Kiedy dawniej ktoś rzucał tekst w stylu: ''zobaczysz, jak ci syn pójdzie ci gmnazjum, jaki będziesz miała hardcore'', uśmiechałam się pobłażliwie. Bo i moje dziecko, to anioł był - czarujący, sympatyczny, bardzo lubiany przez wszystkich nauczycieli, z kolegami się dogadywał (oprócz incydentu z grupą buraków z podwórka keidyś).
Wraz z pójściem do 2 kl gimn., jego zachowanie zmieniło się całkowicie.
Stał się opryskliwy, pyskuje, ciągle ma poczucie niesprawiedliwości ze strony nauczycieli, trenera. Opowiada nam w domu, jak to został źle/niesprawiedliwie potraktowany. Narzekał na postawę trenera tak długo, że mąż poszedł z nim porozmawiać. Okazało się, że to syn nie przestrzega zasad, pyskuje. W domu rozmawialiśmy z nim i przyznał się, że wykluczenie z jakiegoś tam meczu, to była w większości jego wina. W szkole do tej pory NIGDY nie było skarg na jego zachowanie. Teraz, jak grom z jasnego nieba, słyszę uwagi od większości nauczycieli - na odburkiwanie, aroganckie teksty. Jego zachowanie tłumaczę przed nimi burzą hormonalną, ale też trochę się za niego wstydzę. Szczególnie, kiedy słyszę w szkole: ,,no co się dzieje z tym miłym... (tu imię)''.
W domu nic się nie zmieniło, nie było żadnej traumy, jaesteśmy sympatyczną rodziną, która zawsze się dogadywała. Jedyne nieporozumienia dotyczyły lenistwa młodego, jeśli chodzi o szkołę i nieplanowanie sobie czasu. Koledzy ci sami. Muzyka może ponosi winę za te odzywki(zważywszy na teksty). w klasie króluje hip-hop. Do tej pory nic do tego nie miałam. Ingerencja rodzica w muzykę, której słucha latorośl, to przeciez jawną wojnę by wywołała
Teraz nie da się z nim normalnie porozmawiać, jak kiedyś, reaguje pyskowaniem, czasem krzykiem. Kurczę, skąd tak? A ni ja, ani mój mąż, ani nasze rodzeństwo nie szaleliśmy tak w okresie dojrzewania, dlatego to pewne nowum. Ale do jakiego stopnia normalne? Najgorsze jest to wieczne poczucie niesprawiedliwości u syna i koloryzowanie. Czy też tak macie/miałyście?