Dodaj do ulubionych

matka, dziecko, pieniądze, praca

30.11.02, 15:50
w tym tygodniu (od poniedziałku do piątku) żona widziała dziecko 12 godzin.
Godzinę rano i 1-2 godziny wieczorem, około 20-22.

Chciałbym przeprowadzić mały sondaż. Ile Waszym zdaniem matka musi zarabiać,
aby uznać, że dla tych pieniędzy opłaca się tak redukować kontakt z
dzieckiem? Że te pieniądze rekompensują powyższy tryb spotkań z dzieckiem?
Przy założeniu, że ojciec zarabia wystarczająco na utrzymanie całej rodziny.
Obserwuj wątek
    • Gość: agatka_s Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.acn.pl 30.11.02, 16:01
      Hej, hej a może ona po prostu chce pracować, i to nawet za te pewnie małe
      pieniądze ? To co,nie ma takiego prawa ?

      Dla dziecka ważniejsza jest szczęśliwa i usatysfakcjonaowana mama niż ilość
      godzin (tak skrupulatnie wyliczonych, zresztą).


      A tak swoją drogą to ile ty godzin w tym samym czasie widziałeś to "biedne"
      dziecko ? Może lepiej zastanów się jak wspierać żonę w jej aspiracjach, tak
      aby pieniadze, które zarabia mogły być coraz większe (bo mam wrażenie że to
      właśnie jest twój główny problem, śmieszność tych pieniędzy a wcale nie
      niezaspokojone potrzeby dziecka...), no nie mówię nawet o tym abyś to Ty
      pomyślał o rezygnacji z pracy, aż tak wiele bym się nie spodziewała....(ale
      wyobraź to sobie przez chwilę że wszyscy od ciebie nagle tego oczekują...brrrr
      straszne, nie?!).

      Pozdrawiam

      Pracująca mama
      • fnoll Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 18.12.02, 02:17
        Gość portalu: agatka_s napisał(a):

        > Dla dziecka ważniejsza jest szczęśliwa i usatysfakcjonaowana mama niż ilość
        > godzin (tak skrupulatnie wyliczonych, zresztą).

        cieszę się, że widzę swoją mamę szczęśliwą i usatysfakcjonowaną, choć nie za
        bardzo wiem, kim jest ta pani i czuję się rozdarty między przytłaczającą mnie
        potrzebą jej obecności a nienawiścią do niej

        dziecko
        • fnoll Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 18.12.02, 02:20
          żeby zachować pełnię obrazu moich odczuć dodam, że podobne uczucia żywię
          względem taty

          dziecko
    • izabelski Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 30.11.02, 20:20
      Witam,

      Na poczatku mojej pracy policzylam, ze spedzam srednio tygodniowo mniej czasu z
      dziecmi niz w pracy lacznie z dojazdami.
      I czy ktokolwiek moze mi udowodnic, ze robie zle?
      Chcialabym ci nadmienic, ze po podchowaniu dzieci jeszcze zostaje kilka
      dziesiatek lat w ciagu ktorych kobieta chcialaby pracowac i jesli ma ochote to
      robic to jej swiete prawo.
      To, ze kobiety zostaja w domu, zeby sie opiekowac dziecmi to stosunkowo nowy
      pomysl - przez setki lat kobiety musialy pracowac - prowadzic dom, pracowac w
      polu, isc do fabryki.
      Jesli teraz maja wybor to uszanujmy ich prawo do wyboru.

      izabelski
      • Gość: anma Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.11.02, 22:03
        Zgadzam zię ze kobieta powinna mieć prawo wyboru czy chce pracować czy
        opiekować się dzieckiem. Ja również wybrałam - jestem w domu z dzieckiem,
        narazie jeszcze na wychowawczym, ale już niedługo. Potem też nie wrócę do
        pracy, choć mogę. Skorzystam z prawa do dłuższego urlopu wychowawczego (ze
        względu na chorobę dziecka). A potem zobaczymy. I chciałabym jedynie zeby mój
        wybór też został uszanowany. To nie jest tak ze nie mam kwalifikacji, ambicji
        i czego tam jeszcze. Mam wyższe wykształcenie, etat, możliwości rozwoju w
        pracy ale wybrałam bycie z dzieckiem. Zawsze chcieliśmy, aby kiedy pojawią się
        dzieci było nas stać na to abym mogła nie pracować. I tak na szczescie jest
        (tylko niestety mamy tylko 1 dziecko). Nie chcę widziec się z dzieckiem 2
        godziny dziennie i w weekendy, a i to nie wszystkie, bo czasem i w weekendy
        trzeba pracować. Nie chcę aby moje dziecko spędzało ogromna większośc czasu z
        obcymi ludżmi czy nawet z babcią, a ze mną i mężem jakiś ułamek tego czasu.
        Nie chcę zeby tylko inni pokazywali mojemu dziecku świat i uczyli go różnych
        ważnych rzeczy. Co nie znaczy ze chcę być jedyną przewodniczką dziecka po
        świecie, nie!! Dziecko musi mieć kolegów, kontakt z innymi dorosłymi i ma. Ale
        nie chcę zebyśmy w tym wszystkim my rodzice byli tylko dodatkiem na 2 godziny
        dziennie. Właśnie dlatego ze wybraliśmy taki model zycia, mąż pracuje dużo i
        on ma rzeczywiście mniej czasu i kontaktu z dzieckiem (jakieś 3-4 godziny
        dziennie i 3 weekendy w miesiącu). I gdybym ja pracowała tak samo? Pewnie
        finansowo byłoby jeszcze lepiej, ale dla nas to nie jest takie ważne.
        Oczywiście zastrzegam, ze to tylko nasze spojrzenie na sprawę i nasz wybór i
        nikogo nie oceniam i nie osądzam. Każdy wybiera jak mu się wydaje najlepiej.
        Jeśli miałbym byś sfrustrowana siedzeniem w domu (niefortunne słowo, bo
        właściwie w ogóle nie siedzę smile, chyba ze przy komputerze) to oczywiście
        lepiej iść do pracy i wracać do domu w dobrym nastroju choćby na te 2-3
        godziny. Ale ja lubię być w domu, być z dzieckiem, to mi sprawia satysfakcję.
        Pewnie troche wynika to z modelu wyniesionego z rodzinnego domu. Moja mama
        pracowała zawodowo do czasu kiedy mój brat się urodził, potem była na
        wychowawczym, a po wychowawczym zwolniła się z pracy. I wspominam to bardzo
        dobrze. Ja miałam już wtedy 13 lat i pamiętam, ze zawsze kiedy wracałam do
        domu ze szkoły mama była w domu, czekał obiad, po południu czasem
        wychodziliśmy na spacer... Nie chodziłam ani z kluczem na szyi ani do
        świetlicy. I to chciałabym zapewnić równiez mojemu dziecku. I powtarzam raz
        jeszcze: nie twierdzę ze to jedyny słuszny model. Ale to mój, nasz model
        zycia. I tak jak mamy, ktore bardzo chcą wrocić do pracy nie lubią ataków na
        siebie i zarzutów, ze za mało spędzają czasu z dziećmi, tak ja nie lubie i nie
        rozumiem zarzutów braku ambicji, czy braku chęci samorealizacji... Ja nie
        zostaję w domu dlatego, że mi się nie chce iść do pracy!

        Pozdrawiam mamy pracujące i niepracujące z wyboru lub z konieczności smile)

        Ps. A co do pierwszego postu, to też nasuwa mi się pytanie, ile czasu z
        dzieckiem spędza autor postu? Poza tym źle postawione pytanie. Pieniądze
        (żadne!) nie rekompensują kontaktu z dzieckiem. Małą ilość czasu spędzanego z
        dzieckiem można zrekompensować intensywnością tego kontaktu, atrakcyjnością
        zajęć, bliskością, ale nie pieniędzmi. Nawet jeśli to tylko 3 godziny
        dziennie, ale za to ze szczęśliwą i kochającą mamą, dziecko to doceni.
    • Gość: mama Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.12.02, 00:01
      W dzisiejszym świecie kobiety idą do pracy, bo taki wywiera się na nie nacisk:
      wtedy własnie się je szanuje: kiedy prezentuja sobą coś więcj niż tylkoo bycie
      mamą(!), dziecko tak naprawdę się w tym liczy o tyle o ile dóbr materialnych sa
      w stanie mu zapewnić rodzice, wtedy mówi się, że są odpowiedzialni
      A jeżeli mama nie przynosi pieniędzy, bo tylko zajmuje się dziećmi to w
      dzisiejszych materialnych czasach wzbudza litość, jej musi być ciężko tak mało
      mają pieniędzy! Rzadko ktoś myśli jak ciężko jest dziecku, kiedy tych rodziców
      ma tak mało, bo przecież ma wszzystko inne: ciuchy, zabawki, kieszonkowe,
      kaprysy itd.... Niestety, znam z własnego doświadczenia te wszystkie przykre
      spojrzenia innych, gdy nie pracowałam i zachwyty jak dobrze, że pracuję i
      wychowuję dzieci zarazem ( tak naprawedę szwankowało i to wychowywanie i ta
      moja praca)Nie wiem czy to można pogodzić, mnie się to jak dotąd nie udało...
    • Gość: mama Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.12.02, 00:02
      W dzisiejszym świecie kobiety idą do pracy, bo taki wywiera się na nie nacisk:
      wtedy własnie się je szanuje: kiedy prezentuja sobą coś więcj niż tylkoo bycie
      mamą(!), dziecko tak naprawdę się w tym liczy o tyle o ile dóbr materialnych sa
      w stanie mu zapewnić rodzice, wtedy mówi się, że są odpowiedzialni
      A jeżeli mama nie przynosi pieniędzy, bo tylko zajmuje się dziećmi to w
      dzisiejszych materialnych czasach wzbudza litość, jej musi być ciężko tak mało
      mają pieniędzy! Rzadko ktoś myśli jak ciężko jest dziecku, kiedy tych rodziców
      ma tak mało, bo przecież ma wszzystko inne: ciuchy, zabawki, kieszonkowe,
      kaprysy itd.... Niestety, znam z własnego doświadczenia te wszystkie przykre
      spojrzenia innych, gdy nie pracowałam i zachwyty jak dobrze, że pracuję i
      wychowuję dzieci zarazem ( tak naprawedę szwankowało i to wychowywanie i ta
      moja praca)Nie wiem czy to można pogodzić, mnie się to jak dotąd nie udało...
      • Gość: agat1 Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: 195.116.92.* 04.12.02, 08:21
        No, właśnie, szkoda, że to zagadnienie rozpatruje sie zazwyczaj w kwestii
        finansowej - mąż zarabia wystarczająco, żona może nie pracować; mąż nie
        zarabia, żona do pracy. U nas było tak, że mąż miał (i ma) ciagłe kłopoty ze
        stałą pracą, więc ja zaraz po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy, żeby
        utrzymać dom. Nikogo nie obchodziły moje łzy i tęsknota za synkiem, półrocznym
        maluchem. Na szczęscie mieliśmy dziadków, nie musieliśmy małego oddawać pod
        opiekę obcej osobie, ale matki na pewno nikt nie zastąpi.
        Z drugiej jednak strony, moja siostra nigdy nie pracowała, jest z dziećmi już
        od 10 lat, dzieci są zadbane, maja różne zajęcia pozalekcyjne, na które mama je
        zawozi, mają zawsze ciepły obiad w domu o tej samej porze, nie muszą siedzieć w
        świetlicy, ale za to moja siostra ma głęboką depresję, poczucie niższejs wojej
        wartości (też skończyłą wyższe studia, bardzo dużo czyta, ale wszyscy patrzą na
        nią jak na kurę domową), mogłaby teraz pójśc do pracy, tylko kto przyjmie do
        pracy kobietę przed 40-tką , która nigdy nie pracowała? Zawsze są dwie strony
        medalu, nie ma rozwiązań idealnych, ale uważam, że trzeba uszanować chęć
        kobiety do kontynuowania swojej zawodowej kariery, pomóc jej w tym, a będzie to
        z korzyścią dla wszystkich.
        • Gość: agatka_s Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.acn.pl 04.12.02, 11:13
          No w tym wszystkim chyba jednak chodzi o to aby kobieta miała wybór (tak samo
          jak i facet zresztą) i konsekwentnie go potem realizowała.

          Ja np. dostałabym totalnej depresji i nie wiem czego tam jeszcze jakbym nie
          mogła pracować, ale znam takie osoby (bo wbrew pozorom i facetom zdarza tak się
          myśleć), które tzw. karierę zawodową traktują jako ostatnią rzecz w hierarchii
          celów osobistych. No i OK, można i tak.

          To wszystko jest kwestia poczucia własnej wartości i akceptowania siebie i
          swoich wyborów (chyba ?). Jeżeli kobieta zostaje w domu bo tak uważa i dobrze
          jej z tym to żadne spojrzenia ani oczekiwania świata zewnętrznego jej nie zbiją
          z tropu. Osoba z charakterem ma w nosie to co inni o niej powiedzą.
          Jeżeli przejmuje się tym, to jednak sama chyba ma trochę wątpliwosci czy robi
          dobrze, no i wtedy guzik z bycia dobrą mamą domową ani z tzw. kariery. Wtedy
          rzeczywiście jednego z drugim dać się pogodzic nie da: jak jestem w domu to
          się wściekam, że jestem gdzie jestem a jak w pracy to mam cholerne wyrzuty
          sumienia. Istna schizofrenia.

          Moje dziecko jest wychowywane przez nianie, dziadków, przedszkole teraz szkołę,
          i ja nie widzę w tym nic złego, i nigdy nie miałam z tego tytułu wyrzutów
          sumienia. Widujemy się po kilka godzin dziennie, ja często wyjeżdzam i jestem
          generalnie bardzo zaobsorbowana i własnymi sprawami a nie tylko moim synem. I
          uważam, że tak być powinno, kropka. Z synem mam świetny kontakt, żadnych
          problemów (też chodzi na zajęcia i też ma zawsze gorący obiad, aczkolwiek
          rzadko zrobiony przeze mnie). Ale ja nigdy nie tracę czasu na miałkie i
          beznadziejne zastanawianie sie czy robie dobrze, wolę ten czas wykorzystać na
          bycie z dzieckiem.

          Szanuję kobiety które świadomie wybierają bycie w domu, pogardzam takimi
          które "chciałyby a boją się" i w sumie są Matkami Polkami poświęcającymi się
          dla nie wiadomo czego, cierpiącymi za miliony.
    • windows3.1 najpierw na Wasz temat... 08.12.02, 09:24
      Forum samochodowe jest chłopackie, i tam dziewczyny mają wstęp tylko jako
      maskotki. Forum o dzieciach jest dziewczyńskie, i tu wstęp ma tylko Doki. Miło
      jest wiedzieć, że w tym pełnym niespodzianek świecie, kiedy PO z piątkowego
      alianta SLD w poniedziałek zostaje warszawskim aliantem PiS, Hit w ciągu nocy
      zmienia się w Tesco, a Boniek z męża opatrznościowego zostaje zdegradowany do
      szwarccharateru, niektóre rzeczy zawsze pozostają te same. Kiedyś myśmy
      pokazywali swoją męskość puszczając na całość radio przy uchylonych
      samochodowych szybach, a Wyście pokazywały swoją kobiecość na parkowych
      ławeczkach, obstawione wózkami. Tak jest teraz, i mam nadzieję że tak będzie w
      przyszłości.

      Dlatego ze zrozumieniem i pełną aprobatą kwituję karne przełożenie tego wątku
      ze stoiska „o dzieciach” na stoisko „o walce płci”. Co prawda na tym stoisku
      nie mam zamiaru robić zakupów, ale chętnie pooglądam etykietki i zawartość
      słoików.

      Sądząc po jej poglądach na życie jest logiczne i oczywiste, że agatka_s
      zarządza alarm torpedowy natychmiast po nabraniu podejrzenia, że kieruje mną
      samcza żądza zamknięcia kobiety pod kluczem i odebrania jej prawa wyboru. Jest
      równie naturalne, że po zdemaskowaniu mojego zamachu na „święte prawa” kobiet,
      izabelski traktuje mnie jadem, przy którym iracki gaz bojowy wydaje się tylko
      oparami przetereminowanego ketchupu. Ale symptomatyczny i ciekawy jest post,
      który wysłała anma. Została w domu, też zaniepokoiło ją to, kto będzie
      wychowywał jej dziecko, wydawało by się – bratnia dusza. Skądże znowu, urażona
      w zamachu na swoją godność kobieca duma nie zna litości, i znowu w końcówce
      samochód zamiast jechać drogą ląduje w rowie, w chaszczach męsko-damskich walk
      frakcyjnych w łonie ludzkości. Zostałem wezwany do odpowiedzi ile czasu spędzam
      z dzieckiem i pouczony, że miłości dziecka nie kupuje się pieniędzmi. Ach ty!
      Ta wzruszająca zazdrość, że ktoś inny może też to wiedzieć, i to niechybne
      szkolenie! Duszę cieszy wiedza, że w dobie erozji tradycyjnych wartości kobieta
      zawsze pozostanie na posterunku. Zresztą ciekawe, że anma ostrzeliwuje mnie z
      dział innego kalibru niż agatka_s i izabelski. Dla dwu ostatnich Pań jestem
      tępym, fanatycznym doktrynerem, dla anmy wręcz przeciwnie, jestem cynicznym,
      przyziemnym materialistą, któremu trzeba wyłożyć prawdę o dziecięcym serduszku.

      Drogie Panie, u mnie w rodzinie problem dwugodzinnych dziennych widzeń z
      czteroletnim dzieckiem dotyczy mamusi, więc tak skonstruowałem swój post. Nie
      interesuje mnie problem wszystkich mamuś, a już broń boże nie interesuje mnie
      przeciąganie liny między mamusiami a tatusiami. Wasze „prawo do wyboru” szanuję
      jak godło państwowe i nigdy nie zamierzałem go kwestionować, hau, hauu! Wręcz
      przeciwnie, moim początkowym pytaniem uznaję je za coś normalnego. Ostatnia
      rzecz jaka przychodzi mi do głowy to mieć żonie za złe, że chodzi do pracy,
      albo że w pracy spędza więcej czasu niż z dzieckiem. Pytam natomiast, jakie
      zarobki dają Wam to szczęście i satysfakcję, o której wspominacie. A pytam, bo
      mam wrażenie, że moja szanowna żona wypruwa sobie żyły za dość marne pieniądze,
      i nie wiem jak jej to zasugerować. agatka_s jest proponuje mi, żebym „wspierał
      żonę w jej aspiracjach”. Pewnie, czemu nie, wspieram... Przecież jak w celu
      koordynacji popołudnia dzwonimy do siebie około 16-tej i z pokorną akceptacją
      przyjmuję do wiadomości że ona musi niestety zostać dziś dłużej, to co ja
      innego robię jak nie wspieram? A to, że oszczędzam jej w łóżku przed zaśnieciem
      pytań „słuchaj kochanie, czy nie sądzisz, że za dużo poświęcasz się pracy i że
      cierpi na tym nasze dziecko”, tylko zamiast tego proszę o opinię anonimowe,
      podekscytowane możliwością dania nauczki kobiety na jakimś gazetowym forum, to
      nie jest wspieranie?

      No, to chyba przełożyłem wątek znów na stoisko o dzieciach. Wiem, część Sz.
      Korespondentek nie interesuje dziecko, tylko okraszona bezinteresowną wymianą
      ognia męsko-damska mordoplastyka. Ale ja wciskam guzik „transformacja” i
      przenoszę się w nadprzestrzeń. No więc do rzeczy.
      • windows3.1 ... a teraz na mój. 08.12.02, 09:26
        Posty które przyszły powyżej są fascynującym przykładem zniszczenia, jakie
        zawdzięczamy dwudziestoletnim gnojkom od reklamy i marketingu, tej sile
        uderzeniowej współczesnej kultury masowej. Starczyło im tylko 10 lat, żeby
        skutecznie sprzedać i uwiarygodnić model kobiety z okładek kolorowych pisemek.
        Nieważne ile czasu jesteś z dzieckiem, ważne że dobrze wytańczyłaś się na
        imprezie, ważne że robisz karierę, ważne że czadersko wyglądasz, ważne,
        że „osiągnęłaś samorealizację” i „akceptujesz sama siebie”... W ten sposób mama
        jest szczęśliwa i usatysfakcjonowana, dziecko jest zadowolone, a towar, przy
        okazji, jest sprzedany... Skądże znowu, co to za cymbał powiedział, że
        czteroletnie dziecko, które widzi matkę dwie godziny dziennie: w porannym
        pospiechu mycia, ubierania i odprowadzania, oraz w wieczornej chwili półsnu,
        jest „biedne”? Przecież dla dziecka „ważniejsza jest szczęśliwa i
        usatysfakcjonaowana mama niż ilośc godzin”.

        Co więcej, młodzi i dynamiczni już dawno wyszli z defensywy, teraz ruszają
        tyraliera do ataku, przyszłość nadchodzi nieubłaganie... Oto egzemplum,
        wypodukowany w fabrykach Nowego Panzerkampfwagen VI, sierżant agatka_s. Osoba z
        charakterem, jak sama mówi o sobie, wybrała pracę, ma w nosie... tak agatko,
        masz w nosie, to faktycznie widać, potwierdzam... Żadnych wątpliwości, żadnych
        miałkich psychomachii, agatka_s jest „generalnie bardzo zaabsorbowana”.
        Oczywiście „ z synem ma świetny kontakt”, nie mam co do tego najmniejszych
        wątpliwości, jakże by inaczej; gdyby widywała go jeszcze mniej, na pewno
        kontakt byłby jeszcze świetniejszy... No i proszę, jak podsumowała całą resztę,
        a zwłaszcza mamę z Wrocka – ona pogardza. Pogardza.... Tak, oczywiście wiem jak
        łatwo pod osłoną anonimowości rzuca się takie słowa, gdyby zastanowiła się 5
        sekund dłużej albo wstała na chwilę po kawę, to by tego nie napisała, wiem że
        ludzie bezwiednie rzucają mocnymi słowami, wydaje im się że wtedy są bardziej
        szanowani, wiem że znęcanie się nad dziewczyną za to „pogardzam” jest trochę
        nie fair... Ale mimo wszystko przecież odpowiadamy za swoje słowa. Pamiętajcie
        więc, mamusie, że jeśli kiedyś przy faksie dopadnie was skurcz gardła na myśl o
        tym, co teraz robi Wasz trzylatek, albo że jeśli kiedyś uśpiwszy w południe
        swoją dziewczynkę na pobojowisku z klocków odgarniecie włosy i raptem
        zastanowicie się, czy słusznie zwodzicie swoją kadrową, to agatka_s Wami
        pogardza.

        Inny przykład ofensywy przyszłości to rozbrajający post z wykładem o historii
        rodziny. Nieczęsto spotyka się takie rewelacje jak ta, że kobiety zostające w
        domu i opiekujące się dziećmi to „stosunkowo nowy pomysł”. Dowód, że ci
        przejęci „świętym prawem” oraz „szczęściem i satysfakcją” żyją w swoim własnym
        świecie. Dobry boże, „stosunkowo nowy pomysł”... Jeszcze 50 lat temu pracujące
        zawodowo kobiety były w mniejszości, jeszcze 100 lat temu uważano taki koncept
        za szkodliwą ekstrawagancję, jeszcze 150 lat temu nawet by nikomu nie przyszedł
        do głowy, a w roku 2002 ludzie mają odwagę wypisywać, że siedząca z dziećmi w
        domu matka to „stosunkowo nowy pomysł”... Prowadzić dom, pracować w polu – tak,
        oczywiście, przez tysiąclecia z dzieckiem w tobołku w zasięgu wzroku. Ale to
        nic w porównaniu z tymi fabrykami, które w dodatku „przez setki lat”...

        Macie poniekąd rację demaskując mnie, że martwię się małymi zarobkami żony.
        Wspomniałem o tym powyżej. Ale generalnie chodzi mi też o to, że zarobkowanie i
        dobre wychowywanie swojego dziecka widzę jako dwie przeciwstawne konieczności,
        i że niestety, trzeba szukać między nimi kompromisu. Ja jestem już duży i
        wiem, że teraz mamusie chodzą do pracy, że trudno żyć inaczej, i że na ogół
        pracuje się 8 godzin. Chodzi mi o to, żeby ten kompromis miał ręce i nogi. I
        pytam, jak te ręce i nogi Waszym zdaniem wyglądają. A poza postem mamy z
        Wrocławia z wszystkich innych wynika, że ten kompromis to jakieś moje urojenie,
        że najważniejsza jest „szczęśliwa i usatysfakcjonowana mama”, która ma „święte
        prawo”, „poczucie własnej wartości” i która „akceptuje siebie”... Oczywiście,
        jak najbardziej. Tylko co ze szczęśliwym i usatysfakcjonowanym dzieckiem, co z
        jego świętym prawem, co z jego akceptacją? Czy aby święte prawa i różne
        szczęścia się tu trochę nie kłócą? Czy wymachiwanie swoim świętym prawem, swoim
        szczęściem, swoją wartością i swoją samoakceptacją załatwia sprawę? A właśnie
        że moje pytanie jest dobrze postawione, tak jak powinno. Przepraszam, agat1,
        ale nie masz racji, uczciwe postawienie zagadnienia to właśnie pytanie o
        pieniądze. To jest kompromis, więc jak w każdym kompromisie, ważne są jego
        warunki. A tutaj te warunki to wielkość liczb na pasku i częstotliwość pytań
        przez telefon „mamusiu, a kiedy do mnie przyjdziesz?”. Po co chodzicie do
        pracy? Oczywiście wszystkie, drogie Panie, chodzicie dla satysfakcji i
        samorealizacji, wiem, ale przecież one są mierzalne, no nie? I o to własnie
        pytam, ile musicie zarabiać, żeby być tą „szczęśliwą i kochającą”, a
        nie „sfrustrowaną i wypaloną” mamą?

        Finał. Ttrąby, anieli, Kościuszko, Konopnicka, o. Rydzyk, oklaski, gwizdy,
        tupanie.



        PS. Agatka_s jest ciekawa, ile godzin ja w tym czasie widziałem dziecko. Co
        więcej, również anma jest wyraźnie zainteresowana tym tematem... No proszę, „a
        u was niegrów bijut”, nie wiem czy znacie ten dowcip, jak nie to chętnie
        opowiem. Proszę bardzo, policzmy (chociaż z góry wiem, że widuję za mało). Po
        godzinie rano, oraz ok. 4 godziny wieczorem, razem wychodzi jakieś 25 godzin...
        Jak wracam do domu o 18-tej, to jeszcze ze dwie godziny się z dzieckiem
        pobawię, a przez kolejną zrobię mu kolację, nakarmię i wykąpię. Mamusi, która
        przychodzi dopiero w tym momencie, to wszystko umyka. Zostaje tylko usypianie,
        które zresztą i tak ja muszę dokończyć.

        PPS. Jeszcze co do zaspokojenia Waszej ciekawości. Z z dziką rozkoszą
        zrezygnowałbym ze swojej pracy i zostałbym tatusiem do dziecka. Wtedy to ja bym
        go wychowywał, a nie kulejący i skorumpowany system (interfejs: przedszkole) i
        cyniczne, chciwe mass-media (interfejs: nasza dziewczyna do dziecka). Mam w
        nosie swoją pracę. Cenię w niej tylko jedno: co miesiąc pięciocyfrowe liczby na
        pasku. Ale Wy i tak mi nie uwierzycie, prawda?

        PPS. W powyższym tekście możecie wszędzie zamienić słowo „matka” na „ojciec”,
        klawisze ctrl+H.
        • Gość: anma Re: ... a teraz na mój. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.02, 11:38
          Cześć Windows 3.1 !
          Forum służy do dyskusji, wymiany poglądów i zadawania pytań. To wiesz, nie
          pouczam Cię broń Boże tylko stwierdzam fakt. I dlatego na forum nie zawsze
          znajdujemy taką odpowiedź na jaka liczymy.
          Mam wrazenie ze nie do końca zrozumiałeś moje intencje i to co chciałam swoim
          postem przekazać. Nie mogłam napisać tak jak mama z Wrocławia, bo nie mam
          doświadczenia bycia pracującą mamą. Odkąd mam dziecko nie pracuję i mam
          nadzieję ze póki co tak pozostanie. Dlatego nie moge napisać ze wychowywania
          dziecka i pracy nie da się pogodzić, bo tego nie wiem. Ja wiem, ze nie chcę
          pracować właśnie dlatego zeby w pełni poświecić się wychowywaniu dziecka i
          ogólnie mówiąc "sprawom domowym".
          Napisałeś "dla anmy wręcz przeciwnie, jestem cynicznym,
          przyziemnym materialistą, któremu trzeba wyłożyć prawdę o dziecięcym
          serduszku." To nieprawda, jeśli tak to odebrałeś to przepraszam, nie to było
          moim zamiarem. Ja przedstawiłam po prostu swój pogląd na sprawę. Po prostu tak
          uważam, ze czasu spędzonego z dzieckiem nie da się przełożyc na jakąś
          konkretną sumę pieniędzy i dlatego nie potrafię podać takiej cyfry
          określającej wysoskośc zarobków, które skłoniły by mnie do zmiany obecnej
          sytuacji i pójścia do pracy. W tej sytuacji w jakiej jesteśmy jako rodzina
          myslę, ze nia ma takiej sumy. Mój mąż zarabia na tyle wystarczająco, ze nie
          brakuje nam do pierwszego, mamy się w co ubrać i co zjeść,stac nas na lekarza
          jeśli potrzeba, mamy mieszkanie, dwa samochody i co roku spędzamy wakacje poza
          domem (ja z dzieckiem całe dwa miesiące, mąż tyle ile ma urlopu), itd. Dla
          mnie to wystarczy jeśli chodzi o stronę materialną w zupełności.
          Co do określenia agatki_s ze "pogardza" ona mamami którepozostają w domu( ja
          zrozumiałam ze chodzi o te mamy ktore nie są przekonane ze słusznie robią) to
          myślę ze rzeczywiście trochę sie zagalopowała, ale mam nadzieję ze nie myśli
          tak naprawdę, ze użyła po prostu za mocnego słowa. Bó równie dobrze można
          by "pogardzać" tymi, które ida do pracy i maja choć cień wyrzutu sumienia, ze
          nie są w tym czasie ze swoimi dziećmi. Myslę, ze nie można pogardzać, można
          się dziwić, ze ktoś wybiera inaczej niż my (chociaż nie wiem czy można, w
          końcu każdy decyduje za siebie). Mnie dziwi, ze ktośmając możliwość wyboru (bo
          nie mówię o sytuacji kiedy wyboru niema, to poza dyskusją)wybiera karierę
          zawodową zamiast wychowywania dziecka, ale rozumiem też ze i mój wybór moze
          kogoś dziwić. Moim zdaniem najważniejsze jest zeby na ewentualnym "zdziwieniu"
          poprzestać i zrozumieć. I uszanować.
          Mam nadzieję ze tym razem poczułeś się przeze mnie źle potraktowany, bo w
          sumie to najbardziej mnie dotkneło to ze tak odebrałes mój poprzedni post.
          Pozdrawiam smile
          • Gość: anma Re: do Windows 3.1. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.12.02, 11:42
            Gość portalu: anma napisał(a):


            > Mam nadzieję ze tym razem poczułeś się przeze mnie źle potraktowany, bo w
            > sumie to najbardziej mnie dotkneło to ze tak odebrałes mój poprzedni post.
            > Pozdrawiam smile

            No i znowu nie tak wyszło smile)
            Miało być ze "NIE poczułeś się przeze mnie źle potraktowany...."

            Jeszcze raz pozdrawiam smile)
            • Gość: agatka_s Re: do Windows 3.1. IP: *.acn.pl 08.12.02, 14:14
              Ponieważ zostałam wezwana do tablicy:

              Podtrzymuję cały czas pogardę dla osób (facet baba nie ma znaczenia), które nie
              wiedzą czego chcą i nie potrafią podejmować konsekwentnych decyzji. Dotyczy to
              nie tylko kwestii zostać w domu czy nie ale wszelkich wyborów jakie podejmujemy
              w zyciu.

              A teraz właśnie drobny przykład braku konsekwencji:

              Drogi Windows 3.1, jak tak bardzo chcesz zostać w domu z dziećmi to zostań i
              realizuj to co uważasz za słuszne. No w końcu jako przeciwnik kultury
              konsumpcyjnej (jako jej wytwór traktujesz matki-potwory które nie zostaja w
              domu) powinieneś mieć bardzo obojetny stosunek do tych pieciu cyfr na swoim
              pasku. Jak kurcze masz takie piękne (i to mówie bez cienia ironii) poglądy na
              wychowanie dziecka to zostań z nim w domu ale nie biadol, że żona taka wstrętna
              że pracuje.

              Pogardzam też osobami, które podejmują decyzję tylko i wyłacznie pod presją
              otoczenia i tego, że tak wypada. Dla mnie to tylko krok od tchórzostwa. I
              będe tak uważała mimo że odczuwam presję z poprzednich postów, że słowo
              pogardzam było niepolityczne. Ale ja tak myślę i nie zamierzam tego ukrywać.


              W tym co napisałam wczesniej i teraz, rozgrywka damsko-męska nie ma nic do
              rzeczy. Ja mam bardzo wysokie poczucie wartości jako człowiek, i nawet do
              głowy by mi nie przyszło mieć jakiekolwiek kompleksy z tytułu, że jestem
              kobietą, sorry ale tu trochę źle trafiłes. W sumie tak samo bym uważała gdyby
              to para gejowska wychowywała to dziecko. Mój tok rozumowania jest taki:
              poprostu pozwól innej osobie na wybór (nawet jeżeli według ciebie on nie jest
              słuszny). Oczywiście ty zostań przy swoim pomysle na zycie i realizuj go
              konsekwentnie.

              A nawiązując do twego pytania:
              Ja za żadne pieniądze męża (nawet jakbym go miała) nie zrezygnowałabym z pracy,
              bo mi ta praca poprostu sprawia przyjemność. Zarabiam dobrze (a nawet bardzo
              dobrze), ale to jest tylko i wyłącznie konsekwencją tego że jestem bardzo dobra
              w tym co robie, a jestem bardzo dobra bo bardzo to lubie.

              No i ostatnia rzecz:
              Jeżeli chodzi o wychowanie i kontakt z moim dzieckiem to nie życzę sobie abyś
              czynił jakiekolwiek komentarze na ten temat bo nie masz żadnej wiedzy, która by
              Cię uprawniała do wydawania takich opinii. Jedyna wiedza jaką masz na mój
              temat to to że pracuję i lubie to, to jeszcze zdecydowanie za mało aby wysnuwać
              wnioski na temat moich relacji rodzinnych. Jeszcze raz podkreślam że sobie nie
              życzę takich osobistych wycieczek i mam nadzieję, że to jest wystarczająco dla
              Ciebie jasne.

              Pozdrawiam
              • Gość: just. Re: do Windows 3.1. IP: 212.160.236.* 06.01.03, 14:07
                Dziewczynko, a czy Ty na pewno zrozumiałaś co napisał Windows 3.1 ???
        • Gość: dodo tak sie lekko czepiajac faktow :-) IP: *.sympatico.ca 08.12.02, 23:06
          windows3.1 napisała:
          Dobry boże, „stosunkowo nowy pomysł”... Jeszcze 50 lat tem
          > u pracujące
          > zawodowo kobiety były w mniejszości, jeszcze 100 lat
          temu uważano taki koncept
          > za szkodliwą ekstrawagancję, jeszcze 150 lat temu nawet
          by nikomu nie przyszedł
          >
          > do głowy, a w roku 2002 ludzie mają odwagę wypisywać,
          że siedząca z dziećmi w
          > domu matka to „stosunkowo nowy pomysł”... Prowadzić
          dom, pracować w
          > polu – tak,
          > oczywiście, przez tysiąclecia z dzieckiem w tobołku w
          zasięgu wzroku. Ale to
          > nic w porównaniu z tymi fabrykami, które w dodatku
          „przez setki lat”
          > ;...
          >

          50 lat temu w prl-owskich miastach pracujaca zawodowo
          kobieta nie byla mniejszoscia - wsrod kolezanek i kolegow
          z mojej podstawowki w srodmiesciu warszawy, nie pracowaly
          tylko 2 mamy i wszyscy zgodnie uwazalismy to za pewien
          rodzaj dziwactwa. wiem, wiem - zaraz powiesz, ze bylismy
          manipulowani przez komunistyczna propagande - pewnie
          bylismy, co nie zmienia faktu, ze na 25-cioro dzieci
          tylko dwoje itd.
          historia to nie tylko zbior liczb, dat i statystyk - to
          rowniez bardzo prywatne historie roznych pan i panow.
          moja matka pracowala zawodowo cale swoje swoje zycie, bo
          zawodowo pracowala rowniez jej matka (moja piekna babcia
          konstancja byla wlascicielka malej drukarni, ktora
          prowadzila sama po skandalicznym rozwodzie z jej
          pierwszym mezem a rzecz dziala sie na poczatku XX wieku -
          to powinno wszystkim podpowiedziec w jakim to zaborze
          mialo miejsce, bo nie wszedzie mozna sie bylo rozwodzic
          big_grin) i jej babka, ktora w polowie XIX wieku byla sobie
          zwyczajna nauczycielka i gdy umarl jej maz prowadzila
          nawet cos w rodzaju wlasnej pensji dla dziewczat. ze
          strony mojego meza kobiety byly jeszcze bardziej
          przedsiebiorcze - jedna z babc byla wlascicielka skladu
          weglowego w krakowie i zarzadzala kilkunastoma wozakami,
          ktorzy sluchali jej jak generala, druga zas miala
          jadlodajnie dla policjantow zwanych policmajstrami. o
          takich kobietach sie nie mowi przytaczajac te rozne
          statystyki, bo najczesciej stawaly sie czynne zawodowo z
          koniecznosci (maz umarl lub opuscil, stara panna bez
          posagu itd.)podobnie jak to mialo miejsce na wsiach,
          gdzie chlopki nikt nie pytal czy wybrala sobie kariere
          zawodowa farmerki. wiekszosc z nich jednak zaczynala po
          pewnym czasie bardzo cenic sobie swoja niezaleznosc
          finansowa i wychowywaly swoje corki juz bardzo swiadomie
          przygotowujac je do zycia zawodowego. w to wszystko
          wkraczala raz na jakis czas historia pozerajac kolejne
          pokolenia mezczyzn w wojnach lub narzucajac takie czy
          inne idologie. to jednak wcale a wcale nie znaczy, ze
          kobieta pracujaca zawodowo jest jakims novum, odkryciem
          naszych czasow. odkryciem naszych czasow jest zauwazenie
          tego faktu i... dluzsze zycie mezczyn.
          tak wiec skoro moja pra-babka zostala wychowana z
          perspektywa wykonywania pracy zawodowej, tak tez
          wychowala moja babke, ktora z kolei tak wychowala moja
          matke a ta mnie, trudno oczekiwac by kolejne pokolenie
          odrzucilo ten model, bo wbrew pozorom, dla mnie jest to
          wlasnie model tradycyjny a przynajmniej taka jest
          tradycja mojej rodziny. gdy zas patrze i pytam dookola,
          dowiaduje sie, ze tak bywalo w wiekszosci rodzin
          zwlaszcza europejskich, gdzie wojny przytrafialy sie
          czesto a kobiety nigdy nie musialy sie jakos bardzo
          dramatycznie wyzwalac spod wladzy mezczyzn.
          to tylko tak jako podklad rodzinno-historyczny.
          w praktyce zgadzam sie z okresleniem sugerujacym, ze do
          wychowania dziecka potrzebna jest cala wies. smuci mnie,
          gdy widze brak zainteresowania "obcych" chuliganiaca
          mlodzieza lub gdy prasa podaje wiadomosci o krzywdzonych
          dzieciach, ktorych sasiedzi mogli ale nie odratowali, bo
          nie chcieli sie wtracac. mysle, ze my sami przywiazujemy
          zbyt duza wage do roli matki i ojca w wychowaniu dzieci,
          zapominamy bardzo czesto o tym, ze wychowujemy dzieci nie
          dla siebie ale dla swiata i to wlasnie ze swiatem dziecko
          powinno umiec sie zaprzyjaznic i wspolzyc. pierwszym
          kontaktem ze 'swiatem" jest opiekunka, sasiedzi,
          nauczyciele itd. nie ma w tym nic zlego, ze dziecko jest
          wychowywane przez wielu ludzi wokol niego tak dlugo jak
          szanowane sa wspolne wartosci i rodzice pozostaja
          ostatecznym autorytetem (przynajmniej do czasu).
          takie jest moje zdanie, co wcale nie znaczy, ze
          ktokolwiek mialby to przyjac za prawde objawiona wink
          spedzilam wiele lat w afryce i na pewno obserwacja
          tamtejszych spolecznosci bardzo wplynela na moj stosunek
          do wychowania nastepnego pokolenia. majac 3 trojke
          doroslych juz (prawie - najstarszy ma 16 lat) dzieci
          jakos tam potwierdzam wlasnym przykladem gloszone tu
          poglady.
          reasumujac, nie widze krzywdy dziecka w fakcie, ze z
          rodzicami spedza mniej czasu niz z innymi ludzmi - takie
          wlasnie jest zycie kazdego z nas - rodzina jest
          odpoczynkiem i radoscia ale codziennosc to praca, szkola,
          swiat z obcymi. rola doroslych jest przygotowanie dziecka
          do tego a nie chronienie przed rzeczywistocia.
        • izabelski Re: ... a teraz na mój. 09.12.02, 22:59
          W poprzednim poscie piszesz, ze "Dla dwu ostatnich Pań jestem tępym,
          fanatycznym doktrynerem, "

          Bardzo zainteresowala mnie ta analiza - jedyny smutny wniosek, to ten,ze nie
          starasz sie zrozumiec argumentow podawanych przeze mnie.Nie mam pojecia jak
          moja wypowiedz sklonila cie do powyzszych wnioskow.
          Ponizszy cytat to potwierdza:
          > Inny przykład ofensywy przyszłości to rozbrajający post z wykładem o historii
          > rodziny. Nieczęsto spotyka się takie rewelacje jak ta, że kobiety zostające w
          > domu i opiekujące się dziećmi to „stosunkowo nowy pomysł”. Dowód, ż
          > e ci
          > przejęci „świętym prawem” oraz „szczęściem i satysfakcją̶
          > 1; żyją w swoim własnym
          > świecie. Dobry boże, „stosunkowo nowy pomysł”... Jeszcze 50 lat tem
          > u pracujące
          > zawodowo kobiety były w mniejszości, jeszcze 100 lat temu uważano taki
          koncept
          > za szkodliwą ekstrawagancję, jeszcze 150 lat temu nawet by nikomu nie
          przyszedł
          >
          > do głowy, a w roku 2002 ludzie mają odwagę wypisywać, że siedząca z dziećmi w
          > domu matka to „stosunkowo nowy pomysł”... Prowadzić dom, pracować w
          > polu – tak,
          > oczywiście, przez tysiąclecia z dzieckiem w tobołku w zasięgu wzroku. Ale to
          > nic w porównaniu z tymi fabrykami, które w dodatku „przez setki lat”
          > ;...
          Mieszkam sobie w Anglii, gdzie takie fabryki istnialy najdluzej, jesli nie
          znasz historii, to nie krytykuj tylko sie doucz - internet jest doskonalym do
          tego miejscem.
          Jesli chodzi o matki zostajace w domu bo "uważano taki koncept za szkodliwą
          ekstrawagancję", to mam wrazenie, ze poslugujesz sie tutaj jakimis odnosnikami
          do historii niewielkich grup sposrod mieszczanstwa, czy tez arystokracjii.

          Mam wrazenie, ze masz swoj jedyny i sluszny poglad a na grupie tutaj zapytales
          sie tylo po to, zeby potwierdzic swoje zdanie. I gdy okazalo, sie, ze zdania
          osob komentujacych twoja wypowiedz sa rozne od oczekiwanych to atakujesz
          zamiast dyskutowac.

          A moze milo byloby poznac zdanie twojej zony, co ona widzi w swojej pracy ze
          podjela decyzje taka, jaka podjela?

          izabelski(bez jadu)
        • Gość: kasia_ania Re: ... a teraz na mój. IP: *.vic.bigpond.net.au 10.12.02, 13:46
          Popieram te forumowiczki (niestety zapomnialam kto to pisal) ktore zadaly Tobie
          to pytanie: dlaczego Ty sam nie zrezygnujesz z pracy i nie zostaniesz z
          dzieckiem? Dlaczego domagasz sie zeby to matka zostala w domu??? Wracasz do
          stereotypow: mezczyzna zarabia pieniadze, kobieta opiekuje sie dzieckiem.
          Powiedz mi DLACZEGO nie mialoby byc odwrotnie: kobieta zarabia pieniadze,
          mezczyzna zostaje w domu? Argumenty typu: facet wiecej zarobi, nie maja tutaj
          nic do znaczenia, wrecz przeciwnie, podkreslaja tylko watpliwej wartosci
          'tradycje' czy tez oczywista dyskryminacje kobiet (w pracy, w zarobkach). Ale
          poniewaz jestes negatywnie ustosunkowany do dobr materialnych i innych
          'zdobyczy dobrobytu' marne zarobki zony nie powinny Tobie przeszkadzac i
          hamowac podjecia decyzji o rzuceniu pracy dla dobra dziecka. Czy nie tego sie
          od zony domagasz? A jezeli przeszkadzaja to pomysl, czy Ty przypadkiem nie
          rozumujesz w tradycyjny sposob (facet=$$$ kobieta=dom) i czy wlasnie nie
          dlatego masz to zonie za zle? Bo Ty zarabiasz tony, 5 cyferek (to juz bylo
          pewnego rodzaju puszenie sie przed kobietami atakujacymi Cie na forum) to jak
          ONA ma czelnosc jeszcze chciec pracowac za te marne kilka groszy... A teraz
          pomysl bardziej rewolucjonijnie: dlaczego to kobieta POWINNA wiecej spedzac
          czasu z dzieckiem, a nie mezczyzna? Czyzbys uwazal ze to... naturalne??? Ze
          natura przeznaczyla dla kobiety taka role? No to wracamy do Stone Age: ty lec
          dostarczac do groty mamuty, a ona w tym czasie nianczy dzieci i gotuje
          strawe... A moze pomysl o sytuacjach w ktorych mezczyzni sami wychowuja dzieci
          - wtedy poswiecaja im wiecej czasu i uwagi niz 'typowy' tatus, ktorego wyrecza
          kobieta (nawet pracujaca). I jakos wtedy nikt nie ma za zle ze to oni rezygnuja
          z pracy lub poswiecaja zbyt malo czasu dziecku, probujac zarobic na zycie.
          Dlaczego obecnosc kobiety cos zmienia i powracamy w archaiczne stereotypy?

          Pomysl i odpowiedz mi na te wszystkie dlaczego, bardzo jestem ciekawa co
          napiszesz.

          Kasia
        • Gość: Anka Re: ... a teraz na temat Windowsa IP: 213.25.31.* 17.12.02, 16:39
          Ja z twoich postów mam wrażenie że twoja żona po prostu woli pracę niż dom
          zajmowanie sie dzieckiem i daje jej to więcej satysfakcji (jeśli rzeczywiście
          twoje zarobki są pieciocyfrowe, a twojej zony niewielkie, to aspekt finansowy
          jej zarobków chyba nie ma większeego znaczenia). (NB nie uważam ze satysfakcja
          jest wprost proporcjonalna do kwoty na wypłacie). Jeżeli ją kochasz spróbuj
          zaakceptować ten fakt, nawet jeśli nie odpowiada Twoim wyobrażeniom o idealnej
          matce i żonie.
          Acha, i jak na kogoś kto narzeka na brak akceptacji na tym "kobiecym" forum, to
          raczej agresywnie odnosisz się do Agaty S. Trochę więcej tolerancji, Drogi
          Panie !

    • Gość: Sabi Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.pl.ibm.com / 195.212.29.* 10.12.02, 11:41
      A dla mnie to nie jest kwestia tego ile ja bym zarabiala, ale ile moj maz.
      Gdyby on zarabial tyle, by nam wystarczalo i mial stala prace zostalabym w domu
      bez wzgledu na wysokosc swoich zarobkow. Osobiscie dla mnie wazniejsze sa
      dzieci niz kariera, ale coraz mniej takich kobiet. Bylo forum www.bajbus.pl,
      gdzie znalazbys wiecej zrozumienia, ale niestety nie bylo komercyjne.
    • Gość: Iza2 Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.k.mcnet.pl 10.12.02, 14:17
      Nie bardzo rozumiem te agresywne ataki pod adresem
      Windows. Tu nie chodzi o prace i polaczenie pracy z
      wychowaniem dziecka. Kobiety pracuja juz od dawna, dzieci
      sie chowaja lepiej lub gorzej. Chodzi o priorytety, o
      hierarchie potrzeb. Czy koniecznosc pozostania kolejny
      raz w pracy po godzinach jest wazniejsza od dziecka. Czy
      matka malego dziecka musi byc w pelni dyspozycyjna. Ja
      zgadzam sie z Windows. Jako matka pracujaca (w prywatnych
      firmach zeby nie bylo watpliwosci) bardzo szybko
      nauczylam sie kolejnym szefom mowic nie. Nie zostane
      dluzej, bo musze odebrac dziecko z przedszkola, nie
      wyjade w delegacje, bo dziecko... Biore opieke, bo jest
      chore. I wszyscy sie bardzo szybko do tego przyzwyczajaja
      i to akceptuja. Dziecko jest najwazniejsze, a prace
      zawsze mozna zmienic.
      • malini Re: matka, dziecko, pieniądze, praca, windows 17.12.02, 11:00
        O rane - facet tylko zapytał czy warto więcej czasu poświęcać dziecku czy pracy
        zawodowej!Dla mnie to pytanie dotyczy obu płci i nie ma co się wściekać, że
        zadał je mężczyzna i węszyć od razu szowinizm...
        Niesamowicie trudno mi zabrać tu głos po dodo, która powoli staje się moją
        idolką zwłaszcza, że mam tu inne zdanie.Ale powiem. ...
        POWARIOWALIŚCIE?!!!Naprawdę wolicie przeznaczyć 90% swojego czasu na dogadzanie
        obcym ludziom (którzy na ogół mają głęboko gdzieś wasze osoby) niż dogadzanie
        własnej rodzinie (dziecku, które na ogół was kocha i wielbi) i to mając na to
        pieniądze?!
        Tak - karierę nazywam tu dogadzaniem innym ludziom - bo jak się temu przyjżeć,
        to poza wyjątkami, o które w naszym kraju cholernie trudno (łączę pracę z
        pasją, jest to mój sposób na życie)- praca zawodowa polega na dawaniu z siebie
        więcej niż mogę zyskać,a dawać to wolę najbliższym mi osobom.
        Wiem,że kupa dziewczyn i facetów robiących "karierę" zwyczajnie nie chce się
        przyznać, że wolałyby polenić się na kanapie lub że to wcale nie jest
        taka "ekstaza", że się ma "władzę i pieniądze", no i że tak naprawdę, to
        woleliby zrobic dobrą zupe pomidorową niż kosztorys czegoś tam.Dlaczego? No bo
        mamy nowy stereotyp, według którego wyzwolona kobieta i nowoczesny mężczyzna
        muszą odnieść sukces zawodowy, bo TAKIE CHLOERNIE TRUDNE (ha, ha). Przypomina
        mi się w tym momencie tekst pewnej pani, która juz za 4 lata stanie się
        emerytką, pozwoliła sobie więc na szczerość wobec przełożonego "Panie
        dyrektorze - chyba Pan nie sądzi,że ja tu przychodzę (do biura)od 20 lat, bo
        lubię!Ja tu przychodzę zarobić na życie" Nic dodać nic ująć...

        Inna sprawą jest - jeżeli w domu nie traktuja nas tak dobrze, jak w pracy. Nie
        ma się co dziwić, że lecimy chetnie do biura i spędzamy w nim więcej czasu niż
        w domu, jeżeli np. kochany mąż uważa nas za swoją kucharkę, kochankę i
        sprzątaczkę, a dzieciak jest małym chamem.Koledzy w pracy, którzy będą się
        uśmiechac na nasz widok, prawić komplementy za dobrze wykonaną pracę czy
        podziwiać i naśladować - będą się nam wydawali lepszym środowiskiem do życia
        niż własny dom.
        A jeszcze inną sprawą jest uzależnienie finansowe od partnera, zdanie się na
        jego łaskę i niełaskę - dzisiaj na zakupy dam ci 300 zł., innym razem 100 zł. i
        nie proś o więcej!A co jesli "czar pryście" i będziemy chcieli się rozstać?Za
        co będziemy żyć?
        Dlatego uważam, że jeżeli ktoś spędza więcej czasu w pracy niż w domu, to
        czegoś w tym domu brakuje (uznania,miłości,seksu,spokoju,bezpieczeństwa - można
        wymieniać i wymieniać) lub chce mieć zabezpieczenie finansowe na wypadek straty
        partnera.
        W drugiej kolejności stawiam na chorobę umysłową lub pasję (co czasem się nie
        wyklucza).
    • Gość: kasia sprawa nie jest prosta, czyli do win. i nie tylko IP: *.chello.pl 18.12.02, 00:22
      Ja z kolei należę do tej grupy osób, dla których praca jest wyłącznie życiową
      koniecznością (co nie oznacza, że robię ją na odwal) a pasje "ulokowałam"
      zupełnie gdzie indziej; mam do tego zupełnie spokojny, choć
      nieco "asekuracyjny" stosunek. Jestem osobnikiem, którego nikt nie zdołał
      przekonać, że samorealizacja wiąże się ze ślęczeniem za obojętnie jaką sumę nad
      wytwarzaniem PKB - jest to jedynie środek do uzyskania funduszy na realizację
      swoich marzeń, planów, aspiracji. Jestem na kilka dni przed urodzeniem 1 syna i
      już teraz wiem, że akurat mom wyborem jest pozostanie z nim co najmniej do
      ukończenia roku: nie chcę, by jakiekolwiek, choćby najbardziej zaufane i
      profesjonalne babsko zastępowało mnie przez te najważniejsze dla Młodziaka
      chwile. Nie wykluczam, że będę z Młodym nawet trochę dłużej, do powiedzmy lat
      3 - bo uważam, że to najfajniejsze, co mogę mu teraz dać. Na szczęście (bo nie
      zawsze tak jest, windows wink ) mam ten komfort, że nie muszę pracować
      (pięciocyfrowymi zarobkami zajmuje się mąż, którego będę chciała maksymalnie
      odciążyć od "fizjologicznego" aspektu macierzyństwa - NIE CZYTAĆ: ograniczyć,
      odsunąć, bo "ja wiem lepiej" ... po prostu facet rąbie po kilkanaście godzin na
      odpowiedzialnym stanowisku i będzie fizycznie wyczerpany). Przyznam się, że nie
      rozumiem (ALE I NIE POTĘPIAM BROŃ BOŻE) kobiet, które mając zapewnione środki
      na życie przez przynajmniej pierwszy 1 rok czy 2 "uciekają" od własnego
      dziecka; rozumiem "szczęśliwa, zrealizowana mama" ale .... wydaje mi się, że
      ktoś nam tu próbuje wmówić, że to jest "zdrowy" (dla dziecka i matki) egoizm.
      Niestety, psychologia udowodniła, że te pierwsze lata są kluczowe w budowaniu
      poczucia bezpieczeństwa, własnej wartości: dziecko, przy którym się po prostu
      jest jest mniej neurotyczne. Pozostaje jednak ALE .... (które zaprząta i moją
      głowę) Po 2-3 latach, przy obecnej recesji i masowej produkcji
      absolwentów "pseudo-wyższych uczelni" (zatrudnianych na początek za małą kasę,
      gotowych na wszystko, byleby uzupełnic punkt "doświadczenie" w cv)kobieta, mimo
      świetnych kwalifikacji może po prostu nie mieć drogi powrotu. Osoba przyjęta na
      jej miejsce świetnie się sprawdza, zakład tak przeorganizował swoją pracę,że
      etat stał się zbędny; pracodawca boi się "zwolnień" z tytułu choroby dziecka.
      Cóż z tego, że jest mąż, który zarabia nieźle .... Nie zawsze (czego nikomu nie
      życzę), małżeństwo trwa do grobowej deski ... czasem zdarza się, że partnerzy
      decydują się rozstać i co wtedy? Sytuacja numer 2: nawet jeśli miłość i
      zaufanie wyklucza wcześniejszą ewentualność, czy można mieć gwarancję, że osoba
      utrzymująca rodzinę nie ulegnie wypadkowi czy cieżkiej chorobie (która
      pochłonie i będzie wymagać dużych nakładów finansowych) i zarobki z
      pięciocyfrowych przemienią się w trzycyfrową rentę (albo dla tejże osoby
      albo ... w najczarniejszym scenariuszu - pośmiertną-dla dziecka???) Co wtedy?
      Na ile starczy najlepsza nawet polisa CU czy innego ubezpieczyciela? To są
      sytuacje, które należy przewidzieć !!!! W naszych czasach ciężko, niestety,
      zarobić szyjąc po domach woreczki czy składając korespondencyjnie
      długopisy .... Po trzecie - ZUS, świadczenia chorobowe,przyszła emerytura. O
      tym się nie myśli mając lat -eścia parę ale jednak ............
      To wszystko Tobie windowsie, pod spokojną rozwagę.
      W mojej opinii (nikogo nie oceniam i nie szufladkuję)należy wyważyć oba
      czynniki: dobro dziecka (czyli - jeśli jest taka możliwość ze strony
      ekonomicznej - "zafundowanie mu" "emocjonalnej polisy", poprzez poświęcenie mu
      choćby 1 intensywnej uwagi SWOIM kosztem (niby dlaczego bycie w domu z własnym
      dzieckiem a nie w biurze może unieszczęśliwiać?) i "własne- w sensie rodziny" -
      czyli zadbanie o własną przyszłość zawodową w kontekście tych wypadków, o
      których pisałam.
      A co do twojej żony .... przyznam, że nie potrafię jej zrozumieć. Serdecznie
      pozdrawiam.
    • Gość: roan Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 18.12.02, 01:37
      Podpisuję się pod postem Kasi, myślę podobnie i chyba podobnie postąpię, też
      chciałabym zostać z dzieckiem jak najdłużej, lubię siedzieć w domciu, gotować
      i patrzeć jak dziecko dorasta. Ale może to dlatego, że moja praca nie jest
      dobrze opłacana, a za nędzne grosze nie zamierzam poświęcać dziecka.

      I jeszcze jedno... po miesiącu od urodzenia dziecka, kiedy zaczynało częściej
      wrzeszczeć, nie wiedziałam co mu jest i dlaczego płacze, dlaczego nie chce
      jeść, oświadczyłam mężowi, że nie jestem pewna czy chcę zostać dłużej w domu.
      Wtedy naprawdę marzyłam o ucieczce do pracy...

      Nie rozumiem dlaczego ktoś z tego powodu ma mną pogardzać?
    • windows3.1 znowu ciągnę za włosy 28.12.02, 15:28
      Przykro mi że tak długo nie odpisywałem, ale nie chciało mi się odbębniać tej
      porcji obowiązkowych złośliwości. Przypuszczam że już żadnego pożytku z tego
      wątku nie będzie, i że raczej nie dostanę rad, o które prosiłem na początku.
      Ale co robić, koniec roku się zbliża, trzeba odpowiedzieć na zaległą
      korespondencję, nie można wchodzić w 2003 z długami. I jeszcze jedno: Panie,
      które oszczędziły mi szkoleń, pouczeń, odsyłania do książek, musztry,
      psychoanalizy i wzywania do odpowiedzi, a zamiast tego poświęciły mi trochę
      czasu, proszę o zakończenie lektury w tym miejscu, dziękuję za uwagi i
      przepraszam, że moja małostkowość jednak wzięła górę. Dalej niestety nie ma już
      nic ciekawego.

      ***

      Nie wiem ile razy mam powtarzać, że nie domagam się od kobiet siedzenia w domu.
      Nie napisałem tego za pierwszym razem, powiedziałem jasno (a nawet
      zaszczekałem) co o tym myslę za drugim, ale ciągle ta i owa z Korespondentek mi
      to wmawia na nowo. I pewnie teraz dostanę kolejne posty, w których znowu się
      dowiem, że jestem zwolennikiem żony na łańuchu. A nie ma nic bardziej
      irytującego nic udowadnianie że nie powiedziałeś, czego nie powiedziałeś,
      zresztą na ogół to i tak donikąd nie prowadzi. Ale trudno. No więc zacznijmy
      ten rytuał od nowa. Ja się niczego nie domagam. Ja się nie domagam, żeby
      kobiety zrezygnowały z pracy zawodowej. Ja się nie domagam, żeby kobiety
      wychowywały swoje dzieci. Ja się nawet nie domagam, żeby moja żona wychowywała
      swoje własne dziecko. Póki ja sam domagam, to chyba dam radę. Mi chodzi o
      warunki sensownego kompromisu. Ale jak na razie z tego wątku wynika, że
      trafiłem na dziewczyny wyjątkowo bezkompromisowe.

      Najbardziej bezkompromisowa jest oczywiście , „generalnie bardzo zaabsorbowana”
      agatka_s. Jak się okazuje, z własnego mianowania jest również „bardzo dobra w
      tym co robi”. Jak cię nie mogę, ludzie, kim trzeba być żeby pisać takie
      rzeczy... Ale ja nie o tym. Znowu sądzi, że jest przystojna w czarnej kurtce
      czekisty. Ile ja już takich w życiu widziałem. Dotknięta do żywego, że ktoś
      posądził ją o brak pogardy, będzie teraz pogardzać na pokaz i z przytupem,
      będzie udowadniać, że to jej się wcale tak nie wypsnęło. Na szczęście wzorowane
      na medialnych heroinach pozerstwo z czasem przechodzi (na ogół, chociaż
      przyznaję, są wyjątki). Zresztą agatce już to mija, widać że pod pancerzem z
      dykty bije zwykłe, urażone, dziewczęce serduszko, w moim drugim poście fatalnie
      pomyliłem się co do niej. Kiedy wypaliła pierwszą salwę ślepych pouczeń i
      małostkowych złośliwości spodziewałem się ciekawej wymiany ognia, ale wystarczy
      że odrzuciłem granat w stronę okopów nacierającej przyszłości, a zostało już
      tylko zwykłe i jakże wzruszające „nie życzę sobie”... A co, boli, no nie? Już
      chyba wiem, o co chodzi. Nic się nie martw, na końcu tej drogi jest
      pocieszenie: błogosławieni ci, którzy zawierają osobistą znajomość z
      cierpieniem (tłum. wł.): blessed all the hurdle hikers, staring out at falling
      rain, wondering at the retribution, in their personal acquaintance with pain.

      Od dodo wpadł ciekawy tekst o pewnej rodzinnej historii, tekst który
      niespokojnego ptaka musiał kosztować może i godzinę lotu. Gratuluję
      przedsiębiorczych babci. O ile wiem, wkład moich babci i prababci w rozwój
      gospodarczy ludzkości ograniczył się do wieloletniego doskonalenia techniki
      użycia kopaczki do ziemniaków oraz (w jednym przypadku) pracy za okienkiem w
      banku przez bodaj kilkanaście miesięcy (do czasu ciąży). I co, czy moja
      historia rodzinna i moja empiria jest mniej ważna od Twojej? Pozwól sobie
      powiedzieć, że, jak to miło ujęłaś, prywatne historie pań i panów - obojętnie
      w peerelowskiej Warszawie czy kajzerowskim Krakowie – nie zmieniają statystyk.
      A jakie są statystyki? Hm, może zaczniemy od tego, że 50 lat temu zaledwie
      jakieś 35% Polek mieszkało w miastach. Cała reszta bynajmniej „nie wybrała
      sobie kariery zawodowej farmerki”. Całej tej reszcie (oraz części z tych 35%)
      dopiero zaczynało świtać w głowach, że być może Pan Bóg nie pokarze ich
      piekielnym ogniem, jeśli swoje dwuletnie dziecko stracą z oczu na więcej niż
      godzinę. Czy wiesz, że 50 lat temu ilość Polek, które rano całowały swoje
      dziecko na do widzenia i wracały po 8 godzinach, nie przekraczała jednego
      miliona? Czy wiesz, że jeszcze 20 lat temu do polskich przedszkoli chodziło ok.
      47% dzieci w wieku od 3 do 6 lat,, a 30 lat temu ten odsetek wynosił 29%? I co,
      myślisz że pozostałe 71% wychowywały babcie?

      Co zrobić z izabelskim, to sam nie wiem, poradźcie. Jak tu wytłumaczyć
      dziewczynie, że obejrzenie „Ziemi obiecanej” Wajdy oraz adres zamieszkania w
      Anglii nie daje jeszcze licencji na odwracanie historii. Ale może kompromituj
      się dalej sama. Dawaj, dawaj te adresy, Szanowna Pani, dawaj te linki które
      pokażą, jaki odsetek Angielek pracował zawodowo w roku 1850, 1900 i 1950, dawaj
      szybko, skoro jesteś taka bystra do pouczeń i tak się douczyłaś historii z
      internetu. Po prawdzie sam chciałem przeszukać jakieś strony poświęcone gender
      studies, ale doszedłem do wniosku że stracę na to ze 2 godziny, znajdę mało co
      (wszystko płatne), a żadna z Miłych Korespondentek i tak się tam nie pofatyguje
      (wiadomo, praca). Cały ten rozpaczliwie-heroiczny post jest jak „China Town”
      Polańskiego: im bardziej chcesz rozplątać, tym bardziej zaplątujesz... Wspomina
      arystokrację, gdzie matki jakoby zostawały w domu... jeżeli już gdzieś
      dwudziestoletnie mamy zostawiały ledwo mówiące berbecie na łasce obcych ludzi,
      to właśnie w tej klasie – no cóż, ciężki był los takich dam, ich zawodem była
      polityka. Łącznie w, powiedzmy, XVIII-wiecznej Francji, odsetek takich matek
      wynosił... no, niech strzelę... od 5 do 7 promili (chyba grubo przestrzeliłem w
      górę, bo łącznie arystokracja w ówczesnej Francji nie przekraczała chyba 1%
      ogółu populacji). No i te fabryki... nie minęło jeszcze dwieście lat od czasu,
      gdy w skończyła się pierwsza rewolucja przemysłowa, ale nie przeskadza to
      ludziom pisać o „setkach lat fabryk”.

      Następna bezkompromisowa Pani nazywa się kasia_ania, standardowo nie doczytała,
      posługuje się zestawem standardowych przeinaczeń i zadaje zestaw standardowych
      pytań. Kończy pisząc że jest bardzo ciekawa co napiszę. Oczywiście znam te
      piękne figury stylistyczne; w takich sytuacjach „jestem bardzo ciekawa”
      znaczy „jak chcesz w trąbę, to chodź”. Cóż robić, trzeba się zachować i
      odpowiedzieć, doskonale wiedząc jaki będzie finał, sam tego chciałeś Grzegorzu
      Dyndało. No więc co do domagania się, to już było. Czemu ja nie zrezygnuję z
      pracy? Proste, bo z moich zarobków się utrzymamy, a z zarobków mojej żony nie.
      Że mi to nie powinno przeszkadzać? No wiesz, może Ty sobie nie zawracasz głowy
      takimi drobiazgami jak wiązanie końca z końcem, ale większość ludzie jednak o
      tym myśli. Że przecież jestem „negatywnie ustosunkowany do dóbr materialnych”?
      No, to jesteśmy w domu, teraz widać o co Ci chodzi, oto siedzę w kucki i
      powtarzam „piękno jest zaklęte w kwiecie lotosu”. Czy aby nie rozumuję w
      tradycyjny sposób? O tak, dobry boże, jak najbardziej tak, z ust mi to wyjęłaś;
      jeśli ktoś chce wsadzać swój reakcyjny kij w szprychy przyszłości i być
      zawalidrogą na szlaku postępu, to właśnie ja; bardzo chciałbym, żeby dzieci nie
      wychowywały Atomówki i Johny Bravo, tylko mama i tata (a propos: wczoraj około
      wpół dziesiątej rano na polskiej wersji Cartoon Network widziałem na jakiejś
      kreskówce, jak jedne zwierzątka torturowały prądem inne zwierzątko; NAPRAWDĘ TO
      WIDZIAŁEM). Czy uważam za naturalne, że matka powinna spędzać z dzieckiem
      więcej czasu niż ojciec? Hm, to nie należy do tematu, też pisałem o tym bodaj w
      każdym poście: 1) control+H; 2) „mama”; 3) tab; 4) „tata”; 5) enter, Droga
      Pani. Ale skor
      • windows3.1 Re: znowu ciągnę za włosy 28.12.02, 15:30
        no proszę, za formuła poetycka pt. "post na forum wyborczej" jest jeszcze dla
        mnie za trudna, nie zmieściłem się.

        ----------------------------------------

        Następna bezkompromisowa Pani nazywa się kasia_ania, standardowo nie doczytała,
        posługuje się zestawem standardowych przeinaczeń i zadaje zestaw standardowych
        pytań. Kończy pisząc że jest bardzo ciekawa co napiszę. Oczywiście znam te
        piękne figury stylistyczne; w takich sytuacjach „jestem bardzo ciekawa”
        znaczy „jak chcesz w trąbę, to chodź”. Cóż robić, trzeba się zachować i
        odpowiedzieć, doskonale wiedząc jaki będzie finał, sam tego chciałeś Grzegorzu
        Dyndało. No więc co do domagania się, to już było. Czemu ja nie zrezygnuję z
        pracy? Proste, bo z moich zarobków się utrzymamy, a z zarobków mojej żony nie.
        Że mi to nie powinno przeszkadzać? No wiesz, może Ty sobie nie zawracasz głowy
        takimi drobiazgami jak wiązanie końca z końcem, ale większość ludzie jednak o
        tym myśli. Że przecież jestem „negatywnie ustosunkowany do dóbr materialnych”?
        No, to jesteśmy w domu, teraz widać o co Ci chodzi, oto siedzę w kucki i
        powtarzam „piękno jest zaklęte w kwiecie lotosu”. Czy aby nie rozumuję w
        tradycyjny sposób? O tak, dobry boże, jak najbardziej tak, z ust mi to wyjęłaś;
        jeśli ktoś chce wsadzać swój reakcyjny kij w szprychy przyszłości i być
        zawalidrogą na szlaku postępu, to właśnie ja; bardzo chciałbym, żeby dzieci nie
        wychowywały Atomówki i Johny Bravo, tylko mama i tata (a propos: wczoraj około
        wpół dziesiątej rano na polskiej wersji Cartoon Network widziałem na jakiejś
        kreskówce, jak jedne zwierzątka torturowały prądem inne zwierzątko; NAPRAWDĘ TO
        WIDZIAŁEM). Czy uważam za naturalne, że matka powinna spędzać z dzieckiem
        więcej czasu niż ojciec? Hm, to nie należy do tematu, też pisałem o tym bodaj w
        każdym poście: 1) control+H; 2) „mama”; 3) tab; 4) „tata”; 5) enter, Droga
        Pani. Ale skoro już nie możesz sobie poradzić i pomoże Ci tylko zdemaskowanie
        moich przegniłych kłów mamuta pod urzędowym garniaczkiem, to owszem, tak
        właśnie uważam. Uff, udało się, powiedziałem to, agatka_s byłaby ze mnie dumna.
        Archaiczne stereotypy? Hm, nie wiem czy oglądałaś wczoraj dziennik telewizyjny.
        Było tam coś o pewnej malutkiej, zupełnie niearchaicznej dziewczynce...


        ***

        Nagrodę specjalną przyznaję kasi_ani. Byłem bardzo ciekaw, ile z Pań rzuci się
        na tą „pięciocyfrową liczbę na pasku” i byłbym się srodze zawiódł, gdyby nia
        niezawodna kasia_ania. Jak tylko wypełnię PIT, w nagrodę poślę Ci dokładne
        rozliczenie. Gdybym zapomniał, daj mi znać.
        • Gość: kasia heh .... :( a ja ;(? IP: *.chello.pl 28.12.02, 18:13
          Oj windows, windows, od razu tam "spalony wątek" Wcale nie!!!!Po pierwsze -
          dzięki twojemu postowi zrobiło mi się "lepiej nieco". Przyzwyczajona do tego,
          że od ukończenia studiów "zasuwałam" do pracy w podobnym do mojego męża
          wymiarze, obawiałam się, (mimo jego wielokrotnych zapewnień coś takiego kolebie
          się po mojej głowie), ze chęć zostania z dzieckiem nieco dłużej, niż ustawowe 4
          miesiące może być przez Niego (mężczyzn) odebrane jako wygodnictwo i chęć
          poopieprzania się za nie swoje pieniądze.... Po drugie - byłam taka ciekawa, w
          jaki sposób podejmiesz polemikę z moimi - nazwijmy to - "ale" ... Przyznam, że
          ciekawa to nawet nie najlepsze słowo wink- chyba bardziej na zapewnienie,
          że "świat nie jest taki czarny" wink(ja jestem z przyczyn tajemniczych
          katastrofistką smile)) ) Hmmmmm wink mimo iż jestem kobietą, gratuluję Ci ciętego
          pióra i ... nie ulegania "modom". To smutne, ale wszystkie te feministyczne
          boje; walka (z kim i o co??? z naturą???) wytaczana własnym dzieciom w sumie
          (bo one na tym tracą), "pierdołowate" pisma wszelakiego sortu, oraz
          typ "Dziewczyna Cosmo" (boszzzz) wzbudzają we mnie smutną refleksję (od czasu
          do czasu), że jestem swoistym wynaturzeniem: cieszę się na ten czas z moim
          synem w domu (przy okazji, tzw. "zaległe lekturki" przygotowane), na to, że
          wreszcie będę miała możliwość zobaczenia Starówki nie przy okazji weekendowego
          przemieszczania się od knajpki do knajpki ale w pełnym południowym słońcu, i że
          sama zrobię sernik na zimno ... Trochę sentymentalnie pojechałam, ale od 8 lat
          co najmniej moje życie w gruncie rzeczy kręciło się wokół rytmu, jaki narzucała
          mi praca ... i z perspektywy lat ponad 30 (a tak), mimo, iż osiągnęłam w swoim
          zawodzie sporo - zaczęło docierać do mnie, na jak niestabilnym gruncie buduję
          swoje 10 minut na tym świecie. Teraz się zatrzymam i poprzyglądam się sobie -
          nawet we własnym dziecku - wyselekcjonuję to, co najważniejsze, to, co
          chciałabym mu przekazać, co pokazać, czego nauczyć. W gruncie rzeczy dla mnie
          to wielka przygoda - bo praca nie tylko nad tym małym człowiekiem, ale i nad
          sobą ... Ciekawa jestem, ile w sobie i czego zgromadziłam przez te wszystkie
          lata, co mnie wzbogaciło, a co jest zwykłym śmietnikiem, którego nie warto
          kultywować i w sobie pielęgnować ... Czy nie wydaje Ci się, że czasem uciekanie
          w pracę, to po prostu strach zostania z samym sobą (zaznaczam: CZASEM nie
          ZAWSZE), nieumiejętność bycia sam na sam z własnym ja lub najbliższą osobą ?
          Tak postrzegają nas ludzie z kultur wschodnich podobno smile
          Serdecznie Cię pozdrawiam, licząc na to, ze Twoje domowe problemy rozwiązały
          się gdzieś w przestrzeni pachnącej choinką i kompotem z suszonych owoców wink
          kasia
      • Gość: izabelski komentarz IP: *.uk.fid-intl.com 30.12.02, 13:40

        > Co zrobić z izabelskim, to sam nie wiem, poradźcie. Jak tu wytłumaczyć
        > dziewczynie, że obejrzenie „Ziemi obiecanej” Wajdy oraz adres zamie
        > szkania w
        > Anglii nie daje jeszcze licencji na odwracanie historii.
        A kto mowi, ze odwracam historie?
        Sam przyznajesz ,ze jej nie znasz wiec nie masz prawa tak twierdzic.
        "Ziemi obiecanej" nie ogladalam.

        Ale może kompromituj
        > się dalej sama. Dawaj, dawaj te adresy, Szanowna Pani, dawaj te linki które
        > pokażą, jaki odsetek Angielek pracował zawodowo w roku 1850, 1900 i 1950,
        dawaj
        >
        > szybko, skoro jesteś taka bystra do pouczeń i tak się douczyłaś historii z
        > internetu.
        Nie mam czasu - w domu bawie sie z dziecmi a nie siedze na internecie.
        A historii nie uczylam sie tylko z internetu.
        Po prawdzie sam chciałem przeszukać jakieś strony poświęcone gender
        > studies, ale doszedłem do wniosku że stracę na to ze 2 godziny, znajdę mało
        co
        > (wszystko płatne), a żadna z Miłych Korespondentek i tak się tam nie
        pofatyguje
        >
        > (wiadomo, praca). Cały ten rozpaczliwie-heroiczny post jest jak „China To
        > wn”
        > Polańskiego: im bardziej chcesz rozplątać, tym bardziej zaplątujesz...

        Kwestia umiejetnosci sledzenia toku myslenia rozmowcy....
        Nie moim jest problemem, ze nie potrafisz nadazac za moimi argumentami.



        Wspomina
        >
        > arystokrację, gdzie matki jakoby zostawały w domu... jeżeli już gdzieś
        > dwudziestoletnie mamy zostawiały ledwo mówiące berbecie na łasce obcych
        ludzi,
        > to właśnie w tej klasie – no cóż, ciężki był los takich dam, ich zawodem
        > była
        > polityka.

        Ich zawodem bylo rozmnazanie sie - ku chwale rodu, a polityka, no coz z tych
        kilku promili wspomnianych przez ciebie w polityce udzielaly sie jednostki...
        Łącznie w, powiedzmy, XVIII-wiecznej Francji, odsetek takich matek
        > wynosił... no, niech strzelę... od 5 do 7 promili (chyba grubo przestrzeliłem
        w
        >
        > górę, bo łącznie arystokracja w ówczesnej Francji nie przekraczała chyba 1%
        > ogółu populacji). No i te fabryki... nie minęło jeszcze dwieście lat od
        czasu,
        > gdy w skończyła się pierwsza rewolucja przemysłowa, ale nie przeskadza to
        > ludziom pisać o „setkach lat fabryk”.
        O ile umiesz rozgladac sie wokol, to fabryki nadal istnieja, nie zniknely wraz
        z zakonczeniem rewolucjii przemyslowej.

        A dlaczego jesli tak szczegolowo komentujesz moj post nie odpowiedziales na
        pytanie:
        ===============================================================================
        Mam wrazenie, ze masz swoj jedyny i sluszny poglad a na grupie tutaj zapytales
        sie tylo po to, zeby potwierdzic swoje zdanie. I gdy okazalo,
        sie, ze zdania
        osob komentujacych twoja wypowiedz sa rozne od oczekiwanych to
        atakujesz
        zamiast dyskutowac.

        A moze milo byloby poznac zdanie twojej zony, co ona widzi w
        swojej pracy ze
        podjela decyzje taka, jaka podjela?

        izabelski(bez jadu)
        ================================================================================

        izabelski(nadal bez jadu)
    • Gość: redd Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.acn.pl 28.12.02, 23:57
      Co człowiek, to opinia...
      Mam tylko jedno pytanie: dlaczego przed podjęciem decyzji o dziecku nie
      uzgodniliście między sobą poglądów na sprawy jego wychowania?
    • Gość: julita Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.8.252.64.snet.net 30.12.02, 02:15
      piekne pytanie!

      ja mysle ze matka nie musi pracowac a powinna byc w domu z dziecmi, kiedy sa
      male. zanim zaczna szkole.

      dlatego nic nie musi zarabiac, ale jezeli nie ma ojca dla dzieci ani innej
      pomocy finansowej to wtedy jest inaczej........

      dlaczego kobiety tak chca pracowac?
      • Gość: thistle Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 31.12.02, 19:46
        Chcą pracować, ponieważ w momencie, gdy dziecko idzie do zerówki, zostają w
        domu same. Pominę aspekt finansowy, stereotyp kury domowej jest tu większym
        problemem. Nie ma się co oszukiwać, każdy chce być doceniany a za dobre
        wychowanie dzieci docenią cię tylko one same - i to nie zawsze. Bezczynność
        intelektualna ( bo prowadząc dom o tej fizycznej raczej nie ma mowy)jest ciężka
        do zniesienia dla wielu kobiet, które po ukończeniu studiów i paru latach
        interesującej pracy decydują się na założenie rodziny.
        Nie czytałam wszystkich postów zbyt uważnie, ale wydaje mi się, że żona sz.pana
        windows pracowałaby również za darmo, aby potwierdzić się poza domem, być
        docenioną nie tylko przez niego. To nie jest wymierne finansowo. Jeśli zostanie
        w domu wbrew sobie będzie nieszczęśliwa i tyle. Dodatkowo może w przypływie
        frustracji zaszkodzić dziecku, z którym być może nie czuje się emocjonalnie
        związana (nie tak często, ale też się zdaża). Tutaj nie ma dobrego wyjścia,
        Współczuję i Pozdrawiam
        • Gość: Rudka Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.bomi.waw.pl / 192.168.1.* 01.01.03, 23:29
          Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak wiele pań napadło na Ciebie. Albo nie
          doczytały, o co Ci naprawdę chodziło, albo zazdrosne (ja nie znam wielu
          facetów, którzy by przejmowali sie do tego stopnia swoimi dziećmi, żonami i
          stosunkami między nimi).
          A do rzeczy: problem choć dobitnie, to jednak tylko zarysowałeś (a może to i
          ja nie doczytałam). Najpierw musisz odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Twoja
          żona tak postępuje. Jak rozumiem, praca ją satysfakcjonuje - w porządku. Ale
          dlaczego w równym przynajmniej stopniu nie cieszy ją bycie z dzieckiem?
          Przyczyn może być wiele. Może zbyt krótko była w domu z dzieckiem i nie bardzo
          potrafi teraz poświęcić mu więcej czasu, może wręcz przeciwnie, wyrwała się
          dopiero co do pracy i chce "nadrobić" zaległości? Może zdaje sobie sprawę z
          realnych zagrożeń, jakie niesie za sobą w przypadku jej pracy odmowa pełnej
          dyspozycyjności? To tylko spekulacje, nie znam dokładnie sprawy, chcę Ci tylko
          uzmysłowić możliwe przyczyny.
          Wiem, że to okrutnie banalna rada, zwłaszcza pewnie w stosunku do Ciebie, ale
          naprawdę szczere rozmowy zainteresowanych stron mogą pomóc. I nie oszczędzaj
          ich żonie, nawet kierowany dobrymi pobudkami. Mógłbyś pokazać jej tę dyskusję,
          gdyby była ona trochę bardziej rzeczowa i na temat. A tak... to może chociaz
          swoje posty? Czasem łatwiej pisać niż mówić, zwłaszcza o takich problemikach,
          które jednak siedząc w ukryciu okrutnie lubią się nawarstwiać i powodują
          wiele nieporozumień i wzajemnych pretensji. Nie odkładaj tego, dziecko
          dostrzega coraz więcej, a jeśli Ty sam nie rozumiesz postępowania żony, jak
          będziesz w stanie wytłumaczyć to synkowi?
          Owocnych rozmów życzę. Rudka
    • farsa Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 02.01.03, 10:15
      windows3.1 napisała:

      > w tym tygodniu (od poniedziałku do piątku) żona widziała dziecko 12 godzin.

      --------------to mało.

      > Godzinę rano i 1-2 godziny wieczorem, około 20-22.

      --------------to zdecydowanie za mało.

      > Chciałbym przeprowadzić mały sondaż. Ile Waszym zdaniem matka musi zarabiać,
      > aby uznać, że dla tych pieniędzy opłaca się tak redukować kontakt z
      > dzieckiem?

      --------------nie mniej niż 7-10 tysięcy.

      >Że te pieniądze rekompensują powyższy tryb spotkań z dzieckiem?

      --------------nie rekompensują.

      > Przy założeniu, że ojciec zarabia wystarczająco na utrzymanie całej rodziny.

      --------------tym bardziej nie rekompensują.

      same konkrety,
      pozdrawiam.
      • Gość: Rudka Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.bomi.waw.pl / 192.168.1.* 02.01.03, 22:12
        Jeszcze raz czytałam Twoje posty i myślałam o sprawie intensywnie. Wiem jedno,
        kariery i dziecka nie da sie pogodzić w żaden sposób. Wypracować kompromis
        pewnie można, ale to tylko kompromis. To co robi Twoja żona w żaden sposób nie
        wygląda na próbę pogodzenia przeciwstawnych interesów. Najgorsze jest to, że
        jak wiesz przyzwyczajenie jest drugą naturą i prędko ten stan rzeczy utrawli
        się tak mocno, że trudno to będzie odkręcić. Nie bardzo będzie wiadomo, co
        dziecko lubi, co myśli, trudno z nim będzie rozmawiać, a w ogóle, to czemu ono
        takie niedobre i takie niewychowane? Godzinka czy dwie dziennie (wliczona
        obsługa higieniczno-żywieniowa), nawet z pławiącymi się w szczęśliwości
        rodzicami, tego nie zmieni. Żadne pieniądze nie rekompensują utraconej więzi z
        dzieckiem; chociaż zawsze można znaleźć pozytywną strone sytuacji, bo nie
        budując takich więzi nie trzeba będzie ich zrywać, co jak wiadomo może być
        doświadczeniem bolesnym.
        Odpowiedzi na pytania najlepiej udzieliła Ci Farsa, podpisuję się pod tym, a
        Ty, otrzymawszy takie "poparcie", zastanów się z połowicą, co z tym zrobić.
        Wszystko może poczekać, małe dziecko nie.
        Z życzeniami znalezienia złotego środka. Rudka
        • Gość: agatka_s Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: 217.11.133.* 03.01.03, 16:11
          A ja uważam, że ilość poświęcanego czasu nie ma wcale takiego automatycznego
          przelożenia na jakość wychowania dziecka i miłość między rodzicami a
          dzieckiem.

          Moje dziecko ma 7 (no prawie 8) lat więc miałam okazję poznać już wielu jego
          rówieśników i ich rodziców i w przedszkolu i w szkole. Mieszkałam w
          podwarszawskim Komorowie, bardzo bogatej miejscowości gdzie standardem były i
          niepracujące mamy z bardzo dobrze (naprawde !!!) zarabiającymi tatusiami i
          bardzo zapracowani oboje rodzice z opiekunkami do pomocy.

          Najgorzej według moich obserwacji potrafiły być zepsute, rozpieszczone i
          naprawde ze zwichniętymi charakterami dzieci z domów gdzie mamy nie pracowały.
          Nie chciałabym tego uogólniać (NIE KAŻDA NIEPRACUJACA MAMA ZWICHNIE DZIECKU
          CHARAKTER !!!) bo oczywiście to było bardzo specyficzne środowisko, bardzo
          zamożnych pań, które pewnie trochę z nudy a trochę ze zwykłej głupoty i głęboko
          ukrytych kompleksów rozpieszczały bezmyślnie swoje pociechy. Mówię o tym po to
          aby pokażać Wam, że samo siedzenie z dzieckiem w domu nie gwarantuje jego
          dobrego wychowania.

          Teraz w szkole mojego dziecka (zwykłej podstawówce rejonowej w jednej z
          Warszawskich dzielnic) są dzieci z różnych domów (gdzie mamy pracują i nie !),
          dzieci też są bardzo różnie wychowane: dobrze, kiepsko, a niektóre mają nawet
          spore problemy adaptacyjne wynikające z fatalnego wychowywania przez rodziców
          (to nie mój pogląd, tylko cytuję wychowawczynię). Ale jakoś nie widzę
          zależności: mama w domu-dziecko super, mama w pracy-dziecko zaniedbane. Ja
          widzę zalezność raczej tego typu: rodzice głupio wychowujący dziecko-dziecko
          źle wychowane, rodzice mądrze podchodzacy do dziecka (i swojej roli w jego
          wychowaniu)-dziecko OK (to taki skrót myślowy to OK).

          Ludzie są różni i dzieci są różne, to co nam wydaje się być idealną receptą na
          wychowanie dziecka (siedzenie z nim w domu np.), wcale nie musi być tą
          obiektywnie idealną metodą. Wydaje mi się, że trzeba być tolerancyjnym i dla
          mam (i tatusiów też oczywiscie !) które świadomie wybierają pozostanie w domu
          i pójście do pracy. W obu przypadkach można osiągnąć zarówno katastrofalne
          jak i wspaniałe rezultaty, a to zależy już tylko od nas samych...

          • mam-darynka Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 03.01.03, 16:31
            A mnie sie zdaje, ze to nie ma znaczenia, co my tu piszemy. Autor watku ma
            swoja teze i kazdy argument przeciwko niej to tylko powod do zlosliwosci wobec
            tych, ktore dany argument uzyly.
            Ktos slusznie zapytal dlaczego nie ustaliliscie swoich planow przed narodzeniem
            sie dziecka? Tak postepuja ludzie rozsadni i odpowiedzialni. Jezeli o opiece
            nad niemowleciem zaczynacie dyskutowac, gdy dziecko jest juz na swiecie to mnie
            sie to wydaje mocno spoznione. Jezeli uwazasz, ze Twoja zona powinna byc w domu
            z dzieckiem, bo Ty zarabiasz wystarczajaco to powinienes byl Ja o tym przekonac
            zanim zaszla w ciaze. A gdyby nie dawala sie przekonac, nie decydowac sie na
            dziecko skoro taki uklad jest dla Ciebie az tak wazny. Teraz to juz troche
            rozpacz nad rozlanym mlekiem - dziecko jest na swiecie, zona chce pracowac,
            musisz szukac kompromisu. Przeciez sie z Nia nie rozwiedziesz i nie przejmiesz
            opieki nad dzieckiem w 100%! A jak tu widzisz - kazda z nas ma inna wizje
            idealnych rozwiazan wiec na jakies jedno wspolne zdanie kobiet z Forum nie
            mozesz liczyc.
            • malini Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 06.01.03, 12:56
              mam-darynka napisała:

              > A mnie sie zdaje, ze to nie ma znaczenia, co my tu piszemy. Autor watku ma
              > swoja teze i kazdy argument przeciwko niej to tylko powod do zlosliwosci
              wobec tych, ktore dany argument uzyly.

              Masz rację.Powiem więcej - facet chce sie pokłócić i przy okazji powymądrzać
              wyszukując "łatwego łupu", czyli wypowiedzi, do których może się przypiąć. Fuj,
              a ja go potraktowałam poważnie.
              Podtrzymuje jednak swoje zdanie, adresowane raczej do Pań niż do Windows'a.
              Wydaje mi sie też,że "wcześniejsze ustalenia" są rozsądne, niestety niektóre
              sprawy "wychodzą" już po zaistnieniu danej trudności (np.ustalamy,że obydwoje
              pracujemy, ale dziecko zajmuje nam więcej czasu niż przewidzieliśmy).
              • Gość: Ola Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.saint 06.01.03, 15:40
                Bardzo chętnie zabrałabym głos w tej dyskusji, ale obawiam się, że nie
                zostałabym potraktowana poważnie, bo:
                a) nie mam dzieci, a opinię na jakikolwiek temat w tej dziedzinie czerpię ze
                skarbnicy jaką są moje niezliczone koleżanki - mamusie smile
                b) wykształcenie psychologiczne jeszcze nie daje takiego prawa.
                Powiem tylko jedno - Windows, baaardzo mi się Twój złośliwy styl podoba smile

                Nie wnosząc nic nowego

                Pozdrawiam smile
                • Gość: julita Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.8.252.64.snet.net 08.01.03, 20:25
                  jeszcze raz powtarzam ze dziecko do 2.5 lat potrzebuje matke w domu, a potem
                  niech ona sobie pracuje, ale niech mu da ta milosc przez pare lat........julita

                  nie mozna kariery i dzieci pogodzic niestety albo jedno cierpi albo drugie!
    • Gość: sancia Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.proxy.aol.com 09.01.03, 21:11

      wiecie co ? - macie racje - ide poczytac dziecku......
    • justka123 Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 10.01.03, 11:25
      Czytałam Wasze posty i chciała podzielić się moimi doświadczeniami.
      Jestem pracującą mamą 1,5 rocznego bobaska, która spędza 9 godzin dziennie z
      nianią. Pracuję głównie z powodów finansowych, dodam że mam wyższe
      wykształcenie, lubię kontakty z ludźmi, lubię swoją pracę. Jednak cały czas mam
      wyrzuty sumienia że nie spędzam wystarczająco dużo czasu ze swoim dzieckiem.
      Kiedy byłam w domu na urlopie macierzyńskim przyznam, że miałam czasem dosyć,
      że wyczekiwałam powrotu męża z pracy aby mi trochę ulżył w opiece nad
      dzieckiem, abym miała trochę czasu na książkę, itd. Czułam się często jak
      typowa kura domowa. Jednak teraz gdy pracuję nie mogę powiedzieć że jestem
      szczęśliwa i moje dziecko widzi mnie zadowoloną.
      Która z tych mam, które uważają że gdy pracują one i ich dzieci czują się
      lepiej, powie mi jak dziecko może dobrze się czuć mając cały czas mamę
      zmęczoną, niewyspaną?
      Pracuję 8 godzin ślęcząc przy komputerze, potem wracam do domu jadąc w
      ogromnych korkach, kiedy muszę skupić całą swoją uwagę i zmęczony wzrok. Kiedy
      w końcu dotrę wykończona do domu, dopada mnie stęskniony dzieciak, który nie
      pozwala mi nawet przebrać się. Cały czas trzyma się mnie kurczowo, nie mogę
      wyjść do toalety, czegoś zjeść. Wydaję mi się jakby moje dziecko rozumiało, że
      widzi mnie mało i chce cały ten czas maksymalnie wykorzystać. Mimo że kocham
      ogromnie swojego synka i też cieszę się chwilami spędzanymi razem nie mam
      często siły na zabawę z nim. Brakuje mi pomysłów w co się bawić, jak
      interesująco spędzać z nim te krótkie chwile. Najczęściej przytulam, biorę go
      na kolana i czytam książeczki, cały czas walcząc z sobą co by nie zasnąć. Kiedy
      maluch idzie spać ja rzucam się w wir obowiązków domowych(sprzątanie,
      gotowanie, pranie). Proszę nie myśleć że mam sterylne mieszkanie i codziennie
      ciepły obiad, tak było kiedy byłam na urlopie. Robię tylko te najważniejsze i
      najpotrzebniejsze rzeczy. Dodam również że wszystko robimy wspólnie z mężem. W
      nocy wstaję jeszcze kilka razy do dziecka.
      Wiecie jaki jest efekt: ja wiecznie niewyspana i zmęczona, dziecko tęskniące i
      wołające mama, mama, mieszkanie go generalnego porządku, stosy prania i góry do
      wyprasowania. Lodówka wiecznie pusta. Smutek że nie widziałam pierwszych kroków
      swojego dziecka, że często nie rozumiem jego zachowania o co musze pytać
      nianię. Staram się wszystko nadrobić w weekendy, ale w 2 dni nie można nadrobić
      bycia mamą, żoną, gospodynią.
      Chciałam jeszcze napisać że moja mama też pracowała gdy byłam mała, a ja miałam
      cudowną nianię. Było to tak że nawet gdy moja mam wracała z pracy ja nie
      chciałam wracać do domu bo mi podobało się u niani. Teraz wiem jak mamie
      musiało być przykro, wiem że bardzo się wtedy starała, ale ja i tak wolałam
      nianię. Dzisiaj kontakt z mamą mam dobry. Jednak nie ma między nami szczególnej
      więzi. spotykamy się często, rozmawiamy o zwykłych sprawach (zakupy, dziecko
      itd. itp.). Nigdy mamie nie opowiadałam o kłopotach i innych ważnych dla mnie
      sprawach. Kocham swoja mamę, bardzo się o nią martwię, wiem że ona tez mnie
      bardzo kocha, ale nasze stosunki nie odzwierciedlają tego. Trudno mi to
      wytłumaczyć.
      Zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno, zaraz zadzwonię do domu...

      PS. Gdyby mój mąż zarabiał pięć cyferek na pewno bym nie pracowała, a dla
      poprawy nastroju zrobiłabym jakiś kurs języka i studia podyplomowe. I to
      wszystko w weekendy, a wtedy mąż mógłby spokojnie nacieszyć się dzieckiem, bo
      nie miałby innych zajęć w domu.
      • Gość: a. Re: do justki123 i nie tylko IP: *.stacje.agora.pl 10.01.03, 12:14
        Bardzo dziękuję ci za to co napisałaś - jestem w podobnej sytuacji i czuję
        dokładnie to samo co ty, dodam że jestem pracującą mamą już dwójki dzieci.
        Ale chyba nie wszystkie kobiety są takie same. moja siostra nie pracuje i
        opiekuje się synkiem. i jest z tego powodu głęboko nieszczęsliwa. ona bardzo
        kocha synka ale wyrażnie jest zmęczona nim i swoim zyciem przede wszystkim.
        Czasem mam wrażenie, że ja będąc bardzo krótko z moimi dziećmi poświęcam im
        więcej czasu i zaangażowania niż ona. Jej się nic nie chce i ciągle jest
        zmęczona. Przez krótki czas (okolo pół roku) miała okazję pracować i zarówno
        ja jak i mama widzialyśmy, ze jest z nią dużo, dużo lepiej. i mniej krzyczy na
        swojego nieznośnego synka i lepiej wygląda i wiecej się uśmiecha. Jestem
        przekonana, że wlasnie ona powinna pracować. Gdybym tylko mogła, chętnie bym
        się z nią zamieniła.
        Pozdrawiam
        • Gość: Rudka Re: do justki123 i nie tylko IP: *.bomi.waw.pl / 192.168.1.* 11.01.03, 22:35
          Justka, dzięki za słowa prawdy. Jesteś chyba jedyną pracującą mamą, która
          otwarcie przyznaje, że nie jest wcale tak różowo, jak głoszą wielbicielki
          hasła, że "lepiej spedzić z dzieckiem mniej czasu, ale być spełnioną
          zawodowo"" itd. Tak, zawsze wydawało mi się, że jest w tym jakiś fałsz...
          • Gość: agatka_s Re: do justki123 i nie tylko IP: *.acn.pl 12.01.03, 11:28
            Takie myślenie bardzo mi się nie podoba. Nie można zakładać z góry, że w
            czyichś wypowiedziach jest fałsz ! W końcu dlatego, że ja uważam, że nigdy nie
            zdobędę Nagrody Nobla (no niestety..., a szkoda), nie mogę mówić, że ci co
            twierdzą, że ją zdobęda (i zdobywają w efekcie) musza coś tam kręcić (no, nieee
            ja i Ziuta tak nie potrafimy, to ona też nie może tego dokonać...)

            Boże przecież ludzie są różni i podchodzą do różnych spraw różnie, w tym i do
            pracy zawodowej i do sposobu wychowania dzieci. No i jeszcze jedno bardzo
            istotne: jednym coś wychodzi lepiej a innym gorzej, jedni uważają pewne rzeczy
            za istotne a inni inne. Znam rodziny gdzie obiad musi być codziennie i to
            kilkudaniowy zrobiony przez zapracowaną mamę, pędzącą po pracy, która pada na
            nos ale ma to za punkt honoru, aby ten cholerny obiad podać. No i te ciągłe
            wyrzuty sumienia jak nie daj Boże coś pójdzie nie tak... Ale są kobiety, które
            potrafią machnąć ręką na te wszystkie konwenanse-stereotypy i skoncentrować się
            na rzeczach ważnych z ich punktu widzenia. I wcale nie oznacza to, że dziecko
            na tym cierpi, to jest tylko kwestia innej organizacji życia. No ale to jest
            duża umiejętność i nie każdy to potrafi. Niestety czasem wybór takiej kobiety
            może się innym wydawać kontrowersyjny, ale uszanujmy to, że można mieć inny
            pomysł na życie i wychowanie dzieci. A jak ktoś mówi, że coś mu wychodzi i
            jest z tego zadowolony i dumny to nie twierdźmy że napewno musi być w tym
            fałsz. Fałsz to jest w tym, jak ktoś najlepiej czuje się w domu z dziećmi i
            uważa to za najważniejszy priorytet w swoim zyciu, a mimo to chodzi do pracy i
            czuje się z tego powodu nieszczęśliwy (fałsz jest potrójny: wobec siebie, wobec
            swoich dzieci no i wobec pracodawcy). Gdybym chciała zostać w domu i
            uważałabym to za ważne to poprostu już dawno wymysliłabym sobie coś aby
            pogodzić chęć bycia w domu z koniecznością ekonomiczną.



            • Gość: Kamyk Re: do justki123 i nie tylko IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 19.01.03, 22:41
              do agatka_s:
              Pani Agatko, Pani nie zrozumiała zupełnie co do Pani mówił Windows sad
              Choćby krzyczał tysiąc razy głośniej to nie zrozumie Pani ani nie usłyszy tak
              naprawdę o czym on mówi. Krzyżowcy popkultury już Panią nawrócili. Jak to
              mawiają przedstawiciele dżenerejszan ex - na maxa sad sad
    • jerico Re: matka, dziecko, pieniądze, praca 21.01.03, 11:32
      windows3.1 napisał:

      > w tym tygodniu (od poniedziałku do piątku) żona widziała dziecko 12 godzin.
      > Godzinę rano i 1-2 godziny wieczorem, około 20-22.
      > Trudno to nazwać widzeniem dziecka...
      > Chciałbym przeprowadzić mały sondaż. Ile Waszym zdaniem matka musi zarabiać,
      > aby uznać, że dla tych pieniędzy opłaca się tak redukować kontakt z
      > dzieckiem?
      Conajmniej 5 tys. netto, ale ja jestem z Wrocka, a tu zarobki są dużo niższe,
      niż w Warszawie...
      Że te pieniądze rekompensują powyższy tryb spotkań z dzieckiem?
      A kto powiedział, że rekompensują? Trzeba o to zapytać dziecko...Sama jestem
      mamą prawie czterolatka i wiem, że nie ma takich pieniędzy...Chwil spędzonych z
      dzieckiem (zwłaszcza z tak małym dzieckiem)nie można przeliczyć na żadne
      pieniądze...Niestety mój mąż nie zarabia na tyle, żebyśmy mogli się utrzymac z
      jego pensji w trójkę, dlatego muszę też pracować...Ale jest to konieczność, a
      nie mój wybór...Ale mimio wszystko nie rozumiem Twojej żony...
      > Przy założeniu, że ojciec zarabia wystarczająco na utrzymanie całej rodziny.
      Tym bardziej jej nie rozumiem...Ona chyba nie wie jak wiele traci i że ten czas
      już nigdy nie wróci...Przykro mi...
    • aga_11 Poświęcenie matki... 21.01.03, 16:14
      MOja mama przez całe życie się dla nas (mnie i barta) poswięcała. Pracowała
      jako nauczycielka "żeby mieć więcej czasu dla dzieci. Z powodu dzieci
      nawiązywała tylko takie znajomości, gdzie małżeństwo dysponowało dzieciątkiem w
      wieku dla nas odpowiednim. Z doktoratu zrezygnowała, bo nie straczało jej czasu
      na zajmowanie się mną. Przez całe życie po pracy leciała prosto do domu, zeby
      ugotować obiadek. W życiu nie wiedziałam co to świetlica czy żłobek, do
      przedszkola chodziłam tylko do obiadu.
      No i co?
      Kiedyśmy trochę dorośli, mam zaczęła czuć się coraz bardziej niedoceniana. No
      bo jakże to? ona całe swoje życie podporzadkowała nam, a mny ośmielamy się
      dorastać, mieć własne zdanie, inne autoorytety itp? Przecież to jawna
      niewdzieczność.
      To jeden aspekt - poczucie niespełnienia, pretensja do tych którzy -
      nieświadomie przecież i bez pytania o zdanie, czy naprawdę tego chcemy - ją
      wykorzystali.
      Drugi -to już nie "urojenia". PO skończeniu studiów wyjechałam do innego
      miasta, ostatnio brat zamieszkał ze swoją dziewczyną. Zostało puste mieszkanie,
      i niewielka emerytura (na szczęsie i tak nie ta nauczycielska) tylko po mężu (
      nie nadmieniłam że i w międzyczasie zmarł).
      A przecież i tak nie należała do tych matek, które rezygnują z prcy całkowicie -
      po prostu ograniczyła swoje aspiracje (myślę, że rzeczywiście było ją na to
      stać, ale zabrakło samozaparcia).
      Ja procuję 8h dziennie, po 1 h w każdą stronę do pracy i z. Czasu, jaki spędzam
      z dzieckiem nie liczę, czasem jest to tylko "opieka logistyczna)"9nakarmić,
      podać ubranie, ucałować do snu), czasem - kilka godzin wspołnej zabawy.
      Czasem jestem ogromnie zmęczona, czasem mam ogromne wyrzuty sumienia - jak też
      to moje dziecko funkcjonuje i jak będzie funkcjonować?
      Ale jeśli osiągnę tylko tyle, ile będę umieć, nie obarczę jej za to
      odpowiedzialnością. A jesli zostawi nas, bedę miała własne życvie, przyjaciół,
      zainteresowania i srodki do życia na starosć. I te kótkie (mam nadzieję zę nie
      tak bardzo) chwile które będziemy spędzać razem poświecimy na przyjemniejsze
      rzeczy niż rozpamietywanie "co by było gdyby"


      Musze konczyc i - biec na zebranie dzieckowego kolka teatralnegosmile)
      Aga

      • Gość: agatka_s Re: Poświęcenie matki... IP: 217.11.133.* 21.01.03, 17:48
        A ja zawsze byłam dzieckiem z kluczem na szyi. no i co ? Nic, uważam że
        wyrosłam na całkiem fajną z dobrze poukładanymi belkami w głowie osobę. Moja
        mama lekarka, ordynator bardzo dużo pracowała zawsze, ale mimo to byłam bardzo
        szczęśliwa, bo choć nie wiem co to obiad zrobiony przez mamę (akurat u nas
        gotował tata bo to lubił) to i tak mogłam na nią liczyć i zawsze czułam jak
        bardzo mnie kocha.

        Teraz jest wspaniałą babcią (choć nadal pracuje zawodowo), pomaga mi bardzo i w
        zasadzie jest takim trochę moim przedłuzeniem w wychowaniu dziecka, nauczyła
        się przy wnuku wielu rzeczy na które jak ja byłam dzieckiem nie było czasu a
        moze i cierpliwości (czasem wprawia mnie w prawdziwe osłupienie do czego dzis
        dla wnuka jest zdolna !!!). Ale nadal ma swoje sprawy, życie zawodowe, wydaje
        zarobione pieniądze, dobrze się ubiera, podróżuje po świecie i to jest chyba
        OK. W końcu w życiu nie jest się tylko matką czy babcią.
    • Gość: Aloha Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.k.mcnet.pl 23.01.03, 15:33
      W odpowiedzi na sondaż - jezeli mój mąż będzie zarabiał tyle co ja (a na razie
      zarabia 2 razy mniej niż ja)to będę miała ten komfort, żeby nie siedzieć w
      pracy po 10-12 godzin tylko poświęcić czas dziecku. Niestety z jego pensji nie
      da się utrzymać i jeszcze spłacać kredyt mieszkaniowy.

      Aloha
    • Gość: sicilia Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.37.76.212.in-addr.arpa.auth-el-0209568.acn.pl 26.01.03, 12:53
      Chyba nie ma co wieszać psów na człowieku. Myślę, że oprócz zarabiania
      pieniędzy - być może w Twoim przypadku żonie jest to potrzebne z jakiś
      przyczyn, wiesz dlaczego ? - ważne dla niej jest bycie z innymi ludźmi,
      zwłaszcza jeśli Ty "zarabiasz" większość czasu, który ona spędza z dzieckiem.
      Wierz mi - to jest frustrujące nawet jeśli kocha się dziecko i chce dla niego
      jak najlepiej. A w dzisiejszych czasach nie tak łatwo jest znaleźć lzejszą
      pracę czy pracować np na pół etatu. Sama przerabiam ten problem - na razie
      wzięłam urlop wychowawczy - ale jest to możliwe tylko do czasu. Tylko że w moim
      przypadku to ja utrzymuję dom a mąż nie chce pójść na wychowawczy - bo jego
      zdaniem jest już w takim wieku (30 lat), że aby coś osiągnąć (co??) nie może
      przerwac pracy. Także to jest problem nie kobiety, ale także mężczyzny, naszego
      świata w ogóle.
    • windows3.1 tak ogólnie 27.02.03, 17:01
      Wiecie Panie co, siedziałem sobie wieczorem w hotelu, w pewnym rzadko
      uczęszczanym kraju, i przeglądałem zabraną z kraju Politykę. Trafiłem tam na
      świetnie napisany tekst o zmianiającym się modelu rodziny, tekst na kanwie
      wątku o, za przeproszeniem, bękartach. W dodatku kilka dni wcześniej obejrzałem
      w telewizji American Beauty, też o modelu rodziny, tym razem na kanwie watku u
      kryzysie wieku średniego. Tak się tym wszystkim wzruszyłem, ze spędziłem część
      nocy na powrocie do niniejszego wątku, który w zasadzie zamierzałem zarzucić.

      Podręcznik agitatora nakazuje, by unikać rozmowy z tłumem (przepraszam
      za wyrażenie; miało być: ze zbiorowością). Dlatego tym razem postanowiłem
      zmienić strategię, co widać poniżej. Treść jest z grubsza ta sama, tylko
      orkiestracja nieco inna; nie wiem która lepsza. Niestety w miarę jak płynął
      czas moja produktywność spadała, więc Panie którym miałem zaszczyt odpowiadać
      na końcu mogą poczuć się nieco zlekceważone – absolutnie nie było to moim
      zamiarem i z góry przepraszam.

      Jeszcze jedno zastrzeżenie na koniec. Zakładając wątek nie chciałem
      dyskutować: a) o tym czy kobieta powinna pracować czy wychowywać dziecko; b) o
      tym jaki powinien być podział ról między mamę i tatę. Owszem, potem tu i ówdzie
      dałem się podpuścić. Ostatniej nocy też kusiło mnie, żeby spróbować wymyśleć tu
      swoją teorię budowy kosmosu. Ale bałem się że do rana mogę nie zdążyć, więc
      odpuściłem (choć trudno mi nie zgodzić się z niektórymi zarysami teorii
      wszechświata, zostawionymi tu przez kasię, julitę, thistle, rudkę, justkę,
      jerico, agę_11, sicilię, a nawet – o jezu, jak mi trudno przychodzi napisanie
      tego – przez agatkę_s). No więc ograniczyłem się do naszych tradycyjnych
      uprzejmości.
      • windows3.1 zwłaszcza do Kasi 27.02.03, 17:02

        Kasia, wtedy w grudniu jakoś prześlizgnąłem się nad Twoim postem, bo jak się
        walczy na arenie o życie przeciw lampartom i tygrysom to nie ma czasu na
        uprzejmości, sama rozumiesz.

        Twoje ale są moimi ale, jak mawiali czerwonoskórzy zadzierzgając więzy krwi i
        angielscy piwosze, podkradając sobie nawzajem kufle. Z tym, że przecież z moich
        postów wylewają się zastrzeżenia, zarzekania i deklaracje jaki to ja jestem
        kompromisowy. Dokładnie tak jak Raskolnikow. On też nie chciał walczyć z
        niesprawiedliwością świata – przeszło mu tak w okolicach dwusetnej strony. On
        miał tylko skromny, kompromisowy, umiarkowany plan – przy pomocy siekiery nieco
        tą niesprawiedliwość uporządkować. I ja, wyobraź sobie, tak samo. Nie zamierzam
        wdrażać sprawiedliwości startując w wyborach z hasłem obowiązkowego, płatnego,
        szesnastoletniego urlopu macierzyńskiego. Wystarczy mi zgniły kompromis (jezu,
        w dotychczasowych postach wymieniłem to słowo już 7 razy, mam nadzieję że moja
        polonistka tego nie czyta). Żeby w tej niesprawiedliwości, która każe oddawać
        dwuletnie dziecko obcym ludziom, było choć trochę porządku. Żeby dziewczyna nie
        musiała wybierać między fascynujacym zajęciem składania długopisów w przerwach
        między karmieniem dziecka, a dziesięciogodzinną kuracją ozonową przy biurowym
        faksie. Tak więc jak widzisz, tchórzliwie uchylam się przed Twoimi ale,
        twierdząc że mnie nie dotyczą. Niemniej w miarę jak moja empiria z czasów
        pampersów i podgrzewaczy odchodzi w niepamięć (a deja vu chyba nie będzie) mam
        skłonności do radykalizacji – więc kto wie, w 45 odsłonie tego forumowego
        serialu może któreś z Twoich zastrzeżeń trafi mnie w ucho.

        Tymczasem jest już luty, Twój syn ma chyba 2 miesiące, więc piszę pewnie w
        powietrze, bo jak sądzę od kilku tygodni wzięłaś samą siebie w nawias. Ale jak
        zacznie przesypiać całe noce może któregoś wieczora będzie Ci się chciało
        jeszcze tu zajrzeć. Na razie nie warto, lepiej spróbować marcowych spacerów. Co
        przypomia mi, że ja ze swoim wyszedłem pierwszy raz na spacer 17 marca 1999
        roku (sprawdziłem po dacie na filmie wideo).
      • windows3.1 zwłaszcza do Izabelskiego 27.02.03, 17:03

        Motto:
        „nie krytykuj tylko się doucz – internet jest doskonałym do tego miejscem”
        [z księgi mądrości cyberśmietnika]

        Koleżanko, miałaś 8 tygodni na podanie mi tych linków, gdzie można douczyć się
        z internetu. Wyobrażałem sobie to tak: w ciągu pierwszych czterdziestu sekund
        podajesz swoje trzy ulubione URLe, potem zastanawiasz się jakieś 5 minut,
        szukasz trochę w swoich notatkach, po czym podrzucasz następne sześć linków.
        Potem postanawiesz okazać trochę litości i korzystając ze swojego ogromnego
        doświadczenia, rozpoczynasz nieco bardziej systematyczne poszukiwania.
        Zabierają Ci one po jakieś pół godziny przez trzy kolejne dni, po czym
        zsypujesz mi jeszcze kolejne 15 adresów. Ja zaczynam je przeglądać, i masz mnie
        na dwa miesiace z głowy.

        Żartuję, oczywiście że tego sobie nie wyobrażałem. Nie potrafisz podać ani
        jednego linku, do którego mnie tak chętnie odsyłałaś. Nigdy w życiu nie byłaś
        na żadnym site poświęconym gender studies. Nigdy w życiu nie próbowałaś
        dowiedzieć się czegoś z internetu o historii społecznej. Nigdy w życiu nie
        czytałaś nic w internecie o pracy kobiet. Nigdy w życiu nie odwiedziłaś żadnej
        domeny poświęconej sufrażystkom, emancypacji i równouprawnieniu. Nigdy w życiu
        nie zajrzałaś do żadnego z elektronicznych periodyków poświęconych ruchowi
        wyzwolenia kobiet. Jak przyjdzie co do czego potrafisz jedynie napisać, że w
        domu bawisz się z dziećmi a nie siedzisz na internecie, i że historii uczyłaś
        się nie tylko z internetu.

        Pozwól wyrazić tu wątpliwość czy w ogóle uczyłaś się historii dłużej niż do
        matury. Piszesz teorie które nie zasługują na miano [art. o kontroli publ. i
        wid. Dz.U. 13/12/1981] tylko dlatego, że są tak zabawne. Jak wynika z Twojego
        poprzedniego postu („fabryki nie zniknęły wraz z zakończeniem rewolucji
        przemysłowej”wink, nie rozumiesz nawet terminu „rewolucja przemysłowa”. W
        porządku. Blefować każdy może – to przecież tylko igrzyska. Ale blotka może
        udawać figurę tylko do sprawdzenia. Przykro mi.

        .....

        przykro mi zwłaszcza że muszę robić z siebie świnię podczas gdy Ty że jesteś
        taka miła z tym brakiem w nawiasie. Aha, i ukłony za te zabawy z dziećmi.
        • izabelski Re: zwłaszcza do Izabelskiego 28.02.03, 15:25

          > Koleżanko, miałaś 8 tygodni na podanie mi tych linków, gdzie można douczyć
          się
          nie jestem twoja Kolezanka, wiec wypraszam sobie
          A jesli masz ochote poczytac to oto co znalazlam w ciagu 5 minut poszukiwan,

          216.239.53.100/search?q=cache:f4c_sZFN5cgC:www.ohiou.edu/oupress/hiddenhandsrelease.htm+women+working+
          industrial+revolution+statistics&hl=en&ie=UTF-8

          www.boondocksnet.com/labor/history/abbott/abbott_apb.html
          www.mtholyoke.edu/courses/rschwart/hist151/projects/christina.html
          Ciekawa jestem dlaczego plujesz jadem na mnie?
          Czyzbys pracowal jako middle manager?

          izabelski
      • windows3.1 Zwłaszcza do redda i mam-darynki 27.02.03, 17:03
        No wiecie, dobre pytanie.... sam nie wiem dlaczego... jakoś tak chyba z
        głupoty... przecież każdy rozsądny człowiek, zanim sprawy zajdą za daleko,
        uzgodni poglądy na wychowanie dziecka. Ale w naszym przypadku wszystko poszło
        jakoś tak kiczowato i po sztubacku: dziwnie miękko na żołądku, przypadkowy
        kosmyk włosów na ustach, za dużo tlenu w powietrzu, te sprawy... zapomniałem
        dziewczyny zapytać i teraz macie, kaszana... Zresztą cholera, skąd mogłem
        przypuszczać że taki kwiatuszek stanie się dyrektorem ds. sprzedaży.
      • windows3.1 Zwłaszcza do mam-darynki i malini 27.02.03, 17:04
        nareszcie ktoś mnie docenił, z tą tezą. Bo wiecie, mi się wydawało że ja już
        czasami gonię w piętkę. Więc mam prośbę: poratujcie i napiszcie, jaka to jest
        ta moja teza. Odtąd będę się niej trzymał. Tylko błagam, nie piszcie po raz
        kolejny, że moja teza to „żona powinna być przy dziecku a nie w pracy”, bo
        chyba się rozchoruję jak będę musiał po raz czwarty zaprzeczać. Nieźle byłoby
        też gdybyście podpowiedziały, jakich argumentów używałem – będę się musiał ich
        nauczyć.
      • windows3.1 Zwłaszcza do Rudki 27.02.03, 17:04
        Ee, wiesz co, chyba nie ma co pytać dlaczego tak się dzieje. Myślę że ja to
        rozumiem – Ty przecież też, napisałaś to w swoim drugim poście. Jeśli w pracy
        awansujesz za szybko, albo jeśli dziecko urodzisz za późno (zgadnij który z
        tych dwu wariantów nam się zdarzył), to wtedy nie ma dylematu: biegać koło
        dziecka czy iść do roboty na 8 godzin. Wtedy jest dylemat: biegać koło dziecka
        czy iść do roboty na 12 godzin. Owszem, Miles and More utrzymuje twój status
        Senatora kiedy jesteś na urlopie macierzyńskim i kiedy latasz tylko na trasie
        kuchnia – łóżeczko. Ale każdy inny senator albo sam się nauczył, że wychodzi z
        biura o 20-tej, albo tak go wytresowano. Dla senatorów kompromis czas w pracy
        vs czas w domu nie istnieje, chyba że chcesz udawać że 19% bezrobocie to tylko
        przekłamania statystyki. Dlatego pytam tylko o inny, podły, śmierdzący
        kompromis, a mianowicie za ile warto się sprzedać.

        Chociaż dręczy mnie myśl, że rację może mieć malini, i że faktycznie bardziej
        niż ilość atmosfer w biurze liczy się to, czego nie ma w domu. W porządku, wiem
        czego brakuje; od lat nie ma już tego miękkiego żołądka, tych włosów, i ten
        tlen też gdzieś się zapodział... ale przecież ciągle jest te dwadzieścia kilo
        żywej wagi, które szwenda się po mieszkaniu, czy to nie wystarczy?
      • windows3.1 zwłaszcza do Farsy 27.02.03, 17:05
        jesteś moim farsowym idolem. Wyobraź sobie, że tak właśnie wymyśliłem sobie ten
        wątek:

        - za 7 tysięcy;
        - ee nie, przesada, wystarczy 2;
        - bzdury gadacie, musi być co najmniej 10

        O sancta simplicitas, no nie? Ty chyba nie jesteś kobietą.

        PS. Wybacz jeśli miałaś coś jeszcze na myśli, niestety jestem bezradny. Wybacz
        posądzenie jeśli nie miałaś nic na myśli, bardzo proszę.
      • windows3.1 zwłaszcza do jerico 27.02.03, 17:05

        Dzięki za info. Tak jak przypuszczałaś, to o rekompensacie to był tylko taki
        greps.
      • windows3.1 zwłaszcza do kasi_ani 27.02.03, 17:06
        Wypełniłem PIT, daj adres to Ci prześlę!
      • windows3.1 Zwłaszcza do malini 27.02.03, 17:06
        Proszę państwa, a więc mamy pierwszą zmianę stron! Malini przechodzi na
        stronę „przeciw”, proszę zrobić miejsce, o tak, kamera, najazd proszę, prosimy
        o wykadrowanie! Proszę pozwolić, już biegnę z mikrofonem, trochę mi się plącze
        kabel, ale oto jesteśmy. Prosimy o uzasadnienie swojej decyzji, co Panią
        skłoniło do zmiany stron?

        Aa, prowokator, chce się pokłócić? Interesujące, interesujące, dziękujemy za
        wypowiedź! Co Panią przekonało do takiej opinii? Czy jeśli wraca tak uparcie, i
        jeśli coś go tak bardzo kręci, to nie znaczy że jednak coś jest na rzeczy? Czy
        może sądzi Pani, że to licealista który załozył się z kolegą, że zarwie jedną z
        korespondentek?

        Chce się powymądrzać? Prosimy o przykłady... aha, zna albo udaje że zna jakieś
        odsetki, jakieś cytaty, jakies statystyki, rzeczywiście kompromitujące... a
        oprócz tego stara się nie zanudzić, popisuje się, faktycznie muszę przyznać że
        to bardzo nieładnie... Tak, gratuluję diagnozy, rzeczywiście, zdemaskowała go
        Pani!

        Czepia się i szuka łatwego łupu? No tak, faktycznie, ale przyzna Pani że kto
        szuka ten znajdzie, takie łupy jak Pogardliwa Perfekcjonistka i Kontrowersyjna
        Klio nieczęsto się zdarzają... że mimo to trzeba okazać trochę litości? Tak, ma
        Pani rację, niestety, faceci są tak małostkowi... Ale na obronę oskarżonego
        proszę łaskawie zważyć, że ostrzegał aby nie czytać jeśli kto nie musi...

        Zapraszamy do nastepnej rundy! Nic jeszcze nie jest zdecydowane! Przypominam,
        że w naszym konkursie strony można zmienić tylko 5 razy! Teraz przerwa na
        reklamy, proszę zostańcie Państwo z nami!
      • windows3.1 Zwłaszcza do agatki_s 27.02.03, 17:07

        Uprzejmie donoszę, że oprócz mamy z Wrocka na listę pt. „do pogardzania” należy
        jeszcze wpisać:

        justkę123
        a.

        Najbliższa dostawa pogardy już za tydzień, w kolorowej prasie w kiosku (tej
        powyżej 5 złotych; tańsze pisma mają inny
        • windows3.1 poprawka 27.02.03, 17:17

          Uprzejmie donoszę, że oprócz mamy z Wrocka na listę pt. „do pogardzania” należy
          jeszcze wpisać:

          justkę123
          a.

          Najbliższa dostawa pogardy już za tydzień, w kolorowej prasie w kiosku (tej
          powyżej 5 złotych; tańsze pisma mają inny target group, w uboższych warstwach
          pogarda jeszcze nie sprzedaje się tak dobrze)
      • windows3.1 zwłaszcza do sicilii 27.02.03, 17:07
        Rany, kto tu wiesza psy na człowieku, rzeczywiście tak to wyszło? Owszem,
        czasem jak mam dość to sobie trochę powieszam, ale generalnie staram się unikać
        sznura. Generalnie dominuje raczej, jak by to powiedzieć, wściekłość że ona się
        tak daje robić w konia
    • windows3.1 i jeszcze na zakończenie 27.02.03, 17:08
      Jak przeczytałem powyższe musiałem przyznać, ze malini słusznie przeszła na
      drugą stronę. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że zaczynałem ten wątek z
      dobrymi chęciami; zbiesiłem się po drodze, a błaznować zacząłem dopiero na
      samym końcu, jak mi przeszła złość. Usprawiedliwienie numer dwa: może za jakiś
      czas jeszcze mi się zbierze na małą summę technologiae. Ale chyba dopiero
      latem, bo wtedy jest najbliższa szansa na kilka wolnych wieczorów pod rząd.
      • Gość: AGA Re: i jeszcze na zakończenie IP: 194.181.128.* 04.03.03, 14:49
        Człowieku !Ty jesteś zazdrosny o karierę żony!!!Po prostu!O co Ci tak na prawdę
        chodzi?Przecież skoro została dyrektorem to jest mądrą, wartościową kobietą.Tak
        pokierowała swoim życiem i na pewno nie jest wyrodną matką.Dziecku zapewniła
        opiekę.Nie daje się wykorzystywać , bo gdyby tak było poradziłaby sobie.A Ty?
        Dlaczego miałaby wracać do dwudziestokilowego dzieciątka?Przecież powinna
        wracać do DOMU (nie mieszkania!) - a tam powinieneś czekać na nią ze swoim
        ciepłem ,łagodnością.Wtedy będzie się jej chciało wracać...A Ty wykpiwasz
        wszystkie Panie tu piszące,czy na prawdę uważasz, że żadna z nich nie ma ani
        odrobiny racji?Otóż ma.A Ty ze swoim wykpiwanim masz dość dziwne podejście do
        kobiet i pewnie żony też nie szanujesz , bo to tylko kobieta( jeśli jest
        inaczej , przepraszam).To zaskakujące kwiatuszek tyle osiągnął nie jest już
        pokorny, spokojny ,ma swoje życie poważną firmę i sranowisko - nie tak to sobie
        wyobrażałeś, co?Ale ona tak chce, prawda - gdyby nie chciała zmieniłaby swoje
        życie i zajęłaby się dzieckiem.Ma do tego prawo.W Waszym małżeństwie coś się
        chyba pokomplikowało i to stąd wynika Twoje rozgoryczenie...Przykro mi ,że dość
        ostro Cię potraktowałam, ale takie są moje odczucia...
        • Gość: AGA Re: i jeszcze na zakończenie IP: 194.181.128.* 05.03.03, 10:50
          Oczywiście "firmę i stanowisko", sorry za literówkę.
      • Gość: notting_hill Re: i jeszcze na zakończenie IP: *.visp.energis.pl 06.03.03, 22:50
        Myślałam że ten wątek się już wyczerpał, bo skoro koleżanki (fakt że tylko
        niektóre) dały upust swoim niezłomnym przekonaniom o samorealizacji i wzburzone
        zabrały zabawki do innej piaskownicy, a pozycje w okopach zostały już zajęte...
        To jednak może dorzucę i swoje trzy grosze, bo ten wątek, muszę przyznać
        poruszył mnie jak rzadko który tutaj.
        To czy są pieniądze (albo inne bonusy) za które warto się sprzedać to pewnie
        rzecz indywidualna. Dla jednego będzie to pensja, dla innego te przysłowiowe
        podróże w Business Classie, a może też i poczucie ważności, władza,
        adrenalina... A może to wszystko razem wzięte. Część negatywnych reakcji
        wywołało z pewnością prowokacyjnie postawione przez Ciebie pytanie. Pozwól, że
        zapytam inaczej: czy sądzisz, że gdyby za sprzątanie kibli płacili
        pięciocyfrowe pensje, Twoja żona biegała by tam z równym zapałem?
        Bardzo przemawia do mnie Twoje zdanie, że gówniarze od marketingu (ale również
        socjotechniczni manipulatorzy od organizacji zarządzania) wmówili nam że nasze
        szczęście jest mierzalne satysfakcją z pracy po 12 godz. dziennie. Ale myśmy
        przecież to chętnie kupili...
        Coś takiego się z ludźmi porobiło, że większą wartością wydaje się
        uczestniczenie w posiedzeniu zarządu, niż ugotowanie zupy. Większą wartością
        uznanie prezesa niż uśmiech własnego dziecka. Przykro mi, windows, że muszę w
        tym miejscu jednak użyć wyświechtanego chwytu i przywalić toporem spod znaku
        walki klas- to jest ten męski świat władzy i pieniędzy do którego część kobiet
        chce też się załapać. Domowe zajęcia nie są ani prestiżowe ani dobrze opłacane,
        bycie dyr. ds. sprzedaży takie bywa...Nie wiem czy to dobrze czy źle do tego
        aspirować.Pewnie to kwestia zapatrywań. Rozumiem, że kiedyś (czytaj: kiedy
        jeszcze był ten tlen i te włosy)nie było mowy o ustalaniu poglądów na te
        sprawy, bo warunki były jakby inne. Najwyraźniej Twoja żona polubiła w tzw.
        międzyczasie model życia rodem z kolorowych magazynów za 8 PLN. To zabrzmiało
        ironicznie, al wiemy przecież o jaki target chodzi.
        Pocieszające jest jednak to, że mody się zmieniają. Za chwilę i do nas
        przyjdzie (bo recesja to trochę jednak opóźniła)trend na MILKIES i może, bęc!
        wszyscy będziemy szukać szczęścia i spełnienia gdzie indziej?
        Może zdarzyć się jednak i tak (co w gruncie rzeczy jest radykalne, ale
        empirycznie sprawdzone- działa!), że wyniki sprzedaży nie będą chciały ciągle
        szybować w górę, a nieubłagane prawa wilczego rynku spowodują, że dotychczasowy
        dyr. ds. sprzedaży straci swoje biurko, służbowy samochód, komórkę bez limiu
        rozmów i firmową kartę na wydatki reprezentacyjne, i niestety może dopiero
        wtedy odkryje że życie jest całkiem gdzieś indziej, nie na lunchu w
        czterogwiazkowej restauracji.
        I może jednak ten problem nie musi zostać przedstawiony jako dylemat między
        dwiema skrajnościami, a w rezultacie sprowadzony do wyboru między kompletnie
        różnymi postawami życiowymi...
        Może jako pracownicy najemni mamy prawo domagać się bardziej elastycznego
        podejścia do kwestii czasu pracy. Uff, zabrzmiało jak z Marksa smile Wiem, że to
        pewnie straszna naiwnosć z mojej strony, w sytuacji gdzie każda praca jest
        lepsza niż żadna, więc może jeszcze na to nie pora, ale model pracy po
        kilkanaście godzin dziennie obojętnie czy wykonuje ją mężczyzna czy kobieta
        trzyma się dzielnie jeszcze tylko w takich bastionach jak Polska. Czemu się nie
        ma co dziwić, przechodzimy przyspieszony kurs ewolucji społecznej, ale w końcu
        zrozumienie, że człowiek nie został stworzony wyłącznie do pracy na rzecz
        korporacji i do nas przyjdzie. Wtedy nasze dzieci będą już pewnie dorosłe, ale
        nadzieja zawsze jest.
        Wszystkich którzy się odrobinę nad tym dylematem zastanowili pozdrawiam. Może
        za jakiś czas będzie nas więcej...

      • windows3.1 lato już prawie minęło 07.09.03, 23:22
        ... a ja dalej się nie zebrałem na pisanie. Ale ten weekend spędziłem z
        dzieckiem w nastroju refleksyjnym (w Decathlonie, w ZOO, na łąkach pod
        Wołominem, na bulwarze nad Wisłą, w Królikarni, na basenie, w McDonalds), więc
        do Bożego Narodzenia może zdążę.
    • Gość: zmija10 Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: 213.17.170.* 07.03.03, 11:40
      Notting_hill ujęłaś sedno sprawy. W obliczu tej całej poprzedniej szamotaniny
      Twoja wypowiedż ma głęboki sens. Mnie również poruszył ten wątek, bo takie
      dylematy, jakich nie ma żona windows3.1, ja analizuję prawie codziennie (nie w
      tak drastycznym wymiarze 12 godzin tygodniowo, ale jednak..).

      Pozdrawiam
    • windows3.1 unwinzip 11.04.03, 12:09
      to tylko tak, żeby mi przedwcześnie nie zarchiwizowali i nie zamknęli wątku.
    • Gość: teochna Re: matka, dziecko, pieniądze, praca IP: *.stacje.agora.pl 15.04.03, 19:21
      Nie zamknęli, więc jeszcze ja dopiszę swoje trzy grosze.
      Bardzo ci wspólczuję windowsie, bo mam wrażenie, że w waszym małżeństwie fakt,
      że żona woli siedzieć w pracy niż w domu, nie jest jedynym problemem. Nie
      wypowiadasz się o niej życzliwie - zapewne masz powody - ale to znaczy że
      więcej rzeczy jest u Was nie tak. Wyobrażam sobie (oczywiście opieram się
      wylącznie na własnej intuicji), że nie pisze się z taką ironią i lekceważeniem,
      o osobie, z którą chce się być do końca życia. Mam wrażenie, że ty nie tyle
      chcesz - co musisz. I rzeczywiście jesteś w kropce - nawet gdybyś nie chciał -
      żaden sąd nie przyzna Ci opieki nad dzieckiem dlatego że jego matka wraca za
      późno z pracy.
      Nie wiem, jaką osobą jest Twoja zona (po przeczytaniu tych wszystkich
      wypowiedzi, mam wrażenie, że to piękna kobieta - bo ten tlen i te włosy - moze
      jeszcze nie wpełni dojrzała emocjonalnie. Ale kto z nas jest w pełni dojrzały?
      W wieku ilu lat stajemy się takimi? 25? 30? 40? A może w pełni nigdy? Moze to -
      małzeństwo, dziecko, praca - po prostu przerasta jej możliwości radzenia sobie
      z życiem. Chyba jeszcze sama jest trochę dzieckiem - chce świata dla siebie. I
      nie uważam, że - jak ktoś napisał - fakt, że jest dyrektorem ds. sprzedaży
      świadczy o tym, że jest mądrą kobietą i dobrą matką (przecież to zupełnie w
      innym kościele dzwoni). Ale być może po prostu potrzeba jej osiągnięcia sukcesu
      i znudzenia się nim, by poczuć co jest w życiu naprawdę ważne.

      Tu pozwolę sobie na osobistą dygresję, choć będę starała się nie zanudzać Cię
      moimi sprawami. Na dziecko zdecydowałam się raczej późno, niż wcześnie. Mimo że
      było wymarzone, wysiedziałam z nim trzy miesiące, wyłam z nudów i cieszyłam się
      że cały czas śpi, bo mogłam czytać ksiażki. A w pracy tyle działo się ciekawych
      rzeczy. Potem dość szybko, zdecydowaliśmy się na następne - może by mieć to już
      szybko z głowy. I tu przestałam dawać sobie radę. Jedno ryczało, drugie
      dokazywało. Mąż pracował od rana do nocy. jak tylko było można uciekłam do
      pracy, zostawiając pociechy anielskiej babci i opiekunce. W pracy było ciągle
      ciekawie, usiłowałam nawet robić karierę, trochę jej zrobiłam, trochę nie dalam
      rady. O godz. 16 zaczynałam dostawać ścisku żołądka, że nie zdążę do 18 ze
      wszystkim - mam nienormowany czas pracy. O 18 zaczynały mi dragć nerwowo ręce.
      Potem zaczynałam plątać się w tym co robię. O 19 albo później wybiegałam dzikim
      kłusem, ryzykując trzy zderzenia przejeżdżając na czerwonych światlach. Miałam
      ciągłe poczucie winy. W pracy że nie jestem w pełni przydatna - że ciągle muszę
      kogoś prosić o dokończenie czegoś za mnie, w domu - że jestem wyrodną, podłą
      matką. A ja tak chcialąm wszystko pogodzić. Mąż wracał jescze później i padał
      nie żywy na kanapę - grałam przed nim Matkę Polkę, uciemiężoną, zmordowaną,
      chodziłam ze zbolałą miną, kawasilam jak się dało. Oczywiście przenosiłam to
      wszystko na dzieci. Na pewno. Choć na szczęście myślę, że ukochana ciepła
      babcia dała im wszystko, czego ja nie umialam im wtedy dać. Ale może się mylę,
      może nie wszystko. Kim wtedy byłam? Właśnie dzieckiem - ktore pomimo
      nienajmłodszego wcale wieku, nie potrafiło zrezygnować z własnych ambicji,
      próźności itp.
      W końcu zrozumiałam, że jedyne co tak naprawdę mam na świecie ważnego - to te
      dzieci - ich uśmiechy, ich uściski, ich krzyki i dąsy. Żadna praca, żadna
      kariera, pieniądze, nie dadzą mi tego co one. (To znowu egoizm, prawda?) Mam
      jakąś pozycję zawodową i co z tego? Szczęśliwsza jestem? Na pewno nie z tego
      powodu. Ale może trzeba tę pozycję osiągnąć, żeby zrozumieć że to nie ona jest
      szczęściem.
      Dzieci idą niedługo do szkoły, myślę, że teraz jeszcze bardziej jestem im
      potzrebna, bo babcia już nie starcza we wszystkim. Na szczęście my osiągnęlismy
      stabilizację finansową - myślę, że zrezygnuję z pracy, teraz kiedy zaczynają
      być duże. Może spróbuję pracować na pół etatu, lub ćwierć, jeśli jestem firmie
      przydatna. Mogę tez robić cos nieodpłatnie dla własnej satysfakcji - stać nas
      na to, a ja chciałabym się jeszcze kilku rzeczy w życiu nauczyć i dać z siebie
      coś innym (w sensie bardziej społecznym niż zawodowym). Teraz wydaje mi się że
      wszystko można łączyć. Można zajmować się dziećmi, a gdy są w
      szkole/przedszkolu jest jeszcze takie mnóstwo czasu na inne rzeczy!!!
      No, wybacz ten trochę za długi prywatny wtręt. Dużo ostatnio na ten temat
      myślałam, więc chyba po prostu skorzystałam z okazji.
      Wracając do Ciebie. Wydajesz się mądrym facetem (nie chodzi mi tu o
      inteligencję, której oczywiście trudno zaprzczyć po tych wszystkich
      błyskotliwych ripostach, które przeczytałam), bardzo odpowiedzialnym, imponuje
      mi Twoja troska o dziecko - nie uwierzę, że wybierając partnerkę życiową, dałeś
      się ponieść tylko tym włosom itd. Przecież Twoja żona nie jest prymitywną,
      ograniczoną emocjonalnie lalą, którą kręcą reklamy w pisemkach kobiecych i
      wypasione czarne bryki, a imponuje jej że może ludziom rozkazywać - sądząc po
      Tobie nie może nią być! Może więc rzeczywiście musi przejść w życiu pewien
      etap - etap potwierdzenia własnej wartości zawodowej, intelektualnej itp. Każdy
      musi przecież zbudować swój własny wizerunek. Jeśli poczuje, że dała radę być
      szefem - starczy jej potem siły, by być matką. I nie będzie miała poczucia że
      zostala zmuszona do rezygnacji ze swych ambicji - tylko że sama z nich
      zrezygnowała, bo tak chciała. Może już niedługo. Życzylabym jej żeby zrobiła
      jak najszybciej błyskotliwą karierę, i poczuła jak przyjemnie z sukcesu
      zawodowego zrezygnować. To chyba zaczyna być trendy.
      A sądząć po waszej sytuacji materialnej - mógłbyś podsunąć jej pomysł, żeby się
      wyżywała, w godzinach przedpołudniowych nawet za darmo, w innych zajęciach.
      Tyle jest wspaniałych rzeczy do zrobienia na tym świecie, i można czuć się przy
      tym ważnym, potrzebnym, a przy tym niezależnym, białym człowiekiem, a nie
      niewolnikiem uwiązanym do biurka jeszcze większego szefa. Może wolałaby zbierać
      charytatywnie pieniądze na sprzęt medyczny na kolonie dla biednych
      dzieci...takie są obencie moje marzenia, więc tak sobie piszę).
      Jednym słowem, może to tylko taki etap w waszym życiu. Nie chcę apelować byś ją
      bardziej starał się zrozumieć, ale byś ją traktował trochę jak drugie, większe
      dzieko, ktorym może delikatnie trzeba pokierować...
      Na razie pozdrawiam świątecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka