linka9
24.08.05, 08:49
Ciekawa jestem Waszego zdania w następujacej sprawie (szczególnie chętnie
przeczytam porady Romana.G).
Niedawno żaliła mi się nauczycielka, że drży na samą myśl o poczatku roku. Ma
w klasie 9-latka z domu dziecka, który rozkłada jej zajęcia. Chłopak zachowuje
się w sposób bezczelny, prowokujący, mówi do niej wprost , że nie wykona
polecenia, bo mu się nie chce, albo krótko "nie i co mi pani zrobi?", zadań
nie odrabia. Ostentacyjnie chodzi po klasie (bynajmniej nie z powodu
chorobliwej nadruchliwości), nie reagując na jej słowa, zachęca innych do
przyjęcia podobnej postawy.
Pedagog z psychologiem mają z nim zajęcia, coś usiłują zrobić, ale bez pomysłu
i efektów, dyrektor rozkłada ręce, dom dziecka mówi wprost, że sobie z nim nie
radzą. No i co z tego, że teoretycznie miałybyśmy pomysł co z tym fantem
próbować zrobić, skoro praktycznie jest to nie do wprowadzenia w życie.
Nauczycielka jest rozsądna, ma podejście do dzieci, ale w tym wypadku czuje
się całkowice bezradna, chociaż usiłuje stosować rózne metody. Chłopak robi co
chce i ma wszystko w nosie. No i rośnie w przekonaniu, że to on dyktuje warunki.