Dodaj do ulubionych

Gimnazjalny dylemat

01.07.14, 19:56
Mamy z córką taki dylemat.Córka dostała się do 2 gimnazjów nierejonowych.Do klas dwujęzycznych.A teraz krótka charakterystyka obu szkół:
Gimnazjum nr 1
Jest to gimnazjum utworzone przy prestiżowym liceum.Jest tam tylko jedna klasa gimnazjum z rocznika,klasa dwujęzyczna.Dzieci muszą dodatkowo pisać test sprawdzający zdolność językową.Szkoła z ponad 100-letnią tradycją,niemal sami olimpijczycy,wyśrubowany poziom.Minusem jest stosunek nauczycieli do uczniów.Ośmieszają,szydzą,sprowadzają do parteru jeśłi dziecko czegoś nie umie,nie rozumie.Doceniani są tylko olimpijczycy.Nie wszyscy nauczyciele się tak zachowują,ale zdecydowana większość tak.
Gimnazjum nr 2
Normalne,zwykłe gimnazjum,w którym utworzono klasę dwujęzyczną,do której aby się dostać dzieci zarówno te z rejonu jak i te z poza rejonu musiały pisać specjalny test.GImnazjum o równie dobrej renomie co to pierwsze.Z poczty pantoflowej wiem,że jest tam poziom wysoki,ale nie ma tzw.wyścigu szczurów,kto chce się uczyć ten się uczy,kto nie to nie.Nauczyciele nastawieni raczej przyjaźnie.Nikt nikogo nie poniża,chyba że uczniowie między sobą.Minusem jest to że chodzą tam dzieciaki z rejonu,często z tzw.marginesu społecznego i dzieciaki które naprawdę chcą się uczyć.Przy czym te dzieci,które chcą się uczyć idą właśnie do klasy językowej,do tzw.lepszej klasy,która równa w górę.
Córka jest bardzo spokojną,wrażliwą dziewczynką.Chce się uczyć.Nie w głowie jej dyskoteki,papierosy,chłopacy itd.
No i teraz nie wiemy co wybrać.Pomożecie,spojrzeć chłodnym okiem na to?Jutro muszę dać ostateczną odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • andaba Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 20:04
      Jeżeli jest spokojna dziewczyną i idzie do klasy dwujęzycznej, gdzie raczej agarów nie będzie, to w niczym jej nie zaszkodzą owi rejonowi uczniowie.

      Ale... Jesteś pewna, że opinia o nauczycielach z pierwszego gimnazjum jest rzetelna?

      Bo ja podobne rzeczy słyszalam o gimnazjum, do którego szły moje dzieci, co okazało ie piramidalną bzdurą, po prostu dzieci które sobie nie radzą i ich rodzice często zwalają na nauczycieli niepowodzenia.
    • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 20:25
      A która szkoła bardziej podoba się dziecku?
      Do której jest lepszy dojazd, lepsze zaplecze sportowe , inne atuty?
      Teoretycznie szkoła przy liceum ma pewnie wyższy poziom (ach, ta tradycja), niemniej jeśli to drugie nie jest złe, można je spokojnie rozważyć - i wziąć pod uwagę inne parametry niż tylko poziom nauki.
      W ostateczności losujcie...
    • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 20:53
      A masz 100%, że nauczyciele w pierwszej szkole poniżają itp.? I raczej nie z jednego źródła, najlepiej od absolwentów, którzy skończyli to gimnazjum jako "normalni", nie mając większych problemów z nauką? Jeśli tak, to moim zdaniem szkoda 3 lat na bycie wbijanym w glebę. Ale jeśli to opinia jednej osoby, która z tej szkoły uciekła, to radzę jeszcze poszukać wink
      • salma75 Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 21:03
        Też racja.
        Bardzo często taka opinia bywa zwykłą urban legend szerzoną przez osoby, które z tych czy innych powodów nie dawały sobie w szkole rady...
      • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 21:09
        Co do nauczycieli w pierwszym gimnazjum to wiem to od kilku osób,których dzieci się tam uczyły lub nadal uczą.Dzieciaki nie należały do wyjątkowo uzdolnionych,ale też nie miały generalnie problemów z nauką.Ponadto w gimnazjum uczą ci sami nauczyciele co w liceum bo budynek ten sam.Nawet ja też kończyłam to liceum i wiem jacy uczniowie byli tam przyjmowani i jak potem tych przecież jakby nie patrzeć prymusów koncertowo gnojono jeśli ktoś czegoś ośmielił się nie rozumieć.
        Szkoła ta ma natomiast bardzo dobrą renomę.Maturę w tym roku zdali wszyscy uczniowie.Poziom jest tam naprawdę wysoki,śruba przyciśnięta na maksa.Jest to szkoła jak to juz mówiłam z ogromnymi tradycjami.Teoretycznie po tym liceum,jeśli już ktoś się tam dostanie to większość drzwi na uczelnie wszelakie ma otwarte.
        Naprawdę sama nie wiem co robić.Córka jednak skłania się ku drugiemu gimnazjum z racji tego,że jest tam spokojniej.Poziom również wysoki,ale bez wyścigu szczurów i nieprzespanych nocy.W dodatku idą do tego drugiego gimnazjum jej 2 koleżanki i 2 kolegów z klasy z którymi ma dość dobry kontakt.
        • salma75 Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 21:12
          k1234561 napisała:

          > Córka jednak skłania się ku drugiemu gimnazjum
          > z racji tego,że jest tam spokojniej.Poziom również wysoki,ale bez wyścigu szczu
          > rów i nieprzespanych nocy.W dodatku idą do tego drugiego gimnazjum jej 2 koleża
          > nki i 2 kolegów z klasy z którymi ma dość dobry kontakt.

          W tym momencie nie powinnaś mieć problemów z udzieleniem sobie odpowiedzi na pytanie, "która szkoła".
          • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 23:22
            Otóż to. Niech idzie do tego, do którego chce iść bardziej.
        • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 10:24
          .Ponadto w gimnazjum uczą ci sam
          > i nauczyciele co w liceum bo budynek ten sam.Nawet ja też kończyłam to liceum i
          > wiem jacy uczniowie byli tam przyjmowani i jak potem tych przecież jakby nie p
          > atrzeć prymusów koncertowo gnojono jeśli ktoś czegoś ośmielił się nie rozumieć.

          Tak, a ile osób z gimnazjum startuje potem do tego renomowanego liceum i udaje im się dostać?
          I byłoby hańbą dla szkoły, gdyby przy takiej selekcji i odsiewaniu wszystkich, którzy nie rokują na maturze, znalazłby się ktoś, kto nie jest w stanie zdać matury (to oznacza: polski, matematyka i język obcy - wszystko napisane na poziomie podstawowym i na minimum 30%, inne rzeczy do zdawalności się nie liczą)
        • lenka_13 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 13:25
          k1234561 napisała:

          .Córka jednak skłania się ku drugiemu gimnazjum
          > z racji tego,że jest tam spokojniej.Poziom również wysoki,ale bez wyścigu szczu
          > rów i nieprzespanych nocy.W dodatku idą do tego drugiego gimnazjum jej 2 koleża
          > nki i 2 kolegów z klasy z którymi ma dość dobry kontakt.
          >
          To jest odpowiedź na Twoje pytanie. A margines? Margines jest wszędzie. Tu znany i obiegowy , a tam podstępny i dołujący , pod przykrywką przyzwoitości
    • salma75 Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 21:00
      W ogóle nie rozumiem dylematu...
      • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 21:05
        Jeśli prawdą jest to, co mówią o pierwszej szkole, to ja też dylematu nie rozumiem. To jest szkoła, od której należy trzymać sie z daleka.
        • angazetka Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 21:52
          Dokładnie. Za nic nie puściłabym dziecka do szkoły, której nauczyciele słyną z poniżania uczniów.
          • dantonka Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 22:03
            Dołączam do grona zdezorientowanych, na czym polega problem i dlaczego wybór wg Ciebie jest trudny.
            • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 22:53
              Wybór jest trudny,bo to pierwsze gimnazjum,jest tzw.renomowane,z tradycjami,znane od wieków niemal,ponadto absolwenci nie mają żadnego problemu z dostaniem się na liczne uczelnie.W dodatku córka będzie w towarzystwie młodzieży na wyższym poziomie,chcącej się uczyć.W tym drugim gimnazjum trafi i na młodzież z dobrego domu,ale też na tzw.margines społeczny też.
              • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 01.07.14, 23:28
                ale też na tzw.margines społeczny też
                Ale dlaczego aż tak się tego marginesu boisz? Rozumiem, że w szkole są klasy rejonowe, ale może ten margines nie jest tak straszny (ani tak liczny), jak to sobie imaginujesz.
                Poza tym - z jednej strony potencjalnie koledzy z marginesu, z drugiej - rąbnięte grono pedagogiczne... Nie wiem, co gorsze.
                BTW: jeśli szkoła z obecnością elementów z marginesu ma pomimo to dobrą opinię i dobre wyniki nauki, porównywalne ze szkołą 'elitarną', to albo ta 'elitarna' jest jednak słaba, albo ta z marginesem pracuje jednak bardzo dobrze.
                • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 00:06
                  Jeśli szkoła jest bezpieczna, to "margines" chyba nie jest taki całkiem zły, albo przynajmniej w szkole potrafią nad nim zapanować, więc nie widzę problemu, zwłaszcza w wyselekcjonowanej klasie.
                • dantonka Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 19:06
                  morekac napisała:
                  > Ale dlaczego aż tak się tego marginesu boisz?

                  Się zarazi.
              • jakw Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 00:25
                k1234561 napisała:

                > Wybór jest trudny,bo to pierwsze gimnazjum,jest tzw.renomowane,z tradycjami,zna
                > ne od wieków niemal,ponadto absolwenci nie mają żadnego problemu z dostaniem si
                > ę na liczne uczelnie.
                Pierwsze słyszę, żeby na uczelnie startowało się od razu po gimnazjum. wink
                Oddziel gimnazjum od liceum - to nie musi być to samo.
                >W dodatku córka będzie w towarzystwie młodzieży na wyższym
                > poziomie,chcącej się uczyć.
                Chcącej się uczyć dopóki nauczyciele nie zniechęcą...

                W tym drugim gimnazjum trafi i na młodzież z dobreg
                > o domu,ale też na tzw.margines społeczny też.
              • mmk9 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 08:44
                k1234561 napisała:

                >
                W dodatku córka będzie w towarzystwie młodzieży na wyższym
                > poziomie,chcącej się uczyć.W tym drugim gimnazjum trafi i na młodzież z dobreg
                > o domu,ale też na tzw.margines społeczny też.

                Mlodzież na "wyższym poziomie" może wrażliwą dziewczynkę stłamsić, zgasić, zakompleksić. Prawdziwy margines będzie miał swoje sprawy. O prawdziwych przyjaciól najłatwiej wśród przecietniaków z rejonu. Zdrowy instynkt pcha dziewczynę we wlaściwym kierunku.
    • rolly_mo Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 08:49
      Jeśli to są potwierdzone opinie, a nie plotki, to nie wiem nad czym się zastanawiać. Wybrałabym to drugie, bo upierdliwi nauczyciele potrafią skutecznie podciąć skrzydła dzieciakom.
      • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 09:50
        Innymi słowy - nie szkodzi, ze nauczyciele zgnoją dziecko, nie szkodzi, ze wpędzą je w kompleks niższości, jedyną ważną rzeczą w wychowaniu jest to, ile się nauczy i na ile punktów zda egzamin, choćby nawet potem dziecko to odchorowywało całe lata.
        Naprawdę, mam wrażenie, ze ludziom kompletnie się pomieszało, co jest w życiu i w wychowaniu naprawdę ważne, a co nie.
        Ps. Po gimnazjum, gdzie poziom jest wyśrubowany, a nauczyciele gnoją uczniów dziecko na pewno dostanie sie do renomowanego liceum, a potem na studia. Czy jednak będzie dobrym studentem i pracownikiem - bardzo wątpliwe, bo brak poczucia pewności siebie potrafi zamordować karierę lepiej, niz braki w wiedzy i gorsze liceum.
        • salma75 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 09:59
          k1234561 napisała:

          > Nawet ja też kończyłam to liceum i
          > wiem jacy uczniowie byli tam przyjmowani i jak potem tych przecież jakby nie p
          > atrzeć prymusów koncertowo gnojono jeśli ktoś czegoś ośmielił się nie rozumieć.

          Sama piszesz, że na własnej skórze doświadczyłaś tego, jacy są nauczyciele w tej szkole.
          Jak możesz w takiej sytuacji fundować coś podobnego dziecku?
        • azjaodkuchni Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 17:15
          Pewnie ambitne dziecko świetne gimnazjum skończy, trafi do super liceum , pójdzie na studia których albo nie skończy albo nie będzie wstanie pracować bo będąc u progu kariery będzie zmęczona i wypalona jak 80 latka ....
          Obserwuję to na co dzień wśród Chińczyków pchanych na siłę do najlepszych szkół... i powiem Ci, że nie warto.
          Zdolny dzieciak sobie poradzi, a jeśli przy okazji zostanie szczęśliwym człowiek przeżyje dzieciństwo i młodość w dobrej atmosferze to dostanie lepszy kapitał niż super wykształcenie okupione mega stresem.
          --
          azjaodkuchni.blogspot.sg/
    • jotde3 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 10:05
      k1234561 nie da sie odpowiedzieć , trzeba by mieć szklaną kule.
      ja swoje bym posłał do bliższego ,tam gdzie koledzy idą . ale syn umie sie bić a ja umiem zagonić do nauki i nam margines ani niższy poziom nie satraszny( na serio to mysle że poziom jest zblizony a głównie nabór i moda na szkołe rostrzyga ) .
      • an.16 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 10:17
        >nam margines ani niższy poziom nie satraszny

        U nas podobnie. Nie znoszę ględzenia i średniej i paskach. Zawsze mówie synowi, że wole aby był najlepszym uczniem w najgorszej szkole niż odwrotnie. Dla mnie znaczenie ma również dobra komunikacja i zaplecze sportowe. Koledzy też, ale mój łatwo zjednuje sobie ludzi i towarzystwa mu nie brakuje. Ważne sa też preferencje syna i chociaż dostał się do klasy dwujezycznej z rozszerzoną matematyką, do gimnazjum które b. mi sie podoba, to zgodziłam sie aby wybrał swoje wymarzone (Raszyńska).
        • jotde3 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 12:17
          Koledzy też, ale
          > mój łatwo zjednuje sobie ludzi i towarzystwa mu nie brakuje.

          mam jednak takie wrażenie że te "korzenie" z osiedla są ważne na tyle że należy je istotnie brać pod uwage na etapie gimnazjum ,potem mniej.
          • an.16 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 13:02
            Niekoniecznie. Akurat do gimnazjów wybranych przez syna nikt z klasy sie nie wybierał i wcale mu to nie przeszkadzało. Juz pierwszego dnia zawarł nowe znajomości. Ale jest wierny dawnym przyjaźniom, spotyka się nawet z kolegami ( i koleżankami) z przedszkola z całkiem odległych dzielnic. A z tymi z podstawówki trenuje w klubie.
            • jotde3 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 13:48
              an.16 napisała:

              > Niekoniecznie.

              pewnie że niekoniecznie, zależy od dziecka .
    • ewa_mama_jasia Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 11:41
      Posłałabym do drugiej.
      • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 15:51
        Dylemat już rozstrzygnięty.Decyzję musiałyśmy podjąć dziś w południe.Córka zdecydowała,że idzie do gimnazjum drugiego,tego "spokojniejszego",bez wyścigu szczurów,za to z koleżankami i kolegami.
        To była jej decyzja,ja powiedziałam,że to ona ma zdecydować,bo to ona będzie tam chodzić przez 3 lata i ma być w tej szkole szczęśliwa i zadowolona.Zasugerowałam jej tylko aby nie wybierała szkoły ze względu na koleżanki,bo dziś koleżanki są ,jutro coś im się odwidzi i ich nie będzie a do szkoły trzeba chodzić.
        Córka spokojnie wszystkie za i przeciw każdego gimnazjum przemyślała i w pełni odpowiedzialnie zdecydowała się właśnie na to drugie.Mam nadzieję,że będzie z tej szkoły zadowolona i będzie jej tam dobrze.
        • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 02.07.14, 17:48
          Pogratuluj córce rozsądku. Ja w podobnej sytuacji zdecydowałam się na takie "ambitne " liceum", jeszcze przed reformą oświaty. Cztery lata z życia, cztery lata nieustannych nerwów, w klasie koleżanka usiłowała popełnić samobójstwo z powodu ocen (cudem jej się nie udało, matka wróciła do domu dwie godziny wcześniej niż zwykle i tylko dlatego ją odratowali). Ja sama liceum skończyłam, na studia sie dostałam, a pewność siebie, którą miałam w podstawówce, wróciła mi po 23 latach... A i to nie do końca.
          • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 06:18
            Verdana chyba chodziłyśmy do tego samego liceum. winkMiałam,a właściwie mam takie same odczucia i doświadczenia po skończeniu tego "mojego,ambitnego" liceum.
            Obawiam się, że moje wrażliwe,spokojne dziecko przynajmniej teraz w tym wieku,mogłoby nie wytrzymać tego tempa,wyścigu szczurów,oraz sprowadzania do parteru przez nauczycieli.
            Trochę obawiam się tylko reakcji rodziny i znajomych,bo u nas to liceum i gimnazjum mają taką renomę jak niemal Oxford.I dostać się do TAKIEJ szkoły to jak wygrać 6 w totka,albo dostać gwiazdkę z nieba,a córka zrezygnowała,odrzuciła TAKĄ szansę i to na rzecz jakby nie patrzeć rejonowego gimnazjum.Nieważne,że z porównywalnym poziomem,ale jednak to zwykła rejonówka.Już słyszę te żale babci jednej,bo moi rodzice to akurat wiedzą jak w tej ą,ę szkole jest,ale pozostałe ciocie,wujkowie,kuzynostwo,koledzy z byłej 6-klasy,będą w szoku i po głowie się będą stukać jak można być tak głupim i taką ofertę odrzucić.
            • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 08:43
              Trochę obawiam się tylko reakcji rodziny i znajomych

              Może to efekt uczęszczania do takich szkół?
              BTW: co ich to obchodzi, zawsze może zresztą powiedzieć, że się nie dostała, wtedy odczują złośliwą satysfakcję , a nawet złożą nieszczere wyrazy ubolewania... wink
              • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 09:00
                Ja się obawiałam reakcji rodziny, gdy przeniosłam syna z LO do liceum zawodowego. Reakcja była, ale krótka, po czym okazało sie, że synowi to nie zaszkodziło w niczym.
                Poza tym reakcja rodziny, a przyszłość dziecka to jednak nieporównywalne wartości. I ja bym otwartym tekstem powiedziała, ze Ty miałaś koszmarne wspomnienia i bardzo dobrze, ze dziecko ich nie będzie miało.
                Córka koleżanki po taki "Oxfordzie" pięciokrotnie zmieniała kierunek studiów i nic nie skończyła. Miała dosyć.
            • rolly_mo Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 09:35
              Wujkom i ciociom powiedz żeby swoje dzieci tam posyłali, dla Ciebie zdrowie psychiczne Twojego dziecka jest najważniejsze i nic im do tego. Najgorsze to przejmować się całe życie tym, co powiedzą inni. Niech zajmą się swoim życiem, a cudzym.
            • nitka111 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 09:59
              mam wrażenie, że z określenia " rejonowe gimnazjum" robi się bajka o żelaznym wilku - może być super, mogą się inni " zabijać" żeby się tu dostać, no ale - r e j o n o w e . U nas ta sama sytuacja, syna ma jeszcze czas do 7 lipca, ale raczej wybierze rejonowe - ze względu na poziom i opinie.
              • salma75 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 10:25
                Różnie to bywa, nie ma co uogólniać.
                Nasze rejonowe to jakaś masakra - nauczyciele na lekcje boją się przychodzić.
                Wyniki testów gimnazjalnych plasują szkołę w ostatniej trójce w województwie.
                • nitka111 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 10:32
                  dokładnie o to mi chodziło: nie uogólniać
    • mado.piag Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 10:05
      pod uwagę brałabym tylko i wyłącznie gimnazjum numer 2
      • justek103 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 10:35
        Witam, jestem ciekawa o jakim mieście piszesz. U nas we Wrocławiu też o pewnym gimnazjum tak piszą, a fakty są diametralnie różne. Zawsze gdzie jest dużo chętnych, ktoś odpada, a wtedy opowiada niestworzone rzeczy.
        • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 11:05
          justek103 napisał(a):

          > Witam, jestem ciekawa o jakim mieście piszesz. U nas we Wrocławiu też o pewnym
          > gimnazjum tak piszą, a fakty są diametralnie różne. Zawsze gdzie jest dużo chęt
          > nych, ktoś odpada, a wtedy opowiada niestworzone rzeczy.

          Po pierwsze gdybyś przeczytała/przeczytał mój post ze zrozumieniem wiedziałabyś/wiedziałbyś,że córka dostała się do obu gimnazjów.Miała tylko problem co wybrać.
          Po drugie piszę o mieście uzdrowiskowym w woj.kujawsko-pomorskim.Absolutnie nie jest to jak przypuszczasz Wrocław ani żadne inne wielkie polskie miasto.
          • justek103 Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 11:23
            Mój list wcale nie miał być atakiem na Was! Wiem, że się dostaliście i tu i tu - gratuluję. Ja nawiązuję do opinii jakie masz na temat obu szkół. Zaznaczam, że nie wszystkich zdania są prawdziwe i często szkodzą dobrym szkołom. Rodzice jak i dzieci nierzadko roznoszą plotki. Tak jest w naszym mieście - nie ma znaczenia, czy jest to duże miasto, czy mniejsze. Jeżeli chodzi o lokalizację, to prawda przegapiła. Mam nadzieję, że córka jednak trochę bardziej wyluzowana niż mamawink
    • cometessa Re: Gimnazjalny dylemat 03.07.14, 21:56
      Dobra decyzje podjela corka. Ja chodzilam, jeszcze przed reforma, do takiego liceum, gdzie norma bylo wyzywanie uczniow od nieukow (sami olimpijczycy i czerwone paski) , ze nic w zyciu nie osiagna itd. Okazalo sie, ze mieli racje, mialam depresje, mature zdalam rok pozniej, poszlam do prywatnej szkoly wyzszej i emigrowalam ostatecznie. A tak dobrze sie zapowiadalam. Wizyty u psychologa troche pomogly.
      Ja jestem zbtych wrazliwych i dzis z ta wiedza, ktora o sobie posiadam, na pewno poszlabym w innym kierunku.
      • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 04.07.14, 20:20
        No i się zaczęła jazda. Chyba ktoś z byłej klasy mojej córki,kto poszedł zobaczyć ostateczne listy przyjętych do tego ą,ę gimnazjum o którym pisałam wcześniej,nie zobaczył na tej ostatecznej liście mojej córki.Nie zobaczył,bo najpierw była lista tzw.wstępna,tych którzy się dostali do tego gimnazjum,potem na drugi dzień trzeba było potwierdzić czy dziecko się decyduje na tą właśnie szkołę czy nie,należało przynieść oryginał świadectwa.Do nas dzwoniła sekretarka z tego gimnazjum z pytaniem czy córka się decyduje na przyjście czy nie.Jak już pisałam ostatecznie zdecydowałyśmy się na to drugie gimnazjum,wiec na ostatecznej liście już córki nie umieszczono i ktoś rozpuścił plotę że się córka nie dostała.No i sensacja na 102.Doszło to do mojego dziecka.Przykro jej strasznie.I mnie się wszyscy znajomi co chwila pytają czy to prawdą,że K się nie dostała do TEGO gimnazjum.Już mi powoli wszystko opada i kompletnie nie mam siły wszystkim po raz 55555 tłumaczyć,że się dostała,ale zrezygnowała.Ludziom się to w głowach nie mieści.
        Podnieście mnie trochę na duchu,bo oszaleję i zamiast cieszyć się wakacjami w jakąś depresję gimnazjalną wpadnę.Naprawdę nie wiedziałam że w tym moim grajdole moja córka jest taką medialną osobą,że wszyscy się nią interesują wink
        • sabina211 Re: Gimnazjalny dylemat 04.07.14, 21:36
          A nawet gdyby naprawdę się nie dostała, to co z tego, skoro i tak jest w dobrej szkole? Czy wszyscy dostają się wszędzie, gdzie składają dokumenty? Mój syn dostał się do dwóch szkół, do których startował, do trzeciej nie i nie przyszło mi do głowy się z tego komukolwiek gęsto tłumaczyć, czy specjalnie martwić. Pewnie gdyby był skazany na gimnazjum rejonowe, to nie byłabym szczęśliwa, ale jest w szkole, w której chciał być i która i dla nas jest do przyjęcia, więc z czego tu robić wielką sprawę.
          C
          • sabina211 Re: Gimnazjalny dylemat 04.07.14, 21:38
            cd. Cieszcie się wakacjami, a przeżywanie list przyjętych skończy się najpóźniej po weekendzie.
        • kkokos Re: Gimnazjalny dylemat 05.07.14, 09:27
          ktoś rozpuścił plotę że się córka nie dostała.No
          > i sensacja na 102.Doszło to do mojego dziecka.Przykro jej strasznie.I mnie się
          > wszyscy znajomi co chwila pytają czy to prawdą,że K się nie dostała do TEGO gim
          > nazjum.Już mi powoli wszystko opada i kompletnie nie mam siły wszystkim po raz
          > 55555 tłumaczyć,że się dostała,ale zrezygnowała.Ludziom się to w głowach nie mi
          > eści.

          chyba naprawdę za bardzo się przejmujesz tym, co ludzie mówią - co zresztą widać po twoich obawach, co powie rodzina.

          ale tak serio - czniaj to, szybko sobie znajdą inny żer. a jako matka absolwenta klasy dwujęzycznej w rejonowym gimnazjum mogę cię zapewnić, że 1. patologia oczywiście się znajdzie, ale na pewno nie w klasie twojej córki. 2. nie wszystkie dzieci w tej klasie będą genialne i na pewno będą takie, które są dość mądre lub dość zdolne (zdały test), ale w sumie to chodzą do szkoły raczej w celach towarzyskich, a nie naukowych. nie ma jednak obawy, że te dzieci rozwalą lekcję, będą ściągać innych w dół - u nas same dzieci potrafiły spacyfikować takich osobników. serio. klasowy rozbawiacz rozbawiał innych tylko trzy dni, bo okazało się, że nikt jego wygłupami na lekcjach nie jest zainteresowany. 3. najpóźniej w drugiej klasie którejś nauczycielce wyrwie się wyznanie, że ona przychodzi na lekcje do tej klasy odpocząć i nabrać sił, bo w innych to jest orka na ugorze, 30 minut walki o uwagę, a tu ktoś chce jej słuchać, co sprawia, że jej, nauczycielce, też się chce angażować, wymyślać nowe rzeczy itd. więc klasy dwujęzyczne są zawsze ulubionymi klasami, a ich uczniowie - ulubionymi uczniami, których nauczyciele wspierają.
        • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 05.07.14, 16:17
          "Nie dostać się", do gimnazjum, to jeszcze pół biedy wink Chodziłam do LO, 4-letniego, bo właśnie klasa dwujęzyczna. U mnie w mieście takich wynalazków nie było, więc ludzie nie ogarniali zasad. No i w 3 klasie się zaczęło: ONA wciąż w ogólniaku, na pewno powtarza klasę (w domyśle: a niby taka dobra była) big_grin
          Na studiach z przyczyn losowych wypadły mi dwa lata przerwy: kolejna porcja plotek . Na szczęście rodzina ma te plotki w głębokim, gdyby zaczęli roztrząsać "co ludzie powiedzą", to prawdopodobnie odbiłoby się i na mnie. A tak, mamy rodzinny temat do żartów wink , także wyluzujcie, cieszcie się wakacjami smile
          • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 06.07.14, 08:32
            Dzięki dziewczyny za wsparcie.Naprawdę pomagają mi takie wpisy.
            Z jednej strony wiem,że na głupie,zawistne ludzkie gadanie nic nie poradzę,bo ludzie gadają i gadać będą.
            Tylko to trochę tak uwiera,jak się słyszy takie ploty.Wczoraj też dostałam smsa od jednej mamy koleżanki z klasy córki,z którą miałam trochę bliższy kontakt,czy to prawda,że K się nie dostała do ą,ę gimnazjum,bo wszyscy trąbią że się nie dostała.
            Już mi nawet nie miało co opaść,bo od tygodnia wszystko leży na ziemi.I teraz to już naprawdę mam zgryz czy ta moja córka dobrze zrobiła,czy podjęłyśmy słuszną decyzję?Czuję się tak jakby w tym moim mieście tylko ja miała dziecko i wszyscy się tym dzieckiem interesowali.No masakra jakaś.W życiu bym nie podejrzewała,że się z tego taka afera zrobi.
            • kkokos Re: Gimnazjalny dylemat 06.07.14, 09:32
              I teraz t
              > o już naprawdę mam zgryz czy ta moja córka dobrze zrobiła,czy podjęłyśmy słuszn
              > ą decyzję?

              zaraz, a to decyzja dotycząca twojej córki czy "ludzi"? ciebie nie "trochę uwiera", tylko masz kosmiczny ból tyłka z powodu pytań znajomych. jeśli twoje i twojej córki szczęście zależy od tego, co sobie myślą ludzie, to tak, popełniłyście najgorszy błąd jej życia. jeśli takie myślenie wpajasz córce - najważniejsze, córeczko, jest nie to, czego ty chcesz, ale co ludzie powiedzą - to ty i tylko ty będziesz winna jej życiowych frustracji.

              myślałam, że jesteś mądrzejsza.

              ale jest jeszcze jedno możliwe wytłumaczenie. tak na co dzień zadzieracie nosa, tak się wywyższasz - ty sama lub obie tak się zachowujecie - tak na prawo i lewo opowiadasz, jaka to ta twoja córka najmądrzejsza, najwspanialsza i lepsza od innych, że ludzie nawet się nie kryją z wybuchem schadenfreude, iż tej najcudowniejszej prymusce powinęła się noga. nawet jeśli o tym powinięciu to tylko plotka.

              tak czy siak rzeczywiście nie jesteś w fajnej sytuacji - ale to od ciebie zależy, czy będziesz się przejmować ludzkim gadaniem czy nie.
            • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 00:26
              k1234561 napisała:

              > Już mi nawet nie miało co opaść,bo od tygodnia wszystko leży na ziemi.I teraz t
              > o już naprawdę mam zgryz czy ta moja córka dobrze zrobiła,czy podjęłyśmy słuszn
              > ą decyzję?Czuję się tak jakby w tym moim mieście tylko ja miała dziecko i wszys
              > cy się tym dzieckiem interesowali.No masakra jakaś.W życiu bym nie podejrzewała
              > ,że się z tego taka afera zrobi.
              ------
              To nie corka zle zrobila tylko TY zle zrobilas.
              W tym wieku rodzice decyduja za dzieci,a dzieci spokojnie czekaja az skoncza 18 lat.
              Jesli dostala sie do lepszego gimnazjum to tam powinna chodzic a nie z patologia do gorszego gimnazjum.
              Powiem krotko,masakra jestes i sama doprowadzilas do tej afery.
              Jak mialas watpliwosci,to w dalszym ciagu posylasz corke do lepszej szkoly a jak sobie nie radzi to po roku czy pol roku przenosisz ja do gorszej.
              • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 07:40
                > Jak mialas watpliwosci,to w dalszym ciagu posylasz corke do lepszej szkoly a ja
                > k sobie nie radzi to po roku czy pol roku przenosisz ja do gorszej.

                Nie rozumiesz.To gimnazjum w którym jest,a właściwie będzie moja córka nie jest gorsze.W moim mieście to są właśnie dwa najlepsze gimnazja.Jedno to ą,ę przy liceum i właśnie to drugie,jest co prawda rejonowym gimnazjum,ale bardzo dużo jest tu dzieci z poza rejonu,nawet w tych klasach tzw.zwykłych.Natomiast moja córka zdawała w tej szkole specjalny egzamin,przeszła przez tzw.sito i się dostała do klasy dwujęzycznej.To akurat jest najlepsza klasa w tej szkole,właśnie ze względu na to,że jest odsiew i idą tam uczniowie,którzy chcą się uczyć.Ala atmosfera jest spokojna.Nikt nie śrubuje sztucznie poziomu,nie gnoi uczniów,nie wyzywa.Margines i patologia może i są w tej szkole,ale nie słyszałam,żeby rodzice starszych uczniów,skarżyli się na jakieś ekscesy.Doskonale też wiem czyje dzieci chodzą do tej jak to napisałeś gorszej rejonówki.Wolę dobry poziom,ale żeby było spokojnie.Córka naprawdę wszystko bardzo przeżywa,każdy test czy sprawdzian.W dodatku jest bardzo wrażliwym dzieckiem i nie spłynie po niej jakby ktoś ją publicznie poniżał.Dlatego nie chciałam jej zafundować kolejnych 3 lat stresu,bo za chwilę,zamiast do gimnazjum czy liceum pójdzie do szpitala leczyć serce i nerwy.Po co mi to?
        • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 06.07.14, 09:44
          Patrz, jaką przyjemność ludziom zrobiłaś...
          • pam_71 Re: Gimnazjalny dylemat 07.07.14, 13:42
            Jeżeli to wybór pomiędzy Marcinkiem(lub Dąbrówką) a 12 - to stawiałabym na 12 ;-p
            • pam_71 Ps: 07.07.14, 14:11
              Doczytałam, że jednak chodzi o inne miasto wink
              Powiem Ci, jako matka takiej "rejonowej patologi" wink z klasy o rozszerzonym angielskim, że słabsi uczniowie z podstawówki mojej córki, wybierając rejon nawet nie podchodzili do testu z języka. Od razu decydowali się na klasę ogólną.
            • salma75 Re: Gimnazjalny dylemat 07.07.14, 19:47
              Ooo, a skąd przypuszczenia, że może chodzić o którąś z tych szkół? Bo temat dotyczy szkoły dwujęzycznej czy coś jeszcze podsunęło Ci ten pomysł?
              • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 00:31
                Glupie baby ci podpowiedzialy ze nauczyciele w lepszej szkole gorzej traktuja dzieci niz w gorszej szkole i TY w to uwierzylas,a teraz te glupie baby sie z ciebie smieja.
                Masz problemy z mysleniem.
                Co za powod bedzie mial bardzo dobry nauczyciel z liceum zle traktowac ucznia w gimnazjum?
                Wiadomo ze bylyby skargi rodzicow a pewno oparloby sie o kuratorium.
                Poza tym dobrze ludzie nie traktuja zle mlodszych.Slabi ludzie(nauczyciele) zle traktuja mlodszych.
                Jak ktos jest glupi to szuka glupszego od siebie by sie na nim wyzywac,ale jak ktos jest madry to ma ciekawsze zajecia w zyciu.
                • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 07:27
                  Co za powod bedzie mial bardzo dobry nauczyciel z liceum zle traktowac ucznia w
                  > gimnazjum?
                  > Wiadomo ze bylyby skargi rodzicow a pewno oparloby sie o kuratorium.
                  > Poza tym dobrze ludzie nie traktuja zle mlodszych.Slabi ludzie(nauczyciele) zle
                  > traktuja mlodszych.
                  > Jak ktos jest glupi to szuka glupszego od siebie by sie na nim wyzywac,ale jak
                  > ktos jest madry to ma ciekawsze zajecia w zyciu.

                  Nie znasz tutejszych realiów.Nauczyciele są bardzo wymagający,ale niestety nie idzie to w parze z jakością nauczania.Ta szkoła ma ponad 100-letnią tradycję,jeszcze przedwojenną.Jedzie na opinii z przed lat,bo tak się tu u nas utarło,że jest to elitarna szkoła dla olimpijczyków.Prawda jest taka,40,20-lat temu,nauczyciele byli na poziomie.Mieli mega autorytety wśród uczniów.Byli bardzo surowi,wymagający,ale umieli uczyć i byli pasjonatami swojej pracy.Dzięki temu młodzież kończąca tą szkołę to również byli ludzie na poziomie i z dobrym wykształceniem.Obecnie po tamtej świetności zostało może 2 nauczycieli wychowanków zresztą tamtej starej kadry.Reszta jest kiepska w swoim fachu,albo po prostu pracują na odwal się,ale za to wymagania wobec uczniów,mniemanie o sobie mają przeogromne.Do tego dochodzi traktowanie uczniów z buta,poniżanie jeśłi ktoś czegoś nie umie,albo nie rozumie.Na porządku dziennym są stwierdzenia:"Ty,się do wieczorówki nadajesz,a nie tutaj","Do rejonu,zjeżdżaj,jak ci za cieżko myśleć"(to akurat o gimnazjum). Nikt z uczniów ani rodziców się specjalnie nie wychyla,bo wie,że dzieciak kończy ą,ę szkołę rozpoznawaną w regionie i nikt nie chce sobie wrogów robić na czas edukacji tam dziecka.
                  Aczkolwiek znam kilka przypadków rezygnacji uczniów po pierwszym półroczu w pierwszej klasie gimnazjum i liceum.Dzieciaki nie wytrzymały presji.
                  Moim zdaniem im dłużej tak myślę tym sądzę,że podjęłam dobrą decyzję.Córka idzie do dobrej klasy również dwujęzycznej,na poziomie porównywalnym z tym ą,ę gimnazjum,ale o zdecydowanie spokojniejszej atmosferze.
                  • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 07:48
                    Maks ma po prostu jakieś straszne kompleksy, które leczy parciem na "opinię", nieważne, co by się w szkole nie działo.
                    • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 09:29
                      learning-to-fly napisała:

                      > Maks ma po prostu jakieś straszne kompleksy, które leczy parciem na "opinię", n
                      > ieważne, co by się w szkole nie działo.

                      Właśnie zauważyłam wink
                      • ewa_mama_jasia Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 09:45
                        Dobrze zrobilas, nie fundując córce takiego stresu. Po co ma sie wypalić w takiej nędznej wychowawczo szkole. Jesli poziom nauczania pprownywalny, to spotka sie z kolegami ze szkoły a e w liceum, z podobna wiedza a niższym poziomem wypalenia. A ludzie pogadają i przestana. Swoja droga co za tupet trzeba miec, żeby powtarzać plotki prosto w oczy zainteresowanemu. A, nie w oczy, smsem 😏
                      • szamanta Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 20:38
                        k1234561 napisała:

                        > learning-to-fly napisała:
                        >
                        > > Maks ma po prostu jakieś straszne kompleksy, które leczy parciem na "opin
                        > ię", n
                        > > ieważne, co by się w szkole nie działo.
                        >
                        > Właśnie zauważyłam wink'

                        Tylko nie idź w jego ślady, da się wyczuć ,ze masz takie zadatki i na to łatwo jesteś podatna, ale mam nadzieje ,ze córka jakoś mocniej w ryzach się potrzyma z zdrowym rozsądkiem, a nie wszystko pod publiczkę
                        Czasami młodzież tez musi wychować rodziców i przypiłować ich absurdalne wymogi,ktore mogą opłakane konsekwencje przynieść (szkodliwe ,nie licząc się z dziecka emocjami i osobowością)
                        • szamanta Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 20:39
                          >mam nadzieje ,ze córka jakoś mocniej w ryzach się* potrzym
                          > a

                          CIEBIE*
                  • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 14:22
                    k1234561 napisała:

                    > Na porządku dziennym są stwierdzenia:"Ty,się do wieczorówki
                    > nadajesz,a nie tutaj","Do rejonu,zjeżdżaj,jak ci za cieżko myśleć"(to akurat o gimnazjum).

                    Watpie zeby takie odzywki byly,a moze zdarzyly sie raz 5 lat temu i zgroza powialo w okolicy.
                    Zakladasz ze twoja corka nie bylaby wsrod tych najlepszych w tym lepszym gimnazjum,no i podjelas stosowna decyzje.
                    Moje dzieci chodzily do najlepszego gimnazjum W NYC i najlepszego liceum na Brooklynie i nic im nie zaszkodzilo.
                    • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 14:37
                      maksimum napisał:

                      > k1234561 napisała:
                      >
                      > > Na porządku dziennym są stwierdzenia:"Ty,się do wieczorówki
                      > > nadajesz,a nie tutaj","Do rejonu,zjeżdżaj,jak ci za cieżko myśleć"(to aku
                      > rat o gimnazjum).
                      >
                      > Watpie zeby takie odzywki byly,a moze zdarzyly sie raz 5 lat temu i zgroza powi
                      > alo w okolicy.

                      Rozumiem,że wiesz wszystko najlepiej.Lepiej nawet ode mnie,jakie tu panują realia.Pomimo,że zasięgałam języka u osób,które teraz mają tam dzieci.Mało tego.Jak już pisałam wcześniej sama chodziłam do tego ą,ę liceum i mnie oraz moich kolegów i koleżanki gadki w podobnym tonie nie ominęły.Tylko myślałam,że po tylu latach to już się zmieniło,ale jednak jak teraz pytałam tych którzy chodzą tam aktualnie nic się w tej materii nie zmieniło,wszystko zostało po staremu.Jak gnoili przed laty tak i teraz.

                      Moje dzieci chodzily do najlepszego gimnazjum W NYC i najlepszego liceum na Bro
                      > oklynie i nic im nie zaszkodzilo.

                      Brawo,brawo,jeszcze raz brawo!!
                      • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 08.07.14, 18:21
                        k1234561 napisała:

                        > Moje dzieci chodzily do najlepszego gimnazjum W NYC i najlepszego liceum na Bro
                        > > oklynie i nic im nie zaszkodzilo.
                        >
                        > Brawo,brawo,jeszcze raz brawo!!

                        W dobrych szkolach tak wlasnie jest,ze nie rozpieszcza sie dzieci,natomiast w tych gorszych czesto glaszcza po glowkach by dzieci byly zadowolone z siebie i rodzice zadowoleni ze szkoly.
                        • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 17:43
                          Między niegłaskaniem po główce a gnojeniem jest subtelna różnica...
                          • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 18:17
                            morekac napisała:

                            > Między niegłaskaniem po główce a gnojeniem jest subtelna różnica...

                            Masz racje,czasami zapominam,ze w Polsce gnojenie innych jest normalnym sposobem na zycie.
                  • luizza Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 16:27
                    Moja córka chodziła do takiego niby wyjątkowego gimnazjum (prowadzonego przez zakon pijarów). Okazało się, że wysoki poziom zawdzięcza ono po pierwsze selekcji uczniów, po drugie stawianiu bardzo wysokich wymagań, ale bez zaangażowania nauczycieli. Ci dawali z siebie minimum- żadnych kółek, dodatkowych zajęć, nuda na lekcjach. Za to na sprawdzianach pytania o wiedzę na poziome szkoły średniej. Do tego fatalna atmosfera pomiędzy uczniami, promowano kujonów, a nie dzieci autentycznie zdolne. Córka -laureatka konkursów w podstawówce miała na świadectwie prawie same tróje. Po pierwszej klasie uparła się przenieść do rejonu (niezłej szkoły) - odżyła i wróciła jej chęć do nauki. Atmosfera szkoły, jest równie ważna jak poziom nauki, a zdolne dziecko poradzi też sobie w rejonowej szkole (nie ma co demonizować chodzącej tam młodzieży).
                    • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 18:15
                      luizza napisała:

                      > Atmosfera szkoły, jest r
                      > ównie ważna jak poziom nauki, a zdolne dziecko poradzi też sobie w rejonowej s
                      > zkole (nie ma co demonizować chodzącej tam młodzieży).

                      Atmosfera w szkole jest robiona przez uczniow.
                      Jak jest dobre sito z egzaminem wejsciowym,to slabi czy rozrabiajacy uczniowie sie tam nie dostana,a dyrekcje stac na zatrudnienie najlepszych nauczycieli.
                      Zdolne dziecko z duza motywacja wewnetrzna owszem poradzi sobie w rejonowce,ale malo dzieci ma taka motywacje,by ulec pokusie bycia przecietnym.
                      • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 20:20
                        > Zdolne dziecko z duza motywacja wewnetrzna owszem poradzi sobie w rejonowce,ale
                        > malo dzieci ma taka motywacje,by ulec pokusie bycia przecietnym.

                        Z moich obserwacji wyńika ze problem polega na czym innym - ambitne dziecko w przeciętnej szkole będzie najlepsze, ale to będzie po prostu 'wystawanie' ponad przeciętność; w konfrontacji z najlepszymi z najlepszych szkół moze sie boleśnie rozczarowac bo okaże sie ze najlepszemu wsród przeciętnych jednak brakuje do czołówki. A bycie w naprawdę dobrej szkole wcale nie musi oznaczać wyścigu szczurów, wrzodow na żołądku czy zawału w młodym wieku wink
                        • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 04:46
                          zgagusia napisała:

                          > Z moich obserwacji wyńika ze problem polega na czym innym - ambitne dziecko w p
                          > rzeciętnej szkole będzie najlepsze, ale to będzie po prostu 'wystawanie' ponad
                          > przeciętność; w konfrontacji z najlepszymi z najlepszych szkół moze sie boleśni
                          > e rozczarowac bo okaże sie ze najlepszemu wsród przeciętnych jednak brakuje do
                          > czołówki.

                          Dokladnie tak.

                          > A bycie w naprawdę dobrej szkole wcale nie musi oznaczać wyścigu szcz
                          > urów, wrzodow na żołądku czy zawału w młodym wieku wink

                          Oczywiscie ze tak.W naprawde dobrych szkolach sa naprawde dobre dzieci i nikt o wyscigach szczurow nie mysli.
                          Wyscigi szczurow sa wsrod srednio-zdolnych,ktorzy za wszelka cene chca dogonic najlepszych.
                    • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 10.07.14, 20:11
                      > Po pierwszej klasie uparła się przenieść do rejonu (
                      > niezłej szkoły) - odżyła i wróciła jej chęć do nauki. Atmosfera szkoły, jest r
                      > ównie ważna jak poziom nauki, a zdolne dziecko poradzi też sobie w rejonowej s
                      > zkole (nie ma co demonizować chodzącej tam młodzieży).

                      Ja z kolei jestem zdania ze nie ma co bagatelizować problemu patologicznej młodzieży w rejonowkach. Mam w bliskiej rodzinie dziewczynkę ktora poszła do, wydawało by sie, niezłej rejonowki. Polowe albo i wiecej pierwszej klasy przepłakała - miała w klasie takich wiecznie kiblujacych 16-, 17- latków autentycznie znecajacych sie nad młodszymi, spokojnymi dzieciakami. Szkola kompletnie bezradna; dość powiedzieć ze jeden z tych delikwentow spędził jakiś czas w poprawczaku (jeden rok?) i został z niego odesłany do rejonowki jako 'zresocjalizowany'. Was to ominęło bo córka poszła do rejonu od drugiej klasy - ta dziewczynka z mojej rodziny tez odetchnęla w drugiej klasie ( ci wiecznie kiblujacy zostali na kolejny rok w pierwszej...), a w trzeciej została nawet laureatka konkursu kuratoryjnego co dało jej wolny wstęp do liceum. Ale co przeszła, to jej sad
                      Ja sie swego czasu długo wahalam nad dobrym, rejonowym gimnazjum dla syna - chociaż to dla nas i tak nie było rejonowe, ale maja tam niezła klasę ścisła do której trzeba zdawać dodatkowe egzaminy. Robiłam szeroki wywiad wink - wszyscy zgodnie twierdzili ze ta klasa w szkole faktycznie dobra i na wysokim poziomie, ale w szkole jest tez patologia z rejonu dla której palenie, wagary to chleb powszedni a zdarza sie ze do szkoły przychodzi policja z psami narkotyków szukać bo i takie problemy w tej szkole sa. No i po tych informacjach wymieklismy i syn poszedł do gimnazjum 'ponadrejonowego', czyli takiego gdzie wszystkie dzieciaki sa przyjmowane na podstawie dodatkowych egzaminów. Jest to szkola przy liceum, więc i nauczyciele w większości licealni,wymagania tez maja wysokie. Syn dobrze sie odnalazł i poradził sobie. Nie słyszałam o żadnych praktykach poniżania uczniów przez nauczycieli, choc uczyć sie trzeba było sporo bądź pogodzić ze słabszymi ocenami wink Ale za to było pod czyim okiem rozwijać swoje zainteresowania na bardzo wysokim poziomie, atmosfera wsród uczniów tez zdecydowanie sprzyjała nauce i osiagnieciom.
                      Ja uważam ze reforma polegająca na wprowadzeniu gimnazjów została spartolona przez wprowadzenie rejonizacji - do wszystkich szkół powinna byc kwalifikacja na podstawie egzaminów, nie dochodziloby wówczas do sytuacji ze zdolne dzieci, niezli uczniowie trafiają do jednych klas z patologia tylko dlatego ze mieszkają w tym samym rejonie uncertain
                      • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 04:37
                        zgagusia napisała:

                        > Ja uważam ze reforma polegająca na wprowadzeniu gimnazjów została spartolona pr
                        > zez wprowadzenie rejonizacji - do wszystkich szkół powinna byc kwalifikacja na
                        > podstawie egzaminów, nie dochodziloby wówczas do sytuacji ze zdolne dzieci, nie
                        > zli uczniowie trafiają do jednych klas z patologia tylko dlatego ze mieszkają w
                        > tym samym rejonie uncertain
                        ----------
                        No wiec powiem ci jak jest w NYC.
                        Sa gimnazja i licea ktore przyjmuja TYLKO na podst egzaminow ale tez sa rejonowki,ktore przyjmuja kazdego z rejonu.
                        W kazdej rejonowce sa trzy poziomy nauczania,czyli klasy dla prostych ludzi,zaawansowane i dla tych najlepszych.Na podstawie dobrych lub zlych wynikow mozesz isc w gore lub w dol w zaawansowanych klasach.
                        Zazwyczaj te klasy dla ciemniakow sa na parterze,wiec holota nie Walesa sie po wyzszych pietrach.
                      • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 04:42
                        zgagusia napisała:

                        > No i po tych informacjach wymieklismy i syn p
                        > oszedł do gimnazjum 'ponadrejonowego', czyli takiego gdzie wszystkie dzieciaki
                        > sa przyjmowane na podstawie dodatkowych egzaminów. Jest to szkola przy liceum,
                        > więc i nauczyciele w większości licealni,wymagania tez maja wysokie. Syn dobrze
                        > sie odnalazł i poradził sobie. Nie słyszałam o żadnych praktykach poniżania uc
                        > zniów przez nauczycieli, choc uczyć sie trzeba było sporo bądź pogodzić ze słab
                        > szymi ocenami wink Ale za to było pod czyim okiem rozwijać swoje zainteresowania
                        > na bardzo wysokim poziomie, atmosfera wsród uczniów tez zdecydowanie sprzyjała
                        > nauce i osiagnieciom.

                        Szkola to sa uczniowie.
                        Jak wprowadzisz ostre egzaminy wstepne to holota sie nie dostanie i jest atmosfera do normalnej nauki i normalnego zycia.
                      • hankam Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 00:15
                        Problem polega na tym, Zgagusia, że wtedy dziecko mogłoby się dostać do gimnazjum po drugiej stronie miasta. Zakładano, że dzieci w tym wieku powinny mieć szkołę blisko domu.
                        Z drugiej strony gimnazja sobie radzą wprowadzając nauczanie dwujęzyczne dla klas albo całej szkoły i w ten sposób obchodzą rejonizację i robią selekcję.
                        Więc tak naprawdę rejonizacja staje się pomału fikcją.
                        • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 10:50
                          > Problem polega na tym, Zgagusia, że wtedy dziecko mogłoby się dostać do gimnazj
                          > um po drugiej stronie miasta. Zakładano, że dzieci w tym wieku powinny mieć szk
                          > ołę blisko domu.

                          No wiec wlasnie do takiego gimnazjum (po drugiej stronie miasta, kilkanscie kilometrow w jedna strone) poszedl swego czasu moj syn - bo wyboru za bardzo nie mial....


                          > Z drugiej strony gimnazja sobie radzą wprowadzając nauczanie dwujęzyczne dla kl
                          > as albo całej szkoły i w ten sposób obchodzą rejonizację i robią selekcję.
                          > Więc tak naprawdę rejonizacja staje się pomału fikcją.

                          No wlasnie druga opcja dla mojego syna wtedy (szukalismy klasy mat-fiz) to byla taka 'wybierana' klasa w gim rejonowym (swoja droga tez bardzo daleko od domu i ze zlym dojazdem). Ale robilam dokladny wywiad, znalazlam kontakt do rodzicow dzieci z takich starszych klas - potwierdzili ze poziom nauczania w tej klasie by nam odpowiadal. Ale jednoczesnie zaznaczali ze rejon fatalny, w klasach rejonowych naprawde patologia i trzeba sobie umiec z tym radzic m.in. na przerwach, no i dziecko musi byc generalnie odporne na zly wplyw (a szkola ogromna, to gimnazjum liczy prawie 1000 uczniow) i pokusy uzywek jak i mocniejszych rzeczy sad ktore sa w tej szkole na wyciagniecie reki...
                          Tak wiec takie rozwiazanie nie do konca sie sprawdza.
                          Oczywiscie nie wiem jak naprawic obecny stan rzeczy w szkolnictwie, jest to sprawa do dyskusji, nie mniej jednak uwazam z cala stanowczoscia ze sytuacja jest zla. Tak jak jest to najbardziej cierpia na tym dzieciaki ktore mase pracy wlozyly w to zeby juz w tym wieku sie wybijac i miec jakies osiagniecia; chodzi tu m.in. o to ze prawie nie ma dla nich klas wstepnie profilowanych juz na tym etapie czy szkol dajacych mozliwosci dalszego rozwoju w jakiejs dziedzinie. Efekt jest taki jak juz pisalam - po tylu latach 'pod gorke do szkoly' kwiat najlepszej polskiej modziezy chce stad wyjechac sad Nie mam tu oczywiscie jakichs szeroko zakrojonych badan statystycznych, to co pisze opieram na rozmowach z krewnymi czy znajomymi, nie mniej jednak jakies rozeznanie mam (m.in. moj starszy syn to olimpijczyk w scislych, stad wiem jak to jest w tym srodowisku, w bliskiej rodzinie jest tez olimpijczyk z j. ang itp.).
                    • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 04:51
                      luizza napisała:

                      > Moja córka chodziła do takiego niby wyjątkowego gimnazjum (prowadzonego przez z
                      > akon pijarów). Okazało się, że wysoki poziom zawdzięcza ono po pierwsze selekcj
                      > i uczniów, po drugie stawianiu bardzo wysokich wymagań, ale bez zaangażowania n
                      > auczycieli. Ci dawali z siebie minimum- żadnych kółek, dodatkowych zajęć, nuda
                      > na lekcjach. Za to na sprawdzianach pytania o wiedzę na poziome szkoły średniej
                      > . Do tego fatalna atmosfera pomiędzy uczniami, promowano kujonów, a nie dzieci
                      > autentycznie zdolne.

                      A jak odroznic kujona od dziecka autentycznie zdolnego?
                      Chyba po stopniach z klasowek.

                      > Córka -laureatka konkursów w podstawówce miała na świadectwie prawie same tróje.

                      Jak na sprawdzianach miala troje,to nie mogli jej postawic 4-rek na koniec roku.

                      > Po pierwszej klasie uparła się przenieść do rejonu (
                      > niezłej szkoły) - odżyła i wróciła jej chęć do nauki.

                      Znalazla sie na swoim poziomie.

                      > Atmosfera szkoły, jest r
                      > ównie ważna jak poziom nauki, a zdolne dziecko poradzi też sobie w rejonowej s
                      > zkole (nie ma co demonizować chodzącej tam młodzieży).

                      Atmosfera w szkole jest tworzona przez uczniow.
                      • k1234561 Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 08:13
                        Problem tylko w tym,że do gimnazjum dziecko iść MUSI.
                        Zatem jeśli wprowadzić egzaminy do gimnazjów,tak aby miejsce zamieszkania o niczym nie decydowało,to gdzie ma chodzić tzw.patologia z tego rejonu?Przecież oni żadnych egzaminów nie zdadzą.Mało tego często patologia w I klasie gimnazjum to osoby,które na teście 6-klasisty zdobyły może z 5 punktów.Bo czasem nawet im się testu do końca przeczytac nie chciało,ale że przyszli,napisali powyżej 1 p to test mają zaliczony a ich rejonówka MUSI przyjąć.
                        No chyba,że utworzymy w miastach gimnazja- enklawy dla tej patologii.Wtedy uczniowie,którzy chcą się uczyć i im zależy szerokim łukiem będą te placówki omijać.Tylko nie wiem,który nauczyciel bedzie chciał w takiej szkole uczyć.Skoro na 20-30 uczniów dajmy na to 15 z przeszłością kryminalną,poprawczakiem reszta wulgarna i chamska,ze świadomością,że oni tą szkołę MUSZĄ skończyć,nauczyciel im łaski nie robi,mający gdzieś naukę i nauczycieli,bo i tak muszą skończyć, bo gimnazjum jest obowiązkowe.
                        Jeśli o mnie chodzi,problem mamy, jak już pisałam, rozwiązany i decyzja została podjęta.
                        To gimnazjum które wybrała córka jest jednym z dwóch najlepszych w mieście mimo,że przyjmują uczniów z rejonu.W dodatku idzie do tzw.przebranej klasy.Dzieci musiały zdać egzamin i to dość trudny.Trudniejszy niż w tym przylicealnym gimnazjum.Zatem sito odpowiednie i byle kto nie jest w tej klasie.W dodatku do tego gimnazjum,do innych już klas też chodzi wiele dzieci spoza rejonu,dzieci z tzw.dobrych domów,też chcących się uczyć.
                        Zatem patologia może i będzie,ale na pewno nie w klasie mojej córki.Zresztą z poczty pantoflowej wiem,że w tym właśnie gimnazjum nie było szczególnych ekscesów związanych z wybrykami patologii.Więc albo ta patologia nie aż taka straszna tutaj,albo nauczyciele i dyrekcja umieją sobie z tym radzić.
                        • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 12:26
                          k1234561 napisała:

                          > Problem tylko w tym,że do gimnazjum dziecko iść MUSI.
                          > Zatem jeśli wprowadzić egzaminy do gimnazjów,tak aby miejsce zamieszkania o nic
                          > zym nie decydowało,to gdzie ma chodzić tzw.patologia z tego rejonu?Przecież oni
                          > żadnych egzaminów nie zdadzą.Mało tego często patologia w I klasie gimnazjum t
                          > o osoby,które na teście 6-klasisty zdobyły może z 5 punktów.Bo czasem nawet im
                          > się testu do końca przeczytac nie chciało,ale że przyszli,napisali powyżej 1 p
                          > to test mają zaliczony a ich rejonówka MUSI przyjąć.
                          > No chyba,że utworzymy w miastach gimnazja- enklawy dla tej patologii.Wtedy uczn
                          > iowie,którzy chcą się uczyć i im zależy szerokim łukiem będą te placówki omijać
                          > .Tylko nie wiem,który nauczyciel bedzie chciał w takiej szkole uczyć.Skoro na 2
                          > 0-30 uczniów dajmy na to 15 z przeszłością kryminalną,poprawczakiem reszta wul
                          > garna i chamska,ze świadomością,że oni tą szkołę MUSZĄ skończyć,nauczyciel im ł
                          > aski nie robi,mający gdzieś naukę i nauczycieli,bo i tak muszą skończyć, bo gim
                          > nazjum jest obowiązkowe.

                          Wiesz co, juz ten system w USA przedstawiony wyzej wydaje sie lepszy niz ten ktory obecnie mamy w Polsce sad Kiedys po podstawowce wszyscy ktorzy chceili isc do lepszych szkol musieli zdawac egzaminy w danej placowce i potem byla segregacja. Patologia trafiala wylacznie do zawodowek i to tych najgorszych, bo byly i takie oblegane. A teraz, zeby poprawic to co jest, to powinno sie chociazby utworzyc wlasnie zdecydowanie wiecej gimnazjow ponadrejonowych z egzaminami; w wielkim miescie gdzie mieszkam sa cale trzy, wszystkie tzw. dwujezyczne ale np. klasa scisla do ktorej szedl moj syn byla tylko jedna i to w szkole najbardziej oddalonej od domu. Moj mlody dojezdzal do wybranego gimnazjum kilkanascie kilometrow w jedna strone! A uwazam ze powinno byc odwrotnie - to najslabsi uczniowie, ktorzy nie chca sie uczyc, patologia, niech sobie dojezdzaja do szkoly przez cale miasto a nie chodza do placowki po drugiej stronie ulicy. Bo uwazam, ze jesli takie dzieciaki za mlodu doswiadcza tego ze jesli nie beda sie uczyc to ich zycie lekkie nie bedzie (vide wstawanie o szostej zeby na lekcje dojechac), to jest jeszcze dla nich szansa i czas zeby zabrali sie do roboty i nauki i po gimnazjum poszli do lepszej szkoly. Powinno sie tez zniesc obowiazek nauki do 18 r.ż., przywrocic szkolnictwo zawodowe i podnosic jego range - dobry majster, hydraulik czy kafelkarz jest na wage zlote i zadna plama na honorze nie jest dla niego brak matury.
                          • jakw Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 18:07
                            O naiwności... Myślisz, że ta patologia nagle zapragnie uczęszczać do szkoły wstając o 6 rano skoro i tak ma obowiązek szkolny w głębokim poważaniu? Zresztą niektórzy i tak muszą wstawać o 6 rano uczęszczając do jedynego gimnazjum w gminie.
                            • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 18:37
                              > O naiwności... Myślisz, że ta patologia nagle zapragnie uczęszczać do szkoły ws
                              > tając o 6 rano skoro i tak ma obowiązek szkolny w głębokim poważaniu? Zresztą n
                              > iektórzy i tak muszą wstawać o 6 rano uczęszczając do jedynego gimnazjum w gmin
                              > ie.

                              Mysle, ze jesli juz ktos musi miec pod gorke do szkoly to lepiej niech to bedzie ta patologia, a nie mlodziez najlepsza, najzdolniejsza - bo to wlasnie takim dzieciakom naleza sie jakies bonusy za ciezka prace. A tak jak jest teraz to jest to postawione na glowie - to moj syn, olimpijczyk, musial wstawac o 6 zeby dojechac na lekcje na 7:30; to do jego szkoly rodzice oddaja 13-letnie dzieciaki do internatu zeby tylko mogly chodzic do dobrej szkoly a mieszkaja w okolicznych wsiach czy miasteczkach! Takich szkol (tzn. takich w ktorych miejsce zamieszkania nie ma znaczenia, licza sie tylko oceny i egzaminy przy rekrutacji) powinno byc ZNACZNIE wiecej, a nie (jak juz pisalam) w jednym z najwiekszych miast w Polsce sa cale trzy uncertain
                              • jakw Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 19:28
                                Jeśli takich gimnazjów będzie więcej to rezultat będzie mniej więcej taki:
                                - nauczyciele będą biadolić, że w 20 nierejonowych gimnazjach poziom jest zdecydowanie niższy niż wtedy gdy tych gimnazjów było 3 w całym mieście
                                - rodzice olimpijczyków też będą pewnie biadolić i szukać tego najlepszego gimnazjum w mieście (bo co oni będą robić z nieolimpijczykami), w rezultacie te dzieci będą i tak wstawały o 6.00 jadąc na 7.30 do szkoły
                                - w miejskich rejonowych zostaną jakieś niedobitki normalnych uczniów bo reszta poupycha się w tych nierejonowych
                                - a na tzw. prowincji i tak zostanie po staremu, bo co się da zrobić gdy jedno gimnazjum w promieniu godziny jazdy
                                • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 19:43
                                  > Jeśli takich gimnazjów będzie więcej to rezultat będzie mniej więcej taki: [...]

                                  No więc ze tak nie będzie to widać na przykładzie liceów, do których właśnie juz nie ma żadnej rejonizacji, liczą sie tylko oceny i egzaminy przy dostawaniu sie. No i okazuje sie ze w tym samym mieście jest bardzo dobrych liceów wiecej niż trzy, nauczyciele jakoś nie biadolą nad poziomem, uczniowie maja w czym wybierać jesli chodzi o profil szkoły biorąc także pod uwagę sensowną odległość i dobry dojazd i mając przy tym pewność ze z patologia sie tam nie spotkają smile Czyli da sie smile
                                  • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 22:18
                                    Pytanie,ile jest szkol mniej wybitnych. I ile byłoby szkól zupełnie dennych. Niestety, do losu bardzo zdolnego ucznia należy również i to, że podobnych mu zdolnych dzieci nie ma znowu aż tak dużo- i albo będzie chodził z mniej zdolnymi niż on uczniami albo będzie dojeżdżać do placówki dla uczniów z bardzo wysokimi wynikami.
                                    • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 22:33
                                      > Pytanie,ile jest szkol mniej wybitnych.
                                      Nie wiem co to za pytanie, bo co to sa 'szkoły mniej wybitne'??
                                      Napisałam ze w moim mieście jest kilka ( tak licząc na szybko wychodzi mi 7) bardzo dobrych liceów.


                                      > Ni
                                      > estety, do losu bardzo zdolnego ucznia należy również i to, że podobnych mu zdo
                                      > lnych dzieci nie ma znowu aż tak dużo- i albo będzie chodził z mniej zdolnymi n
                                      > iż on uczniami albo będzie dojeżdżać do placówki dla uczniów z bardzo wysokimi
                                      > wynikami.

                                      Wiesz, miedzy 'uczniami mniej zdolnymi' a patologia jest pewna subtelna różnica....

                                      Ale dobra, jest super, mamy znakomity system edukacji, no lepiej byc nie moze, a ja ośmielam sie krytykować....
                              • mysiaapysia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 21:19
                                Czy piszesz o Wrocławiu?
                                • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 22:18
                                  Tak.
                              • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 22:07
                                Tylko ze szkoły składają się nie tylko z uczniów bardzo wybitnych i wybitnej patologii -pewnie z 80 % to uczniowie średni, często bez kłopotów wychowawczych . Nie da się zrobić tak, żeby 10% wybitnych uczniów miało szkoły wyłącznie dla siebie pod nosem, zaś niepatologiczna, aczkolwiek mniej uzdolniona młodzież miała do szkoły dalej. To jest nieekonomiczne i właściwie niewykonalne.
                                -------------------------------------------------------------
                                "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 22:23
                                  Ech... Miedzy 'szkoła wyłącznie dla siebie pod nosem' a szkola w odległości kilkunastu kilometrów jest jeszcze coś pośrodku, prawda? Wiecej napisałam w moich wcześniejszych postach, nie chce mi sie powtarzać...
                                  • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 22:35
                                    Cóż, obawiam się, że większy wybór można mieć w dużych miastach, a i to pod warunkiem ze zdecydujesz sie na dojazd - czasem i 3h dziennie. Przy czym ja na gimnazjum córek raczej nie narzekam.
                                • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 12.07.14, 11:08
                                  morekac napisała:
                                  zaś niepatologiczna, aczkolwiek mniej uzdolniona młodzież mi
                                  > ała do szkoły dalej. To jest nieekonomiczne i właściwie niewykonalne.

                                  Nieekonomiczne i niesprawiedliwe. Dlaczego ktoś mniej zdolny ma wstawać godzinę wcześniej od zdolnego tylko dlatego, że zamiast szóstek ma czwórki i trójki? Równie dobrze powinien mieć bliżej, bo żeby mieć przyzwoite wyniki musi poświęcić na naukę więcej czasu.
                                  • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 00:48
                                    Powiedzmy,że nie ma sensu dyskutować o sprawiedliwości, bo dla tych najzdolniejszych jest też niezbyt sprawiedliwe,że muszą dojeżdżać, czasem sporo.Niemniej tych bardzo wybitnych uczniów nie jest aż tylu,żeby zapewnić im naukę w towarzystwie im podobnych -będzie to po prostu za drogie.
                                    • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 10:28
                                      > Powiedzmy,że nie ma sensu dyskutować o sprawiedliwości, bo dla tych najzdolniej
                                      > szych jest też niezbyt sprawiedliwe,że muszą dojeżdżać, czasem sporo.

                                      Tez uwazam dyskusje o sprawiedliwosci za bezcelowa (zycie samo w sobie sprawiedliwe nie jest wink ), dlatego tez na wczesniejszy post nawet nie odpisywalam.

                                      > Niemniej t
                                      > ych bardzo wybitnych uczniów nie jest aż tylu,żeby zapewnić im naukę w towarzys
                                      > twie im podobnych -będzie to po prostu za drogie.

                                      Tu nie chodzi tylko o samych tych bardzo wybitnych, takze o tych zdolnych a przy tym przede wszystkim pracowitych. Ja uwazam ze tworzenie tej grupie jak najlepszych warunkow do rozwoju nigdy nie bedzie 'za drogie', tylko bedzie oplacalne dla spoleczenstwa ale w bardzo dalekosieznej perspektywie. A tak - ci najlepsi, najzdolniejsi w duzej czesci wyjezdzaja z kraju juz na studia, bo maja dosc lat poniewierania czy ciaglych klod pod nogami w naszym kraju sad
                        • ewa_mama_jasia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 12:35
                          Bo rejon rejonowi nie rowny. Na przykladzie Warszawy - masz np. rejon na Ursynowie i na Pradze Pn. Pewnie w wielu innych miastach jest podobnie. Gratuluje wyboru szkoly, pewnie dla syna wybralabym podobnie.
                          • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 18:55
                            Rejon to jedno, ale ważna jest też kadra. W moim gimnazjum, rejonówce i na dodatek zbieraninie z różnych szkół wiejskich, często dzieciaki zaniedbane wychowawczo, żaden monitoring nie był potrzebny. Dyrektor miał na tyle silną (ale nie sadystyczną) osobowość, że nikomu do głowy nie przyszły jakieś większe numery. Za "kici-kici" całą grupą mieliśmy przechlapane i na nic były tłumaczenia "kicianego", że dobrze się znamy i to był tylko żart wink
                      • luizza Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 10:59
                        > A jak odroznic kujona od dziecka autentycznie zdolnego?
                        > Chyba po stopniach z klasowek.

                        Po tym, że kujon ma dobre stopnie na klasówkach w szkole, ale nie ma żadnych osiągnięć w konkursach poza szkolnych- wojewódzkich, ogólnopolskich lub międzynarodowych (np.w Kangurze matematycznym). Tak się składa, że moja córka osiąga takie sukcesy, a jej koleżanki-kujonki z poprzedniej szkoły-nie. I co dało chodzenie do niby wyjątkowej szkoły? Im chyba nic, a ich rodzicom być może dobre samopoczucie.
                        W szkołach rejonowych jest wiele zdolnych i ambitnych dzieci i mogą one konkurować między sobą, a nie dostosowywać się do przeciętnej. Również nie wszystkie dzieci drugoroczne są patologiczne, a osoby z poprawczaka są wyjątkiem a nie regułą w gimnazjach. Radzenie sobie z takimi problemami zależy od dyrekcji. Nie twierdzę, że nie ma problemu przemocy w niektórych szkołach rejonowych. Ale także istnieje przemoc w szkołach społecznych, prywatnych, katolickich, językowych- częściej niż przemoc fizyczna pojawia się dokuczanie,mobbing. Chociaż nie jest to tak spektakularne jak pobicie kogoś, to może mieć równie bolesne konsekwencje dla osób, których dotyczy. Dlatego, jeśli kogoś dochodzą słuchy, że w jakiejś szkole dzieje się źle, to lepiej ją sobie darować i szukać innej (zarówno jeśli chodzi o rejonowe jak i tzw. elitarne). Pozdrawiam, a maksimum życzę więcej luzu i otwartości na inne poglądy.
                        • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 12:09
                          > Również nie wszystkie
                          > dzieci drugoroczne są patologiczne, a osoby z poprawczaka są wyjątkiem a nie re
                          > gułą w gimnazjach. Radzenie sobie z takimi problemami zależy od dyrekcji. Nie t
                          > wierdzę, że nie ma problemu przemocy w niektórych szkołach rejonowych. Ale takż
                          > e istnieje przemoc w szkołach społecznych, prywatnych, katolickich, językowych-
                          > częściej niż przemoc fizyczna pojawia się dokuczanie,mobbing. Chociaż nie jest
                          > to tak spektakularne jak pobicie kogoś, to może mieć równie bolesne konsekwenc
                          > je dla osób, których dotyczy.

                          Wlasnie dziewczynka z mojej bliskiej rodziny o ktorej wspominalam doswiadczyla bardzo okrutnej przemocy psychicznej sad A delikwenta odeslali z poprawczaka bo on wlasnie nikogo nie bil, nie byl agresywny fizycznie. A skala dokuczania, wysmiewania, ponizania czy wpedzania w kompleksy w szkole naprawde stawiala wlosy na glowie. I dyrekcja nie moze z tym zrobic dokladnie nic; przerabialismy temat, dowiadywalismy gdzie trzeba. W Polsce szkola nie ma dokladnie zadnych srodkow prawnych czy narzedzi formalnych zeby skutecznie sobie radzic z takim problemem. Nie twierdze oczywiscie ze w kazdej rejonowce tak jest czy ze w szkolach prywatnych, spolecznych czy tam innych tego nie ma. Ale nie daj Bog w takie srodowisko trafic crying A to byla szkola rejonowa ale w rankingach stojaca niezle, uczniowie maja sukcesy w konkursach. Problemem bylo tez to ze z tej szkoly nie bylo mozliwosci sie przeniesc - szkoly z egzaminami przyjmuja tylko w drodze normalnej rekrutacji, tam nie mozna dolaczyc w srodku cyklu edukacyjnego, przynajmniej ja o takim przypadku nie slyszalam; zdarza sie natomiast ze ktos rezygnuje i wlasnie wtedy idzie do rejonowki, czy prywatnej ktora ma miejsca.

                          • luizza Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 12:40
                            Właśnie to miałam na myśli, że nie należy uogólniać- przemoc, obojętność czy niechęć rówieśników lub nauczycieli (plus byle jakie nauczanie) może mieć miejsce w różnych szkołach i nie zawsze placówki z początku rankingu są najlepsze. Ja znam przypadki znęcania się w szkołach nierejonowych przy braku reakcji grona pedagogicznego i dyrekcji. Rzeczywiście problem jest, kiedy nie ma gdzie się przenieść. My akurat mieszkamy w dużym mieście, więc mieliśmy wybór, ale zdecydowaliśmy się na nasze gimnazjum rejonowe, które jest jednym z lepszych (mimo, że jest jednocześnie największym- ponad 700 uczniów- więc można jakoś radzić sobie z młodzieżą, nawet w takiej ilości). Gorzej jeśli ktoś mieszka w małej miejscowości, ale ja wtedy szukałabym w okolicy. Ostatnio przeglądałam rankingi szkół rejonowych w różnych miastach Polski i okazało się, że czasami gimnazja w małych miasteczkach i wioskach mają całkiem niezłe wyniki, a ich uczniowie także odnoszą sukcesy w konkursach. Warto szukać wtedy zmiany, szkoda stresować dziecko przez kilka lat. Są też sposoby na dyrektorów jeśli wydaje się, że nic nie robią, ale to może kosztować więcej nerwów zarówno dzieci jak i rodziców.
                            • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 13:04
                              > Właśnie to miałam na myśli, że nie należy uogólniać- przemoc, obojętność czy ni
                              > echęć rówieśników lub nauczycieli (plus byle jakie nauczanie) może mieć miejsc
                              > e w różnych szkołach i nie zawsze placówki z początku rankingu są najlepsze.

                              Zgadzam sie calkowicie smile, dlatego tez nie odzywalam sie wczesniej w watku bo nie osmielilabym sie radzic cokolwiek autorce nie znajac szczegolow, np. z jakiego jest miasta (bo jesli przypadkiem z mojego to wtedy tak, bo jakies juz rozeznanie w naszych gimnazjach mam).


                              > Gorzej jeśli ktoś mieszka w małej miejs
                              > cowości, ale ja wtedy szukałabym w okolicy. Ostatnio przeglądałam rankingi szkó
                              > ł rejonowych w różnych miastach Polski i okazało się, że czasami gimnazja w ma
                              > łych miasteczkach i wioskach mają całkiem niezłe wyniki, a ich uczniowie także
                              > odnoszą sukcesy w konkursach.

                              No wlasnie te rankingi bywaja zwodnicze; opisana przeze mnie sytuacja miala miejsce w malym (malym zaznaczam!) miasteczku na wschodzie Polski. Do wyboru bylo gimnazjum rejonowe (niezle w rankingach, sukcesy uczniow) lub wlasnie z dodatkowymi egzaminami przy liceum (i jest to jedno z najlepszych liceów w Polsce!), oddalone ale w zasiegu dojazdu. Jakiekolwiek inne byly wlasciwie poza mozliwoscia dojazdu (dlatego zaznaczalam ze rzecz dziala sie w malym miasteczku). Poniewaz chyba cala klasa z podstawowki szla do tego niezlego (w rankingach!) rejonowego to wybor wydawal sie oczywisty… Niestety w gimnazjum klasa z podstawowki zostala porozdzielana i wymieszana z patologia we wszystkich oddzialach sad Tak wiec 13-letnia, dojrzewajaca, wrazliwa dziewczynka, dobra uczennica, trafila w klasie na chamskich i wulgarnych 16-, 17-latkow, dla ktorych nauka czegokolwiek to bylo ostatnie czego chcieli. Koszmar sad Polityka dyrekcji jest tam taka ze oni nie zdaja dalej i powtarzaja I klase wielokrotnie, niektorzy do konca obowiazku szkolnego uncertain Ma to swoje dobre strony, bo jak pisalam od drugiej klasy juz spokoj i z gorki, no ale swoje wycierpiec najpierw trzeba sad
                          • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 13:18
                            Naprawdę sądzisz, że dzieci zdolne i mające piątki - to dzieci dobre, troskliwe, empatyczne itd, a fakt bycia niezdolnym warunkuje paskudny charakter?
                            Zły czy bardzo przeciętny uczeń to nie jest to samo, co uczeń z patologicznej rodziny. A bycie świetnym uczniem nie dowodzi, że jest sie dobrym człowiekiem.
                            Segregacja w wieku 13 lat jest zwyczajnie głupia - bo do lepszych szkół pójdą dzieci nadzorowane przez rodziców, sporo zdolnych, ale z gorszymi warunkami w domu pójdzie do gorszych szkół. Strata nie tylko dla nich, ale dla społeczeństwa.
                            Podobny system jest w Niemczech i ich szkolnictwo nie jest wysoko oceniane.
                            • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 17:30
                              > Naprawdę sądzisz, że dzieci zdolne i mające piątki - to dzieci dobre, troskliwe
                              > , empatyczne itd, a fakt bycia niezdolnym warunkuje paskudny charakter?
                              > Zły czy bardzo przeciętny uczeń to nie jest to samo, co uczeń z patologicznej r
                              > odziny. A bycie świetnym uczniem nie dowodzi, że jest sie dobrym człowiekiem.

                              Oczywiscie ze tak nie sadze, czy ja gdzies cos takiego napisalam??


                              > Segregacja w wieku 13 lat jest zwyczajnie głupia - bo do lepszych szkół pójdą d
                              > zieci nadzorowane przez rodziców, sporo zdolnych, ale z gorszymi warunkami w do
                              > mu pójdzie do gorszych szkół. Strata nie tylko dla nich, ale dla społeczeństwa.

                              Dla spoleczenstwa to strata gdy najlepsi - czyli najzdolniejsi, najbardziej pracowici (!) mlodzi ludzie wyjezdzaja za granice. A teraz tak sie dzieje.
                              Skad wiesz ze ze sporo zdolnych z gorszymi warunkami pojdzie do gorszych szkol??? Robilas jakies badania na ten temat?? Akurat fakt nadchodzacych egzaminow od ktorych bedzie zalezec jaka szkola dalej dziala zazwyczaj na mlodych ludzi mobilizujaco, niezaleznie czy rodzice stoja im nad glowa czy nie. To akurat dobrze wiem obserwujac edukacje w szkole muzycznej, gdzie dyrektorka na poczatku I klasy powiedziala "prosze panstwa, nie ma obowiazku ukonczenia tej szkoly i wiekszosc przyjetych uczniow jej nie skonczy". Nikt sie tam z dzieciakami nie piesci, faktycznie konczy mniej wiecej jedna trzecia tej ilosci co zaczynala - i zapewniam Cie, nie ma zaleznosci miedzy osiagniecami dziecka a nadzorem rodzicow. No jesli juz to przeciwny niz myslisz - im bardziej rodzicom zalezy, tym wolniejsze postepy (badz nawet ich brak). A jak dziecku zalezy - to nawet brak dobrego instrumentu (bo rodzicow nie stac czesto na ZADEN, dziecko gra na wypozyczonym ze szkoly) nie jest przeszkoda. I mowie o czesto mlodszych dzeiciach niz 13-latkowie, ktorzy w wiekszosci sa juz myslacymi mlodymi ludzmi.

                              > Podobny system jest w Niemczech i ich szkolnictwo nie jest wysoko oceniane.

                              No pierwsze slysze. Znajoma dawno temu zdecydowala sie na zycie w Niemczech z dziecmi m.in. ze wzgledu na lepsza edukacje; inni znajomi wlasnie wyjedzaja po wakacjach do Niemiec i ciesza sie ze ich dzieci dokoncza tam edukacje.
                              • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 17:57
                                Zdolne dzieci z gorszymi warunkami mają zazwyczaj gorsze stopnie - nie są przypilnowane, nikt nie pomaga w lekcjach, nie mają dodatkowych zajęć. Oczywiście, bardzo zdolni moze sie przebiją. Ale dzieci zdolniejsze, a nie najwybitniejsze mogą spokojnie wypaść gorzej niz zadbane, przypilnowane średnio zdolne dziecko z "dobrej rodziny". Wyjazd za granicę nie ma tu nic do rzeczy...
                                Oczyiście, zę istnieją badania na ten temat, choćby w Niemczech. Czy badania dotyczące dostawania sie na studia - nieprzypadkowo na studiach państwowych, prestiżowych, są dzieci znacznie zamożniejszych rodziców. Istnieje wiele badań, które wskazują na to, ze w wieku egzaminu gimnazjalnego lepiej wypadają dziewczynki, niż chłopcy, więc będzie do tego podział na płeć, bo dziewczynki rozwijają sie szybciej.
                                W szkole muzycznej w grę wchodzi talent, pracowitość - i jak sądzę także zaangażowanie rodziców. Skąd wiesz, ze nie? Oczywiście, że rodzice, którzy wepchnęli dziecko do szkoły, bo chcą aby grało, a ono nie ma ochoty, nie osiągną wiele. Ale zaręczam Ci, zę nie ma tam raczej dzieci rodziców, którzy w ogóle nie interesują sie, do jakiej szkoły ich dziecko chodzi i co w niej robi.
                                • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 18:22
                                  > Zdolne dzieci z gorszymi warunkami mają zazwyczaj gorsze stopnie - nie są przyp
                                  > ilnowane, nikt nie pomaga w lekcjach, nie mają dodatkowych zajęć. Oczywiście, b
                                  > ardzo zdolni moze sie przebiją. Ale dzieci zdolniejsze, a nie najwybitniejsze m
                                  > ogą spokojnie wypaść gorzej niz zadbane, przypilnowane średnio zdolne dziecko z
                                  > "dobrej rodziny".

                                  Paradoksalnie zdolnosci nie sa najwazniejsze; mnostwo jest opracowan na ten temat, pod reka akurat mam "Talent is overrated" G. Colvin'a wiec wrzucam (nie wiem czy ta pozycja jest po polsku). "Geniuses are made, not born". 90% sukcesu to jest wlasna praca. I ani dopilnowanie, ani poziom z jakiego sie startuje w koncowym rozrachunku nie maja wielkiego znaczenia. Przykladow w biografiach slawnych ludzi multum, pewnie w kazdej dziedzinie sie cos znajdzie. W przypadku 13-letnich dzieci trzeba wspierac przede wszystkim takie, ktore juz cos tam wiedza czego chca i do tego daza, robia cos w tym kierunku; sa tez i takie ktore juz mase pracy wykonaly i stad maja juz osiagniecia (bo te nigdy z nieba nie spadaja!, choc postronnym moze sie wydawac ze jakis dzieciak jest geniuszem).


                                  > Oczyiście, zę istnieją badania na ten temat, choćby w Niemczech. Czy badania do
                                  > tyczące dostawania sie na studia - nieprzypadkowo na studiach państwowych, pre
                                  > stiżowych, są dzieci znacznie zamożniejszych rodziców.

                                  Ee, to takie wyniki to chyba wszedzie beda, nie tylko w Niemczech...

                                  Istnieje wiele badań, kt
                                  > óre wskazują na to, ze w wieku egzaminu gimnazjalnego lepiej wypadają dziewczyn
                                  > ki, niż chłopcy, więc będzie do tego podział na płeć, bo dziewczynki rozwijają
                                  > sie szybciej.

                                  Sa glosy ze w Polsce to gimnazjum rozpoczyna sie w najgorszym mozliwym wieku dla dzieci; no wiec jeszcze raz napisze - ja uwazam ze jest zle jesli chodzi o system edukacji w Polsce, prawdopodobnie z wielu przyczym. Uwazam ze potrzebna jest szeroka reforma, robiona z glowa, nie na szybko, poprzedzona szeroko prowadzona spoleczna dyskusja i konsultacjami w wielu srodowiskach.

                                  > W szkole muzycznej w grę wchodzi talent, pracowitość - i jak sądzę także zaanga
                                  > żowanie rodziców. Skąd wiesz, ze nie? Oczywiście, że rodzice, którzy wepchnęli
                                  > dziecko do szkoły, bo chcą aby grało, a ono nie ma ochoty, nie osiągną wiele. A
                                  > le zaręczam Ci, zę nie ma tam raczej dzieci rodziców, którzy w ogóle nie intere
                                  > sują sie, do jakiej szkoły ich dziecko chodzi i co w niej robi.

                                  A ja Ci wlasnie napisze ze sa takie dzieci - taki byl przypadek w naszej szkole - dziewczynka zapisala sie, zdala egzamin i chodzila przez dluzszy czas do mlodziezowki zupelnie BEZ WIEDZY rodzicow, bo oni byli przeciwni ale ona bardzo zdeterminowana wink Wydalo sie jak dyrekcja z jakiegos powodu skontaktowala sie z rodzicami. Znam tez jeden przypadek zawodowej kobiety-muzyka, ktora podobnie - do szkoly muzycznej poszla bo sie uparla, rodzice byli przeciwni i nigdy zadnego wsparcia z ich strony w tym wzgledzie nie miala. Skonczyla studia na Akademii Muzycznej, w tej chwili jest w Kanadzie i pracuje tam jako akompaniatorka.
                                  • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 19:05
                                    Cóż, na podstawie osiągnięć jednej nastolatki raczej trudno robić uogolnienia. Podejrzewam zresztą owo zdolne dziecko o sfałszowane podpisu rodzica, bo raczej trudno mi wyobrazić sobie, ze szkoła przyjmuje dokumenty bez podpisu. Albo cała sprawa jest nieco podkoloryzowana.
                                    Zaś 13latki potrzebują często lekkiego motywowania, żeby zabrać się za powtórki do egzaminu (przeczytania, pomocy w zaplanowaniu pracy ), czasami możliwości przyjścia do rodzica z trudnym zadaniem, czasem regularnych korków- nie przekonasz mnie, że dzieci,które mają to w pakiecie rodzinnym mają nie lepiej niż dzieci rodziców, który zwisa kolejną pała z klasowki, zaś remont planują tuż przed egzaminem.
                                    • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 20:49
                                      > Cóż, na podstawie osiągnięć jednej nastolatki raczej trudno robić uogolnienia.
                                      > Podejrzewam zresztą owo zdolne dziecko o sfałszowane podpisu rodzica, bo raczej
                                      > trudno mi wyobrazić sobie, ze szkoła przyjmuje dokumenty bez podpisu. Albo cał
                                      > a sprawa jest nieco podkoloryzowana.

                                      Sprawę znam z własnych ust dyrektorki owej szkoły, więc prawdziwa jest na pewno - czy dziecko było zdolne nie wiem, napisałam ze było bardzo zdeterminowane żeby do tej szkoły pójść mimo sprzeciwu rodziców. A kontakt z rodizcami ze strony dyrekcji wynikl z tego ze zdaje sie właśnie coś w dokumentach nie grało. Tych szczegółów nie znam.

                                      > Zaś 13latki potrzebują często lekkiego motywowania

                                      No właśnie - wiesz jak mocno motywuje zbliżający sie termin egzaminu, świadomość ze np. jesli sie nie przyłożę do nauki to nie pójdę do szkoły z najlepsza przyjaciółką?
                                      Ja nikogo nie usiłuje przekonać ze lepiej maja dzieci których rodzicom zwisa ich szkolny los. Ale właśnie to dla tych dzieci tez będzie lepiej jesli im sie wcześnie (a wydaje mi sie ze 13 lat to wcale za wcześnie nie jest) uświadomi ze ich los w bardzo dużym stopniu zależy od nich samych, od tego czy bedą w stanie zabrać sie do nauki, wypracować dobre wyniki za świadectwie i egzaminach nawet mimo niesprzyjajacych warunków domowych - i jesli im sie uda i dostaną sie do dobrych szkół to natychmiast premia w postaci stypendiów które takie dzieci powinny otrzymywać. Wyrwać sie z nizin społecznych właśnie po podstawówce jeszcze nie jest tak trudno, to nie jest jakiś duży materiał do opanowania. Im dalej tym trudniej, do nadrobienia coraz wiecej...
                                      • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 21:54
                                        Ale ty sama decydowalas o wyborze szkoły jako 15-latka ? Zasadniczo jestem przeciwna zbyt wczesnym specjalizacjom i innym decyzjom determinujacym dalsze życie, zwłaszcza jeśli podejmować je mają 12-13łatki (czyli w większości osoby niezdolne wg.prawa do podejmowania znaczących decyzji. W miarę sensowną decyzję nr swojej przyszłości są w stanie podejmować nieco starsze nastolatki, a i to pewnie znaczna część ją zmieni. Widziałam już zmianę z zainteresowań lingwistycznych na zafiksowanie matematyczne (gimnazjum ), z humanistycznych na przyrodnicze i na odwrót. To jest zresztą wiek bardzo intensywnego dojrzewania mozgu (oraz robienia głupot) , a ty oczekujesz, żeby dzieci podejmowały przemyślane decyzje i zobowiązania.
                                        "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                      • jakw Re: Gimnazjalny dylemat 15.07.14, 00:17
                                        zgagusia napisała:
                                        > Sprawę znam z własnych ust dyrektorki owej szkoły, więc prawdziwa jest na pewno
                                        Ja bym była ostrożna z wiarą w autorytety. Sprawa może jest trochę prawdziwa, ale też prawdopodobnie trochę podkolorowana.
                                        Na którymś spotkaniu informacyjnym w liceum ze 2 lata temu pani dyrektor twierdziła z wielką mocą "Proszę państwa, w zeszłym roku do tej szkoły nie dostał się nikt , kto miał mniej niż 120 punktów"
                                        Gdybym nie miała zrzuconych progów z kseonu z poprzedniego roku to może bym nawet uwierzyła...
                                  • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 14.07.14, 23:21
                                    zgagusia napisała:

                                    > Paradoksalnie zdolnosci nie sa najwazniejsze; mnostwo jest opracowan na ten tem
                                    > at, pod reka akurat mam "Talent is overrated" G. Colvin'a wiec wrzucam (nie wie
                                    > m czy ta pozycja jest po polsku). "Geniuses are made, not born". 90% sukcesu to
                                    > jest wlasna praca.

                                    Oczywiscie ze 90% sukcesu to wlasna praca,ale zapomnialas dodac,ze ci co osiagaja sukces pochodza z rodzin inteligenckich.
                                    Popatrz na Billa Gatesa.On pochodzi z rodziny menadzerow.
                                    Talent is not overrated,musi jednak byc poparty praca.
                                    To samo jest z talentem muzycznym.Bez pracy nic nie znaczy.


                                    > I ani dopilnowanie, ani poziom z jakiego sie startuje w kon
                                    > cowym rozrachunku nie maja wielkiego znaczenia.

                                    To jest popularna ksiazka dla wszystkich ludzi,wiec nie moze byc tam napisane,ze inteligencja jest dziedziczna oraz ze najwieksze osiagi maja dzieci pochodzace z inteligenckich rodzin.
                                    Taka jest prawda,ale wtedy ksiazka nie mialaby wziecia na rynku.
                                    To tak jakbys powiedziala ze przecietny Polak jest madrzejszy od przecietnego Amerykanina.
                                    No tak,ale dlaczego zyje gorzej?
                                    Czy da to sie nadrobic w ciagu jednego pokolenia lub dwoch?
                                    Nie da sie ,bo jakby sie dawalo,to juz by sie dawno roznice zniwelowalo.


                                    > Przykladow w biografiach slawny
                                    > ch ludzi multum, pewnie w kazdej dziedzinie sie cos znajdzie. W przypadku 13-le
                                    > tnich dzieci trzeba wspierac przede wszystkim takie, ktore juz cos tam wiedza c
                                    > zego chca i do tego daza, robia cos w tym kierunku; sa tez i takie ktore juz ma
                                    > se pracy wykonaly i stad maja juz osiagniecia (bo te nigdy z nieba nie spadaja!
                                    > , choc postronnym moze sie wydawac ze jakis dzieciak jest geniuszem).
                                    >
                                    >
                                    > > Oczyiście, zę istnieją badania na ten temat, choćby w Niemczech. Czy badania do
                                    > > tyczące dostawania sie na studia - nieprzypadkowo na studiach państwowych
                                    > , prestiżowych, są dzieci znacznie zamożniejszych rodziców.
                                    >
                                    > Ee, to takie wyniki to chyba wszedzie beda, nie tylko w Niemczech...

                                    Tak jest na calym swiecie,bo inteligentniejsi rodzice maja inteligentniejsze dzieci.
                                    Bardziej pracowici ludzie maja bardziej pracowite dzieci.Sa wyjatki ale taka jest regula.

                                    System ktory jest w NYC bardzo mnie sie podoba.
                                    Dzieci do szkoly ida w wieku 6 lat.Nie ma przeskakiwan klas.
                                    1-podstawowka 5 lat
                                    2-gimnazjum 3 lata
                                    3-liceum 4 lata

                                    Do wszystkich lepszych gimnazjow i liceow sa egzaminy wstepne.
                                  • learning-to-fly Re: Gimnazjalny dylemat 15.07.14, 17:48
                                    zgagusia napisała:

                                    >. 90% sukcesu to jest wlasna praca. I ani dopilnowanie, ani poziom z jakiego sie startuje w kon cowym rozrachunku nie maja wielkiego znaczenia.

                                    Przypilnowanie zaczyna się od czytania niemowlakowi, podsunięciu ciekawych programów tv, naukę prowadzenia rozmowy, kontrolowanie poprawności językowej itp. 12-13 latek olany wychowawczo ma już duże zaległości.

                                    > W przypadku 13-letnich dzieci trzeba wspierac przede wszystkim takie, ktore juz cos tam >wiedza czego chca i do tego daza, robia cos w tym kierunku;

                                    "Coś tam robienie" w moim wypadku było pochłanianiem wiadomości, programów publicystycznych czy wgapianie się jak maniak w telewizor czekając na wyniki wyborów. Nijak się to miało do szkoły. Z boku nie dążyłam pewnie do niczego, niczym szczególnym się nie interesowałam. Do szkoły pretensji nie mam, bo to nie zakres wiedzy szkolnej w sp czy gimnazjum, ale gdyby selekcjonować w gimnazjum wg "robienia w kierunku", to koniec, umarł w butach.
                                    • morekac Re: Gimnazjalny dylemat 15.07.14, 23:02
                                      To też po prostu zaciągnięcie dzieci do biblioteki czy posiadanie stosownego księgozbioru w domu, to zainteresowanie dziecka jakąś dziedziną, która wydaje się ciekawa nam czy umożliwienie rozwijania własnych pasji.
                                      A co do 'rozwijania się w jakimś kierunku' - w szkole w tym wieku potrzebne jest przede wszystkim kształcenie ogólne i danie możliwości poznawania wielu dziedzin - 13-latki naprawdę mają dosyć nikłe pojęcie n.t. tego, co chciałyby czy mogłyby robić w dorosłym życiu. Owszem, pewnie są takie, które wiedzą - tylko nie wiem, czy po 10 latach ten wybór jest podtrzymany. Na kilkoro dzieci w rodzinie: starszej córce pomysł na studia zmienił się dosyć radykalnie w dojrzałym wieku lat niemal 18-tu... Młodsza - gimnazjalistka - nie cierpiała w podstawówce pewnych przedmiotów, a w gimnazjum odkryła powołanie w tych dziedzinach (i nadal ma niesprecyzowane plany na przyszłość, chociaż 2 lata temu wiedziała). Siostrzenica koniecznie chciała iść do jakiegoś gimnazjum z rozszerzonymi językami, potem zaczęła się pasjonować przedmiotami ścisłymi i pewnie skończy na czymś ścisłym (przewidywany kierunek studiów zmienia się raz do roku mniej więcej, jest w liceum). Syn kuzynki zainteresował się dziedziną mało szkolną, kończąc podstawówkę główne zainteresowania miał nieco inne...
                                      O wyborach podejmowanych przez moich rówieśników (wiele lat temu to było) nawet nie wspomnę - w III czy IV klasie mat-fizu zapadały decyzje o pójściu na medycynę czy kierunki humanistyczne.
                      • luizza Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 12:11
                        > A jak odroznic kujona od dziecka autentycznie zdolnego?
                        > Chyba po stopniach z klasowek.

                        Jeszcze jedna refleksja. W wielu dziedzinach aby osiągać sukcesy potrzebna jest umiejętność rozumowania, logicznego myślenia, ogólna wiedza i oczytanie, ciekawość świata, a nie ograniczanie się do wkuwania podręczników. Stopnie na sprawdzianach nie zawsze to oddają, nudne lekcje zniechęcą zdolne, myślące, autonomiczne dziecko, a kujon będzie dalej siedział nad książką, bo tata i mama każą mieć piątki.
                        • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 12:32
                          luizza napisała:

                          > > A jak odroznic kujona od dziecka autentycznie zdolnego?
                          > > Chyba po stopniach z klasowek.
                          >
                          > Jeszcze jedna refleksja. W wielu dziedzinach aby osiągać sukcesy potrzebna jest
                          > umiejętność rozumowania, logicznego myślenia, ogólna wiedza i oczytanie, cieka
                          > wość świata, a nie ograniczanie się do wkuwania podręczników. Stopnie na sprawd
                          > zianach nie zawsze to oddają, nudne lekcje zniechęcą zdolne, myślące, autonomi
                          > czne dziecko, a kujon będzie dalej siedział nad książką, bo tata i mama każą mi
                          > eć piątki.

                          Z tym sie calkowicie zgadzam smile
                          Kujona od dzieciaka naprawde zdolnego najszybciej chyba mozna odroznic po dodatkowych osiagnieciach wymienionych na swiadectwie, wlasciwie niezaleznie od pozostalych ocen i tzw. paska czy tez jego braku wink Ale to chyba dopiero najwczesniej w gimnazjum, a na pewno w liceum.
                          • luizza Re: Gimnazjalny dylemat 11.07.14, 13:01
                            W podstawówce czasami to widać na egzaminie końcowym dla 6-tych klas, kiedy okazuje się, że uczeń z przeciętnymi ocenami mocno przeskoczył "paskowiczów". Oczywiście, wcale nie uważam, że wkuwanie to coś złego, uczenie się jest niezbędne, wiedza sama nie wejdzie do głowy. To dobrze, że uczeń przeciętny zakuwa i ma dobre oceny w nagrodę, ale nauczyciele, szkoła jako instytucja też muszą coś dawać od siebie i dostrzegać różne dzieciaki.
                            • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 13:20
                              Są dzieci zdolne w kompletnie "nieszkolnych" dziedzinach. Wiele zdolności artystycznych, społecznych, twórczych nijak nie łączy sie z dobrymi ocenami. Niekonwencjonalne myślenie obecnie też raczej nie gwarantuje sukcesu szkolnego, nawet olimpiady sa coraz bardziej nastawione na wiedzę, a nie na umiejętność myślenia.
                              • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 17:35
                                > Są dzieci zdolne w kompletnie "nieszkolnych" dziedzinach. Wiele zdolności artys
                                > tycznych, społecznych, twórczych nijak nie łączy sie z dobrymi ocenami.

                                Zgadza sie; ale coraz czesciej wpisuje sie na swiadectwach w zwyklych szkolach sukcesy i osiagniecia pozaszkolne - w tym m.in. dzialalnosc w wolontariacie czy wlasnie osiagniecia artystyczne.

                                Niekon
                                > wencjonalne myślenie obecnie też raczej nie gwarantuje sukcesu szkolnego, nawet
                                > olimpiady sa coraz bardziej nastawione na wiedzę, a nie na umiejętność myśleni
                                > a.

                                Wypowiem sie o olimpiadach scislych, bo akurat wiem jak te wygladaja - wlasnie wcale nie wymagaja wyzszej wiedzy, potrzebna na nich wiedza jest wrecz banalna; konieczna jest natomiast umiejetnosc niestandardowego podejscia do problemu i tworczego myslenia. Nie wiem jak to jest na innych olimpidach bo sie im nie przygladalam.
                                • verdana Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 17:59
                                  Tak. Wpisuje sie. I nie ma to znaczenie przy przyjmowaniu do gimnazjum, o ile nie są to osiągnięcia firmowane przez kuratorium czy szkołę.
                                  Znam b. dobrze olimpiady z historii - ich pierwszy etap to zwykła znajomość dat i faktów. Dopiero potem są etapy nastawione bardziej na myślenia - ale na pierwszym odsiewa sie już sporo bardzo dobrych osób.
                                  • zgagusia Re: Gimnazjalny dylemat 13.07.14, 18:34
                                    > Tak. Wpisuje sie. I nie ma to znaczenie przy przyjmowaniu do gimnazjum, o ile n
                                    > ie są to osiągnięcia firmowane przez kuratorium czy szkołę.

                                    Wolontariat?? Wrecz ma konkretny przelicznik punktowy przy rekrutacji...
                                    • jola_ep Re: Gimnazjalny dylemat 14.07.14, 23:53
                                      > Wolontariat?? Wrecz ma konkretny przelicznik punktowy przy rekrutacji...

                                      O ile pamiętam było to śmiesznie mała ilość punktów. Ale to do liceum. Przy przyjmowaniu do gimnazjum w większości wypadków nie miało znaczenia. Wiem, bo mam córkę aktywistkę, z duszą artystyczną i całą masą zalet nie mających znaczenia w nauce szkolnej smile

                                      Oobecnie promuje się wiedzę, najlepiej "pod testy". Szkoła, do której chodziły moje dzieci (podstawówka i gimnazjum) nie wypadała najlepiej w testach, choć córa sama zobaczyła w liceum ile jej dała nauka w jej szkole, uczącej myślenia, w porównaniu z dzieciakami ze szkół lepiej wypadających w rankingach. Po zmianie dyrekcji, zmieniło się podejście: liczą się testy. (to "trafło" mojego syna)

                                      Testy też się zmieniają. Córa zgłaszała, że w jej przypadku sporo na testach gimnazjalnych czy szóstoklasistów dało się wydedukować. Po reformie, nie jest już tak prosto.

                                      Naprawdę mam wrażenie, że coraz częściej nie umiejętności, zdolności, umiejętność dedukcji (ją też się wypracowuje), a wykuta wiedza jest najważniejsza na egzaminach. Do tego zaś (o ile nie mamy do czynienia z ambitną dziewczynką) trzeba sporo nadzoru rodziców.

                                      Motywacja powiadasz? ...
                                      Mój syn miał - aby nie iść do rejonowego gimnazjum. Po koszmarnych paru miesiącach, wyeliminowaniu możliwych przyczyn, ostatecznie stwierdzono zaburzenia trawienia spowodowane stresem. Taki młody, "niemal" wrzodowiec. Oczywiście nałożyło się parę przyczyn, ale stres szkolny podobno jest faktem, a mnie najbardziej zaskoczyła fizyczność i namacalność zmian... Po mojej "awanturze" w szkole (przy czynnym poparciu pani pedagog), a następnie zmianie szkoły (rejonowe gimnazjum, ale na szczęście przeprowadziliśmy się i bardzo je chwalę) problemy nie wróciły. I oby nie.
                                      • jakw Re: Gimnazjalny dylemat 15.07.14, 00:12
                                        jola_ep napisała:

                                        > > Wolontariat?? Wrecz ma konkretny przelicznik punktowy przy rekrutacji...
                                        >
                                        > O ile pamiętam było to śmiesznie mała ilość punktów. Ale to do liceum.
                                        Wcale nie tak mało. To są chyba w tej chwili 3 punkty. Wydaje się to niewiele, ale w zeszłorocznej rekrutacji w przedziale 5 punktów do klasy starszej córki zmieściło się jakieś 3/4 klasy.
                                        • jola_ep Re: Gimnazjalny dylemat 15.07.14, 07:44
                                          > Wcale nie tak mało. To są chyba w tej chwili 3 punkty. Wydaje się to niewiele,
                                          > ale w zeszłorocznej rekrutacji w przedziale 5 punktów do klasy starszej córki
                                          > zmieściło się jakieś 3/4 klasy.

                                          Nie twierdzę, że bez znaczenia, ale zdecydowanie bardziej opłaca się inwestować w zakuwanie, niż w wolontariat.
                                          • jakw Re: Gimnazjalny dylemat 15.07.14, 18:30
                                            jola_ep napisała:
                                            > Nie twierdzę, że bez znaczenia, ale zdecydowanie bardziej opłaca się inwestować
                                            > w zakuwanie, niż w wolontariat.
                                            To fakt, chyba że ktoś może dostać 3 punkty za jednorazowe latanie z puszką.
                          • maksimum Re: Gimnazjalny dylemat 16.07.14, 02:34
                            zgagusia napisała:

                            > luizza napisała:
                            >
                            > > > A jak odroznic kujona od dziecka autentycznie zdolnego?
                            > > > Chyba po stopniach z klasowek.
                            > >
                            > > Jeszcze jedna refleksja. W wielu dziedzinach aby osiągać sukcesy potrzebn
                            > a jest
                            > > umiejętność rozumowania, logicznego myślenia, ogólna wiedza i oczytanie,
                            > ciekawość świata, a nie ograniczanie się do wkuwania podręczników. Stopnie na
                            > sprawdzianach nie zawsze to oddają, nudne lekcje zniechęcą zdolne, myślące, autonomi
                            > > czne dziecko, a kujon będzie dalej siedział nad książką, bo tata i mama każą mieć piątki.
                            >
                            > Z tym sie calkowicie zgadzam smile
                            -------------
                            Wyglada na to,ze wy nie widzialyscie na wlasne oczy dobrych szkol ani prawdziwej edukacji.
                            ZADEN kujon nie dostanie sie do najlepszych gimnazjow ani liceow bo nie przejdzie przez sito kwalifikacyjne.
                            Egzaminy i testy sa tak ustawiane,ze bez bardzo wysokiej inteligencji popartej wysoka wiedza niemozna ich dobrze napisac.
                            Jesli nie jest sie super zdolnym to szybko wypadnie sie z najlepszych szkol z powodu na niedostateczne z testow.
                            Znajoma mojej corki zrezygnowala z takiej bardzo dobrej szkoly bo nie dawala rady siedziec codziennie nad ksiazkami do 2-3 w nocy,a nie mogla opanowac materialu uczac sie 4 godz dziennie.
                            Dostaniesz pare razy z testow poniz 66%(minimum zaliczajace) i masz oblany rok.
                            Lepiej w miedzyczasie przenisc sie do slabszej szkoly i zaliczyc rok.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka