Dodaj do ulubionych

Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspomóżcie

08.04.13, 08:38
jakimś pomysłem.
Mój 8 letni syn jest teraz w 2 klasie, ma stwierdzone ryzyko dysleksji i zaburzoną koordynację wzrokową. Chodzi 2 razyw tygodniu na terapię i terapeutka twiedzi że po 3 klasie dostanie orzeczenie na bank. Robi tzw ksiązkowe błędy - gubi literki, końcówki w czytanniu są takie jakie mu akurat przyjdą do głowy, przestawia litery, zgaduje, czytanie jest wymęczone, pisze król 100 razy poprawnie a za 101 napisze krul no i generalnei długo by wymieniać.
W opinii z PPP , wychowawczyni i terapeutki syn jest bardzo zdolny, ma bardzo duże możliwości, ale obie zgodnie twierdzą że jest leniwy. Jemu się generalnie niewiele chce. Jeszcze matematyka jako tako ale tylko szkolne , nic poza to co w szkole. Ale z polskim klapa jęki, dyskusje i inne. Ja wiem ze nikt nie lubi robic tego co mu sprawia trudność. Wszytsko wiem. Ale jednak jakąś motywację chciałabym wzbudzić. Zwłaszcza że same wiecie że dylsketyk musi pracować inaczej ale jednak sporo wysiłku musi włożyć w swoją naukę. Z jednej strony nie chcę położyć lachy i powiedziec trudno chcesz miec tróje i dwóje twoja sprawa, bo jednak to jest 8 latek ktory w tej chwili nie schodzi poniżej 4 ale tylko dlatego że go pilnuję. Z drugiej strony nie chcę przegiąć. On i tak ma mocno zachwianą wiarę w siebie. Teraz uzupełnia ćwiczenia, ale jak się nie zmotywuje to w jaki sposób nauczy się 4czy 5 stron z historii czy przyrody w IV klasie? Macie jakieś psrawdzone sposoby na motywację?
Obserwuj wątek
    • pysiaaa1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 12:25
      jakbym o swoim obecnym 10 latku czytałasmile
      obecnie w 4 klasie i nadal pilnuje by odrobił lekcje, sprawdzam itd
      napisałam tu na forum podobny wątek - jest trochę niżej smile z komentarzy ludzi wyszło ze obiboka wychowałam smile

      • leluchow1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 12:32
        Wiesz co, czytałam ten wątek pobieżnie, ale u nas oprócz lenistwa jest ta cholerna dysleksja i ona wiele zmienia. A "nadgorliwy"rodzic może zniszczyć dzieciakowi psychikę. Wiem bo przez pewien okres w zyciu szkolnym syna sama bardzo mocno przyczyniałm się do zachwiania jego wiary w swoje możliwosci.
        • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 13:01
          Bardzo dobra psycholog i bardzo dobra reedukatorka opieprzyły mnie niemożebnie, za użycie terminu "leniwy" wobec dyslektyka. Dobrze, że udało mi się ujść z życiem.
          Dzieci z dysleksją nie są leniwe, po prostu sa zdemotywowane. Każdy by był gdyby niezależnie czy sie uczy, czy się nie uczy otrzymywał mniej-wiecej taką samą ocenę, zazwyczaj w okolicach trójeczki.
          Co bym zrobiła - przestała ćwiczyć ortografię, za wyjątkiem tego, co robi z reedukatorem. Dysortografia mija bardzo powoli, z wiekiem i praktycznie nie da sie nic zrobić (to nie moja opinia, ale tych "nowoczesniejszych" reedukatorów). Nie jest juz zresztą tak potrzebna jak kiedyś. Są komputery i poprawa pisowni. Łatwiej nauczyć dziecko czytania.
          Mój najstarszy dysortografik twierdzi,że najepszą pomocą naukową są telefony ze słownikiem, gdzie prawidłowe słowo ułoży sie tylko wtedy, gdy wpisze sie prawidłowe litery - i ze nic w życiu mu tak nie pomogło.
          Dobre są też rożne gry, absolutnie nie przypominające zadań szkolnych.
          Czym starsza klasa, jesli dziecko czyta - a ma tylko problemy z pisaniem - tym lepiej. Naprawdę. To, co jest podstawą oceny w klasach 1-3, staje sie mniej ważne. Przygotuj sie na problemy z nauką dat , może mapy i ew. z liczeniem. Ale bywa łatwiej, bo dyslektycy zwykle o wiele szybciej uczą sie rzeczy logicznie ze sobą powiązanych, więc czasem trudniejsze zadania są łatwiejsze od nauczenia się nazw miesięcy, czy wykonania szlaczka.
          • leluchow1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 13:11
            Dobra to ustalmy że jest zdemotywowany smile ,a le on jest równie silnie zdemotywowany do sprzatania swojego pokoju dla przykładu smile
            Ortografie olałam już w jakimś stopniu, podobnie kaligrafię i te jego literówki. Dla mnie najważniejsze jest to że on absolutnie nie chce czytac, choć czyta wcale nie tragicznie. Nauczycielka dość ostra ocenia jego czytanie bez przygotowania na 4 więc jak na dyslektyka moim zdaniem jest ok. Jak ma przeczytac 2 strony lektury to jest horror. A jak się nauczy tych dat skoro ich nie przeczyta? Ba, przecież trzeba być wyjatkowym żeby przeczyta temat raz i juz go umieć.
            Podobnie jest z pisaniem. jedzie skrótami, nie odpowiada całymi zdaniami, a już odpowiedzi do zadań z matematyki to już szczyt kombinowania żeby nie wyjść poza 2 wyrazy i cyferkę smile
            A masz jakieś doświadczenie jak wyćwiczyć większą koncentrację przy samodzielnym wykonywaniu testów? Syn połowe testu zrobi źle a potem jak sie okazuje wszystko wiedział, ale tu nei doczytał, tam źle przeczytał itp.
            • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 14:04
              Napiszę rzecz niepopularną, bo wymagałam i mówiłam, ze to lenistwo. W zasadzie i ja i mój mąż.
              Pod koniec pierwszej klasy wyszło, że nie jest dobrze, badania w PPP były w wakacje i diagnoza była masakryczna (oprócz zagrożenia dys, wyszła fatalna koordynacja ruchowa i wzrokowa, kompletny bark koncentracji, osłabione napięcie mięśniowe w dłoniach - już od przedszkola ćwiczone, ale jednak oraz hit - że dziecko de facto jest leworęczne, ale do pisania i jedzenia używa prawej, co tłumaczyło niezwykle wolne tempo pisania).
              Dzięki orzeczeniu nauczyciele traktowali go specjalnie i dostawał więcej czasu na sprawdzianach, w szkole dostał też dodatkowe godziny z reedukatorem. Nie obyło się też bez ciężkiej harówy w domu.
              Całą drugą klasę pilnowaliśmy, pracowaliśmy, ćwiczyliśmy ortografię (tą mniej) i przede wszystkim czytanie. Za każdy sukces czy postaranie się były nagrody (różne, jakieś atrakcje, wyjścia, gra na kompie, zgoda na weekend u kolegi itp.) W drugiej klasie syn rozpoczął też naukę w popołudniowej szkole muzycznej i ta aktywność moim zdaniem jest doskonałą reedukacją - rytmika świetnie automatyzuje koordynację ruchową, smyczek ( i codzienne ćwiczenia) wzmocnił prawą rękę bardzo mocno, dobra i tak od zawsze pamięć słuchowa jest cały czas ćwiczona i wzmacniana. Koordynację ruchową bardzo poprawiło też aikido na które syn chodzi od przedszkola.
              Te dwie aktywności same z siebie pokazują mojemu dziecku, że, aby być w czymś dobrym trzeba ćwiczyć r e g u l a r n i e. Samo nic się nie stanie. Wnioski, po wielu buntach zostały wyciągnięte.
              Teraz z perspektywy drugiego semestru klasy trzeciej widzę niesamowity postęp. Oceny z nauczania zintegrowanego to zazwyczaj 5 i 6. Ortografia nadal kuleje, co prawda zasady zostały przyswojone bardzo szybko (co innego z wdrożeniem big_grin ), ale dyftongi i zmiękczenia dalej są nie do opanowania. Trudno, nie fiksuję się na tym, pani nauczycielka też nie - w szkole po normalnym pisaniu ze słuchu, syn te same dyktanda pisze jeszcze raz z pamięci (pamięć wzrokowa jest nadal taka sobie). Na szczęście zachęciliśmy go do własnej twórczości i bardzo się rozpisał dla siebie - pisze swój dzienniko- pamiętnik, opowiadania, śmieszne historie i komiksy. Daje nam do czytania, a my nie poprawiamy tam błędów, chyba, że sam o to poprosi (czasami korzysta sam z siebie ze słownika ortograficznego). Poprawiło się też tempo czytania, czyta szybciej i ze zrozumieniem, ale i tak woli audiobooki i nasze głosy. Na pewno wszystko dokładniej i staranniej czyta na sprawdzianach, konkursach itp. - bo widać efekty.
              Za każde sukcesy jest nagradzany - pochwałami, gratulacjami, czasami nagrodą - te metody stosuje też pani w szkole i pani od angielskiego - na koniec semestru przyznając dyplomy i nagrody za ciężką pracę i postępy. Myślę, że właśnie postawa nauczycieli w szkole jest bardzo ważna i też motywuje do pracy (np. pochwała publiczna od pani dyrektor okazała się niezwykle ważna). Po prostu mój syn lubi takie gesty i docenianie wszelkich "sukcesów" i widzę, że go to motywuje.
              Z mniejszym przerażeniem oczekuję klasy czwartej, ale wiem, że nadal nas wszystkich czeka sporo pracy. Zwłaszcza z angielskiego, bo widzę, że zapamiętanie pisowni i w ogóle pisanie po angielsku nadal sprawia mu wiele trudności, czytanie jakby mniej, ale sam doszedł do tego, że angielski jest mu potrzebny i przydaje się w zabawie/rozrywce. Na szczeście mamy świetną nauczycielkę, która bardzo dużo wymagając, nie tylko nie zniechęca, ale zachęca i wzbudza zainteresowanie uczniów tematem.
              • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 17:05
                Po raz kolejny napiszę, ze nie bardzo rozumiesz problem. Możesz wymagać, tyle, ze dziecko wymagań nie jest w stanie spełnić. Po pewnym czasie doskonale wie, zę nigdy nie sprosta Twoim wymaganiom. Być moze Twoje dziecko miało masakryczną diagnozę, ale na pewno nie miało masakrycznej dysleksji, bo wtedy wymagania nic nie dają, po prostu. Szczególnie własnie w wypadku dysortografii. Oczywiście, najpierw trzeba próbować wymagać, ale trzeba umieć wycofać się, gdy to nic nie daje, a nie ciągnąć bez sensu i nazywać dziecko leniem.
                Mówisz "za każdy sukces były nagrody" - wiesz, jak się czuje dziecko,, któremu przez rok nie udało sie żadnej nagrody uzyskać? Bo ja wiem. A nagroda naprawdę nie była za napisanie bez błędu...
                Dyslektyk w szkole muzycznej? Ciekawe, bo brak koordynacji ruchów u mojego syna nie pozwalał mu nawet zagrać na flecie prostym. Rozumiem, że dla niektórych dzieci to dobre rozwiązanie, ale na pewno nie dla wszystkich, ani chyba nawet nie dla większości. Mój syn ćwiczył karate - nie mu to nie pomogło, tyle, ze miał kolejne zajęcie, na którym był słaby. Córka też ćwiczyła karate, była świetna, zdobywała medale, dysortografia natomiast wcale się nie zmniejszyła.
                Niesamowity postęp na ogół oznacza, ze dziecko było zagrożone dysleksją i dzięki różnorodnym działaniom rodziców - chwała im za to zagrożenie minęło - ale dysleksji nie miało, po prostu.
                Tłumaczenie rodzicom, ze ciężka praca z dzieckiem zawsze przynosi efekty, powoduje tylko to, ze rodzice przestają wierzyć i w siebie i w swoje dziecko. Tak, powtarzam raz jeszcze - trzeba pracować, ale w momencie, gdy po roku efektów nie widać, nalezy częściowo odpuścić.
                • canuck_eh Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 17:58
                  Ale verdana, gdzie ona napisala ze ktos ma zrobic dokladnie to co ona?
                  Napisala co jej dzieciakowi pomoglo.I jezeli chodzi o szkole muzyczna - przychyle sie do tej opinii.Moj syn chodzil przez rok zanim go nie wyciagnelam ze szkoly bo jak sie okazalo "gamon" moj gral wszystko ze sluchu.Corka to wylapala.A ze jego ulubniony nauczyciel odchodzil wiec zdecydowalam go stamtad zabrac.Ale samo granie i cwiczenie na pianinie pomoglo mu ruszyc lepiej z czytaniem.Duzo pomaga, albo napisze tak - pomoglo jego zainteresowanie wojskiem i wszystkim co jest z tym zwiazane - zarowno teraz jak i w przeszlosci.Zaczal wiecej czytac.ostatnio mialam z nim dyskusje bo sie buntowal jeeli chodzi o czytanie .Wytlumaczylam dlaczego musi czytac i nie kaze mu czytac po kilka godzin dziennie.Wystarczy 3-5 kartek i tez nie musi byc to na jkeden raz.Moj syn ma cholerne problemy z przelaniem tego co ma w lepetynie na papier, ma tez problemy z dodawaniem, odejmowaniem i mnozeniem/dzieleniem.Szybko i sprawnie rozwiazuje problem, ale wylozyc sie moze na koncowych rozliczeniach.tez mu wyjasnilam ze od tego jest kalkulator i nie ma co wlosow z glowy rwac. Przystopuje jak stara sie dorownac siostrze - mowie bez owijania w bawelne ze np z pisania, czytania jej nigdy nei dorowna.Ale nie jest to powod do zmartwienia bo on jest lepszy w czyms innym.Kazdy jest inny.
                • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:30
                  No tak, zapomniałam Ty wiesz lepiej. ^-^
                  A orzeczenie z PPP mam za ser i gęsi big_grin podobnie opinie od specjalistów, w tym neurologa i psychiatry big_grin
                  Cóż, każda z nas ma inny styl wychowawczy - ja wspieram, pracuję z dzieckiem, daje mu optymalne warunki (bo szkoła ma najlepsze warunki i fachowców w okolicy) i tak WYMAGAM.
                  Ty wolisz usprawiedliwiać i robić ofermę ze swoich dzieci a zwłaszcza syna.
                  Zrozum wreszcie, że metody się zmieniły - różnica między dysfunkcyjnym dwudziestoparolatkiem i dziesięciolatkiem to przepaść. Przykro mi, że znerwicowałaś swojego syna tak bardzo, że miał poczucie wartości bliskie mopa, ale to nie jest powód, by od dzieci, które mają realne problemy niczego nie wymagać jednocześnie nie poniżając.
                  Raczej w tej materii się nie zrozumiemy, ja jednak jestem całym sercem za tym, żeby nie wychowywać kalek psychicznych i bezradnych istot, zabijających się o własne sznurówki - tak, są osoby, które nie potrafią wiązać sznurówek, ale to też się da zautomatyzować big_grin
                  • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:37
                    Verdana jest na końcu tej drogi, ty dopiero na początku...
                  • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:40
                    No tak, ja nie wspierałam i nie pracowałam. Olałam sprawę po prostu.
                    Zrozum wreszcie - są dyslektycy, z którymi praca niewiele daje. A najgorsi z możliwych doradce, nauczyciele i reedukatorzy to własnie tacy, którzy uważają, zę praca, systematyczna i pilna przynosi ZAWSZE sukcesy. Nie masz sukcesów - to dziecko leń, albo oferma, a matce zwyczajnie sie nie chce.
                    Metody sie zmieniły, wiem. I właśnie teraz reedukatorzy odchodzą od obwinianie za wszysko lenistwa matki i dziecka...
                    Nie zrozumiemy się, bo nie rozumiesz , zę jeśli Twoje dziecko robilo postępy, to nie jest to Twoja zasługa - raczej tego,z ę nie miało bardzo cieżkiej dysleksji.
                    • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 21:00
                      Tu nie ma żadnej mojej zasługi, postępy są mojego dziecka, to są jego sukcesy.
                      I pozwolisz, że jednak stopień oceny zaburzeń mojego dziecka ocenią fachowcy, a nie internetowe gremiu smile
                      Ja wiem, poczucie winy to straszna sprawa, ale nie nalezy się zbytnio nakręcać.
                      A wracając do tematu ...
                      Bardzo polecam panią profesor www.cieszynska.pl/ i jej publikacje, miałam okazję konsultować u niej moje dziecko, a jej uczniowie prowadzą reedukację u niego w szkole.
                      Temat wszelkich dys i metody pracy przybliża też profesor Bogdanowicz, również polecam jej publikacje
                      www.martabogdanowicz.pl/
                      • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 21:06
                        Stopień zaburzeń dyslektycznych dziecka ocenia się m.in. p tym, czy poddaje się reedukacji, czy nie. Jeśli dziecko robi szybkie postępy, to wybacz - oznacza, ze jego dysleksja ciężka nie jest.
                        Jakież poczucie winy mogę mieć, biorąc pod uwagę, że moi dyslektycy mają po dwa dyplomy i sa na doktoranckich? Jedyne poczucie winy, jakie mam, jest spowodowane własnie przez takich jak Ty - wmawiających mojemu dziecku, że jakby się starało, to by zrobiło postępy. I ja im wierzyłam...
                        Publikacje o dysleksji znam na pamięć,.
                        • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 21:19
                          Ale ja nie jestem specjalistą, podaję tylko zalecenia jakie podają fachowcy i to co wdrożyliśmy synowi. To są rzeczy, które jemu pomogły, inne nie pomogły. Takie jest życie.
                          Mam wrażenie, ze strasznie fiksujesz się na problemie i na swoich dzieciach i to przekłada się na Twoje zdanie w dyskusjach o współczesnych metodach reedukacji. Tak btw cieszę się, że skończyły studia.
                          Ja w sumie też skończyłam, a diagnozowałam się dopiero razem z moim dzieckiem i w ogóle nie byłam poddana reedukacji smile - 30 lat temu dostawało się łatę lenia i niechluja i tyle. Razem z dwoma kolegami w każdym dyktandzie robiłam do 30 błędów (i tak pisze do dziś), przez całą szkołę były walki o prowadzenie jakiegokolwiek zeszytu i wiedziałam, że żeby się dostać do dobrego LO muszę wygrać olimpiadę (jakąś). Z maturą poszło gładko, bo polonistka była z tych oświeconych wink
                          Chce oszczędzić mojemu dziecku wszystkich jazd jakie ja przechodziłam, zwłaszcza, że ja miałam lepiej, bo mam dobrą pamięć wzrokową i to mnie zawsze ratowało, a on ma ją nadal beznadziejną i tak pewnie pozostanie.
                          Serio nadal jesteś na bieżaco z publikacjami o dysleksji? Super. Bo ja właśnie szukam czegoś na temat metod obrazowania (fRMI) i dysleksji i znalazłam tylko jedną publikację, orientujesz się może kto czymś takim się zajmuje?
                          Na blogu prof. Bogdanowicz wiele osób opisuje przypadki swoich dzieci , może ktoś znajdzie coś dla siebie:
                          www.martabogdanowicz.pl/blog
                          • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 21:39
                            Masz jedno dziecko z dysleksją i widziałaś kilku fachowców. Ja mam troje, ze sporą różnica wieku, więc widziałam nawet zmianę podejścia do dyslektyków i specjalistów i szkoły.
                            Przy najstarszym rzeczywiście wszyscy mnie zapewniali, że wszystko da sie wyrównać, byle z dzieckiem pracować. I skoro nie robi postępów, to moja wina i dziecka wina.
                            Jedenaście lat później już nikt mi tego nie mówił. Reedukatorzy owszem, kazali z dzieckiem pracować, to oczywiste, ale uprzedzili, żebym nie spodziewała się spektakularnych efektów.
                            Efekt jest dosyć prosty - najstarszy i najmłodszy mają dosyć zbliżone problemy + starszy ma nerwicę, zaniżoną samoocenę i zmarnowane dzieciństwo.
                            Jestem średnio na bieżąco, bo mam jeszcze dyslektyka w szkole, ale reedukację juz zakończyłam . Uważam, że całkiem niezły artykuł o dysleksji dorosłych popełnił mój najstarszy, ale niestety - nie mam linka. Natomiast uważam, zę Bogdanowicz ciągle jeszcze tkwi w "starej" szkole, czyli "Jak sumiennie pracujesz, to zostaniesz wynagrodzony". Czasem rzeczywiście tka jest, szczególnie w wypadku trudności z czytaniem, ale trzeba też przygotować rodziców na to, zę nie zawsze się to sprawdza.
                            • mama303 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 18:01
                              verdana napisała:

                              >Natomiast uważam, zę Bogdanow
                              > icz ciągle jeszcze tkwi w "starej" szkole, czyli "Jak sumiennie pracujesz, to z
                              > ostaniesz wynagrodzony".

                              Ja mam wrażenie że obecnie znowu jest tendencja jednak skłaniania dyslektyków do pracy i do ciagłego szukania sposobów na siebie. Sukcesy wcale nie sa wykluczone.
                              Mam też przyjaciółkę ktorej syn miał całkiem dobre wyniki i sukcesy w szkole do czasu gdy otrzymał opinie w poradni o dysleksji..... tak to czasem bywa wymówka całkiem niezła do porzucenia wysiłku.
                              Nie gloryfikujmy tez dyslektyków bo nie wszystkie mają zaniżona ocenę. Trudno mi się też zgodzić z tym, że dyslektyk nie może byc leniwy. Może może.....
                      • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 18:17
                        anndelumester napisała:

                        > Tu nie ma żadnej mojej zasługi, postępy są mojego dziecka, to są jego sukcesy.

                        te ewentualne sukcesy, to nie sa sukcesy w pokonywaniu dysleksji, tylko zwyczajne kolejne etapy w zdobywaniu wiedzy i umiejętności. To po prostu rozwój wynikający z wieku i doświadczenia. A problem dysleksji pozostaje nadal, jeśli naprawdę istniał. Usiłujesz trochę zaklinać rzeczywistość i przekonywać innych do swoich siłowych rozwiązań.
                        • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 21:44

                          > te ewentualne sukcesy, to nie sa sukcesy w pokonywaniu dysleksji, tylko zwyczaj
                          > ne kolejne etapy w zdobywaniu wiedzy i umiejętności. To po prostu rozwój wynika
                          > jący z wieku i doświadczenia. A problem dysleksji pozostaje nadal, jeśli napraw
                          > dę istniał. Usiłujesz trochę zaklinać rzeczywistość i przekonywać innych do swo
                          > ich siłowych rozwiązań.


                          Jakich "siłowych rozwiązań" skoro Andelu wyraźnie (i nadzwyczaj cierpliwie) wyjaśnia w wielu postach, że pracuje z dzieckiem właśnie NAD JEGO PROBLEMAMI DYSLEKTYCZNYMI I TYMI Z KATEGORII SI? I wykazuje w tej pracy konsekwencję. To cię boli? Ta konsekwencja? Poza tym pracuje nad resztą jego rozwoju. Który, nota bene, mógłby w ogóle nie następować w takim natężeniu, gdyby sobie sprawę olała i pogrążyła się w pielęgnowaniu idei dysleksji jako "dopustu bożego nie do ruszenia żadną metodą, amen". Idea dysleksji - niereformowalnej przypadłości (jeśli oczywiście jest to ta "prawdziwa" dysleksja, prawda wink) to bardzo niebezpieczna idea. Rozleniwia i wypacza obraz tak samo, jak zachowanie z drugiego bieguna, czyli udawanie, że czegoś takiego jak dysleksja nie ma i "leniwy gó...arz ma pracować tak samo, jak cała reszta dzieciaków".

                          Dlaczego, jeśli tylko małemu dysowi uda się coś wypracować dzięki rehabilitacji i pracy, zaraz pojawiają się głosy, że "w takim razie to nie była żadna dysleksja"? Czy jeśli dziecku z porazeniem mózgowym uda się ciężką i właściwie celowaną rehabilitacją usprawnić się w dużym stopniu, to znaczy, że "to w takim razie nei było żadne porażenie mózgowe"? Jakby ktoś palnął taką głupotę, to by się musiał potem ciężko tłumaczyć zanim przyjęto by z powrotem do grona istot myślących. Proponuję zastanowić się przez chwilę nad tym często występującym na forach fenomenem - tolerancją dla radosnego zaprzeczania, że coś tam jednak da się zrobić z tą dysleksją. Najczęściej.
                          • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 00:02
                            To jest fenomen polskich forów dyskusyjnych. Jestem na kilku forach międzynarodowych, anglojęzycznych.
                            Gdy pojawia się jakikolwiek problem pytanie ludzie normalnie piszą (czy to ze Skandynawii, z US, z Dalekiego Wschodu) swoje obserwacje, sposoby, metody. A inni dziękują - na zasadzie Eureka! jakie to fajne/nowe, może spróbuję.
                            Na polskich forach typu e-maciora ZAWSZE jest kontestacja. I negacja. Jakaś choroba społeczna czy co?
                            • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 09:22
                              Masz pretensje do innych, że ich nie zachwycasz? Twoje metody są tradycyjne, nie ma w nich nic odkrywczego, nie ma w nich nic, czego bym juz wcześniej nie słyszała. To klasyczny model nauczania i podejścia do dziecka z trudnościami w nauce. I tez go przerabiałam kosztem swoich nerwów i dziecka.

                              Pewne nowe spojrzenie na dysleksje dała mi tylko Verdana, tak, tutaj moge krzyknać Eureka. Jej spostrzeżenia są poparte argumentami, przemyślenia trafne, wnioski słuszne. To jest dla mnie odkrywcze i pokrzepiające jako dla matki dziecka z dysleksją. Dzięki tym sugestiom moje podejście jest nieco inne odpuściłam, nie naciskam, pozbyłam sie poczucia winy, że robie za mało, albo robie cos nie tak, bo praca efektów nie przynosi.

                              Nie winię ani dziecka, ani siebie. Odnośnie nauki typowo szkolnej robi to co konieczne, ale nie więcej niż trzeba. Natomiast rozwija swoje pasje w całkiem odrębnych obszarach. W weekendy, świeta i wakacje mój syn przestaje być uczniem - słabym uczniem, a jest normalnym dzieckiem. Ten czas wykorzystujemy jak najlepiej, to blogi relaks i odpoczynek, to czas na bycie sobą prawdziwym, nie takim jak chcą go widzieć nauczyciele.
                              • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 12:37
                                Odnośnie nauki typowo szkolnej robi to co ko
                                > nieczne, ale nie więcej niż trzeba. Natomiast rozwija swoje pasje w całkiem odr
                                > ębnych obszarach. W weekendy, świeta i wakacje mój syn przestaje być uczniem -
                                > słabym uczniem, a jest normalnym dzieckiem. Ten czas wykorzystujemy jak najlep
                                > iej, to blogi relaks i odpoczynek, to czas na bycie sobą prawdziwym, nie takim
                                > jak chcą go widzieć nauczyciele.

                                No popatrz, to dokladnie tak, jak moja dziecko kiedys. Podejrzewam, ze dziecko Andelu tez. A co ty sobie wyobrazalas, ze siedzimy z naszymi dziecmi po calych dniach i nocach nad tzw. lekcjami? Onosze wrazenie, ze kompletnie nie rozumiesz, co czytasz w postach, na ktore odpowiadasz. Mniej emocji, wiecej czytania ze zrozumieniem.
                                • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 13:24
                                  Nie, to ty sobie wyobrażasz, ze ja sobie coś wyobrażam. Pisze tylko o swoim podejściu do zagadnienie, w którego słuszności utwierdziła mnie Verdana. Nie ma to jak zarzuć komuś emocjonalne podejście, samemu sie takowym kierując. Projekcja? wink
                                  • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 13:36
                                    Piszesz o swoim podejsciu do zagadnienia imputujac jednoczesnie innym dzialania, ktore nie mialy miejsca z ich strony, a co mozna bylo wyczytac z ich postow. To chyba upowaznia do napisania ci, ze mylisz sie w swoich wyobrazeniach, ktore wyroily ci sie wbrew twardym dowodom w postach rozmowcow.
                                    • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 14:02
                                      ???? a w którym to niby miejscu coś ...imputuje? smile chyba nicki ci się pomyliły... ech to czytanie ze zrozumieniem wink
                              • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 14:31
                                Pytanie co i jak WDRAŻAŁAŚ - sądząc po Twoich agresywnych wypowiedziach i Twoim merytorycznym wkładzie w całą dyskusję niewiele, a dziecko ma - jak sama piszesz fobię szkolną.
                                Cóż... jakie to klasyczne.
                                Dla mnie najważniejszy jest komfort MOJEGO dziecka i jego radość z chodzenia do obu szkół, przyswajania wiedzy i umiejętności, bez traum i bez kontaktów z osobami kompletnie nieprofesjonalnymi. Opcja znerwicowanej istoty niepewnej swoich umiejętności i wiecznie deprecjonowanej mnie nie interesuje. Ale to jest moje dziecko i moje metody smile
                                Może Ty masz jeszcze lepszy sposób na wychowanie, w takim razie podziel się z nami tymi metodami, opisz je dokładnie, powiedz co zadziałało i kiedy, a co było kompletnym fiaskiem.
                                Bardzo łatwo atakować w złości wszystkich naokoło (a takie mam podejrzenia, że odczuwasz pewnie dyskomfort czytając tutejsze posty), trudniej rzetelnie podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w KONKRETNYCH DZIAŁANIACH.
                          • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 09:52
                            > Dlaczego, jeśli tylko małemu dysowi uda się coś wypracować dzięki rehabilitacji
                            > i pracy, zaraz pojawiają się głosy, że "w takim razie to nie była żadna dyslek
                            > sja"?

                            "Coś", co konkretnie, i w jakim czasie, i dzięki czemu, i w porównaniu do kogo? To, że dyslektyk czwartoklasista czyta lepiej i płynniej niz dyslektyk pierwszoklasista jest naturalnym etapem rozwoju, wynikającym z samego faktu chodzenia do szkoły i uczestnictwa w zajęciach, oraz odrabiania prac domowych. Tutaj nie zadziałała żadna spektakularna terapia, żadne żmudne treningi. To normalny etap przyswajania wiedzy. Nauczyciel nauczania początkowego sugeruje codzienne czytanie przez 10min. ale dla wszystkich dzieci, bez wzgledu na dysfunkcje. Tego normalnego toku nauki nie można nazywać terapią. I nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Po prostu sie to robi i już. Więc w perspektywie lat wydawać sie będzie, że dyslektyk robi postępy, ale w porównaniu do rówieśników z klasy te postępy nie będą już takie spektakularne.

                            To, że dziecko zna zasady ortografii jest również wynikiem normalnej nauki, przyswajania wiedzy, natomiast wynikiem dysleksji jest nieumiejętność ich zastosowania.

                            Więc pytam w odniesieniu do kogo i czego dyslektyk poddany terapii osiąga sukcesy? W odniesieniu do samego siebie sprzed lat, czy w odniesieniu do rówieśników?
                            • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 13:07

                              >
                              > "Coś", co konkretnie, i w jakim czasie, i dzięki czemu, i w porównaniu do kogo?
                              > To, że dyslektyk czwartoklasista czyta lepiej i płynniej niz dyslektyk pierwsz
                              > oklasista jest naturalnym etapem rozwoju, wynikającym z samego faktu chodzenia
                              > do szkoły i uczestnictwa w zajęciach, oraz odrabiania prac domowych.

                              Boszszsz... widzisz i nei grzmisz. Nie zetknela sie z typem dysleksji, o ktorej pisze, a gada, jakby cos wiedziala na ten temat. Powolutku, po kolei wiec. Otoz moja droga, sa odmiana dysleksji odjawiajace sie w taki sposob, ze dziecko nei ma wyksztalconych mechanizmow pozwalajacych na opanowanie czytania. Nie ma i juz. Co nie znaczy, ze po wykorzystaniu, tego, co jednak ma, usprawienieniu funkcji szwankujacych i zebraniu wszstkeigo do kupy nie posiadze tej jakze cennej umiejetnosci. Niestety, samo z siebie jej nie posiadze, a dowodem na to jest istnienie ludzi, ktorzy mimo niezlej inteligencji oraz uczeszczania do szkol (gdzie to wedlug ciebie nauka czytania powinna nastepowac w KAZDYM przypadku automatycznie) nie opanowali sztuki czytania ze zrozumieniem. Czy teraz jest to dla ciebie wystarczajaco jasno napisane?


                              Tutaj nie
                              > zadziałała żadna spektakularna terapia, żadne żmudne treningi.

                              No wlasnie tu dziala spektakularna terapia, o ktorej nie masz pojecia, wiec radze sie nie wypowiadac.


                              > To, że dziecko zna zasady ortografii jest również wynikiem normalnej nauki, prz
                              > yswajania wiedzy, natomiast wynikiem dysleksji jest nieumiejętność ich zastosow
                              > ania.

                              Zgadza sie.


                              > Więc pytam w odniesieniu do kogo i czego dyslektyk poddany terapii osiąga sukce
                              > sy? W odniesieniu do samego siebie sprzed lat, czy w odniesieniu do rówieśników
                              > ?

                              Jesli mowa o moim dziecku z jego niegdysiejszymi problemami, to sukces zostal osiagniety w odniesieniu do ludzi z porownywalnymi problemami wyjsciowymi (czyli tymi, ktorzy nigdy nie nauczyli sie czytac ze zrozumieniem), w odniesieniu do ludzi, ktorzy zostawieni sami sobie bez umiejetnosci czytania nie zdobyli zadnego wyksztalcenia, w odniesieniu do tych, nad zyciem ktorych ciazy fobia szkolna ze wszystkimi jego skutkami. Moje dorosle juz dziecko nie ma i nie mialo fobii szkolnej, szkole mimo swoich problemow (niektorych trwalych i nieustepujacych) lubilo. Skonczyla studia, ktore skonczyc chciala, panstowowe dzienne bezplatne, co sie na nie trudno dostac, robi dokladnie to, co lubi i jeszcze jej za to placa, chociaz ma dopiero 25 lat. Pelen sukces, nie sadzisz? Ale oczywiscie zaraz uslysze, ze na pewno nie miala zadnej dyslekscji, a kilku specjalistow, co ja badalo i kilku nauczcieli, co ja uczyli wszystko to sobie zmyslili.
                              • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 13:57
                                aandzia43 napisała:


                                > Boszszsz... widzisz i nei grzmisz. Nie zetknela sie z typem dysleksji, o ktorej
                                > pisze, a gada, jakby cos wiedziala na ten temat. Powolutku, po kolei wiec. Oto
                                > z moja droga, sa odmiana dysleksji odjawiajace sie w taki sposob, ze dziecko ne
                                > i ma wyksztalconych mechanizmow pozwalajacych na opanowanie czytania. Nie ma i
                                > juz. Co nie znaczy, ze po wykorzystaniu, tego, co jednak ma, usprawienieniu fun
                                > kcji szwankujacych i zebraniu wszstkeigo do kupy nie posiadze tej jakze cennej
                                > umiejetnosci. Niestety, samo z siebie jej nie posiadze, a dowodem na to jest is
                                > tnienie ludzi, ktorzy mimo niezlej inteligencji oraz uczeszczania do szkol (gdz
                                > ie to wedlug ciebie nauka czytania powinna nastepowac w KAZDYM przypadku automa
                                > tycznie) nie opanowali sztuki czytania ze zrozumieniem. Czy teraz jest to dla c
                                > iebie wystarczajaco jasno napisane?


                                Ale spokojnie. Myslę, że piszemy o tym samym, tylko teraz próbujesz trochę zmanipulować, ot, żeby wyszło na twoje. I po co ten protekcjonalny ton?
                                No, samo z siebie nauki czytania sie nie posiadzie, tylko poprzez czytanie. Jeśli ty codzienne czytanie nazywasz terapią ok, niech ci bedzie. Dla mnie byly to zwykłe przygotowania do szkoły, ktore doskonaliły tą umiejętnosć. Dzień za dniem, czytanie, pisanie, myślenie, rozwiazywanie zadań z moja pomocą, czasem bez. Czytanie komiksów, krotkich przekazów, gdzieś tam na tablicy ogloszeń itp. I tak się wykształciła płynność czytania lepsza w porównaniu do okresu wczesnoszkolnego. Czy to jest jakiś wyczyn wymagający terapii?

                                > > Więc pytam w odniesieniu do kogo i czego dyslektyk poddany terapii osiąga
                                > sukce
                                > > sy? W odniesieniu do samego siebie sprzed lat, czy w odniesieniu do rówie
                                > śników
                                > > ?
                                >
                                > Jesli mowa o moim dziecku z jego niegdysiejszymi problemami, to sukces zostal o
                                > siagniety w odniesieniu do ludzi z porownywalnymi problemami wyjsciowymi (czyli
                                > tymi, ktorzy nigdy nie nauczyli sie czytac ze zrozumieniem), w odniesieniu do
                                > ludzi, ktorzy zostawieni sami sobie bez umiejetnosci czytania nie zdobyli zadne
                                > go wyksztalcenia, w odniesieniu do tych, nad zyciem ktorych ciazy fobia szkolna
                                > ze wszystkimi jego skutkami.

                                A skąd wzięłaś grupę takich dzieci, do których moglaś odnieść i porównać sukcesy wlasnego dziecka z przewaga wlasnie dla niego? I jak wyglądała ta próba porównawcza, testy, zadania? I na jakiej podstawie wiesz, że tamte dzieci miały podobny poziom trudności w nauce, ktos ci udostępnił te dane?
                                • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 15:56
                                  Jeśli ten tekst:

                                  Oto
                                  > > z moja droga, sa odmiana dysleksji odjawiajace sie w taki sposob, ze dzie
                                  > cko ne
                                  > > i ma wyksztalconych mechanizmow pozwalajacych na opanowanie czytania. Nie
                                  > ma i
                                  > > juz. Co nie znaczy, ze po wykorzystaniu, tego, co jednak ma, usprawienien
                                  > iu fun
                                  > > kcji szwankujacych i zebraniu wszstkeigo do kupy nie posiadze tej jakze c
                                  > ennej
                                  > > umiejetnosci. Niestety, samo z siebie jej nie posiadze,

                                  oznacza dla ciebie nie mniej, nie więcej tylko "codzienne czytanie", to nie sądzę, by możliwe było porozumienie się z tobą w tym temacie. Jaśniej już nie potrafię.



                                  > A skąd wzięłaś grupę takich dzieci, do których moglaś odnieść i porównać sukce
                                  > sy wlasnego dziecka z przewaga wlasnie dla niego? I jak wyglądała ta próba poró
                                  > wnawcza, testy, zadania? I na jakiej podstawie wiesz, że tamte dzieci miały pod
                                  > obny poziom trudności w nauce, ktos ci udostępnił te dane?

                                  Na podstawei rozmów z psychologami i pedagogami. Żadnych danych nikt mi nie udostępniał, to były spostrzeżenia i wnioski ludzi pracujących z dyslektykami. Poza tym miała okazję poznać osobiście dzieciaka z deficytami bardzo podobnymi do deficytów mojej córki, a nawet z podobnym temperamentem i usposobieniem smile W trzeciej klasie jakoś tam czytał, czemu nie, tylko nikt nie zauważył, że KOMPLETNIE nei rozumie, co czyta. Jego kompletny brak postępów w nauce tłumaczony był lenistwem i roztrzepaniem sad Nie wiem, co się z nim dzieje teraz, ale jak go widziałam ostatnio, to nie zapowiadało się, że sam z siebie posiądzie sztukę rozumienia tego, co czyta. I że choć trochę polubi szkolę smile
                                  • atteilow Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 19:05
                                    OK, dajesz. Jaką inną tajemniczą metodą nauczyło się dziecko czytać, niż poprzez codzienne czytanie?

                                    aandzia43 napisała:

                                    > Na podstawei rozmów z psychologami i pedagogami. Żadnych danych nikt mi nie udo
                                    > stępniał, to były spostrzeżenia i wnioski ludzi pracujących z dyslektykami.

                                    Wiec jak to mozliwe, że ci sami pedagodzy odnosza sukces w pracy z twoim dzieckiem, a z innymi już nie? Czyżby te uniwersalne metody nie działały na wszystkich, a może działają tylko na tych z mniejszymi deficytami? Lub porównanie nastapilo z grupa mlodszą wiekowo, co tlumaczy przewagę.

                                    Poz
                                    > a tym miała okazję poznać osobiście dzieciaka z deficytami bardzo podobnymi do
                                    > deficytów mojej córki, a nawet z podobnym temperamentem i usposobieniem smile W t
                                    > rzeciej klasie jakoś tam czytał, czemu nie, tylko nikt nie zauważył, że KOMPLET
                                    > NIE nei rozumie, co czyta. Jego kompletny brak postępów w nauce tłumaczony był
                                    > lenistwem i roztrzepaniem sad Nie wiem, co się z nim dzieje teraz, ale jak go w
                                    > idziałam ostatnio, to nie zapowiadało się, że sam z siebie posiądzie sztukę roz
                                    > umienia tego, co czyta. I że choć trochę polubi szkolę smile

                                    Kolejna nieścislość i przeklamanie, podobno corka już studiuje, więc porownujesz jej obecne umiejętności z trzecioklasistą? Widzialas chlopca niedawno i nadal nie umie czytać, podciagnie się w klasie IV wink Będzie lepszy niz był poprzednio, choc nadal słabszy od rówieśników.

                                    I na tym polegają sukcesy dyslektyka, jest lepszy od samego siebie sprzed lat, ale wciąż gorszy od innych równolatków.
                                    • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 20:13
                                      W pierwszym linku masz bardzo rzeczowo opisany sposób postrzeagnia świata i zapisanej kartki papieru przez małego dyslektyka. W drugim książeczkę, w której opisane są metody z grubsza przypominające te, którymi prawie 20 lat temu nauczyło się czytać moje dziecko. Nacisk na analizę, kolorowanie głosek, łączenie sylab falbankami, łączenie wyglądu wyrazu z konkretnym pojęciem itd. Jeśli przeczytasz uważnie artykuł w pierwszego linka, zrozumiesz, dlaczego takie metody sprawdzają się w przypadku dzieci z dysleksją właściwą typu b*

                                      www.szkolnictwo.pl/index.php?id=PU9685
                                      wyspa.edu.pl/

                                      > Wiec jak to mozliwe, że ci sami pedagodzy odnosza sukces w pracy z twoim dzieck
                                      > iem, a z innymi już nie?

                                      A kto powiedział, że z tymi dziećmi w ogóle ktoś pracował? Że ktoś słuchał zaleceń pedagogów? Że ktoś wybrał się w odpowiednim czasie do pedagoga? wink



                                      > I na tym polegają sukcesy dyslektyka, jest lepszy od samego siebie sprzed lat,
                                      > ale wciąż gorszy od innych równolatków.

                                      Ale moja córka nie jest gorsza do równolatków smile Owszem, dalej czyta wolniej, za to ze zrozumieniem tekstu nie ma żadnych problemów, co udowodniła kończąc liceum bez żadnych ulg (poza ulgą dotyczącą ortografii) i studia. Powiem nawet, że ponieważ aby spełnić swoje pasje i ambicje musiała czytać dużo, w rozumieniu czytanego tekstu jest w tej chwili zdecydowanie lepsza od większości Polaków wink Nadal ma problemy z nauką języków i nauczeniem się czegokolwiek na pamięć. Robi ortografy, ale znacznie mniej. Jest wielka poprawa w zakresie pamięci krótkiej i koncentracji. Ale całą resztę - inteligencję, zdolności, ciekawość świata, ambicje, otwartość, silną wolę, odwagę - ma w porządku, tak, jak i miała w przedszkolu smile I dzięki Bogu i partii udało się tej reszty nie zaprzepaścić przez pierwsze niełatwe lata szkolne. Wiesz, tych zalet nie ma wiele dzieciaków bez dysleksji. I nie mają ich dorośli, którzy mieli je w wieku przedszkolnym, a potem stracili, bo zostali pozostawieni sam na sam ze swoim problemem, albo byli niewłaściwie edukowani.


                                      * dysleksja właściwa - to zaburzenie płynności czytania objawiające się problemami w dekodowaniu i rozumieniu treści mające swe odbicie w :

                                      a.) czytaniu powolnym, nierównym tempie czytania, głoskowaniu lub sylabizowaniu, czytaniu wyraz za wyrazem, zaburzeniu płynności czytania, małej ilości zniekształceń i przekręceń, dobrym rozumieniu treści,
                                      b.) czytaniu szybkim, pozornie płynnym, czytaniu frazami lub zdaniami z częstymi błędami, zniekształceniami, przekręceniami, zastępowaniu wyrazów innymi o podobnej treści (zgadywanie na podstawie kontekstu) lub zastępowanie wyrazami o podobnym wyglądzie (zgadywanie na podstawie cech wizualnych), zaburzeniu rozumienia treści.
                  • przeciwcialo Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 15:33
                    Z to wymaganie to bardzo niepopularne na forum wink
                    Ja wymagam i egzekwuje. Sport i ceramika poprawiły koordynacje mocno i stały sie potem pasjami. Poprawiły też zorganizowanie.
                • sefirotek Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 23:36
                  No , zastanawiam sie jak dziecko andelumaster wytrzymuje tyle zajęć pozalekcyjnych... Dyslektyk ćwiczy w domu i efektów jest mało. Znajomi dyslektycy też mają problemy w szkole muzycznej.Ale czytanie nut to też domena dysleksji.
                  Czytając post andelumaster, się jakbym czytała" pieśn tygrysicy..."

                  To, ze dyslektyk nauczy się w końcu czytac i zostanie "tylko" dysortografemi i dysgrafem, nie znaczy, że jego kariera szkolna odtąd potoczy się gładko i miło.Nieskie poczucie własnej wartości to czasem zostaje do końca życia i świadomość, że jest się kochanym tylko za umiejętności jakie umie wykonać, a nie za to że jest...
                  • joa66 Dysleksja i dysleksja 10.04.13, 23:40
                    Podobno są dwa "rodzaje" dysleksji: jeden to problemy z czytaniem, a drugi to ogólna nazwa dla dysgrafii, dysortografii, dyskalkulii)

                    Ale podkreślam - podobno
                  • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 01:10
                    Jakbym ematkę czytała, dopisz jeszcze, że mu współczujesz i żal ci go <rotfl>
                  • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 09:59
                    Znajomi dyslektycy też ma
                    > ją problemy w szkole muzycznej.Ale czytanie nut to też domena dysleksji.

                    Myslę, że może są dyslektycy, którzy sobie z tym radzą. Moja w zwykłej szkole ze zwykłej muzyki bywała zagrożona jedynką na koniec roku. Z plastyki zresztą też...
                  • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 10:50
                    Nieskie poczucie własnej wartości to czasem zostaje do końca życia i świadomość
                    > , że jest się kochanym tylko za umiejętności jakie umie wykonać, a nie za to że
                    > jest...

                    Nie rób reguły z efektów nieprawidłowo prowadzonej rehabilitacji i pracy z dzieckiem dyslektycznej. Znam dyslektyków, którzy wykonali ciężką robotę, przerobili część deficytów, pogodzili się z tym, czego nie przerobili i niskiego poczucia własnej wartosci nie mają. Jakoś rodzicom udało się ich przekonać, że nei są kochani tylko za osiągnięcia wink
                    Poza tym tak, jak piszą dziewczyny niżej: dysleksji odmian i jej konsekwencji jest nieskończona ilość. Dołóż do tego indywyidualne predyspozycje charakterologiczne dziecka i charaktery rodziców wink
              • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 21:45
                gratuluje, jednak podejrzewam ze twoje dziecko ma tylko lekka postac dysleksji, jezeli udalo ci sie tak wiele osiagnac w krotkim czasie.
                Ja ze swoim dzeckiem pracuje, cwicze i wymagam i to od lat (ma lat 17) z roku na rok jest lepiej sa pewne postepy (bo dziecko madrzeje, bo uczy sie zyc ze swoja dysfukcja), ale nie ma spektakularnych sukcesow. To raczej praca malych koroczkow, co gorsze nawet jak jest jeden troche wiekszy krok do przodu (dyslektycy jak i inne dzieci rozwijaja sie skokowo) to pozniej dzieciak chyba ze zmeczenia sie cofa ... A dziecko mam i dosc zmotywowane i dosc pracowite.
                ps dziecko zdiagnozowane wczesnie i intensywnie reedukowane od 8 roku zycia.
                • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 21:57
                  Mój siostrzeniec (już dorosły młodzieniec) ma ciężką dysleksję. Powiedzieć, że moja siostra z nim pracowała to za mało, bo opisywac mogłabym godzinami. Wszystko z troską o rozrywkowe formy terapii, naukę "mimochodem", grami edukacyjnymi ściąganymi z zagranicy, wizytami u najlepszych specjalistów. Plus oczywiście ćwicznia zalecane przez najwybitniejszych specjalistów. Efekty- pozytywne prawie żadne, minimalne. Straty - kompleksy gigant, tragiczna samoocena, na pewnym etapie zajadana, więc doszedł kolejny element "niedosokonałości"

                  Może nie mając takich doświadczen nie powinnam się wypowiadać, ale...moim zdaniem w podobnych przypadkach należy się koncentrować na mocnych/mocniejszych stronach i ich rozwijaniu.
                  • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 22:16
                    Gdybym była pobożna, rzekłabym "amen"smile
                  • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 22:40
                    zupelnie odpuscic nie sposob, bo dziecko silnie dyslektycznie tez jakos musi przebrnac szkolna edukacje, by miec jakies szance na dalszy rozwoj. Trzeba jednak pamietac ze zbyt intensywna praca z dzieckiem skutkuje tym ze brakuje czasu na realizacje dziecka w innych dziedzinach zycia, tych poza szkolnych. A to one bardziej zdecyduja o przyszlosci dyslektycznego dziecka niz wiedza z historii czy geografii.
            • pysiaaa1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 14:11
              u mojego w 2 klasie bylo prawie identycznie
              nie chciał czytać i czytał kiepsko, pisanie byle jak
              czytać polubił jak trafiłam na książkę która go ewidentnie zainteresowala o fizyce o dziwo do tego gra na myślenie z fizyka związana ( sekrety fizyki) jak zmontował sam alarm to sie spodobało i ruszyło czytanie
              no bo jak zmontować lub zlutować coś jak sie niewie jak- tata kupił jakieś gadżety i lutowali razem - mąż trzymał druciki z sercem na ramieniu a on lutował - zlutowali fajna zabawkęsmile
              i od tego ruszyło czytanie bo fajnie się było dowiedzieć jakie tranzystorki zlutować żeby coś wyszłosmilei nadal to lubismile z czytaniem jest ok bez przygotowania 4 spoko ma
              no tylko to co pisałam w moim wątkusmile nie myśli ze trzeba lekcje odrobić z trzeba spakować sie no ale może i tego sie nauczy niebawem
              z ortografia tez jest lepiej smile ale brzydko pisze niestetysmile
            • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 17:08
              A widziałaś dziecko zmotywowane do sprzątania? Ja nie...
              Pytanie fundamentalne - czy on nie chce czytać, czy nie lubi czytania? To znaczy, czy lubi jak Ty mu czytasz, czy też nie?
              Dat to pewnie sie w ogóle nie nauczy. Mojego syna od sześciu lat próbuję nauczyć dat II wojny światowejsmile A ten z kolei czyta maniakalnie.
              Nie wiem, jak nauczyć dziecko testów, taki szlag mnie trafia, jak słyszę o testach, ze tracę zdrowy rozsadek. Jesli Cię to pocieszy, to moi studenci w 80% też "nie doczytują" pytań.
              • leluchow1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 17:21
                Czytanie uwielbia. Mógłby słuchać 24/dobę. Nie chce czytać sam. Zasadność testów to inna sprawa. Sama oceniam je mocno średnio tylko cóż z tego? I tak musi je pisać i od nich wiele zależy
                • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 17:36
                  U nas jest ryzyko dysleksji, syn razie w 1klasie, czyta choć niechętnie, z matematyki w sumie ok, pisanie tragedia mylą mu się litery, pisze połówki wyrazów, błędów ortograficznych masa.
                  Do tego dochodzi wada wymowy.
                  Ale teraz mamy problem z językiem angielskim....napiszcie jak to jest u was...bo jeszcze zaliczy ustnie nawet nawet ale pisemnie katastrofa....tak naprawdę tutaj nie wiem jak mu pomóc...jesteśmy pod opieką ppp ma zajęcia z pedagogiem.
                  • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:27
                    Ale teraz mamy problem z językiem angielskim....napiszcie jak to jest u was...b
                    > o jeszcze zaliczy ustnie nawet nawet ale pisemnie katastrofa....tak naprawdę tu
                    > taj nie wiem jak mu pomóc...
                    U mnie katastrofa trwa już 10 lat. Oznacza to po prostu indywidualne korki, a i tak wyniki bywają powalające (w sensie: zemdleć można).
                    Wywalcz u nauczyciela ustne zaliczanie.Może słówek uczcie się grając w memo? U nas na etapie podstawówkowym to bardzo pomagało.
                    • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 09.04.13, 09:27
                      Dzięki..pogadam z pedagogiem i z nauczycielem angielskiego jak on widzi pracę
                • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 17:38
                  To mu czytaj na razie jak najwięcej, kupuj audiobooki, a czytanie 'szkolne" ćwiczcie oddzielnie, chcoć systematycznie . Rozumiem problem. Dziecko 8-letnie, lubiące czytać, a nie czytające jeszcze bardzo sprawnie może czytać "dla siebie" teksty dużo poniżej jego możliwości intelektualnych. Czyli albo teksty są o wiele za nudne, albo za trudne. Skoro czyta na 4, to dramatu nie ma.
                  Kupuj też jak najwięcej komiksów, komiksy są nieocenione w nauce czytania.
                  Jeśli lubi książki, i mając 8 lat czyta na czwórkę, to nie ma jeszcze się czym przejmować, a juz na pewno nie należy zmuszać do czytania "pozaszkolnego", bo efekt najprawdopodobniej będzie odwrotny, Cóż po sprawnym czytaniu komuś, kto dobrowolnie książki do ręki nie weźmie.
                  Co do testów - możesz po prostu codziennie kazać zrobić jedno testowe zadanie. Tak, aby nauczył sie, ze pytania trzeba przeczytać w całości. A tak naprawdę, to sporo dzieci musi do tej umiejętności zwyczajnie dorosnąć.
                • verdana Wazne:) 08.04.13, 17:49
                  Mam taką ogólną refleksję - w przypadku dyslektyków naprawdę ważne jest zadbanie o ich wykształcenie, a nie tylko, albo nie przede wszystkim, o nauke szkolną i oceny.
                  Bo bardzo łatwo powiedzieć sobie "musi sam czytać, wiec ja mu juz czytać nie będę", "Musi czytać, wiec niech nie ogląda filmu", "Musi pisać więcej, więc niech nie konstruuje pół dnia z lego/ nie szuka filmów o krążeniu planet/ nie klasyfikuje pół dnia półszlachetnych kamieni".
                  Dziecko, które ma specyficzne trudności w szkole, powinno mieć jak najszerszy dostęp do kultury i wiedzy, w różnych innych formach, nie zawsze przekładających się na szkolną wiedzę i oceny. Tymczasem część rodziców tak bardzo chce, aby dziecko było lepszym uczniem, ze zapomina, iż wykształcenie to nie tylko program szkolny, a przede wszystkim nie tylko szkolne sposoby zdobywania wiedzy.
                  Ja wiem, że sie powtarzam, ale mojej córce niewiele pomogła reedukacja, a bardzo wiele - wagary w kiniesmile
                • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 19:35
                  No to mu czytaj. A do pierwszego testu po 6 klasie ma jeszcze sporo czasu - i jeśli cię to pocieszy, nie jest powiedziane, że nie poprawi sobie koncentracji i uważnego czytania pytań do tego czasu...
                • jola_ep Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:59
                  Czytałam z córką (zagrożenie dysleksją, badań nie było): ja większość, ona wybrane, łatwiejsze słowa. Nazywało się to "wspólnym czytaniem" i myślę, że podbudowywało córę wink a mi było milej, bo czytać na głos nie znoszę.
                  Poza tym nie zmuszałam w żaden sposób do czytania, coś tam podrzucałam, ale nie natrętnie.
                  Nauczycielka też nie zmuszała w szczególny sposób.
                  "Zaskoczyła" nagle gdzieś w IV-V klasie. Czytać lubi. Książki kocha.

                  Koszmarne problemy z ortografami też jej przeszły. (ale trochę później). Wcześniej miała oceny z wypracowań typu: czerwona kartka od ortografów (pani już odechciewało się liczyć wink ), a w ocenie świetny styl i dobry+ wink

                  Teraz zdarzają jej się tylko omyłki przy liczeniu zadań: o ile zadania z matury rozszerzonej idą jej całkiem nieźle, to z podstawy zalicza ledwo na dopuszczający.

                  Mam wrażenie, że moja córa miała szczęście do nauczycieli bardziej nastawionych na uczenie jako - takie, niż doskonałe rozwiązywanie testów potrzebne na egzaminach zewnętrznych. Ale takie podjeście odchodzi w przeszłość, bo przecież szkoła wyniki mieć musi uncertain

                  Pozdrawiam
                  Jola
              • canuck_eh Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 18:02
                Ja zmotywowalam.
                Dat sie nauczy jezeli beda zwiazane z tematem delikwenta interesujacym.Moj syn latwo zapamietuje daty zwiazane z wojskiem, wprowadzeniem takiego i takiego samolotu, ale wszystko inne - Who cares?Nie czepiam sie, bo po co?

                Powtorze to co mowia w kazdym "podreczniku" odnosnie dysleksji - KAZDY DYSLEKTYK JEST INNY
                • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 18:23
                  Ale pewne cechy są wspólne. Na przykład to, ze dysleksja jest nieuleczalna i pewnych rzeczy - u każdego innych - przeskoczyć się nie da.
                  • canuck_eh Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 17:07
                    Zgadza sie - dysleksja jest nieuleczalna, ale mozna sie znia nauczyc zyc.Jednym bedzie prosciej innym gorzej.
            • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 09.04.13, 00:17
              > Dobra to ustalmy że jest zdemotywowany smile ,a le on jest równie silnie zdemotyw
              > owany do sprzatania swojego pokoju dla przykładu smile

              Naukę sprzątania pokoju dziecięcego zaczęłam u nadpobudliwej, a więc kiepsko koncentrującej się kilkulatki. Jak? ETAPAMI. A więc nie wpadałam do pokoju i nie mówiłam: sprzątaj! tylko siadałam razem z nią w chaosie lalek, kartek, klocków i różnych dziwnych przedmiotów niewiadomego przeznaczenia i mówiłam: a teraz będziemy się bawić w sprzątanie. Hasło "zabawa" zawsze elektryzuje. I bawiłyśmy się. "Na początek wyciągnij z tej kupki przedmiotów lalki i zanieś je na półkę dla lalek. O, popatrz jak ładnie wyglądają! Brawo. Teraz pozbieraj kartki i zanieś je na biurko. Pięknie! A teraz najwięcej zbierania: klocki. Pomogę ci. Jak pięknie posprzątałaś pokój! Idziemy na lody" Po paru latach doprowadzanie do ładu swojego terytorium stało się rutyną. Nie jest pedantką i nie będzie, ale w dokumentach, ubraniach, notatkach ma zazwyczaj ład, a nawet jak nabałagani, to umie bez problemu zebrać się do kupy i ten ład wprowadzić. Po co to piszę? Bo metoda nauki życia w ładzie i porządku małymi kroczkami, przez zabawę i przy wykorzystaniu naturalnego entuzjazmu dizecka do wszelkiej aktywności, sprawdza się. No, może nie działać w wypadku dam, dla których sprzątanie swojego chlewiku jest czynnością poniżej ich godności, i które przekonanie to bezwiednie przekazują dzieciom wink A ten ład zacząć przenosić na inne dziedziny aktywności, umysłowej też. Dzieci dyslektyczne nie mają takiej naturalnej umiejętności porządkowania sobie wnętrza głowy, jak niedyslektyczne, ale można spróbować dać im tę umiejętność porzez wyrabianie nawyków.

              Matematyka? Długo miała problem z zapisem działań. Cyferki się przestawiały w liczbach, plus mylił z minusem. Mimo to miała piątki/była co najmniej na bieżąco z programem. Dlaczego? Bo liczyć i wykonywać podstawowe działanie matematyczne nauczyłam ją w przedszkolu, grubo przed tym, zanim zaczęła się szkoła. Czy moje dziecko jest geniuszem matematycznym? Ależ skąd. Ma tylko pewną lekkość łapania schematu i posługiwania się nim przy rozwiązywaniu zadań. Wszyscy czekają z nauką matematyki do momentu, aż dziecko zacznie zapisywać działania, czyli do zerówki czy pierwszej klasy. Ja nie czekałam, bo gdybym czekała, to przegapiony zostałby najlepszy moment na rozbujanie wyobraźni matematycznej. Tak więc mimo braku umiejętności zapisywania działań i kompletnego braku umiejętności czytania była do przodu z matmy i miała z niej piątki. I ogromną satysfakcję, że jest w tym dobra smile

              Daty? No cóż, przy poważnym deficycie pamięci krótkiej trudno nauczyć się CZEGOKOLWIEK na pamięć. Ona praktycznie nie uczyła się niczego na pamięć. Łapała schemat, jak na bystre dziecko przystało i dopasowywała do niego elementy wiedzy, którą już zgromadziła. Wiersze i piosenki to była ciężka praca. Nauka na chodząco, skacząco, śpiewająco, małymi partiami itd. Ale wracajmy do dat: próbowałam przekazać jej metodę, którą wypracowałam sama (też mam deficyty). Oś czasu. Zamykam oczy i widzę oś czasu (a właściwei nie oś, tylko trójwymiarową przestrzeń, ale nie komplikujmy), a na niej punkty z liczbami. Działa nie najgorzej. Nigdy nie nauczyłam się żadnej daty na pamięć, a bez problemu poruszam się po świecie historii dalszej i bliższej smile

              Nie podniecaj się, że twój syn czyta na czwórkę. To może być guzik warta małpia umiejętność dyslektycza. Dokładnie sprawdzaj, czy CZYTA TEKST Z PEŁNYM ZROZUMIENIEM. Weź prosty tekst złożony z kilku nieskomplikowanych zdań w prosty sposób opisujący jakąś historię. Może być jakaś historyjka z podręcznika, ale taka, której jeszcze nie zna. Niech przeczyta jedno zdanie i przekaze własnymi słwoami jego sens. I następne zdanie tak samo. A potem niech powiąże pierwsze zdanie z drugim. I tak do końca tekstu. No chyba, że jeszcze jest na etapie nie rozumienia prostego przeczytanego zdania. Wtedy trzeba zacząć od zbierania do kupy wyrazów ze zdania w jakiś jeden sens.

              I czytaj mu jak najwięcej. Skomplikowane polecenia czytaj po zdaniu i każ referować na bieżąco, jak on to zrozumiał. Potem niech składa do kupy. Czytaj mu matematykę, przyrodę, polski - niech z twoją pomocą przyswaja wiedzę z tych przedmiotów, bo na razie nie ma możliwosci poradzić sobie z tym sam. Czy to z powodu braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, czy z powodu zaburzeń koncentracji, czy jeszcze z jakichś innych. Niech nie stoi w miejscu, bo akurat w miejscu stoi jego czytanie i pamięć krótka. One powoli będą ruszać do przodu, może nawet całkiem fajnie się w końcu rozkręcą (może, dałby Bóg), ale w tym czasei dzieciak nie będzie miał poczucia bycia w tyle, będzie szedł do przodu z resztą rówieśników (no, mniej więcej wink

              Wzmacniaj w tym, w czym jest naprawdę dobry i co go cieszy smile Nie pozwól jednak zajmować się tylko tym.
              • leluchow1 aandzia43 09.04.13, 08:21
                Mój syn jest zdecydowanie za duży na zabawę w sprzątanie. Już tego nie kupi, ale sam porządek w pokoju nie jest problemem bo nie pozwalam im na zrobienie chlewiku w pokoju i nie ma sytauacji że są stosy artek i zabawek . Pisałam tylko o lenistwie/demotywacji.

                Mój syn czyta ze zrozumieniem bardzo dobrze i to mni enie ukrywam bardzo cieszy. Bo poziom czytania jest zdecydowaie słabszy niż rozumienie tekstu.
                • aandzia43 Re: aandzia43 09.04.13, 13:51
                  W takim razie cieszę się bardzo smile
                  Zmotywować do nauki szkolnej? Może postaw trochę na rywalizację z rówieśnikami? Chłopak zdaje się być dobrze przez naturę obdarzony, mimo zagrożenia tym czy owym. Przy odrobinie wewnętrznej dyscypliny może mieć wymierne sukcesy. Niektóre natury pozytywne wyróżnianie się na tle rówieśników w dziedzinie wzbudzającej zazdrość czy przynajmniej respekt pozytywnie nakręca do starań i działania.


                  al
                  > e sam porządek w pokoju nie jest problemem bo nie pozwalam im na zrobienie chle
                  > wiku w pokoju i nie ma sytauacji że są stosy artek i zabawek .

                  Tak z ciekawości jeszcze spytam: nigdy nie ma w swoich rzeczach bałaganu, bo: sprząta zawsze na bieżąco, ty mu sprzątasz (lub gonisz go do poszczególnych czynności) na bieżąco, czy jest w stanie zaprowadzić ład w swoim bałaganie?
                  • leluchow1 Re: aandzia43 09.04.13, 14:21
                    Ja go gonię każdego dnia. Niestety nie mam luzu "twój pokój twoja sprawa", bo to jest tez mój dom i bajzel gdziekolwiek działa na mnie frustrująco. A moi domownicy wiedzą że lepiej sprzatnąć niż mieć popołudnie z matką - frustratką wink
      • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:19
        I że trzeba go w pole z motyką wysłać - to od razu będzie lepiej czytał i pisał... wink
    • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 18:57
      Tak szczerze - to raczej nie jestem kompetentna w kwestii: jak mieć dziecko z dysleksją i bardzo dobrymi ocenami... Czy nawet dobrymi. Bo przeważające oceny dziewczątka z dysleksją są takie sobie, aczkolwiek ma i niezłe.

      Co do czytania:
      - piszesz, że to czytanie wymęczone, potem zaś dziwisz się, że czytać nie chce.
      A ja mam pytanie: technicznie czyta na czwórkę, ale co ze zrozumieniem tekstu? Czy to co wymęczy, to rozumie, czy też po prostu wydaje dźwięki odpowiadające wyrazom i nie rozumie nic albo niewiele? Czy czyta jakieś książki, które go pasjonują czy nie czyta wcale?
      W każdym razie - dopóki nie opanujecie czytania (u córki to było ok 1,5 roku terapii) - to ja bym dziecku czytała. Albo kupowała audiobooki. Czy dlatego, że nie czyta biegle - ma zupełnie nie znać literatury dziecięcej, młodzieżowej czy nawet dla dorosłych? To bardzo zubaża - i stylistykę, i słownictwo (czyli utrudnia pisanie wypracowań), i ogólne kulturalne obycie człowieka.
      Przy czym - miejcie książki do ćwiczenia czytania (czyli syn ćwiczy czytanie metodą poleconą przez terapeutę), ale miejcie i książki 'dla przyjemności'- czyli takie, że na razie ktoś mu czyta/audiobook. Co do lektur: na razie w formie słuchowej. Nie chodzi wszak o to, żeby przeliterował dwa pierwsze rozdziały i nie potrafił sklecić na jej temat 2 zdań, tylko żeby mógł wraz z klasą nad książką pracować. W starszych klasach może przydać się lektura z opracowaniem - dyslektycy miewają problemy z zapamiętaniem imion i kto jest kto - a w takich brykach jest to wypisane krótko i treściwie. Przydaje się przy powtórkach - niemniej pilnuj, żeby nie przepisywał stamtąd prac...
      Co do matematyki: zapis matematyczny trzeba ćwiczyć. Zwróć uwagę na zapisy przy liczeniu pisemnym - chodzi o to, żeby cyfry były zapisywane w odpowiednich kolumnach - bo potem dodaje się nie to, co trzeba i wychodzą głupoty.
      • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 19:05
        I ciąg dalszy:
        Jeśli chodzi o inne przedmioty, to poczytaj o stylach uczenia się. W uproszczeniu sprowadza się to do tego, że jedni muszą sobie zobaczyć/przeczytać, zrobić notatkę, inni usłyszeć, a inni dotknąć /zrobić. Czytanie 4-5 stron nie zawsze jest najlepszą metodą opanowania materiału - btw - zawsze możesz dziecku przeczytać/opowiedzieć, on zaś zrobi notatkę/spróbuje te daty zapamiętać. Chociaż np. dla mojej córki data 1410 i 1140 na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie - i daty przyswaja z bólem.
        W każdym razie myślę, że w końcu znajdziecie najskuteczniejszą w jego przypadku metodę i stopniowo zacznie pracować sam.
    • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 19:49
      Co do 'motywacji' no coz czy ty bylabys zmotywowana gdyby mimo wysilku spotykaly cie same niepowodzenia w pracy a maz w domu mial jeszcze o to pretesje?

      Trzeba pilnowac, pomagac (dziecko dyslektyczne pracuje wolno wiec bez pomocy rodzica odrabianie lekcji i uczenie sie do klasowek trwa nawet nie godzinami ale dniami) ale przede wszystkim trzeba sie pogodzic ze dobrych ocen nie bedzie nawet jak dziecko duzo pracuje. I to chyba jest najtrudniejsze krok dla rodzica, uswiadomienie sobie ze sukces szkolny, utozsamiany z dobrymi ocenami, w przypadku ciezkiej dysleksji jest poza granicami mozliowsci dziecka. Najczesciej musi wystarczyć ze dziecko opanuje program na zadawalajacy.
      Mimo to trzeba z dzieckiem pracowac, tam gdzie mozna sprowadzaj jednak nauke do zabawy (moja dyslektyczna corka samanauczyla sie calkiem dobrze angielskiego i francuskiego ogladajc glupiutkie seriale i piszac na facebooku z innymi dzieciakami).
      Sa tez niestandardowe cwiczenia dla dyslektykow ("Dar dysleksji") ale w przypadku mojej corki pomagaly slabo (podobnie jak reedukacja szkolna), poza tym ciagle na nie ma na nie czasu. No ale moze jednak wam sie uda.
      • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 19:56
        Na pocieszenie - czasem sukces szkolny może przyjść później, kiedy pisanie, ortografia, czytelne pismo- stają się mniej istotne. U dyslektyków bywa tak - choć oczywiście nie zawsze - ze startują od pozycji "słabego ucznia", a kończą jako bardzo dobrzy.
        • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 08.04.13, 20:41
          bez zludzen- raczej nie czesto, bo dysleksja to tez slaba pamiec, slaby analizator wzrokowy, problemy z dluzsza koncetracja - wiec brak tego co najbardziej szkola premiuje.
          To co sie poprawia z wiekiem to wlasnie motywacja, bo dziecko dyslektyczne wie ze musi pracowac, jest tego po prostu nauczone. Z czasem dyslektyk uczy sie tez wykorzystywac swoje ulomnosci; mysli mniej szczegolowo, wykorzystuje szybkie myslenie niewerbalne, komunikacji z ludzmi sprzyja tez duza inteligencja emocjona dyslektykow. Sytuacja szkolna poprawia sie (jezeli sie poporawia) zwykle dopiero pod koniec gimnazjum, liceum a czesto dopiero na studiach i to przy doktoracie (znam taki przypadek). Pracowac z takim dzieckiem trzeba i to bardzo, ale lepiej sie z niektorymi faktami pododzic, nie stresowac siebie ani dziecka o ile to mozliwe, z wlasnego doswiadczenia wiem ze to jednak bardzo trudne.
          • leluchow1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 09.04.13, 08:34
            Dziewczyny, ależ ja się absolutnie nei dziwię że on nie chce czytać ani pisać skoro mu to idzie jak po grudzie. Wcale mnie to nie dziwi, ale chciałabym zwyczajnie pomóc mu choć odrobinę tej motywacji uzyskać. Czytamy mu bardzo dużo. Właściwie nie ma dnia bez czytania i audiobooków. Dzieciaki są jak zaprogramowane na wieczorny rytuał książek i płyt. Wiem tez że dyslektyk może nie polubić czytania w ogóle. Mój mąż nie lubi czytać, a jak już czyta np głośno dzieciom to ja muszę relanium brać bo jego końcówki, przestawki mnie rozbrajają smile.
            Młody ma bardzo dobrą pamięć, ale wydaje mi się że bardziej słuchową niż wzrokową. Po zmianie szkoły w maju ub roku obecna nauczycielka oceniała go bardzo słabiutko, a teraz sama twierdzi że zaliczł skok rozwojowy i fajnie jego to podbudowałao, mnie ucieszyło i gra. Nie mam obsesji bezbłednego pisania i płynnego czytania radiowym głosem czy pisma kaligrafa. Wiem że tego nie osiągnie , tak jak i jego tata nie osiągnął. Ale zgodnie wszyscy mówią że syn ma bardzo duże możliwości intelektualne, i nie chciałabym żeby je zaprzepaścił. Tak jak któraś z was już mówiła zalezy mi na wykształceniu syna nie na jego ocenach. I sama widze u sebie tendencje do skupiania się tylko na szkole i zapominaniu o jakichkolwiek formach pozaszkolnego zdobywania wiedzy. Ba nawet nie wiem od czego by tu zacząć żeby go trochę poedukować pozaszkolnie, a żeby nie było to "nudne chodzenie po muzeach" Cały mój post własciwie spowodowany był tym że sen z powiek spędza mi IV klasa....
            • leluchow1 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 09.04.13, 08:37
              Mój mąż też miał łatkę lenia i niereformowalnego tępaka polonistycznego. Ale czy ktoś 30 lat temu na głębokiej wsi zajmował się reedukacją? I mimo braku pomocy, mąż skończył wyższe studia więc jednak się da. Tylko syn już teraz nie lubi szkoły i nauki .... a tu tyle lat nauki przed nim.... fajnie by było jakby jednak trochę to polubił albo przynajmniej przestał mocno nie lubić
              • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 09.04.13, 09:57
                oczywiscie ze sie da i skonczyc studia i nawet byc dobrym na nich, wlasnie dlatego ze dysleketyk im starszy tym jest bardziej zmotywowany i nauczony pracy. Ale trzeba tez wiedziec ze nie bedzie orlem z niektorych przedmiotow (zaleznie od stopnia dysfunkcji to moga byc jezyki ale moze byc tez i geometria) trzeba wiec ograniczyc swoje oczekiwania wobec dziecka.
                Nie przejmuj sie ta motywacja, z czasem sama przychodzi jak sie dziecku systematycznie wpaja ze edukacja jest wazna.
                ps dysleksja jest najczesciej dziedziczona w linii meskiej, wiec jak tata ja ma to dziecko prawie na pewno bedzie mialo.
                • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 09.04.13, 12:43
                  W naszej rodzinie tata jest redaktorem, a dysleksję ma ciotkasmile
    • nitka111 Tak się zastanawiam.... 09.04.13, 09:25
      To zwłaszcza do Ciebie Verdano smile, bo maniacko szukam Twoich postów w każdej dyskusji

      Mam prawie 12-stoletniego dyslektyka, główny problem to ortografia, wzmożona męczliwość ręki i mało rozwinięta pamięć wzrokowa ( przy rozwiniętych ponadnormatywnie pozostałych rodzajach pamięci), jest leworęczny - co męczy głównie jego, bo reszta rodzIny praworęczna - nigdy nie miało to dla mnie znaczenia, przerabialiśmy "sławnych leworęcznych", ale co jakiśczas powraca temat: " dlaczego ja ? "
      Uczy się pomiędzy 3 a 5 z przewagą 4.

      i pytanie:

      Jak rozmawiać kiedy kolejny raz mówi, że jest beznadziejny, nie daje rady, nie umie itd. itp.

      W klasie jest bardzo wysoki poziom, ale według nauczycieli syn radzi sobie nieźle, jest tak w środku, ale jemu to z jednej strony nie wystarcza, a z drugiej łatwo się zniechęca....
      • leluchow1 Re: Tak się zastanawiam.... 09.04.13, 09:32
        Z moim jest podobnie. Ostatnio stwierdził że chciałby być w pierwszej piatce w klasie, ale w praktyce zniechęcenie bierze górę i po chwili twierdzi że nie da rady. Mój tez jest leworęczny ale mu to nie przeszkadza. Za to widzi tę swoją dysleksję jako średni dar od życia wink. Ostatnio powiedział że chciałby zeby młodszy też ją miał byłoby mu raźniej, że nie tylko on jest głupi. Przykro mi strasznie że on tak o sobie mysli, gadam, gadam ale gadaniem nie da się przecież przekonać.
      • verdana Re: Tak się zastanawiam.... 09.04.13, 09:35
        Kompletnie nie rozumiem, dlaczego leworeczność miałaby być problemem - coś musiało zajść takiego w szkole. Mój syn też jest leworęczny, podobnie jak mąż i przyznam, ze to nie tylko nie jest problem dla nikogo, to rzecz, której nikt zwyczajnie nie dostrzega, ani w domu, ani w szkole... Samo przerabianie "sławnych leworecznychć" jednak świadczy o tym, że dla Was jakiś to
        problem był, bo pewnie nie przerabialibyście sławnych rudych, czy blondynówsmile
        Coś jest także nie tak w szkole, bo "średni" uczeń, szczególnie chłopak z czwórkami nie powinien się czuć beznadziejny. Z dziewczynami bywa inaczej, czasem hierarchia opiera się na ocenach, ale nigdy się z tym nie spotkałam wśród chłopców. Być moze coś jest nie tak z nauczycielem, pogadaj z nim. Są nauczyciele, którzy znają tylko jeden sposób motywacji - uwagi, mówienie "cóż, mógłbyś sie bardziej postarać". "stać cię na więcej". Są dzieci, na które to działa i są dzieci, które po czymś takim przestają sie starać w ogóle, bo cokolwiek by zrobiły, nie zasłużą na pochwałę.
        • nitka111 Re: Tak się zastanawiam.... 09.04.13, 09:47
          Leworęcznych przerobiłam, bo to samo zrobiła mama jego przyjaciela też leworęcznego i młody w domu pytał czy to prawda smile . Dlaczego to jest problem nie wiem w klasie jest 5 lub 6 leworęcznych osób. Jak z nim rozmawiam, to podkreśla właśnie dlaczego on, kiedy my jesteśmy praworęczni. Chociaż chyba właśnie odkryłam..... wych. w klasach 1-3, uparcie nie pozwalała im siedzieć razem, jako argument podając właśnie leworęczność, po mojej uwadze, żę jakoś preaworęcznym pozwala, zaczęła szukać innych argumentów, ale mogło to mnieć znaczenie...

          Co do klasy to jest bardzo ambitna i wzajemnie się nakręcają. I fakt, że polonistka jest delikatnie mówiąc.... nieudana ( jedyny jej argument to: mam 30 lat pracy)

          Początkowo myślałam, że będzie z niego "zdolny leń", jakim ja byłam, tak to wyglądało w młodszych klasach, ale jak widać nie....
          • canuck_eh Re: Tak się zastanawiam.... 11.04.13, 14:38
            Ja klade nmacisk u mojego na jego silne strony, ale nie owijam w bawelne i nie chowal glowy w piasek przy jego slabych.I tak np wczoraj ociagal mi sie z pisaniem wypracowania to go objechalam zeby tego nie odkladal bo Noblista w tej dziedzinie nie jest i mu zajmie o wiele wiecej czasu.To ze ma wiedze i wszystkie informacje siedza w jego glowie to nie wszystko bo przeciez on ma prioblem z przelaniem tego na papier i musi nad tym pracowac.
            Raz mu wyjdzie lepiej raz gorzej w zaleznosci jaki temat ma do opisania, ale generalnie jest OK.
            Postaraj sie moze skupic na jego mocnych stronach, ale tez nie unikac rozmow o jego slabych.To nic strasznego - nikt nie jest doskonaly.Ani on ani Ty wiec coz.
    • wieloszka Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 08:33
      Pozwolę się dopisać do tej dyskusji. W temacie obeznana jestem dobrze, bo męża mam dyslektyka (jeśli chodzi o ortografię głęboka), syna i córkę również choć w leciutkim zaktresie, nawet nie kwalifikują się na diagnozę dys. W dużej mierze dzięki szczęsciu i troszkę dlatego, że jestem pedagogiem, terapeutą, w tym terapeutą integracji sensorycznej. Nie będę wdawała się w szczegóły bo temat bardzo szeroki, ale generalnie podpiszę się pod tym co twierdzi verdana, słuchajcie jej mamy, a unikniecie wy i wasze dzieci wielu frustracji. Zawsze powtarzam rodzicom dzieci które do mnie przychodzą, żeby NIGDY nie patrzyli na swoje dziecko przez pryzmat tego czego jeszcze NIE umie, tak wystarczy że patrzy na nie szkoła. Dmuchajmy w wskrzydła, nasz mózg ma ogromne możliwości, to że w drugiej klasie są problemy to nie znaczy, że kariera szkolna stoi pod znakiem zapytania! igdy nie powinniśmy w to wątpić!
      P.S. W przypadku maluszków polecam terapie bazujące na usuwaniu przyczyny problemów dys a mianowicie integrację sensoryczną. To da szansę na usprawnienie tych systemów zmysłowych, które są niezbędne w nauce szkolnej: koordynacja, wzrok, napięcie mięśni, [planowanie motoryczne, pamięć sekwencyjna i inne. U dzieci powyżej 9 roku życia podobną rolę spełni np. karate. No i oczywiście święta zasada: mama ma być mamą a nie terapeutą żandarmem! pozdrawiam
      • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 09:19
        wieloszka - czy Twoim zdaniem w czasie diagnozy specjalista może pomylić dysleksję z zaburzeniami integracji sensorycznej? (pytanie dotyczy dziecka, które nie ma problemy z ortografią i czytaniem)
        • wieloszka Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 09:41
          Zaburzenia SI leżą u podłoża dysleksji właściwie zawsze, ale nie znaczy to że każde dziecko z problemami z zakresu integracji sensorycznej jest dyslektykiem. Najczęściej z zaburzeń si dzieci z dysleksją mają:
          -problemy z koordynacją oko ręka
          -problemy z układem przedsionkowym
          -problemy z planowaniem motorycznym (kłopoty na wf, z pisaniem, z poprawną wymową)
          Samo rozpoznanie zaburzeń z zakresu si nie daje podstaw do diagnozowania dysleksji, jedynie taki maluch trafia do tej szerokiej grupy "ryzyka".
          • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 09:54
            Hm, u mnie zdecydowanie problemy z koordynacją miał najstarszy, najmłodszy też trochę, natomiast zadne z dzieci nie miało problemów z wymową, a córka miała koordynację ruchów wrecz doskonałą. Jej ciotka jest konserwatorem zabytków+była instruktorką aerobiku (i miała wspaniałą koordynację ruchową, nie mówiąc o precyzji reki od dziecka), a też jest dyslektykiem. Czy zatem może byc dyslektyk jednak bez zaburzeń SI?
            • wieloszka Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 10:13
              można mieć dysleksję bez zaburzeń si. Wiadomo, że o dysleksji decyduje wiele czynników: w tym specyficzna budowa mózgu, genetyka i mikrouszkodzenia OUN.
          • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 09:54
            Dzięki. Może podałam za mało szczegółów- dziecko ma stwierdzone lekkie zaburzenia intergracji sensorycznej, nie jest badane pod kątem dysleksji, bo jedynym problemem szkolnym jest brzydki charakter pisma (rysowanie, etc), tolerowany przez szkołę. Poza problemem z wszystko lepiej niz dobrze (czytanie, ortografia, styl, języki obce, itd) . Po latach przeprowadzane są badania w celu otrzymania definitywnej diagnozy czy to dysgrafia czy nie. Wynik badań dysleksja.

            Nie wiem czy to ważne ale najbardziej widocznymi objawami zaburzeń SI (badania w wieku przedszkolnym) był problemy z organizacja ruchu w przestrzeni (np schodzenie po schodach) i nadwrażliwośc na hałas.

            Sorry, że Cie tu męczę, ale skoro "złapałam" osobę, która ma pojecie i o dysleksji i o SI to chciałabym ja wykorzystać smile Oczywiście nie oczekuję diagnozy konkretnego przypadku, tylko raczej opinii czy sa możliwe błędne diagnozy na styku tych 2 zaburzeń. Nie wynikające z niedouczenia specjalisty tylko ze specyfiki przypadku.
            • wieloszka Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 10:06
              Oczywiście że jest to możliwe, te problemy z pismem są konsekwencją problemów z planowaniem ruchu. Ot i tylko tyle. Być może stawiając taką diagnozę znalezione zostały inne przesłanki, a może to taka diagnoza na wyrost. Jeśli problem czytelności pisma jest duży to dobrze że ją otrzymał, ułatwi to w przyszłości mu życie: egzaminy, prace pisemne itp.
              • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 10:22

                Do tej pory wszystkie egzaminy zewnętrzne (po podstawówce i gimnazjum) pisał chyba najlepiej ze szkoły. I miał szczęście, ze na zadnym etapie eduakcji nie był to jakiś wielki problem dla nauczycieli.

                Ciekawa jestem tych innych przesłanek, zastanawiam się czy cos go może w życiu jeszcze zaskoczyć (np intuicyjnie czuję, że prawo jazdy-nauka prowadzenia samochodu może mu zabrac znaczenie więcej czasu niż przeciętnie).

                I sam problem jest ciekawy, bo wielu ludzi oczekuje bardzo jednoznacznych diagnoz, a podejrzewam, że większośc "przypadków" może byc na styku róznych zaburzeń - np jezeli ktoś ma podejrzeanie słabą koncentrację to czy jest to objaw dysleksji, ADHD czy cecha osobnicza?
                • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 15:07
                  Napiszę z własnego doświadczenia - mam fatalną koordynację ruchową i automatyzacja czynności przy jeździe samochodem to była mordęga - pomaga w tym automatyczna skrzynia biegów, jest łatwiej ogarnąć, ale nie jeżdżę dobrze ani płynnie.
                  A zajęcia fitness w grupie i układy - omg =ciężko mi to idzie do teraz. Syn przez pierwszy rok miał straszne problemy na rytmice, ale w końcu też mu się to zautomatyzowało.
                  • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 16:31
                    u mnie tez zajęcia z równowaga to porażka, tak samo układy na zumbie...

                    U nas trenujemy piłkę nożna od 2,5 roku i jest postęp umie zrobić fikołka, i z przejścia pod płotkiem przeskoczyć przez płotka, od wakacji zaczęliśmy karate i na razie z równowaga kiepsko
                    • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 16:42
                      Według szkolnego wuefisty sprawność (według testów sprawności)mojego syna jest dostateczna he he ma to po mamusi, dla której szkolny wf to była trauma , ale we wszystkich wytrzymałościowych jest w czołówce i (co mnie bardzo dziwi) nie ma problemów z koszykówką - potrafi (aż poszliśmy popatrzeć w szkole) zrobić dwutakt, który ja zawsze wykonywałam straszliwie pokracznie.

                      Z moich obserwacji wynika, że sprawność fizyczna wymaga bardzo dużo czasu i nieustającego treningu, u nas w rodzinie to dziedziczne, moja mama nauczyła się jeździć na rowerze jako dorosła z wfem miała przeboje, ma problemy z równowgą itd. Ja swoje problemy w miarę wyćwiczyłam i jestem w miarę sprawna - poza wyjątkami choreograficznymi, młody radzi sobie coraz lepiej, ale też ma w zasadzie codziennie w szkole/poza jakieś zajęcia sportowe.
                      • aandzia43 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 11:24

                        > Z moich obserwacji wynika, że sprawność fizyczna wymaga bardzo dużo czasu i nie
                        > ustającego treningu, u nas w rodzinie to dziedziczne, moja mama nauczyła się je
                        > ździć na rowerze jako dorosła z wfem miała przeboje, ma problemy z równowgą itd

                        Andelu, ucałuj serdecznie mamę rowerzystkę smile Ja jeździć na rowerze i płynnie pływać nauczyłam się po trzydziestce. Samochodu prowadzić nie będę, choć poważne próby były w tym kierunku czynione. Nawet nie z powodu słabej synchronizacji ruchów (to z wiekiem uległo poprawie), tylko z powodu deficytów uwagi. Posadzona za kierownicę jestem potencjalnym mordercą wink
              • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 10:22
                Dzięki.
          • iwpal Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 17:38
            >>wieloszka napisała:
            > Zaburzenia SI leżą u podłoża dysleksji właściwie zawsze, ale nie znaczy to że k
            > ażde dziecko z problemami z zakresu integracji sensorycznej<<

            Małe sprostowanie: zaburzenia integracji sensorycznej wg najnowszych wytycznych i wiedzy nie "leżą u podłoża" (u podłoza leży natomiast atypowy rozwój mózgu), ale za to "współwystępują" u bardzo znacznego procenta dzieci dyslektycznych.
            Zaburzenia planowania (dyspraksja) również nie "leży u podłoza" dysleksji, ale bardzo czesto z nią współwystępuje.
            • sefirotek Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 23:57
              Zaburzenia si jako dodatek do dysleksji... To mnie przekonuje.
              Mój starszy bez dysleksji miał ewidentne si, choć wtedy ta wiedza była w powijakach. Ale wyrósł wreszcie koło 18- tki, więc to jakby trochę opóźnione dojrzewania układu nerwowego. W wózku się nie dało go wozić, na rowerze uczył się dwa lata, pływać chyba 6, potykał o każdy kamień.. itp, itd, a jako dziecko płakał i płakał, bo za głośno, bo za bardzo drapie, bo za kwaśne itp. Jadł serki waniliowe najchętniej.
              Nic to jest fajnym otwartym chłopakiem, lubiącym eksperymenty kulinarne, zwinnym i wyćwiczonym. Ale co się umordowałam to moje wink
              Druge dziecko to dyslektyk po tatusiu- zawsze przewyższał koordynacją starszego brata. chodzi obecnie do gimnazjum i cały czas martwię się co dalej...
              Czyta dobrze, czyta dużo, w podstawówce cały sapkowski włącznie z trylogią husycka, mistrz i małgorzata itp.
              A ostatnio w zeszycie zobaczyłam jednego z takich kwiatków: Arcybzieło gotykó. no i co. Robimy jakieś ortografiti bez entuzjazmu.
              A po tygodniu wspólnego przygotowanie do sprawdzianu dostaje 1. i są to różne przedmioty... niestety. Ma duży talent plastyczny, ale syn jest wycofany. Szkoły nie cierpi, bo nawet jak uczy się , a my z nim- bo trzeba przeczytać, zrobić notatkę, napisać odpowiedzi na pytanie. i może coś zapamieta, choc częst jest tak, ze za tydzień znowu tabula rasa...
              I ciągle latając po tych nauczycielach słyszę, ze on to potencjał ma, gdyby tylko sie przyłożył więcej do nauki..., No , wtedy mam ochotę zabić.
      • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 11:11
        całkowicie się zgadzam z ostatnim zdaniem.
        Jestem pedagogiem jestem osoba dys wiem troszkę wiem jak wygląda życie.
        Syn nie ma jeszcze 8 lat więc musimy poczekać z ostateczną diagnozą ale wszystko wskazuje na dysleksje.
        Czeka mnie jeszcze rozmowa z nauczycielem angielskiego aby wypracować wspólny front do nauki tego przedmiotu
        Jedno zauważyłam że udało nam się trafić do malej klasy i pomaga mu takie indywidualne podejście...
      • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 15:02
        smile
        Napisałaś o tym wszystkim, co wdrażaliśmy, właśnie dzięki radom i terapii SI. Tylko zamiast karate posłałam na aikido big_grin
        To że układ przedsionkowy wymaga większej stymulacji domyśliliśmy się już w okolicach 3-4 miesiąca życia (dzięki temu, ze wcześniej coś tam podczytywałam w tematach psychoneurologicznych), dziecko nie znosiło jazdy w wózku na płasko - wyło niemiłosiernie. Tylko noszeni, huśtanie, obracanie na stołku do pianina, czyli klasyka z literatury. Natomiast samo z siebie huśtać na huśtawce nie umie(tak, można nie umieć huśtać się na huśtawce), nie lubi do dziś.
        • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 16:17
          dziecko nie znosiło jazdy w wózku na płasko - wyło niemiłosiernie. Tylko noszeni, huśtanie, obracanie na stołku do pianina, czyli klasyka z literatury. Natomiast samo z siebie huśtać na huśtawce nie umie(tak, można nie umieć huśtać się na huśtawce), nie lubi do dziś.

          Boże, a ja myślałam, że mój syn taki wyjątkowy big_grin
          • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 16:22
            Ale że wył? Czy może, że nie umie się rozbujać na huśtawce?
            A jak jazda na rowerze? U nas w domu był hardkor trwało to dwa lata, plus dobre rady mojego ojca, który "wie lepiej".
            A pływanie? Kład się na wodzie czy pływał jak korek w pionie?
            • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 16:26
              a już myślałam że mój takie wojny w autobusie przechodził bo przez 2 lata wył...
              • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 18:12
                U mnie jeden wył, a dwoje spało jak aniołki. Dwóch było z wf-u poniżej poziomu morza, jedna medalistka w karate. Jeden nienawidził noszenia na rękach, jednemu było obojętne, co sie robi, jedna lubiła. Ten z najgorszą koordynacją ruchową zaczął dobrze chodzić mając rok, ta z najlepszą - rok i cztery miesiące. Ta, co ma medale w karate, nigdy nie nauczyła sie huśtać. Ten, co ma korrydynację fatalną, bardzo dobrze jeździ na nartach, czego nie opanowała pozostała dwójka.
                Eh, nic normalnie.
                • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 21:39
                  Moja wprawdzie nie raczkowała, za to wiązała sznurowadła na kokardki jako 3-latka...
                  • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:03
                    No własniesmile A moja, zamiast opóźnienia w rozwoju mowy, mówiła zdaniami jako roczniak.
            • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 19:34
              Nie wył , bo ja lubiłam go nosic na rękach smile i w nosidełku, poza tym lubił też pozycję półsiedzącą , więc ten aspekt nie utrudniał mi życia. Huśtawka - dokładnie jak to opisałaś. Nie wiem jakim cudem nauczył się jeździc na rowerze, bo praktycznie się nie uczył , tylko najpierw odmawiał a jak się zdecydował to ..pojechał. Pływanie - nie wiem jak. Po prostu znalazłąm możliwie najlepszego trenera (na malutkiem obciachowym basenie) i...nie patrzyłam. Spodobało mu się, ale to chemia z trenerem zadziałała. Za to długo (prawie do 5-6 lat) miał problem ze schodami (podobno typowe dla problemów z SI). I wspomniana już nadwrażliwość na hałas co go wykluczyło z wizyt w wielkich kinach, za to repertuar Iluzjonu miał obcykany. I nie miał dysonansu poznawczego kiedy w kinie oglądał Flipa i Flapa a piżamkę miał z bohaterem aktualnego bohatera kinowego smile

              Chodził też na różne zajęcia, których ideą była rozrywka a nie żadne edukacyjne konteksty i któe sam wybierał (konie, a właściwie kuce, karate, keyboard) i zawsze po jakimś czasie było widać efekt uboczny w rysowaniu/pisaniu. Największe wrażenie zrobił na nas związek kucyków z poprawą rysowania.


              Przez jakiś czas jak był mały miałam nieustające wyrzuty sumienia, że to wszystko wynika z moich błędów wychowawczych. Na szczęście jego przedszkolanka akurat była na szkoleniu (studiach podyplomowych???) dotyczącym SI i ona zasugerowała ten problem i jednocześnie zorganizowała wizytę u (ponoć) najlepszego specjalisty. Specjalista potwierdził, ale powiedział , że to lekka postać, bo..umie jeździć na rowerze.

              Na marginesie - kiedy byłam na etapie wyboru podstawówki , zwierzyłam się terapeutce, która miała nam opowiedzieć jakie zabawy i ćwiczenia wspomagają "terapię" . Powiedziałam , ze rozważam szkołe niepubliczną. Odpowiedziała, że zarówno szkoły publiczne i niepubliczne mogą byc dobre lub złe, a potem zapytała o jakiej myślę. Kiedy wymieniłam nazwę, wykrzyknęła : "jeśli tylko mają Państwo szanse-bez wahania". I mój syn...polubił WF. Ale poza ogólnym urokiem nauczyciela, zasady były fajne. Uczeń obowiązkowy, ćwiczący , przestrzegający zasad bezpieczeństwa mógł mieć 5. Nigdy nikt nie analizował wyników w biegach, skokach, itd.
              • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 20:12
                My dużo zajęć ruchowych wprowadziliśmy w ramach terapii...dziecko które miało nie chodzić i nie biegać radzi sobie w miarę, na rowerze nauczył się jeździć, pływać tez się uczy.Huśtać się dopiero uczy. Drugi jeszcze nie jeździ na rowerze, nie huśta się ale jest sprawniejszy fizycznie
                • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 21:58
                  Przy nauce jazdy na rowerze myślałam, ze do końca życia będzie jeździł na czterech kółkach.
                  Frustrował się strasznie, bo uwielbiał jeździć, ale jak tu pomykać na leśnych duktach na czterech - bardzo niewygodnie. Ostatecznie miał chyba siedem lat jak w końcu załapał i uwielbia to robić, co ciekawe na rowerze przejedzie po kłodzie, po której z trudnością by przeszedł.
                  W szkole wf uwielbia, ale to dlatego, że tam wuefiści są świetni - tekst o sprawności był dla mnie, dla dzieci każdy jest w czymś dobry i zawsze jest chwalony.
                  Acha, w pierwszym roku życia oczywiście nie raczkował, nie znosił leżeć na brzuchu - od razu wył i zwracał, nie obracał się zgodnie z kalendarzem rozwoju - ale tego się spodziewałam, w zasadzie po trzymiesięcznym kontakcie w ciąży z oddziałem patologi płodu spodziewałam się totalnego hardkoru związanego z układem nerwowym i wielkiej niewiadomej, tak że teraz z perspektywy lat mam lajcik.
                  O ile narty weszły bardzo ładnie (ale mamy dobrze, bo do najbliższego wyciągu jest 40 minut samochodem, a mąż jest fanatykiem, instruktorzy byli świetni), deskorolka też, ak konie - absolutny paraliż i wrzaski - wielka szkoda, bo specjaliści bardzo konie polecali. No i też mamy blisko.
                  • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:29
                    I znowu - mój na brzuchu też nie dał się położyćsmile

                    Za to wiele (większośc) rzeczy robił wczesniej - na tyle wczesniej, że niektórzy lekarze podejrzewali mnie o kłamstwa i kręcenie. Zwłaszcza, że niektóre umiejętności miał na poziomie niemal fenomenalnym , np pamięć (teraz tylko powyżej przeciętnej)

                    Przyznam, ze jakakolwiek próba szukania pomocy u lekarza i psychologa była całkowitą porażką. Dopiero sygnał o problemach z SI i wizyta u specjalisty pomogły trochę zrozumieć problem.

                    • anndelumester Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:44
                      smile
                      Mój tylko wcześnie mówił i do tej pory ma bardzo bogaty zasób słownictwa. Pewnie dlatego, że ma doskonałą pamięć słuchową - od małego był w stanie powtórzyć za czytającym cały akapit, dialogi itd. W szkole muzycznej czytanie nut idzie mu kiepsko, natomiast granie/powtarzanie melodii/ szukanie melodii ze słuchu rewelacyjnie - niezależnie od instrumentu (ale mój mąż też ma podobnie).
                      Ja akurat mam bardzo pozytywne doświadczenia zarówno z lekarzami, psychologami i innymi specjalistami, jak i z nauczycielami z przedszkola i szkoły. Bardzo dużo im zawdzięcza nasz syn i my też.
                      • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 23:04
                        z nauczycielami z przedszkola i szkoły. Bardzo dużo im zawdzięcza nasz syn i my też.

                        Podobnie u nas, niektórym pomniki bym wystawiła ( w tym za..nic nierobienie, skoro nie trzeba było robićwink )

                        Ale tak jak pisałam i z lekarzami i z (2) psychologami, poleconymi, "dobrymi" - porażka . Na szczęście szybko się zniechęciłam i przestałam ich odwiedzaćsmile
                      • 77kunda Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 07:23
                        u mnie tez lekarze nauczyciele psychologowie pedagodzy i logopedzi bardzo pomogli co więcej nadal pomagają
            • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 20:28
              moja corka praktycznie pominela faze raczkowania, dopiero pozniej dowiedzialam sie ze typowe dla dzieci dyslektycznych. Hustawke lubila ale szybko dostawala wymiotow i zawrotow glowy, jazda na rowerze, narty, nurkowanie, jazda konna - lubi i jest calkiem dobra.
              • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 20:36
                Ja coraz bardziej przestaję wierzyć, w to co typowe, a co nie - ja też nie raczkowałam, dysleksji nie mam, syn nie raczkował - ma , pozostała dwójka raczkowała jak szalona i też ma...
                • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 20:55
                  A ja nie wierzę w stuprocentowe diagnozy w przypadku objawów nieoczywistych. I zastanawiam się czy diagnoza (w sensie kwalifikacji) w ogóle jest niezbędna , czy raczej należy się koncentrować na konkretnym problemie. I czy w przypadku (na przykład) problemów z koncentracją TRZEBA wiedzieć czy to dysleksja czy ADHD (jeżeli brak innych objawów) czy po prostu pracować nad poprawą koncentracji. Lub inny przykład - czy to w ogóle ma znaczenie dla dziecka i jego przyszłości czy jego bazgranie jest wynikiem zaburzeń SI czy dysleksji???

                  Przecież najwazniejsze to odpowiedzieć sobie na pytanie czy i w jakim stopniu utrudnia to dziecku życie. I jeżeli nie, to może olać, a jeżeli tak, to dopiero wtedy zastanawiać się na ile chcemy i możemy skorygować błędy /problemy?




                  • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 21:24
                    W dużym stopniu się zgadzam. W przypadku mniejszych problemów wazne jest, aby pomóc w problemie, a nie miec koniecznie diagnozę.
                    Ale czasem t jednak lepiej dla dziecka - bo jednak pewne rzeczy sa ze sobą powiązane, a bez diagnozy nawet nie wiadomo, co jest skutkiem zaburzeń, a co zwykłego roztargnienia, lenistwa czy braku inteligencji. Przykład z życia. Mój syn miał zwyczaj w sytuacjach stresowych, związanych ze szkołą, odpowiadać tak,z ę mówił pierwszą rzecz, jaka mu przyszła do głowy. Sprawiało to wrażenie,z ę dziecko jest wyjątkowo nieinteligentne, bo nawet nie rozumie pytania, albo nie zna odpowiedzi na pytania dla pięciolatka.
                    Gdyby nie diagnoza dysleksji i wytłumaczenie nam, że to nie głupota, ani olewanie, tylko zaburzenie, pewnie nigdy nie traktowalibyśmy dziecka jako człowieka inteligentnego. Co gorsza, nie umielubyśmy pomóc - bo od zdrowego wymaga sie , aby jednak nauczył sie, ze stolicą Francji nie jest Wisła, a dyslektykowi daje sie czas na zastanowienie...
                    • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 21:38
                      Mój syn miał zwyczaj w sytuacjach stresowych, związanych ze szkołą, odpowiadać tak,z ę mówił pierwszą rzecz, jaka mu przyszła do głowy.

                      Ale jeżeli zatrzymamy sie tylko przy tym objawie, to znowu można powiedzieć, że w sytuacjach stresowych mogą tak się zachowywać dzieci bez dysleksji i wystarczy tylko (he, he) żeby nauczyciel uszanował ten stres dziecka i każdemu dał czas do namysłu w podobnych sytuacjach.

                      Verdana, nie pamiętam dokładanie jaki problem na Twoje konkretne dziecko, więc uśrednię. Czy gdyby "ono" miało tylko ten objaw (bez dysortografii, dyskalkulii, itd) to czy taka empatyczna postawa nauczyciela by wystarczyła ?
                      • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:07
                        Nie. Syn sprawiał nawet na rodzinie wrażenie osoby nieinteligentnej. Póki się z nim rozmawiało, był OK. Gdy schodziło na szkołę, dziecko sprawiało wrażenie, że nie rozumie, co sie do niego mowi.
                        W wypadku dziecka bez zaburzeń, nauczyciel miałby wszelkie prawo zastanawiać sie, czy dziecko powinno w ogóle dostać promocję, skoro nie rozumie pytań. Dziecko bez zaburzeń ma odpowiadać na pytania z sensem, a nie cokolwiek... W sytuacji stresowej dziecko bez zaburzeń zapomi, co jest stolicą Paryza, albo powie "Londyn", a nie chlapnie czegoś zupełnie od czapy.
                        Zresztą swiadomość, że to jest zaburzenie, a nie debilizm najbardziej pomogło dziecku w opanowaniu tego problemu.
                        • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:15
                          Mam problem, bo moja praktycznie wcale nie odpowiada na pytania zadane w szkole...
                          • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:32
                            To może i lepiej, niż gdyby odpowiadała byle cosmile
                            W przypadku moich synów, w momencie robienia im testu IQ, dwóch niezaleznych psychologów powiedziało mi to samo - nie odpowiedzieli na pytania "matematyczne" na poziomie ich wieku, bo były typowo szkolne, po czym bez wahania odpowiedzieli na o wiele trudniejsze, bo w szkole jeszcze tego nie bylo...
                            • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 23:09
                              A propos takich pytań- znowu mi się przypomniała wizyta z synem u logopedy kiedy miał dwa lata big_grin

                              Logopeda kładzie na stole obrazek. Schematyczna postac człowieka , taka jak na sygnalizacji świetlnej- światło czerwone.

                              Pytanie: Co chłopiec robi?

                              Syn- zmarszczki z wysiłku umysłowego, panika, nerwowe ruchy i w końcu po minucie duka nieśmiało: "Nic?"

                              Logopeda "STO-I, Chłopiec STO-I"

                              big_grin
                          • sefirotek Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 00:24
                            Też mam ten problem. z odpowiedzi same jedynki sad
                • wieloszka Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 10.04.13, 22:01
                  Nie ma typowych objawów dysleksji. Można mówić o tym, że jak mamy z niektórymi do czynienia, to mogą one (ale nie muszą ) oznaczać w przyszłości dys. Zgadzam się ,że różnice między dysleksją, adhd, add, dyspraksją, czy mikrouszkodzeniami OUN są płynne i w dużej mierze diagnoza zależy od indywidualnego światopoglądu diagnozującego. Nie ma żadnej bezwzględnej wytycznej, którą należy spełnić by być uznanym z dys lub nie. Najważniejsze jest rozpoznanie wiodącego problemu i próba pracy nad nim oraz bezwzględnie wspieranie dziecka w pokonywaniu tych trudności i dodawanie mu wiary, że nawet jak ich nie pokona (bo to jest możliwe, albo dojdzie do momentu w którym osiąga oczekiwane wyniki ale z dużym wysiłkiem i tego nie przeskoczy) to wciąż jest super.
                  • 71tosia Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 00:23
                    jednym z testow 'sprawdzajacych' dysleksje u starszych dzieci jest proba czytanie tekstu w nieistniejacym jezyku. Niemozliwosc wykonania tego cwiczenia (oczywiscie nie tylko tego) mozna nazwac inaczej niz dysleksja, tylko nie wiem po co.
                    Moje dziecko wprawdzie odpowiada na pytania, ale czesto przekreca wyrazy.
                    • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 08:03
                      mozna nazwac inaczej niz dysleksja, tylko nie wiem po co.

                      Nie chodzi o nazwę, tylko o konsekwencje takiej a nie innej diagnozy.

                      Po pierwsze - tutaj przyznam się, ze nie wiem jak wygląda terapia, ale podejrzewam , że ma elementy "uniwersalne" czyli dziecko musi też ćwiczyć te rzeczy, które nie mają zbytniego wpływu na jego życie. Na przykład dysgrafik musi też wykonywać ćwiczenia, które pomagają lepiej czytać. Jeżeli tak , to po co?

                      Po drugie - różne ułatwienia na egzaminach. Na innym wątku zastanawiałam się czy to sprawiedliwe, że np dysgrafik miałby prawo do większej liczby błędów ortograficznych, a nie tylko do pisania na komputerze (ewentualnie do tego, ze jego prace nie mogą byc odrzucone ze względu na charakter pisma)?

                      Tak tylko się zastanawiam, bo sama nie wiem na ile to ma sens.
                      • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 18:04
                        W przypadku moich dzieci nikt nie kazał im ćwiczyć czytania. . Przy badaniu najmłodszego, gdy miał 9 lat, psycholog sądziła, ze dała mu tekst, który zna, bo w tym wieku czytał zdaniami, nie słowami. Wrecz mi powiedziała, ze z czytaniem nie tylko nie ma problemów, ale czyta jak dorosły, wiec ćwiczyć już naprawde nie ma czego...
                        Więc nie, nie trzeba ćwiczyć wszystkiego.
                        Absurd przywilejów jest większy - na egzaminie po podstawówce i gimnazjalnym, moje dzieci miały dodatkowy czas, czytając bez porównania szybciej od kolegów.
                        • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 19:54
                          W sumie nie napisałam najważniejszego - co przyjdzie dysgrafikowi z zajęć nawet dostosowanych dla niego? Na ile relacja włożonej pracy do uzyskanej poprawy jest korzystna dla ucznia? Oczywiście wiem, że to zależy od przypadku, ale to kolejny przykład tego czy zawsze warto "diagnozować" ?

                          Dla mnie osobiście ciekawa byłaby informacja czy nieleczona "niskoobjawowa" (nie wiem jak to nazwać, chodzi mi o objawy, które nie utrudniają specjalnie życia, nawet szkolnego) może nagle zaszaleć w wieku dojrzałym , np nieleczonemu dyslektykowi wypadają zęby i rosną rogi po 35 roku życia wink Oczywiście się wygłupiam, ale mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi smile
                          • verdana Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 20:01
                            Ja reedukacji dysgrafików, w dobie komputerów, w ogóle nie rozumiem. Strata czasu totalna.
                            Nie wiem jak jest z nauką czytania, bo to jednak najpowazniejszy problem. Natomiast z ortografią, to "nieleczona" poprawia się z wiekiem. Nigdy nie będzie się pisało poprawnie, ale znajomi 40-50 latkowie twierdzą, zę jednak zapamiętują powoli co jak się pisze. Czyli raczej skrzydła rosną, a rogi znikają.
                            • berdebul Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 20:15
                              Wciąż nie wszystko można wypełnić z pomocą komputera - druczki o wydanie dowodu osobistego/paszportu. Czasami na szybko trzeba napisać jakieś podanie/zamówienie, czy zostawić komuś informację że dzwonił Iksiński.
                              Z ortografią to wielka ulga, jak rogi znikają. wink

                              • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 20:34
                                > Wciąż nie wszystko można wypełnić z pomocą komputera - druczki o wydanie dowodu
                                > osobistego/paszportu.
                                Ale tego nie trzeba wypełniać osobiście, osobiście trzeba się tylko podpisać...
                              • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 20:46
                                Ale druczki mają to do siebie, że mają oddzielne kwadraciki na litery i cyfry, Zwykle da się je czytelnie wypełnić.

                                Poza tym, przynajmniej w przypadku mojego syna on potrafi napisać w całkiem czytelnie niedługi tekst. Problem w tym, że wkłada w to tyle wysiłku, że to ma umiarkowany sens. Cały wysiłek poświęcony jest na formę. W zwykłym trybie pisze w miarę czytelnie tzn da się rozczytać z mniejszym lub większym wysiłkiem. Zdaję sobie sprawę , ze to męczące dla nauczyciela, na szczęście są rozwiązania typu oddawanie prac pisanych na komputerze.
                                • jakw Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 22:44
                                  joa66 napisała:

                                  > W zwykłym trybie pisze w
                                  > miarę czytelnie tzn da się rozczytać z mniejszym lub większym wysiłkiem.
                                  I wtedy to nauczyciel cierpi na dysleksję wink
                                  • joa66 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 11.04.13, 23:08
                                    big_grin

                                    RWPG
                                    • morekac Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 12.04.13, 20:07
                                      Ja tam cierpię na dysleksję, usiłując dociec, o ci chodzi w tym pianobiciu , co to się odbywało dzisiaj w tym wątku...
                                      W każdym razie muszę napisać jedno - mam dziecko z dysleksją i dziecko bez dysleksji - i naprawdę szkoła bezdyslektycznej panny nie jest jakimś strasznym stresem ani dla niej ani dla mnie. Wielu rzeczy - nad którymi starsza pracowała tygodniami, z dosyć marnym skutkiem - ta nauczyła się mimochodem i drogą osmozy. Nawet wie, która z reguły jest godzina, nie myli dat, nie gubi się natychmiast w nieznanym terenie i jest w stanie opanować chemię samodzielnie na całkiem przyzwoitą ocenę...Łatwiej jest po prostu - i jej, i mnie. Pocieszam się tylko, że są gorsze nieszczęścia niż dysleksja.
    • druza.11 Re: Verdano, morekac i ine mamy dyslektyków wspom 03.05.13, 13:55
      u córki stwierdzono dysleksję i lateralizację skrzyżowaną oraz podejrzewano leciutkie ADHD. Ćwiczenia, które zaproponowano w poradni najspokojniejsze i najsumienniejsze dziecko doprowadziłyby do furii. Pomogło - uczenie czytania i pisania metodą glottodydaktyki (prywatne lekcje przez 6 miesięcy), wyrzucenie telewizora (nie mieliśmy pudła 8 lat), mnóstwo całorodzinnego ruchu - wypraw z których wspólnie robiliśmy pamiątki - sprawozdania oraz dawne sposoby wychowawcze - to jest poważne, odpowiedzialne i sumienne wdrażanie dziecka do prac domowych - wspólne pieczenie ciast i mięs, robienie przetworów (trzeba przeczytać przepis ze zrozumieniem, potem starannie wykonać - ale za to efekt jest natychmiastowy!). OK, przyznam się, że dla mnie było cholernie trudne prowadzić dom w latach dziewięćdziesiątych, jakby to były lata sześćdziesiąte, ale daliśmy radę! Efekt - końcówka weterynarii bez problemu i duże grono znajomych. Sam smaczek na koniec. Razem z moja córka edukacje podjął moj ojciec - nieumiejący czytać ani pisać! Nauczył się! czytał jak wariat i zadręczał wszystkich koniecznością dyskusji o przeczytanych lekturach. i creme de la creme - ojciec mój był inżynierem mechanikiem.
      tak więc - z moich doświadczeń wynika, ze najważniejsze jest niedołowanie dzieciaka, nie udziwnianie normalnego życia i zapewnienie właściwych metod nauczania. Młodsza córka w trzy miesiące nauczyła się czytać i pisać metodą glottodydaktyki. Polecam tę metodę - z resztą z powodzeniem stosowaną w szkołach na kresach w okresie międzywojennym. Trzymaj się nie daj się zwariować!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka