Dodaj do ulubionych

trudne szkolne przypadki

24.08.05, 08:49
Ciekawa jestem Waszego zdania w następujacej sprawie (szczególnie chętnie
przeczytam porady Romana.G).
Niedawno żaliła mi się nauczycielka, że drży na samą myśl o poczatku roku. Ma
w klasie 9-latka z domu dziecka, który rozkłada jej zajęcia. Chłopak zachowuje
się w sposób bezczelny, prowokujący, mówi do niej wprost , że nie wykona
polecenia, bo mu się nie chce, albo krótko "nie i co mi pani zrobi?", zadań
nie odrabia. Ostentacyjnie chodzi po klasie (bynajmniej nie z powodu
chorobliwej nadruchliwości), nie reagując na jej słowa, zachęca innych do
przyjęcia podobnej postawy.

Pedagog z psychologiem mają z nim zajęcia, coś usiłują zrobić, ale bez pomysłu
i efektów, dyrektor rozkłada ręce, dom dziecka mówi wprost, że sobie z nim nie
radzą. No i co z tego, że teoretycznie miałybyśmy pomysł co z tym fantem
próbować zrobić, skoro praktycznie jest to nie do wprowadzenia w życie.
Nauczycielka jest rozsądna, ma podejście do dzieci, ale w tym wypadku czuje
się całkowice bezradna, chociaż usiłuje stosować rózne metody. Chłopak robi co
chce i ma wszystko w nosie. No i rośnie w przekonaniu, że to on dyktuje warunki.
Obserwuj wątek
    • a11b12 Re: trudne szkolne przypadki 24.08.05, 13:12
      Problem trudny, to oczywiste
      jednak wydaje mi się, że jest Pani, jakby z założenia przeciwko temu dziecku.
      Napisała Pani:
      > Chłopak robi co chce i ma wszystko w nosie.
      > No i rośnie w przekonaniu, że to on dyktuje warunki.

      Skoro znalazł się w domu dziecka, to chyba jemu podyktowanu warunki,
      on ich nie dyktował.
      "Robi co chce i ma wszystko w nosie". Skoro dorośli go "olali" to i on ich
      olewa. To chyba normalne.
      Z tego co Pani pisze, dzieciak nie jest agresywny. Swoją flustrację "zwraca"
      tam, skąd ona się wzięła, nie wyżywa się na rówieśnikach, to o nim dobrze
      świadczy.
      W Pani przekonaniu kolegów "podburza". Z jego punktu widzenia to wygląda
      inaczej. On ich uświadamia. Ma za sobą złe doświadczenia życiowe i w ten sposób
      niszcząc autorytet dorosłych u kolegów, chce (prawdopodobnie nieświadomie),
      uchronić inne dzieci przed nieszczęściami, które jego dotknęły.
      On przekazuje im, już wnioski, z przeżytych doświadczeń.
      Gdyby nie miał wcześniej autorytetu, który go zawiódł, raczej nie niszczył by
      obecnie autorytetu nauczycielki.
      • kasia846 Re: trudne szkolne przypadki 24.08.05, 13:29
        Tak dziecko ma powazny problem bo dorosli go zawiedli, no ale teraz inni
        dorosli maja z nim problem sad( i jak temu zaradzić????
        • a11b12 Re: trudne szkolne przypadki 24.08.05, 16:03
          > dorosli maja z nim problem sad( i jak temu zaradzić????
          Za mało danych.
    • acorns Re: trudne szkolne przypadki 24.08.05, 23:59
      linka9 napisała:
      > No i rośnie w przekonaniu, że to on dyktuje warunki

      Bo dyktuje. I nikt nie może mu nic zrobić bo prawo na to nie pozwala.
      Nauczyciel nie ma środków dozwolonych przez prawo na wymuszenie na tym uczniu
      dyscypliny. Tym chłopakiem powinien zająć się psycholog bo ma jak widać problem
      i trzeba mu pomóc.
      • a11b12 Re: trudne szkolne przypadki 25.08.05, 10:11
        > Bo dyktuje. I nikt nie może mu nic zrobić bo prawo na to nie pozwala.
        > Nauczyciel nie ma środków dozwolonych przez prawo na wymuszenie na tym uczniu
        > dyscypliny.
        Ale z Pana autokrata.
        Każdy człowiek ma prawo do wolności.
        On ma 9 lat. Pan ma pewnie 90.

        Pisze Pan "nikt nie może mu nic zrobić, bo prawo na to nie pozwala".
        Przecież to bzdura, już coś zrobili: umieścili go w domu dziecka.

        Czy Pan musi przepisywać z tablicy głupi, jego punktu widzenia wierszyk, np o
        wzajemnej miłości ?
        Pan ma tę wolność. Pan nie musi przepisywać tego wierszyka. A drugiemu chce Pan
        tę wolność zabrać. Pan nie szanuje cudzej wolności. Posłuszeństwo chce Pan
        wymuszać strachem.

        To się nie może udać na dłuższą metę.
        Może, jeśli jest Pan nauczycielem, dzieci są Panu posłuszne, ale gdy urosną, i
        będą o głowę od Pana wyższe, mogą to Panu zwrócić. Rzucić kamieniem w Pana lub
        w swojego kolegę. W kolegę może już teraz, a on tego nie robi. On dobrze wybrał.

        A jak nauczyciel sobie nie radzi, to niech zmieni zawód.
        • acorns Re: trudne szkolne przypadki 25.08.05, 10:45
          a11b12 napisała:

          > Ale z Pana autokrata.
          > Każdy człowiek ma prawo do wolności.
          > On ma 9 lat. Pan ma pewnie 90.

          Ja mu wolności przecież nie bronię i nawet go rozumiem. Ale tu nie jest problem
          wolności. Ten chłopak za bardzo zlewa dorosłych, a w tym wieku potrzebny mu
          jest jakiś autorytet. I to nie wymuszony. A tu nauczyciel sobie nie radzi,
          wychowawca z Domu Dziecka sobie nie radzipedagog sobie nie radzi, psycholog
          sobie nie radzi, a problem pozostał. Chłopak potrzebuje pomocy bo skończy na
          ulicy.

          > Czy Pan musi przepisywać z tablicy głupi, jego punktu widzenia wierszyk, np o
          > wzajemnej miłości ?
          > Pan ma tę wolność. Pan nie musi przepisywać tego wierszyka. A drugiemu chce
          Pan
          >
          > tę wolność zabrać. Pan nie szanuje cudzej wolności. Posłuszeństwo chce Pan
          > wymuszać strachem.

          Nie chcę wymuszać i nie wymuszam. Najczęściej popieram buntowników, bo bunt
          jest oznaką samodzielnego myślenia. Tu akurat nie jest problem w przepisywaniu
          z tablicy jakiegoś debilnego wierszyka typu pierdu - pierdu. Problem jest w
          tym, że chłopak z góry odrzuca dorosłych jako autorytet. On nie potrzebuje
          dyscypliny tylko potrzebuje poznać kogoś, kto mu pokaże, że może być inaczej.

          > A jak nauczyciel sobie nie radzi, to niech zmieni zawód.

