Pomóc geniuszowi

22.11.04, 12:42
Ta odpowiedź jest szalenie dziwna. Słowa o tym, że rodzicom trudno czekać na
samoistny rozwój dziecka i chcą je PRZYSPIESZYĆ skierowane do matki synka,
który SAMIOSTNIE rozwija się szybko i nie poprzez specjalne zabiegi zdobywa
umiejętności szerzej i wcześniej - w jakim celu? Bardzo często mam wrażenie,
że pani psycholog uważa, że dzieci szczególnie zdolne nie istnieją, że
wszystkie dzieci są takie same, a te, które wyróżniają się większymi
umiejętnościami, są tylko przez rodziców wytresowane. Oraz że uzdolnienia i
chęć dziecka do nauki są rzeczą niekorzystną i niebezpieczną.
    • brygidap1 Re: Pomóc geniuszowi 28.02.05, 17:43
      Mam podobny "problem"-nadinteligentny syn. W grudniu skończył 3 lata, czyta,
      liczy do 50, zaczął samodzielnie pisać. Nigdy nie zmuszałam go do nauki; sam
      się interesował literkami. Jako roczny brzdąc oglądał namiętnie encyklopedię i
      kazał sobie czytać.Chciałabym posłać go do przedszkola, gdzie byłyby zajęcia
      adekwatne do jego rozwoju intelektualnego.
      • verdana Re: Pomóc geniuszowi 28.02.05, 17:53
        A na czym Wam szczególnie zalezy? Bo mnie np. na tym, aby dziecko rozwijało się
        harmonijnie i miało przyjaciół. Dlatego też trzeba zwracać uwagę nie tylko na
        rozwój intelektualny, a rodzice bardzo zdolnych dzieci mają do tego tendencję,
        ale pamietać, że ma sie do czynienia z dzieckiem, które powinno takze się bawić
        i zdobywać przyjaciół.
        Mam męża, który płynie czytał mając niespełna 3 lata. Jego matka przede
        wszystkim dumna była z takiego dziecka, cieszyła się gdy czytał encyklopedię,
        książki dla o wiele starszych dzieci. Nie zadbała jednak o rozwój społeczny. A
        z tym dzieci wybitnie zdolne maja powazne kłopoty, bo nie mają po prostu o czym
        rozmawiać z rówieśnikami.
        Tego nigdy nadrobić się nie dało. Mąż nie ma prawie znajomych, ma kłopoty z
        nawiazywaniem kontaktów. Nie zrobił tez wielkiej, przeeidywanej przez mamusię
        kariery, co jemu (i mnie) nie przeszkadza, ale jest cierniem w sercu matki.
        Genialne dzieci nie zawsze (a nawet nie często) wyrastają na genialnych
        dorosłych. Trzeba więc pilnować, by wyrosły przynajmniej na osoby normalne.
        • darwina Re: Pomóc geniuszowi 01.03.05, 09:35
          Ja w wieku 4 lat płynnie czytałam sobie książki, umiałam pisać i liczyć na
          palcach. I wcale nie wyrosłam na mądrzejszą od rówieśników. Nie miałam w szkole
          problemów, ale niczym też sie nie wyróżniam.
        • jokrru Re: Pomóc geniuszowi 02.03.05, 16:08
          verdana napisała:


          > Genialne dzieci nie zawsze (a nawet nie często) wyrastają na genialnych
          > dorosłych.

          To święta prawda,
          a prawdziwemu geniuszowi specjalnie pomagać nie trzeba (wystarczy stworzyć
          mu po prostu normalne warunki rozwoju).
          A wiem o czym mówię - obecnie pewnie nazwano by go dzieckiem
          zaniedbanym (bo nikt nie posyłał go na ekstra kursy i nie zajmował się
          nim psycholog), a był wychowywany w normalnej pospolitej rodzinie,
          talentu nie zmarnował, wręcz przeciwnie - zrobił międzynarodową karierę
          - piszę o osobie, którą ... dobrze znam.
          K.
        • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 02.03.05, 18:15
          verdana napisała:

          > A na czym Wam szczególnie zalezy? Bo mnie np. na tym, aby dziecko rozwijało
          się
          >
          > harmonijnie i miało przyjaciół. Dlatego też trzeba zwracać uwagę nie tylko na
          > rozwój intelektualny, a rodzice bardzo zdolnych dzieci mają do tego
          tendencję,
          > ale pamietać, że ma sie do czynienia z dzieckiem, które powinno takze się
          bawić
          >
          > i zdobywać przyjaciół.
          > Mam męża, który płynie czytał mając niespełna 3 lata. Jego matka przede
          > wszystkim dumna była z takiego dziecka, cieszyła się gdy czytał encyklopedię,
          > książki dla o wiele starszych dzieci. Nie zadbała jednak o rozwój społeczny.
          A
          > z tym dzieci wybitnie zdolne maja powazne kłopoty, bo nie mają po prostu o
          czym
          >
          > rozmawiać z rówieśnikami.
          > Tego nigdy nadrobić się nie dało.

          No właśnie, verdano, i właśnie po to służą dzieciom wybitnie uzdolnionym szkoły
          czy przedszkola dla dzieci wybitnie uzdolnionych. O ile w Polsce już są. Tylko
          znalezienie się w grupie dzieci o podobnym rozwoju intelektualnym i w podobnym
          wieku pozwoli dziecku na rozwinięcie sfery społecznej. Tym samym zadbanie o
          rozwój intelektualny staje sie zarazem zadbaniem o rozwój emocjonalny i
          społeczny.
          • jokrru Re: Pomóc geniuszowi 02.03.05, 20:02
            ardzuna napisała:

            > No właśnie, verdano, i właśnie po to służą dzieciom wybitnie uzdolnionym
            szkoły
            >
            > czy przedszkola dla dzieci wybitnie uzdolnionych.

            Jestem przeciwna takiej selekcji, zamknięcie dziecka w takiej wąskiej grupie
            dzieci uzdolnionych w przypadku niepowodzenia (tj. gdy z dziecka
            nie wyrośnie geniusz, a zwyczajnie uzdolniony człowiek)
            może doprowadzić do poważnych frustracji z prawdziwą depresją włącznie.

            Wychowanie zaś dziecka w normalnej rodzinie i w normalnym środowisku
            jego geniuszowi w niczym nie przeszkodzi,
            a relacje z rówieśnikami będzie miało zdrowe i normalny
            człowiek z niego wyrośnie - bez kompleksów
            i ze zdrowym podejściem do ludzi.
            Taki przykład, tak wychowanego "genialnego umysłu" dobrze znam.
            K.
            • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 02.03.05, 22:21
              jokrru napisała:

              > ardzuna napisała:
              >
              > > No właśnie, verdano, i właśnie po to służą dzieciom wybitnie uzdolnionym
              > szkoły
              > >
              > > czy przedszkola dla dzieci wybitnie uzdolnionych.
              >
              > Jestem przeciwna takiej selekcji, zamknięcie dziecka w takiej wąskiej grupie
              > dzieci uzdolnionych w przypadku niepowodzenia (tj. gdy z dziecka
              > nie wyrośnie geniusz, a zwyczajnie uzdolniony człowiek)
              > może doprowadzić do poważnych frustracji z prawdziwą depresją włącznie.

              A byłaś takim dzieckiem? Bo raczej nie wierzę, ze ten problem znasz z autopsji.
              To nie jest zamknięcie dziecka w grupie geniuszy, bo zadne z tych dzieci
              geniuszem nie jest, tylko umożliwienie mu nawiązania kontaktów towarzyskich w
              grupie, która jest zbliżona do niego aktualnym poziomem rozwoju intelektualnego
              i z którą moze nawiązywac kontakty towarzyskie na równych zasadach - nie robiąc
              za "najmądrzejszego we wsi", co się na ogół źle dla takiego dziecka w
              przyszłości kończy.

              > Wychowanie zaś dziecka w normalnej rodzinie i w normalnym środowisku
              > jego geniuszowi w niczym nie przeszkodzi,
              > a relacje z rówieśnikami będzie miało zdrowe i normalny
              > człowiek z niego wyrośnie

              Choćby to, co pisze verdana, świadczy o wręcz odwrotnym efekcie braku
              jakiejkolwiek ponadstandardowej opieki nad dzieckiem szczególnie uzdolnionym.

              Generalnie w pedagogice opcje są dwie: oświata jedna dla wszystkich kontra inna
              ścieżka edukacyjna dla dzieci szczególnie uzdolnionych, a inna dla przeciętnie
              uzdolnionych. I za jedną i za drugą opcją są poważne argumenty za (w interesie
              zarówno dzieci bardzo uzdolnionych, jak i tych mniej uzdolnionych), jak i
              przeciw. A wybranie jednej lub drugiej jest bardziej kwestią ideologii niż
              czegokolwiek innego.
              • jokrru Re: Pomóc geniuszowi 03.03.05, 09:03
                jokrru napisała:
                > > może doprowadzić do poważnych frustracji z prawdziwą depresją włącznie.
                >
                ardzuna napisała:
                > A byłaś takim dzieckiem? Bo raczej nie wierzę, ze ten problem znasz z
                autopsji.

                Zapewniam Cię ja na tym forum wiem o czym piszę.
                Moje wypowiedzi na ogół są poparte przykładami - przeczytaj uważnie, a
                zorientujesz się.
                Przykład półgenialnego człowieka, który pod wpływem głębokiej depresji
                popełnił samobójstwo znam ... bardzo dobrze i boleśnie.
                K.
                • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 03.03.05, 11:25
                  jokrru napisała:

                  > Zapewniam Cię ja na tym forum wiem o czym piszę.
                  > Moje wypowiedzi na ogół są poparte przykładami - przeczytaj uważnie, a
                  > zorientujesz się.

                  No więc była poparta jednym przykładem - to cokolwiek mało. Nadal uważam, ze w
                  celu zapewnienia dzieciom uzdolnionym prawidłowego, normalnego rozwoju
                  społecznego należy im umożliwić stycznosć z innymi dziećmi o tym samym poziomie
                  rozwoju intelektualnego i w tym samym wieku.

                  > Przykład półgenialnego człowieka, który pod wpływem głębokiej depresji
                  > popełnił samobójstwo znam ... bardzo dobrze i boleśnie.

                  No to co, jest wielu ludzi, którzy pod wpływem depresji popełniają samobójstwo
                  (niestety). Nie dowiodłaś jeszcze, ze stało sie tak z powodu np. uczenia go w
                  szkole dla wybitnie uzdolnionych, a tylko to byłoby argumentem w tej akurat
                  sprawie.
          • triss_merigold6 Hodowla geniuszków.. DD. 02.03.05, 21:11
            • triss_merigold6 Re: Hodowla geniuszków.. DD. bis 02.03.05, 21:14
              Za szybko poszło.
              Hodowla małych geniuszy, lekki horror. Ciekawe, że genialne w dzieciństwie
              dzieci po okresie dojrzewania stają się przeważnie intelektualnie równe
              rówieśnikom. Tak więc do 12-13 roku życia geniusz, potem hormony, chłopcy,
              panienki i młody geniusz zamiast zgłębiać tajniki fizyki jądrowej będzie zerkał
              na goły brzuch koleżanki.DD
      • joannab-o Re: Pomóc geniuszowi 07.03.05, 19:49
        Brygidap, nie powtórzę Ci dokładnie argumentów, ale z powodów natury
        fizjologicznej dzieci nie powinny pisać jako trzylatki. Jeżeli chcą, to mogą,
        ale nie długopisem czy ołówkiem tylko np pędzlem, czy czymś innym, co trzyma się
        inaczej niż długopis.
        Wczesne pisanie skutkuje nieuleczalnym bazgraniem, czego doświadczam z moim
        starszym.

        A co do meritum, to też mam takie wrażenie jak Silije. Pani psycholog uważa, że
        (jako psycholog) zna odpowiedź na wszystkie psychologiczne zagadnienia.
        Tymczasem na wychowaniu dzieci wykazujących szczególną żądzę wiedzy (tak je
        określmy) najwyraźniej się nie zna.
        joanna
    • izunia6 kim jest geniusz? 01.03.05, 10:38
      A mnie sie wydaje, że rodzice mają wieczny problem ze zdefiniowaniem pojęcia
      geniusza. Geniuszem bowiem nie jest osoba odtwórcza, która potrafi czytac i
      pisać - w dzisiejszym świecie potrafi to każdy "normalny" człowiek, tylko osoba,
      która potrafi stawiać sobie problemy i je rozwiązywać, która jest kreatywna i
      rzeczywiście w jakiejś dziedzinie - a prawdziwi geniusze przeważnie w kilku -
      nieprzeciętna. Już wiadomo, że genialna, fotograficzna pamięć, wysoki poziom IQ
      nie świadczą tak na prawde o niczym i może pomagaja łatwiej przejść przez szkołe
      polską - bo ona jest ciągle bardziej pamięciowa niż wymagająca myślenia - ale
      nie pomagają w życiu i w pracy. Kiedyś czytałam artykuł o osobach z najwyższym
      IQ w Polsce i ich dorosłym życiu. Są nauczycielami, księgowymi itp przeciętnie
      żyjącymi ludźmi. Prawdziwie zdolne dzieci objawiają się pod koniec szkoły
      podstawowej, nie robią nic, mają mnóstwo zainteresowań i bez najmniejszego
      przygotowania, z marszu wygrywają wszelkie konkursy. I takie powinno sie
      kierować do dobrych gimnazjów i autorskich liceów.
      Pomijam oczywiście dzieciaki uzdolnione plastycznie i muzycznie - ale te
      pochodzą przeważnie z rodzin z tradycjami artystycznymi...
      I dlatego wszystkim rodzicom, których ambicją jest żeby dziecko czytało i pisało
      w wieku lat dwóch, trzech, "które zupełnie same i niechcący uczą się literek"
      psychologowie zalecają zwolnienie tempa. Lepiej, żeby to dziecko stworzyło sobie
      swój własny język, swoje własne literki i swój własny świat - bo to bedzie
      kreatywne, a nie jak małpa przerysowywało abecadło. Jeśli dziecko SAMOISTNIE
      uczy sie pisać, to postawiłabym tezę, że jest kompletnie pozbawione wyobraźni i
      tylko potrafi kopiować!
    • sylviakia Re: Pomóc geniuszowi 02.03.05, 13:49
      nie wiem jak wygląda dzeicko super zdolne nie znam się na tym. Natomiast mój
      mąz podobnie jak mąz Verdany am te same problemy przy tych samych "objawach".
      Czytał w wieku 3 lat itp itd, Ale jest typowym introwertykiem który lufdiz do
      szcześcia nie potrzebuje. Mój syn zapowiada sie na podobny charakterek i tu
      własnie polega problem nie wiem do końca czy moje dziecko mozna zaliczyc do
      dzieci zdolnych - czy fakt zę sam kazał naucyzć sie grac w szachy które
      wypatrzył w kiskou ( w domu ich wtedy nie było) oraz to że gra w nie dobrze a
      wnet bardoz dobrze biroą pod uwagę jeego wiek, ze sam chłonie wiedze jak gabka,
      w wieku 5 lat dopytywał sie co bedize jak odejmie np 6 do 4 co oznacza taki
      wynik i dlaczego (wytłumaczyłam i do tej pory syn mam wrażenie rozumie pojęcie
      liczby ujemnej). Znajoma pani psycholog twierdiz ze anwet jesli nie jest
      geniuszem to jest zdolny a takimi dziecmi trzeba specjlanie kierowac aby
      rozwijały się harmonijnie. Inaczej szybko dochodzi do zaburzeń emocjonalnych i
      wyrastają ludzie bez potrzeb emocjalnych, pokreceni itp itd oczywiście nie
      każdy czasem niektórzy to nadrobią, ale nia kazdy. Wiem, że w Warszawie na
      ulicy Raszyńskiej (niedaleko od hotelu Sobieski) jest poradnia dla dzieci
      zdolnych. zamierzam tam sie udać moze mi coś podpowiedzą?
      Sylvia z Krzysiem i Asią
      • verdana Re: Pomóc geniuszowi 02.03.05, 14:04
        Poradnia na Raszyńskiej jest SUPER!!!!
        Mają ( a w każdym razie mieli) tam doskonałe zajęcia dla dzieci uzdolnionych,
        gdzie nie uczono niczego konkretnego, ale uczono twórczo myśleć. Idź koniecznie!
        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLACH 08.03.05, 06:31
          W Stanach nauka zaczyna sie od 4 roku zycia.Widzialem golym okiem ze moja corka
          jest bardzo zdolna ale nie uczylem jej czytac czy pisac zanim poszla do szkoly.
          W wieku 4 lat w szkole nayczyla sie pisac i czytac,ale dreczylo mnie,ze jest
          duuuuuuuzo do przodu w stosunku do innych dzieci w klasie.
          Mylalem,zeby ja przesunac o rok wyzej,ale nauczycielka powiedziala mnie ,ze sa
          specjalne klasy dla uzdolnionych "Delta" i dala mnie papiery,zebym poszedl z
          nia na ten egzamin.Przeszla egzamin spiewajaco i jest w tym programie dla
          uzdolnionych juz 3-ci rok.
          Jak taki program dziala?
          W dystrykcie jest 10 szkol,a w kazdej szkole 3-4 klasy rownolegle.Zazwyczaj
          jeden najlepszy uczen z klasy lapie sie na egzamin do "Delty".Okolo polowa z
          ubiegajacych sie przechodzi egzamin i dla nich jest tworzona specjalna jedna
          klasa w calym dystrykcie.
          Z poziomu jestem zadowolony,ale zdziwilibyscie sie,ze w tej klasie jest sporo
          rozwydrzonych dzieciakow,a moja corka jednym z nich.
          Czy mozna byc rozwydrzonym i najlepszym? Widocznie mozna!
          • jagawi Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 08.03.05, 14:15
            > Z poziomu jestem zadowolony,ale zdziwilibyscie sie,ze w tej klasie jest sporo
            > rozwydrzonych dzieciakow,a moja corka jednym z nich.

            No pewnie, ze rozwydrzone, skoro juz w wieku kilku lat uwazaja sie za cos
            lepszego od rowiesnikow. To chore - amerykanski wyscig szczurow dla
            kilkulatkow.
            • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 09.03.05, 00:17
              jagawi napisała:

              > > Z poziomu jestem zadowolony,ale zdziwilibyscie sie,ze w tej klasie jest s
              > poro rozwydrzonych dzieciakow,a moja corka jednym z nich.
              >
              > No pewnie, ze rozwydrzone, skoro juz w wieku kilku lat uwazaja sie za cos
              > lepszego od rowiesnikow.

              Rywalizacja jest czyms normalnym,nawet u dzieci w wieku przed szkolnym.
              Przez wiele lat byla w Polsce komuna,ktora probowala wszystkich zrownac i duzo
              ludzi uwierzylo w te sprawiedliwosc spoleczna.

              > To chore - amerykanski wyscig szczurow dla kilkulatkow.

              A w jakim wieku powinna sie zaczac selekcja naturalna na tych lepszych i tych
              ktorzy nie nadazaja?
              W wieku 14 lat,moze 18 lat a moze wcale nie jest potrzebna?
              • jagawi Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 09.03.05, 14:02
                > A w jakim wieku powinna sie zaczac selekcja naturalna na tych lepszych i tych
                > ktorzy nie nadazaja?
                > W wieku 14 lat,moze 18 lat a moze wcale nie jest potrzebna?

                oczywiscie, ze taka selekcja nie jest potrzebna - w sensie tworzenia getta dla
                najlepszych. Za to na pewno potrzebny jest szacunek nawet dla tych, > ktorzy
                nie nadazaja i sztuka wspolpracy. Na selekcje naturalna zas przyjdzie czas w
                doroslym zyciu, np. einstain byl w szkole uwazany za b. slabego ucznie, jak bys
                to ujal - nie nadazal. Pewnie by sie do tej twojej delty nie zalapal.
                • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 10.03.05, 04:32
                  jagawi napisała:

                  > > A w jakim wieku powinna sie zaczac selekcja naturalna na tych lepszych i
                  > tych
                  > > ktorzy nie nadazaja?
                  > > W wieku 14 lat,moze 18 lat a moze wcale nie jest potrzebna?
                  >
                  > oczywiscie, ze taka selekcja nie jest potrzebna - w sensie tworzenia getta
                  >dla najlepszych.

                  Zrozumialem,ze jestes za tym,by istniala w panstwie TYLKO klasa srednia.

                  > Za to na pewno potrzebny jest szacunek nawet dla tych, ktorzy
                  > nie nadazaja i sztuka wspolpracy.

                  Szacunek i wspolpraca nie koliduja w zaden sposob z selekcja naturalna.

                  > Na selekcje naturalna zas przyjdzie czas w doroslym zyciu,

                  W doroslym tzn od 18 roku zycia,czy od 22 jak dzieci skoncza studia?
                  A jak taki Bronek Wildstein studiowal 10 lat polonistyke,to moze selekcje
                  zaczac w wieku 30 lat ??
                  Zastanow sie nad jednym! Skoro dzieci rywalizuja miedzy soba od dziecinstwa,to
                  dlaczego Ty chcesz te rywalizacje zlikwidowac i zaczac w wieku doroslym?
                  Czy nie widzisz,ze twoje zachowanie jest autorytatywne jak dyktatorow i
                  terrorystow?
                  Zamiast obserwowac zycie i brac z niego co najlepsze,ty zaczynasz narzucac
                  niezyciowe zasady.


                  > np. einstain byl w szkole uwazany za b. slabego ucznie, jak bys
                  > to ujal - nie nadazal. Pewnie by sie do tej twojej delty nie zalapal.

                  Einstein pozno zaczal sie rozwijac i jakby sie w 1-szej klasie nie zalapal,to
                  by sie zalapal w 4-tej.
                • yula Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 07.04.05, 12:49
                  a ja bardzo zaluje ze u mnie w szkole nie bylo klasy dla zdolnych i ze do niej
                  nie trafilam. Szkola srednia nie byla dla mnie zadnym wyzwanim i efektem tego
                  nie umiem sie uczyc,(szkola uczy gluwnie tego) i mialam sporo problemow na
                  studiach i nie ukonczylam nawet ale to juz inna historia
          • aka10 Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 08.03.05, 16:25
            "Z poziomu jestem zadowolony,ale zdziwilibyscie sie,ze w tej klasie jest sporo
            rozwydrzonych dzieciakow,a moja corka jednym z nich.
            Czy mozna byc rozwydrzonym i najlepszym? Widocznie mozna!"

            Oczywiscie,ze mozna,bo jedno nie zalezy od drugiego.Rozwydrzenie zalezy od
            wychowania,a to sie wynosi z domu.Pozdrawiam.
            • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 09.03.05, 02:57
              Fantastyczna riposta, aka!
              Co do dzieci wybitnie uzdolnionych, nie ma jednej dobrej recepty, poniewaz
              dzieci wybitne roznia sie miedzy soba poziomem tejze"wybitnosci". Inne potrzeby
              ma dziecko z IQ 120, a zupelnie inne ze 180. Generalnie jednak setki badan
              potwierdzaja(niestety w Polsce ich jak na lekarstwo), ze dzieci te maja
              szczegolne potrzeby, chocby dlatego, ze ucza sie w zupelnie inny sposob niz
              wiekszosc. Podstawowa zasada jest taka, ze dzieci zdolne powinny pracowac w
              szkole z podobnymi do siebie. Niekoniecznie to musi byc odrebna szkola czy tez
              klasa(choc i takie rozwiazania funkcjonuja).Mozna roznicowac material nauczania
              w obrebie jednej klasy, ale to juz wymaga odpowiedniego przygotowania
              nauczycieli.A to,ze dzieci wybitne poradza sobie same jest jednym z najbardziej
              szkodliwych mitow. Potrzebuja one wsparcia madrego mentora nie mniej niz dzieci
              specjalnej troski. Nie jest tez zadnym argumentem fakt, ze nie kazde z nich
              wyrasta na nobliste, bo jesli w pewnym okresie rozwoju wymagaja szczegolnej
              stymulacji,to trzeba im ja zapewnic,chocby po to zeby nie przechodzily depresji
              i widzialy sens w zyciu. Nadgorliwi rodzice sa szkodliwi, ale wiekszosc dzieci
              wybitnych nie bedzie sie rozwijac, jesli nie beda odpowiednio stymulowane.
            • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 09.03.05, 05:00
              aka10 napisała:

              > "Z poziomu jestem zadowolony,ale zdziwilibyscie sie,ze w tej klasie jest
              >sporo rozwydrzonych dzieciakow,a moja corka jednym z nich.
              > Czy mozna byc rozwydrzonym i najlepszym? Widocznie mozna!"
              >
              > Oczywiscie,ze mozna,bo jedno nie zalezy od drugiego.Rozwydrzenie zalezy od
              > wychowania,a to sie wynosi z domu.Pozdrawiam.

              Tak dla uzupelnienia trzeba dodac,ze zdolnosci i inteligencje tez sie wynosi z
              domu.
              Mozna by jedynie dyskutowac,czy specyficzny sposob zachowania jest na tyle
              utrwalony w genach,ze sama sprawa wychowania moze miec tu marginalny wplyw.
              • bea-chiara Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 09.03.05, 05:54
                Zgadzam sie z Aka.Rozwydrzenie jest o tyle"specyficznym sposobem
                zachowania",ze jest to zachowanie naganne...
              • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 09.03.05, 06:33
                > Tak dla uzupelnienia trzeba dodac,ze zdolnosci i inteligencje tez sie wynosi
                z
                > domu.

                Tego zdecydowanie nie wynosi sie z domu, z tym sie przychodzi na swiat. Mozna
                troche wplywac i troche ksztaltowac, ale radykalnie poziomu inteligencji przez
                wychowanie sie nie podniesie.Za to zachowanie to kwestia kultury, ktora rodzice
                wpajaja, badz nie.
                • humbak2 Re: Pomóc geniuszowi? Montessori! 09.03.05, 23:54
                  Wszystkim zainteresowanym mamom, które dbają o rozwój intelektualny dzieci mogę
                  ze spokojnym sumieniem polecić zapoznanie się z wychowaniem montessoriańskim.
                  Trudno jest tak krótko nakreślić, na czym ono polega ale spróbuję, bo moją
                  córeczkę wychowujemy tak od urodzenia. Podstawowe hasło montessori
                  (założycielka) to "pozwól mi to zrobić samemu". Opiera się ono o uznaniu iż
                  dziecko to nie tabula raza, jak nam mówiono w szkole średniej (a przynajmniej
                  mi...), ale posiada ogromny potencjał. Do nauki literek, języka, ale też
                  empatii, współczucia i mozna by tu wymieniać długo. W swoim rozwoju dziecko
                  przechodzi z etapu do etapu, w którym potencjały te chcą znaleźć swoje ujście.
                  Jeśli znajdzie, dziecko potrafi odciąć się zupełnie od świata i całkowicie
                  oddać pracy - coś jak dorosły, który znalazł swoją pasję. To dlatego dzieci
                  potrafią godzinami powtarzać tą samą czynnośc (moja córeczka podręcznikowo
                  przez kilka dni potrafiła myć ręce ponad pół godziny kilka razy dziennie, zanim
                  coś jej powiedziało, że idzie jej dobrze i nagle z dnia na dzień przestała na
                  mycie rąk zwracać uwagę. Ale jaka była dumna, kiedy to robiła, zachlapaną
                  łazienkę widziałam wtedy chyba tylko ja, a ona do dziś ładnie myje rączki...już
                  nie chlapie...), a nie będzie tego robiło, kiedy dorosły będzie chciał je tego
                  nauczyć. Zgodnie z tym co powiedziała pani psycholog nie można przyspieszać
                  rozwoju dziecka, ale również zgodnie z tym co powiedziała silije barbarzyństwem
                  byłoby je opóźniać, kiedy rączki i serduszko dziecka lgnie do rzeczy uznawanych
                  przez dorosłych za "poważne" - dziecko tak rzeczy nie postrzega. One są albo
                  ciekawe albo nie, nie selekcjonuje według wieku i zasług.

                  Druga zasada montessori to taka, że rodzic powinien stworzyć dziecku mądre
                  środowisko. W mądrym środowisku (nie będę się rozpisywać co się na nie składa,
                  zainteresowanych zachęcam do lektury albo odpowiedzi na forum)rośnie mądre
                  dziecko. Gdyby tak nie było, ludzie nie martwiliby się o dorastanie dzieci na
                  ulicy. Rolą dorosłego jest stworzenie dziecku tego mądrego otoczenia i pamięć
                  iż "każda niepotrzebna pomoc jest przeszkodą w rozwoju (!)" - i gdybym zapewne
                  wtedy zlekceważyła córeczkę, umyłabym wtedy jej rączki i na tym byłby koniec. I
                  pozbawiłabym jej tej dumy z siebie i ogromnej wiary w możliwości, jaką nabrała.
                  Szacunek do niej pozwolił mi dostrzec jej zapał i pozwolić jej nauczyć się myć
                  te rączki - szalenie ważnej przecież dla niej umiejętności(nie atakujcie mnie
                  tu tylko, proszę, nie chwalę się, tylko próbuję przekazać treśc możliwie krótko
                  możliwie na przykładach, jak kogoś urażę, to sorki)

                  Mądre środowisko to nie lale i piórka (choć te mamy również, jako że córeczka
                  jest dziewczynką, która lubi lale i samochody), ale wszystko - mamy nawet
                  globus, bo ostatnio ją zainteresował, a teraz wpadła w manię pisania - od dwóch
                  tygodni ćwiczy pisanie codziennie po kilka godzin (!) - i omawiania kwestii
                  ruchu słońca, którego nie rozumie, ale dzień w dzień każe sobie je wyjaśniać i
                  uważnie z radością słucha. I co, mam jej powiedzieć, że jest za głupia, za mała
                  i zrozumie potem? Nie, ona CHCE I DOPRASZA SIĘ TERAZ - i na tym polega w
                  skrócie ogroomnym dostarczanie mądrego środowiska. Jeśli chce coś zrobić sama
                  niech robi - chce smarować chleb - kupiliśmy drewniany nożyk i kupujemy krojony
                  chleb i tak dalej...

                  W ten sposób nie ma sytuacji, kiedy dziecko lgnie do nauki, bo to takie
                  fascynujące, a dorośli na siłe je uprymitawniają (jest takie słowo?) mówiąc że
                  ma się bawić, kiedy dla niego oni właśnie przeszkadzają mu w zabawie.
                  Podejrzewam, że córeczka gdy pójdzie do szkoły może nie być już tak
                  zafascynowana pisaniem jak teraz. I nie ma na siłę nauki i
                  wpajania "niewiadomoczego" bo "mam dziecko geniusza"

                  Co do rozterek usocjalizująco-wychowawczych - montessori to wychowanie nie
                  program szkolny, ale nie chcę się rozpisywać nie znając Waszych opinii.

                  z montessori nie widzę problemu genialnego dziecka, no, może poza jednym - nie
                  mam w okolicy szkoły podstawowej montessoriańskiej... sad wink

                  pozdrowienia
                  mama3,5-letniej Natalii
                • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 10.03.05, 02:18
                  diagnosta7 napisała:

                  > > Tak dla uzupelnienia trzeba dodac,ze zdolnosci i inteligencje tez sie wyn
                  > >osi z domu.
                  >
                  > Tego zdecydowanie nie wynosi sie z domu, z tym sie przychodzi na swiat. Mozna
                  > troche wplywac i troche ksztaltowac, ale radykalnie poziomu inteligencji
                  >przez wychowanie sie nie podniesie.

                  Wlasnie to mialem na mysli,ze poziom dzieci zalezy od poziomu rodzicow.

                  > Za to zachowanie to kwestia kultury, ktora rodzice wpajaja, badz nie.

                  Pewno nie zauwazylas tego co napisalem,ze charakter tez sie dziedziczy,tak jak
                  inteligencje.Jedne dzieci sa bardziej zywiolowe od drugich,a te drugie bardziej
                  stoickie od pierwszych i wg Ciebie jedne i drugie da sie wycwiczyc do takiego
                  samego stopnia reagowania na otoczenie.
                  Zalozmy,ze ten twoj eksperyment by sie powiodl,to te bardziej zywiolowe poprzez
                  wpasowanie je do kultury np polskiej(bo chyba co do tego jestesmy zgodni ze
                  kultura polska jest inna od niemieckiej czy amerykanskiej) moglyby sporo stracic
                  z checi do zycia czy rozwiazywania problemow niz byloby to bez wpychania ich w
                  pewne wzorce zachowan.
                  Gdyby natomiast dzieci stoickie naklonic do bardziej zywiolowego reagowania,to
                  mogloby to je niezle znerwicowac.
                  • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi SPECJALNE PROGRAMY W SZKOLAC 10.03.05, 15:16
                    > Wlasnie to mialem na mysli,ze poziom dzieci zalezy od poziomu rodzicow.

                    Ale ja tego nie mam na mysli. Nie chodzi o dzieci bystre, sprawne
                    intelektualnie, dobrych uczniow, bo takie niekoniecznie sa wybitnie zdolne. Bez
                    watpienia latwiej w szkole radza sobie dzieci rodzicow wyksztalconych, ale nie
                    o tym tu mowa. Geniusze rodza sie takze rodzicom przecietnym i mniej niz
                    przecietnym i zadnej reguly tu nie ma. Okolo 5% w populacji i na kogo wypadnie
                    na tego bec.

                    Jedne dzieci sa bardziej zywiolowe od drugich,a te drugie bardziej
                    >
                    > stoickie od pierwszych i wg Ciebie jedne i drugie da sie wycwiczyc do takiego
                    > samego stopnia reagowania na otoczenie.

                    Nie bylo tego w mojej wypowiedzi. Niczego podobnego nie twierdze, ani nie
                    postuluje,wiec skad te wnioski? Teraz piszesz o temperamencie, a wczesniej byla
                    mowa o rozwydrzeniu. Dwa rozne pojecia. Na temperament mozna wplywac w
                    ograniczonym stopniu, na rozwydrzenie w duzo,duzo wiekszym.

                    wpasowanie je do kultury np polskiej(bo chyba co do tego jestesmy zgodni ze
                    > kultura polska jest inna od niemieckiej czy amerykanskiej) moglyby sporo
                    straci
                    > c
                    > z checi do zycia czy rozwiazywania problemow niz byloby to bez wpychania ich
                    w
                    > pewne wzorce zachowan.

                    Jestem jak najbardziej za "wpychaniem" dzieci w takie wzorce zachowan, ktore
                    dotycza norm wspolzycia spolecznego i kultury. Jeszcze raz powtarzam-nie ma to
                    nic wspolnego z temperamentem.

                    • maksimum Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 11.03.05, 00:16
                      diagnosta7 napisała:

                      > Ale ja tego nie mam na mysli. Nie chodzi o dzieci bystre, sprawne
                      > intelektualnie, dobrych uczniow, bo takie niekoniecznie sa wybitnie zdolne.
                      Bez watpienia latwiej w szkole radza sobie dzieci rodzicow wyksztalconych, ale
                      nie o tym tu mowa. Geniusze rodza sie takze rodzicom przecietnym i mniej niz
                      > przecietnym i zadnej reguly tu nie ma. Okolo 5% w populacji i na kogo
                      >wypadnie na tego bec.

                      Niestety nie.
                      5% populacji stanowia ludzie ,w ktorych rekach jest 95% majatku narodowego,a
                      jesli chodzi o geniuszy,to jest ich duuzo mniej niz 1% populacji i zupelnie nie
                      masz racji,ze wypada na chybil trafil.
                      Rodzice Billa Gatesa nie sa przecietnymi ludzmi,lecz zawsze zyli powyzej
                      przecietnej.
                      Kulczyk,to juz 3-cia generacja biznesmenow.
                      Bill Clinton natomiast pochodzi z przecietnej rodziny i sam widzisz jakie
                      biedak ma klopoty w zyciu.W ciagu 6 miesiecy jest juz drugi raz w szpitalu i
                      wyglada na 70 lat.

                      > Jedne dzieci sa bardziej zywiolowe od drugich,a te drugie bardziej
                      > > stoickie od pierwszych i wg Ciebie jedne i drugie da sie wycwiczyc do tak
                      > iego samego stopnia reagowania na otoczenie.
                      >
                      > Nie bylo tego w mojej wypowiedzi. Niczego podobnego nie twierdze, ani nie
                      > postuluje,wiec skad te wnioski? Teraz piszesz o temperamencie, a wczesniej
                      byla mowa o rozwydrzeniu. Dwa rozne pojecia. Na temperament mozna wplywac w
                      > ograniczonym stopniu, na rozwydrzenie w duzo,duzo wiekszym.

                      Za rozwydrzenie uwaza sie zabieranie glosu nie w swojej kolejnosci.Np. dziecko
                      w szkole gada,mimo ze nie pytane o zdanie.Pani zada im cos do zrobienia i corka
                      jak skonczy,to chodzi po klasie i rozmawia z innymi,a powinna siedziec na swoim
                      miejscu i nie gadac.Stoly ustawione sa w kwadraty i chodzenie dzieci po klasie
                      nikogo nie dziwi,moze o rozmowy jej chodzi.
                      www.imdb.com/title/tt0332379/
                      Po raz trzeci dzieciaki juz widzialy "School of Rock" i corka zna wszystkie
                      piosenki i w czasie filmu spiewa,a syn paleczkami wybija rytm jak perkusista.

                      > wpasowanie je do kultury np polskiej(bo chyba co do tego jestesmy zgodni ze
                      > > kultura polska jest inna od niemieckiej czy amerykanskiej) moglyby sporo
                      > stracic
                      > > z checi do zycia czy rozwiazywania problemow niz byloby to bez wpychania
                      > ich w pewne wzorce zachowan.
                      >
                      > Jestem jak najbardziej za "wpychaniem" dzieci w takie wzorce zachowan, ktore
                      > dotycza norm wspolzycia spolecznego i kultury. Jeszcze raz powtarzam-nie ma
                      >to nic wspolnego z temperamentem.

                      Nawet bym sie zgodzil z tym,choc normy wspolzycia spolecznego i kultury
                      zmieniaja sie jak moda i to wlasnie ci bardziej temperamentalni sa za to
                      odpowiedzialni.

                      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 11.03.05, 23:34
                        1.Slowa "geniusz"uzywam umownie, dla okreslenia osob wybitnie zdolnych.
                        2.Nie musisz mi wierzyc w te 5% i rozklad w populacji.Poczytaj literature
                        tematu.
                        3.Problem tkwi w tym, ze rodzice dzieci wybitnych, ktorzy sami wybitni nie sa,
                        maja wyjatkowo trudne zadanie przy wychowywaniu takiego dziecka.Im nalezy sie
                        szczegolne wsparcie szkoly i psychologa.
                        4.Jesli okreslasz ludzi wybitnych jako tych, ktorzy dorobili sie majatku-to to
                        jest zupelne nieporozumienie.Nie znaczy to, ze wsrod bogatych nie ma wybitnych,
                        ale tylez samo jest wsrod biednych. Tyle tylko, ze tym drugim duzo trudniej
                        realizowac swoj potencjal.
                        5.Bush pochodzi z "naftowej" rodziny i jest alkoholikiem(to a propos nieszczesc
                        Clintona).
                        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 12.03.05, 00:47
                          diagnosta7 napisała:

                          > 1.Slowa "geniusz"uzywam umownie, dla okreslenia osob wybitnie zdolnych.
                          > 2.Nie musisz mi wierzyc w te 5% i rozklad w populacji.Poczytaj literature
                          > tematu.

                          To mnie nawet pociesza,bo w 1% bym sie nie lapal,ale w 5% juz tak.

                          > 3.Problem tkwi w tym, ze rodzice dzieci wybitnych, ktorzy sami wybitni nie
                          sa, maja wyjatkowo trudne zadanie przy wychowywaniu takiego dziecka.Im nalezy
                          >sie szczegolne wsparcie szkoly i psychologa.

                          Ja ten temat juz poruszalem,ze duuzo trudniejsze jest wychowanie dziecka
                          wybitnego niz przecietnego,na ktorego nastawiony jest system szkolnictwa.

                          > 4.Jesli okreslasz ludzi wybitnych jako tych, ktorzy dorobili sie majatku-to
                          to jest zupelne nieporozumienie.Nie znaczy to, ze wsrod bogatych nie ma
                          wybitnych,
                          > ale tylez samo jest wsrod biednych. Tyle tylko, ze tym drugim duzo trudniej
                          > realizowac swoj potencjal.

                          Ty masz chyba problemy z zaakceptowaniem,ze wybitni sa nie tylko ludzie ze
                          srodowiska artystycznego?
                          Poza architektami i malarzami,ze o muzykach nie wspomne,wybitni moga byc
                          rowniez ekonomisci i sportowcy.

                          > 5.Bush pochodzi z "naftowej" rodziny i jest alkoholikiem(to a propos
                          >nieszczesc Clintona).

                          Clinton sprowadzil sam na siebie te "nieszczescia",a Bush jako inteligentny
                          czlowiek pozbyl sie nalogu raz na zawsze.
                          To tylko w Polsce alkoholikiem jest sie cale zycie.
                          • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 12.03.05, 05:51
                            Ty masz chyba problemy z zaakceptowaniem,ze wybitni sa nie tylko ludzie ze
                            > srodowiska artystycznego?
                            > Poza architektami i malarzami,ze o muzykach nie wspomne,wybitni moga byc
                            > rowniez ekonomisci i sportowcy.
                            >
                            A to skad? Wlasnie usilnie tlumacze, ze ta "przypadlosc" rozklada sie w
                            populacji rowno i pasc moze na kazdego. Nigdzie nie twierdze, ze jakas
                            dziedzina zycia lub klasa spoleczna, spod tego prawa jest wyjeta.

                            > To tylko w Polsce alkoholikiem jest sie cale zycie.

                            Alkoholikiem jest sie wszedzie cale zycie.Naukowo dowiedzione. Zapytaj
                            Amerykanow.
                            • maksimum Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 13.03.05, 00:11
                              diagnosta7 napisała:

                              > Alkoholikiem jest sie wszedzie cale zycie.Naukowo dowiedzione.

                              Gdybysmy sie opierali na tych samych ksiazkach,to pewno doszlibysmy do takich
                              samych wnioskow.Ja jestem jednak za tym,by nie opierac sie na wnioskach innych
                              lecz na swoich.Jak Bush przestal pic,tzn ze ma charakter i umie pozbyc sie
                              nalogu,a jak Clinton jechal na junk foodzie i nie mogl sie z niego "wyleczyc"
                              to skonczylo sie to quadruple bypass,tzn ze facet nie ma charakteru i dzieki
                              swojemu slabo rozwinietemu mozgowi,skroci zywot swojemu cialu.

                              > Zapytaj Amerykanow.

                              Ja nie naleze do pytkow i wole polegac na wlasnych przemysleniach.


                              • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 13.03.05, 05:41
                                W jakich ksiazkach znalazles informacje, ze przypadlosc ta mija bezpowrotnie?To
                                bylaby rewolucja w medycynie.
                                >Jak Bush przestal pic,tzn ze ma charakter.
                                Tego mu nie odmawiam,a takze mistycznosci, natomiast zwiazku z inteligencja nie
                                widze.
                          • valis1 Re: Pomóc geniuszowi "SCHOOL OF ROCK" 19.01.06, 11:49


                            maksimum napisał:
                            > Ty masz chyba problemy z zaakceptowaniem,ze wybitni sa nie tylko ludzie ze
                            > srodowiska artystycznego?
                            > Poza architektami i malarzami,ze o muzykach nie wspomne,wybitni moga byc
                            > rowniez ekonomisci i sportowcy.
                            >
                            No wlasnie ekonomisci, Kulczyk nie jest ekonomista. Poza tym, wciaz walkujesz pojecie "wybitny", a to nie to samo co geniusz. Uwazam, ze geniusz to zjawisko, ktorenie moze byc okreslane przez szybszy rozwoj dziecka. Jest to pewna zdolnosc, ktora i tak znajdzie ujscie. Taka sytuacja miala miejsce wielokrotnie, np. Faradaja zauroczyla fizyka jak mial 15 i byl niewyksztalconym synem kowala.
                        • maksimum Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BEDZIES 12.03.05, 04:57
                          diagnosta7 napisała:

                          > 1.Slowa "geniusz"uzywam umownie, dla okreslenia osob wybitnie zdolnych.
                          > 2.Nie musisz mi wierzyc w te 5% i rozklad w populacji.Poczytaj literature
                          > tematu.
                          > 3.Problem tkwi w tym, ze rodzice dzieci wybitnych, ktorzy sami wybitni nie
                          sa,
                          > maja wyjatkowo trudne zadanie przy wychowywaniu takiego dziecka.Im nalezy sie
                          > szczegolne wsparcie szkoly i psychologa.
                          > 4.Jesli okreslasz ludzi wybitnych jako tych, ktorzy dorobili sie majatku-to
                          to jest zupelne nieporozumienie.Nie znaczy to, ze wsrod bogatych nie ma
                          wybitnych,
                          > ale tylez samo jest wsrod biednych. Tyle tylko, ze tym drugim duzo trudniej
                          > realizowac swoj potencjal.

                          Piszesz dokladnie to samo,co filozofowie koministyczni,z tym tabula raza
                          wlacznie.

                          > 5.Bush pochodzi z "naftowej" rodziny i jest alkoholikiem(to a propos
                          >nieszczesc Clintona).

                          Bush sam sie wyleczyl z alkoholizmu i Clinton sam na siebie te nieszczescia
                          sprowadzil.
                          • maksimum Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 12.03.05, 04:59
                            maksimum napisał:

                            > diagnosta7 napisała:
                            >
                            > > 1.Slowa "geniusz"uzywam umownie, dla okreslenia osob wybitnie zdolnych.
                            > > 2.Nie musisz mi wierzyc w te 5% i rozklad w populacji.Poczytaj literature
                            >
                            > > tematu.
                            > > 3.Problem tkwi w tym, ze rodzice dzieci wybitnych, ktorzy sami wybitni nie
                            > sa,
                            > > maja wyjatkowo trudne zadanie przy wychowywaniu takiego dziecka.Im nalezy
                            > sie szczegolne wsparcie szkoly i psychologa.
                            > > 4.Jesli okreslasz ludzi wybitnych jako tych, ktorzy dorobili sie majatku-
                            > to jest zupelne nieporozumienie.Nie znaczy to, ze wsrod bogatych nie ma
                            > wybitnych,
                            > > ale tylez samo jest wsrod biednych. Tyle tylko, ze tym drugim duzo trudni
                            > ej realizowac swoj potencjal.

                            moneycentral.msn.com/content/invest/forbes/P111715.asp?GT1=6236

                            Zapomnialem wkleic kilku wybitnych ludzi.

                            > Piszesz dokladnie to samo,co filozofowie koministyczni,z tym tabula raza
                            > wlacznie.
                            >
                            > > 5.Bush pochodzi z "naftowej" rodziny i jest alkoholikiem(to a propos
                            > >nieszczesc Clintona).
                            >
                            > Bush sam sie wyleczyl z alkoholizmu i Clinton sam na siebie te nieszczescia
                            > sprowadzil.
                            • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 12.03.05, 05:35
                              Jaka tabula rasa? Skad Ty wyciagasz wnioski? Chyba piszesz sam do siebie. Co
                              maja naukowe badania na temat ludzi wybitnych do komunizmu? Tym bardziej, ze
                              masowo robia je Amerykanie.Jeszcze raz :zwroc sie ku literaturze tematu to moze
                              Cie oswieci o czym mowa.Mylisz pojecia. Ludzie, ktorzy w zyciu osiagneli sukces
                              polityczny, finansowy, marketingowy, naukowy niekoniecznie sa wybitni w sensie,
                              o ktorym tu dyskutujemy. A i nie kazdy wybitny wspina sie na wyzyny.Dzieci
                              zdolne, bystre to nie to samo co wybitne. Zupelnie inna kategoria i inne
                              intelektualne i emocjonalne potrzeby.

                              > > Bush sam sie wyleczyl z alkoholizmu i Clinton sam na siebie te nieszczesc
                              > ia
                              > > sprowadzil.

                              A poprzednio pisales, ze klopoty Clintona to z powodu jego pochodzenia, a
                              teraz, ze sam sobie winien. Wyglada na to,ze gdyby Clinton sam sobie serce
                              zoperowal, to dorownalby Bushowi. I wtedy pochodzenie przestaloby miec
                              jakiekolwiek znaczenie.
                              • maksimum Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 13.03.05, 00:24
                                diagnosta7 napisała:

                                > Ludzie, ktorzy w zyciu osiagneli sukces
                                > polityczny, finansowy, marketingowy, naukowy niekoniecznie sa wybitni w
                                sensie,
                                > o ktorym tu dyskutujemy. A i nie kazdy wybitny wspina sie na wyzyny.Dzieci
                                > zdolne, bystre to nie to samo co wybitne. Zupelnie inna kategoria i inne
                                > intelektualne i emocjonalne potrzeby.

                                Moglbys rozwinac temat,bo w straszna mgle mnie wciagnales.

                                > > > Bush sam sie wyleczyl z alkoholizmu i Clinton sam na siebie te nies
                                > zczescia sprowadzil.
                                >
                                > A poprzednio pisales, ze klopoty Clintona to z powodu jego pochodzenia, a
                                > teraz, ze sam sobie winien.

                                A jak to jest z ta inteligencja? Dziedziczy sie ja ,czy nie?
                                Clinton niczego ciekawego nie odziedziczyl i dlatego zyje od jednego
                                nieszczescia do drugiego,mimo ze kawal chlopa byl,to jednak potrzebny mu byl
                                przeszczep mozgu.

                                > Wyglada na to,ze gdyby Clinton sam sobie serce zoperowal, to dorownalby
                                >Bushowi.

                                Cieplo,cieplo.
                                Lekarze mu juz dawno mowili,zeby zrezygnowal z junk food i mial rowniez
                                przepisane proszki na obnizenie cholesterolu,ale Bill jako ze prezydent
                                udowodnial lekarzom ,ze jest od nich madrzejszy i trzymal sie junk food'u a
                                proszkow nie bral.Przeciez jakis tam lekarzyna nie bedzie mowil preziowi co ten
                                ma robic!

                                > I wtedy pochodzenie przestaloby miec jakiekolwiek znaczenie.

                                Znowu zaczynasz z tabula rasa.Pochodzenie zawsze ma znaczenie i dlatego Bush
                                Sr.lepiej sie trzyma od Clintona.
                                • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 13.03.05, 05:23
                                  > Moglbys rozwinac temat,bo w straszna mgle mnie wciagnales.

                                  No wlasnie. Jakbys troche poczytal, to by sie rozjasnilo.Wlasne obserwacje moga
                                  byc bardzo mylace.I znow:nie kazde dziecko, ktore ma 5-tki i 6-tki(lub A, jesli
                                  wolisz),jest w tych 5% wybitnych.Gifted to nie sa koniecznie ci sami ludzie,
                                  ktorzy sa na szczycie. To sa zdolni, inteligentni liderzy, z ambicjami i
                                  motywacja, ale nie musza miec ponadprzecietnej inteligencji.Czesto ci wybitni
                                  laduja w szkole srednio z roznych przyczyn, ale to trzeba by bylo esej wysmazyc
                                  na ten temat. Nauczyciel z prawdziwego zdarzenia potrafi te dzieci wylapac
                                  (rzadkosc).Po raz ostatni-gifted to inna kategoria.
                                  Wydawalo mi sie, ze te historyjki o Bushu i Clintonie to czyste zarty, to i ja
                                  zartuje.Ale jesli Ty powaznie....
                                  Ty piszesz,ze Clinton pochodzi z prostej rodziny i dlatego glupi. Tyle, ze
                                  prosty nie oznacza nieinteligentny(zdaje sie, ze dla Ciebie podstawowym
                                  wyznacznikiem sa pieniadze,ale za pieniadze rozumu sie nie kupi).Nic nie wiesz
                                  o IQ jego rodzicow.On sie mogl urodzic glupi badz madry niezaleznie od tegoz
                                  pochodzenia.("Glupi" i "madry"-umownie.)A jesli uznajesz za wybitnego Busha z
                                  powodu pochodzenia znow(co wiemy o przodkach,nie liczac pieniedzy?), a
                                  wyznacznikiem tego jest porzucenie alkoholu, to ja twierdze, ze wybitna to on
                                  moze miec wole, ale niekoniecznie ma to zwiazek z ponadprzecietna
                                  inteligencja.Opierajac sie tak jak Ty na obserwacjach wlasnych
                                  wylacznie,dopatrzec sie ponadprzecietnosci u pana B.nie moge, choc szanuje za
                                  rozstanie z nalogiem.
                                  • maksimum Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 13.03.05, 21:45
                                    diagnosta7 napisała:

                                    > > Moglbys rozwinac temat,bo w straszna mgle mnie wciagnales.
                                    >
                                    > No wlasnie. Jakbys troche poczytal, to by sie rozjasnilo.Wlasne obserwacje
                                    moga byc bardzo mylace.I znow:nie kazde dziecko, ktore ma 5-tki i 6-tki(lub A,
                                    jesli
                                    > wolisz),jest w tych 5% wybitnych.Gifted to nie sa koniecznie ci sami ludzie,
                                    > ktorzy sa na szczycie.

                                    Jest subiektywna teoria i obiektywna praktyka.Mozna teoretycznie uwazac za
                                    gifted ludzi,ktorzy maja male osiagniecia spoleczne,ale teoretycy sie dobrze o
                                    nich wypowiadaja.
                                    Pieniadz od dawna jest miernikiem wartosci i nie ma zadnego powodu,zeby szukac
                                    innych ,szlachetniejszych miernikow.

                                    > To sa zdolni, inteligentni liderzy, z ambicjami i
                                    > motywacja, ale nie musza miec ponadprzecietnej inteligencji.Czesto ci wybitni
                                    > laduja w szkole srednio z roznych przyczyn, ale to trzeba by bylo esej
                                    wysmazyc
                                    > na ten temat. Nauczyciel z prawdziwego zdarzenia potrafi te dzieci wylapac
                                    > (rzadkosc).Po raz ostatni-gifted to inna kategoria.
                                    > Wydawalo mi sie, ze te historyjki o Bushu i Clintonie to czyste zarty, to i
                                    ja zartuje.Ale jesli Ty powaznie....
                                    > Ty piszesz,ze Clinton pochodzi z prostej rodziny i dlatego glupi. Tyle, ze
                                    > prosty nie oznacza nieinteligentny(zdaje sie, ze dla Ciebie podstawowym
                                    > wyznacznikiem sa pieniadze,ale za pieniadze rozumu sie nie kupi).Nic nie
                                    wiesz
                                    > o IQ jego rodzicow.On sie mogl urodzic glupi badz madry niezaleznie od tegoz
                                    > pochodzenia.("Glupi" i "madry"-umownie.)A jesli uznajesz za wybitnego Busha z
                                    > powodu pochodzenia znow(co wiemy o przodkach,nie liczac pieniedzy?), a
                                    > wyznacznikiem tego jest porzucenie alkoholu,

                                    Alkohol porzucil ponad 20 lat temu,pozniej byl wybitnym gubernatorem
                                    Texasu,podczas gdy Clinton byl miernym gubernatorem Arkansas.
                                    Arkansas,to jest biedna wiocha,a Texas jest trzecim pod wzgledem wielkosci
                                    stanem w USA.
                                    Bush wlasnorecznie zlikwidowal 50,000 terrorystow al-Kaidy,podczas gdy Clinton
                                    pozwolil im sie rozwijac.
                                    Bush wprowadzil demokracje w Afganistanie i Iraku,a Clinton wprowadzil
                                    M.Lewinsky do Bialego Domu.

                                    > to ja twierdze, ze wybitna to on
                                    > moze miec wole, ale niekoniecznie ma to zwiazek z ponadprzecietna
                                    > inteligencja.Opierajac sie tak jak Ty na obserwacjach wlasnych
                                    > wylacznie,dopatrzec sie ponadprzecietnosci u pana B.nie moge, choc szanuje
                                    >za rozstanie z nalogiem.

                                    Czas ,zebys przejrzal na oczy.
                                    • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 14.03.05, 04:46
                                      Ta dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Temat wywolany przez komentarz
                                      psychologa byl zupelnie inny. Nie rozumiesz czym jest zjawisko
                                      ponadprzecietnosci(giftedness)i nie ma to nic wspolnego z tym o czym
                                      piszesz.Nie chodzi tu o zadne subiektywne teorie.Po to robi sie badania
                                      naukowe, zeby wiedze obiektywizowac. To wlasnie oberwacje wlasne sa
                                      subiektywne. Wiedza na temat dzieci utalentowanych jest naprawde ogromna i
                                      wystarczy siegnac do paru podstawowych pozycji, zeby zrozumiec o co tak
                                      naprawde chodzi i dlaczego nie kazdy kto osiagnal szczyt kariery finansowej,
                                      jest gifted w sensie o jakim tu mowimy.Rzecz w tym, zeby pomagac dzieciom,
                                      ktore intelektualnie znajduja sie w tych 5% populacji i czesto sa zagubione ,
                                      niedostosowane, niespelnione i co najgorsze-znudzone.Wspomagac nalezy takze
                                      rodzicow, ktorzy szukaja dla swego dziecka jak najlepszej drogi rozwoju.
                                      Wszystko po to, zeby ci niezwykle inteligentni ludzie mogli byc szczesliwi i w
                                      przyszlosci pozyteczni dla spoleczenstwa.Wiele czynnikow po drodze wplywa na
                                      to, czy tak sie rzeczywiscie stanie.

                                      > Pieniadz od dawna jest miernikiem wartosci i nie ma zadnego powodu,zeby
                                      szukac
                                      > innych ,szlachetniejszych miernikow.

                                      Dla czesci ludzi na pewno, ale zapewniam, ze nie dla wszystkich.

                                      > Bush wlasnorecznie zlikwidowal 50,000 terrorystow al-Kaidy,podczas gdy
                                      Clinton
                                      > pozwolil im sie rozwijac.
                                      > Bush wprowadzil demokracje w Afganistanie i Iraku.

                                      1.Jak wlasnorecznie-to prawdziwy magik.
                                      2.Wliczasz w te tysiace rowniez kobiety i dzieci?
                                      3.Ale to za Busha sluzby specjalne przespaly atak.
                                      4.Trudno powiedziec, ze wprowadzil, ale bez watpienia wprowadza.Tyle, ze
                                      Ameryka miala "troszke" wiecej czasu na wyksztalcenie demokratycznego systemu
                                      rzadzenia, a w tych krajach ma to sie stac z dnia na dzien i w dodatku bez
                                      poszanowania dla roznic kulturowych.

                                      > Czas ,zebys przejrzal na oczy.

                                      Przegladam raczej na uszy i to co slysze slabo swiadczy o mozliwosciach
                                      intelektualnych pana B.Oczywiscie moge sie mylic, bo klecenie wypowiedzi moze
                                      byc jego slaba strona, ale naprawde uwazasz,ze poprzez pieniadze z Arabii
                                      zaszczepiono mu szczegolna inteligencje? Zalety jakies musi miec skoro go
                                      wybrano na dwie kadencje.Zakladam,ze ma rozwiniete cechy przywodcze, umie
                                      przekonywac do swoich racji, a takze jest swojski i bogobojny.Co zrobic jednak
                                      z faktem, ze prosty Clinton(bez pieniedzy z Arabii, choc z Monika),tez
                                      urzedowal podwojnie.
                                      Po raz drugi:koniec i bomba.




                                      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 14.03.05, 05:26
                                        diagnosta7 napisała:

                                        > Ta dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Temat wywolany przez komentarz
                                        > psychologa byl zupelnie inny. Nie rozumiesz czym jest zjawisko
                                        > ponadprzecietnosci(giftedness)i nie ma to nic wspolnego z tym o czym
                                        > piszesz.

                                        Moze lepiej rozumiem od Ciebie,bomoja corka juz jest 3-ci rok w gifted program
                                        w NYC.

                                        > Nie chodzi tu o zadne subiektywne teorie.Po to robi sie badania
                                        > naukowe, zeby wiedze obiektywizowac. To wlasnie oberwacje wlasne sa
                                        > subiektywne. Wiedza na temat dzieci utalentowanych jest naprawde ogromna i
                                        > wystarczy siegnac do paru podstawowych pozycji, zeby zrozumiec o co tak
                                        > naprawde chodzi i dlaczego nie kazdy kto osiagnal szczyt kariery finansowej,
                                        > jest gifted w sensie o jakim tu mowimy.Rzecz w tym, zeby pomagac dzieciom,
                                        > ktore intelektualnie znajduja sie w tych 5% populacji i czesto sa zagubione ,
                                        > niedostosowane, niespelnione i co najgorsze-znudzone.Wspomagac nalezy takze
                                        > rodzicow, ktorzy szukaja dla swego dziecka jak najlepszej drogi rozwoju.
                                        > Wszystko po to, zeby ci niezwykle inteligentni ludzie mogli byc szczesliwi i
                                        w przyszlosci pozyteczni dla spoleczenstwa.Wiele czynnikow po drodze wplywa na
                                        > to, czy tak sie rzeczywiscie stanie.
                                        >
                                        > > Pieniadz od dawna jest miernikiem wartosci i nie ma zadnego powodu,zeby
                                        > szukac innych ,szlachetniejszych miernikow.
                                        >
                                        > Dla czesci ludzi na pewno, ale zapewniam, ze nie dla wszystkich.

                                        No wiec na jakiej zasadzie naukowcy decyduja,kto jest gifted i co ma to
                                        wspolnegoz przydatnoscia spoleczna?

                                        > > Bush wlasnorecznie zlikwidowal 50,000 terrorystow al-Kaidy,podczas gdy
                                        > Clinton pozwolil im sie rozwijac.
                                        > > Bush wprowadzil demokracje w Afganistanie i Iraku.
                                        >
                                        > 1.Jak wlasnorecznie-to prawdziwy magik.
                                        > 2.Wliczasz w te tysiace rowniez kobiety i dzieci?
                                        > 3.Ale to za Busha sluzby specjalne przespaly atak.

                                        A w Madrycie?
                                        Przeciez to bylo juz kawalek czasu po WTC i mozna sie bylo dobrze przygotowac.

                                        > 4.Trudno powiedziec, ze wprowadzil, ale bez watpienia wprowadza.Tyle, ze
                                        > Ameryka miala "troszke" wiecej czasu na wyksztalcenie demokratycznego systemu
                                        > rzadzenia, a w tych krajach ma to sie stac z dnia na dzien i w dodatku bez
                                        > poszanowania dla roznic kulturowych.
                                        >
                                        > > Czas ,zebys przejrzal na oczy.
                                        >
                                        > Przegladam raczej na uszy i to co slysze slabo swiadczy o mozliwosciach
                                        > intelektualnych pana B.Oczywiscie moge sie mylic, bo klecenie wypowiedzi moze
                                        > byc jego slaba strona, ale naprawde uwazasz,ze poprzez pieniadze z Arabii
                                        > zaszczepiono mu szczegolna inteligencje?

                                        Widze,ze edukacje o Bushu zdobyles na "Fahrenheit 9/11".
                                        Nie lepiej siegnac do prawdziwych zrodel:
                                        www.whitehouse.gov/president/gwbbio.html
                                        Radze szczegolnie dokladnie przeczytac fragment mowiacy o tym,gdy byl
                                        gubernatorem Texasu,bo tam mieszka 22 mln ludzi i jest to stanowisko duzo
                                        bardziej prestizowe niz bycie premierem Szwecji,Norwegii i Finladii razem
                                        wzietych.

                                        > Zalety jakies musi miec skoro go
                                        > wybrano na dwie kadencje.Zakladam,ze ma rozwiniete cechy przywodcze, umie
                                        > przekonywac do swoich racji, a takze jest swojski i bogobojny.Co zrobic
                                        jednak z faktem, ze prosty Clinton(bez pieniedzy z Arabii, choc z Monika),tez
                                        > urzedowal podwojnie.

                                        FDR nawet 3 razy byl wybierany,co wcale nie znaczy,ze byl dobrym prezydentem,bo
                                        ten jego welfare state byl rozmontowywany dopiero przez Reagana.

                                        > Po raz drugi:koniec i bomba.


                                        • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi JAK SOBIE POSCIELESZ,TAK BE 15.03.05, 22:44

                                          > Moze lepiej rozumiem od Ciebie,bomoja corka juz jest 3-ci rok w gifted
                                          program
                                          > w NYC.

                                          W takim razie zupelnie nie rozumiem dlaczego przez tyle czasu nie zglebiles
                                          problemu.

                                          > No wiec na jakiej zasadzie naukowcy decyduja,kto jest gifted i co ma to
                                          > wspolnegoz przydatnoscia spoleczna?

                                          Na zasadzie testow, obserwacji, relacji rodzicow, czasem nauczyciela. Z
                                          przydatnoscia ma tyle, ze jesli dziecko bedzie edukowane odpowiednio do swoich
                                          potrzeb i mozliwosci, to jest duzo wieksza szansa, ze bedzie z niego "pozytek".

                                          > Widze,ze edukacje o Bushu zdobyles na "Fahrenheit 9/11".

                                          Zlituj sie! Fahrenheit to prymitywna propaganda, choc czasem jest wesolo.


                                          > FDR nawet 3 razy byl wybierany,co wcale nie znaczy,ze byl dobrym prezydentem

                                          Sam wiec przyznajesz, ze fakt bycia wybranym na prezydenta, czy gubernatora nie
                                          oznacza, ze jest sie osoba godna tego stanowiska.





                                          • maksimum SHE TENDS TO SOCIALIZE DURING INDEPENDENT ACTIVITY 16.03.05, 01:19
                                            diagnosta7 napisała:

                                            >
                                            > > Moze lepiej rozumiem od Ciebie,bomoja corka juz jest 3-ci rok w gifted
                                            > program w NYC.
                                            >
                                            > W takim razie zupelnie nie rozumiem dlaczego przez tyle czasu nie zglebiles
                                            > problemu.

                                            Ja problem zglebilem po amerykansku,czyli wlasnorecznie bez podpowiedzi
                                            socjologow polskich.

                                            > > No wiec na jakiej zasadzie naukowcy decyduja,kto jest gifted i co ma to
                                            > > wspolnegoz przydatnoscia spoleczna?
                                            >
                                            > Na zasadzie testow, obserwacji, relacji rodzicow, czasem nauczyciela. Z
                                            > przydatnoscia ma tyle, ze jesli dziecko bedzie edukowane odpowiednio do
                                            swoich potrzeb i mozliwosci, to jest duzo wieksza szansa, ze bedzie z
                                            >niego "pozytek".

                                            Dzisiaj byla wywiadowka.Na dobra sprawe,to nie powinienem chodzic,bo
                                            nauczycielki rozplywaja sie w pochwalach o moich dzieciakach i az nudno tego
                                            samego co rok sluchac,ale nauczycielka corki jest ladnie zbudowana i piers
                                            mocno do przody wypycha,wiec sobie nie odmowilem.Wieczorowo byla ubrana a cycek
                                            niemal calkiem odsloniety,no i te piekne ciemno braz oczy.Nie wiedzialem na co
                                            patrzec,ale ona bazczelnie niemal caly czas patrzyla mnie w oczy,wiec cyckom
                                            sie dokladnie nie przyjrzalem.
                                            Corka slaba ocene ma z "Respects class & school rules".
                                            No i odrecznie nauczycielka dopisala:"She tends to socialize during independent
                                            activity time".

                                            > > Widze,ze edukacje o Bushu zdobyles na "Fahrenheit 9/11".
                                            >
                                            > Zlituj sie! Fahrenheit to prymitywna propaganda, choc czasem jest wesolo.
                                            >
                                            > > FDR nawet 3 razy byl wybierany,co wcale nie znaczy,ze byl dobrym prezyden
                                            > tem
                                            >
                                            > Sam wiec przyznajesz, ze fakt bycia wybranym na prezydenta, czy gubernatora
                                            >nie oznacza, ze jest sie osoba godna tego stanowiska.

                                            Tak czesto bywa,ze ludzie popularni czesto prezentuja soba slaba jakosc.
                                            Carter mial zalamke nerwowa pod koniec swojej kadencji w sprawie konfliktu z
                                            Iranem i dlatego bez problemu wygral stanowczy Reagan,chociaz Carter byl
                                            ulubiencem europejskich demokratow a Reagana uwazano za wariata w EU.
                                            Clinton sie slizgal przez swoje 2 kadencje a porzadek na swiecie robi teraz
                                            Bush.
                                            • diagnosta7 Re: SHE TENDS TO SOCIALIZE DURING INDEPENDENT ACT 17.03.05, 04:24

                                              > Ja problem zglebilem po amerykansku,czyli wlasnorecznie bez podpowiedzi
                                              > socjologow polskich.

                                              Raczej psychologow. A na czym polega wlasnorecznie, po amerykansku? Tak sie
                                              sklada, ze w Polsce literatury tematu jak na lekarstwo i wiedza w powijakach.
                                              Za to w Ameryce setki, badan, ksiazek, a takze specjalistow w tej dziedzinie, o
                                              programach dla dzieci nie wspominajac- moglbys skorzystac.

                                              > Dzisiaj byla wywiadowka.

                                              Rozumiem teraz dlaczego nie zglebiles problemu gifted. Obraz przeslonila
                                              nauczycielka.Uwazaj, bo Cie Bush ze Stanow wyrzuci za brak poprawnosci moralnej.

                                              > Clinton sie slizgal przez swoje 2 kadencje a porzadek na swiecie robi teraz
                                              > Bush.
                                              Clinton sie moze slizgal, za to Bush toczy sie jak walec.

                                              • maksimum Re: SHE TENDS TO SOCIALIZE DURING INDEPENDENT ACT 19.03.05, 17:22
                                                diagnosta7 napisała:

                                                >
                                                > > Ja problem zglebilem po amerykansku,czyli wlasnorecznie bez podpowiedzi
                                                > > socjologow polskich.
                                                >
                                                > Raczej psychologow. A na czym polega wlasnorecznie, po amerykansku? Tak sie
                                                > sklada, ze w Polsce literatury tematu jak na lekarstwo i wiedza w powijakach.
                                                > Za to w Ameryce setki, badan, ksiazek, a takze specjalistow w tej dziedzinie,
                                                >o programach dla dzieci nie wspominajac- moglbys skorzystac.

                                                Oczywiscie ,ze moglbym pod warunkiem ze ci specjalisci dochodziliby do lepszych
                                                wnioskow niz ja.

                                                > > Dzisiaj byla wywiadowka.
                                                >
                                                > Rozumiem teraz dlaczego nie zglebiles problemu gifted. Obraz przeslonila
                                                > nauczycielka.Uwazaj, bo Cie Bush ze Stanow wyrzuci za brak poprawnosci
                                                >moralnej.

                                                Sytuacje mialem pod kontrola,bo corka sie bardzo dobrze uczy,to moglem pozwolic
                                                sobie na uciechy zycia.
                                                Tutaj stopnie w podstawowce sa:1-niedostateczny,2-dostateczny,3-dobry,4-b.dobry.
                                                No i jedyna 2 miala z zachowania.

                                                > > Clinton sie slizgal przez swoje 2 kadencje a porzadek na swiecie robi ter
                                                > az Bush.
                                                > Clinton sie moze slizgal, za to Bush toczy sie jak walec.

                                                Rozumiem,ze Bush toczy sie bardzo skutecznie.I nie przytargal jakiejs
                                                tlumokowatej, tlustej stazystki do Bialego Domu.
                                • diagnosta7 Tabula rasa 13.03.05, 15:31
                                  > Znowu zaczynasz z tabula rasa.

                                  Znowu mylisz pojecia.
                                  W/g wyznawcow tej koncepcji czlowiek mialby sie rodzic z "niezapisanym
                                  umyslem", ktory dopiero w czasie socjalizacji zostaje uksztaltowany(w
                                  skrocie).W zadnym poscie nie jest napisane, ze uznaje te koncepcje. Rodzimy sie
                                  z pewnym potencjalem, talentami, inteligencja. Pozniejsze wychowanie ma wplyw,
                                  ale nie na wszystko. Np. poziom inteligencji mozna zmienic w niewielkim
                                  stopniu, ale jak juz popatrzymy na konkretny talent, to rzecz ma sie inaczej.
                                  Koniec i Bomba.

    • maadzik3 Re: Pomóc geniuszowi 10.03.05, 17:28
      A ja nie uwazam tworzenia specjalnych klas dla uzdolnionych za zly pomysl.
      Mierzi mnie natomiast klasa w ktorej na 30 uczniow 3 czyta pod lawka ksiazke bo
      sie nudzi (za latwo) a 3 nudzi sie i spoglada w okno (bo za trudno i nie
      rozumieja). Mamy 6 osob ktore sie mecza. A jesli chodzi o kontakty towarzyskie
      to dziecko ktore przerasta rowiesnikow intelektualnie o 3-4 lata nie znajdzie
      przyjaciol jesli aktywnie mu nie pomozemy kontaktujac z innymi zdolnymi (celowo
      nie pisze o geniuszach, geniusz to zjawisko niezwykle rzadkie, a uzdolnionych
      dzieci troche jest). Z rowiesnikami takie dziecko bedzie sie nudzilo, a starsze
      dzieci nie beda bawic sie z maluchem (nawet intelektualnie im dorownujacym). W
      efekcie takie dziecko uczy sie samowystarczalnosci i wprawdzie introwertyzm
      jest w ok. 60% dziedziczony, ale pozostale 40% to to czego sie uczymy. Gdy brak
      kontaktu z rowiesnikami zostaje nagrodzony (wreszcie sie nie nudze, albo nie
      podejde do nich wiec mnie nie odrzuca, co za ulaga) dziecko zamyka sie w
      swiecie wlasnym i doroslych, ale problemy i tak przyjda, jak juz moje
      przedmowczynie pisaly, wiec moze, majac dziecko naprawde ponadprzecietnie
      zdolne, lepiej mu zapewnic towarzystwo podobnych. Wbrew pozorom tak tez tlumi
      sie zarozumialosc, bo juz nie jest "najmadrzejsze", "pupilek nauczycielki",
      tylko normalnie sie uczy i pracuje a i w dyskusjach jest normalnie kontrowane.
      Magda
      • grajka11 Re: Pomóc geniuszowi 11.03.05, 13:34
        Maadzik3 chyba uchwyciła sedno sprawy dzieci uzdolnionych. Myślę, że mam prawo
        wypowiedzieć się w tej kwesti, bo znam "problem" z autopsji. Mogę śmiało nazwać
        swoją córkę dzieckiem uzdolnionym, pisałam już o tym jak to w wieku 3 lat
        liczyła matematykę do dziesięciu w głowie a pierwszy samodzielny podpis złożyła
        w wieku 3,8mies. w wieku 5 lat czytała książki do zerówki i pisała itd itd. po
        prostu pytała myśmy odpowiadali na pytania a ona zapamiętywała wiedzę i nie
        miało to nic wspólnego z uczeniem dziecka na siłę po prostu taka była i nadal
        jest, bo uczy się świetnie poświęcając minimum czasu, a zadania z matmy
        rozwiązuje dla przyjemności jak krzyżówkę i nudzi się na kolejnej lekcji z
        matmy, gdy pani po raz enty wałkuje ten sam temat dla dzieci "normalny" tzn.
        ona wtedy robi sobie materiał do przodu z czystej ciekawości. Ale nie ma w
        szkole klasy dla dzieci zdolniejszych, gdzie mogłaby przerobić więcej materiału
        bez szkody dla zdrowia psychicznego. I tak sobie przechodzi kolejne szczeble
        edukacji bez większego wysiłku i tu uważam, że gdyby była w klasie bardziej
        wymagającej może uczyłaby się na czwórkach, ale z większym wkładem własnej
        pracy, a nie na piątkach i szóstkach z minimum wysiłku. Dla tego mimo wszystko
        zachęcam rodziców, którzy są na początku tej drogi do wysiłku poszukania zajęć
        stymulujących dzieci do nauki przez zabawę. Staraliśmy się zapewnić jej zajęcia
        na kółkach matematycznych, aby mogłą zaspokoić swoją wiedzę, brała udział z
        powodzeniem w konkursach matematycznych i w miarę możliwości wszystko co ją
        interesowało min. taniec, muzyka, gimnastyka artystyczna. A teraz chwilka o
        naszym drugim dziecku, które jest "normalnym" przeciętnym trzylatkiem, który
        nie wykazuje zdolności matematycznych, ani polonistycznych i nie zmuszamy go do
        nauki czytania, "bo tak robiła Kasia", po prostu pomagamy mu rozwijać się na
        takim poziomie jaki sam potrzebuje i już. Reasumując mam dziecko uzdolnione i
        zwykłe i uważam, zdecydowanie zdolnemu trzeba pomóc, a normalnego normalnie
        traktować i nie podnosić sztucznie poprzeczki i już - proste? Wydaje mi się że
        tak.
        A propos rozwydrzenia - nie ma jedno z drugim nic wspólnego może być grzeczny
        zdolny i rozwydrzony zdolny lub normalny grzeczny i normalny rozwydrzony w
        dowolnej kombinacji w zależności od wielu czynników począwszy od genów po
        wychowanie.
        Pozdrawiam Grajka.
        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi 11.03.05, 19:20
          grajka11 napisała:

          > Reasumując mam dziecko uzdolnione i
          > zwykłe i uważam, zdecydowanie zdolnemu trzeba pomóc, a normalnego normalnie
          > traktować i nie podnosić sztucznie poprzeczki i już - proste? Wydaje mi się
          >że tak.

          Tez jestem tego zdania,ze duzo wieksze problemy sa z dzieckiem uzdolnionym,bo
          trzeba sie nim duzo wiecej zajmowac.
          Natomiast szkolnictwo jest dobrze przygotowane na dzieci normalne.

          > A propos rozwydrzenia - nie ma jedno z drugim nic wspólnego może być grzeczny
          > zdolny i rozwydrzony zdolny lub normalny grzeczny i normalny rozwydrzony w
          > dowolnej kombinacji w zależności od wielu czynników począwszy od genów po
          > wychowanie.

          Tez tak uwazam.

          > Pozdrawiam Grajka.

        • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 11.03.05, 23:02
          W polskiej szkole mozna zorganizowac dziecku uzdolnionemu indywidualny tok
          nauczania. Jest na to odpowiedni przepis. W ten sposob dzieciak nie marnuje
          zycia rozwiazujac krzyzowki pod lawka. Nie jest to moze metoda idealna, ale
          naprawde daje mozliwosc adekwatniejszego do mozliwosci rozwoju.Absolutnie
          popieram co napisalas i uwazam za nieszczescie brak wsparcia psychologicznego i
          pedagogicznego dla dzieci uzdolnionych, a takze ich rodzicow. Podstawowa
          przyczyna jest brak wiedzy i badan na ten temat, oraz ignorowanie szczegolnych
          potrzeb tych dzieci(niektorzy uwazaja,ze takie zjawisko jak osoby wybitnie
          uzdolnione w przyrodzie nie wystepuje).
      • ardzuna maadzik3, 11.03.05, 22:28
        to jest właśnie to, o co chodzi. Świetnie to ujęłaś.
      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi 12.03.05, 01:32
        maadzik3 napisała:

        > A ja nie uwazam tworzenia specjalnych klas dla uzdolnionych za zly pomysl.
        > Mierzi mnie natomiast klasa w ktorej na 30 uczniow 3 czyta pod lawka ksiazke
        bo sie nudzi (za latwo) a 3 nudzi sie i spoglada w okno (bo za trudno i nie
        > rozumieja). Mamy 6 osob ktore sie mecza.

        Wlasnie dlatego selekcja wg zdolnosci powinna byc od pierwszego roku nauczania.

        > A jesli chodzi o kontakty towarzyskie
        > to dziecko ktore przerasta rowiesnikow intelektualnie o 3-4 lata nie znajdzie
        > przyjaciol jesli aktywnie mu nie pomozemy kontaktujac z innymi zdolnymi
        (celowo
        > nie pisze o geniuszach, geniusz to zjawisko niezwykle rzadkie, a uzdolnionych
        > dzieci troche jest). Z rowiesnikami takie dziecko bedzie sie nudzilo, a
        starsze
        > dzieci nie beda bawic sie z maluchem (nawet intelektualnie im dorownujacym).
        W efekcie takie dziecko uczy sie samowystarczalnosci i wprawdzie introwertyzm
        > jest w ok. 60% dziedziczony, ale pozostale 40% to to czego sie uczymy. Gdy
        brak
        > kontaktu z rowiesnikami zostaje nagrodzony (wreszcie sie nie nudze, albo nie
        > podejde do nich wiec mnie nie odrzuca, co za ulaga) dziecko zamyka sie w
        > swiecie wlasnym i doroslych, ale problemy i tak przyjda, jak juz moje
        > przedmowczynie pisaly, wiec moze, majac dziecko naprawde ponadprzecietnie
        > zdolne, lepiej mu zapewnic towarzystwo podobnych. Wbrew pozorom tak tez tlumi
        > sie zarozumialosc, bo juz nie jest "najmadrzejsze", "pupilek nauczycielki",
        > tylko normalnie sie uczy i pracuje a i w dyskusjach jest normalnie kontrowane.
        > Magda

        Moja Monika ma kumpla w 2 lata starszym bracie,ale jak oni sie zaczynaja
        bawic,to dla mnie jest to sodoma.Syn tez jest w czubie swojej klasy,skladajacej
        sie z 3-5 dzieciakow na 30.
    • daggga Re: Pomóc geniuszowi 14.03.05, 12:59
      MOje dziecko jest jeszcze malutkie, ale myślę o wychowaniu w kontekście
      własnych przeżyć z dzieciństwa i życiowcyh doświadczeń. Oto moje przemyślenia z
      perspektywy osoby, która w wieku 30 lat robi remanent duchowy w swoim życiu:
      1. Zanim zaczniesz wychowywać, zastanów sie, co uważasz za najwazniejsze w
      życiu.
      To nie górnolotność - głupio będzie nad tym się zastanwaiać, gdy będzie za
      póxno i próbować zmieniać dziecka/swoje priorytety. O tym pisała już Verdana -
      czy njaważniejszy jest SUKCES dziecka, jego POZYCJA SPOŁECZNA, zawód, praca?
      Jesli tak, to naelży oczywiście postawić na rywalizację (zdrową), licząc sie z
      tym, że wedle kryteriów wyżyn społecznych dziecko będzi uważane za lepsze i tak
      też będzie się uważać, że będzie bolesnie przeżywać ewentualne porażki, budować
      swą tożsamość na sukcesach itd. Należy jednak przy tym pamiętać, że poza
      wspieraniem rozwoju intelektualnego równie ważne/ważniejsze? jest wpieranie
      rozwoju psychicznego,emoconalnego i duchowego. Dziecko może okazać się nie
      tylko zdolne, ale i wrażliwe - np. źle się czuć jako "lepsze", albo liczyć się
      opinią "nizin społęcznych", wg której wcale lepsze nie jest. Itd. Problemów
      jest wiele.
      2. A co, jesli najważniejsza jest miłość?
      Jeżeli jednak wspólnota, a nie nieustanna rywalizacja?
      Zastanów się.
      Ja jestem teroretycznie b. zdolna, jednak wykorzytstuję z tego b. malo, bo
      dbano o mój rozwój intelektualny, ale mniej o emocj, psych. i duchowy. A kiedy
      w wieku 30 lat stwierdziłam, że jednak o co innego mi chodzi w zyciu niż o
      sukces - dla niego samego - to okazalo się, że mam b. złe relacje z bratem,
      ponieważ nie udało się nam uniknąć swiadomej/podświadomej rywalizacji, mam
      niezdrowe podejście do swych zdolnośći (duma i wyniosłośc wobec innych łącznie
      z komplekksami, itd. itd)
      Problem selekcji jest b. powazny, sięga korzeni kultury zachodniej, która stała
      się antywspólnotowa. Ten problem wymaga odrębnej dyskusji. Podsumowując tę
      przydługą wypowiedx; oczywiście, trudniej jest wychować dziecko zdolne, bo
      przede wszytskim należy je nauczyć, co zrobić z tymio zdolnościami - jeśli
      rozwinąc, to po co? Dla pieniędzy, na własną chwałę, na sławę rodziny? To
      zwykle przynosi cierpienie i osobista życiowa porazke, czasem wcześnie, czasem
      później.
      Nauczyć dziecko jak ukierunkować jeo zdolności, czemu/komu mają służyć - OTO
      ZADANIE!
      pozdrawiam wszytskich rodziców zdolnych dzieci
      Daga- mama Maćka (czy zdolny, jeszzce nie wiem)
      • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 14.03.05, 18:53
        daggga napisała:

        Należy jednak przy tym pamiętać, że poza
        > wspieraniem rozwoju intelektualnego równie ważne/ważniejsze? jest wpieranie
        > rozwoju psychicznego,emoconalnego i duchowego.

        Nie rozumiem, czemu cały czas niektórzy przeciwstawiają rozwój intelektualny
        rozwojowi psychicznemu i emocjonalnemu, tak jakby było albo-albo: mozna było
        rozwijać ALBO emocje ALBO intelekt. Nie, można robić i jedno i drugie, a w
        grupach dzieci o wyrównanym poziomie intelektualnym jest to dużo łatwiejsze.
        Natomiast z moich doświadczen i obserwacji wynika, że trzymanie dziecka w
        grupie wyraźnie gorszej od niego bardzo utrudnia mu rozwój zwłaszcza
        emocjonalny i pwooduje wiele problemów - moze np. utwierdzić je w przekonaniu,
        że wszyscy inni to idioci, co nie sprzyja dalszemu rozwojowi kontaktów
        społecznych.
        • daggga Re: Pomóc geniuszowi 14.03.05, 22:01
          Nie pamiętam, by ktoś w szkole dbał o mój rozwój emocjonalny. Może dziś jest
          inaczej, ale śmiem wątpić, patrząc na dzisiejsze zagubione, przemęczone nauką i
          różnymi aktywnościami dzieciaki. Może jednak nie mam racji, coś się zmieniło, a
          może masz na mysli lepsze szkoły? A może to problem rodziców?
          Zostawiając na boku psychikę i emocje - co z tym, co nazwałam duchem? Czemu ma
          służyć ponadprzeciętność, pieczołowicie izolowana, wzmacniana, selekcjonowana?
          Nie powiesz chyba, że kogoś to obchodzi - raczej sukces jest dla sukcesu,
          kariera dla kariery, brak w tym jakiegokolwiek odniesienia, etyki,
          światopglądu. Nikt tym zdolniejszym dzieciom nie wyjaśnia, dlaczego na świecie
          są mniej i bardziej zdolni i dlaczego jednych od drugich się izoluje, dlaczego
          ci lepsi sa coraz lepsi , a ci gorsi wprost na odwrót. To dlatego niektóre
          dzieciaki popełniają samobójstwa z powodu niepowodzeń, a inni udują swa
          tożsamość na intelekcie/sukcesie, i w razie niepowodzenia, tracą sens życia.
          Chodzi o to, że w życiu liczy się także coś poza intelektem, i tego można się
          np. nauczyć od kolegów z klasy "B". Może jednak zabraknąć na to czasu albo też
          chęci, skoro wiadomo, że się jest LESZYM.
          • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 15.03.05, 16:08
            daggga napisała:

            > Nie pamiętam, by ktoś w szkole dbał o mój rozwój emocjonalny. Może dziś jest
            > inaczej, ale śmiem wątpić, patrząc na dzisiejsze zagubione, przemęczone nauką
            i
            >
            > różnymi aktywnościami dzieciaki. Może jednak nie mam racji, coś się zmieniło,
            a
            >
            > może masz na mysli lepsze szkoły?

            Mam na myśli to, że rozwój emocjonalny w zasadzie powinien się dokonywac sam, o
            ile się mu nie przeszkadza. A brak rówieśników na podobnym poziomie
            intelektualnym jest przeszkodą...

            > Zostawiając na boku psychikę i emocje - co z tym, co nazwałam duchem? Czemu
            ma
            > służyć ponadprzeciętność, pieczołowicie izolowana, wzmacniana,
            selekcjonowana?

            A dlaczegóż ma być izolowana i selekcjonowana? Naprawdę nie widzę powodu. Ja
            bym raczej ją umieszczała w towarzystwie. A czemuż służy ponadprzeciętność? No
            cóż, tak się składa, że we wszystkich społeczeństwach ponadprzeciętnosć ceniona
            jest bardziej niż przeciętność. Jak myślisz, dlaczego? Jak myślisz, czemu
            słuchamy dziś muzyki Mozarta, a nie Salieriego? Odpowiedz sobie sama.

            > Nie powiesz chyba, że kogoś to obchodzi - raczej sukces jest dla sukcesu,
            > kariera dla kariery, brak w tym jakiegokolwiek odniesienia, etyki,
            > światopglądu. Nikt tym zdolniejszym dzieciom nie wyjaśnia, dlaczego na
            świecie
            > są mniej i bardziej zdolni

            Mi tego nikt nie wyjaśniał w szkole. Chodziłam do klasy, w któej byłam jedna
            zdolna, a cała reszta - mocno przecietna lub poniżej. Jak myślisz, czego
            dobrego mnnie to nauczylo? Bo ja nie widzę niczego. Długo musiałam się oduczać
            lekceważenia wobec innych, a zwłaszcza ich zdolności, którego nabyłam we
            wczesnych klasach szkoly podstawowej, kiedy całe dnie męczyłam się sluchając
            dukających rówieśników.

            > Chodzi o to, że w życiu liczy się także coś poza intelektem, i tego można się
            > np. nauczyć od kolegów z klasy "B". Może jednak zabraknąć na to czasu albo
            też
            > chęci, skoro wiadomo, że się jest LESZYM.

            Mniej więcej rozumiem, co masz na myśli, ale z moich doswiadczeń wynika raczej,
            że od tych kolegów i koleżanek w szkole, którzy nie cenili intelektu, mogłam
            się nauczyć najwyżej cenienia kasy, wyzywającego makijażu oraz imponującej
            fury. Więc może zostawmy to idealistyczne gadanie i przyjrzyjmy się
            rzeczywistosci która jest zupełnie inna od przedstawionych przez Ciebie powyżej
            wyobrażeń. Dzieci w znanych mi rodzinach, w których ceni się intelekt, są
            uczone równiez wrażliwosci społecznej, pomagania innym itd. Nie ma rozdziału
            ani wykluczania się między intelektem a rozwojem emocjonalnym.
            • daggga Re: Pomóc geniuszowi 16.03.05, 15:52
              Hej, przeoczyłam Ardzuna Twój poprzedni list, pozwól że się krótko ustosunkuję:

              Mam na myśli to, że rozwój emocjonalny w zasadzie powinien się dokonywac sam, o
              > > ile się mu nie przeszkadza. A brak rówieśników na podobnym poziomie
              > intelektualnym jest przeszkodą
              Nie rozumiem tej tezy. Myslę, że w wielu przypadkach trzeba ten rozwój
              stymulować, ukierunkowywać. A co jeśli dziecko jest zbyt nieśmiałe, albo
              agresywne? Rówieśnicy na podobnym poziomie intelektualnym niekoniecznie
              wystarczą do prawidłowego rozwoju emocjonalnego i duchowego - jest to
              trochę "sztuczne środowisko", bo w życiu stykamy się z różnymi ludźmi na różnym
              poziomie intelekt. i nie tylko, i trzeba umieć się wobec niech odnaleźć.
              pisałam:
              > Zostawiając na boku psychikę i emocje - co z tym, co nazwałam duchem? Cze
              > mu
              > ma
              > > służyć ponadprzeciętność, pieczołowicie izolowana, wzmacniana,
              > selekcjonowana?
              > piszesz:
              > A dlaczegóż ma być izolowana i selekcjonowana? Naprawdę nie widzę powodu. Ja
              > bym raczej ją umieszczała w towarzystwie.
              Ale chodzi Ci własnie o towarzystwo wyselekcjonowane, prawda? O podobnym
              poziomie intelektualnym?
              Dzięki za Twoj wywód, czemu służy ponadprzecietność, ale mnie tego nie musisz
              tłumaczyć na przykładach typu: Salieri i Mozart, ja wiem, czemu służy
              ponadprzecietność, bo mam pewien światopogląd. Chodzi o to, żeby dzieciom
              przekazać właśńie światopogląd, etykę, wizję świata, a nie tylko wiedzę
              intelektualną - niestety wydaje się, że to się dziś zaniedbuje, że intelekt,
              sukces zajmuje pierwszą pozycję kosztem innych tu wymienionych. Ktoś tu pisał o
              pokorze - jest to b. ważna kompetencja psychiczna, związana z właściwą
              samooceną, i prowadzi to szczęcia osobistego w relacjach z innymi. Stawiam
              Sądzę, zę czesto bywa tak, że dzieci b. zdolne wychowane w kulcie dla sukcesu
              intelektualnego i zawodowego, a co za tym czesto idzie, izolowane od innch,
              nieustannie poddawane konkurencji, mają z tym problem.

              Piszesz, że Twoje znajome rodziny nie znają tego problemu. Ja go akurat mam smile.
              Niezależnie od tego, czy to była podstawówka z "dukającymi" kolegami, czy
              renomowane liceum z superzdolnymi, zawsze czułam, że specjalną wartość ma
              intelet, cieszyłam się ze stopni itd. Zawsze wobec słabszych czułam mieszaninę
              pogardy i zazdrosci, że te szminki, dyskoteki, plakaty zespołów... pogardzalam
              tym, ale i zazdrościlam po cichu beztroski, zabawy. Zawsze bycie lepszym
              rodziło u mnie problemy duchowe i emocjonalne. Moze faktycznei byloby lepiej,
              gdybym chodziła do "lepszej" podstawówki? ALe powiedz, prosze, czy nie jest
              trudniej ułożyć sobie relacje z ludźmi - wszystkimi ludźmi, z jakimi nas życie
              styka, wliczając w to ekspedientki, szewców itd. - jeśli od przedszkola jest
              się od nich izolowanym? Czy dzieci z dobrych rodzin, o których piszesz,
              rzeczywiście i realnie uważają innych ludzi za braci, uznają równość
              wszytstkich ludzi, szanują ich itd,. a nie tylko na papierze, sentymentalnie, z
              oddali?
              • tolka3 Re: Pomóc geniuszowi 16.03.05, 16:38
                Całkowicie się z Tobą zgadzam. Pisałam o pokorze, bo z tym wg moich obserwacji
                ludzie wychowywani jako lepsi mają ogromny problem. Jestem na tym punkcie
                uczulona, bo spotkałam w swoim życiu kilku takich bez pokory, zawsze naj...
                Dzieci uzdolnione ponad przeciętność doskonale rozwiną się w zwykłych szkołach
                i zwykłych klasach jeśli tylko DODATKOWO zapewni im się odpowiednie warunki
                (dobry nauczyciel wie, jak pomóc takiemu dziecku, rodzice, o ile możliwości
                finansowe im pozwalają, mają szeroki wachlarz możliwości wspomagania rozwoju
                dziecka - będzie to zdecydowanie łatwiejsze z pełnym portfelem, ale przy
                ograniczonych środkach też się da). Dlatego też jestem zdecydowanie przeciwna
                zamykaniu tych dzieci w środowisku innych superzdolnych maluchów, odbieramy im
                bowiem szansę na bycie normalnym, na zauważanie różnorodności (różnorodności,
                również tej intelektualnej, jako coś zupełnie naturalnego ), w końcu na
                uświadomienie sobie, że mogę być pomocny innym (chociażby najzwyklejsza w
                świecie pomoc słabszemu w nauce). Śmiem twierdzić, że takie dziecko jest
                najlepiej przygotowane do życia w grupie. Życie i tak zrobi swoje, dzieci
                dobiorą sobie krąg znajomych zgodny z ich zainteresowaniami, pewnie zbliżonych
                poziomem intelektualnym. Ale naszym zadaniem jest tak je pokierować, aby w
                przyszłości nie miały problemów z dogadaniem się ze wspomnianym szefcem, czy
                ekspedientką, a okazywanie szacunku innym osobom nie było uzależnione od ich
                IQ.
                • kasica_k Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 20:21
                  > ograniczonych środkach też się da). Dlatego też jestem zdecydowanie przeciwna
                  > zamykaniu tych dzieci w środowisku innych superzdolnych maluchów, odbieramy
                  > im
                  > bowiem szansę na bycie normalnym, na zauważanie różnorodności (różnorodności,
                  > również tej intelektualnej, jako coś zupełnie naturalnego ), w końcu na
                  > uświadomienie sobie, że mogę być pomocny innym (chociażby najzwyklejsza w
                  > świecie pomoc słabszemu w nauce).

                  Otóż byłam w klasie, w której w zasadzie WSZYSCY kwalifikowali się do tego,
                  żebym im pomagała w nauce smile Czy uważasz, że to normalna, naturalna sytuacja?
                  czy cos takiego uczy "pokory"? Do końca życia nie zapomne tego dołującego
                  poczucia osamotnienia, które miałam przez całą podstawówkę. Nie przygotowało
                  mnie ono bynajmniej do życia w grupie.
              • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 16.03.05, 18:07
                daggga napisała:

                Rówieśnicy na podobnym poziomie intelektualnym niekoniecznie
                > wystarczą do prawidłowego rozwoju emocjonalnego i duchowego

                To prawda, ale ich brak torpeduje prawidłowy rozwój emocjonalny i duchowy.
                Jesli przez całą podstawówkę de facto nie masz z kim porozmawiać, zdecydowanie
                nie jest to korzystne.

                - jest to
                > trochę "sztuczne środowisko", bo w życiu stykamy się z różnymi ludźmi na
                różnym
                >
                > poziomie intelekt. i nie tylko, i trzeba umieć się wobec niech odnaleźć.

                Tak, trzeba umieć się wobec nich odnaleźć, ale to nie znaczy, że trzeba
                specjalnie stykać się tylko z takimi osobami.

                > Ale chodzi Ci własnie o towarzystwo wyselekcjonowane, prawda? O podobnym
                > poziomie intelektualnym?

                Niezupepłnie. Krótko mówiąc, uwazam, ze dzieciom szczególnie rozwiniętym
                intelektualnie nalezy zapewnić towarzystwo im podobnych i jest to niezbędny
                warunek prawidłowego rozwoju psychospołecznego. O tym już ładnie pisały inne
                dziewczyny w tym wątku i kto miał zrozumieć, ten zrozumiał. Nie oznacza to, ze
                ze środowiska tych dzieci należy rugować tych wszystkich, którzy są poniżej ich
                poziomu intelektualnego.

                Chodzi o to, żeby dzieciom
                > przekazać właśńie światopogląd, etykę, wizję świata, a nie tylko wiedzę
                > intelektualną - niestety wydaje się, że to się dziś zaniedbuje, że intelekt,
                > sukces zajmuje pierwszą pozycję kosztem innych tu wymienionych.

                Proszę bardzo, jak u kogo. Ja byłam wychowywana z naciskiem na etykę,
                uczciwość, służenie innym i tak dalej, wiec rzeczywiście wywody o tym, jakoby
                intelekt stawał się od razu najwazniejszy tylko dlatego, że się go ma i sie go
                rozwija, są dla mnie trudno zrozumiałe. Nie spotkałam takich ludzi, o jakich
                piszesz, pewnie mam za małe doświadczenie życiowe.

                Ktoś tu pisał o
                >
                > pokorze - jest to b. ważna kompetencja psychiczna, związana z właściwą
                > samooceną, i prowadzi to szczęcia osobistego w relacjach z innymi.

                Mnie normalna szkoła podstawowa w towarzystwie samych dzieci mniej uzdolninych
                niż ja całkowicie oduczyła pokory, której musiałam się długo i pracowicie
                później uczyć. Teraz jestem po raz pierwszy w towarzystwie ludzi, przy których
                muszę sie starac, zeby się utrzymać na własciwym, średnim poziomie naukowym, i
                dopiero teraz czuję, że zaczynam się widzieć we właściwych proporcjach.

                Stawiam
                > Sądzę, zę czesto bywa tak, że dzieci b. zdolne wychowane w kulcie dla
                sukcesu
                > intelektualnego i zawodowego, a co za tym czesto idzie, izolowane od innch,

                Mylisz różne rzeczy. Izolowanie nie jest konsekwencją wychowywania w kulcie i
                nie musi sie z nim wiązac.

                > Piszesz, że Twoje znajome rodziny nie znają tego problemu. Ja go akurat
                mam smile.

                To nie znaczy, ze wszyscy go mają...

                Zawsze wobec słabszych czułam mieszaninę
                > pogardy i zazdrosci, że te szminki, dyskoteki, plakaty zespołów...
                pogardzalam
                > tym, ale i zazdrościlam po cichu beztroski, zabawy. Zawsze bycie lepszym
                > rodziło u mnie problemy duchowe i emocjonalne. Moze faktycznei byloby lepiej,
                > gdybym chodziła do "lepszej" podstawówki?

                Może nie od razu lepszej podstawówki, ale uważam, ze zdecydowanie lepiej
                byłoby, gdybyś miała grupę rówieśniczą, z która byś mogła się beztrosko się
                awić, i to w sposób, który akceptujesz, a nie którym pogardzasz. To, co
                piszesz, jest mi bardzo bliskie, bo ja też przeżywałam dokładnie to samo.

                ALe powiedz, prosze, czy nie jest
                > trudniej ułożyć sobie relacje z ludźmi - wszystkimi ludźmi, z jakimi nas
                życie
                > styka, wliczając w to ekspedientki, szewców itd. - jeśli od przedszkola jest
                > się od nich izolowanym?

                Nie musisz być przecież od nich izolowana - chodzisz z rodzicami do sklepów,
                szewców itd., a nawet ew. stworzenie grupy dzieci uzdolnionych nie oznacza
                stworzenia grupy samych dzieci np. lekarzy i nauczycieli.

                Czy dzieci z dobrych rodzin, o których piszesz,
                > rzeczywiście i realnie uważają innych ludzi za braci, uznają równość
                > wszytstkich ludzi, szanują ich itd,. a nie tylko na papierze, sentymentalnie,
                z
                >
                > oddali?

                Dzieci z dobrych rodzin są uczone szacunku do wszystkich innych i jest to jeden
                z podstawowych wyróżnikow naprawdę dobrej rodziny. Natomiast świadomość pewnej
                różnicy społecznej między osobą z dobrej rodziny a np. lumpem oczywiście
                istnieje, w końcu ta różnica tez istnieje i trudno zeby ją tak do końca
                ignorować.
    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 14.03.05, 16:49
      Dyskusja może być akademicka, to znaczy możemy wypowiadać sie o naturze
      zdolności i o systemach kształcenia. Proponuje jednak, aby potraktować forum
      jako miejsce wymiany doswiadczeń, sugestii i rad dla rodziców, których los
      obdarzył zdolnymi dziecmi. Dołożę i ja swoje trzy grosze.

      Jest niewątpliwą prawdą, że wiele ludzkich zdolności zostaje zmarnowanych przez
      brak odpowiedniego wychowania w szkole i w domu.

      W kwestii formalnej: zdolne dzieci dzielą się na
      - prawdziwych geniuszy, takich "jeden na milion",
      - dzieci, które rozwijają się w tempie szybszym, niż rówieśnicy,
      - dzieci uzdolnione w różnych dziedzinach.

      Zostawmy na razie tych prawdziwych geniuszy , bo to osobny problem.

      Dzieci rozwijają sie w różnym tempie. Czasem maluch wyrażnie odstaje, aby potem
      dogonić i nawet przegonić innych. Znam ludzi, którzy skończyli podstawówkę na
      trójkach, przeszli przez szkołę zasadniczą, potem Technikum,z coraz lepszymi
      ocenami, skończyli prawdziwe studia, i poswięcili sie z sukcesami pracy
      naukowej. Warunek - nie byli dołowani przez rodziców i nauczycieli , ale
      chwaleni za każdy sukces.
      Tak samo dziecko może rozwijać się szybciej, wcześniej interesować się
      literkami i cyframi. Jesli jego rozwój emocjonalny też przebiega szybciej - a
      zwykle przebiega - należy pozwolić mu funkcjonować na tych szybszych
      obrotach. W przedszkolu umieścic w starszej grupie, posłać wcześniej do
      szkoły. Ale nie oczekiwać jakichś specjalnych sukcesów, bo ono osiągnie tylko
      tyle,na ile mu natura pozwoli, tyle że szybciej.

      Spotykamy sie czasem z opinią, że zbyt wczesny kontakt dziecka ze światem
      słowa drukowanego i pisanego jest sprzeczny z jego naturą, że dziecko powinno
      się jak najdłużej bawić. Otóż jest tak,że nacisk na rozwój intelektualny wynika
      z wymagań naszej kultury. Dziecko w plemieniu indiańskim też najpierw sie tylko
      bawi. Ale te najbystrzejsze dość wcześnie uczy się tropienia śladow, wcześniej
      zabiera się je na polowanie, bo sobie radzi z tym.

      Dziecko zdolne powinno mieć warunki do rozwoju swych zdolności. I rodzice nie
      powinni mieć wyrzutów sumienia, że "zabierają im dzieciństwo", gdy pozwalają
      kilkulatkowi na spędzanie wielu godzin nad książką, na pracę w domowym
      laboratorium, na obserwowanie przyrody. Szkoła? Owszem, na poczatku dobra jest
      zwykła, przeciętna klasa. Pewnie mają trochę racji ci, którzy przeciwni są
      tworzeniu specjalnych klas dla wybitnych. Dzieci przeciętne korzystają,
      kontaktując sie z kimś, kto myśli oryginalnie, na wyższym poziomie. Jest ich
      tak mało,że nie stanowią zagrożenia dla poczucia wartości masy uczniowskiej.
      Uczń zdolny zas też korzysta, bo tworzy sie jego własne poczucie wartości,bo to
      bardzo ważne w pierwszych latach życia miec świadomość, że sie jest lepszym.
      W późniejszym okresie taki uczeń zwykle trafia na równych sobie, np. w dobrym
      liceum, na trudnych studiach. Ludzie mają zresztą umiejętność dobierania się
      poziomem. Przez wiele lat obserwowałam grupę młodych ludzi, z różnych szkół,
      jak tworzyli paczkę, spędzali razem nieliczne wolne chwile, wyjeżdżali na
      wakacje,dobierali do grupy kolejnych znajomych. Teraz wszyscy są na studiach
      doktoranckich na dobrych uniwersytetach w zachodniej Europie i w Stanach.
      Zatem jeśli dziecko zdolne ma mozliwość poznawania innych ludzi, dobierze sobie
      samo odpowiednie towarzystwo.

      Jak konkretnie stworzyć odpowiednie warunki dla rozwoju zdolnego dziecka? Jest
      na ten temat mnóstwo mądrych ksiażęk.
      Ja moge podsunąć przykładowy pomysł , odnośnie dzieci w wieku przedszkolnym i
      młodszym szkolnym, który nazwałam "a teraz ty sam". Jesli maluch rozwiązał
      kilka zagadek, mowiłam, a teraz ty ułóż dla mnie zagadkę.
      Jesli rozwiązał krzyżówke, zachęcałam do ułożenia trudniejszej, żeby sie tata
      pomęczył.Jesli w podróży umilalismy sobie czas pytaniami w stylu "o jakiej
      liczbie myślę, jeśli po odjeciu 4 i podzieleniu reszty przez dwa otrzymam 5?",
      to kolejne zadanie układało dziecko. Uwaga: zawsze tylko wtedy jesli chciało i
      potrafiło.
      Niech i inne mamy podzielą się swoimi pomysłami.

      A teraz o geniuszach. Na pewno trzeba chronic takiego przed szkołą, przynajmiej
      w sensie psychicznym. Nie pozwolic, aby pospolitość zniszczyła
      ten cud natury. Pozwolić życ we własnym świecie.

      Wielu rodziców zadaje sobie pytanie, jakie jest moje dziecko, jaki poziom
      inelektualnych zdolności reprezentuje. Moim zdaniem należy każde dziecko
      traktować poważnie, jako zdolne, i stwarzać mu dogodne warunki do rozwoju tych
      zdolności, które ze sobą na świat przyniosło. Ktoś na forum słusznie zauważył,
      że dzieci z rodzin inteligenckich zwykle się lepiej uczą. Po prostu te dzieci
      są lepiej traktowane, mają wczesniejszy kontakt z książką, oglądają bardziej
      rozwijające programy w TV, więcej się z nimi rozmawia. Traktujmy tak wszystkie
      dzieci, aby żadne zdolnosci nie zostały zmarnowane.
      • grajka11 Re: Pomóc geniuszowi 15.03.05, 11:36
        Bardzo podobała mi się wypowiedź Rycerzowej, spokojna, rzeczowa i wywarzona.
        Najważniejsze przy dzieciach uzdolnionych jest znalezienie złotego środka -
        zadbać i umożliwić rozwój intelektualny, ale również nie ograniczać rozwoju
        duchowego i emocjonalnego, niech czuje się dobrze ze swoją "inności" wśród
        dzieci, których samo sobie dobierze na kolegów. Apsolutnie nie można
        rozgraniczać albo intelekt albo rozwój psychiczny, aby dziecko było szczęśliwe
        musi być harmonia w obydwóch sferach rozwoju.
        Pozdrawiam Grajka
      • daggga Re: Pomóc geniuszowi 15.03.05, 15:25
        Mnie też podobała się odpowiedź Rycerzowej. Również uważam, że nie należy
        rozgraniczać 3 sfer (intelektualnej, emocjonalnej, duchowej). Pozostaje tylko
        pytanie - jak to zrobić, by ich nie rozgraniczać?
        Ja swoim pytaniem rozgraniczyłam je tylko po to, by postawić problem - uważam,
        że przy "chownaiu geniuszy" nacisk położony jest na sfere intektualną kosztem
        innych. Nie chcę tej sfery deprecjonować, tylko wskazuję, że istnieją też inne.
        "Rozdzielam" je w dyskusji właśnie po to, że uwazam, że w praktyce
        pedagogicznej sa one rozdzielone - słusznie byloby oczywiscie by dzieci, nie
        tylko zdolne, rozwijały się harmonijnie.
        Zgodzimy się,że dzieci b. zdolne wymagają specjalnej troski o ich rozwój
        intelektualny, by nie zmarnowały swojego potencjału. Ja zróciłam tylko uwagę,
        że metoda tej troski - selekcja - m o ż e mieć nagatywne konsekwencje dla
        rozwoju emocjonalnego i duchowego, rodzi p r o b l e m y na tych polach, czy
        sie to nam podoba, czy nie.
        pozdrówka
        Daga
        • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 15.03.05, 16:10
          daggga napisała:

          > Ja swoim pytaniem rozgraniczyłam je tylko po to, by postawić problem -
          uważam,
          >
          > że przy "chownaiu geniuszy" nacisk położony jest na sfere intektualną kosztem
          > innych.

          Wskaż mi choć jeden przykład "chowania geniuszy" w Polsce, a powiem Ci, czy
          piszesz w ogóle o czymkolwiek oprócz własnych wyobrażeń.

          Ja zróciłam tylko uwagę,
          > że metoda tej troski - selekcja - m o ż e mieć nagatywne konsekwencje dla
          > rozwoju emocjonalnego i duchowego,

          Nie jest mi znane stosowanie tej metody w Polsce.
          • daggga Re: Pomóc geniuszowi 15.03.05, 17:12
            ardzuna napisała:
            >
            > Wskaż mi choć jeden przykład "chowania geniuszy" w Polsce, a powiem Ci, czy
            > piszesz w ogóle o czymkolwiek oprócz własnych wyobrażeń.
            A dlaczego w POlsce, co to, zastrzeżony teren duskusji do Polski? Jakie
            przykłady mam Ci podawać, skoro do tego służy właśnie ten wątek? Poszukaj sobie
            na nim przykładów.
            Jesli sądzisz, że w POlsce nie ma ż a d n y c h metod postępowania z dziećmi
            szczególnie uzdolnionymi, to tym bardziej powinno się o tym dyskutować.
            Dyskusja zaś polega na wymianie doświadczeń i wyobrażeń właśnie. Zarzucasz mi,
            że pisze o swoich wyobrażeniach - więc powiedz mi, o czym mam pisać, skoro wg
            Ciebie Polacy nie mają na polu wychowwywania zdolnych dzieci doświadczeń???

            Ja zróciłam tylko uwagę,
            > > że metoda tej troski - selekcja - m o ż e mieć nagatywne konsekwencje dla
            >
            > > rozwoju emocjonalnego i duchowego,
            >
            > "Nie jest mi znane stosowanie tej metody w Polsce". - piszesz.
            To ciekawe. Selekcja, obok socjalizacji, jest podstawowym procesem w oświacie
            szkolnej świata zachodniego. Zaczyna się od ocen, poprzez egzaminy, wybór szkół
            średnich itd. Można ją zminimalizować (jak teraz w Polsce - wycofanie stopni w
            niższych klasach) albo zaostrzyć, ale jest zawsze, wpisana w zachodnią
            filozofię życia.

            • ardzuna Re: Pomóc geniuszowi 16.03.05, 17:49
              daggga napisała:

              > A dlaczego w POlsce, co to, zastrzeżony teren duskusji do Polski? Jakie
              > przykłady mam Ci podawać, skoro do tego służy właśnie ten wątek? Poszukaj
              sobie
              >
              > na nim przykładów.
              > Jesli sądzisz, że w POlsce nie ma ż a d n y c h metod postępowania z
              dziećmi
              > szczególnie uzdolnionymi, to tym bardziej powinno się o tym dyskutować.
              > Dyskusja zaś polega na wymianie doświadczeń i wyobrażeń właśnie. Zarzucasz
              mi,
              > że pisze o swoich wyobrażeniach - więc powiedz mi, o czym mam pisać, skoro wg
              > Ciebie Polacy nie mają na polu wychowwywania zdolnych dzieci doświadczeń???

              W pierwszym zdaniu piszesz, że nie nalezy się ograniczac do Polski, w ostatnim -
              że musisz pisać o swoich wyobrażeniach, skoro nie ma polskich doświadczeń. To
              nielogiczne - pisz w takim razie o zagranicy.

              Poza tym piszesz: "Jesli sądzisz, że w POlsce nie ma ż a d n y c h metod
              postępowania z dziećmi szczególnie uzdolnionymi, to tym bardziej powinno się o
              tym dyskutować." - tak, powinno się o tym dyskutować, ale nie powinno się
              krytykować przyjętych rozwiązań, skoro żadne nie sa przyjęte - w ten sposób
              zdradza się tylko swoją ignorancję. Wcześniej napisałaś "uważam,
              że przy "chownaiu geniuszy" nacisk położony jest na sfere intektualną kosztem
              innych." - na podstawie czego to napisałaś?

              > To ciekawe. Selekcja, obok socjalizacji, jest podstawowym procesem w oświacie
              > szkolnej świata zachodniego. Zaczyna się od ocen, poprzez egzaminy, wybór
              szkół
              >
              > średnich itd. Można ją zminimalizować (jak teraz w Polsce - wycofanie stopni
              w
              > niższych klasach) albo zaostrzyć, ale jest zawsze, wpisana w zachodnią
              > filozofię życia.

              Owszem - selekcja jest nieodłączna od systemów edukacyjnych i w ogóle od życia.
              Ty natomiast pisałaś o selekcji jako szczególnej metodzie troski o dzieci -
              "geniusze" i krytykowałaś ją (bo nie krytykowałaś selekcji jako immanentnej
              części systemu). Ta metoda nie jest stosowana w Polsce. Co więc krytykowałaś?
    • tolka3 Re: Pomóc geniuszowi 16.03.05, 12:22
      Dziewczyny proszę, nie nazywajcie swoich maluchów geniuszami tylko dlatego, że
      wcześnie zacynają czytać, pisać, liczyć... Są to dzieci szybciej rozwijające
      się, niewątpliwie uzdolnione, ale żeby od razu geniusze... Był tu tatuś ze
      Stanów, który nie widzi nic złego w wyścigu szczurów niemalże przedszkolaków.
      Ochów i achów nad niektórymi dziećmi nie ma końca. Takim postępowaniem można
      wyrządzić dziecku niezłą krzywdę. To, że dziecku trzeba stwarzać jak najlepsze
      warunki do rozwoju jest oczywiste. Nie wiem, czy selekcja (ja jestem jej
      przeciwna), na pewno nie izolacja w zamkniętym "lepszym" (w mniemaniu rodziców
      i w konsekwencji dzieci) środowisku. Bo dziecko należy też uczyć pokory. Tylko
      z tym może być problem, jeśli tej pokory nie mają rodzice. Nie wpajajmy
      dzieciom, że świat dzieli się na ludzi z IQ większym niż X i tych z IQ niższym
      niż X. Inteligecnja emocjonalna jest równie ważna (jak dla mnie nawet
      ważniejsza) w życiu.
      • diagnosta7 ARDZUNA - TAK 16.03.05, 20:27
        Mozna by zamknac wywod jednym zdaniem:ardzuna ma racje. Rozumiem i doceniam to,
        o czym pisza inni:wlasne przemyslenia, doswiadczenia oraz dylematy dotyczace
        wartosci moralnych w naszym swiecie, ale istnieje tez wiedza obiektywna, ktora
        moim zdaniem nalezy wykorzystywac.
        Truizmem pachnie stwierdzenie, ze trzeba dbac o wszechstronny rozwoj zdolnego
        dziecka, emocjonalny i intelektualny, bo przeciez to prawda dotyczaca kazdego
        mlodego czlowieka w rownym stopniu, niezaleznie od tego, czy jest ponizej,
        powyzej czy w normie. Stanowczo stwierdzam,ze dzieci wybitne(nazwijmy je tak
        umownie),beda sie rozwijac prawidlowo tylko w odpowiednio stworzonych warunkach.
        Niestety w Polsce brakuje literatury tematu, a przede wszystkim badan i
        opracowan naukowych. No i nauczyciele oraz inni edukatorzy nie sa przygotowani
        do radzenie sobie z tym problemem. Powolam sie wiec glownie na amerykanskie
        doswiadczenia, bo maja prawdziwa kopalnie wiedzy na temat dzieci zdolnych. I
        nie ma to znaczenia, ze roznimy sie od Amerykanow kulturowo, bo potrzeby
        dzieci, okreslanych tam jako "gifted", sa wszedzie takie same, niezaleznie od
        kraju, kultury i wychowania.
        Postaram sie przekazac w skrocie te czesc informacji, plynacej nie z teorii i
        indywidualnego doswiadczenia, ale z praktyki i wiedzy ogolnej.Chyba jednak w
        nastepnym liscie.
        • daggga Re: ARDZUNA - TAK 22.03.05, 13:38
          Mozna by zamknac wywod jednym zdaniem:ardzuna ma racje. Rozumiem i doceniam to,
          >
          > o czym pisza inni:wlasne przemyslenia, doswiadczenia oraz dylematy dotyczace
          > wartosci moralnych w naszym swiecie, ale istnieje tez wiedza obiektywna,
          ktora
          > moim zdaniem nalezy wykorzystywac.
          Istnieje wiedza obiektywna - coż za atak scjentyzmu w czasach, jak by nie było,
          ponowoczesnych! Róznych pedagogik, antypedagogik itd. jest dziś do koloru i
          wyboru, w Ameryce, jak się zdaje, zależy to od stanu... żartuję. Z pewnością
          selekcja to tak wazny element edukacji, że zrównano zasady jej dotyczące w
          całym USA. Nie wiem , chętnie się dowiem, jak działa tam dokładnie system
          szkolny - coś niecoś jednak chyba do polskiej opinii publicznej doszło na ten
          temat?




          > Truizmem pachnie stwierdzenie, ze trzeba dbac o wszechstronny rozwoj zdolnego
          > dziecka, emocjonalny i intelektualny, bo przeciez to prawda dotyczaca kazdego
          > mlodego czlowieka w rownym stopniu, niezaleznie od tego, czy jest ponizej,
          > powyzej czy w normie. Stanowczo stwierdzam,ze dzieci wybitne(nazwijmy je tak
          > umownie),beda sie rozwijac prawidlowo tylko w odpowiednio stworzonych
          warunkach

          > "I nie ma to znaczenia, ze roznimy sie od Amerykanow kulturowo, bo potrzeby
          > dzieci, okreslanych tam jako "gifted", sa wszedzie takie same, niezaleznie od
          > kraju, kultury i wychowania"
          powinnaś żyć w czasach Darwina wink
          Jako laik (kończyłam socjologię, nie amerykanistyke)sądzę, że USA jest krajem
          kulturowo b. specyficznym pod względem tematu, o którym dyskutujemy. Zasady
          selekcji szkolnej, awansu społecznego, sukcesu zawodowego - to zupełnie "inny
          świat" wobec realiów krajów postkomunistycznych, jak Polska, nie mówiąc już o
          całej reszcie świata, o kulturach opartych nie na kulcie indywidualnego
          sukcesu, ale na wartości wspólnoty, rodziny itd. Od dzeisiątek lat NAUKOWCY (bo
          jest ich wiele gatunków, nie tylko badaczy uwarunkowań sukcesu gifted-dzieci)
          mówią o kryzysie zachodu, zachodniego człowieka, o nerwicach, dehumanizacji,
          alienacji i długo by tu jeszcze... Naprawdę bardzo nie na czasie jest wiara w
          obiektywną naukę bez wartościowania. Dlatego uważam, że niezmiernie ciekawa
          dyskusja, jaką się tu prowadzi, nie powinna zawężać się do referowania "wiedzy
          obiektywnej" (w dodatku made in USA). Ja byym przyznała dziś, jak nigdy, prawo
          głosu też innym, mniej popularnym narracjom - po to wszak jest dyskusja! Choć
          oczywiście wiedza, którą zamierzasz przedstawić, będize również nieoceniona.
          pozdrawiam
          daga

          PS "Truizmem pachnie stwierdzenie, ze trzeba dbac o wszechstronny rozwoj
          zdolnego
          > dziecka, emocjonalny i intelektualny, bo przeciez to prawda dotyczaca kazdego
          > mlodego czlowieka w rownym stopniu, niezaleznie od tego, czy jest ponizej,
          > powyzej czy w normie."
          Zauważ, że wiele truizmów nie ma odzwierciedlenia w praktyce społecznej.
          TRuizmem jest też stwierdzenie, że np. trzeba szanowac dziecko, a
          rzeczywistość...
    • barbin Re: Pomóc geniuszowi 16.03.05, 20:48
      Pomóc geniuszowi to moim zdaniem nie robić z niego geniusza. Inteligencja
      emocjonalna, o której pisała moja poprzedniczka, to w/g mnie podstawa, czytać i
      pisać można się nauczyć w każdym wieku.
      Umiejetność pisania i liczenia, którą opanowałam (chyba z nudów) w 4 roku życia
      na nic mi się nie przydała, Nobla z tego powodu nie dostanę. Pracuję z kolegą,
      który jest niezwykle inteligentny i szczerze przyznam- lepszy ode mnie, a z
      tego, co wiem, w podstawówce miał ogromne kłopoty z nauką.
      Moja córka- zdolna jak wielu jej rówieśników, w wieku 2 lat liczyła do 20,
      recytowała wierszyki składające sie z kilku zwrotek i rysowała literki.
      Teraz ma prawie 3 lata i nie wiem czy umie policzyc do pięciu. Dlatego,że w
      międzyczasie było multum innych pomysłów na życie. Nie chcę jej niczego
      narzucać, nie chcę, aby zbyt wcześnie ukierunkowała swoje zainteresowania, bo
      wtedy zamnknie się na wiele innych spraw. Mam nadzieję, że nauczę ją jak dobrze
      życ i jak w przyszłości wykorzystać zdolności i inteligencję.
      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi EARLY BLOOMER & LATE BLOOMER 16.03.05, 22:13
        barbin napisała:

        > Pomóc geniuszowi to moim zdaniem nie robić z niego geniusza. Inteligencja
        > emocjonalna, o której pisała moja poprzedniczka, to w/g mnie podstawa, czytać
        i pisać można się nauczyć w każdym wieku.
        > Umiejetność pisania i liczenia, którą opanowałam (chyba z nudów) w 4 roku
        życia na nic mi się nie przydała, Nobla z tego powodu nie dostanę. Pracuję z
        kolegą,
        > który jest niezwykle inteligentny i szczerze przyznam- lepszy ode mnie, a z
        > tego, co wiem, w podstawówce miał ogromne kłopoty z nauką.

        I tu zaczyna sie problem pomijany niemal przez wszystkich.
        Sa dzieci ,ktore zaczynaja sie rozwijac bardzo dobrze bardzo wczesnie i sa
        nieslusznie zaliczane do geniuszy i sa tez dzieci jak Einstein,ktore zaczynaly
        sie rozwijac powoli i slabo ale pozniej przyspieszaly zasadniczo i przeganialy
        cala reszte.Do takich late bloomers ja tez naleze.W pierwszych klasach
        podstawowki w ogole nauka sie mnie nie trzymala,ale w szkole sredniej bylem juz
        sredni a na studiach bylem bardzo dobry.

        > Moja córka- zdolna jak wielu jej rówieśników, w wieku 2 lat liczyła do 20,
        > recytowała wierszyki składające sie z kilku zwrotek i rysowała literki.
        > Teraz ma prawie 3 lata i nie wiem czy umie policzyc do pięciu. Dlatego,że w
        > międzyczasie było multum innych pomysłów na życie. Nie chcę jej niczego
        > narzucać, nie chcę, aby zbyt wcześnie ukierunkowała swoje zainteresowania, bo
        > wtedy zamnknie się na wiele innych spraw. Mam nadzieję, że nauczę ją jak
        >dobrze życ i jak w przyszłości wykorzystać zdolności i inteligencję.

        Glownie o to chodzi,zeby nie napierac na dzieciaka za bardzo,bo kazdy ma swoj
        wewnetrzny clock.
        Rywalizacja miedzy dziecmi jest konieczna,ale nie nalezy sie przejmowac,ze
        wlasnie teraz dziecko nie jest najlepsze,bo moze wyplynac za rok czy 3 lata.
      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 04:55
        > Pomóc geniuszowi to moim zdaniem nie robić z niego geniusza.

        Nie mozna zrobic badz nie zrobic. Geniuszem sie rodzi.Mozna oczywiscie
        uniemozliwic mu normalny = odpowiedni do potrzeb rozwoj.
        > czytać i
        > pisać można się nauczyć w każdym wieku.
        Nie mozna.
        Tylko niektorym sie udaje wczesniej.

        > Umiejetność pisania i liczenia, którą opanowałam (chyba z nudów) w 4 roku
        życia
        >
        > na nic mi się nie przydała

        A moze ktos w pore nie zadbal o Twoj rozwoj.

        >lepszy ode mnie, a z
        > tego, co wiem, w podstawówce miał ogromne kłopoty z nauką.

        Bo moze sie nikt na nim nie poznal. Nie jest niczym niezwyklym, ze dziecko
        inteligentne ma klopoty w szkole.

        >Mam nadzieję, że nauczę ją jak dobrze
        >
        > życ i jak w przyszłości wykorzystać zdolności i inteligencję.

        Jezeli nie bedzie jej uzywac, to nie wykorzysta.
        • barbin Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 07:12
          Diagnosto, czy Ty uważasz, że inteligencję wykorzystuje się wyłącznie
          realizując programy szkolne? W żadnym wypadku. Ja uważam, że organizowanie
          dziecku ciekawego życia, stwarzanie okazji do podejmowania decyzji,
          rozwiązywania problemów jest o wiele lepsze. Sądzę, że dla 3-latka ugotowanie
          zupy dla misia może być bardziej rozwijające niż mobilizowanie go do czytania
          książek.
          • tolka3 Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 09:31
            Jestem dokałdnie takiego samego zdania. Geniusz poradzi sobie na pewno bez nas!
            Wybitnie uzdolnione dziecko też powinno, pokazujmy mu "jedynie" świat, ono
            wyłapie z niego to, co będzie dla niego najciekawsze, rozwinie się w
            odpowiednim kierunku (w takim, w jakim samo będzie chciało).
            • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 14:44
              > Jestem dokałdnie takiego samego zdania. Geniusz poradzi sobie na pewno bez
              nas!
              >
              > Wybitnie uzdolnione dziecko też powinno, pokazujmy mu "jedynie" świat, ono
              > wyłapie z niego to, co będzie dla niego najciekawsze, rozwinie się w
              > odpowiednim kierunku (w takim, w jakim samo będzie chciało).

              Przepraszam, ale to zupelnie bledne przekonanie.Niestety pokutuje ono nie tylko
              w naszym kraju. Wlasnie dzieki niemu (miedzy innymi), nie traktuje sie dzieci
              uzdolnionych w sposob na jaki zasluguja.Maja tego czegos wiecej, to juz i tak
              sa uprzywilejowane i nich radza sobie same. Nic bardziej blednego i
              krzywdzacego.Jak to jest,ze ze zrozumieniem podchodzimy do tego, ze
              dzieciom "specjalnej troski" potrzebna jest pomoc, dostosowanie materialu i
              sposobu nauki do ich mozliwosci. Tego samego trzeba dzieciom wybitnym poniewaz
              znajduja sie one na tym samym continuum, tyle, ze po jego drugiej stronie.
          • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 14:25
            > Diagnosto, czy Ty uważasz, że inteligencję wykorzystuje się wyłącznie
            > realizując programy szkolne?

            Absolutnie nie w tym rzecz. Oczywiscie,ze nie wylacznie. Jednak dziecko spedza
            w szkole czesto ponad pol dnia i jesli przez ten czas bedzie sie nudzic, to
            skonczy co najmniej z gleboka frustracja. Poza tym szkola powinna miec sens dla
            dziecka,a jesli nie bedzie sie w niej uczyc czegos nowego, sensu tego nie
            znajdzie.Wyobraz sobie, ze po nic nie dajacych zajeciach szkolnych zaczynasz z
            dzieckiem po poludniu ture uzupelniajaca , czyli kolejna szkole. Predzej czy
            pozniej sie zbuntuje, bo musi miec czas na zabawe i zycie towarzyskie.
            Wyobraz sobie dorosla osobe, ktora smiertelnie nudzi sie w pracy, nie ma
            zadnych wyzwan, ani satysfakcji. Normalny czlowiek poszuka sobie innego
            miejsca, lub bedzie skrajnie nieszczesliwy. Tak samo jest z dzieckiem, tyle, ze
            ma bardzo ograniczone mozliwosci znalezienia sobie lepszego miejsca, bo jego
            zycie zalezy od doroslych.I dlatego uwazam za sprawe zasadnicza, aby nauczanie
            bylo odpowiednie do mozliwosci.
            I jeszcze jedno:dyskutujemy tu naprawde o niewielkiej grupie dzieci. Takie
            trafia sie w klasie jedno, czasem troje, a czasem w ogole.
    • tolka3 pokora... :) 17.03.05, 10:05
      ardzuna napisała:


      > Mnie normalna szkoła podstawowa w towarzystwie samych dzieci mniej
      uzdolninych
      > niż ja całkowicie oduczyła pokory, której musiałam się długo i pracowicie
      > później uczyć. Teraz jestem po raz pierwszy w towarzystwie ludzi, przy
      których
      > muszę sie starac, zeby się utrzymać na własciwym, średnim poziomie naukowym,
      i
      > dopiero teraz czuję, że zaczynam się widzieć we właściwych proporcjach.
      >

      Rzeczywiście dziecku, które jest najlepsze w grupie rówieśników (chociażby w
      klasie) trudno jest ot tak nauczyć się pokory samemu. Ale od tego właśnie
      jesteśmy my, rodzice! To wszystko, o czym tutaj czytam, zapędy rodziców do
      tworzenia specjanych klas a nawet szkół dla dzieci wybitnie uzdolnionych,
      patrzenie na nie jak na geniuszy, właśnie tej pokory ich pozbawia. To, że
      dziecko dobrze się uczy, że w jakiejśc dziedzinie radzi sobie lepiej od innych,
      powinno być dla tego dziecko rzeczą naturalną, a nie powodem do nadmiernej dumy
      z jednej strony i pogardy dla tych słabszych z drugiej. Takie dziecko powinno
      umieć zauważać atuty innych dzieci. Co z tego, że ktoś się słabiej uczy? Może
      nauka go nie pociąga, nudzi go, on woli śpiewać, graćna skrzypcach, czy
      chociażby pływać i wyrośnie na mistrza olimpijskiego w pływaniu! Czy jest
      gorszy, bo w szkole ma gorsze stopnie ode mnie? Zdecydowanie wolałabym, by moje
      dziecko znalazło tę pasję. Jeszcze jedno: słabsze w nauce dzieci bardzo często
      róewnież przejawiają niezwykłe zdolności w konkretnych dziedzinach. Często
      ujawniają się one później, często dopiero wtedy, gdy uważane za gorsze, głupsze
      w dzieciństwie (niestety nie tylko przez "wybitnych" rówieśników, ale i
      nauczycieli) przełamują swoją nieśmiałość i poczucie niższości i zaczynają
      trochę odważniej podchodzić do życia i rozwijają skrzydła.

      Dletego ardzuna z całym szacunkiem, ale Twój argument o negatywnym wpływie na
      Ciebie otoczenia, w którym zawsze byłaś najlepsza, zupełnie do mnie nie
      przemawia. Po prostu popełniono w Twoim przypadku błędy wychowawcze.
      • ardzuna Re: pokora... :) 17.03.05, 18:51
        tolka3 napisała:

        > Rzeczywiście dziecku, które jest najlepsze w grupie rówieśników (chociażby w
        > klasie) trudno jest ot tak nauczyć się pokory samemu. Ale od tego właśnie
        > jesteśmy my, rodzice! To wszystko, o czym tutaj czytam, zapędy rodziców do
        > tworzenia specjanych klas a nawet szkół dla dzieci wybitnie uzdolnionych,
        > patrzenie na nie jak na geniuszy, właśnie tej pokory ich pozbawia.

        Tolko, otóż właśnie usiłuję napisać i nie wiem, ile jeszcze razy mam to pisać.
        Nawet utworzenie oddzielnej klasy dla dzieci uzdolnionych (a nie napisałam, ze
        opowiadam sie za takim własnie rozwiązaniem) uczy pokory, a nie oducza jej.
        Dzieciom nie musi się pwotarzać, ze są geniuszami (i robilby to chyba jedynie
        ktoś, kto nie ma elementarnego pojecia o wychowaniu), natomiast dziecko w
        towarzystwie rówieśników, którym musi dorónywać i od których nie jest po prostu
        lepsze, nie nabywa syndromu "najmadrzejszego w całej wsi". Dziecko szczególnie
        uzdolnione w klasie, w której jest otoczone wyraźnie gorszymi rówieśnikami,
        niezależnie od tego, jak bardzo uczone jest, że inni są równie wartościowi, i
        niezaleznie od tego, jak bardzo to przyjmuje i akceptuje - na poziomie
        operacyjnym spędza latami, tygodniami, dniami, godzinami czas w ciężkiej nudy
        (o jakiej jakże trafnie pisał diagnosta - "Wyobraz sobie dorosla osobe, ktora
        smiertelnie nudzi sie w pracy, nie ma zadnych wyzwan, ani satysfakcji. Normalny
        czlowiek poszuka sobie innego miejsca, lub bedzie skrajnie nieszczesliwy. Tak
        samo jest z dzieckiem, tyle, ze ma bardzo ograniczone mozliwosci znalezienia
        sobie lepszego miejsca, bo jego zycie zalezy od doroslych"). Tak śmiertelnie i
        beznadziejnie nudzi się dzięki dukającym i z jego punktu widzenia tępym kolegom
        i koleżankom. To jest coś, czego nie można darować innym nawet w zamian za to,
        że dobrze pływają - bo tępą nudę fundują nam tu i teraz. Do tego dzieci
        szczególnie uzdolnione sa często odrzucane przez otoczenie, o czym też pisał
        diagnosta ("Czuja sie nieszczesliwe, bo maja poczucie innosci i niedopasowania,
        braku akceptacji i odrzucenia.") i masz niedopasowenie społeczne oraz tragedie
        życiowe gotowe.

        Co z tego, że ktoś się słabiej uczy? Może
        > nauka go nie pociąga, nudzi go, on woli śpiewać, graćna skrzypcach,

        Tak się składa, ze w mojej klasie to ja gralam... smile

        Jeszcze jedno: słabsze w nauce dzieci bardzo często
        >
        > róewnież przejawiają niezwykłe zdolności w konkretnych dziedzinach. Często
        > ujawniają się one później, często dopiero wtedy, gdy uważane za gorsze,
        głupsze
        >
        > w dzieciństwie (niestety nie tylko przez "wybitnych" rówieśników, ale i
        > nauczycieli) przełamują swoją nieśmiałość i poczucie niższości i zaczynają
        > trochę odważniej podchodzić do życia i rozwijają skrzydła.

        To nie wróci innym dzieciom czasu, który strawiły na cieżką nudę. Zresztą dla
        twojej informacji są również badania swiadczące o niekorzystnym wpływie
        obecności dzieci szczególnie uzdolnionych w "zwykłych klasach". Dzieci gorzej
        sie w danym momencie uczące widzą, że są inni o poziomie dla nich
        niedoścignionym choćby starały się najbardziej jak mogą, i że ci inni uzyskują
        ów poziom bez żadnego wysiłku; w związku z tym rezygnują z wysiłków, bo po co
        się męczyć, jeśli nie przynosi to żadnych efektów.

        > Dletego ardzuna z całym szacunkiem, ale Twój argument o negatywnym wpływie na
        > Ciebie otoczenia, w którym zawsze byłaś najlepsza, zupełnie do mnie nie
        > przemawia. Po prostu popełniono w Twoim przypadku błędy wychowawcze.

        Oj, kochana, uczono mnie tego wszystkiego, co trzeba. Co z tego, skoro
        rzeczywistosć - taka jaka była - mówiła sama za siebie. Jak juz pisałam, więcej
        nauczyło mnie na mój temat towarzystwo ludzi, przy których musiałam się
        wysilać, niż nawet najbardziej górnolotne hasełka powtarzane ustawicznie w imię
        dobrego wychowania.
    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 13:11
      Od kiedy selekcja? Zdania uczonych na ten temat od lat są podzielone, a jeśli
      nawet zwolennicy specjalnych klas dla uzdolnionych mieliby rację, to i tak
      nasza dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo polski system szkolny jaki jest, każdy
      widzi. Urawniłowka do końca gimnazjum, a na prowincji, gdzie wybór szkół
      średnich i "wyższych" jest niewielki, to do końca edukacji.
      Ze niby można dokonać selekcji w ramach szkoły?
      A pamiętacie niedawne święte oburzenie w Gazecie Wyborczej,że w polskich
      szkołach "dzieli się" dzieci?
      W tej materii nic sie na razie nie da zrobić, nowa matura też jest przecież dla
      przeciętnych, nie dla wybitnych.

      Celem dyskusji na forum jest, aby młodzi , niedoświadczeni rodzice umieli
      pomóc swoim dzieciom rozwinąć ich zdolności. Jasne,żete talenty mogą być
      różne, np. młody człowiek może miec zamiłowanie do stolarstwa, inny - lubić
      grzebanie w silnikach samochodowych i naprawde nie należy przekonywać ich, że
      do szczęścia konieczne jest zdobycie na siłę tytułu mgr marketingu i
      zarządznia. W normalnym społeczeństwie dla każdego człowieka powinno być
      miejsce, bo każdy ma jakieś zdolności.

      Przedmiotem dyskusjii są nieprzeciętne zdolności intelektualne, i ja się będę
      upierać, że bardzo często te zdolności są marnowane, z wielką szkodą nie tylko
      dla tego konkretnego człowieka , ale przede wszystkim dla społeczeństwa.
      W naszym własnym interesie dbajmy o talenty. Temu słuzy między innymi
      akcja "Polityki" , skierowana do młodych naukowców, pod hasłem "Zostańcie z
      nami".
      Powiedzmy młodym rodzicom, że jest specjalny Fundusz na Rzecz Dzieci.
      Że w szkołach powinny być organizowane nie tylko olimpiady przedmiotowe dla
      najstarszych uczniów, ale konkursy typu Zabka lub Kangur Matematyczny, nawet
      dla tych najmłodszych.
      Doradżmy, gdzie są dobre, rozwijające przedszkola, społeczne szkoły podstawowe
      z autorskimi programami. W dużych miastach jest łatwiej, szczególnie,gdy ma sie
      dobrą sytuacje materialną.

      Ja ze swej strony chciałabym doradzić zapisanie dziecka do szkoły muzycznej,
      oczywiście tylko takiego, które ma jaki taki słuch muzyczny. Zdolności muzyczne
      zreszta często idą w parze ze zdolnościami matematycznymi.
      Jeżeli nie szkoła ,to ognisko muzyczne, ale - uwaga - nie lekcje
      prywatne.Ognisko jest tańsze, szkoła jest za darmo. Wazne, by dziecko
      przebywało w grupie takich "lepszych" dzieci, bo trzeba być dobrym uczniem, by
      pogodzić nauke w dwóch szkołach.
      Posłanie dziecka na lekcje muzyki to jest kulturalne zagospodarowanie jego
      czasu wolnego , i przygotowanie przyszłego odbiorcy sztuki.W szkole lub ognisku
      muzycznym uczeń ma możliwość publicznych wystepów, co jest bardzo ważne, dla
      dzieci introwertycznych,lub przewrażliwionych, a takimi są często uzdolnieni
      uczniowie. A co najważniejsze - nauka gry na instrumencie w rewelacyjny
      sposób aktywizuje mózg. Nie wiem, na czym to polega, wiem tylko, że świetnie
      rozwija pamięć. Przywołam jeszcze trywialny argument, że artystyczne hobby i
      konkretne pozazawodowe umiejętności są bardzo ważne w aplikacjach o przyjecie
      na dobry Uniwersytet (przynajmiej w USA)oraz w staraniach o dobra pracę.
      Do ogniska muzycznego można zapisać nawet 4 letniego malucha.

      Może sie mylę, ale nie zgadzam się, że dzieci uzdolnione należy uczyć "pokory".
      Każdy powinien mieć świadomość własnej wartości.Skończmy z polskim piekłem,
      gdzie nikomu nie wolno sie wychylić.


      • tolka3 Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 13:43
        Kurcze czepiłam się tej pokory, za co z góry przepraszam, bo robię się
        monotematyczna, ale muszę wyjaśnić, o co mi chodziło smile

        Zupełnie nie o niewychylanie się mi chodziło. Wręcz przeciwnie. Dziecko powinno
        znać swoją wartość, jak najbardziej, ale nie tylko swoją. Pokora w jej dobrym
        znaczeniu. I bez przesady. Z definicji (nietrafionej zresztą) "pokora to
        uniżona postawa wobec kogoś, czegoś; brak buntu wobec przeciwności; potulność,
        uległość, uniżoność". Takie pojęcie pokory z pewnością nie pozwala nam zachować
        poczucie własnej wartości. Ja zupełnie inczej ją pojmuję. Raczej jako
        umiejętność rozpoznania i zaakceptowania własnych ograniczeń i słabości, jak
        również rozpoznania i zaakceptowania ich u innych, z jednoczesnym szacunkiem
        dla siebie i innych, otwartością i bez przesadnej dumy. Bunt jak najbardziej.
        Uniżoność, uległość - nie. Ale odrobina pokory, takiej, jaką ja ją widzę, jak
        najbardziej.

        Broń Boże nie zamierzam (i zarazem jestem temu całkowicie przeciwna) ograniczać
        w żaden sposób mojego dziecka, obniżać mu lotów, niech się wychyla ile wlezie.
        Oby nie było to objawem zarozumiałości. Ok, może moja definicja tej
        nieszczęsnej pokory trochę odbiega od powszechnie znanej (i jest tylko moim
        wymysłem)... jestem przeciwna przesadnej skromności, jestem też przeciwna
        zarozumiałości. Środek chyba warto znaleźć.

        • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 17.03.05, 15:00
          > Broń Boże nie zamierzam (i zarazem jestem temu całkowicie przeciwna)
          ograniczać
          >
          > w żaden sposób mojego dziecka, obniżać mu lotów, niech się wychyla ile
          wlezie.
          > Oby nie było to objawem zarozumiałości. Ok, może moja definicja tej
          > nieszczęsnej pokory trochę odbiega od powszechnie znanej (i jest tylko moim
          > wymysłem)... jestem przeciwna przesadnej skromności, jestem też przeciwna
          > zarozumiałości. Środek chyba warto znaleźć.

          Nie wyglada na to, zeby zarozumialosc grozila Twojemu dziecku, bo zwracasz na
          to uwage i bedziesz Mu wszczepiac wartosci moralne, ktore Tobie sa bliskie.
          Widac tu wiec jak wielkie znaczenie ma wychowanie i wpajanie tego, co w zyciu
          wazne. Nie stoi to jednak w zaden sposob w sprzecznosci z koniecznoscia
          stwarzania dzieciom wybitnym odpowiednich warunkow do nauki nawet, jesli czasem
          ma to przybrac postac "selekcji".

          • diagnosta7 ARDZUNA - TAK c.d. 17.03.05, 15:31
            Mity i rzeczywistosc.
            1.Wszystkie dzieci sa wyjatkowe, ale w rozumieniu "wybitnosci" jest ich okolo 5%
            + 3% ze specjalnymi talentami(muzycznym, sportowym,itd.)
            2.Bardzo czesto wybitnosc jest asynchroniczna-dziecko wykazuje zdolnosci w
            jednej dziedzinie, ale moze miec klopoty w innej.
            3.Nie wszystkie dzieci wybitne zaczynaja czytac wczesniej niz ich rowiesnicy,
            choc te ktore to czynia, czesto bywaja"gifted".
            4.Dzieci wybitne takimi sie rodza, nie da sie ich wykreowac. Niezaleznie od
            tego, jak bardzo dziecko jest wybitne, bez wsparcia i stymulacji z zewnatrz,
            nie bedzie w stanie rozwinac swych zdolnosci.
            5.Rodzice sa pierwszymi obserwatorami i to oni widza, szczegolnie w pierwszych
            trzech latach zycia, jak rozwija sie ich dziecko. Wczesna identyfikacja pomaga
            w optymalnym rozwoju.
            6.Dzieci wybitne musza uczyc sie umiejetnosci spolecznych: miec kontakt z
            podobnymi do siebie, ale takze z dziecmi w tym samym wieku.Ich rozwoj nie moze
            byc jednak hamowany tylko po to, by spelnic cele spoleczne.
            7.Wiekszosc dzieci utalentowanych ma poczucie wlasnej wartosci. Okolo 25%
            przejawia problemy emocjonalne i w kontaktach z rowiesnikami.Im dziecko
            bardziej wybitne, tym wieksze napotyka trudnosci.
            8.Powinno sie dzieciom tlumaczyc dlaczego roznia sie od innych,wyjasniac
            problemy, przestrzegac przed konsekwencjami.(Niekoniecznie musza czuc sie
            lepsze, pogardzac innymi-tu wiele moze pomoc wychowanie, a takze odpowiedni
            dobor partnerow do nauki.Trzeba pamietac,ze dla czesci dzieci ich wybitnosc
            jest przeklenstwem. Czuja sie nieszczesliwe, bo maja poczucie innosci i
            niedopasowania, braku akceptacji i odrzucenia. Tu znow moze pomoc adekwatny
            dobor uczniow i materialu do nauki).
            9.Dzieci wybitne moga realizowac swoj potencjal w tej samej klasie co ich
            rowiesnicy, pod warunkiem, ze material bedzie dobrany odpowiednio. Przenoszenie
            do klas wyzszych nie jest dla dzieci szkodliwe, aczkolwiek decyzje o
            przyspieszeniu sciezki edukacyjnej nalezy podejmowac bardzo indywidualnie.

            To jest ulamek danych pochodzacych z wieloletnich badan i praktyki klinicznej.
            • tolka3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 17.03.05, 16:06
              Czyli jaki z tego wniosek? Bo jak dla mnie to raczej na "nie" dal selekcji. Tak
              się zastanawiam, o jaką selekcję chodzi w ogóle. Bo czy można w ogóle
              selekcjonować dzieci wybitnie uzdolnione w szkole? Przecież wybitne zdolności
              niewiele mają ze szkołą wspólnego. W przypadku oczywiście zdolności
              matematycznych, fizycznych czy chemicznych, czyli związanych z przedmiotami
              szkolnymi, zależność jest, ale takie dzieci mają zazwyczaj indywidualny tok
              nauczania danego przedmiotu, bo inaczej u najzwyczajniej w świecie się nie da.
              Dwóch wybitnie matematycznie uzdolnionych uczniów nie będzie szło tym samym
              tokiem, również potrzebują innego tempa, innego programu. Z kolei uzdolnienia
              muzyczne, plastyczne czy sportowe wymagają zajęć dodatkowych. Oczywiście tworzy
              się klasy, szkoły sportowe, plastyczne, ale to na późniejszym etapie i wybór
              dot. uczęszczania do nich należy już tutaj zazwyczaj do dziecka. Także gdzie tu
              miejsce na klasyczną, chętnie widzianą przez niektórych rodziców, selekcję?

              > 5.Rodzice sa pierwszymi obserwatorami i to oni widza, szczegolnie w
              pierwszych
              > trzech latach zycia, jak rozwija sie ich dziecko. Wczesna identyfikacja
              pomaga
              > w optymalnym rozwoju.

              Rozumiem, że chodzi tylko i wyłącznie o indentyfikację potencjału? Bo wczesne
              ukierunkowanie dziecka może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dzieciom
              zainteresowania zmieniają się często tysiąc razy w miesiącu.
              • diagnosta7 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 17.03.05, 16:33
                Wlasnie usiluje przekazac, ze wybitnosc ma malo wspolnego ze szkola, a powinna
                miec.Slowo "selekcja" jest umowne. Moze raczej identyfikacja i stworzenie
                odpowiednich warunkow do nauki.Zauwazenie, wylowienie, wsparcie- o te selekcje
                chodzi. Nie ma w Polsce innych rozwiazan poza indywidualnym tokiem nauczania
                (stosowany niechetnie) i w wyjatkowych przypadkach, przeskakiwanie klasy. Sa
                jednak inne metody na swiecie i warto cos podpatrzec.Dwoch wybitnych nie musi
                isc tym samym tokiem, ale na pewno stworzenie grupy dzieci o podobnym
                potencjale pomoze im w nauce, nawet jesli nie"pasuja "do siebie idealnie. Na
                pewno lepiej sie dogadaja, niz z kims kto ma klopoty z opanowaniem podstaw
                materialu. Zroznicowanie w obrebie takiej grupy bedzie, ale ono istnieje w
                kazdej klasie.Chodzi o to, zeby dziecko, ktore jest dwa, trzy lata do przodu,
                spotkalo sie z podobnymi.
                Uzdolnienia artystyczne to troche inna para kaloszy i tez wazne.

                > Rozumiem, że chodzi tylko i wyłącznie o indentyfikację potencjału? Bo wczesne
                > ukierunkowanie dziecka może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dzieciom
                > zainteresowania zmieniają się często tysiąc razy w miesiącu.

                Zdecydowanie nie chodzi o wyslanie trzylatka do szkoly.

                Jesli wyciagasz wniosek:"nie dla selekcji", to moj tekst musial byc wyjatkowo
                niejasny.Przykro mi.
                • tolka3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 17.03.05, 16:59
                  diagnosta7 napisała:

                  > 6.Dzieci wybitne musza uczyc sie umiejetnosci spolecznych: miec kontakt z
                  > podobnymi do siebie, ale takze z dziecmi w tym samym wieku.Ich rozwoj nie
                  moze
                  > byc jednak hamowany tylko po to, by spelnic cele spoleczne.
                  > > 9.Dzieci wybitne moga realizowac swoj potencjal w tej samej klasie co ich
                  > rowiesnicy, pod warunkiem, ze material bedzie dobrany odpowiednio.
                  Przenoszenie
                  >
                  > do klas wyzszych nie jest dla dzieci szkodliwe, aczkolwiek decyzje o
                  > przyspieszeniu sciezki edukacyjnej nalezy podejmowac bardzo indywidualnie.
                  >

                  Identyfikacja i stworzenie odpowiednich warunków do rozwoju jak najbardziej.
                  Jeśli to ma być ta selekcja to oczywiście "tak". Mi chodziło o "nie" dla
                  selekcji jakiej została poddana córka Pana maksimum. Czegoś takiego w ogóle nie
                  pojmuję. Wyścig szczurów zachowajmy dla tych, którzy chcą w nim uczestniczyć z
                  własnej nieprzymuszonej woli. Idywidualne podejście, odpowiednie pokierowanie
                  uczniem, pomoc w rozwijaniu pasji - tak wg mnie powinno to wyglądać. U nas
                  podstawówka trwa teraz 6 lat. Potem jakaś selekcja następuje (egzaminy do
                  gimnazjum) - tu już można wybrać coś odpowiedniego dla dziecka. Następnie
                  liceum (samo będzie wiedziało, jakie wybrać). Także w późniejszych latach
                  edukacji ta selekcja i tak nastąpi. W pewnym momencie nasze dziecko z pewnością
                  znajdzie się wśród podobnych mu poziomem intelektu. MOże się mylę, może to nie
                  wystarczy... Nie mam pojęcia tak naprawdę...
                  • maadzik3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 17.03.05, 19:40
                    moim zdaniem po podstawowce to juz troche pozno. Najchlonniejsze lata mamy za
                    soba, na rozwijanie KONKRETNYCH zainteresowan jest jeszcze czas, ale jesli
                    wczesniej nie wspomozemy rozwoju (metod na razie nie dyskutuje) to mozemy miec
                    juz bardzo samotne wsrod rowiesnikow i zniechecone do szkoly dziecko. Efekt
                    nudy i wyobcowania. Widzialam niestetysad((
                    Magda
                  • diagnosta7 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 00:06
                    I ja optuje za rozwiazaniem"szkola w szkole", tzn. danie dziecku mozliwosci
                    rozwoju w jego macierzystej placowce. Jakakolwiek mialaby to byc metoda:
                    odrebna klasa, ta sama klasa,ale odrebna grupa, indywidualna nauka-popieram i
                    za wartosc uwazam kontakt z rowiesnikami(nie wylaczny jednak!!!).Musze jednak z
                    szacunkiem podejsc do rodzicow, ktorzy decyduja sie wyslac dziecko do szkoly
                    dla dzieci uzdolnionych(opcja niedostepna na razie w Polsce). Ja spotykam sie z
                    przypadkami, w ktorych rodzice nie mogac uzyskac niczego od "normalnej "szkoly
                    w akcie desperacji szukaja jakiegos rozwiazania.To nie ma nic wspolnego z
                    wyscigiem szczurow, bo zazwyczaj rodzice decyduja sie na ten krok, by uratowac
                    swoje dziecko od cierpienia.No bo jeszcze do tego wszystkiego dzieci wybitne
                    cechuje wysoka nadwrazliwosc. To co czuja mozna porownac do bycia
                    bezuzytecznym, zbednym. Nie wiem, moze tak sie czuje osoba bezrobotna. Dzieci
                    tez pragna czuc sie spelnione, wartosciowe i szczesliwe.Oczywiscie nie tylko
                    poprzez nauke, ale to ogromnie wazny element zycia.Naprawde warto zobaczyc
                    dzieci, ktore rozkwitaja i odzyskuja sens zycia,kiedy moga wreszcie poczuc swa
                    wartosc.Wyscig szczurow to nie jest rowniez dlatego, ze adekwatne ksztalcenie
                    wybitnych nie zawsze prowadzi do sukcesu w wymiarze materialnym.Moim zdaniem to
                    specjalne ksztalcenie jest po to, zeby dzieci chodzily do szkoly z
                    przyjemnoscia i mialy z tego ze sie ucza duzy pozytek.Mniejsze ma dla mnie
                    znaczenie, jesli ta osoba w przyszlosci zostanie dyrektorem firmy, naukowcem
                    czy lesniczym zaszytym w puszczy.Wazne, aby nie pozbawiac ich szansy wyboru.
                    A przyklad pana maksimum nie jest najlepszy, bo nie jestem przekonana czy on ma
                    swiadomosc, po co tam corke poslal.
                    Jednak identyfikacja potrzebna jest juz wczesniej niz na poziomie
                    gimnazjum.Zalozmy, ze uczen przechodzi przez "zwykla "szkole podstawowa nie
                    robiac literalnie nic. Nie ma wiec szansy na wyksztalcenie nawyku uczenia sie,
                    wkladania wysilku w to co robi. Sadze, ze to bardzo dramatyczna konsekwencja
                    braku"selekcji", poniewaz prowadzi do demoralizacji, a szansa na dobra edukacje
                    drastycznie maleje.
                    Ostatnia sprawa:punkt 5 z poprzedniego listu(oberwacja dziecka przez
                    rodzicow).Wyobrazmy sobie,ze pierwszoklasista wraca do domu po miesiacu nauki i
                    komunikuje rodzicom, ze nudzi sie w szkole. Jesli wiemy cos o naszym dziecku,
                    to bedzie dla nas jasne czy nudzi sie dlatego, ze nauczyl sie czytac w wieku 5-
                    ciu lat, a teraz meczy sie z elementarzem, czy dlatego, ze zawsze robil rozne
                    rzeczy troszke pozniej niz rowiesnicy i po prostu szkola go przerasta. W kazdej
                    z tych sytuacji mozemy interweniowac, by pomoc naszemu dziecku.
                    Mam nadzieje, ze Cie nie zamordowalam ta pisanina.
                    • diagnosta7 TOLKA3 18.03.05, 00:07
                      Moj poprzedni post byl do tolki3
                    • tolka3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 11:24
                      Oczywiście, żę nie zamordowałaś i ja naprawdę sięz Tobą zgadzam smile To
                      oczywiste, że zdolne dziecko potrzebuje naszej pomocy i bez niej rozwój nie
                      będzie taki, jaki być powinien. I również jeśli widziałabym, że potencjał
                      intelektualny mojego dziecka jest większy i w przedszkolu czy szkole
                      podstawowej nie wykorzystuje znacznego jego procentu, nie zostawiłabym dziecka
                      samemu sobie. Jeszcze raz jednak powtórzę, że jestem tylko przeciwna zamykaniu
                      dziecka w wyselekcjonowanej grupie dzieci "naj". Ale tu chodzi o moje dziecko,
                      każdy ma inny pomysł na wychowanie, jeśli inne metody okażą się skoteczne i
                      pozwolą na wychowanie mądrego (pod wieloma względami) człowieka, to pozostanie
                      mi tylko pogratulować rodzicom. Ja nie pozbawię mojego dziecka kontaktu
                      z "przypadkowymi" (=niewyselekcjonowanymi) rówieśnikami, bo to uważam za
                      najlepsze. Pozdrawiam smile
                      • ardzuna Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 14:55
                        tolka3 napisała:

                        Jeszcze raz jednak powtórzę, że jestem tylko przeciwna zamykaniu
                        > dziecka w wyselekcjonowanej grupie dzieci "naj".

                        O ile zauważyłam, nikt tu nie optował za taką opcją, nie ma więc czemu się
                        przeciwstawiać.
                        • tolka3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 15:40
                          ok napiszę tak: nie posłałabym dziecka do Delty w NYC smile (mam nadzieję, że nazw
                          nie pomyliłam).
                        • tolka3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 16:02
                          ...zresztą myślałam, że słowa "... i właśnie po to służą dzieciom wybitnie
                          uzdolnionym szkoły
                          czy przedszkola dla dzieci wybitnie uzdolnionych. O ile w Polsce już są. Tylko
                          znalezienie się w grupie dzieci o podobnym rozwoju intelektualnym i w podobnym
                          wieku pozwoli dziecku na rozwinięcie sfery społecznej. Tym samym zadbanie o
                          rozwój intelektualny staje sie zarazem zadbaniem o rozwój emocjonalny i
                          społeczny." właśnie taką opcję opisują.
                          • ardzuna Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 18:39
                            tolka3 napisała:

                            > ...zresztą myślałam, że słowa "... i właśnie po to służą dzieciom wybitnie
                            > uzdolnionym szkoły
                            > czy przedszkola dla dzieci wybitnie uzdolnionych. O ile w Polsce już są.
                            Tylko
                            > znalezienie się w grupie dzieci o podobnym rozwoju intelektualnym i w
                            podobnym
                            > wieku pozwoli dziecku na rozwinięcie sfery społecznej. Tym samym zadbanie o
                            > rozwój intelektualny staje sie zarazem zadbaniem o rozwój emocjonalny i
                            > społeczny." właśnie taką opcję opisują.

                            Poniekąd. Pisałam, do czego mogą słuzyc te szkoły i przedszkola. Rzeczywiście w
                            pośpiechu nie napisałam, ze to niekoniecznie jest to, co popieram smile
                            Pozdrowienia!
                            • tolka3 Re: ARDZUNA - TAK c.d. 21.03.05, 09:21
                              smile
                    • ardzuna Re: ARDZUNA - TAK c.d. 18.03.05, 14:56
                      diagnosta7 napisała:

                      Zalozmy, ze uczen przechodzi przez "zwykla "szkole podstawowa nie
                      > robiac literalnie nic. Nie ma wiec szansy na wyksztalcenie nawyku uczenia
                      sie,
                      > wkladania wysilku w to co robi. Sadze, ze to bardzo dramatyczna konsekwencja
                      > braku"selekcji", poniewaz prowadzi do demoralizacji,

                      Niestety, potwierdzam w całej rozciągłości sad((
    • barbin Re: Pomóc geniuszowi-selekcja? 17.03.05, 19:39
      Szanuję wszystkich rodziców, którzy dbają o rozwój intelektualny dziecka.
      Każdy z nas, niezależnie od tego jak bardzo inteligentne ma dziecko inaczej
      postrzega jego dobro, kierując się wartościami w które sam wierzy (ma do tego
      prawo).
      Selekcja dzieci, o której pisano powyżej w moim odczuciu nie jest dobra.
      Być moze w takiej genialnej klasie dziecko nauczy sie czegoś więcej, ale kiedy
      nauczy się życia? W swojej podstawówce też się nudziłam,ale: w klasie byli
      kiepscy uczniowie- nauczyłam się im pomagać, były dzieci z patologicznych
      rodzin- nauczyłam się ich rozumieć, były dzieci upośledzone- nauczyłam się nimi
      opiekować. Tych umiejetności nie zdobywa się na najdroższych zajęciach
      dodatkowych. Dodam też,że moja najzwyczajniejsza ze wszystkich podstawówka nie
      stanęła mi na drodze do zrobienia kariery naukowej i osiągnięcia wszystkich
      zamierzonych w życiu celów.
      Swoje zdolne dziecko wychowam według własnych doświadczeń życiowych
      Przepraszam autorkę wątku za to,że nie piszę o geniuszach, ale znam tylko
      dzieci bardzo zdolne.
    • daggga Re: Pomóc geniuszowi 21.03.05, 11:20
      Przepraszam, że długo nie pisałam.
      Tolka3 - cieszę się, że jest ktoś, kto myśli podobnie!
      Pozwolicie, że ogranicze się do tematu rozwoju ‘pokory’ w mniej lub bardziej
      selekcjonowanych grupach.
      Rozumiem, że są dwie tezy, co do sytuacji, która doprowadza do braku pokory:
      Upraszczając znacznie: 1/ selekcja, czyli dobieranie dzieci np. w klasach
      poziomem intelektualnym
      (sam fakt selekcji ze względu na intelekt implikuje wyższość tegoż nad np.
      wyglądem, bogactwem, tzw. inteligencją emocjonalną, umiejetnoscami sportowymi
      itd. „Znaczący inni” dziecka wskazują im, że intelekt jest najważniejszy.
      Oczywiście nie pomijają też -tu uprzedzam ataki- rozwoju psychicznego,
      etycznego, może nawet w klasie dla zdolnych
      znajdzie się przedmiot „etyka”, ale o czyny tu chodzi, nie słowa, a zresztą
      chyba nie ma na to czasu w olimpiadowym wyścigu, przedmioty takie jak WOS,
      fiozofia, etyka,religia, zawsze
      są traktowane jako przedmioty nieważne, drugiej kategorii, już nie mówiąc o
      tym, że nie służą one formacji młodego człowieka, ale są raczej rodzajem
      kolejnej historii o naszych przodkach, np. HISTORII FILOZOFII zamiast
      filozofii itp. Ale to tak na marginesie)
      Nacisk jest więc położony na sprawnosc intelektu, prowadzi do poczucia
      wyższości nad mniej zdolnymi, dzieci budują swoją tożsamość przede wszystkim na
      sukcesie intelektualnym, a potem, gdy dorosną, zawodowym. Niepostrzeżenie
      głównym kryterium oceny innych, a więc i kontaktu z innymi, jest stopień
      rozwoju intelektualnego, albo – prościej – sukcesu zawodowego. To kryterium, co
      oczywiste, przekłada się NIE TYLKO NA KONTAKTY ZAWODOWE, ale i wszytsie inne
      (np. na relacje z kolegami w klasie, relacje dorosłego rodzeństwa i w ogóle
      stosunek do rodziny, relacje z otoczeniem człowieka). Ja się z tym zgadzam, i,
      jak rozumiem, Tolka3.
      Druga teza brzmi:
      2/ To właśnie pozostanie w zwyczajnej klasie np. w podstawówce uniemożliwia
      nauczenia się pokory i właściwych relacji z innymi, bo człowiek jest skazany na
      obecność tych mniej rozwiniętych, nudzi się, nie odpowiadają mu ich rozrywki,
      rozmowy itp., doskwiera mu samotność (Ardzuna i inni)
      Wiecie co, moje doświadczenie zbliża mnie równiez do tej tezy, bo ja chodziłam
      do takiej klasy i cierpiałam w podstawówce, nie mialam bratniej duszy, moje
      zainteresowania/wiedza nie liczyły się dla rówieśników, a jedynie wspomniane tu
      piłowanie szponów, naklejki z J. Lopez, gra w butelkę itp. (na dodatek miałam
      180 cm i bylam żyrafą).

      Mimo to wydaje mi się, że mój obecny „problem z pokorą” wynika nie z powodu
      ówczesnego „osamotnienia”, ale raczej z tego, że moje porażki emocjonalne i
      społeczne na tamtym etapie konpensowałam sobie poczuciem wyższości z powodu
      moich osiągnieć w nauce i życie pokazalo, że to właśnie intelekt jest górą (
      bardzo szybko życie pokazało, że bohaterowie czasów podstawówki osiągnęli tzw.
      niziny społeczne, a ja okazałam się przecietną uczennicą dobrego liceum). I do
      dzisiaj została przebrzydła ambiwalencja – poczucie wyższości i niższości w
      jednym , bo w okresie, gdy człowiek uczy się zyć z innymi, ja odnosiłam
      porażki. Do dziś mam głebokie poczucie, że głównym kryterium oceny człowieka
      jest sukces i intelekt – MIMO tej ambiwalencji. Ale wydaje mi się, że porażka
      społęczna w podstawowce była dla mnie zaczynem pokory, bo zobaczyłam, że sa
      inni ludzie, inne kryteria niż intelekt, i z dzisiejszej mojej duchowej
      perspektywy tamten świat był prawdziwszy niż „swiat sukcesu”. Tak to dziś
      widzę.
      Muszę konczyć, chciałam napisac to co najwazniesze.

      Ps. Ardzuno, nie ma sensu wytykać sobie „mylenia pojęć”, raczej trzeba starać
      się zrozumieć o co chodzi drugiej stronie , bo jak znam życie, takie polemiki
      się nie konczą. Spróbuję się do nich odnieść drugim razem.
      • maksimum A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 21.03.05, 19:11
        diagnosta7 napisała:

        > A przyklad pana maksimum nie jest najlepszy, bo nie jestem przekonana czy on
        >ma swiadomosc, po co tam corke poslal.

        Pan maksimum chodzil do szkoly i siedzial w lawce obserwujac wszystkie dzieci w
        czasie lekcji.Moja corka jako jedyna czytala w wieku 4 lat w swojej
        klasie.Reszta byla co najmniej rok do tylu w porownaniu z nia.
        Porozmawialem z nauczycielka ,ktora rowniez widzala te roznice i ona wlasnie
        zasugerowala egzaminy do "Delta" program.
        Tam sie nie zapisuje dzieci,tam trzeba przejsc egzamin.

        > Jednak identyfikacja potrzebna jest juz wczesniej niz na poziomie
        > gimnazjum.Zalozmy, ze uczen przechodzi przez "zwykla "szkole podstawowa nie
        > robiac literalnie nic. Nie ma wiec szansy na wyksztalcenie nawyku uczenia
        sie,
        > wkladania wysilku w to co robi. Sadze, ze to bardzo dramatyczna konsekwencja
        > braku"selekcji", poniewaz prowadzi do demoralizacji, a szansa na dobra
        edukacje drastycznie maleje.

        Chcesz mnie tez wmowic,ze ja nie mialem swiadomosci,ze jak sie z gamoniami
        siedzi w jednej klasie,to dziecko nie wykorzystuje swoich zdolnosci?
        • diagnosta7 Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 22.03.05, 02:59
          > A przyklad pana maksimum nie jest najlepszy, bo nie jestem przekonana czy
          > on
          > >ma swiadomosc, po co tam corke poslal.
          Ten komentarz byl a propos tego, co pisales wczesniej, m.in.:kto na szczycie
          finansowym ten gifted.Wyciagam prosty wniosek, ze nie wiesz o czym mowa.

          > > Jednak identyfikacja potrzebna jest juz wczesniej niz na poziomie
          > > gimnazjum.Zalozmy, ze uczen przechodzi przez "zwykla "szkole podstawowa n
          > ie
          > > robiac literalnie nic. Nie ma wiec szansy na wyksztalcenie nawyku uczenia
          >
          > sie,
          > > wkladania wysilku w to co robi. Sadze, ze to bardzo dramatyczna konsekwen
          > cja
          > > braku"selekcji", poniewaz prowadzi do demoralizacji, a szansa na dobra
          > edukacje drastycznie maleje.
          >
          To bylo do tolki3, nie do Ciebie.

          > Chcesz mnie tez wmowic,ze ja nie mialem swiadomosci,ze jak sie z gamoniami
          > siedzi w jednej klasie,to dziecko nie wykorzystuje swoich zdolnosci?

          Chce przypomniec, ze i Ty nalezysz do tych gamoniow, bo wiekszosc populacji sie
          z nich sklada. Przecietna inteligencje ma prawie kazdy i w kazdej klasie takie
          osoby stanowia wiekszosc.I wbrew Twojej opinii, to gamonie robia kariery
          finansowe i zostaja prezydentami. Od czasu do czasu trafia sie w tej kategorii
          ktos z mniejszosci intelektualnej.
          • maksimum Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 22.03.05, 15:14
            diagnosta7 napisała:

            > > A przyklad pana maksimum nie jest najlepszy, bo nie jestem przekonana czy
            > > on ma swiadomosc, po co tam corke poslal.
            > Ten komentarz byl a propos tego, co pisales wczesniej, m.in.:kto na szczycie
            > finansowym ten gifted.Wyciagam prosty wniosek, ze nie wiesz o czym mowa.

            Najpierw piszesz,ze inteligencja jest dziedziczna,teraz niesmialo starasz sie
            temu zaprzeczac.

            > > > Jednak identyfikacja potrzebna jest juz wczesniej niz na poziomie
            > > > gimnazjum.Zalozmy, ze uczen przechodzi przez "zwykla "szkole podsta
            > wowa nie robiac literalnie nic. Nie ma wiec szansy na wyksztalcenie nawyku u
            > czenia sie,
            > > > wkladania wysilku w to co robi. Sadze, ze to bardzo dramatyczna kon
            > sekwencja braku"selekcji", poniewaz prowadzi do demoralizacji, a szansa na do
            > bra edukacje drastycznie maleje.
            > >
            > To bylo do tolki3, nie do Ciebie.

            Ale sie z tym zgadzam.

            > > Chcesz mnie tez wmowic,ze ja nie mialem swiadomosci,ze jak sie z gamoniami
            > > siedzi w jednej klasie,to dziecko nie wykorzystuje swoich zdolnosci?
            >
            > Chce przypomniec, ze i Ty nalezysz do tych gamoniow, bo wiekszosc populacji
            sie z nich sklada. Przecietna inteligencje ma prawie kazdy i w kazdej klasie
            takie
            > osoby stanowia wiekszosc.I wbrew Twojej opinii, to gamonie robia kariery
            > finansowe i zostaja prezydentami.

            Tylko nie myl A.Greenspana z B.Clintonem,bo ten "inteligent" ledwo zipie w
            wieku 58 lat,co jest konsekwencja zycia wg wlasnej inteligencji.W Polsce
            dobrymi przykladami ludzi"inteligentnych" sa Michnik,ktory w wieku rowniez 58
            lat nabawil sie gruzlicy,jak i ukochany prezydent Kwasniewski,ktory w wieku
            duzo mlodszym ma przypadlosc goleniowa i mocne luki w pamieci.


            > Od czasu do czasu trafia sie w tej kategorii ktos z mniejszosci
            >intelektualnej.

            Leszek Miller??
            • diagnosta7 Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 22.03.05, 22:10
              > Najpierw piszesz,ze inteligencja jest dziedziczna,teraz niesmialo starasz sie
              > temu zaprzeczac.
              Niczego podobnego nie twierdze. Znow nie zrozumiales.

              Tylko nie myl A.Greenspana z B.Clintonem,bo ten "inteligent" ledwo zipie w
              > wieku 58 lat,co jest konsekwencja zycia wg wlasnej inteligencji.W Polsce
              > dobrymi przykladami ludzi"inteligentnych" sa Michnik,ktory w wieku rowniez 58
              > lat nabawil sie gruzlicy,jak i ukochany prezydent Kwasniewski,ktory w wieku
              > duzo mlodszym ma przypadlosc goleniowa i mocne luki w pamieci.

              Jak to sie ma do tematu?

              • maksimum Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUM NIE JEST NAJLEPSZY 23.03.05, 04:43
                diagnosta7 napisała:

                > > Najpierw piszesz,ze inteligencja jest dziedziczna,teraz niesmialo starasz
                > sie
                > > temu zaprzeczac.
                > Niczego podobnego nie twierdze. Znow nie zrozumiales.

                Teraz jestem pewien,ze Ty czegos nie rozumiesz,bo inteligencja jest jak
                najbardziej dziedziczna.

                > Tylko nie myl A.Greenspana z B.Clintonem,bo ten "inteligent" ledwo zipie w
                > > wieku 58 lat,co jest konsekwencja zycia wg wlasnej inteligencji.W Polsce
                > > dobrymi przykladami ludzi"inteligentnych" sa Michnik,ktory w wieku rownie
                > z 58
                > > lat nabawil sie gruzlicy,jak i ukochany prezydent Kwasniewski,ktory w wie
                > ku duzo mlodszym ma przypadlosc goleniowa i mocne luki w pamieci.
                >
                > Jak to sie ma do tematu?

                Do tematu o inteligencji ma sie bardzo scisle,bo ludzi oceniamy po tym jak zyja
                a nie co mowia.
                • diagnosta7 Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUM NIE JEST NAJLEPSZY 24.03.05, 05:39
                  > Teraz jestem pewien,ze Ty czegos nie rozumiesz,bo inteligencja jest jak
                  > najbardziej dziedziczna.
                  Jak groch o sciane. To co zrobisz z faktem, ze malo inteligentnym rodzicom
                  rodzi sie geniusz?

                  > Do tematu o inteligencji ma sie bardzo scisle,bo ludzi oceniamy po tym jak
                  zyja
                  >
                  > a nie co mowia.
                  No tak. Jak mieszka w pokaznej posiadlosci i ma trzy samochody- musi byc
                  geniusz. No i jeszcze zadnych dziedzicznych ani nabytych chorob w rodzinie.
                  • maksimum NOW ,YOU ARE TALKING!!!!!! 24.03.05, 07:59
                    diagnosta7 napisała:

                    > > Teraz jestem pewien,ze Ty czegos nie rozumiesz,bo inteligencja jest jak
                    > > najbardziej dziedziczna.
                    > Jak groch o sciane. To co zrobisz z faktem, ze malo inteligentnym rodzicom
                    > rodzi sie geniusz?

                    Poprosze o kilka przykladow.
                    Tylko nie podawaj B.Clintona za czlowieka inteligentnego.
                    Moze M.Lewinsky,ktora potrafila sie doczolgac az do Bialego Domu?

                    > > Do tematu o inteligencji ma sie bardzo scisle,bo ludzi oceniamy po tym jak
                    > zyja a nie co mowia.

                    > No tak. Jak mieszka w pokaznej posiadlosci i ma trzy samochody- musi byc
                    > geniusz. No i jeszcze zadnych dziedzicznych ani nabytych chorob w rodzinie.

                    Now,You are talking!
                    Na poczatku troche ciezko Ci szlo,ale teraz widze,ze chwycilas temat!
                    • diagnosta7 Re: NOW ,YOU ARE TALKING!!!!!! 24.03.05, 13:27
                      > Poprosze o kilka przykladow.
                      Szkoda czasu. Przyklad woznej z Wolomina nic Ci nie powie.
                      > Now,You are talking!
                      Uwazaj na zdrowie, bo jak Cie chorobsko jakies dopadnie, to cala inteligencja
                      pojdzie w drzazgi.
                      • maksimum Re: NOW ,YOU ARE TALKING!!!!!! 24.03.05, 19:30
                        diagnosta7 napisała:

                        > > Poprosze o kilka przykladow.
                        > Szkoda czasu. Przyklad woznej z Wolomina nic Ci nie powie.

                        Ano widzisz moja droga.Co innego przyswoic sobie teorie z ksiazki i zrobic na
                        tej podstawie mgr. lub dr. .Gorzej jak zycie bedzie musialo te teorie poprzec.

                        > > Now,You are talking!

                        > Uwazaj na zdrowie, bo jak Cie chorobsko jakies dopadnie, to cala inteligencja
                        > pojdzie w drzazgi.

                        Bardzo podobnie jak Ty uwazam,ze w zdrowym ciele ,zdrowych duch i dlatego
                        czesto gram w kosza,a czasami w tenisa,ping-ponga.Na rowerze jezdze codziennie.
                        Czy widzisz jakies przeciwwskazania w tym wzgledzie?
                        • diagnosta7 Re: NOW ,YOU ARE TALKING!!!!!! 24.03.05, 21:15
                          Moj drogi. Troche poczucia humoru. Tym tez sie charakteryzuja ludzie
                          inteligentni.
                          Nie ma sensu niczego tlumaczyc, bo po tak dlugiej wymianie opinii na tym
                          forum ,Ty wciaz nie wiesz o czym mowa. Poczytac tez nie chcesz i wszystko Ci
                          sie myli:dziedzicznosc z socjologia,bogactwo z rozumem a tabula z rasa. Nie len
                          sie, i jesli rzeczywiscie temat Cie interesuje (choc raczej na to nie wyglada),
                          to go zglebiaj.
                          • maksimum POCZUCIE HUMORU W "WHEN THE SHIT HIT THE FAN" 24.03.05, 22:36
                            diagnosta7 napisała:

                            > Moj drogi. Troche poczucia humoru. Tym tez sie charakteryzuja ludzie
                            > inteligentni.

                            Tu masz probke mojego poczucia humoru:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2448626
                            > Nie ma sensu niczego tlumaczyc, bo po tak dlugiej wymianie opinii na tym
                            > forum ,Ty wciaz nie wiesz o czym mowa.

                            A wiedzial bede dopiero wtedy,kiedy zaczne Ciebie cytowac,nieprawdaz?
                            Moze jeszcze raz zapytam sie gdzie ta inteligencja jest w twoich wypowiedziach?
                            My zadnych opinii nie wymienialismy,bo Ty sie tego tragicznie boisz.
                            Prezentujesz dosc duza wiedze ksiazkowa,ale gdy przyjdzie do uzycia jej na
                            konkretnych przykladzie,to sie zupelnie gubisz,jak dziecko.

                            > Poczytac tez nie chcesz i wszystko Ci
                            > sie myli:dziedzicznosc z socjologia,bogactwo z rozumem a tabula z rasa.

                            Jak zwykle o przyklady poprosze.

                            > Nie len
                            > sie, i jesli rzeczywiscie temat Cie interesuje (choc raczej na to nie
                            >wyglada), to go zglebiaj.

                            OK! Ide poczytac TWOJE wypowiedzi,a pozniej je zastosuje w zyciu.
                            • diagnosta7 Re: POCZUCIE HUMORU W "WHEN THE SHIT HIT THE FAN" 24.03.05, 23:54
                              > Tu masz probke mojego poczucia humoru:
                              Wole nie probowac.
                              > A wiedzial bede dopiero wtedy,kiedy zaczne Ciebie cytowac,nieprawdaz?
                              Przeciez cytujesz, a nie wiesz.
                              > My zadnych opinii nie wymienialismy
                              Rzeczywiscie, wymieniasz je sam ze soba. Mialam na mysli innych na tym forum.
                              > Prezentujesz dosc duza wiedze ksiazkowa
                              A o ktorej ksiazce mowisz?
                              > Jak zwykle o przyklady poprosze.
                              I na dodatek nie wiesz co piszesz.
                              > OK! Ide poczytac TWOJE wypowiedzi,a pozniej je zastosuje w zyciu.
                              To odpowiadales, nie czytajac!
                              Co i do czego zastosujesz, bo porad tam zadnych nie bylo. A gdyby byly to i tak
                              bys wszystko poprzekrecal.




                              • maksimum Re: POCZUCIE HUMORU W "WHEN THE SHIT HIT THE FAN" 25.03.05, 01:59
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2448626
                                Moje wpisy nie wchodza.
                              • maksimum Re: POCZUCIE HUMORU W "WHEN THE SHIT HIT THE FAN" 25.03.05, 02:03
                                diagnosta7 napisała:

                                > > Tu masz probke mojego poczucia humoru:
                                > Wole nie probowac.

                                Sprobuj,ale czytaj tylko moje.
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2448626
                                > > A wiedzial bede dopiero wtedy,kiedy zaczne Ciebie cytowac,nieprawdaz?
                                > Przeciez cytujesz, a nie wiesz.

                                No,no.To Ty mnie cytujesz.

                                > > My zadnych opinii nie wymienialismy
                                > Rzeczywiscie, wymieniasz je sam ze soba. Mialam na mysli innych na tym forum.
                                > > Prezentujesz dosc duza wiedze ksiazkowa
                                > A o ktorej ksiazce mowisz?

                                To nie chodzi o tytul lecz o brak przykladow.

                                > > Jak zwykle o przyklady poprosze.
                                > I na dodatek nie wiesz co piszesz.
                                > > OK! Ide poczytac TWOJE wypowiedzi,a pozniej je zastosuje w zyciu.
                                > To odpowiadales, nie czytajac!

                                W rzeczy samej.

                                > Co i do czego zastosujesz, bo porad tam zadnych nie bylo. A gdyby byly to i
                                >tak bys wszystko poprzekrecal.

                                Nie mowi sie poprzekrecal,lecz zastosowal wybiorczo wg wlasnego uznania.
        • tolka3 Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 22.03.05, 09:39
          > Pan maksimum chodzil do szkoly i siedzial w lawce obserwujac wszystkie dzieci
          w
          >
          > czasie lekcji.Moja corka jako jedyna czytala w wieku 4 lat w swojej
          > klasie.Reszta byla co najmniej rok do tylu w porownaniu z nia.
          > Porozmawialem z nauczycielka ,ktora rowniez widzala te roznice i ona wlasnie
          > zasugerowala egzaminy do "Delta" program.
          > Tam sie nie zapisuje dzieci,tam trzeba przejsc egzamin.

          Ja również czytałam w wieku 4 lat, nawet pisałam smile Nie chodziłam natomiast do
          klasy z gamoniami, bo za takich nie uważam tych, którzy zaczęli czytać i pisać
          później. To ma być ta doskonała selekcja? Podział na gamoni i tych lepszych.
          Gratuluję. Gratuluję też beztroskiego podejścia i braku identyfikacji problemu,
          jaki ma córka. Cieszysz się z jej rozwydrzenia, nawet się tym chwalisz, piszesz
          (nie wiem, po co, wygląda to na dumę), że jedyną 2 córka ma z zachowania.
          Brawo, oby tak dalej...

          To jest właśnie dowód na to, że taka selekcja może przynieść więcej szkody niż
          pożytku.
          • anastasia4 Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 22.03.05, 10:09
            Pan maksimum był już aktywny na forum szkoła z klasą - rok czy 2 lata temu. Z
            wysokości drapacza chmur w NYC chciał reformować polskie szkolnictwo. Nazywał
            się wtedy maciek, czy coś takiego. Zdaje się, że fakt iż zamieszkał w USA i że
            jego córka dostała się do programu Delta jest jego największym osiągnięciem
            życiowym. Dyskusja z nim jest bezcelowa - on na wychowaniu zna się najlepiej
            oraz jest specjalistą nauk społecznych, zupełnie nie przeszkadza mu w tym fakt,
            że nie odróżnia socjologa od psychologa .
            • maksimum PAN MAKSIMUM BYL JUZ AKTYWNY NA FORUM SZKOLA 22.03.05, 14:59
              anastasia4 napisała:

              > Pan maksimum był już aktywny na forum szkoła z klasą - rok czy 2 lata temu. Z
              > wysokości drapacza chmur w NYC chciał reformować polskie szkolnictwo.

              Oczywiscie mnie sie nie udalo,bo mentalnosc Polakowi zmienic nie jest tak latwo.

              > Nazywał się wtedy maciek, czy coś takiego.

              Jak dla ciebie ,to nazywal sie pan MACIEJ.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=427&w=4419965
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=4272033
              > Zdaje się, że fakt iż zamieszkał w USA i że
              > jego córka dostała się do programu Delta jest jego największym osiągnięciem
              > życiowym.

              Mial duzo osiagniec zyciowych w Polsce.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2894178
              > Dyskusja z nim jest bezcelowa - on na wychowaniu zna się najlepiej

              To fakt,ze na wychowaniu znam sie najlepiej i dlatego lepiej sluchac niz
              wtracac swoje niewywazone poglady.

              > oraz jest specjalistą nauk społecznych, zupełnie nie przeszkadza mu w tym
              >fakt, że nie odróżnia socjologa od psychologa .

              Jestem specjalista nauk ekonomicznych i nie przeszkadza mnie odroznianie ciebie
              od normalnych forumowiczow.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=6101637
              • diagnosta7 daggga 22.03.05, 16:41
                Pozwolicie, że ogranicze się do tematu rozwoju ‘pokory’ w mniej lub bardziej
                selekcjonowanych grupach.
                Rozumiem, że są dwie tezy, co do sytuacji, która doprowadza do braku pokory:
                Upraszczając znacznie: 1/ selekcja, czyli dobieranie dzieci np. w klasach
                poziomem intelektualnym
                (sam fakt selekcji ze względu na intelekt implikuje wyższość tegoż nad np.
                wyglądem, bogactwem, tzw. inteligencją emocjonalną, umiejetnoscami sportowymi
                itd. „Znaczący inni” dziecka wskazują im, że intelekt jest najważniejszy.

                NIE CHODZI O TO, CZY JEST NAJWAZNIEJSZY, ALE O STWORZENIE WARUNKOW, W KTORYCH W
                OGOLE DA SIE Z NIEGO KORZYSTAC.

                Oczywiście nie pomijają też -tu uprzedzam ataki- rozwoju psychicznego,
                etycznego, może nawet w klasie dla zdolnych
                znajdzie się przedmiot „etyka”, ale o czyny tu chodzi, nie słowa, a zresztą
                chyba nie ma na to czasu w olimpiadowym wyścigu, przedmioty takie jak WOS,
                fiozofia, etyka,religia, zawsze
                są traktowane jako przedmioty nieważne, drugiej kategorii, już nie mówiąc o
                tym, że nie służą one formacji młodego człowieka, ale są raczej rodzajem
                kolejnej historii o naszych przodkach, np. HISTORII FILOZOFII zamiast
                filozofii itp. Ale to tak na marginesie)

                DLACZEGO W TYCH KLASACH TE SFERY MAJA BYC BARDZIEJ ZANIEDBANE, NIZ W
                KLASACH"ZWYKLYCH"?
                Nacisk jest więc położony na sprawnosc intelektu, prowadzi do poczucia
                wyższości nad mniej zdolnymi, dzieci budują swoją tożsamość przede wszystkim na
                sukcesie intelektualnym, a potem, gdy dorosną, zawodowym. Niepostrzeżenie
                głównym kryterium oceny innych, a więc i kontaktu z innymi, jest stopień
                rozwoju intelektualnego, albo – prościej – sukcesu zawodowego. To kryterium, co
                oczywiste, przekłada się NIE TYLKO NA KONTAKTY ZAWODOWE, ale i wszytsie inne
                (np. na relacje z kolegami w klasie, relacje dorosłego rodzeństwa i w ogóle
                stosunek do rodziny, relacje z otoczeniem człowieka). Ja się z tym zgadzam, i,
                jak rozumiem, Tolka3.

                TO SA GENERALNE MECHANIZMY SPOLECZNE I NIE DOTYCZA BARDZIEJ GRUPY WYBITNYCH NIZ
                MNIEJ WYBITNYCH.DLACZEGO MAJA SIE GORZEJ UCZYC UMIEJETNOSCI SPOLECZNYCH NIZ
                INNI?JESLI TA SFERA JEST ZANIEDBYWANA TO BEDZIEMY MIEC TAKIE SPOLECZENSTWO,O
                JAKIM PISZESZ, ALE NIE PRZECENIAJMY ROLI WYBITNYCH DLA KSZTALTOWANIA TYCH
                MECHANIZMOW, BO STANOWIA ONI MINIMALNY PROCENT OGOLU.
                Druga teza brzmi:
                2/ To właśnie pozostanie w zwyczajnej klasie np. w podstawówce uniemożliwia
                nauczenia się pokory i właściwych relacji z innymi, bo człowiek jest skazany na
                obecność tych mniej rozwiniętych, nudzi się, nie odpowiadają mu ich rozrywki,
                rozmowy itp., doskwiera mu samotność (Ardzuna i inni)
                Wiecie co, moje doświadczenie zbliża mnie równiez do tej tezy, bo ja chodziłam
                do takiej klasy i cierpiałam w podstawówce, nie mialam bratniej duszy, moje
                zainteresowania/wiedza nie liczyły się dla rówieśników, a jedynie wspomniane tu
                piłowanie szponów, naklejki z J. Lopez, gra w butelkę itp. (na dodatek miałam
                180 cm i bylam żyrafą).
                MOZLIWE, ZE STAD SIE WZIELY TWOJE PROBLEMY.

                Mimo to wydaje mi się, że mój obecny „problem z pokorą” wynika nie z powodu
                ówczesnego „osamotnienia”, ale raczej z tego, że moje porażki emocjonalne i
                społeczne na tamtym etapie konpensowałam sobie poczuciem wyższości z powodu
                moich osiągnieć w nauce i życie pokazalo, że to właśnie intelekt jest górą (
                bardzo szybko życie pokazało, że bohaterowie czasów podstawówki osiągnęli tzw.
                niziny społeczne, a ja okazałam się przecietną uczennicą dobrego liceum). I do
                dzisiaj została przebrzydła ambiwalencja – poczucie wyższości i niższości w
                jednym , bo w okresie, gdy człowiek uczy się zyć z innymi, ja odnosiłam
                porażki. Do dziś mam głebokie poczucie, że głównym kryterium oceny człowieka
                jest sukces i intelekt – MIMO tej ambiwalencji. Ale wydaje mi się, że porażka
                społęczna w podstawowce była dla mnie zaczynem pokory, bo zobaczyłam, że sa
                inni ludzie, inne kryteria niż intelekt, i z dzisiejszej mojej duchowej
                perspektywy tamten świat był prawdziwszy niż „swiat sukcesu”. Tak to dziś
                widzę.

                A MOZE WBREW TEMU CO PISZESZ, GDYBYS TRAFILA NA ROZUMIEJACA CIE GRUPE(I VICE
                VERSA),WYROSLA BY Z CIEBIE OSOBA POGODZONA Z TYM, ZE LUDZIE SIE ROZNIA MIEDZY
                SOBA, ALE KAZDY ZASLUGUJE NA SZACUNEK(O ILE ZASLUGUJE).


                • diagnosta7 i jeszcze 22.03.05, 19:52
                  Wychodzisz z zalozenia, ze zagwarantowanie odpowiedniej edukacji prowadzi do
                  podzialu na lepszych i gorszych.Ale dlaczego? Swiat jest roznorodny i selekcje
                  wymusza samo zycie. Nie kazdy moze byc sportowcem, malarzem czy kierownikiem.
                  Ludzie maja rozne predyspozycje i w jakims sensie jestesmy selekcjonowani w/g
                  nich.
                  Czy dzieci chodzace do szkoly specjalnej uwazasz za gorsze? Ja mysle, ze skoro
                  maja inne mozliwosci intelektualne i w inny sposob niz wiekszosc sie ucza,
                  nalezy im stworzyc odpowiednie do potrzeb warunki edukacji. To samo dotyczy
                  wybitnych. Jesli dziecku zdarzylo sie urodzic wlasnie takim, to myslisz, ze
                  nalezy je za to ukarac? Ucz sie tego samego co wszyscy-to cie nauczy pokory.
                  Bedziesz sie nudzil, czul odmiencem, beda sie z ciebie smiac, ale zostaniesz
                  najpokorniejszym z pokornych. Skoro natura obdarzyla cie niezwyklym intelektem-
                  musisz cierpiec i kara slusznie ci sie nalezy. Pokora wyniesie nad wszelkie
                  upokorzenia.
                  Skad zalozenie, ze jesli ktos jest wybitny , to nie bedzie szanowal innych?
                  Widzialas skinow bijacych niepelnosprawnych, bezdomnych, lub po prostu lepiej
                  wyksztalconych? Urzedniczke wrzeszczaca na bezradnego emeryta? Jak widac w
                  naszym swiecie brak szacunku dla innych nie cechuje wylacznie wybitnych.
                  Cechuje niewychowanych. To jak ktos bedzie traktowal innych zalezy od rodzicow
                  i nauczycieli. Jesli o to nie zadbaja z kazdego moze wyrosnac szuja.Osoby
                  wybitne nie sa bardziej podatne na te przypadlosc niz cala reszta. Brak
                  tolerancji, umiejetnosci porozumiewania sie, szacunku dla odmiennosci, cechuje
                  nas wszystkich.Umartwianie i karanie dzieci za to, ze sa inne nie doprowadzi do
                  wyrobienia szacunku dla innych. Efekt moze byc wrecz przeciwny, bo frustracja
                  prowadzi do agresji. Szczesliwy, spelniony czlowiek jest lepszy dla innych.
                  Zycie kazdej mniejszosci we wszystkich spolecznosciach jest trudne. Dlatego
                  mysle, ze im wiecej wiemy i rozumiemy na temat dzieci wybitnych, tym lepiej
                  mozemy im pomoc, tym wieksza wykazemy tolerancje dla ich innosci, i tym lepiej
                  beda funkcjonowac jako dorosli ludzie. Najlepiej z pozytkiem dla reszty
                  spoleczenstwa.Jesli w tzw. "normalnej" szkole nie znajdzie sie miejsce dla
                  dzieci wybitnych, rodzice beda szukac innych rozwiazan. A to jest prawo,
                  odpowiedzialnosc i obowiazek-dbanie o dobro dziecka.Nie jest natomiast w
                  porzadku pozostawienie go samemu sobie.
                  Zalozenie, ze zapewnienie odpowiedniej edukacji szkodzi im i spoleczenstwu,
                  jest dla mnie niezrozumiale.One (nawet najbardziej wyselekcjonowane), nie
                  obracaja sie wylacznie wsrod takich samych. Zycie zmusza ich do kontaktow, bo
                  poza nielicznymi wyjatkami, czlowiek jest zwierzeciem stadnym. Jesli wybitny
                  nie nauczy sie rozmawiac z szewcem czy ekspedientka, to bedzie chodzil w
                  dziurawych butach i umrze zglodu. I czy naprawde wierzysz, ze
                  kazdy "przecietny", ktorego wychowala zwykla klasa, umie kontaktowac sie z
                  innymi? I profesorowie i smieciarze maja z tym problemy.
                  Przeciwko Twojemu twierdzenieu, ze wybitnych cechuje znieczulica spoleczna
                  swiadczy ich nietypowy rozwoj emocjonalny. Oni nie tylko mysla, ale czuja
                  inaczej:duzo, duzo intensywniej. Szybciej niz u rowiesnikow nastepuje u nich
                  rozwoj moralny i charakteryzuja sie gleboka empatia, zainteresowaniem
                  problemami tak innych ludzi, jak i globalnymi.Czesto czuja sie bezradni, gdy
                  nie moga pomoc i siebie za to obwiniaja. Maja wysokie poczucie
                  odpowiedzialnosci i ogromne wymagania wobec siebie. Jesli przy tym wszystkim
                  zrozumieja, ze ich innosc nie oznacza, ze sa przez to lepszymi lub gorszymi
                  ludzmi, maja szanse wyrosnac na wrazliwych, spelnionych i porzadnych ludzi.
                  Mozemy im w tym pomoc nie blokujac szansy na normalne zycie.
                  Amerykanska (niestety)badaczka zawarla potrzeby edukacyjne dzieci w jednym
                  zdaniu:by spedzac czas efektywnie, dziecko w szkole powinno uczyc sie
                  pozostajac na granicy zrozumienia(czyli wkladac wysielek w to co robi).
                  • daggga Re: i jeszcze 22.03.05, 23:32
                    diagnosta7 napisała:

                    > > Czy dzieci chodzace do szkoly specjalnej uwazasz za gorsze? Ja mysle, ze
                    skoro
                    > maja inne mozliwosci intelektualne i w inny sposob niz wiekszosc sie ucza,
                    > nalezy im stworzyc odpowiednie do potrzeb warunki edukacji. To samo dotyczy
                    > wybitnych.

                    Tak, dzieki selekcji dzieci ze szkół specjalnych uważane sa za gorsze, a z
                    klas dla "geniuszy" - za lepsze. Warunki edukacji odpowiednie do potrzeb mają
                    swoje bezsprzeczne zalety, o których pisałaś, mają jednak i negatywne
                    konsekwencje m. in. odnośnie pokory - pod tym względem selekcja nie szkodzi
                    dzieciom opóźnionym w rozwoju, ale wybitnym(choć Ty uważasz, że bywa odwrotnie,
                    tzn. brak selekcji uniemożliwia pokorę )

                    Ucz sie tego samego co wszyscy-to cie nauczy pokory.
                    > Bedziesz sie nudzil, czul odmiencem, beda sie z ciebie smiac, ale zostaniesz
                    > najpokorniejszym z pokornych. Skoro natura obdarzyla cie niezwyklym
                    intelektem-
                    > musisz cierpiec i kara slusznie ci sie nalezy. Pokora wyniesie nad wszelkie
                    > upokorzenia.

                    nieee. więcej dystansu. Któż tak myśli? Spór jest o to, w jakim środowisku
                    dzieciaki najlepiej sie przystosują do życia w społeczeństwie - w normalnej czy
                    genialnej klasie. Selekcje ze względu na intelekt najlepiej przygotują do
                    sukcesu, ale czy do życia pojmowanego jako całość - tu leży kość niezgody, tu
                    mamy różne zdania.

                    > Skad zalozenie, ze jesli ktos jest wybitny , to nie bedzie szanowal innych?

                    A skąd to wyjęłaś? brak szacunku nie z wybitności wynika, tylko - jeśli moja
                    hipoteza jest słuszna - ze skutków selekcji właśnie. Oczywiste i nie ma co
                    udowadniać, że brak szacunku cechuje wszytskie warstwy społeczne, że wynika
                    ze "złego wychowania". Tylko, że wychowuje się czynem, przykładem, a nie
                    gadaniem. Moralizowanie, że trzeba "szanować tych prostych kolegów ze zwykłej
                    klasy" mało wnosi do poznania rzeczywistości, jeśli jednosczesnie od nich Cię
                    izolują, bo tracisz z nimi czas. To szacunek na papierze, przez rękawiczki.


                    >Nie chodzi o "Umartwianie i karanie dzieci za to, ze sa inne", naprawde-
                    chodzi o to, by były szczesliwe, niezaleznie od poziomu IQ. Myśle, że o to
                    chodzi i Tobie, i mnie.



                    > Zalozenie, ze zapewnienie odpowiedniej edukacji szkodzi im i spoleczenstwu,
                    > jest dla mnie niezrozumiale.

                    ??? Dla mnie też.

                    Przeciwko Twojemu twierdzenieu, ze wybitnych cechuje znieczulica spoleczna

                    ??? Nie twierdze tak.
                    > swiadczy ich nietypowy rozwoj emocjonalny. Oni nie tylko mysla, ale czuja
                    > inaczej:duzo, duzo intensywniej. Szybciej niz u rowiesnikow nastepuje u nich
                    > rozwoj moralny i charakteryzuja sie gleboka empatia, zainteresowaniem
                    > problemami tak innych ludzi, jak i globalnymi.Czesto czuja sie bezradni, gdy
                    > nie moga pomoc i siebie za to obwiniaja. Maja wysokie poczucie
                    > odpowiedzialnosci i ogromne wymagania wobec siebie. Jesli przy tym wszystkim
                    > zrozumieja, ze ich innosc nie oznacza, ze sa przez to lepszymi lub gorszymi
                    > ludzmi, maja szanse wyrosnac na wrazliwych, spelnionych i porzadnych ludzi.

                    alez oczywiście!! TYlko że jest to trudne właśnie z uwagi na ich (naszą?)
                    wrazliwość, a także z uwagi na to, że społeczeństwo jednak przekonuje ich, że
                    sa lepsi.
                    Zresztą nie ma co tragizować, zasygalizowałam jedynie problem z pokorą, być
                    może nie jest on uniwersalny i wynika bezpośrednio z faktu selekcji, ale może
                    wyniknąć przy określolnych predyspozycjach i warunkach tejże selekcji. Nie
                    zbadano tego smile W każdym razie, w zadnym razie nie uwzięłam się na zdolnych,
                    nie chcę ich upokarzać ani nic im nie zarzucam!!
                    pozdrawiam,
                    Daga

                    • diagnosta7 Re: i jeszcze 24.03.05, 04:49
                      > Tak, dzieki selekcji dzieci ze szkół specjalnych uważane sa za gorsze, a z
                      > klas dla "geniuszy" - za lepsze.
                      Rozumiem, ze to Twoje zalozenie, poniewaz w Polsce nie ma klas dla geniuszy.

                      Warunki edukacji odpowiednie do potrzeb mają
                      > swoje bezsprzeczne zalety, o których pisałaś, mają jednak i negatywne
                      > konsekwencje m. in. odnośnie pokory - pod tym względem selekcja nie szkodzi
                      > dzieciom opóźnionym w rozwoju, ale wybitnym(choć Ty uważasz, że bywa odwrotnie
                      >
                      > tzn. brak selekcji uniemożliwia pokorę )

                      Twoje osobiste doswiadczenia kompletnie temu twierdzeniu przecza.

                      > nieee. więcej dystansu. Któż tak myśli? Spór jest o to, w jakim środowisku
                      > dzieciaki najlepiej sie przystosują do życia w społeczeństwie - w normalnej
                      czy
                      >
                      > genialnej klasie.
                      Oczywiscie,ze koloryzuje, by przemowic do wyobrazni. W rzeczywistosci dzieci
                      przezywaja jednak prawdziwe dramaty.Wyglada na to, ze i Ty bylas jego
                      uczestniczka.


                      > Selekcje ze względu na intelekt najlepiej przygotują do
                      > sukcesu, ale czy do życia pojmowanego jako całość - tu leży kość niezgody, tu
                      > mamy różne zdania.
                      Nieporozumienie polega na tym, ze odpowiednie ksztalcenie wybitnych nie jest
                      jednoznaczne z osiagnieciem przez nich sukcesu. Nie po to sie ich identyfikuje,
                      zeby przygotowac do objecia najintratniejszych posad. Celem jest tylko i
                      wylacznie stworzenie mozliwosci do nauki, umozliwienie rozwoju(strasznie tego
                      naduzywam, ale to jest caly klucz do problemu).Badania pokazuja, ze tylko
                      niewielki procent z tych dzieci osiaga sukces o jakim tu mowisz.
                      > A skąd to wyjęłaś? brak szacunku nie z wybitności wynika, tylko - jeśli moja
                      > hipoteza jest słuszna - ze skutków selekcji właśnie.
                      No dobrze, ale Ty nie bylas wyselekcjonowana, wiec dleczego nie szanowalas?
                      Usiluje zrozumiec dlaczego dziecko wrazliwe i inteligentne umieszczone z
                      podobnymi do siebie w klasie badz grupie, straci nagle szacunek do reszty
                      swiata.
                      >Oczywiste i nie ma co
                      > udowadniać, że brak szacunku cechuje wszytskie warstwy społeczne, że wynika
                      > ze "złego wychowania". Tylko, że wychowuje się czynem, przykładem, a nie
                      > gadaniem. Moralizowanie, że trzeba "szanować tych prostych kolegów ze zwykłej
                      > klasy" mało wnosi do poznania rzeczywistości, jeśli jednosczesnie od nich Cię
                      > izolują, bo tracisz z nimi czas. To szacunek na papierze, przez rękawiczki.

                      Tu troche sie zgubilam, bo jesli twierdzisz, ze "dobre wychowanie", przez czyny
                      (ja uwazam,ze rowniez przez "gadanie"),jest konieczne dla wyrobienia szacunku u
                      kazdego, to przeciez nawet wyselekcjonowane dziecko w dalszym ciagu poddawane
                      jest tym samym zabiegom co wczesniej.
                      > > Zalozenie, ze zapewnienie odpowiedniej edukacji szkodzi im i spoleczenstw
                      > u,
                      > > jest dla mnie niezrozumiale.
                      >
                      > ??? Dla mnie też.
                      Pisalas wczesniej, ze Twoim zdaniem selekcja prowadzi do zaniku umiejetnosci
                      interpersonalnych, kontaktu z przecietnymi i wywyzszania sie.

                      > wrazliwość, a także z uwagi na to, że społeczeństwo jednak przekonuje ich, że
                      > sa lepsi.
                      W jaki sposob? Raczej sie od nich opedzaja. Nauczyciele-bo to dodatkowy
                      wysilek, edukatorzy-bo wiazaloby sie ze zwiekszonymi nakladami finansowymi.

                      Zresztą nie ma co tragizować, zasygalizowałam jedynie problem z pokorą, być
                      > może nie jest on uniwersalny i wynika bezpośrednio z faktu selekcji, ale może
                      > wyniknąć przy określolnych predyspozycjach i warunkach tejże selekcji. Nie
                      > zbadano tego smile W każdym razie, w zadnym razie nie uwzięłam się na zdolnych,
                      > nie chcę ich upokarzać ani nic im nie zarzucam!!

                      Zbadano ogromnie wiele. Dlatego wypowiadam sie bez przytaczania prywatnych
                      doswiadczen, bo kazdy mial inne i inaczej je moze interpretowac. Natomiast
                      wlasnie badania pomagaja zobiektywizowc i lepiej zrozumiec problem.

                      Pozdrawiam rowniez.
                • daggga Re: daggga 22.03.05, 22:47

                  > NIE CHODZI O TO, CZY JEST NAJWAZNIEJSZY, ALE O STWORZENIE WARUNKOW, W KTORYCH
                  W
                  >
                  > OGOLE DA SIE Z NIEGO KORZYSTAC.
                  chodzi o jedno i drugie.Nie przesadzaj, że takich warunków nie ma wcale.

                  > DLACZEGO W TYCH KLASACH TE SFERY (duchowe, emocjonalne itp) MAJA BYC BARDZIEJ
                  ZANIEDBANE, NIZ W
                  > KLASACH"ZWYKLYCH"?
                  racja - wcale nie bardziej. Może jednak bardziej potrzebne jest
                  to "wyselekcjonowanym"? ALe to oczywiste, że nie chodzi tylko o "geniuszy", że
                  problem "pokory jest uniwersalny, niepotrzebnie ni to wytykasz. Po prostu
                  poruszam problem "pokory" w odniesieniu do problemu selekcji, ale to oczywiście
                  dotyczy nas wszystkich.
                  MOZLIWE, ZE STAD SIE WZIELY TWOJE PROBLEMY.
                  na pewno, w dużej mierze. czułam się wielka dosłownie i w przenosni/

                  > A MOZE WBREW TEMU CO PISZESZ, GDYBYS TRAFILA NA ROZUMIEJACA CIE GRUPE(I VICE
                  > VERSA),WYROSLA BY Z CIEBIE OSOBA POGODZONA Z TYM, ZE LUDZIE SIE ROZNIA MIEDZY
                  > SOBA, ALE KAZDY ZASLUGUJE NA SZACUNEK(O ILE ZASLUGUJE).
                  kto wie. Zastanawiam sę nad tym odkąd czytam ten wątek.
                  pozdrawiam
                  d.

                  >
                • maksimum Re: daggga ZAGRALBYM Z ZYRAFA W KOSZA 25.03.05, 03:49
                  diagnosta7 napisała:

                  > Pozwolicie, że ogranicze się do tematu rozwoju ‘pokory’ w mniej lub
                  > bardziej selekcjonowanych grupach.
                  > Rozumiem, że są dwie tezy, co do sytuacji, która doprowadza do braku pokory:
                  > Upraszczając znacznie: 1/ selekcja, czyli dobieranie dzieci np. w klasach
                  > poziomem intelektualnym
                  > (sam fakt selekcji ze względu na intelekt implikuje wyższość tegoż nad np.
                  > wyglądem, bogactwem, tzw. inteligencją emocjonalną, umiejetnoscami sportowymi
                  > itd. „Znaczący inni” dziecka wskazują im, że intelekt jest najważni
                  > ejszy.
                  >
                  > NIE CHODZI O TO, CZY JEST NAJWAZNIEJSZY, ALE O STWORZENIE WARUNKOW, W KTORYCH
                  >W OGOLE DA SIE Z NIEGO KORZYSTAC.

                  Wlasnie o tym mowie,ze zeby dziecko sie dobrze rozwijalo,to musi byc w klasie z
                  dziecmi o zblizonym poziomie umyslowym.Niewazne czy jest to poziom
                  najwyzszy,sredni czy niski,wazne by mialy wspolne zainteresowania.

                  > Oczywiście nie pomijają też -tu uprzedzam ataki- rozwoju psychicznego,
                  > etycznego, może nawet w klasie dla zdolnych
                  > znajdzie się przedmiot „etyka”, ale o czyny tu chodzi, nie słowa, a
                  > zresztą
                  > chyba nie ma na to czasu w olimpiadowym wyścigu, przedmioty takie jak WOS,
                  > fiozofia, etyka,religia, zawsze
                  > są traktowane jako przedmioty nieważne, drugiej kategorii, już nie mówiąc o
                  > tym, że nie służą one formacji młodego człowieka, ale są raczej rodzajem
                  > kolejnej historii o naszych przodkach, np. HISTORII FILOZOFII zamiast
                  > filozofii itp. Ale to tak na marginesie)
                  >
                  > DLACZEGO W TYCH KLASACH TE SFERY MAJA BYC BARDZIEJ ZANIEDBANE, NIZ W
                  > KLASACH"ZWYKLYCH"?
                  > Nacisk jest więc położony na sprawnosc intelektu, prowadzi do poczucia
                  > wyższości nad mniej zdolnymi, dzieci budują swoją tożsamość przede wszystkim
                  na sukcesie intelektualnym, a potem, gdy dorosną, zawodowym. Niepostrzeżenie
                  > głównym kryterium oceny innych, a więc i kontaktu z innymi, jest stopień
                  > rozwoju intelektualnego, albo – prościej – sukcesu zawodowego. To k
                  > ryterium, co
                  > oczywiste, przekłada się NIE TYLKO NA KONTAKTY ZAWODOWE, ale i wszytsie inne
                  > (np. na relacje z kolegami w klasie, relacje dorosłego rodzeństwa i w ogóle
                  > stosunek do rodziny, relacje z otoczeniem człowieka). Ja się z tym zgadzam,
                  i, jak rozumiem, Tolka3.
                  >
                  > TO SA GENERALNE MECHANIZMY SPOLECZNE I NIE DOTYCZA BARDZIEJ GRUPY WYBITNYCH
                  >NIZ MNIEJ WYBITNYCH.DLACZEGO MAJA SIE GORZEJ UCZYC UMIEJETNOSCI SPOLECZNYCH
                  NIZ
                  > INNI?JESLI TA SFERA JEST ZANIEDBYWANA TO BEDZIEMY MIEC TAKIE SPOLECZENSTWO,O
                  > JAKIM PISZESZ, ALE NIE PRZECENIAJMY ROLI WYBITNYCH DLA KSZTALTOWANIA TYCH
                  > MECHANIZMOW, BO STANOWIA ONI MINIMALNY PROCENT OGOLU.

                  Ale sa pozniej na swieczniku jako wzor dla wszystkich np Religa.

                  > Druga teza brzmi:
                  > 2/ To właśnie pozostanie w zwyczajnej klasie np. w podstawówce uniemożliwia
                  > nauczenia się pokory i właściwych relacji z innymi, bo człowiek jest skazany
                  na obecność tych mniej rozwiniętych, nudzi się, nie odpowiadają mu ich
                  rozrywki, rozmowy itp., doskwiera mu samotność (Ardzuna i inni)
                  > Wiecie co, moje doświadczenie zbliża mnie równiez do tej tezy, bo ja
                  chodziłam
                  > do takiej klasy i cierpiałam w podstawówce, nie mialam bratniej duszy, moje
                  > zainteresowania/wiedza nie liczyły się dla rówieśników, a jedynie wspomniane
                  tu piłowanie szponów, naklejki z J. Lopez, gra w butelkę itp. (na dodatek
                  >miałam 180 cm i bylam żyrafą).

                  No wlasnie,bo gdybys nie byla w klasie normalnej,to znalazlabys mnostwo
                  normalnych kolegow i kolezanek wsrod tych lepiej uczacych sie.

                  > MOZLIWE, ZE STAD SIE WZIELY TWOJE PROBLEMY.
                  >
                  > Mimo to wydaje mi się, że mój obecny „problem z pokorą” wynika nie
                  > z powodu ówczesnego „osamotnienia”, ale raczej z tego, że moje porażki emocj
                  > onalne i
                  > społeczne na tamtym etapie konpensowałam sobie poczuciem wyższości z powodu
                  > moich osiągnieć w nauce i życie pokazalo, że to właśnie intelekt jest górą (
                  > bardzo szybko życie pokazało, że bohaterowie czasów podstawówki osiągnęli
                  tzw. niziny społeczne, a ja okazałam się przecietną uczennicą dobrego liceum).
                  I do dzisiaj została przebrzydła ambiwalencja – poczucie wyższości i niższości
                  > w jednym , bo w okresie, gdy człowiek uczy się zyć z innymi, ja odnosiłam
                  > porażki. Do dziś mam głebokie poczucie, że głównym kryterium oceny człowieka
                  > jest sukces i intelekt – MIMO tej ambiwalencji. Ale wydaje mi się, że por
                  > ażka
                  > społęczna w podstawowce była dla mnie zaczynem pokory, bo zobaczyłam, że sa
                  > inni ludzie, inne kryteria niż intelekt, i z dzisiejszej mojej duchowej
                  > perspektywy tamten świat był prawdziwszy niż „swiat sukcesu”. Tak t
                  > o dziś widzę.
                  >
                  > A MOZE WBREW TEMU CO PISZESZ, GDYBYS TRAFILA NA ROZUMIEJACA CIE GRUPE(I VICE
                  > VERSA),WYROSLA BY Z CIEBIE OSOBA POGODZONA Z TYM, ZE LUDZIE SIE ROZNIA MIEDZY
                  > SOBA, ALE KAZDY ZASLUGUJE NA SZACUNEK(O ILE ZASLUGUJE).

                  Wow,Ty piszesz to samo co JA!

                  Poza tym piszesz za duzo o pokorze,bo jest ona jedna z cech i trzeba ja
                  traktowac na rowni z innymi.Trzeba byc dumnym ze swoich osiagniec i miec wiecej
                  pewnosci siebie niz pokory,to i sukcesy latwiej przychodza.
              • anastasia4 Re: PAN MAKSIMUM BYL JUZ AKTYWNY NA FORUM SZKOLA 23.03.05, 09:39
                Przepraszam Panie Macieju - nie pisałam per "maciek" o Panu, ale odniosłam się
                do Pańskiego nicka, którego nie pamietałam. Absolutnie nie mam ochoty być z
                Panem na ty - zbyt wiele nas dzieli. To co mi przeszkadza w Pańskich postach to
                pogarda to narodu z którego pochodzę oraz do kraju w którym żyję i do ludzi o
                innych od Pańskich poglądach. Dla Pana to kraj "Polaków", których niczego nie
                można nauczyć oraz "gamoniów", które chodzą to naszych szkół i się w nich uczą.
                Nawet "polska socjologia" jest gorsza od socjologii w ogóle!!! Nie będę już się
                Panu naprzykrzać bo nie mojego stosunku do Pańskiej postawy życiowej dotyczy to
                forum, ale kwestii o wiele ważniejszej -jak wychować zdolne dziecko by było
                szczęśliwe i aby odnalazło swoje miejsce w świecie. Nie jestem specjalistą od
                wychowania, ale z uwagą czytam wypowiedzi diagnosty7. Miałam inny pogląd w tej
                sprawie (selekacja absolutnie nie), ale diagnosta i inne osoby przypomniały mi,
                poprzez swoje posty, moje osamotnienie szkolne w dzieciństwie.
                Osamotnienie "tej lepszej" - to było okropne. Odnalazłam się dopiero w liceum.
                Do dzisaj został we mnie syndrom tej, która zawsze musi pomagać, chociaż
                złożyły się na to i inne przyczyny.
                • maksimum Re: PAN MAKSIMUM BYL JUZ AKTYWNY NA FORUM SZKOLA 23.03.05, 19:23
                  anastasia4 napisała:

                  > Przepraszam Panie Macieju - nie pisałam per "maciek" o Panu, ale odniosłam
                  się do Pańskiego nicka, którego nie pamietałam. Absolutnie nie mam ochoty być z
                  > Panem na ty - zbyt wiele nas dzieli. To co mi przeszkadza w Pańskich postach
                  to pogarda to narodu z którego pochodzę oraz do kraju w którym żyję i do ludzi
                  >o innych od Pańskich poglądach.

                  Nie wiem o jakiej pogardzie Ty piszesz,przeciez ja tez sie w Polsce wychowalem
                  i tak skonczylem studia.Jesli siebie uwazam za madrego,tzn ze w Polsce rodza
                  sie i studiuja madrzy ludzie tak teraz jak i dawniej.Chyba w tak prosty sposob
                  bym sobie nie zaprzeczal.
                  Jesli natomiast chydzi o poglady,to inne sa w Polsce niz w Ameryce i do
                  pogladow sie dorasta w miare mozliwosci,a te mozliwosci sa lepsze w Stanach.

                  > Dla Pana to kraj "Polaków", których niczego nie
                  > można nauczyć oraz "gamoniów", które chodzą to naszych szkół i się w nich
                  >uczą.

                  Bez przesady prosze.

                  > Nawet "polska socjologia" jest gorsza od socjologii w ogóle!!!

                  Oczywiscie ,ze tak! I polska ekonomia jest duuuuuuuzo gorsza od amerykanskiej.
                  Zadna nauka w Polsce nie jest na poziomie amerykanskim,bo mialabys setki
                  tysiecy amerykanskich studentow na uczelniach polskich.

                  > Nie będę już się
                  > Panu naprzykrzać bo nie mojego stosunku do Pańskiej postawy życiowej dotyczy
                  to forum, ale kwestii o wiele ważniejszej -jak wychować zdolne dziecko by było
                  > szczęśliwe i aby odnalazło swoje miejsce w świecie. Nie jestem specjalistą
                  od wychowania, ale z uwagą czytam wypowiedzi diagnosty7. Miałam inny pogląd w
                  tej sprawie (selekacja absolutnie nie), ale diagnosta i inne osoby przypomniały
                  mi, poprzez swoje posty, moje osamotnienie szkolne w dzieciństwie.
                  > Osamotnienie "tej lepszej" - to było okropne. Odnalazłam się dopiero w
                  liceum.
                  > Do dzisaj został we mnie syndrom tej, która zawsze musi pomagać, chociaż
                  > złożyły się na to i inne przyczyny.

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=21723636&a=21983885
                  Na podstawie tego studenta,ktory po zabiciu kilku osob popelnil
                  samobojstwo,mozesz zaczac wyciagac wnioski czy selekcja jest konieczna i czy
                  lepsze dziedzi powinny byc w lepszych szkolach i czy jak ojciec popelnil
                  samobojstwo,to syn ma to w genach rowniez.


            • diagnosta7 Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 24.03.05, 13:22
              Pana M. Ameryka rzucila na kolana i trwa on w tym nieopisanym zachwycie....
              • maksimum A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY-U MYCH 27.03.05, 03:40
                diagnosta7 napisała:

                > Pana M. Ameryka rzucila na kolana i trwa on w tym nieopisanym zachwycie....

                Pierwsze 3 dni po przyjezdzie,bo 4-tego juz przyszedlem do siebie,a po 4 latach
                otworzylem swoj biznes i Ameryka juz byla u moich nog.
          • maksimum COS JAKBYM SLUCHAL NAUCZYCIELKI ZE SZKOLY SREDNIEJ 23.03.05, 04:52
            tolka3 napisała:

            > > Pan maksimum chodzil do szkoly i siedzial w lawce obserwujac wszystkie dz
            > ieci
            > w czasie lekcji.Moja corka jako jedyna czytala w wieku 4 lat w swojej
            > > klasie.Reszta byla co najmniej rok do tylu w porownaniu z nia.
            > > Porozmawialem z nauczycielka ,ktora rowniez widzala te roznice i ona wlas
            > nie zasugerowala egzaminy do "Delta" program.
            > > Tam sie nie zapisuje dzieci,tam trzeba przejsc egzamin.
            >
            > Ja również czytałam w wieku 4 lat, nawet pisałam smile Nie chodziłam natomiast
            do klasy z gamoniami, bo za takich nie uważam tych, którzy zaczęli czytać i
            pisać
            > później. To ma być ta doskonała selekcja? Podział na gamoni i tych lepszych.
            > Gratuluję. Gratuluję też beztroskiego podejścia i braku identyfikacji
            problemu,
            > jaki ma córka. Cieszysz się z jej rozwydrzenia, nawet się tym chwalisz,
            piszesz
            > (nie wiem, po co, wygląda to na dumę), że jedyną 2 córka ma z zachowania.
            > Brawo, oby tak dalej...

            Bardzo podobnie bylo ze mna i jesli jest to dziedziczne,to doprawdy nie wiem
            jak z tym walczyc.
            Mnie tez w szkole sredniej stopien z zachowania obnizal srednia,a dyrektorka
            jak wreczala mnie mature,to powiedziala:
            "Nareeszcie Macieju,Ty bedziesz mial spokoj i my bedziemy mieli spokoj."
            O dziwo na studiach bylem spokojny i nie mialem zadnych problemow i wyniki
            mialem lepsze niz w szkole sredniej.
            Wytlumaczylem sobie to dosc szybko,ze to szkola nie byla do mnie dostosowana a
            nie ja do niej.


            > To jest właśnie dowód na to, że taka selekcja może przynieść więcej szkody
            >niż pożytku.

            Cos jakbym sluchal nauczycielki ze swojej szkoly sredniej.
            • tolka3 Re: COS JAKBYM SLUCHAL NAUCZYCIELKI ZE SZKOLY SRE 23.03.05, 15:13
              No cóż, wychowujemy często dzieci na swój obraz i podobieństwo. Najłatwiej jest
              wytłumaczyć coś słowami "to dziedziczne". Nie wiesz, jak walczyć z
              rozwydrzeniem dziecka? Ze złym zachowaniem? Może skorzystaj z porady
              specjalisty (bo zapewniam, że to nie geny, to wychowanie). Piszę poważnie, bez
              cienia złośliwości.
              • maksimum Re: COS JAKBYM SLUCHAL NAUCZYCIELKI ZE SZKOLY SRE 23.03.05, 19:40
                tolka3 napisała:

                > No cóż, wychowujemy często dzieci na swój obraz i podobieństwo.

                Bo bardzo ciezko jest zmienic kod genetyczny.

                > Najłatwiej jest wytłumaczyć coś słowami "to dziedziczne".

                Bo tak wlasnie w zyciu bywa.Po dluzszych obserwacjasz zauwazysz,ze genetyka
                jest duzo bardziej wazniejsza niz jakikolwiek wplyw otoczenia.

                > Nie wiesz, jak walczyć z rozwydrzeniem dziecka?

                Moze nazwijmy po imieniu to rozwydrzenie.
                1-Monika jest najwyzsza w klasie i ja wszedzie widac.
                2-Ona ma bardzo donosny glos i normalnym swoim tonem w wieku 8 lat mowi
                glosniej i niz nauczycielka.
                3-Ona nikogo nie popycha,ani z nikim sie nie bije.
                4-"She tends to socialize during independent activity time." Czyli jak zrobi to
                co ma zrobic,to chodzi po klasie i gada,a jak ona gada,to ja na korytarzu
                slychac,bo w klasach drzwi sa zawsze otwarte.
                5-Jest bardzo obowiazkowa i sumienna.
                6-Sama odrabia lekcje bez przypominania.
                7-Ma ten gen glosnego gadania po mamusce i mnie tez denerwuje tym glosnym
                gadaniem.

                > Ze złym zachowaniem? Może skorzystaj z porady
                > specjalisty (bo zapewniam, że to nie geny, to wychowanie). Piszę poważnie,
                >bez cienia złośliwości.

                Tesciowie mieli ten gen glosnego gadania i ich syn tez.Ja od nich zawsze
                wychodzilem z bolem glowy,mimo ze byli bardzo zyczliwymi ludzmi.
            • tolka3 Re: COS JAKBYM SLUCHAL NAUCZYCIELKI ZE SZKOLY SRE 23.03.05, 15:21
              maksimum napisał:


              > Cos jakbym sluchal nauczycielki ze swojej szkoly sredniej.

              Widocznie bardzo mądra z niej kobieta była smile
              • maksimum Re: COS JAKBYM SLUCHAL NAUCZYCIELKI ZE SZKOLY SRE 23.03.05, 19:41
                tolka3 napisała:

                > maksimum napisał:
                >
                >
                > > Cos jakbym sluchal nauczycielki ze swojej szkoly sredniej.
                >
                > Widocznie bardzo mądra z niej kobieta była smile

                Moze i tak,ale ja tez lubilem na swoim postawic.
          • maksimum Re: A PRZYKLAD PANA MAKSIMUMNIE JEST NAJLEPSZY 25.03.05, 03:55
            tolka3 napisała:

            > > Pan maksimum chodzil do szkoly i siedzial w lawce obserwujac wszystkie dz
            > ieci w czasie lekcji.Moja corka jako jedyna czytala w wieku 4 lat w swojej
            > > klasie.Reszta byla co najmniej rok do tylu w porownaniu z nia.
            > > Porozmawialem z nauczycielka ,ktora rowniez widzala te roznice i ona wlas
            > nie zasugerowala egzaminy do "Delta" program.
            > > Tam sie nie zapisuje dzieci,tam trzeba przejsc egzamin.
            >
            > Ja również czytałam w wieku 4 lat, nawet pisałam smile

            Tak,ale polski i hiszpanski to kaszana w porownaniu z angielskim,gdzie
            praktycznie wszystkich wyrazow trzeba sie uczyc pamieciowo,bo to samo a,e,u,o,
            wymawia sie roznie w roznych wyrazach.
            A jak byscie przeczytaly: Sean ?

            > Nie chodziłam natomiast do klasy z gamoniami, bo za takich nie uważam tych,
            którzy zaczęli czytać i pisać
            > później. To ma być ta doskonała selekcja? Podział na gamoni i tych lepszych.
            > Gratuluję. Gratuluję też beztroskiego podejścia i braku identyfikacji
            problemu,
            > jaki ma córka. Cieszysz się z jej rozwydrzenia, nawet się tym chwalisz,
            piszesz (nie wiem, po co, wygląda to na dumę), że jedyną 2 córka ma z
            zachowania.
            > Brawo, oby tak dalej...
            >
            > To jest właśnie dowód na to, że taka selekcja może przynieść więcej szkody
            >niż pożytku.

            Ona ma takie geny,ze jej nic nie zaszkodzi.Wszystko jej bardzo latwo przychodzi
            i niczym sie nie przejmuje.
            • diagnosta7 daggga-miedzy pisankami 25.03.05, 22:14
              >Istnieje wiedza obiektywna - coż za atak scjentyzmu w czasach, jak by nie
              było,
              >ponowoczesnych! Róznych pedagogik, antypedagogik itd. jest dziś do koloru i
              >wyboru, w Ameryce, jak się zdaje, zależy to od stanu... żartuję. Z pewnością
              >selekcja to tak wazny element edukacji, że zrównano zasady jej dotyczące w
              >całym USA. Nie wiem , chętnie się dowiem, jak działa tam dokładnie system
              >szkolny - coś niecoś jednak chyba do polskiej opinii publicznej doszło na ten
              >temat?
              Zaden atak, spekulacje nie sa zabronione, ale jakby nie bylo
              wiedza "obiektywna", o ktorej tu mowie, bierze sie z badan. Czy nie stad
              wzielismy np. wiedza o intro i ekstrawertykach? Badajac i gromadzac informacje,
              po to by uogolnic. W medycynie sprawdzamy, ktora terapia jest skuteczna rowniez
              na podstwie badan. Czasem ktos nie odpowiada na leczenie w sposob oczekiwany i
              moze byc tez tak w przypadku wybitnych, ale uogolniona wiedza pomaga lepiej
              poznac i zrozumiec ich potrzeby.A wiec scjentyzm nie tyle w ataku, co w
              uzytku, i na pewno nie w postaci XIX-wiecznej.
              Szeroko zakrojone badania nad wybitnymi zaczely sie latach 20-tych zeszlego
              wieku. Informacji jest sporo. Gdybys jednak chciala czegos mniej naukowego, to
              wystarczy grupa dla rodzicow dzieci wybitnych. Borykaja sie z podobnymi
              problemami i podobne sa ich obserwacje. Da sie wiec cos uogolnic na podstawie
              subiektywnych i emocjonalnych relacji kilkudziesieciu osob.

              "I nie ma to znaczenia, ze roznimy sie od Amerykanow kulturowo, bo potrzeby
              dzieci, okreslanych tam jako "gifted", sa wszedzie takie same, niezaleznie od
              kraju, kultury i wychowania"
              >powinnaś żyć w czasach Darwina wink
              Tego nie chwytam. To tak jakbys sadzila, ze dziecko urodzone w Polsce jako
              wybitne, po wyjezdzie do jakiegokolwiek innego kraju, wybitnosc te
              utraci.Chodzi mi o to, ze niezaleznie gdzie to dziecko sie urodzilo, jego
              potrzeby(charakteryzowane jako potrzeby dzieci gifted),sa podobne. Warunki do
              realizacji moga byc rozne, ale zapotrzebowanie na poziom stymalacji ten sam.W
              tym sensie wiedza o nich jest uniwersalna.

              >Jako laik (kończyłam socjologię, nie amerykanistyke)sądzę, że USA jest krajem
              >kulturowo b. specyficznym pod względem tematu, o którym dyskutujemy. Zasady
              >selekcji szkolnej, awansu społecznego, sukcesu zawodowego - to zupełnie "inny
              >świat" wobec realiów krajów postkomunistycznych, jak Polska, nie mówiąc już o
              >całej reszcie świata, o kulturach opartych nie na kulcie indywidualnego
              >sukcesu, ale na wartości wspólnoty, rodziny itd. Od dzeisiątek lat NAUKOWCY >>
              (bo
              >jest ich wiele gatunków, nie tylko badaczy uwarunkowań sukcesu gifted-dzieci)
              >mówią o kryzysie zachodu, zachodniego człowieka, o nerwicach, dehumanizacji,
              >alienacji i długo by tu jeszcze... Naprawdę bardzo nie na czasie jest wiara w
              >obiektywną naukę bez wartościowania. Dlatego uważam, że niezmiernie ciekawa
              >dyskusja, jaką się tu prowadzi, nie powinna zawężać się do referowania "wiedzy
              >obiektywnej" (w dodatku made in USA). Ja byym przyznała dziś, jak nigdy, prawo
              >głosu też innym, mniej popularnym narracjom - po to wszak jest dyskusja! Choć
              >oczywiście wiedza, którą zamierzasz przedstawić, będize również nieoceniona.

              Dyskusja na forum zdecydowanie nie jest zawezona do "wiedzy obiektywnej".
              Wiekszosc wypowiedzi dotyczy indywidualnych doswiadczen i przemyslen.Jasne, ze
              prawo do glosu i opinii ma kazdy.Badania amerykanskie przytaczam nie dlatego,ze
              uwazam je za wazniejsze niz inne, tylko dlatego, ze istnieja.(Teorii
              Dabrowskiego dotycza badania polskie,ale sa dosc wiekowe).Nie chodzi o wyzszosc
              jednych nad drugimi, ale o dostepnosc.

              Dokoncze innym razem.Pozdrawiam

              • maksimum daggga-miedzy pisankami EDUKACJA W NYC 25.03.05, 23:54
                diagnosta7 napisała:

                A gdzie jest ten tekst dagga? Bo jest bardzo ciekawie napisany.

                > >Istnieje wiedza obiektywna - coż za atak scjentyzmu w czasach, jak by nie
                > było,
                > >ponowoczesnych! Róznych pedagogik, antypedagogik itd. jest dziś do koloru
                > i wyboru, w Ameryce, jak się zdaje, zależy to od stanu... żartuję.

                Tak,tak,to prawda.Edukacja na Hawajach i Florydzie,ze o Arkansas nie wspomne
                jest na niskim poziomie.
                Liczy sie North-East,California i Texas.W pozostalychstanach jest po kilka
                dobrych uczelni i to by bylo na tyle z 1,500 uczelni w Stanach.

                > Z pewnością
                > >selekcja to tak wazny element edukacji, że zrównano zasady jej dotyczące w
                > >całym USA. Nie wiem , chętnie się dowiem, jak działa tam dokładnie system
                > >szkolny - coś niecoś jednak chyba do polskiej opinii publicznej doszło na
                > ten temat?

                "Delta" prgram dziala w szk podstawowych,a juz do jr high czyli gimnazjum
                przyjecia odbywaja sie na podstawie testow z podstawowki.
                Oceny na testach sa od 1-4 i moj syn mial dwie 4 ,bo jeden jest test z
                angielskiego a drugi z matematyki.Jesli max ilosc punktow jest 820 to juz za 690
                dostaje sie 4. Nie jestem dokladnie tego pewien,ale cos to tak wyglada.
                Wszystkie junior high staraja sie o nowych studentow i maja dni otwarte dla
                rodzicow i uczniow,ze mozna przyjsc i chodzic po calej szkole i rozmawiac z
                nauczycielami,ktorzy sa kazdy w innej klasie.
                W podstawowce mnie powiedzieli,ze ci co mieli dwie 4 nie maja problemu z
                dostaniem sie do kazdej wybranej przez nich szkoly w dystrykcie.
                Podanie do junior high sklada sie do jednego officu w dystrykcie i dystrykt na
                podstawie ilosci podan do kazdej szkoly decyduje,gdzie najlepsi uczniowie beda
                sie uczyc.Jesli wszyscy najlepsi z dystryktu(w dystrykcie jest 10 junior high)
                zloza podania do jednej szkoly i zapelnia wszystkie miejsca,to juz do tej
                szkoly egzaminow nie bedzie.Na podaniu wybiera sie 3 szkoly(first choice,second
                choice & third choice).Jesli sama ocena 4 jest niewystarczajaca,to wtedy patrza
                na punkty 690-820.
                O zadnych lapowkach i kombinacjach nie ma mowy,bo szkola nie decyduje o
                przyjeciu lecz dystrykt.
                Studenci i rodzice wiedza na co dzieci stac i sa realistyczni w podaniach.
                Jesli chce sie isc do jakiejs dobrej szkoly poza dytrykt,to trzeba zdawac
                egzamin.

                > Zaden atak, spekulacje nie sa zabronione, ale jakby nie bylo
                > wiedza "obiektywna", o ktorej tu mowie, bierze sie z badan. Czy nie stad
                > wzielismy np. wiedza o intro i ekstrawertykach? Badajac i gromadzac
                informacje, po to by uogolnic. W medycynie sprawdzamy, ktora terapia jest
                skuteczna rowniez
                > na podstwie badan. Czasem ktos nie odpowiada na leczenie w sposob oczekiwany
                i moze byc tez tak w przypadku wybitnych, ale uogolniona wiedza pomaga lepiej
                > poznac i zrozumiec ich potrzeby.A wiec scjentyzm nie tyle w ataku, co w
                > uzytku, i na pewno nie w postaci XIX-wiecznej.
                > Szeroko zakrojone badania nad wybitnymi zaczely sie latach 20-tych zeszlego
                > wieku. Informacji jest sporo. Gdybys jednak chciala czegos mniej naukowego,
                to wystarczy grupa dla rodzicow dzieci wybitnych. Borykaja sie z podobnymi
                > problemami i podobne sa ich obserwacje. Da sie wiec cos uogolnic na podstawie
                > subiektywnych i emocjonalnych relacji kilkudziesieciu osob.
                >
                > "I nie ma to znaczenia, ze roznimy sie od Amerykanow kulturowo, bo potrzeby
                > dzieci, okreslanych tam jako "gifted", sa wszedzie takie same, niezaleznie
                >od kraju, kultury i wychowania"
                > >powinnaś żyć w czasach Darwina wink
                > Tego nie chwytam. To tak jakbys sadzila, ze dziecko urodzone w Polsce jako
                > wybitne, po wyjezdzie do jakiegokolwiek innego kraju, wybitnosc te
                > utraci.

                Zgadza sie.jest inny poziom nauczania.Gdyby na calym swiecie byl taki sam
                poziom nauczania,to i poziom zycia bylby ten sam,a jak wiesz poziom zycia rozni
                sie w Polsce od amerykanskiego.

                > Chodzi mi o to, ze niezaleznie gdzie to dziecko sie urodzilo, jego
                > potrzeby(charakteryzowane jako potrzeby dzieci gifted),sa podobne. Warunki do
                > realizacji moga byc rozne, ale zapotrzebowanie na poziom stymalacji ten sam.W
                > tym sensie wiedza o nich jest uniwersalna.

                A jak to jest z tymi noblistami?
                50% pochodzi z USA ,a ci od pokojowych i literackich,to juz moga byc nawet z
                Polski czy Iranu.

                >
                > >Jako laik (kończyłam socjologię, nie amerykanistyke)sądzę, że USA jest kra
                > jem
                > >kulturowo b. specyficznym pod względem tematu, o którym dyskutujemy. Zasady
                > >selekcji szkolnej, awansu społecznego, sukcesu zawodowego - to zupełnie "i
                > nny świat" wobec realiów krajów postkomunistycznych, jak Polska, nie mówiąc ju
                > ż o całej reszcie świata, o kulturach opartych nie na kulcie indywidualnego
                > >sukcesu, ale na wartości wspólnoty, rodziny itd. Od dzeisiątek lat NAUKOWCY
                >>cryingbo jest ich wiele gatunków, nie tylko badaczy uwarunkowań sukcesu gifted-dzie
                > ci)mówią o kryzysie zachodu, zachodniego człowieka, o nerwicach, dehumanizacj
                > i,alienacji i długo by tu jeszcze... Naprawdę bardzo nie na czasie jest wiar
                > a w obiektywną naukę bez wartościowania. Dlatego uważam, że niezmiernie ciekaw
                > a dyskusja, jaką się tu prowadzi, nie powinna zawężać się do referowania "wi
                > edzy obiektywnej" (w dodatku made in USA). Ja byym przyznała dziś, jak nigdy,
                >prawo głosu też innym, mniej popularnym narracjom - po to wszak jest dyskusja!
                Choć oczywiście wiedza, którą zamierzasz przedstawić, będize również nieocenion
                > a.
                >
                > Dyskusja na forum zdecydowanie nie jest zawezona do "wiedzy obiektywnej".
                > Wiekszosc wypowiedzi dotyczy indywidualnych doswiadczen i przemyslen.Jasne,
                ze prawo do glosu i opinii ma kazdy.Badania amerykanskie przytaczam nie
                dlatego,ze
                > uwazam je za wazniejsze niz inne, tylko dlatego, ze istnieja.(Teorii
                > Dabrowskiego dotycza badania polskie,ale sa dosc wiekowe).Nie chodzi o
                >wyzszosc jednych nad drugimi, ale o dostepnosc.
                >
                > Dokoncze innym razem.Pozdrawiam

                A gdzie te badania,bo ichnie widzialem?
              • diagnosta7 Re: daggga-miedzy pisankami 26.03.05, 06:34
                Koncze poprzednia wypowiedz.
                W USA mowi sie o atomizacji spoleczenstwa, poniewaz skupione jest wlasnie na
                rodzinie-mala komorka malo zainteresowana innymi.Ale i sporo tam preznie
                dzialajacych spolecznosci lokalnych, ktore np. ze zlej szkoly czynia dobra.W
                Wielkiej Brytanii na rzadko spotykana skale rodzice angazuja sie w zycie szkoly
                i maja wielki wplyw na jej ksztalt.Sa obecni w klasach, pomagaja nauczycielom i
                zarazem maja kontrole nad tym co sie tam dzieje. Nie ma tez stopni przez cala
                szkole podstawowa, w USA praktycznie tez nie. Jesli przypomnimy sobie o naszym
                szkolnictwie, to oceny byly od zawsze.Nie chce przez to powiedziec, ze edukacja
                gdzies tam jest lepsza(to odrebny temat-gigant), ale ze wyscig szczurow nie
                zaczyna sie koniecznie na najnizszym etapie edukacji.Na poziomie uniwersyteckim
                i czesciowo liceum mozna to juz latwo zaobserwowac. Zaleta liceum jest
                mozliwosc wyboru sciezki edukacyjnej. Poziom podstawowy wyzszy i zaawansowany
                jest dostepny dla kazdego poniewaz wybor nalezy do uczniow i rodzicow.Na
                poziomie podstawowym klasy sa mniej liczne (nauczyciele wychodza z zalozenia,
                ze slabsi uczniowie potrzebuja wiecej indywidualnej uwagi).Na poziomie
                uniwersyteckim bywa, ze zaczyna sie szalenstwo zdobywania punktow, niezliczona
                ilosc dodatkowych zajec, ktore beda dobrze wygladaly na transkrypcie na wyzsza
                uczelnie.Czesc dzieci pracuje wiec do upadlego,przyplacajac to zdrowiem,
                wszystko po to, by dostac sie na najlepsze studia.Z pedem do sukcesu masz
                oczywiscie racje i alienacja bez watpienia wystepuje, ale nie wyglada na to,aby
                jej przyczyna byla selekcja na poziomie szkol podstawowych.Nie zatrzyma sie
                tych wszystkich mechanizmow, ktore dzis i Polski dotycza, przez zle ksztalcenie
                wybitnych.
                I jeszcze jedno:stany rzeczywiscie sie roznia stosunkiem do identyfikacji
                dzieci wybitnych.Chociaz wiekszosc ma w budzecie wieksze lub mniejsze pieniadze
                na ten cel,sa tez miejsca, ktore nie wydaja na to grosza.Filozofia jest taka,
                ze wszystkie dzieci sa rowne i nie wypada w ogole o wybitnosci wspominac. Jak w
                komunie.
                Dzis i w Polsce rodzice szaleja, zeby poslac dziecko do dobrego liceum i na
                renomowana uczelnie. Poteguje to rozwarstwienie finansowe, bo kto ma pieniadze
                na korepetycje znajdzie sie w lepszej szkole(to samo w USA).Co do mechanizmow ,
                o ktorych piszesz masz absolutna racje, ale to nie wybitni je nakrecaja, ani
                porzadna dla nich edukacja.To wszystko przez te rzesze"gamoniow". Dla
                niektorych niestety, dla niektorych stety zaczelismy podlegac tym samym
                mechanizmom spolecznym zabijajacym wspolnotowosc(np.strzezone osiedla).Moim
                zdaniem ma to jednak malo wspolnego z "selekcja" wybitnych.

                >Naprawdę bardzo nie na czasie jest wiar
                > a w
                > >obiektywną naukę bez wartościowania.
                Dlaczego obiektywna wiedza(zebrana w sposob rzetelny) nie moze niesc ze soba
                wartosci? Indywidualne spojrzenie, choc wazne, nie umozliwi zgeneralizowania
                informacji potrzebnych do efektywnego dzialania.Ja widze wartosc w tym,ze
                ludzie maja szanse dowiedziec sie co jest dla dzieci wybitnych dobre, a co nie
                daje im szansy na spelnienie sie w zyciu.Wyglada to na calkiem spora wartosc.
                Pozdrowienia

                • maksimum daggga-miedzy pisankami-TESTY W USA OD 3 KLASY 27.03.05, 03:36
                  diagnosta7 napisała:

                  > Koncze poprzednia wypowiedz.
                  > W USA mowi sie o atomizacji spoleczenstwa, poniewaz skupione jest wlasnie na
                  > rodzinie-mala komorka malo zainteresowana innymi.Ale i sporo tam preznie
                  > dzialajacych spolecznosci lokalnych, ktore np. ze zlej szkoly czynia dobra.W
                  > Wielkiej Brytanii na rzadko spotykana skale rodzice angazuja sie w zycie
                  szkoly
                  > i maja wielki wplyw na jej ksztalt.Sa obecni w klasach, pomagaja nauczycielom
                  i zarazem maja kontrole nad tym co sie tam dzieje. Nie ma tez stopni przez cala
                  > szkole podstawowa, w USA praktycznie tez nie.

                  Ja rozumiem,ze nie chodzi Ci o trzymanie sie prawdy lecz o moj udzial w
                  dyskusji.
                  No wiec stopnie w NYC sa od pierwszej klasy po wszystkie nastepne,natomiast
                  testy miejskie i stanowe sa od 3-ciej klasy,a ze dzieci zaczynaja pierwsza
                  klase w wieku 6 lat,to tak jakby w polskiej 2 klasie testy byly.
                  Tu masz link,zebys sie za bardzo nie osmieszala:
                  www.nycenet.edu/daa/test_results/
                  A to ze wy sobie tam stopni w EU nie stawiacie,to nie ma ZADNEGO znaczenia dla
                  nas w USA,przeciez wy nie dorosliscie do kultury amerykanskiej.

                  > Jesli przypomnimy sobie o naszym
                  > szkolnictwie, to oceny byly od zawsze.Nie chce przez to powiedziec, ze
                  edukacja
                  > gdzies tam jest lepsza(to odrebny temat-gigant), ale ze wyscig szczurow nie
                  > zaczyna sie koniecznie na najnizszym etapie edukacji.

                  A jak to w sporcie bywa?
                  Pamietasz ta plywaczke amerykanska ,ktora w wieku 15 lat zdobyla kilka zlotych
                  medali na olimpiadzie,stylem jak to wszyscy nazywali rozpaczliwym??
                  Wyscig ma miejsce caly czas niezaleznie od tego czy chcesz tego czy nie.
                  Mozesz oczywiscie przymknac oczy na ten wyscig mlodych i otworzyc pozniej gdy
                  beda juz dorosli,ale wtedy Noble i medale olimpijskie poplyna do USA.
                  Ja w wieku 8 lat nauczylem syna niezle grac w ping-ponga,tak ze teraz w wieku
                  10 lat ogrywa doroslych.Chodze z nim niemal codziennie do parku grac w kosza i
                  ludziom oczy sie kwadratowe robia jak on gra.
                  A moze w EU rywalizacja w sporcie w tym wieku jest dozwolona,ale w nauce
                  zakazana????
                  To bylby rzeczywiscie CIEKAWY EKSPERYMENT!!!

                  > Na poziomie uniwersyteckim
                  > i czesciowo liceum mozna to juz latwo zaobserwowac. Zaleta liceum jest
                  > mozliwosc wyboru sciezki edukacyjnej. Poziom podstawowy wyzszy i zaawansowany
                  > jest dostepny dla kazdego poniewaz wybor nalezy do uczniow i rodzicow.Na
                  > poziomie podstawowym klasy sa mniej liczne (nauczyciele wychodza z zalozenia,
                  > ze slabsi uczniowie potrzebuja wiecej indywidualnej uwagi).Na poziomie
                  > uniwersyteckim bywa, ze zaczyna sie szalenstwo zdobywania punktow,
                  niezliczona
                  > ilosc dodatkowych zajec, ktore beda dobrze wygladaly na transkrypcie na
                  wyzsza
                  > uczelnie.Czesc dzieci pracuje wiec do upadlego,przyplacajac to zdrowiem,
                  > wszystko po to, by dostac sie na najlepsze studia.Z pedem do sukcesu masz
                  > oczywiscie racje i alienacja bez watpienia wystepuje, ale nie wyglada na
                  >to,aby jej przyczyna byla selekcja na poziomie szkol podstawowych.

                  To w jakim wieku powiniem syna zaczac ping-ponga i kosza uczyc,bo juz sie
                  gubie??

                  > Nie zatrzyma sie
                  > tych wszystkich mechanizmow, ktore dzis i Polski dotycza, przez zle
                  >ksztalcenie wybitnych.
                  > I jeszcze jedno:stany rzeczywiscie sie roznia stosunkiem do identyfikacji
                  > dzieci wybitnych.Chociaz wiekszosc ma w budzecie wieksze lub mniejsze
                  pieniadze
                  > na ten cel,sa tez miejsca, ktore nie wydaja na to grosza.Filozofia jest taka,
                  > ze wszystkie dzieci sa rowne i nie wypada w ogole o wybitnosci wspominac. Jak
                  >w komunie.
                  > Dzis i w Polsce rodzice szaleja, zeby poslac dziecko do dobrego liceum i na
                  > renomowana uczelnie. Poteguje to rozwarstwienie finansowe, bo kto ma
                  >pieniadze na korepetycje znajdzie sie w lepszej szkole(to samo w USA).

                  Nie rozsmieszaj mnie,please!!!!!
                  Od kiedy to matolowi korepetycje pomogly??
                  Albo sie jest inteligentnym,albo sie tego genu nie posiada,a wkuwanie mozna
                  zdrowiem przyplacic.
                  Ilosc nie koniecznie idzie w jakosc.


                  > Co do mechanizmow ,
                  > o ktorych piszesz masz absolutna racje, ale to nie wybitni je nakrecaja, ani
                  > porzadna dla nich edukacja.To wszystko przez te rzesze"gamoniow". Dla
                  > niektorych niestety, dla niektorych stety zaczelismy podlegac tym samym
                  > mechanizmom spolecznym zabijajacym wspolnotowosc(np.strzezone osiedla).

                  Strzezone osiedla separuja ludzi normalnych od kryminalistow mieszkajacych tuz
                  obok.Wyobraz sobie ze Palm Beach na Florydzie nie jest strzezone a jest to
                  jedno z najbogatszych miasteczek na wschodnim wybrzezu.Greenwich
                  Connecticut,gdzie mieszka I.Lendl tez nie ma strzezonych osiedli.

                  > Moim zdaniem ma to jednak malo wspolnego z "selekcja" wybitnych.

                  Z jakich przedmiotow syn zlodzieja,czy "zlotej raczki" moze byc lepszy od corek
                  Lendla??

                  > >Naprawdę bardzo nie na czasie jest wiara w obiektywną naukę bez
                  wartościowania.
                  > Dlaczego obiektywna wiedza(zebrana w sposob rzetelny) nie moze niesc ze soba
                  > wartosci? Indywidualne spojrzenie, choc wazne, nie umozliwi zgeneralizowania
                  > informacji potrzebnych do efektywnego dzialania.Ja widze wartosc w tym,ze
                  > ludzie maja szanse dowiedziec sie co jest dla dzieci wybitnych dobre, a co
                  nie
                  > daje im szansy na spelnienie sie w zyciu.Wyglada to na calkiem spora wartosc.
                  > Pozdrowienia

                  Wybitnosc widac dopiero w wieku lat kilkunastu lub dopiero po 20-stce jak u
                  Billa Gatesa.
                  Trzeba dostarczyc najlepsza(wyselekcjowana) edukacje z mozliwych a przyszlosc
                  pokaze,kto na ile sie sprawdzi.
                  Mnie najbardziej sie podoba,ze moje dzieci sa wszechstronne.Umieja spiewac,grac
                  w pilke,sa dobre z matematyki jak i z angielskiego.Balbym sie jak by byly
                  wybitne tylko z matematyki.
                  • diagnosta7 Re: daggga-miedzy pisankami-TESTY W USA OD 3 KLAS 27.03.05, 08:57
                    0.Gdyby chodzilo o twoj udzial w dyskusji, to napisalabym do Ciebie.
                    1.Ja pisze o swoich doswiadczeniach, nie twoich. I stopnie zaczynaja sie w
                    szostej klasie(z pewnoscia nie mowie o szkole twoich dzieci, bo jej nie znam).
                    2.Raczej ty sie osmieszasz, bo ja nigdzie nie napisalam,ze nie ma testow(w
                    Anglii sa nawet wczesniej niz w USA).
                    3.Odpowiadasz kompletnie bez zwiazku z tym o czym pisala daggga i moja DO NIEJ
                    odpowiedzia.
                    4.Jak juz siedzisz w tej Ameryce, to zamiast udowadniac w nieskonczonosc
                    wyzszosc Swiat Bozego Narodzenia nad Swietami Wielkiejnocy, troche z tego ich
                    bogactwa informacyjnego skorzystaj.Dowiesz sie jak nastolatki funkcjonuja w
                    high school i dlaczego maja klopoty ze zdrowiem.
                    5.W USA korepetycje biora dzieci najlepsze, a nie najslabsze. Spora czesc
                    rodzicow uwaza ze szkola nie przygotuje odpowiednio do pozniejszej konkurencji
                    (dobra szkola!.Podobna tendencja zaczela sie w Polsce).Dzieciom slabszym
                    zobowiazany jest pomoc system(slynny akt NCLB., ktory nie jest niczym innym niz
                    rownaniem w dol).
                    6.Ty widzisz wybitnosc dopiero po 20-tce, bo jak pisales, wtedy dopatrzyles sie
                    swojej.Gdybys jeszcze mogl jej uzyc do czytania tego co ludzie pisza z
                    jednoczesnym rozumieniem o czym.
                    • maksimum Re: daggga-miedzy pisankami-TESTY W USA OD 3 KLAS 28.03.05, 05:10
                      diagnosta7 napisała:

                      > 0.Gdyby chodzilo o twoj udzial w dyskusji, to napisalabym do Ciebie.

                      To od tej pory grzecznie czekam na e-mail.

                      > 1.Ja pisze o swoich doswiadczeniach, nie twoich. I stopnie zaczynaja sie w
                      > szostej klasie(z pewnoscia nie mowie o szkole twoich dzieci, bo jej nie znam).

                      Jak piszesz o szostej klasie,to chodzi Ci o szkole polska czy amerykanska?
                      Bo jak ja pisze o szkole w NYC ,to mam na mysli szkoly w ponad 8 milionowym
                      miescie,a to troche wiecej niz Warszawa i Ozarow Maz. razem wziete.

                      > 2.Raczej ty sie osmieszasz, bo ja nigdzie nie napisalam,ze nie ma testow(w
                      > Anglii sa nawet wczesniej niz w USA).

                      Bo ja sie na temat UK nie wypowiadalem.

                      > 3.Odpowiadasz kompletnie bez zwiazku z tym o czym pisala daggga i moja DO
                      >NIEJ odpowiedzia.

                      Zwiazek jest zasadniczy ,bo chodzi o poziom nauczania,a tego nie mozesz ocenic
                      bez znormalizowanych testow.Eliminowanie ocen w szkole podstawowej bardzo
                      negatywnie wplywa tak na uczniow jak i na poziom nauczania.
                      Roznimy sie co do roli szkoly w spoleczenstwie.
                      Szkola ma spelniac wymagania rodzicow i jesli rodzice chca selekcji w szkolach
                      tzn ze ona ma tam byc.
                      Szkolnictwo jak i demokracje tworzy sie oddolnie.To nie minister edukacji
                      tworzy program dzialania szkol bez porozumienia z rodzicami,lecz na podstawie
                      wymagan rodzicow.

                      > 4.Jak juz siedzisz w tej Ameryce, to zamiast udowadniac w nieskonczonosc
                      > wyzszosc Swiat Bozego Narodzenia nad Swietami Wielkiejnocy,

                      Akurat dzisiaj udowadnialem wyzszosc swiat Wielkiejnocy nad kazdym innym
                      swietem.

                      > troche z tego ich
                      > bogactwa informacyjnego skorzystaj.Dowiesz sie jak nastolatki funkcjonuja w
                      > high school i dlaczego maja klopoty ze zdrowiem.

                      Jak zwykle poprosze o przyklady.

                      > 5.W USA korepetycje biora dzieci najlepsze, a nie najslabsze.

                      Ciekawe indeed!
                      Bo ja zauwazylem,ze najlepsze udzielaja korepetycji najslabszym.

                      > Spora czesc
                      > rodzicow uwaza ze szkola nie przygotuje odpowiednio do pozniejszej konkurencji
                      > (dobra szkola!.Podobna tendencja zaczela sie w Polsce).Dzieciom slabszym
                      > zobowiazany jest pomoc system(slynny akt NCLB., ktory nie jest niczym innym
                      >niz rownaniem w dol).
                      > 6.Ty widzisz wybitnosc dopiero po 20-tce,

                      To wymien wybitne osiagniecia ludzi przed 20-stka.Bede zobowiazany.

                      > bo jak pisales, wtedy dopatrzyles sie swojej.Gdybys jeszcze mogl jej uzyc do
                      >czytania tego co ludzie pisza z jednoczesnym rozumieniem o czym.

                      Ty sie znowu upierasz,ze ja mam wszystko rozumiec identycznie jak TY.
                      Bo jesli ktos mysli inaczej niz TY,tzn ze nie mysli.
                      Czy TY przypadkiem nie jestes ta Justyna,ktora napisala o bezstresowym
                      wychowaniu bez czytania bardzo ciekawych wypowiedzi dyskutantow?
                      • diagnosta7 Re: daggga-miedzy pisankami-TESTY W USA OD 3 KLAS 30.03.05, 00:30
                        Tym razem DRUKOWANYMI.
                        1.Ty piszesz o SWOICH doswiadczeniach(szkola nowojorska), ja o SWOICH. W USA
                        szkolnictwo cechuje duza niezaleznosc i roznice w systemach edukacyjnych
                        dotycza tak stanow jak i poszczegolnych miast.Jesli pisze, ze do szostej klasy
                        nie ma stopni, to NIE dotyczy to szkoly w NY.
                        > Bo ja sie na temat UK nie wypowiadalem.

                        2.Nie pisalam,ze NIE MA testow.W ogole sie na ich temat nie wypowiadalam.Za to
                        wypowiadalam sie na temat UK i Ty sie do tego odniosles z niezrozumialych
                        przyczyn.
                        > Bo jak ja pisze o szkole w NYC ,to mam na mysli szkoly w ponad 8 milionowym
                        A wielkosc nie zawsze przeklada sie na jakosc. Popatrz na MA- nie maja stopni,
                        a wyniki w nauce w absolutnej czolowce.
                        > Zwiazek jest zasadniczy ,bo chodzi o poziom nauczania,a tego nie mozesz
                        ocenic
                        > bez znormalizowanych testow
                        3.Nie zauwazylam, by moja wypowiedz dotyczyla poziomu nauczania czy braku lub
                        obecnosci testow.
                        > Roznimy sie co do roli szkoly w spoleczenstwie.
                        A tego nie mozesz wiedziec, bo i skad.
                        > Jak zwykle poprosze o przyklady.
                        4. To co miedzy innymi robi w stanach wrazenie, to system biblioteczny.Udaj sie
                        w rzeczone miejsce i poszukaj zrodel.Zajecie przyjemne i pozyteczne zarazem.
                        > Bo ja zauwazylem,ze najlepsze udzielaja korepetycji najslabszym.
                        5.Nie pisze o kolkach samopomocy uczniowskiej tylko o tutoringu.Dzieci z
                        zaniedbanych srodowisk czesciej maja klopoty w szkole, a ich rodzicow z
                        pewnoscia nie stac na tutora. Mechanizm korepetycyjny jest odpowiedzia na
                        przemyslenia dagggi dotyczace wyscigu szczurow.W szkole w NY pewnie tego nie
                        ma, ale gdzie indziej to dosc czesty mechanizm,ze dobry uczen dostaje
                        lekcje,zeby byc jeszcze lepszym i "wykosic" antycypowana konkurencje.
                        > Ty sie znowu upierasz,ze ja mam wszystko rozumiec identycznie jak TY.
                        > Bo jesli ktos mysli inaczej niz TY,tzn ze nie mysli.
                        5.A to skad?Dlaczego ktokolwiek mialby myslec to co ja? Na forum waza sie rozne
                        zdania, jak to przy dyskusji bywa.Rozne sie pojawily opinie, bo gdyby byly
                        takie same, to nie byloby sensu dyskutowac.Jesli jednak odpowiadasz na to co
                        pisze, to niech to pozostanie w jakims zwiazku z tym, o czym pisze.Bo inaczej
                        jaki sens w odpowiadaniu?Nie chodzi o roznice w pogladach,bo te szanuje, ale
                        zwiazek z tematem.
                        > Czy TY przypadkiem nie jestes ta Justyna,ktora napisala o bezstresowym
                        > wychowaniu bez czytania bardzo ciekawych wypowiedzi dyskutantow?
                        Czy Ty przypadkiem nie odplynales w nieznanym kierunku? Nie wiem o co tu chodzi?
                        Nie jestem pewna czy powinnam wiedziec.No i zarzucasz mi, ze nie czytam
                        wypowiedzi innych?To absolutna ciekawostka przyrodnicza.
                        • maksimum DO SZKLANKI LITR WODY SIE NIE ZMIESCI. 31.03.05, 05:48
                          diagnosta7 napisała:

                          > Tym razem DRUKOWANYMI.
                          > 1.Ty piszesz o SWOICH doswiadczeniach(szkola nowojorska), ja o SWOICH. W USA
                          > szkolnictwo cechuje duza niezaleznosc i roznice w systemach edukacyjnych
                          > dotycza tak stanow jak i poszczegolnych miast.Jesli pisze, ze do szostej
                          >klasy nie ma stopni, to NIE dotyczy to szkoly w NY.

                          To bardzo ciekawe na jakich zasadach sa uczniowie przyjmowani do junior high?
                          Podstawowka jest tylko do 5 klasy w NY i dzieci na podstawie testow z
                          podstawowki ubiegaja sie o przyjecia do junior high.

                          > > Bo ja sie na temat UK nie wypowiadalem.
                          >
                          > 2.Nie pisalam,ze NIE MA testow.W ogole sie na ich temat nie wypowiadalam.Za
                          to wypowiadalam sie na temat UK i Ty sie do tego odniosles z niezrozumialych
                          > przyczyn.
                          > > Bo jak ja pisze o szkole w NYC ,to mam na mysli szkoly w ponad 8 milionow
                          > ym
                          > A wielkosc nie zawsze przeklada sie na jakosc. Popatrz na MA- nie maja
                          >stopni, a wyniki w nauce w absolutnej czolowce.

                          Mylisz dwie podstawowe sprawy.Najpierw piszesz o szkolach publicznych w MA. a
                          pozniej nawiazujesz do dobrych uniwersytetow prywatnych wlasnie tam.
                          W Ivy League studiuja nie tylko najlepsi z danego stanu ale z calego swiata.
                          Jak wiesz w NYC tez mamy Ivy league uczelnie.

                          > > Zwiazek jest zasadniczy ,bo chodzi o poziom nauczania,a tego nie mozesz
                          > ocenic bez znormalizowanych testow
                          > 3.Nie zauwazylam, by moja wypowiedz dotyczyla poziomu nauczania czy braku lub
                          > obecnosci testow.
                          > > Roznimy sie co do roli szkoly w spoleczenstwie.
                          > A tego nie mozesz wiedziec, bo i skad.
                          > > Jak zwykle poprosze o przyklady.
                          > 4. To co miedzy innymi robi w stanach wrazenie, to system biblioteczny.Udaj
                          sie w rzeczone miejsce i poszukaj zrodel.Zajecie przyjemne i pozyteczne zarazem.
                          > > Bo ja zauwazylem,ze najlepsze udzielaja korepetycji najslabszym.
                          > 5.Nie pisze o kolkach samopomocy uczniowskiej tylko o tutoringu.Dzieci z
                          > zaniedbanych srodowisk czesciej maja klopoty w szkole, a ich rodzicow z
                          > pewnoscia nie stac na tutora. Mechanizm korepetycyjny jest odpowiedzia na
                          > przemyslenia dagggi dotyczace wyscigu szczurow.W szkole w NY pewnie tego nie
                          > ma, ale gdzie indziej to dosc czesty mechanizm,ze dobry uczen dostaje
                          > lekcje,zeby byc jeszcze lepszym i "wykosic" antycypowana konkurencje.

                          To jest tak naturalne,ze nie widze powodu by o tym pisac.
                          W biednych rodzinach ,rodzice nie maja glowy by pomoc swoi dzieciom,a gdyby
                          nawet znalezli pieniadze,to do szklanki litr wody sie nie zmiesci.
                          A gdy bedziesz chciala nalac za duzo,to nastapi spiecie,bezpieczniki wysiada i
                          wtedy jest dopiero bieda.
              • daggga Re: daggga-miedzy pisankami 28.03.05, 22:01
                Witajcie po świętach i pozdrowka!
                Diagnosta, dzięki za ciekawe diagnozy, sprobuję sie ustosunkowac,ale czy to
                będzie czytelne? Na wszelk. wyp. daje cudzysłowy.

                >"Zaden atak, spekulacje nie sa zabronione, ale jakby nie bylo
                > wiedza "obiektywna", o ktorej tu mowie, bierze sie z badan. Czy nie stad
                > wzielismy np. Badajac i gromadzac informacje,
                > > po to by uogolnic"

                Ten temat jest b. szeroki i wychodzi poza łamy dyskusji! Scjentyzm jest
                filozofią, która mówi, że jesli wiedza/poznanie, to tylko naukowe, a dziś
                właśnie jest kryzys nauki, z wielu powodów. Wiedza o intro i ekstrawertykach to
                po prostu tworzenie pojęć, ktore w czasach kultu nauki były święte, dziś
                niekoniecznie. Czym innym natomiast jest empiria - gromadzenie faktów, by
                potwierzdić tezę (indukcja)- ale uogólnianie w tym wypadku to zawsze ryzyko i
                bywa, że zamach na prawdę. Ale długo by tu można.

                ale uogolniona wiedza pomaga lepiej
                > poznac i zrozumiec ich potrzeby. - zgadzam sie, ale mam dystansdo uogólnień
                naukowch, często sama wolę wyciągać wnioski z faktów wink


                > Szeroko zakrojone badania nad wybitnymi zaczely sie latach 20-tych zeszlego
                > wieku. Informacji jest sporo. Gdybys jednak chciala czegos mniej naukowego,
                to
                > wystarczy grupa dla rodzicow dzieci wybitnych. Borykaja sie z podobnymi
                > problemami i podobne sa ich obserwacje. Da sie wiec cos uogolnic na podstawie
                > subiektywnych i emocjonalnych relacji kilkudziesieciu osob. - dlatego tu
                siedzę smile A do nauki mam uraz, szczególnie do nauk społecznych, którymi zresztą
                się wciaż param wink Po prostu o wiele łatwiej niz w fizyce tu o ideologizację,
                manipulację faktami. Pod egidą nauki działał wszak faszyzm, leninizm, a mogą
                działać - choć nie sprawdzałam smile - rózne rządzące frakcje, np w USA,
                narzucające swą wizję świata i stanowiące o tym, kto ma rację, kto jets
                inteligentny itd.
                >
                "To tak jakbys sadzila, ze dziecko urodzone w Polsce jako
                > wybitne, po wyjezdzie do jakiegokolwiek innego kraju, wybitnosc te
                > utraci.Chodzi mi o to, ze niezaleznie gdzie to dziecko sie urodzilo, jego
                > potrzeby(charakteryzowane jako potrzeby dzieci gifted),sa podobne. Warunki do
                > realizacji moga byc rozne, ale zapotrzebowanie na poziom stymalacji ten sam.W
                > tym sensie wiedza o nich jest uniwersalna.(...)"
                Wydaje mi się, że do pewnego stopnia wybitność też zależy od kultury, która ją
                definiuje. Do niedawna np. liczyło się głównei IQ, a teraz przebąkuje się o
                intelig. emocjonalnej - to przykład zmian kryteriów nawet w obrębie 1 kręgu
                kulturowego. Choć zasadniczo się z Tobą zgodzę, zmierzamy wszak do
                ujednolicania różnch kryteriów. I w tym sensie wiedza o edukacji gifted-dzieci
                powinna stać się uniwersalna - podobnie jak kryteria sukcesu jednostki/narodu,
                z czego ucieszyłby się maksimum, bo wyszłoby by na jego, czyli że USA
                górą.Bardziej więc chodzio mi o to, że na obecnym etapie istniejących dużych
                różnic POlska/zachód ta wiedza może malo jest adekwatna, bo wyriosła na innej
                glebie, innych doświadczeń i tak po proistu przeszczepić jej nie można. To
                dylemat krajów rozwijających się.
                Ale myślę sobie tez tak, że w POlsce jest własnie dobry moment na debatę
                spoleczną nad poruszaną przez nas kwestią ( i wieloma innnymi). Stawiam
                pytanie. Czy:
                1/ uznać USA/inne zachodnie rozwinięte kraje za wzór i przeszczepiać tamte
                systemy edukacyjne (wraz z doświadczeńiami edukacji zdolnych), wierząc, ze
                będzie to mialo przełożenie na inne sfery gospodarki i życia społecznego, czyli
                że edukacja taka przyniesie wczesniej czy późneij takie owoce jak na zachodzie?
                2/ dyskutować zachodnie doświadczenia w tej dziedzinie,, czyli krytycznie
                przeszczepiać na polski grunt, konfrontując z odmiennością poslkiej kultury,
                odmiennymi czasem wartościami, ewentualnie by uniknąć tamtych porażek (jeżeli
                są one widziane już przez zachód, lub jeżeli dopiero stana sie widoczne podczas
                tej dyskusji w Polsce)

                > "Badania amerykanskie przytaczam nie dlatego,ze
                > > uwazam je za wazniejsze niz inne, tylko dlatego, ze istnieja"
                Ależ ja to rozumiem i bardzo dobrze, że przytaczasz badania!
                Musze im się dokładniej przyjrzeć, bo Maksimum zaprotestował.
                POzdrawiam bardzo, napisze jeszcze
                daga

                • diagnosta7 Re: daggga-miedzy pisankami 29.03.05, 16:30
                  Witaj Daga!
                  Ja mecze ten temat, bo przez jakis czas byl on moja pasja tak zawodowa jak i
                  prywatna (troche jeszcze jest). Na wiedze z wielu opracowan i ksiazek naklada
                  sie praktyka,obserwacje, kontakty z rodzicami "gifted" i moje wlasne
                  doswiadczenia z dziecmi.To wszystko sie nawarstwia i nie jest tak, ze wiedza
                  naukowa w czystej postaci przyslania mi zdrowy rozsadek, ale tak jak pisalam
                  wczesniej dzis scjentyzm w postaci, w ktorej sie kiedys objawil, nie istnieje
                  (?).
                  > Ten temat jest b. szeroki i wychodzi poza łamy dyskusji! Scjentyzm jest
                  > filozofią, która mówi, że jesli wiedza/poznanie, to tylko naukowe, a dziś
                  > właśnie jest kryzys nauki, z wielu powodów.
                  Nauka to nie swietosc, ale koniecznosc. Obnizamy smiertelnosc niemowlat,
                  podwajamy wydajnosc z hektara, leczymy AIDS(20lat temu nie do
                  pomyslenia!).Nauka pelni wiec funkcje uzyteczna.Mam pytanie:wjaki sposob
                  chcialabys sie dowiedziec czegos o dzieciach wybitnych i ich potrzebach?Jaki
                  rodzaj informacji bylby dla Ciebie przekonujacy?

                  >Wiedza o intro i ekstrawertykach to
                  >
                  > po prostu tworzenie pojęć, ktore w czasach kultu nauki były święte, dziś
                  > niekoniecznie. Czym innym natomiast jest empiria - gromadzenie faktów, by
                  > potwierzdić tezę (indukcja)- ale uogólnianie w tym wypadku to zawsze ryzyko i
                  > bywa, że zamach na prawdę. Ale długo by tu można.
                  Tu nie chodzi o tworzenie konstruktow teoretycznych, tylko o stosowanie wiedzy
                  w praktyce.Np. ekstra i intro charakteryzuja sie pewnymi cechami o okreslonym
                  natezeniu, ktore udalo sie zbadac.A teraz ta wiedza przydaje sie np. w szkole.
                  Wiadomo, ze szkola generalnie to srodowisko ekstrawertyczne. Z badan wynika
                  (znowu, a niech to!),ze wiekszosc nauczycieli to ekstrawertycy, czyli z grubsza
                  rzecz biorac intro w tym srodowisku maja gorzej.Gdyby te wiedze przelozyc na
                  praktyke, to uswiadomiony nauczyciel bedzie wiedzial,ze "patologicznego"intro
                  trzeba podstymulowac, a "zwyklemu" dac przestrzen zyciowa(np.nie zaganiac
                  notorycznie do pracy w grupie, np. w USA jest to czysta obsesja.Aha!To jak to
                  jest?Jednak w mlodym wieku temperuja indywidualnosc!)
                  >ale mam dystansdo uogólni
                  > eń
                  > naukowch, często sama wolę wyciągać wnioski z faktów wink
                  Tylko czy masz wystarczajaca ilosc danych do wyciagania wnioskow?
                  Oczywiscie,ze nasze obserwacje i osobiste doswiadczenia wplywaja na opinie.Ty
                  mialas swoje perturbacje z wybitnoscia i wyciagnelas z tego wnioski.Zalozmy, ze
                  spotykasz jeszcze dwie wybitne osoby:jedna byla"wyselekcjonowana", druga w
                  glownym nurcie.Czegos tam doswiadczyli. I teraz co zrobic z ta"trzyosobowa"
                  wiedza? Czy na tej podstawie wyrobisz sobie opinie o potrzebach dzieci gifted?
                  Zobacz,ze Ty zupelnie inaczej interpretujesz swoje szkolne doswiadczenia niz
                  ja, czy pare innych osob na forum. Nie twierdze, ze ja interpretuje je bardziej
                  prawidlowo, tyle,ze kazda z nas widzi w Twojej historii co innego.I Twoja i
                  moja opinia moze byc "zamachem na prawde". A wiec moze dzieki jakims
                  generalizacjom mozemy byc troche tej prawdy blizej?


                  > się wciaż param wink Po prostu o wiele łatwiej niz w fizyce tu o
                  ideologizację,
                  > manipulację faktami. Pod egidą nauki działał wszak faszyzm, leninizm, a mogą
                  > działać - choć nie sprawdzałam smile - rózne rządzące frakcje, np w USA,
                  > narzucające swą wizję świata i stanowiące o tym, kto ma rację, kto jets
                  > inteligentny itd.
                  Rozumiem, ze cos Cie w identyfikacji zdolnych niepokoi.Mozliwosc naduzyc?
                  Dodatkowe podzialy spoleczne? Edukacja jest bez watpienia narzedziem politycznym
                  (podstawowa sfera, ktora kontrolowali np.zaborcy).W USA identyfikowanie dzieci
                  gifted bylo politycznie niepoprawne(gdzieniegdzie wciaz jest), wiec Twoje
                  rozterki nie sa odosobnionym faktem.Wciaz opinie na ten temat faluja-od
                  entuzjazmu do kompletnej negacji.Mnie sie marzy odpolitycznienie tematu
                  (naiwnie?).No i zeby rodzice przestali sie wstydzic,ze maja wybitne dzieci.Bo
                  to zazwyczaj jakos tak niezrecznie...A przeciez golym, nieuzbrojonym okiem
                  widac, ze ludzie sie roznia.Nie tylko inteligencja i zdolnosciami, ale
                  wrazliwoscia,zacieciem spolecznym i tusza.Dlatego takie same warunki nie dadza
                  szczescia kazdemu(bo nie jest tak,ze spiewac kazdy moze, mimo wszystko).A
                  pisalas wczesniej, ze o szczescie dzieci chodzi najbardziej.
                  Nie widze zagrozenia dokonania przewrotu swiatowego poprzez manipulacje paroma
                  procentami typu:madrzy rzadza, reszta do garow.Bardzo czesto oni sie po prostu
                  do dowodzenia nie nadaja!!!(zartuje).
                  Moze wiec rozwiazaniem jest traktowanie wybitnych jako swego rodzaju"ulomnych".
                  Jesli dziecko z klopotami ortograficznymi dostaje od szkoly specjana pomoc,
                  zajecia wyrownawcze, to wiekszosc ludzi nie ma z tym problemu.Moze z wybitnymi
                  mogloby to dzialac w ten sam sposob.Mam tu taki wycinek z badan. Dziecko
                  wybitne przy uczeniu sie przedmiotow scislych potrzebuje NIE wiecej niz dwu,
                  trzykrotnej repetycji. Kolejne powtorki prowadza badz do zapomnienie, badz do
                  wadliwego zapamietania materialu. No to czy to jest normalne???
                  Jesli sa dowody,ze te dzieci w pewnych warunkach rozwijaja sie pelniej,
                  bardziej harmonijnie i sa szczesliwsze, to czy jest to wystarczajacy powod do
                  identyfikacji?(ale demagogia, hi,hi).
                  Nie widze w przyznaniu prawa do optymalnego rozwoju zadnego zagrozenia. Moze
                  czegos nie zauwazam, tylko czego? Jakiego rodzaju ideologizacji sie obawiasz?
                  Dokoncze pozniej.Dzieki za wymiane mysli.
                  P.S.Czy znasz opowiadanie Vonneguta "Harrison Bergeron"?Jesli nie-polecam.Jesli
                  tak-przypominam (to woda na moj mlyn!)


                  • daggga Re: daggga-miedzy pisankami 14.04.05, 22:20
                    Witajcie,
                    wybaczcie, żyłam Papieżem, a potem chorobą synka.
                    Diagnosto, czuję, że wypadłam z tematu, spróbuję nadrobić. Nawet nie
                    doczytałam, jak dalej poszła dyskusja. W międzyczasie trochę myślałam o tej
                    wczesnej selekcji i widze, że ma to jakis sens.
                    Co do dzieci wybitnych i wiedzy na ich temat - nie mam nic do nauki ścisłej,
                    przyrodniczej - natomiast na psychologię, socjologię itd. patrzę z
                    podejrzeniem. I tak np. "wiedza naukowa" o dzieciach zdolnych, ich potzebach
                    itd. może wynikać z wstępnego załozenia, które brzmi np. tak: "należy zrobić
                    wszystko, by wykorzystać potencjał intelektualny". Tymczasem jako skutek
                    uboczny pozostaje jakakolwiek przepaść/dysproporcja wobec harmonijnego rozwoju
                    psychofizycznego, dajmy na to. Bredzę, wymyślam, wybacz - od niedawna jestem
                    maniaczką poszukiwania WARTOŚCI leżących u podłoża wszelkich "obiektywnych"
                    teorii naukowych dotyczących człowieka. Powtarza - nie mam wiedzy na ten temat,
                    ale sądzę, że to, co mówi nauka np. o dzieciach zdolnych, wypływa z odgóreni
                    przyjętych w danym społeczeńtswie wartości. I ponieważ np. na Wyspach Samoa
                    takimi wartościami jest wspólnotowość, relacje społeczne sa pełne luzu, a
                    zdolnych się raczej ogranicza w ekspansji, równa w dół. Samoańczycy nie
                    rozwinęli wprawdzie nauki, ale też mają WIEDZĘ o tym, jak traktować zdolnych -
                    i ona wypływa z ich wartości. Jesłi zas chodzi o wartosci współczesnego
                    Zachodu, to mam do nich duuuży dystans... i stąd moje uwagi.

                    i znowu mąż mnie stąd wygania, bo pisze doktorat.
                    dokonćze jutro!!
                    pozdrawiam bardzo i wielkie dzieki
                    daga
                    • diagnosta7 Re: daggga-miedzy pisankami 19.04.05, 05:45
                      >Witajcie,
                      >wybaczcie, żyłam Papieżem, a potem chorobą synka.

                      Witaj z powrotem. Mam nadzieje,ze synek czuje się lepiej. Widocznie to jakis
                      sezon na chorowanie, bo mimo, ze moje dzieci już „stare”, tez zapadly.

                      >Diagnosto, czuję, że wypadłam z tematu, spróbuję nadrobić. Nawet nie
                      >doczytałam, jak dalej poszła dyskusja.

                      Za bardzo chyba nie wypadlas, bo dyskusja zmienila tor na czysto amerykanski.

                      >W międzyczasie trochę myślałam o tej
                      >wczesnej selekcji i widze, że ma to jakis sens.

                      Może to problem bardziej semantyczny . Slowo selekcja kojarzy się z izolacja
                      pewnej grupy lub jednostek. W moim pojeciu nie o to chodzi i traktuje je raczej
                      jako umowne okreslenie.Rzecz polega na rozpoznaniu i identyfikowaniu potrzeb
                      kazdego dziecka, a wiec i wybitnego.W zwiazku z tym, ze taki czlowiek rozwija
                      się i funkcjonuje inaczej, należy mu się zindywidualizowane podejscie. Tak jak
                      jest mnostwo badan dotyczacych dzieci „specjanej troski”cryingwkladam do tego worka
                      wszystko), po to, żeby lepiej mogly funkcjonowac, a tym samym byly bardziej
                      spelnione i szczesliwsze.

                      >Co do dzieci wybitnych i wiedzy na ich temat - nie mam nic do nauki ścisłej,
                      >przyrodniczej - natomiast na psychologię, socjologię itd. patrzę z
                      >podejrzeniem. I tak np. "wiedza naukowa" o dzieciach zdolnych, ich potzebach
                      >itd. może wynikać z wstępnego załozenia, które brzmi np. tak: "należy zrobić
                      >wszystko, by wykorzystać potencjał intelektualny".

                      To nie zaczelo się od zalozenia, a raczej od wieloletnich badan i obserwacji,
                      których wynikiem jest dzisiejsza wiedza. To nie wzielo się z suchej teorii,
                      tylko z zycia.

                      > Tymczasem jako skutek uboczny pozostaje jakakolwiek przepaść/dysproporcja
                      wobec >harmonijnego rozwoju psychofizycznego, dajmy na to.

                      Tylko,ze odpowiednia stymulacja intelektualna tez należy do tej harmonii.
                      Rozwoj nie dotyczy wylacznie intelektu, ale kazdej sfery-emocji i ducha,
                      natomiast nie ma powodu, dla którego mielibysmy pomijac intelekt. Niczego się
                      tu w tym przypadku z klucza nie separuje ani nie zaniedbuje. To jest
                      dopasowanie, tak jak numeru buta do nogi.


                      >Bredzę, wymyślam, wybacz - od niedawna jestem
                      >maniaczką poszukiwania WARTOŚCI leżących u podłoża wszelkich "obiektywnych"
                      >teorii naukowych dotyczących człowieka.

                      W wypadku wybitnych to jest wieloletnia praktyka. To absolutnie zrozumiale, ze
                      poszukujesz wartosci, bo jakze mielibysmy traktowac wiedze o czlowieku wyzuta z
                      tychze. Mysle, ze to staje sie szczególnie wazne, kiedy rodza się nam dzieci,
                      bo chcemy im przekazac to, co dla nas najwazniejsze. Czasem zaczynamy rewidowac
                      nasze poglady na zycie, bo taki maly czlowiek wprowadza w nasz swiat rewolucje.


                      >Powtarza - nie mam wiedzy na ten temat,
                      >ale sądzę, że to, co mówi nauka np. o dzieciach zdolnych, wypływa z odgóreni
                      >przyjętych w danym społeczeńtswie wartości.

                      To w jaki sposób traktuje się wybitnych rzeczywiscie wyplywa z okreslonych,
                      spolecznych wartosci. Nie zmienia to jednak potrzeb tych osob, po prostu mogą
                      być bardziej lub mniej zaniedbane. Wiedza na ich temat jest taka sama, tylko
                      nie wszedzie sie z niej korzysta lub ma sie swiadomosc jej istnienia.

                      >I ponieważ np. na Wyspach Samoa
                      >takimi wartościami jest wspólnotowość, relacje społeczne sa pełne luzu, a
                      >zdolnych się raczej ogranicza w ekspansji, równa w dół.

                      Być może nikt nie zwraca tam na to uwagi, ale nic nie wiemy o tym, co
                      przezywaja samoanscy geniusze. Natomiast mamy swiadomosc, przynajmniej
                      czesciowo, co przezywaja polscy i w duzo wiekszym stopniu, co amerykanscy. A
                      piszesz, ze uczucia sa wartoscia przez duze W i wlasnie to jest wspolne dla
                      Twojego i mojego myslenia o dzieciach wybitnych.


                      > Samoańczycy nie rozwinęli wprawdzie nauki, ale też mają WIEDZĘ o tym, jak
                      >traktować zdolnych -
                      >i ona wypływa z ich wartości. Jesłi zas chodzi o wartosci współczesnego
                      >Zachodu, to mam do nich duuuży dystans... i stąd moje uwagi.

                      Mysle, ze bierze się to stad, ze kultura Zachodu kojarzy się z wyscigiem
                      szczurow. Ale wyscig szczurow nie bierze się z odpowiedniego ksztalcenia
                      wybitnych, (skoro sa taka mniejszoscia, nie mogą regulowac mechanizmow
                      spolecznych w tak duzym stopniu).Najwiekszy wyscig szczurow toczy się
                      miedzy”gamoniami”, czyli wiekszoscia, tu konkurencja jest najsilniejsza.

                      >i znowu mąż mnie stąd wygania, bo pisze doktorat.
                      >dokonćze jutro!!

                      Oj, to chyba predko sie znow nie pojawisz.

                      >pozdrawiam bardzo i wielkie dzieki
                      >daga
                      Rowniez pozdrawiam. Do nastepnego razu.

                • maksimum Re: daggga-miedzy pisankami 29.03.05, 20:54
                  daggga napisała:

                  > Ten temat jest b. szeroki i wychodzi poza łamy dyskusji! Scjentyzm jest
                  > filozofią, która mówi, że jesli wiedza/poznanie, to tylko naukowe, a dziś
                  > właśnie jest kryzys nauki, z wielu powodów.

                  W EU jest kryzys nauki,ale nie ma tego kryzysu w USA.Swiadomosc ksztaltuje byt
                  i tam gdzie gospodarka szybko rosnie jest to efektem dobrego rozwoju nauki.
                  Stagnacja gospodarcza w EU jest efektem stagnacji umyslowej a nie odwrotnie.

                  > Wiedza o intro i ekstrawertykach to
                  > po prostu tworzenie pojęć, ktore w czasach kultu nauki były święte, dziś
                  > niekoniecznie. Czym innym natomiast jest empiria - gromadzenie faktów, by
                  > potwierzdić tezę (indukcja)- ale uogólnianie w tym wypadku to zawsze ryzyko
                  >i bywa, że zamach na prawdę. Ale długo by tu można.

                  Uogolnienie bedzie na korzysc srednich i slabych a na niekorzysc najlepszych.

                  > ale uogolniona wiedza pomaga lepiej
                  > > poznac i zrozumiec ich potrzeby. - zgadzam sie, ale mam dystansdo uogólnień
                  > naukowch, często sama wolę wyciągać wnioski z faktów wink

                  Tym bardziej ,ze fakty w kazdej sytuacji sa odmienne.

                  > > Szeroko zakrojone badania nad wybitnymi zaczely sie latach 20-tych zeszle
                  > go wieku. Informacji jest sporo. Gdybys jednak chciala czegos mniej naukoweg
                  > o,to wystarczy grupa dla rodzicow dzieci wybitnych. Borykaja sie z podobnymi
                  > > problemami i podobne sa ich obserwacje. Da sie wiec cos uogolnic na podst
                  > awie subiektywnych i emocjonalnych relacji kilkudziesieciu osob. - dlatego tu
                  > siedzę smile A do nauki mam uraz, szczególnie do nauk społecznych, którymi
                  zresztą się wciaż param wink Po prostu o wiele łatwiej niz w fizyce tu o
                  ideologizację,
                  > manipulację faktami. Pod egidą nauki działał wszak faszyzm, leninizm, a mogą
                  > działać - choć nie sprawdzałam smile - rózne rządzące frakcje, np w USA,
                  > narzucające swą wizję świata i stanowiące o tym, kto ma rację, kto jets
                  > inteligentny itd.
                  > >
                  > "To tak jakbys sadzila, ze dziecko urodzone w Polsce jako
                  > > wybitne, po wyjezdzie do jakiegokolwiek innego kraju, wybitnosc te
                  > > utraci.Chodzi mi o to, ze niezaleznie gdzie to dziecko sie urodzilo, jego
                  > > potrzeby(charakteryzowane jako potrzeby dzieci gifted),sa podobne. Warunk
                  > i do realizacji moga byc rozne, ale zapotrzebowanie na poziom stymalacji ten s
                  > am.W tym sensie wiedza o nich jest uniwersalna.(...)"

                  Nic bledniejszego.
                  Potrzeby ludzi zarabiajacych 10,000 rocznie sa inne nic osob zarabiajacych
                  30,000 rocznie,a juz calkiem inne od tych zarabiajacych 100,000 rocznie.
                  Zeby porownywac potrzeby ludzi w roznych krajach,to gospodarki tych krajow
                  musza byc calkowicie otwarte nie tylko na przeplyw towarow,ludzi ale i pomyslow.
                  EU jest odgrodzona od swiata barierami celnymi i prowadzi calkiem inna
                  gospodarke niz USA,szkolnictwo jest rowniez inne i wszyscy wiedza,ze studenci z
                  calego swiata garna sie do USA.

                  > Wydaje mi się, że do pewnego stopnia wybitność też zależy od kultury, która
                  ją definiuje. Do niedawna np. liczyło się głównei IQ, a teraz przebąkuje się o
                  > intelig. emocjonalnej - to przykład zmian kryteriów nawet w obrębie 1 kręgu
                  > kulturowego. Choć zasadniczo się z Tobą zgodzę, zmierzamy wszak do
                  > ujednolicania różnch kryteriów. I w tym sensie wiedza o edukacji gifted-
                  dzieci powinna stać się uniwersalna - podobnie jak kryteria sukcesu
                  jednostki/narodu,
                  > z czego ucieszyłby się maksimum, bo wyszłoby by na jego, czyli że USA
                  > górą.Bardziej więc chodzio mi o to, że na obecnym etapie istniejących dużych
                  > różnic POlska/zachód ta wiedza może malo jest adekwatna, bo wyriosła na innej
                  > glebie, innych doświadczeń i tak po proistu przeszczepić jej nie można. To
                  > dylemat krajów rozwijających się.

                  Dokladnie tak.

                  > Ale myślę sobie tez tak, że w POlsce jest własnie dobry moment na debatę
                  > spoleczną nad poruszaną przez nas kwestią ( i wieloma innnymi). Stawiam
                  > pytanie. Czy:
                  > 1/ uznać USA/inne zachodnie rozwinięte kraje za wzór i przeszczepiać tamte
                  > systemy edukacyjne (wraz z doświadczeńiami edukacji zdolnych), wierząc, ze
                  > będzie to mialo przełożenie na inne sfery gospodarki i życia społecznego,
                  czyli że edukacja taka przyniesie wczesniej czy późneij takie owoce jak na
                  >zachodzie?

                  Dokladnie tak powinno byc.

                  > 2/ dyskutować zachodnie doświadczenia w tej dziedzinie,, czyli krytycznie
                  > przeszczepiać na polski grunt, konfrontując z odmiennością poslkiej kultury,
                  > odmiennymi czasem wartościami, ewentualnie by uniknąć tamtych porażek (jeżeli
                  > są one widziane już przez zachód, lub jeżeli dopiero stana sie widoczne
                  >podczas tej dyskusji w Polsce)

                  To moze zastanow sie na jakiej zasadzie Polska kupila F-16 i czy Polska bedzie
                  USPRAWNIAC amerykanskie F-16 i dostosowywac do specyficznych polskich warunkow.
                  Jesli przejmujemy cos z zachodu co jest tam najlepsze,to nie mamy prawa swoimi
                  malymi mozdzkami zmieniac tego na gorsze,tylko po to,zeby wygladalo bardziej
                  swojsko.
                  Jest kupa roznych profesorow w Polsce i ich az swiezbi zeby cos amerykanskiego
                  usprawnic.Oczywiscie F-16 nie umieja,ale system nauczania z amerykanskiego
                  zrobia swojsko-polski.
                  A moje pytanie jest takie,jesli te polskie profesory som takie mondre,to
                  dlaczego one same takiego F-16 nie zbudujo?
                  Z prostej korelacji wynika,ze jesli nie umio F-16,to edukacji tez nie
                  umio,chyba ze Polska juz teraz stoi wyzej edukacyjnie od USA co bylo do
                  udowodnienia.

                  > > "Badania amerykanskie przytaczam nie dlatego,ze
                  > > > uwazam je za wazniejsze niz inne, tylko dlatego, ze istnieja"
                  > Ależ ja to rozumiem i bardzo dobrze, że przytaczasz badania!
                  > Musze im się dokładniej przyjrzeć, bo Maksimum zaprotestował.
                  > POzdrawiam bardzo, napisze jeszcze
                  > daga
                  >
                • diagnosta7 Re: daggga-miedzy pisankami c.d. 29.03.05, 23:43
                  Jeszcze raz.
                  >Wydaje mi się, że do pewnego stopnia wybitność też zależy od kultury, która ją
                  > definiuje.
                  Ale to nie kultura definiuje.Cechy umyslu i osobowosci, z ktorymi przychodza na
                  swiat, nie moga byc ksztaltowane przez kulture.Uzywa sie do identyfikacji
                  roznych testow, obserwacji, analizuje sposob i jakosc pracy.Roznice
                  miedzykulturowe polegaja na tym, jak traktowani sa wybitni,czy ich dobre
                  ksztalcenie uwazane jest za wazne.Czy w ogole sa zauwazani. Kultura wplywa na
                  sposob realizacji tejze wybitnosci. Chodzi tu wiec o roznice bardziej w sensie
                  technicznym. To nie kultura stymuluje narodziny geniusza!!!Ich "przypadlosc"
                  jest niezalezna od kraju, w ktorym sie urodzily. To tak jakby myslec,ze
                  geniusza mozna stworzyc.
                  >Do niedawna np. liczyło się głównei IQ, a teraz przebąkuje się o
                  > intelig. emocjonalnej - to przykład zmian kryteriów nawet w obrębie 1 kręgu
                  > kulturowego. Choć zasadniczo się z Tobą zgodzę, zmierzamy wszak do
                  > ujednolicania różnch kryteriów.
                  Kryteria sa mniej wiecej wspolne, bo na swiecie uzywa sie tych samych testow
                  (zaadaptowanych oczywiscie).IQ bywa pomocnym testem, choc nie jest podstawowym
                  narzedziem i czesto w ogole sie go nie stosuje przy identyfikacji.
                  > I w tym sensie wiedza o edukacji gifted-dzieci
                  > powinna stać się uniwersalna - podobnie jak kryteria sukcesu
                  jednostki/narodu,
                  > z czego ucieszyłby się maksimum, bo wyszłoby by na jego, czyli że USA
                  > górą.Bardziej więc chodzio mi o to, że na obecnym etapie istniejących dużych
                  > różnic POlska/zachód ta wiedza może malo jest adekwatna, bo wyriosła na innej
                  > glebie, innych doświadczeń i tak po proistu przeszczepić jej nie można. To
                  > dylemat krajów rozwijających się.
                  Ta wiedza jest uniwersalna i nie moze byc nieadekwatna.Nie ma w niej niczego
                  szczegolnego, co nie pozwoliloby na jej przyjecie gdziekolwiek(znow-nie mowie o
                  realizacji).I to nie dowod na to, ktory kraj gora (teoria Dabrowskiego jest w
                  USA znana i uznana). U nas ta wiedza( i zainteresowanie)jest relatywnie
                  mniejsza, ale nie jakosciowo inna.W taki sam sposob opisuje sie osoby wybitne,
                  tyle,ze wiemy mniej i niespecjalnie jest to dla nas wazny temat.Ale jak juz
                  pisalam wczesniej sytuacja nie jest calkowicie jednoznaczna i w USA, a w Anglii
                  dopiero w zeszlym roku zaczeto cos z tym problemem robic powaznie.
                  > Stawiam
                  > pytanie. Czy:
                  > 1/ uznać USA/inne zachodnie rozwinięte kraje za wzór i przeszczepiać tamte
                  > systemy edukacyjne (wraz z doświadczeńiami edukacji zdolnych), wierząc, ze
                  > będzie to mialo przełożenie na inne sfery gospodarki i życia społecznego,
                  czyli
                  >
                  > że edukacja taka przyniesie wczesniej czy późneij takie owoce jak na
                  zachodzie?
                  > 2/ dyskutować zachodnie doświadczenia w tej dziedzinie,, czyli krytycznie
                  > przeszczepiać na polski grunt, konfrontując z odmiennością poslkiej kultury,
                  > odmiennymi czasem wartościami, ewentualnie by uniknąć tamtych porażek (jeżeli
                  > są one widziane już przez zachód, lub jeżeli dopiero stana sie widoczne
                  podczas
                  >
                  > tej dyskusji w Polsce)
                  Generalnie opowiadam sie za punktem drugim.Niespecjalnie da sie przeszczepic
                  jakis system zywcem, bo niby jak to mielibysmy zrobic. Zaadoptowac programy i
                  uczyc nasze dzieci glownie historii Ameryki?Szkolic nauczycieli na modle
                  amerykanska?(tam np. nauczyciel specjalizuje sie w jednym roczniku i jak uczy w
                  trzeciej klasie to juz nie da rady w czwartej(moje doswiadczenia,zaznaczam).U
                  nas przynajmniej czesc nauczycieli jest w stanie uczyc na poziomie kilku klas,
                  co uwazam za wartosc.No i jeszcze co kilka lat nastepuje tam zmiana frontu.Na
                  ktory front zatem mielibysmy sie zdecydowac?
                  Wiele rozwiazan edukacyjnych mozna wprowadzac bez metod rewolucyjnych i np.
                  przy niewielkim finansowym nakladzie(co w przypadku naszego kraju nie jest bez
                  znaczenia).Rzeczywiscie obserwujac bledy innych krajow, mozna probowac ich
                  uniknac. Np.sami Amerykanie przyznaja,ze ich nizsze szczeble edukacji
                  charakteryzuje"miekkosc". Oznacza to mniej wiecej,ze nie jest na najwyzszym
                  poziomie i nie daje dzieciom wyzwan. Im jednak wyzej, tym lepiej w sensie
                  jakosci nauczania, a ksztalcenie wyzsze miesci sie w absolutnej czolowce
                  swiatowej(jesli chodzi o przedmioty matematyczno-informatyczne, to nie mamy sie
                  czego wstydzic, bo ostatnio Polacy wygrywaja prestizowe konkursy).
                  W USA edukacja zdolnych nie jest panstwowym priorytetem (jest nim za to
                  wyrownywanie szans).Zalezy wiec od stanu, a nawet miasta, czy tamtejsze wladze
                  uznaja temat za godny zainteresowania. Nie jest to wiec jednoznacznie pozytywny
                  stosunek do problemu i czesto traktowany jako mniej wazny. W kazdym razie
                  pierwszy kandydat do ciec budzetowych.Nie ma wiec za bardzo czego przeszczepiac
                  jesli chodzi o gotowy system,ale podpatrywac dobre rozwiazania lokalne,jak
                  najbardziej.
                  Nie spodziewam sie,ze ten temat w Polsce stanie sie jakos szczegolnie wazny, bo
                  dotyczy stosunkowo niewielkiej grupy osob i nie ma co liczyc na reprezentacje w
                  sejmie. Ale podobno dojrzalosc spoleczenstwa okresla sie miedzy innymi
                  stosunkiem do mniejszosci...

                  Serdecznie pozdrawiam
                  • maksimum Re: daggga-miedzy pisankami c.d. 30.03.05, 22:39
                    diagnosta7 napisała:

                    > 5.W USA korepetycje biora dzieci najlepsze, a nie najslabsze. Spora czesc
                    > rodzicow uwaza ze szkola nie przygotuje odpowiednio do pozniejszej konkurencji
                    > (dobra szkola!.Podobna tendencja zaczela sie w Polsce).Dzieciom slabszym
                    > zobowiazany jest pomoc system(slynny akt NCLB., ktory nie jest niczym innym
                    >niz rownaniem w dol).

                    W zwiazku z tym ze dagga ma tez pytania dlaczego korepetycje w Stanach biora
                    dzieci najlepsze nie zostaje mnie nic innego jak odpowiedziec.
                    Poziom w szkole ustawiony jest na sredniakow,bo nie mozna polowy klasy zostawic
                    na drugi rok,wiec moje dzieci odrabiaja lekcje w pol godziny czasami az 1
                    godzine dziennie i na wywiadowce napomknalem nauczycielce,ze przydaloby sie
                    more homework.Ale dowiedzialem sie od innych rodzicow,ze jest za duzo homework
                    bo dzieciaki siedza do poznych godzin nad lekcjami,podczas gdy moje graja ze
                    mna w kosza w parku.
                    Slabym uczniom korepetycje nie pomoga,bo im po prostu do glowy nie wchodzi,a i
                    tak poswiecaja zbyt duzo czasu na nauke,a najlepszym dodatkowe nauczanie
                    oczywiscie ze pomoze,bo maja duze niewykorzystane moce przerobowe.
                    Stad prosty wniosek,ze tylko selekcja od najmlodszych lat zapewni adekwatny
                    poziom dla wszystkich uczniow i wszyscy beda uczyli sie po 2 godziny dziennie w
                    domu odrabiajac homework,a nie jedni pol godziny a inni 4 godziny.


                    > 6.Ty widzisz wybitnosc dopiero po 20-tce, bo jak pisales, wtedy dopatrzyles
                    sie swojej.Gdybys jeszcze mogl jej uzyc do czytania tego co ludzie pisza z
                    > jednoczesnym rozumieniem o czym.

                    Postaram sie.
                  • maksimum KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 31.03.05, 05:22
                    diagnosta7 napisała:

                    > Jeszcze raz.
                    > >Wydaje mi się, że do pewnego stopnia wybitność też zależy od kultury, któr
                    > a ją definiuje.
                    > Ale to nie kultura definiuje.Cechy umyslu i osobowosci, z ktorymi przychodza
                    > na swiat, nie moga byc ksztaltowane przez kulture.

                    Te cechy jak wiesz sa dziedziczne i jesli rzeczywistosc w Polsce jest inna od
                    amerykanskiej,to i dziedziczy sie inaczej uksztaltowany umysl.

                    > Uzywa sie do identyfikacji
                    > roznych testow, obserwacji, analizuje sposob i jakosc pracy.Roznice
                    > miedzykulturowe polegaja na tym, jak traktowani sa wybitni,czy ich dobre
                    > ksztalcenie uwazane jest za wazne.Czy w ogole sa zauwazani. Kultura wplywa na
                    > sposob realizacji tejze wybitnosci. Chodzi tu wiec o roznice bardziej w
                    >sensie technicznym. To nie kultura stymuluje narodziny geniusza!!!

                    Dokladnie tak! Wlasnie kultura stymuluje narodzenie geniusza.
                    Wez nawet pod uwage system wyborow.W Stanach winner takes all,a w Polsce sa
                    wybory proporcjonalne,co nawet tym przegranym daje szanse siedzenia w Sejmie.
                    Jak bys sie kiedys dziwila skad sa takie nieudaczniki jak Renka Beger w
                    Sejmie,to odpowiedz jest w systemie wyborczym.Gdyby byly JOWy to taka Renia nie
                    mialaby zadnych szans na Sejm.
                    W Stanach wszyscy maja to w DNA,ze winner takes all i tak wlasnie wychowuja
                    swoje dzieci,zeby niczego sie nie baly i szly na calosc.Moj syn zostal
                    prezydentem swojej klasy nic praktycznie w domu o tym nie mowiac,a ja nigdy nie
                    bawilem sie w takie rzeczy.

                    > Ich "przypadlosc" jest niezalezna od kraju, w ktorym sie urodzily.

                    Zalozmy ze masz te 5% wybitnych w calym swiecie,ale ci(5%) wybitni w Polsce sa
                    wybitni na skale polska,a wybitni w Stanach sa wybitni na skale amerykanska
                    czyli swiatowa.


                    > To tak jakby myslec,ze geniusza mozna stworzyc.

                    Oczywiscie ,ze tak i trzeba przy tym duzo sie napracowac.
                    A dlaczego najlepsi z polskich szkol srednich wyjezdzaja za granice studiowac i
                    praktycznie nikt z nich nie wraca?
                    serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,52282,2625740.html
                    Musi byc caly czas motywowany,najlepiej przez rodzicow i caly czas trzeba mu
                    podnosic poprzeczke.

                    > >Do niedawna np. liczyło się głównei IQ, a teraz przebąkuje się o
                    > > intelig. emocjonalnej - to przykład zmian kryteriów nawet w obrębie 1 krę
                    > gu kulturowego. Choć zasadniczo się z Tobą zgodzę, zmierzamy wszak do
                    > > ujednolicania różnch kryteriów.
                    > Kryteria sa mniej wiecej wspolne, bo na swiecie uzywa sie tych samych testow
                    > (zaadaptowanych oczywiscie).IQ bywa pomocnym testem, choc nie jest
                    >podstawowym narzedziem i czesto w ogole sie go nie stosuje przy identyfikacji.

                    Test IQ to jest taka droga na skroty,bo zeby dobrze opanowac material szkoly
                    sredniej czy studiow,to tez trzeba miec wysokie IQ.
                    Poza tym IQ nie swiadczy o umiejetnosci zycia w spoleczenstwie.

                    > > I w tym sensie wiedza o edukacji gifted-dzieci
                    > > powinna stać się uniwersalna - podobnie jak kryteria sukcesu
                    > jednostki/narodu,
                    > > z czego ucieszyłby się maksimum, bo wyszłoby by na jego, czyli że USA
                    > > górą.Bardziej więc chodzio mi o to, że na obecnym etapie istniejących duż
                    > ych różnic POlska/zachód ta wiedza może malo jest adekwatna, bo wyriosła na i
                    > nnej glebie, innych doświadczeń i tak po proistu przeszczepić jej nie można. T
                    > o dylemat krajów rozwijających się.
                    > Ta wiedza jest uniwersalna i nie moze byc nieadekwatna.Nie ma w niej niczego
                    > szczegolnego, co nie pozwoliloby na jej przyjecie gdziekolwiek(znow-nie mowie
                    o realizacji).I to nie dowod na to, ktory kraj gora (teoria Dabrowskiego jest w
                    > USA znana i uznana). U nas ta wiedza( i zainteresowanie)jest relatywnie
                    > mniejsza, ale nie jakosciowo inna.W taki sam sposob opisuje sie osoby
                    wybitne,
                    > tyle,ze wiemy mniej i niespecjalnie jest to dla nas wazny temat.Ale jak juz
                    > pisalam wczesniej sytuacja nie jest calkowicie jednoznaczna i w USA, a w
                    Anglii dopiero w zeszlym roku zaczeto cos z tym problemem robic powaznie.
                    > > Stawiam
                    > > pytanie. Czy:
                    > > 1/ uznać USA/inne zachodnie rozwinięte kraje za wzór i przeszczepiać tamte
                    > > systemy edukacyjne (wraz z doświadczeńiami edukacji zdolnych), wierząc, ze
                    > > będzie to mialo przełożenie na inne sfery gospodarki i życia społecznego,
                    > czyli że edukacja taka przyniesie wczesniej czy późneij takie owoce jak na
                    > zachodzie?
                    > > 2/ dyskutować zachodnie doświadczenia w tej dziedzinie,, czyli krytycznie
                    > > przeszczepiać na polski grunt, konfrontując z odmiennością poslkiej kultu
                    > ry, odmiennymi czasem wartościami, ewentualnie by uniknąć tamtych porażek (je
                    > żeli są one widziane już przez zachód, lub jeżeli dopiero stana sie widoczne
                    > podczas tej dyskusji w Polsce)

                    > Generalnie opowiadam sie za punktem drugim.Niespecjalnie da sie przeszczepic
                    > jakis system zywcem, bo niby jak to mielibysmy zrobic.

                    No rzeczywiscie,ten moj przyklad z F-16 ktorego przy imporcie do Polski sie nie
                    zmienia,nie jest za bardzo szczesliwy.Bo w dziedzinach mniej wymiernych jak
                    socjologia,psychologia,literatura piekna,tradycja,historia,no i 2,000 lat
                    tradycji Starozytnego Rzymu jest nie do pobicia.Przeciez Sorbona nie jest w
                    Stanach,chociaz wykladowcy nie sa tam tak starzy jak mury.

                    > Zaadoptowac programy i uczyc nasze dzieci glownie historii Ameryki?

                    To jest dobry pierwszy krok,bo dobrze wiedziec skad sie najlepsi biora.

                    > Szkolic nauczycieli na modle
                    > amerykanska?(tam np. nauczyciel specjalizuje sie w jednym roczniku i jak uczy
                    >w trzeciej klasie to juz nie da rady w czwartej(moje doswiadczenia,zaznaczam).

                    Juz chcialem komentowac to jako dowcip,ale skoro to tylko twoje
                    doswiadczenie,to niech tak pozostanie.

                    > U nas przynajmniej czesc nauczycieli jest w stanie uczyc na poziomie kilku
                    klas,
                    > co uwazam za wartosc.No i jeszcze co kilka lat nastepuje tam zmiana frontu.Na
                    > ktory front zatem mielibysmy sie zdecydowac?
                    > Wiele rozwiazan edukacyjnych mozna wprowadzac bez metod rewolucyjnych i np.
                    > przy niewielkim finansowym nakladzie(co w przypadku naszego kraju nie jest
                    >bez znaczenia).

                    Najwieksze zmiany mozna zrobic bez zadnych nakladow finansowych.Zapewnienie
                    uczniom dobrego poziomu poprzez wczesna selekcje nie niesie ze soba zadnych
                    nakladow.


                    > Rzeczywiscie obserwujac bledy innych krajow, mozna probowac ich
                    > uniknac. Np.sami Amerykanie przyznaja,ze ich nizsze szczeble edukacji
                    > charakteryzuje"miekkosc". Oznacza to mniej wiecej,ze nie jest na najwyzszym
                    > poziomie i nie daje dzieciom wyzwan.

                    To wreszcie twoje dzieci ksztalca sie w USA czy moje?
                    Powiedzieli Ci tak,zeby Ci przykrosci nie sprawiac.Syn uczy sie dobrze,ale mu
                    jeszcze sporo puntow brak do maksimum.

                    > Im jednak wyzej, tym lepiej w sensie
                    > jakosci nauczania, a ksztalcenie wyzsze miesci sie w absolutnej czolowce
                    > swiatowej

                    A kto niby ,poza USA jest w tej czolowce swiatowej?

                    >cryingjesli chodzi o przedmioty matematyczno-informatyczne, to nie mamy sie czego
                    wstydzic, bo ostatnio Polacy wygrywaja prestizowe konkursy).
                    > W USA edukacja zdolnych nie jest panstwowym priorytetem (jest nim za to
                    > wyrownywanie szans).Zalezy wiec od stanu, a nawet miasta, czy tamtejsze
                    >wladze uznaja temat za godny zainteresowania.

                    Powiedzmy sobie szczerze,ze nie miasta czy stany ale WYBORCY.

                    > Nie jest to wiec jednoznacznie pozytywny
                    > stosunek do problemu i czesto traktowany jako mniej wazny. W kazdym razie
                    > pierwszy kandydat do ciec budzetowych.Nie ma wiec za bardzo czego
                    przeszczepiac
                    > jesli chodzi o gotowy system,ale podpatrywac dobre rozwiazania lokalne,jak
                    • diagnosta7 Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 31.03.05, 23:24
                      >Te cechy jak wiesz sa dziedziczne i jesli rzeczywistosc w Polsce jest inna od
                      >amerykanskiej,to i dziedziczy sie inaczej uksztaltowany umysl.
                      >Dokladnie tak! Wlasnie kultura stymuluje narodzenie geniusza.
                      > W Stanach wszyscy maja to w DNA,ze winner takes all i tak wlasnie wychowuja
                      >swoje dzieci,zeby niczego sie nie baly i szly na calosc.Moj syn zostal
                      >prezydentem swojej klasy nic praktycznie w domu o tym nie mowiac,a ja nigdy
                      >nie
                      >bawilem sie w takie rzeczy.
                      >Zalozmy ze masz te 5% wybitnych w calym swiecie,ale ci(5%) wybitni w Polsce sa
                      >wybitni na skale polska,a wybitni w Stanach sa wybitni na skale amerykanska
                      >czyli swiatowa.
                      WIEDZIONA TWOJA LOGIKA WYCIAGAM NASTEPUJACE WNIOSKI.
                      1.ZGODNIE Z TWOIM TWIERDZENIEM, TYLKO W AMERYCE RODZA SIE NAPRAWDE WYBITNI.
                      ZALOZENIE a-URODZILES SIE W POLSCE
                      ZALOZENIE b-JESTES WYBITNY (TAK PISALES)
                      a NIE ROWNA SIE b
                      WNIOSEK:ALBO a ALBO b NIE JEST PRAWDA.

                      2.Z TEGO CO ROZUMIEM KSZTALCILES SIE W POLSCE A NIE W IVY LEAGUE. SKORO
                      EDUKACJA W OJCZYZNIE ZNAJDUJE SIE NA TAK ZATRWAZAJACYM POZIOMIE, TO SKUTEK TEJ
                      EDUKACJI MOZNA UZNAC ZA MARNY.CZYLI WYJECHALES ZAKLADAJAC,ZE BEDZIESZ
                      OBYWATELEM DRUGIEJ KATEGORII.CO GORSZA, JAK WYBITNY WYJEZDZA DO INNEGO KRAJU
                      TO, JAK TWIERDZISZ, TE WYBITNOSC TRACI.NAWET WIEC JAK BYLES WYBITNY NA TE
                      GORSZA, POLSKA MODLE, TO PO WYJEZDZIE ZA OCEAN, NAWET TA KIEPSKA WYBITNOSC
                      PRZEPADLA.CO JESZCZE GORSZA, JESLI TWOJE DZIECI URODZILY SIE W POLSCE TO MAJA Z
                      KLUCZA PRZECHLAPANE(MAJA INACZEJ UKSZTALTOWANE MOZGI), A JESLI W USA,TO ICH
                      OJCEM POWINIEN BYC AMERYKANIN.
                      > Oczywiscie ,ze tak i trzeba przy tym duzo sie napracowac.
                      > Musi byc caly czas motywowany,najlepiej przez rodzicow i caly czas trzeba mu
                      > podnosic poprzeczke.
                      3.TO NIE JEST TWORZENIE GENIUSZA, TYLKO STYMULOWANIE DO ROZWOJU JUZ URODZONEGO.
                      I NIE KRAJ, A SRODOWISKO ODPOWIADA ZA ODPOWIEDNIA STYMULACJE.I W USA ZNAJDZIESZ
                      MNOSTWO PRZESTYMULOWANYCH DZIECI I MNOSTWO SKRAJNIE ZANIEDBANYCH.A ZE DZIECIOM
                      BIEDNIEJSZY TRUDNIEJ TE BRAKI WYROWNAC, TO NIE NOWINA.A TRWAJACE 20 LAT BADANIA
                      POKAZALY,ZE WSROD BIEDNYCH BYLO WIECEJ GIFTED NIZ WSROD BOGATYCH.
                      > Test IQ to jest taka droga na skroty,bo zeby dobrze opanowac material szkoly
                      > sredniej czy studiow,to tez trzeba miec wysokie IQ.
                      4.A NIEKONIECZNIE.BO SAM NIEDAWNO PISALES,ZE SYSTEMY SZKOLNE SA DLA
                      PRZECIETNYCH.A WIEC PRZECIETNI MASOWO KONCZA TE PRZYBYTKI NAUKI Z SUKCESEM.
                      > Juz chcialem komentowac to jako dowcip,ale skoro to tylko twoje
                      > doswiadczenie,to niech tak pozostanie.
                      5.ROZUMIEM,ZE W NY KSZTALCI SIE NAUCZYCIELI INACZEJ I PRZEZ CALA PODSTAWOWKE
                      JEST JEDEN.Z MOICH DOSWIADCZEN WYNIKA,ZE NAUCZYCIEL CO ROKU JEST INNY I KAZDY
                      SPECJALIZUJE SIE W JEDNYM ROCZNIKU.
                      > Najwieksze zmiany mozna zrobic bez zadnych nakladow finansowych.Zapewnienie
                      > uczniom dobrego poziomu poprzez wczesna selekcje nie niesie ze soba zadnych
                      > nakladow.
                      6.JEZELI POTRZEBA NA TO PIENIEDZY W USA, TO DLACZEGO MIALYBY ONE BYC
                      NIEPOTRZEBNE W POLSCE?
                      > To wreszcie twoje dzieci ksztalca sie w USA czy moje?
                      > Powiedzieli Ci tak,zeby Ci przykrosci nie sprawiac.
                      7.ZAUWAZAM PEWNE OBJAWY SUKCESU WYCHOWANIA SOCJALISTYCZNEGO, A MIANOWICIE TWOJE
                      SKLONNOSCI DO MONOPOLIZOWANIA INFORMACJI.
                      KIERUJE CIE DO POPRZEDNIEJ WYPOWIEDZI,PUNKT:"WYPRAWA DO BIBLIOTEKI". JESLI
                      POSIADZIESZ WIEDZE(POZA OBSERWACJA SZKOLY W NY) ROZNIACA SIE OD PRZEDSTAWIONEJ
                      PRZEZE MNIE, CHETNIE SIE Z NIA ZAPOZNAM.DZIELE SIE OPINIAMI O POZIOMIE SZKOL
                      PODSTAWOWYCH NIE OPIERAJAC SIE NA PRZYWATNYCH OBSERWACJACH WYLACZNIE, CHOC SA
                      ONE Z AMERYKANSKIMI ZBIEZNE.

                      >Powiedzmy sobie szczerze,ze nie miasta czy stany ale WYBORCY.
                      8.WYBORCY WTEDY,GDY TWORZA NA TYLE SILNA GRUPE,BY STWORZYC ODPOWIEDNIE
                      LOBBY.WYBORCOW GIFTED JEST NIEWIELU(CHOC DZIALAJA PREZNIE)I POZOSTAJE LICZYC NA
                      SILE PERSWAZJI I ZROZUMIENIE POLITYKOW.NIE MA OBAWY,ZE Z POWODU NIEUCHWALENIA
                      USTAWY DLA GIFTED KTOS NIE ZOSTANIE WYBRANY.
                      >A kto niby ,poza USA jest w tej czolowce swiatowej?
                      9.PARE UCZELNI ZE STAREGO KONTYNENTU, KANADY, JAPONII, AUSTRALII...
                      I TAK CALKIEM ZLE TO GDZIE INDZIEJ NIE MOGA KSZTALCIC, BO AMERYKANIE KORZYSTAJA
                      Z TYCH RZESZ DOKTORANTOW WYUCZONYCH POZA GRANICAMI ICH KRAJU.

                      >To bardzo ciekawe na jakich zasadach sa uczniowie przyjmowani do junior high?
                      >Podstawowka jest tylko do 5 klasy w NY i dzieci na podstawie testow z
                      >podstawowki ubiegaja sie o przyjecia do junior high.
                      10.JESLI JH JEST REJONOWA,TO SIE DO NIEJ UDAJA, A JESLI NIE CHCA DO REJONOWEJ,
                      TO ZDAJA ODPOWIEDNI EGZAMIN.I JESZCZE ISTNIEJE JEDNO ROZWIAZANIE-SZKOLA
                      OSMIOKLASOWA,A POTEM HS.
                      >Mylisz dwie podstawowe sprawy.Najpierw piszesz o szkolach publicznych w MA. a
                      >pozniej nawiazujesz do dobrych uniwersytetow prywatnych wlasnie tam.
                      11.PISZE O SZKOLACH, NIE UNIWERSYTETACH.

                      >W zwiazku z tym ze dagga ma tez pytania dlaczego korepetycje w Stanach biora
                      dzieci najlepsze nie zostaje mnie nic innego jak odpowiedziec.
                      12.JESZCZE NIEDAWNO PISALES,ZE KOREPETYCJE BIORA SLABI UCZNIOWIE, A TERAZ
                      WYWAZASZ OTWARTE DRZWI.







                      • maksimum Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 01.04.05, 05:30
                        diagnosta7 napisała:

                        > >Te cechy jak wiesz sa dziedziczne i jesli rzeczywistosc w Polsce jest inna
                        > od amerykanskiej,to i dziedziczy sie inaczej uksztaltowany umysl.

                        Zeby nie byc goloslownym,to w 1980 roku bohaterem w Polsce byl Lech Walesa a w
                        Stanach Ronald Reagan.
                        Oczywiscie Reagan pomogl Walesie,bo Walesa Reaganowi nie mogl w zaden sposob.
                        Dostal tez Walesa 1 mln doll ze Stanow od ktorych bohatersko nie zaplacil
                        podatkow i przyklady moznaby mnozyc.
                        Reagan byl czlowiekiem,ktory zmienil swiat w duzo wiekszym stopniu niz Walesa
                        Polske.
                        Mozesz godzinami porownywac wyksztalcenie jednego i drugiego oraz sposob
                        wyslawiania sie w jezyku ojczystym i juz masz porownanie geniusza polskiego do
                        geniusza amerykanskiego.

                        > >Dokladnie tak! Wlasnie kultura stymuluje narodzenie geniusza.
                        > > W Stanach wszyscy maja to w DNA,ze winner takes all i tak wlasnie wychowu
                        > ja swoje dzieci,zeby niczego sie nie baly i szly na calosc.Moj syn zostal
                        > >prezydentem swojej klasy nic praktycznie w domu o tym nie mowiac,a ja nigdy
                        > >nie bawilem sie w takie rzeczy.
                        > >Zalozmy ze masz te 5% wybitnych w calym swiecie,ale ci(5%) wybitni w Polsc
                        > e sa wybitni na skale polska,a wybitni w Stanach sa wybitni na skale
                        amerykanska czyli swiatowa.
                        > WIEDZIONA TWOJA LOGIKA WYCIAGAM NASTEPUJACE WNIOSKI.
                        > 1.ZGODNIE Z TWOIM TWIERDZENIEM, TYLKO W AMERYCE RODZA SIE NAPRAWDE WYBITNI.

                        Czym wyzszy poziom dochodu narodowego na glowe,tym wybitniejsi ludzie sie tam
                        rodza.W Polsce tez niektorzy ludzie zyja nie gorzej niz Amerykanie.
                        Przypominamsmirkwiadomosc ksztaltuje byt,wiec jesli zobaczysz bogatego to po
                        amerykansku sprobij wziac z niego przyklad a nie po polsku staraj sie go
                        wykonczyc.

                        > ZALOZENIE a-URODZILES SIE W POLSCE
                        > ZALOZENIE b-JESTES WYBITNY (TAK PISALES)
                        > a NIE ROWNA SIE b

                        Do Schwartzeneggera mnie bardzo duzo brakuje ale w swoim srodowisku sie wybilem.

                        > WNIOSEK:ALBO a ALBO b NIE JEST PRAWDA.
                        >
                        > 2.Z TEGO CO ROZUMIEM KSZTALCILES SIE W POLSCE A NIE W IVY LEAGUE. SKORO
                        > EDUKACJA W OJCZYZNIE ZNAJDUJE SIE NA TAK ZATRWAZAJACYM POZIOMIE, TO SKUTEK
                        TEJ
                        > EDUKACJI MOZNA UZNAC ZA MARNY.CZYLI WYJECHALES ZAKLADAJAC,ZE BEDZIESZ
                        > OBYWATELEM DRUGIEJ KATEGORII.CO GORSZA, JAK WYBITNY WYJEZDZA DO INNEGO KRAJU
                        > TO, JAK TWIERDZISZ, TE WYBITNOSC TRACI.NAWET WIEC JAK BYLES WYBITNY NA TE
                        > GORSZA, POLSKA MODLE, TO PO WYJEZDZIE ZA OCEAN, NAWET TA KIEPSKA WYBITNOSC
                        > PRZEPADLA.CO JESZCZE GORSZA, JESLI TWOJE DZIECI URODZILY SIE W POLSCE TO MAJA
                        Z KLUCZA PRZECHLAPANE(MAJA INACZEJ UKSZTALTOWANE MOZGI), A JESLI W USA,TO ICH
                        > OJCEM POWINIEN BYC AMERYKANIN.

                        Jestem w Stanach ponad 20 lat i dzieci moje urodzily sie w USA i prawda jest ze
                        ich ojciec jest Amerykaninem.

                        > > Oczywiscie ,ze tak i trzeba przy tym duzo sie napracowac.
                        > > Musi byc caly czas motywowany,najlepiej przez rodzicow i caly czas trzeba
                        > mu podnosic poprzeczke.
                        > 3.TO NIE JEST TWORZENIE GENIUSZA, TYLKO STYMULOWANIE DO ROZWOJU JUZ
                        URODZONEGO.

                        A Co sie dzieje z tymi bardzo zdolnymi polskimi dziecmi,ze Polske nie stac na
                        Uniwersytet w pierwszej 10-tce swiatowej????

                        > I NIE KRAJ, A SRODOWISKO ODPOWIADA ZA ODPOWIEDNIA STYMULACJE.

                        A srodowisko to jest cos troche mniejsze od kraju,bo moze byc srodowisko
                        bialostockie czy warszawskie.A pozniej mozna ewentualnie z Bialegostoku
                        przyjechac do Warszawy na zmiene srodowiska.

                        > I W USA ZNAJDZIESZ
                        > MNOSTWO PRZESTYMULOWANYCH DZIECI I MNOSTWO SKRAJNIE ZANIEDBANYCH.A ZE
                        DZIECIOM
                        > BIEDNIEJSZY TRUDNIEJ TE BRAKI WYROWNAC, TO NIE NOWINA.A TRWAJACE 20 LAT
                        >BADANIA POKAZALY,ZE WSROD BIEDNYCH BYLO WIECEJ GIFTED NIZ WSROD BOGATYCH.

                        Jesli wsrod biednych rodzice maja tylko podstawowke a dziecko konczy
                        zawodowke,to juz jest gifted.A wsrod bogatych gdzie rodzice sa po dobrych
                        studiach i dziecko konczy dobre studia,to praktycznie niczym sie jeszcze nie
                        wybilo.
                        Gifted tzn na ile wychodzisz ponad swoje srodowisko i jesli srodowisko jest
                        popegeerowskie,to tam nie trudno byc gifted.

                        > > Test IQ to jest taka droga na skroty,bo zeby dobrze opanowac material szk
                        > oly sredniej czy studiow,to tez trzeba miec wysokie IQ.
                        > 4.A NIEKONIECZNIE.BO SAM NIEDAWNO PISALES,ZE SYSTEMY SZKOLNE SA DLA
                        > PRZECIETNYCH.A WIEC PRZECIETNI MASOWO KONCZA TE PRZYBYTKI NAUKI Z SUKCESEM.
                        > > Juz chcialem komentowac to jako dowcip,ale skoro to tylko twoje
                        > > doswiadczenie,to niech tak pozostanie.
                        > 5.ROZUMIEM,ZE W NY KSZTALCI SIE NAUCZYCIELI INACZEJ I PRZEZ CALA PODSTAWOWKE
                        > JEST JEDEN.Z MOICH DOSWIADCZEN WYNIKA,ZE NAUCZYCIEL CO ROKU JEST INNY I KAZDY
                        > SPECJALIZUJE SIE W JEDNYM ROCZNIKU.

                        Nauczyciel w NYC co roku jest inny,a przydzial klas odbywa sie na podstawie
                        losowania.Jednego roku nauczyciel moze miec druga klase a nastepnego roku piata.
                        Nauczyciel nie dosc ,ze jest po studiach,to jest jeszcze certified,czyli musi
                        przejsc odpowiednie egzaminy zanim zacznie uczyc.
                        Musialas w jakiejs wioskowej szkole praktykowac w MA.

                        > > Najwieksze zmiany mozna zrobic bez zadnych nakladow finansowych.Zapewnienie
                        > > uczniom dobrego poziomu poprzez wczesna selekcje nie niesie ze soba zadny
                        > ch nakladow.
                        > 6.JEZELI POTRZEBA NA TO PIENIEDZY W USA, TO DLACZEGO MIALYBY ONE BYC
                        > NIEPOTRZEBNE W POLSCE?
                        > > To wreszcie twoje dzieci ksztalca sie w USA czy moje?
                        > > Powiedzieli Ci tak,zeby Ci przykrosci nie sprawiac.
                        > 7.ZAUWAZAM PEWNE OBJAWY SUKCESU WYCHOWANIA SOCJALISTYCZNEGO, A MIANOWICIE
                        >TWOJE SKLONNOSCI DO MONOPOLIZOWANIA INFORMACJI.
                        > KIERUJE CIE DO POPRZEDNIEJ WYPOWIEDZI,PUNKT:"WYPRAWA DO BIBLIOTEKI". JESLI
                        > POSIADZIESZ WIEDZE(POZA OBSERWACJA SZKOLY W NY) ROZNIACA SIE OD
                        PRZEDSTAWIONEJ
                        > PRZEZE MNIE, CHETNIE SIE Z NIA ZAPOZNAM.DZIELE SIE OPINIAMI O POZIOMIE SZKOL
                        > PODSTAWOWYCH NIE OPIERAJAC SIE NA PRZYWATNYCH OBSERWACJACH WYLACZNIE, CHOC SA
                        > ONE Z AMERYKANSKIMI ZBIEZNE.
                        >
                        > >Powiedzmy sobie szczerze,ze nie miasta czy stany ale WYBORCY.
                        > 8.WYBORCY WTEDY,GDY TWORZA NA TYLE SILNA GRUPE,BY STWORZYC ODPOWIEDNIE
                        > LOBBY.WYBORCOW GIFTED JEST NIEWIELU(CHOC DZIALAJA PREZNIE)I POZOSTAJE LICZYC
                        NA SILE PERSWAZJI I ZROZUMIENIE POLITYKOW.NIE MA OBAWY,ZE Z POWODU
                        >NIEUCHWALENIA USTAWY DLA GIFTED KTOS NIE ZOSTANIE WYBRANY.

                        Nie zauwazasz problemu,ze brak srodkow zawsze zaszkodzi srednim i slabym uczniom
                        bo lepiej sytuowani dadza sobie z tym rade.

                        > >A kto niby ,poza USA jest w tej czolowce swiatowej?
                        > 9.PARE UCZELNI ZE STAREGO KONTYNENTU, KANADY, JAPONII, AUSTRALII...
                        > I TAK CALKIEM ZLE TO GDZIE INDZIEJ NIE MOGA KSZTALCIC, BO AMERYKANIE
                        >KORZYSTAJA Z TYCH RZESZ DOKTORANTOW WYUCZONYCH POZA GRANICAMI ICH KRAJU.

                        Jest wolny rynek i ci doktoranci moga zawsze wrocic skad przyjechali.

                        > >To bardzo ciekawe na jakich zasadach sa uczniowie przyjmowani do junior high?
                        > >Podstawowka jest tylko do 5 klasy w NY i dzieci na podstawie testow z
                        > >podstawowki ubiegaja sie o przyjecia do junior high.
                        > 10.JESLI JH JEST REJONOWA,TO SIE DO NIEJ UDAJA,

                        Wlasnie mowilem,ze gdzies na wsi praktykowalas i musze powtarzac to co juz
                        napisalem.
                        W Moim szkolnym dystrykcie jest 10(dziesiec) JH.Podan nie sklada sie do
                        szkoly,tylko do district office ze wskazaniem trzech wybranych przez siebie
                        szkol.Zaleznie od wynikow testow w szkole podstawowej district office kieruje
                        ucznia do szkoly jego wyboru.
                        Na wsi ,gdzie jest jedna J.H. to sie po prostu do niej idzie,a w cywilizowanym
                        NYC trzeba miec wyniki z testow dobre ,zeby sie dostac do dobrej J.H.
                        • diagnosta7 Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 01.04.05, 23:39
                          > Mozesz godzinami porownywac wyksztalcenie jednego i drugiego oraz sposob
                          > wyslawiania sie w jezyku ojczystym i juz masz porownanie geniusza polskiego
                          do geniusza amerykanskiego.

                          A to Renata, a to Bush, a to Monika i teraz jeszcze Walesa z Reaganem na
                          dokladke.Nie wiem czy slusznie podejrzewam, ale wyglada na to,ze zbierasz grupe
                          eksperymentalna.Wprawdzie jeden z uczestnikow zszedl był z tego swiata, ale to
                          nawet może podniesc walory badania.

                          > Czym wyzszy poziom dochodu narodowego na glowe,tym wybitniejsi ludzie sie tam
                          rodza.

                          Niekoniecznie sie rodza, ale czesto przyjezdzaja, bo maja lepsze warunki do
                          uprawiania nauki np. Umysly, choc jakosciowo gorsze, przywoza jednak wlasne.

                          >W Polsce tez niektorzy ludzie zyja nie gorzej niz Amerykanie

                          Zmiekles widze. Jest jednak paru rodakow zaslugujacych na szacunek.


                          > Przypominamsmirkwiadomosc ksztaltuje byt,wiec jesli zobaczysz bogatego to po
                          > amerykansku sprobij wziac z niego przyklad a nie po polsku staraj sie go
                          > wykonczyc.

                          Alez ja nigdy nie planowalam nikogo wykonczyc. Raczej cechuje mnie
                          przyjacielski stosunek do blizniego i pieniadz mnie nie brzydzi. Natomiast
                          przyznac musze,ze ciezko znosze glupote(nie mowie oczywiscie o wysokosci IQ) i
                          prymitywnosc w jednym..

                          >Do Schwartzeneggera mnie bardzo duzo brakuje ale w swoim srodowisku sie wybilem

                          Ale A w dalszym ciagu nie rowna sie B.

                          > Jestem w Stanach ponad 20 lat i dzieci moje urodzily sie w USA i prawda jest
                          ze ich ojciec jest Amerykaninem.

                          Przyjechales z inaczej, po polsku , uksztaltowanym umyslem i takiz musialy
                          odziedziczyc.(wg Twojej teorii)

                          > A Co sie dzieje z tymi bardzo zdolnymi polskimi dziecmi,ze Polske nie stac na
                          > Uniwersytet w pierwszej 10-tce swiatowej????

                          Żeby sie tego dowiedziec musialbys przeczytac pare ksiazek historycznych
                          (zaznaczam, nie o historii Ameryki).Przykro mi, znow Cie wysylam do biblioteki.

                          > A srodowisko to jest cos troche mniejsze od kraju,bo moze byc srodowisko
                          > bialostockie czy warszawskie.A pozniej mozna ewentualnie z Bialegostoku
                          > przyjechac do Warszawy na zmiene srodowiska.

                          A srodowisko to jest rodzina, a takze szkola.

                          > Jesli wsrod biednych rodzice maja tylko podstawowke a dziecko konczy
                          > zawodowke,to juz jest gifted.A wsrod bogatych gdzie rodzice sa po dobrych
                          > studiach i dziecko konczy dobre studia,to praktycznie niczym sie jeszcze nie
                          > wybilo.
                          > Gifted tzn na ile wychodzisz ponad swoje srodowisko i jesli srodowisko jest
                          popegeerowskie,to tam nie trudno byc gifted.

                          Ano nie, bo jedno z drugim ani z trzecim nie ma najmniejszego zwiazku. Nikt
                          przy zdrowych zmyslach faktu ukonczenia zawodowki czy studiow, nie uzna za
                          giftedness.

                          >Nauczyciel w NYC co roku jest inny,a przydzial klas odbywa sie na podstawie
                          > losowania.Jednego roku nauczyciel moze miec druga klase a nastepnego roku
                          piata
                          > .
                          > Nauczyciel nie dosc ,ze jest po studiach,to jest jeszcze certified,czyli musi
                          > przejsc odpowiednie egzaminy zanim zacznie uczyc.

                          A ze jest inaczej w NY, to juz pisales i ja to zrozumialam co napisales, oraz
                          przyjelam do wiadomosci(poniewaz wspominanej szkoly w NY nie znam (znam inna),
                          wiec uwierzylam na slowo).Nauczyciel musi byc po studiach i certified, bo taki
                          sie zrobil wymog, czyli przepis i teraz scigaja tych, co roznych wymagan nie
                          spelniaja.

                          >Musialas w jakiejs wioskowej szkole praktykowac w MA.

                          Ale przy tej wiosce to Ci adrenalinka skoczyla,zgadza sie?
                          W zyciu nie praktykowalam w zadnej szkole.Trudno powiedziec, czy to dobrze czy
                          zle. Jakos tego zawodu nie bralam pod uwage, choc szacunek dlan mam wielki.

                          > Nie zauwazasz problemu,ze brak srodkow zawsze zaszkodzi srednim i slabym
                          ucznio
                          > m
                          > bo lepiej sytuowani dadza sobie z tym rade.

                          Problem ten zauwazylam dawno, a takze pisalam o nim wczesniej. I wlasnie
                          dlatego potrzebne sa przepisy, ktore zobowiaza edukatorow do swiadczen na rzecz
                          WSZYSTKICH dzieci gifted.

                          >Jest wolny rynek i ci doktoranci moga zawsze wrocic skad przyjechali.

                          Nie chodzi o to, ze nie moga wrocic, tylko ze sa
                          zapraszani(czyli istnieje popyt na tych kiepsko wyksztalconych w innych
                          krajach).

                          >Wlasnie mowilem,ze gdzies na wsi praktykowalas i musze powtarzac to co juz
                          >napisalem.

                          Uuu, widze,ze już drugi raz adrenalinka podskoczyla. To był cios. Jak się z
                          tego podniose? (ale już lepiej, prawda?-zdrowie psychiczne wazniejsze nawet od
                          krzepy)

                          >W Moim szkolnym dystrykcie jest 10(dziesiec) JH.Podan nie sklada sie do
                          >szkoly,tylko do district office ze wskazaniem trzech wybranych przez siebie
                          >szkol.Zaleznie od wynikow testow w szkole podstawowej district office kieruje
                          >ucznia do szkoly jego wyboru.

                          To już było chyba trzy(cztery?) razy. Material niezbyt trudny do przyswojenia.

                          >Na wsi ,gdzie jest jedna J.H. to sie po prostu do niej idzie,a w cywilizowanym
                          >NYC trzeba miec wyniki z testow dobre ,zeby sie dostac do dobrej J.H.

                          Widze,ze wiejski argument wciąż goracy, a już myslalam, ze troche odpuscilo.
                          A Ty przypadkiem to jakiegos kompleksiku nie leczysz....? Bardzo znamienne.
                          Pomoze szczere otwarcie na problem i pogodzenie z wlasnym pochodzeniem.
                          Przeciez każdy (prawie) czlowiek jest wartosciowa jednostka i nikt nie
                          pomniejsza znaczenia bliznich z powodu miejsca urodzenia lub zamieszkania
                          (byloby to idiotyczne i nieuprawnione, malostkowe i plaskie, itd.). Ludzi
                          uznaje sie za nieokrzesanych, tylko i wylacznie z powodu tego co soba
                          reprezentuja.

                          No dobrze,do tematu.
                          Przypominam o osmioklasowce (ale to tak samo jak niedawno jeszcze w
                          Polsce,wiec musi brzydzic i odrzucac). Po niej idzie się do jedynej na wsi HS.
                          No i ta HS w rankingach wypada calkiem , calkiem...(.Ale o tym sza, żeby
                          nowojorskiego guru nie rozsierdzic).
                          A testuja bez opamietania jak kraj dlugi (nawet na tej wsi) i szeroki. Chcialby
                          sie taki jeden z drugim bez testu przemknac, ale nie, nie popuszcza.
                          Przynajmniej w tej dziedzinie USA nadaza za N Yorkiem(choc ledwo dyszy).
                          Wies ta zapadla ma dlugoletnia, tajemnicza tradycje. Ludziska pielgrzymuja do
                          pobliskiego Harvardu i staraja się przemykac glownie miedzy noblistami. Czasem
                          sie o takiego otra, a czasem odetchna tym samym co rzeczony powietrzem. A
                          najlepsze do tych praktyk sa windy:duze nagromadzenie noblistow na malej
                          przestrzeni. Potem w domu odprawiaja nad dziecmi nie do konca zrozumiale
                          rytualy, które ponoc maja prowadzic do odpowiedniego uksztaltowania umyslu. Dla
                          poprawnosci trzeba dodac,ze licza się najbardziej rodzimi noblisci, bo ci
                          naplywowi nie sa tak skuteczni(moc nie ta).
                          • maksimum Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 02.04.05, 03:31
                            diagnosta7 napisała:

                            > > Czym wyzszy poziom dochodu narodowego na glowe,tym wybitniejsi ludzie sie
                            > tam rodza.
                            >
                            > Niekoniecznie sie rodza,

                            Koniecznie sie rodza i do tych narodzonych dolaczaja imigranci.

                            > ale czesto przyjezdzaja, bo maja lepsze warunki do
                            > uprawiania nauki np. Umysly, choc jakosciowo gorsze, przywoza jednak wlasne.

                            > > Jestem w Stanach ponad 20 lat i dzieci moje urodzily sie w USA i prawda j
                            > est ze ich ojciec jest Amerykaninem.
                            >
                            > Przyjechales z inaczej, po polsku , uksztaltowanym umyslem i takiz musialy
                            > odziedziczyc.(wg Twojej teorii)

                            Skoro ja jestem tu ponad 20 lat a syn ma 10 lat,to mialem 10 lat na
                            ksztaltowanie mozgu na wzor amerykanski.


                            > No dobrze,do tematu.
                            > Przypominam o osmioklasowce (ale to tak samo jak niedawno jeszcze w
                            > Polsce,wiec musi brzydzic i odrzucac). Po niej idzie się do jedynej na wsi
                            HS.
                            > No i ta HS w rankingach wypada calkiem , calkiem...(.Ale o tym sza, żeby
                            > nowojorskiego guru nie rozsierdzic).
                            > A testuja bez opamietania jak kraj dlugi (nawet na tej wsi) i szeroki.
                            Chcialby
                            > sie taki jeden z drugim bez testu przemknac, ale nie, nie popuszcza.
                            > Przynajmniej w tej dziedzinie USA nadaza za N Yorkiem(choc ledwo dyszy).
                            > Wies ta zapadla ma dlugoletnia, tajemnicza tradycje. Ludziska pielgrzymuja do
                            > pobliskiego Harvardu i staraja się przemykac glownie miedzy noblistami.

                            Kto by sie podniecal w NYC wyswiechtanymi garniturkami noblistow jak my na
                            miejscu mamy Wall Street ,ze o Columbia U. i NY U. nie wspomne.

                            > Czasem
                            > sie o takiego otra, a czasem odetchna tym samym co rzeczony powietrzem.

                            I stad te epidemie gornych drog oddechowych,ze o SARS nie wspomne.

                            > A najlepsze do tych praktyk sa windy:duze nagromadzenie noblistow na malej
                            > przestrzeni. Potem w domu odprawiaja nad dziecmi nie do konca zrozumiale
                            > rytualy, które ponoc maja prowadzic do odpowiedniego uksztaltowania umyslu.
                            Dla poprawnosci trzeba dodac,ze licza się najbardziej rodzimi noblisci, bo ci
                            > naplywowi nie sa tak skuteczni(moc nie ta).

                            Now,You are talking.
                            Poza tym mury uczelni to tylko teoria,a pozniej trzeba isc miedzy ludzi na Wall
                            Street i popraktykowac z Nowojorczykami.
                            I wtedy sie okazuje ,ze madrosc jednych jest tylko do murow uczelni
                            ograniczona,bo w swiecie realnym sie niezle gubia.
                            I jak tu mowic o geniuszu w wieku 20 lat,kiedy on jeszcze w prawdziwe zycie nie
                            wszedl.
                            Wg dosc starej tradycji wlasnymi raczkami do 30 stki trzeba dorobic sie banki,a
                            pozniej na ile komu zdolnosci starczy.
                            • maksimum BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SCORE 02.04.05, 06:56
                              cnn.netscape.cnn.com/ns/news/package.jsp?name=fte/smartpeople/smartpeople
                              Mowilismy o tym w innym miejscu,ze presja zle wplywa na niektorych i strach ma
                              wielkie oczy.
                              • maksimum KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 03.04.05, 22:04
                                Twoja teoria,ze geniuszy rodzi sie wiecej wsrod ubogich,zupelnie nie koreluje z
                                faktem powiekszania sie roznic miedzy bogatymi a biednymi.
                                Gdyby geniuszy wiecej wywodzilo sie sposrod biednych ,to roznice miedzy
                                biednymi i bogatymi zacieralyby sie,a dzieje sie odwrotnie.
                                Dowodziloby to tego,ze genialne dziecko samo sie przez zycie nie przebije bez
                                pomocy rodzicow i ta pomoc jest wieksza w rodzinach lepiej sytuowanych.
                                Wracajac do zapisow do junior high(gimnazjum) to jeszcze kilka lat temu
                                skladalo sie podania bezposrednio do szkoly do ktorej sie chcialo
                                uczeszczac,ale obecnie juz tylko do district office.
                              • to_ja_a Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 04.04.05, 17:39
                                W naszej gamoniowatej, zasciankowej Polsce przynajmniej nie mamy tego rodzaju problemow, ktore,
                                jak sadze, w duzej czesci sa efektem chorej presji na osiaganie w zyciu samych sukcesoww
                                materialnych i wyscigu szczurow od urodzenia.

                                www.crimelibrary.com/serial_killers/weird/kids1/index_1.html
                                • maksimum Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 04.04.05, 19:45
                                  to_ja_a napisała:

                                  > W naszej gamoniowatej, zasciankowej Polsce przynajmniej nie mamy tego rodzaju
                                  >problemow,

                                  Macie ,macie i to duzo wieksze niz w USA.
                                  www.nationmaster.com/graph-T/cri_mur_cap
                                  Morderstw w Polsce na 1,000 ludnosci jest wiecej niz w Stanach,TYLKO TY o tym
                                  nie wiesz.
                                  Mysle ze wiekszosc Polakow o tym nie wie,bo w Polsce panuje dobrze rozwinieta
                                  propaganda,ze jesli chodzi o morderstwa to przoduja tu Stany.
                                  Nic bardziej blednego.
                                  Na glowe ludnosci najwiecej morderstw jest w Rosji a tuz za Rosja ida inne
                                  panstwa slowianskie i Polska.
                                  Problemem w Stanach jest powszechna dostepnosc broni a nie ilosc wariatow ze
                                  sklonnosciami do mordowania ludzi.

                                  > ktore, jak sadze, w duzej czesci sa efektem chorej presji na osiaganie w
                                  >zyciu samych sukcesoww materialnych i wyscigu szczurow od urodzenia.

                                  Wnioski oczywiscie wyciagasz bledne,ale kazdy ma prawo do swoich wnioskow.
                                  Bron w rekach nawiedzonych,to rzeczywiscie przestepstwo,ale jak to sie
                                  dzieje,ze w Polsce mimo braku dostepu do broni jest wiecej morderstw niz w
                                  USA ????
                                  To juz jest zagwozdka.

                                  > www.crimelibrary.com/serial_killers/weird/kids1/index_1.html
                                  • maksimum 10 NAJLEPSZYCH UNIWERSYTETOW W USA 05.04.05, 07:13
                                    Rec centers are only part of what makes a college appealing. Every year at this
                                    time the Princeton Review publishes a list of students' dream colleges--the
                                    schools they would go to if admission and money were not issues.
                                    The top 10 dream colleges for students in 2005:
                                    1. New York University
                                    2. Harvard University
                                    3. Stanford University
                                    4. Yale University
                                    5. Princeton University
                                    6. Columbia University
                                    7. Duke University
                                    8. Cornell University
                                    9. Brown University
                                    10. Massachusetts Institute of Technology

                                    W pierwszej szostce sa 2 z NYC.Tutaj dopiero jest powietrze zageszczone.
                                    Kto by pomyslal,ze NYU jest najlepszy na swiecie?
                                    • diagnosta7 Re: 10 NAJLEPSZYCH UNIWERSYTETOW W USA 05.04.05, 21:36
                                      >Skoro ja jestem tu ponad 20 lat a syn ma 10 lat,to mialem 10 lat na
                                      >ksztaltowanie mozgu na wzor amerykanski.

                                      Przez caly czas dowodziles, ze to zupelnie niemozliwe. Twoje teorie wzajemnie
                                      sie wykluczaja.

                                      >Kto by sie podniecal w NYC wyswiechtanymi garniturkami noblistow jak my na
                                      >miejscu mamy Wall Street ,ze o Columbia U. i NY U. nie wspomne.

                                      Oj,nieladnie. Najpierw osadzasz ludzi po tym , gdzie mieszkaja, a teraz po
                                      ubiorze...

                                      >I stad te epidemie gornych drog oddechowych,ze o SARS nie wspomne.

                                      Spojrzmy prawdzie w oczy:lepiej zlapac grype od noblisty.

                                      > Poza tym mury uczelni to tylko teoria, a pozniej trzeba isc miedzy ludzi na
                                      Wall
                                      >Street i popraktykowac z Nowojorczykami.
                                      >I wtedy sie okazuje ,ze madrosc jednych jest tylko do murow uczelni
                                      >ograniczona,bo w swiecie realnym sie niezle gubia.

                                      >Rozumiem,ze to się odnosi także do Columbia U. i NY U.

                                      >I jak tu mowic o geniuszu w wieku 20 lat,kiedy on jeszcze w prawdziwe zycie
                                      nie
                                      wszedl.

                                      Nie tylko mowic ale i nauczac.

                                      >Twoja teoria,ze geniuszy rodzi sie wiecej wsrod ubogich,zupelnie nie koreluje
                                      z
                                      >faktem powiekszania sie roznic miedzy bogatymi a biednymi.

                                      Ani moja, ani teoria. To wynik 20-letnich badan(AMERYKANSKICH).

                                      >Gdyby geniuszy wiecej wywodzilo sie sposrod biednych ,to roznice miedzy
                                      >biednymi i bogatymi zacieralyby sie,a dzieje sie odwrotnie.

                                      A to dlaczego?

                                      >Dowodziloby to tego,ze genialne dziecko samo sie przez zycie nie przebije bez
                                      >pomocy rodzicow i ta pomoc jest wieksza w rodzinach lepiej sytuowanych.

                                      Od poczatku o tym pisze. Prawie zadne się nie przebije bez czyjejs pomocy
                                      (rodzicow, szkoly, mentora). Dlatego potrzebny jest dobry system edukacyjny.

                                      >Rec centers are only part of what makes a college appealing. Every year at
                                      this
                                      >time the Princeton Review publishes a list of students' dream colleges--the
                                      >schools they would go to if admission and money were not issues.
                                      >The top 10 dream colleges for students in 2005:
                                      >1. New York Universit
                                      >2. Harvard University
                                      >3. Stanford University
                                      >4. Yale University
                                      >5. Princeton University
                                      >6. Columbia University
                                      >7. Duke University
                                      >8. Cornell University
                                      >9. Brown University
                                      >10. Massachusetts Institute of Technology

                                      Wiadomo,ze studenci nie dojadaja, a NYU slynie ze swietnej stolowki. Wiedza co
                                      robia chcac tam się dostac.

                                      >W pierwszej szostce sa 2 z NYC.Tutaj dopiero jest powietrze zageszczone.
                                      >Kto by pomyslal,ze NYU jest najlepszy na swiecie?

                                      To już nie tylko Ameryka jest lepsza od reszty swiata, ale NY lepszy od Ameryki
                                      Musze Ci troszke popsuc humor. To jest pierwsza 10-ka swiata:
                                      1.Harvard Univ USA
                                      2.Stanford Univ USA
                                      3.Univ Cambridge UK
                                      4.Univ California-Berkeley USA
                                      5.MIT USA
                                      6.California Inst Tech USA
                                      7.Princeton Univ USA
                                      8.Univ Oxford UK
                                      9.Columbia Univ (YES!) USA
                                      10.Univ Chicago USA

                                      Pytanie retoryczne:skad sie to bierze, ze niektorzy emigranci probuja byc
                                      bardziej amerykanscy niz sami Amerykanie?
                                      • maksimum Re: 10 NAJLEPSZYCH UNIWERSYTETOW W USA 05.04.05, 23:09
                                        diagnosta7 napisała:


                                        > >Rec centers are only part of what makes a college appealing. Every year at
                                        > this time the Princeton Review publishes a list of students' dream colleges--
                                        the schools they would go to if admission and money were not issues.
                                        > >The top 10 dream colleges for students in 2005:
                                        > >1. New York Universit
                                        > >2. Harvard University
                                        > >3. Stanford University
                                        > >4. Yale University
                                        > >5. Princeton University
                                        > >6. Columbia University
                                        > >7. Duke University
                                        > >8. Cornell University
                                        > >9. Brown University
                                        > >10. Massachusetts Institute of Technology
                                        >
                                        > Wiadomo,ze studenci nie dojadaja,

                                        Wiadomo,ze studenci nie dojadaja w Polsce,bo oszczedzaja na piwko i alkohol.
                                        W Stanach jak kogos stac na zaplacenie czesnego,to jada w restauracjach.

                                        > a NYU slynie ze swietnej stolowki. Wiedza co robia chcac tam się dostac.

                                        Piszesz tak,jakby tu ktos komus jedzenie za darmo rozdawal.Gdzie bys nie jadala
                                        obiadkow studiujac w NYU to musisz za nie zaplacic.

                                        > >W pierwszej szostce sa 2 z NYC.Tutaj dopiero jest powietrze zageszczone.
                                        > >Kto by pomyslal,ze NYU jest najlepszy na swiecie?
                                        >
                                        > To już nie tylko Ameryka jest lepsza od reszty swiata, ale NY lepszy od
                                        Ameryki
                                        > Musze Ci troszke popsuc humor. To jest pierwsza 10-ka swiata:
                                        > 1.Harvard Univ USA
                                        > 2.Stanford Univ USA
                                        > 3.Univ Cambridge UK
                                        > 4.Univ California-Berkeley USA
                                        > 5.MIT USA
                                        > 6.California Inst Tech USA
                                        > 7.Princeton Univ USA
                                        > 8.Univ Oxford UK
                                        > 9.Columbia Univ (YES!) USA
                                        > 10.Univ Chicago USA

                                        Chyba wiesz o tym,ze te dwa w U.K. sa w pierwszej 10tce TYLKO dlatego,ze
                                        Amerykanie jezdza tam studiowac.

                                        > Pytanie retoryczne:skad sie to bierze, ze niektorzy emigranci probuja byc
                                        > bardziej amerykanscy niz sami Amerykanie?

                                        A co w tym zlego?
                                        Jesli Litwin przyjedzie do Polski i bedzie chcial byc wzorowym Polakiem,to tez
                                        bys go utracala?
                                        U can get the girl out of the village,but You can not get the village out of
                                        the girl!
                                        Z jakiego filmu to jest?
                                        • diagnosta7 Re: 10 NAJLEPSZYCH UNIWERSYTETOW W USA 06.04.05, 17:16

                                          >Wiadomo,ze studenci nie dojadaja w Polsce,bo oszczedzaja na piwko i alkohol.
                                          >W Stanach jak kogos stac na zaplacenie czesnego,to jada w restauracjach.

                                          1.To był zart, ale jeśli to:
                                          w USA 50% studentow bierze pozyczki na studia(na niektórych uczelniach nawet
                                          70%) i korzystaja tez ze stypendiow. Mlodzi ludzie rownoczesnie studiuja i
                                          pracuja, by moc się utrzymac. Ci, którym za studia placa rodzice mogą sobie
                                          jadac w restauracjach, ale nie jest to wiekszosc.
                                          Co do alkoholowych libacji to amerykanska mlodziez w niczym nie ustepuje
                                          polskiej(zawody w ilosci wypitego alkoholu,które czasem koncza się zejsciem
                                          smiertelnym ktoregos z uczestnikow).Wladze uczelni maja z tym nieustajacy
                                          problem i jak widac jest to niestety miedzynarodowa przypadlosc.

                                          >Chyba wiesz o tym,ze te dwa w U.K. sa w pierwszej 10tce TYLKO dlatego,ze
                                          >Amerykanie jezdza tam studiowac.

                                          2.To Amerykanie sa odpowiedzialni za jakosc Cambridge i Oxford? Jeszcze ich
                                          nie było a już mieli wklad.
                                          Z tego wniosek,ze TYLKO dlatego,iz Chinczycy, Koreanczycy, Hindusi, Rosjanie,
                                          Polacy itd.,itd. przjezdzaja studiowac do USA, tyle jest amerykanskich
                                          uniwersytetow w pierwszej 10-tce.I na tym polega sila wymiany intelektualnej.
                                          Tym sposobem wszyscy maja wklad w budowe USA i wykorzystywanie zagranicznych
                                          umyslow nikomu nie przeszkadza.

                                          3.Pytanie dotyczace przerostu amerykanizacji było retoryczne.

                                          • maksimum Re: 10 NAJLEPSZYCH UNIWERSYTETOW W USA 07.04.05, 01:31
                                            diagnosta7 napisała:

                                            > >Chyba wiesz o tym,ze te dwa w U.K. sa w pierwszej 10tce TYLKO dlatego,ze
                                            > >Amerykanie jezdza tam studiowac.
                                            >
                                            > 2.To Amerykanie sa odpowiedzialni za jakosc Cambridge i Oxford? Jeszcze ich
                                            > nie było a już mieli wklad.

                                            Zobacz zyciorys Clintona,gdzie on studiowal i zainteresuj sie gdzie studiuje
                                            jego corka.

                                  • to_ja_a Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 06.04.05, 16:46
                                    > Morderstw w Polsce na 1,000 ludnosci jest wiecej niz w Stanach,TYLKO TY o tym
                                    > nie wiesz.
                                    > Mysle ze wiekszosc Polakow o tym nie wie,bo w Polsce panuje dobrze rozwinieta
                                    > propaganda,ze jesli chodzi o morderstwa to przoduja tu Stany.
                                    > Nic bardziej blednego.

                                    Nie slyszalam, zeby w Polsce dziecko przynioslo bron do szkoly i zastrzelilo swoich kolegow,
                                    nauczycieli a nastepnie siebie - ale Ty jak zwykle odpowiadasz nie na temat i nie podajesz faktow tylko
                                    pseudofakty, niczym nie poparte. Nie wiem po co w ogole wdajesz sie w dyskusje na polskim forum,
                                    przeciez na pewno amerykanskie sa o wiele lepsze.
                                    • maksimum Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 07.04.05, 01:37
                                      to_ja_a napisała:

                                      > > Morderstw w Polsce na 1,000 ludnosci jest wiecej niz w Stanach,TYLKO TY o
                                      > tym nie wiesz.
                                      > > Mysle ze wiekszosc Polakow o tym nie wie,bo w Polsce panuje dobrze rozwin
                                      > ieta propaganda,ze jesli chodzi o morderstwa to przoduja tu Stany.
                                      > > Nic bardziej blednego.
                                      >
                                      > Nie slyszalam, zeby w Polsce dziecko przynioslo bron do szkoly i zastrzelilo
                                      >swoich kolegow,
                                      > nauczycieli a nastepnie siebie - ale Ty jak zwykle odpowiadasz nie na temat i
                                      >nie podajesz faktow tylko pseudofakty, niczym nie poparte.

                                      Wlasnie statystyki,to sa fakty a strona opisowa wydarzen to celebrystyka.

                                      www.nationmaster.com/graph-T/cri_mur_cap
                                      > Nie wiem po co w ogole wdajesz sie w dyskusje na polskim forum,

                                      Nie dajesz sobie rady z przeczytaniem tabelki w jezyku angielskim???

                                      > przeciez na pewno amerykanskie sa o wiele lepsze.

                                      Wlasnie staram sie podniesc poziom polskich,zeby wiocha nie jechaly.
                                      • to_ja_a Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 07.04.05, 10:02
                                        > > Nie wiem po co w ogole wdajesz sie w dyskusje na polskim forum,
                                        > przeciez na pewno amerykanskie sa o wiele lepsze.
                                        >
                                        maksimum napisał:
                                        > Wlasnie staram sie podniesc poziom polskich,zeby wiocha nie jechaly.

                                        panu juz dziekujemy
                                        • maksimum Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 07.04.05, 16:59
                                          to_ja_a napisała:

                                          > > > Nie wiem po co w ogole wdajesz sie w dyskusje na polskim forum,
                                          > > przeciez na pewno amerykanskie sa o wiele lepsze.
                                          > >
                                          > maksimum napisał:
                                          > > Wlasnie staram sie podniesc poziom polskich,zeby wiocha nie jechaly.
                                          >
                                          > panu juz dziekujemy

                                          Tzn., zostaje wszystko po staremu.Pan siem we wsi bojom ruchu.
                                  • to_ja_a Re: BEING A GENIUS DOESN'T GUARANTEE A PERFECT SC 07.04.05, 10:37
                                    Tez potrafie zrobic interesujaca tabelke - ciekawe jak skomentujesz tak gigantyczny odsetek wiezniow
                                    w US?

                                    www.nationmaster.com/graph-T/cri_pri
                                    • maksimum DLACZEGO POLACY WRACAJA Z USA ?????? 07.04.05, 17:13
                                      to_ja_a napisała:

                                      > Tez potrafie zrobic interesujaca tabelke - ciekawe jak skomentujesz tak
                                      giganty czny odsetek wiezniow w US?
                                      >
                                      > www.nationmaster.com/graph-T/cri_pri

                                      Jak wiesz,wiezniowie to sa ludzie nieprzystosowani do zycia w spoleczenstwie,a
                                      to nieprzystosowanie jest uzaleznione od wysokosci dochodu narodowego per
                                      capita.
                                      Dosc latwo jest zarobic 1,000 zlotych w Polsce,ale znalezc prace za 10.000 PLN
                                      miesiecznie juz nie jest latwo,a dla wiekszosci Polakow wrecz niemozliwe.
                                      Wiec gdy poziom zarobkow jest wysoki,to ci ktorzy sobie nie daja rady wpadaja w
                                      rozpacz i czesto popelniaja przestepstwa,tak jak syn "zlotej raczki" zabil
                                      znanego malarza w Warszawie,bo ten mu nie chcial "pozyczyc" pieniedzy.
                                      Gdy na ilosc przestepcow patrzymy poprzez wielkosc GDP,to sprawa wyglada juz
                                      calkiem inaczej:

                                      www.nationmaster.com/graph-T/cri_pri_gdp
                            • anastasia4 Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 05.04.05, 09:29
                              Panie Maximum,
                              Pan sie marnuje na tym forum. W związku z tym, że stworzył Pan nową teorię
                              formowania się mózgu (w Pańskim mózgu zaszły jak Pan pisze nieodwracalne i
                              dziedziczne zmiany po przeprowadzce z Polski do USA) promonuję, aby Pan
                              napisał o tym artykuł do "Lancet" lub podobnych wydawnictw naukowych. Toż to
                              jest taki przewrów w naukach medycznych, że zasługuje na Nobla i to w kilku
                              dziedzinach!!!! Gratuluję. Jak Pan już dostanię tę nagrodę (co jak mniemam
                              stanie się w tym roku - to przecież wielkie odkrycie jest) to natychmiast
                              przenoszę się do USA. I ogromnie się cieszę, że ojciec mojego syna urodził się
                              w tym Nowym Jeruzalem i wychowywał się tam do 10 roku życia - może trochę tej
                              madrości na moje dziecię spłynie - w końcu tatuś dopiero niedawno zrzekł się
                              obywatelstwa tego wspaniałego kraju, bo nie chciał tam mieszkać, a Amerykanie
                              chcieli by płacił podwójne podatki!!!! No i mój brat - czy te geny nie
                              przenoszą się czasem na rodzinę - może Pan to zbada, czy Pańka rodzina w Polsce
                              troszkę zmądrzała pod Pańskim wpływem? Mój brat mieszka w USA i dostał od
                              ulubionego przez Pana Prezydenta Stanów Zjednodoczonych Medal Wolności. Jest
                              lekarzem, ale gdzież mu do Pana!!!! Może to dlatego, że nie mieszka w NY?
                              • maksimum Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 05.04.05, 22:56
                                anastasia4 napisała:

                                > Panie Maximum,
                                > Pan sie marnuje na tym forum.

                                Wiem i czesto musze sie wrecz zmuszac do pisania tutaj.

                                > W związku z tym, że stworzył Pan nową teorię
                                > formowania się mózgu (w Pańskim mózgu zaszły jak Pan pisze nieodwracalne i
                                > dziedziczne zmiany po przeprowadzce z Polski do USA) promonuję, aby Pan
                                > napisał o tym artykuł do "Lancet" lub podobnych wydawnictw naukowych.

                                O tym wszyscy wiedza,moze z Twoim wyjatkiem.
                                Dlaczego na prezydenta mozna kandydowac dopiero po ukonczeniu 35 roku zycia??
                                Dlaczego wszystkie pozycje menadzerskie sa zajete przez ludzi co najmniej w
                                wieku srednim??
                                Umiejetnosc podejmowania wlasciwych decyzji nabywa sie w wieku srednim.
                                Na bledy mozna sobie pozwolic przed 35 rokiem zycia,ale pozniej sa one juz
                                niewybaczalne,dlatego Clinton popelnil sporo prosciutkich bledow bedac juz
                                prezydentem a Bush ich nie popelnia.Genetyka swoja droga jest istotna i w
                                przypadku Busha,moze sie ojcem pochwalic,a umiejetnosc uczenia sie przez CALE
                                ZYCIE,to domena madrych jak Karol Wojtyla,ktory w wieku 58 lat zostal wybrany
                                papiezem czy Busha Jr.

                                > Toż to
                                > jest taki przewrów w naukach medycznych, że zasługuje na Nobla i to w kilku
                                > dziedzinach!!!! Gratuluję.

                                Dziekuje bardzo.

                                > Jak Pan już dostanię tę nagrodę (co jak mniemam
                                > stanie się w tym roku - to przecież wielkie odkrycie jest) to natychmiast
                                > przenoszę się do USA. I ogromnie się cieszę, że ojciec mojego syna urodził
                                się w tym Nowym Jeruzalem i wychowywał się tam do 10 roku życia - może trochę
                                >tej madrości na moje dziecię spłynie

                                Niestety,madrosc splywa TYLKO na tych,ktorzy tutaj sa.
                                Tak samo jak z uniwersytetem,albo sie studiuje tam,albo sie tylko przechodzi
                                obok.Zaznaczam,ze przy przechodzeniu obok wiedzy nie przybywa.

                                > - w końcu tatuś dopiero niedawno zrzekł się
                                > obywatelstwa tego wspaniałego kraju, bo nie chciał tam mieszkać, a Amerykanie
                                > chcieli by płacił podwójne podatki!!!!

                                Moze pozwolisz,ze wyjasnie sprawe,zanim ja calkiem zagmatwasz.
                                Amerykanie chcieli pojedyncze podatki,a Polacy tez chcieli pojedyncze podatki i
                                stad wyszly Ci podwojne,ktorych niby chca Amerykanie.

                                > No i mój brat - czy te geny nie
                                > przenoszą się czasem na rodzinę - może Pan to zbada, czy Pańka rodzina w
                                >Polsce troszkę zmądrzała pod Pańskim wpływem?

                                Tak,bo zapraszam ich tutaj i widze,ze dobrze sie aklimatyzuja.

                                > Mój brat mieszka w USA i dostał od
                                > ulubionego przez Pana Prezydenta Stanów Zjednodoczonych Medal Wolności. Jest
                                > lekarzem, ale gdzież mu do Pana!!!! Może to dlatego, że nie mieszka w NY?

                                Z tego wniosek,ze jakbys chciala,to moglabys tu byc,ale Ci sie nie podoba i to
                                twoja sprawa.
                                • rycerzowa Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 06.04.05, 00:32
                                  "Przestańcie, naukowcy sę nie kłócą", - jak mawiał słynny szympans Tytus.

                                  Rodzice, którym zdarzyło się mieć nieprzeciętne dziecko, już wiedzą, co maja
                                  zrobić: wyemigrować do Ameryki.

                                  A my dalej dyskutujmy na temat natury ludzkich zdolności i decydującej roli
                                  wczesnej selekcji.

                                  Pozwólcie, że wobec tego wyrażę swoje wątpliwości.

                                  1. Krajem, w którym stosowano wczesną selekcję, był niesławnej pamięci Związek
                                  Radziecki. Mój mąż w czasach studenckich zwiedzał taką szkołe w Nowosybirsku, z
                                  internatem oczywiscie, pełną poważnych kilku-, kilkunastoletnich okularników,
                                  omawiajacych na pauzach problemy szachowe, lub zagadnienia matematyczne.
                                  Kraj miał niewatpliwe sukcesy w naukach związanych z kosmosem, ale na dobrobyt
                                  nijak to się nie przełożyło.
                                  Kochany Związek Radziecki miał niewątpliwie najwyższy w świecie poziom
                                  nauczania przedmiotów ścisłych. I co? I nic.

                                  2. Czyli zdolny człowiek musi mieć możliwość wykorzystania swych zdolności.
                                  Skłodowska w Polsce mogła być najwyżej nauczycielką na pensji, gdyż nie było tu
                                  laboratoriów i przemysłu, który by wykorzystywał osiągnięcia nauki.

                                  3.Ameryka to kraj bogaty, jak wiadomo. Było komu ukraść pierwszy milion, potem
                                  poszło już łatwiej.
                                  Moje watpliwości dotyczą właśnie systemu amerykańskiej edukacji (z systemem
                                  wczesnej selekcji) którym tak się niektórzy zachwycają.
                                  Dlaczego więc społeczeństwo amerykańskie w swej masie jest takie naiwne i wręcz
                                  głupie?
                                  Dlaczego rozsądni ludzie biją na alarm, że wskutek ograniczeń imigracyjnych po
                                  11 września dojdzie wkrótce do zapaści w naukach ścisłych i inżynieryjnych,
                                  które są podstawą rozwoju technologicznego kraju? - artykuł F.Zakaria w
                                  amerykańskim wydaniu tygodnika Newsweek sprzed kilku tygodni.

                                  Bo ponoć ten rozwój opiera się na imigrantach.Pytanie: dlaczego ich system nie
                                  wykorzystuje własnych zasobów? Niewydolny? Przecież ilościowo powinno tych
                                  młodych jajogłowych być mniej wiecej tyle, co w dawnym Sojuzie.

                                  Jednym z haseł wyborczych Busha w poprzedniej kampanii była obietnica, że kazde
                                  amerykańskie dziecko w wieku 10 lat będzie umiało pisać. Ha ha, śmieją się
                                  polscy zerówkowicze.

                                  Dlaczego dzieci polskich imigrantów - nawet tych z prostych robotniczych
                                  rodzin - są zazwyczaj od razu przenoszone o klasę wyżej? I tam też brylują,
                                  mimo początkowych kłopotów jezykowych.

                                  Ktoś powie: bo to są słabe szkoły, z których zabrano najzdolniejszych.
                                  No właśnie, czy to czasem nie jest tak, że zabranie tych "drożdży", którymi są
                                  zdolne dzieci, nie ogłupia całej pozostałej reszty do tego stopnia, że w wieku
                                  dorosłym wierzą w dosłowność opisów biblijnych?

                                  Dziwne to wszystko.




                                  • maksimum Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 06.04.05, 03:43
                                    rycerzowa napisała:

                                    > "Przestańcie, naukowcy sę nie kłócą", - jak mawiał słynny szympans Tytus.
                                    >
                                    > Rodzice, którym zdarzyło się mieć nieprzeciętne dziecko, już wiedzą, co maja
                                    > zrobić: wyemigrować do Ameryki.

                                    Teraz wcale to nie jest konieczne.Ja wyjechalem za komuny,kiedy to w Polsce
                                    bezpartyjnemu nie bylo sily sie przebic.Do tej pory niemal polowa Sejmu to
                                    kolesie partyjni.
                                    W tej chcwili mozna stworzyc dobry system szkolnictwa nie,al w kazdym panstwie
                                    ale trzeba go oprzec na prawidlowej selekcji.

                                    > A my dalej dyskutujmy na temat natury ludzkich zdolności i decydującej roli
                                    > wczesnej selekcji.
                                    >
                                    > Pozwólcie, że wobec tego wyrażę swoje wątpliwości.
                                    >
                                    > 1. Krajem, w którym stosowano wczesną selekcję, był niesławnej pamięci
                                    Związek
                                    > Radziecki. Mój mąż w czasach studenckich zwiedzał taką szkołe w Nowosybirsku,
                                    >z internatem oczywiscie,

                                    I tu jest pierwszy blad,bo kregoslup dziecku ksztaltuja rodzice.

                                    > pełną poważnych kilku-, kilkunastoletnich okularników,
                                    > omawiajacych na pauzach problemy szachowe, lub zagadnienia matematyczne.
                                    > Kraj miał niewatpliwe sukcesy w naukach związanych z kosmosem, ale na
                                    >dobrobyt nijak to się nie przełożyło.

                                    Bo szkol takich bylo niezwykle malo.

                                    > Kochany Związek Radziecki miał niewątpliwie najwyższy w świecie poziom
                                    > nauczania przedmiotów ścisłych. I co? I nic.

                                    Gdyby mial najwyzszy poziom nauczania przedmiotow scislych,to mialby najlepszy
                                    przemysl na swiecie.Wszyscy wiedza,ze ich przemysl to jedno wielkie dziadostwo.
                                    Sprawa wygladala wiec tak,ze najzdolniejszych ludzi zaprzezono do pracy na
                                    rzecz programu kosmicznego i wojskowego,gdy w tym samym czasie przemysl lezal i
                                    kwiczal.

                                    > 2. Czyli zdolny człowiek musi mieć możliwość wykorzystania swych zdolności.
                                    > Skłodowska w Polsce mogła być najwyżej nauczycielką na pensji, gdyż nie było
                                    >tu laboratoriów i przemysłu, który by wykorzystywał osiągnięcia nauki.
                                    >
                                    > 3.Ameryka to kraj bogaty, jak wiadomo. Było komu ukraść pierwszy milion,
                                    >potem poszło już łatwiej.

                                    Ta bajka o kradzionym pierwszym milionie jest pochodzenia polskiego.

                                    > Moje watpliwości dotyczą właśnie systemu amerykańskiej edukacji (z systemem
                                    > wczesnej selekcji) którym tak się niektórzy zachwycają.
                                    > Dlaczego więc społeczeństwo amerykańskie w swej masie jest takie naiwne i
                                    >wręcz głupie?

                                    Dobrze by bylo,gdybys przyklady podawala,bo jesli stopa zyciowa jest tutaj
                                    najwyzsza,to na czym polega,ta wspomniana przez Ciebie "glupota"??

                                    > Dlaczego rozsądni ludzie biją na alarm, że wskutek ograniczeń imigracyjnych
                                    po 11 września dojdzie wkrótce do zapaści w naukach ścisłych i inżynieryjnych,
                                    > które są podstawą rozwoju technologicznego kraju? - artykuł F.Zakaria w
                                    > amerykańskim wydaniu tygodnika Newsweek sprzed kilku tygodni.

                                    Widzisz,w Stanach prasa nie jest ani pierwsza ani druga ani czwarta wladza,jak
                                    to ma miejsce w Polsce.W Stanach istnieje wolnosc slowa i mozesz pisac
                                    wszystko,tak dlugo jak nikogo nie obrazasz.W Innym tygodniku czy dzienniku moze
                                    byc artykul zajmujacy calkowicie odmienne stanowisko niz to w Newsweek'u i nikt
                                    z tego powodu nikt nie rozdziela szat.

                                    > Bo ponoć ten rozwój opiera się na imigrantach.Pytanie: dlaczego ich system
                                    >nie wykorzystuje własnych zasobów?

                                    Czy Bill Gates jest imigrantem????
                                    Czy Michael Dell jest imigrantem????
                                    Dell ,wiesz ten od komputerow!
                                    Pokaz nie na liscie 100 Amerykanow z najwiekszymi osiagnieciami jednego
                                    imigranta.

                                    > Niewydolny? Przecież ilościowo powinno tych
                                    > młodych jajogłowych być mniej wiecej tyle, co w dawnym Sojuzie.

                                    I tak wlasnie jest.

                                    > Jednym z haseł wyborczych Busha w poprzedniej kampanii była obietnica, że
                                    >kazde amerykańskie dziecko w wieku 10 lat będzie umiało pisać. Ha ha, śmieją
                                    >się polscy zerówkowicze.

                                    To chodzilo o dzieci pochodzace z rodzin zdegenerowanych.

                                    > Dlaczego dzieci polskich imigrantów - nawet tych z prostych robotniczych
                                    > rodzin - są zazwyczaj od razu przenoszone o klasę wyżej?

                                    Nie zazwyczaj i nie od razu i nie kazde.
                                    W Stanach 1 sza klasa jest dla 6 latkow a w Polsce dla 7 latkow.
                                    Czyli 7 latek amerykanski chodzi do drugiej klasy.
                                    Znam dziecko amerykanskie z polskiej robotniczej rodziny,ktore ledwo ,ledwo
                                    daje sobie rade.Znam tez kilka innych,ktore nie dawaly sobie rady idac do
                                    szkoly z dzieci amerykanskimi w tym samym wieku.


                                    > I tam też brylują,mimo początkowych kłopotów jezykowych.

                                    Najlepiej by bylo,gdybys tu przyjechala i pokazala takie wlasnie dzieci.
                                    Bo takie opowiesci dziwnej tresci kraza po Polsce i przyprawiaja was o dobre
                                    samopoczucie.A dlaczego nie zastanowisz sie,ze skoro polskie dzieci sa o tyle
                                    madrzejsze od amerykanskich,to zamiast Gates'ow i Dell'ow nie ma wsrod
                                    najlepszych Kowalskich i Malinowskich?????????

                                    > Ktoś powie: bo to są słabe szkoły, z których zabrano najzdolniejszych.
                                    > No właśnie, czy to czasem nie jest tak, że zabranie tych "drożdży", którymi
                                    są zdolne dzieci, nie ogłupia całej pozostałej reszty do tego stopnia, że w
                                    >wieku dorosłym wierzą w dosłowność opisów biblijnych?

                                    Jezus,sw Piotr i apostolowie sa opisywani nie tylko w biblii ale i ksiazkach
                                    historycznych Starozytnego Rzymu.Zrodel opisujach ich zycie jest tak duzo,ze
                                    nikt nie podaza tego,ze to jest nasza historia.

                                    > Dziwne to wszystko.

                                    Przy blizszym poznaniu staje sie latwiejsze do zaakceptowania.
                                  • diagnosta7 Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 06.04.05, 19:46
                                    >Rodzice, którym zdarzyło się mieć nieprzeciętne dziecko, już wiedzą, co maja
                                    >zrobić: wyemigrować do Ameryki.

                                    Radzilabym uwazac przy wyborze stanu, bo można się ciezko rozczarowac.


                                    >1. Krajem, w którym stosowano wczesną selekcję, był niesławnej pamięci Związek
                                    >Radziecki. Mój mąż w czasach studenckich zwiedzał taką szkołe w Nowosybirsku,
                                    z
                                    >internatem oczywiscie, pełną poważnych kilku-, kilkunastoletnich okularników,
                                    >omawiajacych na pauzach problemy szachowe, lub zagadnienia matematyczne.
                                    >Kraj miał niewatpliwe sukcesy w naukach związanych z kosmosem, ale na dobrobyt
                                    >nijak to się nie przełożyło.
                                    >Kochany Związek Radziecki miał niewątpliwie najwyższy w świecie poziom
                                    >nauczania przedmiotów ścisłych. I co? I nic.

                                    Nic, ponieważ ekonomia socjalizmu była fikcja. Na nic się tej intelektualnej
                                    mocy nie dalo przelozyc. Jeżeli w ogole taki ma być cel „selekcji”.

                                    >2. Czyli zdolny człowiek musi mieć możliwość wykorzystania swych zdolności.
                                    >Skłodowska w Polsce mogła być najwyżej nauczycielką na pensji, gdyż nie było
                                    tu
                                    >laboratoriów i przemysłu, który by wykorzystywał osiągnięcia nauki.

                                    To oczywieste, ze bez odpowiednich warunkow nie wykorzysta się zdolnosci.
                                    Przykład Sklodowskiej jest o tyle reprezentatywny, ze we Francji miala o niebo
                                    lepsze mozliwosci rozwoju, ale o tyle niereprezentatywny, ze przede wszystkim
                                    nie było wtedy Polski. Po drugie były to także czasy, w których kobiety dopiero
                                    probowaly się emancypowac i Sklodowska nawet w postepowej Francji miala
                                    klopoty z przebiciem się.

                                    >3.Ameryka to kraj bogaty, jak wiadomo. Było komu ukraść pierwszy milion, potem
                                    >poszło już łatwiej.
                                    >Moje watpliwości dotyczą właśnie systemu amerykańskiej edukacji (z systemem
                                    >wczesnej selekcji) którym tak się niektórzy zachwycają.

                                    To naprawde nie jest powszechne na poziomie podstawowym. System amerykanski
                                    jest pelen wewnetrznych sprzecznosci. Gubia się pomiedzy stwierdzeniami, ze
                                    wszystkie dzieci sa rowne i elitarnym ksztalceniem, parciem do mistrzostwa w
                                    sporcie i „dziękujemy wszystkim uczestnikom zawodow”cryingbez pogratulowania
                                    zwyciezcy). Swiadomi zapoznien w nauczaniu przedmiotow scislych, wprowadzaja
                                    programy matematyczne ponizej wszelkich standardow. Jeżeli nie będzie dobrej,
                                    powszechnej edukacji, faworyzowani będą bogaci(poszukaja lepszej oferty gdzie
                                    indziej) i rozwarstwienie, nie tylko finansowe, ale i intelektualne, będzie się
                                    potegowac. Moim zdaniem dotyczy to wszystkich krajow.

                                    >Dlaczego więc społeczeństwo amerykańskie w swej masie jest takie naiwne i
                                    wręcz
                                    >głupie?

                                    Ponieważ istnieje juz wielkie rozwarstwienie i sa regiony inteligencko –bogate,
                                    które zyja w innym swiecie niż masy biednie-niewyksztalcone. A masa to
                                    wiekszosc (także i w naszym kraju). Bo jak nie można czegos zrozumiec,
                                    ogarnac, to się upraszcza. Czesto z racji poczucia wielkomocarstwowosci nie
                                    czuja potrzeby konfrontowania stanowisk, czy poznawania innych kultur (to
                                    oczywiście generalizacja, bo sporo tu ludzi otwartych i wszechstronnie
                                    wyksztalconych), nawet ci doskonale wyedukowani. Ma jednak prawo wstrzasac
                                    fakt, ze kiedy Bush ruszal na wojne z Irakiem ponad 75% spoleczenstwa nie
                                    potrafilo zlokalizowac wrogiego kraju na mapie.

                                    >Dlaczego rozsądni ludzie biją na alarm, że wskutek ograniczeń imigracyjnych po
                                    >11 września dojdzie wkrótce do zapaści w naukach ścisłych i inżynieryjnych,
                                    >które są podstawą rozwoju technologicznego kraju? - artykuł F.Zakaria w
                                    >amerykańskim wydaniu tygodnika Newsweek sprzed kilku tygodni.

                                    Czytalam podobny paniczny artykul kilka miesiecy temu, bodajze w Wall Street
                                    Journal, o odplywie zagranicznych studentow np. na Wyspy Brytyjskie z sugestia
                                    zmiany polityki imigracyjnej. Już dzis 50% doktoratow w naukach inzynieryjnych
                                    należy do przyjezdnych.

                                    >Bo ponoć ten rozwój opiera się na imigrantach.Pytanie: dlaczego ich system nie
                                    >wykorzystuje własnych zasobów? Niewydolny? Przecież ilościowo powinno tych
                                    >młodych jajogłowych być mniej wiecej tyle, co w dawnym Sojuzie.

                                    Czesciowo wlasne, ale rzeczywiscie bez naplywowych by się nie obylo.Po prostu
                                    wykorzystuja gotowy narybek-już wyksztalceni gdzies tam ludzie, gotowi do
                                    drenazu mozgow, ale w zamian dostaja wyjatkowe warunki do pracy, nauki,
                                    rozwoju.Widze to wiec jako naczynia polaczone:Ameryka nie może rozwijac się bez
                                    zagranicy, a ci przyjezdni korzystaja z rozwinietej bazy. Interes, można rzec,
                                    jest obopolny.

                                    >Jednym z haseł wyborczych Busha w poprzedniej kampanii była obietnica, że
                                    kazde
                                    >amerykańskie dziecko w wieku 10 lat będzie umiało pisać. Ha ha, śmieją się
                                    >polscy zerówkowicze.

                                    Chodzi mu o zasypywanie roznic, glownie rasowych, a przy okazji tego, rownanie
                                    w dol, niestety.

                                    >Dlaczego dzieci polskich imigrantów - nawet tych z prostych robotniczych
                                    >rodzin - są zazwyczaj od razu przenoszone o klasę wyżej? I tam też brylują,
                                    >mimo początkowych kłopotów jezykowych.

                                    Poczatkowa i czesciowo srednia edukacja jest po prostu kiepska(nie znaczy to,
                                    ze nie ma wyjatkow). Najlepsze w klasie sa zazwyczaj dzieci koreanskie,
                                    chinskie, rosyjskie, polskie, hinduskie...Sa i amerykanskie, ale dzieci innych
                                    narodowosci bryluja. Inaczej jest z dziecmi emigrantow, które chodzily malo
                                    lub wcale do szkoly w ojczystm kraju, np.Meksyk.

                                    >Ktoś powie: bo to są słabe szkoły, z których zabrano najzdolniejszych.
                                    >No właśnie, czy to czasem nie jest tak, że zabranie tych "drożdży", którymi są
                                    >zdolne dzieci, nie ogłupia całej pozostałej reszty do tego stopnia, że w wieku
                                    >dorosłym wierzą w dosłowność opisów biblijnych?

                                    Tu nie mowimy o dobrych, zdolnych uczniach, którzy stymuluja poziom w klasie
                                    (tez powinni mieć dostosowany program), ale o wybitnych, którzy do klasy nie
                                    pasuja. Ani oni, ani nikt inny w „zwyklych” warunkach pozytku z takiej
                                    koegzystencji miec nie będzie. Jak się „drozdzom” nie da wyrosnac ,to się
                                    zepsuja.



                                    • maksimum Re: KULTURA STYMULUJE NARODZENIE GENIUSZA 07.04.05, 02:24
                                      diagnosta7 napisała:

                                      > To naprawde nie jest powszechne na poziomie podstawowym. System amerykanski
                                      > jest pelen wewnetrznych sprzecznosci. Gubia się pomiedzy stwierdzeniami, ze
                                      > wszystkie dzieci sa rowne i elitarnym ksztalceniem, parciem do mistrzostwa w
                                      > sporcie i „dziękujemy wszystkim uczestnikom zawodow”cryingbez pogratulow
                                      > ania
                                      > zwyciezcy). Swiadomi zapoznien w nauczaniu przedmiotow scislych, wprowadzaja
                                      > programy matematyczne ponizej wszelkich standardow.

                                      Teraz juz powinnas smielej powiedziec,ze w NASA pracuja sami imigranci a
                                      komputer i internet tez imigranci wynalezli.


                                      > Czesciowo wlasne, ale rzeczywiscie bez naplywowych by się nie obylo.Po prostu
                                      > wykorzystuja gotowy narybek-już wyksztalceni gdzies tam ludzie, gotowi do
                                      > drenazu mozgow, ale w zamian dostaja wyjatkowe warunki do pracy, nauki,
                                      > rozwoju.Widze to wiec jako naczynia polaczone:Ameryka nie może rozwijac się
                                      bez zagranicy, a ci przyjezdni korzystaja z rozwinietej bazy. Interes, można
                                      >rzec, jest obopolny.

                                      Powiedzmy sobie szczerze,ze place na uczelniach sa stosunkowo niskie w
                                      porownaniu z tym co proponuje przemysl i dlatego imigranci tak dobrze przyjmuja
                                      sie na uczelniach.


                                      > Poczatkowa i czesciowo srednia edukacja jest po prostu kiepska(nie znaczy to,
                                      > ze nie ma wyjatkow). Najlepsze w klasie sa zazwyczaj dzieci koreanskie,
                                      > chinskie, rosyjskie, polskie, hinduskie...

                                      Mowisz o szkolach publicznych,zapominajac o katolickich i prywatnych.
                                      Do katolickich chodza Wlosi,Irlandczycy,Polacy,dlatego wlasnie Wlosi nie
                                      kroloja w publicznych.
                                      Poza tym mowisz o szkolach w biednych dzielnicach.


                                      >Sa i amerykanskie, ale dzieci innych narodowosci bryluja. Inaczej jest z
                                      dziecmi emigrantow, które chodzily malo lub wcale do szkoly w ojczystm kraju,
                                      >np.Meksyk.

                                      Dochod narodowy w Meksyku na glowe jest wyzszy niz w Polsce i ci
                                      Meksykanie ,ktorzy przyjezdzaja do Stanow,sa przewaznie z biednych wioch.


                                      > Tu nie mowimy o dobrych, zdolnych uczniach, którzy stymuluja poziom w klasie
                                      > (tez powinni mieć dostosowany program), ale o wybitnych, którzy do klasy nie
                                      > pasuja. Ani oni, ani nikt inny w „zwyklych” warunkach pozytku z ta
                                      > kiej koegzystencji miec nie będzie. Jak się „drozdzom” nie da wyrosnac ,
                                      > to się zepsuja.

                                      Wsrod uczniow jest to samo,co wsrod doroslych:geniusze,klasa srednia i
                                      slabeusze.Dbac trzeba nie tylko o geniuszy ale o tych dobrych tez,bo to oni
                                      stanowia trzon spoleczenstwa.
                                      Jak ktos sie nie umie w szkole sprawdzic,to nie ma sensu go tam na sile wysylac
                                      jak mialo to miejsce z tym Indianinem w Minesocie.
                                • to_ja_a Bush jest slynny ze swoich gaf 06.04.05, 17:05
                                  > Na bledy mozna sobie pozwolic przed 35 rokiem zycia,ale pozniej sa one juz
                                  > niewybaczalne,dlatego Clinton popelnil sporo prosciutkich bledow bedac juz
                                  > prezydentem a Bush ich nie popelnia.

                                  Pozwalam sobie zacytowac dosyc zabawny fragment artykulu z "Tygodnika Powszechnego", ktory
                                  stawia nieco inna teze:

                                  Otóż Stany Zjednoczone to kraj, gdzie ludzie imponują innym nie liczbą przeczytanych książek, ale
                                  ilością zer na koncie bankowym. W USA trzeba znać perfekcyjnie własny zawód ? i nic więcej. Dlatego
                                  nikogo tu nie szokuje świetny informatyk, który nie wie, gdzie leży Szwecja.
                                  Problem staje się poważniejszy, gdy dotyczy polityków, zwłaszcza odpowiedzialnych za kontakty z
                                  resztą świata. Prezydent George W. Bush wyświadczył wielką przysługę Osamie bin Ladenowi, gdy w
                                  drugim przemówieniu po ataku 11 września mówił o ?krucjacie przeciw terroryzmowi?, nie zdając
                                  sobie sprawy, że Arabom słowo ?krucjata? kojarzy się z wojnami krzyżowymi. Potem odrobił jednak
                                  przyspieszoną lekcję i podczas modłów w katedrze narodowej stanął u boku duchownych
                                  muzułmańskich. Dzisiaj dobrze wie też, jak nazywa się prezydent Pakistanu, a jeszcze rok temu nie
                                  miał o tym pojęcia. 
                                  Gdy podczas kampanii wyborczej Bush popełniał gafę za gafą (np. mieszkańców Grecji nazwał
                                  ?Grecjanami?), jego zwolennicy mówili: prezydent musi mieć wizję, od szczegółów są doradcy. W tym
                                  kontekście wywiad doradcy prezydenta ds. międzynarodowych Condoleezy Rice dla ?New York Timesa?
                                  i ?USA Today? mroził krew w żyłach. Rice powiedziała, że ?Iran próbuje rozprzestrzenić
                                  fundamentalizm wśród talibów? i ?idzie w tym ręka w rękę z Pakistanem?. Doradca prezydenta powinna
                                  wiedzieć, że Iran jako państwo szyitów jest wrogie Afganistanowi i Pakistanowi, czyli krajom
                                  sunnickim. 

                                  www.tygodnik.com.pl/numer/276224/geremek.html
                                  • maksimum Re: Bush jest slynny ze swoich gaf 07.04.05, 02:39
                                    to_ja_a napisała:

                                    > > Na bledy mozna sobie pozwolic przed 35 rokiem zycia,ale pozniej sa one ju
                                    > z niewybaczalne,dlatego Clinton popelnil sporo prosciutkich bledow bedac ju
                                    > z prezydentem a Bush ich nie popelnia.
                                    >
                                    > Pozwalam sobie zacytowac dosyc zabawny fragment artykulu z "Tygodnika
                                    >Powszechnego", ktory stawia nieco inna teze:

                                    I zaraz wyjdzie na jaw,ze polski dziennikarz jest madrzejszy od prezydenta
                                    amerykanskiego.
                                    Jesli dziennikarze w Polsce sa tak genialni,to dlaczego caly swiat
                                    dziennikarski nie jest zapchany polskimi nazwiskami???

                                    > Otóż Stany Zjednoczone to kraj, gdzie ludzie imponują innym nie liczbą
                                    przeczytanych książek, ale
                                    > ilością zer na koncie bankowym. W USA trzeba znać perfekcyjnie własny zawód ?
                                    i nic więcej. Dlatego
                                    > nikogo tu nie szokuje świetny informatyk, który nie wie, gdzie leży Szwecja.

                                    Jak Amerykanin chce dowiedziec sie cos o Szwecji,to kupuje bilet i tam leci,a
                                    intelektualny Polak wodzi palcem po atlasie.

                                    > Problem staje się poważniejszy, gdy dotyczy polityków, zwłaszcza
                                    odpowiedzialnych za kontakty z
                                    > resztą świata. Prezydent George W. Bush wyświadczył wielką przysługę Osamie
                                    bin Ladenowi, gdy w
                                    > drugim przemówieniu po ataku 11 września mówił o ?krucjacie przeciw
                                    terroryzmowi?, nie zdając
                                    > sobie sprawy, że Arabom słowo ?krucjata? kojarzy się z wojnami krzyżowymi.

                                    Ja to uwielbiam takich intelektualistow,ktorzy wyciagaja daleko idace wnioski,z
                                    nic nie znaczacego gadania,natomiast nie potrafia prostych wnioskow wyciagnac z
                                    faktow.
                                    Faktem jest,ze armia czerwona walczyla 10 lat w Afganistanie i z pomoca armii
                                    afganskiej udalo im sie utrzymac stolice kraju i 20 okolicznych wsi.
                                    Przyszla armia amerykanska i w 3 miesiace pokonala armie afganska i talibanska
                                    razem wziete.
                                    Potrafisz jakis wniosek z tego wyciagmnac?


                                    > Potem odrobił jednak
                                    > przyspieszoną lekcję i podczas modłów w katedrze narodowej stanął u boku
                                    duchownych
                                    > muzułmańskich. Dzisiaj dobrze wie też, jak nazywa się prezydent Pakistanu, a
                                    >jeszcze rok temu nie miał o tym pojęcia.

                                    Moze mial,moze nie mial,w kazdym razie ani Ty ani polscy dziennikarze wszyscy
                                    razem wzieci nie sa w stanie w niczym dorownac prezydentowi USA.
                                     
                                    > Gdy podczas kampanii wyborczej Bush popełniał gafę za gafą (np. mieszkańców
                                    Grecji nazwał
                                    > ?Grecjanami?),jego zwolennicy mówili: prezydent musi mieć wizję, od szczegółów
                                    > są doradcy. W tym
                                    > kontekście wywiad doradcy prezydenta ds. międzynarodowych Condoleezy Rice
                                    dla ?New York Timesa?
                                    > i ?USA Today? mroził krew w żyłach. Rice powiedziała, że ?Iran próbuje
                                    rozprzestrzenić
                                    > fundamentalizm wśród talibów? i ?idzie w tym ręka w rękę z Pakistanem?.
                                    Doradca prezydenta powinna
                                    > wiedzieć, że Iran jako państwo szyitów jest wrogie Afganistanowi i
                                    >Pakistanowi,czyli krajom sunnickim. 

                                    Ty tez powinienes wiedziec,ze fundamentalizm w kazdej z tych religii jest
                                    grozny.

                                    > www.tygodnik.com.pl/numer/276224/geremek.html
                                    • maksimum TYLKO 15% AMERYKANOW MA PASZPORT !!! 07.04.05, 02:47

                                      "Amerykanie sami lubią opowiadać dowcipy o własnej niewiedzy na temat innych
                                      kontynentów. Mało ciągnie ich w świat, bo uważają swój kraj za najwspanialszy.
                                      Tylko 15 proc. obywateli USA ma paszport."

                                      Przydaloby sie przy tym dodac,ze USA jest wieksze niz cala EU,w sklad ktorej
                                      wchodzi ze 25 krajow.
                                      Pewno nikt o tym nie w Polsce,ale Amerykanin nie potrzebuje paszportu,zeby
                                      pojechac do Meksyku i Canady oraz na Bermudy i do Panamy.Do tych krajow jezdzi
                                      sie na prawo jazdy.
                                    • to_ja_a Re: Bush jest slynny ze swoich gaf 07.04.05, 10:29
                                      maksimum napisał:
                                      > Jak Amerykanin chce dowiedziec sie cos o Szwecji,to kupuje bilet i tam leci,a
                                      > intelektualny Polak wodzi palcem po atlasie.

                                      Zeby gdzies poleciec, trzeba najpierw wiedziec o istnieniu tego miejsca. Rozumiem, ze masz
                                      kompleksy, bo dla przecietnego Amerykanina Polska jest czescia Rosji, a wielu nie ma pojecia o
                                      istnieniu tego kraiku.

                                      > Faktem jest,ze armia czerwona walczyla 10 lat w Afganistanie i z pomoca armii
                                      > afganskiej udalo im sie utrzymac stolice kraju i 20 okolicznych wsi.
                                      > Przyszla armia amerykanska i w 3 miesiace pokonala armie afganska i talibanska
                                      > razem wziete.

                                      A od ilu to juz lat ci geniusze nie moga sobie poradzic z malym (dla nich i dla Ciebie) i slabym Irakiem?
                                      A Wietnam? A Korea?
                                      • rycerzowa Re: Bush jest slynny ze swoich gaf 07.04.05, 11:51
                                        Ludzie! Czy dyskutujemy o Ameryce, czy o tym , jak pomóc naszym zdolnym
                                        dzieciom?

                                        Przypadek dyskutanta o nicku Maximum jest typowy dla amerykańskich imigrantów z
                                        Polski, którzy za wszelką cenę chcą przekonać siebie i innych, że dobrze
                                        zrobili emigrując stąd. Wyluzuj się, rodaku. Dobrze zrobiłeś, naprawdę!

                                        Tylko nie opowiadaj, że powodem niepowodzeń w Polsce była twoja bezpartyjność,
                                        bo te kombatanckie bajki to tylko młodzieży mozna opowiadać,a nie ludziom,
                                        którzy pamietają tamte czasy.
                                        Partyjność była istotna w karierze urzędniczej, nie naukowej.

                                        Ameryka to kraj wielkich możliwości i akurat mnie nie trzeba o tym przekonywać.
                                        Punktem odniesienia dla nas nie jest "wspaniała" Polska, bo tu rzeczywiście
                                        jest bieda i zacofanie. Nawet najlepsze szkolnictwo nie rozwiąże problemu, gdy
                                        gospodarka jest niewydolna, gdy nie ma dobrze wyposażonych laboratoriów,
                                        środkow na badania, a przede wszystkim nowoczesnego przemysłu. To jest właśnie
                                        przyczyna, dla której wysoki poziom nauczania w ZSRR nie przełożył się na
                                        dobrobyt.
                                        "Gospodarka, głupku!"
                                        To jest cytat, prosze sie nie obrażać, proszę nie myśleć linearnie.
                                        O tym ukradzionym milionie też pisałam symbolicznie. Ekonomista rozumie przez
                                        to te dobra, które zostały zagarnięte podczas ekspansji.Konkretnie, to są np.
                                        te bizony, które zjedzono.

                                        Artykuł w Newsweeku( tym angielskojęzycznym, nie w polskim szmatławcu) nie
                                        wyrażał prywatnych poglądów pana redaktora, ale napisany został na podstawie
                                        oficjalnych raportów.

                                        Amerykanie są najlepsi w biznesie, na czele ze sławnym Billem Gatesem.
                                        Mają pieniadze, mogą kupić mądrych ludzi i czynią to.

                                        Ze społeczeństwo amerykańskie w swej masie jest durne, to każdy widzi. Pierwszy
                                        z brzegu przykład to poziom ich rozrywki - poznać głupiego po śmiechu jego.

                                        W zadnym innym cywilizowanym kraju nie ogłasza się oficjalnie, że świat został
                                        stworzony dokładnie w 7 dni, nie domaga się wycofania nauki o ewolucji ze
                                        szkół.

                                        Najwyższe wskażniki poziomu życia mają kraje skandynawskie, nie Ameryka. Czy
                                        jest ktos na forum, kto zna systemy edukacji tych krajów?

                                        Globalizacja oznacza w istocie amerykanizację. Powoli wszyscy zmierzamy w tym
                                        kierunku. Czytajmy zatem uważnie, co pisze Maximum i jemu podobni, żeby
                                        wiedzieć, co nas czeka.
                                        ( Wielu chetnie zapłaciłoby ogólnonarodową głupotą za dobrobyt. Niestety, nie
                                        ma komu "ukraść" tego pierwszego miliona, nie możemy powtórzyć amerykańskiej
                                        drogi.)

                                        Dla tych, którzy w edukacji odrzucają tzw. encyklopedyczną wiedzę, mam taki
                                        argument, że pusta głowa nie myśli. Musi tam być pewne kwantum informacji.
                                        Gdyby prezydent Bush i jego świta otrzymali odpowiednie wykształcenie w
                                        dziedzinie geografii,historii, socjologii, psychologii społecznej, wiedzieliby,
                                        jakich ekspertyz zażądać,aby rozeznać przyszłe problemy. Moze wtedy lepiej
                                        przygotowaliby misję iracką.
                                        Trzeba po prostu coś wiedzieć, aby rozumieć, że się nie wie i czego się nie wie.

                                        • maksimum Re: Bush jest slynny ze swoich gaf 07.04.05, 16:51
                                          rycerzowa napisała:

                                          > Ludzie! Czy dyskutujemy o Ameryce, czy o tym , jak pomóc naszym zdolnym
                                          > dzieciom?
                                          >
                                          > Przypadek dyskutanta o nicku Maximum jest typowy dla amerykańskich imigrantów
                                          z Polski, którzy za wszelką cenę chcą przekonać siebie i innych, że dobrze
                                          > zrobili emigrując stąd. Wyluzuj się, rodaku. Dobrze zrobiłeś, naprawdę!
                                          >
                                          > Tylko nie opowiadaj, że powodem niepowodzeń w Polsce była twoja
                                          bezpartyjność,
                                          > bo te kombatanckie bajki to tylko młodzieży mozna opowiadać,a nie ludziom,
                                          > którzy pamietają tamte czasy.
                                          > Partyjność była istotna w karierze urzędniczej, nie naukowej.

                                          Wymien kilku rektorow,ktorzy byli bezpartyjni.
                                          Pamietam tych doktorantow,doktorow i dziekanow mieszkajacych na Jelonkach.
                                          Ile to ta kadra naukowa zarabiala wtedy?

                                          > Ameryka to kraj wielkich możliwości i akurat mnie nie trzeba o tym
                                          przekonywać.
                                          > Punktem odniesienia dla nas nie jest "wspaniała" Polska, bo tu rzeczywiście
                                          > jest bieda i zacofanie. Nawet najlepsze szkolnictwo nie rozwiąże problemu,
                                          gdy gospodarka jest niewydolna, gdy nie ma dobrze wyposażonych laboratoriów,
                                          > środkow na badania, a przede wszystkim nowoczesnego przemysłu. To jest
                                          właśnie
                                          > przyczyna, dla której wysoki poziom nauczania w ZSRR nie przełożył się na
                                          > dobrobyt.
                                          > "Gospodarka, głupku!"
                                          > To jest cytat, prosze sie nie obrażać, proszę nie myśleć linearnie.
                                          > O tym ukradzionym milionie też pisałam symbolicznie. Ekonomista rozumie przez
                                          > to te dobra, które zostały zagarnięte podczas ekspansji.Konkretnie, to są np.
                                          > te bizony, które zjedzono.

                                          Bizonami odzywiali sie Indianie,a biali zabijali bizony by pozbyc sie Indian.

                                          > Artykuł w Newsweeku( tym angielskojęzycznym, nie w polskim szmatławcu) nie
                                          > wyrażał prywatnych poglądów pana redaktora, ale napisany został na podstawie
                                          > oficjalnych raportów.
                                          >
                                          > Amerykanie są najlepsi w biznesie, na czele ze sławnym Billem Gatesem.
                                          > Mają pieniadze, mogą kupić mądrych ludzi i czynią to.
                                          >
                                          > Ze społeczeństwo amerykańskie w swej masie jest durne, to każdy widzi.
                                          Pierwszy
                                          > z brzegu przykład to poziom ich rozrywki - poznać głupiego po śmiechu jego.
                                          > W zadnym innym cywilizowanym kraju nie ogłasza się oficjalnie, że świat
                                          został
                                          > stworzony dokładnie w 7 dni, nie domaga się wycofania nauki o ewolucji ze
                                          > szkół.

                                          Nauka o ewolucji nie zostala wycofana ze szkol,a wolnosc polega na tym,ze jak
                                          ktos chce ja wycofac,to moze publicznie tego zadac.
                                          W Polsce taka osoba uznana by zostala za wyryjata.

                                          > Najwyższe wskażniki poziomu życia mają kraje skandynawskie, nie Ameryka.

                                          Po co klamac,jak mozna zajrzec do statystyk?

                                          www.nationmaster.com/graph-T/eco_gdp_ppp_cap
                                          > Czy jest ktos na forum, kto zna systemy edukacji tych krajów?

                                          Jest tak samo "lepszy" jak i poziom zycia.

                                          > Globalizacja oznacza w istocie amerykanizację. Powoli wszyscy zmierzamy w tym
                                          > kierunku. Czytajmy zatem uważnie, co pisze Maximum i jemu podobni, żeby
                                          > wiedzieć, co nas czeka.
                                          > ( Wielu chetnie zapłaciłoby ogólnonarodową głupotą za dobrobyt. Niestety, nie
                                          > ma komu "ukraść" tego pierwszego miliona, nie możemy powtórzyć amerykańskiej
                                          > drogi.)
                                          >
                                          > Dla tych, którzy w edukacji odrzucają tzw. encyklopedyczną wiedzę, mam taki
                                          > argument, że pusta głowa nie myśli. Musi tam być pewne kwantum informacji.
                                          > Gdyby prezydent Bush i jego świta otrzymali odpowiednie wykształcenie w
                                          > dziedzinie geografii,historii, socjologii, psychologii społecznej,
                                          wiedzieliby,
                                          > jakich ekspertyz zażądać,aby rozeznać przyszłe problemy. Moze wtedy lepiej
                                          > przygotowaliby misję iracką.

                                          A dlaczego Polska nie wyzwolila Iraku sama,albo z pomoca Czech i Slowacji?
                                          Co byl za powod,zeby czekac na USA?????
                                          Zeby sie nie okazalo,ze tylko w gadaniu jestescie madrzejsi.

                                          > Trzeba po prostu coś wiedzieć, aby rozumieć, że się nie wie i czego się nie
                                          >wie .

                                          Tego,to juz zupelnie nie rozumiem.

                                      • maksimum Re: Bush jest slynny ze swoich gaf 07.04.05, 16:57
                                        to_ja_a napisała:

                                        > maksimum napisał:
                                        > > Jak Amerykanin chce dowiedziec sie cos o Szwecji,to kupuje bilet i tam le
                                        > ci,a intelektualny Polak wodzi palcem po atlasie.
                                        >
                                        > Zeby gdzies poleciec, trzeba najpierw wiedziec o istnieniu tego miejsca.
                                        >Rozumiem, ze masz kompleksy,

                                        Zle rozumiesz,bo nie mam zadnych kompleksow.

                                        > bo dla przecietnego Amerykanina Polska jest czescia Rosji, a wielu n
                                        > ie ma pojecia o istnieniu tego kraiku.
                                        >
                                        > > Faktem jest,ze armia czerwona walczyla 10 lat w Afganistanie i z pomoca a
                                        > rmii afganskiej udalo im sie utrzymac stolice kraju i 20 okolicznych wsi.
                                        > > Przyszla armia amerykanska i w 3 miesiace pokonala armie afganska i talib
                                        > anska razem wziete.
                                        >
                                        > A od ilu to juz lat ci geniusze nie moga sobie poradzic z malym (dla nich i
                                        >dla Ciebie) i slabym Irakiem?

                                        To nie zauwazylas,ze tam juz wolne wobory sie odbyly?
                                        Tak z ciekawosci spytam:Masz juz 15 lat,czy Ci troche brakuje?

                                        > A Wietnam? A Korea?

                                        Wietnamczycy w dalszym ciagu biede klepia,a Koreanczycy ci madrzejsi zyja duzo
                                        lepiej niz Polacy.
                                        • diagnosta7 Re: Bush jest slynny ze swoich gaf 07.04.05, 17:31
                                          >Zobacz zyciorys Clintona,gdzie on studiowal i zainteresuj sie gdzie studiuje
                                          >jego corka.

                                          Co z tego wynika? Glupi Clinton(jak twierdzisz) podniosl poziom brytyjskich
                                          uczelni?

                                          >Teraz juz powinnas smielej powiedziec,ze w NASA pracuja sami imigranci a
                                          >komputer i internet tez imigranci wynalezli.

                                          Nie sami,ale pracuja (co najmniej jeden Polak).
                                          Pisze o podstawowym poziomie szkolnictwa.Jeśli masz jakies dane,ze jest ono
                                          przodujace (szczególnie nauki scisle) w swiecie, chetnie się zapoznam.


                                          >Powiedzmy sobie szczerze,ze place na uczelniach sa stosunkowo niskie w
                                          >porownaniu z tym co proponuje przemysl i dlatego imigranci tak dobrze
                                          >przyjmuja
                                          >sie na uczelniach.

                                          No tak, bo przeciez wszyscy Amerykanie ciezkie pieniadze zarabiaja w przemysle,
                                          a emigranci do poslednich robot. Przeciez żaden Amerykanin nie zostalby
                                          profesorem na uczelni, bo taka pensja godnosci ludzkiej uwlacza. A poza tym
                                          dopiero twierdziles, ze Ameryka wcale przyjezdnych naukowcow nie
                                          potrzebuje.Kompletny misz-masz.


                                          >Mowisz o szkolach publicznych,zapominajac o katolickich i prywatnych.
                                          >Do katolickich chodza Wlosi,Irlandczycy,Polacy,dlatego wlasnie Wlosi nie
                                          >kroloja w publicznych.
                                          >Poza tym mowisz o szkolach w biednych dzielnicach.

                                          Nie mowie o szkolach w biednych dzielnicach. Dzieci emigrantow ucza się również
                                          w dobrych szkolach.
                                          Katolickie szkoly bywaja często gorsze od publicznych, a i publiczna publicznej
                                          nierowna. Prywatne zas sa albo elitarne albo reprezentuja zenujacy poziom.


                                          >Dochod narodowy w Meksyku na glowe jest wyzszy niz w Polsce i ci
                                          >Meksykanie ,ktorzy przyjezdzaja do Stanow,sa przewaznie z biednych wioch.

                                          Ja nic do Meksyku nie mam, nie musisz ich bronic.To był zwykly przykład, bo
                                          stamtad glownie wyjezdza biedota. Może być przykład Peru, jeśli to mniej Cie
                                          rozjatrzy.


                                          >Wsrod uczniow jest to samo,co wsrod doroslych:geniusze,klasa srednia i
                                          >slabeusze.Dbac trzeba nie tylko o geniuszy ale o tych dobrych tez,bo to oni
                                          >stanowia trzon spoleczenstwa.

                                          Jeszcze niedawno to byli gamonie, a teraz „trzon”.
                                          Tak się zapierales i cudzym zdaniem gardziles, a teraz opinie powtarzasz. Co
                                          troche zmiana frontu.

                                          >Jak ktos sie nie umie w szkole sprawdzic,to nie ma sensu go tam na sile
                                          wysylac
                                          >jak mialo to miejsce z tym Indianinem w Minesocie.

                                          Najlepiej eliminowac nieprzystosowanych do zycia w spoleczenstwie.


                                          >"Amerykanie sami lubią opowiadać dowcipy o własnej niewiedzy na temat innych
                                          >kontynentów. Mało ciągnie ich w świat, bo uważają swój kraj za najwspanialszy.
                                          >Tylko 15 proc. obywateli USA ma paszport."

                                          Piszesz,ze nie lubia wyjezdzac, a przedtem,ze w praktyce trenuja umiejetnosci
                                          geograficzne.

                                          >Przydaloby sie przy tym dodac,ze USA jest wieksze niz cala EU,w sklad ktorej
                                          >wchodzi ze 25 krajow.
                                          >Pewno nikt o tym nie w Polsce,ale Amerykanin nie potrzebuje paszportu,zeby
                                          >pojechac do Meksyku i Canady oraz na Bermudy i do Panamy.Do tych krajow jezdzi
                                          >sie na prawo jazdy.

                                          A jak tam panie na Bermudach z ksztalceniem geniuszy?
                                          • maksimum JA CI POWIEM JAK TO BYLO NA STUDIACH.20-40/godz 08.04.05, 04:14
                                            diagnosta7 napisała:

                                            > >Zobacz zyciorys Clintona,gdzie on studiowal i zainteresuj sie gdzie studiu
                                            > je jego corka.
                                            >
                                            > Co z tego wynika? Glupi Clinton(jak twierdzisz) podniosl poziom brytyjskich
                                            > uczelni?

                                            Ja Ci chyba juz mowilem na moim przykladzie,ze p0rawdziwe zycie zaczyna sie po
                                            20stce i najczesciej po studiach.Skonczenie dobrych studiow o niczym jeszcze
                                            nie swiadczy,bo to jest dopiero poczatek doroslego zycia.Mozna skonczyc studia
                                            i usiasc na doopie,przestajac sie rozwijac,co widac dosc dobrze po Clintonie.

                                            > >Teraz juz powinnas smielej powiedziec,ze w NASA pracuja sami imigranci a
                                            > >komputer i internet tez imigranci wynalezli.
                                            >
                                            > Nie sami,ale pracuja (co najmniej jeden Polak).
                                            > Pisze o podstawowym poziomie szkolnictwa.Jeśli masz jakies dane,ze jest ono
                                            > przodujace (szczególnie nauki scisle) w swiecie, chetnie się zapoznam.

                                            Nie mozesz sie zapoznac,bo dane statystyczne dotycza szkol publicznych,a bardzo
                                            duzo zdolnej mlodziezy chodzi do szkol prywatnych lub katolickich czy innych
                                            wyznan.
                                            W krajach skandynawskich czy Polsce,gdzie ludnosc lokalna stanowi monolit nie
                                            musisz korzystac z prywatnego szkolnictwa i najlepsze uczelnie w Polsce sa
                                            panstwowe.W Stanach najlepsze szkolnictwo jest prywatne.W szkolach publicznych
                                            jest bardzo duze zroznicowanie poziomow,w zaleznosci od tego w jakiej dzielnicy
                                            jest szkola.W NYC jesli w podstawowce nie zalapiesz sie na program dla
                                            gifted,to juz przyjecia do J.H. jest na podstawie konkursu swiadectw.

                                            > >Powiedzmy sobie szczerze,ze place na uczelniach sa stosunkowo niskie w
                                            > >porownaniu z tym co proponuje przemysl i dlatego imigranci tak dobrze
                                            > >przyjmuja sie na uczelniach.
                                            >
                                            > No tak, bo przeciez wszyscy Amerykanie ciezkie pieniadze zarabiaja w
                                            przemysle,
                                            > a emigranci do poslednich robot. Przeciez żaden Amerykanin nie zostalby
                                            > profesorem na uczelni, bo taka pensja godnosci ludzkiej uwlacza. A poza tym
                                            > dopiero twierdziles, ze Ameryka wcale przyjezdnych naukowcow nie
                                            > potrzebuje.Kompletny misz-masz.

                                            Imigracja jest czescia zycia w USA i wiadomo,ze ilus tam imigrantow bedzie
                                            pracowalo na uczelniach amerykanskich.Nie zanosi sie na zmiane tego ukladu,ale
                                            gdyby ich zabraklo,to zastapieniby byli przez miejscowych.

                                            > >Mowisz o szkolach publicznych,zapominajac o katolickich i prywatnych.
                                            > >Do katolickich chodza Wlosi,Irlandczycy,Polacy,dlatego wlasnie Wlosi nie
                                            > >kroloja w publicznych.
                                            > >Poza tym mowisz o szkolach w biednych dzielnicach.
                                            >
                                            > Nie mowie o szkolach w biednych dzielnicach. Dzieci emigrantow ucza się
                                            również w dobrych szkolach.
                                            > Katolickie szkoly bywaja często gorsze od publicznych, a i publiczna
                                            publicznej
                                            > nierowna. Prywatne zas sa albo elitarne albo reprezentuja zenujacy poziom.

                                            Prywatne sa duzo drozsze od katolickich.
                                            Jesli katolicka kosztuje 3,5 tys rocznie to prywatna 10 tys rocznie i nikt
                                            takich pieniedzy nie wywala na zla szkole.

                                            > >Dochod narodowy w Meksyku na glowe jest wyzszy niz w Polsce i ci
                                            > >Meksykanie ,ktorzy przyjezdzaja do Stanow,sa przewaznie z biednych wioch.
                                            >
                                            > Ja nic do Meksyku nie mam, nie musisz ich bronic.To był zwykly przykład, bo
                                            > stamtad glownie wyjezdza biedota. Może być przykład Peru, jeśli to mniej Cie
                                            > rozjatrzy.
                                            >
                                            >
                                            > >Wsrod uczniow jest to samo,co wsrod doroslych:geniusze,klasa srednia i
                                            > >slabeusze.Dbac trzeba nie tylko o geniuszy ale o tych dobrych tez,bo to on
                                            > i stanowia trzon spoleczenstwa.
                                            >
                                            > Jeszcze niedawno to byli gamonie, a teraz „trzon”.
                                            > Tak się zapierales i cudzym zdaniem gardziles, a teraz opinie powtarzasz.
                                            >Co troche zmiana frontu.

                                            A bylo to tak,ze w mojej grupie na studiach najlepszych bylo trzech facetow.
                                            Ja,Janusz-ktory lubil wypic i Andrzej ,ktory byl starosta.
                                            Janusz pije do tej pory i jest glownym ksiegowym w jednym z obcych czasopism w
                                            Polsce.Z Andrzejem sie nie widzialem bardzo dawno,ale kiedys (15 lat temu
                                            pracowal w ministerstwie finansow).
                                            Ja czytalem ksiazke raz przed egzaminem i to mnie wystarczalo,bo gdy
                                            przejrzalem ja pobieznie drugi raz,to na mur mialem co najmniej 4 z egzaminu.
                                            Matematyke,ekonometrie uczylem sie w tempie 20 stron na godzine,a
                                            historie,geografie w tempie 40 stron na godzine.Ekonomii praktycznie sie nie
                                            uczylem,bo mialem ja we krwi,to bylo cos takiego,ze otwieralem ksiazke dla
                                            przyjemnosci,bo ja przejrzec.
                                            Wiem jak sie inni uczyli.Nie mozna sie byloz nikim na eskapade wybrac,bo
                                            mlotkowali i wtedy nazywalem ich gamoniami,a teraz "trzon" spoleczenstwa.
                                            Nawet sobie nie wyobrazasz jak sie czulem,gdy dziewczyna mlotkowala na okraglo
                                            i oblewala egzaminy,a ja praktycznie tylko rzucalem okiem do ksiazki.

                                            > A jak tam panie na Bermudach z ksztalceniem geniuszy?

                                            Raj turystyczno-podatkowy gdzie geniusze na wakacje przyjezdzaja.
                                            • diagnosta7 Re: JA CI POWIEM JAK TO BYLO NA STUDIACH.20-40/go 08.04.05, 20:57
                                              >Ja Ci chyba juz mowilem na moim przykladzie,ze p0rawdziwe zycie zaczyna sie po
                                              >20stce i najczesciej po studiach.

                                              Nie, nie. Ty pisales,ze geniusz ujawnia się dopiero po 20-tce, co jest
                                              absolutna nieprawda.

                                              >Skonczenie dobrych studiow o niczym jeszcze
                                              >nie swiadczy, bo to jest dopiero poczatek doroslego zycia.Mozna skonczyc
                                              studia
                                              >i usiasc na doopie,przestajac sie rozwijac,co widac dosc dobrze po Clintonie.

                                              To nie ma zadnego zwiazku z ksztalceniem dzieci wybitnych. Nie mowimy o
                                              doroslym zyciu, tylko o odpowiednim edukowaniu dzieci.
                                              Można nie skonczyc studiow i tez się rozwijac.
                                              Co ma Twoja odpowiedz do tego w jakim kontekscie pisales o uczelniach w UK i
                                              Clintonie? Zwiazku brak.

                                              >Nie mozesz sie zapoznac,bo dane statystyczne dotycza szkol publicznych,a
                                              bardzo
                                              >duzo zdolnej mlodziezy chodzi do szkol prywatnych lub katolickich czy innych
                                              >wyznan.

                                              Można i trzeba. Wiele instytucji w USA( w tym federalne) zajmuje się
                                              opracowywaniem raportow na ten temat i z takich wlasnie opracowan wynika, ze
                                              szkoly podstawowe pozostaja w stanie zapasci.

                                              >W krajach skandynawskich czy Polsce, gdzie ludnosc lokalna stanowi monolit nie
                                              >musisz korzystac z prywatnego szkolnictwa i najlepsze uczelnie w Polsce sa
                                              >panstwowe.

                                              Zarówno w Skandynawii jak i w Polsce nie brak szkol prywatnych i sa także
                                              wyznaniowe.
                                              W Polsce najlepsze uczelnie sa rzeczywiscie panstwowe i co z tego wynika?

                                              >Imigracja jest czescia zycia w USA i wiadomo,ze ilus tam imigrantow bedzie
                                              >pracowalo na uczelniach amerykanskich.Nie zanosi sie na zmiane tego ukladu,ale
                                              >gdyby ich zabraklo,to zastapieniby byli przez miejscowych.

                                              Żeby mogli być zastapieni, trzeba by było o wiele wiecej tubylcow odpowiednio
                                              wyksztalcic.


                                              >Prywatne sa duzo drozsze od katolickich.
                                              >Jesli katolicka kosztuje 3,5 tys rocznie to prywatna 10 tys rocznie i nikt
                                              >takich pieniedzy nie wywala na zla szkole.

                                              Bywa i tak,ze rodzice zabieraja z prywatnej, bo się okazuje, ze publiczna
                                              lepiej spelnia ich oczekiwania.


                                              >A bylo to tak,ze w mojej grupie na studiach najlepszych bylo trzech facetow.
                                              >Ja,Janusz-ktory lubil wypic i Andrzej ,ktory byl starosta.
                                              >Janusz pije do tej pory i jest glownym ksiegowym w jednym z obcych czasopism w
                                              >Polsce.Z Andrzejem sie nie widzialem bardzo dawno,ale kiedys (15 lat temu
                                              >pracowal w ministerstwie finansow).
                                              >Ja czytalem ksiazke raz przed egzaminem i to mnie wystarczalo,bo gdy
                                              >przejrzalem ja pobieznie drugi raz,to na mur mialem co najmniej 4 z egzaminu.
                                              >Matematyke,ekonometrie uczylem sie w tempie 20 stron na godzine,a
                                              >historie,geografie w tempie 40 stron na godzine.Ekonomii praktycznie sie nie
                                              >uczylem,bo mialem ja we krwi,to bylo cos takiego,ze otwieralem ksiazke dla
                                              >przyjemnosci,bo ja przejrzec.
                                              >Wiem jak sie inni uczyli.Nie mozna sie byloz nikim na eskapade wybrac,bo
                                              >mlotkowali i wtedy nazywalem ich gamoniami,a teraz "trzon" spoleczenstwa.
                                              >Nawet sobie nie wyobrazasz jak sie czulem,gdy dziewczyna mlotkowala na okraglo
                                              >i oblewala egzaminy,a ja praktycznie tylko rzucalem okiem do ksiazki.

                                              Ta narcystyczna historia to zwykle dorabianie ideologii. Nie nazywales ich
                                              WTEDY gamoniami tylko w ktoryms poscie dzieci uczace się z Twoimi. Nie
                                              pamietasz co piszesz i w jakim kontekscie, a potem wymyslasz tresci, żeby
                                              podeprzec swoje tezy, które zmieniaja się z wypowiedzi na wypowiedz i wzajemnie
                                              sobie przecza.

                                              > (Bermudy)Raj turystyczno-podatkowy gdzie geniusze na wakacje przyjezdzaja.

                                              Nie zapominaj o gamoniach, bo na nich przemysl turystyczny stoi.


                                              • diagnosta7 clue 08.04.05, 21:00
                                                rycerzowa napisała:

                                                >Trzeba po prostu coś wiedzieć, aby rozumieć, że się nie wie i czego się nie
                                                >wie .

                                                maksimum napisał:

                                                >Tego,to juz zupelnie nie rozumiem.


                                                I w tym caly problem.
                                              • maksimum Re: JA CI POWIEM JAK TO BYLO NA STUDIACH.20-40/go 09.04.05, 02:34
                                                diagnosta7 napisała:

                                                Dobrym sie jest przez cale zycie,ale jak system szkolnictwa nie nadaza,to
                                                jakosc wychodzi dopiero po studiach.

                                                > Można i trzeba. Wiele instytucji w USA( w tym federalne) zajmuje się
                                                > opracowywaniem raportow na ten temat i z takich wlasnie opracowan wynika, ze
                                                > szkoly podstawowe pozostaja w stanie zapasci.

                                                A pozniej absolwenci tych szkol koncza szkoly srednie i zasilaja najlepsze
                                                uniwersytety na swiecie,oczywiscie amerykanskie.

                                                > >Prywatne sa duzo drozsze od katolickich.
                                                > >Jesli katolicka kosztuje 3,5 tys rocznie to prywatna 10 tys rocznie i nikt
                                                > >takich pieniedzy nie wywala na zla szkole.
                                                >
                                                > Bywa i tak,ze rodzice zabieraja z prywatnej, bo się okazuje, ze publiczna
                                                > lepiej spelnia ich oczekiwania.

                                                Bo szkola publiczna kosztuje podatnika okolo 10 tys doll rocznie i jak ktos
                                                umiec z tego skorzystac,to niepotrzebne mu sa katolickie czy prywatne.
                                                • maksimum JAK TO JEST Z TYMI GENIUSZAMI ??>????? 15.04.05, 03:46
                                                  daggga napisała:

                                                  > Witajcie,
                                                  > wybaczcie, żyłam Papieżem, a potem chorobą synka.
                                                  > Diagnosto, czuję, że wypadłam z tematu, spróbuję nadrobić. Nawet nie
                                                  > doczytałam, jak dalej poszła dyskusja. W międzyczasie trochę myślałam o tej
                                                  > wczesnej selekcji i widze, że ma to jakis sens.

                                                  Dzieci rywalizuja miedzy soba od najmlodszych lat i same dokonuja selekcji
                                                  wsrod siebie czy my tego chcemy czy nie.
                                                  Rola doroslych ma sie sprowadzac do tego,by tej rywalizacji nadac cywilizowany
                                                  styl.Ci mocniejsi -do sportu,a inteligentniejsi do selekcjonowanych klas.
                                                  Przeciez do klasy sportowej nie zapiszemy dzieciaka,ktory pojecia o sporcie nie
                                                  ma i nie chce ze sportem miec nic wspolnego.To na jakiej zasadzie w klasach
                                                  gifted maja siedziec"sportowcy" ??

                                                  > Co do dzieci wybitnych i wiedzy na ich temat - nie mam nic do nauki ścisłej,
                                                  > przyrodniczej - natomiast na psychologię, socjologię itd. patrzę z
                                                  > podejrzeniem. I tak np. "wiedza naukowa" o dzieciach zdolnych, ich potzebach
                                                  > itd. może wynikać z wstępnego załozenia, które brzmi np. tak: "należy zrobić
                                                  > wszystko, by wykorzystać potencjał intelektualny". Tymczasem jako skutek
                                                  > uboczny pozostaje jakakolwiek przepaść/dysproporcja wobec harmonijnego
                                                  rozwoju
                                                  > psychofizycznego, dajmy na to. Bredzę, wymyślam, wybacz - od niedawna jestem
                                                  > maniaczką poszukiwania WARTOŚCI leżących u podłoża wszelkich "obiektywnych"
                                                  > teorii naukowych dotyczących człowieka.

                                                  Pierwsza zasada:Nie nalezy zaczynac od teorii,lecz od praktyki i na tej
                                                  podstawie ewentualnie uogolniac.
                                                  Czyli chodzi o selekcjonowanie dzieci na zasadzie wynikow w nauce i w
                                                  sporcie ,ale te klasy maja byc otwarte,tzn za rok moze sklad personalny tych
                                                  klas zmienic sie.
                                                  I to mnie sie podoba w Stanach,ze co rok jest inny sklad personalny klas i inna
                                                  nauczycielka,zeby nie bylo faworyzowania niektorych,co bylo nagminne w Polsce.
                                                  W mojej szkole sredniej to bylo tak,ze w klasie "A" byly dzieci szych partyjnych
                                                  i inny prominentow jak np Maciej Fedorowicz,ktorego ojciec wykladal na SGPiS a
                                                  pozniej byl v-ce min finansow.W klasie"B" byli troche mniejsi prominenci a ja
                                                  bylem w Klasie "D".Dyrektorka szkoly byla mocno partyjna,a moi rodzice nie.
                                                  A jak przyszlo do zdawania na studia,toz naszej klasy "D" zdalo najwiecej osob.

                                                  > Powtarza - nie mam wiedzy na ten temat,
                                                  > ale sądzę, że to, co mówi nauka np. o dzieciach zdolnych, wypływa z odgóreni
                                                  > przyjętych w danym społeczeńtswie wartości. I ponieważ np. na Wyspach Samoa
                                                  > takimi wartościami jest wspólnotowość, relacje społeczne sa pełne luzu, a
                                                  > zdolnych się raczej ogranicza w ekspansji, równa w dół. Samoańczycy nie
                                                  > rozwinęli wprawdzie nauki, ale też mają WIEDZĘ o tym, jak traktować zdolnych
                                                  > i ona wypływa z ich wartości. Jesłi zas chodzi o wartosci współczesnego
                                                  > Zachodu, to mam do nich duuuży dystans... i stąd moje uwagi.

                                                  W Stanach najgorsze szkolnictwo jest na Hawajach,no ale tam nie ma zadnej
                                                  konkurencji i polowa ludzi jest spokrewniona ze soba.

                                                  > i znowu mąż mnie stąd wygania, bo pisze doktorat.
                                                  > dokonćze jutro!!
                                                  > pozdrawiam bardzo i wielkie dzieki
                                                  > daga
    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 15.04.05, 23:37
      Geniusz a sprawa amerykańska - dyskusji ciag dalszy.

      USA maja najwyższy dochód narodowy na mieszkańca, ale we wskażnikach takich,
      jak przeciętna długość zycia, śmiertelność niemowląt itd. ustepują m.in. krajom
      skandynawskim.

      Ich nakłady na edukację przewyższają wielokrotnie przeciętna europejską,
      powinni zatem być wszędzie pierwsi, a nie są.
      Przykładowo w miedzynarodowych olimpiadach matematycznych (dla szkół
      średnich) - w ostatnich kilku latach - sa wprawdzie w czołowce, ale nie na
      pierwszych miejscach. I (z jednorazowym wyjątkiem) zawsze za Rosją. Nawiasem
      mówiąc w tych olimpiadach brylują uczniowie nie tylko z Rosji, ale z
      Kazachstanu, Ukrainy i Białorusi. Kolejny przykład na brak przełożenia miedzy
      sukcesem pedagogicznym a sukcesem gospodarczym.

      Natomiast w naukach informatycznych rej wodzą - tak, tak - Polacy.
      W prestiżowych zawodach programistów TopCoder raz po razie zwycieżali studenci
      z Warszawy. W innym konkursie - Zespołowych Mistrzostwach Swiata w
      Programowaniu - drugie miejsce (za Chinami) zajęła drużyna z Uniwersytetu
      Wrocławskiego; dwa lata temu zespół z Uniw. Warszawskiego był bezkonkurencyjny.
      Uniwersytet Warszawski wyszedł na pierwsze miejsce w światowym rankingu uczelni
      kształcących informatyków.

      Pozostaje tylko ubolewać, że tych młodych zdolnych zaraz wykupią amerykańskie
      koncerny i uniwersytety, aby się dalej móc przechwalać.

      Wiadomo, że noblistę najlepiej wychowa noblista. Rzućmy okiem na statystyki. Do
      czasów ostatniej wojny prawie wszyscy nobliści w naukach ścisłuch pochodzili z
      krajów europejskich. Ale potem spora grupa uczonych - na czele z Einsteinem -
      znalazła w Stanach schronienie przed nazizmem. I potem posypały sie noble
      dla Amerykanów. Czyli ten szczególny "pierwszy milion" też został "ukradziony".

      Na fenomen geniuszu, sukcesu, Ameryki i selekcji spójrzmy z jeszcze jednego
      punktu widzenia. Chodzi mi o szczególna społeczność, mianowicie osoby
      narodowości żydowskiej. Wiadomo, że ich liczebność to promile w skali
      światowej, za to prawie połowa noblistów, to Zydzi. Skąd ten sukces? A może
      właśnie w systemie ich edukacji? Moje pokolenie nie zna już Żydów jako
      współobywateli. Dziadek mój pamietał ich sprzed wojny i opowiadał, że od
      najmłodszych lat dzieci żydowskie ćwiczone były w grach logicznych, zagadkach,
      szaradach itp. WSZYSTKIE dzieci, nie tylko najzdolniejsze. Obok programu
      szkolnego ci uczniowie realizowali swój włsny, ambitniejszy. Czytałam gdzieś,
      że w Rosji sowieckiej ok 90 procent studentów fizyki to były osoby narodowości
      żydowskiej. Nie mozna było zmienić tych proporcji, gdyż przyjęcie na studia
      odbywało się na podstawie trudnego egzaminu wstepnego.
      Ilu ich jest na najlepszych uczelniach amerykańskich?

      Nie ma jednakże żadnych podstaw do przypuszczeń, że ta nacja jest jakoś
      szczególnie obdarzona przez naturę pod wzgledem intelektualnym.

      Jak oni pomagają swoim geniuszom?

      • maksimum Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENCJE 16.04.05, 03:19
        rycerzowa napisała:

        > Geniusz a sprawa amerykańska - dyskusji ciag dalszy.
        >
        > USA maja najwyższy dochód narodowy na mieszkańca, ale we wskażnikach takich,
        > jak przeciętna długość zycia, śmiertelność niemowląt itd. ustepują m.in.
        >krajom skandynawskim.

        Bo w Norwegii zyja Norwegowie,a w USA zyja
        Rosjanie,Polacy,Pakistanczycy,Chinczycy i duzo Afrykanczykow,ze o Indianach i
        Latynosach nie wspomne.
        Wiezienia sa przepelnione czarnymi i latynosami,a na AIDS'a czarni zapadaja 10
        razy czesciej niz biali.
        A ilu czarnych jest w Norwegii i Finlandii razem wzietych?
        100 ? Bo w Stanach w jednym wiezieniu siedzi 1,000.
        A jak siedza w wiezieniu tzn ze nie studiuja i ich dzieci na wolnosci sa
        polsierotami.

        > Ich nakłady na edukację przewyższają wielokrotnie przeciętna europejską,
        > powinni zatem być wszędzie pierwsi, a nie są.

        Oczywiscie ze sa,bo najlepsze uniwersytety na swiecie sa w Stanach a nie w
        Skandynawii.

        > Przykładowo w miedzynarodowych olimpiadach matematycznych (dla szkół
        > średnich) -w ostatnich kilku latach - sa wprawdzie w czołowce, ale nie na
        > pierwszych miejscach. I (z jednorazowym wyjątkiem) zawsze za Rosją. Nawiasem
        > mówiąc w tych olimpiadach brylują uczniowie nie tylko z Rosji, ale z
        > Kazachstanu, Ukrainy i Białorusi.

        Zapomnialas dodac,ze w olimpiadach biora udzial uczniowie szkol publicznych a w
        Stanach najwyzszy poziom jest w szkolach prywatnych.

        > Kolejny przykład na brak przełożenia miedzy
        > sukcesem pedagogicznym a sukcesem gospodarczym.

        No i gdzie sa te najlepsze na swiecie uniwersytety z
        Kazachstanu,Bialorusi,Rosji itd?????

        > Natomiast w naukach informatycznych rej wodzą - tak, tak - Polacy.
        > W prestiżowych zawodach programistów TopCoder raz po razie zwycieżali
        studenci
        > z Warszawy. W innym konkursie - Zespołowych Mistrzostwach Swiata w
        > Programowaniu - drugie miejsce (za Chinami) zajęła drużyna z Uniwersytetu
        > Wrocławskiego; dwa lata temu zespół z Uniw. Warszawskiego był
        bezkonkurencyjny.
        >
        > Uniwersytet Warszawski wyszedł na pierwsze miejsce w światowym rankingu
        >uczelni kształcących informatyków.
        >
        > Pozostaje tylko ubolewać, że tych młodych zdolnych zaraz wykupią amerykańskie
        > koncerny i uniwersytety, aby się dalej móc przechwalać.

        Nikt ich nie wykupuje,TYLKO sami na kolanach stoja pod ambasada amerykanska i
        czekaja na wize.

        > Wiadomo, że noblistę najlepiej wychowa noblista. Rzućmy okiem na statystyki.
        Do czasów ostatniej wojny prawie wszyscy nobliści w naukach ścisłuch pochodzili
        >z krajów europejskich.

        A jednak bombe atomowa skonstruowali Amerykanie.
        I kto wygral II wojne swiatowa jak nie Amerykanie?
        A kto wynalazl samolot,telefon?

        > Ale potem spora grupa uczonych - na czele z Einsteinem -
        > znalazła w Stanach schronienie przed nazizmem. I potem posypały sie noble
        > dla Amerykanów. Czyli ten szczególny "pierwszy milion" też
        >został "ukradziony".

        Z tym Eisteinem to byla strasznie smieszna sprawa,bo gdy Izrael zaproponowal mu
        stanowisko premiera,to on odmowil,bo wolal zostac w Stanach.
        Nikt tu nikogo na sile nie sciaga,bo wszyscy pchaja sie na sile drzwiami i
        oknami sami.

        > Na fenomen geniuszu, sukcesu, Ameryki i selekcji spójrzmy z jeszcze jednego
        > punktu widzenia. Chodzi mi o szczególna społeczność, mianowicie osoby
        > narodowości żydowskiej. Wiadomo, że ich liczebność to promile w skali
        > światowej, za to prawie połowa noblistów, to Zydzi. Skąd ten sukces? A może
        > właśnie w systemie ich edukacji? Moje pokolenie nie zna już Żydów jako
        > współobywateli. Dziadek mój pamietał ich sprzed wojny i opowiadał, że od
        > najmłodszych lat dzieci żydowskie ćwiczone były w grach logicznych,
        zagadkach,
        > szaradach itp. WSZYSTKIE dzieci, nie tylko najzdolniejsze. Obok programu
        > szkolnego ci uczniowie realizowali swój włsny, ambitniejszy. Czytałam gdzieś,
        > że w Rosji sowieckiej ok 90 procent studentów fizyki to były osoby
        narodowości
        > żydowskiej. Nie mozna było zmienić tych proporcji, gdyż przyjęcie na studia
        > odbywało się na podstawie trudnego egzaminu wstepnego.
        > Ilu ich jest na najlepszych uczelniach amerykańskich?

        W takich samych proporcjach w jakich wystepuja w spoleczenstwie.

        > Nie ma jednakże żadnych podstaw do przypuszczeń, że ta nacja jest jakoś
        > szczególnie obdarzona przez naturę pod wzgledem intelektualnym.

        Zgadzam sie z tym,bo Bill Gates ani Michael Dell nie sa Zydami.

        > Jak oni pomagają swoim geniuszom?

        Oni glownie pomagaja lansowac srednio zdolnych ludzi i jak sie o kims caly czas
        mowi,tzn ze jest najlepszy na swiecie.
        Na tej zasadzie nobla dostal Stiglitz i najpopularniejszym muzykiem na swiecie
        jest Mendelson.
        Bo wiesz kto rozdziela Noble?
        Byli noblisci! Wiec swoj swojemu daje.
        Nobla dostal tez ten facet po podstawowce ze Stoczni Gdanskiej,no i
        Wislawa,ktora bardzo prostym jezykiem do ludzi przemawia.

        Test na inteligencje.
        Jak czesto korzystasz z wynalazkow Einsteina?
        Bo skoro wszystkim przychodzi na mysl,to rowniez wszyscy na codzien powinni
        korzystac z jego wynalazkow.
        Kto wynalazl komputer?
        Bo jak korzystasz z niego codziennie,to powinnas wiedziec.
        Z czego jeszcze korzystasz na codzien?
        Zarowka elektryczna,telefon,komputer,samochod?
        Co z powyzszych zostalo wynalezione przez Einsteina?
        • minimumm Re: Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENC 16.04.05, 04:13
          Ty Maksimum nic nie rozumiesz. To wlasnie Einstein wymyslil bombe atomowa i
          kazdy, nawet niewyksztalcony czlowiek korzysta codziennie z wynalazkow opartych
          na jego pomyslach (tu bombe atomowa wylaczajac). Einstein nie zostal
          prezydentem (sic) Izraela, bo nie byl zawchwycony idea powstania Panstwa
          Izrael.
          Moze bracia Wright pierwsi polecieli samolotem ale to kazachski pies byl
          pierwszy w kosmosie. I kto tu jest gora? Pies czy sprzedawcy rowerow?
          Na kolanach sie nie stoi, tylko kleczy, chyba ze sie nogi koncza na kolanach.
          Druga wojne swiatowa wygrali wszyscy ktorzy wygrali, nie tylko Amerykanie.
          Mendelson nie jest najpopularniejszym muzykiem, bo nie zyje. Najpopularniejszy
          jest Michael Jackson.
          itd, itd, itd
        • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENC 17.04.05, 03:41

          >Oni glownie pomagaja lansowac srednio zdolnych ludzi i jak sie o kims caly
          czas
          >mowi,tzn ze jest najlepszy na swiecie.

          Musza mieć potezna sile przekonywania i otumaniania reszty rodzaju ludzkiego. A
          reszta rodzaju ograniczona inteligencje i mozliwosci percepcji.

          >Na tej zasadzie nobla dostal Stiglitz

          Oj!Oj!Czepiasz się faceta, bo Clintonowi doradzal.

          >i najpopularniejszym muzykiem na swiecie
          >jest Mendelson.

          Na którym swiecie????????

          >Bo wiesz kto rozdziela Noble?
          >Byli noblisci! Wiec swoj swojemu daje.

          To znaczy,ze Noble amerykanskie sa bez znaczenia, bo dawane po znajomosci.
          Swoja droga niezla spiskowa teoria. Pachnie paranojka.
          I pewnie zyjesz w przekonaniu, ze Reymont zalatwil nagrode Miloszowi i
          Szymborskiej.

          >Nobla dostal tez ten facet po podstawowce ze Stoczni Gdanskiej

          Ty podobno po studiach a nie dostales.

          >,no i
          >Wislawa,ktora bardzo prostym jezykiem do ludzi przemawia.

          Wiersze mogą się podobac lub nie, o gustach się nie dyskutuje, ale jakos tak to
          zawsze było,ze najwieksze umysly umialy przemawiac do ludzi w taki sposób, żeby
          być zrozumianym niezaleznie od tego, o jak trudnej materii prawia. Choc trzeba
          przyznac, zdarzają się jednostki, które nigdy niczego i w zadnym jezyku nie
          zrozumieja.

          >Test na inteligencje.
          > Jak czesto korzystasz z wynalazkow Einsteina?
          > Bo skoro wszystkim przychodzi na mysl,to rowniez wszyscy na codzien powinni
          > korzystac z jego wynalazkow.
          > Kto wynalazl komputer?
          > Bo jak korzystasz z niego codziennie,to powinnas wiedziec.
          > Z czego jeszcze korzystasz na codzien?
          > Zarowka elektryczna,telefon,komputer,samochod?
          > Co z powyzszych zostalo wynalezione przez Einsteina?

          Padlam na polu chwaly.Testu nie zdalam.(Chcialam niesmialo przypomniec,ze
          z "wynalazkow" Einsteina zaczyna sie korzystac juz w szkole i sa tez tacy,
          ktorzy maja z nimi do czynienia na co dzien...Zdaje sie,ze to nie jest
          prawidlowa odpowiedz.)
          Po glebokim namysle stwierdzam,ze masz racje bo on nie wynalazl nawet
          automatycznego, ba!, zwyklego dlugopisu, wiec nie ma sie czym podniecac.W
          dodatku chodzil bez skarpetek i nie dorobil sie majatku, wiec zadnej miary do
          jego osiagniec nie da sie przylozyc.



          • maksimum Re: Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENC 17.04.05, 17:40
            diagnosta7 napisała:

            >
            > >Oni glownie pomagaja lansowac srednio zdolnych ludzi i jak sie o kims caly
            > czas mowi,tzn ze jest najlepszy na swiecie.
            >
            > Musza mieć potezna sile przekonywania i otumaniania reszty rodzaju ludzkiego.

            Widze,ze sama to bez problemu zauwazylas.
            Bo gdyby przyszlo Ci powiedziec z jakich wynalazkow Einsteina korzystasz na
            codzien,to po prostu nie wiesz i powtarzasz nazwisko bez specjalnego sensu.
            A na codzien poslugujesz sie telefonem i Bell nie przyszedl Ci do glowy jak
            naukowiec i wynalazca!

            > A reszta rodzaju ograniczona inteligencje i mozliwosci percepcji.

            Tylko ta zdecydowana wiekszosc,ktora nie chce sie wysilic na myslenie.

            > >Na tej zasadzie nobla dostal Stiglitz
            >
            > Oj!Oj!Czepiasz się faceta, bo Clintonowi doradzal.

            No i popatrz na Clintona! Facio w wieku 54 lat ledwo zipie i wyglada gorzej od
            Busha Sr. ze o jego wystepach z tlusta stazystka nie wspomne.

            > >i najpopularniejszym muzykiem na swiecie jest Mendelson.
            >
            > Na którym swiecie????????

            Slubnym!

            > >Bo wiesz kto rozdziela Noble?
            > >Byli noblisci! Wiec swoj swojemu daje.
            >
            > To znaczy,ze Noble amerykanskie sa bez znaczenia, bo dawane po znajomosci.
            > Swoja droga niezla spiskowa teoria. Pachnie paranojka.

            Prawda jest,ze nowe Noble przyznaja starzy Noblisci a czy kieruja sie mycka i
            pejsami to juz trudno dociec.

            > I pewnie zyjesz w przekonaniu, ze Reymont zalatwil nagrode Miloszowi i
            > Szymborskiej.

            Szymborskiej to sie nalezalo,bo do ludu przemowila,ale nie za jakosc.

            > >Nobla dostal tez ten facet po podstawowce ze Stoczni Gdanskiej
            >
            > Ty podobno po studiach a nie dostales.
            >
            > >,no i Wislawa,ktora bardzo prostym jezykiem do ludzi przemawia.
            >
            > Wiersze mogą się podobac lub nie, o gustach się nie dyskutuje, ale jakos tak
            to zawsze było,ze najwieksze umysly umialy przemawiac do ludzi w taki sposób,
            żeby być zrozumianym niezaleznie od tego, o jak trudnej materii prawia. Choc
            trzeba przyznac, zdarzają się jednostki, które nigdy niczego i w zadnym jezyku
            > nie zrozumieja.
            >
            > >Test na inteligencje.
            > > Jak czesto korzystasz z wynalazkow Einsteina?
            > > Bo skoro wszystkim przychodzi na mysl,to rowniez wszyscy na codzien powin
            > ni korzystac z jego wynalazkow.
            > > Kto wynalazl komputer?
            > > Bo jak korzystasz z niego codziennie,to powinnas wiedziec.
            > > Z czego jeszcze korzystasz na codzien?
            > > Zarowka elektryczna,telefon,komputer,samochod?
            > > Co z powyzszych zostalo wynalezione przez Einsteina?
            >
            > Padlam na polu chwaly.Testu nie zdalam.(Chcialam niesmialo przypomniec,ze
            > z "wynalazkow" Einsteina zaczyna sie korzystac juz w szkole i sa tez tacy,
            > ktorzy maja z nimi do czynienia na co dzien...

            Jak nadadza synowi imie Albert?

            > Zdaje sie,ze to nie jest prawidlowa odpowiedz.)
            > Po glebokim namysle stwierdzam,ze masz racje bo on nie wynalazl nawet
            > automatycznego, ba!, zwyklego dlugopisu, wiec nie ma sie czym podniecac.W
            > dodatku chodzil bez skarpetek i nie dorobil sie majatku, wiec zadnej miary do
            > jego osiagniec nie da sie przylozyc.

            Sama widzisz,ze jak troche pomyslisz,to potrafisz do wlasciwych wnioskow dojsc.
            Liczy sie wartosc uzyteczna a nie wydumana.
            • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENC 18.04.05, 05:14

              >Widze,ze sama to bez problemu zauwazylas.

              To była ironia.

              >Bo gdyby przyszlo Ci powiedziec z jakich wynalazkow Einsteina korzystasz na
              >codzien,to po prostu nie wiesz i powtarzasz nazwisko bez specjalnego sensu.

              Caly swiat je powtarza, ale tylko Ty sensu nie widzisz.


              >A na codzien poslugujesz sie telefonem i Bell nie przyszedl Ci do glowy jak
              >naukowiec i wynalazca!

              Do glowy przychodza mi rozni, nawet Ci, którzy nie wymyslili przedmiotow
              codziennego uzytku.


              >No i popatrz na Clintona! Facio w wieku 54 lat ledwo zipie i wyglada gorzej od
              >Busha Sr. ze o jego wystepach z tlusta stazystka nie wspomne.

              Czepiales sie Stiglitza,a i tak jak zwykle skonczylo się na Clintonie.

              >Slubnym!

              Zywisz przekonanie o Mendelsonie z powodu marszu?????


              >Prawda jest,ze nowe Noble przyznaja starzy Noblisci a czy kieruja sie mycka i
              >pejsami to juz trudno dociec.

              Przy takich uprzedzeniach co Ty w USA robisz?

              >Szymborskiej to sie nalezalo,bo do ludu przemowila,ale nie za jakosc.

              A co Ty z tej przemowy zrozumiales ludu?

              >Sama widzisz,ze jak troche pomyslisz,to potrafisz do wlasciwych wnioskow dojsc.

              To był sarkazm pomieszany z ironia.

              >Liczy sie wartosc uzyteczna a nie wydumana.

              Liczy się i taka i taka. Bo wartosc „wydumana” prowadzi do uzytecznej. Wyglada
              na to, ze tylko wartosci uzytecznej doswiadczyles(a podobno studiowales). Na
              studiach musialbys mieć co najmniej filozofie. Wydumane co nie miara.
              • maksimum Re: Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENC 18.04.05, 21:12
                diagnosta7 napisała:

                > Liczy się i taka i taka. Bo wartosc „wydumana” prowadzi do uzyteczn
                > ej.

                A popatrz ,ze Marksowi,Engelsowi i Leninowi nie wyszlo,a ta wszystko w
                ksiazkach sie sprawdzalo.

                > Wyglada
                > na to, ze tylko wartosci uzytecznej doswiadczyles(a podobno studiowales). Na
                > studiach musialbys mieć co najmniej filozofie. Wydumane co nie miara.
                • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi NA KONIEC TEST NA INTELIGENC 19.04.05, 02:08
                  >A popatrz ,ze Marksowi,Engelsowi i Leninowi nie wyszlo,a ta wszystko w
                  >ksiazkach sie sprawdzalo.

                  Przepraszam, a co sie Einsteinowi nie sprawdzilo, bo zdaje się, o tym byla mowa.
      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 16.04.05, 21:28
        >USA maja najwyższy dochód narodowy na mieszkańca, ale we wskażnikach takich,
        >jak przeciętna długość zycia, śmiertelność niemowląt itd. ustepują m.in.
        krajom
        >skandynawskim.

        Już wczesniej pisalam o gigantycznym rozwarstwieniu. W tym najbogatszym kraju
        40 milionow Amerykanow nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Ostatnio zdecydowano
        zrewidowac koszty sluzby zdrowia, ponieważ okazalo się,ze rodziny nalezace do
        klasy sredniej najczesciej bankrutuja z powodu niemozliwosci splacenia
        rachunkow za leczenie. Jeśli wiec kogos dopanie ciezsza, chroniczna
        choroba,może skonczyc na bruku. Sporej grupy ludzi po prostu nie stac na
        lekarzy.

        >Ich nakłady na edukację przewyższają wielokrotnie przeciętna europejską,
        >powinni zatem być wszędzie pierwsi, a nie są.
        >Przykładowo w miedzynarodowych olimpiadach matematycznych (dla szkół
        >średnich) - w ostatnich kilku latach - sa wprawdzie w czołowce, ale nie na
        >pierwszych miejscach. I (z jednorazowym wyjątkiem) zawsze za Rosją. Nawiasem
        >mówiąc w tych olimpiadach brylują uczniowie nie tylko z Rosji, ale z
        >Kazachstanu, Ukrainy i Białorusi. Kolejny przykład na brak przełożenia miedzy
        >sukcesem pedagogicznym a sukcesem gospodarczym.

        Na poziomie wyzszej edukacji przykrecaja srube, a także sa zasilani przez
        naplywowych.Natomiast edukacja podstawowa i gimnazjalna jest pod ciaglym
        obstrzalem.Zwiazek nauczycielstwa optuje za mniej stresujaca szkola, obnizaniem
        poziomu nauczania przedmiotow scislych(czasem zaiste zdumiewajace programy
        matematyczne popieraja), bo niby to dzieci nie ogarniaja tradycyjnej
        matematyki. Naukowcy i wykladowcy zas bija na alarm,ze poziom leci na leb na
        szyje, a wyksztalcenie dzieci amerykanskich odbiega od reszty swiata.

        >Natomiast w naukach informatycznych rej wodzą - tak, tak - Polacy.
        >W prestiżowych zawodach programistów TopCoder raz po razie zwycieżali studenci
        >z Warszawy. W innym konkursie - Zespołowych Mistrzostwach Swiata w
        >Programowaniu - drugie miejsce (za Chinami) zajęła drużyna z Uniwersytetu
        >Wrocławskiego; dwa lata temu zespół z Uniw. Warszawskiego był
        bezkonkurencyjny.
        >Uniwersytet Warszawski wyszedł na pierwsze miejsce w światowym rankingu
        uczelni
        >kształcących informatyków.

        Ano wlasnie. Tez o tym pisalam wczesniej.

        >Pozostaje tylko ubolewać, że tych młodych zdolnych zaraz wykupią amerykańskie
        >koncerny i uniwersytety, aby się dalej móc przechwalać.

        Jeden ze zwyciezcow dostal natychmiast oferte, tylko nie wiem, czy ja przyjal.

        >Wiadomo, że noblistę najlepiej wychowa noblista. Rzućmy okiem na statystyki.
        Do
        >czasów ostatniej wojny prawie wszyscy nobliści w naukach ścisłuch pochodzili z
        >krajów europejskich. Ale potem spora grupa uczonych - na czele z Einsteinem -
        >znalazła w Stanach schronienie przed nazizmem. I potem posypały sie noble
        >dla Amerykanów. Czyli ten szczególny "pierwszy milion" też został "ukradziony".

        Mogą spijać smietanke, bo zainwestowali w nauke i dali ludzim z calego swiata z
        tego korzystac. Zysk niby obopolny, choc sukces jednostek z roznych czesci
        globu przeobraza się w sukces jednego kraju (Ameryki).

        >Na fenomen geniuszu, sukcesu, Ameryki i selekcji spójrzmy z jeszcze jednego
        >punktu widzenia. Chodzi mi o szczególna społeczność, mianowicie osoby
        >narodowości żydowskiej. Wiadomo, że ich liczebność to promile w skali
        >światowej, za to prawie połowa noblistów, to Zydzi. Skąd ten sukces? A może
        >właśnie w systemie ich edukacji? Moje pokolenie nie zna już Żydów jako
        >współobywateli. Dziadek mój pamietał ich sprzed wojny i opowiadał, że od
        >najmłodszych lat dzieci żydowskie ćwiczone były w grach logicznych, zagadkach,
        >szaradach itp. WSZYSTKIE dzieci, nie tylko najzdolniejsze. Obok programu
        >szkolnego ci uczniowie realizowali swój włsny, ambitniejszy. Czytałam gdzieś,
        >że w Rosji sowieckiej ok 90 procent studentów fizyki to były osoby narodowości
        >żydowskiej. Nie mozna było zmienić tych proporcji, gdyż przyjęcie na studia
        >odbywało się na podstawie trudnego egzaminu wstepnego.
        >Ilu ich jest na najlepszych uczelniach amerykańskich?

        Edukacja zajmuje w domach zydowskich rodzin miejsce naczelne. Dawno
        zrozumieli,ze jest to droga do sukcesu.Stymuluja wiec swoje dzieci, inwestuja w
        nie, doszkalaja na wszelkie sposoby i pilnuja wszechstronnego rozwoju.Wymagaja
        tez zdecydowanie wiecej od swojego potomstwa niż przecietny amerykanski
        rodzic.Wyglada tez na to,ze potrafia zaszczepic w dzieciach niewiarygodna
        motywacje i potrzebe sukcesu. I jeszcze jedno:sa narodowoscia wobec siebie
        bardzo lojalna, pomagaja sobie, gromadza srodki dla biedniejszych przybyszow i
        trzymaja się razem. Sukces ich jest wiec ciezko wypracowanym , ale i jasno
        wytyczonym celem..
        Jakis czas temu w USA system edukacyjny opieral się
        na „sciezkach”nauczania.Lepsi uczniowie realizowali tzw. sciezke uniwersytecka
        (poziom i wymagania duzo wyzsze). To było oczywiste,ze zydowskie dzieci
        znajdowaly miejsce wlasnie na tym najwyzszym poziomie, a konsekwencja tego był
        pozniej swietny uniwersytet.

        >Jak oni pomagają swoim geniuszom?

        Dzieci wybitnie zdolne sa posylane do najlepszych szkol lub obstawiane
        zajeciami dodatkowymi.Rodzina wraz z edukacja to priorytety.

        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 16.04.05, 22:21
          diagnosta7 napisała:

          > Już wczesniej pisalam o gigantycznym rozwarstwieniu. W tym najbogatszym kraju
          > 40 milionow Amerykanow nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Ostatnio zdecydowano
          > zrewidowac koszty sluzby zdrowia, ponieważ okazalo się,ze rodziny nalezace do
          > klasy sredniej najczesciej bankrutuja z powodu niemozliwosci splacenia
          > rachunkow za leczenie. Jeśli wiec kogos dopanie ciezsza, chroniczna
          > choroba,może skonczyc na bruku. Sporej grupy ludzi po prostu nie stac na
          > lekarzy.

          Lewicowa propaganda EUropejska dziala bardzo dobrze na tych,ktorzy nie znaja
          angielskiego,ale ci co znaja moga sobie poczytac,ze WSZYSCY W USA SA
          UBEZPIECZENI:
          www.cms.hhs.gov/medicaid/
          www.medicare.gov/
          Normalni ludzie maja ubezpieczenia prywatne a biedni maja medicare i medicaid
          do ktorych linki podalem wyzej.
          Ja zdaje sobie sprawe,ze was w Polsce jeszcze strasza Hameryka,zebyscie
          zacisneli mocno zeby i siedzieli na doopie.

          > >Ich nakłady na edukację przewyższają wielokrotnie przeciętna europejską,
          > >powinni zatem być wszędzie pierwsi, a nie są.
          > >Przykładowo w miedzynarodowych olimpiadach matematycznych (dla szkół
          > >średnich) - w ostatnich kilku latach - sa wprawdzie w czołowce, ale nie na
          > >pierwszych miejscach. I (z jednorazowym wyjątkiem) zawsze za Rosją. Nawias
          > em mówiąc w tych olimpiadach brylują uczniowie nie tylko z Rosji, ale z
          > >Kazachstanu, Ukrainy i Białorusi. Kolejny przykład na brak przełożenia mie
          > dzy sukcesem pedagogicznym a sukcesem gospodarczym.
          >
          > Na poziomie wyzszej edukacji przykrecaja srube,

          Najmocniej przykrecajom srube w czasie wakacji miedzy szkola srednia i studiami.

          > a także sa zasilani przez naplywowych.

          Trzebaby to jeszcze gdzies oglosic,ze bez naplywowych,to Hameryka by zginela.
          Bo jakby pomyslec,ze naplywowi przyjezdzaja z biedniejszych krajow,to skad oni
          sa tacy madrzy?
          To chyba wg tej zasady,ze w biedniejszych rodzinach dzieci sie lepiej ucza i
          jest wiecej geniuszy.Na tej wlasnie zasadzie dzieci w Bialymstocku lepiej sie
          ucza od dzieci w Warszawie i w Bialymstocku jest wiecej geniuszy niz w
          Warszawie.
          To nawet ma sens,bo taki Walesa ze wsi dostal nobla jak sie do miasta
          przeprowadzil.

          > Natomiast edukacja podstawowa i gimnazjalna jest pod ciaglym
          > obstrzalem.Zwiazek nauczycielstwa optuje za mniej stresujaca szkola,
          obnizaniem
          > poziomu nauczania przedmiotow scislych(czasem zaiste zdumiewajace programy
          > matematyczne popieraja), bo niby to dzieci nie ogarniaja tradycyjnej
          > matematyki. Naukowcy i wykladowcy zas bija na alarm,ze poziom leci na leb na
          > szyje, a wyksztalcenie dzieci amerykanskich odbiega od reszty swiata.

          To bardzo ciakawa zagwozdka,ze ponoc amerykanskie nauczanie odbiega od
          europejskiego a dochod narodowy na glowe odbiega w druga strone.
          Moglby ktos to jakos logicznie wytlumaczyc???

          > >Natomiast w naukach informatycznych rej wodzą - tak, tak - Polacy.
          > >W prestiżowych zawodach programistów TopCoder raz po razie zwycieżali stud
          > enci
          > >z Warszawy. W innym konkursie - Zespołowych Mistrzostwach Swiata w
          > >Programowaniu - drugie miejsce (za Chinami) zajęła drużyna z Uniwersytetu
          > >Wrocławskiego; dwa lata temu zespół z Uniw. Warszawskiego był
          > bezkonkurencyjny.
          > >Uniwersytet Warszawski wyszedł na pierwsze miejsce w światowym rankingu
          > uczelni
          > >kształcących informatyków.
          >
          > Ano wlasnie. Tez o tym pisalam wczesniej.
          >
          > >Pozostaje tylko ubolewać, że tych młodych zdolnych zaraz wykupią amerykańs
          > kie koncerny i uniwersytety, aby się dalej móc przechwalać.
          >
          > Jeden ze zwyciezcow dostal natychmiast oferte, tylko nie wiem, czy ja przyjal.

          Mam nadzieje,ze odrzucil i bedzie mogl spokojnie zgnic w EU.

          > >Wiadomo, że noblistę najlepiej wychowa noblista. Rzućmy okiem na statystyki.
          > Do czasów ostatniej wojny prawie wszyscy nobliści w naukach ścisłuch pochodzi
          > li z krajów europejskich. Ale potem spora grupa uczonych - na czele z
          Einsteinem -
          > >znalazła w Stanach schronienie przed nazizmem. I potem posypały sie noble
          > >dla Amerykanów. Czyli ten szczególny "pierwszy milion" też został "ukradzi
          > ony".
          >
          > Mogą spijać smietanke, bo zainwestowali w nauke i dali ludzim z calego swiata
          z tego korzystac. Zysk niby obopolny, choc sukces jednostek z roznych czesci
          > globu przeobraza się w sukces jednego kraju (Ameryki).
          >
          > >Na fenomen geniuszu, sukcesu, Ameryki i selekcji spójrzmy z jeszcze jednego
          > >punktu widzenia. Chodzi mi o szczególna społeczność, mianowicie osoby
          > >narodowości żydowskiej. Wiadomo, że ich liczebność to promile w skali
          > >światowej, za to prawie połowa noblistów, to Zydzi. Skąd ten sukces? A może
          > >właśnie w systemie ich edukacji? Moje pokolenie nie zna już Żydów jako
          > >współobywateli. Dziadek mój pamietał ich sprzed wojny i opowiadał, że od
          > >najmłodszych lat dzieci żydowskie ćwiczone były w grach logicznych, zagadk
          > ach,
          > >szaradach itp. WSZYSTKIE dzieci, nie tylko najzdolniejsze. Obok programu
          > >szkolnego ci uczniowie realizowali swój włsny, ambitniejszy. Czytałam gdzi
          > eś,że w Rosji sowieckiej ok 90 procent studentów fizyki to były osoby narodow
          > ości
          > >żydowskiej. Nie mozna było zmienić tych proporcji, gdyż przyjęcie na studi
          > a odbywało się na podstawie trudnego egzaminu wstepnego.
          > >Ilu ich jest na najlepszych uczelniach amerykańskich?
          >
          > Edukacja zajmuje w domach zydowskich rodzin miejsce naczelne. Dawno
          > zrozumieli,ze jest to droga do sukcesu.Stymuluja wiec swoje dzieci, inwestuja
          >w nie, doszkalaja na wszelkie sposoby i pilnuja wszechstronnego rozwoju.

          A wszechstronny rozwoj polega na doborze wlasciwych okularow.

          > Wymagaja
          > tez zdecydowanie wiecej od swojego potomstwa niż przecietny amerykanski
          > rodzic.Wyglada tez na to,ze potrafia zaszczepic w dzieciach niewiarygodna
          > motywacje i potrzebe sukcesu. I jeszcze jedno:sa narodowoscia wobec siebie
          > bardzo lojalna, pomagaja sobie, gromadza srodki dla biedniejszych przybyszow
          i trzymaja się razem. Sukces ich jest wiec ciezko wypracowanym , ale i jasno
          > wytyczonym celem..
          > Jakis czas temu w USA system edukacyjny opieral się
          > na „sciezkach”nauczania.Lepsi uczniowie realizowali tzw. sciezke un
          > iwersytecka
          > (poziom i wymagania duzo wyzsze). To było oczywiste,ze zydowskie dzieci
          > znajdowaly miejsce wlasnie na tym najwyzszym poziomie, a konsekwencja tego
          >był pozniej swietny uniwersytet.
          >
          > >Jak oni pomagają swoim geniuszom?
          >
          > Dzieci wybitnie zdolne sa posylane do najlepszych szkol lub obstawiane
          > zajeciami dodatkowymi.Rodzina wraz z edukacja to priorytety.

          A pozniej zostaje prawnikiem albo lekarzem.Tylu bezrobotnych prawnikow co w
          Stanach jest,to nigdzie na swiecie nie ma.No i lekarz to jest tez ciekawy
          zawod,bo sie ma caly czas z chorymi do czynienia.
          Zeby zaraz sie nie okazalo,ze Bill Gates i Michael Dell tez sa Zydami.

          • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 17.04.05, 00:05

            >Lewicowa propaganda EUropejska dziala bardzo dobrze na tych,ktorzy nie znaja
            >angielskiego,ale ci co znaja moga sobie poczytac,ze WSZYSCY W USA SA
            >UBEZPIECZENI:
            >www.cms.hhs.gov/medicaid/
            >www.medicare.gov/

            A Ty zamiast zaczytywac się GW to bys poczytal troche prasy AMERYKANSKIEJ,
            posluchal AMERYKANSKIEGO radia i takiejz tv. Twierdzisz ,ze Twój nowy rzad
            uprawia lewicowa propagande.To ciekawa koncepcja.

            >Normalni ludzie maja ubezpieczenia prywatne a biedni maja medicare i medicaid
            >do ktorych linki podalem wyzej.

            To,ze jest pomoc dla biedniejszych(nie dla wszystkich), nie oznacza,ze
            ubezpieczenie obejmuje kazdego i spelnia wszystkie potrzeby. Nie mac ludziom w
            glowach,ze wszyscy maja ubezpieczenie.Jeśli bowiem Ty masz racje to Twój rzad
            lze o tych 40 milionach.
            I kolejna powalajaca teoria,ze ludzie biedni nie sa normalni. Wariaci zadnej
            klasy spolecznej nie pomina, tego możesz być pewien.

            >Ja zdaje sobie sprawe,ze was w Polsce jeszcze strasza Hameryka,zebyscie
            >zacisneli mocno zeby i siedzieli na doopie.

            Czy Ty nie przespales upadku komunizmu?

            >Trzebaby to jeszcze gdzies oglosic,ze bez naplywowych,to Hameryka by zginela.

            Tego nie trzeba oglaszac, bo każdy to wie. Wielu Amerykanow to 1-sze, drugie,
            trzecie itd.pokolenie jakichs przyjezdnych i wiekszosc do innych niż
            amerykanskie korzeni się przyznaje. A skad się niby wzieli, jeśli kiedys nie
            przyjechali(i to stosunkowo niedawno). Ameryka pewnie by przetrwala,ale nie
            wiadomo czy tak rozwinieta.

            >Bo jakby pomyslec,ze naplywowi przyjezdzaja z biedniejszych krajow,to skad oni
            >sa tacy madrzy?

            Z domu i ze szkoly. A Ty co, glupi w koncu czy madry, bo się gubie.

            >To bardzo ciakawa zagwozdka,ze ponoc amerykanskie nauczanie odbiega od
            >europejskiego a dochod narodowy na glowe odbiega w druga strone.
            >Moglby ktos to jakos logicznie wytlumaczyc???

            Zapytaj swoich dlaczego tak twierdza w roznych raportach. I jeśli nie
            zauwazyles tego dotad ,to mowia o edukacji podstawowej.

            >Mam nadzieje,ze odrzucil i bedzie mogl spokojnie zgnic w EU.

            A skad w Tobie tyle agresji i nienawisci do starego kontynentu. Jad się saczy i
            kap,kap zalewa klawiature.....

            >A wszechstronny rozwoj polega na doborze wlasciwych okularow.

            Również, ale tylko wtedy, jeżeli ktos ma klopoty ze wzrokiem.

            >A pozniej zostaje prawnikiem albo lekarzem.Tylu bezrobotnych prawnikow co w
            >Stanach jest,to nigdzie na swiecie nie ma.No i lekarz to jest tez ciekawy
            >zawod,bo sie ma caly czas z chorymi do czynienia.
            >Zeby zaraz sie nie okazalo,ze Bill Gates i Michael Dell tez sa Zydami.

            A coz to za mysl chciales tu wyrazic?

            • maksimum Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 17.04.05, 17:48
              diagnosta7 napisała:

              >
              > >Lewicowa propaganda EUropejska dziala bardzo dobrze na tych,ktorzy nie zna
              > ja
              > >angielskiego,ale ci co znaja moga sobie poczytac,ze WSZYSCY W USA SA
              > >UBEZPIECZENI:
              > >www.cms.hhs.gov/medicaid/
              > >www.medicare.gov/
              >
              > A Ty zamiast zaczytywac się GW to bys poczytal troche prasy AMERYKANSKIEJ,
              > posluchal AMERYKANSKIEGO radia i takiejz tv. Twierdzisz ,ze Twój nowy rzad
              > uprawia lewicowa propagande.To ciekawa koncepcja.
              >
              > >Normalni ludzie maja ubezpieczenia prywatne a biedni maja medicare i medic
              > aid
              > >do ktorych linki podalem wyzej.
              >
              > To,ze jest pomoc dla biedniejszych(nie dla wszystkich), nie oznacza,ze
              > ubezpieczenie obejmuje kazdego i spelnia wszystkie potrzeby. Nie mac ludziom
              w glowach,ze wszyscy maja ubezpieczenie.Jeśli bowiem Ty masz racje to Twój rzad
              > lze o tych 40 milionach.

              Powtorze jeszcze raz wolno i wyraznie.
              40 mln Amerykanow nie ma ubezpieczenia prywatnego i dlatego korzystaja z
              ubezpieczen panstwowych.

              > I kolejna powalajaca teoria,ze ludzie biedni nie sa normalni. Wariaci zadnej
              > klasy spolecznej nie pomina, tego możesz być pewien.
              >
              > >Ja zdaje sobie sprawe,ze was w Polsce jeszcze strasza Hameryka,zebyscie
              > >zacisneli mocno zeby i siedzieli na doopie.
              >
              > Czy Ty nie przespales upadku komunizmu?
              >
              > >Trzebaby to jeszcze gdzies oglosic,ze bez naplywowych,to Hameryka by zgine
              > la.
              >
              > Tego nie trzeba oglaszac, bo każdy to wie. Wielu Amerykanow to 1-sze, drugie,
              > trzecie itd.pokolenie jakichs przyjezdnych i wiekszosc do innych niż
              > amerykanskie korzeni się przyznaje. A skad się niby wzieli, jeśli kiedys nie
              > przyjechali(i to stosunkowo niedawno). Ameryka pewnie by przetrwala,ale nie
              > wiadomo czy tak rozwinieta.
              >
              > >Bo jakby pomyslec,ze naplywowi przyjezdzaja z biedniejszych krajow,to skad
              > oni sa tacy madrzy?
              >
              > Z domu i ze szkoly. A Ty co, glupi w koncu czy madry, bo się gubie.
              >
              > >To bardzo ciakawa zagwozdka,ze ponoc amerykanskie nauczanie odbiega od
              > >europejskiego a dochod narodowy na glowe odbiega w druga strone.
              > >Moglby ktos to jakos logicznie wytlumaczyc???
              >
              > Zapytaj swoich dlaczego tak twierdza w roznych raportach. I jeśli nie
              > zauwazyles tego dotad ,to mowia o edukacji podstawowej.

              To taka reverse psychology,mowi sie ze jest zle,zeby ludzie wzieli sie do
              jeszcze bardziej wytezonej pracy.
              Komuna upadla prawie jak wiesz i nie majac wrogow mozna sie rozleniwic i
              ochlapnac na laurach,wiec dobry urzednik panstwowy podpowiada nieswiadomym
              ludziom w Hameryce,ze swiat nas przegania we wszystkim i my wtedy bierzemy sie
              do roboty,zeby odeprzec atak swiata na nasze pierwszenstwo.

              > >Mam nadzieje,ze odrzucil i bedzie mogl spokojnie zgnic w EU.
              >
              > A skad w Tobie tyle agresji i nienawisci do starego kontynentu. Jad się saczy
              i kap,kap zalewa klawiature.....
              >
              > >A wszechstronny rozwoj polega na doborze wlasciwych okularow.
              >
              > Również, ale tylko wtedy, jeżeli ktos ma klopoty ze wzrokiem.

              Ja ide do parku,to nie musze po mycce ich poznawac,bo okulary widze z daleka.

              > >A pozniej zostaje prawnikiem albo lekarzem.Tylu bezrobotnych prawnikow co
              > w Stanach jest,to nigdzie na swiecie nie ma.No i lekarz to jest tez ciekawy
              > >zawod,bo sie ma caly czas z chorymi do czynienia.
              > >Zeby zaraz sie nie okazalo,ze Bill Gates i Michael Dell tez sa Zydami.
              >
              > A coz to za mysl chciales tu wyrazic?

              Juz sam sie zgubilem,co autor mial tu na mysli.
              • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 18.04.05, 05:41
                >Powtorze jeszcze raz wolno i wyraznie.
                >40 mln Amerykanow nie ma ubezpieczenia prywatnego i dlatego korzystaja z
                >ubezpieczen panstwowych.

                Napisze jasno, choc szybko i mala czcionka co stwierdza National Center for
                Health Statistics:
                „From January through September 2004, 41.6 million persons of all ages (14.5%)
                were uninsured…”
                Nie mieli ZADNEGO ubezpieczenia.

                >To taka reverse psychology,mowi sie ze jest zle,zeby ludzie wzieli sie do
                >jeszcze bardziej wytezonej pracy.

                Cos Ci się pokrecilo.Gdyby zastosowali „reverse psychology” to w raporcie
                napisaliby,ze Ameryka jest najlepsza w matematyce i science na poziomie
                podstawowym i może spokojnie spoczac na laurach. I wtedy edukatorzy w USA
                wzieliby się do wytezonej pracy,robiac cos przeciwnego do tego,czego
                dowiedzieli się z raportu urzednika.A urzednikowi wlasnie o to chodzilo!
                To i w USA metody komunistyczne maja wziecie : manipulowanie i przeklamywanie
                informacji,żeby zwiekszyc wydajnosc i osiagnac 200% normy. Niech zyje!!!Nawet
                na reverse psychology ich nie stac.

                >Komuna upadla prawie jak wiesz i nie majac wrogow mozna sie rozleniwic i
                >ochlapnac na laurach,wiec dobry urzednik panstwowy podpowiada nieswiadomym
                >udziom w Hameryce,ze swiat nas przegania we wszystkim.

                Paskudny, manipulatorski i pewnie klamliwy urzednik robi wode z mozgu biednym
                Amerykanom.Ale Ty jestes swiadomy i sie na to nie dajesz nabrac. Nie ma
                glupich, niech reszta wyrabia te 200%.

                > i my wtedy bierzemy sie
                >do roboty,zeby odeprzec atak swiata na nasze pierwszenstwo.

                Przy wydajnym uzyciu naplywowych, którzy dostaja schizofrenii, bo musza
                odpierac atak wlasnego kraju.


                >Ja ide do parku,to nie musze po mycce ich poznawac,bo okulary widze z daleka.

                Uwazaj, bo zgodnie z prawem federalnym możesz wyladowac w miejscu odosobnienia.
                A jak kiedys zaczniesz nosic okulary to lepiej przestan bywac w parku.

                >Juz sam sie zgubilem,co autor mial tu na mysli.

                Wyglada na to, ze nic nie mial na mysli.
                • maksimum Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 18.04.05, 21:21
                  diagnosta7 napisała:

                  > >Powtorze jeszcze raz wolno i wyraznie.
                  > >40 mln Amerykanow nie ma ubezpieczenia prywatnego i dlatego korzystaja z
                  > >ubezpieczen panstwowych.
                  >
                  > Napisze jasno, choc szybko i mala czcionka co stwierdza National Center for
                  > Health Statistics:
                  > „From January through September 2004, 41.6 million persons of all ages (1
                  > 4.5%) were uninsured…”

                  MEDICAID I MEDICARE nikt nie dostaje,tylko dlatego ze zyje i mieszka w Stanach!
                  Trzeba sie o nie ubiegac.I jak ulegnie wypadkowi biedny,to biora go do szpitala
                  i tam na miejscu zalatwiaja mu ubezpieczenie.A gdy wyjdzie ze szpitala,to go
                  juz nie ma.
                  M & M nie sa przyznawane automatycznie i trzeba sie o nie ubiegac i wielu ludzi
                  po prostu sie nie ubiega,bo nie choruje.

                  > Nie mieli ZADNEGO ubezpieczenia.

                  Nie mieli zadnego,tzn nie mieli prywatnego,ktore kazdy pracujacy oraz jego
                  rodzina ma.
                  Wystarczy ze jedna osoba w rodzinie pracuje i cala rodzina jest ubezpieczona.

                  > Paskudny, manipulatorski i pewnie klamliwy urzednik robi wode z mozgu
                  biednym
                  > Amerykanom.Ale Ty jestes swiadomy i sie na to nie dajesz nabrac. Nie ma
                  > glupich, niech reszta wyrabia te 200%.

                  Bo jesli najlepsze na swiecie uniwersytety sa w USA i studiuja na nich
                  Amerykanie,to dla mnie znaczy,ze skonczyli oni szkoly srednie w USA.
                  A jak szkoly srednie ,to i podstawowe tez.

                  • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 19.04.05, 02:16
                    > Nie mieli zadnego,tzn nie mieli prywatnego,ktore kazdy pracujacy oraz jego
                    >rodzina ma.
                    >Wystarczy ze jedna osoba w rodzinie pracuje i cala rodzina jest ubezpieczona.

                    Nie mieli zadnego oznacza, ze nie mieli zadnego, ani prywatnego, ani
                    publicznego.
                    To nie ja to wymyslilam, tylko Twój rzad, wiec jeśli się z nimi nie zgadzasz,
                    to zwroc się z apelacja do odpowiednich sluzb. Ubezpieczenia nie maja również
                    dzieci, bezrobotni, a nawet czesc robotnych. Gdyby to nie byl problem, to Twój
                    rzad nie zastanawialby się jak te zagwozdke rozwiazac i nie byloby tyle szumu w
                    zwiazku z tym. Nie idz w zaparte tylko się doinformuj.

                    “For children under age 18 years, the percentage uninsured was 9.2%. During the
                    first 9 months of 2004, more than 58% of currently unemployed adults and nearly
                    21%
                    of employed adults aged 18–64 years had been uninsured for at least part of the
                    past year, and 32.8% of currently unemployed adults and 12.6% of employed
                    adults had been uninsured for more than a year”.

                    >Bo jesli najlepsze na swiecie uniwersytety sa w USA i studiuja na nich
                    >Amerykanie,to dla mnie znaczy,ze skonczyli oni szkoly srednie w USA.
                    >A jak szkoly srednie ,to i podstawowe tez.

                    Może poziom science i matematyki nie jest dla Ciebie problemem, ale znow, jest
                    dla twojego rzadu, sporej grupy naukowcow oraz rodzicow. A z science to jest
                    kiepsko i na wyzszych szczeblach. Amerykanska dziatwa coraz rzadziej wybiera
                    się na kierunki scisle i pisalam już o tym, ze prawie 50% doktoratow w naukach
                    inzynieryjnych należy do przyjezdnych. Nie ma się co zapierac w sprawach
                    oczywistych. Żaden czlowiek, ani żaden kraj nie jest idealny. Nikt nie twierdzi
                    (nawet ja), ze USA nie sa potega gospodarcza i ze wielu ludzi nie znalazlo tu
                    swojej szansy, ale nie ma co mydlic oczu, ze wszystko jest perfekcyjne i warto,
                    tak jak kiedys daggga pisala, uczyc się tez na cudzych(amerykanskich) bledach.
                    Nikt, (nawet ja), nie zabierze Ci Twojego amerykanskiego szczescia. Jeśli
                    jestes zadowolony, spelniony zyciowo-to pieknie, ale przestan pelnic role
                    cenzora. Wiele ludzi bylo w USA i innych krajach i maja swoje doswiadczenia,
                    opinie, obserwacje i porownania. Nie musisz się zacietrzewiac tylko dlatego, ze
                    nie wszystko jest tam idealne.


                    • maksimum Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 19.04.05, 04:38
                      diagnosta7 napisała:

                      > > Nie mieli zadnego,tzn nie mieli prywatnego,ktore kazdy pracujacy oraz jego
                      > >rodzina ma.
                      > >Wystarczy ze jedna osoba w rodzinie pracuje i cala rodzina jest ubezpieczo
                      > na.
                      >
                      > Nie mieli zadnego oznacza, ze nie mieli zadnego, ani prywatnego, ani
                      > publicznego.

                      O Ci w sumie chodzi?
                      Chcesz udowodnic,ze polskie lecznictwo jest lepsze od amerykanskiego?
                      Ja znam z autopsji jedno i drugie i porownanie jest jak piesc do oka.
                      W USA ludzie ,ktorzy nie maja ubezpieczenia leczeni sa lepiej niz w Polsce
                      ludzie z ubezpieczeniem.

                      > To nie ja to wymyslilam, tylko Twój rzad, wiec jeśli się z nimi nie zgadzasz,
                      > to zwroc się z apelacja do odpowiednich sluzb. Ubezpieczenia nie maja również
                      > dzieci, bezrobotni, a nawet czesc robotnych. Gdyby to nie byl problem, to
                      Twój
                      > rzad nie zastanawialby się jak te zagwozdke rozwiazac i nie byloby tyle szumu
                      >w zwiazku z tym. Nie idz w zaparte tylko się doinformuj.

                      Wlasnie tego mnie brakuje,zeby mnie ktos z Polski doinformowywal jak jest w USA.

                      > “For children under age 18 years, the percentage uninsured was 9.2%. Duri
                      > ng the first 9 months of 2004, more than 58% of currently unemployed adults
                      and nearly 21% of employed adults aged 18–64 years had been uninsured for at
                      least part of the
                      > past year, and 32.8% of currently unemployed adults and 12.6% of employed
                      > adults had been uninsured for more than a year”.

                      A ile razy Ty chodzisz do lekarza w ciagu roku??
                      Ubezpieczenie jak wiesz kosztuje i mozesz je sobie kupic albo go sobie nie
                      kupowac,identycznie tak samo jak samochod.
                      Jak nie kupisz samochodu ,to bedziesz jezdzila autobusem,a jak nie kupisz
                      ubezpieczenia ,to bedziesz placic za wizyty.
                      Chyba w Polsce tez sa lekarze,ktorzy zamiast ubezpieczenia przyjmuja klientow
                      za gotowke?
                      Ubezpieczenie rodzinne kosztuje okolo 10,000 doll. ale zeby wydac tyle rocznie
                      na lekarzy,to trzeba pojsc 100 razy do lekarza ktory bierze 100 doll za wizyte.
                      Jesli rodzina nie jest chorowita,to kupowanie ubezpieczenia jest nonsensem.

                      > >Bo jesli najlepsze na swiecie uniwersytety sa w USA i studiuja na nich
                      > >Amerykanie,to dla mnie znaczy,ze skonczyli oni szkoly srednie w USA.
                      > >A jak szkoly srednie ,to i podstawowe tez.
                      >
                      > Może poziom science i matematyki nie jest dla Ciebie problemem, ale znow,
                      jest
                      > dla twojego rzadu, sporej grupy naukowcow oraz rodzicow. A z science to jest
                      > kiepsko i na wyzszych szczeblach.

                      To wreszcie kto byl na ksiezycu? Rosjanie,EUropejczycy czy Amerykanie?
                      Na FAKTY PATRZ,a nie na to kto jak narzeka!


                      > Amerykanska dziatwa coraz rzadziej wybiera
                      > się na kierunki scisle i pisalam już o tym, ze prawie 50% doktoratow w
                      naukach
                      > inzynieryjnych należy do przyjezdnych. Nie ma się co zapierac w sprawach
                      > oczywistych. Żaden czlowiek, ani żaden kraj nie jest idealny. Nikt nie
                      twierdzi
                      > (nawet ja), ze USA nie sa potega gospodarcza i ze wielu ludzi nie znalazlo tu
                      > swojej szansy, ale nie ma co mydlic oczu, ze wszystko jest perfekcyjne i
                      warto, tak jak kiedys daggga pisala, uczyc się tez na cudzych(amerykanskich)
                      >bledach.

                      A Ty sie wlasnie wspolnie z cala gromada jajoglowych z EU specjalizujesz w
                      wyszukiwaniu "bledow" amerykanskich i wysmiewania ich publicznie.
                      Ja jestem troche inny od Ciebie i jak widze kogos lepszego,to specjalizuje sie
                      w nasladowaniu go.

                      > Nikt, (nawet ja), nie zabierze Ci Twojego amerykanskiego szczescia. Jeśli
                      > jestes zadowolony, spelniony zyciowo-to pieknie, ale przestan pelnic role
                      > cenzora. Wiele ludzi bylo w USA i innych krajach i maja swoje doswiadczenia,
                      > opinie, obserwacje i porownania.

                      Z tym,ze te wasze opinie i obserwacje bazuja na falszywych domniemaniach,ze niby
                      w USA jest wiecej morderstw niz w Polsce,ze niby szkolnictwo jest gorsze niz w
                      Polsce ,no i lecznictwo w USA jest duzo gorsze niz w Polsce.
                      To w takim razie,dlaczego ci najzdolniejsi z Polski przyjezdzaja na studia do
                      Stanow,ze nie wspomne o przysylaniu chorych na skomplikowane leczenie,bo o
                      morderstwach mozna sobie w statystykach zobaczyc ,ze jest ich wiecej w Polsce
                      niz w Stanach per capita.

                      > Nie musisz się zacietrzewiac tylko dlatego,ze nie wszystko jest tam idealne.

                      Podziwiam za to,ze w Polsce wszystko jest idealniejsze.
                      Polsce naukowcy od nauk scislych,razem z ich kolegami ze wsolnoty niepodleglych
                      panstw powinni wprowadzic poprawki do importowanych z USA samolotow F-16 oraz
                      Boeingow,zeby je usprawnic,bo wiadomo,ze co amerykanskie to nie tak "doskonale"
                      jak slowianskie.
                      Mozna oczywiscie latac na doskonalych "Tupolewach" ,ktore sa wynikiem lepiej
                      wyksztalconych naukowcow slowianskich.

                      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 20.04.05, 00:55

                        >O Ci w sumie chodzi?

                        A Tobie? Zwekslowales dyskusje w kierunku amerykanskim ( nie powiem, ciekawy
                        temat), a teraz Cie nerwy ponosza. Wyluzuj sie, odetchnij trzy razy gleboko i
                        sam sie zastanow, jaki byl Twoj cel w rozpisywaniu sie o USA?

                        >Chcesz udowodnic,ze polskie lecznictwo jest lepsze od amerykanskiego?

                        Nigdy tego nie probowalam. Skad Ci to przyszlo do glowy?

                        >Wlasnie tego mnie brakuje,zeby mnie ktos z Polski doinformowywal jak jest w
                        >USA.

                        Dlaczego z Polski? Już pisalam, ze wystarcza amerykanskie srodki masowego
                        przekazu plus to, czego fragmenty zacytowalam-amerykanski raport rzadowy, ktory
                        co najmniej raz w roku sie pojawia.


                        > Ubezpieczenie rodzinne kosztuje okolo 10,000 doll. ale zeby wydac tyle
                        rocznie
                        >na lekarzy,to trzeba pojsc 100 razy do lekarza ktory bierze 100 doll za wizyte.
                        >Jesli rodzina nie jest chorowita,to kupowanie ubezpieczenia jest nonsensem.


                        No wlasnie, sa rodziny, ktorych nie stac na kupienie ubezpieczenia oraz tym
                        bardziej prywatna wizyte. Ale Ty w ogole nie widzisz dobrej strony trabienia na
                        alarm. Skoro problem jest zauwazony i staraja sie sobie z nim radzic, to
                        zwyczajnie oznacza, ze probuja szukac rozwiazan. A raporty sa po to, zeby
                        monitorowac sytuacje. Nie ma co dramatyzowac, ani się ciskac. To samo dotyczy
                        edukacji.


                        >To wreszcie kto byl na ksiezycu? Rosjanie,EUropejczycy czy Amerykanie?
                        >Na FAKTY PATRZ,a nie na to kto jak narzeka!

                        Na ksiezycu Amerykanin, w przestrzeni-Jurij. I co to zmienia?
                        Chcialam po raz kolejny zauwazyc, ze narzeka Twoj rzad i to rowniez sa fakty.


                        >A Ty sie wlasnie wspolnie z cala gromada jajoglowych z EU specjalizujesz w
                        >wyszukiwaniu "bledow" amerykanskich i wysmiewania ich publicznie.

                        Nie histeryzuj. Nikt tu sie nie smieje.Wszystko odbywa się z pelna powaga. W
                        zyciu nie nasmiewalam sie z zadnego kraju, co najwyzej smialam sie z
                        pojedynczych jednostek, jesli na to zasluzyly. Poza tym trudno mowic o
                        publice.Od czasu do czasu ktos tu zajrzy, ale tak naprawde, to my sie
                        produkujemy na tym forum i jak widzisz malo to kogo obchodzi co Ty lub ja
                        myslimy na temat USA.
                        Zaimponowalo mi, ze dyskutujesz także z EU. Ameryka ma godnego obronce i
                        reprezentanta.


                        >Ja jestem troche inny od Ciebie i jak widze kogos lepszego,to specjalizuje sie
                        >w nasladowaniu go.

                        Nie troche, a calkiem.
                        Jeśli konstruujesz komputer jeszcze nowszej generacji-tak trzymac.


                        >Z tym,ze te wasze opinie i obserwacje bazuja na falszywych domniemaniach,ze
                        niby
                        >w USA jest wiecej morderstw niz w Polsce,ze niby szkolnictwo jest gorsze niz w
                        >Polsce ,no i lecznictwo w USA jest duzo gorsze niz w Polsce.
                        >To w takim razie,dlaczego ci najzdolniejsi z Polski przyjezdzaja na studia do
                        >Stanow,ze nie wspomne o przysylaniu chorych na skomplikowane leczenie,bo o
                        >morderstwach mozna sobie w statystykach zobaczyc ,ze jest ich wiecej w Polsce
                        >niz w Stanach per capita.

                        Nie wiem dlaczego „wasze”, bo ja wystepuje pojedynczo (rozumiem,ze nikt tu nie
                        cierpi na rozdwojenie jazni).
                        Nie przypominam sobie takze, zebym pisala cokolwiek na temat zabojstw oraz
                        wyzszosci polskiego systemu edukacyjnego.
                        Z Polski nie przjezdzaja tylko najzdolniejsi.
                        Poza tym bylo już o tym wielokrotnie, ze przyjezdzaja dla bazy naukowej, bo
                        jest doskonala.
                        Po trzecie, musieli się uczyc w Polsce, wiec choc sa problemy z edukacja , to
                        od czasu do czasu udaje się kogos dobrze wyksztalcic.

                        >Podziwiam za to,ze w Polsce wszystko jest idealniejsze.

                        No to jestes jedyny na tym forum. Nie bylo tu ani jednej osoby, ktora by tak
                        twierdzila. Ale to milo, jesli ktos o Ojczyznie dobrze mysli.
                        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 20.04.05, 05:37
                          diagnosta7 napisała:

                          >
                          > >O Ci w sumie chodzi?
                          >
                          > A Tobie? Zwekslowales dyskusje w kierunku amerykanskim

                          No bo chyba z kogos trzeba brac przyklad,no nie?

                          > ( nie powiem, ciekawy temat), a teraz Cie nerwy ponosza.

                          Kiedy i gdzie mnie nerwy ponosza,bo nie zauwazylem???
                          Gdyby mnie ponosily,to ja chyba pierwszy bym to zauwazyl,prawda?
                          Czy ja Ci wmawiam,ze Ciebie nerwy ponosza?
                          Nie.No i sama widzisz,kto tu jest kulturalny ,a kto probuje drugiemu ciemnote
                          wciskac.


                          > Wyluzuj sie, odetchnij trzy razy gleboko i
                          > sam sie zastanow, jaki byl Twoj cel w rozpisywaniu sie o USA?

                          Ja jestem zupelnie wyluzowany i nie mam problemow z oddychaniem,a teraz moze
                          Tobie powmawiam zeby poszla do psychologa lub innego specjalisty.
                          Nie umiesz sie jak normalny czlowiek tematem zajac,bez osobistych wycieczek?
                          Wracajac do tematu piszemy o geniuszach i ja probuje wam oczy otworzyc,ze
                          geniusz geniuszowi nie jest rowny.
                          Polski geniusz moze byc w Stanach calkiem przecietnym czlowiekiem,bo iloraz
                          inteligencji mierzy sie w porownaniu ze srednia krajowa,a nie swiatowa.


                          > >Chcesz udowodnic,ze polskie lecznictwo jest lepsze od amerykanskiego?
                          >
                          > Nigdy tego nie probowalam. Skad Ci to przyszlo do glowy?
                          >
                          > >Wlasnie tego mnie brakuje,zeby mnie ktos z Polski doinformowywal jak jest
                          > w USA.
                          >
                          > Dlaczego z Polski? Już pisalam, ze wystarcza amerykanskie srodki masowego
                          > przekazu plus to, czego fragmenty zacytowalam-amerykanski raport rzadowy,
                          >ktory co najmniej raz w roku sie pojawia.

                          Akurat to zrozumialas,a ja przyszlo poprzec Busha gdy obalal dyktature
                          Saddama,to gdzie bylas?

                          > > Ubezpieczenie rodzinne kosztuje okolo 10,000 doll. ale zeby wydac tyle
                          > rocznie
                          > >na lekarzy,to trzeba pojsc 100 razy do lekarza ktory bierze 100 doll za wi
                          > zyte.
                          > >Jesli rodzina nie jest chorowita,to kupowanie ubezpieczenia jest nonsensem.
                          >
                          >
                          > No wlasnie, sa rodziny, ktorych nie stac na kupienie ubezpieczenia oraz tym
                          > bardziej prywatna wizyte. Ale Ty w ogole nie widzisz dobrej strony trabienia
                          >na alarm.

                          Bo ja calkiem inaczej widze te dobra strone niz Ty.
                          Polega to na tym,zeby naklonic ludzi do kupowania ubezpieczen prywatnych a nie
                          poleganiu na panstwowej darmosze i Ty tego nie chwytasz.
                          Jest bardzo duzo ludzi,ktorych stac na kupienie ubezpieczenia ,ale nie robia
                          tego,bo chca wiecej w ponczoche wcisnac.

                          > Skoro problem jest zauwazony i staraja sie sobie z nim radzic, to
                          > zwyczajnie oznacza, ze probuja szukac rozwiazan. A raporty sa po to, zeby
                          > monitorowac sytuacje. Nie ma co dramatyzowac, ani się ciskac. To samo dotyczy
                          > edukacji.

                          Raport o edukacji bije na alarm,ze pol swiata jest lepsze w edukacji niz USA,a
                          i tak wszyscy wiedza,ze najlepsze uniwersytety sa w USA.
                          TO GDZIE SA KSZTALCENI CI MLODZI LUDZIE,KTORZY UCZESZCZAJA NA AMARYKANSKIE
                          UNIWERSYTETY?????
                          Nie zadalas sobie tego pytania?
                          W 90% sa ksztalceni w USA a reszta to najlepsi z innych krajow.

                          > >To wreszcie kto byl na ksiezycu? Rosjanie,EUropejczycy czy Amerykanie?
                          > >Na FAKTY PATRZ,a nie na to kto jak narzeka!
                          >
                          > Na ksiezycu Amerykanin, w przestrzeni-Jurij. I co to zmienia?

                          A dlaczego Jurij nie polecial na ksiezyc?
                          Rozumku mu zabraklo na skonstruowanie rakiety?

                          > Chcialam po raz kolejny zauwazyc, ze narzeka Twoj rzad i to rowniez sa fakty.

                          Mnie nie interesuje kto narzeka,wazne natomiast jest by umiec oddzielic fakty
                          od zwyklego narzekania.

                          > >A Ty sie wlasnie wspolnie z cala gromada jajoglowych z EU specjalizujesz w
                          > >wyszukiwaniu "bledow" amerykanskich i wysmiewania ich publicznie.
                          >
                          > Nie histeryzuj. Nikt tu sie nie smieje.Wszystko odbywa się z pelna powaga. W
                          > zyciu nie nasmiewalam sie z zadnego kraju, co najwyzej smialam sie z
                          > pojedynczych jednostek, jesli na to zasluzyly. Poza tym trudno mowic o
                          > publice.Od czasu do czasu ktos tu zajrzy, ale tak naprawde, to my sie
                          > produkujemy na tym forum i jak widzisz malo to kogo obchodzi co Ty lub ja
                          > myslimy na temat USA.
                          > Zaimponowalo mi, ze dyskutujesz także z EU. Ameryka ma godnego obronce i
                          > reprezentanta.

                          To wreszcie Polska zapisala sie do EU czy mysla o wypisaniun sie?

                          • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 21.04.05, 01:19

                            >No bo chyba z kogos trzeba brac przyklad,no nie?

                            Czasem warto brac, a czasem nie warto.

                            >Kiedy i gdzie mnie nerwy ponosza,bo nie zauwazylem???

                            Ja zauwazylam.

                            >Gdyby mnie ponosily,to ja chyba pierwszy bym to zauwazyl,prawda?

                            Niekoniecznie.

                            >Czy ja Ci wmawiam,ze Ciebie nerwy ponosza?

                            Widocznie nie masz powodu.

                            >Nie.No i sama widzisz,kto tu jest kulturalny ,a kto probuje drugiemu ciemnote
                            >wciskac.

                            Zdecydowanie widze.

                            >Ja jestem zupelnie wyluzowany i nie mam problemow z oddychaniem,a teraz moze
                            >Tobie powmawiam zeby poszla do psychologa lub innego specjalisty.

                            Ja Cie nie wysylalam do nikogo. Nie wiem skad to przypuszczenie. ( A
                            propos:jakiego specjaliste miałes na mysli?)

                            >Nie umiesz sie jak normalny czlowiek tematem zajac,bez osobistych wycieczek?

                            I kto to mowi?
                            Rozumiem, ze Ty jestes ten normalny czlowiek.

                            >Wracajac do tematu piszemy o geniuszach i ja probuje wam oczy otworzyc,ze
                            >geniusz geniuszowi nie jest rowny.
                            >Polski geniusz moze byc w Stanach calkiem przecietnym czlowiekiem,bo iloraz
                            >inteligencji mierzy sie w porownaniu ze srednia krajowa,a nie swiatowa.

                            Testy stosowane na swiecie sa znormalizowane. Wynik jest wystandaryzowany dla
                            populacji badanej tym samym testem. Jak ktos ma 160 w Polsce, to 8 godzin w
                            samolocie mu tego nie zmieni.
                            Jeśli koniecznie chcesz w to się wdawac to przy zalozeniu,ze amerykanska mean
                            wynosi 100:


                            Country Mean IQ
                            Holland 109.4
                            Germany 109.3
                            Poland 108.3
                            Sweden 105.8
                            Yugoslavia 105.7
                            Italy 103.8
                            Austria 103.5
                            Switzerland 102.8
                            Portugal 102.6
                            Great Britain 102.0
                            Norway 101.8
                            Denmark 100.7
                            Hungary 100.5
                            Czechoslovakia 100.4
                            Spain 100.3
                            Belgium 99.7
                            Greece 99.4
                            Ireland 99.2
                            Finland 98.1
                            Bulgaria 96.3
                            France 96.1

                            Do tego jeszcze azjatyckie dzieci osiagaja wysokie wyniki. Srednia dla tych
                            krajow wynosi 107, ale np. Japonia ma ponad 110, a Pld. Korea 109.
                            Znow chciales udowodnic, ze Polacy to idioci, no, co najmniej gorsi od
                            Amerykanow. Jakos Ci to przekonanie wyjatkowo do szczescia potrzebne.

                            >Akurat to zrozumialas,a ja przyszlo poprzec Busha gdy obalal dyktature
                            >Saddama,to gdzie bylas?

                            W domu. A Ty piszesz te posty z Iraku?

                            >Bo ja calkiem inaczej widze te dobra strone niz Ty.

                            I o to chodzi. Roznorodnosc jest piekna.

                            >Polega to na tym,zeby naklonic ludzi do kupowania ubezpieczen prywatnych a nie
                            >poleganiu na panstwowej darmosze i Ty tego nie chwytasz.
                            >Jest bardzo duzo ludzi,ktorych stac na kupienie ubezpieczenia ,ale nie robia
                            >tego,bo chca wiecej w ponczoche wcisnac.

                            Biedaka możesz naklaniac i naklaniac, a ten i tak dalej idzie w zaparte. Tak to
                            już jest.

                            >Raport o edukacji bije na alarm,ze pol swiata jest lepsze w edukacji niz USA,a
                            >i tak wszyscy wiedza,ze najlepsze uniwersytety sa w USA.

                            Wlasnie po to sa te raporty, żeby nimi byc nie przestaly.

                            TO GDZIE SA KSZTALCENI CI MLODZI LUDZIE,KTORZY UCZESZCZAJA NA AMARYKANSKIE
                            UNIWERSYTETY?????

                            Czesc w szkole, czesc w domu, a jeszcze inni u tutora.

                            >Nie zadalas sobie tego pytania?
                            >W 90% sa ksztalceni w USA a reszta to najlepsi z innych krajow.

                            Zaraz najlepsi.I dobrzy i kiepscy.

                            >A dlaczego Jurij nie polecial na ksiezyc?
                            >Rozumku mu zabraklo na skonstruowanie rakiety?

                            Jurij był astronauta, nie konstruktorem.

                            >Mnie nie interesuje kto narzeka,wazne natomiast jest by umiec oddzielic fakty
                            >od zwyklego narzekania.

                            A ja lubie sluchac jak Bushowe narzekaja, bo z tego może wyjsc cos
                            konstruktywnego.
                            I mowa jest o obiektywnych faktach wylacznie.

                            >To wreszcie Polska zapisala sie do EU czy mysla o wypisaniun sie?

                            A jakie to ma dla Ciebie znaczenie?
                            • maksimum I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGENCJE? 21.04.05, 03:45
                              diagnosta7 napisała:

                              > Testy stosowane na swiecie sa znormalizowane. Wynik jest wystandaryzowany dla
                              > populacji badanej tym samym testem. Jak ktos ma 160 w Polsce, to 8 godzin w
                              > samolocie mu tego nie zmieni.
                              > Jeśli koniecznie chcesz w to się wdawac to przy zalozeniu,ze amerykanska mean
                              > wynosi 100:
                              >
                              >
                              > Country Mean IQ
                              > Holland 109.4
                              > Germany 109.3
                              > Poland 108.3
                              > Sweden 105.8
                              > Yugoslavia 105.7
                              > Italy 103.8
                              > Austria 103.5
                              > Switzerland 102.8
                              > Portugal 102.6
                              > Great Britain 102.0
                              > Norway 101.8
                              > Denmark 100.7
                              > Hungary 100.5
                              > Czechoslovakia 100.4
                              > Spain 100.3
                              > Belgium 99.7
                              > Greece 99.4
                              > Ireland 99.2
                              > Finland 98.1
                              > Bulgaria 96.3
                              > France 96.1
                              >
                              > Do tego jeszcze azjatyckie dzieci osiagaja wysokie wyniki. Srednia dla tych
                              > krajow wynosi 107, ale np. Japonia ma ponad 110, a Pld. Korea 109.
                              > Znow chciales udowodnic, ze Polacy to idioci, no, co najmniej gorsi od
                              > Amerykanow. Jakos Ci to przekonanie wyjatkowo do szczescia potrzebne.

                              Szkoda ,ze zrodla nie podalas,ale to juz typowo polskie.Rywin tez zrodla nie
                              podal.
                              • maksimum Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 21.04.05, 15:00
                                Jak duza grupa byla badana,z jakich miast.Srednia wieku badanych itd.
                                Bo jesli badania bylyprzyprowadzone w stolicach krajow,to akurat w Polsce
                                edukacja w Warszawie stoi na najwyzszym poziomie ,ale Washington DC jest
                                zamieszkale w 90% przez czarnych i poziom edukacji tam nie oddaje sredniej
                                krajowej.
                                Czy uwzgledniano szkoly publiczne czy prywatne,itd..
                                • diagnosta7 Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 22.04.05, 02:12

                                  >I jaki jest wniosek z tych testow na inteligencje?

                                  A jaki plynie wniosek z Twojej wczesniejszej wypowiedzi?

                                  >Polski geniusz moze byc w Stanach calkiem przecietnym czlowiekiem,bo iloraz
                                  >inteligencji mierzy sie w porownaniu ze srednia krajowa,a nie swiatowa.

                                  To byla odpowiedz na Twoje absurdalne twierdzenie. A wniosek z tabelki plynie
                                  taki, ze Warszawa trzyma się mocno i to moze raczej Amerykanin nie poradzilby
                                  sobie w Warszawie, ale za to w Paryzu. (Wyraznie podkreslam, ze to jest zart.
                                  Powtarzam-zart.)

                                  >Jak duza grupa byla badana,z jakich miast.Srednia wieku badanych itd.
                                  >Bo jesli badania bylyprzyprowadzone w stolicach krajow,to akurat w Polsce
                                  >edukacja w Warszawie stoi na najwyzszym poziomie ,ale Washington DC jest
                                  >zamieszkale w 90% przez czarnych i poziom edukacji tam nie oddaje sredniej
                                  >krajowej.
                                  >Czy uwzgledniano szkoly publiczne czy prywatne,itd..

                                  Widze, ze Cie zaniepokoily te dane.
                                  Musiales mieć na SGPS statystyke. Poprawnosc metodologiczna badania jest
                                  podstawa.
                                  Jeśli już tak koniecznie chcesz porownywac srednie krajowe, to humoru sobie nie
                                  poprawisz, bo Polska ma 99, a USA 98. No i to kompletnie dyskredytuje narod
                                  amerykanski, a na wyzyny wynosi polski.



                                  • bea.bea Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 22.04.05, 02:24
                                    rozdwojenie jaźni...schizofrenia....
                                    dziwne....smile
                                    • diagnosta7 Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 22.04.05, 03:07
                                      Witaj bea.bea.
                                      Nie spodziewalam sie,ze poza starymi bywalcami,ktos jeszcze trafi do tej
                                      kameralnej grupy terapeutycznej.
                                    • maksimum Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 22.04.05, 03:32
                                      bea.bea napisała:

                                      > rozdwojenie jaźni...schizofrenia....
                                      > dziwne....smile

                                      Jestes bardzo blisko,bo podstawowe pytanie brzmi:Co jest potrzebne do sukcesu?
                                      To ze Polska i Jugoslawia sa tak wysoko w tym zestawieniu o niczym nie swiadczy,
                                      bo wyniki uzaleznione sa od tak wielu czynnikow,ze nie mozna ich brac powaznie.
                                      Mozna by zadac pytanie:Czy Rywin i Urban sa ludzmi inteligentnymi?
                                      Niewatpliwie sa,ale co z tego? Ja nie chcialbym byc na miejscu jednego czy
                                      drugiego.
                                      Gdyby Polacy i Jugoslawianie rzeczywiscie byli tak inteligentni jak przytoczone
                                      przez specjaliste 7 zestawienie pokazuje,to byliby rowniez na liscie
                                      najbogatszych na swiecie,oraz zarzadzali najwiekszymi firmami na swiecie.
                                      Schwartzenegger przyjechal ze slabym angielski do Stanow i jest gubernatorem,a
                                      Olbrychski byl tu tyle razy i co??
                                      NIC!
                                      No wiec o troche umiaru prosze,jak sie takie "zestawienia inteligentnych"
                                      sporzadza.
                                      Licza sie fakty z zycia a nie teoria papierkowa tworzona dla rozweselenia
                                      EUropejczykow i reszty swiata.
                                  • maksimum Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 22.04.05, 04:18
                                    diagnosta7 napisała:

                                    >
                                    > >I jaki jest wniosek z tych testow na inteligencje?
                                    >
                                    > A jaki plynie wniosek z Twojej wczesniejszej wypowiedzi?
                                    >
                                    > >Polski geniusz moze byc w Stanach calkiem przecietnym czlowiekiem,bo ilora
                                    > z inteligencji mierzy sie w porownaniu ze srednia krajowa,a nie swiatowa.
                                    >
                                    > To byla odpowiedz na Twoje absurdalne twierdzenie. A wniosek z tabelki plynie
                                    > taki, ze Warszawa trzyma się mocno i to moze raczej Amerykanin nie poradzilby
                                    > sobie w Warszawie, ale za to w Paryzu. (Wyraznie podkreslam, ze to jest zart.
                                    > Powtarzam-zart.)
                                    >
                                    > >Jak duza grupa byla badana,z jakich miast.Srednia wieku badanych itd.
                                    > >Bo jesli badania bylyprzyprowadzone w stolicach krajow,to akurat w Polsce
                                    > >edukacja w Warszawie stoi na najwyzszym poziomie ,ale Washington DC jest
                                    > >zamieszkale w 90% przez czarnych i poziom edukacji tam nie oddaje sredniej
                                    >
                                    > >krajowej.
                                    > >Czy uwzgledniano szkoly publiczne czy prywatne,itd..
                                    >
                                    > Widze, ze Cie zaniepokoily te dane.
                                    > Musiales mieć na SGPS statystyke. Poprawnosc metodologiczna badania jest
                                    > podstawa.
                                    > Jeśli już tak koniecznie chcesz porownywac srednie krajowe, to humoru sobie
                                    nie poprawisz, bo Polska ma 99, a USA 98. No i to kompletnie dyskredytuje narod
                                    > amerykanski, a na wyzyny wynosi polski.

                                    Badania mnie zupelnie nie zaniepokoily,bo o niczym nie swiadcza.
                                    Czy w zwiazku z ta rzekoma inteligencja Polakow i Jugoslowian zjezdzaja tam
                                    fachowcy z calego swiata zakladajac laboratoria badawcze czy robiac R&D.
                                    Jak mozna pogodzic,te rzekoma wysoka inteligencje z brakiem uczelni nawet na
                                    srednim swiatowym poziomie?
                                    Ludzie podrozuja troche po swiecie i wiedza jaki jest poziom zycia w Polsce i
                                    USA i przytoczone przez Ciebie badania tego porzadku swiata nie zmienia.
                                    Moga co najwyzej rozweselic tych z poczuciem humoru a Polacy i Jugoslawianie
                                    wezma wszystko na powaznie,bo znani sa z jego braku.
                                    Jesli Jugole sa tacy inteligentni to dlaczego jeszcze pare lat temu zarzynali
                                    sie jak swiniaki nawzajem w wojnie domowej?

                                    A tu Brytyjczyk o Polakach:
                                    polityka.onet.pl/162,1224952,1,RA,artykul.html


                                    • diagnosta7 Re: I JAKI JEST WNIOSEK Z TYCH TESTOW NA INTELIGE 22.04.05, 23:27
                                      Badania mnie zupelnie nie zaniepokoily,bo o niczym nie swiadcza.

                                      To po co sie dopytujesz?

                                      >Czy w zwiazku z ta rzekoma inteligencja Polakow i Jugoslowian zjezdzaja tam
                                      >fachowcy z calego swiata zakladajac laboratoria badawcze czy robiac R&D.
                                      >Jak mozna pogodzic,te rzekoma wysoka inteligencje z brakiem uczelni nawet na
                                      >srednim swiatowym poziomie?

                                      Problem z Toba jest taki, ze wlasciwie każdy post trzeba pisac trzy razy na
                                      rozne sposoby, żeby dotarlo.Juz bylo o tym, ze wszedzie, nie tylko w USA, rodza
                                      się ludzie inteligentni.A dlaczego inteligencja Polakow jest rzekoma? Niektorzy
                                      sa malo inteligentni, niektorzy wybitni, a wiekszosc przecietna, czyli rozklad
                                      taki sam jak wszedzie na swiecie. A to o uczelnich już przerabialismy.

                                      >Ludzie podrozuja troche po swiecie i wiedza jaki jest poziom zycia w Polsce i
                                      >USA i przytoczone przez Ciebie badania tego porzadku swiata nie zmienia.

                                      A coz to ma do rzeczy? Jakie zmienianie porzadku swiata? Pisalam poprzednio, ze
                                      to było w odpowiedzi na Twoja bzdurna teze. Napisalam tez, ze to zart. Nic nie
                                      dociera. A kolejnym absurdem jest porownywanie Polski i USA w kontekscie
                                      wyzszosci jednego kraju nad drugim. Zgodnie z metodologiczna poprawnoscia
                                      moglbys to czynic, gdyby te kraje mialy podobna historie. Nie przypominam
                                      sobie, żeby Ameryka zostala doszczetnie zniszczona przez II wojne. Nie
                                      przypominam sobie także innych wspolnych elementow historii.
                                      Pytanie podstawowe: skad u Ciebie ta koniecznosc wytykania niedostatkow Polski?
                                      Dziwna metoda dowartosciowywania sie.Tym bardziej, ze nikt tu nie twierdzil,ze
                                      Ameryka nie jest krajem przodujacym w swiecie. Od 20 lat zyjesz w USA i nie
                                      mozesz przestac produkowac się na polskim forum wciaz na te sama modle:
                                      dyskredytowac Polske, Polakow, Europe, a Stany przedstawiac jako raj na ziemi.
                                      Proste, sztywne umysly widza swiat jako czarno- bialy. Wyzsza inteligencja
                                      charakteryzuje sie wychwytywaniem niuansow.

                                      >Moga co najwyzej rozweselic tych z poczuciem humoru a Polacy i Jugoslawianie
                                      >wezma wszystko na powaznie,bo znani sa z jego braku.

                                      Ano wlasnie. Ty przyjales to z calkowita powaga. Ale Ty jestes Amerykaninem,
                                      wiec teza o braku poczucia humoru u Polakow upadla, a raczej udowadniasz
                                      dretwote Amerykanow.

                                      >Jesli Jugole sa tacy inteligentni to dlaczego jeszcze pare lat temu zarzynali
                                      >sie jak swiniaki nawzajem w wojnie domowej?

                                      Tu pojawia się znow koniecznosc odwiedzenia biblioteki. Sprobuj przeanalizowac
                                      historyczno- narodowosciowo-religijne uwarunkowania, to wiecej zrozumiesz.

                                      >A tu Brytyjczyk o Polakach.

                                      Norman ma wielka slabosc do Polski i swietnie o naszej historii pisze.


                  • tawananna Re: Pomóc geniuszowi MEDICAID I MEDICARE 08.08.05, 14:28
                    Zagląda się po iluś miesiącach do jakiegoś wątku, a tu dyskusja nadal huczy i
                    to na dodatek jest na dokładnie tym samym etapie wink.

                    Diagnosta7: podziwiam Twoją cierpliwość smile.

                    "A skad rodzice,ktorzy skonczyli edukacje na maturze maja wiedziec,czy
                    wczesniejsze wyslanie dziecka do szkoly mu zaszkodzi czy pomoze."

                    Toteż zwykle nie tylko od rodziców to zależy, ale i od osób, które się na tym
                    znają (psycholog).

                    "Wlasnie mam takich znajomych,ktorzy wyslali dzieciaka o rok wczesniej do
                    szkoly w NYC.Chlopak wyrosniety,dobrze sie uczy,a poza tym nic szczegolnego i
                    matka juz teraz sie martwi,ze jej pociecha moze nie dostac sie do tej samej JH
                    co moj syn."

                    Nie rozumiem. Chłopak wyrośnięty (czyli, jak rozumiem, ze sportem nie ma
                    problemów, a tak argumentowałeś, że to bolączka dzieciaków "przeskakujących"
                    klasy). Uczy się dobrze - czyli nie przepadł, radzi sobie. Co rozumiesz przez
                    coś "szczególnego"? Nie każdy dzieciak jest geniuszem, ba!, większość
                    dzieciaków geniuszami nie jest. Porównujesz tego chłopaka z Twoją córką sprzed
                    półtora roku i piszesz, że to zestawienie wypada na jego niekorzyść. Ale
                    przecież tak się chwalisz, że Twoja córka jest w 1% najlepszych dzieciaków - to
                    może to, że ten chłopiec jej do pięt nie dorasta, jeszcze nie świadczy, że
                    wysłanie go rok wcześniej do szkoły było błędem?

                    " No i na jakie studia sie on dostanie,jak rodzice sa bez studiow?"

                    Phi, tak, jakby dzieci, których rodzice nie mają studiów, nie miały już szans
                    na wyższe wykształcenie na dobrej uczelni.

                    " Chyba,ze wg Ciebie dzieci nie dziedzicza zdolnosci po rodzicach."

                    To nie jest takie proste. Jasne, że dziedziczenie ma tu pewien udział (chociaż
                    ja skłaniałabym się ku mówieniu nie o genach, ale o wychowaniu - jeśli rodzice
                    mają bogate słownictwo, poprawnie mówią, w domu ważne miejsce zajmuje książka,
                    dziecko nie spędza całego dnia przed telewizorem, zaczyna obcować z
                    kulturą..... itd., od razu ma łatwiejszy start). Nie oznacza to, że jest to
                    jedyny czynnik.

                    Diagnosta7 słusznie pisze, że są różne rozwiązania dla najlepszych. Nie próbuje
                    decydować, które jest najlepsze dla Twojego dziecka - wręcz przeciwnie,
                    pokazuje, że różne są plusy i minusy poszczególnych pomysłów i trzeba je
                    dobierać indywidualnie do dziecka. Nie rozumiem, o co Ci chodzi.

                    Nie rozumiem Twojej dziwnej napaści na rozpoczynanie nauki przez dzieci
                    wcześniej - ciekawa jestem, czy byłbyś w stanie na podstawie obserwacji dzieci
                    w klasie i lektury ich wyników testów czy osiągnięć w innych dziedzinach
                    bezbłędnie wytypować, które jest/są młodsze od kolegów z klasy.

                    Jak już pisałam, są dobre i złe strony każdej możliwości. Ty stawiasz na to, by
                    dziecko funkcjonowało wśród rówieśników - OK, Twoja sprawa. Ja z kolei mam
                    wątpliwości co do programów dla uzdolnionych typu Delta. Bałabym się efektu
                    kształcenia w takiej elitarnej, wyselekcjonowanej klasie - np. w zakresie
                    stosunku dziecka do nieelitarnej reszty społeczeństwa. Ja mam prawo do własnego
                    zdania, Ty masz prawo do swojego.

                    "Zalezy na jakich uczelniach i jakich kierunkach,chyba nie bedziesz mnie
                    przekonywala,ze najzdolniejsi wybieraja psychologie i liberal arts,tudziez
                    filologie."

                    To już Diagnosta7 napisała - wybierają to, co ich interesuje. Chyba nie
                    będziesz mnie przekonywał, że uzdolnionym można być tylko w zakresie nauk
                    ścisłych i ekonomicznych. No, ale dla Ciebie "gifted" to ktoś z czołówki
                    najlepiej zarabiających, ew. z czołówki rządzących.
    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 19.04.05, 21:50
      Zaprawde, powiadam wam, trudno jest sensownie dyskutować z kimś, kto:
      - nie zna podstawowych faktów,
      - nie umie czytać ze zrozumieniem ( ja piszę o noblistach w naukach
      scisłych, a on z Walęsą wyskakuje),
      - a na argumenty ma ripostę: a WY gnębicie Murzynów!

      Ale czego sie spodziewać po kimś, kto ekonomię socjalizmu (bo innej przed laty
      u nas nie wykładano) "miał we krwi"?
      Przy okazji widzimy, że zdolności intelektualne nie polegają na tym, że "raz
      się przeczyta podręcznik i się umie". Jest taki rodzaj ciężkiego upośledzenia:
      osobnik jest w stanie błyskawicznie nauczyć się na pamięć książki
      telefonicznej. I co? I nic.

      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi 20.04.05, 00:10
        rycerzowa napisała:

        > Zaprawde, powiadam wam, trudno jest sensownie dyskutować z kimś, kto:
        > - nie zna podstawowych faktów,
        > - nie umie czytać ze zrozumieniem ( ja piszę o noblistach w naukach
        > scisłych, a on z Walęsą wyskakuje),
        > - a na argumenty ma ripostę: a WY gnębicie Murzynów!

        No i tych ktorzy wyjechali,bo to wg polskiej propagandy sama Lomza miala byc.

        > Ale czego sie spodziewać po kimś, kto ekonomię socjalizmu (bo innej przed
        >laty u nas nie wykładano)

        Ja sie nie dziwie,ze Ty bijesz Murzynow,skoro nie wiesz ze ek.socjalizmu byla
        TYLKO przez jeden semestr czy maksimum 1 rok na SGPiS.
        Poza tym byla ek kapitalizmu i jezyki obce,zeby samemu moc czytac ksiazki w
        innych jezykach.


        > "miał we krwi"?
        > Przy okazji widzimy, że zdolności intelektualne nie polegają na tym, że "raz
        > się przeczyta podręcznik i się umie". Jest taki rodzaj ciężkiego
        upośledzenia:
        > osobnik jest w stanie błyskawicznie nauczyć się na pamięć książki
        > telefonicznej.

        I Ty go znasz,bo ta ksiazka tel jest z twojej wsi,gdzie w sumie bylo 20 zagrod
        i 4 telefony.
        Bo nie wyobrazam sobie ,ze ktos moze sie nauczyc ksiazki tel Warszawy lub
        NYC,bo gdyby tak bylo to wyniesie list z IPN byloby pryszczem.
        Kazdy ma tam dostep,wiec wyslalabys tam syna soltysa i on by wszystkie nazwiska
        na pamiec opanowal w mgnieniu oka.

        > I co? I nic.

        A ze niestety liste z IPN wyniosl Bronek i to nie w umysle,to z tym pamieciowym
        opanowywanien ksiazki tel. ja mam racje.

    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 20.04.05, 00:41
      ... i jeszcze w dodatku ma daleko posunietą sklerozę.

      Na SGPiS przez dwa pierwsze semestry wykładano, co dziadunio Marks myślał o
      kapitalizmie (był przeciw), a nazywało się to szumnie ekonomią polityczną
      kapitalizmu.
      A potem był już tylko socjalizm: na drugim roku dwa semestry ekonomii
      politycznej socjalizmu, potem ekonomika przedsiebiorstwa socjalistycznego, itd.
      Tylko partyjni mieli to "we krwi".

      Ludzie na poziomie, przede wszystkim ci z HZ-u lub z Ekonometrii, mieli
      kłopoty z opanowaniem tych "cegieł", bo logiki trudno było się w nich doszukać.




      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi 20.04.05, 05:10
        rycerzowa napisała:

        > ... i jeszcze w dodatku ma daleko posunietą sklerozę.
        >
        > Na SGPiS przez dwa pierwsze semestry wykładano, co dziadunio Marks myślał o
        > kapitalizmie (był przeciw), a nazywało się to szumnie ekonomią polityczną
        > kapitalizmu.
        > A potem był już tylko socjalizm: na drugim roku dwa semestry ekonomii
        > politycznej socjalizmu, potem ekonomika przedsiebiorstwa socjalistycznego,
        itd.

        Musialas w latach 1950tych studiowac,bo ja mialem calkiem inny program.

        > Tylko partyjni mieli to "we krwi".
        >
        > Ludzie na poziomie, przede wszystkim ci z HZ-u lub z Ekonometrii, mieli
        > kłopoty z opanowaniem tych "cegieł", bo logiki trudno było się w nich
        >doszukać.

        Widzisz dla zdolnych nie ma to znaczenia czy sie trzyma logiki czy nie,bo nie
        kazdy Kowalski nazywa sie Jan.Te najprostsze skojarzenia typu 2x2=4 sa latwe
        dla kazdego.Mowimy o studiach tutaj i myslenie abstrakcyjne wchodzi w rachube.
        • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 21.04.05, 04:36
          >Poza tym byla ek kapitalizmu i jezyki obce,zeby samemu moc czytac ksiazki w
          >innych jezykach.

          Szczegolnie Dostojewskiego w oryginale. Wspaniala sposobnosc, bo literatura
          naprawde wielka.

          >I Ty go znasz,bo ta ksiazka tel jest z twojej wsi,gdzie w sumie bylo 20 zagrod
          >i 4 telefony.
          >Bo nie wyobrazam sobie ,ze ktos moze sie nauczyc ksiazki tel Warszawy lub
          >NYC,bo gdyby tak bylo to wyniesie list z IPN byloby pryszczem.
          >Kazdy ma tam dostep,wiec wyslalabys tam syna soltysa i on by wszystkie
          nazwiska
          >na pamiec opanowal w mgnieniu oka.

          Nie, no nie bierz wszystkiego tak doslownie. Rycerzowa chciala Ci , nie calkiem
          wprost, cos w ten sposob przekazac.

          >A ze niestety liste z IPN wyniosl Bronek i to nie w umysle,to z tym
          pamieciowym
          >opanowywanien ksiazki tel. ja mam racje.

          Znowu nie. Bronek nie jest ciezko uposledzony, choc niektorzy go o to posadzaja.

          >Musialas w latach 1950tych studiowac,bo ja mialem calkiem inny program.

          Jeśli 20 lat temu wyjechales, w dodatku po skonczonych studiach, to nie
          opowiadaj bajek o rewolucyjnym programie.

          >Widzisz dla zdolnych nie ma to znaczenia czy sie trzyma logiki czy nie,bo nie
          >kazdy Kowalski nazywa sie Jan.

          Kazdy Kowalski nazywa się Kowalski.
          A zdolny to zazwyczaj bzdure czuje na odleglosc i unika jej jak ognia.

          >Te najprostsze skojarzenia typu 2x2=4 sa latwe
          >dla kazdego.Mowimy o studiach tutaj i myslenie abstrakcyjne wchodzi w rachube.

          No i wlasnie ten najwyzszy stopien abstrakcji to była ekonomia polityczna
          socjalizmu.


          • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SWIAT NA CZARNO 21.04.05, 14:54
            rycerzowa napisała:

            > Przy okazji widzimy, że zdolności intelektualne nie polegają na tym, że "raz
            > się przeczyta podręcznik i się umie".

            Czesto wyskakujesz z ta czysto polska "intelektualna negacja" nie podajac przy
            okazji co sama uwazasz za zdolnosci intelektualne.
            Czekam na twoja definicje.

            > Jest taki rodzaj ciężkiego upośledzenia:
            > osobnik jest w stanie błyskawicznie nauczyć się na pamięć książki
            > telefonicznej. I co? I nic.

            To chyba nie jest ta definicja zdolnosci intelektualnych?
            Ty caly czas wszystko na NIE widzisz.Czy nie czas do psychologa pojsc?

            • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi SWIAT NA CZARNO 22.04.05, 02:51
              >Przy okazji widzimy, że zdolności intelektualne nie polegają na tym, że "raz
              > się przeczyta podręcznik i się umie".

              Czesto wyskakujesz z ta czysto polska "intelektualna negacja" nie podajac przy
              okazji co sama uwazasz za zdolnosci intelektualne.
              Czekam na twoja definicje.

              POSIADANIE WYLACZNIE DOBREJ PAMIECI NIE SWIADCZY O WYBITNOSCI. I GDZIE TU
              POLSKA NEGACJA?W USA TEZ NIE SWIADCZY, WIEC W TYM PRZYPADKU MAMY DO CZYNIENIA
              CO NAJWYZEJ Z POLSKO-AMERYKANSKA NEGACJA.

              > Jest taki rodzaj ciężkiego upośledzenia:
              > osobnik jest w stanie błyskawicznie nauczyć się na pamięć książki
              > telefonicznej. I co? I nic.

              To chyba nie jest ta definicja zdolnosci intelektualnych?

              WLASNIE RYCERZOWA NAPISALA, ZE NIE JEST.

              Ty caly czas wszystko na NIE widzisz.

              JESLI RYCERZOWA CZLOWIEKA OD KSIAZKI TELEFONICZNEJ NIE UZNAJE ZA GENIUSZA TO
              JEST TO CZARNOWIDZTWO???
              CZY TO ZNACZY, ZE TY CHCIALBYS ZAPAMIETYWANIE WSZELKIEGO MATERIALU WIDZIEC JAKO
              WYBITNOSC? ROZUMIEM, ZE JESTES NA tak.

              Czy nie czas do psychologa pojsc?

              ZDAJE SIE, ZE PODCHODZISZ DO PSYCHOLOGOW Z WIELKA ATENCJA. A TO TWIERDZISZ, ZE
              KTOS CIE WYSYLA, A TO WYSYLASZ INNYCH. W KAZDYM RAZIE DUZO JEST O CHODZENIU DO
              PSYCHOLOGA.







              • maksimum Re: Pomóc geniuszowi SWIAT NA CZARNO 22.04.05, 03:06
                diagnosta7 napisała:

                > >Przy okazji widzimy, że zdolności intelektualne nie polegają na tym, że "r
                > az się przeczyta podręcznik i się umie".
                >
                > Czesto wyskakujesz z ta czysto polska "intelektualna negacja" nie podajac
                przy okazji co sama uwazasz za zdolnosci intelektualne.
                > Czekam na twoja definicje.
                >
                > POSIADANIE WYLACZNIE DOBREJ PAMIECI NIE SWIADCZY O WYBITNOSCI. I GDZIE TU
                > POLSKA NEGACJA?W USA TEZ NIE SWIADCZY, WIEC W TYM PRZYPADKU MAMY DO CZYNIENIA
                > CO NAJWYZEJ Z POLSKO-AMERYKANSKA NEGACJA.

                Niezle jej pomoglas,sama unikajac odpowiedzi.
                Potrzebne Ci sa dwie rzeczy:
                1-Dobra pamiec
                2-Umiejetne kojarzenie faktow.

                Sama pamiec rzeczywiscie nie jest wszystkim,ale bez pamieci nawet zwyklego
                kalkulatora nie zbudujesz,ze nie wspomne o urodzinach meza.

                > > Jest taki rodzaj ciężkiego upośledzenia:
                > > osobnik jest w stanie błyskawicznie nauczyć się na pamięć książki
                > > telefonicznej. I co? I nic.
                >
                > To chyba nie jest ta definicja zdolnosci intelektualnych?
                >
                > WLASNIE RYCERZOWA NAPISALA, ZE NIE JEST.
                >
                > Ty caly czas wszystko na NIE widzisz.
                >
                > JESLI RYCERZOWA CZLOWIEKA OD KSIAZKI TELEFONICZNEJ NIE UZNAJE ZA GENIUSZA TO
                > JEST TO CZARNOWIDZTWO???
                > CZY TO ZNACZY, ZE TY CHCIALBYS ZAPAMIETYWANIE WSZELKIEGO MATERIALU WIDZIEC
                >JAKO WYBITNOSC? ROZUMIEM, ZE JESTES NA tak.

                Z komputerami jest podobnie.Jedne maja wieksza pamiec i za ta wieksza pamiec
                wiecej placisz.
                A te z mniejsza pamiecia kupujesz taniej,albo mozesz i za darmo dostac bo sa
                przestarzale.

                > Czy nie czas do psychologa pojsc?
                >
                > ZDAJE SIE, ZE PODCHODZISZ DO PSYCHOLOGOW Z WIELKA ATENCJA. A TO TWIERDZISZ,
                ZE KTOS CIE WYSYLA, A TO WYSYLASZ INNYCH. W KAZDYM RAZIE DUZO JEST O CHODZENIU
                >DO PSYCHOLOGA.

                To wlasnie na tym forum niemal w co drugim watku jest o chodzeniu do
                psychologa,wiec chcialem sie upodobnic do ziomali przynajmniej wspominajac o
                tym.
                PStongue_outoza tym jak widze cos nie tak,to sama krytyka sie na nic nie zda i trzeba
                podpowiedziec rozwiazanie.
                • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi SWIAT NA CZARNO 22.04.05, 23:07
                  >Niezle jej pomoglas,sama unikajac odpowiedzi.

                  Rycerzowa zupelnie nie potrzebuje mojej pomocy. Po prostu jej wczesniej niż
                  mnie opadly rece.

                  >Potrzebne Ci sa dwie rzeczy:
                  >1-Dobra pamiec
                  >2-Umiejetne kojarzenie faktow.
                  >Sama pamiec rzeczywiscie nie jest wszystkim,ale bez pamieci nawet zwyklego
                  >kalkulatora nie zbudujesz,ze nie wspomne o urodzinach meza.
                  >Z komputerami jest podobnie.Jedne maja wieksza pamiec i za ta wieksza pamiec
                  >wiecej placisz.
                  >A te z mniejsza pamiecia kupujesz taniej,albo mozesz i za darmo dostac bo sa
                  >przestarzale.

                  Ale o co chodzi???????? Na co Ty odpowiadasz???

                  >To wlasnie na tym forum niemal w co drugim watku jest o chodzeniu do
                  >psychologa,wiec chcialem sie upodobnic do ziomali przynajmniej wspominajac o
                  >tym.
                  >PStongue_outoza tym jak widze cos nie tak,to sama krytyka sie na nic nie zda i trzeba
                  >podpowiedziec rozwiazanie.

                  W tym watku nie było nic na ten temat dopóki Ty nie zaczales.
                  A dlaczego masz potrzebe, żeby sie upodobnic? Jakies problemy z amerykanizacja?
                  Siedzisz tam od tylu lat i widac, ze tylko polskie forum może dac Ci prawdziwa
                  satysfakcje. Dlaczego nie pisujesz na amerykanskim? Nie ma do kogo ponarzekac
                  na stara Ojczyzne i rozplywac sie nad nowa? Może Klub Polonii bedzie jakims
                  rozwiazaniem? Zycie za oceanem nie robi już dawno na Polakach zadnego wrazenia.
                  Zatrzymales sie na etapie komuny.








                  • maksimum DAGGGA SIE SLUSZNIE WYCOFALA,BO Z TOBA TRUDNO ROZM 22.04.05, 23:18
                    Dagggga miala racje,ze sie wycofala z dyskusji,bo Ty strasznie zanizasz tu
                    poziom.
                    • diagnosta7 Re: DAGGGA SIE SLUSZNIE WYCOFALA,BO Z TOBA TRUDNO 22.04.05, 23:31
                      > Dagggga miala racje,ze sie wycofala z dyskusji,bo Ty strasznie zanizasz tu
                      > poziom.

                      Ale za to Ty zawyzasz i wszystko pozostaje w rownowadze.
                      • maksimum Re: DAGGGA SIE SLUSZNIE WYCOFALA,BO Z TOBA TRUDNO 22.04.05, 23:37
                        diagnosta7 napisała:

                        > > Dagggga miala racje,ze sie wycofala z dyskusji,bo Ty strasznie zanizasz tu
                        >poziom.
                        >
                        > Ale za to Ty zawyzasz i wszystko pozostaje w rownowadze.

                        Dobrze,ze to doceniasz.
                        Masz chyba jakies swoje powody zeby sie mnie czepiac,bo na innych watkach Cie
                        nie widac?
                        • diagnosta7 Re: DAGGGA SIE SLUSZNIE WYCOFALA,BO Z TOBA TRUDNO 24.04.05, 00:30
                          >Masz chyba jakies swoje powody zeby sie mnie czepiac,bo na innych watkach Cie
                          >nie widac?

                          Gdybym rzeczywiscie chciala sie Ciebie czepiac, to bylabym obecna tam, gdzie Ty
                          wystepujesz. A chyba jest tego sporo, czyz nie? Logiczne?

    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 23.04.05, 00:51
      Do Diagnosty:
      Podziwiam twą świętą cierpliwość w stosunku do osobników, mówiących innym
      językiem, chociaż niby po polsku. Jesteś pedagogiem od trudnej młodzieży?
      psychopatologiem?

      Brak poczucia humoru jest, moim zdaniem, dyskwalifikujący, zatem możemy
      podarować sobie posty niektórych uczestników forum. Wykasować!

      Dyskusja mogłaby się toczyć dalej, bo jest ciekawa.

      My, rodzice, powinniśmy mieć wpływ na sposób kształcenia naszych dzieci,
      powinniśmy domagać sie wprowadzenia pewnych rozwiązań w systemie szkolnym.
      Większość dyskutantów, jak się wydaje, preferuje wczesną selekcję.
      Pod wieloma względami jest to dobre rozwiązanie. Jednak pozostawienie zdolnego
      dziecka w zwykłej, przeciętnej klasie, do wieku dojrzewania ma też swoje dobre
      strony.

      1. Wiek przedszkolny i wczesnoszkolny jest dobrym wiekiem na integrację; tylko
      wtedy znośnie czują się w jednej grupie wszystkie dzieci. Te z lekkim
      upośledzeniem umysłowym nie są odrzucane, mali mózgowcy są szanowani. Cała
      klasa korzysta z obecnośći lepiej rozwiniętych dzieci, najwięcej zyskują
      średniacy.
      2. W takiej grupie uczeń zdolny nabiera pewnośći siebie, uświadamia sobie, że
      jest dobry, bo lepszy, niż inni. Już Cezar wolał być pierwszy w Hiszpanii, niż
      drugi w Rzymie.
      3. Kolejny plus to fakt, że dziecko poznaje społeczność, w której przyjdzie mu
      żyć. Składa się ona generalnie z osobników o poziomie intelektualnym średnim i
      niskim. Osobie inteligentnej pewne rzeczy wydają się oczywiste. Trudno
      zrozumieć, że ktoś nie rozumie.Uświadomienie sobie faktu, że większość
      funkcjonuje na bardzo skromnym poziomie potrzeb umysłowych, prowadzi z jednej
      strony do tolerancji, z drugiej - uczy postawy NIE RZUCAĆ PEREŁ MIĘDZY
      WIEPRZE.

      Czasem się ta umiejętność przydaje. smile

      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi 23.04.05, 01:09
        rycerzowa napisała:

        > My, rodzice, powinniśmy mieć wpływ na sposób kształcenia naszych dzieci,
        > powinniśmy domagać sie wprowadzenia pewnych rozwiązań w systemie szkolnym.
        > Większość dyskutantów, jak się wydaje, preferuje wczesną selekcję.

        Jesli wiekszosc dyskutantow preferuje wczesna selekcje,to dlaczego jej nie ma?

        > Pod wieloma względami jest to dobre rozwiązanie. Jednak pozostawienie
        zdolnego
        > dziecka w zwykłej, przeciętnej klasie, do wieku dojrzewania ma też swoje
        >dobre strony.
        >
        > 1. Wiek przedszkolny i wczesnoszkolny jest dobrym wiekiem na integrację;
        tylko
        > wtedy znośnie czują się w jednej grupie wszystkie dzieci. Te z lekkim
        > upośledzeniem umysłowym nie są odrzucane, mali mózgowcy są szanowani. Cała
        > klasa korzysta z obecnośći lepiej rozwiniętych dzieci, najwięcej zyskują
        > średniacy.

        To jest podstawowy blad w rozumowaniu,ze ktokolwiek jest odrzucany.
        NIKT NIE JEST ODRZUCANY,tylko poziomem wiedzy sa podzielone.
        Po co zdolny ma sie uczyc jak i tak przejdzie do nastepnej klasy,bo 3/4 klasy
        mimo ze zakuwa w domu ostro jest gorsze od niego?

        > 2. W takiej grupie uczeń zdolny nabiera pewnośći siebie, uświadamia sobie, że
        > jest dobry, bo lepszy, niż inni. Już Cezar wolał być pierwszy w Hiszpanii,
        >niż drugi w Rzymie.

        To dlaczego pierwsza liga nie gra w pilke z trzecia liga???
        BO NUDAMI WIALOBY Z TRYBUN !
        I dokladnie to jest obecnie w szkolach. NUUUUUUUUUUUUDA!!

        > 3. Kolejny plus to fakt, że dziecko poznaje społeczność, w której przyjdzie
        mu żyć. Składa się ona generalnie z osobników o poziomie intelektualnym średnim
        >i niskim.

        To zalezy gdzie sie mieszka.
        Jesli sredni IQ jest 100,to 50% ludzi ma powyzej sredniej i 50% ponizej.


        > Osobie inteligentnej pewne rzeczy wydają się oczywiste. Trudno
        > zrozumieć, że ktoś nie rozumie.Uświadomienie sobie faktu, że większość
        > funkcjonuje na bardzo skromnym poziomie potrzeb umysłowych, prowadzi z
        jednej
        > strony do tolerancji, z drugiej - uczy postawy NIE RZUCAĆ PEREŁ MIĘDZY
        > WIEPRZE.
        >
        > Czasem się ta umiejętność przydaje. smile

        W Warszawie tez sa gorsze i lepsze dzielnice i nie tlumacz mi,ze Ty lubisz
        mieszkac w tych gorszych.
        • maksimum CO MIERZA TESTY NA INTELIGENCJE-WYP.FACHOWCOW 23.04.05, 04:58
          serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,59505,1732078.html
          Dla diagnosty specjalnie wypowiedz fachowcow n/t testow na inteligencje.
          Ciekawe tez sa wypowiedzi forumowiczow.
          • diagnosta7 Re: CO MIERZA TESTY NA INTELIGENCJE-WYP.FACHOWCOW 24.04.05, 00:33
            >Dla diagnosty specjalnie wypowiedz fachowcow n/t testow na inteligencje.
            >Ciekawe tez sa wypowiedzi forumowiczow.

            Za nic nie rozumiem dlaczego chciales przekazac mi te wiesci. Zaiste
            nowatorskie.



      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 23.04.05, 23:52
        >Do Diagnosty:
        >Podziwiam twą świętą cierpliwość w stosunku do osobników, mówiących innym
        >językiem, chociaż niby po polsku. Jesteś pedagogiem od trudnej młodzieży?
        >psychopatologiem?

        smile

        >Brak poczucia humoru jest, moim zdaniem, dyskwalifikujący, zatem możemy
        >podarować sobie posty niektórych uczestników forum. Wykasować!
        >Dyskusja mogłaby się toczyć dalej, bo jest ciekawa.

        Wygladalo na to, ze umarla pozostajac w cieniu wielkomocarstwowych dywagacji.

        >My, rodzice, powinniśmy mieć wpływ na sposób kształcenia naszych dzieci,
        >powinniśmy domagać sie wprowadzenia pewnych rozwiązań w systemie szkolnym.
        >Większość dyskutantów, jak się wydaje, preferuje wczesną selekcję.

        Pewne rozwiazania istnieja, choc nie sa doskonale. Jednym jest indywidualny tok
        nauczania(niestety powtarzam sie, bo już o tym pisalam wczesniej). Warto
        wiedziec, ze jest na to przepis, bo szkola rzadko informuje rodzicow o takiej
        mozliwosci. Jezeli dziecko przez pol roku nauki szkolnej przekracza
        umiejetnosciami realizowany program, po rutynowym badaniu psychologicznym moze
        mu byc przyznany program indywidualny. Wiaze sie to z pewnymi trudnosciami
        organizacyjnymi, a nauczyciele za prace indywidualna z dzieckiem dostaja
        grosze, wiec wiele szkol unika tego jak ognia. System nie jest wiec
        zainteresowany w rozbudowywaniu tego typu dzialan. W bardzo wyjatkowych
        przypadkach pozwala sie dziecku na przeskoczenie klasy, ale wiadomo, ze
        wiekszosc psychologow i edukatorow uwaza to za jak najgorsze rozwiazanie. Moze
        ktos ma inne doswiadczenia.

        >Pod wieloma względami jest to dobre rozwiązanie. Jednak pozostawienie zdolnego
        >dziecka w zwykłej, przeciętnej klasie, do wieku dojrzewania ma też swoje dobre
        >strony.
        >1. Wiek przedszkolny i wczesnoszkolny jest dobrym wiekiem na integrację; tylko
        >wtedy znośnie czują się w jednej grupie wszystkie dzieci. Te z lekkim
        >upośledzeniem umysłowym nie są odrzucane, mali mózgowcy są szanowani.

        Zgadzam się, jesli chodzi o wiek przedszkolny, ale w przypadku wybitnych, w
        pewnym momencie warto sie przyjrzec, czy dziecka nie wyslac wczesniej do
        szkoly. Oczywiscie wazny jest rownomierny rozwoj i spoleczna gotowosc nie mniej
        wazy od intelektualnej.

        >Cała klasa korzysta z obecnośći lepiej rozwiniętych dzieci, najwięcej zyskują
        >średniacy.

        Tu sie zgodze jak dlugo patrzymy (uzyje przykladu rozkladu IQ, bo jest
        obrazowy) na zasadnicza wiekszosc populacji. Jednak wowczas, gdy w klasie mamy
        dzieci z obu skrajnych brzegow tego rozkladu, to ani one, ani cala reszta nie
        bedzie miec pozytku ze wspolnego przebywania w jednej grupie. Mysle o
        korzysciach plynacych ze wspolnego uczenia sie, bo spoleczne dostrzegam.

        >2. W takiej grupie uczeń zdolny nabiera pewnośći siebie, uświadamia sobie, że
        >jest dobry, bo lepszy, niż inni. Już Cezar wolał być pierwszy w Hiszpanii, niż
        >drugi w Rzymie.

        I znow to prawda, jesli mamy do czynienia z inteligentnymi, bystrymi dziecmi,
        ktore sukces szkolny uskrzydla, a jednoczesnie staja sie dobrym przykladem dla
        reszty klasy. Popatrzmy jednak na dziecko wybitne. Pozostawienie go w zwyklych
        warunkach moze prowadzic do roznych konsekwencji.Np.
        -wszyscy ludzie sa glupsi ode mnie
        -jestem inny, dziwny, cos jest ze mna nie tak
        -nauka jest nudna
        -uczenie sie przychodzi mi tak latwo, ze nie musze wlasciwie nic robic(czesto
        konczy sie to klopotami w nauce)
        -nikt mnie nie rozumie, nie moge sie wykazac, jestem niewazny dla innych
        Sporo dzieci ukrywa (skutecznie)swoje umiejetnosci, zeby nie wyrozniac sie w
        grupie.
        Przyklady mozna by mnozyc.

        >3. Kolejny plus to fakt, że dziecko poznaje społeczność, w której przyjdzie mu
        >żyć. Składa się ona generalnie z osobników o poziomie intelektualnym średnim i
        >niskim.

        Ja mysle o selekcji nie w sensie getta dla intelektualistow, a raczej jako
        identyfikacji roznych potrzeb dzieci. Moze sie to odbywac na rozne sposoby
        (nawet w obrebie tej samej klasy), ale uczen wybitny nie moze realizowac tego
        samego programu co wiekszosc.

        > Osobie inteligentnej pewne rzeczy wydają się oczywiste. Trudno
        >zrozumieć, że ktoś nie rozumie.Uświadomienie sobie faktu, że większość
        >funkcjonuje na bardzo skromnym poziomie potrzeb umysłowych, prowadzi z jednej
        >strony do tolerancji, z drugiej - uczy postawy NIE RZUCAĆ PEREŁ MIĘDZY
        >WIEPRZE.
        >Czasem się ta umiejętność przydaje. smile

        Co prawda, to prawda.

        • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 26.04.05, 02:38
          Jedno z brytyjskich rozwiazan skierowane jest do wszystkich uczniow, nie do
          tylko do najzdolniejszych. W kazdej klasie dzieci ucza się na trzech poziomach
          (do drugiej klasy wlacznie). Najzdolnieszym umozliwia to przerabianie materialu
          trudniejszego, w szybszym tempie, dzieci wolniej przyswajajace lekcje, nie
          frustruja sie trudnosciami w nauce. Przy odpowiedniej atmosferze w klasie
          uczniowie znajduja w sobie motywacje, aby przejsc na wyzszy poziom.Od trzeciej
          klasy, znow w zaleznosci od umiejetnosci, kazdy przedmiot uczony jest na trzech
          poziomach, tyle, ze kazda klasa uczy sie oddzielnie, (co nie znaczy, ze uczen
          nie moze w kazdej chwili zmienic poziomu, na ktorym sie znajduje).Znow nie jest
          to idealne rozwiazanie, bo nie daje recepty dla tych najwybitniejszych, ale
          wydaje mi sie, ze to jest dobry krok w strone roznicowania programu.
    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 27.04.05, 10:37
      Specjalizacja jest źródłem efektywności. Wydaje się zatem nieuchronne, że
      poprzez selekcję, zdolne jednostki przeznaczone zostaną wyłącznie do myślenia,
      inne - wręcz przeciwnie.
      I to mnie niepokoi.
      Nasz system szkolny podąża amerykańskim śladem. Co próg, to selekcja, po
      podstawówce, po gimnazjum, liceum. Prawdziwy szał testów. Wszystko po to, by
      mieć możliwość wyboru "lepszej" szkoły wyższego szczebla. Lepszej w tym sensie,
      że w lepszym towarzystwie, bo u nas warunki i kadra są wszędzie marne.

      Ludzie zdolni stają się grupą tworzącą postęp naukowy, technologiczny, ale w
      coraz większej izolacji od reszty społeczeństwa.

      Co się proponuje reszcie? Obniżenie wymagań. Niezmiernie łatwo jest zdobyć
      wyższe (a raczej "dłuższe") wykształcenie. Wskaźnik osób z dyplomami w Polsce
      zbliża się do amerykańskiego poziomu - ok 40% rocznika. Jednocześnie akceptuje
      się fakt, że ta "reszta" coraz mniej wie i rozumie. Oferuje się jej sensacyjną
      informację, "kiepskie" seriale, prymitywne programy rozrywkowe, plotkarską
      prasę, naiwną kampanię wyborczą. Nie ma miejsca na snobizm, na naśladowanie
      elit, gdyż elity oddaliły się niebezpiecznie. I jest przyzwolenie na głupotę.
      Ze sie np. nie wie, że kawa z Mc Donald's jest gorąca. I że palenie tytoniu
      szkodzi.

      Cóż z tego, że najlepsze w świecie katedry arabistyki są na amerykańskich
      uniwersytetach? Najlepsi fachowcy w tej dziedzinie, najwięcej źródeł.
      Skoro reszta nie ma o tym pojęcia. Znaczy się - nie wie, że takie skarby
      posiada. Podaję za prasą amerykańską : przed inwazją na Irak nie skorzystano z
      naukowych opracowań odpowiednich fachowców.

      Jajogłowi zamknięci w wiezach z kosci słoniowej najlepszych uniwersytetów i 90%
      reszta zachwycająca się Big Brotherem!
      Mnie taka wizja przeraża!
      • maksimum Pomóc geniuszowi JEZYK ANGIELSKI SIE KLANIA 27.04.05, 15:46
        rycerzowa napisała:

        > Specjalizacja jest źródłem efektywności. Wydaje się zatem nieuchronne, że
        > poprzez selekcję, zdolne jednostki przeznaczone zostaną wyłącznie do
        >myślenia, inne - wręcz przeciwnie.

        Moze nie az tak,ale wlasnie w tym kierunku to idzie.
        Ludzie NIGDY nie byli sobie rownymi i systemy spoleczne ostatnich 100 lat
        probowaly ich zrownac,a teraz gdy wszyscy zaczynaja sie przekonywac,ze swiat
        jest posuwany do przodu przez tych kilku najlepszych jak Bill Gates a nie jakis
        Bill Clinton,to stawia sie na indywidualizm od najmlodszych lat.

        > I to mnie niepokoi.

        Kazdy znajdzie swoje miejsce,to jest wiecej niz gwarantowane.

        > Nasz system szkolny podąża amerykańskim śladem. Co próg, to selekcja, po
        > podstawówce, po gimnazjum, liceum. Prawdziwy szał testów. Wszystko po to, by
        > mieć możliwość wyboru "lepszej" szkoły wyższego szczebla. Lepszej w tym
        >sensie, że w lepszym towarzystwie, bo u nas warunki i kadra są wszędzie marne.

        Budynki szkolne wszedzie sa podobne ,w Stanach tez a kadra bardziej garnie sie
        do lepszych szkol,bo sa tam spokojniejsze dzieci,ktore chca sie uczyc.

        > Ludzie zdolni stają się grupą tworzącą postęp naukowy, technologiczny, ale w
        > coraz większej izolacji od reszty społeczeństwa.

        Prawda jest,ze ten postep swiatowy jest dokonywany przez wlasnie te 5% ludnosci
        a reszta jest wiecej lub mniej bierna.

        > Co się proponuje reszcie? Obniżenie wymagań. Niezmiernie łatwo jest zdobyć
        > wyższe (a raczej "dłuższe") wykształcenie. Wskaźnik osób z dyplomami w Polsce
        > zbliża się do amerykańskiego poziomu - ok 40% rocznika.

        O jakosc chodzi i ta jest uzalezniona od tej sredniej IQ spoleczenstwa.

        > Jednocześnie akceptuje
        > się fakt, że ta "reszta" coraz mniej wie i rozumie.

        Reszta rowniez wie wiecej niz przed laty,z tym ze roznica miedzy najlepszymi a
        najgorszymi rzeczywiscie sie zwieksza.

        > Oferuje się jej sensacyjną
        > informację, "kiepskie" seriale, prymitywne programy rozrywkowe, plotkarską
        > prasę, naiwną kampanię wyborczą.

        Kultura staje sie masowa,stad i jej poziom niewysoki a za lepszy trzeba wiecej
        placic kupujac sobie np zagraniczna tv kablowa.Jezyk angielski sie klania.
        ZEBY PODNIESC POZIOM KULTURY KRAJOWEJ,TRZEBA SIEGNAC PO KULTURE SWIATOWA A TA
        JEST PO ANGIELSKU.
        Jak na razie adminka-nozycowa i jej wierny ORMOwiec skutecznie zabraniaja
        dostepu kulturze amerykanskiej dostepu na to forum.
        Musi wiec byc wiocha w wydaniu adminki-nozycowej i jej ORMOwca.


        > Nie ma miejsca na snobizm, na naśladowanie
        > elit, gdyż elity oddaliły się niebezpiecznie.

        A jak elity do was przemawiaja,to adminka to wycina,bo wiadomo,ze adminka tez z
        ludu i koniecznie chce tu ludowa wladze zaprowadzic.


        > I jest przyzwolenie na głupotę.

        Jak wyzej.

        > Ze sie np. nie wie, że kawa z Mc Donald's jest gorąca. I że palenie tytoniu
        > szkodzi.
        > Cóż z tego, że najlepsze w świecie katedry arabistyki są na amerykańskich
        > uniwersytetach? Najlepsi fachowcy w tej dziedzinie, najwięcej źródeł.
        > Skoro reszta nie ma o tym pojęcia. Znaczy się - nie wie, że takie skarby
        > posiada. Podaję za prasą amerykańską : przed inwazją na Irak nie skorzystano
        >z naukowych opracowań odpowiednich fachowców.

        Mowisz tak jakby wolne wybory w Iraku nie odbyly sie.

        > Jajogłowi zamknięci w wiezach z kosci słoniowej najlepszych uniwersytetów i
        >90% reszta zachwycająca się Big Brotherem!

        Zglos to do nozycowej!

        > Mnie taka wizja przeraża!

        Mnie tez.
      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 29.04.05, 00:25
        >Specjalizacja jest źródłem efektywności. Wydaje się zatem nieuchronne, że
        >poprzez selekcję, zdolne jednostki przeznaczone zostaną wyłącznie do myślenia,
        >inne - wręcz przeciwnie.
        >I to mnie niepokoi.
        >Nasz system szkolny podąża amerykańskim śladem. Co próg, to selekcja, po
        >podstawówce, po gimnazjum, liceum. Prawdziwy szał testów. Wszystko po to, by
        >mieć możliwość wyboru "lepszej" szkoły wyższego szczebla. Lepszej w tym
        sensie,
        >że w lepszym towarzystwie, bo u nas warunki i kadra są wszędzie marne.

        Z moich doswiadczen wynika, ze testy stanowe sluza glownie do oceny pracy
        szkoly. Dziecko ze srednimi wynikami z gimnazjum moze wybrac
        sciezke „uniwersytecka” w high school. Mozna wiec uznac, ze szansa jest mu
        dana. Jesli chodzi o testy to dlugo mozna by sie spierac czego naprawde
        dowodza. Chyba jednak jakas miara „zobiektywizowana” musi istniec, choc nie
        pokazuje ona calej prawdy ani o uczniu, ani o szkole. Gdyby wszystkie szkoly
        srednie byly w stanie odpowiedziec na potrzeby kazdego ucznia, nie wytworzylyby
        sie mechanizmy selekcji. Szkola powina miec w ofercie jak najdalej posunieta
        indywidualizacje nauczania.

        >Ludzie zdolni stają się grupą tworzącą postęp naukowy, technologiczny, ale w
        >coraz większej izolacji od reszty społeczeństwa.

        Postep nie odbywa sie w izolacji, poniewaz sluzy reszcie. Np.istnieje
        szczepionka p/ko zakazeniom pneumokokowym tyle, ze jest droga. Amerykanie
        pracuja nad tania wersja po to, by mogly z niej skorzystac kraje Trzeciego
        Swiata. A wiec egoistyczna potrzeba realizowania wlasnych ambicji laczy się z
        dobrem spolecznym. Nie odbywa się to w izolacji rowniez dlatego, ze ci zdolni
        pisza ksiazki, daja wyklady, popularyzuja wiedze, a co najwazniesze-ksztalca
        nastepcow. Nie twierdze, ze ich przeslanie trafia do mas, ale nie pozostaje bez
        wplywu.

        >Co się proponuje reszcie? Obniżenie wymagań. Niezmiernie łatwo jest zdobyć
        >wyższe (a raczej "dłuższe") wykształcenie. Wskaźnik osób z dyplomami w Polsce
        >zbliża się do amerykańskiego poziomu - ok 40% rocznika. Jednocześnie akceptuje
        >się fakt, że ta "reszta" coraz mniej wie i rozumie.

        I tu latwo wpasc w pulapke, ale jesli bedziemy mieli swiadomosc jej
        istnienia......
        Znow odwolam się do brytyjskiego roznicowania nauczania. Kiedy zorientowano
        się, ze poziom matematyki spada, wprowadzono nowy, swietny program. Wyniki
        testow po pierwszym roku: powyzej oczekiwanego poziomu-30% uczniow(wzrost),
        ponizej 10% (nie zmienilo się nic w stosunku do poprzedniego
        programu).Podnoszenie poziomu przynosi zysk nie tylko najlepszym. W USA z kolei
        uznano, ze tradycyjna matematyka jest za trudna (np.opanowanie tabliczki
        mnozenia przekracza mozliwosci amerykanskich dzieci). Poziom zaczal spadac,
        zrobil się szum i pewnie cos z tym beda musieli zrobic.
        Wydaje sie, ze podwyzszanie poziomu edukacji jest sposobem na
        zatrzymanie „glupienia”spoleczenstwa, a wiekszosc dzieci jest w stanie
        przyswoic sobie wiedze, ktorej sie od nich oczekuje.

        >Oferuje się jej sensacyjną
        >informację, "kiepskie" seriale, prymitywne programy rozrywkowe, plotkarską
        >prasę, naiwną kampanię wyborczą. Nie ma miejsca na snobizm, na naśladowanie
        >elit, gdyż elity oddaliły się niebezpiecznie. I jest przyzwolenie na głupotę.
        >Ze sie np. nie wie, że kawa z Mc Donald's jest gorąca. I że palenie tytoniu
        >szkodzi.

        Mysle, ze elity nie tyle sie oddalily, co wyginely. Trzeba pewnie postawic na
        ich odbudowe, a wiec wyksztalcenie, ale nie tylko. Sam fakt skonczenia studiow
        nie uczyni z nikogo jednostki wyjatkowej. Trudniej odbudowac tzw. wartosci
        wyzsze oraz kulture (wraz z zapomniana kindersztuba). To sie kiedys bralo z
        domu, starannego wychowania, a teraz?

        Co do ksztaltowania plytkich gustow przez TV, to mamy sporo dobrych przykladow
        do nasladowania. Fenomenalna BBC(bez reklam!), ktora nadaje program o gulagach
        w czasie najwyzszej ogladalnosci.Amerykanska publiczna TV(bez reklam!) nadaje
        swietne programy od popularno-naukowych po publicystyke. Nie oglada tego
        wiekszosc, ale te stacje utrzymuja sie, a to znaczy, ze maja widzow. Oczywicie
        to sa wyjatki i Ameryka zyje komercja. To demoralizujace, ze np. czlowiek ,
        ktory skonstruowal defibrylator nigdy nie zdobedzie takiej slawy, ani takich
        pieniedzy co gwiazdka popularnego serialu. Zalamanie proporcji wartosci jest
        wszechobecne, wiec trzeba szukac przeciwwagi, ale przeciez jak swiat swiatem
        zawsze istnialy rozrywki dla „ludu” oraz bardziej wyrafinowane dla pozostalych.
        Wystarczy zadbac, aby te pierwsze nie wyparly calkiem tych drugich, wiec
        stworzenie Tv niezaleznej powinno byc priorytetem.

        >Cóż z tego, że najlepsze w świecie katedry arabistyki są na amerykańskich
        >uniwersytetach? Najlepsi fachowcy w tej dziedzinie, najwięcej źródeł.
        >Skoro reszta nie ma o tym pojęcia. Znaczy się - nie wie, że takie skarby
        >posiada. Podaję za prasą amerykańską : przed inwazją na Irak nie skorzystano z
        >naukowych opracowań odpowiednich fachowców.

        To jest zwykla arogancja wladzy i mam wrazenie, ze na calym swiecie ludzie na
        to choruja. Specjalisci w USA sa bardzo dostepni, tylko trzeba chciec i
        rozumiec, ze trzeba z nich korzystac. Jedna z poteznych konsekwencji
        ignorowania wiedzy specjalistow byla afera w wiezieniu Abu Gharib.

        >Jajogłowi zamknięci w wiezach z kosci słoniowej najlepszych uniwersytetów i
        90%
        >reszta zachwycająca się Big Brotherem!
        >Mnie taka wizja przeraża!

        Z uporem twierdze, ze wybitnym trzeba zapewnic edukacje odpowiednia do ich
        mozliwosci. Moze to wlasnie oni (choc nie tylko) sa szansa na zrekonstruowanie
        wartosci spolecznych i intelektualnych. Im wiecej dobrze wyksztalconych(i
        wychowanych)ludzi, tym wieksza szansa na odmienne niż dzis ksztaltowanie gustow
        i aspiracji. Poza tym wiadomo, ze im lepiej wyksztalceni rodzice (szczegolnie
        matki), tym lepiej wyksztalcone dzieci. To moglaby byc dobra sposobnosc do
        budowy i pomnazania elit.
        Niedawno pojawil się w USA raport pod dramatycznym tytulem „ Oszukany narod.
        Jak szkoly hamuja rozwoj najzdolniejszych amerykanskich uczniow.” W Polsce
        nawet taki raport nie moze powstac, bo nie wiemy dokladnie co nasza szkola robi
        lub nie robi z wybitnymi dziecmi.




        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 29.04.05, 03:58
          diagnosta7 napisała:

          > >Specjalizacja jest źródłem efektywności. Wydaje się zatem nieuchronne, że
          > >poprzez selekcję, zdolne jednostki przeznaczone zostaną wyłącznie do myśle
          > nia,
          > >inne - wręcz przeciwnie.
          > >I to mnie niepokoi.
          > >Nasz system szkolny podąża amerykańskim śladem. Co próg, to selekcja, po
          > >podstawówce, po gimnazjum, liceum. Prawdziwy szał testów. Wszystko po to,
          > by mieć możliwość wyboru "lepszej" szkoły wyższego szczebla. Lepszej w tym
          > sensie,że w lepszym towarzystwie, bo u nas warunki i kadra są wszędzie marne.
          >
          > Z moich doswiadczen wynika, ze testy stanowe sluza glownie do oceny pracy
          > szkoly.

          Na podstawie testow stanowych dzieci przydzielane sa przez rejonowy urzad
          oswiaty do Junior High na ich poziomie.Co innego jak sie mieszka na wsi i jest
          jedna podstawowka i jedna J.H. i H.S. wtedy zapomnijmy o selekcji i cala wiocha
          chodzi do jednej klasy.


          > Dziecko ze srednimi wynikami z gimnazjum moze wybrac
          > sciezke „uniwersytecka” w high school.

          High School'e natomiast ubiegaja sie o dobrych uczniow z J.H.
          W tym rejonie gdzie mieszkam prywatny drogi H.S. (15 tys rocznie) daje
          stypendium dla 3 najlepszych uczniow z tej najlepszej J.H. w rejonie.
          Czy mozna w Stanach chodzic do najlepszych szkol prywatnych za darmo??
          Oczywiscie ze tak,tylko trzeba sie dobrze uczyc.O najlepszych kazdy sie bije.

          > Mozna wiec uznac, ze szansa jest mu
          > dana. Jesli chodzi o testy to dlugo mozna by sie spierac czego naprawde
          > dowodza. Chyba jednak jakas miara „zobiektywizowana” musi istniec,
          > choc nie
          > pokazuje ona calej prawdy ani o uczniu, ani o szkole. Gdyby wszystkie szkoly
          > srednie byly w stanie odpowiedziec na potrzeby kazdego ucznia, nie
          wytworzylyby
          > sie mechanizmy selekcji. Szkola powina miec w ofercie jak najdalej posunieta
          > indywidualizacje nauczania.

          Wlasnie selekcja jest forma indywidualizacji nauczania.

          > >Ludzie zdolni stają się grupą tworzącą postęp naukowy, technologiczny, ale
          > w coraz większej izolacji od reszty społeczeństwa.
          >
          > Postep nie odbywa sie w izolacji, poniewaz sluzy reszcie. Np.istnieje
          > szczepionka p/ko zakazeniom pneumokokowym tyle, ze jest droga. Amerykanie
          > pracuja nad tania wersja po to, by mogly z niej skorzystac kraje Trzeciego
          > Swiata. A wiec egoistyczna potrzeba realizowania wlasnych ambicji laczy się z
          > dobrem spolecznym. Nie odbywa się to w izolacji rowniez dlatego, ze ci zdolni
          > pisza ksiazki, daja wyklady, popularyzuja wiedze, a co najwazniesze-ksztalca
          > nastepcow. Nie twierdze, ze ich przeslanie trafia do mas, ale nie pozostaje
          >bez wplywu.

          Szczegolnie w dobie internetu i znajomosci angielskiego.

          > >Co się proponuje reszcie? Obniżenie wymagań. Niezmiernie łatwo jest zdobyć
          > >wyższe (a raczej "dłuższe") wykształcenie. Wskaźnik osób z dyplomami w Pol
          > sce zbliża się do amerykańskiego poziomu - ok 40% rocznika. Jednocześnie akcep
          > tuje się fakt, że ta "reszta" coraz mniej wie i rozumie.
          >
          > I tu latwo wpasc w pulapke, ale jesli bedziemy mieli swiadomosc jej
          > istnienia......
          > Znow odwolam się do brytyjskiego roznicowania nauczania. Kiedy zorientowano
          > się, ze poziom matematyki spada, wprowadzono nowy, swietny program. Wyniki
          > testow po pierwszym roku: powyzej oczekiwanego poziomu-30% uczniow(wzrost),
          > ponizej 10% (nie zmienilo się nic w stosunku do poprzedniego
          > programu).Podnoszenie poziomu przynosi zysk nie tylko najlepszym. W USA z
          kolei
          > uznano, ze tradycyjna matematyka jest za trudna (np.opanowanie tabliczki
          > mnozenia przekracza mozliwosci amerykanskich dzieci).

          Moja 8-letnia corka ma w szkole tabliczke mnozenia,to moze sprecyzujesz o jakie
          lata chodzilo i jakie miejsce.Syn tez to dawno mial.

          > Poziom zaczal spadac, zrobil się szum i pewnie cos z tym beda musieli zrobic.
          > Wydaje sie, ze podwyzszanie poziomu edukacji jest sposobem na
          > zatrzymanie „glupienia”spoleczenstwa, a wiekszosc dzieci jest w sta
          > nie przyswoic sobie wiedze, ktorej sie od nich oczekuje.
          >
          > >Oferuje się jej sensacyjną
          > >informację, "kiepskie" seriale, prymitywne programy rozrywkowe, plotkarską
          > >prasę, naiwną kampanię wyborczą. Nie ma miejsca na snobizm, na naśladowanie
          > >elit, gdyż elity oddaliły się niebezpiecznie. I jest przyzwolenie na głupo
          tę.
          > >Ze sie np. nie wie, że kawa z Mc Donald's jest gorąca. I że palenie tytoniu
          > >szkodzi.
          >
          > Mysle, ze elity nie tyle sie oddalily, co wyginely.

          Najlepsi maturzysci z Polski wyjezdzaja studiowac za granice i wniosek z tego
          taki ,ze elity sa tam,gdzie jest najlepsze wyksztalcenie.

          > Trzeba pewnie postawic na
          > ich odbudowe, a wiec wyksztalcenie, ale nie tylko. Sam fakt skonczenia
          studiow
          > nie uczyni z nikogo jednostki wyjatkowej. Trudniej odbudowac tzw. wartosci
          > wyzsze oraz kulture (wraz z zapomniana kindersztuba). To sie kiedys bralo z
          > domu, starannego wychowania, a teraz?
          >
          > Co do ksztaltowania plytkich gustow przez TV, to mamy sporo dobrych
          przykladow
          > do nasladowania. Fenomenalna BBC(bez reklam!), ktora nadaje program o
          gulagach
          > w czasie najwyzszej ogladalnosci.Amerykanska publiczna TV(bez reklam!) nadaje
          > swietne programy od popularno-naukowych po publicystyke. Nie oglada tego
          > wiekszosc, ale te stacje utrzymuja sie, a to znaczy, ze maja widzow.
          Oczywicie
          > to sa wyjatki i Ameryka zyje komercja. To demoralizujace, ze np. czlowiek ,
          > ktory skonstruowal defibrylator nigdy nie zdobedzie takiej slawy, ani takich
          > pieniedzy co gwiazdka popularnego serialu. Zalamanie proporcji wartosci jest
          > wszechobecne, wiec trzeba szukac przeciwwagi, ale przeciez jak swiat swiatem
          > zawsze istnialy rozrywki dla „ludu” oraz bardziej wyrafinowane dla
          > pozostalych.
          > Wystarczy zadbac, aby te pierwsze nie wyparly calkiem tych drugich, wiec
          > stworzenie Tv niezaleznej powinno byc priorytetem.
          >
          > >Cóż z tego, że najlepsze w świecie katedry arabistyki są na amerykańskich
          > >uniwersytetach? Najlepsi fachowcy w tej dziedzinie, najwięcej źródeł.
          > >Skoro reszta nie ma o tym pojęcia. Znaczy się - nie wie, że takie skarby
          > >posiada. Podaję za prasą amerykańską : przed inwazją na Irak nie skorzysta
          > no z naukowych opracowań odpowiednich fachowców.

          Tu trzeba sobie zadac pytanie,kto jest wazniejszy,czy prezydent USA czy
          profesor jakiejs tam uczelni w USA,a wiadomo ze profesorow i uczelni jest w
          Stanach od groma.
          No wiec wazniejszy jest prezydent i to co on powie.

          > To jest zwykla arogancja wladzy i mam wrazenie, ze na calym swiecie ludzie na
          > to choruja. Specjalisci w USA sa bardzo dostepni, tylko trzeba chciec i
          > rozumiec, ze trzeba z nich korzystac. Jedna z poteznych konsekwencji
          > ignorowania wiedzy specjalistow byla afera w wiezieniu Abu Gharib.

          Czy ci specjalisci chcieli pracowac w charakterze straznikow,czy tylko doradzac?
          A kogo stac na to,zeby za kazdym straznikiem stal jeden specjalista?
          Kto placil za wojne w Iraku?
          Czy chcielibyscie by byla bardziej kosztowna i czy Polska jest w Stanie poniesc
          koszty tej wojny?

          > >Jajogłowi zamknięci w wiezach z kosci słoniowej najlepszych uniwersytetów
          > i 90% reszta zachwycająca się Big Brotherem!
          > >Mnie taka wizja przeraża!
          >
          > Z uporem twierdze, ze wybitnym trzeba zapewnic edukacje odpowiednia do ich
          > mozliwosci. Moze to wlasnie oni (choc nie tylko) sa szansa na
          zrekonstruowanie
          > wartosci spolecznych i intelektualnych. Im wiecej dobrze wyksztalconych(i
          • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 05.05.05, 00:37
            >Na podstawie testow stanowych dzieci przydzielane sa przez rejonowy urzad
            >oswiaty do Junior High na ich poziomie.

            Jak groch o sciane.
            1.NIE pisze o Twojej dzielnicy w NY.
            2.W USA istnieja rozne rozwiazania edukacyjne.
            3.Testy stanowe wszedzie sluza do oceny szkoly, bo na tej podstwie mozna slaba
            zamknac.
            4.HS maja trzy sciezki nauczania tyle, ze nie wszedzie o jej wyborze decyduje
            urzednik.
            5.W USA 60% HS ma poziom AP i jest to szansa dla najlepszych.

            >Co innego jak sie mieszka na wsi i jest
            >jedna podstawowka i jedna J.H. i H.S. wtedy zapomnijmy o selekcji i cala
            wiocha
            >chodzi do jednej klasy.

            Nie jest wazne gdzie sie mieszka, tylko co sie soba reprezentuje. Nie brak
            ludzi z klasa na wsiach i prymitywow w NYorkach.

            > Czy mozna w Stanach chodzic do najlepszych szkol prywatnych za darmo??
            >Oczywiscie ze tak,tylko trzeba sie dobrze uczyc.O najlepszych kazdy sie bije.

            Kazda prywatna szkola przyznaje stypendia. W Polsce z reszta tez.

            >Moja 8-letnia corka ma w szkole tabliczke mnozenia,to moze sprecyzujesz o
            jakie
            >lata chodzilo i jakie miejsce.Syn tez to dawno mial.

            Ufff.Oczywiscie, ze tabliczka jest w programie. Chodzi o nauczanie algorytmow
            matematycznych od wiekow sprawdzajacych sie w naukach scislych oraz element
            pamieciowy w uczeniu tychze(tabliczka niezbedna).Poczytaj sobie o
            pomyslodawcach roznych nowych podejsc(glownie nauczyciele), wynalazcow „nowej
            matematyki”.

            >ze elity sa tam,gdzie jest najlepsze wyksztalcenie.

            To co napisalam o elitach odnosilo sie do naszej historii. A takze, ze
            wyksztalcenie to nie wszystko, czego dowody mamy we wszystkich krajach i na
            wszystkich szczeblach.

            >Tu trzeba sobie zadac pytanie,kto jest wazniejszy,czy prezydent USA czy
            >profesor jakiejs tam uczelni w USA,a wiadomo ze profesorow i uczelni jest w
            >Stanach od groma.
            >No wiec wazniejszy jest prezydent i to co on powie.

            Zalezy co saba reprezentuje prezydent i co profesor.
            Wazniejszy w sensie posiadanej wladzy, ktora niekoniecznie musi dobrze sluzyc
            innym. Rola prezydenta polega miedzy innymi na tym, zeby wiedziec z czyjej
            wiedzy i w ktorym momencie skorzystac.

            >Czy ci specjalisci chcieli pracowac w charakterze straznikow,czy tylko
            doradzac?
            >A kogo stac na to,zeby za kazdym straznikiem stal jeden specjalista?

            A coz to za bzdura?

            >Kto placil za wojne w Iraku?

            Wciaz placi. Spoleczenstwo amerykanskie przede wszystkim ( w polowie z tego
            niezadowolone).

            >Czy chcielibyscie by byla bardziej kosztowna i czy Polska jest w Stanie
            poniesc
            >koszty tej wojny?

            Dlaczego Polska mialaby ponosic?
            Wbrew pozorom wszelkie dzialania profilaktyczne obnizaja koszty tak w
            batalistyce jak i medycynie. Potrzeba troche wiedzy, wyobrazni, gietkosci
            umyslu, umiejetnosci analizy i syntezy informacji-jakos nie do konca sobie z
            tym B. radzi.
            No, ale najwazniejsze, ze Tenet jest sorry....
            • maksimum Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 05.05.05, 05:53
              diagnosta7 napisała:

              > >Na podstawie testow stanowych dzieci przydzielane sa przez rejonowy urzad
              > >oswiaty do Junior High na ich poziomie.
              >
              > Jak groch o sciane.
              > 1.NIE pisze o Twojej dzielnicy w NY.
              > 2.W USA istnieja rozne rozwiazania edukacyjne.

              Oczywiscie ,ze tak ale ja nie znam szczegolow tych innych rozwiazan i nie bede
              sie na temat innych rozwiazan wypowiadal.
              W NJ czy Pa. podstawowka trwa 6 lat a w NY tylko 5 lat.Co stan to obyczaj.

              > 3.Testy stanowe wszedzie sluza do oceny szkoly, bo na tej podstwie mozna
              >slaba zamknac.

              Testy sluza do oceny szkol i na podstawie tej oceny uczniowie lepsi wybieraja
              lepsze szkoly a o zamykaniach sie duzo mowi i malo robi,chyba ze nagle teren
              sie wyludnia.

              > 4.HS maja trzy sciezki nauczania tyle, ze nie wszedzie o jej wyborze decyduje
              > urzednik.

              Wszedzie student decyduje o wyborze kierunku.

              W J.H. tez sa 3 sciezki nauczania:
              1-Art -stosunkowo latwy kierunek dla uzdolnionych artystycznie
              2-Global-srednio trudny o wszechstronnych zdolnosciach.
              3-Matematyczny-dla kujonow nauk scislych.

              > 5.W USA 60% HS ma poziom AP i jest to szansa dla najlepszych.

              W J.H. jest Superintendent Program.

              > >Co innego jak sie mieszka na wsi i jest
              > >jedna podstawowka i jedna J.H. i H.S. wtedy zapomnijmy o selekcji i cala
              > wiocha chodzi do jednej klasy.
              >
              > Nie jest wazne gdzie sie mieszka, tylko co sie soba reprezentuje. Nie brak
              > ludzi z klasa na wsiach i prymitywow w NYorkach.
              >
              > > Czy mozna w Stanach chodzic do najlepszych szkol prywatnych za darmo??
              > >Oczywiscie ze tak,tylko trzeba sie dobrze uczyc.O najlepszych kazdy sie bi
              > je.
              >
              > Kazda prywatna szkola przyznaje stypendia. W Polsce z reszta tez.
              >
              > >Moja 8-letnia corka ma w szkole tabliczke mnozenia,to moze sprecyzujesz o
              > jakie lata chodzilo i jakie miejsce.Syn tez to dawno mial.
              >
              > Ufff.Oczywiscie, ze tabliczka jest w programie. Chodzi o nauczanie algorytmow
              > matematycznych od wiekow sprawdzajacych sie w naukach scislych oraz element
              > pamieciowy w uczeniu tychze(tabliczka niezbedna).Poczytaj sobie o
              > pomyslodawcach roznych nowych podejsc(glownie nauczyciele), wynalazcow „n
              > owej matematyki”.
              >
              > >ze elity sa tam,gdzie jest najlepsze wyksztalcenie.
              >
              > To co napisalam o elitach odnosilo sie do naszej historii. A takze, ze
              > wyksztalcenie to nie wszystko, czego dowody mamy we wszystkich krajach i na
              > wszystkich szczeblach.
              >
              > >Tu trzeba sobie zadac pytanie,kto jest wazniejszy,czy prezydent USA czy
              > >profesor jakiejs tam uczelni w USA,a wiadomo ze profesorow i uczelni jest
              > w Stanach od groma.
              > >No wiec wazniejszy jest prezydent i to co on powie.
              >
              > Zalezy co saba reprezentuje prezydent i co profesor.
              > Wazniejszy w sensie posiadanej wladzy, ktora niekoniecznie musi dobrze sluzyc
              > innym. Rola prezydenta polega miedzy innymi na tym, zeby wiedziec z czyjej
              > wiedzy i w ktorym momencie skorzystac.

              Dokladnie tak i Bush jest w tym mistrzem.

              > >Czy ci specjalisci chcieli pracowac w charakterze straznikow,czy tylko
              > doradzac?
              > >A kogo stac na to,zeby za kazdym straznikiem stal jeden specjalista?
              >
              > A coz to za bzdura?
              >
              > >Kto placil za wojne w Iraku?
              >
              > Wciaz placi. Spoleczenstwo amerykanskie przede wszystkim ( w polowie z tego
              > niezadowolone).
              >
              > >Czy chcielibyscie by byla bardziej kosztowna i czy Polska jest w Stanie
              > poniesc koszty tej wojny?
              >
              > Dlaczego Polska mialaby ponosic?
              > Wbrew pozorom wszelkie dzialania profilaktyczne obnizaja koszty tak w
              > batalistyce jak i medycynie. Potrzeba troche wiedzy, wyobrazni, gietkosci
              > umyslu, umiejetnosci analizy i syntezy informacji-jakos nie do konca sobie z
              > tym B. radzi.
              > No, ale najwazniejsze, ze Tenet jest sorry....

              George to jest przyklad wlasciwego czlowieka na wlasciwym miejscu.
              • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 07.05.05, 00:06

                >Oczywiscie ,ze tak ale ja nie znam szczegolow tych innych rozwiazan i nie bede
                >sie na temat innych rozwiazan wypowiadal.

                O to chodzi. Wiec po co pisales w kontekscie moich przykladow, dowodzac w
                dodatku, ze to nie jest prawda.

                >W NJ czy Pa. podstawowka trwa 6 lat a w NY tylko 5 lat.Co stan to obyczaj.

                Trwa piec lat +JH+HS lub osiem lat +HS. Moze sa jeszcze inne rozwiazania, ale
                ich nie znam.

                >Testy sluza do oceny szkol i na podstawie tej oceny uczniowie lepsi wybieraja
                >lepsze szkoly a o zamykaniach sie duzo mowi i malo robi,chyba ze nagle teren
                >sie wyludnia.

                Zanim zamkna to przysluguje im nadzor, ktory zamknieciu moze zapobiec.
                Robi sie robi, bo jak szkola nie wypelni kryterium yearly progress, to nie ma
                przebacz. Biurokracja zwycieza.


                >Wszedzie student decyduje o wyborze kierunku.
                >W J.H. tez sa 3 sciezki nauczania:
                >1-Art -stosunkowo latwy kierunek dla uzdolnionych artystycznie
                >2-Global-srednio trudny o wszechstronnych zdolnosciach.
                >3-Matematyczny-dla kujonow nauk scislych.

                Nie pisze o wyborze kierunku, ale poziomu nauczania. Ty pisales, ze decyduje o
                tym urzednik na podstawie testow. Ja pisze, ze w kontekscie odpowiedniego
                edukowania dzieci bardziej w porzadku jest danie szansy kazdemu, kto czuje sie
                na silach wziac AP program. Jesli sobie nie poradzi, to zejdzie nizej, ale
                przynamniej jest ta elastycznosc, dzieki ktorej z klucza nie szufladkuje sie
                uczniow. O tyle system, ktory ja znam bardziej mi odpowiada, niż nowojorski.

                >George to jest przyklad wlasciwego czlowieka na wlasciwym miejscu.

                Z rodzina w domu? Pewnie masz racje.



                • maksimum Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 07.05.05, 03:38
                  diagnosta7 napisała:

                  > Zanim zamkna to przysluguje im nadzor, ktory zamknieciu moze zapobiec.
                  > Robi sie robi, bo jak szkola nie wypelni kryterium yearly progress, to nie ma
                  > przebacz. Biurokracja zwycieza.

                  I bardzo dobrze,bo po co komu slaba szkola,gdzie nauczycielki sie opieprzaja.

                  > >Wszedzie student decyduje o wyborze kierunku.
                  > >W J.H. tez sa 3 sciezki nauczania:
                  > >1-Art -stosunkowo latwy kierunek dla uzdolnionych artystycznie
                  > >2-Global-srednio trudny o wszechstronnych zdolnosciach.
                  > >3-Matematyczny-dla kujonow nauk scislych.
                  >
                  > Nie pisze o wyborze kierunku, ale poziomu nauczania. Ty pisales, ze decyduje
                  >o tym urzednik na podstawie testow.

                  Jeszcze raz i powoli.
                  Jest 10 J.H. w dystrykcie i podania sklada sie do district office a nie
                  poszczegolnych szkol.
                  Na podaniu wskazuje sie 3 wybory szkol do ktorych sie chce isc.
                  District office z komputera ma wyniki testow wszystkich uczniow i jesli wyniki
                  testow potwierdzaja ambicje ucznia,to jest on kierowany do first choice szkoly.
                  Jesli ma slabsze wyniki niz studenci w jego first choice szkole,to jest
                  kierowany do second choice szkoly.
                  Wybiera sie rowniez poszczegolny program o ktorych napisalem powyzej:
                  1-art 2- global 3-math
                  Wlasnie w poniedzialek 2 maja syn dostal list z district office,ze zostal
                  zaakceptowany do first choice szkoly.
                  Gorna czesc tej kartki zanosi sie do nauczyciela w szkole i na tej podstawie
                  szkola podstawowa przesle do J.H. wszystkie dane dotyczace ucznia.
                  District office przydziela kazdemu uczniowi numer,tak ze nie ma sily,ze ktos
                  bez kolejki czy za lapowki sie dostanie tam gdzie nie powinien.
                  Dolna czesc kartki z district office wysyla sie do J.H. z self addressed
                  envelope i oni przysylaja materialy jak sie przygotowac na poczatek roku.

                  > Ja pisze, ze w kontekscie odpowiedniego
                  > edukowania dzieci bardziej w porzadku jest danie szansy kazdemu, kto czuje
                  sie
                  > na silach wziac AP program. Jesli sobie nie poradzi, to zejdzie nizej, ale
                  > przynamniej jest ta elastycznosc, dzieki ktorej z klucza nie szufladkuje sie
                  > uczniow. O tyle system, ktory ja znam bardziej mi odpowiada, niż nowojorski.

                  Tu jest od pierwszego dnia szufladkowanie,ale mysle ze w ciagu roku mozna
                  bedzie cos zmienic jesli nie bedzie nam to odpowiadalo.
                  • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 08.05.05, 23:50
                    >I bardzo dobrze,bo po co komu slaba szkola,gdzie nauczycielki sie opieprzaja.

                    Kryteria oceny szkol sa mocno dyskusyjne, ale np.dobra rzecza jest koniecznosc
                    podnoszenia kwalifikacji przez nauczycieli. Dotyczy to nauczycieli obu plci.

                    >Jeszcze raz i powoli. Jesli ma slabsze wyniki niz studenci w jego first choice
                    szkole,to jest
                    >kierowany do second choice szkoly.

                    Zupelnie niepotrzebnie.Wystarczylo raz i szybko.
                    Uwazam, ze decydowanie o przydziale szkoly przez urzednika w office nie jest
                    najszczesliwszym rozwiazaniem.To moje zdanie.
                    • maksimum Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 10.05.05, 06:28
                      diagnosta7 napisała:

                      > >I bardzo dobrze,bo po co komu slaba szkola,gdzie nauczycielki sie opieprza
                      > ja.
                      >
                      > Kryteria oceny szkol sa mocno dyskusyjne, ale np.dobra rzecza jest
                      koniecznosc
                      > podnoszenia kwalifikacji przez nauczycieli. Dotyczy to nauczycieli obu plci.
                      >
                      > >Jeszcze raz i powoli. Jesli ma slabsze wyniki niz studenci w jego first ch
                      > oice szkole,to jest kierowany do second choice szkoly.
                      >
                      > Zupelnie niepotrzebnie.Wystarczylo raz i szybko.
                      > Uwazam, ze decydowanie o przydziale szkoly przez urzednika w office nie jest
                      > najszczesliwszym rozwiazaniem.To moje zdanie.

                      No wiec sprobuje jeszcze raz bardziej obrazowo.
                      W tej najlepszej szkole jest 300 miejsc dla nowych uczniow,a podan naplywa 500.
                      Co wtedy zrobisz?
                      Urzednik w district office z tych 500 wybiera 300 z najlepszymi wynikami testow
                      z P.S. .To chyba normalne i zdrowe.
                      Pozostalych 200 lapie sie na second choice school.
                      Poza tym kazdy dzieciak ma w pierwszym roku J.H. zagwarantowany school bus
                      jesli mieszka dalej niz 1/2 mili od szkoly.A na pozostale 2 lata dostaje free
                      pass na autobus czy subway.
                      Moj syn ma okolo 20 minut piechota do swojego J.H. i juz ma kumpli z sasiedztwa
                      z ktorymi razem bedzie chodzil czy tez jezdzil autobusem.
                      Juz widze,ze dla niego J.H. to bedzie wydarzenie.
                      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 12.05.05, 00:30
                        maksimum napisał:
                        >No wiec sprobuje jeszcze raz bardziej obrazowo.

                        Jeszcze raz?!?!?( Kabaret Starszych Panow). Blagam, nie.
                        W NY postanowili to robic jak postanowili i Tobie sie podoba. Ja wole, zeby
                        dzieci mialy szanse decydowania, czy chca wziac AP(moze wczesniej byl np.
                        gifted underachiever, a teraz ma mozliwosc wykorzystac swoj potencjal). W
                        przypadku elastycznej szkoly tworzy sie tyle miejsc AP ilu chetnych.W nastepnym
                        roku proporcja moze byc inna. Ja po prostu nie widze powodu, dla ktorego
                        odbiera sie szanse na odpowiedni rozwoj na tak wczesnym etapie edukacji.







                        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 04.08.05, 19:19
                          diagnosta7 napisała:

                          > maksimum napisał:
                          > >No wiec sprobuje jeszcze raz bardziej obrazowo.
                          >
                          > Jeszcze raz?!?!?( Kabaret Starszych Panow). Blagam, nie.
                          > W NY postanowili to robic jak postanowili i Tobie sie podoba. Ja wole, zeby
                          > dzieci mialy szanse decydowania, czy chca wziac AP(moze wczesniej byl np.
                          > gifted underachiever, a teraz ma mozliwosc wykorzystac swoj potencjal). W
                          > przypadku elastycznej szkoly tworzy sie tyle miejsc AP ilu chetnych.W
                          nastepnym
                          > roku proporcja moze byc inna. Ja po prostu nie widze powodu, dla ktorego
                          > odbiera sie szanse na odpowiedni rozwoj na tak wczesnym etapie edukacji.

                          Caly czas przebija z twoich wypowiedzi polski sposob rozumowania,ze szkola to
                          zycie i nic poza scisle okreslonym programem szkolnym NIE ISTNIEJE.
                          W kazdym roczniku od 3 klasy w zwyz jest orkiestra szkolna,inne uzdolnione
                          sportowo reprezentuja szkole w kosza czy pilke nozna.
                          Moj syn reprezentowal szkole w szachach na turniejach w NYC.
                          W Polsce w wakacje dzieci robia to,czego nie robia w szkole,a w Stanach robia
                          to wszystko w szkole.
                          W Vermont w okresie zimy jest tylko 4 dni nauki tygodniowo a piaty dzien
                          spedzaja w gorach jezdzac na nartach czy deskach.
                          • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 05.08.05, 20:00

                            >>>Caly czas przebija z twoich wypowiedzi polski sposob rozumowania,ze szkola
                            to
                            zycie i nic poza scisle okreslonym programem szkolnym NIE ISTNIEJE.

                            Z której wypowiedzi konkretnie? Wygląda na to, ze stworzyłeś kolejną teorię.

                            >>>W kazdym roczniku od 3 klasy w zwyz jest orkiestra szkolna,inne uzdolnione
                            sportowo reprezentuja szkole w kosza czy pilke nozna.

                            Jak to się ma do tego co pisałam? Czy twierdziłam cos odwrotnego, a mianowicie,
                            ze dzieci nie uprawiają sportów i nie grają na instrumentach?

                            >>>Moj syn reprezentowal szkole w szachach na turniejach w NYC.

                            Czy to stoi w sprzeczności z moja ostatnią wypowiedzią? Znów musze Ci sprawić
                            radość, ale nie widzę związku.

                            >>>W Polsce w wakacje dzieci robia to,czego nie robia w szkole,a w Stanach
                            robia
                            to wszystko w szkole.

                            W Polsce tez się rywalizuje z innymi szkołami w sporcie i nie tylko. Tez są
                            zajęcia pozalekcyjne. Oczywiście istnieją i pozaszkolne tak jak i w USA, gdzie
                            oprócz szkolnej drużyny sportowej, jest miejska oraz stanowa i funkcjonują
                            rożne kluby (to nie ma żadnego związku ze szkołą).

                            >>>W Vermont w okresie zimy jest tylko 4 dni nauki tygodniowo a piaty dzien
                            spedzaja w gorach jezdzac na nartach czy deskach.

                            Czy to znaczy, ze lepsze jest dla nich rozwiązanie z N Yorku, czy to, które ja
                            preferuję?


                            • maksimum Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 05.08.05, 20:19

                              > Czy to znaczy, ze lepsze jest dla nich rozwiązanie z N Yorku, czy to, które
                              >ja preferuję?

                              Oczywiscie,ze lepsze jest rozwiazanie z NY i calych USA,gdzie nie preferuje sie
                              wczesniejszego wysylania do szkoly.
                              Kluczem jest selekcja i jesli znajdzie sie ktos bardzo dobry,to poprzez system
                              selekcji doadoptuje sie do niego cala grupe tych wybijajacych sie i beda sie
                              uczyc w lepszych szkolach,ale caly czas z rowiesnikami.
                              To co Ty proponujesz,to jest podpieranie stodoly belka,zamiast postawienie
                              wlasciwej konstrukcji.
                              W malych miejscowosciach gdzie jest max 2 szkoly,ta selekcji nigdy nie
                              zaistnieje i wtedy przepycha sie dzieciaki na wyzszy poziom,ale juz jak ida do
                              miast na studia,to ta selekcja istnieje i dzieciak jest wtedy zagubiony,cos jak
                              Kaczynski.

                              • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi INTERNET I ANGIELSKI 05.08.05, 20:56

                                >>>Oczywiscie,ze lepsze jest rozwiazanie z NY i calych USA,gdzie nie preferuje
                                sie
                                wczesniejszego wysylania do szkoly.

                                Nie preferuje się w pięciu stanach, gdzie dla wybitnych nie ma zadnych
                                regulacji prawnych ani pieniędzy.

                                >>>Kluczem jest selekcja i jesli znajdzie sie ktos bardzo dobry,to poprzez
                                system
                                selekcji doadoptuje sie do niego cala grupe tych wybijajacych sie i beda sie
                                uczyc w lepszych szkolach,ale caly czas z rowiesnikami.

                                Przecież pisałam wielokrotnie ze dla dzieci zdolnych istnieje szereg rozwiązań,
                                włączając w to przeskakiwanie klasy, czy wcześniejsze pójście do szkoły. To są
                                sprawy indywidualne i przy dobrze funkcjonującym systemie, dobrane do potrzeb
                                dziecka.

                                >>>To co Ty proponujesz,to jest podpieranie stodoly belka,zamiast postawienie
                                wlasciwej konstrukcji.

                                Ja niczego nie proponuje, tylko przedstawiam fakty. Uwazam natomiast,ze system
                                nauczania dzieci zdolnych powinien być usprawniany.

                                >>>W malych miejscowosciach gdzie jest max 2 szkoly,ta selekcji nigdy nie
                                zaistnieje i wtedy przepycha sie dzieciaki na wyzszy poziom,ale juz jak ida do
                                miast na studia,to ta selekcja istnieje i dzieciak jest wtedy zagubiony,cos jak
                                Kaczynski.

                                Selekcja istnieje niemal wszędzie, ponieważ 60% High schools ma program AP.

                                Zagubione bywają także dzieci idące normalnym rytmem , wiec to żaden argument.


                                • maksimum CZY DZIECI DZIUEDZICZA ZDOLNOSCI PO RODZICACH? 05.08.05, 23:31
                                  diagnosta7 napisała:

                                  >
                                  > >>>Oczywiscie,ze lepsze jest rozwiazanie z NY i calych USA,gdzie nie
                                  >preferuje sie wczesniejszego wysylania do szkoly.
                                  >
                                  > Nie preferuje się w pięciu stanach, gdzie dla wybitnych nie ma zadnych
                                  > regulacji prawnych ani pieniędzy.

                                  Regulacje sa,bo podania do JH nie nosisz wlasnorecznie do szkoly lecz do
                                  dystryktu i tam jest decydowane na podst testow z podstawowki gdzie bedzie
                                  kontynuowalo nauke.
                                  Poza tym w szkolach prywatnych czy katolickich w NYC w kazdej chwili mozna
                                  przesunac dziecko do klasy wyzszej a nastepnie przeniesc do szkoly publicznej.
                                  A z pieniedzmi to tak bywa,ze najpierw trzeba zgody ludzi na wyzsze
                                  podatki,zeby pozniej takim geniuszom jak Ty wyplacic wyzsze wynagrodzenie.

                                  > >>>Kluczem jest selekcja i jesli znajdzie sie ktos bardzo dobry,to
                                  > poprzez system
                                  > selekcji doadoptuje sie do niego cala grupe tych wybijajacych sie i beda sie
                                  > uczyc w lepszych szkolach,ale caly czas z rowiesnikami.
                                  >
                                  > Przecież pisałam wielokrotnie ze dla dzieci zdolnych istnieje szereg
                                  rozwiązań,
                                  > włączając w to przeskakiwanie klasy, czy wcześniejsze pójście do szkoły. To
                                  są sprawy indywidualne i przy dobrze funkcjonującym systemie, dobrane do
                                  >potrzeb dziecka.

                                  A skad rodzice,ktorzy skonczyli edukacje na maturze maja wiedziec,czy
                                  wczesniejsze wyslanie dziecka do szkoly mu zaszkodzi czy pomoze.
                                  Wlasnie mam takich znajomych,ktorzy wyslali dzieciaka o rok wczesniej do szkoly
                                  w NYC.Chlopak wyrosniety,dobrze sie uczy,a poza tym nic szczegolnego i matka
                                  juz teraz sie martwi,ze jej pociecha moze nie dostac sie do tej samej JH co moj
                                  syn.
                                  No i na jakie studia sie on dostanie,jak rodzice sa bez studiow?
                                  Chyba,ze wg Ciebie dzieci nie dziedzicza zdolnosci po rodzicach.

                                  > >>>To co Ty proponujesz,to jest podpieranie stodoly belka,zamiast p
                                  > ostawienie wlasciwej konstrukcji.
                                  >
                                  > Ja niczego nie proponuje, tylko przedstawiam fakty. Uwazam natomiast,ze
                                  >system nauczania dzieci zdolnych powinien być usprawniany.

                                  Nie poprzez latanie dziur i podpieranie kolkami.

                                  > >>>W malych miejscowosciach gdzie jest max 2 szkoly,ta selekcji nig
                                  > dy nie
                                  > zaistnieje i wtedy przepycha sie dzieciaki na wyzszy poziom,ale juz jak ida
                                  do miast na studia,to ta selekcja istnieje i dzieciak jest wtedy zagubiony,cos
                                  >jak Kaczynski.
                                  >
                                  > Selekcja istnieje niemal wszędzie, ponieważ 60% High schools ma program AP.
                                  >
                                  > Zagubione bywają także dzieci idące normalnym rytmem , wiec to żaden argument.

                                  • diagnosta7 Re: CZY DZIECI DZIUEDZICZA ZDOLNOSCI PO RODZICACH 06.08.05, 00:20
                                    maksimum napisał:
                                    >>>Regulacje sa,bo podania do JH nie nosisz wlasnorecznie do szkoly lecz do
                                    dystryktu i tam jest decydowane na podst testow z podstawowki gdzie bedzie
                                    kontynuowalo nauke.

                                    Czy Ty w ogóle czytasz co inni piszą, czy dyskutujesz sam ze sobą??

                                    Napisałam, ze tylko w PIECIU stanach nie ma regulacji prawnych i kasy na
                                    wybitnych.

                                    To, ze dzieci idą do rożnych szkol na podstawie wyników z testów nie ma nic
                                    wspólnego z kształceniem dzieci wybitnych. Te regulacje są odrębne od
                                    powszechnego systemu kształcenia.


                                    >>>Poza tym w szkolach prywatnych czy katolickich w NYC w kazdej chwili mozna
                                    przesunac dziecko do klasy wyzszej a nastepnie przeniesc do szkoly publicznej.

                                    Nie można tego zrobić w każdej chwili, ponieważ są określone kryteria do
                                    spełnienia.

                                    >>>A z pieniedzmi to tak bywa,ze najpierw trzeba zgody ludzi na wyzsze
                                    podatki,zeby pozniej takim geniuszom jak Ty wyplacic wyzsze wynagrodzenie.

                                    Jaki jest związek miedzy kształceniem wybitnych a moim wynagrodzeniem.
                                    Właściwie to o czym chcesz dyskutować?

                                    > >>>Kluczem jest selekcja i jesli znajdzie sie ktos bardzo dobry,to
                                    > poprzez system
                                    > selekcji doadoptuje sie do niego cala grupe tych wybijajacych sie i beda sie
                                    > uczyc w lepszych szkolach,ale caly czas z rowiesnikami.

                                    Powtarzam raz jeszcze:

                                    Przecież pisałam wielokrotnie ze dla dzieci zdolnych istnieje szereg
                                    rozwiązań, włączając w to przeskakiwanie klasy, czy wcześniejsze pójście do
                                    szkoły. To są sprawy indywidualne i przy dobrze funkcjonującym systemie,
                                    dobrane do potrzeb dziecka.
                                    Istnienie szkol na rożnym poziomie to jeszcze nie jest kształcenie wybitnych.

                                    >>>A skad rodzice,ktorzy skonczyli edukacje na maturze maja wiedziec,czy
                                    wczesniejsze wyslanie dziecka do szkoly mu zaszkodzi czy pomoze.

                                    Na to nie maja gwarancji nawet rodzice z doktoratem. Poza tym, to nie rodzice
                                    decydują .


                                    >>>Wlasnie mam takich znajomych,ktorzy wyslali dzieciaka o rok wczesniej do
                                    szkoly
                                    w NYC.Chlopak wyrosniety,dobrze sie uczy,a poza tym nic szczegolnego i matka
                                    juz teraz sie martwi,ze jej pociecha moze nie dostac sie do tej samej JH co moj
                                    syn.

                                    Co to znaczy : nic szczególnego? Może powinien stać na głowie w czasie lekcji?

                                    >>>No i na jakie studia sie on dostanie,jak rodzice sa bez studiow?

                                    To myślisz, ze studiują tylko dzieci rodziców z wyższym wykształceniem?


                                    >>>Chyba,ze wg Ciebie dzieci nie dziedzicza zdolnosci po rodzicach.

                                    Nie ma takiej prostej zależności.

                                    No i nie tylko ludzie inteligentni kończą studia.

                                    >>>Nie poprzez latanie dziur i podpieranie kolkami.

                                    Konkretnie co masz na myśli, bo znowu nie widzę związku z tym o czym pisałam.
                                    • maksimum W POLSCE TYLKO KROWA NIE ZMIENIA ZDANIA 06.08.05, 04:31
                                      diagnosta7 napisała:

                                      > maksimum napisał:
                                      > >>>Regulacje sa,bo podania do JH nie nosisz wlasnorecznie do szkoly
                                      > lecz do
                                      > dystryktu i tam jest decydowane na podst testow z podstawowki gdzie bedzie
                                      > kontynuowalo nauke.
                                      >
                                      > Czy Ty w ogóle czytasz co inni piszą, czy dyskutujesz sam ze sobą??
                                      >
                                      > Napisałam, ze tylko w PIECIU stanach nie ma regulacji prawnych i kasy na
                                      > wybitnych.

                                      Ty po prostu nie wiesz co piszesz i nijak do Ciebie trafic.
                                      Ten dzieciak co jest w NYC public school o rok wyzej zaczal nauke w New
                                      Mexico,gdzie mozna bez problemu pchnac do przodu dzieciaka a nastepnie zostal
                                      przeniesiony do NYC.

                                      > To, ze dzieci idą do rożnych szkol na podstawie wyników z testów nie ma nic
                                      > wspólnego z kształceniem dzieci wybitnych. Te regulacje są odrębne od
                                      > powszechnego systemu kształcenia.

                                      W kazdym stanie mozesz pchnac dzieciaka o rok wyzej w szkolach prywatnych a
                                      nastepnie przeniesc go do szkoly publicznej i juz masz sprawe wybitnie zdolnego
                                      zalatwiona.


                                      > >>>Poza tym w szkolach prywatnych czy katolickich w NYC w kazdej ch
                                      > wili mozna
                                      > przesunac dziecko do klasy wyzszej a nastepnie przeniesc do szkoly publicznej.
                                      >
                                      > Nie można tego zrobić w każdej chwili, ponieważ są określone kryteria do
                                      > spełnienia.

                                      Musi przejsc egzamin,do ktorego moze sie przygotowac w domu i to by bylo na
                                      tyle.
                                      Czy Ty nie kontaktujesz,ze ja tez kiedys myslalem tak jak Ty,zeby corke pchnac
                                      o rok wczesniej do szkoly,ale po rozmowie z nauczycielami zmienilem zdanie.
                                      Monika juz w pre-K byla o glowe lepsza od kogokolwiek w szkole i do
                                      kindergarten poszla juz do programu Delty dla gifted,gdzie w pre-K trzeba
                                      zdawac na to egzamin.
                                      Zazwyczaj jest typowana jedna osoba z klasy i okolo 1/3 z nich przechodzi
                                      egzamin.
                                      Z 20 szkol w drystrykcie tworzona jest JEDNA KLASA.A w tych 20 szkolach jest
                                      okolo 80 klas na kazdym poziomie.
                                      Klasy Delta sa mniejsze niz normalne i teraz bylo ich 16 w klasie ,a w
                                      normalnej jest ok 25.
                                      Tu nie trzeba byc rachmistrzem,zeby wykalkulowac,ze nawet najgorsza z Delty
                                      miesci sie w gornym 1% najzdolniejszych.
                                      A Monika jest w pierwszej trojce w tej klasie.
                                      > > >>>Kluczem jest selekcja i jesli znajdzie sie ktos bardzo dob
                                      > ry,to
                                      > > poprzez system
                                      > > selekcji doadoptuje sie do niego cala grupe tych wybijajacych sie i beda
                                      > sie uczyc w lepszych szkolach,ale caly czas z rowiesnikami.
                                      >
                                      > Powtarzam raz jeszcze:
                                      >
                                      > Przecież pisałam wielokrotnie ze dla dzieci zdolnych istnieje szereg
                                      > rozwiązań, włączając w to przeskakiwanie klasy, czy wcześniejsze pójście do
                                      > szkoły. To są sprawy indywidualne i przy dobrze funkcjonującym systemie,
                                      > dobrane do potrzeb dziecka.

                                      A Ty bedziesz decydowala,co jest dobre dla mojego dziecka.

                                      > Istnienie szkol na rożnym poziomie to jeszcze nie jest kształcenie wybitnych.

                                      Drugim wyjsciem jest pchniecie dzieciaka o rok do przodu.

                                      > >>>A skad rodzice,ktorzy skonczyli edukacje na maturze maja wiedzie
                                      > c,czy wczesniejsze wyslanie dziecka do szkoly mu zaszkodzi czy pomoze.
                                      >
                                      > Na to nie maja gwarancji nawet rodzice z doktoratem. Poza tym, to nie rodzice
                                      > decydują .

                                      Wlasnie dlatego,trzeba sie takich jak Ty wystrzegac.

                                      > >>>Wlasnie mam takich znajomych,ktorzy wyslali dzieciaka o rok wczesniej do
                                      > szkoly
                                      > w NYC.Chlopak wyrosniety,dobrze sie uczy,a poza tym nic szczegolnego i matka
                                      > juz teraz sie martwi,ze jej pociecha moze nie dostac sie do tej samej JH co
                                      >moj syn.
                                      >
                                      > Co to znaczy : nic szczególnego? Może powinien stać na głowie w czasie
                                      >lekcji?

                                      Ja porownuje go z moja corka,ktora jest od niego o 1,5 roku starsza i wiem jaka
                                      byla Monika w jego wieku.

                                      > >>>No i na jakie studia sie on dostanie,jak rodzice sa bez studiow?
                                      >
                                      > To myślisz, ze studiują tylko dzieci rodziców z wyższym wykształceniem?

                                      Zalezy na jakich uczelniach i jakich kierunkach,chyba nie bedziesz mnie
                                      przekonywala,ze najzdolniejsi wybieraja psychologie i liberal arts,tudziez
                                      filologie.

                                      > >>>Chyba,ze wg Ciebie dzieci nie dziedzicza zdolnosci po rodzicach.
                                      >
                                      > Nie ma takiej prostej zależności.

                                      Tak jakbym sluchal Cimoszewicza.
                                      Jak on sobie zalatwil dochtorat,to jego dzieciom tez przysluguje on z racji
                                      sprawowanych funkcji rodzicow.

                                      > No i nie tylko ludzie inteligentni kończą studia.

                                      Niestety tak,ale to sie dzieje glownie w Bialymstoku i Carolinie.

                                      > >>>Nie poprzez latanie dziur i podpieranie kolkami.
                                      >
                                      > Konkretnie co masz na myśli, bo znowu nie widzę związku z tym o czym pisałam.

                                      Nie ma nic lepszego niz system selekcji naturalnej oraz uczenie sie z
                                      rowiesnikami na podobnym poziomie umyslowym.
                                      • diagnosta7 tytul powyzszego postu na miare autora szyty 06.08.05, 07:17

                                        >>>Ten dzieciak co jest w NYC public school o rok wyzej zaczal nauke w New
                                        Mexico,gdzie mozna bez problemu pchnac do przodu dzieciaka a nastepnie zostal
                                        przeniesiony do NYC.

                                        Jasne. Głupka przepchnęli wyżej.
                                        Są przepisy. Ciekawe jak je ominęli.


                                        >>>W kazdym stanie mozesz pchnac dzieciaka o rok wyzej w szkolach prywatnych a
                                        nastepnie przeniesc go do szkoly publicznej i juz masz sprawe wybitnie zdolnego
                                        zalatwiona.

                                        Bzdura na resorach.
                                        Poczytaj przepisy amerykańskie.


                                        >>>Musi przejsc egzamin,do ktorego moze sie przygotowac w domu i to by bylo na
                                        tyle.

                                        Procedura nie polega na zdaniu jednego egzaminu. Przestań bajdurzyć.


                                        >>>Czy Ty nie kontaktujesz,ze ja tez kiedys myslalem tak jak Ty,zeby corke
                                        pchnac
                                        o rok wczesniej do szkoly

                                        Twoja córkę objęło jakieś rozwiązanie. Poza tym możliwości jest sporo więcej.
                                        Pisze po raz TRZECI, ze należy je dobierać indywidualnie do dziecka, bo różnią
                                        się potrzebami. Córce pasuje , to najważniejsze. Nie każdemu jednak musi
                                        pasować.

                                        No i skoro „chciałeś pchnąć” to znaczy ,ze możliwość istnieje.


                                        >>>A Ty bedziesz decydowala,co jest dobre dla mojego dziecka.

                                        Tyś człeku chorym jest...


                                        >>>Drugim wyjsciem jest pchniecie dzieciaka o rok do przodu.

                                        Jest sporo rozwiązań.

                                        >>>Wlasnie dlatego,trzeba sie takich jak Ty wystrzegac.

                                        Koniecznie się wystrzegaj.


                                        >>>Ja porownuje go z moja corka,ktora jest od niego o 1,5 roku starsza i wiem
                                        jaka
                                        byla Monika w jego wieku.

                                        I lepiej się czujesz jak już porównasz?

                                        >>>Zalezy na jakich uczelniach i jakich kierunkach,chyba nie bedziesz mnie
                                        przekonywala,ze najzdolniejsi wybieraja psychologie i liberal arts,tudziez
                                        filologie.

                                        Wybierają to co ich interesuje. Jak każdy.


                                        >>>Tak jakbym sluchal Cimoszewicza.

                                        Jak zwykle. Jak już nie wiesz co napisać to wyciągasz armatę w postaci
                                        zasuszonej komuny.


                                        >>>Niestety tak,ale to sie dzieje glownie w Bialymstoku i Carolinie.

                                        Tak. Bo na kuli ziemskiej są miejsca, w których żyją półinteligenci wyłącznie.
                                        A są takie, gdzie same orły intelektu. I w dodatku to jest zaraźliwe.


                                        >>>Nie ma nic lepszego niz system selekcji naturalnej oraz uczenie sie z
                                        rowiesnikami na podobnym poziomie umyslowym.


                                        To jedna z możliwości(np. różnicowanie instrukcji w obrębie klasy mieści się w
                                        tej opcji).
                                        Tyle, ze jak nie znajdujesz rówieśników na podobnym poziomie, to szuka się
                                        innych rozwiązań.

                                        • edytkus Wpadam i spadam 07.08.05, 06:22
                                          Przeczytalam Wasza dyskusje i jestem pod wrazeniem: tyle miesiecy czczej pisaniny smile)) Ameryki zadne
                                          z Was nie odkrylo wink)) ale faknie sie Was czyta. Ponizej pare uwag, ktore mi sie nasunely w trakcie
                                          lektury (innych osob nie cytuje bo chyba sie juz nie udzielaja).


                                          Diagnosta:
                                          "Przegladam raczej na uszy i to co slysze slabo swiadczy o mozliwosciach
                                          intelektualnych pana B Zalety jakies musi miec skoro go
                                          wybrano na dwie kadencje.Zakladam,ze ma rozwiniete cechy przywodcze, umie
                                          przekonywac do swoich racji, a takze jest swojski i bogobojny."

                                          Eee tam, Bush zostal wybrany bo inni kandydaci byli jeszcze gorsi.



                                          "I jeszcze jedno:stany rzeczywiscie sie roznia stosunkiem do identyfikacji
                                          dzieci wybitnych. Filozofia jest taka,
                                          ze wszystkie dzieci sa rowne i nie wypada w ogole o wybitnosci wspominac. Jak w
                                          komunie."


                                          Nic bardziej blednego, po co w takim razie sa szkoly dla uzdolnionych albo programy Honors? Dla
                                          rozrywki polecam film "Tate, maly geniusz.


                                          "W USA korepetycje biora dzieci najlepsze, a nie najslabsze. Spora czesc
                                          rodzicow uwaza ze szkola nie przygotuje odpowiednio do pozniejszej konkurencji
                                          (dobra szkola!.Podobna tendencja zaczela sie w Polsce)."

                                          Nieprawda, i tu i tam jest podobnie. Ja w Polsce chodzilam na korki bo chcialam byc jeszcze lepsza i
                                          nie bylam jedyna.

                                          "W USA edukacja zdolnych nie jest panstwowym priorytetem (jest nim za to
                                          wyrownywanie szans)."

                                          W ogole nie jest panstwowym priorytetem, jej waga wynika sama z siebie - jak chcesz cos osiagnac to
                                          zdobywaj wiedze i takie podejscie dziala (szkolnictwo wyzsze jest platne a mimo to studentow nei
                                          brakuje).

                                          "w USA 50% studentow bierze pozyczki na studia(na niektórych uczelniach nawet
                                          70%) i korzystaja tez ze stypendiow. Mlodzi ludzie rownoczesnie studiuja i
                                          pracuja, by moc się utrzymac."

                                          Pozyczki splaca sie dopeiro po ukonczeniu studiow, sa na tyle duze ze pokrywaja koszty podrecznikow
                                          itp. a wiec parcujacy student ma za co jesc wink


                                          "Już wczesniej pisalam o gigantycznym rozwarstwieniu. W tym najbogatszym kraju
                                          40 milionow Amerykanow nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Ostatnio zdecydowano
                                          zrewidowac koszty sluzby zdrowia, ponieważ okazalo się,ze rodziny nalezace do
                                          klasy sredniej najczesciej bankrutuja z powodu niemozliwosci splacenia
                                          rachunkow za leczenie. Jeśli wiec kogos dopanie ciezsza, chroniczna
                                          choroba,może skonczyc na bruku. Sporej grupy ludzi po prostu nie stac na
                                          lekarzy."

                                          Takie sa statystyki, ale jak wytlumaczyc ze bankrut jezdzi nowym mercedesem parkwanym przed
                                          nowym domem? Wejdz na forum Z dala od Polski i zpaytaj ile dziewczyn urodzilo w bdb warunkach
                                          nie majac ubezpieczenia? tu szpital nie ma prawa wyrzucic pacjenta na bruk nawet jesli z gory wie ze
                                          ten nie ma grosza przy duzy i nigdy miec nie bedzie. A ile jest osob ktore prowadza wlasne firmy lub
                                          pracuja na czarno wykazujac minimalne zarobki kwalifikujace ich do wszelkich form pomocy
                                          finansowych (szczegolnie znajomi Polacy maja taki zwyczaj) i tak oficjalnie to ubodzy lub bankruci a w
                                          rzeczywistosci spedzaja wakacje w resortach na Hawajach.


                                          Maksimum:
                                          "W EU jest kryzys nauki,ale nie ma tego kryzysu w USA."

                                          Jest jest, w USA znaczy sie jest. Najprostszy przyklad to program ESL.



                                          No nie przeszkadzam Wam wiecej smile Pa!
                                          • diagnosta7 Re: Wpadam i spadam 07.08.05, 18:38
                                            edytkus napisała:
                                            >>>Przeczytalam Wasza dyskusje i jestem pod wrazeniem: tyle miesiecy czczej
                                            pisaniny smile)) Ameryki zadne
                                            z Was nie odkrylo wink))

                                            Bo nie o odkrywanie Ameryki chodziło. Pewnie zauważyłaś, ze motyw główny wątku
                                            był zupełnie innysmile. Zawsze jednak pojawia się w którymś momencie wpis” a u nas
                                            w Ameryce” i potem to już jak lawina...wink)
                                            No i, ze tez Ci się chciało te „czczości” czytaćsmile


                                            >>>Eee tam, Bush zostal wybrany bo inni kandydaci byli jeszcze gorsi.

                                            No to najoczywistsza oczywistośćsmile
                                            Zanim jednak przystąpił do wyścigu, czymś środkowe stany ująć musiał. Stawiam
                                            na wymienione cechy, z naciskiem na dwie ostatnie.


                                            >>>Nic bardziej blednego, po co w takim razie sa szkoly dla uzdolnionych albo
                                            programy Honors? Dla
                                            rozrywki polecam film "Tate, maly geniusz.

                                            Aha. Niedokładnie poczytałaś(czemu się z reszta nie dziwiesmile.
                                            Napisałam, ze stany różnią się w podejściu, co oznacza, ze maja swoje
                                            wewnętrzne regulacje(nie ma prawa federalnego) i przeznaczają rożne sumy
                                            pieniędzy(od dużych po niewielkie), a PIEC stanów nie uznaje tematu w ogóle. Do
                                            nich odnosił się mój komentarz.
                                            Pisałam jednak również o szerokim wachlarzu rozwiązań, z którego choć po części
                                            warto skorzystać w polskiej edukacji.

                                            >>>Nieprawda, i tu i tam jest podobnie. Ja w Polsce chodzilam na korki bo
                                            chcialam byc jeszcze lepsza i
                                            nie bylam jedyna.

                                            Toż napisałam, ze korepetycje biorą najlepsi. Tu nie zrozumiałam z czym się nie
                                            zgadzasz.

                                            >>>W ogole nie jest panstwowym priorytetem, jej waga wynika sama z siebie - jak
                                            chcesz cos osiagnac to
                                            zdobywaj wiedze i takie podejscie dziala (szkolnictwo wyzsze jest platne a mimo
                                            to studentow nei
                                            brakuje).

                                            Ja nie pisze o edukacji ogólnej tylko o konieczności tworzenia(lub
                                            wykorzystywania) dobrych systemów dla dzieci wybitnie zdolnych. To nie wynika
                                            niestety samo z siebie, bo dotyczy niewielkiej grupy osób.
                                            Istnieje prawo federalne dotyczace dzieci specjalnej troski, a nie ma dla
                                            wybitnych.

                                            A NCLB jest państwowym priorytetem, tyle ze prowadzi do równania w dol.

                                            >>>Pozyczki splaca sie dopeiro po ukonczeniu studiow, sa na tyle duze ze
                                            pokrywaja koszty podrecznikow
                                            itp. a wiec parcujacy student ma za co jesc wink

                                            Nie widzę sprzeczności z tym co napisałam.
                                            Student ma za co jeść bo pracuje. To oczywiste, ze pożyczkę się spłaca po
                                            studiach, bo nie byłoby sensu jej zaciągać.


                                            >>>Takie sa statystyki, ale jak wytlumaczyc ze bankrut jezdzi nowym mercedesem
                                            parkwanym przed
                                            nowym domem? Wejdz na forum Z dala od Polski i zpaytaj ile dziewczyn urodzilo w
                                            bdb warunkach
                                            nie majac ubezpieczenia? tu szpital nie ma prawa wyrzucic pacjenta na bruk
                                            nawet jesli z gory wie ze
                                            ten nie ma grosza przy duzy i nigdy miec nie bedzie. A ile jest osob ktore
                                            prowadza wlasne firmy lub
                                            pracuja na czarno wykazujac minimalne zarobki kwalifikujace ich do wszelkich
                                            form pomocy
                                            finansowych (szczegolnie znajomi Polacy maja taki zwyczaj) i tak oficjalnie to
                                            ubodzy lub bankruci a w
                                            rzeczywistosci spedzaja wakacje w resortach na Hawajach.

                                            Nie twierdziłam, ze nie można uzyskać pomocy lekarskiej (pogotowie zawsze
                                            przyjedzie bez pytania o ubezpieczenie).

                                            Nie mów, ze te 40% to oszuści z Polskiwink

                                            >>>No nie przeszkadzam Wam wiecej smile Pa!

                                            Milo było Cię gościćsmile


                                            • tawananna Re: Wpadam i spadam 08.08.05, 14:32
                                              Zagląda się po iluś miesiącach do jakiegoś wątku, a tu dyskusja nadal huczy i
                                              to na dodatek jest na dokładnie tym samym etapie wink.

                                              Diagnosta7: podziwiam Twoją cierpliwość smile.

                                              "A skad rodzice,ktorzy skonczyli edukacje na maturze maja wiedziec,czy
                                              wczesniejsze wyslanie dziecka do szkoly mu zaszkodzi czy pomoze."

                                              Toteż zwykle nie tylko od rodziców to zależy, ale i od osób, które się na tym
                                              znają (psycholog).

                                              "Wlasnie mam takich znajomych,ktorzy wyslali dzieciaka o rok wczesniej do
                                              szkoly w NYC.Chlopak wyrosniety,dobrze sie uczy,a poza tym nic szczegolnego i
                                              matka juz teraz sie martwi,ze jej pociecha moze nie dostac sie do tej samej JH
                                              co moj syn."

                                              Nie rozumiem. Chłopak wyrośnięty (czyli, jak rozumiem, ze sportem nie ma
                                              problemów, a tak argumentowałeś, że to bolączka dzieciaków "przeskakujących"
                                              klasy). Uczy się dobrze - czyli nie przepadł, radzi sobie. Co rozumiesz przez
                                              coś "szczególnego"? Nie każdy dzieciak jest geniuszem, ba!, większość
                                              dzieciaków geniuszami nie jest. Porównujesz tego chłopaka z Twoją córką sprzed
                                              półtora roku i piszesz, że to zestawienie wypada na jego niekorzyść. Ale
                                              przecież tak się chwalisz, że Twoja córka jest w 1% najlepszych dzieciaków - to
                                              może to, że ten chłopiec jej do pięt nie dorasta, jeszcze nie świadczy, że
                                              wysłanie go rok wcześniej do szkoły było błędem?

                                              " No i na jakie studia sie on dostanie,jak rodzice sa bez studiow?"

                                              Phi, tak, jakby dzieci, których rodzice nie mają studiów, nie miały już szans
                                              na wyższe wykształcenie na dobrej uczelni.

                                              " Chyba,ze wg Ciebie dzieci nie dziedzicza zdolnosci po rodzicach."

                                              To nie jest takie proste. Jasne, że dziedziczenie ma tu pewien udział (chociaż
                                              ja skłaniałabym się ku mówieniu nie o genach, ale o wychowaniu - jeśli rodzice
                                              mają bogate słownictwo, poprawnie mówią, w domu ważne miejsce zajmuje książka,
                                              dziecko nie spędza całego dnia przed telewizorem, zaczyna obcować z
                                              kulturą..... itd., od razu ma łatwiejszy start). Nie oznacza to, że jest to
                                              jedyny czynnik.

                                              Diagnosta7 słusznie pisze, że są różne rozwiązania dla najlepszych. Nie próbuje
                                              decydować, które jest najlepsze dla Twojego dziecka - wręcz przeciwnie,
                                              pokazuje, że różne są plusy i minusy poszczególnych pomysłów i trzeba je
                                              dobierać indywidualnie do dziecka. Nie rozumiem, o co Ci chodzi.

                                              Nie rozumiem Twojej dziwnej napaści na rozpoczynanie nauki przez dzieci
                                              wcześniej - ciekawa jestem, czy byłbyś w stanie na podstawie obserwacji dzieci
                                              w klasie i lektury ich wyników testów czy osiągnięć w innych dziedzinach
                                              bezbłędnie wytypować, które jest/są młodsze od kolegów z klasy.

                                              Jak już pisałam, są dobre i złe strony każdej możliwości. Ty stawiasz na to, by
                                              dziecko funkcjonowało wśród rówieśników - OK, Twoja sprawa. Ja z kolei mam
                                              wątpliwości co do programów dla uzdolnionych typu Delta. Bałabym się efektu
                                              kształcenia w takiej elitarnej, wyselekcjonowanej klasie - np. w zakresie
                                              stosunku dziecka do nieelitarnej reszty społeczeństwa. Ja mam prawo do własnego
                                              zdania, Ty masz prawo do swojego.

                                              "Zalezy na jakich uczelniach i jakich kierunkach,chyba nie bedziesz mnie
                                              przekonywala,ze najzdolniejsi wybieraja psychologie i liberal arts,tudziez
                                              filologie."

                                              To już Diagnosta7 napisała - wybierają to, co ich interesuje. Chyba nie
                                              będziesz mnie przekonywał, że uzdolnionym można być tylko w zakresie nauk
                                              ścisłych i ekonomicznych. No, ale dla Ciebie "gifted" to ktoś z czołówki
                                              najlepiej zarabiających, ew. z czołówki rządzących.

                                              • maksimum Re: Wpadam i spadam OD PSYCHOLOGA ZALEZY. 09.08.05, 05:43

                                                > "A skad rodzice,ktorzy skonczyli edukacje na maturze maja wiedziec,czy
                                                > wczesniejsze wyslanie dziecka do szkoly mu zaszkodzi czy pomoze."
                                                >
                                                > Toteż zwykle nie tylko od rodziców to zależy, ale i od osób, które się na tym
                                                > znają (psycholog).

                                                WSZYSCY byliscie zaszokowani,ze ja zaczalem nawiazywac do genetyki w
                                                ewentualnym wysylaniu dzieci wczesniej do szkoly czy programow dla uzdolnionych
                                                i do tej pory do siebie nie doszliscie,bo wg was tylko urode sie dziedziczy.

                                                > " No i na jakie studia sie on dostanie,jak rodzice sa bez studiow?"
                                                >
                                                > Phi, tak, jakby dzieci, których rodzice nie mają studiów, nie miały już szans
                                                > na wyższe wykształcenie na dobrej uczelni.

                                                Wlasnie mam takich znajomych,ktorych corka studiuje i zawsze chciala zostac
                                                lekarzem,a po dwoch latach studiow zdecydowala,ze jednak psychologiem.

                                                > " Chyba,ze wg Ciebie dzieci nie dziedzicza zdolnosci po rodzicach."
                                                >
                                                > To nie jest takie proste. Jasne, że dziedziczenie ma tu pewien udział
                                                (chociaż
                                                > ja skłaniałabym się ku mówieniu nie o genach, ale o wychowaniu - jeśli
                                                rodzice
                                                > mają bogate słownictwo, poprawnie mówią, w domu ważne miejsce zajmuje książka,

                                                A przekladajac to na jezyk potoczny,to rodzice ktorzy maja bogate
                                                slownictwo,poprawnie mowia i maja obycie z ksiazkami sa PO STUDIACH.

                                                > dziecko nie spędza całego dnia przed telewizorem, zaczyna obcować z
                                                > kulturą..... itd., od razu ma łatwiejszy start). Nie oznacza to, że jest to
                                                > jedyny czynnik.
                                                >
                                                > Diagnosta7 słusznie pisze, że są różne rozwiązania dla najlepszych. Nie
                                                próbuje
                                                > decydować, które jest najlepsze dla Twojego dziecka - wręcz przeciwnie,
                                                > pokazuje, że różne są plusy i minusy poszczególnych pomysłów i trzeba je
                                                > dobierać indywidualnie do dziecka. Nie rozumiem, o co Ci chodzi.

                                                Sprawa jest prosta jak konstrukcja gwozdzia,ale psychologowie chca miec wladze
                                                na zyciem przyszlych geniuszy i swa czaste w ich sukcesie.
                                                A ten gwozdz -to SELEKCJA.
                                                Nie przeskakiwanie o rok czy dwa,lecz selekcja wsrod rowiesnikow.
                                                NIESTETY wladze naczelne w EU postanowily,ze nie ma stopni oraz mozliwosci
                                                powtarzania klasy dla niemot,ktore koniecznie trzeba przepychac przez cala
                                                podstawowke,a pozniej rozgoraczkowani rodzice lataja od szkoly do szkoly by
                                                upchnac mlodziaka w przyzwoitym gimnazjum.

                                                > Nie rozumiem Twojej dziwnej napaści na rozpoczynanie nauki przez dzieci
                                                > wcześniej - ciekawa jestem, czy byłbyś w stanie na podstawie obserwacji
                                                dzieci
                                                > w klasie i lektury ich wyników testów czy osiągnięć w innych dziedzinach
                                                > bezbłędnie wytypować, które jest/są młodsze od kolegów z klasy.

                                                To widac po zasobie slownictwa,zainteresowaniu lub brakiem zainteresowania
                                                pewnymi tematami,odpowiedzialnoscia,ktorej u mlodszych nie ma.

                                                > Jak już pisałam, są dobre i złe strony każdej możliwości. Ty stawiasz na to,
                                                by dziecko funkcjonowało wśród rówieśników - OK, Twoja sprawa. Ja z kolei mam
                                                > wątpliwości co do programów dla uzdolnionych typu Delta. Bałabym się efektu
                                                > kształcenia w takiej elitarnej, wyselekcjonowanej klasie - np. w zakresie
                                                > stosunku dziecka do nieelitarnej reszty społeczeństwa.

                                                I tu sie grubo mylisz.
                                                Stosunek jednych do drugich zalezy od zrozumienia sytuacji w jakiej sie
                                                znajdujesz.Te rozumniejsze zawsze rozumieja tych mniej rozumnych,natomiast
                                                odwrotnie moze wystapic agresja z powodu braku zrozumienia.

                                            • maksimum Re: Wpadam i spadam STAWIAM NA BUSHA 09.08.05, 05:22

                                              > >>>Eee tam, Bush zostal wybrany bo inni kandydaci byli jeszcze gorsi.
                                              >
                                              > No to najoczywistsza oczywistośćsmile
                                              > Zanim jednak przystąpił do wyścigu, czymś środkowe stany ująć musiał. Stawiam
                                              > na wymienione cechy, z naciskiem na dwie ostatnie.

                                              A ja stawiam na to,ze byl juz dwukrotnie wybrany na gubernatora Texasu,co sie
                                              wczesniej nikomu nie zdarzylo i byl bardzo dobrym gubernatorem Texasu o czym
                                              domorosli psycholowie z Polski pojecia nie maja.
                                              To w Polsce tylko takie numery sie zdarzaja,ze wyjdzie z jakiegos zadupia na
                                              dodatek bez studiow Kwasniewski,zalozy ladny garnitur i Ciemnogrodzianie jego
                                              cechy charakteru porownuja z jakims drugim,ktory mial tylko przyspieszona
                                              zawodowke i specjalizowal sie w organizowaniu strajkow.
                                              Umrzec ze smiechu mozna.

                                              > >>>Nic bardziej blednego, po co w takim razie sa szkoly dla uzdolni
                                              > onych albo
                                              > programy Honors? Dla
                                              > rozrywki polecam film "Tate, maly geniusz.
                                              >
                                              > Aha. Niedokładnie poczytałaś(czemu się z reszta nie dziwiesmile.
                                              > Napisałam, ze stany różnią się w podejściu, co oznacza, ze maja swoje
                                              > wewnętrzne regulacje(nie ma prawa federalnego) i przeznaczają rożne sumy
                                              > pieniędzy(od dużych po niewielkie), a PIEC stanów nie uznaje tematu w ogóle.
                                              >Do nich odnosił się mój komentarz.

                                              A twoj komentarz jest czysto europejski,czyli pozbawiony zasad logicznego
                                              myslenia.Bo niby w EU wszyscy sa tacy intelektualni,to dlaczego EU sie nie
                                              rozwija i bezrobocie rosnie.
                                              Ja uwazam,ze jesli nie potraficie rozwiazac problemow podstawowych jak BYT
                                              CZLOWIEKA,to po jasna cholere chcecie nas nauczac jak dzieci nauczac.
                                              Dochod nar na twarz uzalezniony jest od inteligencji ludzi ,ktorzy go wytwarzaja
                                              i wszyscy zgodzimy sie co do tego,ze biedny bogatego nie powinien nauczac.

                                          • maksimum Re: Wpadam i spadam BARDZO DOBRZE! 09.08.05, 04:59

                                            > Diagnosta:
                                            > "Przegladam raczej na uszy i to co slysze slabo swiadczy o mozliwosciach
                                            > intelektualnych pana B Zalety jakies musi miec skoro go
                                            > wybrano na dwie kadencje.Zakladam,ze ma rozwiniete cechy przywodcze, umie
                                            > przekonywac do swoich racji, a takze jest swojski i bogobojny."

                                            Ty oczywiscie nie wiesz po co prezydent jest wybierany.
                                            No wiec wytlumacze jak dziecku:
                                            1-Prezydenta sie ocenia po ilosci nowych miejsc pracy(duzo wiecej niz w EU)
                                            2-Wzrost gospodarczy(duzo wiekszy niz w EU)
                                            A to jest szpakowatym brunetem,ktory szczeke wysuwa przy mowieniu ostatnio ma
                                            dla ludzi male znaczenie.
                                            W EU natomiast wybiera sie ludzi do rzadzenia z charakterem i sluszna postawa,a
                                            ze wzrostu gospodarczego nie ma i bezrobocie kwitnie,to juz jest wina ludzi a
                                            nie prezydentow czy premierow jak Kwasniewski.

                                            > Maksimum:
                                            > "W EU jest kryzys nauki,ale nie ma tego kryzysu w USA."
                                            >
                                            > Jest jest, w USA znaczy sie jest. Najprostszy przyklad to program ESL.

                                            Gdyby byl kryzys nauki w Stanach,to najlepszymi uczelniami na swiecie nie
                                            bylyby amerykanskie.
                                            A teraz sie usmiejesz.Znam 2 chlopakow z Polski(14 lat) z ktorymi grywam w
                                            kosza.
                                            Jeden jest dopiero jeden rok i ma 97% z matmy w 7 klasie,ale nie moze sie
                                            przeniesc do lepszej JH bo wyniki egzaminu z ESL bedzie mial dopiero 6 wrzesnia.
                                            Drugi juz jest 4 lata w Stanach(oni chodza do jednej klasy w slabiutkim JH)i
                                            juz 4 raz podchodzil do egzaminu z ESL i prawdopodobnie znowu obleje,choc po
                                            angielsku spokojnie gada,tylko ubogosc jezyka uderza.
                                            Tak to "zdolne" dzieci z Polski daja sobie rade w amerykanskim szkolnictwie.
                                            Ten co czwarty raz podchodzi do ESL moze jakas slabiutka HS skonczy,ale widac u
                                            niego glabowatosc i brak dyscypliny.
                                            Ten nowy jest bardzo zdyscyplinowany i przyklada sie mimo,ze nie jest orlem,bo
                                            pare razy probowalemz nim rozmawiac po angielsku i nie kojarzyl.
                                            • tawananna Re: 09.08.05, 09:16
                                              "WSZYSCY byliscie zaszokowani,ze ja zaczalem nawiazywac do genetyki w
                                              ewentualnym wysylaniu dzieci wczesniej do szkoly czy programow dla uzdolnionych
                                              i do tej pory do siebie nie doszliscie,bo wg was tylko urode sie dziedziczy."

                                              Maksimum, cały czas nie rozumiesz, o co mi chodzi. Podkreślam, że dziedziczenie
                                              odgrywa rolę (moim zdaniem bardziej, że tak powiem, "społeczne"), ale - nie
                                              jest jedynym czynnikiem. Dziecko osoby po studiach ma statystycznie większe
                                              szanse na studia, ale nie oznacza to, że ma to zagwarantowane, albo że inne
                                              dzieci takiej szansy nie mają.

                                              "Wlasnie mam takich znajomych,ktorych corka studiuje i zawsze chciala zostac
                                              lekarzem,a po dwoch latach studiow zdecydowala,ze jednak psychologiem."

                                              Przepraszam, jeśli podajesz przykłady, mógłbyś przy nich zaznaczać, co mają
                                              udowadniać? Skoro piszesz to przy okazji tematu dzieci rodziców bez studiów,
                                              mam rozumieć, że psychologia to studia znacznie gorsze od medycyny i zmiana
                                              planów córki Twoich znajomych świadczy o tym, że dzieciaki rodziców bez
                                              wyższego wykształcenia nie mają szans na ukończenie tak wspaniałego i
                                              elitarnego kierunku jak medycyna? Swoją drogą, jak Ty możesz mieć takich
                                              znajomych, zniżać się do TEGO poziomu...

                                              "A przekladajac to na jezyk potoczny,to rodzice ktorzy maja bogate
                                              slownictwo,poprawnie mowia i maja obycie z ksiazkami sa PO STUDIACH."

                                              Myślisz, że studia mają taki magiczny wpływ?smile Nie chodzi tu tyle o studia, co
                                              raczej podejście do edukacji i kultury. Znam domy, gdzie rodzice nie mają
                                              wyższego wykształcenia, a jednak książki itd. zawsze zajmowały ważne miejsce -
                                              i dzieci z tych domów studiują, choć według Twojej teorii powinny nie wyjść
                                              poza LO, a jeśli już iść na studia, to na jakieś beznadziejne. Znam też osoby,
                                              które niby są po studiach - często nawet bardzo dobrych - a jakoś po nich tego
                                              nie widać.

                                              "A ten gwozdz -to SELEKCJA.
                                              Nie przeskakiwanie o rok czy dwa,lecz selekcja wsrod rowiesnikow."

                                              Podajesz to jak jakąś prawdę objawioną: "bierzcie i wierzcie". Czekam na
                                              argumenty.

                                              "NIESTETY wladze naczelne w EU postanowily,ze nie ma stopni oraz mozliwosci
                                              powtarzania klasy dla niemot,ktore koniecznie trzeba przepychac przez cala
                                              podstawowke,a pozniej rozgoraczkowani rodzice lataja od szkoly do szkoly by
                                              upchnac mlodziaka w przyzwoitym gimnazjum."

                                              Akurat likwidowaniu stopni i możliwości powtarzania klasy jestem przeciwna.

                                              "I tu sie grubo mylisz. Stosunek jednych do drugich zalezy od zrozumienia
                                              sytuacji w jakiej sie znajdujesz.Te rozumniejsze zawsze rozumieja tych mniej
                                              rozumnych,natomiast odwrotnie moze wystapic agresja z powodu braku zrozumienia."

                                              Po pierwsze, nie o rozumienie mi chodziło. Ja nie chciałabym, żeby moje dziecko
                                              miało poczucie bycia częścią elity i by patrzyło z góry na niewyselekcjonowane
                                              dzieci, lekceważąc je czy uważając za głupsze. To miałam na myśli pisząc
                                              o "stosunku".

                                              Po drugie, niestety nie jest tak prosto, że "te rozumniejsze zawsze rozumieją
                                              tych mniej rozumnych".

                                              "A teraz sie usmiejesz.Znam 2 chlopakow z Polski(14 lat) z ktorymi grywam w
                                              kosza. Jeden jest dopiero jeden rok i ma 97% z matmy w 7 klasie,ale nie moze
                                              sie
                                              przeniesc do lepszej JH bo wyniki egzaminu z ESL bedzie mial dopiero 6
                                              wrzesnia. Drugi juz jest 4 lata w Stanach(oni chodza do jednej klasy w
                                              slabiutkim JH)i
                                              juz 4 raz podchodzil do egzaminu z ESL i prawdopodobnie znowu obleje,choc po
                                              angielsku spokojnie gada,tylko ubogosc jezyka uderza.
                                              Tak to "zdolne" dzieci z Polski daja sobie rade w amerykanskim szkolnictwie.
                                              Ten co czwarty raz podchodzi do ESL moze jakas slabiutka HS skonczy,ale widac u
                                              niego glabowatosc i brak dyscypliny.Ten nowy jest bardzo zdyscyplinowany i
                                              przyklada sie mimo,ze nie jest orlem,bo pare razy probowalemz nim rozmawiac po
                                              angielsku i nie kojarzyl."

                                              Przepraszam, ale nie rozumiem, o co w tym przykładzie chodzi. Może to to moje
                                              europejskie myślenie...

                                              Piszesz, że chłopak, który jest nowy, ma świetne wyniki z matmy. Wiemy, że jest
                                              dopiero jeden rok w Stanach i słabo rozumie angielski - czyli nie nauczył się
                                              tej matematyki tutaj. Zatem jego wyniki są, jakby nie patrzeć, efektem jego
                                              nauki w Polsce. Wyśmiewasz "zdolne" dzieci z Polski, które nie mają szans ze
                                              swoimi amerykańskimi kolegami. A wziąłeś pod uwagę barierę językową? Jak
                                              myślisz, czyj język będzie mniej ubogi - dziecka urodzonego tu czy takiego,
                                              które przyjechało do kraju w wieku 10 czy 13 lat? Myślisz, że zdolne dziecko
                                              amerykańskie, wrzucone do szkoły z nieznanym językiem wykładowym, poradziłoby
                                              sobie lepiej?
                                              • maksimum Re: 09.08.05, 17:14
                                                tawananna napisała:

                                                > "WSZYSCY byliscie zaszokowani,ze ja zaczalem nawiazywac do genetyki w
                                                > ewentualnym wysylaniu dzieci wczesniej do szkoly czy programow dla
                                                uzdolnionych
                                                >
                                                > i do tej pory do siebie nie doszliscie,bo wg was tylko urode sie dziedziczy."
                                                >
                                                > Maksimum, cały czas nie rozumiesz, o co mi chodzi. Podkreślam, że
                                                dziedziczenie
                                                > odgrywa rolę (moim zdaniem bardziej, że tak powiem, "społeczne"), ale - nie
                                                > jest jedynym czynnikiem. Dziecko osoby po studiach ma statystycznie większe
                                                > szanse na studia, ale nie oznacza to, że ma to zagwarantowane, albo że inne
                                                > dzieci takiej szansy nie mają.
                                                >
                                                > "Wlasnie mam takich znajomych,ktorych corka studiuje i zawsze chciala zostac
                                                > lekarzem,a po dwoch latach studiow zdecydowala,ze jednak psychologiem."
                                                >
                                                > Przepraszam, jeśli podajesz przykłady, mógłbyś przy nich zaznaczać, co mają
                                                > udowadniać? Skoro piszesz to przy okazji tematu dzieci rodziców bez studiów,
                                                > mam rozumieć, że psychologia to studia znacznie gorsze od medycyny i zmiana
                                                > planów córki Twoich znajomych świadczy o tym, że dzieciaki rodziców bez
                                                > wyższego wykształcenia nie mają szans na ukończenie tak wspaniałego i
                                                > elitarnego kierunku jak medycyna? Swoją drogą, jak Ty możesz mieć takich
                                                > znajomych, zniżać się do TEGO poziomu...

                                                Spotykamy sie przelotnie na ulicy.

                                                > "A przekladajac to na jezyk potoczny,to rodzice ktorzy maja bogate
                                                > slownictwo,poprawnie mowia i maja obycie z ksiazkami sa PO STUDIACH."
                                                >
                                                > Myślisz, że studia mają taki magiczny wpływ?smile

                                                To nie studia maja wplyw na ludzi,tylko inteligentni ludzie maja wplyw na
                                                poziom studiow(uczelni).


                                                > Nie chodzi tu tyle o studia, co
                                                > raczej podejście do edukacji i kultury. Znam domy, gdzie rodzice nie mają
                                                > wyższego wykształcenia, a jednak książki itd. zawsze zajmowały ważne miejsce
                                                > i dzieci z tych domów studiują, choć według Twojej teorii powinny nie wyjść
                                                > poza LO, a jeśli już iść na studia, to na jakieś beznadziejne. Znam też
                                                osoby,
                                                > które niby są po studiach - często nawet bardzo dobrych - a jakoś po nich
                                                >tego nie widać.

                                                A tutaj nawiazujesz do Oleksego,Cimoszewicza czy Kwasniewskiego?

                                                > "A ten gwozdz -to SELEKCJA.
                                                > Nie przeskakiwanie o rok czy dwa,lecz selekcja wsrod rowiesnikow."
                                                >
                                                > Podajesz to jak jakąś prawdę objawioną: "bierzcie i wierzcie". Czekam na
                                                > argumenty.
                                                >
                                                > "NIESTETY wladze naczelne w EU postanowily,ze nie ma stopni oraz mozliwosci
                                                > powtarzania klasy dla niemot,ktore koniecznie trzeba przepychac przez cala
                                                > podstawowke,a pozniej rozgoraczkowani rodzice lataja od szkoly do szkoly by
                                                > upchnac mlodziaka w przyzwoitym gimnazjum."
                                                >
                                                > Akurat likwidowaniu stopni i możliwości powtarzania klasy jestem przeciwna.

                                                No ale zadecydowali o tym "medrcy" w EU i tak juz zostanie.

                                                > "I tu sie grubo mylisz. Stosunek jednych do drugich zalezy od zrozumienia
                                                > sytuacji w jakiej sie znajdujesz.Te rozumniejsze zawsze rozumieja tych mniej
                                                > rozumnych,natomiast odwrotnie moze wystapic agresja z powodu braku
                                                zrozumienia.
                                                > "
                                                >
                                                > Po pierwsze, nie o rozumienie mi chodziło. Ja nie chciałabym, żeby moje
                                                >dziecko miało poczucie bycia częścią elity i by patrzyło z góry na
                                                niewyselekcjonowane
                                                > dzieci, lekceważąc je czy uważając za głupsze. To miałam na myśli pisząc
                                                > o "stosunku".

                                                To wlasnie napisalem,tylko w skrotowy sposob.Jesli rozumie sie sytuacje w
                                                ktorej sie znajduje,to nie ma zadnego powodu by kogokolwiek traktowac inaczej
                                                niz samego siebie.

                                                > Po drugie, niestety nie jest tak prosto, że "te rozumniejsze zawsze rozumieją
                                                > tych mniej rozumnych".
                                                >
                                                > "A teraz sie usmiejesz.Znam 2 chlopakow z Polski(14 lat) z ktorymi grywam w
                                                > kosza. Jeden jest dopiero jeden rok i ma 97% z matmy w 7 klasie,ale nie moze
                                                > sie
                                                > przeniesc do lepszej JH bo wyniki egzaminu z ESL bedzie mial dopiero 6
                                                > wrzesnia. Drugi juz jest 4 lata w Stanach(oni chodza do jednej klasy w
                                                > slabiutkim JH)i
                                                > juz 4 raz podchodzil do egzaminu z ESL i prawdopodobnie znowu obleje,choc po
                                                > angielsku spokojnie gada,tylko ubogosc jezyka uderza.
                                                > Tak to "zdolne" dzieci z Polski daja sobie rade w amerykanskim szkolnictwie.
                                                > Ten co czwarty raz podchodzi do ESL moze jakas slabiutka HS skonczy,ale widac
                                                u niego glabowatosc i brak dyscypliny.Ten nowy jest bardzo zdyscyplinowany i
                                                > przyklada sie mimo,ze nie jest orlem,bo pare razy probowalemz nim rozmawiac
                                                >po angielsku i nie kojarzyl."
                                                >
                                                > Przepraszam, ale nie rozumiem, o co w tym przykładzie chodzi. Może to to moje
                                                > europejskie myślenie...

                                                Chodzi o ESL(english as a second language) ,o poziom nauczania w Polsce i
                                                poziom umyslowy uczniow polskich przyjezdzajacych do USA.

                                                > Piszesz, że chłopak, który jest nowy, ma świetne wyniki z matmy. Wiemy, że
                                                jest
                                                > dopiero jeden rok w Stanach i słabo rozumie angielski - czyli nie nauczył się
                                                > tej matematyki tutaj. Zatem jego wyniki są, jakby nie patrzeć, efektem jego
                                                > nauki w Polsce.

                                                Zgadza sie! Z przedmiotow scislych jest bardzo dobry,choc chodzi z uczniami o
                                                rok mlodszymi od siebie do klasy.

                                                > Wyśmiewasz "zdolne" dzieci z Polski, które nie mają szans ze
                                                > swoimi amerykańskimi kolegami. A wziąłeś pod uwagę barierę językową? Jak
                                                > myślisz, czyj język będzie mniej ubogi - dziecka urodzonego tu czy takiego,
                                                > które przyjechało do kraju w wieku 10 czy 13 lat? Myślisz, że zdolne dziecko
                                                > amerykańskie, wrzucone do szkoły z nieznanym językiem wykładowym, poradziłoby
                                                > sobie lepiej?

                                                No wlasnie i tu tracamy ponownie o inteligencje,czyli umiejetnosc
                                                przystosowania sie do zmieniajacych sie warunkow.
                                                Matematyka nie jest przedmiotem trudnym do opanowania,bo opiera sie na
                                                schematach,duzo gorzej jest z opanowaniem jezyka,gdzie ta sama litera "u" moze
                                                byc roznie wymawiana w angielskim w zaleznosci od tego gdzie sie znajduje.
                                                Podobnie ma sie sprawa z glebia jezyka,czyli iloscia synonimow na opisanie tego
                                                samego zdarzenia.
                                                Krotko mowiac,jezyk polski czy hiszpanski sa duzo latwiejsze do nauczenia sie
                                                niz amerykanski,a jak to juz zauwazylas po znajomosci jezyka mozna poznac
                                                inteligencje czlowieka.

                                                • tawananna Re: 09.08.05, 18:33
                                                  > To nie studia maja wplyw na ludzi,tylko inteligentni ludzie maja wplyw na
                                                  > poziom studiow(uczelni).

                                                  Zgadzam się, ale nie ma to żadnego związku z tym, co napisałam wcześniej -
                                                  wyrwałeś jedno zdanie z wypowiedzi i tyle.

                                                  > A tutaj nawiazujesz do Oleksego,Cimoszewicza czy Kwasniewskiego?

                                                  Kwaśniewski chyba tego mgr nie obronił, więc jako exemplum nie bardzo pasuje.
                                                  O reszcie się nie wypowiadam, nie orientuję się w ich wykształceniu. Nie
                                                  interesuję się polityką, nie będę więc odwoływać się do polityków.

                                                  > Chodzi o ESL(english as a second language) ,o poziom nauczania w Polsce i
                                                  > poziom umyslowy uczniow polskich przyjezdzajacych do USA.

                                                  Wiem, co to jest ESL. Wiem, że piszesz o poziomie nauczania w Polsce i poziomie
                                                  umysłowych polskich uczniów w USA. Tylko cały czas nie rozumiem, jakie są
                                                  powiązania między jednym a drugim.

                                                  > Zgadza sie! Z przedmiotow scislych jest bardzo dobry,choc chodzi z uczniami o
                                                  > rok mlodszymi od siebie do klasy.

                                                  Czyli nie taka polska szkoła zła?

                                                  > No wlasnie i tu tracamy ponownie o inteligencje,czyli umiejetnosc
                                                  > przystosowania sie do zmieniajacych sie warunkow.

                                                  Tak rozumiesz inteligencję? Ciekawe - a ja trochę inaczej.

                                                  > Matematyka nie jest przedmiotem trudnym do opanowania,bo opiera sie na
                                                  > schematach,

                                                  Tylko że między tymi schematami trzeba jeszcze umieć się poruszać. Nie
                                                  wystarczy wykuć na pamięć schematy. Ciekawi mnie Twoje stwierdzenie, że właśnie
                                                  matematyka jest taka łatwa do opanowania. Skoro prawdziwą trudność sprawia
                                                  język, czemu wyżej uznałeś filologie za mniej wartościowe studia?

                                                  > duzo gorzej jest z opanowaniem jezyka,gdzie ta sama litera "u" moze
                                                  > byc roznie wymawiana w angielskim w zaleznosci od tego gdzie sie znajduje.
                                                  > Podobnie ma sie sprawa z glebia jezyka,czyli iloscia synonimow na opisanie
                                                  > tego samego zdarzenia.

                                                  Ciekawa definicja głębi języka...

                                                  > Krotko mowiac,jezyk polski czy hiszpanski sa duzo latwiejsze do nauczenia sie
                                                  > niz amerykanski,

                                                  Masz chyba na myśli amerykańską odmianę angielskiego, prawda? Jakoś większość
                                                  językoznawców języka "amerykańskiego" jeszcze nie widzi...

                                                  Naprawdę uważasz, że angielski jest tyle trudniejszym językiem od polskiego czy
                                                  hiszpańskiego? Myślisz, że amerykański trzynastolatek po roku pobycie w Polsce
                                                  mówiłby po polsku lepiej niż jego polski rówieśnik w USA - po angielsku?

                                                  Nie wiesz, że nie da się obiektywnie ocenić trudności języka? Trudność języka
                                                  wynika z odniesienia do języka ojczystego osoby uczącej i innych języków, które
                                                  zna. Dla Niemca angielski, niezależnie od tego, co nazywasz jego "głębią",
                                                  będzie dużo łatwiejszy od polskiego.

                                                  > a jak to juz zauwazylas po znajomosci jezyka mozna poznac
                                                  > inteligencje czlowieka.

                                                  Nie słyszałam większej bzdury. Są różne typy inteligencji, inteligencja
                                                  językowa jest tylko jednym z nich. No, i śmieszy mnie sposób jej "badania" na
                                                  podstawie porównania znajomości obcego, krótko uczonego języka ze znajomością
                                                  native-speakerów.
                                                  • maksimum Inteligencja.CHODZI O ILOSC SLOW UZYWANYCH NA CODZ 10.08.05, 03:54

                                                    > > No wlasnie i tu tracamy ponownie o inteligencje,czyli umiejetnosc
                                                    > > przystosowania sie do zmieniajacych sie warunkow.
                                                    >
                                                    > Tak rozumiesz inteligencję? Ciekawe - a ja trochę inaczej.

                                                    The capacity to acquire and apply knowledge.
                                                    Kazdy wychowuje sie w innych warunkach i dlatego posiada inna wiedze na temat
                                                    zycia.Capacity w danym miejscu moze byc uzaleznione od wielu warunkow,wiec
                                                    najlepiej przeniesc czlowieka w zupelnie nowe warunki i kazac uczyc mu sie od
                                                    nowa.

                                                    > > Matematyka nie jest przedmiotem trudnym do opanowania,bo opiera sie na
                                                    > > schematach,
                                                    >
                                                    > Tylko że między tymi schematami trzeba jeszcze umieć się poruszać. Nie
                                                    > wystarczy wykuć na pamięć schematy. Ciekawi mnie Twoje stwierdzenie, że
                                                    właśnie
                                                    > matematyka jest taka łatwa do opanowania. Skoro prawdziwą trudność sprawia
                                                    > język, czemu wyżej uznałeś filologie za mniej wartościowe studia?

                                                    Znajac angielski mozesz praktycznie porozumiec sie ze wszystkimi rozumnymi
                                                    ludzmi na swiecie,wiec opanowywanie wiekszej ilosci jezykow nie zwieksza twojej
                                                    wiedzy.

                                                    > > duzo gorzej jest z opanowaniem jezyka,gdzie ta sama litera "u" moze
                                                    > > byc roznie wymawiana w angielskim w zaleznosci od tego gdzie sie znajduje.
                                                    > > Podobnie ma sie sprawa z glebia jezyka,czyli iloscia synonimow na opisanie
                                                    > > tego samego zdarzenia.
                                                    >
                                                    > Ciekawa definicja głębi języka...
                                                    >
                                                    > > Krotko mowiac,jezyk polski czy hiszpanski sa duzo latwiejsze do nauczenia
                                                    > sie niz amerykanski,

                                                    Wszystkie nowe wyrazy powstaja w jezyku ludzi najbogatszych czyli
                                                    amerykanskim:komputer,internet,parking,banking,surfing.Wiekszosc jezykow nawet
                                                    nie wysila sie na tlumaczenie tych wyrazow.(logowanie,nick)

                                                    > Masz chyba na myśli amerykańską odmianę angielskiego, prawda? Jakoś większość
                                                    > językoznawców języka "amerykańskiego" jeszcze nie widzi...

                                                    Widza i to dobrze,choc udaja,ze przywiazanie do tradycji jest wazniejsze.

                                                    > Naprawdę uważasz, że angielski jest tyle trudniejszym językiem od polskiego
                                                    czy hiszpańskiego? Myślisz, że amerykański trzynastolatek po roku pobycie w
                                                    Polsce
                                                    > mówiłby po polsku lepiej niż jego polski rówieśnik w USA - po angielsku?

                                                    Oczywiscie,ze tak.
                                                    Chodzi o ilosc slow uzywanych na codzien.
                                                    I tak w rosyjskim wystarczy ci 5 tys,w polskim 10 tys a w amerykanskim jak
                                                    znasz mniej niz 50 tys to jestes uboga jezykowo.

                                                    > Nie wiesz, że nie da się obiektywnie ocenić trudności języka? Trudność języka
                                                    > wynika z odniesienia do języka ojczystego osoby uczącej i innych języków,
                                                    które
                                                    > zna. Dla Niemca angielski, niezależnie od tego, co nazywasz jego "głębią",
                                                    > będzie dużo łatwiejszy od polskiego.

                                                    Bo to jest ta sama grupa anglo-saxon.
                                                    Jezyki romanskie sa do siebie podobne i slowianskie tez.

                                                    > > a jak to juz zauwazylas po znajomosci jezyka mozna poznac
                                                    > > inteligencje czlowieka.
                                                    >
                                                    > Nie słyszałam większej bzdury. Są różne typy inteligencji, inteligencja
                                                    > językowa jest tylko jednym z nich. No, i śmieszy mnie sposób jej "badania" na
                                                    > podstawie porównania znajomości obcego, krótko uczonego języka ze znajomością
                                                    > native-speakerów.

                                                    To jest wlasnie ta szybkosc zalapywania czegos nowego,przez przeflancowanego na
                                                    inne miejsce.
                                              • diagnosta7 Re: 09.08.05, 19:03
                                                tawananna napisała:

                                                >Zagląda się po iluś miesiącach do jakiegoś wątku, a tu dyskusja nadal huczy i
                                                >to na dodatek jest na dokładnie tym samym etapie wink.

                                                Zupełnie niespodziewanie „dyskusja” ożyła, zatoczyła koło i powróciła do
                                                pierwotnego wątku.
                                                Etap może ten sam, ale z drugiego końca wink))))


                                                >Akurat likwidowaniu stopni i możliwości powtarzania klasy jestem przeciwna.

                                                Czy jesteś przeciwna ocenie opisowej w klasach 1-3?
                                                Czy masz pomysł na alternatywę dla powtarzania klasy?

                                                • tawananna Re: 09.08.05, 19:14
                                                  > Czy jesteś przeciwna ocenie opisowej w klasach 1-3?
                                                  > Czy masz pomysł na alternatywę dla powtarzania klasy?

                                                  Oj, zamotałam się w tym zdaniu: miałam na myśli to, że jestem przeciwna
                                                  likwidowaniu: stopni i likwidowaniu: możliwości powtarzania klasy. Nie mam
                                                  alternatywy dla powtarzania klasy. Mogłyby być lepsze zajęcia wyrównawcze,
                                                  umożliwiające uczniowi nadgonienie materiału, ale bywają sytuację, gdy
                                                  powtórzenie klasy to faktycznie jedyna możliwość (ew. przeniesienie do tzw.
                                                  klasy "S" - ale z wielu powodów uważam to za gorsze wyjście).

                                                  Generalnie ocenie opisowej w klasach 1-3 przeciwna nie jestem. Irytują mnie
                                                  natomiast niektóre nowe pomysły, bo w ostateczności sprowadzają się do tego,
                                                  jak zastąpić zwykłe stopnie jakimiś innymi notami o zbliżonym charakterze.
                                                  Dzieciaki dostają więc literki (B - jak Brawo, D - jak Dobrze, P - jak
                                                  Popracuj), uśmiechnięte i smutne buźki, punkty i nie wiadomo, co jeszcze.
                                                  Rodzic zaczyna się gubić, bo w klasach jego dzieci stosowane są różne notacje.
                                                  Na dodatek z języków obcych czy religii - przedmiotów p rowadzonych przez
                                                  innych nauczycieli - dzieci często dostają zwykłe, cyfrowe oceny.
                                                  Podsumowując, ocena opisowa - kawał dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty.
                                                  Dzieci jej nie czytają, rodzice nie czytają, czyta pewnie tylko dyrekcja
                                                  szkoły. Pociesz mnie, że tak nie jest - bo naprawdę sam pomysł oceny opisowej w
                                                  tych klasach uważam za dobry.

                                                  Pozdrawiam ciepło!

                                                  Tawi
                                                  • diagnosta7 Re: 09.08.05, 19:47

                                                    >>>Oj, zamotałam się w tym zdaniu: miałam na myśli to, że jestem przeciwna
                                                    likwidowaniu: stopni i likwidowaniu: możliwości powtarzania klasy.

                                                    smile


                                                    >>> Nie mam alternatywy dla powtarzania klasy. Mogłyby być lepsze zajęcia
                                                    wyrównawcze,
                                                    umożliwiające uczniowi nadgonienie materiału, ale bywają sytuację, gdy
                                                    powtórzenie klasy to faktycznie jedyna możliwość (ew. przeniesienie do tzw.
                                                    klasy "S" - ale z wielu powodów uważam to za gorsze wyjście).

                                                    Zgadzam się, ze w większości przypadków pomoc ze strony szkoły powinna
                                                    rozwiązać problem, ale czasem...
                                                    Co to są klasy „S”?

                                                    >>>Generalnie ocenie opisowej w klasach 1-3 przeciwna nie jestem. Irytują mnie
                                                    natomiast niektóre nowe pomysły, bo w ostateczności sprowadzają się do tego,
                                                    jak zastąpić zwykłe stopnie jakimiś innymi notami o zbliżonym charakterze.
                                                    Dzieciaki dostają więc literki (B - jak Brawo, D - jak Dobrze, P - jak
                                                    Popracuj), uśmiechnięte i smutne buźki, punkty i nie wiadomo, co jeszcze.
                                                    Rodzic zaczyna się gubić, bo w klasach jego dzieci stosowane są różne notacje.
                                                    Na dodatek z języków obcych czy religii - przedmiotów p rowadzonych przez
                                                    innych nauczycieli - dzieci często dostają zwykłe, cyfrowe oceny.
                                                    Podsumowując, ocena opisowa - kawał dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty.
                                                    Dzieci jej nie czytają, rodzice nie czytają, czyta pewnie tylko dyrekcja
                                                    szkoły. Pociesz mnie, że tak nie jest - bo naprawdę sam pomysł oceny opisowej w
                                                    tych klasach uważam za dobry.


                                                    Ja tez jestem zwolenniczka oceny opisowej, ale takiej z prawdziwego zdarzenia.
                                                    Ten misz-masz, o którym piszesz wynika chyba ze „świeżości” tematu. Rodzicom
                                                    trudno się pogodzić z faktem, ze nie ma solidnego, normalnego stopnia(to w
                                                    końcu jak to moje dziecko wygląda w porównaniu z innymi? - to chyba niestety
                                                    podstawowe pytanie rodziców). Nauczyciele zaś maja stare nawyki, od których
                                                    pewnie trudno odejść.

                                                    W Anglii nie ma ocen przez cala podstawówkę, ale te opisowe są naprawdę
                                                    opisowe. Pod praca dziecka nie pojawia się wyłącznie „brawo” lub „fatalnie”,
                                                    ale krotka analiza: co jest dobrze, co nie, co można poprawić, albo dlaczego
                                                    nie należy nic zmieniać.

                                                    Już gdzieś pisałam o tym, ze czytając angielskie oceny opisowe moich dzieci na
                                                    koniec roku wiedziałam, ze czytam o nich. Polskie zajeżdżały sztampa i mogły
                                                    się odnosić do wielu osób. Kładę to na karb nowości systemu i może z czasem to
                                                    się zmieni, a rodzice i dzieci chętnie będą czytać te oceny, bo mogą zawierać
                                                    wiele informacji i wskazówek do dalszej pracy.

                                                    W USA (w niektórych systemach) również w podstawówce nie ma stopni, ale
                                                    sytuacja wygląda podobnie do polskiej : trochę opisu, trochę zaszyfrowanych
                                                    znaków i liter, które dzieci namiętnie wraz z rodzicami rozkodowują.
                                                    To co uważam za dobre, to fakt, ze świadectwa albo są wysyłane poczta, albo
                                                    dzieci dostają je w zamkniętej kopercie. Jeśli ktoś nie ma ochoty dzielić się
                                                    wynikami z innymi, nie musi tego robić.

                                                    Pozdrawiam smile
                                                • maksimum DZIECI SAME SIEBIE OCENIAJA POZA SZKOLA 10.08.05, 04:00
                                                  > Czy jesteś przeciwna ocenie opisowej w klasach 1-3?

                                                  Dzieci caly czas sa oceniane,przez starsze rodzenstwo rodzicow i samych siebie
                                                  i NIE MA NIC ZLEGO W OCENIE DZIECI.
                                                  To EU wymyslila nieocenianie.Poza EU swiat bardzo dobrze daje sobie rade z
                                                  ocena dzieci.
                                                  Przestancie wreszcie myslec ,ze EU to swiat,bo to tylko 400 mln ludzi na 6 mld
                                                  na swiecie.

                                                  > Czy masz pomysł na alternatywę dla powtarzania klasy?

                                                  To co sie bez namyslu nasuwa,to promocja,ale promocja ma byc za cos,a nie za
                                                  nic.
                                                  Nie moze byc nagrody za brak wysilku i przeszkadzanie innym.

    • rycerzowa Re: Pomóc geniuszowi 08.08.05, 17:17
      Raz wpakował sie facet na forum
      Pozbawiony poczucia humoru
      Nikt tu prawie nie został
      Tylko święta Diagnosta
      Znosi go, by jej truł do oporu
      • maksimum Re: Pomóc geniuszowi O TRUCIU 09.08.05, 05:47
        rycerzowa napisała:

        > Raz wpakował sie facet na forum
        > Pozbawiony poczucia humoru

        Zapewniam Cie,ze bylem i jestem najzabawniejszy ze wszystkich od podstawowki
        poprzez studia az po dzien dzisiejszy.
        Mozemy oczywiscie smiac sie w calkiem roznych sytuacja i z roznych dowcipow.

        > Nikt tu prawie nie został
        > Tylko święta Diagnosta
        > Znosi go, by jej truł do oporu

        Z tym truciem,to jest tak,ze ten ktory sie uwaza za otrutego,zupelnie nie
        wyczuwa sytuacji i agresja sie u nie go rodzi.
      • diagnosta7 Re: Pomóc geniuszowi 09.08.05, 19:16
        rycerzowa napisała:

        > Raz wpakował sie facet na forum
        > Pozbawiony poczucia humoru
        > Nikt tu prawie nie został
        > Tylko święta Diagnosta
        > Znosi go, by jej truł do oporu



        Nadciągają z odsieczą rodacy
        Nie poddając się łatwo rozpaczy
        Rycerzowa na czele
        Nie porzuci w tym dziele
        Wespół wzespol ruszają do pracy



        • maksimum Re: Pomóc geniuszowi 10.08.05, 03:16
          diagnosta7 napisała:

          > rycerzowa napisała:
          >
          > > Raz wpakował sie facet na forum
          > > Pozbawiony poczucia humoru
          > > Nikt tu prawie nie został
          > > Tylko święta Diagnosta
          > > Znosi go, by jej truł do oporu
          >
          >
          >
          > Nadciągają z odsieczą rodacy
          > Nie poddając się łatwo rozpaczy
          > Rycerzowa na czele
          > Nie porzuci w tym dziele
          > Wespół wzespol ruszają do pracy

          W tej drugiej czesci widze juz poczucie humoru.
          Dziekuje.
Pełna wersja