Gość: paula
IP: *.sze.warszawa.supermedia.pl
12.04.03, 20:56
Czesc wszystkim, po dlugiej przerwie dopadlam wreszcie komputera i moge sie
wyzalic.
Moje dziecko to istny diabel wcielony. Bunt dwulatka do entej potegi. Nie
pomagaja tlumaczenia, wyjasnienia, tzw. dobry przyklad, tłumaczenie reczne
(no, niestety zdarzylo sie - synek trzymal sie w tedy za pupe i nadal nie
wykazywal zadnej ochoty do wspolpracy). Nie mam juz sily, cale szczescie w
tym, ze facetowi odbija palma kiedy jestesmy w domu, scen na ulicy nie
urzadza. Za to w domu jest taki wrzask, tupanie nogami, rzucanie sie na
podloge, ze czasami sie boje interwencji sasiadow.
Ja rozumiem, ze taki etap rozwoju, ale kiedy synek sie uprze czegos nie
zrobic (np. poukladac klockow po skonczonej zabawie, albo nie ubrac czapki
przy wyjsciu na dwor, nie kopac psa...) TO NIC NIE POMAGA mu w tym
przeszkodzic. Chocby go kroic - on nie ustapi. Nawet zaniechanie perswazji
tez nie pomaga - wrzeszczy jeszcze bardziej, jakby na zlosc, ze mu ustapiono.
Takie demonstracje wlasnej woli przejawia raczej rzadziej niz czesciej, ale
ja nie mam juz sily ich znosic. NIE WIEM jak mu przekladac z polskiego na
nasze, zeby zrozumial, ze czasami trzeba zrobic tak jak chce mama, ze sa
jakies zasady, ktorych trzeba przestrzegac.
JAk Wy sobie poradziliscie ze zbuntowanym dwulatkiem nie raniac jego uczuc i
nie lamiac mu kregoslupa woli i charakteru???
Pozdrawiam serdecznie, Insomnie szczegolnie bardzo.
CZESC!