Dodaj do ulubionych

egzamin do szkoły podstawowej

09.05.06, 13:53
Na innym forum, wypowiedzialam sie na temat jednej ze szkół prywatnych,
miedzy innymi krytykujac egzamin wstepny, jaki szkoła ta prowadzi do swoich
klas pierwszych. Szkola motywuje to tym ze chce wyselekcjonowac tylko
najlepsze dzieci co kolwiek by to nie znaczylo (w kazdym razie tak uwazaja
rodzice, ktorzy dzieci na taki egzamin zapisali i im poddali).

Moim zdaniem jest to totalne nieporozumienie, bo:

-6 latek nie moze byc obarczony odpowiedzialnoscia "wyboru" szkoly, jest
poprostu za maly aby taka odpowiedzialnosc na nim spoczywala
-egzamin taki powoduje stres, a w razie niepowodzenia moze skutkowac nawet
przyszla fobia do szkoly (jak dziecko nie zda, moze to byc dla niego powodem
do leku przed szkola)
-egzamin nie bardzo ma co sprawdzac, poza tzw dojrzaloscia szkolna (ale to
sie sprawdza raczej na odwrot, pod katem jej braku)
-egzamin nie moze byc wiarygodny, bo 6 latki nie sa na tyle dojrzale aby
dojrzale podejsc do takiego egzaminu (moga sie przestarszyc, moze im sie
zachciec siku, moga nie miec akurat ochoty itp itd)

Jednym slowem ja uwazam ze egzamin dla 6 latkow (platny zreszta) to tylko
stres dla dzieci, podbudowywanie ego rodzicow ("moje dziecko zdalo egzamin do
elitarnej szkoly"...), a sposob na sciaganie kasy przez szkole.

Jestem ciekawa waszej opinii...

Aha, szkola oczywiscie moze to robic, bo jest prywatna i jak jej sie zechce
to moze przyjac nawet tylko dzieci bez odstajacych uszu albo o wzroscie
powyzej 130 cm ...wiec nie o to chodzi.

Ciekawa jestem co sadzicie o takim egzaminie i czy poslalibyscie na taki
egzamin wlasne dziecko ?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: egzamin do szkoły podstawowej 09.05.06, 14:57
      Nigdy!
      Bałabym się, ze dziecko nie zda - zgadzam się z Twoimi argumentami w 100%.
      I bałabym sie dziecko zda - i w wieku 6 lat bedzie się uważalo za "lepsze" od
      tych nieudaczników, które się nie dostały. Poza tym w wieku 6 lat wynik
      egzaminu nie przesądza o niczym, swiadczy tylko o ambicjach rodziców, a nie o
      zdolnościach dziecka.
      No i potem to "wyselekcjonowane" towarzystwo w szkole. Brrr...
    • allija Re: egzamin do szkoły podstawowej 09.05.06, 15:18
      Moim zdaniem szkoła idzie na latwiznę.
      Oczywiscie, ze taki egzamin cos tam jest w stanie pokazać, pewnie nie wiedze
      ale chocby rys psychologiczny przyszlego ucznia. Mozna wybrac dzieci, ktore
      potrafia poradzic sobie ze stresem, ktore nie wierca sie i ktore wykonuja to
      czego sie od nich wymaga, czyli nad wiek dojrzałe i inteligentne.
      Pewnie szkole duzo latwiej uczyc takie dzieci i lepsze wyniki z nimi osiagnąć
      niz z uczniami przecietnymi, różnymi jakich spotyka sie w kazdej innej szkole.
      Po co sie meczyć?
      Ciekawe czy nauczyciele tez sa poddani takiej weryfikacji? No bo jeśli ja
      miałabym oddać moje genialne dziecko do takiej szkoły to chcialabym miec
      pewność, że tam jego talenty zostana rozwiniete a nie zmarnowane.
      A czy w ogóle oddałabym do takiej szkoły? No, jesli miałabym w sobie cos ze
      snoba to pewnie tak, próbowalabym. Moglabym sie potem chwalic, lub milczec
      jesli odsiew by sie nie udał.
      No, ale ja nigdy nie lubilam snobów, sama takich cech nie przejawiam. Tym
      bardziej, że moje dziecko pewnie takiego egzaminu nie zdałoby bo po zerówce
      pani domniemywała, ze w szkole to on sobie nie poradzi. Co nie przeszkadzało,
      że od wielu lat jest jednym z najlepszych uczniów w klasie. Tak więc jednak
      pomyliła się /a ja sie chwalę jednak/.
      Mnie to nie przeszkadza ani nawet przeciwnie. Jeśli komus to pasuje to prosze
      bardzo. I tak o niczym nie świadczy bo od pierwszej klasy podstawówki do matury
      droga daleka. Bardzo różnie może być po drodze.
      Mnie zwsze zalezało zeby moje dzieci oprócz nauki miały także udane
      dzieciństwo, koledzy, rower, piłka i te rzeczy. No ale moze sie myle i nie tędy
      droga? ja pamietam swoje dziecinstwo ale moze teraz własnie trzeba inaczej?
      czasy bardzo sie zmieniły więc juz sama nie wiem.
      Jeśli szkoła naprawde bardzo dobra to nie robiłabym problemu z tego egzaminu.

      • verdana Re: egzamin do szkoły podstawowej 09.05.06, 15:28
        Szkoła - szczególnie podstawowa - ma nie tylko uczyc, ale i wychowywać.
        Zasada podwojnej selekcji dzieci (pieniądze +egzamin) świadczy o tym, ze szkoła
        nie ma pomysłu na uczenie dzieci, ani na radzenie sobie z dziecmi z
        jakimikolwiek kłopotami. Bierze "najlepsze", w dodatku pilnowane przez
        ambitnych rodziców i starac się juz pewnie nie musi. Ale nikt nie zagwarantuje,
        ze szesciolatek nie zacznie gorzej sie uczyć w wieku lat 10, albo ze nie bedzie
        miał innych problemow. A problemow wyraźnie szkoła nie chce.
        Oczywiscie - tej akurat szkoły nie znam. Ale wieści, jakie dochodzą do mnie z
        paru najbardziej elitarnych liceów, tworzonych na podobnych zasadach, świadczą,
        że tego typu szkoły skupiają się często bardziej na wymaganiu i eliminacji, niż
        na prawdziwym uczeniu. Nie liczy sie dziecko, tylko średnia punktow na
        egzaminie.
        Bardzo groźnie dla małych dzieci.
    • archi_joa Re: egzamin do szkoły podstawowej 09.05.06, 19:04
      nie nie i jeszcze raz nie
      w wieku 7 lat robic z dziecka odludka w jakieja rzekomo "elitarnej szkole"
      na wyscig szczurów jeszcze bedzie czas na studiach, choc ja mimo tego, ze jestem
      na dobrym kierunku tego nie odczuwam smile
      • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 09:14
        czy to prawda ze zawszet egzamin dojrzalosci szkolnej dziecka, zanim pojdzie do
        szkoly.(tak twierdzi jedna mama adwersarz z innego forum) .

        Moze cos sie zmienilo, bo ja nie pamietam aby moje dziecko jakikolwiek taki
        egzamin zdawalo. Ale to bylo 5 lat temu...


        Czy jest tu jakas mama ktorej dziecko zdawalo taki egzamin wstepny ? Moze
        ktos widzi jakies pozytywy takiego egzaminu ?

        Dzieki
        • verdana Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 09:20
          Nie ma zadnego egzaminu!
          Owszem, jest badanie psychologiczne pod kątem dojrzałości szkolnej o ile
          dziecko idzie do szkoly rok wcześniej - ale badanie przeprowadza psycholog, nie
          szkola i z egzaminem nic to wspólnego nie ma.
        • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 10:33
          agatka_s napisała:
          > Moze
          > ktos widzi jakies pozytywy takiego egzaminu ?

          Jasmile
          Nie wiem, co prawda na czym dokładnie "taki egzamin" polega, ale - jak już
          kilkakrotonie wspominałam - jestem za segeragacją. Problem polega jedynie na
          praktycznej możliwości przestrzegania pewnych zasad, a mianowicie:
          - nieprzylepianie etykietki,
          - możliwość rotacji.

          Z moich obserwacji wynika, że wrzucanie wszystkich do jednego worka przynosi
          dzieciom negatywne skuki; cierpią te zdolne, szybciej rozwijające się, nie
          mające problemów z koncentracją, jak i te z drugiego bieguna, czyli osiągające
          dojrzałość szkolną i emocjonalną ciut później, rozkojarzone,nadpobudliwe, mało
          zdolne, posiadające różne dysfunkcje. Argument o stresie dziecka do mnie nie
          przemawia, bo jeśli tak jest, to należy dokształcić dorosłych, rodziców (wiem,
          tu może być trudniej niż z dziecmi), a nie odgórnie pozbawiac dzieci mozliwości
          kształcenia się w grupie na podobnym poziomie, z podobnymi problemami.
          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 10:55
            A nie uwazasz ze szkola to nie jest tylko miejsce uczenia sie. To nie jest tak
            ze w szkole jak nie przymierzajac gesiom tuczonym na pasztet, wtlacza sie
            maksymalnie duzo do glowy. Gdyby tak bylo to rzeczywiscie posegregowanie
            dzieci byloby uzasadnione. Jak te gesi, te co mozna na 5kg wiedzu utuczyc
            razem, te na 2 kg razem, a te co na 10 dkg razem. Tuczenie wychodzi wtedy
            sprawnie i ekonomicznie.

            No coz dzieci nie gesi do tuczenia...

            Szkola to tez miejsce gdzie dzieci powinny uczyc sie funkcjonowac w grupie,
            dawac sobie rade w roznych sytuacjach. Uczyc sie empatii roznych uczu,
            tolerancji otwartosci na innosc itp, ale tez powinny uczyc sie zasad zdrowej
            konkurencji, odpowiedzialnosci za swoje postepowanie itp itd. Jesli
            zorganizuje sie szkolnictwo na zasadzie segregacji-selekcji, to pewnie wyjda
            nam grupy super wyyedukowane i grupy glupkow (no bo ci niedojrzali jak ich sie
            razem zgrupuje to juz poza swoj poziom glupkow nie wyjda). No i wszystkie te
            grupy wyjda totalnie kalekie emocjonalnie. Bo w grupie super prymosow nie
            sposob nauczyc sie np tego ze ktos nie jast orlem z matematyki, ale za to
            strzela swietne gole...

            Ci dobrzy- to beda egotycy/egocentrycy/egoisci przekonani o swojej
            nadprzecietnej doskonalosci i z frugiej strony frustraci-nie majacy juz
            kompletnie nic do zrobienia na tym swiecie (no bo juz zostali
            zakwalifikowani). Klienci roznych urzedow pracy, urzedow pomocy spolecznej i
            innych szpitali psychiatrycznych...

            Koszmarna to wizja...
            • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 11:45
              agatka_s napisała:

              > A nie uwazasz ze szkola to nie jest tylko miejsce uczenia sie.
              Ależ oczywiście, że nie tylko.

              > To nie jest tak
              > ze w szkole jak nie przymierzajac gesiom tuczonym na pasztet, wtlacza sie
              > maksymalnie duzo do glowy.

              Piszesz o marzeniach czy rzeczywistości?
              Jeśli popatrzymy na dziecko z problemami (nie wnikając w szczegóły) to tak to
              OBECNIE czasamiw wygląda jak napisałaś.

              > Szkola to tez miejsce gdzie dzieci powinny uczyc sie funkcjonowac w grupie,
              > dawac sobie rade w roznych sytuacjach. Uczyc sie empatii

              Wolbrzymiając, spróbuj przez rok pochodzić na wykłady z ... tabliczki mnożenia
              tudzież inne, gdzie przez 10 godzin nie wolno wyjść zrobić siusiu , a
              porozmawiamy wtedy o nauce empatii i dawania sobie rady w różnych sytuacjachsad

              >Jesli
              > zorganizuje sie szkolnictwo na zasadzie segregacji-selekcji, to pewnie wyjda
              > nam grupy super wyyedukowane i grupy glupkow

              A czymże były dobre licea kontra zawodówki za naszych czasów?
              Segregacja zawsze była w szkolnictwie. Nie wprowadzało się jej od najmłodszych
              lat, bo prócz przeciwników są jeszcze techniczne problemy przy takim rozwiazaniu.

              >No i wszystkie te
              > grupy wyjda totalnie kalekie emocjonalnie.

              Ja uważam, że kalekie emocjonalnie to wychodzą własnie obecnie, bez segregacji.
              Zwróć jeszcze uwagę, że:
              - ja mówię o rotacji pomiedzy grupami, a nie przydziale na stałe,
              - rozmawiamy o naszych preferencjach, gustach, widzeniu szkolnictwa, a nie racji
              jedynie słusznej.

              >Bo w grupie super prymosow nie
              > sposob nauczyc sie np tego ze ktos nie jast orlem z matematyki, ale za to
              > strzela swietne gole...

              A co za problem przydzielić na w-f do tych wysportowanych, a na matematyce do
              tych mających proble w wymagających dłuższego tłumaczenia, prostszych zadań?


              > Ci dobrzy- to beda egotycy/egocentrycy/egoisci przekonani o swojej
              > nadprzecietnej doskonalosci i z frugiej strony frustraci

              Ja nie spotkałam jeszcze dziecka, które mając w wieku lat np 8 problemy z
              czytaniem, siedzeniem w ławce zostaje frustratem BEZ ogromnego udziału w tym
              DOROSŁYCH. Dziecku wcale nie przeszkadza, że bazgrze, robi błędy, nie czuje
              miłości do tabliczki mnożenia. Problemem natomiast dla niego jest to, że sasiad
              w ławce nie ma to już opanowane, a pani mówi, że znowu się nie stara , a rodzic,
              że jest zawsze gorszy od Jasia z drugiej ławki.
              Trudno mi też sobie wyobrazić rezygnację ze wspólnej podwórkowej zabawy, tylko
              dlatego, że jeden uczy się w szybszym, a drugi w wolniejszym tempie w innej grupie.

              -nie majacy juz
              > kompletnie nic do zrobienia na tym swiecie (no bo juz zostali
              > zakwalifikowani).

              Czyli wszyscy na studia, aby nie popaść w kompleksy?
              Przeciez dla takiego malucha wazniejszae jest kopanie piłki, fascynujaca zabawa,
              akceptacja niz świadomość, że sąsiad z INNEJ klasy przerabia już tabliczke
              mnożenia i i bynajmniej z tego powodu nie zbzikuje ani nie nabawi sie nerwicy,
              czego nie mozna powiedzieć o obecnych uczniach (nieposegregowanych)

              > Klienci roznych urzedow pracy, urzedow pomocy spolecznej i
              > innych szpitali psychiatrycznych...
              > Koszmarna to wizja...

              I to wszystko dlatego, że rówieśnicy w klasie byli na TYM samycm poziomie?
              • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 12:09
                Piszesz o marzeniach czy rzeczywistości?
                > Jeśli popatrzymy na dziecko z problemami (nie wnikając w szczegóły) to tak to
                > OBECNIE czasamiw wygląda jak napisałaś.


                linko, dziecku z problemami trzeba pomoc. Moim zdaniem zamkniecie takiego
                dziecka z innymi dziecmi wcale problemow nie rozwiaze.


                Wolbrzymiając, spróbuj przez rok pochodzić na wykłady z ... tabliczki mnożenia
                > tudzież inne, gdzie przez 10 godzin nie wolno wyjść zrobić siusiu , a
                > porozmawiamy wtedy o nauce empatii i dawania sobie rady w różnych sytuacjachsad


                To jest patologia.

                Moze ja mam szczescie ale wszystkie szkoly+przedszkole mojego syna, byly
                miejscami gdzie byl on wychowywany. Tak samo tez i inne miejsca np chor w
                ktorym spiewa. Wedlug mnie na poziomie szkoly podstawowej jest to glowne
                zadeanie. Jakas tam wiedza oczywiscie tez, ale jednak glownie to sa podsawy
                zycia w grupie itp itd.


                czymże były dobre licea kontra zawodówki za naszych czasów?
                > Segregacja zawsze była w szkolnictwie. Nie wprowadzało się jej od najmłodszych
                > lat, bo prócz przeciwników są jeszcze techniczne problemy przy takim
                rozwiazani
                > u.

                Absolutnie, ja mowie tylko o poziomie szkoly podstawowej. Wedlug mnie
                rozroznianie dzieci w tym wieku nie ma sensu.

                Pozniej dzieci powinny miec juz prawo wyboru, powinny jesli chca wybierac
                dalsza droge edukacji. W wieku 15 lat, dzieci juz rozumieja swiat (troche !).
                Rozumieja ze jeden bedzie piekl chleb a inny zrobi doktorat albo Nobla. I to
                wtedy jest naturalne ze do takiej selekcji dochodzi. Czesto dochodzi bo
                jednemu sie chce innemu nie dalej uczyc...

                Niestety 6-latki takiej dojrzalosci nie maja. Jesli 6-latek nie zda egzaminu,
                on zrozumie to jasno : "jestem beznadziejny". Czlowiek troche dojrzalszy zna
                swoje predyspozycje, wie do czego sie nadaje do czego nie i tak jakos zgodnie z
                ta wiedza probuje sie rozwijac, i nawet jak mu cos nie wyjdzie potrafi to
                zaakceptowac, jakos racjonalnie sobie wytlumaczyc, od biedy zadawac egzamin po
                raz drugi (po lepszym przygotowaniu sie).

                Dla malego dziecka taki nie zdany egzamin moze byc "wyrokiem" na cale zycie.
                Dlatego moim zdaniem moze to byc dlugotrwala krzywda emocjonalna jaka dziecku
                zgotujemy.
                • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 12:28
                  agatka_s napisała:
                  > To jest patologia.

                  I niejedna patologia w obecnym systemie istnieje, dlatego ze pani wymaga tego
                  samego, w ten sam sposób od dzieci na tak róznym poziomie dojrzałości, zdolności.

                  >Jakas tam wiedza oczywiscie tez,
                  Kilka razy odnosiłas się do wypracowań swojego dzieceka; wg mnie to nie jest
                  JAKAŚ, to jest duża wiedza i wymagania.

                  > ale jednak glownie to sa podsawy
                  > zycia w grupie itp itd.

                  Odnosze wrazenie, że jednak nauczyciele zdecydowanie większy nacisk kładą na
                  naukę w szkole niż relacje społeczne.

                  > Absolutnie, ja mowie tylko o poziomie szkoly podstawowej. Wedlug mnie
                  > rozroznianie dzieci w tym wieku nie ma sensu.

                  Może nie miałaś do czynienia z dziećmi, które nie nadążają za klasą i czują się
                  gorsze z tego powodu, albo z takimi, co nudzą się ( i rozrabiają i/lub
                  zniechęcają do szkoły), bo tempo za wolne.
                  No i jeszcze kwestia liczebności klas. Zapewne przy dobrej woli nauczyciela w 15
                  os. grupie mozna pogodzić interes kazdego dziecka.

                  > Niestety 6-latki takiej dojrzalosci nie maja. Jesli 6-latek nie zda egzaminu,
                  > on zrozumie to jasno : "jestem beznadziejny".

                  Prędzej tak pomyśli 12 czy 15-latek.
                  Zresztą wiek nie jest tu czynnikiem decydujacym, bardziej wrażliwość jednostki i
                  oczekiwania rodziców.

                  >Czlowiek troche dojrzalszy zna
                  > swoje predyspozycje, wie do czego sie nadaje do czego nie i tak jakos zgodnie

                  Naprawdę sadzisz, że 18-latkowi łatwiej przychodzi porazka zwiazana z
                  niezaliczonym testem niż 6-latkowi?


        • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 10:57
          z zasady przyjmuje się, że dziecko, jeśli jest w odpowiednim wieku, jest
          dojrzałe do szkoły

          niemniej do zadań pedagogów w przedszkolu / zerówce należy sygnalizować
          jakiekolwiek wątpliwości w tym względzie, proponują wtedy rodzicom
          przeprowadzanie badań

          badania wymaga też odroczenie lub przyspieszenie obowiązku szkolnego

          pozdrawiam
          Judyta
    • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 10:55
      agatka_s napisała:

      > Moim zdaniem jest to totalne nieporozumienie, bo:
      >
      > -6 latek nie moze byc obarczony odpowiedzialnoscia "wyboru" szkoly, jest
      > poprostu za maly aby taka odpowiedzialnosc na nim spoczywala.

      Skoro rodzice przerzucą na niego "odpowiedzialność wyboru" to mozna tylko mu
      współczuć.

      > -egzamin taki powoduje stres, a w razie niepowodzenia moze skutkowac nawet
      > przyszla fobia do szkoly (jak dziecko nie zda, moze to byc dla niego powodem
      > do leku przed szkola)

      Dziecko nie powinno mieć w ogóle ŚWIADOMOŚCI jakiegokolwiek "zdawania" i nie
      bedzie jej miało, jeśli rodzice i srodowisko będzie odpowiednio podchodzić do
      takiego sprawdzianu.

      > -egzamin nie bardzo ma co sprawdzac, poza tzw dojrzaloscia szkolna

      Tzw. dojrzałość szkolna w tym wieku to już konkretne wytyczne, gdzie
      przyporządkować malucha. Plus podstawowe umiejętności szkolne nabyte wczesniej.

      > -egzamin nie moze byc wiarygodny, bo 6 latki nie sa na tyle dojrzale aby
      > dojrzale podejsc do takiego egzaminu (moga sie przestarszyc, moze im sie
      > zachciec siku, moga nie miec akurat ochoty itp itd)

      Tak, to jest problem. Jednak dzieci chodzą do zerówek i tam mogą zostać ocenione
      dodatkowo przez prowadzące wychowawczynie. Oczywiście, że chodzenie z dzieckiem
      od szkoły do szkoły na egzamin jest bezsensowne i szkodliwe. Mówiąc o pozytywach
      testów mam na myśli ogólne badanie predyspozycji wszystkich dzieci, a potem w
      szkole stworzenie odpowiednich klas albo grup w klasach (u nas nierealne).
      Szkoły prywatne mogą narzucic własne zasady: klasy dla tych dojrzałych, zdolnych
      lub wręcz z dysfunkcjami, niższą dojrzałością szkolną. Tu raczej widzę problem w
      mentalności dorosłych, obawie przed ocena ich dzieci (z taakiej rodziny, a do
      klasy 'głupków" chodzą). Jeżeli dzieciom nie bedzie uświadamiac sie na każdym
      kroku , kto "lepszy", a kto "gorszy", same nie będa również siebie etykietkować
      w pierwszych klasach , a za kilka lat "karira" kazdego z nich może być różna.

      > Jednym slowem ja uwazam ze egzamin dla 6 latkow (platny zreszta) to tylko
      > stres dla dzieci, podbudowywanie ego rodzicow ("moje dziecko zdalo egzamin do
      > elitarnej szkoly"...), a sposob na sciaganie kasy przez szkole.

      W konkretnym przypadku, który opisujesz i tak może być.


      • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 11:18
        > >
        > > Skoro rodzice przerzucą na niego "odpowiedzialność wyboru" to mozna tylko mu
        > współczuć.


        Tak mi sie wydaje, ze taki 6 latek tak to odczuwa. On wie ze idzie na jakies
        spotkanie, i od rezultatu tego spotkania zalezy czy bedzie chodzi do TEJ szkoly
        czy nie. Nie rozumie jeszcze co moze zrobic lepiej lub gorzej (bo nawet
        rodzice tego nie wiedza), ale wie ze od tego jak wypadnie zalezy czy mama
        bedzie sie usmiechac czy niekoniecznie (bo nawet jak mama powie ze nic sie nie
        stalo, dziecko podswiadomie wie ze "nawalilo" jak sie nie dostalo, i wie
        ze "jest super" jak sie udalo).



        >
        > > -egzamin taki powoduje stres, a w razie niepowodzenia moze skutkowac nawe
        > t
        > > przyszla fobia do szkoly (jak dziecko nie zda, moze to byc dla niego powo
        > dem
        > > do leku przed szkola)
        >
        > Dziecko nie powinno mieć w ogóle ŚWIADOMOŚCI jakiegokolwiek "zdawania" i nie
        > bedzie jej miało, jeśli rodzice i srodowisko będzie odpowiednio podchodzić do
        > takiego sprawdzianu.

        No jak napisalam, nie ma sily aby dziecko takiej swiadomosci nie mialo. Wie ze
        idzie na cos, od czego zalezy czy do szkoly bedzie chodzic czy nie....(i tak
        jak napisalam dziecku jaka to szkola jest akurat pewnie "zwisa", ale na
        usmiechu i radosci rodzicow zalezy jednak kazdemu maluchowi)


        > > -egzamin nie bardzo ma co sprawdzac, poza tzw dojrzaloscia szkolna
        >
        > Tzw. dojrzałość szkolna w tym wieku to już konkretne wytyczne, gdzie
        > przyporządkować malucha. Plus podstawowe umiejętności szkolne nabyte
        wczesniej.


        dla mnie jest jasne ze jesli dziecko nie jest gotowe do szkoly, powinno sie mu
        pomoc (to powinno byc wychwycone przez wychowawcow w zerowce). Ale jednak
        wiekszosc dzieci jest gotowa do szkoly. Dla mnie egzamin moze sprawdzac
        POSTEPY, wtedy jest to OK. Dzieci startuja teoretycznie z tego samego punktu,
        no i potem sie sprawdza jak sie rozwijaja.


        > > -egzamin nie moze byc wiarygodny, bo 6 latki nie sa na tyle dojrzale aby
        > > dojrzale podejsc do takiego egzaminu (moga sie przestarszyc, moze im sie
        > > zachciec siku, moga nie miec akurat ochoty itp itd)
        >
        > Tak, to jest problem. Jednak dzieci chodzą do zerówek i tam mogą zostać
        ocenion
        > e
        > dodatkowo przez prowadzące wychowawczynie. Oczywiście, że chodzenie z
        dzieckiem
        > od szkoły do szkoły na egzamin jest bezsensowne i szkodliwe. Mówiąc o
        pozytywac
        > h
        > testów mam na myśli ogólne badanie predyspozycji wszystkich dzieci, a potem w
        > szkole stworzenie odpowiednich klas albo grup w klasach (u nas nierealne).
        > Szkoły prywatne mogą narzucic własne zasady: klasy dla tych dojrzałych,
        zdolnyc
        > h
        > lub wręcz z dysfunkcjami, niższą dojrzałością szkolną. Tu raczej widzę
        problem
        > w
        > mentalności dorosłych, obawie przed ocena ich dzieci (z taakiej rodziny, a do
        > klasy 'głupków" chodzą). Jeżeli dzieciom nie bedzie uświadamiac sie na każdym
        > kroku , kto "lepszy", a kto "gorszy", same nie będa również siebie
        etykietkować
        > w pierwszych klasach , a za kilka lat "karira" kazdego z nich może być różna.
        >
        > > Jednym slowem ja uwazam ze egzamin dla 6 latkow (platny zreszta) to tylko
        > > stres dla dzieci, podbudowywanie ego rodzicow ("moje dziecko zdalo egzami
        > n do
        > > elitarnej szkoly"...), a sposob na sciaganie kasy przez szkole.
        >
        > W konkretnym przypadku, który opisujesz i tak może być.


        Ja poprostu swojego dziacka- 6-latka bym nigdy nie poslala na taki egzamin.
        Zal mi by go bylo.


        • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 12:12
          agatka_s napisała:

          >
          > Tak mi sie wydaje, ze taki 6 latek tak to odczuwa. On wie ze idzie na jakies
          > spotkanie, i od rezultatu tego spotkania zalezy czy bedzie chodzi do TEJ
          >szkoly czy nie.

          A ja będę upierać sie, że w takim przypadku to głównie presja dorosłych czyni z
          dzieci kaleki emocjonalne. Dziecko powino iść na test nie ze świadomością, że MA
          ZDAĆ, tylko że chodzi o WYBÓR grupy w której będzie mu najlepiej, najłatwiej
          przyswajać wiedzę, współpracować. Ja po prostu jestem innym rodzicem, jeżeli
          decydowałabym się na szkołe prywatna to zależałoby mi przede wszystkim na
          DOPASOWANIU grupy, stworzeniu optymalnych warunków do rozwoju dziecka, a nie na
          przynalezności do elitarnej podstawówki.

          >Nie rozumie jeszcze co moze zrobic lepiej lub gorzej (bo nawet
          > rodzice tego nie wiedza), ale wie ze od tego jak wypadnie zalezy czy mama
          > bedzie sie usmiechac czy niekoniecznie (bo nawet jak mama powie ze nic sie nie
          > stalo, dziecko podswiadomie wie ze "nawalilo" jak sie nie dostalo, i wie
          > ze "jest super" jak sie udalo).

          Sama widzisz, że mamy inne założenia. W ogóle nie widzę powodów do
          nieuśmiechania się do własnego dziecka z takiego powodu. Natomiast Twoja
          wypowiedź potwierdza moje zdanie, że to bardziej RODZICE nie sa przygotowani do
          segregacji w pierwszych etapach nauki niż dzieci.

          > Ja poprostu swojego dziacka- 6-latka bym nigdy nie poslala na taki egzamin.
          > Zal mi by go bylo.

          A ja zrobiłabym wiele, aby dzieci uczyły się wśród rówiesników o zbliżonym
          poziomie dojrzałości szkolnej, wiedzy, inteligencji, dyfunkcji itp., bez
          etykietki "głupka" czy "geniusza".

          A może kompromis? Dodatkowy nauczyciel (wspierający i "gorszych", i "lepszych",
          prowadzacy zajecia w grupach )+ obowiązkowa edukacja psychologiczna (mądra!) dla
          rodziców i nauczycieli? I zostajemy bez egzaminów ...
          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 12:27
            > A może kompromis? Dodatkowy nauczyciel (wspierający i "gorszych",
            i "lepszych",
            > prowadzacy zajecia w grupach )+ obowiązkowa edukacja psychologiczna (mądra!)
            dl
            > a
            > rodziców i nauczycieli? I zostajemy bez egzaminów ...

            Ale u mnie (znaczy u syna !!!) tak wlasnie bylo.

            Szczegolnie bylo to widoczne w drugiej klasie- na skutek przeniesienia polowy
            klasy wraz z nauczycielka do nowootwartej szkoly, okazalo sie ze klasa niejako
            sklada sie z 2 polowek. Polowa bardzo dobra, a druga (dzieci z roznych innych
            klas), nie przyzwyczajona, nie nauczona pewnych metod pracy. To nie byly
            dzieci glupsze !!!! Poprostu w ich klasie pierwszej nie nauczono ich pewnych
            rzeczy (nie mam na mysli twardej wiedzy, raczej spraw typu pisanie dyktand,
            pisanie krociutkich wypracowan, testow itp).

            Wtedy nasza pani na zebraniu poinformowala rodzicow jak to wyglada. Poprosila
            o wspolprace rodzicow i tych "lepszych" i "gorszych" w interesie calej klasy.
            Poprostu tamta polowa ktora do nas doszlusowala, zajela sie dodatkowo przez 1-2
            miesiace. Wszystkie te dzieci oprocz zajec z reedukatorem mialy dodatkowe
            zajecia z nasza pania, dodatkowe cwiczenia z rodzicami itp. W tym czasie nasze
            dzieci mialy tez zadanie pomoc tym "nowym". To bylo bardzo ksztalcace.

            Nie wszyscy to wytrzymali. Dwoje rodzicow zdecydowalo sie dzieci przeniesc do
            innej szkoly. Dla nich ta sytuacja (2 grup) chyba byla nie do zniesienia. Ale
            po 1 miesiacu wszystko sie wyrownalo. Potem juz nigdy nie bylo roznicy miedzy
            dziecmi "starymi" i "nowymi". Z tych nowych bylo potem kilku prymusow.


            Po miesiacu "poziom" klasy wyrownal sie ale tylko dzieki zaangazowaniu
            wszystkich nauczyciela, rodzicow i dzieci. Mowiac wyrownal sie , nie mam na
            mysli tego ze wszystkie dzieci uczyly sie tak samo, bo wiadomo ze nie. Ale
            mniej wiecej wszystkie umialy (posiadly instrumentarium) sie tak samo uczyc.

            W tej klasie bylo wiele miejsca na wychowanie....

            • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 12:58
              agatka_s napisała:
              > pisanie krociutkich wypracowan

              Moze to jest tak, że pewne rzeczy musimy zobaczyc na własne oczy, aby uwierzyć?
              Agatko, są 8 - latki, które nie są w stanie napisać zadnego wypracowania, ba,
              nawet sklecić 2 zdań poprawnie, bez błedów, więc to nie tylko kwestia, że "ich
              nie nauczono". One po prostu pewnych rzeczy jeszcze nie czują i obecny system
              edukacji im nie sprzyja. Uważam, że bardziej przezywa dziecko, które jest
              wytypowane z klasy na reedukcję, zajęcia wyrównawcze, niż takie która od
              początku uczy się w odpowiedniej grupie. Bo przecież zawsze jest ktoś w czymś
              lepszy, do poziomu którego warto podciagać.

              Oczywiście, aby nie prowokować do sztucznego podziału (klasy lepsze i
              gorsze)można też pracować w 2 grupach wewnątrz klasy (ale to jak na razie sfera
              marzeń)

              > Wszystkie te dzieci oprocz zajec z reedukatorem mialy dodatkowe
              > zajecia z nasza pania, dodatkowe cwiczenia z rodzicami itp. W tym czasie nasze
              > dzieci mialy tez zadanie pomoc tym "nowym". To bylo bardzo ksztalcace.

              To brzmi jak piękna bajkasmile
              Tylko dlaczego tak mało rozpowszechniona?

              > Nie wszyscy to wytrzymali. Dwoje rodzicow zdecydowalo sie dzieci przeniesc do
              > innej szkoly. Dla nich ta sytuacja (2 grup) chyba byla nie do zniesienia.

              Odeszły te najsłabsze? Ciekawe, co czuły ...

              >Ale
              > po 1 miesiacu wszystko sie wyrownalo. Potem juz nigdy nie bylo roznicy miedzy
              > dziecmi "starymi" i "nowymi". Z tych nowych bylo potem kilku prymusow.

              Jeżeli tak, to problem nie tkwił w predyspozycjach dzieci; w ciagu miesiaca przy
              najlepszych checiach nie nadrobi się braków w emocjach, dojrzałości (nie mówiąc
              juz o wyrównywaniu zdolności i pozbywaniu dysfunkcji)

              > Po miesiacu "poziom" klasy wyrownal sie ale tylko dzieki zaangazowaniu
              > wszystkich nauczyciela, rodzicow i dzieci. Mowiac wyrownal sie , nie mam na
              > mysli tego ze wszystkie dzieci uczyly sie tak samo, bo wiadomo ze nie. Ale
              > mniej wiecej wszystkie umialy (posiadly instrumentarium) sie tak samo uczyc.
              >
              > W tej klasie bylo wiele miejsca na wychowanie....

              Wychodzi na to, że można i na taką klasę trafić.

              Reasumujac, nasze rozważania mozna podzielić na 2 zagadnienia:
              -kwestia podejścia do egzaminu (za/przeciw)
              - problem segregacji (pracy w grupach).

              Odpowiadając na postawione przez Ciebie pytanie , powiem tak: mnie w
              najmniejszym stopniu nie razi to, że szkoła prywatna wymyśliła "egzaminy". Jej
              prawo. Widzę zdecydowanie bardziej szkodliwie wpływąjce na psychikę dziecka
              czynniki niż test do szkoły w wieku lat 6.
          • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 15:31
            linka9 napisała:

            > A ja zrobiłabym wiele, aby dzieci uczyły się wśród rówiesników o zbliżonym
            > poziomie dojrzałości szkolnej, wiedzy, inteligencji, dyfunkcji itp., bez
            > etykietki "głupka" czy "geniusza".

            widzisz, gdyby to było tak proste...
            że dzieci mają zdolności, możliwości jakieś takie uśrednione, że jeśli
            powiedzmy, dziecko ma poziom 30%, to ze wszystkiego tak, a jak 70%, to ze
            wszystkiego 70...

            ale to jest tak, że zdolności, możliwości nie dzielą się nawet wzdłuż granic
            przedmiotów... bo dziecko może bardzo dobrze czytać, ładnie się wyrażać w
            rozbudowanych, absolutnie poprawnych zdaniach, i w tym samym czasie może pisać
            z okropnymi błędami ortograficznymi (powiedzmy, że nie ma dysortografii, nauczy
            się, ale stopniowo przez kilka lat) i ma problemy z uczeniem się wierszy na
            pamięć

            i tak po kolei we wszystkim...

            jakbyś chciała dopasować dzieci według poziomu, to w "klasie" miałabyś 2-3
            dzieci :o)

            albo trzeba by dobierać klasy na podstawie gruntownego badania z całego
            województwa :o)

            albo miałabyś znacznie gorzej, bo wśród tych 20, którzy mieli być "tacy sami",
            każda różnica liczyłaby się o wiele bardziej...

            taki selektywny podział owszem istnieje na studiach (bierzesz sobie różne
            przedmioty, istnieją różne poziomy tych samych przedmiotów), dzieje się to już
            w liceum, i fajnie

            ale małe dzieci nie potrafią jeszcze tak żyć, że "lekcje polskiego mam z tymi
            dziećmi, lekcje matematyki z tamtymi, wf znów z innymi..."
            małe dziecko potrzebuje w miarę stałe otoczenie, grupę, nauczycielkę...

            pozdrawiam
            Judyta
    • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 12:50
      Agatko, znasz moje zdanie z innego forum.
      Jak widać i tu matki mają różne opinie na temat egzamniów czy testów
      kwalifikujących do szkół.
      Ja obstaję przy swoim. I jestem za segregacją. Czy chcemy czy nie jest ona
      wszechobecna.
      Raczej przyjaźnisz się z osobą o podobnym wykształceniu, podobnych
      zainteresowaniach. Możesz oczywiście znać ludzi z krańcowo innych środowisk,
      ale raczej nie znajdziecie na dłuższą metę wspólnego języka.
      Małżeństwa także raczej nie różnią się pod względem i poglądów i wykształcenia
      i wiedzy. Jeśli różnice są drastyczne - zwykle źle się to kończy.
      Rodzice wybierają ( o ile mogą sobie na to pozwolić m.in. ze względów
      finansowych) szkoły/kolonie/obozy z dziećmi podobnymi. O podobnych
      zainteresowaniach, nawykach czasem światopoglądzie.
      I dlatego jestem ZA segregacją.
      Jestem również za uczciwością przy rekrutacji.
      Jeden może chcieć rekrutować dzieci na zasadzie kto da więcej kasy ( też mu
      wolno). Drugi chce mieć dzieci tylko np. rodziców z pierwszych stron gazet ( i
      jeśli określi, że takie stawia kryteria to czemu mu zabronić?).
      Trzeci stawia na sport - tylko dzieci bardzo sprawne fizycznie.
      Czwarty na uzdolnienia muzyczne - musi przejść selekcję w kierunku takich
      uzdolnień.
      Piąty stawia na języki, szósty na ogólny rozwój, siódmy według kolejności
      zgłoszeń; ósmy na podstawie rozmowy z dziećmi/rodzicami.
      I wszystkie to jest ok jeżeli kryteria rekrutacji są określone i jasne.
      I szkoła, w sprawie której było tak głośno na regionalnym forum zdecydowała.
      I selekcja - czesne. Może dla niektórych będzie to kwota zaporowa, ale na
      wstępie wiadomo. Szkołache otrzymać sumę X.
      II selekcja - test predyspozycyjny - sprawdza dojrzałość szkolną, umiejętność
      znalezienia się w grupie, przyswojenie takich lub innych umiejętności,
      odpornośćna stres.
      Po zdaniu testu ustala listy. Przyjętych i rezerwową. Jak wszędzie - czy na
      studia czy do liceum. Jeśli z jakichkolwiek powodów zrezygnują ci z I listy
      proponuje się tym z II. Sytuacja jest klarowna. Uczciwa.
      I nie jest do końca prawdą, że dzieci nie zakwalifikowane załamuja się,
      dochodzą do wniosku, że są do niczego, popadają we frustrację. Dotyczy to
      raczej dorosłych.
      Ale mama może równie dobrze stwierdzić, że dziecko jest do niczego, bo np. nie
      dostało się do wymarzonego liceum czy na studia. Też takich znam.
      I jeszcze osobista refleksja sprzed wielu lat.
      Moi rodzice chcieli , żebym mając 5 czy 6 lat chodziła do szkółki łyżwiarskiej.
      Jeździłam już jako tako na łyżwach, byłam bardzo sprawna fizycznie więc
      zapisali mnie na egzamin. Egzamin oblałam. Ze szkółki nici. I , ponieważ mam
      normalnych rodziców, nikt nie robił z tego problemu.
      Pierwsze niepowodzenie nie wpłynęło na moje życie ( co więcej po latach miałam
      łyżwy w ramach zajęć na studiach ).
      • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 13:13
        agawamala napisała:
        >Egzamin oblałam. Ze szkółki nici. I , ponieważ mam
        > normalnych rodziców, nikt nie robił z tego problemu.
        > Pierwsze niepowodzenie nie wpłynęło na moje życie

        Zgadzam się z całą Twoją wypowiedzią, ale odniosę się tylko do tego fragmentu.
        Naprawdę nie rozumiem, skąd podejście, że "oblany" jakiś tam egzamin w wieku lat
        6 przy zdrowych relacjach rodzinnych ma zniszczyć życie (psychikę)dziecku???
        Konsekwentnie, czy do I klas szkół muzycznych też należy zlikwidować egzaminy?

        Rozumiem, że ktoś woli (prawo każdego rodzica), aby jego dziecko nie uczyło się
        wśród:
        - tych z największym IQ
        - dzieci, których rodzice są snobami
        - wśród najbogatszych
        - wśród w jakikolwiek sposób wyselekcjonowanych
        - w klasie z samymi dysfunkcyjnymi
        - itp, itd

        ale przywiązywanie tak wielkiej wagi do jakiegoś testu, o którym (przy
        normalnym, zdrowym podejsciu rodziców) 7-latek szybko zapomni jest dla mnie
        zaskakujące.
    • kalinka2000 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 14:00
      Moje dzicko ma za soba takie doświadczenie. Z tym, że ani razu w naszych
      rozmowach, ani w relacjach do innych osób słowo egzamin nie padło.

      Oczywiście to ja i mąż wybieraliśmy szkołę dla dziecka, ale chcieliśmy, aby ono
      wiedziało co się dzieje i miało poczucie tego, że w tym wyborze uczestniczy.
      Ustalilismy na poczatku, że szkoła do której będzie chodzić musi podobac się
      nam wszystkim. Chodziliśmy razem na dni otwarte, na spotkania z kadrą - w
      zależności od tego, co dana szkoła proponowała.

      W jednej ze szkół tytułowy "egzamin" był formą rozmowy, prowadzonej przez
      psychologa. Najpierw z rodzicami, potem z dzieckiem.
      W szkole, na którą ostatecznie zdecydoawliśmy się był tzw. dzień próbny.

      Informacja do dziecka była taka, że może zobaczyć, czy mu się w tej szkole
      podoba. W każdej chwili mogła do mnie zadzwonić pani dyrektor, zebym odebrała
      dziecko.

      Zaprowadziłam dziecko do szkoły tuż przed śnaidaniem. Ponieważ była jeszcze
      chwilka pani psycholog (moje dziecko nie miało pojęcia oczywiście, ze to jest
      psycholog - po prostu pani ze szkoły) oprowadziła ją po szkole, pokazała ważne
      miejsca (sale, łazienkę, jadalnię itd.). Potem dziecko uczestniczyło w
      normalnych zajęciach w klasie. Podczas, gdy dzieci robiły coś wg planu, w czym
      moje nie mogło uczestniczyć (chyba praca w elementarzu) pani psycholog
      powiedziała, że zada kilka zagadek.

      Po obiedzie odebrałam dziecię. Było zachwycone! Powiedziało mi, że jeśli my się
      zgodzimy to chce chodzić do tej szkoły.

      Także ten potworny magiel, wywołujący stres, mający kłaść cień na edukację
      dziecka i powodować potworną niechęć do szkoły to dla nas coś zupełnie obcego.
      I sądzę, że w ogromnej mierze jest to kwestia podejścia mojego, ale też
      profesjonalizmu kadry szkoły.

      I powiem Wam, że tez miałam wątpliwości, czy moje dziecko sie dostanie.
      Rzeczywiście mit szkół prywatnych jako placówek segregujących dziciaki i
      wybierających same najlepsze egzemplarze funkcjonuje. Okazuje się, że są
      miejsca, gdzie nie produkuje się geniuszy, a po prostu wazny jest człowiek.
      Moje dziecko nie jest przebojowe, wręcz przeciwnie - bardzo spokojne, zawsze z
      tyłu, w dodatku cicho mówi. Chciałabym, żeby otworzyło się bardziej i żeby to
      co ma do powiedzenia (a ma) potrafiło powiedzieć. Mam nadzieję, że ludzie,
      którzy będę je uczyć pomogą nam w tym.

      Pozdrawiam.
      • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 14:23
        kalinko,

        rozumiem z wypowiedzi ze syn sie dostal.

        Co byloby gdyby po jego jak rozumiem entuzjastycznej reakcji, i rowniez twoim
        zachwyceniu sie szkola, ze szkoly jednak przyszla wiadomosc ze nie zostal
        zaakceptowany ?

        Jak bys mu to wyjasnila ? 6-latkowi, ktory jak sama wspomnialas, nawet nie
        mial swiadomosci ze jest "sprawdzany".

        Jakie powody podalabys ze szkola go nie zaakceptowala, wybrala lepszych.
        Lepszych ? z jakiego powodu ? w czym ?
        • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 14:26
          Ja bym się po prostu nie wdawała w wyczerpującą dyskusję.
          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 14:34
            agawamala napisała:

            > Ja bym się po prostu nie wdawała w wyczerpującą dyskusję.


            znaczy co: dziecko bylo w szkole caly dzien (zauwaz ze dla takiego
            przedszkolaka to przezycie nie lada, byl w SZKOLE !!!!), wraca zachwycone,
            podoba mu sie, wie ze rodzicom tez sie podobalo. On juz wie, ze pojdzie do tej
            szkoly !!!! A potem we wrzesniu laduje w calkiem innej ? Tak bez slowa
            wyjasnienia ?

            Z moim by to napewno nie przeszlo. Poza tym to byloby nie fair, nie wyjasnic
            dziecku. Gdybym taki numer wywinela chyba dziecko straciloby do mnie zaufanie
            na dlugo.
            • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 14:41
              Przede wszystkim idąc na dzień próbny powiedziałabym dziecku, że jest to JEDNA
              ZE SZKÓŁ, DO KTÓREJ BĘDZIE EWENTUALNIE CHODZIŁO. Że i Ty i dziecko musicie
              zobaczyć, przyjrzeć się, zadecydować. Nic pewnego.
              Pokazałabym szkołę drugiego, trzeciego....szóstego wyboru. Powiedziałabym, że
              są rzeczy które mi się podobają w jednej a nie podobają w drugiej szkole.
              Przecież decyzja zależy od wielu czynników. Nie eksponowałabym nadmiernie
              swojego zachwytu. Dziecko bardziej chce pójść DO SZKOŁY niż zastanawiać się do
              której.
              • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 14:51
                No widzisz, to ja dokladnie tak wlasnie robilam !

                Tylko ze zaden psycholog nie musial ogladac mojego dziecka. Bo mnie psycholog
                nie jest potrzebny, zeby wiedziec ze moje dziecko do szkoly sie nadaje.
                Zaczelam od obejrzenia okolo 10 szkol, i tak sukcesywnie odrzucajac zeszlam do
                2-ch. W tych dwoch z "short-listy" bylismy razem z synem. Na koncu to on
                podjal decyzje. Akurat padlo na rejonowa (argumenty syna: bo tam byla duza
                sala gimnastyczna i wielkie boisko).

                Jak zmienialismy szkole w klasie 3 tez byl na takich 3 dniach probnych. Wtedy
                wchodzil w zgrana juz klase ktora byla ze soba juz 3 lata, i wiedzial ze i
                koledzy i nauczyciele musza go zaakceptowac. Ale to po pierwsze byla inna
                sytuacja, a poza tym 10-latek wiele rzeczy rozumie, nawet to ze klasa nie
                chyciala aby do nich przyszedl (nie stalo sie tak oczywiscie).

                Ale jak wytlumaczyc 6-latkowi ze szkola go nie chce ? (chyba ze sie wszystko
                ukrywa, przedstawia w inny niz w rzeczywistosci sposo, no ja niestety nie umiem
                ukrywac, u nas mowimy wszystko i o wszystkim).
                • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 15:37
                  Nie jestem zwolenniczką mówienia wszystkiego do końca i zawsze bez owijania w
                  bawełnę. Czasem, i to nie rzadko, przynosi to więcej szkody niż pozytku,
                  sprawia przykrość.
                  Nigdy nie powiedziałabym dziecku "szkola cię nie chce", powiedziałabym to
                  dyplomatycznie, ukazałabym ciemniejsze strony szkoły. Np. zobaczymy czy
                  będziesz chodził do TEJ szkoły. Pokazałabym plusy szkoły drugiego( trzeciego)
                  wyboru.
                  Dziecko 6-7 letnie naprawdę nie poddaje samo z siebie tak głębokiej analizie
                  efektu egzaminu. Zrobi to, gdy w domu "oblany" egzamin - lub odwrotnie zdany
                  stanie się tematem nr 1- drążonym, rozpatrywanym.
                  Starsze dzieci już więcej rozumieją, ale nawet w przypadku złego wyniku na
                  sprawdzianie po VI klasie nie robiłabym tragedii. Uświadomiłabym, że mając np.
                  29 punktów nie ma szansy dostać się do takiego czy innego gimnazjum. Zresztą w
                  tym wieku dziecko samo to wie.
                  • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 15:54
                    No a ja mam takie zasady, ze moge o wszystkim porozmawiac ze swoim dzieckiem.
                    Nawet o przykrym czy trudnym.

                    Skoro nie bardzo chcesz dziecku o tym egzaminie porozmawiac, a nawet jakos
                    probujesz go jednak zakamuflowac (czyli by dziecku go zafundowac, ale aby nie
                    mialo tej swiadomosci), to oznacza ze cos jednak jest nie tak z tym egzaminem.
                    Wedlug mnie dziecko powinno byc swiadome, czemu jest poddawane, i po co (po
                    co ???).

                    Tylko o to chodzi ze 6-latek nie zrozumie dlaczego jest takiemu egzaminowi
                    poddany, a w razie niepowodzenia z pewnoscia nie zrozumie dlaczego jest gorszy
                    od innego 6-latka (ja zreszta tez tego nie rozumiem...).

                    Dla mnie nie ma poprostu rzeczy ktore nalezy przed dzieckiem ukrywac (a juz z
                    pewnoscia rzeczy dotyczacych dziecka bezposrednio !!!). Ja jestem
                    prostolinijna i szczera, nawet nie umialabym tego ukryc. Jesli wolalabym aby
                    dziecko nie wiedzialo ze jest takiemu egzaminowi poddawane (tak jak
                    sugerujesz...), to zamiast kluczyc i kamuflowac, poprostu na taki egzamin bym
                    dziecka nie poslala (bedac w zgodzie ze soba). No i tak tez zrobilam.
                    • kalinka2000 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 16:11
                      Każdy z nas wychowuje swoje dzieci zapewne najlepiej jak umie.

                      Ja też jestem szczera z dzieckiem, ale wiem, kiedy powiedzenie czegoś wprost
                      może je sparaliżować, a kiedy nie wyrządzi żadnych strat.
                      • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 16:22
                        kalinka2000 napisała:

                        > Każdy z nas wychowuje swoje dzieci zapewne najlepiej jak umie.
                        >
                        > Ja też jestem szczera z dzieckiem, ale wiem, kiedy powiedzenie czegoś wprost
                        > może je sparaliżować, a kiedy nie wyrządzi żadnych strat.

                        100% zgody tylko ze ja wiem co go moze jak ty to nazywasz sparalizowac, wedlug
                        mnie jest to sam egzamin a nie powiedzenie o nim...Moim zdaniem jesli chcesz
                        cos zafundowac dziecku, o czym nie mozesz, nie chcesz mu powiedziec, to lepiej
                        mu tego nie funduj. W takim "nie mowieniu", jest jednak cos nie fair w
                        stosunku do dziecka. Tak sobie pomyslalam, ze gdyby moi rodzice poddali mnie
                        jakiemus testowi, a ja bym tego nie wiedziala, bylo by mi najzwyczajniej
                        przykro. I mowie to jako dorosla kobieta, ktora rozumie ze czasem cos sie robi
                        dla tzw "dobra dziecka". Nie podobaloby mi sie gdybym jako osoba dorosla
                        dowiedziala sie ze takiemu egzaminowi bylam poddana, ale nikt mnie nie
                        poinformowal.

                        A ty ? czulabys sie OK ?
                        • kalinka2000 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 16:31
                          Patrzysz z perspektywy osoby dorosłej, jaką jesteś.
                          Dzieci inaczej widzą świat.

                          Jak miało dwa - trzy lata dawałam dziecku ogrywać mnie choćby w Piotrusia. Jak
                          jest starsze uczy się, ze nie zawsze się wygrywa. Myślę, ze jest to kwestia
                          wyczucia odpowiedniego moementu, kiedy już można... Nie twierdzę, że to co
                          robię jest idealne, ale staram się.
                          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 16:44
                            ja nigdy nie dawalam sie ogrywac (nawet gdybym chciala to mam za cwane na to
                            dziecko...), choc czesto ogrywana bylam !

                            Tak owszem patrze na to z perspektywy osoby doroslej, ale ja mam dokladnie taka
                            zasade ze traktuje swoje dziecko jak sama bym chciala byc traktowana. Nie
                            chcialabym aby rodzice poslali mnie na jakis egzamin, nie mowiac mi o tym. A
                            gdyby poslali mnie na jakis egzamin to chcialabym wiedziec po co ? Poza tym
                            ja nie uwazam ze cos mozna dziecku powiedziec dopiero jak skonczy X lat.
                            Dziecku mozna zawsze powiedziec wszystko, kwestia tylko jak. Jak ma 3 lata to
                            mowi sie jak do 3 latka, a jak 10-lat to jak do 10 latka, ale tresc jest ta
                            sama.

                            Ja nie krytykuje, nie oceniam, nie potepiam !

                            Ja poprostu nie zdecydowalam sie na egzamin bo nie umialabym 6-latkowi
                            wytlumaczyc po co to robimy, i nie umialabym tez wytlumaczyc czemu inny 6-latek
                            jest lepszy. A skoro nie umiem czegos wytlumaczyc 6-latkowi, bo nie umiem tez
                            sobie tego wytlumaczyc, to wole w takiej "zabawie" nie uczestniczyc. To
                            pozwala mi spac spokojnie.
                        • jagawi pytanie do Agatki 25.05.06, 16:51
                          Tak z ciekawości: z tego co wiem, Twój syn niedługo kończy podstawówkę - czy
                          myśleliście już o gimnazjum? Jestem bardzo ciekawa jakie gimnazja Ci
                          odpowiadają, czy rejonowe, czy dwujęzyczne z piekielnie trudnym egzaminem, czy
                          też tzw elitarne, prywatne, do których też jest egzamin (np. wspominany Primus,
                          do którego stosunkowo łatwo się dostać).

                          I coś jeszcze: w pewnej renomowanej warszawskiej podstawówce, niepublicznej, nie
                          zrobiono egzaminu, tylko zebrano wszystkie dzieci razem (a było ich sporo więcej
                          niż miejsc) i zespół nauczycieli i psychologów po prostu je obserwował przez
                          jakieś półtorej godziny: czy bawią się z innymi dziećmi, czy chętnie rysują, czy
                          wypełniają polecenia itp). Na podstawie tych obserwacji przeprowadzono selekcję
                          (było to więc coś w rodzaju badania dojrzałości szkolnej). Córka znajomych nie
                          dostała się, bo jest nieśmiała i nie chciała sie bawić z innymi dziećmi. Teraz
                          jest w państwowej podstawówce i wcale nie jest tam jej za dobrze (liczna klasa,
                          bardzo dużo zadawane do domu). No to ja już wolę egzamin, na nim miałaby szanse.
                          • agatka_s Re: pytanie do Agatki 25.05.06, 17:17
                            jagawi napisała:

                            > Tak z ciekawości: z tego co wiem, Twój syn niedługo kończy podstawówkę - czy
                            > myśleliście już o gimnazjum? Jestem bardzo ciekawa jakie gimnazja Ci
                            > odpowiadają, czy rejonowe, czy dwujęzyczne z piekielnie trudnym egzaminem, czy
                            > też tzw elitarne, prywatne, do których też jest egzamin (np. wspominany
                            Primus,
                            > do którego stosunkowo łatwo się dostać).

                            Moj syn jest w 4 klasie, czyli gimnazjum za dwa lata. Ale mamy juz wybrane
                            i "zaklepane". W zeszlym roku moj syn zmienil szkole, ze wzgledu na potworne
                            przepelnienie w publicznej szkole do ktorej uczeszczal (kojarze ze jestes z
                            Ursynowa, wiec powiem ze chodzil na Wilczy Dol). W tym roku rozpoczal nauke w
                            szkole spolecznej, ktora ma i podstawowke i gimnazjum. Nasz wybor w zeszlym
                            roku byl tez juz podejmowany pod katem gimnzajum. Jest tu zasada ze wszystkie
                            dzieci z podsatwowki maja prawo kontynuowac nauke w gimnazjum (chyba ze cos
                            strasznego by przeskrobaly, jak mi tlumaczono np wysadzily szkole w
                            powietrze). Egzamin bedzie oczywiscie po 6 klasie, ale nie decyduje on o
                            przyjeciu lub nie. Wszystkie dzieci przechodza hurtem.

                            Jesli szkola i synowi i mnie nadal bedzie sie podobac (ostatnio mi
                            niekoniecznbie ..), to tak to bedzie. Synowi nalezy sie troche stabilizacji, a
                            do gimnzjum przejdzie od razu cala klasa. Szkole uwielbia, wiec pewnie juz nie
                            bedziemy kombinowac, bo lepsze jest wrogiem dobrego.

                            Mnie w tym gimnazjum najbardziej podoba sie kameralnosc (tak jak i w
                            podstawowce 2 klasy po 10-15 osob na poziomie, przy czym dzieci ucza sie w 3
                            miejscach 0-3 w jednym, 4-5 w drugim a 6 i gimnazjum w trzecim) co daje duze
                            prawdobodobienstwo ze kazdy dzieciak jest przypilnowany (w sensie narkotykow,
                            alkoholu itp bo to jest co mnie niepokoi w wieku gimnazjum). Poziom jest chyba
                            OK, o ile wiem szkola jest raczej w czolowce. Najwazniejsze ze jest
                            spokojnie. Ja jestem zadowolona, syn tez bo klase uwielbia. Jest wlasnie na
                            zielonej szkole a ja mam czas...
                            >
                            > I coś jeszcze: w pewnej renomowanej warszawskiej podstawówce, niepublicznej,
                            ni
                            > e
                            > zrobiono egzaminu, tylko zebrano wszystkie dzieci razem (a było ich sporo
                            więce
                            > j
                            > niż miejsc) i zespół nauczycieli i psychologów po prostu je obserwował przez
                            > jakieś półtorej godziny: czy bawią się z innymi dziećmi, czy chętnie rysują,
                            cz
                            > y
                            > wypełniają polecenia itp). Na podstawie tych obserwacji przeprowadzono
                            selekcję
                            > (było to więc coś w rodzaju badania dojrzałości szkolnej). Córka znajomych nie
                            > dostała się, bo jest nieśmiała i nie chciała sie bawić z innymi dziećmi. Teraz
                            > jest w państwowej podstawówce i wcale nie jest tam jej za dobrze (liczna
                            klasa,
                            > bardzo dużo zadawane do domu). No to ja już wolę egzamin, na nim miałaby
                            szanse

                            Ja nie pisze o formie egzaminu (nawet nie wiem jak w rzeczonej szkole egzamin
                            wyglada), dla mnie kazda selekcja wsrod 6-latkow jest bez sensu. Czemu
                            niesmiala 6-latka ma byc gorsza od smialej, albo na odwrot ? I jak wytlumaczyc
                            niesmialej dlaczego sie dostala, albo smialej dlaczego sie nie dostala (lub na
                            odwrot ?) ?

                            Dla mnie jedynym sprawiedliwym sposobem jest "kto pierwszy ten lepszy". Wtedy
                            mowi sie dziecku "przepraszam , ale zapisalismy sie za pozno" i tyle.

                            • jagawi Re: pytanie do Agatki 26.05.06, 10:28
                              > Dla mnie jedynym sprawiedliwym sposobem jest "kto pierwszy ten lepszy". Wtedy
                              > mowi sie dziecku "przepraszam , ale zapisalismy sie za pozno" i tyle.
                              >

                              No tak, tylko w najlepszych szkołach (najlepsza opinia, budynek, wyniki itp) to
                              nie wchodzi w grę - czasem jest tylu chętnych, że oznaczałoby to dantejskie
                              sceny w dniu zapisów, albo trzeba by zapisywać dziecko do szkoły będąc w ciąży ;o)
                              • agawamala Re: pytanie do Agatki 26.05.06, 10:36
                                Znam szkołę ( miała tam dzieci moja bliska koleżanka), do której zapisywało się
                                na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy". W sumie, jeżeli 50% opisywanych przez
                                koleżankę sytuacji rzeczywiście zaistniało, to ja już wolę egzamin......
                    • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 07:48
                      Każdy ma inne zasady wychowywania dzieci i ułożenia wzajemnych stosunków.
                      Pomiędzy waleniem prawdy w oczy - bez względu na to czy dobra czy zła i
                      konsekwencje a dostosowywaniu wiadomości do wieku dziecka ( i jego możliwości)
                      jest różnica.
                      Przykłady z życia. Kilkanaście lat temu zmarł mój teść. Syn miał niecałe 5 lat,
                      córka nieco ponad 6. Oszczędziliśmy im pogrzebu, opisów śmierci. Na grób chodzą
                      regularnie, na pogrzeb kuzynki poszli w późniejszym - znacznie- wieku.
                      Oszczędziłam im silnego stresu nie oszukując. Oboje wiedzieli co się stało.
                      Moja bliska przyjaciółka się rozwodziła. Jej mąż okazał się draniem: popijał,
                      miał na boku panie, bywał klientem agencji towarzyskich itp. Czy córkom 6 i 8
                      letniej miała dokładnie opowiedzieć dlaczego rozstaje się z ojcem? Dodam, że
                      człowiekiem, który na swój sposób kocha córki i bywa ( nie jest a właśnie bywa)
                      nie najgorszym ojcem.
                      Sąsiad stracił pracę. Sytuacja, dotąd bardzo dobrze sytuowanej rodziny,
                      znacznie się pogorszyła. Czy należy dokładnie opowiadać dzieciom ( 4 i 7 lat),
                      że za chwilę głód zajrzy do domu, będą musieli zacząć sprzedawać co cenniejsze
                      rzeczy? Mogło tak być, ale być, ale się nie stało. Sąsiad znalazł inną pracę -
                      mniej płatną, ale z perspektywami. Dzieciom oszczędziło się naprawdę przykrych
                      przeżyć.
                      Dwa lata temu zachorował, i to bardzo ciężko mój ojciec. Dzieci były w tym
                      czasie już w liceum. Są bardzo przywiązane do dziadka. Choroba przyszła
                      niespodziewanie i miała bardzo ostry i dramatyczny przebieg. Oboje wiedzieli,
                      że nie jest dobrze, ale nie rysowałam przed nimi perspektywy śmierci dziadka (
                      choć nie ukrywam, że sama byłam przekonana, że skończy się źle). Rozmawiałam o
                      tym z mężem. Ojciec wyzdrowiał. Oszczędziliśmy naszym nastolatkom naprawdę
                      dużych stresów. O tym, że mogło się skończyć inaczej dowiedzieli się gdy
                      dziadek wrócił do formy jak przed chorobą. W szpitalu odwiedzili go, gdy stan
                      zagrożenia życia minął.
                      Nie mówilabym dziecku, że jest np. poczęte metodą in vitro, nie informuję o
                      swoim życiu seksualnym. Mamy taki sposób wychowania.
                      • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 08:59
                        agawamalo

                        zauwaz ze wszystkie te "tajemnice" sa to w jakis sposob rzeczy przykre, ktorych
                        chcesz dziecku oszczedzic...(apropos powiedzenie dziecku ze nie jestesmy juz
                        zamozni, nie stanowi to problemu gdy dziecko od poczatku jest wychowywane w
                        szacunku dla ludzi mniej zamoznych (np wie ze 1200 czesnego to sa bardzo duze
                        pieniadze, na ktore trzeba dlugo pracowac), i wie ze dzis jestesmy dobrze
                        sytuowani, ale w zyciu bywa roznie i nie bedziemy wcale gorsi gdy zarabiac
                        bedziemy mniej...)

                        Ja nie mialabym problemu z rozmawianiem z dzieckiem o tych wszystkich rzeczach,
                        ale szanuje ze ktos o takich przykrych rzeczach nie chyce rozmawiac (adopcja-
                        jedni mowia, inni ukrywaja-sa rozne postawy....

                        Ale zauwaz ze ten egzamin traktujesz dokladnie tak, jak jakas rzecz, przykra,
                        wstydliwa, zbyt skmplikowana aby 6-latek mogl pojac, podswiadomie chcesz mu tej
                        wiedzy oszczedzic....

                        Gdyby 6-latek bral udzial w zawodach plywackich, gdyby nawet przyplynal ostatni
                        (albo odwrotnie pierwszy), nie mialabys problemu powiedziec ze sie scigal (no
                        przeciez nie mowilabys poplywaj tylko sobie....), nie mialabys problemu z
                        powiedzeniem ze zwyciezyli inni bo plywaja szybciej, ty synku musisz jeszcze
                        popracowac. Nawet 6-latek musi brac udzial w konkurencji, musi umiec
                        przegrywac wygrywac. Ale kiedy ma to jakis sens, i kiedy reguly sa jasne i
                        sprawiedliwe.

                        Sytuacja zawodow plywackich, testow po kazdej klasie, badz egzaminow
                        maturalnyvh jest jasna i klarowna. Niestety egzamin dla 6-latka nie jest taka
                        jasna impreza. Nie znane sa kryteria, nie wiadomo po co on sie odbywa, i jego
                        wynik jest zwyczajnie niesprawiedliwy, bo oceniane sa jakies wyimaginowane
                        cechy (np to ze nie biega za bardzo), a nie postepy, czy praca dziecka.

                        Powiem raz jeszcze jesli mam poddac czemus dziecko, a nie potrafie mu jasno
                        wytlumaczyc po co i wedlug jakich regul ma w czyms brac udzial, i musze to
                        przed nim ukrywac, "kamuflowac" dla jego dobra-to wole darowac sobie.

                        Gdyby taki egzamin byl po pierwszej klasie, o to byloby juz co innego...moze
                        jakies obiektywne kryteria daloby sie ulozyc, poza tym moglaby to byc jakas
                        mobilizacja dla dziecka, ze ma pracowac w 1 klasie.

                        A jeszcze taka sytuacja jest 2 kolegow, obaj zdaja ten egzamin, jeden zdaje
                        drugi nie. Jak to wytlumaczyc ? Jednemu ? Drugiemu ?
                        • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 09:12
                          Jeśli chodzi o gwałtowne pogorszenie się sytuacji materialnej rodziny to ,
                          gratuluję, jesli wytłumaczysz dziecku ( 5-6-letniemu), że niedługo zdejmie się
                          ze ściany ulubiony obraz i sprzeda na życie!
                          Agatko, odnosżę wrażenie, że dla Ciebie wszystko jest czarne albo białe- brak
                          odcieni.
                          Ostatni wynik w zawodach pływackich bywa dla dziecka bardziej stresujący niż
                          niezdany "egzamin" do zerówki czy pierwszej klasy - wszyscy widzą, gratulują
                          najlepszym, medale, dyplomy, dumni rodzice zwycięzców, przemówienia itp. I
                          dziecko, które przypłynęło ostanie - nierzadko wyśmiewane przez bardziej
                          sprawnych kolegów, albo zawistnie współczująca mama medalisty.......
                          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 09:30
                            agawamala napisała:

                            > Jeśli chodzi o gwałtowne pogorszenie się sytuacji materialnej rodziny to ,
                            > gratuluję, jesli wytłumaczysz dziecku ( 5-6-letniemu), że niedługo zdejmie
                            się
                            > ze ściany ulubiony obraz i sprzeda na życie!

                            Eeee tam ja tez 2 razy w zyciu stracilam prace i bylam bezrobotna po kilka
                            miesiecy, bez przesady zadnych obrazow nie sprzedawalam. No coz zamiast
                            niedzielnego obiadu np w Pizza Hut, mialam obiad w domu. Ograniczylam glownie
                            wydatki na siebie, na przyjemnosci itp. Jesli ktos tak kompletnie sie
                            degraduje finansowo, ze az dochodzi do takich sytuacji, to ma jakis problem
                            glebszy (hazardzista ?). Rozsadny czlowiek, ma zawsze jakis plan B, jakies
                            wyjscie na tzw czarna godzine.


                            Ja jestem sama, nie mam meza (mam alimenty !). Jak tracilam prace to syn raz
                            mial 6 lat a drugi to byl taki malutki. Poza tym byla zawsze w odwodzie
                            rodzina...Za pierwszym razem musialam wyjechac za granice aby znalezc prace, to
                            bylo najgorsze bo dziecko mialo rok z kawalkiem a ja bylam tysiace kilometrow
                            od niego-koszmar !!!!. Syn wie ze w zyciu sa rozne sytuacje, ze czasem trzeba
                            wlozyc wiele wysilku aby utrzymac sie przy zyciu. Teraz powodzi nam sie bardzo
                            dobrze, na wiele rzeczy nas stac. Ale kto wie, co nas jeszcze czeka...Ja na to
                            jestem przygotowana i finansowo i mentalnie.





                            > Agatko, odnosżę wrażenie, że dla Ciebie wszystko jest czarne albo białe- brak
                            > odcieni.
                            > Ostatni wynik w zawodach pływackich bywa dla dziecka bardziej stresujący niż
                            > niezdany "egzamin" do zerówki czy pierwszej klasy - wszyscy widzą, gratulują
                            > najlepszym, medale, dyplomy, dumni rodzice zwycięzców, przemówienia itp. I
                            > dziecko, które przypłynęło ostanie - nierzadko wyśmiewane przez bardziej
                            > sprawnych kolegów, albo zawistnie współczująca mama medalisty.......
                          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 09:44
                            agawamala napisała:

                            >
                            > Ostatni wynik w zawodach pływackich bywa dla dziecka bardziej stresujący niż
                            > niezdany "egzamin" do zerówki czy pierwszej klasy - wszyscy widzą, gratulują
                            > najlepszym, medale, dyplomy, dumni rodzice zwycięzców, przemówienia itp. I
                            > dziecko, które przypłynęło ostanie - nierzadko wyśmiewane przez bardziej
                            > sprawnych kolegów, albo zawistnie współczująca mama medalisty.......


                            Nigdy ! Wiesz jak to jest dziecko ktoremu jak ktoras mama napisala dajemy sie
                            ograc w czarnego Piotrusia-to tak jest. No bo przeciez trudno aby koledzy tez
                            dawali sie ogrywac...

                            Moje dziecko wiele razy przegrywalo, i nic. Pewnie ze fajniej sie wygrywa, ale
                            no coz nie zawsze...
                            Wyslalo mi sie wczesniej, przed odpowiedzia na druga czesc:


                            Moj syn ma hopla na punkcie sportu, ma jakas taka wiare ze jest super
                            sportowcem- a nie jest. To znaczy jest OK, plywa, jezdzi na nartach, stoi na
                            bramce ale bez przesady. No ale tak jakos mu sie zawsze wydawalo ze jest dobry.

                            W nowej klasie mieli biegi na czas-totalna porazka. Przybiegl chyba
                            przedostatni. Na 1 semestr wsrod samych piatek i 6 byla jedna 4 z wf-u. Mimo ze
                            dla szkoly wygral zawody plywackie, te biegi zawazyly. Nikt mu niczego nie
                            powiedzial, ale byl to dla niego problem...

                            Chlopak sie tak zawzial, zaczal robic jakies pompki, przysiady, biegal rano. I
                            teraz z biegow przelajowych dostal 6, a na koniec roku ma 5. Wierz mi ze ta 5
                            z wf-u cieszy go duuuuzo bardziej niz czerwony pasek ktory dostanie.

                            A przeciez widzialam ze on przezywa...przeciez moglam zainterweniowac, poprosic
                            aby dali mu 5, bo on tak to przezywa, moglam mu oszczedzic....

                            Nic z tych rzeczy. I teraz naprawde mam satysfakcje, ze mam takiego
                            dzieciaka. Nie ciesze sie z samej oceny, tylko jak on sobie poradzil z ta
                            sytuacja. Mysle ze jak kiedys napotka jakas przeszkode, to ta lekcja jak mozna
                            zaakceptowac porazke i jak sie z niej podniesc jest bardzo cenna.
                            • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 10:14
                              Nie wszyscy mają rodziców ( ja akurat mam i w trudnych sytuacjach się
                              wspieramy, ale - powtarzam - nie dotyczy to wszystkich).
                              Ty masz taki a ja nieco inny obraz świata. I można o tym dyskutować w
                              nieskończoność.
                              Ty masz jedno dziecko - ja dwoje. Inaczej się je wychowuje.
                              Ty masz dwuosobową rodzinę ( bez ojca na miejscu) - ja pełną, czteroosobową.
                              Też jest to inaczej, zwłaszcza w przypadku syna.
                              Ja pozwalałam się ogrywać , gdy dzieci były małe( nie zawsze ) w karty, scrabla
                              czy szachy. Ty - nie. I zapewniam Cię, moje dzieci potrafią przegrywać, być
                              gorsze, ponieść porażkę i.....wyciągnąć ( nie zawsze) wnioski.
                              Ja nie widzę niczego złego w egzaminach nawet do zerówki, bo sprawdzają
                              dojrzałość szkolną. Ty - w tym przypadku gotowa jesteś bronić swoich racji do
                              krwi ostatniej.........
                              Ja uważam, że nie o wszystkim należy mówić prosto w oczy, Ty jesteś odmiennego
                              zdania.
                              Różnimy się wiekiem- swoim i dzieci; sytuacją rodzinną; Ty zmienialaś pracę
                              kilka razy - ja od ukończenia studiów mam tego samego pracodawcę[który dał mi
                              nawet do sesji egzaminacyjnej możliwość pracy w domu , bo widzi, że trudno mi
                              się przemieszczać po złamaniu nogi].
                              • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 10:22
                                cos nas laczy-praca w domu.

                                Ja od dwoch lat pracuje z domu. Dawniej pracowalam po 15 godzin dziennie, a
                                dziecko siedzialo z dziadkami i pania Wala (DOKLADNIE TAK !)

                                Dzis mama jest w domu jak syn wraca o 15.00 ze szkoly...To chyba najlepsza
                                rzecz jaka mi sie zdarzyla. Mam czas dla dziecka.
                                • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 10:28
                                  Ja nie pracuję w domu. Tzn czasem , tak jak teraz mam pracę własną, bo jestem
                                  po dość skomplikowanym złamaniu nogi i dłuuuuuuuuugim zwolnieniu. Ze względu na
                                  etat naukowo-dydaktyczny mam też mniej godzin poza domem.
                                  Moje dzieci mają klucze ( nie na szyi , bo już wiek nie ten).
                                  Nigdy nie pracowałam kilkunastu godzin na dobę, nie miałam tzw. niani ( pani do
                                  sprzątania przychodzi od zawsze).
                                  • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 10:52
                                    A ja pracowalam. Przez pierwsze lata mojego syna pracowalam w wielkiej
                                    miedzynarodowej firmie ksiegowej, i moja praca polegala na ciaglym jezdzeniu po
                                    Polsce swiecie...Potem(kilka miesiecy po tym jak wrocilam po urlopie
                                    macierzynskim) mi podziekowano, bo juz nie bylam w stanie tak jezdzic i tyle
                                    pracowac, mimo ze i tak dziecko wychowywali dziadkowie a dbala o nie niania
                                    ktora z nami mieszkala.

                                    Potem wyjechalam za granice na pol roku, a potem dalej pracowalam w Polsce po
                                    15 godzin dziennie, czasem dziecko widywalam tylko w weekendy...Po kilku latach
                                    zostalam wspolnikiem w nowotworzonej firmie i poprostu rok 2000 i potem to byl
                                    horror. Ja juz wcale z pracy nie wychodzilam. Nic tylko praca i praca.
                                    Dziecko chodzilo do przedszkola, byli dziadkowie i byla 24 godzinna niania.
                                    nie bylo tylko mamy.

                                    A jak dziecko poszlo do szkoly, to ja z takiej pracy zrezygnowalam. Poprostu
                                    nie mialam juz sily. Wtedy bylo ciezko, bo naprawde dlugo bylam bez pracy. A
                                    potem moj byly moj wspolnik zaproponowal mi prace na moich warunkach-moge byc w
                                    domu, pracuje tyle ile chce i tak jak chce-licza sie tylko rezultaty. Czasem
                                    musze przysiasc, ale zazwyczaj udaje mi sie ze wszystkim obrobic bez problemu.

                                    To jest super rozwiazanie. Oczywiscie nie te pieniadze co przedtem ale cos za
                                    cos....

                                    Ja znam niezle te rozterki rodzica ktory widzi dziecko tylko 5 minut przed
                                    snem, znam ludzi ktorzy posylaja dzieci do najlepszych szkol, bo wydaje im sie
                                    ze tak nadrobia deficyt w kontaktacgh z dzieckiem. Znam tez rodzicow ktorzy
                                    placa i wymagaja (bo tak sa przyzwyczajeni)...Znam bo bardzo dlugo w
                                    takich "sferach" sie obracalam...

                                    Dzis z perspektywy czasu juz nigdy nie chcialabym wrocic do tego trybu zycia,
                                    poprostu czlowiek czasem dojrzewa i widzi co jest istotne...

                                    Dzis jest super, ale nie zawsze tak bylo. Czasem trzeba sie niezle naboksowac
                                    w zyciu aby jakos sobie poukladac tak aby bylo OK.

                                    Wiec ja jestem ostatnia osoba ktora ocenia, krytykuje. Bo doskonale wiem ze
                                    zycie bywa rozne, czasem poprostu pewnych rzeczy nie mozemy uniknac, czasem
                                    dopiero do czegos dojrzewamy.

                                    Nie traktuj moich wypowiedzi jako oceny, ja tylko dziele sie swoimi
                                    przemysleniami.
                          • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:12
                            agawamala napisała:

                            > Jeśli chodzi o gwałtowne pogorszenie się sytuacji materialnej rodziny to ,
                            > gratuluję, jesli wytłumaczysz dziecku ( 5-6-letniemu), że niedługo zdejmie
                            się
                            > ze ściany ulubiony obraz i sprzeda na życie!

                            podstawową różnicą jest tłumaczyć dziecku to, co jest stanem faktycznym,
                            aktualnym, istniejącym,
                            albo własnych czarnych wizji, które być może kiedyś zaistnieją, ale wcale nie
                            muszą

                            tych ostatnich rzeczywiście należy raczej rezerwować dla dorosłych partnerów, i
                            to takich, dla którym nie będzie to dodatkowym obciążeniem...

                            pozdrawiam
                            Judyta
                  • kalinka2000 Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 16:00
                    Jak pisałam wcześniej - ustaliliśmy, ze szkoła musi podobac się nam wszystkim.
                    Nie była to jedyna szkoła, która sie memu dziecku podobała, ale, że ta była
                    typem numer 1 bardzo się cieszę, że tak bardzo przypadła do gustu dziecku.
                    Powiem więcej - wybrana szkoła ma pewien minus - jest dość daleko. Czekają nas
                    sądzę, ze co najmniej półgodzinne podróże codziennie rano (teraz dojazd do
                    przedszkola zajmuje nam jakieś 2 minuty). Moje dziecko samo zauważyło ten
                    problem i umówiliśmy się, że po pierwszym roku podejmiemy decyzję, czy jest to
                    na tyle duży kłopot, żeby na przykład zmienić szkołę.
                    Jest to dla mnie też rodzaj asekuracji - jeśli z jakichś powodów nie będę
                    zadowolona ze współpracy ze szkołą, będę miała argument, którym łatwo
                    wytłumaczę dziecku zmianę.
                    Zazdroszczę rodzicom, którzy mają dobre doświadczenia z wyboru szkoły. Mam
                    nadzieję, że i ja za kilka lat dołączę do tego grona.
    • zgagusia Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 20:27
      Nie czytam wszystkich odpowiedzi bo duzo ich jest. Opisze nasze doswiadczenia.
      Moj syn od wrzesnia bedzie chodzil do prywatnej szkoly do ktorej rekrutacja
      polega na otrzymaniu pozytywnej opinii od psychologa po przejsciu - okreslanych
      tak przez wiekszosc rodzicow - egzaminow. Dla mnie nie jest to zaden egzamin.
      Ale po kolei smile
      Syn 'zdawal' do tej szkoly ponad rok temu - do zerowki. Nie dostal sie. Mimo to
      nie mialam zadnych zastrzezen do tych testow. I czesc to bylo spotkanie
      grupowe - pani psycholog obserwowala jak dzieci zachowuja sie w grupie, czy
      ktores np. nie dezorganizuje pracy calej grupy swoim zachowaniem, jak reaguja
      na polecenia pani, czy je rozumieja a jak nie rozumieja to tez jak sie
      zachowuja smile Dla dzieci to byla zabawa - mialy m.in. zrobic swoja wizytowke z
      imieniem (bo w wiekszosci sie nie znaly), troche zabaw ruchowych, w tym tez
      takich - a teraz niech kazdy dotknie czegos zimnego - szklanego - drewnianego
      itp. (dzieci byly w tej sali po raz I). Potem indywidualne spotkanie z pania
      psycholog - pani sprawdzala lateralizacje dziecka, tempo pracy, ogolna wiedze o
      swiecie. Przyklady zadan:
      1)powiedz jak sie nazywasz, gdzie mieszkasz, opisz swoja rodzine
      2)dotknij lewa reka prawego ucha
      3)dziecko dostalo obrazek - opisz co widzisz na obrazku, czy ta myszka jest pod
      czy nad stolem, z prawej czy lewej strony krzesla itp.
      4)obrysowac wykropkowany zamek i potem wyciac - a teraz posprzataj po sobie smile
      5)czy znasz jakies literki? jesli tak to napisz je
      6)na ktorym talerzu jest wiecej owocow
      7)sprobuj narysowac taki szlaczek
      8)na jakim drzewie rosna żołędzie? z czego robi sie stoly? kiedy dni sa
      krotsze - w lecie czy w zimie? itp.
      Atmosfera absolutnie nie byla stresujaca. Moje dziecko NIE WIEDZIALO ze od tego
      jak wypadnie przed pania psycholog bedzie zalezalo czy go przyjma do szkoly.
      Wiedzial tylko ze idziemy obejrzec szkole, bedzie spotkanie z innymi dziecmi i
      pania i potem sie zastanowimy czy ta szkola nam sie podoba smile Podszedl do
      sprawy z usmiechem i calkiem na luzie i wypadl swietnie smile
      Cala ta procedura ma na celu np. wyeliminowanie dzieci z ADHD - szkola wyraznie
      zaznacza ze nie ma mozliwosci pracy z takimi dziecmi - a takze zbadanie
      dojrzalosci szkolnej dziecka. Jeden z chlopcow np. wypadl ogolnie dobrze ale
      mial problemy z koncentracja i pani psycholog poradzila rodzicom zeby poszedl
      do zerowki przedszkolnej wlasnie ze wzgledu na brak pelnej dojrzalosci
      szkolnej. Teraz ten chlopiec bedzie chodzil juz do I klasy razem z moim synem
      do tej szkoly.
      Sama jestem ciekawa czy bedziemy rzeczywiscie zadowoleni z tej szkoly. Moge
      opisac za rok smile

      Aga
      • verdana Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 22:20
        Agatko!
        rzadko się zgadzamy, ale tym razem podpisuje sie pod wszystkimi absolutnie
        Twoimi wypowiedziami.
        Nie wierze w inteligentne dziecko, które "nic nie rozumie" i ktoremu mozna
        wmawiać, ze egzamin to nie egzamin, a oblany egzamin nie istniał. Jesli nie
        zorientuje sie od razu, zorientuje sie po pewnym czasie - albo nie jest
        inteligentne, wiec po co narazac go na stres egzaminow.
        W szkole mojego syna sa trzy klasy równoległe. Sa tworzone na pierwszy rzut oka
        z przypadkowych dzieci, ale tak jest, ze do jednej klasy przychodza dzieci z
        róznego typu problemami. A więc istnieje selekcja, starannie ukrywana przed
        dziećmi. Tak jest co roku od 15 lat co najmniej.
        Już po pół roku dzieci orientuja się "co jest grane". dzieciaki z nieszczesnej
        klasy - czesto wcale nie głupsze, wyzywane sa przez pozostale dzieci
        od "głupków".
        Z tych dzieci, poczatkowo zupełnie zwyczajnych, wyrastają chuligani, z którymi
        wytrzymać nie sposób. To skutek napietnowania.
        • zgagusia Re: egzamin do szkoły podstawowej 25.05.06, 23:34
          > Nie wierze w inteligentne dziecko, które "nic nie rozumie" i ktoremu mozna
          > wmawiać, ze egzamin to nie egzamin, a oblany egzamin nie istniał.

          a ja bym chciala zeby ktos podal przyklad takiego egzaminu. Celowo dosc
          szczegolowo opisywalam spotkania z psychologiem jakie przechodzil moj syn w
          trakcie rekrutacji - bo przeciez nie mozna powiedziec zeby to byl egzamin!
          Najpierw zabawa w grupie pozniej luzna rozmowa z pania. I powiem tak: ja bym
          nie chciala zeby moje dziecko chodzilo DO SZKOLY (podkreslam ze do szkoly,
          przeciwko kolezenskim kontaktom nic nie mam!) z takim dzieckiem ktoremu pani
          musi przypominac jak sie nazywa. Bo takie dziecko potrzebuje wiekszej uwagi,
          lepszej opieki (abstrahujac od przyczyn!). I albo to dziecko nie bedzie
          nadazalo za reszta klasy albo klasa bedzie sie nudzila 'rownajac poziom' do
          slabszego. Z kolei dziecko nadpobudliwe rowniez potrzebuje specjalnego nadzoru
          i jest w stanie 'rozwalic' kazda lekcje gdy 1 pani ma 20 uczniow w klasie. Ja
          chodzilam do zwyklej osiedlowej podstawowki, dzieci zapisywane do klas jak
          leci. To byl koszmar. Niewiele przesadze jesli powiem ze z podstawowki nie
          wynioslam zadnej WIEDZY. W klasie byli uczniowie zarowno bardzo slabi (choc
          dosc pilni i przede wszystkim spokojni) - ludzie, co to sie dzialo gdy ktorys z
          nauczycieli staral sie takiemu chlopcu cos wytlumaczyc! Klasa (sala) byla w tym
          czasie dewastowana przez tych... hmm... 'aktywniejszych', dziewczynki byly
          bite, wagarowicze zwiewali przez okno - jak tez i inteligentni, z ktorych
          kilkoro zeszlo na zla droge, na pewno czesciowo z powodu kilku godzin
          codziennie spedzanych w przymusowym towarzystwie chuliganow. Lekcje dostosowane
          do 'usrednionego' poziomu nie stanowily zadnego wyzwania, zadnej trudnosci dla
          zdolnych. Po takiej podstawowce niektorzy przezywali szok ze w ogolniaku trzeba
          sie czegos uczyc, trzeba popracowac, przysiasc fałdów... a ze 15 lat to
          generalnie okres buntu nie wszyscy sie dostosowali. Uwazam ze przez te szkole
          zmarnowalo sie wiecej osob niz gdyby jako dzieci zostali poselekcjonowani wink

          > Z tych dzieci, poczatkowo zupełnie zwyczajnych, wyrastają chuligani, z którymi
          >
          > wytrzymać nie sposób. To skutek napietnowania.

          Ja dzieki mojej podstawowce znam chuliganow ktorzy byli grzecznymi, madrymi i
          sympatycznymi dziecmi (nie zwyczajnymi tylko takimi ktore wyroznialy sie lekko
          na plus z gromadki) z porzadnych rodzin.

          Aga
          Ps. jeszcze cos - ani jedno dziecko ktore juz od I klasy zapowiadalo sie na
          chuligana nie wyroslo na porzadnego czlowieka
          • mika_p Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 01:38
            Widzę tu jedną pułapkę - omawiana jest relacja rodzic-dziecko-"egzaminator" i
            faktycznie w tym układzie dorośli mogą przed tym konkretnym dzieckiem utrzymać
            sekret. Ale nie każdy rodzic musi mieć taki priorytet, wystarczy, ze część
            dzieci będzie wiedziała, ze są sprawdzane, czy nadają się do tej szkoły - i już
            będą wiedzieć wszytskie. Prędzej czy później.
            O tym jeszcze nie było mowy w dyskusji.
            • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 07:55
              Na "egzaminie" na takim poziomie dzieci najczęściej nie dyskutują o tym, że są
              sprawdzane. Poza tym jest egzaminator, który potrafi pokierować rozmową i tak
              zająć, aby nie było czasu na wymianę zdań z tym dobrze poinformowanymi przez
              rodziców.
              W części szkół są to sprawdziany indywidualne polegające na obserwacji dziecka
              wtopionego w grupę np. nieco starszych kolegów.
              Poza tym "egzamin" dziecka jest też naszym "egzaminem" - również sprawdzamy
              szkołę. I nie można wykluczyć, że mimo zakwalifikowania dziecka rodzice
              zrezygnują z tej placówki, bo szkoła ( nauczyciele, ucząca się tam młodzież)
              nie zdała egzaminu.
            • zgagusia Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 08:05
              > Widzę tu jedną pułapkę - omawiana jest relacja rodzic-dziecko-"egzaminator" i
              > faktycznie w tym układzie dorośli mogą przed tym konkretnym dzieckiem
              utrzymać
              > sekret. Ale nie każdy rodzic musi mieć taki priorytet, wystarczy, ze część
              > dzieci będzie wiedziała, ze są sprawdzane, czy nadają się do tej szkoły - i
              już
              >
              > będą wiedzieć wszytskie. Prędzej czy później.

              masz calkowita racje. Moj syn idac na te spotkania nie wiedzial ze bedzie to
              rodzaj testu dla dzieci. Czesc dzieci juz wtedy wiedziala, niektorzy rodzice
              wpadali w taka paranoje ze przygotowywali swoje dzieci, scisle okreslali jak
              maja sie zachowywac, uczyli, odpytywali itp. - wiem to z rozmow z rodzicami
              podczas zabaw dzieci na sali z pania. I niektore z tych dzieci byly
              zestresowane - ale uwazam ze to problem i wina rodzicow. Moj syn juz wie ze do
              szkoly do ktorej bedzie chodzil nie wszystkie dzieci sa przyjmowane - i co
              ciekawe on tego swojego 'egzaminu' sprzed roku zupelnie nie pamieta! (poniewaz
              w zeszlym roku zrobil bardzo dobre wrazenie - ale sie nie dostal - nie musial
              teraz go przechodzic).
              Jak zaznaczylam w I poscie dla mnie nie jest to zaden egzamin. Czesc rodzicow
              tak to nazywa - i sa to chyba albo ci, ktorzy na sile chca podkreslic 'wartosc'
              swojego dziecka bo 'zdalo EGZAMIN do podstawowki' i z drugiej strony ci
              ktorych dziecko sie nie dostalo zeby zaznaczyc ze to wina szkoly, bo 'kto to
              widzial robic EGZAMINY do I klasy!'

              Aga
          • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 09:40
            zgagusia napisała:

            > I powiem tak: ja bym
            > nie chciala zeby moje dziecko chodzilo DO SZKOLY (podkreslam ze do szkoly,
            > przeciwko kolezenskim kontaktom nic nie mam!) z takim dzieckiem ktoremu pani
            > musi przypominac jak sie nazywa. Bo takie dziecko potrzebuje wiekszej uwagi,
            > lepszej opieki (abstrahujac od przyczyn!). I albo to dziecko nie bedzie
            > nadazalo za reszta klasy albo klasa bedzie sie nudzila 'rownajac poziom' do
            > slabszego.

            jak wy, dziewczyny, macie uproszczony, czarno-biały obraz świata...
            aż się w głowie nie mieści...

            tak dla przykładu: mam córkę, obecnie w 5-tej klasie, najlepiej się uczy w
            klasie, dostała w tym roku jakieś "stypendium", bywa w finałach rozmaitych
            konkursów warszawskich i krajowych (ortograficzny, recytatorski), szkolne z
            reguły wygrywa (angielski, historia), jest lubiana, uśmiechnięta, normalna, ma
            i "najlepszą przyjaciółkę", i zmieniające się "układy koleżeńskie", jak trzeba,
            pobije się z chłopakami ;o)
            i tak od pierwszej klasy :o))))

            miała praktycznie pełną dojrzałość szkolną już idąc do zerówki (nie poszła, bo
            oceniłam, że jest a) za małego wzrostu, b) za wrażliwa, wszystko bierze
            przesadnie na poważnie)

            wiosną przed pierwszą klasą marnie by wyszła na opisanym przez
            ciebie "egzaminie":

            1)powiedz jak sie nazywasz, gdzie mieszkasz, opisz swoja rodzine

            zdaje się, że nie potrafiłaby podać adresu (właśnie się przeprowadzaliśmy)

            2)dotknij lewa reka prawego ucha

            lewa i prawa strona myliła się jej jeszcze w drugiej klasie

            3)dziecko dostalo obrazek - opisz co widzisz na obrazku, czy ta myszka jest pod
            czy nad stolem, z prawej czy lewej strony krzesla itp.

            też myliłaby lewą i prawą stronę, plus wyraziłaby się baaardzo oszczędnie, w
            dwóch krótkich zdaniach (obecnie bez zastanowienia i poprawiania pisze dowolnej
            długości wypracowania na dowolny temat, zazwyczaj bardzo udane)

            czy naprawdę myślisz, że krótka rozmowa z genialnym nawet psychologiem
            cokolwiek daje (oczywiście oprócz wykluczenia absolutnie skrajnych przypadków)?

            > Ja
            > chodzilam do zwyklej osiedlowej podstawowki, dzieci zapisywane do klas jak
            > leci. To byl koszmar. Niewiele przesadze jesli powiem ze z podstawowki nie
            > wynioslam zadnej WIEDZY. W klasie byli uczniowie zarowno bardzo slabi (...)

            moja córka chodzi do zwykłej osiedlowej podstawówki, dzieci z rejonu, rejon
            taki sobie

            absolutnie żadnego koszmaru nie ma, nie tylko w jej klasie, w innych też nie (w
            takim wieku już dzieci się znają)

            co do wiedzy, oczywiście w niektórych dziedzinach uważam za stosowne
            ją "dokształcać", zwłaszcza ukierunkować na logiczne i samodzielne myślenie,
            ale pewnie tak bym robiła, gdziekolwiek by nie chodziła; poziom uznaję za
            odpowiedni do tego, żeby mógł dalej pójść, kto chce

            pozdrawiam
            Judyta


            • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 10:23
              A czy nie uważasz, że każdy ma prawo mieć swój punkt widzenia - przez pryzmat
              własnych doświadczeń, doświadczeń swoich dzieci, obserwacji, konkretnych szkół.
              Dla jednej osoby egzaminy ( testy, sprawdziany) są nie do zaakceptowania..
              Dla kogoś innego 30 osobowe klasy . Komuś tam nie odpowiadają szkoły
              wyznaniowe, a sąsiadowi wręcz przeciwnie.
              Ktoś bez skrupułów powie dziecku, że jest adoptowane, ktoś inny zmieni
              otoczenie, żeby broń Boże się nie dowiedziało.
              Są ludzie, którzy nie akceptują konkubinatów, rozwodów, samotnego
              macierzyństwa, i odwrotnie. Różnic jest dużo. Możemy, i po to jest forum,
              wymieniać poglądy. Ale nie oceniać dyskutantów ( no chyba, że ktoś robi
              ewidentnie rzeczy kłócące się z normami spolecznymi - np. nakłania do pobicia
              kolegi, bo ten jest np. Żydem). I tyle.
              • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:24
                agawamala napisała:

                > A czy nie uważasz, że każdy ma prawo mieć swój punkt widzenia

                owszem uważam
                co więcej, sobie też takiego prawa nie odmawiam

                więc dla mnie z tego, że ktoś mówi, że nie chciałby, żeby jego dziecko chodziło
                do szkoły z dzieckiem, które zaprezentowało się podczas krótkiej obserwacji
                nienajlepiej, BO takie dziecko będzie wymagało szczególnej uwagi, obniży
                poziom, pogorszy warunki pracy w klasie

                wynika, iż taka osoba ma poważne braki wiedzy, wyobrażni albo doświadczeń
                życiowych, ewentualnie z posiadanej wiedzy i doświadczeń nie korzysta

                na co próbowałam jej zwrócić uwagi

                pozdrawiam
                Judyta
            • jagawi Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 11:24
              > moja córka chodzi do zwykłej osiedlowej podstawówki, dzieci z rejonu, rejon
              > taki sobie
              >
              > absolutnie żadnego koszmaru nie ma, nie tylko w jej klasie, w innych też nie (w
              >
              > takim wieku już dzieci się znają)

              Mogę podać przeciwny przykład, syn znajomych poszedł do rejonowej szkoły, żeby
              "poznać życie", trochę też poskąpili na czesne. I efekt był fatalny, cały czas
              było źle, dochodziło do tego, że chłopak był regularnie tłuczony przez
              kolegów... Teraz szukają miejsca w niepulicznej szkole, ale co mały przecierpiał
              to jego.
              • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 11:30
                No a moj syn chodzil do 2 publicznych podstawowek, obie byly REWELACYJNE. Moim
                zdaniem obie lepsze niz spoleczna do ktorej chodz teraz (fakt ze mowimy o
                warszawskich Kabatach i tu generalnie patologii nie ma !)

                No coz publiczne podstawowki mialy tylko jedna wade, przepelnienie. Szkola
                zaprojektowana na 300 dzieci ma obecnie 700....

                Gdyby nie to to w zyciu bym nie zamienila.
                • jagawi Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 12:06
                  Są dzieci, ktore radzą sobie w tłumie same, a są takie, którym trzeba pomóc.
                  Chłopiec, o którym wspomniałam, typ superwrażliwca nie potrafił poradzić sobie z
                  agresją kolegów, mój pewnie by nie miał takich problemów, ale wolałam tego nie
                  sprawdzać, mając w pamięci koszmar swojej podstawówki.

                  Podobnie jest też z egzaminem. Niektórym dzieciom można powiedzieć: idziemy
                  zobaczyć tą szkołę, wydaje mi się fajna, jeśli ci sie spodoba, zotaniesz tam na
                  2 godziny, porobisz różne rzeczy i potem zobaczymy. Nie wiem czy uda się tak
                  dostać do tej szkoły, jeśli tak, to fajnie, jeśli nie mamy jeszcze inne, też
                  fajne, w zapasie.
                  Ja to w jakimś sensie przerabiałam z moją córką. W ostatniej chwili zdecydowałam
                  się posłać ją do szkoły rok wcześniej - bardzo silna rekomendacja PPP i był
                  kłopot ze znalezieniem miejsca w dobrej szkole (rejonowa odpadała - przepełniony
                  moloch). W końcu znalazłam dwie szkoły, w których młoda musiała przejść rodzaj
                  egzaminu - rozmowę z ewentualną wychowawczynią, sam na sam. Cały czas jej
                  powtarzałam, że próbujemy, że jeśli się uda, będzie fajnie, a jak nie, zostanie
                  jeszcze rok w zerówce i też nie będzie nieszczęścia. Wszystko zależy od tego jak
                  rodzice postawią sprawę. Na ogół w trakcie takich egzaminów przepadają dzieci
                  rodziców, którzy wywierają silną presję, dzieci tych "luźniejszych" radzą sobie
                  bez problemu. Bo faktycznie jest tak, że w każdej sytuacji istnieje wiele
                  dobrych rozwiazań i warto to dziecku uświadamiać.
              • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:40
                i właśnie o to mi chodzi
                że nie da się wydawać jednoznacznych osądów, nie jest to jak funkcja w
                matematyce, że "jeśli szkoła taka, to tam jest tak"
                że zależy to od wielu czynników, po części kompletnie nieprzewidywalnych...

                pozdrawiam
                Judyta
            • zgagusia Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 16:01
              > wiosną przed pierwszą klasą marnie by wyszła na opisanym przez
              > ciebie "egzaminie":
              >
              > 1)powiedz jak sie nazywasz, gdzie mieszkasz, opisz swoja rodzine
              >
              > zdaje się, że nie potrafiłaby podać adresu (właśnie się przeprowadzaliśmy)
              >
              > 2)dotknij lewa reka prawego ucha
              >
              > lewa i prawa strona myliła się jej jeszcze w drugiej klasie
              >
              > 3)dziecko dostalo obrazek - opisz co widzisz na obrazku, czy ta myszka jest
              pod
              >
              > czy nad stolem, z prawej czy lewej strony krzesla itp.
              >
              > też myliłaby lewą i prawą stronę
              > czy naprawdę myślisz, że krótka rozmowa z genialnym nawet psychologiem
              > cokolwiek daje (oczywiście oprócz wykluczenia absolutnie skrajnych
              przypadków)?


              Niewiele zrozumialas z tego co napisalam. Chodzilo o to zeby sprawdzic czy
              dziecko ma ustalona lateralizacje i jak sie zachowuje w momencie gdy czegos nie
              wie, zapomnialo, nie zna odpowiedzi na pytanie. To absolutnie nie byl test na
              wiedze. I chodzilo wlasnie tylko o to zeby wyeliminowac SKRAJNE przypadki. I ta
              rozmowa nie byla znowu taka krotka - 2 godzinne spotkania (najpierw same
              dzieci, potem indywidualnie rodzic/opiekun z dzieckiem i pania psycholog)

              > moja córka chodzi do zwykłej osiedlowej podstawówki, dzieci z rejonu, rejon
              > taki sobie
              >
              > absolutnie żadnego koszmaru nie ma, nie tylko w jej klasie, w innych też nie
              (w
              >
              > takim wieku już dzieci się znają)

              to tylko mozecie sie cieszyc ze macie fajna rejonowa podstawowke smile Trudno
              zrozumiec ze nie wszedzie tak jest?

              Aga
              • zgagusia Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 16:10
                Jeszcze cos dopisze. Moj syn ma orzeczona niepelnosprawnosc, ma powazne
                problemy zdrowotne. Tak sie zlozylo ze ZADNA z pobliskich szkol publicznych nie
                zgodzila sie na przyjecie go (nie chce wchodzic w szczegoly z czym byly
                problemy) - tak samo bylo z panstwowymi przedszkolami. I tak sie sklada, ze w
                ZADNEJ szkole niepublicznej (i znow tak samo w przypadku przedszkoli) tych
                problemow nie bylo. Mieszkamy w poludniowo - zachodniej dzielnicy Wroclawia.

                Aga
                • zgagusia Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 16:14
                  To bylo tak a propos hmm... 'braku segregacji' w szkolach publicznych. Dla
                  zdrowia i bezpieczenstwa mojego syna musialam zglosic problem dyrektorce - i
                  tu okazuje sie ze szkola publiczna umywa rece gdy zna zawczasu sprawe, nie chce
                  takiego dziecka...

                  Aga
    • agawamala Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 08:06
      Każdy z nas ma inne preferencje. I dobrze. Są rodzice, którzy uważają, że
      dziecko powinno uczyć się w szkole rejonowej i spotykać z różnymi dziećmi - i
      zdolnymi i na pograniczy szkoły specjalnej i dobrze ułożonymi i chuliganami.
      Radzić sobie z trudnościami, a jak stanie się ofiarą przemocy to trudno. Takie
      życie. I mają do tego prawo. Nie potępiam ich.
      Są rodzice i ja do nich należę, którzy są zwolennikami selekcji. Niech dziecko
      będzie mniej więcej w środowisku dzieci podobnych. I też mam do tego prawo.
      Jedni rodzice walą prawdę w oczy bez względu na to jaka ona jest. Bo uważaja,
      że w domu trzeba rozmawiać o wszystkim i stawiać sprawę jasno. To ich punkt
      widzenia i sposób wychowania.
      Są tacy, którzy ukrywają przed dziećmi wszystko. Są dwa światy - rodziców i
      dzieci. Obce, nieprzeniające do siebie. W tych domach są "pewne sprawy",
      przychodzą do nich "jacyś ludzie". Takie relacje wybrali.
      Są rodziny , i my się do nich zaliczamy, w których panuje generalna jawność,
      ale wiadomości, przekazuje się w sposób dostosowany do wieku dzieci i nie
      śpieszy się z informowaniem o rzeczach złych. I uważamy, że to się sprawdza.
      Nie kryjemy się z naszymi poglądami i preferencjami, ale szanujemy innych.
      • linka9 albo ... albo 26.05.06, 12:03
        Wątek rozrósł się do sporych rozmiarów, widać jak różne podejscia preferują
        poszczególne matki. Ja w wielu punktach zgadzam sie z agawamala.

        agawamala napisała:
        > Są rodziny , i my się do nich zaliczamy, w których panuje generalna jawność,
        > ale wiadomości, przekazuje się w sposób dostosowany do wieku dzieci i nie
        > śpieszy się z informowaniem o rzeczach złych. I uważamy, że to się sprawdza.
        > Nie kryjemy się z naszymi poglądami i preferencjami, ale szanujemy innych.

        Do judytak:
        Też masz rację pisząc o technicznych problemach ze zroganizowaniem dopasowanych
        poziomów do danych dzieci. Jednak myślą przewodnią tego wątku nie jest próba
        rozwiązania problemów pod tym katem, ale:
        - rzekoma trauma 6-latka wywołana egzaminem (niezdanym?)
        - za/przeciw segregacji w szkole
        Ponadto, ja generalnie równiez jestem za rejonowymi podstawówkami.

        Co do traumy rzutującej na psychikę - juz sie zdecydowanie opowiedziałam
        (stwarzanie problemu przez dorosłych)

        Natomiast jesli chodzi o segregację (część argumentów przeciwko niej przemawia
        do mnie) zaskakuje mnie jeden fakt. Matki, które są ZA szkołami prywatnymi,
        opowiadają się jednocześnie ... PRZECIWKO segregacji.
        A czymże jest stworzenie odpłatnych, czesto cieplarnianych warunków edukacji dla
        WYBRANYCH dzieci jak nie typową segregacją?
        • jagawi Re: albo ... albo 26.05.06, 12:16
          linka9 napisała:

          > Natomiast jesli chodzi o segregację (część argumentów przeciwko niej przemawia
          > do mnie) zaskakuje mnie jeden fakt. Matki, które są ZA szkołami prywatnymi,
          > opowiadają się jednocześnie ... PRZECIWKO segregacji.
          > A czymże jest stworzenie odpłatnych, czesto cieplarnianych warunków edukacji dl
          > a
          > WYBRANYCH dzieci jak nie typową segregacją?
          >
          Bo często w szkołach niepublicznych sa dzieci z problemami, wiele tych szkół
          jest integracyjnych. Jeśli szkoła potrafi sobie z tym radzić, ma odpowiednie
          warunki, przeszkoloną kadrę, wszystkie dzieci odnoszą z tego korzyści, uczą się
          wzajemnej pomocy i tolerancji. Ja też jestem przeciwna wyłanianiu na terenie
          jednej szkoły klas lepszych i gorszych, wiadomo, że te lepsze będą zadzierać
          nosa, a te gorsze będą pozbawione szansy nadgonienia. Tym bardziej, że dzieci
          rozwijają się nierównomiernie, czasem stoją w miejscu, a nawet lekko cofają, a
          potem wykonują niesamowity skok - widzę to po swoich.
          • linka9 Re: albo ... albo 26.05.06, 12:34
            jagawi napisała:

            > Bo często w szkołach niepublicznych sa dzieci z problemami, wiele tych szkół
            > jest integracyjnych.

            W każdej szkole sa dzieci z problemami; klasy integracyjne to niekoniecznie
            specjalnośc tych prywatnych.

            > jednej szkoły klas lepszych i gorszych, wiadomo, że te lepsze będą zadzierać
            > nosa, a te gorsze będą pozbawione szansy nadgonienia.

            Ja cały czas opowiadam się za stworzeniem mozliwości rotacji, co nie zmienia
            faktu, ze niektóre dzieć są "dobrymi" od początku na pierwszy rzut oka i nie
            widze powodów dla których nie mozna byłoby stworzyć im warunków do lepszego
            rozwoju wśród samych zdolnych dzieci, bez dysfunkcji.

            A propos zadzierania nosa. Równie dobrze możemy stwierdzić, że dzieci ze szkół
            prywatnych tez wywyższaja się, bo maja lepsze warunki (nie wszystkich na to
            stać), nie musza uczyć sie z motłochem (jak to kiedyś jedna z mama okresliła)
            Po prostu brakuje mi konsekwencji w wypowiedziach. Segregacja w szkole według
            dochodów rodziców jest Ok , a wg egzaminów dla dzieci (ich predyspozycji) już be?

            >Tym bardziej, że dzieci
            > rozwijają się nierównomiernie, czasem stoją w miejscu, a nawet lekko cofają, a
            > potem wykonują niesamowity skok - widzę to po swoich.

            Ależ oczywiście, że tak.
            Tak więc wspolna edukacja dojrzałego, dobrze rozwiniętego, zdolnego,
            inteligentego 7-latka z początku roku powinna przebiegac inaczej niz takiego z
            zaburzeniami koncentracji, niedojrzałością emocjonalną, brakami
            grafomotorycznymi, niezbyt zdolnego (który byc może lat 7 jeszcze nie ma, choc
            niby do odroczenia sie nie kwalifikuje).

            Żeby była jasność, ja nie domagam się rewolucji, bo inaczej bedzie tragedia. Ja
            po prostu rozumiem szkoły prywatbne, które chcą stworzyć klasy dla określonej
            grupy dzieci.

            • agatka_s Re: albo ... albo 26.05.06, 12:42
              aha a jak ktos daje dziecko do szkoly prywatnej, bo mysli ze tu beda
              same "dzieci bez problemow", to sie mocno zdziwi...Ktos kto oddaje dziecko do
              szkoly prywatnej bo tam jest "odpowiednie towarzystwo"-jest glupi i naiwny !!!

              O jakosci szkoly decyduje jak jest ona zorganizowana jacy sa pedagodzy itp, a
              nie to jakie dzieci do niej chodza.

              Problemy dzieci (ich wystepowanie lub brak) naprawde nie ma nic wspolnego ze
              statusem materialnym rodzicow, ani nawet z ilorazem IQ...

              W kazdej szkole sa dzieci z problemami. I bardzo dobrze, bo z takimi osobami
              przyjdzie nam kiedys funkcjonowac w zyciu doroslym. Dzieci z problemami nalezy
              integrowac a nie wykluczac.
        • agatka_s Re: albo ... albo 26.05.06, 12:29
          ale o jakiej segregacji mowisz ?

          ze do szkoly prywatnej ida dzieci rodzicow ktorych stac na czesne ? To nie
          jest segregacja to porzadek swiata. Jedne dziecko ma swoj pokoj, zabawki,
          jezdzi na wakacje za granice, a sa dzieci w Bieszczadach dla ktorych bochenek
          chleba to cale jedzenie, a w wakacje w polu pracuja...

          Moje dziecko jest teraz w szkole spolecznej (czesne okolo 900 zl) ale tam
          chodza DOKLADNIE takie same dzieci jak te w szkole publicznej. Ani madrzejsze
          ani glupsze, ani ladniejsze ani brzydsze. Ot dzieci. No coz jedyna roznica ze
          rodzicow stac placic czesne, i uwazaja ze warto je placic (bo w szkole
          publicznej byli tez rodzice ktorych bylo stac ale woleli publiczna).

          Nie sadze aby akurat wybor szkoly pod katem prywatna-publiczna-spoleczna mial
          wyplywac z checi selekcji dzieci. Ja wybieralam szkole aby moje dziecko dobrze
          w niej funkcjonowalo, aby szkola pomagala mi go wychowywac. To ze akurat
          poczatkowo byla to szkola publiczna, pozniej spoleczna to niejako przypadek
          wynikajacy z pewnych obiektywnych czynnikow (przepelnienie). Nie zakladalam
          sobie ze to ma byc szkola TYLKO publiczna, bralam pod uwage rozne. Akurat
          publiczna mnie sie najbardziej spodobala. Wcale mnie nie interesowalo jakie
          dzieci beda chodzic. Bo dzieci to dzieci, wszedzie takie same.
          • linka9 Re: albo ... albo 26.05.06, 12:56
            agatka_s napisała:

            >To nie
            > jest segregacja to porzadek swiata.

            Dla wielu podział na białych/czarnych, panów/niwolników tych z prawem do nauki i
            bez to tez tylko porządek świata a nie segregacja...

            >ale tam
            > chodza DOKLADNIE takie same dzieci jak te w szkole publicznej.

            Znajoma przeniosła dziecko do rejonowej ze szkoły prywatnej, bo stwierdziła, ze
            tam (mówię o jej klasie) chodzą dzieci ZUPEŁNIE z innym podejściem do swiata niż
            normalne (jak to okresliła)

            >Ja wybieralam szkole aby moje dziecko dobrze

            Chodzi własnie o to, ze TY WYBIERAŁAŚ. Podobnie wielu rodziców chciałoby WYBRAĆ
            pomiędzy klasą wyselkcjonowaną , a taką gdzie jedynym kryterium przyjęcia są
            dochody rodziców. Ich prawo, nie sądzisz? Dlaczego z góry potepiać, że jest to
            złe? Chyba każda opacja znajdzie swoich zwolenników i przeciwników, a oburzać
            powinnismy sie jedynie na jawne zło, o którym w tym wypadku nie mozna mówić a
            priori.

            Mnie nawet przez myśl nie przeszło WYBIERAĆ, robić wywiady; po prostu uznałam,
            że rejonowa podstawówka to własnie ów porządek świata, ale przez myśl by mi nie
            przeszło potepiać tych, którzy wybierają, robiąc obchody do 10 podstawówek.
            Konsekwentnie musiałabym potepić tych, co daja pierwszaków do szkół muzycznych,
            sportowych (wyselekcjonowanych, jakby nie patrzeć)
            • agatka_s Re: albo ... albo 26.05.06, 13:12
              ale ja wybieralam SZKOLE, a nie towarzystwo w tej szkole...

              Jest mi dokladnie wszystko jedno czy kolega z klasy syna
              zostal "wyselekcjonowany" odpowiedznio. A nawet wiecej: wole aby nie byl. Aby
              klasa byla wlasnie raczej zroznicowana, tak jak potem w zyciu. Jeden niski
              drugi wysoki, jeden dobry z matematyki, a drugi spiewa, jeden wesoly inny
              niesmialy, jeden ma porzadna 4 osobowa rodzine, a inny nigdy swego ojca nie
              widzial, jeden super zgrabny a inny ma np jakis defekt fizyczny itd itp

              Natomiast ja chce "wyselekcjonowac" szkole. Chce wybrac miejsce, chce wybrac
              sposob jak dzieci sa uczone, wychowywane,(ale wszystkie dzieci ! niekoniecznie
              tylko te co nie biegaja zbyt szybko, albo tylko te co znaja swoj adres).

              A co do zamoznosci. No Matko swieta, ja tez bym nic przeciwko nie miala gdybym
              miala na nazwisko Onasis, tez bym chciala wybierac miedzy wakacjami Saint
              Tropez a Holywood...no ale nie da rady, jest jak jest-zazwyczaj wybor morze-
              gory....

              A poza tym gdyby mnie nie bylo stac na szkole prywatna, to szukalabym tylko
              wsrod publicznych. Trudno, to nie jest koniec swiata. Jest bardzo wiele
              bardzo dobrych szkol publicznych i wrecz te najblizsze najczesciej okazuja sie
              najlepsze na tym etapie (bo koledzy z podworka, bo dzieciak sam moze chodzic,
              ma blisko do domu itp itd).

              Ja jestem za segregacja szkol (jeden wybiera to, drugi tamto), zdecydowanie
              przeciw segregacji dzieci.
              • verdana Re: albo ... albo 26.05.06, 13:21
                A ja się zastanawiam, jak selekcjonowac szesciolatki.
                Na podstawie odpowiednich wiadomosci?
                Stanu zdrowia?
                Braku jakichkolwiek sysfunkcji?
                Jednostronnej lateralizacji?
                Braku nieśmialosci i umiejetnosci prawidlowego odpowiadania na pytania w
                nieznanych warunkach?
                Ilorazu inteligencji?
                Jedyna rzeczą, jakiej możem dowiedziec się, egzaminujac przeciętnego
                szesciolatka jest to, czy rodzice zajmowali sie nim troskliwie (lub nawet zbyt
                troskliwie) przez ostatnie sześć lat. I dowiemy sie trochę o jego charakterze -
                nieśmiali, zahamowani, o dłuzszym czasie reakcji i roztargnieni odpadają na
                wstępie.
                Czyli egzaminujemy dzieci, aby przeselekcjonować rodziców. A dzieci, ktore
                dostana się do I klasy i tak będą raczej przypadkowe.
                A poza tym - inteligencja i charakter to dwie różne sprawy. Nad słabszymi może
                się tak samo dobrze znęcać dziecko z IQ 80, jak i z IQ 135.
                • linka9 Re: albo ... albo 26.05.06, 14:33
                  verdana napisała:

                  > A ja się zastanawiam, jak selekcjonowac szesciolatki.

                  Tu mamy oczywiście ogromne pole do popisu dla fachowców i pułapki zwiazane z
                  kwalifikacją.

                  > Na podstawie odpowiednich wiadomosci?
                  > Stanu zdrowia?
                  > Braku jakichkolwiek sysfunkcji?
                  > Jednostronnej lateralizacji?
                  > Braku nieśmialosci i umiejetnosci prawidlowego odpowiadania na pytania w
                  > nieznanych warunkach?
                  > Ilorazu inteligencji?

                  Tak krawieć kraje ...
                  Czyli najpierw załozenia: mowa o powszechnej selekcji czy tylko w wybranych
                  placówkach? Chcemy dogodzić wszystkim, czy tez mamy ochotę (powiedzmy kaprys
                  właściciela) sworzyc klasę tylko dla:
                  a) z wysokim IQ ale nadpobudliwych
                  b) spokojnych, ndwrazliwych, niesmiałych z problemami emocjonalnymi,
                  c) z dużą wiedza ogólną, opanowanym juz w dużym stopniu materiałem z kl I, bez
                  żadnych dysfunkcji
                  d) z mozliwościa rotacji (co półrocze) czy nie
                  d) itp, itd

                  Tutaj bez odpowiednich założeń możemy co najwyżej poteoretyzować.

                  > Jedyna rzeczą, jakiej możem dowiedziec się, egzaminujac przeciętnego
                  > szesciolatka jest to, czy rodzice zajmowali sie nim troskliwie (lub nawet zbyt
                  > troskliwie) przez ostatnie sześć lat.

                  O szesciolatku mozna dowiedziec sie juz bardzo dużo. Mogłyby tutaj wypowiedzieć
                  sie przedszkolanki.

                  > Dowiemy sie trochę o jego charakterze -
                  > nieśmiali, zahamowani, o dłuzszym czasie reakcji i roztargnieni odpadają na
                  > wstępie.

                  Dlaczego odpadają?
                  Sadzę, że niejeden rodzić nadwrażliwego, powolnego dziecka chciałby, dopasowac
                  mu odpowiednie środowisko w klasie.

                  > Czyli egzaminujemy dzieci, aby przeselekcjonować rodziców.
                  I to tez ma jakis sens. Pewne sprawy srodowiskowe ciągna się za dzieckiem.

                  > A poza tym - inteligencja i charakter to dwie różne sprawy.
                  Kryterium doboru moze być jedynie charakter dziecka. Jeśli rodzice chcą za to
                  zapłacić w czym problem?
              • linka9 prawo wyboru 26.05.06, 14:19
                agatka_s napisała:

                > ale ja wybieralam SZKOLE, a nie towarzystwo w tej szkole...

                Kiedyś pisałaś, ze już wybrałas dziecku gimnazjum m.in. ze względu na
                TOWARZYSTWO (większość, a może nawet wszyscy będą z klasy z podstawówki)...
                Widzisz, dla mnie akurat zdecydowanie wazniejsze jest towarzystwo w podstawówce
                niż szkoła, która potencjalnie, ma szanse być super.

                Zresztą tu nie chodzi o to, że Ty masz takie, a nie inne podejście do pewnych
                spraw. Twoje prawo. Zapytałaś, czy są osoby, którym nie przeszkadzają "egzaminy"
                do podstawówki. Jak widzisz są. Nie mamy prawo potępiac kogoś, kto chce zapłacić
                za szkołę i jednoczesnie stawia wymagania odnośnie predyspozycji uczniów
                uczących się razem z jego dziećmi. Tym bardziej trudno potepiac rodziców, którzy
                potrafia tak pokierowac dzieckiem, aby nie odzuło "ciężaru" zabawy kwalifikacyjnej.

                > Ja jestem za segregacja szkol (jeden wybiera to, drugi tamto), zdecydowanie
                > przeciw segregacji dzieci.

                Ale tego odzielić się tak do końca nie da ...
                Wybierając podstawówkę za 900 zl wybierasz jednocześnie dziecku rodzaj
                środowiska, w którym będzie się obracało.

                Ponadto nie ustosunkowałaś się do kryterium naboru do szkół muzycznych i
                sportowych (bez segregacji?).


                • agatka_s Re: prawo wyboru 26.05.06, 14:31
                  linka9 napisała:

                  > agatka_s napisała:
                  >
                  > > ale ja wybieralam SZKOLE, a nie towarzystwo w tej szkole...
                  >
                  > Kiedyś pisałaś, ze już wybrałas dziecku gimnazjum m.in. ze względu na
                  > TOWARZYSTWO (większość, a może nawet wszyscy będą z klasy z podstawówki)...
                  >


                  Ale mi chodzilo o co innego. Moj syn na przestrzeni 4 lat zmienil 3 klasy
                  (absolutnie nie ze swojego powodu). On poprostu bardzo chce przez jakis czas
                  miec tych samych kolegow, te sama szkole...(jak wspomnialam o ewentualnej
                  przeprowadzce, to kazal mi przysiac ze nie zmienie mu juz szkoly).

                  Dziecko (moje) potrzebuje stabilnosci.
    • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 13:42
      Dla mnie uczciwe byloby, gdyby szkola np oglaszajac nabor okreslila ze np ma
      ambicje aby szkole konczyly dzieci z doskonalymi wynikami w nauce, priorytetem
      bedzie aby np srednia w klasie wynosila 5,0, ze mamy ambicje aby nasze dzieci
      osiagaly wyniki sportowe, np wszystkie plywaly ponizej 1 minuty na 100 m, a
      nasze dzieci po skonczeniu szkoly znaly biegle 3 jezyki i mialy pozdawane
      wszelkie mozliwe Toefle czy jak tam to sie nazywa.

      I wtedy ja zdecyduje czy:

      a. moje dziecko do takiej szkoly sie nadaje
      b. czy chce aby dziecko do takiej szkoly chodzilo

      Wtedy to jest selekcja. Do takiej szkoly beda chodzic wlasnie dzieci

      a. nadajace sie (bo kto jak nie rodzic zna swoje dziecko ?)
      b. z domow w ktorych sa takie priorytety.

      O taka selekcja to by mi sie podobala. Inna szkola za to by oglaszala, ze dla
      nich oceny nie sa wazne, ale np stawiaja na to aby dzieci uczyly sie pomagac
      innym, czyli np dzieci w szkole dzialaja w wolontariacie, opiekuja sie
      schroniskiem, maja pod opoieka Dom Dziecka-wtedy np majac dziecko wrazliwe, ale
      niekoniecznie z tych prymusow wybieram takie miejsce. I znow tam nie sa
      dzieci, z predyspozycjami do nagrody Nobla, ale wlasnie z domow w ktorych
      empatia i pomoc innym jest priorytetem.

      O taka selekcja-POZYTYWNA, to by mi sie podobala.
      • jagawi Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:10
        agatka_s napisała:

        > Dla mnie uczciwe byloby, gdyby szkola np oglaszajac nabor okreslila ze np ma
        > ambicje aby szkole konczyly dzieci z doskonalymi wynikami w nauce, priorytetem
        > bedzie aby np srednia w klasie wynosila 5,0, ze mamy ambicje aby nasze dzieci
        > osiagaly wyniki sportowe, np wszystkie plywaly ponizej 1 minuty na 100 m, a
        > nasze dzieci po skonczeniu szkoly znaly biegle 3 jezyki i mialy pozdawane
        > wszelkie mozliwe Toefle czy jak tam to sie nazywa.
        >
        > I wtedy ja zdecyduje czy:
        >
        > a. moje dziecko do takiej szkoly sie nadaje
        > b. czy chce aby dziecko do takiej szkoly chodzilo
        >
        > Wtedy to jest selekcja. Do takiej szkoly beda chodzic wlasnie dzieci
        >
        > a. nadajace sie (bo kto jak nie rodzic zna swoje dziecko ?)
        > b. z domow w ktorych sa takie priorytety.
        >
        > O taka selekcja to by mi sie podobala. Inna szkola za to by oglaszala, ze dla
        > nich oceny nie sa wazne, ale np stawiaja na to aby dzieci uczyly sie pomagac
        > innym, czyli np dzieci w szkole dzialaja w wolontariacie, opiekuja sie
        > schroniskiem, maja pod opoieka Dom Dziecka-wtedy np majac dziecko wrazliwe,
        ale niekoniecznie z tych prymusow wybieram takie miejsce. I znow tam nie sa
        > dzieci, z predyspozycjami do nagrody Nobla, ale wlasnie z domow w ktorych
        > empatia i pomoc innym jest priorytetem.
        > O taka selekcja-POZYTYWNA, to by mi sie podobala.

        Selekcja o jakiej piszesz byłaby przeprowadzana przez rodziców (jest, bo każda
        szkoła niepubliczna ma jakiś statut, stawia sobie jakieś zadania, np.
        www.szkolawmysiadle.pl/idea.php ) Problem zaczyna się, gdy szkoła
        zostaję wyselekcjonowana przez zbyt dużą liczbę rodziców... Wtedy albo wyścig
        kto pierwszy zapisze, albo egzamin, albo... Nie ma dobrego rozwiazania dla
        obleganych szkół niepublicznych, które przestrzegają limitu miejsc w klasie.
        • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:27
          gdyby szkola napisala ze uczniowie maja miec srednia 5 (ponizej beda
          relegowani), to wielu rodzicow naprawde by sie zastanowilo, czy chca takiej
          szkoly.

          Dzis wszystkie szkoly maja mniej wiecej ten sam program: nauka, wychowanie,
          jezyki, sport. Cos tam niby sie miedzy soba roznia, ale na koncu i tak o
          jakosci szkoly mowia wyniki egzaminu do gimnazjum...

          A ja mowie o takim prawdziwym zroznicowaniu, szkol. Zeby w szkole ktora
          kladzie nacisk na wyniki nauki, byly np przypadki ze dzieci ze srednia ponizej
          5 byly wyrzucane...(ja bym nie chciala aby dziecko do takiej szkoly chodzilo,
          ale pewnie byliby rodzice ktorzy o takim srodowisku gdzie w klasie sa tylko
          piatkowi uczniowie by marzyli). Inna szkola np czerwony pasek nie przyznawala
          by za piatki, tylko np za pomaganie innym. Do takiej szkoly, tez bym dziecka
          nie poslala, bo np moj syn raczej takim altruista i wrazliwcem nie jest. Ale
          wielu rodzicow mogloby byc szczesliwym, ze jest miejsce w ktorym dziecko
          blyszczy, choc akurat nie z powodu nauki.


          W innej szkole tylko promowano by wyniki w sporcie (ale uczciwie mowiac, ze
          raczej wynikow w nauce to dzieci te miec nie beda, bo dzisiejsze szkoly
          sportowe nie mowia o tym otwarcie...). Wtedy jak jest dziecko utalentowane
          sportowo, to idzie do takiej szkoly-niejako z gory akceptuje sie ze jego nauka
          bedzie na poziomie minimum. Teraz katuje sie tych utalentowanych sportowcow, w
          imie jakiejs poprawnosci politycznej...

          Gdyby jakas szkola byla jednak nadal oblegana, to system kto pierwszy ten
          lepszy. Ale zapewniam rok lub drugi, gdy wylatywaly by dzieci nie spelniajace
          kryteriow szkoly, i rodzice piec razy by sie zastanowili, czy akurat to jest
          miejsce dla ich dziecka.

          Aha powinny byc tez szkoly bez zadnych ambicji...

          • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:44
            agatka_s napisała:
            >Wtedy jak jest dziecko utalentowane
            > sportowo, to idzie do takiej szkoly-niejako z gory akceptuje sie ze jego nauka
            > bedzie na poziomie minimum.

            Zdecydowanie nieprawda. Znam z autopsji. W wielu przypadkach od pewnego poziomu
            często jest coś za coś, ale nie w podstawówce!

            >Teraz katuje sie tych utalentowanych sportowcow, w
            > w imie jakiejs poprawnosci politycznej...

            Nie do konca rozumiem.
            Wyczynowy sport to zawsze było swego rodzaju katowanie. Bez tego nie ma efektów.
            Jeden to lubi i wytrzymuje inny - nie.
            Natomiast teraz w gre wchodzą jeszcze inne kwestie (dopalacze, korupcja), ale to
            raczej nie dotyczy pierwszoklasistów...

          • jagawi Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:45
            Agatko, jak zwykle jesteś dość radykalna, obawiam się, że żaden rodzic nie
            zapisywałby dziecka do szkoły, z której łatwo wylecieć za małe potknięcia w
            nauce. Szkoła nr2 już bardziej mi się podoba (z zastrzeżeniem, że pomaganie
            innym nie służy chyba do tego, żeby błyszczeć?).
            Myślę, że Twoja koncepcja jest czystą utopią, a nasza dyskusja dotyczyła czysto
            praktycznego problemu: Co mają uczynić szkoły niepubliczne, które mają zbyt
            wielu chętnych na ograniczoną liczbę miejsc. Ja uważam, że selekcja w postaci
            jakiegoś egzaminu jest sensowniejsza niż zasada "kto pierwsz ten lepszy", mimo,
            że oczywiście jest w tym spory element przypadku (jak w życiu ;o)) i tyle.
            • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:49
              jagawi napisała:
              >Co mają uczynić szkoły niepubliczne, które mają zbyt
              > wielu chętnych na ograniczoną liczbę miejsc. Ja uważam, że selekcja w postaci
              > jakiegoś egzaminu jest sensowniejsza niż zasada "kto pierwsz ten lepszy", mimo,
              > że oczywiście jest w tym spory element przypadku (jak w życiu ;o)) i tyle.

              Bez dwóch zadań. Godzina zero wybiła: szturm, kolejki? Czy zapisy od narodzin?
              (większe szanse wtedy dla tych z poczatku roku - tez niesprawiedliwiewink
          • kalinka2000 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:53
            Nie odzywałam się, bo w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że musiałabym
            tłumaczyć się dlaczego popieram "egzamin" do zreówki. A tłumaczyć się nie chcę,
            bo nie mam z czego.

            Ale parę zdań jednak dodam.
            To, że moje dziecko przeszło rozmowę kwalifikacyjną, czy jak wolę to nazwywac
            było na dniu próbnym w szkole jest konsekwencją tego, że zdecydowałam się na
            szkołę, która ma takie a nie inne zasady przyjęcia. W tej szkole dzieci
            zapraszane są na dzień próbny wg kolejności zapisu. Wiem, że w kalsie będzie
            chlopczyk, który nie dostał się tam do przedszkola kilka lat temu i jego
            rodzice zapisali go od razu do szkoły - w wieku 3 lat. Moje dziecko było na
            liście rezerwowej. Ale widocznie częśc osób zrezygnowała z tej szkoły, część
            prawdopodobnie nie została zakwalifikowana, zaproszono nas.

            Podczas rozmowy z panią dyrektor ani razu mnie nie zapytano o sytuację
            rodzinną, zawodową, finansową. Rozmawiałysmy tylko o dziecku. O tym czego ja
            oczekuję od szkoły i co szkoła może zaproponować memu dziecku.

            Tę rozmowę traktuję trochę biznesowo - w końcu podpisuję umowę, w ramach której
            otrzymuję edukację dziecka, na pewnych warunkach. I ja te warunki akceptuję -
            jednym z nich jest rozmowa wstepna.

            Posługując się przykładem z życia możesz zapisać dziecko do dentysty w
            przychodni rejonowej - czekać długo i być przyjętym w gabinecie niekoniecznie
            wypoasażonym w najnowocześniejszy sprzęt. Bądź skorzystać z gabinetu prywatnego
            i zapisać się od razu, a podczas wizyty Twoje dziecko może oglądac ulubioną
            bajkę.
            To jest kwestia wyboru i możliwości.


      • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:37
        agatka_s napisała:

        > O taka selekcja to by mi sie podobala. Inna szkola za to by oglaszala, ze

        > O taka selekcja-POZYTYWNA, to by mi sie podobala.

        Dokładnie o to mi chodzi.
        Nie jestem w temacie tej konkretnie opisywanej placówki, ale wydawało mi się, że
        ona tez postawiła konkretne kryteria. Jest popyt - jest podaż.
      • judytak Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:37
        agatka_s napisała:

        > Dla mnie uczciwe byloby, gdyby szkola np oglaszajac nabor okreslila ze np ma
        > ambicje aby szkole konczyly dzieci z doskonalymi wynikami w nauce (...)
        > Inna szkola za to by oglaszala, ze dla
        > nich oceny nie sa wazne, ale np stawiaja na to aby dzieci uczyly sie pomagac
        > innym (...)

        no fajnie, a co z rodzicami, którzy uważają, że wszystko w życiu jest istotne,
        przynajmniej w stopniu elementarnym, i dopiero dziecko, które wiele już
        wiedziało, przeżyło, doświadczyło, wypróbowało, może mieć jakiekolwiek pojęcie
        o tym, do czego się nadaje (dziecko, a nie rodzic!) i ma jakieś podstawy
        dokonać wyboru?

        takim rodzicom właśnie zależy, żeby im nie powyselekcjonowano co ciekawszych
        egzemplarzy z otoczenia...

        pozdrawiam
        Judyta
        • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:46
          judytak napisała:

          > takim rodzicom właśnie zależy, żeby im nie powyselekcjonowano co ciekawszych
          > egzemplarzy z otoczenia...

          Póki co w rejonówkach to nie grozismile
          A ta jedna prywatna szkoła z egzaminem rynku nie załamiewink
        • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 14:49
          judytko, jak zwykle 100% racji

          Powinny byc tez (a pewnie w przytlaczajacej wiekszosci) szkoly dla rodzicow
          ktorym zalezy aby dzieci sprobowaly tego i owego (nawet czasem sie
          poparzywszy...). Zwykle podstawowki, gdzie jedni tacy a inni inni...

          Ale moim zdaniem powinny byc tez miejsca, gdzie dziecko mogloby byc od poczatku
          ksztalcone-wychowywane programowo. Tylko moim zdaniem to powinna byc decyzja
          rozdzicow. Jesli rodzic znajac wszystkie za i przeciw, wszystkie konsekwencje,
          zalozenia takiej placowki (niemal jak pojscie do klasztoru !)podejmuje decyzje
          ze jego dziecko bedzie chodzic do takiej "kuzni Noblistow". OK-rodzic ma prawo.

          Niezbyt natomiast podoba mi sie sytuacja gdy to pani psycholog kwalifikuje, ten
          na Nobliste OK, a ten biega za szybko-z tego Einsteina nie bedzie (choc Eistein
          to chyba akurat mial ADHD, tak cos mi sie po glowie kotluje)...
          • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:01
            Oczywiscie ze moja wizja to utopia !!!

            Zadna szkola nie oglosi ze uczniowie ze srednia ponizej 5, beda relegowani
            (choc wiele mialoby na to ochote, ale poki co jest to zbyt niepoprawne
            politycznie...)


            Prywatne szkoly oblegane do nieprzytomnosci, powinny zrobic jedno. Brac kredyt
            i otwierac nastepna taka sama szkole, chocby i 100 m obok. To az zal nie
            wykorzystac koniunktury.

            Jesli szkola jest dobra, moze tez podwyzszyc czesne, w koncu dotknie "lini
            oporu"....(klasyczny wykres popyt-podaz-cena)

            W ostatecznosci, moze stosowac metode "orzel-czy -reszka"...

            A tak apropos selekcji, ale bez zwiazku Bron boze z tym tematem (aby ktos nie
            poczul sie dotkniety)

            Wczoraj skonczylam czytac ksiazke o powstaniu w getcie-hanna krall rozmawia z
            Edelmanem. Niemcy dali Zydom kilkaset numerkow uprawniajacych do przezycia,i
            kazali je rozdac "wybranym". W ksiazce Marek Edelmann wymienia kilka sposobow
            selekcjonowania tych do przezycia...zaden nie byl sprawiedliwy...
            • kalinka2000 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:05
              Prywatne szkoly oblegane do nieprzytomnosci, powinny zrobic jedno. Brac kredyt
              >
              > i otwierac nastepna taka sama szkole, chocby i 100 m obok. To az zal nie
              > wykorzystac koniunktury.
              >

              Na szczęście (przynajmniej dla mnie i mego dziecka) nie wszyscy kombinują
              tylko, zeby zarobić, ale żeby realizować założone idee.

              A z lektur znacznie lżejszych polecam "Opowieści Ivy".
              • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:11
                kalinka2000 napisała:

                > Prywatne szkoly oblegane do nieprzytomnosci, powinny zrobic jedno. Brac
                kredyt
                > >
                > > i otwierac nastepna taka sama szkole, chocby i 100 m obok. To az zal nie
                > > wykorzystac koniunktury.
                > >
                >
                > Na szczęście (przynajmniej dla mnie i mego dziecka) nie wszyscy kombinują
                > tylko, zeby zarobić, ale żeby realizować założone idee.


                Ale nie rozumiem ? Jesli szkola jest dobra (a pewnie skoro jest wielu
                chetnych, to jest), to czemu ma nie otwierac kolejnych filii ?

                Jesli szkola jest dobra, czyli ma dobra koncepcje, ludzie sie staraja, pracuja
                dobrze, to czemu ma wlasciciel takiej szkoly nie zarobic ? Czemu ma nie
                wykorzystac sytuacji ze stworzyl dobry produkt, na ktorego jest popyt.

                Super ! Kiedys takie dobre szkoly, jak bedzie ich coraz wiecej poprostu wypra
                te kiepskie. Albo te kiepskie beda musialy rownac do tych najlepszych. Wtedy
                znikana kolejki itp, bo wszedzie mniej wiecej bedzie to samo.

                Kiedys za szynka stalo sie kilka godzin w kolejce, dzis jest wszedzie i to jest
                standard. Poczatkowo szynka byla droga, potem jak byla wszedzie musiala
                staniec. Tak samo bedzie i ze szkolami.
                • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:23
                  agatka_s napisała:

                  > Ale nie rozumiem ? Jesli szkola jest dobra (a pewnie skoro jest wielu
                  > chetnych, to jest), to czemu ma nie otwierac kolejnych filii ?

                  Bo filia to juz nie zawsze to, co oryginalna matka.

                  > Jesli szkola jest dobra, czyli ma dobra koncepcje, ludzie sie staraja, pracuja
                  > dobrze, to czemu ma wlasciciel takiej szkoly nie zarobic ? Czemu ma nie
                  > wykorzystac sytuacji ze stworzyl dobry produkt, na ktorego jest popyt.

                  Bo pogoń za pieniadzem i masówka zabija często koncepcję, duszę, klimat takiej
                  szkoły. Bo często ktoś (dyrektor, własciciel) chce sie realizowac i dogladnąc
                  sam wszystkiego zapewniając własnie stosowny poziom, kameralność w tej jednej
                  placówce. Powodów moze byc więcej, co nie znaczy, że powiekszenie nigdy nie
                  wchodzi w grę.

            • jagawi Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:17
              To zabawne, ale kwasy zaczynają sie gdy szkoła zaczyna mieć tzw. renomę. Moja
              córka jest w cudownej, małej szkole, która do niedawna była mało znana i nie
              było problemu z miejscami. W zeszłym roku po raz pierwszy była konieczna jakaś
              selekcja i moi znajomi, których córka zresztą sie dostała byli bardzo
              zdegustowani, że szkoła wybiera sobie "najlepsze" dzieci, po czym... zdecydowali
              się na szkołę jeszcze bardziej obleganą, w której z kolei o dostaniu się
              decydują koneksje.

              Jeśli chodzi o podwyższanie czesnego aż do "linii oporu" to szkoły społeczne
              raczej tego nie robią, ponieważ nie chcą aby selekcja przebiegała wg grubości
              portfela rodziców (choć istnieją takie prywatne, dla rodziców, którzy chcą
              oszczędzić dzieciom stresu egzaminacyjnego, przepełnionej rejonówki i ich na to
              stać) Wygląda więc na to, że mamy wolność wyboru :o)
              • linka9 Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:26
                jagawi napisała:

                > Jeśli chodzi o podwyższanie czesnego aż do "linii oporu" to szkoły społeczne
                > raczej tego nie robią, ponieważ nie chcą aby selekcja przebiegała wg grubości
                > portfela rodziców

                I całe szczęście!!!
                Brrr
    • agatka_s Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 15:28
      ostatni post, bo juz mam dosc....


      zawsze zostaje zrezygnowanie (swiadome !) z super obleganej szkoly. Moim
      zdaniem to zdrowsze, niz takie pchanie dziecka na sile do "renomowanego"
      miejsca. Choc ja sama zdawalam do Liceum gdzie bylo 11 kandydatow na miejsce
      (matura 20 lat temu, warszawskie Liceum Reytan), a na studia bylo 16...
      (japonistyka).


      • jagawi Re: egzamin do szkoły podstawowej 26.05.06, 16:16
        agatka_s napisała:

        > ostatni post, bo juz mam dosc....
        >
        przepraszam, za drobną złośliwość, ale w większości dyskusji Twój post jest
        ostatni (bez urazy, takie tylko spostrzeżonko ;o))
        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka