tuszeani
04.05.17, 14:29
Piszę do Was, może mi coś podpowiecie w sprawie, z którą zmagamy się już od dłuższego czasu, a teraz się nasiliła.
Młody ma prawie siedem lat, ale jest bardzo drobny i ogólnie wygląda na o 1-2 lata młodszego od swoich równolatków. Jest fajnym, mądrym dzieckiem, inteligentnym i z bardzo dużą wiedzą ogólną. Dorośli zwykle są nim zachwyceni. Interesuje się mniej więcej tym samym, co jego koledzy, przy czym z racji trudności z SI (dyspraksja), słabo radzi sobie z grą w piłkę i tym podobnymi grami zespołowymi. W zasadzie wyklucza go to ze wspólnych zabaw z kolegami, bo oni z kolei grają w piłkę przez 90% czasu przeznaczonego na swobodną zabawę. Efekt jest taki, że obecnie najchętniej bawi się w przedszkolu sam.
Tu dokładać może się również to, że ogląda inne bajki niż jego koledzy. Koledzy są na etapie kolejnych odcinków Star Wars, a on ciągle najbardziej lubi dziecięce proste kreskówki (np. Bolek i Lolek, Marta, Profesor Gąbka, stare filmy Disneya, ewentualnie ze zwykłych filmów: Dzieci z Bullerbyn). My mu dobieramy rzeczy do oglądania i limitujemy czas, ale wiele razy też już było, że chcieliśmy z nim razem obejrzeć coś bliższego stylem i poziomem jego kolegom, a on nie chciał, bo się bał. Czasami lekkim podstępem wprowadzamy coś emocjonalnie trudniejszego, np. ostatnio dopiero wspólnie obejrzeliśmy z sukcesem Króla Lwa, czy Akademię Pana Kleksa.
Od początku bardzo przestrzegaliśmy tego, żeby rozmawiać z Młodym "po dorosłemu", nie było zdrabniania, "dziecięcego" języka. W przedszkolu też od początku tak z nimi rozmawiali. W domu jest traktowany normalnie, ma swoje zadania i obowiązki (np. potrafi odkurzyć całe mieszkanie, zdjąć czy rozwiesić pranie, rozładować zmywarkę, czy nawet umyć okno), ale jest też dużo zabawy, przytulania, wspólnych spacerów, wypraw rowerowych itd. - pamiętamy, że jest dzieckiem, a nie małym dorosłym.
Młody z racji swojego wzrostu zwykle w przedszkolu w zabawach typu "w dom" dostawał rolę bobasa, czy ogólnie dziecka. I w tę rolę wszedł tak bardzo, że zaczął mówić po dziecięcemu i zachowywać się jak dziecko o wiele młodsze. Od pewnego czasu (kilka miesięcy) się to pogłębiło i zachowuje się tak zarówno w domu, jak i w przedszkolu. Koledzy traktują go jak bobasa i oganiają się jak od natrętnej muchy, nauczyciele typują do odroczenia, bo niedojrzały. Na placu zabaw wygląda to lepiej, ale tam nie ma stałych znajomości, tylko przypadkowe grupki montowane ad hoc. Zresztą tam chętniej bawi się też z młodszymi, bardzo chętnie się nimi opiekuje.
My staramy się reagować na "bobasowe" zachowania, przypominając mu ile ma lat, ale mam wrażenie, że to odnosi odwrotny skutek, bo zaczyna czuć się chyba nieakceptowany i dziecięce zachowania typu "do mamy!" ostatnio się wzmocniły. Czasami mam wrażenie, że przechodzimy jakiś mega nawrót lęków separacyjnych, nie mogę czasem nawet iść sama do toalety, bo mam dziecko przyklejone na stałe, które najchętniej by mnie cały czas trzymało za rękę.
Ostatnio go przebadaliśmy od góry do dołu u dobrego psychologa i po wielu sesjach i testach (w tym PEP-R) psycholog żadnych zaburzeń nie widzi. Fajny, inteligentny, wrażliwy dzieciak, który musi mieć w placówce indywidualne traktowanie, bo zwykła szkoła go "zmasakruje" (to określenie psychologa). Ten psycholog zaleca też nie pozwolić go odroczyć, poszukać raczej kameralnej placówki, która weźmie "na klatę" te jego niedojrzałości i mądrze poprowadzi.
Czy ktoś z Was przerabiał coś podobnego? Jak go wyprowadzić z tej roli bobasa? Czy w ogóle reagować (może to samo minie jak przyjdzie czas)?
Moja intuicja, która wielokrotnie się sprawdzała, podpowiada, że to zachowanie jest przede wszystkim wynikiem słabego poczucia własnej wartości, poza tym uklepaniem się roli społecznej, w którą wpędził go jego wzrost. Co z tym zrobić? Jak wspierać to jego dojrzewanie?