          Jak nauczyciel sobie ma poradzić jak ma w klasie np. 30 dzieci? Na każdego
          wypada więc 1,5 minuty czasu nauczyciela a to trochę za mało. Jak się trafi
          dzieciak który wymaga poświęcenia mu więcej czasu to odbywa się to kosztem
          innych niestety.
          • a11b12 Re: trudne szkolne przypadki 25.08.05, 11:27
            > Jak nauczyciel sobie ma poradzić jak ma w klasie np. 30 dzieci? Na każdego
            > wypada więc 1,5 minuty czasu nauczyciela a to trochę za mało.
            Tu się pełni zgadzam. Klasy są za duże.
            Przy obecnym bezrobociu spokojnie można by znaleźć 2 razy więcej nauczycieli ,
            i zmiejszyć klasy 2 razy.
            Trzeba tylko tę pracę zorganizować, a ludzi "zagospodarować". Skoro tak nie
            jest jest zły rząd.
            No i skończyło się na polityce smile)))), więc może skończmy ten temat.
          • linka9 Re: trudne szkolne przypadki 25.08.05, 11:35
            acorns napisał:
            > Ja mu wolności przecież nie bronię i nawet go rozumiem. Ale tu nie jest
            problem wolności. Ten chłopak za bardzo zlewa dorosłych, a w tym wieku potrzebny
            mu> jest jakiś autorytet. I to nie wymuszony. A tu nauczyciel sobie nie radzi,
            > wychowawca z Domu Dziecka sobie nie radzipedagog sobie nie radzi, psycholog
            > sobie nie radzi, a problem pozostał. Chłopak potrzebuje pomocy bo skończy na
            > ulicy.

            Dokładnie, innych celnych uwag już nawet nie cytuję.
        • roman.gawron Re: trudne szkolne przypadki 30.08.05, 16:46
          a11b12 napisała:

          > Czy Pan musi przepisywać z tablicy głupi, jego punktu widzenia wierszyk, np o
          > wzajemnej miłości?
          > Pan ma tę wolność. Pan nie musi przepisywać tego wierszyka. A drugiemu chce
          > Pan tę wolność zabrać.

          Boże, widzisz tę demagogię i nie grzmisz?!

          > A jak nauczyciel sobie nie radzi, to niech zmieni zawód.

          Dlaczego młodzi są tak zapalczywi i na wszystko mają tak rzekomo proste recepty?
    • rysa9 a może... 25.08.05, 14:06
      Nie wiem, czy to dobry pomysł. W moim przedszkolu się sprawdził.
      Pani przedszkolanka miała jednego chłopca, który zupełnie jej się nie słuchał i
      robił co chciał. Sytuacja bardzo podobna do opisanej powyżej. Pani postanowiła
      przydzielić mu jakąś ważną funkcję i mianowała tego chłopca "porządkowym" lub
      coś w tym rodzaju. Dziecko było odpowiedzialne za porządek i ciszę na sali.
      Musiało dawać przykład innym dzieciom, bo przydzielona funkcja tego wymagała.
      Chłopiec bardzo poprawił swoje zachowanie. Dlaczego to już się niech
      psycholodzy wypowiedzą.
      • taaka1 Re: a może... 25.08.05, 15:22
        To bardzo dobry pomysł- chłopak swoim zachowaniem chce zwrócić na siebie uwage
        otoczenia, nie potrafi tego zrobić w pozytywny sposob bo nie miał wzorców, więc
        trzeba mu pokazać że może być zauważony i doceniony przez innych, trzeba mu
        tylko pomóc, zaufać - powierzyć jakies "zadanie", może to przyczyni sie do tego
        że chłopak zmieni swe zachowanie.
        • a11b12 Re: a może... 25.08.05, 18:38
          Trochę tak, jednak wydaje mi się, że mimo wszystko dzieciak jest
          indywidualistą, więc faktycznie powierzyć jakieś zadanie, ale nie zmuszające do
          kontaktu, więzi i zależności od grupy.

          Po pierwsze taka funkcja, w oczach innych dzieci, jest wyróżnieniem. Inni to
          zrozumieją: rozrabiał i zyskał. To nie sprawiedliwie i demoralizujące :
          wszystkich zarówno tego dzieciaka jak i innych.
          Po drugie, w jego przypadku (dom dziecka) wiązanie się z grupą może być
          ryzykowne. Nie wiadomo co będzie dalej. Czy w tym środowisku zostanie na
          dłużej. Ten kto go wiąże z grupą bierze na siebie odpowiedzialność za bunt/opór
          itp. w przypadku zerwania z tą grupą , przeniesieniu itd.
          Po trzecie jak nie wyjdzie, nie da się zwalić na innych, to uczy
          odpowiedzialności.

          Ale powinno to być zadanie raczej nietypowe, dlatego trudne dla innych dzieci,
          przekraczające możliwości innych, a odpowiednie dla niego. (brak pomysłu)
          • taaka1 Re: a może... 26.08.05, 15:17
            Po pierwsze taka funkcja, w oczach innych dzieci, jest wyróżnieniem. Inni to
            zrozumieją: rozrabiał i zyskał.


            Nauczycielka może wytłumaczyć dzieciom że to nie jest wyrożnienie ani kara
            tylko zadanie za które chłopak ma być odpowiedzialny. Myślalam o tym
            jakie...ale nic mi nie przyszlo do głowy, to faktycznie musiałoby być coś
            specjalnego, ale nauczyciel ktory dobrze zna dziecko napewno coś wymyśli.
            • a11b12 Re: a może... 27.08.05, 15:23
              Może małymi kroczkami:
              niech odprowadzi chorego kolegę do gabinetu lekarskiego,
              zorganizuje drabinę, by zdjąć słownik z najwyższej półki
              (o ile nadaje się by go wogóle spuścić z oczu),
              itp.
              • mag-ia1 Re: a może... 30.08.05, 10:01
                to dzieci i ich rodzice powinni pomoc sobie i temu chlopcu.zapraszanie go do
                domu,zorganizowanie wspolnej zabawy ,wycieczki, może to pozwoliłoby nawiązać
                jakieś więzi z dziecmi z klasy.
    • roman.gawron Re: trudne szkolne przypadki 30.08.05, 16:43
      Przypadek jest klasycznie trudny i przez internet nie podejmuję sięsmile

      Na pewno konsekwencja, ale skoro piszesz o domu dziecka, to nic nie jest
      proste. Temu dziecku potrzeba przede wszystkim ciepła, miłości, poczucia
      bezpieczeństwa i stabilizacji, tłumaczenia, ukierunkowanej uwagi,
      wyrozumiałości.

      A więc konsekwencja nie na siłę. Zaczynać od drobnych spraw, wiedzieć, kiedy
      odpuścić. I tak mozolnie krok po kroczku.

      Takie jest moje zdanie.
      • linka9 Re: trudne szkolne przypadki 30.08.05, 22:40
        roman.gawron napisał:

        > Przypadek jest klasycznie trudny i przez internet nie podejmuję sięsmile

        Całkowicie zgadzam się z tym, że przez internet nie rozwiąże się całkowicie
        takich problemów. Niemniej dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

        > Na pewno konsekwencja, ale skoro piszesz o domu dziecka, to nic nie jest
        > proste. Temu dziecku potrzeba przede wszystkim ciepła, miłości, poczucia
        > bezpieczeństwa i stabilizacji, tłumaczenia, ukierunkowanej uwagi,
        > wyrozumiałości.

        Prawda, prawda, ale to są slogany smile Bardziej oczekiwałam podpowiedzi, jak
        powinna wyglądać reakcja nauczyciela "tu i teraz, zaraz za chwilę", tzn zanim
        coś w czasie uda (?) się osiągnąć. Chłopak biedny -fakt, ale przyszedł jako nowy
        w połowie II klasy i rozkładał lekcje całkowicie, podkopując autorytet nauczyciela.

        > A więc konsekwencja nie na siłę. Zaczynać od drobnych spraw, wiedzieć, kiedy
        > odpuścić. I tak mozolnie krok po kroczku.

        Kilka sugestii tu padło, może się przydadzą. Nauczycielce mimo wszystko
        współczuję, choć pewnie to jeszcze nie najgorszy przypadek.
        Z ostatniej chwili: chłopak został przeniesiony do innej szkoły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka