś zadowolona z lokalnej szkoły publicznej?

                            Nie twierdzę, że wszystkie szkoły niepubliczne są lepsze od publicznych, ale charakteryzują się tym, że są różnorodne i można wybrać to co nam odpowiada. Dla X będzie to wysokie wyniki na egzaminach , dla Y fajna atmosfera, dla Z mieszanka obu tych rzeczy, a dla A bóg wie co jeszcze.

                            Co mogłaś jeszcze zrobić?

                            Na przykłąd:

                            o w/g ciebie można jeszcze było zrobić, nie będąc na miejscu przy okazji?
                            > z rozmów z różnymi ludźmi wynikało, że jak jest odpływ z naszej rejonówki - to
                            > tylko do płatnych szkół, d


                            zainteresować się DLACZEGO ten odpływ do szkół płatnych ma miejsce.
                            • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 00:03
                              no ale ja wiem dlaczego.
                              tylko w mojej sytuacji to nic nie zmienia - bo mnie nie stać.

                              A dlaczego za granicą posłałaś dzieci do szkoły płatnej?
                              >
                              bo miały się uczyć po azerbejdżańsku?
                              bo sie tam regularnie leje dzieci w szkole?
                              bo zarobki były tak w kontrakcie uwzględnione, że mogliśmy sobie na to pozwolić(nie bez wyrzeczeń)


                              • joa66 Re: do oleny 09.11.12, 00:09
                                Ale chyba rozumiesz różnicę? Tam miałaś zdecydowanie większą możliwośc wyboru szkoły, tutaj masz większe ograniczenia.

                                To jest trochę tak jakbys sobie za granicą robiła buty na miarę, a w Polsce kupowała w supermarkecie , a potem narzekała, że polskie buty są złe.
                                • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 00:23
                                  rozumiem różnicę i się z nią liczyłam

                                  ale nie rozumiem - zachwytów nad naszą oświatą skoro nie ma nad czym się zachwycać(powyżej przykład z wierszykiem - mało która kuma o co tu chodzi - a to tylko jeden z wielu elemetnów układanki)

                                  a kwestia ujawniania ocen czy też nie - nie jest kwestią na którą nie możemy mieć wpływu bo to kosztuje - i to argument za tym, że nic nie da się zrobić i jest super jest super, więc o co ci chodzi. a tak mniej więcej ta dyskusja wygląda.

                                  tam miałaś większą możliwośc wyboru szkoły

                                  niekoniecznie, były 3 z czego jedna bardzo droga i 2 drogie. czyli już do wyboru tylko 2 z czego w jednej ani jednego dziecka z europy/ameryki/afryki - czyli tylko jedna została.
                                  ta jedna też nie pozbawiona wad - ale to żadne wielkie wady w obliczu tego, co mamy tutaj.

                                  • joa66 Re: do oleny 09.11.12, 00:35
                                    Nie rozumiesz prostej rzeczy. Jedyną oświatą, nad którą tu masowo się zachwycano to oświata fińska.

                                    A polska jest taka sama jak angielska, amerykańska czy francuska - czyli po prostu różna. Wszędzie są szkoły denne i dobre. Co więcej, dla każdego słowo "dobra" oznacza inne oczekiwania. W Warszawie jest sporo szkoł uważanych za bardzo dobre przez różne grupy, a ja bym tam swojego dziecka nigdy nie posłała. I odwrotnie - to co ja ceniłam w "naszej" szkole innych odrzucało. BTW w szkole mojego dziecka uczyło sporo natives i większośc z nich wprost mówiło, że żałuje, że sami nie mieli szansy chodzić do takiej szkoły, bo "takich" u nich nie było.

                                    Przyjaciele i znajomi z różnych krajów stają/stawali przed takimi samymi dylematami.
                                    • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 00:53
                                      jak ja rozmawiałam z naszymi lokalsami to mi mówili że tam gdzie wracają - to szkoła będzie taka sama. zero obaw o powrót.
                                      japonka wracała - zero obaw o szkołę w japonii, nawet się cieszyła, że małolaty z primary będą miały laboratoria i basen(u nas dla starszaków tylko) - oczywiście pressing będzie większy, ale u nich to norma, kraj samurajasmile
                                      singapur - to samo tylko bez pressingu

                                      oczywiście wszyscy(z moich znajomych) wracali do swoich krajów do PUBLICZNEJ oświaty.

                                      martwili się tylko polacy i o dziwo! niemcy - bo oni mają szkoły w dyscypliniesmile jak i wszytko inne, taki kraj, tacy ludzie. z innymi nacjami tak blisko nie byłam, to i nie dopytywałam o powroty do szkół. a tak się złożyło - że nasze powroty nastąpiły w tym samym czasie to zeskypowych rozmów wynika, że u nich wszystko jest tak jak miało być, większych zmian nie odnotowali.
                                      info o 2 zmianie skwitowali zaniemówieniem.(akurat o tym wiedziałam, i dla mnie to nie zaskoczenie, dla dziecka większe)

                                      i jeszcze raz, bo sprawdzałam - mając szkołę w rankingach krajowych w czółówce 100 metrów od domu - szukałabyś innej? serio? ja wiem, że wynik to nie wszystko, bo za dobrze polską szkołę znam, ale po zsumowaniu opini plus logistyki - wyszło że warto spróbowac. tym bardziej, że płatna - jak podkreślam nie wchodzi w grę.



                                      • joa66 Re: do oleny 09.11.12, 01:05
                                        martwili się tylko polacy i

                                        polskie malkontenctwo?

                                        mając szkołę w rankingach krajowych w czółówce
                                        > 100 metrów od domu - szukałabyś innej? serio? ja wiem, że wynik to nie wszystko
                                        > , bo za dobrze polską szkołę znam


                                        Nie tyle szukałabym innej tylko zebrałabym informacje na temat wielu lub wszystkich dostępnych szkoł finansowo i logistycznie (bo rozumiem, że rodzina z Bielan nie wyśle dziecka do szkoły w Aninie, chyba, że rodzice tam pracują). Ustaliłabym priorytety. A potem wybrała szkołę. Pamiętając, że wierszyk na pamięc nie jest tragedią, jeżeli szkoła oferuje dużo innych fajnych rzeczy.
                  • menodo Re: do oleny 08.11.12, 22:25
                    "> rodzice w mojej szkole się cieszą, że klasy sa 20 paroosobowe, a dla mnie to ni
                    > e jest standard. poniewaz nie znają standardów (światowych?) to się cieszą z pr
                    > zaśnych polskich. i wnioskują, że jest dobrze - a ja wiem, że nie jest.(dot. po
                    > dstawówki)"

                    Nawet nie wiesz, jak żenujące jest to, co piszesz, jakie to prostackie, obciachowe i ogólnie słoma z butów...Światowe standardy, hehe.
                    Jak to było? "Wspulczuje twoim dziecią" big_grin
                    • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 22:45
                      to ty nie wiesz o czym piszesz..
                      szkoły topowe, dla orłów

                      to jest dopiero żenuła

                      za wspułczucie dziecią bardzo dziękuję, przyda się im. ja też im wspułczuje

                      wystarczy hasełko przaśności i od razu jest irytacja ale to typowe(nie ty pierwsza tak reagujesz, więc się nie dziw że mi tu typowością trąci). a już w takiej światowej polsce to nic światowe bardziej być nie może.
                      • menodo Re: do oleny 08.11.12, 23:04
                        Topowe było w cudzysłowie - a tylko dla orlów było ironią - ale nie załapałaś, gry słów też nie - ale tłumaczyć ci nie będę.

                        Cóż, jak typowy snob - w wyborze szkoły kierowałaś się opinią innych snobów, a teraz cierpisz, że do syna nie mówią Mr. Brain big_grin
                        Wierzę, że masz poczucie winy, ale to jeszcze nie powód, aby wylewać swoje frustracje w necie i kompromitować się swoim buractwem.

                        Jak chcesz zrobić coś dobrego dla swoich dzieci - nie wmawiaj im, że wszystko w Polsce to syf, a one są zbyt światowe, aby chodzić do polskiej szkoły. Zresztą - kto ci zabrania posłać dzieci do szkoły brytyjskiej/amerykańskiej/francuskiej/niemieckiej ?
                        • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 01:11
                          Cóż, jak typowy snob - w wyborze szkoły kierowałaś się opinią innych snobów, a
                          > teraz cierpisz, że do syna nie mówią Mr. Brain big_grin

                          no to teraz zadowoleni rodzice urośli do snobów? długo musiałaś wnioskować?
                          Zresztą- kto ci zabrania posłać dzieci do szkoły brytyjskiej/amerykańskiej/francuskie
                          własnie jako burak i snob chciałam spróbować tego miodu co to na osiedlu funkcjonuje zwykłym.
                          a zabrania posłać mąż bo on też burak i snob - i też zachciał rejonowej dla dzieci.

                          Topowe było w cudzysłowie - a tylko dla orlów było ironią - ale nie załapałaś,
                          > gry słów też nie - ale tłumaczyć ci nie będę.
                          oczywiście ty za to wszystko chwytasz w lot - co widać na przykładzie wierszyka zadanego do domciu. dobrze że też ci nie muszę tłumaczyć takich oczywistości, teraz już na pewno wiesz o co kaman.

                          Jak chcesz zrobić coś dobrego dla swoich dzieci - nie wmawiaj im, że wszystko w
                          > Polsce to syf,
                          wystarczy im przeczytać twoją odpowiedź ukraszoną burakami i sobie same zdanie wyrobią -

                          myślę że przyjemnie będzie mi się zeotować
                      • kozauwoza Re: do oleny 08.11.12, 23:15
                        volta2 napisała:

                        > wystarczy hasełko przaśności i od razu jest irytacja ale to typowe(nie ty pierw
                        > sza tak reagujesz, więc się nie dziw że mi tu typowością trąci). a już w takiej
                        > światowej polsce to nic światowe bardziej być nie może.

                        No właśnie od dawna wydaje mi sie, że postęp w polskiej edukacji blokują /oprócz nauczycieli/ także rodzice. To oni chcą OCEN!!!, od najmłodszych klas, chca rywalizacji, prac domowych, sprawdzianów, testów, rankingów ......eh
                        • menodo Re: do oleny 08.11.12, 23:37
                          To prawda, ale przecież szkoły nastawione na rywalizację to nie jest jakaś lokalna polska osobliwość big_grin
                          Poza tym akurat w Warszawie jest szkół pod dostatkiem i np. mój syn chodził do szkoły bez ocen.
              • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 19:04
                Ale wybór dobrej (dla naszego dziecka) nie polega na wyborze topowej szkoły wg zdania ciotki i koleżanki.

                Nie wiem jak w innych miastach, ale w Warszawie każdy znajdzie coś siebie - i wielbiciel wyścigu szczurów , skrajny konserwatysta, liberał. Zwolennik szkoły szanującej dziecko i taki, który uważa, że dziecko przede wszystkim musi się nauczyć przeżyć w każdych warunkach. I miliony innych kombinacji.

                Po prostu trzeba wiedzieć czego się od szkoły oczekuje i tego szukać.

                Przypuszczam, że gdyby mój syn poszedł do pierwszej lepszej szkoły gdziekolwiek na świecie, nawet gdyby wg miejscowych byłaby to dobra szkoła, mógłby przeżyć szok. Negatywny.
                • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 22:59

                  nie polega na wyborze topowej szkoły wg
                  > zdania ciotki i koleżanki.
                  >

                  ja nie wybierałam topowej, tylko naszą rejonową. i kryteria lokalizacyjno/finansowe/lokalowe ta szkoła spełnia. a reszta zależy od ludzi tam pracujących i niestety w dużej mierze od systemu(na który już większego wpływu nie ma nikt)

                  szkołę zagraniczną wybieraliśmy z 3 możliwych do wyboru i liczyły się cena, stosunek do nowych uczniów i rodziców, i to, by nasze białasy nie były jedynymi białasami w szkole. i jak ta najbliżej domu okazała się całkowicie czarnowłosa i dzieci gadały w lokalnym języku - to się nie zdecydowaliśmy. żadne tam szukanie szkoły dla orłów, czy innych topowych.

                  no własnie , skąd to szukanie szkół dla orłów - już na etapie podstawówki!!!?
                  • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 23:06
                    Dla jakich znowu orłów?!!

                    Przeniosłaś dziecko ze szkoły prywatnej do rejonowej, która Ci się nie podoba i przepraszam, ale do kogo masz pretensje?

                    Ludzie ogarnijcie się trochę , bo takie rozmemłane malkontenctwo nie służy Waszym dzieciom.
                    • volta2 Re: do oleny 08.11.12, 23:46
                      Dla jakich znowu orłów?!!

                      spójrz na to co ci wycytowałam "topowe szkoły " jak byk - twoje słowa.

                      topowa szkoła dla mnie to taka m. in. dla orłów.

                      ale do kogo masz pretensje?
                      do męża pani mam pretensje, do męża, bo to wszystko przez niego.
                      toż nie do ciebie chyba.
                      czujesz, że mam jakieś pretensje do ciebie osobiście?
                      • joa66 Re: do oleny 08.11.12, 23:53
                        Nie wiem do kogo masz pretensje, bo sprawiasz wrażenie jakby od Ciebie nic nie zależało.

                        I nie potrafisz racjonalnie ocenić sytuacji, tylko sypiesz jak z rękawa stereotypami sfrustrowanych matek.

                        Naprawdę uważasz, że różnica między prywatną szkołą gdziekolwiek byłaś a polską rejonówką to kwestia różnic narodowych systemów oświatowych? Chyba nie jesteś aż tak naiwna.
              • ewa_mama_jasia Re: do oleny 09.11.12, 10:23
                Volta, ale my - rodzice i dzieci - żyjemy w Polsce, w Warszawie, w danej dzielnicy. W większości nie planujemy wyjechać za granice. Więc korzystamy z oferty szkolnej dostępnej w okolicy. Różne rzeczy są brane pod uwagę przy wyborze szkoły dla dziecka: najbliższa okolica, wielkość szkoły / poszczególnych klas, poziom nauki mierzony jedynym obiektywnym wskaźnikiem - poziomem zdawalności testu na zakończenie szkoły, paleta zajęć dodatkowych, poziom nauki jezyka, warunki socjalne, poziom bezpieczeństwa dzieci, program wychowawczy itp. Można wymieniać i wymieniac.
                To, ze za granicą uczą w zupełnie inny sposób, nie znaczy że rodzice dzieci z polskich szkół mają potępiać szkołę swojego dziecka. Bo żadna szkoła zagraniczna, choćby była sto razy lepsza niż polska, nie jest w tym momencie brana pod uwagę bo być nie może.
                Możesz sobie jechać tutaj z wyższością po znajomych Ci rodzicach - że zadowoleni z czegos, co Ty wiesz, że jest kiepskie. No i co z tego wynika poza Twoim poczuciem wyższości? Ano nic. ? Rodzic wyśle do tej szkoły, bo ona na rynku jest najlepsza. I nie chodzi tu o brak doswiadczenia polskich rodziców, o ich punkt odniesienia tylko o dostepną ofertę na rynku. A jak się nie ma co się lubi.....
                Mnie np. nie podoba się podział trójstopniowy szkolnictwa, zaliczanie testów zamiast prac opisowych, eliminowanie za pomocą jedynie słusznego klucza niestandardowych i ponadprzeciętnych odpowiedzi. Nie podoba mi się 10 różnych ćwiczeń, zeszytów i różnorodnych kserówek które musze codziennie przejrzeć, żeby sprawdzić, w których dzić została zadana praca domowa. Ale sama nie jestem w stanie tego zmienić.
                Na poziomie najwcześniej gimnazjum mogę rozważać np. wysłanie dziecka do Torunia, do "najlepszej" szkoły w kraju, na poziomie klasy I podstawówki - musze wybierać z tego, co mam w okolicy. A mam całkiem przyzwoitą oferte, przynajmniej jak na warunki polskie - 5 szkół prywatnych (w tym 2 katolickie, waldorfska i żydowska), 4 publiczne (z czego jedna naprawdę dobra - mierząc poziomem wyników sprawdzianu).
                Ja osobiście wybrałam według mnie najlepszą szkołę jaką mogłam - blisko domu, mała, z przyzwoitym programem wychowawczym, zajęcia na I zmianę, podręczniki podobno najtrudniejsze, poziom zdawalności sprawdzianu - najlepszy w dzielnicy. Nie jest to z pewnością szkoła ajwaj, przynajmniej według moich przekonań, ale nic lepszego dziecku zapewnić nie moge. Więc musze byc zadowolona z tego, co mam.
                • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 12:53
                  Więc musze byc zadowolona z tego, co mam

                  no i ok, tylko ja nie rozumiem, czemu musisz być zadowolona.
                  jeśli każdy będzie taki zadowolony po wypisaniu litanii tego co jest złe i niedobre - to nie doczekamy się żadnych zmian na lepsze.
                  bo nawet nikt nie będzie sobie zdawał sprawy z tego, czego może oczekiwać w pakiecie usług publicznych.

                  mamy dużą wewnętrzną zgodę na to, że jak nie płacimy - to nie wymagamy tylko zadowalamy sie tym, co jest dostępne na rynku.

                  ja wybrałam to co jest dostępne, ale nie zamierzam milcząco się zgadzać na wszystko i uśmiechem zakrywać niezadowolenie.


                  no i po co robić jakiekolwiek zmiany?> skoro rodzice tacy zadowoleni.

                  i nie wiem, gdzie ty tu widzisz poczucie wyższości? to jest po protu objaw niezadowolenia z tego, że zgadzamy się na miernotę nazywając ją przy okazji - wystarczająco dobrą szkołą za darmo. albo najlepszą na rynku. błagam cię...
                  • ewa_mama_jasia Re: do oleny 09.11.12, 15:08
                    Bo same nic nie zmienimy. Bo system jest głupi a nikomu nie zalezy na zmianie. Bo stowarzyszenia czy gremia które moga coś zmienić , nie mają w tym interesu. W tym problem. Od wielu lat mówi sie, ze gimnazja - to poroniony pomysł z punktu psychologii. Od niedawna mówi się głośno że gimnazja miały zmniejszyć segregację edukacyjną, a ją znakomicie zwiększają i przyspieszają. Od wielu lat mówi się, że podręczników jest zbyt wiele, tornistry są zbyt ciężkie, przeładowane klasy nie spełniają właściwie roli edukacyjnej ani wychowawczej. Program szkolny miał odejść od przyswajania nadmiaru informacji, na korzyść ich przetwarzania. Teraz - dzieci ani nie przyswajają informacji, ani nie potrafią ich znaleźć i przetworzyć.
                    Zbyt mało jest szkół, przedszkoli, żłobków w stosunku do potrzeb. Dlatego szczuje sie rodziców wzajemnie na siebie. Żłobkowych na przedszkolnych, przedszkolnych - na zerówkowych, zerówkowych - na pierwszoklasowych. Poziom nauczania generalnie się obniża. Mieszkam na Woli (w Warszawie). Według wyników sprawdzianu Wola zawsze była w "średniakach": ze Śródmieściem, Ochota, Mokotowem itp. Poniżej Baiłołęki i Ursynowa, dużo powyżej Pragi. W zeszłym roku średni wynik sprawdzianu na Woli spadł poniżej peletonu, raptem jest nieco powyżej Pragi Pn. Dużo poniżej średniej warszawskiej. A przecież dzieci w szkołach wolskich nie są głupsze niż te z Białołęki. Znaczy się - nauczyciele źle uczą. Czy ktokolwiek ma interes w tym, żeby zwolnić najgorszych nauczycieli? Nie, interes jest w tym, aby zwolnić najdroższych. Zamiast zamykać w tej chwili gimnazja nalezałoby przetrzymać je przez te kilka lat, bo za 4 - 6 lat wejdzie do nich wyż. Ale nikomu nie zalezy na zrobieniu klas np. 15 osobowych, bo to nieekonomiczne. A ci, którym zależy, nie mają siły przebicia. Zamiast idiotycznej akcji "Ratuj Maluchy" można było rozkręcić akcję - ratuj szkołę, ratuj poziom edukacyjny itp.
                    Oj, wsiadłam na swojego ulubionego konika. I mogę tak dłuuugo smile I w każdą stronę. Więc już się zamykam smile
                    • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 15:42
                      ale dziewczyno, umiesz chociaż przyznać, że system mądry nie jest.
                      a tu się toczy dyskusja jakie to mamy doskonałe szkoły, świetnych nauczycieli i wspaniały system, absolutnie nie przaśny.

                      więc jakby ten, tego - co mamy zmieniać, skoro jest tak koncertowo dobrze?

                      no a już szokła mojego dzidziusia jest najlepsza z najlepszych - bo ja długo i wybitnie trafnie szukałam tej super szkoły.

                      ja szukałam szkoły w tzw. rejonie, takiej, która do ktorej dziecko będzie chodziło chętnie i uzna tę szkołę za miłą i fajną(wyniki testu mnie jakby średnio interesują) - a póki co chodzi ze strachem. (ja na jego miejscu bym odmówiła chodzienia tam) dzieciak który jest mimo wszystko zaprawiony w zmianach, w szokach kulturowych itp.
              • paszczakowna1 Re: do oleny 09.11.12, 13:06
                Podejrzewam, że jesteśmy sąsiadkami i że nasze dzieci chodzą do tej samej szkoły. To jest szkoła "topowa" li i jedynie ze względu na wyniki testu po 6 klasie, spowodowane specyficzną populacją sąsiedztwa. Sama w sobie nic osobliwego nie ma, tyle że ofertę socjalną ma przyzwoitą (świetlica jest dobra, więc ta 2 zmiana to nie ból, stołówka akceptowalna). W porównaniu z moją podstawówką chyba faktycznie jest super i aj waj, ale moje (obie, bo dwie przerobiłam) były zdecydowanie niedobre (każda na swój sposób). Oczekiwać za dużo nie powinnaś, ot normalny moloch.

                > teoretycznie to dla moich dzieci to ona też jest dobra - zaczyna dziecko o 12.3
                > 0 - normalnie to o tej porze to ono miało przerwę na lunch.

                A tu nie ma? Moja ma.

                >ale wiersza ma sie
                > nauczyć w domu, strasznie mnei to rozbawiło. wiesz co takiego jest w tym zabaw
                > nego?

                Nie.
                • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 13:08
                  > A tu nie ma? Moja ma.
                  >
                  naprawdę, ma blok nauczania przed lunchem i po lunchu do 16? to zdecydowanie nie jesteśmy sąsiadkami.
                  • paszczakowna1 Re: do oleny 09.11.12, 13:22
                    > naprawdę, ma blok nauczania przed lunchem i po lunchu do 16? to zdecydowanie n
                    > ie jesteśmy sąsiadkami.

                    A ten lunch jest o której? (Szczerze mówiąc nie dam głowy, o której dokładnie moja jada, ale wydaje mi się że właśnie coś koło 12:30-13:00, wypada to niedługo po rozpoczęciu zajęć.) A w ogóle chyba nie ma co się dalej kryć, jak już tyle szczegółów padło, o Wilczy Dół chodzi?
                    • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 13:25
                      w ogóle chyba nie ma co się dalej kryć

                      a masz poczucie że się ktoś ukrywa?

                      w mojej szkole dziecko nie ma lekcji od 8-16 z przerwą na lunch o 12, więc siłą rzeczy sąsiadkami szkolnymi być nie możemy.
                      • afrikana Re: do oleny 09.11.12, 13:42
                        Volta skoro nie masz nic do ukrycia, napisz mi proszę w jakim kraju funkcjonuje opisywany przez ciebie system, który uważasz, za zdaje się idelany. Jestem bardzo ciekawa i chętnie sobie o nim poczytam. Dziękismile
                        • volta2 Re: do oleny 09.11.12, 15:45
                          napisałam wyżej, że system jest widocznie uniwersalny dość, skoro funkcjonuje od dalekiego wschodu po usa. z dubajem oleny włącznie. tylko jakoś w polsce uchodzi za dziwny.

                          nie wiem jak u oleny - u nas była szkoła international - zdecydowanie oparta na systemie amerykańskim(ale w nazwie nie miała american school - być może z powodu zagrożenia terrorystycznego, lekko się zakamuflowała, nie wnikałam - ale spełniała standardy publicznych szkół w różnych krajach - czyli wszędzie wynika z tego jest nienormalnie tylko w polsce doskonale)
                      • paszczakowna1 Re: do oleny 09.11.12, 15:07
                        > w mojej szkole dziecko nie ma lekcji od 8-16 z przerwą na lunch o 12

                        W mojej też nie - pisałam, że chodzi na 2 zmianę. Ale jeśli to tajemnica, to więcej nie pytam, o której szkole masz tak negatywną opinię.
    • angazetka Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 18:30
      Całe moje szkolne życie oceny były "powszechnie" (czyli na forum klasy) znane. Nikt nie robił jakiejś dziwnej tajemnicy z ich otrzymywania. Nie wiem, czy nam to jakoś zaszkodziło, u siebie nie stwierdziłam niepokojących objawów wink Ale byłam bezproblemową uczennicą (nie licząc pojedynczych wpadek oraz niemieckiego, z którego byłam noga), więc to może dlatego.
    • kozauwoza Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 18:34
      Publiczne czytanie ocen jest zupełnie niepotrzebne, niczemu nie służy oprócz zaspokojenia ciekawości. U uczniów wywołuje niepotrzebne emocje u rodziców też. Zamist skupic sie na nauce wciąż porównujemy z innymi.
    • jakw Re: mówienie ocen na głos 08.11.12, 19:34
      W przedszkolnej zerówce mojej młodszej córki panie wpadły na idiotyczny pomysł i zrobiły coś takiego jak tablica sukcesów, na której przyklejały jakieś kółeczka za różne porządane ich zdaniem umiejętności. Tablica była wymieniania co miesiąc.
      Sama byłam świadkiem jak mama obsztorcowywała Pawełka, bo w tym miesiącu ma mniej kółeczek niż Piotruś. W jakiś czas potem nastąpił ciąg dalszy: Piotruś z Pawełkiem policzyli każdemu kółeczka i śmiali się z Basi, że w tym miesiącu nie ma żadnych kółeczek (Basi przez niemal cały miesiąc nie było, więc nawet nie miała szans na zdobycie kółeczek).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka