Dodaj do ulubionych

4 klasa - ciężki plecak i problem...

03.09.13, 20:30
Okazuje się, że baaardzo ciężki plecak będzie nosiła moja 4-klasistka... Dzisiaj aż ramiona ją bolą i kręgosłup po powrocie ze szkoły. Nie mają szafek, codziennie ok. 6 lekcji, do prawie każdego przedmiotu książka + ćwiczenia + zeszyt. Z matmy i polskiego pani zażądała 96 stronnicowe zeszyty, nie wiadomo jak z innymi przedmiotami. Córka wraca ze szkoły pieszo ok. 1,5 km. No i klops... Muszę jej chyba kupić lepszy plecak. Z tego, który ma (Majewski, ergonomiczny, profilowany) była zadowolona w 3 klasie, teraz już nie jest. Zastanawim się na Topgalem CHilli. Jakie sprawdzone plecaki mają/miały Wasze 4-klasistki? Możecie coś polecić?
---
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 03.09.13, 21:26
      Moja córka i syn noszą w takich plecakach:

      www.zielonysklep.pl/plecaki-taktyczne/1872-Plecak-Taktyczny-Mil-Tec-Assault-Digital-Woodland.html
      - córka w czarnym, syn w maskowaniu wink
    • morekac Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 03.09.13, 22:14
      Z tymi zeszytami ich pogięło albo trollujesz. Licealiści tyle nie zapisują przez semestr, w każdym razie nie z każdego przedmiotu. Kup dziecku 32 kartkowe w miękkich okładkach i zróbcie awanturę.
      Moja młodsza córka będąc w tym wieku używała torby na kółkach. Potem już urosła, w szkole były szafki na różne duperele oraz część podręczników w klasach (starsze roczniki zostawiały) - dzieciaki nosiły tylko zeszyty i ćwiczenia.
      • andaba Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 05.09.13, 09:13
        morekac napisała:

        > Z tymi zeszytami ich pogięło albo trollujesz.


        Obawiam się, ze nie.
        U nas zawsze tez tak było.

        Na szczęście w podstawówce jest jedna nauczycieka, która sama chorując na kręgosłup prowadzi krucjatę przeciwko noszeniu zbędnych ciężarów, więc większość nauczycieli nie chcąc wywoływac wojny pozwala na cienkie zeszyty smile
    • agni71 Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 03.09.13, 22:14
      emonik napisała:

      Z
      > matmy i polskiego pani zażądała 96 stronnicowe zeszyty,

      Co do zeszytów, to u mnie w szkole tez sobie nauczyciele życzą grubych. Powiedzialam corkom, że będa nosiły 32-kartkowe w miękkich okładkach, i że nauczycielom mają mówic, że mama zabroniła nosic cięższe, jakby sie ktos czepiał. Jedynie uzasadnienie pana od przyrody uznałam - wychodzą na lekcje w plenerze i muszą wtedy czasem cos zanotować trzymając zeszyt w reku czy na kolanach - wygodniej jest gdy okładki są sztywne.

      Zastanawim się na Topgale
      > m CHilli. Jakie sprawdzone plecaki mają/miały Wasze 4-klasistki? Możecie coś p
      > olecić?

      Moje córki noszą właśnie topgale, te plecaki są dobrze wyprofilowane i nosząc je poprawnie założone na oba ramiona córki az tak nie odczuwają ciężaru. Jednak te plecaki same w sobie są dośc ciężkie, ok. 1kg, i to tez trzeba wziąż pod uwagę. U IV-klasistki w zeszłym roku popękało dno od zewnątrz, przypuszczam, że po prostu od ciężaru ksiązek, bo córka raczej nie szarga jakoś specjalnie plecakiem. Ale myslę, że to nasz jednostkowy przypadek, bo nie słyszałam, żeby innym tak sie robiło w tych plecakach.

      • emonik do agni71 04.09.13, 10:10
        A wiesz może jak wygląda na żywo Topgal Euphoria? Na str producenta polecają od kl. 5-tej. Moja córka jest wysoka - ma 150 cm wzrostu i ten model wydaje mi się auper, ale można zamówić tylko w sieci, nie ma go w sklepach stacjonarnych sad
        ---
        • agni71 Re: do agni71 04.09.13, 10:36
          Niestety, tez nie widziałam na żywo. Może w Czechach mają w stacjonarnych? Dwa lata temu widywałam Topgale w czeskich papierniczych, ale nie patrzyłam wtedy czy mają te modele Euphoria.
    • tijgertje Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 04.09.13, 10:27
      Nie znam sie na plecakach niestety, ale sprobowalabym sie dogadac w szkole. nawet jesli uczniowie nie maja swoich szafek, to szafki jakies na pewno maja nauczyciele. Za "moich czasow" mielismy mozliwosc zostawiania roznych rzeczy w szkole, np wszyscy mieli podpisane bloki i farby w jednej szafie, na podpisanych klasami polkach, to samo z atlasami i niektorymi ksiazkami. Jak sie chce, to sie da. Grube zeszyty rozumiem, jesli w nich sporo pisza, to zdecydowanie latwiej miec jest wszystko w jednym miejscu, ale nawet 60-kartkowy spokojnie powinien wystarczyc, nawet jakby wszystko w zeszytach mieli pisac. jesli szkola ie ma miejsca, zeby udostepnic szafki dla wszystkich uczniow, to mozna sprobowac sie wyklocic, zeby przynajmniej dzieci, ktore musza isc piechota np dalej niz kilometr mialy mozliwosc zostawiania ciezszych podrecznikow w szkole.
      • aveave0 Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 04.09.13, 14:48
        Ja w czwartej klasie kupiłam synowi euforię.Jest to plecak lzejszy od tych z serii chi,ale niestety i bardziej miękki(mniej sztywny) przez co cierpią książki i zeszyty w miękkich okładkach.Jakościowo dobry, po roku uzytkowania przez chłopca wygląda jak nowy.
      • ewa_mama_jasia Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 04.09.13, 15:10
        A jak odrobić lekcje w domu, jesli podręczniki beda w szkole? Wyjścia są dwa: albo ogólnopolska kampania na rzecz lżejszych podręczników (wystarczą same książki, ew. mapki konturowe czy inne tego typu rzeczy, ksiązki na 1 rok nauki a nie na 3), na wzór akcji "Ratuj Maluchy", raczej mało prawdopodobna, albo zblokowanie przedmiotów (np. tydzień humanistyczny, tydzień nauk scisłych, tydzień biologiczno - chemiczny). Wtedy dziecko nosiłoby podręczniki do 2-3 przedmiotów, a nie do 7. Równie mało prawdopodobne.
        Albo e-podręczniki i tablety / laptopy, ale to roziwązanie ma tylu samo zwolenników jak i przeciwników.
        Ech, przydałby się lider do takiej akcji....
        • ga-ti Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 04.09.13, 15:19
          U syna w szkole jest jakoś tak (syn w 3 klasie, więc szczegółów nie znamy), że w klasach przedmiotowych są 'stare' podręczniki, z których można korzystać na lekcji, więc nie trzeba zawsze przynosić swojego.

          Syn zostawia w klasie przybory plastyczne, wyprawkę, książkę do informatyki, słowniczek i pewnie coś jeszcze smile No ale oni mają lekcje tylko w jednej sali.
        • mama_kotula Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 04.09.13, 16:51
          Po dzisiejszym dniu (plecak syna 4kl. na wyczucie jakieś 9-10 kilo, ze strojem na wf i śniadaniem) stwierdziłam, że zwyczajnie potnę podręczniki wzdłuż grzbietu i podzielę na mniejsze części. Dogadawszy się wcześniej z nauczycielami i upewniwszy, czy idą z materiałem "po kolei". I mam nadzieję, że tak. Jeśli nie, cóż, będę się domagać podania z wyprzedzeniem planowanej kolejności treści programowych.
          Jutro syn ma tak samo jak dzisiaj 6 lekcji, w tym wf, do tego dojdzie podręcznik do muzycznej, gdzie ma zajęcia zaraz po lekcjach.

          W tym miejscu chciałam odszczekać głośno: hau, hau, hau, bo jeszcze przed wakacjami patrzyłam z niedowierzaniem i pogardą wręcz wink na rodziców i dziadków, którzy robili za wielbłądy dla sporych już dzieciaków prowadzanych do szkoły. Hau. Dzisiaj też plecak niosłam, syn w ramach odwdzięczania się niósł nieco lżejszy plecak o rok młodszej siostry (a ona pchała wózek i niosła moją torebkę tongue_outtongue_out). I serio błogosławię fakt, że mamy porządny taktyczny wojskowy plecak z pasem biodrowym, a nie guano z marketu.

          Zblokowanie przedmiotów nie jest fajne, kampania na rzecz lżejszych nie przejdzie. E-podręczniki - dłuuuga droga przed nami, poza tym serio wolę nosić plecak za dzieckiem, niż aby to dziecko moje w kompa czy tablet patrzyło się przez 6 godzin w szkole.
          • jamniorra mama-kotula 04.09.13, 18:16
            Na emamie temat identyczny, a nie wiem czy każda tam zagląda więc skopiuję swojego posta:
            <kotulo, zanim chwycisz nożyczki przeczytajtongue_out>

            "Chciałam powiedzieć jak to wyglądało za "moich czasów", niezbyt odległych, bo SP skończyłam w obecnym stuleciu, a dwie książki z których się uczyłam w klasach 4-6 ciągle są w użyciu w mojej ex-SP

            Czy te ławki w których siedzą wasze dzieci, uczniowie klas 4-6 i dalej, są jednoosobowe? No chyba nie. Czy siedzą codziennie z kimś innym? też mało prawdopodobne. To po kiego grzyba każde dziecko nosi podręcznik + zeszyt +ćwiczenia. Zrobiłam tak może z 5 (!!) razy na 9 lat edukacji, po klasach 1-3. Z dziewczynami z którymi siedziałam w ławce miałyśmy stały podział na przedmioty i podręczniki - co która nosi, plus jak np. w środę było 6 lekcji - 4 "jej" i 2 "moje" to umawiałyśmy się co dodatkowo wezmę. każda swoje miała do języków obcych.

            Co do ćwiczeń - nie nosiłam ich codziennie, a przynajmniej nie z każdego przedmiotu, bo nie używaliśmy ich codziennie. Np z polskiego była tam tylko gramatyka i nauczycielka każdorazowo mówiła kiedy przynieść ćwiczenia (SP) lub wyznaczyła jeden stały dzień w tygodniu na gramatykę(gimnazjum). w gimnazjum leżało toto w jej szafce w sali.
            Jak omawialiśmy jakąś lekturę , a omawialiśmy jakieś 8-10 rocznie, to brałam tylko ową lekturę, a nie podr+ćw, co raczej oczywiste.

            Przyroda - nosiłam, matematyka - też, ale tu były chyba 3 częsci na rok, więc waga nie była tragiczna.Do historii ćwiczenia nosiliśmy na "żądanie" i tylko w SP.

            Rzeczy plastyczne oczywiste (blok a3, pastele, kredki zwykłe) były w szafce w tzw. pracowni plastycznej, wszystkie klasy miały tam zajęcia z plastyki/muzyki/techniki. Rzeczy mniej oczywiste typu liście, patyki i inne diabli-wiedza-co nosiło się "na żądanie". Na muzyce w SP śpiewaliśmy ,a nie dowiadywaliśmy się,że Bach miał 20 dzieci ,a Mozarta pochowano w podrzędnej mogile (nic straconego, o tym uczyli w gimnazjumtongue_out). śpiewniki zostawialiśmy w sali.

            Plan lekcji w SP , przyrody to miałam chyba 4 godziny tygodniowo z czego dwa razy po 1h i raz 2h pod rząd, co ułatwiało wyjścia w plener (dość rzadkie) i przeprowadzanie doświadczeń, oglądanie pod mikroskopem itd ( na prawie każdej lekcji). Polski podobnie, miałam raz 2h pod rząd, ale polskiego było 6h więc i tak codziennie.

            Buty na zmianę - no cóż. "architektura budynku" w SP nie pozwalała na ich zostawianie, gdyż szatnie były po jednej przy każdej sali, tzn każda klasa miała swoją salę, pracownię wychowawcy gdzie robiliśmy gazetki , podlewaliśmy kwiatki itd i zanim bym doszła w butach z pola do butów szkolnych na 2.piętrze to błoto/śnieg byłoby na całych schodach i połowie korytarza, więc mogłabym sobie zmienianie darować. Zmieniało się w holu i przechodziło przez coś ala bramka pod obserwacją pań woźnych. W gimnazjum buty się zostawiało, a w liceum nie zmieniało (poza zimą).

            Buty na wf - nie miałam czegoś takiego. Na sali ćwiczyło się w trampkach, a na boisku w butach sportowych w których się przyszło do szkoły. Chyba ,że się przyszło w szpilkach.tongue_out to wtedy dodatkowe.

            W SP nie miałam podręcznika do plastyki/muzyki/techniki/informatyki.

            Zeszyty - nie było konkretnych wymagań.

            PS. Plecak i tak był ciężki. Odetchnęłam jak poszłam na studia. "

            Podręcznika do polskiego ciąć nie radzę, nie przypominam sobie żeby na jakimkolwiek poziomie edukacji "szła" w nim po kolei.

            Dodam coś jeszcze - Czy Ci nauczyciele nie mają dzieci? Moi mieli (w SP z 95%) i sami widzieli ile toto waży i ile kosztuje, więc byli w stanie zastanowić się czy takie ćwiczenia do religii do rzeczywiście najpotrzebniejsza rzecz. W gimnazjum doszli nawet do tego,że książka do rel. też w sumie niepotrzebnatongue_out

            I jeszcze jedno - chodziłam do SP w dość biednej dzielnicy i może to też skłaniało do refleksji..Nikt nie żądał ćwiczeń do plastyki, a książki zmieniano rzadko. Z dwóch "moich" nadal tam uczą (przyroda ta sama od 14 lat, historia od 12), a podręcznik do matematyki zmienili w tym roku dopiero (po 12 latach).

            • agni71 Re: mama-kotula 04.09.13, 19:29
              jamniorra, ja nie mama-kotula, ale sie odniosę smile

              Podzieliłas się wspomnieniami ze szkoły, ale dla nas, rodziców dzieci aktualnie chodzących do szkoły (innej niz twoja) niewiele one znaczą, niestety.

              Jedyna rada do zastosowania to ta o dzieleniu podręcznika na dwie osoby. Rodzi sie jednak problem - co, kiedy jedna nie przyjdzie? Dosiąśc sie do kogos innego? Nie zawsze się da, jesli wyjdzie nieparzysta liczba osób. Wysiudać kogos innego z lawkowej pary, bo ja nie mam podręcznika? No, takie to trochę nierealne....

              Oczywiście fajnie jak nauczyciele zapowiadaja, czy na nast. lekcji dany podrecznik lub ćwiczenia będą potrzebne. Mozna o to poprosic w szkole, jesli nauczyciele sami na to nie wpadną. U nas tak niektórzy robią.

              > Rzeczy plastyczne oczywiste (blok a3, pastele, kredki zwykłe) były w szafce w t
              > zw. pracowni plastycznej, wszystkie klasy miały tam zajęcia z plastyki/muzyki/t
              > echniki.

              tak, to jest do zastosowania zazwyczaj, nawet w naszej przełdownej szkole sie to stosuje, przy czym jeszcze fajne i wygodne jest to, że mozna sie złożyć (niewielka kwota) na materiały plastyczne, które kupuje nauczycielka plastyki.

              Na muzyce w SP śpiewaliśmy ,a nie dowiadywaliśmy się,że B
              > ach miał 20 dzieci ,a Mozarta pochowano w podrzędnej mogile (nic straconego, o
              > tym uczyli w gimnazjumtongue_out).

              A to juz raczej ani od dzieci, ni od ich rodziców nie zalezy. U nas do muzyki sa chyba 3 części.
              >
              > Buty na zmianę - no cóż. "architektura budynku" w SP nie pozwalała na ich zosta
              > wianie, gdyż szatnie były po jednej przy każdej sali, (...) W gimnazjum buty się zostawiało, a w liceum nie zmieniało (p
              > oza zimą).

              Akurat niezmieniane obuwia dla mnie bez sensu, szcególnie zimą. Buty zmienne mozna zostawiac w szatni/szafce, tego akurat nie trzeba wliczac do ciężaru codziennie noszonego do szkoły.
              >
              > Buty na wf - nie miałam czegoś takiego. Na sali ćwiczyło się w trampkach,

              a trampki to nie buty na WF?

              a na
              > boisku w butach sportowych w których się przyszło do szkoły.

              A jak sie nie chodzi w butach stricte sportowych? Np. moje dzieci często nosza półbuty.

              >
              > W SP nie miałam podręcznika do plastyki/muzyki/techniki/informatyki.

              a teraz sa podreczniki. Chyba nie sądzisz, ze z inicjatywy rodziców? W tej sprawie nie mamy nic do gadania.
              >
              > Zeszyty - nie było konkretnych wymagań.

              A teraz bywają. Co prawda, jak sa bzdurne, to każę dzieciom olać.
              >
              Nikt nie żądał ćwiczeń do plastyki, a książki zmieniano rzadk
              > o. Z dwóch "moich" nadal tam uczą (przyroda ta sama od 14 lat, historia od 12),
              > a podręcznik do matematyki zmienili w tym roku dopiero (po 12 latach).

              chyba przegapiłaś fakt, ze zmieniła sie podstawa programowa. W szkole podstawowej podreczniki uzywane mozna zastosowac obecnie (w tym roczniku) najwczesniej w IV klasie. Nie wierzę, ze gdziekolwiek używają 14 i 12-letnich podręczników, bo te nie "przystają" do nowej podstawy programowej....
              • mama_kotula Re: mama-kotula 04.09.13, 20:09
                Cytat
                Jedyna rada do zastosowania to ta o dzieleniu podręcznika na dwie osoby. Rodzi sie jednak problem - co, kiedy jedna nie przyjdzie? Dosiąśc sie do kogos innego? Nie zawsze się da, jesli wyjdzie nieparzysta liczba osób. Wysiudać kogos innego z lawkowej pary, bo ja nie mam podręcznika? No, takie to trochę nierealne....


                Moje dziecko siedzi samo i będzie siedzieć samo, bo inaczej rozwala lekcję współsiedzącemu.
                Siłą rzeczy musi nosić wszystko sam. Niemniej tak, w regulaminie napisano - może być jedna książka na ławkę.

                Cytat
                > Oczywiście fajnie jak nauczyciele zapowiadaja, czy na nast. lekcji dany podrecz
                > nik lub ćwiczenia będą potrzebne. Mozna o to poprosic w szkole, jesli nauczycie
                > le sami na to nie wpadną. U nas tak niektórzy robią.

                Tak, pani z polskiego tak robi. 3 dni w tygodniu duży podręcznik, 2 dni gramatyka. 8 kilo wyszło z jednym podręcznikiem, nie kompletem.

                Cytat
                Na muzyce w SP śpiewaliśmy ,a nie dowiadywaliśmy się,że Bach miał 20 dzieci ,a Mozarta pochowano w podrzędnej mogile

                Rozumiem, że mam powiedzieć panu od muzyki, który uczy syna, że ma z dziećmi śpiewać, a nie realizować program. W sumie, czemu nie tongue_out

                Butów zmiennych nie wliczam do ciężaru. Wliczam halówki na wf. Niemniej mogę to wywalić, niech ćwiczy w obuwiu zmiennym, w którym chodzi po szkole. Zostaje worek z tiszertem i szortami. Ziarnko do ziarnka...

                I tak, jak pisze Agni. Teraz są wymagane podręczniki do techniki, plastyki, muzyki i innych, a mądre wydawnictwa te akurat podręczniki zrobiły na 3 lata - 4-6. Nie są to cieniutkie książeczki, jakie ja nosiłam w podstawówce, tylko cegły na papierze kredowym. Do tego atlas do przyrody, dzieje muzyki, jakieś inne cudawianki. Dużo tego jest.

                Oczywiście jestem dobrej myśli i wierzę, że nauczyciele będą informować na bieżąco, czy potrzebne jest wszystko, czy nie.

                I nie, nie zamierzam latać po szkole i sugerować zmiany w programie czy prosić muzyka, aby dzieci śpiewały, a nie się uczyły teorii, nie, sorry, ja i tak się w tym roku nalatam w sprawach rozmaitych, i akurat sprawa plecaka ma dla mnie dość niski priorytet. I tak, zamierzam ciąć. Szczególnie że z takiej matematyki np. syn prawdopodobnie będzie leciał indywidualnym tokiem, szybciej niż inni. Poczekamy, zobaczymy.
                • jamniorra Re: mama-kotula 04.09.13, 20:51
                  Rozumiem, że większość nie ma zastosowania dla twojego dziecka, ale dla sporej liczby jednak ma.

                  Nie uważam,że rodzic ma spędzać pół dnia w szkole, chciałam tylko pokazać że istnieją NORMALNI nauczyciele, którzy nie wymagają ćwiczeń do muzyki i starają się nie dokladać zbędnych ciężarów dzieciom ani kosztów rodzicom.

                  • mama_kotula Re: mama-kotula 04.09.13, 22:17
                    Jamniorra, ja wiem, że wszystko się da dogadać.
                    Pytanie o koszty. I nie mówię tu o kosztach finansowych.
                    Nie spodziewałam się, że kiedyś to napiszę - nie chodziłas jako rodzic do szkoły w sprawie swoich dzieci. Z perspektywy rodzica wygląda to zupełnie inaczej, serio serio. I czasem autentycznie, człowiek woli machnąć ręką i nieść ten cholerny plecak, niż rzucać żwirem o czołg i wiewiórką w mur oporowy, bo a nuż się uda. Nie sądzę, aby czwartoklasista był w stanie sam z nauczycielem załatwić to, aby nie były wymagane ćwiczenia, aby zmienić program i śpiewać zamiast uczyć się teorii, aby uzyskać zezwolenie na noszenie obuwia zmiennego codziennego na wf. Nie, nie jest w stanie. Czwartoklasista ewentualnie jest w stanie dogadać się z kolegą z ławki, że w poniedziałek noszę ja, a we wtorek ty. Reszta jest w gestii rodzica. I to się może tak wydawać, że to jest takie fajne i proste. A teraz uważaj: większość nauczycieli nie używa maila, jako powszechnej metody komunikacji. Rozmowa przez telefon w takich sprawach też nie bardzo wyjdzie, bo najczęściej nauczyciel nie jest w stanie poświęcić ci pół godziny, tylko np. 10 minut między jedną lekcją a drugą. Pozostaje umówienie się. Niestety, nie jest to już klasa 1-3, gdzie jest jedna pani od wszystkiego i ewentualnie katechetka i lektor - trzeba latać do każdego nauczyciela i z każdym się umówić osobno w danej sprawie. Z reguły też nie ma na tyle czasu, aby móc pogadać na spokojnie, nie mówiąc o tym, ze fajnie byłoby najpierw uzgodnić to z rodzicami, co by każdy osobno nie latał, tylko kupą mości panowie.
                    Ok. Jest zebranie, przekazujemy sprawę wychowawczyni. Na piśmie, lista postulatów - wygląda nieźle, nie? W kopiach tylu, ilu jest nauczycieli. Wychowawczyni przekazuje, to znowu się rozciąga w czasie, w pierwszej turze przechodzi 5 z 10 postulatów, matematyk kategorycznie nadal żąda noszenia wszystkiego i zbioru zadań, muzyk nie chce uczyć śpiewać, tylko o Bachu.
                    Nie zdajesz sobie sprawy, jaka logistyka wchodzi w grę, i jaka to jest walka. Naprawdę.
                  • iwoniaw No u nas wykazują zrozumienie - i co z tego? 04.09.13, 22:42
                    W szkole mojego dziecka nauczyciele nie wymagają zeszytów grubszych niż 32-kartkowe, powiedzieli, które książki trzeba nosić stale, a które będą zapowiadać z wyprzedzeniem, buty zmienne i materiały plastyczne trzymają w szkole i tornistry nadal są masakrycznie ciężkie, a główną przyczyną jest fakt, iż ciężkie są już pojedyncze książki/ćwiczenia, a pomnożone to przez 5 czy 6 lekcji dziennie daje już kilka kilogramów i tyle. Żeby coś się zmieniło, po prostu podręczniki musiałałyby wyglądać zupełnie inaczej (na innym papierze/nośniku np.)
                    • mama_kotula Re: No u nas wykazują zrozumienie - i co z tego? 04.09.13, 23:15
                      Cytat
                      Żeby coś się zmieniło, po prostu podręczniki musiałałyby wyglądać zupełnie inaczej (na innym papierze/nośniku np.)


                      Przykład dam może.
                      "Za moich czasów" (matkobosko...) miałam do matematyki zeszyt i zbiór zadań pt. i ty zostaniesz pitagorasem. Aha, i książkę, czasem noszoną, czasem nie.
                      Porównuję teraz sobie, specjalnie wagę wyjęłam: zbiór zadań - odpowiednik ćwiczeń teraźniejszych - pitagoras 103g, ćwiczenia do 4 klasy 210g. Dwa razy więcej. A przypominam, to sa ćwiczenia, czyli papier zwykły, nie kredowy - podręczniki, niemniej są na kredowym (kiedyś na zwykłym), książka do matematyki waży 430g, moja ksiązka do matematyki z ogólniaka waży 219. A - są to najmniejsze książki, jakie nosi moje dziecko, bo formatu B6 i dość cienkie. Podręczniki do muzyki, polskiego, plastyki, języków obcych to cegły formaty A4, na grubym papierze kredowym.
                      Średnio wychodzi mi, że plecak jest teraz przynajmniej 2 razy cięższy, niż nosiłam ja w latach 90-tych.

                      A - na jutro syn ma plecak lżejszy, niż dzisiaj: matematyka (podręcznik i ćwiczenia), technika (ćwiczenia), język polski (podręcznik) i wf, do tego dojdzie religia (tak, wiem, można się wypisać wg rady Jamniorry), do której na razie nie ma podręcznika i ćwiczeń. Zeszyty i piórnik dokładam. Po dołożeniu, zawartość plecaka bez śniadania i bez butów na wf to ca. 4 kilo. Dołóżmy bidon 0.75l wody i śniadanie, mamy 5. To i tak lepiej niż dzisiaj, dzisiaj miał większośc podręczników typu krowa A4 na 3 lata. Uginałam się pod tym.
                      Tak, wiem, może w sumie nie brać wody i chodzić na przerwach pić kranówkę, dobra jest u nas, zawsze odpadnie trochę ciężaru tongue_out
                      • iwoniaw Re: No u nas wykazują zrozumienie - i co z tego? 05.09.13, 10:40
                        No dokładnie o tym piszę - ja miałam książkę i dziecko ma książkę, tylko ta dzisiejsza waży _znacznie_ więcej. Strój na wf (tzn. koszulka i spodenki, bo buty trzymają w szkole) waży na pewno mniej niż np. książka do polskiego - tak jak piszesz, nie najgrubszy podręcznik to prawie pół kilo, te grubsze i większe więcej przy 6 lekcjach same książki (bez zeszytów, ćwiczeń, piórnika, śniadania, o innych przyborach i wadze samego plecaka nie wspominając) ważą ze 4 kilo _co_najmniej_.
                        Tak sobie myślę, że w przypadku mniej porządnego plecaka już po tym tygodniu byłoby widać naderwane szelki na bank.
                        Pocieszam się, że my mamy do szkoły blisko, jak czytam o kilkukilometrowych marszach, to mi słabo, a tu za chwilę zima, zaspy i nawet plecak na kółkach i z rączką nie będzie zbyt przydatny (akurat nie mamy, ale myślałam nad tym i wizja zimy mnie odwiodła od tego pomysłu).
                        • morekac Re: No u nas wykazują zrozumienie - i co z tego? 05.09.13, 22:39
                          Przy plecaku na kółkach rzeczywiście bardzo dużo zależy od drogi do czy ze szkoły. Jeśli chodnik jest odśnieżany, to z reguły nie ma problemu - jeśli jest notorycznie nieodśnieżany, to plecak na kółkach się nie nadaje (chyba że można mu zmienić na płozy wink ). Jest też bez sensu, kiedy do szkoły jest stosunkowo blisko, a trzeba dużo łazić po schodach.
                          Moja używała w IV i V klasie - ze szkoły wracała 1,5km. Potem książki wprawdzie nie zelżały, ale ona zrobiła się większa.
                          • mama_kotula Re: No u nas wykazują zrozumienie - i co z tego? 05.09.13, 22:53
                            Nie wiem, czy to tylko od drogi i od szkoły zależy wink.
                            Dzisiaj widziałam, co dzieci ze szkoły robią z plecakami na kółkach tongue_out, konkretnie na schodach prowadzących do szatni. Są dwie metody wnoszenia - albo plecak jest ciągnięty po schodach za człowiekiem metodą Kubusia Puchatka, albo plecak jest rzucany z rozmachem i wielkim łubu dubu na dół wink
                        • olga727 Re: No u nas wykazują zrozumienie - i co z tego? 05.09.13, 23:23
                          iwoniaw napisała:

                          > No dokładnie o tym piszę - ja miałam książkę i dziecko ma książkę, tylko ta dzi
                          > siejsza waży _znacznie_ więcej. Strój na wf (tzn. koszulka i spodenki, bo buty
                          > trzymają w szkole) waży na pewno mniej niż np. książka do polskiego - tak jak p
                          > iszesz, nie najgrubszy podręcznik to prawie pół kilo, te grubsze i większe więc
                          > ej przy 6 lekcjach same książki (bez zeszytów, ćwiczeń, piórnika, śniadania, o
                          > innych przyborach i wadze samego plecaka nie wspominając) ważą ze 4 kilo _co_na
                          > jmniej_.
                          > Tak sobie myślę, że w przypadku mniej porządnego plecaka już po tym tygodniu by
                          > łoby widać naderwane szelki na bank.
                          > Pocieszam się, że my mamy do szkoły blisko, jak czytam o kilkukilometrowych mar
                          > szach, to mi słabo, a tu za chwilę zima, zaspy i nawet plecak na kółkach i z rą
                          > czką nie będzie zbyt przydatny (akurat nie mamy, ale myślałam nad tym i wizja z
                          > imy mnie odwiodła od tego pomysłu).
                          >
                          Córka (obecnie III SP ) ma Topgala,niby dużo w nim nie nosi,a już muszę jej od autobusu ten plecak nieść do domu (1 km).Tak czytam tą waszą rozmowę i już mi się słabo robi:co będzie za rok;jak ona uniesie te książki i pozostałe niezbędne w szkole rzeczy ? sad
              • jamniorra Re: mama-kotula 04.09.13, 20:45
                agni71 napisała:

                > Jedyna rada do zastosowania to ta o dzieleniu podręcznika na dwie osoby. Rodzi
                > sie jednak problem - co, kiedy jedna nie przyjdzie? Dosiąśc sie do kogos innego
                > ? Nie zawsze się da, jesli wyjdzie nieparzysta liczba osób. Wysiudać kogos inne
                > go z lawkowej pary, bo ja nie mam podręcznika? No, takie to trochę nierealne...

                Obecnie sporo (jak nie większość) ma komórki, jak nie osobiste to można wziąć numer do rodzica i wysłać smsa, że się rozchorowało/ idzie na pogrzeb czy cuś. Jak się ma wypadek w drodze do szkoły to już trudno, ale ile takich sytuacji może być?? Można się odwrócić do ławki z tyłu i z nimi czytać. ja wolałam tak niż "profilaktycznie" nosić wszystko przez 9 (!!) lat.

                > Oczywiście fajnie jak nauczyciele zapowiadaja, czy na nast. lekcji dany podrecz
                > nik lub ćwiczenia będą potrzebne. Mozna o to poprosic w szkole, jesli nauczycie
                > le sami na to nie wpadną. U nas tak niektórzy robią.

                właśnie i to już duża ulga dla kręgosłupasmile


                > A to juz raczej ani od dzieci, ni od ich rodziców nie zalezy. U nas do muzyki s
                > a chyba 3 części.

                Nie od was zależy czy będzie wymagany podręcznik, ale na forum spotkałam się z pomysłem, że książki kupuje się za składki z Rady Rodziców i wypożycza za kaucją np lub jeszcze lepiej kupić i zostawić w szkole , a korzystać tylko na lekcji.


                > Akurat niezmieniane obuwia dla mnie bez sensu, szcególnie zimą. Buty zmienne mo
                > zna zostawiac w szatni/szafce, tego akurat nie trzeba wliczac do ciężaru codzie
                > nnie noszonego do szkoły.

                Przeważnie się da, ale jak napisałam w mojej SP było to niemożliwe, bo szatnia (moja) była w połowie korytarza na II piętrze. Musiałabym w butach do chodzenia po szkole wynieść w siatce buty do chodzenia po polu, przebrać w holu, a potem przefrunąć na II piętro i zostawić w szatni. Rano czynność powtórzyćsmile, przefrunąć w butach do chodzenia po polu do szatni, sfrunąć do holu, przebrać i zanieść do szatni buty w których przyszłam do szkoły.

                W LO kiedy zapytałam pokornie 2.09 woźnej gdzie jest szatnia, popatrzyła jakbym z Marsa przybyła i spytała "po co mi szatnia?".nie, to nietongue_out w zimie przebieraliśmy i zostawialiśmy kurtki

                > > Buty na wf - nie miałam czegoś takiego. Na sali ćwiczyło się w trampkach,
                >
                > a trampki to nie buty na WF?

                jak czytam niektóre wątki to mam wrażenie,że teraz nalezy mieć 2 pary tych trampek: 1. na korytarz, a 2. na wf

                > a na
                > > boisku w butach sportowych w których się przyszło do szkoły.
                >
                > A jak sie nie chodzi w butach stricte sportowych? Np. moje dzieci często nosza
                > półbuty.


                To się ma pecha i nosi butytongue_out Ja dziewczyny w spódnicach i butach innych niż sportowe, zobaczyłam dopiero w LO. Wcześniej ewentualnie z okazji "galowych". W gimnazjum kiedyś specjalnie się przyglądałam i w spódnicach były 2 (słownie dwie) na całą szkołę + nauczycielki niektóre

                > > W SP nie miałam podręcznika do plastyki/muzyki/techniki/informatyki.
                >
                > a teraz sa podreczniki. Chyba nie sądzisz, ze z inicjatywy rodziców? W tej spra
                > wie nie mamy nic do gadania.

                Oczywiście,że nie sądzę ,ale można to próbować rozwiązac w sposób jak wyżej (zostawić w szkole/kaucja)

                > > Zeszyty - nie było konkretnych wymagań.
                >
                > A teraz bywają. Co prawda, jak sa bzdurne, to każę dzieciom olać.

                Zawsze się może zdarzyć jakiś fanatyk co dla naszego ,uczniów,dobra (!@#$&) stwierdzi że idealny zeszyt to B5 160 kartek w szeroką linię, przerabiałam coś takiego, ale raz na 12 lat edukacji i z reguły jest to łatwe do spacyfikowania

                > chyba przegapiłaś fakt, ze zmieniła sie podstawa programowa. W szkole podstawow
                > ej podreczniki uzywane mozna zastosowac obecnie (w tym roczniku) najwczesniej w
                > IV klasie. Nie wierzę, ze gdziekolwiek używają 14 i 12-letnich podręczników, b
                > o te nie "przystają" do nowej podstawy programowej....

                Nie przegapiłam, wszystkich niuansów nie ogarniam, ale z tego co wiem to większe zmiany dotyczą historii na trasie gim-lo i być moze LO. Jakoś większość tu pisze, ze te zmiany w podrecznikach to różnice paru zdań i numeracji stron oraz zmiana okładki i położenia zdjęć w środku

                Używają, używają. Tu masz wykaz sp26.com.pl/podreczniki-programy-nauczania,p-14.html (klasa szósta - przyroda 99', historia 00' nr dopuszczenia)

                Przy okazji jako podręcznik do informatyki w klasach 4-6 wymagany jest pendrive, a do tej muzyki i plastyki są podręczniki, bez ćwiczeń. Pojawiły się ćwiczenia do religii, ale zawsze można się wypisaćtongue_out

                A i jeszcze jedno, do mitycznej klasy 5 , gdzie to niby nie da się nic używanego kupić bo podstawa blablabla nowa tylko ang jest wymagany z tego roku. Reszta 2010-2012.

                Jak widać nauczyciele też potrafią zachować rozsądek z podręcznikami.
                • agni71 Re: mama-kotula 04.09.13, 21:21
                  jamniorra napisał(a):

                  > Obecnie sporo (jak nie większość) ma komórki, jak nie osobiste to można wziąć n
                  > umer do rodzica i wysłać smsa, że się rozchorowało/ idzie na pogrzeb czy cuś.

                  No, niby tak, ale bałabym sie, ze kolezanka nawali (moze choćby zapomniec cos spakować), a poszkodowane będzie i moje dziecko. Zreszta moje tez moze nawalić i byloby równie niefajnie.

                  >
                  > Używają, używają. Tu masz wykaz rel="nofollow">sp26.com.pl/podreczniki-programy-nauczania,p-14.html (klasa szósta - przyroda 99', historia 00' nr
                  dopuszczenia)

                  Klasa szósta kurat idzie starym programem.
                  >
                  > Przy okazji jako podręcznik do informatyki w klasach 4-6 wymagany jest pendr
                  > ive
                  , a do tej muzyki i plastyki są podręczniki, bez ćwiczeń.

                  To sa lokalne niuanse, u nas pendrive'a nikt nie wymaga, za to sa na liscie podreczników ćwiczenia do muzyki, plastyki i innych.

                  Pojawiły się ć
                  > wiczenia do religii, ale zawsze można się wypisaćtongue_out

                  O religii nic nie piszę, bo moje nie chodzą.
                  >
                  > A i jeszcze jedno, do mitycznej klasy 5 , gdzie to niby nie da się nic używaneg
                  > o kupić bo podstawa blablabla nowa tylko ang jest wymagany z tego roku. Reszta
                  > 2010-2012.

                  Obecne klasy VI idą starym programem, a V nowym - nie da sie uzyc tych podręczników.
                  >
                • marika012 Re: mama-kotula 06.09.13, 08:54
                  Mój syn (5 kl) tak jak wszystkie dzieci w klasie siedzi sam (klasa 14 osób) dlatego noszenie książek na spółkę z sąsiadem odpada.
                  Zeszyty kupiłam mu 32 kartkowe (a do informatyki nawet 16 kartkowy bo w zeszłym roku więcej nie zapisali).
                  Są szafki, maleńkie tylko buty wejdą, kurtka i worek na basen. Nie ma miejsca żeby książki zostawić a nawet jakby było to lekcji nie dało by się odrobić.
                  Do wszystkiego podręcznik, ćwiczenia, zeszyt, nawet do muzyki i plastyki o religii nie wspomnę - 2 cegły podręcznik i ćwiczenia.
                  Plecak jest masakrycznie ciężki. Trasa do szkoły ok. 1,5 km. Odwożę codziennie i staram się przywozić ale 3 razy syn musi przebyć drogę na nogach bo w 3 dni nie daje rady go zabrać, jestem jeszcze w pracy.
                  Rozważałam podzielenie książek. Tylko tak naprawdę niewiele się da. Na polskim skaczą po podręczniku, na matmie tez nie idą po kolei, tylko chyba przyroda jest przewidywalna a na jednym podręczniku niewiele wagi ubędzie sad
    • tol8 Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 06.09.13, 11:21
      My mamy Jansporta, już drugi rok - zero śladów używania, ale sprzedawca uprzedzał, że może starczyć do końca edukacji. te plecaki mają wieloletnią gwarancję.

      U nas w klasach 4-6 nosi się tylko zeszyty i ćwiczenia. Książki własne służą do nauki w domu, w szkole są zakupione drugie komplety dla każdego dziecka.
      • daggga Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 06.09.13, 21:23
        a gdzie to tak???
        kto o to zadbał - rodzice, szkoła?
        jak to wprowadzić, kto za to zapłaci?
      • pam_71 Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 10.09.13, 15:29
        tol8 napisała:

        > My mamy Jansporta, już drugi rok - zero śladów używania, ale sprzedawca uprzedz
        > ał, że może starczyć do końca edukacji. te plecaki mają wieloletnią gwarancję.
        >
        > U nas w klasach 4-6 nosi się tylko zeszyty i ćwiczenia. Książki własne służą do
        > nauki w domu, w szkole są zakupione drugie komplety dla każdego dziecka.

        Podejrzewam, ze to szkoła prywatna wink
        SP to dopiero początek, w gimnazjum następuje apogeum. 10kg
        • tol8 Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 11.09.13, 11:29
          Szkoła zwykła, najzwyklejsza tysiąclatka,tzw moloch smile Ale też bardzo popularna, co roku odrzuca podania o przyjęciesmile. Nie wiem, dlaczego stoi finansowo tak dobrze. W tym roku wprowadzili jeszcze drugi język obcy od czwartej klasy. Języki z podziałemna 3 grupyzaawansowania, bezpłatny basen 4x w tygodniu... Same plusysmile Minusem jest to, ż e dojeżdżamy parę kilometrów.
          Aż żałuję, że nie mam więcej dzieci, bo też bym je tam posłałasmile
          • jarkotowa1 Re: 4 klasa - ciężki plecak i problem... 12.09.13, 11:09
            Już kiedyś o tym pisałam.
            Kupuję dzieciom używane podręczniki (nie 5kl) i je....drę. Książki są szyte więc je "rozdzieram" zgodnie z szyciem, albo tak jak wypadają działy/rozdziały. Dzieciak ma wpięty do segregatora tylko ten rozdział, na którym pracują. Gdy go przerobią, wyjmuje i wpina następny. Dzięki temu ma wszystkie książki w jednym miejscu. Ale wymaga to pilnowania zarówno dziecka jak i czasem rodzica. Dzięki temu nosi raptem kilkanaście stron równocześnie. U nas nauczyciele realizują podręcznik po kolei.
            U syna w gimnazjum nauczycielka poprosiła, aby uczniowie założyli osobny zeszyt do prac domowych. Syn poprosił o alternatywę: skoroszyt z wpinanymi kartkami. Dzięki temu nauczycielka zbierając prace domowe do sprawdzenia schowa je do teczki a nie będzie tachała 30 zeszytów a i uczniowi na grzebiecie będzie lżej. A potem sprawdzona praca domowe może zostawać w domu. Ale do takich rozwiązań potrzebni są elastyczni nauczyciele.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka