Dodaj do ulubionych

pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej

29.01.15, 21:21
Czytam sobie różne wątki i dumam.
Na czym to polega?
Są rodzice, których oburza obowiązek bywania na zebraniach w szkole, wielu lekko traktuje ramy czasowe nauki szkolnej /czy to w skali dnia - vide: spóźnianie się do szkoły, czy w skali roku - wakacje planowane beztrosko w czasie roku szkolnego/. Słowem - swoje naturalne obowiązki rodziców dziecka w wieku szkolnym bagatelizujemy.
Ale wobec szkoły wymagania mamy wygórowane, nawet bardzo. Niech no tylko ktoś coś potraktuje zbyt lekko w naszym odczuciu... to ho ho!
Skąd ta asymetria?
Obserwuj wątek
    • budzik11 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 21:33
      1. upodobanie do anarchii (nie żyję wg ustalonych zasad, nikt mi nie powie, na którą mam dziecko wozić do szkoły czy kiedy na wakacje jechać!)
      2. egocentryzm (moje potrzeby są dla mnie najważniejsze i jak mi nie pasuje, to się nie dostosuję)
      3. postawa roszczeniowa (to ja mam korzystać, to mnie ma się należeć, to ja wymagam, a nie ode mnie się wymaga, to instytucja jest dla ludzi a nie ludzie dla instytucji)
      4. zwykły brak szacunku do innych ludzi i brak kultury (choćby to spóźnianie dziecka do szkoły).
    • mama-ola Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 22:12
      Nie jestem pewna, czy lekceważenie norm jest częste. Wydaje mi się, że nie. Po prostu ci, którzy lekceważą, mówią o tym, bo to jest inne, nowe, kontrowersyjne. I ta ich hałaśliwa obecność dominuje...
      Ja np. zawsze dbam, żeby synowie się nie spóźniali. Nigdy nie było u nas opuszczenia szkoły, mają prawie 100 proc. frekwencję. Tylko choroba może być powodem. Jak ma być strój odświętny, apelowy, to dostają białe koszule i materiałowe spodnie jak od garnituru. Trudno, żebym wątek o tym zakładała smile Może się mylę, ale większość chyba tak żyje? Tylko nie pisze o tym, bo i co tu pisać, nuda smile
      • budzik11 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 22:24
        mama-ola napisała:

        > Nie jestem pewna, czy lekceważenie norm jest częste.

        nie wiem, czy częste, pytanie było o powody, dla których tak się dzieje - więc ja sobie snuje takie hipotezy. Ale owszem, znam ludzi, buntowników z natury, którzy po prostu dla własnej przyjemności i satysfakcji, trochę dla szpanu, żeby pokazać, jacy to oni są niezależni i "ponad system" po prostu olewają różne zasady.
    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 22:17
      Nie wiem, na czym to polega u innych, mogę mówić wyłącznie za siebie.

      Spóźniania notorycznie nie znoszę, więc moje dzieci do szkoły się nigdy nie spóźniły, zawsze były przed czasem. I bardzo tego pilnowałam.
      Wakacje w środku roku w naszym przypadku nikomu nie szkodziły. W szkole nie było zadań typu projektowego, w których dziecko MUSIAŁO uczestniczyć a jego nieobecność mogła byc problemem. Dzieci uczyły się bardzo dobrze, nadrabiały błyskawicznie (o ile było co nadrabiać). Nie wiem, czy w przypadku dzieci uczących się słabiej również bym miała takie podejście. To serio nie jest tak, że rodzic luźno takie decyzje podejmuje, na zasadzie "jakoś to będzie" i nie wiem, skąd takie założenie.

      Na zebraniach w jednej ze szkół bywałam rzadko bądź wcale, za to często umawiałam się z wychowawczynią indywidualnie. Bywałam rzadko - bo nie kręciła mnie jazda 27km w jedną stronę w zimie, w górach, po to, aby roztrząsać przez 40 (!!) minut czy dzieci mają dostawać wodę mineralną w butelkach 200 czy 300ml albo czy zaproszenia na urodziny można rozdawać w klasie czy nie. A takich ważkich spraw dotyczyły zebrania.

      Obowiązki narzucone przez szkołę NIE SĄ obowiązkami naturalnymi rodzica dziecka w wieku szkolnym. Są to bardzo często obowiązki narzucone sztucznie w imię kontroli, pod płaszczykiem "dobra dziecka". Nota bene "dobro dziecka" i "bezpieczeństwo" to hasełka, które się świetnie sprzedają.

      Od szkoły przez jakiś czas wymagałam, potem przestałam się łudzić, że czegokolwiek wymagać mogę, bo to tylko wyczerpuje - fizycznie i psychicznie, a w sumie jest to walenie żwirem o czołg.
    • srubokretka Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 22:30
      Czesciowo to do mnie, wiec sie wytlumacze.
      Moje dziecko sie nie spoznia, ale zabieram ja od czasu do czasu (ok raz na 2 tygodnie) na rozne zajecia w osrodkach poza szkola. Wynika to z kilku przyczyn. Maz przewaznie pracuje w weekendy. Ciekawe zajecia prowadzone sa tez w tygodniu i nie ma wtedy tlumu. W sobote isc do muzeum na zajecia to czysta glupota i strata czasu. Np na zajecia z chemii w weekend bysmy sie nie dopchali.
      Odkad puszczaja im bajki na przerwach, nie mam zadnych wyrzutow sumienia z tego powodu.
      Na wakacje chce pojechac do Polski i zapisac dzieci na zajecia , zeby pocwiczyly j.p. Gdybym miala wyjechac z dzieciakami tylko doope moczyc w wodzie i sie opalac, to bym ze szkoly nie rezygnowala, a tak mysle, ze jestem usprawiedliwiona wink
      Corka jest jedna z najlepszych w klasie. Mysle, ze te moje manewrowanie edukacja nie pozostaje bez wplywu. Pozytywnego oczywiscie smile

      Co do zebran. Mimo, ze na zadnym niczego sie nie dowiedzialam , oprocz tego , ze jest bdb. Doceniam je jednak i nie olewam. Zawsze mozna cos zaobserwowac.
      Malo tego , zdarza mi sie tez pomagac i kupic cos dla szkoly ekstra (np ostatnio flamastry zmywalne. Byly na przecenie, duzo mnie nie kosztowaly).

    • annubis74 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 23:19
      mam wrażenie że wymagania w stosunku do innych rosną odwrotnie proporcjonalnie do wymagań wobec siebie. Mają tak rodzice: szkoła/nauczyciel musi - rodzic może - uprzejmie- jak ma chęć i jak się go ładnie poprosi
      nic dziwnego ze przechwytują to dzieci. Obecne nastolatki sa tak niezwykle roszczeniowe a z drugiej strony pozbawione jakichkolwiek wymagań czy krytycznego spojrzenia na siebie.
    • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 29.01.15, 23:24
      tusia-mama-jasia napisała:

      > Są rodzice, których oburza obowiązek (...)
      > Ale wobec szkoły wymagania mamy wygórowane (...)
      A to na pewno ci sami rodzice?
    • el_elefante Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 08:43
      Szkoła to tylko miejsce gdzie objawia się całokształt. Z całokształt bierze się z marnego stanu empatii, przekonania że ja jestem mądry i sprytny a reszta to palanty (wystarczy wyjechać autem na drogę) i ogólne zapatrzenie na czubek własnego nosa z naturalną konsekwencją dramatycznego zawężenia pola widzenia.
      Z buntem przeciwko czemuś tam nie ma to nic wspólnego, bo aby być buntownikiem, trzeba mieś jednak jakieś własne zasady tongue_out
      Żeby nie było, że ktoś się oburzy: zaliczam się do ludzi, mających objawy tego co opisałem smile
    • an.16 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 08:53
      Asymetrii nie ma . Lista grzechów polskiej szkoły i polskich nauczycieli jest dłuuuugaśna. Widać poprawę i lekkie wyrównywanie sił ale jeżeli szkoł i nauczyciele maja sie cieszyc szacunkiem, takim prawdziwym a nie wymuszonym pruskim rygorem, to jeszcze troche muszą sie postarać. A roszczenoiwa postawa uczniów i rodziców temu sprzyja. Niestety "po dobroci" sie nie dało.
      • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 12:33
        Myślę, że nie ma nic złego w wymaganiu od szkół. Ale fajnie by było, żeby wymagac też od siebie. (nie piszę tego oczywiscie perosnalnie do Ciebie). Na przykład nie planowac wakacji w czasie roku szkolnego, nie olewać zebrań itd

        Chyba o to chodziło wątkodajce, a nie o sam fakt oczekiwań wobec szkoły.

        p.s. nie, nie jestm nauczycielką wink
    • ichi51e Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 11:05
      a ja bym chciala wiedziec z ciekawosci socjologicznej oczywiscie czy watkodajka jest nauczycielka?
      • tusia-mama-jasia Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 13:11
        Wątkodajka,ładne smile
        nie, nie jestem nauczycielką, nie mam w rodzinie nauczycieli, nic prócz szkolnego dziecka nie łączy mnie z oświatą.
        naprawdę pytam tylko z ciekawości,żeby skonfrontować swoje obserwacje/refleksje/odczucia z innymi.
        • azja-od-kuchni Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 15:57
          Zero spóżnień i 100 % w ostatnim roku w singapurskiej szkole... Nie byliśmy wyjątkowi tylko zwyczajni ... Gdybym chciała by dzieciak chodził na zajęcia w środku dnia i tygodnia to bym się zdecydowała na homeschooling. Skoro zapisałam do szkoły to się dostowuję do jej ram, a wszystkie atrakcje ( np. zwiedzanie muzeum) załatwiam po szkole. Nieobecności w amerykańskiej middle school to sobie nawet nie wybrażam. 80 % pracy to projekty ( często grupowe) i co z powodu mojej wycieczki do muzeum ma cierpieć cały zespół? Mój prywatny dzieciak który chętnie by pojechał na wycieczkę i tak musi zrobić swoje, więc zamiast pracować na lekcji musi pracować sam w domu w czasie przeznaczonym na odpoczynek, a ja muszę się bawić nauczyciela i tłumaczyć to co za co kasę zgarnia nauczyciel... Nie opłaca mi się ten deal wink, więc grzecznie posyłam dziecka do szkoły
    • polinezj.a Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 16:06
      Ja mam wrazenie, ze to ten sam mechanizm, ktory niektórym karze ulżyć sobie w kontakcie z facetem z call center czy sprzedawczynia w markecie.
      Czesc ludzi zwyczajnie rzadko ma możliwość być "klientami", a przeciez "klient zawsze ma racje" i sobie moze porządzić.
    • polinezj.a Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 16:13
      *każe
    • ga-ti Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 16:53
      Ja mam swoją teorię, brutalną wink
      Rodzice 'odbijają' sobie na nauczycielach za dawne traktowanie. W sensie, jako uczeń miałem przegwizdane, ci wstrętni nauczyciele się na mnie wyżywali itp. to teraz ja jako rodzic wyżyje się na nich. Z różnym natężeniem i w różnych kwestiach.
      Plus do tego degradacja autorytetu nie tylko nauczyciela, ale w ogóle osób dorosłych, starszych.
      I ... spadek poziomu kultury osobistej (pojawia się, niestety, i u rodziców i u nauczycieli uncertain ).
    • silje78 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 17:44
      to jest po prostu w dupiemanie wszystkich poza samym sobą. pomijam skomplikowane sytuacje życiowe czy utrudniony dojazd w godzinach późno popołudniowych.
      • anetchen2306 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 19:45
        Niestety, ale sie zgadzam sad
        Do tego nie ma bodajze jasnych przepisow i regulaminow szkolnych, wiec rodzice "sobie pozwalaja".
        Gdyby moje dzieci notorycznie sie spoznialy, opuszczaly zajecia, to zwyczajnie glupio by mi bylo jako rodzic, ze ktos mnie moze postrzegac z tego powodu za nieudolna wychowawczo.
        No wstyd by mi bylo, ze nie ogarniam podstaw (umozliwienie swojemu wlasnemu dziecku, by spelnialo obowiazek szkolny).
        Poza tym: ciekawe, jak by sie mamusie poczuly, gdyby uzgodnily godzine spotkania z nauczycielem, a ten zjawil sie godzine lub dwie pozniej. I tak na kazdym spotkaniu.
        Jezeli wymaga sie od kogos, trzeba by zaczac od siebie.
        Wiele szkol, w obawie o to, co "o nas powiedza", boi sie w ogole rodzicom zwaracac na cokolwiek uwage uncertain Bo klient nasz pan, a szkola postrzegana jest coraz czesciej jako wlasnie "placowka swiadczaca uslugi".
        W szkolych moich dzieciakow regulacja "urlopowania" dziecka/ucznia (od zajec lekcyjnych z innego powodu niz choroba) jest jednoznaczna: pisze sie PRZED planowana nieobecnoscia pismo do dyrekcji, podajac przyczyny (najczesciej sa to przyczyny losowe). Dyrekcja wyraza zgode lub nie na "urlopowanie" ucznia na okreslony czas z zajec lekcyjnych. Wykluczone jest urlopowanie bezposrednio przed i po wszystkich feriach, wakacjach i przerwah swiatecznych.
        I sie tego skrupulatnie przestrzega!
        Zebrania rodzicow nie sa obowiazkowe, jednak notowana jest obecnosc (w przypadku rodzicow, ktorzy twierdza, ze NIKT ich nigdy nie informowal, nie zapraszal itd.). Jezeli podejmowane sa na zebraniach jakies decyzje dotyczace klasy, to podejmowane sa wiekszoscia obecnych uprawnionych do glosowania. Jezeli wiadomo, ze bedzie na takim spotkaniu cos uzgadniane poprzez glosowanie, to mozna swoj glos oddac wczesniej pisemnie. Gdy sie tego nie zrobi - Pech. Znaczy: nie jest sie glosowaniem zainteresowanym i zdaje sie na to, co postanowia inni obecni i zainteresowani.
      • azja-od-kuchni Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 19:56
        Nie no może niekoniecznie... miałabym ochotę debatować czy woda ma być w butelkach 300 czy 200 ml, ale na zebraniach gdy moje dziecko było jeszcze w polskiej szkole omawiało się tematy ważne np bezpieczeństwo w drodze na basen. Pierdoły omawialiśmy mailowo. Byłam na wszystkich zebraniach... W Singapurze zebranie było zawsze na początku roku z poznaniem wychowcy, a potem tylko spotkania indywidualne. Jak jest w Usa jeszcze nie wiem.
        • anetchen2306 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 20:04
          W szkole mojego starszego syna byla dyskutowana kwestia wyjazdu na wycieczke klasowa: jaka kwote kazdy z rodzicow jest w stanie przeznaczyc (sa takze widelki narzucone przez szkole odgornie), bo wycieczki klasowe sa obowiazkowe.
          • 3-mamuska Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 20:42
            Ja czasem bagatelizuje obowiązek szkolny, tyle ze nigdy z błachego powodu.

            Zdrowie jest na 1 miejscu i nie dyskutuje z głupim babskiem ,ze szkoły ktora mi każe przyprowadzić dziecko z zapaleniem oskrzeli i na antybiotyku do szkoły.
            Lub Szkola chce decydować kiedy dziecko moze miec operacje.( to leży raczej w decyzji lekarza, stanu zdrowia i rodziców)

            Na 2 miejscu jest rodzina, czyli np. Pojechałam z dziecmi do muzeum w tygodniu szkolnym, bo najmłodsze ma autyzm i w weekend czy wolne od szkoły nie ma sensu jezdzic z nim w zatłoczone miejsca, męczymy sie on i my, i doopa z rodzinnego spędzania czasu.
            Oczywiście taki dzien jest raz na pol roku.
            Wybieram dni kiedy np. corka i młodszy ma tylko pol dnia.

            Córkę zwolniłam z jednego dnia zeby mogła zdobyć doświadczenie ,szkola jej tego nie da, a moim zdaniem kreatywność jest o wiele cenniejsza niz wbita do glowy nauka.
            I to był 1 raz na 8 lat spędzonych w przedszkolu/szkole.


            Tyle ze ja nie mam wygórowanych wymagań w stosunku szkoły, np. Nie wściekam sie o kolejny dzien strajku nauczycieli.
            Lub z powodu zamarznięcia rury i braku wody szkola jest zamknięta.

            Wymagam od nauczyciela szacunku i spokoju wobec dziecka, wysłuchania go jesli zgłasza problem. Nie toleruje krzyku do dziecka (nie chodzi o podniesiony głos w klasie 30 rozbrykanych dzieci)
            I nie osadzanie go nie wysluchwaszy jego punktu widzenia.
            Co do nauki mysle ze z tego nauczyciele wywiązują sie swietnie , i problemów z agresja w tych szkołach nie ma do których chodzą moje dzieci.
            W gimnazjum najstarszego syna jestem pełna podziwu dla dyscypliny jaka udaje im sie utrzymać u nastolatków 12-16/17- 19 lat. Sa 2 etapy szkoły połączone.
            -----------------
            Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
            • azja-od-kuchni Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 04:39
              3 mamuska prawdę mówiąc gdybym miała taką rodzinę jak Twoja to też bym się tak zachowywała, bo operacja jest hiper ważna, potrzeby autystyka też... Bardziej na myśli miałam sytuację jaką mieliśmy w polskiej szkole gdy dwa dni przed jasełkami jedna z aktorek mówi, że nie przyjdzie, bo jedzie na zawody łyżwiarskie..Nauczycielka ostro protestowała ( długo ćwiczyła z dzieciakami), ale rodzice i tak mieli w odwłoku przedstawienie, inne dzieci i to, że trzeba zmienić scenariusz... Wkurzyli wszystkich nie tym, że mieli na ten dzień plany, ale tym , że nie powiedzieli o nich zaraz gdy się pojawiły tylko czekali do ostatniej chwili. Dobrze, że dzieciak wygadał się dwa dni przed, bo inaczej jej rola byłaby obsadzona kimś z łapanki wink Wszak w 16 osobowej klasie trudno mieć dublera do każdej roli.
              • anetchen2306 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:40
                U nas (Niemcy) tez sie zostawia swobodna reke dzialania rodzicom, jezeli chodzi o bezpieczenstwo i zdrowie dzieci.
                Jezeli dziecko jest chore: rodzic zwolnienie wypisuje sam (do 10 dni szkolnych, potem lekarz).
                Jezeli wyjazd do rodziny na swieta mieszkajacej za granica (np. my do Polski na swieta jezdzimy), nie ma zazwyczaj problemu: trzeba tylko powiadomic wczesniej o takim zamiarze i poprosic o "urlopowanie". Jest to zazwyczaj urlopowanie na 1-3 dni (1-2 dni przed feriami), nie na tygodnie.
                Jezeli warunki pogodowe zagrazaja bezpieczenstwu dziecka, czyli pada snieg, jest gololedz, wichura, nie jezdza autobusy, strach samochodem z domu wyjechac (mieszkamy w terenach gorskich), to tez rodzic upowazniony jest do tego, by zadecydowac, czy poslac dziecko w tym dniu do szkoly. Kazdy rodzic przed okresem zimowym dostaje pisemna informacje o przyslugujacym mu prawie: najwazniejsze bezpieczenstwo dziecka!
              • ichi51e Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 03.02.15, 16:34
                Bezczelni big_grin
    • klubgogo Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 20:42
      Nie wyobrażam sobie wyjeżdżać na wakacje w roku szkolnym,, tłumaczę, że nie wolno się spóźniać, daję odpowiedni strój na uroczystości szkolne, chodzę na zebrania jeśli mogę, jeśli nie - powiadamiam wcześniej wychowawcę i proszę o przekazanie informacji po zebraniu.
      Czy to takie trudne, żeby na te parę tylko lat dostosować się do rytmu szkoły? Nie wydaje mi się. Przecież dzieci nie chodzą do szkoły wiecznie, więc jeśli przez parę lat pojadę na wakacje w sierpniu a nie w ulubionym wrześniu, nic mi się nie stanie. Jestem za dyscypliną jaką ja miałam w szkole w latach 80. Dyscyplina mobilizowała również rodziców.

      Ale jeśli ja dostosowuję się do szkolnego rytmu, oczekiwałabym jednak, że szkoła da dziecku coś więcej niż zajęcia świetlicowe po lekcjach.
      • 3-mamuska Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 20:58
        A i jeszcze dowiesz, młoda moja sie spóźniała, z racji tego ze bus odbierał syna z domu, i gdy przyjechał na czas to i my (musiała ja odprowadzić) sie spóźniłyśmy, niestety nie dało sie przewidzieć czy bus danego dnia przyjedzie o czasie czy tez nue zeby zamówić Taxi lub poprosił kogos o zabranie młodej.
        Trudno 2 lata było biegania nerwów co rano. I tłumaczeń w szkole.
        Zawsze dziecko idzie w mundurku szkolnym, zawsze ma strój na cwiczenia,odrabia zadania domowe , czyta książki , pomagam kupując/piekąc ciasta czy robią jedzenia na rozne rodzaju zabawy w szkole.
        Stawiam sie na jazda wywiadówkę. Wszystkie przedstawienia szkolne na ktore nie raz muszę zdobyć przebranie dla dzieci.
        • 3-mamuska Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 21:00
          Miało byc "dodam"
        • azja-od-kuchni Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 04:45
          Moje też jeździ do szkoły busem tylko według naszego to można zegarek regulować ma być 7.13 i jest 7.13 o 7.15 odjeżdża...
    • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 21:04
      Stąd, że się obecnie ludziom w dupach przewraca od dobrobytu. Innego wytłumaczenia nie widzę.
      • zjawa1 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 21:28
        Skoro rodzice mają w głębokim poważaniu instytucje szkolne, to nie dziwota, że tym bardziej mają ją uczniowie. A później pojawia się lament i pretensje do szkoły.
        Jeśli chodzi o spóźnianie się dzieci, no jakaś patologia skrajna, żeby rodzic-zwłaszcza w podstawówce nie ponosił za to konsekwencji.
        To rodzic, uczy i pilnuje tego, aby jego dziecko nie spóźniało się na lekcje. Skoro ,,mędzi i jęczy", budzimy wcześniej, albo kładziemy wcześniej. Teraz dzieciaki 6, 7-letnie chadzają spać po 22-tej. Jak dla mnie patologia.
        Ja mam przeszło 2 km do szkoły i moje dziecko ani razu jeszcze nie spóźniło się do szkoły, a zawsze ma na 8:00.
    • kocianna Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 22:00
      Ja przez 8 lat pracowałam jako nauczycielka. Znam szkołę od środka. Więc nie mam wobec nauczycieli i szkoły jako takiej nadzwyczajnych wymagań - nie oczekuję np. że szkoła publiczna nauczy moje dziecko języka obcego w podstawówce, nie oczekuję super indywidualnego traktowania. Ale też nie mam do niej nabożnego stosunku. Moje dziecko się nie spóźnia, zazwyczaj jest przygotowane do lekcji, bywam na większości zebrań (ostatnie opuściłam, bo Młoda leżała w szpitalu). Ale moje dziecko opuszcza 2-7 dni w miesiącu - bo ma zaostrzenie astmy, bo jedziemy do specjalisty, bo się rozchorowało - albo żeby się nie rozchorowało (z tego ostatniego powodu ma prawo do jednodniowych wagarów raz na miesiąc bez przyczyny). I - o ile nie ma zaległości, nie ma w tym okresie klasówek - nie widzę powodu, dla którego nie możemy wyjechać na wakacje w środku roku szkolnego.
      • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 30.01.15, 23:19
        > I - o ile nie ma zaległości, nie ma w tym okresie klasówek - nie widzę powodu,
        > dla którego nie możemy wyjechać na wakacje w środku roku szkolnego.

        sorry, ale tego ja nie rozumiem

        wakacje to wakacje - jest na nie wyznaczony czas wtedy, kiedy nie ma lekcji

        w środku roku szkolnego, to nie wakacje tylko wagary
        • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 00:50
          Nooo nie wiesz? Wygoda mamusi jest ważniejsza niż edukacja dziecka....
          Jak żyję - takie historie to tylko w obecnych czasach....
          • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 09:38
            zuleyka.z.talgaru napisała:

            > Nooo nie wiesz? Wygoda mamusi jest ważniejsza niż edukacja dziecka....

            Edukacja <odeśmiewa sobie tyłek>. Rzeczywiście, siedzenie i wypełnianie ćwiczeniówek to taka edukacja, że hoho.

            Nie sarkastycznie: "mamusi", tylko rodziny (od razu inaczej brzmi, nie?). Dla mnie też rodzina jest najważniejsza i tejże potrzeby. Podobnie jak 3-mamuśka mam autystyków, podobnie - wolę iść do muzeum na warsztaty w tygodniu, a nie w weekend czy dzień wolny, gdzie przez tłum nie można się przepchać. Podobnie jak Kocianna uważam, że szkoła jest zła, szkodliwa, a tzw. edukacja w szkole... <ponownie odeśmiewa sobie tyłek>. I dużo więcej się "wyedukują" moje dzieci ze mną w akwarium, zoo, muzeum, na wakacjach niż przez te 2 tygodnie w szkole.

            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:11
              mama_kotula napisała:

              > I dużo więcej się "wyedukują" moje dzieci
              > ze mną w akwarium, zoo, muzeum, na wakacjach niż przez te 2 tygodnie w szkole.
              świeta racja.
              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:20
                dwa słowa - edukacja domowa
                • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:27
                  agni71 napisała:

                  > dwa słowa - edukacja domowa

                  niestety w polskiej szkole z połowa edukacji jest w domu tongue_out
                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:44
                    mama303 napisała:
                    > niestety w polskiej szkole z połowa edukacji jest w domu tongue_out

                    Oczywiście. Wystarczy zobaczyć na forum, ile czasu dzieci spędzają nad zadaniami domowymi (choć zaraz pewnie się okaże, że 10-15 minut góra, tak w kontrze tongue_out).
              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:03
                [i] dużo więcej się " dużo więcej się "wyedukują" moje dzieci
                > ze mną w akwarium, zoo, muzeum, na wakacjach niż przez te 2 tygodnie w szkole."

                A ja się zastanawiam jakim cudem moje dziecko było "w akwarium, zoo, muzeum, na wakacjach" itd, bez wakacji w czasie roku szkolnego wink cud jakiś chyba
                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:10
                  joa66 napisała:
                  > A ja się zastanawiam jakim cudem moje dziecko było "w akwarium, zoo, muzeum, na
                  > wakacjach" itd, bez wakacji w czasie roku szkolnego wink cud jakiś chyba

                  Twoje dzieci są zdrowe, si? Moje nie. Pakowanie się z nimi w weekend do muzeum (albo jeszcze lepiej, może uswiadomi bardziej o co chodzi: do Centrum Nauki Kopernik) to samobójstwo. Ani edukacyjnie, ani przyjemnie.
                  Podobnie w ZOO. W tajemnicy ci powiem, że najprzyjemniej i najbardziej edukacyjnie w ZOO jest w poniedziałek do południa - dzieci mogły porozmawiać spokojnie i bez przeszkód z wieloma opiekunami, nie musiały się przepychać przez tłum w rekinarium itp.
                  Naprawdę, każda sytuacja jest inna. I powtórzę: jak łatwo nam oceniać.

                  • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:15
                    Kotula - ale Ty jesteś w innej sytuacji. Nie można porównywać Twojej i takiej gdzie dziecko jest zdrowe a rodzic wymyśla, bo tak mu wygodniej.
                    • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:23
                      zuleyka.z.talgaru napisała:

                      > Kotula - ale Ty jesteś w innej sytuacji. Nie można porównywać Twojej i takiej g
                      > dzie dziecko jest zdrowe a rodzic wymyśla, bo tak mu wygodniej.

                      alez absolutnie to niedopuszczalne, żeby było wygodniej wink
                      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:31
                        mama303 napisała:
                        > alez absolutnie to niedopuszczalne, żeby było wygodniej wink

                        Tak jest. Bo ma być po równo.
                        • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:36
                          Nie chodzi o to, żeby było "po równo"

                          Dziecko-uczeń staje się członkiem nie tylko społeczności-rodziny, ale także członkiem społeczności szkoły/klasy. To naturalny etap. I fajnie by było gdyby tę drugą grupę szanowało, czasami nawet wbrew indywidualnej wygodzie.
                          • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:38
                            Dokładnie.
                            Ale dzisiaj jest moda na mienie w dupie innych. Świetnie to widać jak trzeba zrobić wspólnie projekt.
                            Choć jest tu wina szkoły - jakby więcej pracowano metodą projektową to rodzice może by ochłonęli - choć z drugiej strony....nie wiem czy jednak nadal "JA" nie zwyciężyłoby nad "MY".
                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:47
                              zuleyka.z.talgaru napisała:
                              > Choć jest tu wina szkoły - jakby więcej pracowano metodą projektową to rodzice
                              > może by ochłonęli

                              Oczywiście. Chociaż nie używałabym tu słowa "ochłonęli", bo to ma wydźwięk pejoratywny.
                              Myślę, że zdecydowana większość ludzi jednak nie będzie zabierać dziecka na wakacje w maju, jeśli wie, że dziecko uczestniczy w projekcie grupowym. A w tym momencie jest czysta kalkulacja strat i zysków.

                              A szkoła nie uczy pracy w grupie, nie uczy integracji, nie socjalizuje - co więcej! szkoła nie uczy jakiejkolwiek odpowiedzialności za cokolwiek. Nawet za własne zadanie. Więc strata żadna i dla nikogo.
                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:45
                                > Myślę, że zdecydowana większość ludzi jednak nie będzie zabierać dziecka na wak
                                > acje w maju, jeśli wie, że dziecko uczestniczy w projekcie grupowym. A w tym mo
                                > mencie jest czysta kalkulacja strat i zysków.

                                wątpię, motywacją do wakacji w maju jest oszczędzenie na koszcie wakacji, a tego żaden projekt grupowy w szkole nie zmieni

                                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:03
                                  > wątpię, motywacją do wakacji w maju jest oszczędzenie na koszcie wakacji, a tego żaden projekt grupowy w szkole nie zmieni

                                  Ale wątpisz na jakiejś podstawie, czy może jednak masz co do tego jakieś doświadczenie?
                                  Tak, zawsze będą osoby, które będą olewać projekty grupowe. Ale patrz, choćby na podstawie tego wątku - z osób deklarujących wyjazdy na wakacje w ciągu roku dwie sztuki (z dwóch tongue_out) powiedziały, że przy pracach typu projektowego tych wakacji by nie robiły. To już o czymś świadczy, nie sądzisz?
                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:05
                                    z osób deklarujących wyjazdy na wakacje w ciągu roku d
                                    > wie sztuki (z dwóch tongue_out) powiedziały, że przy pracach typu projektowego tych wak
                                    > acji by nie robiły. To już o czymś świadczy, nie sądzisz?

                                    MOże jestem pesymistka, ale moim zdaniem świadczy to o tym, że resztki wstydu każą im tak napisać, a w rzeczywistości tańsze wakacje by wygrały. Mogę sie oczywiście mylić.
                                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:11
                                      agni71 napisała:
                                      > Może jestem pesymistka, ale moim zdaniem świadczy to o tym, że resztki wstydu k
                                      > ażą im tak napisać, a w rzeczywistości tańsze wakacje by wygrały. Mogę sie oczy
                                      > wiście mylić.

                                      Nie jesteś pesymistką, tylko masz dużą łatwość oceniania ludzi. Tak, też miałam ten problem, bo zawsze mi się wydawało, że znam intencje innych ludzi wink.
                                      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:11
                                        Przy czym tak, oczywiście, u części ludzi tańsze wakacje by wygrały. Ale nie u wszystkich.
                                        • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:13
                                          mama_kotula napisała:

                                          > Przy czym tak, oczywiście, u części ludzi tańsze wakacje by wygrały. Ale nie u
                                          > wszystkich.
                                          a sa też tacy co projekt zawalą bez wyjazdu tongue_out
                            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:47
                              zuleyka.z.talgaru napisała:

                              > Dokładnie.
                              > Ale dzisiaj jest moda na mienie w dupie innych. Świetnie to widać jak trzeba zr
                              > obić wspólnie projekt.

                              w polskiej szkole wspólne projekty to raczej rzadkość. Przeważa jednak wypełnianie ćwiczeniówek lub zadawanie do domu. Także jak dziecko opuści jeden czy kilka dni to nikomu innemu to nie zaszkodzi, ewentualnie sobie bo bedzie miec wiecej pracy smile
                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:55
                              Świetnie to widać jak trzeba zrobić wspólnie projekt.

                              W szkole mojego dziecka było dużo zespołowych projektów. Dziwnym trafem często nawalał chłopiec, który także notorycznie się spóźniał (podwozili go rodzice) i na wakacje jeździł w maju lub na początku czerwca.
                          • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:43
                            Cytat
                            Dziecko-uczeń staje się członkiem nie tylko społeczności-rodziny, ale także członkiem społeczności szkoły/klasy. To naturalny etap. I fajnie by było gdyby tę drugą grupę szanowało, czasami nawet wbrew indywidualnej wygodzie.


                            Tak, pełna zgoda. Poza tym, że to "naturalny" etap - to jest etap narzucony sztucznie, a nie naturalny. Naturalnie to dziecko jest częścią rodziny, a dawniej: plemienia.

                            Tyle, że w obecnym systemie szkolnym zakłada sie, że dziecko ma być PRZEDE WSZYSTKIM uczniem. Więc 6 godzin w szkole, a potem 2h nad lekcjami, a w weekend wypracowanie, a w wakacje zielnik. Sprawy rodzinne są traktowane przez szkołę jako nieważne - ważne, aby rodzic spędzał z dzieckiem czas na odrabianiu zadań (więc zadajemy takie zadania, aby dziecko nie umiało ich samo zrobić).

                            Więc ja w sumie nie dziwię się, że ludzie się buntują przeciwko temu.
                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:48
                              a dawniej: plemienia

                              Nie, po prostu zmienił się format plemienia.smile Teraz jest nim także szkoła/praca.
                              • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:00
                                joa66 napisała:
                                > Nie, po prostu zmienił się format plemienia.smile Teraz jest nim także szko
                                > ła/praca.

                                Nie, bo plemię było naturalną strukturą, w której człowiek się wychowywał i socjalizował od urodzenia. Strukturą różnowiekową, ludzie w tym plemieniu pełnili różne role zależne od siebie nawzajem.

                                W szkole masz dwie role główne: uczeń i nauczyciel (i każdy, zauważ, może jednocześnie pełnić _tylko jedną_ rolę - w plemieniu nauka jest na zasadzie "uczę się od starszego" i jednocześnie "uczę młodszego"). Wróć, jest jeszcze jedna, nie mniej ważna rola: koleżanka/kolega, ale to nie ma wspólnego zbyt wiele z pracą wykonywaną w szkole.

                                W szkole polskiej nie ma zależności wielokierunkowych, nie ma poczucia wspólnoty w wykonywaniu zadań, bo każdy robi swoje, każdy ma słuchać tylko nauczyciela. Można to porównać do 20 takich samych kluczy na kółku - dzieci są kluczami, nauczyciel kółkiem. Jak zabraknie jednego z kluczy, nic się nie stanie, bo nic od tego klucza nie zależy. Ta pozorna "wspólnota" polega na robieniu tego samego, równo, w rządku.
                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:18
                                  Może Ci się nie podobać wspólczesne "plemię" ale raczej nic nie zmieni faktu, że szkoła/praca jest jednak formą plemienia - jest po prostu naszą "wioską".
                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:20
                                    joa66 napisała:
                                    > Może Ci się nie podobać wspólczesne "plemię" ale raczej nic nie zmieni faktu, ż
                                    > e szkoła/praca jest jednak formą plemienia - jest po prostu naszą "wioską".

                                    No ale NIE JEST. Jest miejscem, gdzie się spędza czas, bo trzeba. Bo nie ma innego wyjścia. Jest tworem sztucznym i tym się różni do plemienia. Plemię to wspólnota. Szkoła/praca - nie jest nią.
                                    • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:28
                                      To co jest współczesnnym plemieniem, wioską?
                                      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:47
                                        joa66 napisała:

                                        > To co jest współczesnnym plemieniem, wioską?

                                        Nic. I stąd się bierze większość problemów ludzi uncertain.
                                        • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:54
                                          Nic. I stąd się bierze większość problemów ludzi

                                          A to już kwestia opinii a nie faktów smile więc możemy zostać przy swoich.

                                          Ale warto się zastanowic nad naszym udziałem w tym jak nasz świat wygląda (jak go widzimy)
                                        • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:48
                                          [i]mama_kotula napisała:

                                          > joa66 napisała:
                                          >
                                          > > To co jest współczesnnym plemieniem, wioską?
                                          >
                                          > Nic. I stąd się bierze większość problemów ludzi :/.
                                          [/i]

                                          kotula, off top , ale nie mogę się powstrzymaćbig_grin Z Twoją potrzebą niezależności, decyzyjnosci i indywidualizmu byłabyś szybko zaciukana przez dawne "plemię big_grin W najlepszym wypadku (?) zmarłabyś z głodu. Ciesz się, że żyjesz w czasach takich "plemion" jak teraz wink
                                          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 15:04
                                            joa66 napisała:

                                            > kotula, off top , ale nie mogę się powstrzymaćbig_grin Z Twoją potrzebą niezależnośc
                                            > i, decyzyjnosci i indywidualizmu byłabyś szybko zaciukana przez dawne "plemię :
                                            albo byłaby wodzem smile w odróznieniu od szarej masy która zgadza się pokornie na wszystko
                                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 16:36
                                              albo byłaby wodzem

                                              i wtedy ktoś inny musiałby się do niej dostosować i cierpiećwink

                                              w odróznieniu od szarej masy która zgadza się pokornie na wszystko

                                              jeżeli nie widzisz różnicy między pokornym zgadzaniem się na wszystko a szacunkiem dla swojej grupy, też nie podejmuję się tego tłumaczyć.

                                              Ale brzmi nośniewink
                                              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:53
                                                joa66 napisała:

                                                > jeżeli nie widzisz różnicy między pokornym zgadzaniem się na wszystko a szacunk
                                                > iem dla swojej grupy, też nie podejmuję się tego tłumaczyć.

                                                "szacunek dla grupy" ładnie nazwane i tyle a kryc sie pod tym może szara myszka bojaca sie wychylic w którakolwiek stronę
                                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:20
                                                  "szacunek dla grupy" ładnie nazwane i tyle a kryc sie pod tym może szara myszka bojaca sie wychylic w którakolwiek stronę

                                                  Ok, niech Ci będzie wink
                                      • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:52
                                        teraz pozostałoscia plemienia jest rodzina.
                                        • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:56
                                          masz na myśli rodzinę rodzice plus dzieci czy dalszą też?

                                          Zresztą obie formy istniały zawsze smile - rodzina istaniała wtedy i teraz niezaleznie od plemienia.
                                          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:01
                                            joa66 napisała:

                                            > masz na myśli rodzinę rodzice plus dzieci czy dalszą też?

                                            wielopokoleniową i dalszą.
                                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:09
                                              mama303 napisała:
                                              > wielopokoleniową i dalszą.

                                              Tak. Teraz pozostałością jest rodzina, co więcej, marną pozostałością - bo komórka pt. rodzice i dzieci jest coraz bardziej izolowana.

                                              I ludzie sobie szukają wspólnot - wiedzeni wspólnymi zainteresowaniami, wspólnotą poglądów itp - choćby tu na forum.
                                              I tak obserwując forum, fora rówieśnicze kiepsko zipią, szczególnie jak dzieci już są starsze niż rok tongue_out (bo ludzie połączeni są tylko tym, że mają dzieci w jednym wieku, i to jest jedno z najbardziej sztucznych kryteriów), fora np. robótkowe czy planszówkowe z reguły świetnie się trzymają, bo jest wspólnota zainteresowań, wzajemna nauka, coś więcej niż to, że w roku 2003 się urodziło dziecko. Z for rówieśniczych wyłaniają się podgrupy, zwiazane czymś więcej niż posiadaniem dziecka w tym samym wieku. I tak dalej.
                                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:10
                                              wielopokoleniową i dalszą.

                                              Nie, nie każdy ma takę rodzinę (raczej niewiele osób ją ma), szkołę mają/mieli wszyscy, pracę większość.

                                              Plemię/wioska to nie grupa, którą lubimy najbardziej tylko grupa, w której spędzamy najwiecej/bardzo dużo czasu i która wpływa (bezpośrednio lub pośrednio) na nasze decyzje.
                                              • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:17
                                                Cytat
                                                Plemię/wioska to nie grupa, którą lubimy najbardziej tylko grupa, w której spędzamy najwiecej/bardzo dużo czasu i która wpływa (bezpośrednio lub pośrednio) na nasze decyzje.


                                                Czy ty i twoje dziecko macie jakikolwiek wpływ na decyzje szkoły? Czy tylko godzicie sie odgórnie na zasady narzucone przez "plemię"?
                                                Czy macie jakąkolwiek autonomię decyzji własnych?

                                                Problem jest taki, że system jest niedoskonały, bardzo. Naruszający autonomię członków plemienia, zawłaszczający większość ich życia. I nie można uciec z plemienia, bo dziecko do szkoły chodzić musi, takie są przepisy. Nie bardzo można też cokolwiek zrobić aby było lepiej, bo system trzyma sie mocno. I co teraz?


                                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:22
                                                  A sądzisz, że kiedyś każdy człowiek miał wpływ na decyzję wodza i starszyzny? ?)
                                                  Taka uroda plemienia/"wioski"
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:34
                                                    joa66 napisała:

                                                    > A sądzisz, że kiedyś każdy człowiek miał wpływ na decyzję wodza i starszyzny? ?
                                                    > )
                                                    > Taka uroda plemienia/"wioski"

                                                    Jednocześnie każdy odnosił jakieś zyski z bycia w plemieniu i przestrzegania zasad - i czuł się członkiem plemienia.

                                                    Coś musi być na rzeczy, jeśli ludzie uznają, że przebywanie w plemieniu pt. szkoła przyniesie mniejsze zyski, niż łamanie zasad tego plemienia. Może to, że system jest zły?
                                                    To jest dość smutne, że państwo ZMUSZA do uczestnictwa w złym systemie, nie pozostawiając wyboru. I w zwiazku z tym, że dziecko musi chodzić do szkoły, ta szkoła nie musi być dobra, nie musi być lepsza - bo klienta i tak będzie mieć.
                                              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:18
                                                joa66 napisała:

                                                > Nie, nie każdy ma takę rodzinę (raczej niewiele osób ją ma), szkołę mają/mieli
                                                > wszyscy, pracę większość.

                                                a czy ja twierdze że każdy ma taka rodzinę? ale szkoła jest wytworem sztucznym, do którego sie codzień dociera i z niego wybywa. To nie ma nic wspólnego z plemieniem, w którym sie żyje i które się składa w rodzin w ktorym sa zupełnie inne zaleznosci niz w szkole czy pracy.
                          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:43
                            joa66 napisała:

                            > I fajnie by było gdyby tę
                            > drugą grupę szanowało, czasami nawet wbrew indywidualnej wygodzie.

                            A w jaki sposób dziecko, które opuszcza zajecia w szkole nie szanuje grupy, bo nie bardzo rozumiem?
                          • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 09:58
                            Szkoła podzielona na roczniki nie jest naturalnym etapem - jest to etap stworzony sztucznie. Takie szkoły u zwierzątek w naturze występują tylko w filmach dla dzieci wink
                      • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:39
                        Jeżeli godzisz się na to, żeby dziecko stało się częścią społeczności szkolnej to równocześnie godzisz się na to, żeby czynnie uczestniczyło w życiu tej społeczności (jakie by ono nie było).
                        Jeśli Ci się to nie podoba zawsze możesz zabrać dziecko ze społeczności szkolnej i wdrożyć mu edukację domową lub indywidualny tryb nauczania (jeśli Ci się uda).
                        • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:53
                          zuleyka.z.talgaru napisała:

                          > Jeżeli godzisz się na to, żeby dziecko stało się częścią społeczności szkolnej
                          > to równocześnie godzisz się na to, żeby czynnie uczestniczyło w życiu tej społe
                          > czności (jakie by ono nie było).

                          Bardzo czynnie smile to raz a po drugie: naprawde uważasz, że opuszczenie jednego czy kilku dni w tej społecznosci wyrządzi tej społecznosci jakiekolwiek szkody?
                      • ichi51e Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 03.02.15, 16:39
                        10/10
                        Jak czytam ten watek to mozna by pomyslec ze edukacja publiczna jest obowiazkiem nie przywilejem big_grinDD
                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:30
                      zuleyka.z.talgaru napisała:
                      > Kotula - ale Ty jesteś w innej sytuacji. Nie można porównywać Twojej i takiej g
                      > dzie dziecko jest zdrowe a rodzic wymyśla, bo tak mu wygodniej.

                      Ale dlaczego to jest coś innego?
                      Zuleyko, zobacz: na wizycie Kasi w muzeum w poniedziałek NIKT nie traci. Nie traci Basia, Ania ani Jasio.
                      Ktoś może zyskać - zyskuje rodzina Kasi. Suma jest nawet nie zerowa, suma jest dodatnia. Tak samo na wakacjach Kasi w środku roku - suma jest dodatnia. Ktoś może co najwyżej miec, kolokwialnie rzecz ujmując, ból tyłka. Tak, Basia może poczuć się gorzej, bo Kasia pojechała na wakacje. Ale Basia może się również poczuć lepiej, bo może grać w Minecraft 3h w tygodniu, a Kasia tylko godzinę. Co więcej! Kasia może poczuć się gorzej, bo Ania choruje na astmę i przez 2 tygodnie w miesiącu ma zapalenie oskrzeli i nie musi chodzić do szkoły! I zadanie rodziców, aby to dzieciom WŁASNYM objaśnić. Ba, można nawet - jak się chce - objaśnić to bardzo prosto: Kasi rodzice łamią zasady, a my nie, jupi, jesteśmy szlachetniejsi tongue_out.

                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:21
                    1) Nie wypowiadam się na temat dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi/zdrowotnymi, bo się nie znam. Zakładam, że "urlopowanie" w maju czy październiku może być najlepszym wyborem w poszczególnych przypadkach. (btw ja np do mniej więcej 6-7 roku życia dziecka nie mogłam z nim chodzić do "normalnego" kina tylko do studyjnych, itp). Uważam jednak, że to rzadkie sytuacje.

                    2) My też chronicznie nie znosimy tłumów, tłoku - nie ideologicznie, ale dlatego, że wszystko się w nas trzęsie. I odrkyliśmy, że czas ferii zimowych jest pod tym względem cudowny.
                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:37
                      Cytat
                      My też chronicznie nie znosimy tłumów, tłoku - nie ideologicznie, ale dlatego, że wszystko się w nas trzęsie. I odrkyliśmy, że czas ferii zimowych jest pod tym względem cudowny.


                      Problem w tym, że muzea i inne przybytki mają również wystawy czasowe, atrakcje w określonym dniu itp.
                      Znaczy tak, to jest kwestia do rozwiązania. Idealne byłoby, jakby szkoła organizowała takie wyjścia. Nie, nie organizuje, bo NIE MUSI.

                      Poza tym uważam, że tzw. sprawy rodzinne (niekoniecznie pogrzeb, ślub i inne) są wystarczającym powodem do zwolnienia ze szkoły. Bo rodzina ma u mnie dużo wyższy priorytet niż szkoła, po prostu.

                      • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:46
                        kotula - chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że żadnego dziecka nigdy i pod żadnym pozorem nie można zwolnić ze szkoły w czasie trwania roku szkolnego. Chodzi o proporcje i argumentację. Sorry, ale nie kupuję argumentów typu "szkoła jest głupia, nadrobi z łatwoscią, fajna oferta była, wygoda rodziny ważniejsza"" itd
                        • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:53
                          joa66 napisała:
                          > Chodzi o proporcje i argumentację.

                          O właśnie. A tu się robi sąd i palenie czarownic, zarzucanie "wdupiemania" ogólnego nad panią, która zabrała dzieci na 10 dni na wakacje w maju, bo rodzinie tak wygodniej. I psy się wiesza, jakby pani co najmniej połowę każdego tygodnia spędzała w muzeum, kinie, na wycieczce z dziećmi. No ludzie kochani.

                          Następnym razem pani nie powie, że zabiera na wakacje, bo jej wygodniej, tylko załatwi lewe zwolnienie lekarskie i powie, że Zuzia była chora... i naświetlana kwarcówką, dlatego taka opalona tongue_out.



                          • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:57
                            A tu się robi sąd i palenie czarownic, zarzucanie "wdupiemania" ogólnego nad panią, która zabrała dzieci na 10 dni na wakacje w maju, bo rodzinie tak wygodniej

                            Bo to jest "wdupiemania" jeżeli nie ma innych argumentów.
                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:01
                              joa66 napisała:
                              > Bo to jest "wdupiemania" jeżeli nie ma innych argumentów.

                              Dlaczego uważasz, że szkoła jest ważniejsza niż rodzina?
                              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:06
                                Dlaczego uważasz, że szkoła jest ważniejsza niż rodzina

                                Bardzo ogólne pytanie. Równie dobrze mogłaby je zadać rodzina, która zabiera dziecko do prac polowych zamiast posłac do szkoły.

                                Zadaj pytanie o KONKRETNE sytuacje.
                                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:16
                                  joa66 napisała:
                                  > Zadaj pytanie o KONKRETNE sytuacje.

                                  Ok. Konkretna sytuacja jest taka: rodzina ma niewiele kasy, dostaje ofertę wyjazdu all inclusive w maju (i tylko wtedy). Oferta jest korzystna. Dla rodziny wartością sa wspólne wakacje, bowiem w ciągu roku wszyscy pracują dużo. I dzieci, i rodzice. Tak, można bardzo nakombinować się i wybrać dużo mniej atrakcyjny wyjazd na wakacje w lipcu, w tej samej cenie, nie all inclusive. Pani domu szczególnie się cieszy na robienie posiłków tongue_out.

                                  Pytanie brzmi: dlaczego cała rodzina ma zrezygnować z wspólnych _fajnych_ wakacji na rzecz dobra tzw. społeczności szkolnej?


                                  To jest tylko jeden z przykładów. Mi cały czas chodzi o to, że ludzie są różni, mają różne sytuacje i priorytety. I problem jest taki, że jest OBOWIĄZEK SZKOLNY. Narzucony, identyczny dla wszystkich. Rodzic nie ma wyboru, dziecko MUSI być w szkole (pomijam ED, bo to nie jest wybór, to wybór pozorny tylko, bo nie dla każdego).
                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:26
                                    Ja jestem w stanie zrozumieć doskonale sytuację, w której dziecko slucha z wypiekami opowieści kolegów o podróży samolotem, o gorącym morzu itp a jego rodziców nie stać na takie wakacje. I nagle pojawia się super oferta w maju, JEDYNA szansa na spełenienie marzeń dziecka i rodziców.

                                    Ale takie argumenty raczej się nie pojawiają w dyskusjach. Wszystko sprowadza się do "moja wygoda" "moje jest mojsze" a "szkoła jest głupia".

                                    To jest podobnie jak - nomen omen - w rodzinie. Jeżeli członek rodziny chce się czasami wyłamać z obowiązujących w domu zasad , oczekujesz czegoś wiecej niż " bo tak jest MI wygodniej"
                                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:28
                                      Cytat
                                      To jest podobnie jak - nomen omen - w rodzinie. Jeżeli członek rodziny chce się czasami wyłamać z obowiązujących w domu zasad , oczekujesz czegoś wiecej niż " bo tak jest MI wygodniej"


                                      Wiesz, ja czasem biorę pod uwagę "bo tak mi jest wygodniej". Jeśli nie szkodzi to interesom innych członków rodziny, to czemu mam nie brać?
                                      • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:29
                                        Jeśli nie szkodzi to interesom innych członków rodziny, to czemu mam nie brać?

                                        A jak szkodzi?
                                        • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:46
                                          cytat mama303:

                                          Także jak dziecko opuści jeden czy kilka dni to nikomu innemu to nie zaszkodzi,

                                          Pozwolę sobie odnieśc się do tego problemu.

                                          Chyba należy zacząć od tego, że wszyscy mamy równe prawa, a więc prawo do wyjazdu "w maju" ma nie tylko dziecko mamy303 czy kotuli (gdyby chodziło do szkoły), ale KAŻDE.

                                          wyobraźmy sobie gdyby wszyscy rodzice uprawiali politykę "wygoda mojej rodziny najwazniejsza"- jak wyglądałaby struktura szkoły, jak wyglądałoby nauczanie przy absolutnie nieprzewidywalnej frekwencji od 0 do 100%?

                                          Czy jednak oczekujecie, że ktoś bedzie tę strukturę utrzymywał (inne dzieci. rodzice?) , a wy z niej skorzystacie jeżeli akurat wam to będzie na rękę?

                                          Naprawdę, nie jesteśmy robotami i życie nas zmusza do tego, żebyśmy odczasu do czasu gdzieś nawalili - z powodów losowych, zdrowotnych czy innych wyjątkowych.

                                          Czy naprawdę trzeba działać na szkodę społeczności "bo tak"?
                                          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:10
                                            joa66 napisała:

                                            > Chyba należy zacząć od tego, że wszyscy mamy równe prawa, a więc prawo do wyjaz
                                            > du "w maju" ma nie tylko dziecko mamy303 czy kotuli (gdyby chodziło do szkoły),
                                            > ale KAŻDE.

                                            a nie ma prawa? tylko nie każdy z niego skorzysta i nie każdy w jednym terminie. Statystycznie raczej mało prawdopodobne aby wszystkie dzieci z klasy miały akurat taką sytuacje rodzinna aby wyjechały w tym samym czasie. Ja np. jeszcze z tego nie korzystałam ale byc może zabiore w maju dziecko na tydzień w tym roku. Nie sądze aby przez to szkoła czy klasa cokolwiek zawaliła.Koleżanka córki wyjechała w listopadzie z rodzicami do Londynu bo akurat taka im sie trafiła okazja. Myslisz że ktokolwiek na tym cos stracił? a myslę że koleżanka sporo zyskała.
                                    • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:59
                                      joa66 napisała:

                                      > Ja jestem w stanie zrozumieć doskonale sytuację, w której dziecko slucha z wyp
                                      > iekami opowieści kolegów o podróży samolotem, o gorącym morzu itp a jego rodzic
                                      > ów nie stać na takie wakacje. I nagle pojawia się super oferta w maju, JEDYNA s
                                      > zansa na spełenienie marzeń dziecka i rodziców.
                                      nie koniecznie chodzi o wakacje zagraniczne. Mam kolege w pracy, który aby wyjechać ze swoja czwórką nad polskie morze na 1 tydz. zabiera dzieci w czerwcu ze szkoły. Twierdzi, że w sezonie nie byłoby go stać.
                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:01
                                    > Pytanie brzmi: dlaczego cała rodzina ma zrezygnować z wspólnych _fajnych_ wakac
                                    > ji na rzecz dobra tzw. społeczności szkolnej?
                                    >

                                    Pociągnę dalej - dlaczego cała klasa nie miałaby pokachać na AI w maju? Na pewno każdy ucieszy się z tańszych wakacji?
                                  • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 09:23
                                    mama_kotula napisała:
                                    >
                                    > Pytanie brzmi: dlaczego cała rodzina ma zrezygnować z wspólnych _fajnych_ wakac
                                    > ji na rzecz dobra tzw. społeczności szkolnej?
                                    >
                                    Ogólnie szkoła musiałaby dawać coś bardziej atrakcyjnego niż te rodzinne wakacje - żadna szkoła aż tak atrakcyjna nie jest.
                                    Lub opuszczenie szkoły musiałoby wiązać się z takimi konsekwencjami, że nie byłoby to opłacalne. Jako że sporo nauczania w polskiej szkole to jest jednak i tak "homeschooling" to rodzicom może być wszystko jedno czy na urlopie będą musieli przerobić raptem tylko trochę więcej materiału niż normalnie w domu po pracy.
                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:04
                              p.s. zakładam, że na forum jest większa szczerość niż w realu z powodu aninomowosci. Jeżeli ktoś tutaj pisze "wygoda" bez rozwijania tego terminu, uznaję tylko podstawowe, powierzchowne znaczenie tego słowa. I do tego się odnoszę.

                              Jestem sobie natomiast wyobrazić np zwolnienie dziecka po to, żeby pojechało na koncert ulubionego zespołu w innym mieście, bo to jedyna okazja, żeby ten zespół zobaczyć na żywo.

                              To inny argument niż "moje jest mojsze" a niestety taki jest najczęstszy w dyskusjach tego typu.
                              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:22
                                joa66 napisała:

                                > Jestem sobie natomiast wyobrazić np zwolnienie dziecka po to, żeby pojechało na
                                > koncert ulubionego zespołu w innym mieście, bo to jedyna okazja,
                                > żeby ten zespół zobaczyć na żywo.
                                a tego to już kompletnie nie czaję, brak konsekwencji
                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:24
                                  Nie, to nie jest brak konsekwencji jeżeli czytasz wszystko co w tym wątku napisałam
                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:28
                                    czytam wszystko, nagle wystep ulubionego artysty jest priorytetem wazniejszym niz szkoła? Kompletny brak konsekwencji bo negujesz że dla kogos priorytetem moga byc wspólne rodzinne wakacje.
                                    • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:30
                                      nie widzisz różnicy między jednym jedynym występem, a wakacjami, na które masz co roku 2 miesiące? Nie licząc innych wolnych dni i ferii.
                                      • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:44
                                        agni71 napisała:

                                        > nie widzisz różnicy między jednym jedynym występem, a wakacjami, na które masz
                                        > co roku 2 miesiące? Nie licząc innych wolnych dni i ferii.
                                        nie bardzo, to może byc ten jeden jedyny wyjazd smile
                                        • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 15:54
                                          tak, z pewnością, bo Grecję czy inny Egipt zmiecie z powierzchni ziemi
                                          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:50
                                            agni71 napisała:

                                            > tak, z pewnością, bo Grecję czy inny Egipt zmiecie z powierzchni ziemi
                                            artysta tez nie umrze pewnie wink
                                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:15
                                              artysta tez nie umrze pewnie

                                              Postaram się wytłumaczyć Tobie różnicę między miejscem a człowiekiem/artystą.

                                              Artysta nie jest czynny od poniedziałku do piątku w godz od 10 do 18 (dni i godziny wpisz dowolnie). Artysta ma kalendarz "występów", w którym są czasami przerwy kilkuletnie (albo dłuższe). Dni występów są, z naszego punktu widzenia, przypadkowe. Dlatego "spotkanie z artystą" ma charakter wyjątkowy - ma w sobie element "teraz albo nigdy" . Jeżeli zabronisz pojechac dziecku na koncert np U2 w środę, tak że opuści lekcje, to nie możesz mu powiedzieć: pojedziesz w sobotę albo w lipcu.

                                              p.s. Myślałam, że takie rzeczy są oczywiste.
                                              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:28
                                                joa66 napisała:

                                                > Postaram się wytłumaczyć Tobie różnicę między miejscem a człowiekiem/artystą.


                                                dobra dobra, poprostu dla Ciebie koncert jest ważniejszy i niepowtarzalny a dla innych wspólne wymarzone wakacje, które tez moga być niepowtarzalne. Brak konsekwencji i widzenie tylko swojego czubka nosa. Jesli masz niezłomne zasady to się ich trzymaj! a tak to niewiadomo z czym polemizujesz i czego bronisz.
                                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:30
                                                  To nie jest kwestia tego co wazniejsze, tylko tego co jest możliwe TYLKO tu i teraz i tego co można zrobić w różnych terminach.smile
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:52
                                                    joa66 napisała:

                                                    > To nie jest kwestia tego co wazniejsze, tylko tego co jest możliwe TYLKO tu i t
                                                    > eraz i tego co można zrobić w różnych terminach.smile
                                                    Widocznie nie można wyjechać akurat na TEN wyjazd w czasie wakacji i to może byc z róznych powodów.
                                          • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 10:07
                                            agni71 napisała:

                                            > tak, z pewnością, bo Grecję czy inny Egipt zmiecie z powierzchni ziemi
                                            Akurat w Grecji bywają trzęsienia ziemi więc to i owo może zniknąć. Zresztą Grecję to chyba wolałabym zwiedzać w maju czy październiku, a nie w lipcu (upały) czy w zimie (raczej leje).
                                            Wczoraj czy przedwczoraj czytałam, że bojownicy wysadzili w powietrze starożytne mury Niniwy. Parę lat temu talibowie wysadzili w powietrze posągi Buddy.
                                            Nie zakładaj, że wszystko będzie czekało na ciebie do emerytury.
                                            • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 11:48
                                              do emerytury nie ma potrzeby czekac, w ciągu roku jest wystarczająca liczba wolnych dni, żeby sobie stopniowo pozwiedzać ciekawe miejsca
                                    • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:32
                                      Boże, nie podejmuję się tłumaczyć .
                                    • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:34
                                      ale mogę ci wkleićwink

                                      kotula - chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że żadnego dziecka nigdy i pod żadnym pozorem nie można zwolnić ze szkoły w czasie trwania roku szkolnego. Chodzi o proporcje i argumentację. Sorry, ale nie kupuję argumentów typu "szkoła jest głupia, nadrobi z łatwoscią, fajna oferta była, wygoda rodziny ważniejsza"" itd
                                      • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:54
                                        joa66 napisała:

                                        > Sorry, ale nie kupuję argumentów ty
                                        > pu "szkoła jest głupia, nadrobi z łatwoscią, fajna oferta była, wygoda rodziny
                                        > ważniejsza"

                                        Wypaczasz. Nie dlatego zabiera sie dziecko bo szkoła jest głupia, chyba nikt tego nie pisał. Nie tyle FAJNA oferta co korzystna i byc może z tego wzgledu jedyna mozliwa do realizacji. Nie tylko chodzi tez o wygode rodziny zreszta co to za wygoda jak potem trzeba materiał nadrabiać? Poprostu jest to bilans strat i zysków dla całej rodziny. Przeciez duzo prosciej i wygodniej byłoby jechać sobie na fajne wakacje w czasie wolnym od szkoły gdyby każdy mógł sobie na to pozwolić. Ja np. w tym roku nie dostanę urlopu z okresie wakacji szkolnych tylko przed.
                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:41
                                  I jeszcze wleję całość wypowiedzi, w której znalazłaś "niekonsekwencję" smile

                                  p.s. zakładam, że na forum jest większa szczerość niż w realu z powodu aninomowosci. Jeżeli ktoś tutaj pisze "wygoda" bez rozwijania tego terminu, uznaję tylko podstawowe, powierzchowne znaczenie tego słowa. I do tego się odnoszę.

                                  Jestem sobie natomiast wyobrazić np zwolnienie dziecka po to, żeby pojechało na koncert ulubionego zespołu w innym mieście, bo to jedyna okazja, żeby ten zespół zobaczyć na żywo.

                                  To inny argument niż "moje jest mojsze" a niestety taki jest najczęstszy w dyskusjach tego typu.
                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 15:02
                                    joa66 napisała:

                                    > I jeszcze wleję całość wypowiedzi, w której znalazłaś "niekonsekwencję" smile
                                    i dalej uważam że to brak konsekwencji bo wyjazd w maju może byc jedyna okazja wymarzonego wyjazdu z rodziną.
                            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:06
                              joa66 napisała:

                              > Bo to jest "wdupiemania" jeżeli nie ma innych argumentów.
                              moim zdaniem nie jest, bo wspólne rodzinne wakacje sa spora wartościa, przynajmniej dla mnie. A rodzina tez składa sie z kilku osób i np. maj to czas gdy ojciec dostanie bez problemu urlop albo wczasy dla całej rodziny sa tańsze niż w lipcu. No rózne sa sytuacje a zabranie dziecka ze szkoły pewnie jest przedyskutowany i przemyslany.
                          • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:59
                            A tu się robi sąd i palenie czarownic, zarzucanie "wdupiemania" ogól
                            > nego nad panią, która zabrała dzieci na 10 dni na wakacje w maju, bo rodzinie t
                            > ak wygodniej.

                            No dobrze, a zastanówmy sie tak teoretycznie, co by było, gdyby cała klasa pojechała na wakacje w maju? Byłoby dalej OK, czy jednak nie bardzo?
                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:18
                              agni71 napisała:
                              > No dobrze, a zastanówmy sie tak teoretycznie, co by było, gdyby cała klasa poje
                              > chała na wakacje w maju? Byłoby dalej OK, czy jednak nie bardzo?

                              Bardzo proszę, rozważajmy sytuacje prawdopodobne. Bo czuję się, jakbym rozmawiała z moim synem, który na hasło "nie wolno ci wyjść z pokoju" pyta "a jak spadnie bomba atomowa"?
                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:35
                                ale skoro każdy może wyjechać bez konsekwencji dla grupy, to wyjechac moga wszyscy. Może wyjechac pół klasy, albo 3/4 - to dalej nie będzie miało wpływu na funkcjonowanie klasy? To jak ze szczepionkami - ci co nie szczepią opierają się szczepiących. A gdyby każdy sobie olał, to system się załamie.

                                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:09
                                  agni71 napisała:
                                  > ale skoro każdy może wyjechać bez konsekwencji dla grupy, to wyjechac moga wszy
                                  > scy

                                  Agni, ponawiam prośbę: mówmy o realnych sytuacjach. Jakie jest prawdopodobieństwo że w tym samym terminie wyjedzie 30 osób?

                                  (jakie jest prawdopodobieństwo, że w momencie "zesłania" mojego syna do swojego pokoju nastąpi burza z piorunami i odetną prąd, więc potknie się po ciemku, złamie nogę, trafi łbem w kaloryfer i straci przytomność?)
                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:30
                                    małe, ale chciałam poteoretyzować, uważasz, że to co dobre dla jednego ucznia (twojego dziecka) nie jest dobre dla innych?
                                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:45
                                      agni71 napisała:
                                      > małe, ale chciałam poteoretyzować, uważasz, że to co dobre dla jednego ucznia (
                                      > twojego dziecka) nie jest dobre dla innych?

                                      Nie wiem, jakie potrzeby, priorytety i możliwości mają inni.
                                      Więc nie wiem, czy to, co jest dobre dla mojego dziecka i mojej rodziny, bedzie również dobre dla innych.
                                      • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:47
                                        to jeszcze inaczej sformułuje pytanie: jesli jedno dziecko pojedzie na tydzień lub dwa wakcji w maju to jest OK, tak? Jesli dwójka - też? Trójka? Czwórka? Od jakiej liczby dzieci to nie będzie OK? I dlaczego? A może zawsze będzie OK?
                                        • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 19:18
                                          agni71 napisała:
                                          > to jeszcze inaczej sformułuje pytanie: jesli jedno dziecko pojedzie na tydzień
                                          > lub dwa wakcji w maju to jest OK, tak? Jesli dwójka - też? Trójka? Czwórka? Od
                                          > jakiej liczby dzieci to nie będzie OK? I dlaczego? A może zawsze będzie OK?

                                          Ja zadam inne pytanie: czym pod względem ewentualnych skutków dla reszty dzieci się różni to, ze Zuzia pojedzie na wakacje na tydzień od tego, że Karol będzie tydzień chorować?
                                          • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 21:26
                                            Tym, że żaden rodzic nie powie "to mój Jasio też będzie chorować, dlaczego tylko Karol może" i specjalnie nie przeziębi dziecka.

                                            Prawdopodobieństwo tego, że wszystkie dzieci wyjadą w maju jest niskie tylko dlatego, że większość rodziców nie działa na zasadzie "a bo tak, ja tak chcę" a inni z tego korzystają.

                                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 21:31
                                              Na innym przykładzie: czy fakt, że prawdopodobieństwo tego, że wszyscy ludzie będą deptać po miejskich rabatach i trawnikach bardzo niskie oznacza, że ja mogę, bo przejście jednej czy dwóch osób zieleni nie zniszczy?
                                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 22:51
                                              joa66 napisała:

                                              > Tym, że żaden rodzic nie powie "to mój Jasio też będzie chorować, dlaczego tylk
                                              > o Karol może" i specjalnie nie przeziębi dziecka.

                                              A nie nie, ja nie o tym. Odnoszę się do tego, że od początku tu wszyscy płakali, że dziecko, które wyjeżdża, ma zaległości, czegoś nie umie i pani bedzie musiała mu czas poświęcać, na czym tracą inni. Ponawiam więc - czym się to różni od dziecka z zapaleniem oskrzeli?

                                              > Prawdopodobieństwo tego, że wszystkie dzieci wyjadą w maju jest niskie tylko dl
                                              > atego, że większość rodziców nie działa na zasadzie "a bo tak, ja tak chcę" a i
                                              > nni z tego korzystają.

                                              No. Więc prawdopodobieństwo jest na tyle małe, że w ogóle takiej sytuacji nie bierzemy pod uwagę.

                                              A jeśli ktoś ma ból tyłka z powodu własnej uczciwości i niewdupiemania... well, to dość dziwne.

                                              Ja nie mam problemu z tym, że inni łamią przepisy. To, że przyjaciółka mojej córki idzie z tatusiem na rollercoaster od 14 lat i jeździ na rowerze bez kasku, nie sprawi, że ja mojej też pozwolę i że moje dziecko na tym coś straci. Żyj w zgodzie ze sobą i swoimi zasadami, zamiast oceniać innych i uzależniać od innych swoją moralność. Bo ty nie tracisz na tym, że ktoś pojedzie na wakacje - ty przecież uważasz, że rok szkolny to rok szkolny, na wyjazdy jest lipiec i sierpień, więc TY jedziesz w lipcu bądź sierpniu i jesteś w porządku ze sobą. Zgadza się?
                                              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 22:55
                                                Ja nie mam problemu z tym, że inni łamią przepisy.

                                                ja też nie mam problemu.smile

                                                Mam tylko opinię. Chyba jak większość.
                                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 23:22
                                                > Ja nie mam problemu z tym, że inni łamią przepisy.

                                                i to chyba podsumowuje różnice w podejściu, bo niektórzy jednak mają z tym problem

                                                a są i tacy, którzy nie mają problemu tylko z własnym łamaniem przepisów, a czyjeś, owszem, przeszkadza im (np. różne nieprawidłowości w szkole z winy systemu, nauczycieli)...
                                            • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:45
                                              joa66 napisała:

                                              > Tym, że żaden rodzic nie powie "to mój Jasio też będzie chorować, dlaczego tylk
                                              > o Karol może" i specjalnie nie przeziębi dziecka.
                                              Ale prawdopodobieństwo, że Jasio też będzie chorować bo go Karol zaraził (albo ktoś, kogo zaraził Karol) jest całkiem spore...
                                • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:43
                                  agni71 napisała:

                                  > ale skoro każdy może wyjechać bez konsekwencji dla grupy, to wyjechac moga wszy
                                  > scy. Może wyjechac pół klasy, albo 3/4 - to dalej nie będzie miało wpływu na fu
                                  > nkcjonowanie klasy? To jak ze szczepionkami - ci co nie szczepią opierają się s
                                  > zczepiących. A gdyby każdy sobie olał, to system się załamie.
                                  Prawdę mówiąc jest większe prawdopodobieństwo , że pół klasy będzie chore (a zaraz potem 2-gie pół) w czasie epidemii jakiejś grypy niż to, że nastąpi jakiś masowy wyjazd na wczasy w połowie maja.
                      • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:57
                        > Poza tym uważam, że tzw. sprawy rodzinne (niekoniecznie pogrzeb, ślub i inne) s
                        > ą wystarczającym powodem do zwolnienia ze szkoły. Bo rodzina ma u mnie dużo wyż
                        > szy priorytet niż szkoła, po prostu.

                        ale ty, zdaje się, masz ED? Masz takie poglądy jakie masz, dzieci o konkretnych potrzebach i do tego dostosowałaś system edukacji. Nie ma dysonansu, nie ma wybiórczości, jest konsekwencja.

                        Ja się czepiam tych, co niby zdecydowali sie na edukację szkolna, ale kontestuja ja na każdym kroku. I to nie jest tak, że spóźnienia i nieobecności nie dotykają reszty klasy. Bo dziecko ma zaległości, bo zgłasza, że czegos tam nie wie i nauczyciel musi mu poświęcić więcej czasu, to ma wpływ na grupę. Jest też, moim zdaniem, nieco demoralizujące - bo pokazuje, że olewamy szkołę, że szkoła jest nieważna. Skoro nieważna, to po kiego .... posyłam do niej dziecko?
                        • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:01
                          > Bo dziecko ma zaległości, bo zgłasza, że czegos tam nie wie i nauczyciel musi mu poświęcić
                          > więcej czasu, to ma wpływ na grupę.

                          Na Jowisza. Tu wszyscy piszą, że dzieci nadrabiają zaległości w mig - W DOMU, nie w szkole. Tak, ze nauczyciel nie musi nic poświęcać. Może odnieśmy się do tych konkretnych sytuacji?

                          > Jest też, moim zdaniem, nieco demoralizujące - bo pokazuje, że olewamy szkołę, że szkoła
                          > jest nieważna. Skoro nieważna, to po kiego .... posyłam do niej dziecko?

                          Posyłam, bo nie mam wyboru - bo zostało mi to narzucone odgórnie przez państwo. Nie mam alternatywy, mam alternatywy pozorne, typu ED (które tez obwarowano setką przepisów prawnych i nakazów typu realizacja programu szkolnego, co kompletnie wypacza ideę). Nie mogę nie posyłać dziecka do szkoły.
                        • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:26
                          agni71 napisała:

                          > Ja się czepiam tych, co niby zdecydowali sie na edukację szkolna, ale kontestuj
                          > a ja na każdym kroku.

                          a to mozna sie nie zdecydować?
                          • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:38
                            no mozna wybrać ED, tak?
                            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 14:56
                              agni71 napisała:

                              > no mozna wybrać ED, tak?

                              nie, ja nie mogę.
                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:15
                              agni71 napisała:
                              > no mozna wybrać ED, tak?

                              Skoro można wybrać - dlaczego większość ludzi, mimo znacznego niezadowolenia ze szkoły, nie wybiera ED? Dlatego, że "wybór" tak naprawdę jest pozorny. Nie każdy może się na ED zdecydować, nie w każdym momencie życia itd.
                              Więc to nie jest tak, że brak decyzji o ED jest równoznaczny z uznaniem, że szkoła jest fajna. Naprawdę.

                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:25
                                No dobrze, sami sie nie nadają do ED, nauczyciele tez im nie odpowiadają i szkoła jako taka też nie. Czy wyjściem jest kontestowanie wszystkiego co szkolne? Podważanie każdej zasady panującej w szkole? Naginanie wszelkich przepisów i zasad, na ile sie da? Czego to uczy dzieci? Moim zdaniem anarchii. Duzo korzystniejsze byłoby działanie w celu wprowadzenia korzystnych zmian. Na przykład, mnie az tak nie przeszkadza, że wakacje są przez dwa miesiące latem, ale gdyby mi to bardzo przeszkadzało, to próbowałabym lobbowac za zmianami w tym kierunku. Po ogólnokrajowym referendum mogłoby się okazac, że większośc ludzi jest za zmianą obecnego systemu. Tylko to się musi chcieć bardziej zaangażować, może wejśc w politykę. A jak się nie chce angażować, to moim zdaniem bierny opór (w postaci spóźnień, wyjazdów wakacyjnych podczas roku szkolnego itp.) jest destrukcyjny. A dzieci uczą się olewać szkołę, uważać ja za nieważną. I chyba o to chodzi, tak?
                                • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:59
                                  agni71 napisała:

                                  > No dobrze, sami sie nie nadają do ED, nauczyciele tez im nie odpowiadają i szko
                                  > ła jako taka też nie.

                                  czyli jak mi sie szkoła nie podoba /a nie podoba mi sie w wielu aspektach/ a nie jestem w stanie podjac się ED to mam zamknąc dziub i się usmiechać że w ogóle mi dziecko przyjęli do szkoły? Wielu rodziców rzeczywiscie tak robi i dzieci tez sie uczą siedzieć cicho.Dlatego w tej naszej szkole niewiele sie zmienia.....
                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 11:54
                                    > czyli jak mi sie szkoła nie podoba /a nie podoba mi sie w wielu aspektach/ a ni
                                    > e jestem w stanie podjac się ED to mam zamknąc dziub i się usmiechać że w ogóle
                                    > mi dziecko przyjęli do szkoły? Wielu rodziców rzeczywiscie tak robi i dzieci t
                                    > ez sie uczą siedzieć cicho.Dlatego w tej naszej szkole niewiele sie zmienia....

                                    Od wyjazdów na wakacje w ciągu roku z pewnością zajdą znaczące zmiany w szkole! wink

                                    • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:29
                                      agni71 napisała:

                                      > Od wyjazdów na wakacje w ciągu roku z pewnością zajdą znaczące zmiany w szkole!
                                      > wink

                                      nie odwracaj kota ogonem. Wątek zszedł na inne tory jeżeli nie zauważyłaś czyli na temat czy jak mi sie szkoła nie podoba to mam prawo narzekać czy nie.
                                      • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:10
                                        najprościej napisać "nie odwracaj kota ogonem" - od narzekania i kontestowania nic sie nie zmieni
                                        • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:22
                                          agni71 napisała:

                                          > najprościej napisać "nie odwracaj kota ogonem" - od narzekania i kontestowania
                                          > nic sie nie zmieni
                                          znowu odwracasz kota ogonem, rzecz była o wyjeździe a nie o kontestowaniu i narzekaniu to po pierwsze a po drugie skad Twoje założenie że nie działam w kwestii zmian w szkole.... ?
                                          • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:26
                                            mama303 napisała:

                                            > agni71 napisała:
                                            >
                                            > > najprościej napisać "nie odwracaj kota ogonem" - od narzekania i kontesto
                                            > wania
                                            > > nic sie nie zmieni
                                            > znowu odwracasz kota ogonem, rzecz była o wyjeździe a nie o kontestowaniu

                                            wyjazd jest przejawem kontestowania,

                                            i na
                                            > rzekaniu

                                            nie, nie narzekasz, to mnie sie tylko wydawało pewnie wink

                                            to po pierwsze a po drugie skad Twoje założenie że nie działam w kwest
                                            > ii zmian w szkole.... ?

                                            Stąd, że nic nie piszesz o działaniu w kwestii zmian w szkole. Zaraz się okaże, że jesteś działaczką i społecznicą, wcześniej jednak broniłaś tylko prawa do wyjazdów w ciągu roku szkolnego.

                                            Jak dotąd było tylko narzekanie, że nic się u was nie da, i że wyjazdy wakacyjne w środku roku, oraz wyjścia do muzeów zamiast na lekcje sa bardziej edukacyjne dla dziecka niż nauka w szkole

                                            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:39
                                              agni71 napisała:

                                              > wyjazd jest przejawem kontestowania,

                                              nie wiem kogo wyjazd jest wyrazem czego, mój planowany wyjazd w maju napewno nie będzie wynikał z kontestowania czegokolwiek.

                                              > nie, nie narzekasz, to mnie sie tylko wydawało pewnie wink

                                              oczywiscie że narzekam ale co ma do tego wyjazd na wakacje? może tylko taki luźny związek że dziecko niewiele straci smile

                                              > Stąd, że nic nie piszesz o działaniu w kwestii zmian w szkole.

                                              bo przede wszystkim to nie jest wątek na ten temat.
                                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:45
                                                mama303 napisała:

                                                > nie wiem kogo wyjazd jest wyrazem czego, mój planowany wyjazd w maju napewno ni
                                                > e będzie wynikał z kontestowania czegokolwiek.

                                                przypomnij więc, czego jest wyrazem twój wyjazd na wakacje w maju
                                                >
                                                > > nie, nie narzekasz, to mnie sie tylko wydawało pewnie wink
                                                >
                                                > oczywiscie że narzekam ale co ma do tego wyjazd na wakacje?

                                                a taki, że to ty wiążesz przyzwolenie na opuszczanie lekcji z różnymi nieprawidłowościami w szkole
                                                >
                                                > > Stąd, że nic nie piszesz o działaniu w kwestii zmian w szkole.
                                                >
                                                > bo przede wszystkim to nie jest wątek na ten temat.

                                                wątek się rozwija w różnych kierunkach



                                                • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 18:27
                                                  agni71 napisała:

                                                  > przypomnij więc, czego jest wyrazem twój wyjazd na wakacje w maju

                                                  nie chce mi sie już, napisałam sie wiele na ten temat a Ty nic nie pamietasz lub nie czaisz Napewno nie będzie to wyraz kontestacji szkoły smile

                                                  > a taki, że to ty wiążesz przyzwolenie na opuszczanie lekcji z różnymi nieprawid
                                                  > łowościami w szkole

                                                  oczywoscie że jakby szkoła była tak pasjonujaca i tak wiele sie w niej działo, że trudno byłoby nadrobić i byłoby wiecej strat niz pozytku to bym nie wyjeżdżała, a tak to akurat ta nieprawidłowosc jest plusem wink

                                                  > wątek się rozwija w różnych kierunkach

                                                  ale w tym akurat nie.
                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:02
                                                    > nie chce mi sie już, napisałam sie wiele na ten temat a Ty nic nie pamietasz lu
                                                    > b nie czaisz Napewno nie będzie to wyraz kontestacji szkoły smile

                                                    tobie się nie chce powtórzyć, a mnie się nie chce przedzierac przez wszystkie twoje wypowiedzi

                                                    > ale w tym akurat nie.

                                                    bo ty tak powiedzialaś?
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:24
                                                    agni71 napisała:

                                                    > tobie się nie chce powtórzyć, a mnie się nie chce przedzierac przez wszystkie t
                                                    > woje wypowiedzi

                                                    a czy ja Ci nakazuję?

                                                    > bo ty tak powiedzialaś?

                                                    Aż na tyle mocy sprawczej nie posiadam tongue_out
                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:41
                                                    > > bo ty tak powiedzialaś?
                                                    >
                                                    > Aż na tyle mocy sprawczej nie posiadam tongue_out

                                                    no właśnie
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:45
                                                    agni71 napisała:

                                                    > no właśnie

                                                    a myslałas że posiadam? miło mi ale nie, jestem normalnym śmiertelnikiem.
                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:48
                                                    naucz sie czytac ze zrozumieniem, bo zabawnie czasem interpretujesz wypowiedzi
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:56
                                                    agni71 napisała:

                                                    > naucz sie czytac ze zrozumieniem, bo zabawnie czasem interpretujesz wypowiedzi
                                                    a jak mam interpretować Twoje zdziwienie, że siły sprawczej nie posiadam?.....
                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 20:10
                                                    nie chce mi sie kopać z koniem. dobranoc.
                                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:49
                                              > wyjazdy wakacyjne w środku roku, oraz wyjścia do muzeów zamiast na lekcje sa bardziej
                                              > edukacyjne dla dziecka niż nauka w szkole

                                              No, ja na przykład tak właśnie uważam. Że o wiele więcej edukacyjnie zyska moje dziecko na warsztatach w muzeum niż wypełniając ćwiczeniówki i testy w klasie przez pięć godzin lekcyjnych.
                                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:57
                                                mama_kotula napisała:

                                                > > wyjazdy wakacyjne w środku roku, oraz wyjścia do muzeów zamiast na lekcje
                                                > sa bardziej
                                                > > edukacyjne dla dziecka niż nauka w szkole
                                                >
                                                > No, ja na przykład tak właśnie uważam. Że o wiele więcej edukacyjnie zyska moje
                                                > dziecko na warsztatach w muzeum niż wypełniając ćwiczeniówki i testy w klasie
                                                > przez pięć godzin lekcyjnych.

                                                niew podkreśliłam, ale kluczowe w mojej wypowiedzi było: w środku roku i zamiast na lekcje

                                                jesli ktoś ma takie poglądy, że wakacje i wyjścia z rodzicami do muzeum sa zawsze ważniejsze od szkoły, to powinien jednak stanąc na głowie, żeby dzieci zabrać z publicznej edukacji na rzecz ED lub prywatnych guwernerów, tudziez innych form edukacji prywatnej, w której dzieci będą robiły tylko i wyłącznie to co im i rodzicom się podoba.
                                                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 18:07
                                                  Cytat
                                                  esli ktoś ma takie poglądy, że wakacje i wyjścia z rodzicami do muzeum sa zawsze ważniejsze od szkoły, to powinien jednak stanąc na głowie, żeby dzieci zabrać z publicznej edukacji na rzecz ED


                                                  Tak, masz rację. Ja w celu rozpoczęcia ED musiałam tylko znaleźć sobie partnera, w dodatku takiego, który będzie w stanie nas utrzymać z jednej pensji, a potem przeprowadzić się 500km. Takie tam, kosmetyczne drobiazgi, no ale jak komuś zależy, to stanie na głowie i zrobi wszystko, aby rozpocząć edukację domową, skoro mu się ochłap od państwa pt. szkółka publiczna nie podoba.

                                                  Ludzie, serio tak trudno przyjąć, że sytuacje w życiu są różne? Jedno tylko jest niezmienne: przymus szkolny. Który to przymus obowiązuje twoje dziecko niezależnie od tego, czy mozesz sobie pozwolić na ED, czy nie, niezależnie od tego, czy masz dziecko zdrowe, chore, czy masz męża, dyspozycyjną babcię, zarabiasz 1000 i korzystasz z usług mopsu, czy może zarabiasz 15 tysi, ale przez to widujesz się z dzieckiem przez 2h dziennie. Twoje dziecko do szkoły chodzić musi, wybór masz jedynie pozorny, więc albo bierzesz to, co jest, albo, hm.. bierzesz to, co jest. Więc skoro i tak musisz wziąć to, co jest, to po co ktoś ma się starać, aby to było fajne, dobre, nienudne, atrakcyjne?
                                                  I widać, jak ludzie sobie racjonalizują - skoro są zmuszeni do życia w kiepskim systemie, to będą wypierać i w końcu uznają, że on tak prawdę mówiąc, nie jest taki zły, a jak się nie podoba, to wypad z systemu (a ja nie mogę zrobić wypad, więc będę racjonalizować pozostanie w nim).


                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 18:57
                                                    > Tak, masz rację. Ja w celu rozpoczęcia ED musiałam tylko znaleźć sobie partnera
                                                    > , w dodatku takiego, który będzie w stanie nas utrzymać z jednej pensji, a pote
                                                    > m przeprowadzić się 500km. Takie tam, kosmetyczne drobiazgi, no ale jak komuś z
                                                    > ależy, to stanie na głowie i zrobi wszystko, aby rozpocząć edukację domową, sko
                                                    > ro mu się ochłap od państwa pt. szkółka publiczna nie podoba.

                                                    przykro mi bardzo, nadal uważam, ze czcze krytykowanie i nicnierobienie z tym, poza podważaniem autorytetu szkoły - jest jedynie anarchistyczne, a nie tworzy żadnej pozytywnej wartości

                                                    > I widać, jak ludzie sobie racjonalizują - skoro są zmuszeni do życia w kiepskim
                                                    > systemie, to będą wypierać i w końcu uznają, że on tak prawdę mówiąc, nie jest
                                                    > taki zły, a jak się nie podoba, to wypad z systemu (a ja nie mogę zrobić wypad
                                                    > , więc będę racjonalizować pozostanie w nim).

                                                    mozna jeszcze robić coś, żeby system zmienić albo ulepszyć
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:14
                                                    Cytat
                                                    mozna jeszcze robić coś, żeby system zmienić albo ulepszyć


                                                    Na przykład co?
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:27
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Na przykład co?

                                                    agni71 nic nie musi robić bo jej si wszystko w edukacji podoba, przynajmniej tak sobie tłumaczy wink
                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:43
                                                    bynajmniej, ale nie krytykuję dla samego krytykowania

                                                    z pewnością nie mam potrzeby udowadniania swojej niezależności przez negowanie wszystkiego co wiąże się z obowiązkiem szkolnym
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:52
                                                    agni71 napisała:

                                                    > z pewnością nie mam potrzeby udowadniania swojej niezależności przez negowanie
                                                    > wszystkiego co wiąże się z obowiązkiem szkolnym.

                                                    boszsz, czyli wg Ciebie jesli ktos coś krytykuje to z powodu udowadniania swojej niezaleznosci? Dziwnymi drogami idzie Twoje rozumowanie smile

                                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:31
                                                    Na przykład mozna działać w RR, ktora ma wpływ na niektóre aspekty funkcjonowania szkoły
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 19:42
                                                    > Na przykład mozna działać w RR, ktora ma wpływ na niektóre aspekty funkcjonowania szkoły

                                                    Nie masz wpływu na to:
                                                    - ile czasu spędza w szkole twoje dziecko
                                                    - jak efektywnie prowadzone są lekcje
                                                    - kto uczy twoje dziecko
                                                    - jaki jest program nauczania
                                                    - w jakich godzinach twoje dziecko się uczy
                                                    Natura problemu leży w systemie, a nie w tym, czy rada rodziców przeznaczy fundusze na wyjście do muzeum lub przeforsuje brak syfnego żarcia w sklepiku.
                                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 20:59
                                                    Nikt nie rodzi się złym nauczycielem. Jest to wynik doświadczenia. Poza systemem, MEN itd, doświadczeń z rodzicami. I jedną z rzeczy, którą my rodzice możemy zrobić to "robić swoje" czyli wypełniać nasze obowiązki (np przestrzeganie zasad działania szkoły jeżeli nie są z natury złe - a chodzenie do szkoły nie jest złe z zasady). Być może taki elementarny szacunek do obowiązku szkolnego w żaden sposób nie przełoży się na dobrostan edukacyjny naszych dzieci. Ale może naszych wnuków? Kiedy uda się przerwać przepychankę rodzice kontra nauczyciele?

                                                    Nie piszę o oddawaniu krwi szkole , płaszczeniu się przed nauczycielami i braku reakcji na KONKRETNE złe zachowania , tylko o najzwyczajniejszym posłaniu dziecka do szkoły i planowaniu wakacji w wakacje.

                                                    Ale ja z tych, które wierzą, że mój jeden papierek od cukierka może zaśmiecić całe miasto
                                                • joa66 Inaczej.. 01.02.15, 18:10
                                                  smile

                                                  Co przeszkadza rodzicom (do)edukowywać swoje dzieci w weekendy, ferie, wakacje szkolne?

                                                  Jedną odpowiedź już mamy: szczególne potrzeby zdrowotne i edukacyjne dziecka.

                                                  Coś jeszcze?

                                                  • agni71 Re: Inaczej.. 01.02.15, 19:00
                                                    No właśnie, ja też pytałam, czy dni wolnych jest za mało, żeby wprowadzac elementy edukacji pozaszkolnej? Nie doczekałam się odpowiedzi, poza tym, że ktoś ma jakieś powody, by na wakacje jeździć w maju. Ciekawe, czy to nie są przypadkiem te same osoby, które żalą się, ze nie mają co zrobić z dzieckiem szkolnym latem, bo wakacje takie długie.
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 01.02.15, 19:15
                                                    Cytat
                                                    Ciekawe, czy to nie są przypadkiem te same osoby, które żalą się, ze nie mają co zrobić z dzieckiem szkolnym latem, bo wakacje takie długie.


                                                    Na pewno! wink
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 01.02.15, 19:10
                                                    joa66 napisała:

                                                    > smile
                                                    >
                                                    > Co przeszkadza rodzicom (do)edukowywać swoje dzieci w weekendy, ferie, wakacje
                                                    > szkolne?

                                                    Może priorytety? Czas spędzony w szkole może mieć dla kogoś priorytet najniższy (szczególnie, że jest narzucony), niższy od czasu na rozrywkę, na wspólną zabawę, zabawę z kolegami, sport. A że czas nie jest z gumy i jest dobrem luksusowym, prędzej zastąpi się czymś innym czas o niższym priorytecie, niż zrezygnuje z tego o wyższym.
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 01.02.15, 20:44
                                                    To nie jest odpowiedź na moje pytanie..wink
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 01.02.15, 20:52
                                                    joa66 napisała:
                                                    > To nie jest odpowiedź na moje pytanie..wink

                                                    Ok, sformułuję inaczej: przeszkadza brak czasu na czynności o priorytecie wyższym, ponieważ szkoła - i spędzony w niej czas o priorytecie niższym - dominuje większość życia dziecka.
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 01.02.15, 21:01
                                                    A dlaczego tylu ludziom jakoś tego czasu nie brakuje? Jak to robią Twoim zdaniem?
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 02.02.15, 10:51
                                                    joa66 napisała:
                                                    > A dlaczego tylu ludziom jakoś tego czasu nie brakuje? Jak to robią Twoim zdanie
                                                    > m?

                                                    Zaczynasz manipulować.
                                                    Ludzie są różni, sytuacje życiowe są różne. Bywa, że ma się taką pracę, że nagle wypada wolne w tygodniu, a w weekend się pracuje.
                                                    Poza tym ja nie wiem, jak duża jest skala ludzi, którzy regularnie "doedukowują" dziecko w dni wolne i weekendy. WSZYSTKIE koleżanki mojej córki w weekendy siedzą w domu albo szlajaja się po dworze, a ona z nimi (poza tym mają treningi i scholę) - tak, być może znowu mamy pecha. Koledzy syna weekend spędzają głównie na rąbaniu w Minecraft i planszówki, jak jest cieplej to idą grać w nogę, taki standard. Tak, są chlubne wyjątki, ale to są pojedyncze osoby w konfrontacji z tłumem.

                                                    No więc, nie mamy pojęcia czy faktycznie "tak dużo ludzi" znajduje czas na latanie z dzieckiem po wystawach, muzeach i innych warsztatach (ja latam. tłumów nie widzę), jak również nie mamy pojecia jak dużo ludzi nie znajduje czasu, czy ma inne priorytety, i dlatego zabiera dzieci w ciągu tygodnia. W obliczu tego może się okazać, że dyskutujemy o ułamku społeczeństwa, więc jaki to ma sens?
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 11:15
                                                    WSZYSTKIE koleżanki mojej córki w weekendy siedzą w domu albo szlajaja się po dworze, a ona z nimi (poza tym mają treningi i scholę) - tak, być może znowu mamy pecha. Koledzy syna weekend spędzają głównie na rąbaniu w Minecraft i planszówki

                                                    Chwila.... ale jaki to ma związek z problemem??

                                                    W weekendy siedzą w domu i grają w minecraft a wena na nich spływa kiedy trwają zajęcia w szkole i wtedy zwalniają i dostają powera?

                                                    Czy może piszesz o ludziach, którzy po prostu nie są zainteresowani zwiedzaniem, edukacją itd?

                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 11:42
                                                    Podsumowując - mówimy o rodzicach, którzy chcą "doedukować" (czy jakkolwiek to nazwać) swoje dzieci.

                                                    Dlaczego muszą to robić w czasie kiedy trwają zajęcia szkolne, a nie w weekendy, ferie, wakacje, inne dni wolne?

                                                    sprawdziłam szybko: w tym roku szkolnym jest 91 dni wolnych (wakacje, ferie, itd) plus weekendy czyli 110 dni. Razem 201 dni wolnych od nauki.
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 02.02.15, 11:49
                                                    Cytat
                                                    Czy może piszesz o ludziach, którzy po prostu nie są zainteresowani zwiedzaniem, edukacją itd?


                                                    Tak, dokładnie o tych ludziach. Bo zaczęłam pisać o skali zjawiska - zarówno o ludziach, którzy edukują, i o tych, których nie edukują. Wyrwałaś mi z kontekstu jedno zdanie, a dalej wyjaśniałam, o co mi chodzi smile

                                                    No więc, jest grupa ludzi, którzy edukują i grupa ludzi, którzy nie edukują. W grupie edukującej są ludzie, którzy zabierają w tygodniu i ludzie, którzy zabierają w weekend. Ponieważ mają różne priorytety, mają różną sytuację życiową itp. A nad skalą się zastanawiam po to, by stwierdzić, czy przypadkiem nie strzelamy z armaty do komarów.

                                                    Bo piszesz: ludzie znajdują jakoś czas. Tak? No więc, teraz pytanie, czy część grupy nieedukujących to nie jest przypadkiem ta grupa, która chciałaby dodatkowo edukować, ale nie ma czasu na to i jednocześnie szkoła ma dla nich wysoki priorytet.
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 11:54
                                                    ale nie ma czasu na to

                                                    ma około 200 dni w roku.
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:21
                                                    joa66 napisała:
                                                    > ale nie ma czasu na to
                                                    >
                                                    > ma około 200 dni w roku.

                                                    Ale kto ma te 200 dni? Każdy?
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:44
                                                    Ale kto ma te 200 dni? Każdy?

                                                    Ma każde dziecko, bo o zwalnianiu dziecka ze szkoły mówimy.
                                                  • mama303 Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:53
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Ma każde dziecko, bo o zwalnianiu dziecka ze szkoły mówimy.

                                                    a może masz sposób na taką sytuację, że jedno z rodziców nie otrzymuje urlopu w czasie wakacji szkolnych. Ja mam taka sytuację w tym roku.
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:56
                                                    Kazdy przypadek jest inny - Ty o swoim pisałaś:

                                                    Ja zastanawiam się na wyjazdem w maju, ceny atrakcyjne, dziecko będzie po srawdzianie 6 klasisty, niewiele sie będzie działo....

                                                    Rozumiem, że właśnie się dowiedziałaś o braku urlopu?
                                                  • mama303 Re: Inaczej.. 02.02.15, 13:08
                                                    nie dowiedziałam sie teraz, wiem od jakiegoś tygodnia, a co to zmienia? zaczynam wspólnie z rodzina zastanawiac sie nad wakacjami i właśnie maj by mam wszystkim pasował /córce oczywiscie najmniej bo szkoła/ i to z różnych powodów.
                                                    ale odpowiesz mi na moje pytanie, poradzisz mi coś?
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 02.02.15, 13:03
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Ale kto ma te 200 dni? Każdy?
                                                    >
                                                    > Ma każde dziecko, bo o zwalnianiu dziecka ze szkoły mówimy.


                                                    Może jeszcze raz.
                                                    Są ludzie
                                                    A) edukujący dodatkowo
                                                    B) nieedukujący dodatkowo

                                                    W grupie A są ludzie
                                                    a) ze szkołą o niskim priorytecie - oni zwalniają ze szkoły
                                                    b) ze szkołą o wysokim priorytecie - oni edukują poza szkołą

                                                    W grupie B są ludzie, którzy:
                                                    a) mają w tyłku edukację
                                                    b) nie mają w tyłku edukacji, ale nie mają na nią czasu w dni pozaszkolne (warunek 1). JEDNOCZEŚNIE szkoła ma dla nich wysoki priorytet (warunek 2) - suma warunku 1 i warunku 2 sprawia, że są w grupie B i nie doedukowują.

                                                    Mi cały czas chodzi o to, jak liczna jest grupa A i jak liczne w niej są obie podgrupy. Oraz, jak liczna w podgrupie a) grupy A jest grupa ludzi, którzy kierują się zwykłym wdupiemaniem innych. Bo, powtarzam, może się okazać, że to jest bardzo nieliczna grupa, a przez jej pryzmat ocenia sie wszystkich innych.

                                                    Równie dobrze mozna by uznać, że w grupie B nie ma podgrupy b), a ludzie nie doedukowują, bowiem mają w dupie własne dzieci (czyli przez pryzmat podgrupy a) ocenić grupę b). Nie?

                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 14:08
                                                    A mnie ciekawi argumentacja osób , które zwalniają. Nie podejmuję się dyskusji ile ludzi jest w każdej grupie, bo mogę się zdać tylko na swoje doświadczenia.

                                                    Tak jak wielokrotnie pisałam , rozumiem doskonale sytuacje "teraz albo nigdy". Pomijam już rozważania czy to edukacja czy wypoczynek czy rozrywka. I nie ma sensu, żebym wymianiała tysiąc i jeden przykładów tego kieyd moim zdaniem zwolnieie ze szkoły jest wg mnie usprawiedliwione.

                                                    Ciekawa jest dla mnie grupa , która wydaje się być najliczniejsza w tego rodzaju dyskusjach i która reprezentuje pogląd "szkoła jest głupia" a "mnie jest wygodniej w maju i co mi zrobisz, zazdroscisz". Grupa rodziców fetyszystów stopni (najważniejsze, żeby były wstawione, a co to za nauka bez ocen). Oraz ich oczekiwania wobec szkoły (szkoła musi - ja mogę).
                                                  • kocianna Re: Inaczej.. 02.02.15, 14:32
                                                    Joa, ale bez uznania, że "szkoła jest głupia" nie zgodzę się na opuszczanie szkoły bez BARDZO ważnego powodu.
                                                    Z tym, że szkoła nie jest głupia - generalnie. Jest często najgłupsza z wielu innych dostępnych opcji. Wartość dodana szkoły jest często najniższa - w tych konkretnych okolicznościach.
                                                    Zazwyczaj wolę, żeby moje dziecko chodziło do szkoły, a nie oglądało seriale na YT. Ale raz w miesiącu ona musi się wyspać - z różnych przyczyn nie może tego zrobić w weekend. I wtedy pozwalam na wagary. Bo wyspana będzie miała lepsze efekty w szkole, niż niewyspana.
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 14:36
                                                    bez uznania, że "szkoła jest głupia" nie zgodzę się na opuszczanie szkoły bez BARDZO ważnego powodu.

                                                    Może dlatego kiedy nie mamy bardzo ważnych powodów wolimy powiedzieć "szkoła jest głupia"?smile

                                                    Ale raz w miesiącu ona musi się wyspać - z różnych przyczyn nie może tego
                                                    > zrobić w weekend. I wtedy pozwalam na wagary. Bo wyspana będzie miała lepsze ef
                                                    > ekty w szkole, niż niewyspana


                                                    I o to mi właśnie chodzi - o samoświadomość i szczerość wobec siebie - nie "wysyłam" córki do szkoły, bo wiem, że to spanie jest jej potrzebne z powodu X, a nie dlatego "że szkoła jest głupia"
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 11:59
                                                    czy przypadkiem nie strzelamy z armaty do komarów.

                                                    Ja naprawdę nie proponuję ucinania łbów tym, którzy wyjeżdżają w czasie roku szkolnego , myślę nawet, że to dobrze, że nie ma za to żadnych sankcji, tak jak to się praktykuje w różnych krajach.smile

                                                    Po prostu daje wyraz swojej opinii na temat takich wyjazdów , zwłaszcza w kontekście oczekiwań wobec szkoły.
                                                  • mama_kotula Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:18
                                                    > Po prostu daje wyraz swojej opinii na temat takich wyjazdów , zwłaszcza w kontekście oczekiwań wobec szkoły.

                                                    A może to na odwrót. Może zawiedzione oczekiwania wobec szkoły skłaniają do uznania czasu spędzonego w niej za czas o niskim priorytecie.
                                                    Myślę, że może być różnie. Na pewno są ludzie, którzy mają po prostu zlewkę na innych, są ludzie, dla których jest to najlepsze wyjście, są ludzie, którzy <wpisz dowolnie>. Dlaczego wszystkich oceniać jedną miarą?
                                                  • joa66 Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:43
                                                    To naczynia połączone i obie strony mają na to wpływ . Tak jak pisałam wczesniej - byc może nasze dzieci nie doczekają pozytywnych skutków naszych działan, ale może nasze wnuki. "Odróbmy" naszą część zanim zaczniemy rozliczać innych.
                                                  • dziewczynaswojegochlopaka Re: Inaczej.. 02.02.15, 21:04
                                                    Niestety nie przeczytałam całej dyskusji ale... nie tylko Rodzice się spóźniają nauczyciele też, z moich doświadczeń to Pani była częściej nieobecna niz moje dziecię, a zastępstwa... no cóż... nic tylko wyjechać na "wakacje" I jak tu się zmotywować ??
                                                  • mama303 Re: Inaczej.. 02.02.15, 12:41
                                                    joa66 napisała:

                                                    > A dlaczego tylu ludziom jakoś tego czasu nie brakuje? Jak to robią Twoim zdanie
                                                    > m?

                                                    może wielu ludziom to poprostu wisi.
                                                  • mama303 Re: Inaczej.. 01.02.15, 19:16
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Coś jeszcze?
                                                    ktos pisał o lepszym dostępie w dni powszednie.

                                                    Mimo wszystko ja nie sądze że jest to zjawisko bardzo częste raczej sporadyczne przypadki. Większośc ludzi jednak pracuje.
                              • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 18:29
                                > Skoro można wybrać - dlaczego większość ludzi, mimo znacznego niezadowol
                                > enia ze szkoły, nie wybiera ED?

                                I jeszcze - może z wygody nie wybiera? Bo łatwiej jest wybrać sobie z każdego systemu co nam pasuje? Z ED wizyty w muzeach na tygodniu przed południem, kiedy nie ma tłumów, z publicznej edukacji - całą resztę, ale broń boże, żeby mialo nam cokolwiek kolidowac z rodzinnymi pomysłami na spędzanie czasu? To tak, jak z polskim katolicyzmem, ludzie wybierają sobie, do jakich zasad się stosują, resztę pomijając milczeniem.
                                A sposobem na muzea może być choćby propozycja takiej wycieczki klasowej + zgłoszenie się jako opiekun.
                                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 23:12
                                  Cytat
                                  A sposobem na muzea może być choćby propozycja takiej wycieczki klasowej + zgło
                                  > szenie się jako opiekun.


                                  Pod warunkiem, że to, co oferuje muzeum, jest w programie nauczania. Inaczej strata dnia nauki się nie kalkuluje.
                                  Pod warunkiem, że jest na to czas (podpowiem: nie ma).
                                  Pod warunkiem, że ktoś opłaci transport, np. z podmiejskiej miejscowości do Warszawy...

                                  Agni, serio, próbowałam na wiele sposobów, to wychodziłam na tą nienormalną, która wydziwia i wymyśla, bo po co dzieciom warsztaty w muzeum etnograficznym? Jedyną szkołą, która brała w ogóle pod uwagę takie propozycje była prywatna mała szkoła, przy czym jak zawsze największym problemem był transport, bo to są bardzo duże koszty, których czesne nie pokrywało.
                                  Prawdopodobnie w szkole społecznej w Wawie by to wypaliło. Ale jednak większość jest w szkołach publicznych, które wyżej tyłka nie podskoczą.

                                  A co do ED, znam mnóstwo ludzi, którzy by chcieli edukować domowo, a z jakichś powodów nie mogą. I nie, nie z powodu wygody, znowu uważasz, że znasz intencje ludzi i sobie dopowiadasz tak, aby ci do tezy pasowało.

                                  Jakby szkoła miała na celu to, co powinna, czyli EDUKACJĘ dziecka, to fakt, że rodzic zabierze dziecko do akwarium wtedy, kiedy MOŻE (a szkoła zabrać nie może), powinien być dla szkoły pozytywem - dziecko zyskuje wiedzę, jupiiii, wiedzę, której my nie możemy zaoferować. Pal sześć matmę, w tempie szkolnym dziecko ten jeden dzień matmy nadrobi szybko. Niemniej celem szkoły jest równanie, pod płaszczykiem edukacji i dobra dziecka. Równanie w dół, niestety.
                                  • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 23:30
                                    > Pod warunkiem, że to, co oferuje muzeum, jest w programie nauczania. Inaczej st
                                    > rata dnia nauki się nie kalkuluje.

                                    chwila - twojemu dziecku się kalkuluje, a innym nie? Czy sądzisz, że nauczyciel nie zaaprobuje takiej wycieczki? Myślę, że z tym nie byłoby problemu, skoro dzieci mają wyjścia typowo rozrywkowe, bez związku z programem nauczania

                                    > Pod warunkiem, że jest na to czas (podpowiem: nie ma).

                                    ależ owszem, zawsze organizowane są jakieś wycieczki i wyjścia klasowe

                                    > Pod warunkiem, że ktoś opłaci transport, np. z podmiejskiej miejscowości do War
                                    > szawy...

                                    rodzice przeciez zawsze opłacają transport na wycieczki
                                    >
                                    > Agni, serio, próbowałam na wiele sposobów, to wychodziłam na tą nienormalną, kt
                                    > óra wydziwia i wymyśla, bo po co dzieciom warsztaty w muzeum etnograficznym?

                                    ach, więc piszesz o swojej szkole... Myślałam, że mówimy bardziej ogólnie. U nas nie ma problemów ze zorganizowaniem fajnych wycieczek, a nauczyciele często wręcz zachęcają do rzucania pomysłów

                                    Je
                                    > dyną szkołą, która brała w ogóle pod uwagę takie propozycje była prywatna mała
                                    > szkoła, przy czym jak zawsze największym problemem był transport, bo to są bard
                                    > zo duże koszty, których czesne nie pokrywało.

                                    to sa większe koszty niż jakakolwiek inna wycieczka z dojazdem?

                                    > Prawdopodobnie w szkole społecznej w Wawie by to wypaliło. Ale jednak większość
                                    > jest w szkołach publicznych, które wyżej tyłka nie podskoczą.

                                    Chyba żyjemy w innej rzeczywistości, bo w naszej szkole są organizowane różne wycieczki i krótsze wyjścia, a rodzice bez szemrania płacą
                                    >
                                    > A co do ED, znam mnóstwo ludzi, którzy by chcieli edukować domowo, a z jakichś
                                    > powodów nie mogą.

                                    Z jakich?
                                    >
                                    > Jakby szkoła miała na celu to, co powinna, czyli EDUKACJĘ dziecka, to fakt, że
                                    > rodzic zabierze dziecko do akwarium wtedy, kiedy MOŻE (a szkoła zabrać nie może
                                    > ), powinien być dla szkoły pozytywem - dziecko zyskuje wiedzę, jupiiii, wiedzę,
                                    > której my nie możemy zaoferować.

                                    Ja ciągle nie mogę wyjść z zadziwienia, że przez tyle weekendów w roku, długich weekendów, rozlicznych ferii i 2 miesięcy wakacji nie mozna znaleźć czasu na wyjście z dzieckiem do akwarium. Koniecznie jedyny możliwy termin wypada akurat w czasie lekcji.

                                    Wciąz uważam, że takie zachowanie jest niewychowawcze - dzieci uczą się olewania obowiązków, lekceważenia szkoły i nauczycieli. Może też być to szkodliwe dla reszty klasy, gdy ktoś odstaje z opanowaniem materiału (oczywiście nie dotyczy dzieci ematek z tego forum, tu same genialne dzieciaki)
                                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 00:19
                                      Cytat
                                      Wciąz uważam, że takie zachowanie jest niewychowawcze - dzieci uczą się olewania obowiązków, lekceważenia szkoły i nauczycieli.


                                      Agni, na litość boską - te dzieci muszą potem nadrobić zaległości z tego dnia. Nie sądzisz chyba, że ktoś pisze dziecku usprawiedliwienie: Asia nie umie matematyki, bo była ze starymi w akwarium? Więc obowiązki nie są olane, bo na następny dzień Asia musi tę matematykę umieć.

                                      Wiesz, w styczniu moje dzieci nie miały lekcji przez tydzień. Bo przyjechała babcia, której nie widziały od kwietnia, a z którą zawsze były bardzo związane. I myślę, że jakby chodziły do szkoły, również bym je na jakiś czas zwolniła, bo bardziej mi zależało na tym, aby spędziły czas z babcią niż na nauce (uprzedzając komentarze: nie, babcia nie mogła wziąć urlopu w wakacje i wtedy przyjechać, bowiem wciąż pracuje, a pierwszenstwo do urlopów w wakacje mają pracownicy z dziećmi w wieku szkolnym - tak nawet do wątku pasuje, nie? wink). Serio uważasz, że ten tydzień coś zmienił w ich podejściu do nauki i obowiązków? Nie, nie zmienił.

                                      Ale ok - ty uważasz, że to jest niewychowawcze, i bardzo dobrze. Więc tego nie rób własnemu dziecku, a wychowanie innych dzieci zostaw ich rodzicom smile.

                                      Cytat
                                      Ja ciągle nie mogę wyjść z zadziwienia, że przez tyle weekendów w roku, długich
                                      > weekendów, rozlicznych ferii i 2 miesięcy wakacji nie mozna znaleźć czasu na w
                                      > yjście z dzieckiem do akwarium. Koniecznie jedyny możliwy termin wypada akurat
                                      > w czasie lekcji.


                                      Ależ oczywiście, że można i czasem nawet się da. Nikt tego nie neguje. I naprawdę, nikt tu NAGMINNIE nie zwalnia dziecka z lekcji, aby iść do muzeum czy do zoo. To nie jest tak, że raz w tygodniu mamusia sobie upieprza, że trzeba iść tu, tam i siam, bo tak mamusia chce.

                                    • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 09:13
                                      agni71 napisała:

                                      > rodzice przeciez zawsze opłacają transport na wycieczki
                                      Transport z podmiejskiej miejscowości zwykle wymaga autokaru, więc koszt wyjdzie jakby trochę większy niż w przypadku konieczności skasowania biletów ztm...


                                      > Ja ciągle nie mogę wyjść z zadziwienia, że przez tyle weekendów w roku, długich
                                      > weekendów, rozlicznych ferii i 2 miesięcy wakacji nie mozna znaleźć czasu na w
                                      > yjście z dzieckiem do akwarium. Koniecznie jedyny możliwy termin wypada akurat
                                      > w czasie lekcji.
                                      Kiedyś stałam w weekend 2 godziny w kolejce do Muzeum Narodowego w związku z jakąś wystawą czasową. W ciągu tygodnia w godzinach "szkolnych" kolejek pewnie nie było ( w każdym razie nie takie) - jestem w stanie zrozumieć, że ktoś wziąłby urlop na 1 dzień i na ten 1 dzień zwolnił dziecko ze szkoły z powodu wydarzenia tego typu.





                                      > Wciąz uważam, że takie zachowanie jest niewychowawcze - dzieci uczą się olewani
                                      > a obowiązków, lekceważenia szkoły i nauczycieli.
                                      Dzieci same się tego doskonale uczą - zwłaszcza jeśli nauczyciele ich do tego skłaniają...
                                      Nauczycielka starszej w podstawówce miała zwyczaj zadawania często wypracowań - za to nie miała zwyczaju ich sprawdzać. Rezultat był taki, że dzieci albo wogóle olały pisanie tych wypracowań albo pisały byle jak .
                                      • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 11:58
                                        jakw napisała:

                                        > agni71 napisała:
                                        >
                                        > > rodzice przeciez zawsze opłacają transport na wycieczki
                                        > Transport z podmiejskiej miejscowości zwykle wymaga autokaru, więc koszt wyjdzi
                                        > e jakby trochę większy niż w przypadku konieczności skasowania biletów ztm...
                                        >

                                        tak, wiem, mieszkam w miejscowości podmiejskiej smile

                                        > Dzieci same się tego doskonale uczą - zwłaszcza jeśli nauczyciele ich do tego s
                                        > kłaniają...
                                        > Nauczycielka starszej w podstawówce miała zwyczaj zadawania często wypracowań -
                                        > za to nie miała zwyczaju ich sprawdzać. Rezultat był taki, że dzieci albo wogó
                                        > le olały pisanie tych wypracowań albo pisały byle jak .

                                        I? Zwalnianie dzieci w ze szkoły w celach rozrywkowych nauczy je odpowiedzialności? Naprawi błąd wychowawczy nauczycielki niesprawdzającej wypracowań? Rodzic może zadziałać, żeby nauczycielka te wypracowania sprawdzała, zamiast siedzieć cicho i z drugiej strony działac niewychowawczo.
                                        • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:10
                                          agni71 napisała:
                                          >
                                          >Rodzic
                                          > może zadziałać, żeby nauczycielka te wypracowania sprawdzała, zamiast siedzieć
                                          > cicho i z drugiej strony działac niewychowawczo.
                                          Taa, skończyło się to tym, że po podnoszeniu sprawy na kilku zebraniach wychowawczyni udało się wpłynąć na nauczycielkę polskiego o tyle, że ta zadawała wypracowania rzadziej... ale nadal ich nie sprawdzała.
                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 09:16
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Agni, serio, próbowałam na wiele sposobów, to wychodziłam na tą nienormalną, kt
                                    > óra wydziwia i wymyśla, bo po co dzieciom warsztaty w muzeum etnograficznym?

                                    tez to przeżyłam i naprawdę najwięcej protestowali rodzice, to pewnie Ci sami którzy nigdy przenigdy nie pozwola dziecku opuścić ani jednego dnia w szkole wink
                                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 10:54
                                      Cytat
                                      tez to przeżyłam i naprawdę najwięcej protestowali rodzice


                                      Najczęstsza argumentacja rodziców brzmiała: ALE PO CO ONI MAJĄ TAM IŚĆ? (muzeum etnograficzne, warsztaty w skansenie, wystawa malarstwa, wystawa fotografii, galeria sztuki współczesnej, bank genów leśnych...).
                                      Ha, była też argumentacja: czy potem będzie to na klasówce? nie? to bez sensu! (druga klasa podstawówki!)
                                      Oraz: to przecież będzie NUDNE!
                                      Niemniej głównie tak, pytano: po co. Przy czym było to pytanie retoryczne, bo nikt nie oczekiwał odpowiedzi.

                                      Za to nie było protestów przeciwko wizycie w czekoladziarni ani w sali zabaw pt. kulki i zjeżdżalnie. Ani przeciwko wyjściu do maca. O kinie i "Ironmanie" nie wspomnę (na Ironmanie była klasa czwarta, dzieci 9-10-letnie).

                                      Co mi taką lekką sprzeczność daje - wszyscy krzyczą tutaj, że dziecko opuszcza _edukację_! Choć, w sumie może to nie te same osoby krzyczą...?

                                      • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 11:59
                                        > Co mi taką lekką sprzeczność daje - wszyscy krzyczą tutaj, że dziecko opuszcza
                                        > _edukację_! Choć, w sumie może to nie te same osoby krzyczą...?

                                        no raczej
                                      • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:24
                                        mama_kotula napisała:

                                        > Najczęstsza argumentacja rodziców brzmiała: ALE PO CO ONI MAJĄ TAM IŚĆ? (muzeum
                                        > etnograficzne, warsztaty w skansenie, wystawa malarstwa, wystawa fotografii, g
                                        > aleria sztuki współczesnej, bank genów leśnych...).

                                        u nas to samo, przeciez dzieci i tak maja duzo nauki! Jesli wycieczka to rozrywkowa, nauczycielka podzialała te poglądy. Ze swoimi propozycjami odbierana byłam jak jakas nawiedzona. Ja w sumie nie mam nic przeciwko wycieczkom rozrywkowym ale edukacyjne tez by się przydały zwłaszcza że muzea maja naprawde ciekawe propozycje dla grup szkolnych.
                                        • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:27
                                          dziwne u was zwyczaje, choc nadal twierdzę, że w ciągu roku jest dużo czasu na wyjścia rodzicielskie z dzieckiem poza dniami powszednimi, kiedy są lekcje
                                          • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:33
                                            choc nadal twierdzę, że w ciągu roku jest dużo czasu na wyjścia rodzicielskie z dzieckiem poza dniami powszednimi, kiedy są lekcje

                                            I masz rację. Często dzieci , które nie wyjeżdżają na wakacje w ciągu roku widziały wiecej niż te plażujące w Egipcie w maju.

                                            Poza tym wiele szkoł organizuje ciekawe wyjścia klasowe w ciągu roku.
                                            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:21
                                              joa66 napisała:

                                              > Poza tym wiele szkoł organizuje ciekawe wyjścia klasowe w ciągu roku.

                                              u nas nie ma ani czasu a jak jest to na rozrywkę. W pierszym semestrze było wyjscie do kina i do KFC wink i do teatru. W drugim będzie pewnie jedna trzydniowa wycieczka głównie rozrywkowa i już.
                                              Ja w PRL miałam więcej wyjść edukacyjnych lub w szkole były różne koncerty i występy ciekawe smile
                                              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:24
                                                No to macie kiepską szkołę i tyle - zdarza się. Ale spokojnie można nadrobić braki szkoły w dni wolne.
                                                • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:47
                                                  joa66 napisała:

                                                  > No to macie kiepską szkołę i tyle

                                                  no coś Ty przecież narzekac nie wolno? wink
                                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:52
                                                    ???
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:53
                                                    mama303 napisała:
                                                    > no coś Ty przecież narzekac nie wolno? wink

                                                    Nie wolno. Musisz zwyczajnie zaakceptować to, że masz kiepską szkołę i przyjąć ją z całym dobrodziejstwem inwentarza.
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:58
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Nie wolno. Musisz zwyczajnie zaakceptować to, że masz kiepską szkołę i przyjąć
                                                    > ją z całym dobrodziejstwem inwentarza.

                                                    oczywiscie i uczęszczać, uczęszczać nawet jak sa takie "martwe" okresy że na większośći lekcji jakies filmy puszczają. U nas przed feriami tak było, oceny wystawione wiec co tu robić? wink
                                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:06
                                                    Nie wolno. Musisz zwyczajnie zaakceptować to, że masz kiepską szkołę i przyjąć ją z całym dobrodziejstwem inwentarza.

                                                    Ktoś tak powiedział czy to już projekcja?

                                                    Po prostu ja nie sądzę , że AI w Tunezji w maju to właściwy sposób na złe strony szkoły.
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:18
                                                    joa66 napisała:
                                                    > Po prostu ja nie sądzę , że AI w Tunezji w maju to właściwy sposób na złe strony szkoły.

                                                    Ale nikt nie twierdzi, że to jest sposób na zaradzenie złym stronom szkoły. To jest generalnie kalkulacja zysku i straty - szkoła jest kiepska, więc nie straci sie na wakacjach w maju.

                                                    Poza tym chyba nie o wakacjach teraz rozmawialiśmy, tylko o rozmaitych wyjściach (galerie, muzea, teatr, warsztaty), dobrze mówię? Ale zasada ta sama.
                                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:37
                                                    1) Rozmawiamy o złamaniu zasady - chodzenia do szkoły wtedy kiedy zajęcia się odbywają- dotyczy dzieci które do szkoły chodzą (czyli sytuacja raczej Ciebie nie dotyczy). I o tym czy może to być usprawiedliwione, kiedy i czy to powinno zależeć od widzimisia rodzica. O tym czy dziecko jest członkiem społeczności szkolnej i jeżeli tak to czy ma w związku z tym jakieś obowiązki.

                                                    2) Odniosę się jednak do sytuacji w muzeum. Fakt bycia rodzicem nie wyklucza bycia idiotą, na ogół ludzie nie mają stempla na czole "nie-idiota" certified. w opisanej sytuacji rodzice stali 2,5 metra dalej od małych dzieci, a dzieci były w miejscu/korzystały z urządzeń, z których mogły korzystać tylko pod opieką dorosłych. Kwestii czy pani zawarczała, szepnęła czy powiedziała nie podejmuję się rozważać.
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:42
                                                    Cytat
                                                    w opisanej sytuacji rodzice stali 2,5 metra dalej od małych dzieci, a dzieci były w miejscu/korzystały z urządzeń, z których mogły korzystać tylko pod opieką dorosłych.


                                                    Dwunastolatkowie. Rzeczywiście, niemowlęta niemal.
                                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:57
                                                    kotula, nie wiem w jakim wieku były wszystkie dzieci, na ile wyglądały, jak się zachowywały i czy były jakieś zasady związane z konkretnym wiekiem. Ale czasami warto wyjść poza swoje ja i spróbować zobaczyć racje drugiej strony.

                                                    p.s. wczoraj byłam w markecie budowlanym. Chłopiec na oko 10-12 lat bawił się (chyba z nudów) różnymi urządzeniami , niechcący włączył jakąś małą piłę elektryczną i w panice ją rzucił na podłogę. Pod moje nogi.
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 15:04
                                                    joa66 napisała:
                                                    > kotula, nie wiem w jakim wieku były wszystkie dzieci, na ile wyglądały, jak się
                                                    > zachowywały i czy były jakieś zasady związane z konkretnym wiekiem. Ale czasa
                                                    > mi warto wyjść poza swoje ja i spróbować zobaczyć racje drugiej strony.

                                                    Jak najbardziej widzę racje drugiej strony. Tylko ja, w odróżnieniu od pań w muzeum, nauczycieli i większości ludzie, nie zakładam złych intencji u wszystkich. Ani nie zakładam również, że wszystkie dzieci to bydło, które przyszło niszczyć, więc profilaktycznie trzeba nawarczeć.

                                                    Zasada była: wstęp do galerii pod opieką dorosłego opiekuna. Dzieci były pod opieką. Nigdzie nie było sprecyzowane, że rodzic ma stać pół metra za nimi i trzymać za rękę.
                                                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 15:09
                                                    Jak najbardziej widzę racje drugiej strony. Tylko ja, w odróżnieniu od pań w mu
                                                    > zeum, nauczycieli i większości ludzie, nie zakładam złych intencji u wszystkich
                                                    > . Ani nie zakładam również, że wszystkie dzieci to bydło, które przyszło niszcz
                                                    > yć, więc profilaktycznie trzeba nawarczeć.


                                                    Mam nadzieję, że widzisz, że przeczysz sama sobie wink

                                                    Na razie.
                                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 17:37
                                                    Joa - biorę pod uwagę to, że panie w muzeum odpowiadają za eksponaty.
                                                    Biorę pod uwagę to, że prawdopodobnie miały do czynienia z rodzicami-debilami, którzy puszczali dzieci samopas. Nie sądzę, aby miały z nimi do czynienia nagminnie, o czym mogę wnioskować z obserwacji nie-tylko-muzealnych (nie spotkałam się np. w teatrze z robieniem bydła przez dzieci, które przyszły z rodzicami, za to akcja, którą odwaliły klasy podstawówkowe w szatni teatru Buffo, wprawiło mnie w stupor i nie wierzyłam własnym oczom).

                                                    Z drugiej strony, optymistycznie zakładam, że każda z tych pań pilnujących posiada mózg. Oraz oczy. Oraz jest człowiekiem, a nie automatem. I naprawdę, biorąc pod uwagę wszystko to, co napisałam wyżej - nie wiem, jaki proces myślowy trzeba przeprowadzić, aby założyć, że dziecko trzyletnie trzymane na rekach opiekuna będzie macać eksponat z odległości półtora metra od barierki. Tak, być może pani uważała, że dzieckiem rzucę w obraz, tak, bardzo możliwe, że to się pani zdarza nagminnie, matka rzucająca trzylatkiem w Matejkę.
                                                    Albo rzucimy się w obraz obie. Na tygryska. Na hurraaaa!!

                                                    I z całym szacunkiem, bardzo chcę wierzyć w dobre intencje pań, ale mi to nie wychodzi, bo mi obserwacja przeczy temu, w co wierzę. Komentarze pań "takie małe, przecież nic nie rozumie" również nie nastraja mnie przychylnie. Widzisz, z góry nie zakładałam, że panie są głupie i nie lubią dzieci, próbowałam tłumaczyć sobie ich zachowanie - ano, że boją się o eksponaty, że miały złe doświadczenie. Ale, na Boga, są pewne granice. I jak mówię do pani "pilnuję dziecka, aby nie dotykało. wiem, że nie wolno.", a pani na mnie fuka ponownie "nie dotykaćććććć", to przepraszam najmocniej, ale mogę uznać, że pani jest a) upośledzona, b) obdarzona wyjątkowo złą wolą. No, albo po prostu ma zły dzień. Albo PMS. Albo to ja mam zły dzień. Albo to ja jestem upośledzona i wszystko mi się tylko przyśniło.

                                                    Joa, naprawdę bywamy w dziesiątkach muzeów. NIGDZIE nie byliśmy tak traktowani, jak ostatnimi czasy w Narodowym. W żadnym nie odniosłam wrażenia, że dzieci są niemile widziane. I nie jest to mój odosobniony pogląd. A może po prostu kilkanaście osób miało pecha, tego tez nie wykluczam.



                                                  • natalia.nat Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 03.02.15, 15:44
                                                    Cóż szkoła traci na tym, że jakiegoś dziecka nie było w szkole przez tydzień bądź dwa tygodnie? Gdyby miała obowiązek przekazać mu wiedzę omawianą na tych opuszczonych lekcjach to rozumiem, że mogłoby to być kłopotliwe. Ale przecież dziecko musi samo sobie poradzić, wziąć lekcje od kolegów, zaległości nadrobić w domu. Zresztą i tak nawet chodząc do szkoły uczy się głównie w domu. Tydzień w szkole nadrabia się w dwa dni, tak marnotrawiony jest czas w szkole.
                                                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:28
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Ktoś tak powiedział czy to już projekcja?

                                                    były takie głosy

                                                    > Po prostu ja nie sądzę , że AI w Tunezji w maju to właściwy sposób na złe stron
                                                    > y szkoły.

                                                    a ktos twierdzi że to dlatego wyjeżdża?
                                              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:28
                                                Poza tym - nie oszukujmy się smile 80-90% rodziców nie zwalani dzieci ze szkoły w trakcie roku szkolnego bo chce nadrobić braki szkoły, tylko dlatego, ze biuro podróży "Lato marzeń" daje zniżkę na AI i tym podobnewink
                                                • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 08:21
                                                  A to coś złego? Ludzie na kasie z reguły nie śpią. To ważny czynnik- że można taniej wziąć dziecko na wakacje.
                                • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 09:04
                                  agni71 napisała:

                                  > A sposobem na muzea może być choćby propozycja takiej wycieczki klasowej + zgło
                                  > szenie się jako opiekun.

                                  no jasne, że sie zgłaszałam i byłam. Nie bądź śmieszna, to jest wszystko mało. W szkole mojej córki jest naprawde niewiele wyjść, jeśli juz to czysto "rozrywkowe" bo tak życza sobie głównie rodzice bo dzieci muszą się wyszaleć tongue_out
                        • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:36
                          To jak już dziecko chodzi do szkoły to nie można nic od szkoły wymagać? A jak stosuję edukację domową to mogę sobie po szkole jechać do woli? Jakaś dziwna logika...
                    • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:07
                      Ja w zeszłym tygodniu w Koperniku musiałam odstać ze 40 minut w kolejce po odbiór biletów, które kupiłam przez internet właśnie po to, żeby tej kolejki uniknąć. Tłumy były takie, że do części eksponatów nie można było się dopchać. To poza feriami jest jeszcze gorzej?
                      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:18
                        jakw napisała:
                        > Ja w zeszłym tygodniu w Koperniku musiałam odstać ze 40 minut w kolejce po odbi
                        > ór biletów, które kupiłam przez internet właśnie po to, żeby tej kolejki unikną
                        > ć. Tłumy były takie, że do części eksponatów nie można było się dopchać. To po
                        > za feriami jest jeszcze gorzej?

                        Nie jest, w ferie jest więcej osób. Podobnie np. w Muzeum Narodowym - w ferie i ferie świąteczne są warsztaty bezpłatne i dużo dzieciaków na nich (przy czym akurat Muzeum Narodowe nie tyle odstrasza tłumami, co pracownikami i ich stosunkiem do odwiedzających).
                        • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:11
                          Akurat Muzeum Narodowe było ok - i pod względem tłumów , i pracowników. Ale Kopernik mnie lekko wkurzył tym bajzlem przy wejściu. Z kas to chyba "aż" 2 były czynne...
                          • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 10:35
                            jakw napisała:
                            > Akurat Muzeum Narodowe było ok - i pod względem tłumów , i pracowników.

                            Pracownicy Muzeum Narodowego jak widzą dziecko w wieku mojego (3 lata), zaczynają przewracać oczami i profilaktycznie na nie warczeć. Szczytem było, kiedy trzymałam dziecko na rękach w odległości półtora metra od obrazu, podleciała paniusia z sykiem "nie dotyyykaććććć". Zapytałam panią, czy ona uważa, że z tej odległości moje dziecko albo ja jesteśmy w stanie dosięgnąć do obrazu, to fuknęla i sobie poszła.
                            W sali, gdzie można usiąść, moje dziecko dostało ochrzan od pani, że... usiadło. Bo jego buty dotykają do boku siedzenia i może się pobrudzić (to, że buty wszystkich dorosłych też dotykają, tylko nieco niżej, to już pani umknęło).
                            Koleżanka ostatnio była ze starszymi dziećmi, panie ochoczo się rwały do profilaktycznego ochrzaniania "na wszelki wypadek", za to żadna nie pokwapiła się pokazać, że w galerii Faros są karty pracy dla dzieci.
                            Inna koleżanka usiadła w holu i dyskretnie karmiła piersią. Również została jej zwrócona uwaga, że może karmić w toalecie.


                            Gdyby nie superwarsztaty, to byśmy nie chodzili. Problem w tym, że starsze uczestniczą w warsztatach, a ja przez godzinę muszę czymś zająć młodszą. A ona rwie się do oglądania, ma swoje ulubione miejsca, ale jak wiemy, 3-latek nie jest godzien obcowania, bo jest, cytując za panią z sali egipskiej: mały, i nic przecież nie zrozumie! to po co przychodzić!

                            Tłumów faktycznie nie ma.

                            • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:27
                              Pracownicy Muzeum Narodowego jak widzą dziecko w wieku mojego (3 lata

                              W Warszawie? Moje praktycznie uczyło się tam biegać i ćwiczyć chodzenie po schodach - zaczeliśmy chodzić kiedy miał +/- 2 lata, w sezonie zimowym na rozprostowanie kości (bo spacery na świeżym powietrzu były krótsze niż latem.

                              Bardzo miło wspominamsmile
                              • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:30
                                joa66 napisała:

                                > Pracownicy Muzeum Narodowego jak widzą dziecko w wieku mojego (3 lata
                                >
                                > W Warszawie? Moje praktycznie uczyło się tam biegać i ćwiczyć chodzenie po scho
                                > dach - zaczeliśmy chodzić kiedy miał +/- 2 lata, w sezonie zimowym na rozprosto
                                > wanie kości (bo spacery na świeżym powietrzu były krótsze niż latem.
                                > Bardzo miło wspominamsmile


                                Może dawniej byli inni pracownicy? Serio się zastanawiam. Pierwszy raz byłam z dzieckiem jakoś po ukończeniu 2 roku życia, w zesżłym roku w lutym.
                                Biegać? Pani raczy żartować. "NIE BIEGAĆĆĆĆĆĆĆ!" uncertain

                                Nie mówię, bardzo chwalę sobie panie, które prowadzą warsztaty. Oraz panie z szatni wink.

                                I już zaczęłam się w pewnym momencie zastanawiać, czy może nie jestem przewrażliwiona, ale parę znajomych potwierdziło obserwacje, niepytane o nie.

                                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:39
                                  Może dawniej byli inni pracownicy?

                                  Nie mam pojęcia. Nikt się specjalnie nie przejmował moim dzieckiem - ani pozytywnie ani negatywnie - byliśmy niewidzialni, tak jak reszta zwiedzających.

                                  Być może 3 latki biegają szybciej niż 2 latki?smile Moją pierwotną ideą nie było zwiedzanie jako takie, tylko duże przestrzenie do łażenia. Sztuka była przy okazji. Ale chyba doświadczenie pozytywne bo mój syn potem już zawsze lubił muzea i to ja zwykle czekałam padnięta na niego po 2-3 godzinach chodzenia
                                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 14:08
                                    Cytat
                                    Nie mam pojęcia. Nikt się specjalnie nie przejmował moim dzieckiem - ani pozytywnie ani negatywnie - byliśmy niewidzialni, tak jak reszta zwiedzających.


                                    To tylko pozazdrościć.
                                    Z każdego pobytu pamiętam głównie syczane "nie ruszzzzzaaćććć".
                                    I serio, o ile jestem w stanie zrozumieć, ze panie sa odpowiedzialne za te eksponaty, to robienia z rodziców a priori kretynów niezdolnych do zapanowania nad własnym dzieckiem mnie mierzi.

                                    Sytuacja taka na przykład - wchodzi grupa dorośli plus dzieci do galerii Faros. Przerywają rozmowę, mówią pani: dzień dobry, pani odpowiada. Po czym dzieci podchodzą do tabletu multimedialnego, rodzice stoją 2,5 metra dalej, pani podchodzi do dzieci i warczy "a wiecie, że nie możecie tu być bez opiekuna dorosłego?". W jakim celu? Nie mam pojęcia.

                                    No ale, odbiegamy od tematu wątku smile


            • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:18
              Dla osób myslących jak ty, istnieje edukacja domowa. I wszyscy zadowoleni.
              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:32
                agni71 napisała:

                > Dla osób myslących jak ty, istnieje edukacja domowa. I wszyscy zadowoleni.

                Ja np. bardzo bym chciała... ale nie każdy ma do tego warunki. Kotula chyba sie podjęła.
                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:42
                  mama303 napisała:
                  > Ja np. bardzo bym chciała... ale nie każdy ma do tego warunki. Kotula chyba sie
                  > podjęła.

                  Tak jest. I wszyscy są zadowoleni. Poza wychowawczynią syna, która przestała mi odpowiadać na "dzień dobry" wink.

          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:09
            zuleyka.z.talgaru napisała:

            > Nooo nie wiesz? Wygoda mamusi jest ważniejsza niż edukacja dziecka....

            ale jeśli edukacja dziecka na tym nie ucierpi? naprawde nie trzeba być wybitnie uzdolnionym żeby nadrobic materiał z tygodnia.
            Ja zastanawiam się na wyjazdem w maju, ceny atrakcyjne, dziecko będzie po srawdzianie 6 klasisty, niewiele sie będzie działo....
            • agni71 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:22
              po co w ogóle posyłasz do szkoły, skoro to samo zło?
              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:30
                po pierwsze pare dobrych rzeczy by sie znalazło, po drugie: mam inne wyjście?
                • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:38
                  Masz - edukacja domowa. Chyba, że Ci się zwyczajnie nie chce. To wtedy nie marudź.
                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:42
                    zuleyka.z.talgaru napisała:
                    > Masz - edukacja domowa. Chyba, że Ci się zwyczajnie nie chce. To wtedy nie maru
                    > dź.

                    Uważasz, że ED to _wyłącznie_ kwestia chęci? O święta naiwności, o jak łatwo nam oceniać innych...
                    • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:16
                      Jak dla mnie - chęci i pieniędzy.
                      • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:21
                        jeszcze trzeba mieć czas i predyspozycje.
                        • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:41
                          Czas i predyspozycje to nie problem, jeśli masz kasę - zatrudniasz odpowiednich nauczycieli i po kłopocie.
                          • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:57
                            zuleyka.z.talgaru napisała:

                            > Czas i predyspozycje to nie problem, jeśli masz kasę - zatrudniasz odpowiednich
                            > nauczycieli i po kłopocie.
                            to idziesz bardziej w prywatna edukację. W edukacji domowej jednak jest spory udział rodzica, na tym to m.in polega.
                      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 13:09
                        zuleyka.z.talgaru napisała:
                        > Jak dla mnie - chęci i pieniędzy.

                        Ale piszesz "jak dla mnie" - bo tak ci sie wydaje? Czy próbowałaś?

                        Znaczy, mówimy o ED. Nie o nauczaniu prywatnym indywidualnym, bo tutaj faktycznie wystarczy zatrudnić nauczycieli, aby uczyli dziecko.

                        • zuleyka.z.talgaru Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 23:37
                          Nie próbowałam ,bo z mężemy chcemy żeby nasze dzieci uczyły się życia w społeczeństwie i socjalizowały tak bardzo jak tylko się da. Więc odpada guwernantka, edukacja domowa, prywatne przedszkola i szkoły, jedyne prywatne zajęcia to sport (o ile klub sportowy może być prywatny) i lekcje języków obcych.
                          • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 00:07
                            zuleyka.z.talgaru napisała:
                            > Nie próbowałam ,bo z mężemy chcemy żeby nasze dzieci uczyły się życia w społecz
                            > eństwie i socjalizowały tak bardzo jak tylko się da.

                            I znowu wchodzimy w świat domysłów pt. jak wygląda ED w praktyce, a ta słynna socjalizacja w szczególności smile.


                          • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:53
                            Edukacja domowa chyba nie oznacza braku socjalizacji, tak samo jak edukacja szkolna oznacza socjalizację w każdym przypadku.
                            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 09:27
                              jakw napisała:
                              > Edukacja domowa chyba nie oznacza braku socjalizacji, tak samo jak edukacja szkolna oznacza socjalizację w każdym przypadku.

                              Co ty. Wszyscy wiedzą, że te dzieci ED tylko z mamusio w domu siedzą przy stole i się uczą. A socjalizacja to: przebywanie w grupie rocznikowej. Zieeeeew.
                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:43
                    zuleyka.z.talgaru napisała:

                    > Masz - edukacja domowa. Chyba, że Ci się zwyczajnie nie chce. To wtedy nie marudź.

                    a dlaczego mam nie marudzić? Rozumiem, że jak posyłam dziecko do szkoły to mam sie ze wszystkim bezkrytycznie zgadzać i nie mam prawa krytykować.
                    A bardzo by mi sie chciało podjąc edukacji domowej bo mysle że mam predyspozycje i żałuję że nie mam do tego warunków.
                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 11:53
                      Cytat
                      a dlaczego mam nie marudzić? Rozumiem, że jak posyłam dziecko do szkoły to mam sie ze wszystkim bezkrytycznie zgadzać i nie mam prawa krytykować.


                      Problem polega na tym, że rodzice się na wszystko potulnie zgadzają. Od pierwszego tygodnia września na forum wysyp wątków jak to jest tragicznie w szkole, jak to nauczyciele niesprawiedliwie traktują, za dużo zadań domowych, za mało zadań domowych. Ale: jak tylko wspomni się o ED, to nagle okazuje sie, że szkoła jest cudowna. Oraz, jak przyszło mi walczyć z pewnymi absurdami w szkole, to byłam sama. Bo ludzie albo nie widzieli problemu w tym, że np. są zmuszani do pracy szkolnej z dzieckiem po szkole (przez co nie było czasu, aby spędzać czas w inny sposób), albo uważali, że tak ma być! bo to szkoła jest, albo przeciwnie, problem widzieli, ale nie będą się wychylać.
                      I jakby może 20 osób się "wychyliło", to by cokolwiek się zmieniło. Nie licze na wiele, bo problem jest przede wszystkim w systemie - ale chociaż trochę można naprawić, lokalnie. Przy odrobinie dobrej woli z obu stron.
                      • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 12:19
                        mama_kotula napisała:

                        > Problem polega na tym, że rodzice się na wszystko potulnie zgadzają.

                        to niestety prawda, rodzice, którzy chca cos wywalczyc uważani sa za dziwaków pieniaczy. Czesto jest to też walka z wiatrakami i człowiekowi sie odechciewa.
                        • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:38
                          mama303 napisała:
                          > to niestety prawda, rodzice, którzy chca cos wywalczyc uważani sa za dziwaków p
                          > ieniaczy. Czesto jest to też walka z wiatrakami i człowiekowi sie odechciewa.
                          Na dokładkę zanim coś się wywalczy (o ile wogóle) to dziecko kończy dany etap edukacjii...
                  • jakw Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 08:50
                    zuleyka.z.talgaru napisała:

                    > Masz - edukacja domowa. Chyba, że Ci się zwyczajnie nie chce. To wtedy nie maru
                    > dź.
                    Ta logika jest mniej więcej taka: jeśli nie założyłaś własnej partii i nie jesteś radnym, posłem czy prezydentem to nie narzekaj na polityków...wink
    • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 10:45
      uopólniasz. Dla mnie np. punktualnosc jest rzecza świętą ale już "obowiązkowy" spęd rodziców do szkoły żeby posłuchali jakichs bzdur jest totalną głupotą. Jestem gotowa stawic sie na każde wezwanie szkoły gdy jest ono sensowne a nie wtedy gdy ktos trwoni mój cenny czas. Z drugiej strony, gdy zwolnie dziecko ze szkoły na kilka dni wakacji i zadbam, żeby uzupełniło materiał to komu to szkodzi? Nigdy tego nie praktykowałam ale nie oburza mnie. Sa rozmaite sytuacje rodzinne, znajoma zwalnia dzieci na tydzień ze szkoły i jada na wakacje w roku szkolnym, bo tylko w maju/czerwcu małzonek dostaje bez problemu urlop.
      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 10:50
        Cytat
        Z drugiej strony, gdy zwolnie dziecko ze szkoły na kilka dni wakacji i zadbam, żeby uzupełniło materiał to komu to szkodzi?


        W polskiej szkole generalnie nikomu, bo większość polskich szkół nie przewiduje dłuższych niż 2 dni projektów grupowych. Jakby takowe były, absolutnie dbałabym o to, by dziecko w nich uczestniczyło i nie opuszczało, bo zostawienie kolegów na lodzie jest świństwem jakich mało.
        • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 31.01.15, 10:56
          oczywiscie, jeżeli dziecko byłoby w cos zaangażowane w szkole to napewno bym nie zwalniała. Pewnie na czas wyjazdu starałabym sie tez wybrać jakiś luźniejszy czas jesli chodzi o szkołę.
          • zjawa1 Reasumując-moje klasyczne:) 31.01.15, 22:25
            Jeśli rodzice łamią zasady, to dlaczego krytykujemy kiedy łamią je dzieci???
            Abstrakcja totalna i olewanie podstawowych zasad! A później pojawiają się problemy... Wasza wina, nie szkoły, nie nauczycieli tylko Wasza! ..A co do, pseudo powołujących się za pedagogów szkolnych-albo jakieś z Was niewypały( jak w każdej dziedzinie się zdarza), albo każdy pisze, anonimowo co chce podszywając się, za kogo chce. W sumie ta ostatnia opcja bardziej roztropna.
            • vilez Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 08:37
              >.A co do, pseudo powołujących się za pedagogów szkolnych-albo jakieś z Was
              > niewypały( jak w każdej dziedzinie się zdarza), albo każdy pisze, anonimowo co > chce podszywając się, za kogo chce.

              Jednak internet jako sfera wolnego głosu nie przestanie mnie zadziwiać... ujawnionymi torami myślenia niektórych ludzi. I poziomem ich kultury.

              Jakie łamanie zasad? Od kiedy wcześniejszy wyjazd na wakacje- z powiadomieniem szkoły- to łamanie zasad? Rodzic ma prawo zwolnić dziecko na własną odpowiedzialność do DWÓCH tygodni- ciągiem. I jeśli dziecko nie przekracza limitu dopuszczalnej absencji, jeśli zalicza materiał, to wszystko jest ZGODNIE z regułami.

              Boli Cię, że niektórzy rodzice dbają o wypoczynek swoich dzieci? Że chcą im pokazać kawałek świata? Że potrafią rozeznać, co i kiedy jest dobre dla ich dziecka? Że potrafią samodzielnie myśleć, zamiast zdawać się na schematy?
              Moje dzieci np. źle znoszą upały. I owszem, wyjazd w ciągu roku szkolnego (w porze chłodniejszej), to jedyna okazja, by zwiedzić co nieco- bo latem niestety, cierpimy.
              Poza tym, zabieraliśmy i zabieramy dzieci na nasze wyjazdy zagraniczne (praca, inna działalność). Skoro my jedziemy, to dopłacimy trochę i młody coś zobaczy. To coś dziwnego? Innych okazji nie będzie- bo i nie ta pora i nas nie będzie stać.
              Słyszałaś o tym, że podróże kształcą? Serio, serio.

              Czas wziąć odpowiedzialność za to, co jest RZECZYWIŚCIE możliwe. A nie- składać wszystko na kalendarz, bo może się okazać, że coś wartościowego się traci, albo się to odkłada ad calendas grecas.
              • agni71 Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 09:08
                > Boli Cię, że niektórzy rodzice dbają o wypoczynek swoich dzieci? ...
                > Słyszałaś o tym, że podróże kształcą? Serio, serio.

                Innym udaje się dbać o wypoczynek dzieci w wakacje, ferie i inne wolne dni, i wtedy odbywają te kształcące podróże. Jakoś można.
                • vilez Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 16:35
                  Ale przeczytałaś, co napisałam? Bo się odnosisz nie apropos.
              • joa66 Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 09:32
                I owszem, wyjazd w ciągu roku szkolnego (w porze chłodniejszej), to jedyna okazja, by zwiedzić co nieco- bo latem niestety, cierpimy

                My też. Ciepłe kraje można swobodnie zwiedzić w czasie ferii zimowej - jest wtedy i tanio i turystów mało. Nie mów więc, że jedyna okazja to rok szkolny.smile
                • vilez Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 16:37
                  W ferie zimowe moi chłopcy jeżdżą na nartach. Każde.
                  Można mieć i narty i wyjazdy smile
              • joa66 Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 09:34
                Słyszałaś o tym, że podróże kształcą? Serio, serio.

                Naprawdę???? Nie mów..pierwsze słyszę wink
                • vilez Re: Reasumując-moje klasyczne:) 02.02.15, 16:40
                  A tak wygląda, skoro ferie zimowe mają starczyć za wszystko.
    • sop.hie Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 10:52
      A my wyjezdzamy na wakacje w srodku roku. Wlasnie wrocilismy. Corka ma wprawdzie dopiero 6 lat, wyjazd nyl uzgodniony z dyrektorka. W tamt roku zabralam jakas prace domowa na podroz, w tym miala za zadanie pisac pamietnik i po powrocie zrobic prezentacje.
      Bardzo sie ciesze, ze szkola daje wolna reke. Corka bardzo dobrze sie uczy i mysle, ze dla niej bardziej rozwijajacy jest taki wyjazd (termin wyjazdu jest oczywiscie podyktowany i cena, ale tez pewnymi formalnosciami, ktore my rodzice musiamy w drugim ktaju zalatwic). W tym czasie corka chodzi na rozne zajecia z kolezankami z kraju nr 2, mowi w swoim 2 im jezyku, a przy okazji lapie 2 tyg slonca w zimie. Nikt w szkole nie ma z wyjzadem problemu (oprocz corki, ktora nie cace wracacwink).
      Niestety spozniamy sie regularnie do sobotniej polskiej szkoly. Mea culpa, jetem tego w pelni swiadoma. Nie moge sie w ta sobote zwlec na czas. Ale tez nie katuje sie jakimis wyrzutami sumienia za specjalnie. Co tydzien probuje i co tydzien polegam wink
    • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 11:05
      A cóż to za dziwne wynikanie- ta rzekoma asymetria? Bo możliwości jest dużo więcej: ze np. rodzice są krytyczni wobec szkoły i jednocześnie punktualni, albo niekrytyczni i niepunktualni.

      Co do "ducha" pytania (mniemam, że go dobrze odczytałam), to: no cóż, nie wszyscy rodzice i nauczyciele postrzegają szkołę jak wojsko czy koszary. Niektórzy rozumieją, że życie bardziej elastyczne, to życie bardziej przyjazne. Że szkoła to nie sprawa życia i śmierci ani żadna świętość. Że gdy szkołą jest przyjazna, to i dzieci chętniej do niej chodzą. Itd.

      Ps. Tak, jak z tych co dzieci czasem zabierają na wakacje w trakcie roku szkolnego.I co nie rozpaczają, gdy dziecko opuści kilka dni w szkole, bo po prawdzie- nie traci zbyt wiele. No co robić, więcej się uczy w domu, niż w szkole.
      Piszę to jako nauczyciel (obecnie już nie w szkolnictwie podstawowym) i ktoś, kto interesuje się problemami szkolnictwa.

      Problemem socjologicznym jest tu to, dlaczego niektórzy ludzie- którzy lubią żyć wedle sztywnych regułek i musztry- nie rozumieją, że nie wszyscy tak lubią. To jest rzeczywiście ciekawe.
      • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 11:12
        Korekta:
        Tak, JA z tych co dzieci czasem zabierają na wakacje w trakcie roku szkolnego.

        Dołożę jeszcze, że ja z tych, co zebrania rodziców uważają za stratę czasu- zarówno od strony "szkolnej" (wszystkiego istotnego mogę się dowiedzieć z e-dziennika i kontaktu indywidualnego z nauczycielami: mailowego, telefonicznego i osobistego), jak i wykonania rodzicielskiego- mam silne wrażenie, że zebrania to mekka mamuś, którym brakuje życia towarzyskiego lub jakiegoś hobby.
        • sop.hie Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:22
          Chcialabym zacytowac nasza dyrektor:" wychowywala pani corke przez 5 lat, doprowadzila do szkoly w dobrej kondycji i ja mm pani mowic, ze nie moze pani wyjechac? To bez sensu. Nalezy miec zaufanie do rodzicow. Z reguly wiedza co robia".
          Bardzo lubie masza szkole. Rodzice sa partnerami. Biora udzial w lekcjach, zbieraja fundusze na szkole, sprzataja. Nie sa wrogami.
          Aaaaa, zebran w ogole nie ma. Dwa razy w roku induwidualne konsultacje.
          • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:25
            Cytat
            Chcialabym zacytowac nasza dyrektor:" wychowywala pani corke przez 5 lat, doprowadzila do szkoly w dobrej kondycji i ja mm pani mowic, ze nie moze pani wyjechac? To bez sensu. Nalezy miec zaufanie do rodzicow. Z reguly wiedza co robia".


            Ja zacytuję naszą: "proszę pani!! ja przez 20 lat stałam pod tablicą!!! to nie może być tak, że pani mi mówi, co mam robić, bo ja wiem, co mam robić!!!".

            (a, diametralnie ton pani się zmienił, jak mąż napomnkął mimochodem, że z wykształcenia jest nauczycielem tongue_out).
            • sop.hie Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 12:30
              O rany ! Coraz bardziej lubie nasza szkole smile
          • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 01.02.15, 13:24
            Są normalne szkoły i to jest światełko. Mam nadzieję, że ten format szkół wreszcie się przebije ku szerszemu stosowaniu smile
      • verdana Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 13:00
        Otóż to.
        Ja nigdy nie zabrałam dziecka na wakacje w czasie roku i dzieci spóźniły sie w czasie 23 letniej kariery szkolnej dosłownie parę razy - do liceum, które było daleko od domu. Do bliskiej podstawówki - nigdy.
        Mimo to rozumiem rodziców, którzy (jak moja teściowa np) przedłużali dzieciom wakacje. Albo brali je w ciągu roku szkolnego na wyjazd, jeśli nie mogli wyjechać w innym terminie.
        • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 13:21
          Cytat
          Mimo to rozumiem rodziców, którzy (jak moja teściowa np) przedłużali dzieciom wakacje. Albo brali je w ciągu roku szkolnego na wyjazd, jeśli nie mogli wyjechać w innym terminie.


          A jeśli mogli, ale uznali to za korzystniejszą opcję? wink

          W ogóle widzę dużą tendencję do dominowania życia dziecka życiem szkolnym. W momencie skończenia tych 6 lat dziecko staje sie UCZNIEM, inne role jego schodzą na dalszy plan. Dziecko ma się uczyć, rodzic ma z nim odrabiać lekcje. To jest najważniejsze, szkolne obowiązki są najważniejsze. Szkoła zapomina, że dziecko ma obowiązki jako brat, siostra, wnuk, syn oraz inne obowiązki pozaszkolne - jest zadanie domowe, trzeba zrobić. Przyjeżdża babcia? babcia ma się dostosować, przyjechać w weekend! dziecko jest uczniem! w weekend wypracowanie... ups, no trudno. Babcia może przyjechać w wakacje, dziecko jest uczniem.

          Tak, to co napisałam, jest przerysowane - ale to przerysowanie celowe.
          • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:12
            W ogóle widzę dużą tendencję do dominowania życia dziecka życiem szkolnym. W momencie skończenia tych 6 lat dziecko staje sie UCZNIEM, inne role jego schodzą na dalszy plan.

            Jeżeli schodzą na dalszy plan to wina rodziców ( I niekoniecznie tego, że nie zwalaniają ze szkoływink.

            Szkoła zapomina, że dziecko
            > ma obowiązki jako brat, siostra, wnuk, syn oraz inne obowiązki pozaszkolne - je
            > st zadanie domowe, trzeba zrobić. Przyjeżdża babcia? babcia ma się dostosować,
            > przyjechać w weekend! dziecko jest uczniem! w weekend wypracowanie... ups, no t
            > rudno. Babcia może przyjechać w wakacje, dziecko jest uczniem.


            Chyba dramatyzujesz smile
            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:17
              > Chyba dramatyzujesz smile

              Joa, a ty czytasz całe moje wypowiedzi, czy tak sobie po prostu wybierasz to, co ci pasuje?
              Pod cytowanym przez ciebie fragmentem było jeszcze jedno zdanie. Radzę je przeczytać.
              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:26
                Przeczytałam. I podtrzymuję zdanie. 80-90% przypadków (z edukacji mojej, mojego dziecka i innych znanych) tego typu to nastawienie rodziców . Nie wiem czy wiesz, ale podobno po wprowadzaniu dzienników elektronicznych frekewncja na zebraniach spada o ponad 50-60% - rodziców interesują tylko stopnie. Nie interesują się np rolą jaką ma ich dziecko w grupie, itd. Jeżeli poczytasz różne wątki zobaczysz jak często rodzice postrzegają swoje dzieci poprzez stopnie.

                To jakie role pełni nasze dziecko zależy przede wszystkim od rodziców, nie od szkoły (oczywiscie mówię o sytuacjach standardowych)

                • kocianna Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:35
                  W 90% przypadków na zebraniu nie dowiem się NICZEGO o roli mojego dziecka w grupie. Ani o kształtowaniu się tejże. Będę natomiast wysłuchiwać niekończących się dyskusji na temat tego, czy wymieniona bodajże przez Kotulę woda ma być dostarczana w butelkach 0,5 czy 0,7 litra, chociaż wychowawczyni przekazała, że woda kosztuje 30 pln miesięcznie i decyzja została już podjęta i nie ulegnie zmianie.
                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:42
                    W 90% przypadków na zebraniu nie dowiem się NICZEGO o roli mojego dziecka w grupie

                    Moje dziecko chodzilo do 2 szkoł - piewrsza (podstawówka plus gimnazjum) dowiadywałam się bardzo dużo, ba, w podstawówce nawet wywróżono mi przyszłość dziecka w gimnazjum i sprawdzilo się to w 100%. smile

                    W liceum musiałam "wyłapywać" informacje z potoku wiadomości typu "książka A kosztuje 4,50, pieniądze zbiera pani Kasia, uczniowie się spóxniają, a srednia klasy to X, na Bugu we Włodowanie przybyło 4". I te wyłapane były bardzo cenne.
                    • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 15:00
                      p.s. na zebraniach licealnych były momenty kiedy się gotowałam i raz prawie nie wyszłam trzaskając drzwiami przy dyskusjach typu czy dekoracja na studniówke ma byc w kolorze czerwononiebieskim czy niebieskoczerwonym . Ale generalnie warto było wytrzymać big_grin W sumie ze 2-3 razy w semestrze.
                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 15:50
                    Cytat
                    W 90% przypadków na zebraniu nie dowiem się NICZEGO o roli mojego dziecka w grupie. Ani o kształtowaniu się tejże.


                    To ja dostarczałam pani wychowawczyni informacje o roli mojego dziecka w grupie i chciałam je zweryfikować z obserwacjami pani. Pani była dość zdziwiona i powiedziała, że w takim razie od tej chwili będzie dziewczynki "obserwować" - czyli pani nie miała obserwacji (!).
                    Nota bene jak jest w klasie 30 osób, to wyłapuje się tylko te najbardziej widoczne - i tak, o nich się mozna dowiedzieć czegoś więcej.

                    Joa, problem jest taki, że wiekszośc nauczycieli tez obchodzą tylko stopnie, bo to im się liczy do papierków. A nie to, że Sara jest wredną manipulantką i ustawia sobie panienki w klasie tak, że tańczą, jak im zagra i z tego powodu są kwasy w klasie. Chrzanić kwasy w klasie, jesteśmy opóźnieni z matematyką (to było u nas). Dopiero jak sprawa kwasów dotarła bezpośrednio do pedagoga, pani sie raczyła zainteresować.

                    • verdana Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:05
                      Na zebrania przestałam chodzić. Regularnie byłam ochrzaniana, a o dziecku mogłam sie dowiedzieć tylko tego, co jest złe - nigdy, w czym jest dobre.
                      Wyjątkiem były dwie nauczycielki podstawówki i jedno liceum. W pozostałych wypadkach rozliczano mnie z tego, czego dziecko nie umie. Jakby szkoła w ogóle nie czuła się w obowiązku uczyć.
                      • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:10
                        verdana napisała:
                        > Na zebrania przestałam chodzić. Regularnie byłam ochrzaniana, a o dziecku mogła
                        > m sie dowiedzieć tylko tego, co jest złe - nigdy, w czym jest dobre.

                        Ja byłam traktowana jak uczniak. Którego trzeba nauczać z pozycji katedry. Z góry zakładano u mnie złe intencje i brak zainteresowania dzieckiem.

                        Dopiero w ostatniej szkole, do której teraz zapisane są moje dzieci, jestem traktowana w sposób partnerski. A moje dzieci są traktowane z szacunkiem, a nie jak krzaczki do wyrównania pod kreskę.
                        • polinezj.a Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 17:22
                          To juz koniec ED czy piszesz o szkole, gdzie Twoje dzieci zgłaszają sie na zaliczenia semestralne?
                          • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 17:28
                            polinezj.a napisała:

                            > To juz koniec ED czy piszesz o szkole, gdzie Twoje dzieci zgłaszają sie na zali
                            > czenia semestralne?

                            Tak, o tej szkole piszę. Zgodnie z prawem dzieci musza być do szkoły zapisane.
                        • verdana Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 21:43
                          No, bo sama uczysz dzieci i nie ma szans, aby można było pokazać swoją władzę.
                          U mnie też zakładano złe intencje. Bo jak to, syn źle trzyma długopis? Znaczy sie - zaniedbany.
                • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:40
                  joa66 napisała:

                  > Przeczytałam. I podtrzymuję zdanie. 80-90% przypadków (z edukacji mojej, mojego
                  > dziecka i innych znanych) tego typu to nastawienie rodziców . Nie wiem czy wie
                  > sz, ale podobno po wprowadzaniu dzienników elektronicznych frekewncja na zebran
                  > iach spada o ponad 50-60% - rodziców interesują tylko stopnie.

                  Przepraszam Cie bardzo, ale dziennik elektroniczny to nie tylko stopnie. Jak dla mnie to przede wszystkim wygodna i szybka forma komunikacji z wychowawca i innymi nauczycielami. Do tego bardzo ważny terminarz z zaplanowanymi wydarzeniami. Oceny sa tu najmniej istotne
                  smile
                • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:07
                  Cytat
                  Jeżeli poczytasz różne wątki zobaczysz jak często rodzice postrzegają swoje dzieci poprzez stopnie.


                  Ale jest też grupa rodziców, która zmaga się z tym, że dziecko musi w szkole siedzieć przez 6 godzin, potem musi odrabiać lekcje przez kolejne trzy (z pomocą rodzica, bo samo nie jest, założmy, w stanie), a w sobotę musi iść na łąkę, bowiem trzeba zebrać jakieś tam nieszczęsne trawy. Ja o tym wielokrotnie na forum pisałam - jak walczyłam ze szkołą w sprawie zadań domowych dla rodziców, które miały "wymuszać spędzanie czasu z dziećmi". Szkoła decydowała o tym, jak spędzę czas z dzieckiem, sprowadzając dziecko do roli ucznia, a mnie do roli nauczyciela. No halo, ja bym jednakoż wolała z dzieckiem pograć w planszówkę, nie mam dla dziecka nieograniczonej ilości wolnego czasu - dlaczego mam poświęcać go akurat na robienie cholernego projektu o mrówkach? Dlaczego mam weekend iść do lasu po trawę, skoro mam zaplanowany wyjazd do znajomych i całoweekendowe granie w planszówki?

                  I tu dochodzimy do sedna: dlaczego mam zawsze dostosowywać swoje życie do tego, co akurat moje dziecko robi w szkole, jedno, drugie, trzecie dziecko? (a jak raz na jakiś czas nie dostosuję, to na forum słysze, że nie szanuję grupy i czego ja uczę dziecko?).

                  Z drugiej strony: skoro już moje dziecko spędza 1/3 doby na sprawach szkolnych, to chyba mogę oczekiwać, że jednak ten czas nie będzie czasem zmarnowanym i _moje_ konkretne dziecko czegoś się nauczy? Skoro moje dziecko zostaje zmuszone do realizacji obowiązku szkolnego - dlaczego ma na tym tracić (a traci, bo np. musi się uczyć tego, co już wie, albo uczy się w nudny sposób i nie przyswaja itd.)? Stąd wymagania wobec szkoły. I tak, jak najbardziej trzeba wymagać od szkoły, właśnie dlatego, że nie masz wyboru i twoje dziecko 1/3 czy choćby 1/4 doby spędza na byciu uczniem.

                  Z jednej strony się zgadzam, że rodzice często patrzą na dziecko przez pryzmat ocen, z drugiej strony popatrz, jakie przykłady podajesz w kontrze: "rodzice przestali chodzić na zebrania, bo interesują ich tylko oceny, nie interesuje ich np. tworzenie sie grupy w szkole i rola dziecka w szkole" - nadal piszesz o przebywaniu dziecka w szkole, zauważ, o roli dziecka jako członka społeczności szkolnej. A gdzie inne role dziecka?
                  • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:24
                    I tu dochodzimy do sedna: dlaczego mam zawsze dostosowywać swoje życie do tego, co akurat moje dziecko robi w szkole, jedno, drugie, trzecie dziecko? (a jak raz na jakiś czas nie dostosuję, to na forum słysze, że nie szanuję grupy i czego ja uczę dziecko?).

                    Nie zawszesmile Tak jak pisałam million razy różne są powody.

                    A niestety zycie polega na tym, że dostosowujemy się do naszej grupy społecznej (szkoły, pracy) . To nie oznacza bycie bezwolnym i zgadzaniu się na wszytsko. Praca też zabiera nam wiele czasu i organizuje nam życie. Nawet tu padały argumenty, że rodzic "nie dostał urlopu" w wakacje. IMHO warto pokazywać dziecku kiedy wyłamywanie się ma sens.

                    Jeżeli szanujemy swoją pracę, szanujmy też szkołę dziecka.
                    • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:31
                      joa66:
                      > A niestety zycie polega na tym, że dostosowujemy się do naszej grupy społecznej
                      > (szkoły, pracy) . To nie oznacza bycie bezwolnym i zgadzaniu się na wszytsko.
                      > Praca też zabiera nam wiele czasu i organizuje nam życie. Nawet tu padały argum
                      > enty, że rodzic "nie dostał urlopu" w wakacje. IMHO warto pokazywać dziecku kie
                      > dy wyłamywanie się ma sens.

                      Zgadzam się, trzeba się dostosować. Pytanie, czysto teoretyczne i w sumie do dyskusji akademickiej - co w przypadku, kiedy dostosowanie się do czegoś godzi w naszą hierarchię wartości?
                      Pracę można od biedy zmienić. Co ze szkołą?
                      Nie wiem, czy chcę dalej na ten temat dyskutować, bo mam wrażenie, że sytuacja jest ogólnie patowa smile.
                      • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:35
                        dostosowanie się do czegoś godzi w naszą hierarchię wartości?

                        Nie rozumiem pytania.

                        Czy zwiedzanie w maju ma inną wartośc niż zweidzanie w sierpniu?
                        • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:39
                          Tak. Ma. W maju bywa: chłodniej/taniej/koreluje z wyjazdami rodziców.
                        • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 19:32
                          joa66 napisała:

                          > Czy zwiedzanie w maju ma inną wartośc niż zweidzanie w sierpniu?

                          zwiedzanie w maju może byc jedyną TAKĄ możliwoscia dla danej rodziny, w danej sytuacji. To nie znaczy że ta rodzina tylko i wyłącznie zawsze wyjeżdża w maju smile
            • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:34
              joa66 napisała:

              > Chyba dramatyzujesz smile

              sama jesteś przykładem tego, że nie dramatyzuje.
    • kocianna Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:26
      Świat współczesny stawia przed każdym wymagania, którym nie jest się w stanie sprostać. Nie da się być supermatką, superżoną i superpracownikiem. Większość z nas ma z tym poważny problem. Warto od samego początku uczyć dziecko właściwej gradacji wartości. Co jest ważniejsze - relacje międzyludzkie, samoświadomość, rodzina czy obowiązki? Które obowiązki - wobec kogo? W jakich okolicznościach?
      Czy nudna lekcja historii, godzina wychowawcza, dodawanie w słupku i dwa w-fy mają więcej sensu, niż spotkanie z ojcem, który przyjeżdża raz na dwa tygodnie, a ma czas wyłącznie w środę rano? A może są bardziej pilne, niż wizyta u alergologa, na którą czekało się pół roku? Albo bardziej istotne, niż towarzyszenie ukochanemu umierającemu psu? Albo dadzą więcej, niż udział w ogólnopolskim konkursie tanecznym?
      Jeśli dodamy do tego, że rezygnacja z jednej rzeczy kosztem innej jest wypadkową priorytetów całej rodziny, bardzo różnych - to sytuacja robi się jeszcze trudniejsza.

      Czego uczy bezwarunkowe, idealne wypełnianie obowiązku szkolnego?
      • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 14:33
        Warto od samego początku uczyć dziecko właściwej gradacji wartości.

        O tym właśnie mówię. Czasami to nieszczęsne "zwolnienie" jest najsensowniejszym rozwiązaniem. Tylko czy zawsze? Problemem jest chyba słowo "właściwej" , bo tutaj nie ma uniwersalnej odpowiedzi (nawet oferta -10% może być powodem 'właściwym" dla "Kulczyka" i co mu zrobisz).

        Chyba nikt nie proponuje sankcji za olewanie frekwencji (jeżeli nie mówimy o przypadkach patologii, dlugich wagarów itd). Po prostu wyrażamy swoje opinie na temat różnych zachowań i ich związku z naszymi oczekiwaniami wobec drugiej strony.
        • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 15:39
          Cytat
          O tym właśnie mówię. Czasami to nieszczęsne "zwolnienie" jest najsensowniejszym
          > rozwiązaniem. Tylko czy zawsze? Problemem jest chyba słowo "właściwej" , bo tu
          > taj nie ma uniwersalnej odpowiedzi (nawet oferta -10% może być powodem 'właściw
          > ym" dla "Kulczyka" i co mu zrobisz).


          No dobrze - ale kto ma prawo oceniać, jaka gradacja wartości DLA MNIE jest właściwa? Ja nie podejmuję się tobie układać hierarchii wartości. Dlaczego uważasz, że istnieje jedna, obiektywna hierarchia wartości dla każdego (choćby stwierdzając: powody zdrowotne ZAWSZE są ważne i zawsze są usprawiedliwieniem)?
          • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:08
            Nie zamierzam nikomu układać gradacji wartosci. Ale nie ukrywam, że mam opinię - podobnie jak Ty. Wybacz, ale nie uwierzę, że jej nie masz.
            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:20
              joa66 napisała:
              > Nie zamierzam nikomu układać gradacji wartosci. Ale nie ukrywam, że mam opinię
              > - podobnie jak Ty. Wybacz, ale nie uwierzę, że jej nie masz.

              Ale opinię w temacie opuszczania lekcji? Wyraziłam ją kilkukrotnie. Uważam, że nie ma nic złego w tym, że dziecko opuści lekcje, niezależnie od powodu, jeśli potem nadrobi zaległości. Powód mnie nie interesuje, bo kazdy ma swoje powody. To _zachowanie_ nie jest dla mnie zachowaniem nagannym. I to jest moja opinia na temat zachowania tychże ludzi.

              Natomiast: nie będę wysnuwać na podstawie JEDNEGO izolowanego zachowania, opinii, jakimi ludźmi są osoby, które zabierają dzieci na wakacje w roku szkolnym, bo to idiotyczne. Nie będę, jak niektóre panie tu w wątku, pisać insynuacji w stylu "ciekawe, czy to są te same osoby, które potem w wakacje nie wiedzą, co z dziećmi zrobić", bowiem to jest pieniackie i dziecinne. I tyle.

              • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:33
                Natomiast: nie będę wysnuwać na podstawie JEDNEGO izolowanego zachowania, opinii, jakimi ludźmi są osoby, które zabierają dzieci na wakacje w roku szkolnym, bo to idiotyczne

                Nie mam opinii o wszystkich ludziach, którzy zwalaniają swoje dzieci ze szkoły, razem wziętych. Mam o konkretnych przypadkach/sytuacjach , bez wnikania kto co konkretnie co robi.

                Pisałam przecież wczesniej, że najczęsciej pojawiający się argument "wygody" jest tak lakoniczny, że może oznaczać lenistwo , brak zorganizowania i chęć zaoszczędzenia zlotówki nawet jeżeli nam pieniędzy nie brakuje, jak i to, że 'wygodniej" nam pojechać na wakacje w maju bo ciotka w Paryżu daje nam darmową miejscówkę, a akurat tam przez miesiąc jest wystawa X, która na co dzień "śpi" w magazynach, a dziecko sie tematyką interesuje.

                Nie mam opinii "grupowych'

                • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:48
                  > Pisałam przecież wczesniej, że najczęsciej pojawiający się argument "wygody" jest tak
                  > lakoniczny, że może oznaczać lenistwo , brak zorganizowania

                  Projekcja, li i jedynie.

                  > i chęć zaoszczędzenia zlotówki nawet jeżeli nam pieniędzy nie brakuje,

                  Może Tobie nie brakuje, ale większość Polaków na pieniądzach nie śpi.

                  > jak i to, że 'wygodniej" nam pojechać na wakacje w maju bo ciotka w Paryżu daje nam
                  > darmową miejscówkę, a akurat tam przez miesiąc jest wystawa X, która na co dzień "śpi" w
                  > magazynach, a dziecko sie tematyką interesuje.

                  A co w tym złego? Raczej- dobrego. To chyba normalne, że człowiek skorzysta z mety u ciotki, gdy w tym, czasie jest interesująca go/dziecko wystawa? Lepiej, żeby dziecko wystawy nie zobaczyło?
                • joa66 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:55
                  Mam nadzieję, że to bedzie już podsumowanie tego co napisałam, bo kręcimy sie wokół tych samych argumentów.

                  W standardowych, typowych sytuacjach spokojnie da się wypoczywać, podróżować, (do)edukować dziecko w czasie do tego przeznaczonym (czyli okolo 200 dni w roku). Czasami są zadrzają sie sytuacje nietypowe/niestandardowe/jedyne w swoim rodzaju. I lepszym rozwiązaniem bywa zwolnienie dziecka z zajęć.

                  Z lektury wątków wynika , że najczęstszym powodem jest "wygoda", czasami kiedy dyskusje robi się bardziej zaawansowana okazuje się, że wygoda to dla X to zwiedzanie z dzieckiem z ZA a dla Y , który ma się dobrze materialnie, jest chęć zaoszczędzenia 100 zł i to, że "akurat mam ochotę i co mi zrobicie."

                  Chyba to oczywiste, że to są różne przypadki.
                  • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 17:26
                    Cytat
                    W standardowych, typowych sytuacjach spokojnie da się wypoczywać, podróżować, (do)edukować dziecko w czasie do tego przeznaczonym (czyli okolo 200 dni w roku).


                    A to może być dokładnie na odwrót - jeśli człowiek jest w stanie spokojnie wypoczywać, podróżować i edukować w czasie przeznaczonym, to oznacza, że znajduje się w "standardowej typowej sytuacji". Bo wyznacznikiej tej sytuacji jest tylko możliwość robienia tego PRZEZ KONKRETNĄ OSOBĘ. Przynajmniej dla mnie.

                    Powtórzę: nie ma czegoś takiego jak "standardowa typowa sytuacja". Na podstawie czego to oceniamy? Statystycznie? Statystycznie to ja i mój pies mamy po 3 nogi, nieprawdaż.


                  • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 17:38
                    > (czyli okolo 200 dni w roku)

                    Jeszcze te 200 dni musi skorelować się z możliwościami rodziców . A te swobodne nie są. I to możliwości pracowe rodziców wyznaczają terminy- a nie: wakacji dzieci. Życie. To jest nie do przeskoczenia. Edukacja szkolna jest do nadrobienia, reszta- nie (wolne pracowe, pogoda, finanse...)
                    Wygoda też nie jest banalnym powodem. Lepiej wygodnie, niż z uciążliwościami. Redukować niewygody (rozmaite) to chyba dobre postępowanie? I tylko rodzic może dokonać bilansu całościowego przedsięwzięcia- czy się ono opłaca (pod wieloma względami), czy też nie.
                    Nie wierzę też, że ludzie masowo wyjeżdżają z dziećmi sobie a muzom, bez powodów, ot- "bo tak". Każdy ma swoje powody. Nie rozumiem, czemu je oceniać z Twojego punktu widzenia. Może dla kogoś te 100 zł jest ważne, i właśnie to ZA jest ważne, i inne takie. Nie siedzisz w rodzinach innych ludzi, by to wiedzieć.

                    W ogóle nie rozumiem, co komu przeszkadza, że czyjeś dzieci wyjadą gdzieś w trakcie roku? Ma to się jakoś do niego czy do jego dzieci? Ubywa mu czegoś od cudzych wyjazdów? Przecież on też może ze swoimi dziećmi wyjechać.
                  • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 19:50
                    joa66 napisała:

                    > dla Y , który ma się dobrze materialnie, jest chęć za
                    > oszczędzenia 100 zł i to, że "akurat mam ochotę i co mi zrobicie."
                    na tym wątku był taki przypadek? Nie zauważyłam
                • sop.hie Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 03.02.15, 16:55
                  joa66
                  >
                  >
                  > Pisałam przecież wczesniej, że najczęsciej pojawiający się argument "wygody" je
                  > st tak lakoniczny, że może oznaczać lenistwo , brak zorganizowania

                  Hello, moze, ale zazwyczaj nie jest smile Bo trzeba sie lepiej zorganizowac zeby to moc przeprowadzic w niestandardowym czasie smile

                  i chęć zaosz
                  > czędzenia zlotówki nawet jeżeli nam pieniędzy nie brakuje,

                  Czyste gdybanie. Roznica miedzy wylotem zima a latem na biletach dla calej rodziny idzie w tysiace zlotych, nie jest to z reguly kwestia zlotowki.

                  jak i to, że 'wygodn
                  > iej" nam pojechać na wakacje w maju bo ciotka w Paryżu daje nam darmową miejscó
                  > wkę, a akurat tam przez miesiąc jest wystawa X, która na co dzień "śpi" w magaz
                  > ynach, a dziecko sie tematyką interesuje.
                  >

                  To jest swietny argument zeby jechac do Paryza ! Lepiej czegos doswiadczyc niz o tym czytac w podrecznikach. Absolutnie kieruje sie ta zasada. Nie mialabym zadnych wyrzutow sumienia zeby zwolnic dziecko na kilka dni ze szkoly i obejrzec razem wystawe w Paryzu. Jestem pewna, ze za kilka lat nie bedzie pamietala co robila w ten czwartek w szkole, ale wyjazd do Paryza i wystawe na pewno!
                  >
          • verdana Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:10
            Ja jednak mam wątpliwości. Uważam, że szkoła jako taka szczególnie pożyteczna nie jest, ale uczy w wielu wypadkach "Obowiązek jest ważniejszy od zabawy i przyjemności". I "Nie zawsze jest ważne to, co chcę, często jest ważne też, to co muszę".
            I jestem przekonana, ze bardzo ważne wydarzenia rodzinne, chory pies itd są równie ważne, o ile nie ważniejsze od szkoły. Ale to wszystko też nie sa przyjemności, to jest także obowiązek, kolidujący z innym obowiązkiem. Spotkanie z ojcem jest przyjemnością, ale jeśli ojciec przyjeżdża raz na miesiąc, to wtedy wartości rodzinne przeważają.
            Natomiast zwalnianie ze szkoły , bo tak - bo mamy ochotę na kino, na wizytę w muzeum, na spacer - OK, rozumiem raz w roku powiedzmy. Ale nie jako normalny zwyczaj, bo to uczy dziecko, że obowiązki są nieważne, można je olać. Nie szkoła. Obowiązki. A to juz nie jest dobra nauka.
            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:24
              Cytat
              Natomiast zwalnianie ze szkoły , bo tak - bo mamy ochotę na kino, na wizytę w muzeum, na spacer - OK, rozumiem raz w roku powiedzmy. Ale nie jako normalny zwyczaj, bo to uczy dziecko, że obowiązki są nieważne, można je olać. Nie szkoła. Obowiązki. A to juz nie jest dobra nauka.


              Verdano, ale tu własnie o tym się mówi! nikt nie zwraca uwagi na skalę zjawiska, wszyscy założyli, że osoba zwalniająca dziecko ze szkoły z powodu "sanki ze starymi" robi to nagminnie i cały czas. A parę razy zostało powiedziane, że to są sytuacje wyjątkowe, szczególnie, że jednak większość ludzi pracuje w tygodniu.
              • mama303 Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:34
                mama_kotula napisała:

                > Verdano, ale tu własnie o tym się mówi! nikt nie zwraca uwagi na skalę zjawiska
                > , wszyscy założyli, że osoba zwalniająca dziecko ze szkoły z powodu "sanki ze s
                > tarymi" robi to nagminnie i cały czas. A parę razy zostało powiedziane, że to
                > są sytuacje wyjątkowe, szczególnie, że jednak większość ludzi pracuje w tygodniu

                oczywiście, dziecko powinno czuc że takie zwolnienie ze szkoły to jest jakiś wyjątek od reguły i musi wiedziec dlaczego i byc świadome że potem musi uzupełnic materiał.
            • vilez Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 16:49
              Verdano- 10/10
            • mama_kotula Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 18:35
              Cytat
              Uważam, że szkoła jako taka szczególnie pożyteczna nie jest, ale uczy w wielu wypadkach "Obowiązek jest ważniejszy od zabawy i przyjemności". I "Nie zawsze jest ważne to, co chcę, często jest ważne też, to co muszę".


              Po namyśle jeszcze do tego się odniosę.
              Jeśli dopiero szkoła musi uczyć takich rzeczy, to znaczy, że coś nawaliło wcześniej w domu.
              Wydawało mi się, że to akurat jest istotny element wychowania już od najmłodszych lat i że nie ma nic wspólnego ze szkołą.
              Choć w sumie, jak pisałam tu na forum, że moje dzieci mają obowiązki, to zostałam zmieszana z błotem, że mam, cytuję: "darmowe pomoce domowe". Więc, hm, może to tak nie działa u wszystkich.


              • ichi51e Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 03.02.15, 18:21
                No amen! Dziecko nie uczy sie onowiazkowosci tylko dlatego ze chodzi do szkoly big_grin raczej w szkole uczy sie zlewac obowiazkowosc. Obowiazkowosci sie uczy w domu - pierwszy krok to rodzice i nie chodzi o rodzicow karnie zasuwajacych do pracy (bo przeciez kazdy zawsze moze wziac bezplatny urlop suspicious albo zmienic prace) ale np slownoac dotrzymuwanie obietnix skladanych dziecku szacunek do innych elementarne zasady dobrego wychowania - punktualnosc czy stawianie sie w miejscu w ktorym sie zobowiazalo do bycia (czy to szkola czy praca czy kawa z ciocia Ziuta) to nie sa szkolne rzeczy tylko zwykle zycie w spoleczenstwie.
    • dziewczynaswojegochlopaka Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 02.02.15, 21:09
      Niestety nie przeczytałam całej dyskusji. Wiem, że nie tylko dzieci się spóźniają, ale nauczyciele też, a nieobecności naszej Pani przebiły nieobecności mojego syna. Za to tzw. zastępstwa motywowały do wyjazdów last minute smile
    • natalia.nat Re: pytanie z tzw. ciekawości socjologicznej 03.02.15, 16:07
      Wygórowane wymagania wobec szkoły? Ja akurat nie zaobserwowałam niczego takiego, raczej wprost przeciwnie. Niewielu rodzicom zależy, aby coś zmienić, rzadko reagują nawet jak dziecko zostanie niesprawiedliwie ocenione, nie interesuje ich, że łamane są prawa uczniów itp. Na zebraniu zwykle milczą. Może nie chce im się zadzierać z nauczycielem, albo uważają że są na przegranej pozycji, albo po prostu kwestie szkoły są dla nich mało ważne (może to i najlepsza postawa, bo ten beton ruszyć…wink. W każdym razie ja nie widzę tych rodziców mających wymagania. To czy one byłyby wygórowane to pewnie kwestia "punktu siedzenia" – określenie zresztą mocno niesprawiedliwe w sytuacji, kiedy szkoła jest dla uczniów i rodziców a nie odwrotnie. Szkoda zresztą, że mało jest rodziców, którym zależy, bo polska szkoła jest tragiczna z jakiej strony by nie spojrzeć. A nauczycielom najbardziej odpowiada to, co w pierwszej kolejności należałoby zmienić. Ja mam przede wszystkim jedno wymaganie, chyba niezbyt wygórowane - żeby nauczyciele wreszcie zaczęli uczyć, a nie zrzucali tego na dzieci i rodziców. Polecić dziecku przeczytać rozdział z podręcznika i zadać jako pracę domową 3 strony ćwiczeń albo przedyktować słowo w słowo definicje z podręcznika do zeszytu (nie wiadomo po co zresztą). I w kółko kartkówki i sprawdziany (nie nauczą, ale sprawdzić czy się umie to pierwsi). Też mi nauczanie. No i dobrze by było, żeby nauczyciele szanowali prawa uczniów zapisane w statucie oraz wypełniali swoje obowiązki. Ciekawe, że kiedy uczeń złamie jakiś punkt regulaminu, to od razu karany jest punktami ujemnymi. A wobec własnych uchybień i błędów nauczyciele nie są już tak surowi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka