Dodaj do ulubionych

"Stare" matki.

09.02.06, 14:05
Obserwuj wątek
    • agawamala Re: "Stare" matki. 09.02.06, 14:15
      Coś mi ucieko- sorry.
      Co sądzicie o tzw. "starych " matkach, czyli takich, które urodziły pierwsze, a
      często i jedyne, dziecko ok. 35 roku życia lub później.
      Czy są bardziej odpowiedzialne czy rozhisteryzowane?
      Czy rozsądniejsze czy pełne lęku?
      Czy dzieci takich matek( rodziców) są szczęśliwsze czy w jakimś stopniu
      upośledzone ( oczywiście nie mam tu na myśli dzieci np. z zespołem Downa)?
      Jak "stare matki" wychowują potomstwo - trzymają krótko, rozpieszczają?
      Czy lepiej mieć późne dziecko czy wogóle zrezygnować z macierzyństwa?
      I czy wogóle wiek matki ma jakiekolwiek znaczenie?
      Napisałam ten post pod wpływem wypowiedzi jednej z internautek na temat matek
      nastolatków gruuuuuuuuuubo po 45 roku życia.
      Ciekawa jestem czy jej pogląd jest odosobniony.
      Sama urodziłam dziecko w wieku 24 lat ( na przedostatnim roku studiów). Byłam
      jedną z najmłodszych matek w swoim środowisku. Nie uważam, żeby wiek miał
      większy wpływ na wychowanie dziecka. Decyduje osobowość rodziców.
      Co więcej - starsi rodzice mogą zapewnić dziecku większą stabilizację , lepsze
      warunki finansowe i bytowe. Gdyby nie pomoc moich rodziców ( okupiona
      ingerencją we wszystkie sprawy związane z wychowaniem dziecka) na wiele rzeczy
      nie byłoby nas stać( choćby wyjazdy na wakacje, naukę języków obcych, lepsze
      ubrania, edukacyjne zabawki, komputer itp). Chociaż oboje z mężem mamy tzw.
      dobre zawody ( co nie zawsze oznacza, że znakomicie płatne).
      Ciekawa jestem Waszej opinii.
      • cruella Re: "Stare" matki. 09.02.06, 14:35
        A co sądzisz o takich, które decydują się w wieku 45-50 lat???
        • agawamala Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:05
          Trochę późno z biologicznego punktu widzenia ( samopoczucie w ciąży) i
          wychowania ( dziecko w stosunkowo młodym wieku może zostać sierotą). Ale jeśli
          matka jest zdrowa to czemu nie?
          • cruella Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:16
            Takie zdrowe to te matki nie były. W przypadku jednej o mały włos nie
            skończyłoby się ...lepiej nie mówić.
            Druga przeleżała ciążę w łóżkusmile

            Ale przyznam, że żadna z nich nie podchodzi pod "klasyczną" matkę. Obydwie są
            wszechwiedzące, wszystko czytały. Z pewnością mają większą wiedzę niż
            nastolatka.Pozostałe ich dzieci mają już swoje dzieci. A one jak te babcie,
            jedna ma teraz ok. 60 lat, druga pod 60, dzieci 9lat.

            Jak to wygląda? Żeby nie przesadzić ale...mój syn biega, zmoczy buty, rozchoruje
            się...jak to dziecko. Ich dzieci idą za rękę, nie ma mowy o żadnych szaleństwach
            w śniegu, zbieraniu kapsli, graniu w piłkę... Wszystko jak w zegarku, idelanie,
            sterylnie. W końcu mama i tata na emeryturze, mają czas dla dziecka.

            Młode matki, pracujące z reguły dzielą czas między pracą, obowiązkami domowymi.
            Same przyznacie, że mnóstwo spraw schodzi na plan dalszy, dzieci same uczą się
            życiasmile)))A u nich nawet sznurówki wiąże mamasmile
            Mama kontroluje życie dziecka, ma na to czas.

            To tak ogólnie mówiącsmile)
            • baba_ta_sama Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:25
              Ano, masz racje, stara matka ma inne podejscie do dziecka - ale niekoniecznie
              wiaze za dziecko sznurowki (za dziecko w wieku szkolnym).

              Przyznam szczerze, ze mam teraz zapedy kwoki, ale nie z racji wolnego czasu -
              mam go malo, duzo pracuje, choc w domu i sama jestem sobie sterem, zeglarzem,
              okretem - wolny zawod), ale z powodu tzw. doswiadczenia - przerost wyobrazni
              czasami - ale walcze z tym. Dzieciak moze nie jest samodzielny, jak wiekszosc
              rowiesnikow, ale niewiele mu brakuje. Powtarzam - zanim cos zrobie lub powiem,
              zastanawiam sie nad tym pod katem nadopiekunczosci wink
              Czyli - staram sie lamac steretyp "starej" matki wink
              • cruella Re: "Stare" matki. 09.02.06, 16:57
                Nie chciałabym wyjść na jakąś segregatorkę, komu można a komu już nie wypada
                urodzić dziecko.
                Uważam, że zarówno matka 16-letnia jak i 50-letnia będą miały pewne "braki" z
                powodu wieku. Choć zdarzają się wyjątki. W klasie mojego syna są dwie panie w
                wieku dobrze powyżej 50lat, mające dzieci w wieku 9 lat. Jedna ma młodą duszę,
                ta druga to typowa babcia (wiązanie sznurówek).
            • agawamala Re: "Stare" matki. 10.02.06, 15:31
              Ja - rodząc po raz pierwszy w 24 roku życia też całą ciążę przeleżałam, a
              poprzednią poroniłam. Miałam, choć ogólnie jestem osobą zdrową, nadciśnienie,
              białkomocz. Po porodzie wszystko wróciło do normy.
              Nad dzieckiem trzęsłam się niemiłosiernie. Spało ze mną w łóżku. Musiałam wziąć
              urlop dziekański itp. Moja matka miała dużo więcej zdrowego rozsądku.
              Też nie pozwalałam zbierać z ulicy śmieci, bałam się zabrać na basen czy narty.
              Wspomniałam już wyżej o histerii przy pierwszym samodzielnym wyjeździe za
              granicę.......
              Potem wydoroślałam. Urodziło się drugie dziecko. Po raz pierwszy na basen
              poszliśmy w wieku 3 miesięcy........ Jestem mniej wymagającą matką jeśli chodzi
              o np. postępy w szkole, bardziej natomiast w sprawach ładu i porządku w
              mieszkaniu.
              Czy jest jakaś reguła? Nie sądzę.
              P.S. A choroby dzieci przeżywam tak samo histerycznie w 24, 34 i późniejszych
              latach życia.
      • dobiesia Re: "Stare" matki. 09.02.06, 14:35
        Różnie sie ludziom życie układa...
        Nie można wskazac kobiecie kiedy, w którym roku powinna urodzic. Czasami 18-
        latka ma ułozone życie a czasami 45 latka dopiero je sobie układa...
        Wiek matki nie ma znaczenia, raczej jej, jak by to powiedziec) rodzaj....Czy
        jest dobra, opiekuńcza, zapobiegliwa, mądra itd.
        Co innego,jesli chodzi o predyspozycje organizmu kobiety do zajścia w ciążę,
        donoszenia, momentu porodu... Podobno najlepszy wiek to miedzy 18 a 24 rokiem
        życia. Kobieta jest młoda, silna, lepiej znosi trudy ciąży, mniej cierpi
        podczas porodu. Ale to juz całkiem inna historia. Nieprawdaż? wink
        • agawamala Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:06
          Zgadzam się z przedmówczynią!
      • nchyb Re: "Stare" matki. 09.02.06, 14:36
        nie potrafię się zgodzić z tezą, że powyżej 35-lat, to już stara matka...

        > Sama urodziłam dziecko w wieku 24 lat ( na przedostatnim roku studiów). Byłam
        > jedną z najmłodszych matek w swoim środowisku.
        W tym samym wieku rodziłam starszego synka. Na porodówce byłam najstarszą
        matką, i jedną z nielicznych, która diopiero pierwsze rodziła. Przeważaly 20-
        latki z 2 i 3 dzieckiem...

        > Czy są bardziej odpowiedzialne czy rozhisteryzowane?
        > Czy rozsądniejsze czy pełne lęku?
        Jedne są odpowiedzialniejsze, inne nie. Jedne histeryzują z byle głupoty, inne
        nie, są rozsądne i bywają nie rozsądne...

        > Czy dzieci takich matek( rodziców) są szczęśliwsze czy w jakimś stopniu
        > upośledzone
        O rety... Są normalne. Jak dzieci matek w każdym innym wieku...

        > Czy lepiej mieć późne dziecko czy wogóle zrezygnować z macierzyństwa?
        Zależy co dla kogo jest priorytetem i jak bardzo późne dziecko...

        Ogólnie, sądzę że dobrze jest gdy mama jest mamą, a nie babcią, nie chciałabym
        wzorem pewnej Rumunki rodzić dziecka w wieku ponad 60 lat, ale matka
        dwudziestolatki mająca blisko 60 lat to już nie jest dziwo. Dzisiejsze 60-latki
        są często duchowo młodsze niż te sprzed lat nastu.
      • baba_ta_sama Re: "Stare" matki. 09.02.06, 14:44
        Ja naleze do tych "starych" wink
        Mam corke prawie 27 letnia i niespelna 11-letniego syna. Jego rodzilam majac
        prawie 40 lat ! Ale sie okropnie czulam posrod tych mlodziutkich kobiet na
        porodowce.... Tzn. ja bylam bardzo szczesliwa, tylko tak jakos glupio mi
        bylo... No bo taka ogromna roznica wieku.

        A moje dzieci wychowywalam roznie. Uwazam, ze wiek matki, czasy i warunki w
        jakich ona zyje, maja duzy wplyw na wychowanie dziecka. A jaki konkretnie?
        To temat na ksiazke wink
        Pozdrawiam smile
        baba
      • redudek Re: "Stare" matki. 09.02.06, 20:18
        Ja mam troje dzieci.
        Najstarszy syn ma prawie 14 lat,średniak prawie 11 i zachciało nam sie córeczki
        (co zresztą się udało)smileCórcia ma półtora roczku,a ja 34 lata skończone.
        Powiem szczerze że czasem już mnie to przerasta i poprostu mi się nie
        chce,ciągle się z nią bawić,pilnować.Cieszę się ogromnie że ją mam ,ale chcę
        żeby już była większa smilea ja żebym mogła spokojnie usiąść i kawy się
        napić.Czuję już że to nie te lata co kiedyś,hehehe
        Ale jestem szczęśliwa,co tam mam narzekać smile
    • nisar To ja napisałam 09.02.06, 14:41
      o matkach gruuubooo po czterdziestym piątym roku życia.
      Sorry, mam z takimi kiepskie doświadczenia.
      Co nie zmienia faktu, że mam cichą nadzieję taką zostać!!! (hi hi hi).

      Poza tym zazwyczaj staram się nie generalizować, ale akurat w "tym temacie" na
      razie nie trafiłam na matkę w miarę normalnie traktującą dziecko.

      Prawdę powiedziawszy, w ogóle ostatnio trafiam głównie na te zakochane w
      potomstwie, w sposób odbierający ostatnie przejawy rozsądku. Bywają i
      dwudziestolatki. Tak że akurat nie wiek najbardziej mam tu na myśli.
      • agawamala Re: To ja napisałam 09.02.06, 15:04
        Trochę się plączesz. Z jednej strony wiek nie ma tu większego znaczenia, z
        drugiej strony masz kiepskie doświadczenia ze "starymi" matkami.
        Pamiętam sytuację , w której czekałam ( razem ze starą- pewnie
        pięćdziesięcioletnią matką) na powrót SAMOLOTEM z kursu językowego naszych
        dzieci.
        Ja szalałam, robiłam mężowi awanturę, że nie wykupiliśmy opcji lotu ze
        stewardessą, miałam przed oczami rozbity samolot itp. "Stara" matka ( na
        dodatek jedynaka) spokojnie piła kawę i czekała na relacje z wakacji. Dodam, że
        pierwszych wakacji bez rodziców!
        To tylko jeden przykład. Choć urodziłam stosunkowo wcześnie- miałam kompleks
        kwoki. Wyrosłam z niego w miarę upływu lat.
        • nisar Re: To ja napisałam 09.02.06, 15:14
          Dla jasności:
          - zostałam matką w wieku 24 lat i oceniam siebie jako dość kwokowatą, ale na
          punkcie bezpieczeństwa a nie słania płatków róż pod nogi
          - u Młodej w klasie sytuacja jest jak opisałam. Nie wiem jaki wpływ na ten fakt
          ma wiek matek, niemniej ich reakcje są wspólne, stąd skłonność do powiązania
          ich z wiekiem i stanem rodzinnym.
          - znam kilka matek, które mają sporą różnicę wieku między dziećmi (pierwsze
          urodzone jako "dwudziestka" drugie pod czterdziestkę). Różnica w sposobie
          wychowania tych dzieci u tych konkretnych pań wali po oczach. I nie jest to
          korzystne - moim zdaniem - dla tych młodszych pociech
          - mam nadzieję zostać jeszcze matką (najwcześniej za półtora roku - obecnie mam
          35,5), więc będę matką podstarzałą zdecydowanie. Mam nadzieję zachować
          rozsądek, czy mi się uda - zobaczymy.
          Faktem niezaprzeczalnym (nawet patrząc po sobie) jest dla mnie, że matki
          starsze "wiekiem i stażem" są bardziej wyrozumiałe (czasami przechodzi to
          niestety w pobłażliwość) dla dzieci. U Młodej w klasie przybiera to formy dla
          mnie nieakceptowalne.
          Pozdrawiam
    • agatka_s Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:31
      Nisar-rozumiem ze masz takie konkretne doswiadczenia-tego nie neguje

      Tylko ze z wlasnych doswiadczen nie mozna wyciagac jakis globalnych wnioskow !

      Kilka dni temu verdana i linka udawadnialy ze samotne matki (wszystkie jak
      jeden maz) znecaja sie nad swoimi dziecmi, zyjac ich zyciem, realizujac-
      rekompensujac swoje zaprzepaszczone zycie uczuciowe kosztem dziecu, tylko
      dlatego ze jedna czy druga Pani zna jedna czy dwie takie (wstretne !) samotne
      matki.

      A ja znam 3 matki leworeczne, ktore biją swoje dzieci (nie znam, ale
      mogłabym...), to czy mam twierdzic ze wszystkie matki leworeczne to potwory
      ktore katuja dzieci ?

      To absurd.

      Fakt faktem natomiast ze starsi rodzice ze wzgledow biologicznych mja okreslone
      trudnosci fizjologiczno-biologiczne (zespol Downa i inne choroby genetyczne,
      trudnosci w donoszeniu ciazy itp). Czesciej tez pewnie wystepuja u nich z tym
      zwiazane konsekwencje-nadopiekunczosc, wielka troska itp bo zazwyczaj te dzieci
      bywaja bardzo wyczekiwane, okupione wieloma kosztami (nie jak u mlodych szast
      prast i po krzyku). Czesciej osoby dojrzale-maja tez poprostu wiecej czasu
      wiedzy, cierpliwosci, wyrozumialosci, lepsze warunki materialne itp. Wiec
      statystycznie pewnie wsrod matek starszych cos tam ma szanse czesciej wystapic,
      niz u mlodych.

      No ale to nie oznacza ze bycie matka dojrzala (samotna, leworeczna itp itd)
      oznacza ze jest sie A, B,C

      Takie generalizowanie bywa przykre (wiem co mowie bo jestem mama samotna i
      stworzenie kategorii "wyrodnych matek bo sa samotne" bardzo mnie zabolalo)
      • nisar Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:40
        Słonko, po pierwsze primo: generalizowanie jest do dupy i niczego nie wnosi do
        sprawy. Po drugie primo, jak słusznie napisał ktoś wyżej, sposób życia, w tym
        sposób wychowywania dziecka, zależy od wielu czynników, w tym także wieku,
        który przekłada się na doświadczenie. Po trzecie primo, zabiłabym każdego, kto
        będzie twierdził że generalnie matki samotne są gorsze. One mają tak wielkie
        poczucie winy wobec dziecka za wynalezienie mu durnego ojca, że wpędzanie ich w
        jakiekolwiek inne poczucia winy jest straszne. Wiem co mówię, byłam samotną
        matką. A tak naprawdę samotną matką zostaje się na całe życie (tzn. pewne
        aspekty bycia samotnym rodzicem pozostają także na okres ponownego szczęśliwego
        małżeństwa).
        I jak już napisałam, mam nadzieję zdobyć się na decyzję o drugim dziecku, wiek
        już poważny, ale nie sądzę bym straciła rozsądek. Niemniej na pewno będzie
        inaczej niż przy Młodej.
        Pozdrawiam Cię, dzielna Babo (każda samotna matka jest dzielna, nawet jak ryczy
        w poduszkę).
        • agatka_s Re: "Stare" matki. 09.02.06, 15:55
          nisar napisała:

          No to super ze zgadzamy sie co do meritum !

          A co do ryczenia w poduszke i dzielnosci-no ja jestem akurat samotna matka
          nietypowa-bo moje dziecko to efekt najzwyklejszej wpadki, z facetem z ktorym w
          zyciu nie chcialabym zakladac rodziny-milo spedzac czas-tak, pojsc do lozka-
          tak, ale nie życ razem (wiele osob sie oburzy !). Samotne macierzynstwo bylo
          moim wyborem (ja nie chcialam wychodzic za maz mimo takiej propozycji zaraz po
          wpadce)-aczkolwiek pozniej skwapliwie wykorzystanym przez ojca mego syna-ktory
          zniknal z naszego zycia na zawsze (mimo jakis tam deklaracji)- no nie zniknal
          calkiem bo placi alimenty i to BAAAARDZO WYSOKIE.

          Wyrzutow sumienia-nie mam, bo moje dziecko jest dla mnie najwiekszym szczesciem
          i wydaje mi sie ze robie co moge i jestem z tego zadowolona. Czasem jest mi
          przykro ze jest jak jest-ale siebie za to nie winie. Za to bardzo czesto boje
          sie- co by bylo gdyby mnie zabraklo...

          Plakac- nie placze, raczej sie smieje bo jest bardzo dobrze. A czy jestem
          dzielna-no nie wiem czasem mam wrazenie ze jakbym miala jeszcze sie facetem
          zajmowac (jak wiele pan co znam...)to juz wole tak jak jest. Jednego czego
          zaluje, to ze nie mam drugiego dziecka. Ale na drugie nieslubne, nie
          zdecydowalabym sie, to juz nie jestem taka desperatka...

          Pozdrawiam
          • nisar Re: "Stare" matki. 09.02.06, 16:02
            No i łaska boska, że Ci dobrze. Rzadko kto w Polsce się do tego przyznaje.
            Mnie też dobrze, chociaż sytuacja życiowa znacznie częściej spotykana niż
            Twoja. Ale poczucie winy mam, sama byłam dzieckiem samotnej matki, więc znam od
            podszewki różne takie. Nie zawsze najmilsze. Niemniej to co widzę w tych tzw.
            normalnych rodzinach dobija mnie nieprzytomnie. I zawsze będę twierdziła (oj,
            nie po linii obecnie!) że jak ma być w małżeństwie bylejak, to lepiej być
            samodzielnym.
            Jakiś lincz?
            • agatka_s Re: "Stare" matki. 09.02.06, 16:14
              oj cos masz ciagoty aby generalizowac...

              Ja myle ze sa okropni samotni rodzice i sa okropni "sparowani" rodzice. I vice
              versa trafiaja sie dobrzy i tu i tu.

              Dla dziecka lepiej jest jak ma oboje rodzicow. No ale jak to jest niemozliwe,
              a sa takie sytuacje ze nie jest, to trzeba zrobic wszystko aby nawet w
              tej "polowce" bylo jak najlepiej-mnie sie poki co udaje.

              Aha i grunt to mowic o takich rzeczach otwarcie-wtedy nie wzbudza to u nikogo
              zadnych (absolutnie !) emocji. Ja ani syn nigdy nie spotkalismy sie z objawami
              jakiejs nietolerancji itp A nawet kilka razy nam sie udalo "zapunktowac"
              (dostalam raz miejsce w super przedszkolu z powodu mojej "samotnosci")


              Ale zgadzam sie ze dla "dobra dziecka" nie ma sensu trwac w jakims chorym
              ukladzie, to nigdy nie jest dla dziecka dobre....
              • agawamala Re: "Stare" matki. 10.02.06, 15:38
                A ja uważam, że nikogo nie powinno obchodzić czy ktoś jest samotny czy nie,
                żyje w małżeństwie czy konkubinacie, wybrał taki czy inny model życia i
                dlaczego tak uczynił.
                Generalizowanie, że samotka matka jest be ( lub cacy), tylko małżeństwo
                zapewnia dziecku szczęśliwe dzieciństwo jest po prostu głupie.
                I jeszcze jedno - też niepoprawne politycznie. Samotni rodzice nie powinni mieć
                żadnych ulg ani przywilejów. Taki rodzaj życia wybrali- na własny rachunek,
                świadomie, są dorośli.
                Podobnie jak nie należy premiować osób pozostających w małżeństwach czy
                mających dużo dzieci.
                Jesteśmy chyba wszyscy równi wobec prawa?
                • agatka_s Re: "Stare" matki. DYGRESJA NA 300% 10.02.06, 16:53
                  "Samotne matki" wrzucane do jednego worka tak samo jak "stare matki" traktowane
                  wszystkie na jedno kopyto, sa tak samo bez sensu !!! (mnie zabolalo wrzucenie
                  wszystkich samotnych do jednego worka "samotna znaczy wyrodna" akurat, bo
                  samotna jestem, a stara nie (znaczy teraz tak ale jak rodzilam 11 lat temu to
                  nie bylam jeszcze)...)

                  To co bedzie nizej jest juz bardzo daleka dygresja teraz, ale odpowiem:

                  -100% zgody ze nic do tego komu kolwiek jaki model zycia kto wybral !
                  -0% zgody natomiast co do pewnych ulg czy pomocy na ktore samotni czasem moga
                  liczyc(ja akurat nie korzystam (poza podatkiem !) bo jestem osoba zamozna, a z
                  przedszkolem o ktorym wspomnialam to akurat bylo bardzo smiesznie, bo to bylo
                  przedszkole prowadzone przez siostry zakonne i im sie poprostu zal
                  zrobilo "samotnej" (stereotyp zadzialal), a ja akurat wtedy mieszkalam w duzym
                  domu z rodzicami i 24 godzinna mieszkjaca z nami opiekunka do dziecka, a po
                  prostu chcialam aby dziecko poszlo do przedszkola dla socjalizowania sie, bo
                  tam gdzie mieszkalismy-willowa dzielnica podwarszawaska dzieci bylo brak..
                  siostr z bledu nie wyprowadzalam, bo to bylo przedszkole do ktorego dzieci
                  zapisywalo sie na 3 lata przed a mi sie udalo na miesiac przed)-sa czasem
                  sytuacje ze to ze ktos jest samotny ale nie jest to jego swiadomym wyborem
                  (jak u mnie akurat) i ludzie samotni z dziecmi sa w ciezkiej sytuacji, bo
                  samotnie z reguly nie jest tylko gorzej finansowo ale i czasowo i
                  organizacyjnie. Czasem jakas drobna pomoc jest poprostu przydatna, wiec ja bym
                  tak kategorycznie jej nie odmawiala. Natomiast ciezko jest roznicowac-temu
                  pomagamy, bo jest w ciezkiej sytuacji bo ma meza alkoholika i drania, a temu
                  nie pomagamy-bo wolal nie wychodzic za maz, aby i tak za 2-3 lata sie
                  rozwodzic...

                  Ale szczerze to tej pomocy jest nie za wiele, i tak naprawde poza Pitem to nic
                  mi do glowy nie przychodzi.

                  • agatka_s Re: "Stare" matki. DYGRESJA NA 300% 10.02.06, 16:59
                    agatka_s napisała:

                    > "Samotne matki" wrzucane do jednego worka tak samo jak "stare matki"
                    traktowane
                    >
                    > wszystkie na jedno kopyto, sa tak samo bez sensu !!! (mnie zabolalo wrzucenie
                    > wszystkich samotnych do jednego worka "samotna znaczy wyrodna" akurat, bo
                    > samotna jestem, a stara nie (znaczy teraz tak ale jak rodzilam 11 lat temu to
                    > nie bylam jeszcze)...)
                    >
                    > To co bedzie nizej jest juz bardzo daleka dygresja teraz, ale odpowiem:
                    >
                    > -100% zgody ze nic do tego komu kolwiek jaki model zycia kto wybral !
                    > -0% zgody natomiast co do pewnych ulg czy pomocy na ktore samotni czasem moga
                    > liczyc(ja akurat nie korzystam (poza podatkiem !) bo jestem osoba zamozna, a
                    z
                    > przedszkolem o ktorym wspomnialam to akurat bylo bardzo smiesznie, bo to bylo
                    > przedszkole prowadzone przez siostry zakonne i im sie poprostu zal
                    > zrobilo "samotnej" (stereotyp zadzialal), a ja akurat wtedy mieszkalam w
                    duzym
                    > domu z rodzicami i 24 godzinna mieszkjaca z nami opiekunka do dziecka, a po
                    > prostu chcialam aby dziecko poszlo do przedszkola dla socjalizowania sie, bo
                    > tam gdzie mieszkalismy-willowa dzielnica podwarszawaska dzieci bylo brak..
                    > siostr z bledu nie wyprowadzalam, bo to bylo przedszkole do ktorego dzieci
                    > zapisywalo sie na 3 lata przed a mi sie udalo na miesiac przed)-sa czasem
                    > sytuacje ze to ze ktos jest samotny ale nie jest to jego swiadomym wyborem
                    > (jak u mnie akurat) i ludzie samotni z dziecmi sa w ciezkiej sytuacji, bo
                    > samotnie z reguly nie jest tylko gorzej finansowo ale i czasowo i
                    > organizacyjnie. Czasem jakas drobna pomoc jest poprostu przydatna, wiec ja
                    bym
                    >
                    > tak kategorycznie jej nie odmawiala. Natomiast ciezko jest roznicowac-temu
                    > pomagamy, bo jest w ciezkiej sytuacji bo ma meza alkoholika i drania, a temu
                    > nie pomagamy-bo wolal nie wychodzic za maz, aby i tak za 2-3 lata sie
                    > rozwodzic...
                    >
                    > Ale szczerze to tej pomocy jest nie za wiele, i tak naprawde poza Pitem to
                    nic
                    > mi do glowy nie przychodzi.
                    >

                    A ulga podatkowa (znaczy wspolne rozliczanie z dzieckiem) to i tak "oplaca sie"
                    dopiero po przekroczeniu 2 i 3 progu, wiec i tak dla wiekszosci somotnych, to
                    guzik a nie pomoc- paradoks bo ja bedac osoba zamozna i nie bardzo potrzebujaca
                    az tak bardzo tej pomocy poprzez PIT ja dostaje, a te kobiety ktore naprawde sa
                    w dramatycznej sytuacji nie (bo one z pewnoscia nie wchodza w 2 prog)...ot jak
                    to panstwo madrze pomaga.


      • linka9 fe, Agatko, brzydko 10.02.06, 17:58
        agatka_s napisała:
        > Kilka dni temu verdana i linka udawadnialy ze samotne matki (wszystkie jak
        > jeden maz) znecaja sie nad swoimi dziecmi, zyjac ich zyciem, realizujac-
        > rekompensujac swoje zaprzepaszczone zycie uczuciowe kosztem dziecu,

        A tak konkretnie, jakiś cytat poproszę, w którym udawaniam, że wszystkie samotne
        matki znęcają się nad swoimi dziećmi.
    • allija Re: "Stare" matki. 10.02.06, 02:35
      No, ja w końcu nie rozumiem, iloletnia matka jest stara? No bo w końcu 50latka
      to juz raczej ma klopoty z samym zajściem, osobiscie nie znalam żadnej
      ciezarnej w tym wieku, ze nie wspomne o pierworodce.
      A czy kobieta po 30 to juz stara matka? To lekka przesada moim zdaniem.
      Ja sama rodziłam mając 34 i 36 lat. Wcale nie uważałam sie za starą matkę a
      dziecka nie wyczekiwałam, ot, po prostu stało sie co przyjełam z radoscia ale
      to nie to, ze liczylam kazdy dzień kiedy to wreszcie nadejdzie. Pewnie w ogole
      jestem nienormalna bo wowczas nie bylam nawet zamężna. I także nie uważałam sie
      sie za stara panne. Wyszłam za mąż kiedy zaszlam w ciąże bo byl to powazny
      powod zeby stworzyc rodzinę. Wcześniej takiego powodu nie było.
      Obecnie na całym cywilizowanym swiecie jest tendencja do rodzenia pierwszego
      dziecka między 30 a 40 rokiem zycia. Moim zdaniem ma to wiele zalet, matki sa
      odpowiedzialniejsze, rozsadniejsze, ustabilizowane. Przez kilkanascie lat
      wcześniej zdążyły sie wyszalec, wybawic i robic to, co sprawiało im
      przyjemność, zdążyły zasmakowac życia. Nie brakuje im więc tego tak jak matkom
      20letnim. Ja macierzyństwo przyjełam jako nowe doswiadczenie, nie miałam
      czarnych dni, dziecko nie doprowadzało mnie do rozpaczy, nie podrzucalam babci
      zeby wyrwac sie na imprezkę. Za to mialam dla niego duzo czasu, czytałam wiele
      książek na temat wychowania i zdrowia dzieci, podeszłam do rodzicielstwa dosyc
      odpowiedzialnie wydaje mi sie.
      W ogole wydaje mi sie, ze rodzicielstwo późniejsze jest bardziej odpowiedzialne.
      • mdorota11 Re: "Stare" matki. 10.02.06, 09:56
        allija, a skąd wiesz, ze wcześniejsze jest nieodpowiedzialne?
        Pierwsze dziecko urodziłam mając 22 lata. Byłam kwoką (chyba jestem nadala)
        jakich mało. Drugie urodziłam w wieku 32 lat. Śmiało mogę powiedzieć, że dużo
        bardziej przejęta byłam majac 22 lata, może dlatego, że było to moje pierwsze
        dziecko. I doprawdy nie można byłoby mi zarzucić braku odpowiedzialności.
        Natomiast w wieku moich 33 lat moje roczne dziecko oblało się kawą, która
        stała wprawdzie wysoko i daleko, ale nie dość, więc chyba powinnam to
        przewidzieć. I spadło moje drugie dziecko z tapczanu, co też powinnam
        przewidzieć, nieprawdaż? A pierwsze dziecko nie spadło i nie oblało się.
        allija :Ja macierzyństwo przyjełam jako nowe doswiadczenie, nie miałam
        > czarnych dni, dziecko nie doprowadzało mnie do rozpaczy, nie podrzucalam
        babci
        > zeby wyrwac sie na imprezkę. Za to mialam dla niego duzo czasu, czytałam
        wiele
        > książek na temat wychowania i zdrowia dzieci, podeszłam do rodzicielstwa
        dosyc
        > odpowiedzialnie wydaje mi się
        Ja w wieku 22 lat też. I w wieku 32 również
      • cruella Re: "Stare" matki. 10.02.06, 10:51
        allija napisała:

        > No, ja w końcu nie rozumiem, iloletnia matka jest stara? No bo w końcu 50latka
        > to juz raczej ma klopoty z samym zajściem, osobiscie nie znalam żadnej
        > ciezarnej w tym wieku, ze nie wspomne o pierworodce.

        Moja sąsiadka zaszła w ciążę (długo wyczekiwaną, opłaconą kilkoma poronieniami)
        w wieku 46 lat. Już pogodzili się, że nie będą rodzicami...a tu taka niespodzianka.

        W wieku 50 lat i więcej ma się kłopoty z zajściem w ciążę, co nie wyklucza tego
        absolutnie.
        • allija Re: "Stare" matki. 10.02.06, 17:01
          Oczywiście, ze bywa róznie. Znana jest powszechnie matka, ktora urodzila
          dziecko mając więcej niz 60tke. Dlatego tez napisalam, że 50latki maja raczej
          klopoty a nie, ze w ogole taka sytuacja nie moze miec miejsca. Chodzilo o jakąs
          srednia wiec nie ma powodu przytaczac skrajnych przykladow.
          Zas co do odpowiedziałności to wnioski swoje wysnulam z lektury tego forum i z
          obserwacji swoich mlodszych koleżanek. I to tez jest jakas tam srednia, Moja
          matka urodziła dzieci w mając 20 i 22 lata. Kiedy chodzilismy do przedszkola
          wsadzala nas do autobusu, jechalismy z bratem do tzw. petli a potem jeszcze
          szlismy przez park jakieś 200m. Brat mial 5 a ja 3 lata. Ja swoich dzieci nie
          spuszczałam z oka kiedy byly w tym wieku.
          Ale to pewnie tez tylko jakis tam skrajny przyklad i nie wyklucza tego, ze inna
          20 latka moze byc bardzo odpowiedzialna.
          • jaskolka.dymowka Re: "Stare" matki. 10.02.06, 17:52
            matka urodziła dzieci w mając 20 i 22 lata. Kiedy chodzilismy do przedszkola
            > wsadzala nas do autobusu, jechalismy z bratem do tzw. petli a potem jeszcze
            > szlismy przez park jakieś 200m. Brat mial 5 a ja 3 lata. Ja swoich dzieci nie
            > spuszczałam z oka kiedy byly w tym wieku.

            Hi, hi... moja matka urodziła mnie w wieku powyżej trzydziestki, i jak
            najbardziej "spuszczała" mnie z oczu w wieku trzech lat, zostawiając w domu lub
            wypuszczając na podwórko. Więc to kolejny argument przeciw generalizowaniusmile
            • gaika Re: "Stare" matki. 10.02.06, 19:42
              To definitywnie nie chodzi o wiek, ale osobowość. Jedne są kwokami w wieku lat
              20-tu, inne nigdy nie będą.
              Prawda to, o czym napisała Allija : na zachodzie dzieci rodzą się coraz
              starszym rodzicom i im lepsze wykształcenie, wyższy status -tym później. Mamy
              po 30-tce uchodzą za zdecydowanie młode. Jeśli już same nie mogą urodzić,
              nagminnie adoptują(kierunek Chiny). Nowy model życia : najpierw stabilizacja i
              kariera, potem potomstwo.
              • mdorota11 Re: "Stare" matki. 11.02.06, 20:14
                Jak miałam 3 lata to bawiłam się w wykopie pod blokiem na nowobudowanym
                osiedlu...mniej więcej w tym czasie mój mąż chodził przez ulice i torowisko do
                dziadka. A teraz i mama i teściowa nie wiedzą, jak to było możliwe. Mnie mama
                urodziła jak miała 22 lata, teściowa męża w wieku 34 lat. Ale czasy były inne.
                To chyba faktycznie chodzi o osobowość.
                O rany, jestem kwoką ...smile
    • wieczna-gosia Re: "Stare" matki. 13.02.06, 02:24
      a ja mysle ze to tez zalezy od powodu tak poznego macierzynstwa.
      czy byla to klasyczna wpadka przed menopauza, czy tak sie zycie ulozylo (moja
      szwagirka, wyszla za jeden maz b. mlodo, szybko sie rozwiodla, teraz wyszla za
      drugi maz a ma 40 lat czyli jesli matyka w ogole zostanie- bedzie stara matka
      bedac mloda mezatka smile)
      czy ludzie nie mogli miec dzieci i zdarzyl sie cud i zaszli.
      czy tez kobieta wczesniniej w swoim zyciu nie znalazla czasu dla dziecka i
      zaplanowala je na po 40.

      Mysle ze to jednak ma spore znaczenie.
      • 75ona Re: "Stare" matki. 13.02.06, 10:44
        Mam 30 lat, dziecko planuję za ok. 2 lata. Uważam, ze i mnie i dziecku wyjdzie
        to na dobre. Zdążyłam się już wyszaleć, mamy z moim M. za sobą kilka
        egzotycznych wypraw (następne planujemy już z dzieckiem, więc tak za około 6
        lat) i ustabilizowaną, w miarę pozycję zawodową. Tak więc jestem spokojniejsza,
        wiem czego oczekuję od życia i wiem na co się absolutnie nie godzę. Nie muszę
        też gnać wszędzie na złamanie karku, tylko mogę czasem spokojnie zwolnić. W
        pracy mam na tyle stabilną sytuację, że nie boję się przerwy – choć wiadomo
        różnie bywa. Fakt, że pracuje więcej niż 8 godzin, ale tak samo było jak miałam
        25 lat i kończyłam studia, jak i w czasie studiów, gdy pracowałam dorywczo, co
        wspólnie ze studiami dziennymi dawało czasem i 12 godzin na dobę, a wtedy
        miałam jeszcze dużo innych planów i zajęć i jakoś tak trudniej było. Teraz taki
        stan rzeczy jest normalny i wiem, ze można pogodzić pracę, nawet w wymiarze
        większym niż 8 godzin z wychowaniem Młodego Człowieka, bo mam tę świadomość, ze
        nie ilość czasu się liczy, a jego jakość. Obecnie powoli czuję, ze osiągam
        dojrzałość, która jest, moim zdaniem niezbędna do bycia matką, bo moim zdaniem
        sam instynkt nie wystarczy. A w moim wieku absolutnie nie uważam się za starą
        matkę. 30 lat, to piękny wiek, a jak ktoś w takim wieku czuje się staro, to
        jest to jego problem….

        A bycie „kwoką”, to inna sprawa, moim zdaniem zupełnie niezależna od wieku. To
        charakter.

        Jedyne czego się boję, to tego, ze będę musiała leżeć 9 miesięcy, ale to, jak
        same piszecie może się zdarzyć również 20-latce.
        • allija Re: "Stare" matki. 14.02.06, 15:48
          Dlaczego miałabys leżeć?
          Ja swoja druga latorośl rodzilam mając 36 i o leżeniu nie mogło być mowy, nawet
          jakbym chciała bo starszy potomek miał ledwie 2 lata i na leżenie nie pozwalał,
          nawet przeciwnie.
          Bez przesady, możesz normalnie funkcjonowac bedąc cięzarną w wieku 32 lat a
          nawet wiecej.
    • mamuska_be Re: "Stare" matki. 13.02.06, 12:47
      Sama urodziłam dzieci w wieku 19, 21 i 28 lat, więc chyba raczej (mówię o
      ostatnim) taka najstarsza nie jestem, ale moja mama urodziła mojego brata w
      wieku 44 lat i wydaje mi się, że trochę późno. Po pierwsze - mój brat jest
      jedynakiem, bo pomiędzy nami jest 25 lat różnicy, po drugie jest nadopiekuńcza -
      do 3 roku życia praktycznie nosiła go na rękach, po trzecie - nic już nie
      pamięta, jeżeli chodzi o sprawy związane z małymi dziećmi, a to co pamięta, to
      już się dzisiaj nie praktykuje albo wręcz potępia, a z moich rad korzystała
      niechętnie, mimo iż spore doświadczenie mam i całkiem świeże. Mój braciszek ma
      teraz 4 lata, jest rozbestwionym bachorem, który rządzi domem jak chce.
      Właściwie im współczuję, bo jest bardzo żywy, a oni (moi rodzice) już
      schorowani. Chociaż rzeczywiście mama po urodzeniu Maurycego jakby odmłodniała,
      ale niestety tata zdziadział (jest 8 lat starszy od mamy)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka