trzepotek
08.02.06, 11:32
Chcę zapisać moją starszą córkę do klasy integracyjnej. Byłam na dniach
otwartych i w zasadzie nauczycielki w tej klasie baardzo mi się podobały.
Młode, z werwą, z uśmiechem, z nowoczesnym i otwartym podejściem do dziecka.
Nauczycielki z pozostałych dwóch klas mnie odstraszyły. Ale nie o to chodzi.
Nie mam absolutnie nic przeciwko kontaktom z dziećmi upośledzonymi ale
zastanawia mnie czy to, że w klasie są takie dzieci nie powoduje obniżenia
jakości nauczania pozostałych dzieci. W tej szkole do takiej klasy są
wybierane dzieci zdolne, dobre, nie nastręczające trudności. Jest oczywiste
to z jednej strony bo panie i tak dość dużo kłopotu i wysiłku mają przy
dzieciach chorych ale z drugiej zastanawia mnie to czy nie czynią tak też aby
zdolne dzieci sobie bardziej same radziły, nadganiały- wiadomo o co chodzi.
Czy nauczyciel w trakcie takiej lekcji nie musi 80% czasu poświęcać chorym
dzieciom? Są oczywiście 2 panie. Jedna prowadzi zajęcia- druga pomaga
dzieciom chorym, ale ta druga pani jest razem nie przez cały czas a tylko 12
godzin na 18 jakie są w szkole. Oczywiście to, ze w takiej klasie są dobre
dzieci to z drugiej strony dla mnie ogromny plus bo raczej wolałabym aby
córka nie czerpała zbyt wielu złych przykładów i aby miała ambitnych kolegów.
Pytałam o to panie- one mówią że w żadnym wypadku poziom nie jest niższy
aqle z drugiej strony - co miały mówić? Może i poziom klasy nie jest niższy
ze względu na to, że dzieci są z założenia "dobre" ale może mogłyby osiągnąć
więcej w innych klasach- jak myślicie? czy jest ktoś kto mógłby podzielić się
doświadczeniami?