Dziewczyny czy istnieje jakiś przepis regulujący kwestię programów informatycznych a raczej ich aktualizacji, w oparciu o które dzieci powinny realizować zakres materiału z informatyki.
Mój syn ostatnio nie był na informatyce.Na kolejnej lekcji była z przerabianego wtedy materiału kartkówka. Po jej napisaniu syn przyniósł do domu zestaw zadań jakiego dotyczyła.
Okazało się że przerabiali wtedy obsługę Worda w zakresie tworzenia tabel, boldowania, dobierania rozmiaru i rodzaju czcionki, używania symboli i wstawiania kształtów. Musiał narysować głowę z oczkami i ustami, tabelkę, przeredagować tekst.
Wcześniej syn rzeczywiście nie zapytał się żadnego ucznia, co wtedy przerabiali, więc do kartkówki był nieprzygotowany. Swoją drogą wątpię, by którekolwiek z 10 latków było w stanie określić ten zakres w sposób zrozumiały i jasny.
Podobno przed kartkówką powiedział nauczycielce że jest z tego materiału nieprzygotowany, odpowiedziała że przecież mógł się nauczyć.
Pytanie jak???? Nawet jeśli widziałby czego ma się nauczyć mógłby nie mieć komputera!
No ale że mój syn jednak ma (co prawda po fakcie), postanowił nauczyć się wszystkiego, co na wspomnianych kartkach się znajdowało na kolejną lekcję.
I się nauczył. Problem w tym, że uczył się na MS word starter 2010 a w szkole pracują na word 2003, tak więc na klasówce oczywiście miał problem ze znalezieniem funkcji w wordzie 2003, które to bez problemu odnajdywał w 2010.
Oczywiście po raz kolejny powiedział o tym nauczycielce, ta odpowiedziała że "mógł sobie zainstalować wersję 2003"!
Zastanawiam się więc po jaką cholerę uczyć dzieci obsługiwać programy, które już dawno "wyszły z obiegu" i których nikt nie używa. Syn nauczył się w końcu tego wymaganego zakresu, ale na nowszym programie i dupa z tego wyszła

Nie ukrywam że wkurza mnie podejście nauczycielki, że przecież mógł....pytam kiedy, gdzie i w jaki sposób.