Dodaj do ulubionych

prerażająca niechęć do nauki - co robić

15.03.06, 09:18
witam,

poradźcie proszę, bo jestem bezsilna. Jak przekonać 10-letnia pannicę, aby
odrabiała lekcje i się uczyła? kary nie działają, rozmowy i spokojne
tłumaczenie tym bardziej.

Ona mówi, że zrobi i poświęci wszystko byle sie nie uczyć bo ją zmuszamy -
dobre sobie. każde dziecko musi sie uczyc, a my nie wymagamy żadnych 5 ani 4.
niech sobie ma 3 ale bez tego naszego codziennego: co masz zadane, odrobiłaś,
przeczytałaśm, spakowałaś? itd. Codziennie są awantury, a do niej nie
dociera, że wszystkie dzieci się uczą.
na prośby aby przeczytała jeden temat z książki jest reakcja: Nie i kładzenie
się na łóżku, śmianie się, zasłanianie rękoma, histeria...

co jest?

Nie ma ani dysleksji ani dysgrafii, ogólnie gdyby się przyłożyła, to ma dobre
oceny, a jednak coś szwankuje.

Pomóżcie, trace siły i nerwy, nie wytrzymuję tego kontrolowania i huśtawki.
jestem na skraju sił.
Obserwuj wątek
    • acorns Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 10:33
      Ty nie pytaj na forum co jest tylko zapytaj o to córkę. Jaki podała powód
      niechęci do nauki? Czy to nastąpiło tak nagle, czy stopniowo zaniedbywała
      szkołę? Mogę Ci napisać jak to jest w przypadku mojej córki: Młoda pomimo tego,
      że jest zdolna i inteligentna, to ma na dzień dzisiejszy średnią 2,46. Doszła
      do wniosku, że szkoła nie daje zupełnie nic poza stratą czasu, że ona musi
      dostosować swoje tempo nauki do klasowego ogona, że to czego uczy się przez
      cały rok szkolny, może opanować spokojnie w miesiąc - dwa i w związku z tym
      zaczęła olewać i czas szkolny wypełnia sobie ciekawszymi zajęciami niż praca na
      lekcji, prace domowe odpisuje od najlepszej uczennicy w klasie, a w zamian
      pożycza jej Playstation z grami. Powiedziała, że zacznie się uczyć jak system
      nauczania będzie dostosowany do indywidualnych potrzeb i uzdolnień uczniów a
      nie sztywny i wspólny dla wszystkich. Ja z tym nic nie robię, bo Młoda ma w
      100% rację. System ma być dla niej a nie ona dla systemu a służenie
      niewolniczemu systemowi nie jest celem jej życia. Ona nie miała wyboru czy ma
      rozpocząć edukację czy nie. Została do tego zmuszona przez państwo. Ty
      popełniasz błąd karając córkę za brak chęci i motywacji do nauki. Tym samym
      wychowujesz kolejną marionetkę, wychowujesz ją w przekonaniu, że to system jest
      ważniejszy niż ona, że jej zdanie się nie liczy. Po prostu musi i koniec.
      Tłumaczysz jej, że "każde dziecko musi się uczyć". No i co z tego? Ja twierdzę,
      że każda świnia hodowlana musi iść na rzeź. Czy ten argument jest jedyny i
      niepodważalny wobec każdej świnki, która buntuje się przeciw swojemu losowi?
      Nie. Ale wobec świnki nie używamy argumentów, tylko ją zmuszamy - musi i
      koniec, ponieważ jako ludzie mamy w tym swój cel - zjeść świnkę. Państwo
      również ma swój cel zmuszając dzieci do nauki - chce sobie wychować karnych
      obywateli z pokorą znoszących swój los, czyli niekompetencję przełożonych, brak
      logiki, idiotyzmy. Dzieci mają to wpojone w szkole. Czy państwo zmuszając
      dzieci do edukacji uzywa wobec rodziców argumentów - nie. No właśnie. Traktuje
      nast tak jak my traktujemy wspomnianą wyżej świnkę, która musi zostać zarżnięta
      i koniec. Fakt zarżnięcia z pewnością śwince nie służy, służy natomiast nam.
      Przymus edukacji także nie służy dzieciom tylko państwu, które w przyszłości
      będzie żerować na także Twojej córce.
      • psiaki_i_ferajna Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 11:02
        no ale niestety, nauka jest obowiązkowa i tego nie ominiemy... więc nie ma co
        gdybać czy nam się system podoba czy nie, bo do szkoły chodzic trzeba a i
        szkoła poza swoimi wadami tez uczy odpowiedzialności i konsekwencji..


        mała sama nie wie dlaczego nie lubi sie uczyć... na ogól zapomina zanotowac co
        jest zadane albo twierdzi że nic (typowe dla dzieciaków). jak ma wziąć książkę
        do ręki zaczyna sie dramat, że ją męczymy, zmuszamy itd.

        w przypadku twojej córy jest widze inaczej - ma przynajmniej spryt życiowy i
        jak nie odrobi lekcji to spisze od kogoś. a nasza tego nie umie, jest mało
        zaradna, nawet nie co to znaczy ściągać. ona nie wpadłaby na pomysł, że to
        system zły. nie należy do dzieciaków inteligentnych ale leniwych tylko do
        dzieci których poziom intelektualny jest raczej na końcu, ale gdy się
        zmobilizuje widzę, że kuma sprawy. Tylko trzeba wysiłku intelektualnego i chęci
        a u niej tego nie ma. Ma warunki, nie mamy wobec niej ambitnych planów, nie
        nastawiamy się na sukcesy, NIE. niech sobie będzie marnym trójkowym uczniem,
        ale niech ma jakąkolwiek motywacje, a tu nie ma żadnej woli działania.

        dla niej po prostu najlepsze to zaabawy, wariowanie, a nie szkoła...

        najgorsze, że tłumaczenie nic nie daje. a żadna kara nie działa, ona ma
        wszystko w nosie... a może powinnam używać nagród? Tylko w tej sytuacji nie
        bardzo wiem za co, skoro jej zachowanie w tej chwili pokazuje niechęć do szkoły
        i obowiązków z tym związanych.
        • acorns Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 11:40
          > no ale niestety, nauka jest obowiązkowa i tego nie ominiemy... więc nie ma co
          > gdybać czy nam się system podoba czy nie, bo do szkoły chodzic trzeba

          Tak podchodząc do tematu na pewno nie ominiemy. Jak mi coś nie odpowiada to się
          przeciw temu buntuję i walczę z tym.

          > a i szkola poza swoimi wadami tez uczy odpowiedzialnosci i konsekwencji..

          Gdzie, kogo i w którym miejscu? Tu masz link do dzisiejszego artykułu:
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3211922.html
          To dobry przykład na uczenie odpowiedzialności i konsekwencji. Nauczyciel od
          WFu całą lekcję siedzi w kantorku, a uczniowie, którzy napisali o tym na forum
          zostali pociągnięci do odpowiedzialności, zastraszeni a forum zlikwidowane.

          > dla niej po prostu najlepsze to zaabawy, wariowanie, a nie szkoła...

          No to odpuść szkołę. Aby tylko zdała. Załatw jej papiery na dysleksję i
          dyskalkulię. Niech wariuje, bawi się i spędza czas tak jak ona tego chce. Ona
          żyje dniem dzisiejszym a nie przyszłością. To dziecko i nie ma sensu obarczać
          jej niepotrzebnym wysiłkiem. Mało to jest przypadków, gdy kiepski uczeń w
          podstawówce rusza z kopyta dopiero w gimnazjum albo w szkole średniej? Albo
          dobry uczeń w podstawówce wypala się w gimnazjum albo w średniej i ledwo zdaje.

          > a może powinnam używać nagród?

          No to musisz obczaić na czym jej najbardziej zależy, co by chciała, uszeragować
          to od najmniej dla niej ważnego do najbardziej i ustalić widełki. Np. za
          średnią 3.0 - 3.5 będzie karnet na basen na całe wakacje, za 3.51 - 4.0 będzie
          obóz windsurfingowy itd. Może to ją zmotywuje.
      • onka37 Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 11:05
        coż ta odpowiedz to brzmi jak prowokacja
        Ja też mam córy którym nie chce się uczyć, tzn twierdzą że sie uczą ok 20 min
        dzirnnie , przeglądną zeszyty i spakują sie a potem nic....
        Twierdzą że trójka to też ocena i że uczą sie dla siebie a nie dla ocen i dla
        mnie
        Ale przeraża mnie to wiadomo jaka dzisiejsza rzeczywistość by zdobyć dobrą
        pracę trzeba sie uczyć i uczyć a co z językami? chciałam je zaposać na
        angielski ale bronią się rękami i nogami bo sie nie chce
        też nie wiem co robić
        • psiaki_i_ferajna Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 11:10
          ja też boję się przyszłości, ale w przypadku naszej wiem, ze żadne studia nie
          wchodza w grę. Chciałabym aby zdobyła zawód - tylko tyle, może fryzjer, a niech
          sobie będzie nawet woźną czy sprzątaczką, to nic złego i to jej sprawa, ale
          szkołę przynajmniej podstawówke i zawodówkę skończyć musi. ja tez nie będę żyć
          wiecznie i będzie musiała sobie radzić sama. Trudno aby 10-latka o tym
          wszystkim wiedziała, od tego jesteśmy my, rodzice. Stąd moje obawy...


          ale czy macie jakieś sposoby na mobilizację czy jestem skazana na wieczna
          niepewnośc i pobożne życzenia, że może cos sie kiedys odmieni?
          To mnie wykańcza nerwowo, mam wrażenie, że ona widzi nasze starania i
          bezradność i kpi sobie z tego...
          • dagbe Polecam książkę: 15.03.06, 11:17
            • dagbe Re: Polecam książkę: 15.03.06, 11:18
              wysylkowa.pl/ks249362.html
              eduseek.interklasa.pl/artykuly/artykul/ida/2557/
              Pozdrawiam,
              Dagmara
              • tomira74 Re: Polecam książkę: 15.03.06, 11:40
                No faktycznie mysle ,że to poważny problem. Moje dzieci ucza sie ok godziny
                dziennie i to wystarczy aby nawet to najmniej zdolne miało średnia ok 4. Może
                trzeba wiecej siedzieć z dzieckiem przy samym odrabianiu? Może spróbujcie
                odpowiedzi szukać w internecie (jeśli lubi sam komputer) ,Napewno twoje dziecko
                ma jakieś mocne strony i te nalezy chwalić bardziej niż do tej pory.
                Ustalcie ,może listę priorytetów i wtedy będzie jej łatwiej?
              • mika_p Polecam książkę: 15.03.06, 11:42
                Uprzejmie proszę, aby polecając ksiazki podawać również tytuł i autora, a nie
                tylko link do księgarni - linki się dezaktualizują, a posty mogą służyć długo
                długo (umiejącym korzystać z wyszukiwarki) i dobrze byłoby wiedzieć, co to za
                książka taka dobra.

                Mika_P, moderator.
                • dagbe Już się poprawiam ;) 15.03.06, 18:38
                  "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole"
                  Adele Faber, Elaine Mazlish przy współpracy Lisy Nyberg i Rosalin Anstine Templeton.
                  Wydawnictwo Media Rodzina.

                  Pozdrawiam,
                  Dagmara
        • acorns Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 11:54
          > coż ta odpowiedz to brzmi jak prowokacja

          Ta odpowiedź MA prowokować. Prowokować do myślenia nad słusznością tego co jest
          niby naturalne i oczywiste, bo zostało nam od pokoleń wpojone. Dzieci, które
          nie są jeszcze wystarczająco dojrzałe żeby robić coś brew swoim pragnieniom są
          w stanie dostrzegać to, czego przeciętny dorosły już nie widzi. Mózg dziesięcio
          czy jedenastolatki nie jest bowiem przeżarty przez system tak jak mózg
          dorosłego. Zobacz ile na tym forum mamy buntów dwulatków, trzylatków,
          pięciolatków, czy ośmiolatków. Nie podoba im się na przykład zakaz oglądania
          bajek więc się przeciwstawiają. A czy Ty się przeciwstawisz durnym niczym nie
          uzasadnionym przepisom, które przeszkadzają Ci w życiu?
          • psiaki_i_ferajna Re: a propos nagród 15.03.06, 12:11
            wiem, zabrzmi to dziwnie, ale jej nic nie cieszy - komputera nie lubi, TV nie
            ogląda, więc kara tego typu nic nie zdziała. Tak naprawde nie ma żadnych
            zainteresowań, więc nie wiem już jakiej zachęty mozna użyć. Basen ma w szkole i
            zajęcia też, drużyna zuchowa jej nie odpowiadała....

            powoli czuję, że tracę więź z dzieckiem, bo nic ja nie obchodzi ani
            interesuje...
            • ies2 Re: a propos nagród 15.03.06, 12:57
              Napisz proszę skąd wiesz, że dziecko nie ma dysleksji? Kiedy robiłaś badania i
              gdzie? Może to nie jest tylko brak motywacji, ale inne ograniczenia.
              • psiaki_i_ferajna Re: a propos nagród 15.03.06, 13:19
                kochana, przebrnęliśmy przez wszystkie etapy dysleksji, dysgrafii, dyskakulii i
                tp. w poradni pedagogicznej. Wszystkie wyniki są pozytywne... badania były
                robione już 2-krotnie, bo nie dowierzaliśmy za 1. razem...

                boję sie, że to zwykłe lenistwo...

                nawet widmo pały nie działa. dla niej to taka sama ocena jak każda innasad(((
                • verdana Re: a propos nagród 15.03.06, 13:24
                  Mnie by nie zaniepokoiło tak bardzo, ze dziecko sie nie uczy, jak to, że nic go
                  nie interesuje.
                  To jest naprawdę powód do zmartwienia. Co córka robi cały dzień? Co lubi?
                  • psiaki_i_ferajna Re: a propos nagród 15.03.06, 13:26
                    no właśnie....bawi się z psem... i to wszystko, no i czyta książki
                    (przepraszam, tu jej oddaję). chyba troche za mało... na dwór nie chcodzi, w
                    nasezj okolicy nie mieszkają dzieci w jej wieku, więc nie ma koleżanek...
                    • tomira74 Re: a propos nagród 15.03.06, 13:45
                      A może zróbcie testy na inteligencje albo wogóle skontaktujcie sie z
                      psychologiem .Może dziecko ma jakiś problem ,może cos w jego życiu dzieje sie
                      złego, np odrzuciła je grupa rówieśnicza w szkole? Znajdzcie powód jej
                      zachowania. to może być trudne i bolesne ale wydaje sie konieczne.
                      • psiaki_i_ferajna Re: a propos nagród 15.03.06, 13:49
                        napisałam już wczesniej, miała też testy na inteligencję. Norma to ok. 100-110.
                        U niej jest 88. a przy 70 można mówić o granicy upośledzenia. A więc jest
                        poniżej normy, ale nie na tyle, aby była w szkole specjalnej...
                        wydaje się, ze po zmianie szkoły trafiła na grupę osób przyjaznych, które ja
                        zaakceptowały taka jaka jest..

                        ona w siebie nie wierzy i może tym można sobie tłumaczyć jej postepowanie.
                        mysli, że sie jej nie uda, więc nie próbuje.. ale nie przekona się czy się uda
                        czy nie póki nie spróbuje.
                        A jej wygodniej nic nie robić, tylko leżeć i szaleć.
                        juz nie wiem co mogę zrobić więcej, to sie staje powoli jakims dramatem...
                        • verdana A może.... 15.03.06, 14:06
                          Nie wiem, czy utrafię, ale może... Problem Twojej córki może być podobny do
                          problemu mojego najstarszego syna , z bardzo ciężką postacią dysortografii i
                          dysgrafii.
                          Problem leżał w tym, że niezależnie czy syn się starał, czy nie starał, stopnie
                          miał fatalne - bo obniżane z powodu dysfunkcji. W rezultacie okazało się, że
                          staranie się jest sztuką dla sztuki. Ile musiałoby mieć determinacji 10-letnie
                          dziecko, aby pracować wyłącznie dla własnej satysfakcji, gdy i tak okazuje sie,
                          że jest gorsze od rówieśników, ktorzy wykonuja wszystko bez wysiłku.
                          Proponowałabym konsultacje z psychologiem (dobrym i życzliwym) czy nie byłoby
                          dobre np. zostawienie córki na drugi rok w tej samej klasie. Z dziećmi o rok
                          młodszymi może okazać się znacznie lepsza - dzieci w swoim wieku dogania z
                          trudem. Jesli tak, to moja przyjaciółka-psycholog radzi przerwac naukę z
                          przyczyn zdrowotnych (jakichkolwiek) na parę miesięcy, aby dziecko było
                          nieklasyfikowane, a nie zostawione na drugi rok. Bo wtedy nie ma powodu do
                          wstydu i wyrzutów sumienia.
                          Może tez znalazłabyś dla córki jakieś zajecia, na których byłaby naprawdę
                          dobra - malowanie, sport - nie wiem, w czym jest dobra, zawsze coś takiego
                          można znaleźć...
                          • psiaki_i_ferajna Re: A może.... 15.03.06, 14:22
                            a widzisz - u niej jest inaczej - gdy chciała się nauczyć to ciężką praca
                            okupioną wielogodzinnymi wspólnymi spotkaniami nauczyła się wielu rzeczy. a
                            teraz jakby coś stanęło i szlus...

                            jest w stanie dostawać i 4, i 3 ale i pały też. to znaczy że jest w stanie, ale
                            sie jej nie chce...
                        • jakw Re: a propos nagród 15.03.06, 14:51
                          psiaki_i_ferajna napisała:

                          > napisałam już wczesniej, miała też testy na inteligencję. Norma to ok. 100-110.
                          >
                          > U niej jest 88. a przy 70 można mówić o granicy upośledzenia. A więc jest
                          > poniżej normy, ale nie na tyle, aby była w szkole specjalnej...

                          100-110 to najwyżej może być średnia, a norma jest pewnie 80-120 albo 70-130.
                          Inteligencja Twojej córki jest jak najbardziej w normie. Nie zakładaj od razu,
                          że skończy tylko zawodówkę - stawiasz na niej krzyżyk zanim wogóle przyjdzie jej
                          do głowy wybór zawodu - a może skończy np ASP? Może doszła do wniosku, że jak
                          się stara (ale tak bez przesady) to i tak jest "marnym trójkowym uczniem" (który
                          co najwyżej może zostać sprzątaczką), a na zdobywanie wyższych ocen idzie za
                          dużo fatygi.
                          • psiaki_i_ferajna Re: a propos nagród 15.03.06, 14:59

                            oczywiście miałam na mysli średnią, a nie normę smile)

                            nie stawiam krzyżyka, wręcz przeciwnie, nie chcę jej stresować naszymi
                            oczekiwaniami, że ma mieć same dobre oceny. tego jej nie mówię. chodzi o to, że
                            nie mam aspiracji, że córa ma być wzorowym uczniem (bo wtedy w ogóle by
                            odpuściłą). Pok prostu niech wykaże więcej inicjatywy.
                        • zebra12 Dzieci z obniżonym poziomem inteligencji... 16.03.06, 17:27
                          Takie dzieci nie dostają zaświedczenia o dysleksji czy dysgrafii. Poradnie tak
                          robią. Zaświadczeniem jest już to o obniżeniu wymagań - bo takie na pewno ma.
                          Jednak na sprawdzianie po 6 klasie błędy będą jej liczone. Może mieć tylko
                          wydłużony czas.
                    • paszczakowna1 Re: a propos nagród 15.03.06, 14:08
                      Uprzedzam, ze jestem kompletna dyletantka (rodzic ciagle in spe - 32 tc), a
                      nauczyciel tylko osob powyzej 20-tki, ale mam siostrzencow w zblizonym wieku.

                      > no właśnie....bawi się z psem... i to wszystko, no i czyta książki
                      > (przepraszam, tu jej oddaję).

                      Jak ksiazki czyta (rozumiem, z zamilowaniem), nie jest tak zle. Wielu 10-latkow
                      tego nie robi. W celu przelamania niecheci do materialu szkolnego, radzilabym
                      podsuwac pozycje jakos tam zwiazane z historia (jest wiele dobrych ksiazek
                      historycznych dla dzieci, poszukaj w bibliotece) i biologia (ja sie w wieku lat
                      10-11 zaczytywalam w ksiazkach Żabinskiego, polecam, poszukaj w bibliotece), i
                      pokazania, ze to, czego ucza w szkole, to nie jest tak zupelnie od zycia
                      oderwane, i mozna o tym fajnie pisac.

                      A z ktorymi przedmiotami corka ma faktyczne klopoty? (I, przepraszam, to juz
                      4-ta klasa, czy ciagle nauczanie zintegrowane?) Jesli czyta, polski nie powinien
                      wygladac zle. Czy ma po prostu obrzydzenie do wszystkiego zwiazanego ze szkola?
                      I czy jest w stanie powiedziec, co jej w szkole najbardziej przeszkadza?

                      A moze sprobowac znalezc, w czym corka moglaby byc dobra? Moze ma zdolnosci
                      manualne (majsterkowanie, szycie), albo zamilowanie do gotowania (10 lat u
                      dziewczynki to wcale nie tak malo) czy ogrodnictwa? Tragedia wspolczesnej szkoly
                      jest to, ze kompletnie doluje dzieci o predyspozycjach innych niz czysto
                      intelektualne. Jesli w szkole jej nie idzie, w domu gnebia odrabianiem lekcji
                      wink, to naprawde moze zycie obrzydzic. Moze potrzeba jej czegos, w czym czulaby
                      sie dobra (i moglaby osiagnieciem - upieczony tort, uszyta bluzka - jeszcze
                      kolezankom zaimponowac).
                      • psiaki_i_ferajna Re: no własnie... 15.03.06, 14:19
                        ma talent do rysowania, lepienia, owszem.
                        ale szkoła jak wiadomo mniejszą wagę przywiązuje do talentów manualnych tylko
                        do tzw. poważnych przedmiotów.

                        A córa nie znosi wszystkich tych przedmiotów i właśnie uważa, że ją gnębimy i
                        męczymy. a my tylko egzekwujemy obowiązek ucznia - odrobienie lekcji i trochę
                        nauki.
                        najgorsze jest to, że nie jest w stanie powiedziec co sie jej w szkole nie
                        podoba... czasem mówi, ze szkoła jest nudna, no ale tak mówi sporo dzieci... i
                        to żadne usprawiedliwienie
                        • acorns Re: no własnie... 15.03.06, 14:34
                          > czasem mówi, ze szkoła jest nudna, no ale tak mówi sporo dzieci... i
                          > to żadne usprawiedliwienie

                          Widzisz, dla Ciebie to żadne usprawiedliwienie, a to jest sprawa kluczowa. Czy
                          Ty oglądasz film, który Cie nudzi, czy przełączasz kanał? Zapewniam Cię, że
                          można daną rzecz przekazać w sposób nudny i zagmatwany jak również w sposób
                          jasny i ciekawy. Twoja córka inaczej będzie się uczyła rzeczy które ją
                          interesują a inaczej tych, które ją nudzą. Nie lekceważ tego co najważniejsze.
                          Właśnie popełniasz błąd wielu rodziców - nie słuchasz swojego dziecka,
                          lekceważysz jej zdanie. Tak nie można. Jeśli wiele dzieci mówi, że szkoła jest
                          nudna to znaczy, że coś w tym jest. Jeśli coś jest złe to TRZEBA to zmienić. Ja
                          wiem, że ponad 40 lat PRLu wyrobiło w społeczeństwie poczucie bezsilności wobec
                          systemu, ale jednak byli tacy, którzy nie byli bezsilni i PRLu już nie ma od 17
                          lat. Trzeba więc dążyć do zmian na lepsze i walczyć o lepsze warunki dla swoich
                          dzieci.
                          • psiaki_i_ferajna Re:tzn. co 15.03.06, 14:39
                            mam walczyć z całym systemem bo mojej córce szkoła wydaje sie nudna??? No
                            prosze Cie, żyjemy w takiej a nie innej rzeczywistości i nie poradze nic ani na
                            program nauczania ani na metody. Co mam niby wziąć w swoje ręce? jakie lepsze
                            warunki mam wywalczyć dla mojej córki??? walczyć ze wszystkimi bo dziecku się
                            nie chce do książki zajrzeć?

                            i nie porówniuj obowiązku szkoły do filmu, który mogę przełączyć - ja mam
                            wybór, ona jako uczeń nie, to chyba proste.

                            Przepraszam, ale troche jałowe są Twoje wypowiedzi, trzeba się pogodzić z tym,
                            ze pewnych rzeczy nie zmienimy. w moich czasach szkoła tez była nudna i co? moi
                            rodzice mieli się oburzać na system??

                            nie jestem matką broniącą jak lwica dziecka gdy dziecko nie ma racji. A fakt
                            smutny jest taki, że szkoła musi byc i już.
                            • acorns Re:tzn. co 15.03.06, 15:00
                              Tak. Masz walczyć. Tak jak wszyscy rodzice powinni walczyć właśnie o wybór.
                              Obowiązek edukacji nie jest rzeczą najgorszą. Najgorszy jest właśnie brak
                              możliwości wyboru. Ja walczę i wcale nie mam zamiaru się pogodzić z tym co mi
                              nie odpowiada i nie ma żadnego uzasadnienia. Weź sprawy w swoje ręce i na
                              przykład przyłącz się do kampanii na rzecz rozpowszechnienia domowej edukacji.
                              To właśnie będzie możliwość wybory do Twojej córki.
                              • psiaki_i_ferajna Re:w tej chwili czekamy na 15.03.06, 15:09
                                orzeczenie o nauczaniu indywidualnym, na które skierował j a lekarz, ale czy
                                poradnia je wyda zobaczymy. i to tyle co moge zrobić.
            • manderla Re: faktycznie, arcons prowokuje 15.03.06, 13:07
              Jestem pod wrazeniem, arcons, twojego spokoju i tolerancji (?) czy tez
              obojetności? Oczywiscie kazdy ma prawo wychowywac swoje dzieci jak chce i nie
              mam zamiaru krytykowac twojego podejscia do "problemu "szkoły, tym niemniej, nie
              ukrywam, rozwaliłeś mnie.
              Po-pierwsze, nie zyjemy na pustyni, tylko w jakimś tam społeczeństwie, z tym sie
              chyba zgodzisz. I jezeli kazdy z nas bedzie robił to co chce, to ja ,szczerze
              mówiąc, nie bardzo sobie wyobrazam tego konsekwencje. i funkcjonowania takiego
              społeczeństwa w ogóle.
              Można oczywiscie dyskutowac na zapedami państwa w robieniu wody z mózgu swoim
              obywatelom, ale tak jest w kazdym państwie: szkoła - to jest jedna z form
              propagandy tych jedynie słusznych pogłądów niekoniecznie przez nas
              akceptowanych. Zgadzam sie. ale...
              Po-drugie, jesli dziecko nie musi sie uczyc , co jest jego tak naprawde jedynym
              obowiązkiem, to co musi robic. Nic? nic nie musi? Tylko,za przeproszeniem, jesc,
              spac, srac, i brac kase od starych? No, może poza kasą, wszystkie te funkcje
              wykonują zwierzeta. A my chyba czyms sie od nich roznimy?
              I w koncu po-trzecie, jakos to dziecko bedzie musialo sobie poradzic, kiedy
              dorosnie. Jezeli rodzic sobie odpowiada, ze "jakos poradzi" i jemu to wystarcza,
              to ok. Ja natomiast nie chce zeby moje dziecko "jakos" sobie poradziło, tylko
              zeby radziło sobie co najmniej dobrze w zyciu. I na pewno nie zadowole sie tym
              zeby moje dziecko było zamiataczem ulic, ładowaczem czy czyms podobnym> Bo niby
              dlaczego? My , jako rodzice, tworzymy dziecku takie warunki do nieuctwa, do
              nicnierobienia, egoizmu i lenistwa. wiesz przeciez, ze co do walizeczki włozysz,
              to z niej i wyciągniesz. Innej mozliwosci nie ma. I jesli dziecko nigdy w zyciu
              nie widzialo rodzica czytającego, dyskutującego itp, a zamiast tego tylko tv,
              komputer i imprezki ze znajomymi, to niby dlaczego to dziecko ma sie ZMUSZAC do
              wysiłku umysłowego, jezeli moze spedzac czas tak miło jak to robią rodzice?
              Oczywiscie , to jest moje zdanie, a dziecko mam male, bo dziewięcioletnie i, byc
              moze ten "problem" mnie jeszcze dotknie (choc nie sądzę), ale nic sie nie bierze
              z niczego.
              pozdrawiam
              • acorns Re: faktycznie, arcons prowokuje 15.03.06, 14:45
                > Po-drugie, jesli dziecko nie musi sie uczyc , co jest jego tak naprawde
                jedynym
                > obowiazkiem, to co musi robic.

                Dziecko ma się bawić i żyć sobie beztrosko bo takie jest święte i nienaruszalne
                prawo dzieciństwa a rodzice muszą łożyć na jego utrzymanie bo płodząc dziecko
                podjęli się tego obowiązku. Czym różni się powszechnie potępiana praca dzieci w
                Chinach czy nawet w Polsce w gospodarstwach rolnych od nakładania na dziecko
                obowiązku nauki?

                Zgadzam się z Tobą, że dziecko bierze przykład z rodziców. Właśnie dlatego
                wcale mnie nie martwi podejście Młodej do obowiązku edukacji. Wprost
                przeciwnie - cieszy mnie to bardzo, ponieważ oznacza to, że ona myśli nad tym
                co robi i po co to robi. A to jest podstawa do poradzenia sobie w życiu i to
                nie "jakoś tam" tylko dobrze. Co po nauce angielskiego skoro po 3 latach nauki,
                a nawet będzie prawie cztery, ona prawie nic nie umie. Mój kolega w Wyższej
                Szkole Zarządzania po roku nauki zdawał LCCI level I, a po dwóch latach mógł
                zdawać level II. Taka nauka języka angielskiego ma sens a nie to co robią w
                szkole. Młoda nie tyle buntuje się przeciw edukacji tylko przeciw robieniu
                czegoś bez sensu. Jaki ma sens jej uczęszczanie na angielski? Żadnego sensu. I
                ona tak uważa i ja, więc po co mam się denerwować tym że ona nie chce, albo
                wprowadzać ją w błąd przekonując o słuszności uczęszczania na lekcje?

                Owszem - żyjemy w społeczeństwie. Tylko czy to ma być społeczeństwo ciemniaków
                i półmózgów, którym trzeba nakazać coś robić, czy ma być to społeczeństwo ludzi
                potrafiących dokonać świadomego wyboru? Obecny system edukacji służy tej
                pierwszej opcji, podobnie jak cały system. Mnóstwo ludzi wychodzi z założenia,
                że jednostka pozbawiona opieki i nadzoru państwa nie poradzi sobie. Tak to już
                jest, że niektórzy są ludźmi ambitnymi, mają swoje pasje i zainteresowania, a
                niektórym się nie chce, tudzież mają wszystko w dupie. Każdy ma prawo żyć tak
                jak chce i każdy jest kowalem swojego losu. Ci ambitni zostaną inżynierami,
                naukowcami, biznesmenami, a ci leniwi zostaną zamiataczami ulic, ładowaczami
                czy podawaczami frytek w McDonalds. I jedni są w społeczeństwie potrzebni i
                drudzy.
                • manderla Re: faktycznie, arcons prowokuje 15.03.06, 18:19
                  Słuchaj, za dużo w tym wszystkim polityki. Zawsze, w kazdych czasach było
                  zjawisko odmóźdźania społeczeństwo. nasze czase nie sa wcale wyjątkiem. A
                  skrótowo rzecz ujmując, sztuka (rodzica) polega na tym, by przedstawić dziecku w
                  ten sposób szkołę, naukę czytania, pewne obowiązki z tym związane itp. nie w
                  kontekscie ze to dziecko cos MUSI, tylko zrobić tak, ze dziecko powie samo CHCĘ.
                  Koniec kropka. Wiem ze to jest trudne, ale Chiny i wyzysk dzieci nie mają tu
                  kompletnie nic do rzeczy.
                  • manderla Re: faktycznie, arcons prowokuje 15.03.06, 18:22
                    I moze jescze słówko. TO ze w społeczeństwie sa potrzebni i naukowcy i
                    zamiatacze, to mnie kompletnie nie obchodzi. Mnie interesuje, by mój syn nie był
                    zamiataczem.
                    A o społeczenstwie mówiłam tylko i wyłącznie w kontekscie umiejętności
                    współżycia i radzenia sobie wsród ludzi.
    • manderla Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 18:39
      do "psiaki i ferajna": troche sie oderwałam od tematu, ale stanowisko arconsa ze
      wszystko mozna a nic nie musi znam z innych sytuacji i wiadzialam czy to sie
      konczy. A wiec wracając do rzeczy:
      moge ci powiedziec co ja bym zrobiła na twoim miejscu (bierzemy pod uwagę co bym
      zrobiła gdym mój syn w ten sposob by sie zachowywał, nie twoja corka - bo jej
      nie znam). Otóż skoro wszystkie testy możliwe są w normie( zakładam, ze ty sama
      nie uwazasz swojego dziecka za półgłowka , bo to by było najgorszy z mozliwych
      startów), - sprawdź, zorientuj sie czy nie warto zmienić szkoły. bo dziecko ma
      prawo sie nudzic jezeli szkola jest do niczego. Czy ta szkoła jest duza? Czya
      klasa jest duza? czy rozmawiałas z wychowaczynią o swoim dziecku. Jak ona sie
      zachowuje w szkole>? Czy jest tak samo apatyczna w szkole jak i w domu? Czy ma
      jakąś bliską przyjaciólkę w klasie. Słowem masa pytan, zeby wyczaić dot.
      sytuacji w szkole.
      Nastepnie,mowisz ze w okolicy nie ma dziewczyn w jej wieku. To jedyne co
      przychodzi do głowy, jak tu juz inni radzili, znalezc dla niej odpowiednie
      zajecie. (ale odpowiednie, nie z twojego punktu widzenia tylko córki).
      Inna sprawa, czy ty sama pracujesz zawodowo, czy sie tez zajmujesz domem? jak
      duzo masz czasu by poswiecic go corce i zrobic cos razem? Czy macie jakiś
      znajomych (twoich moze) którzy mają dzieci w podobnym wieku? Czy twoje dziecko
      jest w ogóle kontaktowe? śmiałe? otwarte? czy tez nie.
      No i oczywiscie - nuda. Próbuj na setki sposobów dowiedziec sie od niej co to
      znaczy dla niej ta nuda? Ze co? nie ma czym sie zająć? nie ma sie do kogo
      odezwac? bo jesli ma inne zajęcia oprócz szkoły, które ją pasjonują, to super.
      Szkołe moze odrabiać "między innymi". Ale nie jako przymus cięzki, tylko ze ,
      cholera, bo takie jest zycie! zapytaj czego by oczekiwała od szkoły zeby sie jej
      nie wydawalo to wszystko takie nudne i meczące?!
      Oczywiscie tu jest cała masa pytań i trudno cokolwiek radzic, jezeli sie nie zna
      dokladnie sytuacji. Byc moze w tym przypadku rzeczywiscie bardziej rozsądnym by
      było pójscie do psychologa?
      pozdrawiam
      • psiaki_i_ferajna Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 19:09
        szkołę własnie zmieniła, w tamtej funkcjonowała fatalnie - same jedynki,
        mnóstwo uwag, odrzucenie przez klase, w tej narazie nauczyciele sie nie skarżą
        (chwała Bogu), ale ile to potrwa zobaczymy. W każdym razie póki co nie
        przeszkadza na lekcjach. to duży sukces! narazie nauczyciele mówią, że jest ok,
        ale troche za krótko tam jest aby prognozowac na przyszłość.

        pracuję zawodowo, co więcej jestem pocztowcem, więc wracam róznie, raz o 14 raz
        o 18 i wierz mi, najchętniej po ciężkiej harówie rzuciłabym sie w fotel i
        zasnęła, a tu kierat odrabiania lekcji i zachęcania do książki, koszmar...

        córa jest bardzo, bardzo nieśmiała i niepewna siebie... zawsze była odrzucana
        przez rówieśników, aż dziw, że nagle ma 2 koleżanki i narazie nikt jej nie
        dokucza. Dlatego zajęcia grupowe są dla niej koszmarem - zuchy, plastyka w
        grupie jej nie odpowiadają, kilkukrotnie przywoziliśmy ją z kolonii przez
        terminem, bo musieliśmy, nie było sensu trzymania jej dłużej.

        i stąd ta nuda - grupa jej nie odpowiada to musi bawić się sama, a wiadomo jaka
        sie samemu może nudzić, stąd może to zobojętnienie na szkołę? Sama nie wiem...
        • kacperka211 Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 20:10
          Piszesz, że Twoja córka ma 2 koleżanki. To może spróbuj, zaprosić je do Was,
          aby się lepiej poznały. Może spróbowałyby razem od czasu do czasu odrobic
          lekcje? Chyba byłoby Twojej córce raźniej. Warto zorientować się, czym te
          dziewczynki się interesują,być może coś przypadnie i Twojej córce do gustu.
          Zapisz córkę na jakieś zajęcia plastyczne. Niech ma choć jedną dziedzinę, w
          której jest dobra! Podkreślaj to, chwal ją często, wtedy więcej bedzie jej się
          chciało.Pochwały mobilizują, kary niestety nie!!!

          Ustal z córką, że zadania odrabia generalnie sama. Oczywiście w razie trudności
          jej pomożesz, ale nie siedź przy niej cały czas, bo będzie to Twój obowiązek!.
          Bez Ciebie nie kiwnie palcem!
          Możesz jej obiecać jakiś drobiazg na początku wdrażania do samodzielnego
          robienia zadań.
          Tylko ważna jest tu Twoja konsekwencja, bo poczatki mogą być trudne!

          Sprawdź też czy Twoje dziecko umie się uczyć. Może po prostu nie stosuje
          żadnych technik zapamiętywania, tylko uczy się na pamięć i efekty nie są
          satysfakcjonujące?

          Tyle przyszło mi do głowy.

          Pozdrawiam i życzę cierpliwości
          • psiaki_i_ferajna Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 16.03.06, 08:36
            hm, koleżanki są o rok młodsze, więc wspólne odrabianie lekcji odpada.
            ale o tej plastyce pomyślę.
        • paszczakowna1 Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 15.03.06, 22:12
          Trudno sie zgadzac calkowicie z pogladami acornsa, ale w jednym ma racje: szkola
          dobra nie jest. Nie jest dobra dla dzieci zdolnych, nie jest dobra dla
          srednio/malo zdolnych, nie jest dobra dla dzieci w ogole. Zla byla za moich
          czasow (ja bylam tzw 'dobra uczennica', a szkoly organicznie nie cierpialam), i
          nie wyglada, by sie wiele zmienilo. (Kuron pisal, ze znal trzy instytucje
          totalitarne: szkole, wojsko i wiezienie, i ze szkole wspomina najgorzej.) Musisz
          miec swiadomosc, ze wiele z wymagan szkoly nie sluzy dobru Twojego dziecka, a
          wrecz przeciwnie.

          Problem w tym, ze dziecko w dzisiejszych czasach ocenia sie wylacznie po
          wynikach szkolnych, i rodzicom ciezko z tym walczyc. Podejrzewam, ze Twoja corka
          ma juz fatalna samoocene. Ale Ty nie mozesz corki oceniac jako uczennicy!
          Przepraszam ze to powiem, ale z Twoich postow odnosze wrazenie, ze bardzo sie
          koncentrujesz na szkole i ze poniekad jestes corka rozczarowana. Postarajcie sie
          znalezc cos, w czym ona czuje sie dobra, i za to ja chwalic. Twoja corka na
          pewno jest wspaniala smile, tylko trzeba znalezc, w czym jest wspaniala. I dac jej
          odpoczac psychicznie od szkoly - wyobraz sobie, ze caly dzien wykonujesz
          nielubiana prace umyslowa, musisz ja przynosic do domu, i jeszcze maz Cie do
          niej zagania i narzeka, ze sie nie starasz. Koszmar!

          Pamietaj, ze corka musi wiedziec, ze Ty zawsze jestes po jej stronie, w jej
          narozniku. Inaczej, klopoty beda narastac (moga zaczac sie tez klamstwa i wagary).

          >ma talent do rysowania, lepienia, owszem.
          >ale szkoła jak wiadomo mniejszą wagę przywiązuje do talentów >manualnych tylko
          >do tzw. poważnych przedmiotów.

          Zgoda, ale na szczescie na szkole swiat sie nie konczy, i w zyciu jest inaczej.
          Manualne uzdolnienia moga przyniesc przyzwoity dochod (metaloplastyka,
          grawestwo, projektowanie ubran, itp), a za to, ze ktos umial narysowac przekroj
          przez pantofelka, nawet piwa mu nikt nie postawi. Pomoz corce rozwijac sie w
          kierunku, w ktorym ma szanse sukcesu (idealne byloby znalezienie jej jakiegos
          'mistrza', kogos, kto zechcialby czegos konkretnego uczyc - nie masz w
          rodzinie/wsrod znajomych plastykow czy rzemieslnikow?), a co do szkoly...

          Szkola jest dla dziecka, nie dziecko dla szkoly (choc niektorzy wydaja sie
          uwazac odwrotnie). Proponowalabym sie zastanowic sie, co faktycznie corce bedzie
          w zyciu potrzebne, na tym sie skoncentrowac i to egzekwowac, a reszte odpuscic -
          byleby jakos z klasy do klasy przechodzila. A zatem, podstawy matematyki (musi
          umiec policzyc podatek, oszacowac koszt kredytu czy zysk z inwestycji,
          przydalyby sie tez podstawy geometrii), wypowiedzi ustne i czytanie ze
          zrozumieniem plus pisanie (zabrac glos w dyskusji, napisac podanie, zrozumiec i
          strescic ksiazke czy artykul) i jezyk obcy. Czyli matematyka, polski i
          angielski. Reszta jest naprawde opcjonalna. (No, moze troche historii i
          geografii, zeby sie mniej wiecej w swiecie orientowac, i anatomia/fizjologia
          czlowieka - dobrze wiedziec, po ktorej stronie jest watroba, ale bez przesady,
          to mozna pozniej nadrobic.)

          >a widzisz - u niej jest inaczej - gdy chciała się nauczyć to ciężką >praca
          >okupioną wielogodzinnymi wspólnymi spotkaniami nauczyła się wielu >rzeczy.

          Jesli corka, by nadazac, musiala sie uczyc 'wiele godzin', to albo szkola miala
          ksiezycowe wymagania, albo uczenie sie bylo bardzo nieefektywne, a najpewniej
          oba naraz. (I nic dziwnego, ze sie zniechecila - czegos takiego nikt nie
          wytrzyma.) Sa niezle ksiazki nt technik pracy umyslowej, dla rodzicow i dla
          dzieci, niejakego Rudzinskiego (a moze przekrecam, sprawdze za pare dni). Wydane
          w latach 70-tych i 80-tych, ale moze w bibliotece (szkolnej?) beda. Trzeba sie
          tez rozejrzec w ksiegarnii, moze jest cos nowszego. Jak corka sobie uswiadomi,
          ze przy lepszej koncentracji i organizacji pracy bedzie miala wiecej czasu dla
          siebie, moze sama bedzie patrzec bardziej pozytywnie.
          • manderla Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 16.03.06, 12:04
            Widzicie , jak wszystko jest względne, kazdy z nas ocenia wszystko na podstawie
            własnego doswiadczenia. ja miałam wspaniałą szkołę, mało tego, moge smiało
            powiedziec, mój swiatopogląd i osobowość i tym kim jestem dziś w dużej mierze
            zawdzięczam dwóm nauczycielom, wspaniałym pedagogogom i ludziom. I to w o wiele
            wiekszym niz moim rodzicom!
            Natomiast, kiedy patrze na szkołe mojego syna (mała - ok. 150 uczniow
            podstawówka+gimnazium, prywatna - zakładałam ze bedzie lepsza)), owszem jestem
            przerazona, ale nie na tyle, by robic z tego tragedie i uwazac ze szkola psuje
            mojego dzieciaka. Owszem, jeli jest jakis konflikt, staje po stronie dziecka, po
            prostu , mówiąc kolokwialnie, olewam bezsensowane komentarze,uwagi,
            niesprawiedliwosc oceniania nauczycieli pod adresem mojego syna. Ostani
            przykład: dzieci miały zrobić aplikację na papierze, miała to byc wierzba z
            baziami. poniewaz mój syn zazwyczaj nie bardzo wie co i jak mowis ie na
            lekcjach, wiec przegapił, jak ma być zrobiona na wierzba. A chodziło o to ze
            bazie miały być (nie wiedziec czemu) z kolorowego papieru. A moj syn zrobił w
            kolorze "nnaturalnym", tak ja to wygląda w przyrodzie. I co dostał??? C- , to
            jest odpowiednik 4-. Był ogromnie zdegustowany tą niepsrawiedliwością w ocenie,
            tym bardziej ze nie mógł pojąć, dlaczego bazie miały byc kolorowe. taich
            przykładów jest cała masa, ale własnie rodzic jest od tego ze pomoc dziecku
            zdystansowac sie od takiego traktowania i zeby on, jako malutki człowieczek,
            wierzył w to ze nie kazdy dorosły i nie kazdy nauczyciel zawsze ma rację. Ze
            czasami dorosli chorują na brak wyobraźni i na bezmysloność.

            A jesli chodzi o twoją córkę. Skoro , jak sie domyślałam, nie jest ona osobą
            zbyt kontaktową, to trzeba ją "pchnąć" w coś, w jakies takie zajęcie, gdzie
            bedzie sie roziwjac sama i bedzie samowystarczalna. Gdzie wystarczy jej twoja
            uwaga i twoja pochwała. I co bedzie zupełnie niezwiązane ze szkołą. Mój syn jest
            strasznym indywidualistą, choc bardzo otwarty i kontaktowy, to i tak woli bawić
            sie i cos robić sam. Nie potrzebuje towarzystwa do szczęscia, i mnie cieszy.
            Tak jak powiedziała kolezanka wyzej, niech twoja córa trzyma na poziomie matmę i
            polski. Reszta nie jest istotna.
            Wiem ze to wszystko ogólne rzeczy , ale moze sama przemyslisz i wymyslisz cos
            ciekawszego. Życze powodzenia.
    • rycerzowa Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 16.03.06, 12:18
      >najchętniej po ciężkiej harówie rzuciłabym sie w fotel i
      zasnęła, a tu kierat odrabiania lekcji i zachęcania do książki, koszmar...<

      Ona też po harówce w szkole rzuciłaby się do spania lub zabawy, a tu kierat
      lekcji i koszmar książek...
      Nie wymagajmy od małego, 10-letniego dziecka, wiecej, niż od dorosłego.

      Teoretycznie powinnaś cieszyć się, że masz zdrowe, normalne dziecko, bez
      dysfunkcji, w normie intelektualnej ( wiekszość populacji mieści się w
      przedziale IQ 80-120). Powinnaś lubić spedzać z nią czas. Powinnaś, jak
      przystało na matkę-Polkę współczuć jej całym sercem, jeśli cierpi, choćby z
      powodu trudności w kontaktach z innymi.Powinnaś, powinnaś...
      Mowa trawa, nie? Taka sama, jak to, co ona "powinna".

      Twój stres, podobnie jak i jej, wypływa z niepowodzeń.
      Wyobraź sobie, że zmuszają cię do jazdy figurowej na lodzie. Ty się ledwo
      utrzymujesz w pozycji pionowej, a tu każą ci robić piruety i wykonywać skoki.
      Upadasz raz i drugi, posiniaczone doopsko boli, publika się śmieje, gwiżdże,
      jury ocenia cię na zero, a zewsząd słyszysz rady: trenować, trenować, trenować.
      Masz ochotę wejść do mysiej dziury.
      Tak właśnie czuje twoja córeczka.
      Jeśli jednak ktoś podałby ci rękę, utrzymasz się na lodzie, będziesz jeździć
      coraz pewniej, moze nawet to polubisz, chociaż nigdy nie wykonasz potrójnego
      skoku. Bo i po co?

      Twoje dziecko odstaje w klasie, bo ma mnóstwo zaległości. Poczytaj forum, ile
      rodzice spedzają czasu na stymulację intelektualną dzieciaczków. Potem one są
      w szkole do przodu. Inne przychodzą z nastawieniem, że to szkoła ma nauczyć. Te
      zdolniejsze, bardziej otwarte, bez dysfunkcji, opanują program. Inne mają kłopoty.

      Jesli chcesz dziecku pomóc, to musisz mu ... pomóc.
      1 Przede wszystkim nie mów o szkole, jako o obowiązku. Raczej jako o czymś
      oczywistym. Dorośli chodzą do pracy, dzieci do szkoły. Opowiedz, jak fatalnie
      czują się bezrobotni, jak nieszczęśliwe są dzieci pozbawione możliwości
      chodzenia do szkoły, np. w Afryce. Opowiadaj o szkolnych hecach z czasów swojej
      młodości, codzień miej jakąś wesołą, albo rzewną historyjkę, związaną ze szkołą.
      2. Trzeba jej codziennie pomóc w lekcjach. Wiem, zaraz się fachowcy odezwą, że
      dziecko powinno samo. Powinno, ale widać nie może.
      Znam ludzi, którzy codziennie siedzieli z dziećmi nad lekcjami, gdy dzieci były
      młodsze, a potem codziennie pomagali, w razie potrzeby. Bo taka była potrzeba.
      Dzieci pokonczyły studia, pracują, są samodzielne.
      Ważne, by dziecko nie bało się szkoły, by zawsze do niej szło z odrobionym
      zadaniem, z nauczonymi lekcjami.
      Potraktuj ten czas przy lekcjach jako miły czas spędzony z dzieckiem, bądź
      spokojna, usmiechnięta, przymykaj oczy na drobne niedociągnięcia, w razie czego
      róbcie przerwy co 20-30 minut. Jesli np. mała zmęczy się pisaniem, "wzmocnij jej
      paluszki" garścią rodzynek lub innych słodyczy. Ja stosowałam takie metody, gdy
      małe dzieci ćwiczyły na fortepianie i skrzypcach. To jest trudne i nużące, gdy
      się ma 10 lat. W pierwszych latach nauki zawsze byłam przy ćwiczeniu i nawet
      lubiłam to, "wzmacniałam paluszki" owocami lub słodyczami, zawsze się
      zachwycałam, jeśli dziecku coś się udało.Właśnie z tych moich muzycznych
      doswiadczeń korzystały znajome, których dzieci miały kłopoty ze zwykłym
      pisaniem, czytaniem i tabliczką mnożenia.
      Czyli - codziennie poświęćcie czas dla dziecka - godzinę, półtorej. Wielu
      rzeczy mozna uczyć się w zabawie, na spacerze, niejako niechcący.
      Gdy dziecko zacznie dostawać lepsze stopnie, uwierzy w siebie. Będzie coraz łatwiej.
      Acha, i raczej nie mów o przyszłym zawodzie. Dziecko żyje chwilą dzisiejszą.

    • martanana Re: prerażająca niechęć do nauki - co robić 20.03.06, 19:56
      Bardzo smutne jest to co piszesz. Nie fakt, że Twoja córka nie lubi szkoły, nie
      chce sie uczyć. Wiele dzieci nie chce. Smutne jest Twoje zdanie na jej temat:
      nie ma kolezanek ( przeciez ma dwie !), niczym sie nie interesuje( a
      ksiazki,plastyka i pies to co?). Mówisz,ze odbieraliscie ją z koloni przed
      terminem, czemu? Tęskniła, byla odrzucona przez grupę, w jakim była wieku?
      Problem nie leży w jej niechęci do nauki, ale w czymś zupełnie innym, w
      niechęci do życia, do czegokolwiek. Mówisz, że ma talent plastyczny, manualny,
      skąd wiesz czy nie zostanie malarką, architektem, projketantem wnetrz(...)
      tylko stawiasz na nią krzyżyk: " o studiach nie ma mowy". Mam wrażenie,że nie
      dopuszczasz do siebie mysli, by Twoja córka mogla coś w życiu osiągnąc, więc
      jak ona może tak myśleć o sobie?
      Moja córa w wieku 3 lat zaczela chodzic na ognisko baletowe. Świetnie się
      bawiła, ale szybko odkryto,ze ma naprawde wielki talent. W grupie rówieśniczej
      była najlepsza,dlatego przenioslismy ją do 7-10 latków( miala wtedy 5 lat).
      Zuzia jest bardzo niska i drobna wie niektore dzieci byly od niej o połowe
      wyższe. I nagle mała osiadła na laurach. Nie chciała ćwiczyć ( musi sie
      rozciagac w domu, ćwiczyc kroki, figury) a tłumaczyła sie tym,że jest
      najmniejsza więc ma jeszcze czas. Trudno było słuchać tego z ust pięciolatki,
      która ma racje - faktycznie ma jeszcze czas. Matczyne doświadczenie i intuicja
      mowiły mi,żeby spowrotem umieścic córczke w grupie 3-7 latków, ale rozsądek
      tłumaczył,ze bedzie cały czas poniżej swoich kwalifikacji. Przekonywałam ją,
      namawiałam, tłumaczyłam, żeby wzieła sie do pracy, że wzrost i wiek nie
      decydują o talencie i umiejętnosciach. Mała powoli, ale zaczeła sie przykładać
      i już po kilku mięsiącach moja pięciolatka byla najlepszą baletnicą w grupie.
      Dziś ma 10 lat, chodzi do 1 klasy szkoły baletowej. Jeździ na turnieje tańca,
      zdobywa medale, za poł roku będzie reprezentować Polskę. I to nie talent,
      mozolne ćwiczenia czy nauka pomagają jej osiągać sukcesy - ale moja wiara w
      nią. Moja wiara bardzo silnie na nią oddźiałowuje, przez co Zuzia wie, że może
      dużo osiągnąć. Gdy następują chwile zwątpienia i rezygnacji, nieraz płaczu,
      słysze: Mamo ja nie dam rady!. Wtedy przypominam jej :" Zuzia, a pamiętasz jak
      3 lata temu zobaczyłas na zawodach tą dziewczynke, tą co stopą ucha dotykała?
      Byłaś w szoku,że można zrobic coś takiego. A dziś prosze- mowisz,że nie ma nic
      łatwiejszego. Tak samo będzie z tym.." Musisz uwierzyć w córke, popracować nad
      jej poczuciem własnej wartości, 10 letnia dziewczynka, która we wszystkim jest
      najgorsza, nie ma siły, by walczyc, poddaje sie i nie idzie do przodu lecz do
      tyłu. Zatroszcz sie o jej życie towarzyskie, zaproś dziewczynki z klasy na
      przyjecie urodzinowe, imieninowe, obojetnie jakie. Zorganizucie podczas niego
      malowanie, rysowanie, tańczenie, ubieranie lalek, gotowanie. Zwykłe dziecięce
      zabawy, a nie dowania i mnożenie - płaszczyzna na której córka codziennie
      obcuje z dziećmi z klasy.
      Zycze Ci powodzenia i wytrwałości, a przede wszystkim wiary we własną córeczke.
      Pozdrawiam,
      Marta, mama Amelki - 7 lat i Zuzi - 10 lat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka