Dodaj do ulubionych

Podstawówka prywatna czy państwowa?

21.02.07, 06:55
Czy macie zamiar posłać dzieci do państwowej szkoły czy prywatnej?
Obserwuj wątek
    • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 21.02.07, 08:25
      ani do tej, ani do tej. do społecznej smile to jednak co innego smile)))
      • justi54 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 21.02.07, 10:58
        Do państwowej podobnie jak posłałam do państwowego przedszkola. Edukacja
        prywatna (poza niewielką elitą przedszkoli i szkół) to w naszym kraju mydlenie
        oczu nam rodzicom i wyciąganie od nich kasy.
        • reszka2 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 21.02.07, 12:37
          Nieistotne jest, czy państwowa czy prywatna (czy spoleczna, bo ludzie - patrz
          post powyżej - zupełnie nie odróżniają tych dwóch spraw, no chyba że autorka
          pisze rzeczywiście o szkołach sensu stricte prywatnych).

          Ma byc dobra wink

          Dobra dla dziecka i dla rodziców.

          Ja po sprawdzeniu ofert szkół państwowych i odpłatnych wybrałam szkołę
          społeczną, bo ta akurat ma to, co wyobrażam sobie, że powinna miec wymarzona
          szkoła dla mojego dziecka. A na dniu otwartym synkowi też sie spodobało.
          Owszem, do ostatniego momentu rozważałam też szkołę państwową, ale niestey - w
          okolicy nie ma takiej, która by nam sie spodobała, a nie mam możliwości, by
          odwozić dziecko na druga stronę Wisły.

          Poza tym, bezpłatna edukacja państwowa, poza niewielką elitarną grupą szkół, w
          których kadrze, rodzicom i dzieciom chce się chcieć, w naszym kraju to mydlenie
          oczu nam rodzicom i wyciąganie od nich kasy, bo jak chcesz mieć coś dodatkowego
          i w dobrym standardzie, to płacisz. Więc twój wybór, jak to zrobisz. Ja
          policzyłam, i wychodzi tak samo jak czesne.
          • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 21.02.07, 15:59
            W pełni popieram. W szkołach publicznych, szczególnie w tzw. "gorszych"
            dzielnicach, aż roi się od takich, którym "nie chce się chcieć" - uczniów,
            nauczycieli, rodziców, dyrektorów.
            W rezultacie jesli dziecko znajdzie się w takiej szkole, najczęściej równa w
            dół. I co pozostaje rodzicom? Korepetycje. Jesli policzy się dobrze - wychodzi
            na to samo. Z tym, że dziecko oducza się od odpowiedzialności, samodzielności i
            zabiera mu popołudnia.
            • lalalili Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 22:36
              A tu się z tobą nie zgodzę.
              Sprawdzałam kiedyś (na etapie wyborów) ilu olimpijczyków/laureatów hodują
              szkoły powszechne a ile prywatne. Ewidentnie lepiej wypadały te pierwsze (po
              uwzględnieniu oczywiście zjawisko skali). W szkole moich dzieci szóstkę
              jakiegoś przedmiotu ma się wyłącznie za osiągnięcia na etapie wojewódzkim lub I
              miejsce w dzielnicy. Najwybitniejsi sporadycznie osiągają 5,8. To samo jest z
              zachowaniem wzorowym, które jest rzadkim dobrem. W społecznej szkole synek
              znajomych od IV klasy ma średnią 6,0 i nie jest jedyny.
              Aby "wyciągnąć" czerwony pasek szeregowy uczeń musi się nieźle
              nagimnastykować. Oczywiście są elementy nie uczące się przesadnie, ale w
              szkole podstawowej to nie problem dla tych chcących się uczyć. Osobniki,
              określane przez rówieśników mianem lizusów i kujonów to nie stosunek do nauki
              tylko cecha charakteru. I zawsze są niepopularne - od przedszkola po emeryturę.
              Nie wiem, do jakiej szkoły trzeba dziecko posłać, aby zetknąć się z tym, co
              rozumiemy jako prawdziwą patologię (alkohol, rozboje, narkotyki). Uczniowie
              klas I-VI to jeszcze dzieci.
              • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 22:51
                Większość z nas patrzy na szkołę przez pryzmat własnych doświadczeń. Ja jestem
                zdania, i zastrzegam, że jest to moje zdanie, że są dzielnice, w których
                niestety juz w podstawówkach roi się od patologii. Dzieci z IV-VI klasy też
                potrafią zachowywać się źle, wręcz okrutnie.
                Generalnie jestem zdania, że im niższy etap edukacji tym bardziej dopuszczam
                szkołe niepubliczną. Tak więc- podstawówka - chętnie dobra niepubliczna -
                lepsza opieka, bardziej kameralnie itd; gimnazjum - raczej publiczne,
                dopuszczam społeczne , liceum - prawie napewno publiczne - nieliczne wyjątki
                niepubliczne, szkoły wyższe - tylko państwowe. Są 2-3 w Polsce niepubliczne
                godne zaufania.
                • lalalili Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 23:08
                  Tak samo okrutni moga byc uczniowie szkół społeczno/prywatnych, uzbrojonych w
                  pelność swoją i swoich rodziców wynikającą ze statusu społecznego. W publicznej
                  klasie mojego syna jedyne dziecko, z którego agresją (słowną) nie umie sobie
                  poradzić to syn wziętego adwokata. Agresja słowna, fizyczna niejest związana ze
                  statusem majątkowym rodziców czy ich pozycją społeczną. Zupełnie nie widzę tu
                  różnicy między oboma typami szkół. Jedyne co można "na plus" przypisać szkole
                  płatnej to to, że łatwiej zauważyć jakieś przepychanki korytarzowe czy
                  poskromić szalejącą klasę. No i łatwiej zaopiekować się i dostrzec dzieci z
                  jakimikolwiek problemami (np. mające problem w kontaktach z rówieśnikami, ,
                  agresywne, mające problemy z nauką, chorobliwie nieśmiałe), dzięki czemu
                  łatwiej im pomóc. Ale też łatwo tu o "zapętlenie". Znajomi swego syna -
                  zdolnego chłopaka - ale mającego już od przedszkola problemy w kontaktach z
                  dziećmi wysyłają - nawet wbrew własnym chęciom - do gimnazjum społecznego, bo
                  boją się, że w państwowym się nie odnajdzie. Obawiam się, że będą się bali go
                  wysłać do państwowego LO ( z tego samego powodu) i na państwowe studia.
                  Oczywiście - ich pieniądz, ich sprawa, ale bez wątpienia jest to wybór
                  negatywny.
                  • reszka2 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 23:15
                    Jeżeli pani nie potrafi poradzić sobie z agresją słowną swojego podopiecznego,
                    to może powinna poszukac pomocy. To (nieradzenie) sobie, obojętnie - czy syn
                    adwokata czy córka slusarza - świadczy o niekompetencji wychowawcy. A
                    niekompetencja jest niemile widziana. Ja bym nie chciała miec takiej pani".
                    • wiewiorka76 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? -do reszki 21.11.07, 16:23
                      A Ty świetnie się znasz na pracy z agresywnymi dziećmi no i
                      oczywiście świetnie znasz przypadek tego dziecka, skoro od razu
                      zarzucasz niekompetencję nauczycielce? Chyba jednak nie bardzo, bo
                      gdybyś miała chociaż blade pojęcie na ten temat, to byś wiedziała,
                      że to dziecko może np. mieć ADHD, może mieć zaburzenia emocjonalne,
                      psychiczne i wtedy potrzeba sztabu ludzi (np. psycholog, lekarz,
                      terapeuta), a często też i silnych leków, żeby takie dziecko
                      uspokoić i opanować, a nie jednej pani nauczycielki. Jakbyś znała
                      takie sytuacje, to byś wiedziała, że często diagnozowanie i
                      leczenie dzieciaka utrudniają sami rodzice, którzy nie przyjmują do
                      wiadomości, że ich dziecko zachowuje się w ten sposób lub jest w
                      jakiś sposób upośledzone. I zapewniam Cię, że to się zdarza w
                      rodzinach inteligenckich, a nawet spotkałam się z taką sytuacją w
                      rodzinie, gdzie mama była psychologiem!! Zanim znów oskarżysz kogoś
                      o niekompetencję, to zastanów się jakie Ty masz kompetencje, żeby
                      się na dany temat wypowiadać. I lepiej nie nie pisz o tym, czego
                      nie rozumiesz. Pozdr.
              • reszka2 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 23:09
                A to tutaj sie posługujesz stereotypami.
                Po rozmowie z dyrektorką szkoły (społecznej) dowiedziałam się, że rodzice,
                płacący przeciez czesne, wielokrotnie zwracali się z pretensjami, dlaczego w
                tej szkole dostac dobra ocene jest trudniej niż w państwowej. Które to
                pretensje nie zostaja uwzględniane.

                Z kolei do gimnazjum społecznego (związanego z tą samą podstawówką), trafiają
                absolwenci podstawówek, zarówno państwowych, jak i społecznych lub prywatnych,
                z szóstkami od góry do dołu, i nie daja sobie rady.

                Tak więc nie jest reguła, że w szkołach opłacanych przez rodziców oceny dostaje
                sie "za czesne".
                Poza tym, moim zdaniem szkoła ma na celu cos więcej niż wytresowanie pewnej
                liczby olimpijczyków. Szkoła ma pracowac ze wszystkimi dziećmi. Z braku laku,
                niech będzie miernikiem coś, co można obiektywnie policzyć, np. średnia po
                szóstej klasie, czy z testów kompenencji gimnazjalistów. A jeszcze lepiej - jak
                podstawówka przygotuje dzieci do dalszej nauki. Czy po skończeniu tej szkoły
                pokochają uczenie sie, czy bedzie to droga przez mękę, zło konieczne, czy będa
                potrafili się uczyć sami, zadawać pytania, poszukiwac odpoweidzi, czy będa
                funkcjonalnymi analfabetami, którzy automatycznie wyplują wykutą na pamięć
                czytankę.

                A do jakiej szkoły posłać żeby się zetknąć z patologią? A chociażby do naszej
                drugiej-najbliższej. Koleżanka właśnie skonfiskowała swojemu
                piątoklasiście "bibułkę" extazy. Twierdzi, że miał ją tak, dla jaj, żeby
                zaimponować kolegom, no ale zdobył ja w szkole. Tam akurat licho nie spi. Tym
                bardziej, że wcale nie jest to drogie.


                Reszka mama Michałka i Madzi
              • ania1500 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 17.11.07, 22:06
                prywatna,mniejsze klasy ,lepszy kontakt nauczyciela z dzieckiem i
                odwrotnie,nie ma gwarancji oczywiscie ,ze i w takiej szkole nie
                pojawia sie np.narkotyki,ale tej gwarancji nie ma juz chyba nigdzie.
          • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 21.02.07, 18:25
            Reszka2, zgadzam się w 100% smile))) ma być DOBRA.
            Wierzę, że są takie DOBRE publiczne. Choć sama takiej nie znalazłam (spośród 6
            okolicznych) to czytam posty na tym forum i wiem, ze takie są.
            Że są podłe i prywatne - to tez z lektury forum wiem. Bywaja i kiepskie
            społeczne, zwłaszcza z rodzicami typu: placę i wymagam.
            Ważne by sżkoła była dobra dla dziecka i rodziców. smile
            A to najlepiej sprawdzić sposobem "łańcuszkowym". Popytać rodziców, dzieci a na
            końcu w samej szkole.
    • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 21.02.07, 20:30
      Oczywiscie ze szkoly sa rozne, ba nawet w jednej szkole sa rozne klasy...

      Ja mam doswiadczenie 3 szkol, 2 publicznych i jednej spolecznej. Moje
      obserwacje:

      -szkola spoleczna gwarantuje dobra logistyke (zajecia na jedna zmiane, dwa
      jezyki, basen , dodatkowy poszerzony zakres niektorych przedmiotow)-szkola
      zalatwia absolutnie wszystko i dziecko nie musi juz chodzic na zajecia
      dodatkowe-jesli chodzi to na takie 100% przyjemnosciowe
      -szkola spoleczna jest nastawiona pozytywnie-wiekszosc rzeczy jest tam
      zorganizowanych tak aby bylo dobrze dzieciom i rodzicom, szkola publiczna
      zazwyczaj jest skrepowana przepisami i inna biurokracja i czesto mimo dobrych
      checi nie daje sie zycia szkolnego tak zorganizowac aby bylo OK dla podmiotu
      szkolnego czyli dzieci i rozdzicow
      -szkola spoleczna to "getto" osob o okreslonych dochodach (czesne ponad 1000 zl
      wyznacza pewna poprzeczke) ze wszelkimi tego konsekwencjami pozytywnymi
      (rodzice zgadzaja sie na duzo rzeczy super jakosci, ale kosztownych) i
      negatywnych (dziecko nabiera szybko pewnego stylu, nie kazdy to lubi).
      -szkola spoleczna-to zazwyczaj kameralne srodowisko, co tez powoduje wieksze
      bezpieczenstwo-zazwyczaj wszyscy sie znaja, dziecko jest diopilnowane pod katem
      nauki ale tez i wszelkich innych spraw (np pomoc po dluzszej nieobecnosci,
      mozliwosc czasowego pozostawania w szkole mimo ze nie chodzi sie na swietlice
      itp)
      -szkola spoleczna to zazwyczaj zbior dzieci niekoniecznie mieszkajacych obok-
      kontakty telefoniczne z kolegami zamiast odwiedzin sa na porzadku dziennym, bo
      dzieci mieszkaja po 20-30 km od siebie.
      -szkola publiczna-to zbior dzieci pochodzacych z roznych domow, o roznych
      priorytetach-na zebraniach rzadko udaje sie ustalic cos co zadawala i odpowiada
      wszystkim (co w szkole spolecznej jest raczej norma)
      -szkola publiczna to zazwyczaj dobre zaplecze lokalowe, sala gimnastyczna,
      dobrze zaapatrzona (bo od lat) biblioteka. szkoly spoleczne niestety zazwyczaj
      tym nie dysponuja, a warunki lokalowe sa bardzo czesto bardzo, bardzo ciezkie.
      -szkola spoleczna (a tym bardziej prywatna)-skoro jest platna, jest scisle
      rozliczana przez rodzicow-atmosfera jest taka ze to Dyrekcja jest na pewnym
      cenzurowanym i musi przekonac rodzicow ze za ich pieniadze otrzymuja
      dobry "produkt". W szkole publicznej, nawet fajnej rodzic jest zawsze na
      pozycji petenta (nawet mimo grzecznosci i pozorow rownej pozycji Dyrekcja-
      rodzice, w szkole publicznej to zawsze Dyrekcja ma ostatnie slowo).

      moze jak jeszcze mi sie cos przypomni z moich przemyslen to napisze, na razie
      tyle.

    • 5_monika Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 22.02.07, 12:27
      państwowa, duża nowoczesna, nowa, poza tym 100 m dalej.Takie samo obok
      gimnazjum i też tam będzie chodził.
      • mysz56 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 23.02.07, 21:57
        moje dziecko chodzi do społecznej w wawie i jesteśmy bardzo ,bardzo zadowoleni-
        małe grupy,codziennie angielski,raz w miesiącu teatr i kino,bogaty wachlarz
        zajęć dodatkowych,zielona i biała szkoła,cudowna pani,świetlica w klasie z
        jedną i tą samą panią,częste zebrania,imprezy rodzinne,super warunki
        lokalowe,nowe boisko,ochrona,mundurki,fajni rodzice ,zgrana klasa-jedyny minus
        catering,moje dziecko-inteligentna indywidualistka leci tam na skrzydłach
        • mim288 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 25.02.07, 15:19
          A możesz napisać oc to jest za szkoła ?
        • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 15:56
          moje też i czesne wcale nie wynosi 1000 tylko sporo mniej smile, no i są zniżki w
          indywi=dualnych sprawach, nawet po 40%. I to skzoła z ponad 13 letnią
          tradycją... własnym budynkiem (skzolnym, nie domem zaadaptowanym na szkołę),
          salą gimnastyczną i innymi "gadżetami" , no i nie jest mała. w SP jest ponad
          180 dzieci. Takie szkoły też istnieją smile, a gimnezjum przy tej szkole w
          pierwszej piątce w W-wie i okolicach smile. Nie generalizujmy, ok?
    • edytka_73 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 23.02.07, 23:54
      Do społecznej, bo:
      kameralna, bezpieczna, z bogatą ofertą dobrych zajęć pozalekcyjnych, z
      angielskim i informatyka od I klasy, z basenem w ramach wf, na jedną zmianę, ze
      świetlicą do 17.00... I znam z poczty pantoflowej. I za 450, bo to nie stolica.
    • wieczna-gosia Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 00:50
      publiczna podstawowka sportowa.
      swietna swietlica, wspolpracujaca z domem kultury za plotem- dzieci nie chcialy
      mi ze swietlicy wychodzic smile
      basen, taekwondo, judo w szkole polekcjach- szkola organizuje dowoz i przywod
      delikwentow (oczywiscie w ramach zajec tez jest basen)
      w szkole sa ze trzy szkoly jezykowe.
      jest za rokiem

      nie mam watoliwosci ze zostajemy przy naszej podstawowce smile
    • lalalili Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 22:38
      Ja też jestem zwolennikiem szkoły państwowej na etapie podstawówki. Na poziomie
      gimnazjum już się waham. A potem - państwowe LO i państwowe studia wink
      • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 22:53
        Lalalili - tak z ciekawości, dlaczego dopuszczasz niepubliczne gimnazjum,
        dlaczego tylko na tym etapie edukacji uważasz, że niepubliczne a nie wyłącznie
        publiczne?
        • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 23:27
          A moje dziecko chodzi do państwowej podstawówki - i jestem zadowolona. Jestem
          zadowolona również z tego, ze moje dziecko ma w klasie bardzo różne dzieci - od
          dobrych uczniów do bardzo słabych, jestem zadowolona, bo dzieci pochodzą z
          róznych rodzin i moje dziecko wie, że nie wszędzie żyje sie tak samo i na takim
          samym poziomie. Jestem zadowolona, bo w klasie są też chuligani (choć nie ma
          dzieci szczególnie agresywnych, z tego już na pewno nie bylabym zadowolona!!!!)
          i moje dziecko wie, jak z nimi rozmawiać (zresztą wszystkie moje dzieci mają
          tendencję do przyjaźnienie się z chuliganami, nie wiem, co by z nimi bylo w
          grzecznych klasach...). Jestem zadowolona, bo są dzieci bez opieki i syn dzięki
          temu docenia troskę o niego, nie traktując jej wyłacznie jako "marudzenie
          starych". Jestem zadowolona, bo koledzy zaczynają palić a moje dziecko uczy się
          odmawiać - a czym wczesniej się uczy, tym lepiej dla niego. Idealne środowisko
          to dobre środowisko do momentu wydostania się z niego i poczucia wolnosci.
          No i z bardziej normalnych powodów do zadowolenia - poziom szkoły przyzwoity,
          sporo zajęć dodatkowych, piekna sala gimnastyczna, zajęcia na jedną zmianę.
          Tylko oczywiscie języki kuleja - ale i tak dodatkowe lekcje sa tańsze niż
          czesne.
          No i nie bez znaczenia jest fakt, ze szkoła jest 50 m. od domu - dziecko
          oszczędza mnostwo czasu.
        • lalalili Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 24.02.07, 23:42
          Bo wydaje mi się, że gimnazjum to jest jak choroba. Skoro musisz przez to
          przejść, przejdź jak najbardziej bezboleśnie. Wiek paskudny - ni to to, ni to
          sio, pierwsze oznaki buntu + konieczność zaistnienia w nowym środowisku. Więc
          najlepiej - pod kontrolą. W kontrolowanym środowisku.
          W przypadku podstawówki i liceum (jako że są to okresy emocjonalnie
          spokojniejsze) uważam, że środowisko typowe dla danej populacji jest dla moich
          dzieci odpowiednie. Teraz mieszkamy w zamkniętym osiedlu, mamy znajomych z
          pracy, z którymi spędzamy w określony sposób czas - stać nas na to, bo teraz
          jest popyt na nasz zawód. A co będzie za 5-10-15 lat ? Nie kupię moim dzieciom
          przyszłości, na to co teraz mają same będą musiały zapracować. Mimo, że widzę
          je osiągające międzynarodowe sukcesy w biznesie czy nauce, to oni mogą sobie
          życzyć zostać "proletariuszami" lub zwyczajnie coś nie wyjdzie. Dlatego
          chcialabym, żeby wiedziały, że cały świat nie składa się z biznesmenów czy
          adwokatów. Że można być fajnym człowiekiem, mieć wspaniały dom mieszkając we
          czworo w jednym pokoju z kuchnią. I że to nie jest nieszczęście. Że pieniądze i
          stanowisko nie są wyznacznikiem wartości człowieka i miernikiem szczęścia. Nie
          chcę im tworzyć złoltej klatki, żeby potem się nie pogubiły. Że życzliwości
          przełożonych, współkolegów nie kupią już rodzice tak jak kupowali życzliwość
          nauczycieli.
          • mysz56 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 25.02.07, 16:03
            w naszej społecznej podstawówce są różne dzieci z różnymi
            temperamentami.charakterami i usposobieniami-także różnorodność jest a to co
            łączy nas rodziców to dążność do rozwijania relacji rodzice-dziecko-
            nauczyciel,to czujność na wszelkie przejawy agresji i patologii-jest na to
            silna presja społecznośći szkolnej,to indywidualne podejście do
            każdego,kontaktowny ,otwarty,zmotywowany nauczyciel któremu chce się pracować,o
            żadnych papierosach wogóle nie ma mowy nie mówiąć o czymś gorszym,a zasobność
            portfela również pozostaje różna czasem na czesne składa się cała
            rodzina ,rezygnuje się z dóbr materialnych,a przy kolejnych dzieciach są
            zniżki
            • el_la Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 15:03
              Czyli środowisko kontrolowane i nadzorowane. A niestety, radzić sobie z agresją
              własną i cudzą też trzeba się nauczyć. Moje dzieci spotykały i bolesne sytuacje
              , i upokorzenia - a mnie serce bolało i chciałam je zabierać jak najdalej od
              tego "złego" świata - ale z kazdej z tych przygód odnosiły jakąś korzyść. A do
              tego znajomość różnych typów ludzkich ułatwia poruszanie się po gęstwinach tego
              świata.
              Co już im sie przydaje.
              • mysz56 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 22:52
                napisałam że dzieci są różne a i agresja się zdarza a ważne jest podejście do
                problemu nauczyciela i rodziców ,problemów się nie bagatelizuje nie zostawia
                żeby się same rozwiązały ale się nad nimi pracuje do skutku-po prostu każdemu
                się chce
          • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:01
            lalalili, nie dopuszczasz, że dzieci z rodzin zasobniejszych moga dokładnio to
            samo dostrzegać? Dlaczego ci, mniej zasobni najczęściej deprecjonują tych
            drugich, odmawiając im najróżniejszych ludzkich odruchów. Nie rozumiem,
            przeciez w ten sposób nie sprawią,że ich dzieci będa się czuł lepiej. Co
            więcej, raczej spowodują poczucie większej odrębnosci. A po co?
            i to klasyczne porównanie: dzieci adwokatów i biznesmenów, jak jakaś
            napiętnowana kasta...
    • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 13:52
      A tak konkretnie to pytanie brzmi: czy posłać dziecko do "lepszej" szkoły, czyli
      do wybranego towarzystwa, czy niech się raczej uczy z kolegami statystycznie
      wybranymi.

      W ubiegłym roku toczyła się podobna, choć pozornie na inny temat, dyskusja.
      Co z dziećmi zdolnymi? Selekcja czy zwykła klasa?

      Wybierając szkołę społeczna lub prywatna dla dziecka, chcemy go uchronić przed
      "elementem", bądźmy szczerzy. Chcemy, by było w jakimś sensie "lepsze".
      Bardzo mi się podobają wszelkie pożyteczne snobizmy.
      Pewni ludzie po prostu trzymają się razem, gdyż łączy ich albo wysoki status
      materialny, albo zawód, albo szczególne zainteresowania. To naturalne.
      Ale...
      Ale wydaje mi sie, że to powinno następować dopiero od pewnego wieku.
      Zauważmy, że do wieku dojrzewania dzieci bawią się razem, niezależnie od
      poziomu intelektualnego i materialnego. Dopiero potem łączą się w dobrane grupy.
      Czyli szkoła podstawowa to nie czas na selekcję ani na podstawie szczególnych
      zdolności, ani grzeczności. Czyli powinno tam być całe społeczne i intelektualne
      spektrum, właśnie w celu edukacyjnym, socjalizacyjnym.
      1.Dziecko ma szansę poznać innych ludzi, z różnych środowisk."Nie wszyscy są
      tacy, jak ja, jak moja rodzina". Dziecko uczy się porównywać i oceniać.
      2. Dziecko może znaleźć dziedzinę, w której się wyróżni, w której będzie dobre.
      Jedno w sporcie, drugie w matematyce.
      W przecietnej klasie każdy zdolny sie wyróżni, a przeciętni są w tak dużej
      masie, że im nie jest z tego powodu żal. Mały intelektualista od razu się dowie,
      że będzie w życiu osamotniony, a dzieci o złotym sercu uświadomią sobie, ile je
      czeka pracy...
      3. Jeszcze jeden argument przeciwko podstawowym szkołom "dla wybrańców" to
      fakt,że często posyłane są tam dzieci z problemami. Jedno-dwoje dzieci z
      problemami w zwykłej klasie to samo życie i wszystkim wychodzi na dobre, zbyt
      duży procent "problemowych" to problemy dla wszystkich.
      4.Gdy szkoła wybiera sobie dzieci o określonych "pozytywnych" cechach i
      zdolnościach , to stwarza w ten sposób sztuczne środowisko. Prawdziwe życie tak
      nie wygląda.
      Dziecko, czyli człowiek, powinien najpierw poznać świat, a potem wybrać sobie w
      nim dla siebie miejsce.
      Czyli czas na snobizm - najwcześniej od gimnazjum.

      Jeśli najbliższa rejonówka jest molochem, grożącym życiu i zdrowiu mojego
      dziecka, wysłałabym je oczywiście do społecznej lub prywatnej, ale takiej nie za
      drogiej (chociaż mnie stać), i do której przyjmuje się dzieci wg kolejności
      zgłoszeń, czyli gdzie jest szansa na statystyczną różnorodność.
      • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 14:08
        ja myslalam dokladnie tak samo, az do momentu kiedy "moja" szkola publiczna
        wprowadzila lekcje konczace sie po 17.00 i 18.00 (tzw "trzecia zmiana"), a
        zadna inna publiczna szkola nie dawala gwarancji ze i u nich za chwile nie
        bedzie tak samo. Stad "desperacka" decyzja o szkole spolecznej-ktora lekcje
        zaczynajace sie rano ma zapisane w statucie.

        Nie jest zle, ale nie jest tak ze szkola spoleczna to same zalety. Napewno nam
        rodzicom jest w takiej szkole latwiej (logistycznie).
      • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 15:40
        Zgadzam się z wyjatkiem jednego punktu - snobizm od liceum. Lata gimnazjalne to
        lata, gdzie zachowania bardzo łatwo się utrwalają. Snobizm, nawet pozytywny,
        utrwalony na poziomie gimnazjum może skostnieć w takie poczucie wyższości, nie
        temperowane przez życiowe doswiadczenie, ze potem jest nie do ruszenia.
        Mam trochę znajomych, ktorzy chowani byli za młodu w zamkniettych, elitarnych
        środowiskach. To mili ludzie, ale patrzący na tych, spoza swego kręgów z
        pogarda i niezrozumieniem. I do tego sfrustrowani, bo wielu z nich "nie
        doroslo" do tego, kim czuli się w dzieciństwie i mlodosci.
        Nie, dziękuję - wolę jednak aby moje dziecko nabywało snobizmów, kiedy będzie
        już miało pewne podstawy, aby samemu ten snobizm nieco wyśmiać i trochę
        utemperować. a więc w wieku, gdy bedzie wiedziało, co jest snobizmem, a co
        codziennością. Czyli nie wczesniej niż liceum.
        • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 15:59
          No mam wrazenie ze robimy z tych dzieci jakies bezmozgowe istoty...

          Zycie nie sprowadza sie tylko do szkoly, oczywiscie ze towarzystwo szkolne jest
          wazne, ale to nie jest jedyne srodowisko w ktorym obraca sie np moj syn.

          Chodzi na chor (gdzie chlopcy sa bardzo , bardzo rozni), jezdzi na obozy (co
          roku na 2-3 conajmniej gdzie spotyka rozne dzieci), chodzi do kosciola (gdzie
          spotyka kolegow ze swoich poprzednich szkol z ktorymi utrzymuje kontakt), ma
          kolegow na podworku (fakt ze strzezonym...)-a to wszystko sa dzieci nie tylko
          ze szkol spolecznych czy prywatnych i nie tylko z domow gdzie sytuacja
          materialna jest dobra.

          Poza tym jest olbrzymia rola rodzicow, aby dbac o to aby "sodowka" do glowy nie
          uderzyla. Bo pewnie gdyby dziecko bylo zdane tylko na kolegow, takich jak ma
          np moj syn w swojej klasie to moze troche palma moglaby odbic....

          Ja nie widze aby moje dziecko czulo sie lepsze od kogokolwiek (na razie !!!),
          dla niego poki co niedoscignionym idealem jest kolega uzdolniony pilkarsko,
          grajacy w Lidze mlodziezowej z chlopakami 2 lata starszymi (O!!!), ktory
          wybiera sie do Szkoly Mistrzostwa sportowego o profilu pilkarskim, szkola z
          internatem na drugim koncu Polski....To jest dla niego poki co duzo
          istotniejszym wyznacznikiem pozycji i powodem dla ktorego sie rozmarza i
          autentycznie zazdrosci, niz nawet to ze tata tego chlopca jezdzi jakims
          olbrzymim terenowym samochodem, a mama wlasnie kupuje sobie Porshe (choc o tym
          mi tez opowiada z wypiekami na policzkach, bo on "kolekcjonuje" wszystkie
          jezdzace Porshe, na razie widzial ich juz jakies 30 sztuk...). Poki co jest OK
          z moim dzieckiem-proporcje co wazne a co mniej zachowane. Jak Porshe mamy
          kolegi bedzie istotniejsze niz jego sukcesy pilkarskie, zaczne sie powaznie
          martwic.

          Najlepszym kolega mojego syna jest wcale nienajlepiej sytuowany chlopak,
          chodzacy do publicznej podstawowki-ale jest to chlopak ktory tyle samo a moze i
          ciut wiecej wie o footballu i jeden z nielicznych poza wspomnianym wyzej
          talentem, ktory umie pilke kopac.

          Moze moj syn jest poprostu "snobem footballowym", nie wiem ? Ale naprawde to
          do jakiej szkoly on chodzi, a do jakiej szkoly chodza jego koledzy nie ma
          najmniejszego znaczenia, znaczenie ma tylko czy to sa fajni kumple.
          • blessyou1 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 16:10
            Bo też żadna szkoła nie zrobi snoba z normalnego dziecka.
            Dziecko małe jest przede wszystkim pod wpływem własnej rodziny.
            Dziecko starsze ulega innym wpływom, ale i tak największe znaczenie ma to, jak
            miało wcześniej umeblowane w głowie.
            Zainteresowanie lepszymi samochodami czy komputerami (zwłaszcza u chłopaka) to
            nie snobizm a rzecz normalna.
            Ale jeśli ktoś jest naprawdę snobem, to znaczy że źródłem tego jest dom
            rodzinny a nie szkoła. Tyle że rodzice jako dorosli ludzie potrafią się lepiej
            maskować, a z dziecka zawsze to wylezie.
          • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 16:19
            I tu się mylisz - wielu znanych mi rodzicow (a sa to często rodzice, jak już
            mówilam chowani wsród wybranej "elity") nie tylko nie "hamuje" zapędow swoich
            dzieci, ale wręc podbija bębenek. Moi znajomi naprawdę tłumacza dzieciom, że
            one nie powinny mieszać się z "byle kim". Wcale nie sądzę, ze dzieci są
            bezmózgowe, ale patrząc na wielu moich znajomych, rodziców starszych już
            dzieci, mam niejakie wrazenie, że rodzice za dużo tego rozumu nie mają.
            Parokrotnie cytowałam już - ale może powtorzę - wypowiedzi dwojga moich
            znajomych. Jedno dziecko w prywatnej zakonnej szkole, drugie na Bednarskiej.
            Wypowiedź piwrwsza "Posłałam syna do prywatnej szkoły, bo w publicznej czepiały
            sie go jakieś dzieci z byle jakich rodzin, pewnie chciały sobie dzięki niemu
            poprawić stopnie, przepisać lekcje na przerwach, bo co takie dzieci moga same
            wiedzieć". Dialog drugi "Z kim przyjaźni się Twoje dziecko?- Z Markiem i
            Adasiem -A kim są ich rodzice? -Nie mam pojęcia. -Jak możesz, przeciez to moga
            być dzieci hydraulika? -No to co? - Czego nauczy się twoej dziecko od dziecka
            hydraulika? -No wiesz! -Moze masz rację, w podstawówce to jeszcze nie problem,
            ale przeciez w wyższych klasach koledzy powinny być na jakims poziomie
            intelektualnym, a nie z byle jakich rodzin."
            Daję słowo, obie rozmowy są w 100% autentyczne.
            I ja się boję w szkolach niepublicznych takich rodziców znacznie bardziej, niz
            dzieci w szkołach publicznych.
            • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 16:33
              verdano, ale to o czym piszesz jest przejawem braku kultury i chamstwa
              poprostu. Takie dzieci (a moze lepiej powiedziec dzieci takich rodzicow)
              niezaleznie do jakiej szkoly beda chodzic, zostana nauczone takich zachowan, i
              to nie przez to ze chodza do szkoly A czy B, ale dlatego ze rodzice im
              przekazuja taki komunikat. One nawet jesli by chodzily do szkoly prowadzonej
              przez najskromniejszy zakon zebraczy wychowane zostana na bufonow.

              Taki komunikat przekazuja ludzie niekulturalni, zakompleksieni, ograniczeni , z
              bardzo waskimi horyzontami i to kompletnie niezaleznie czy dobrze czy zle
              sytuowani. Jesli rodzice takimi kategoriami rozumuja to niestety dziecko musi
              miec potwornie twardy i prosty kregoslup aby pozostac "w pionie".

              Ja chyba nie chcialabym miec takich znajomych i pewnie bym nie miala, bo ja
              zazwyczaj dosyc asertywnie mowie co mysle o takim traktowaniu innych (vide inny
              watek w ktorym ktoras z czytelniczej jako synonim dolu spolecznego podawala
              osoby pracujace "na kasie" w Tesco)-pewnie od razu dosyc ironicznie wykpilabym
              dobre samopoczucie jednej czy drugiej pani ktora zaserwowalaby mi taki tekst.

              Nie zgodze sie ze wsrod osob posylajacych dzieci do szkol spolecznych jest
              wiecej chamow niz wsrod osob posylajacych dzieci do szkol publicznych. Sorry,
              naprawde tak nie jest !!

              • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 17:12
                Niestety, to nie jest chamstwo... To efekt wychowania w zamkniętej enklawie, to
                co zostało tym ludziom wpojone już w dzieciństwie (jesteśmy częścią "lepszego"
                towarzystwa) i zostało w nich. To bardzo mili, uprzejmi ludzie, którzy nawet
                nie zdają sobie sprawy, ze są uprzedzeni. I jednak ich dzieci w szkolach
                publicznych nauczyłyby się (jako ludzie, jak slusznie twierdzisz, myślący)
                innych postaw.
                Wbrew pozorom, to nie sa ludzie zakompleksieni, biedni, przeciwnie. Tylko oni
                po prostu nie znaja nic, poza swoim środowiskiem. A obracali się naprawde w
                wyjatkowo porzadnym, przyzwoitym, intelektualnym kręgu. Mowiono im, zeby
                uwazali, bo poza tym kregiem sa rózni ludzie, tylko tu mogą czuć się
                bezpiecznie. Tylko tu znajdą zrozumienie, podobnych do siebie i uczciwych
                ludzi - a dookola świat nie jest dobry. Oni naprawde szanują ślusarza czy
                hydraulika, tylko nie wyobrażaja sobie, ze dziecko ślusarza czy hydraulika moze
                mieć równie dobrych rodziców, jak oni sami, mieć równie dobre warunki w domu -
                i być zdolniejsze od ich dziecka. I boją się, boja się "złych domow", "zlych
                dzieci" - a te dzieci sa wszedzie poza ich kregiem. To nie jest nietypowe
                rozumowanie dla rodziców uczniów szkół niepublicznych.
                I właśnie dlatego, ze znam ich bardzo dobrze i nawet lubię - to inteligentni,
                oczytani, nie goniący za kasą ludzie, tylko tacy "elitarni", delikatni,
                przekonani o tym, że dzieci trzeba chronioć przed nieznanym światem, zrobię co
                się da, by moje dziecko nie nabyło w dziecinstwie żadnych snobizmów.
                • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 17:43
                  Ja takich ludzi nie znam.

                  Owszem znam ludzi ktorym zwyczajnie sodowka do glowy uderzyla i zachowuja sie z
                  mojego punktu widzenia poprostu smiesznie (czasem zreszta sobie z nich jaja
                  robimy wsrod znajomych, bo znamy goscia od lat a tu nagle hooop i babelki),
                  znam ludzi ktorzy nagle dorobili sie duzych pieniedzy i nadzwyczajniej im
                  odbilo (szajba totalna !!!), znam ludzi ktorzy poprostu generalnie sa
                  beznadziejni a pogarda dla innych to jeden z objawow tej beznadziejnosci,
                  zawsze tacy byli i tych toleruje bo musze zazwyczaj ale ich nie powazam.

                  Nie znam ludzi ktorzy sa mili sympatyczni i maja dobrze poukladane w glowie a
                  dla ktorych istotne jest czy ich dziecko przyjazni sie z synem profesora czy
                  hydraylika. No niestety takie podejscie wedlug mnie dyskwalifikuje kogos.

                  A zeby bylo ciekawiej , to do jasnej ciasnej , dzieci hydraulikow coraz
                  czesciej laduja w szkolach spolecznych i prywatnych.

                  Tak nawet zaczelam sobie myslec gdzie pracuja rodzice kolegow syna z klasy z
                  podworka i powiem szczerze ze poza jednym przypadkiem gdzie mama kolegi z
                  podworka to tez moja byla kolezanka z pracy i poza jednym przypadkiem gdzie
                  mama kolezanki ujawnila sie ze ma zaklad poligraficzny-bo pomagala szkole
                  drukujac cos za darmo-to ja zupelnie nie wiem kim sa rodzice mojego dziecka, o
                  nie przepraszam wiem jeszcze ze mama kolegi od Porshe ma butik-wiem bo jak mi
                  syn o tym Porshe powiedzial to ja instynktownie zapytalam "a co jego mama robi
                  ze stac ja na Porshe ?-no dobra przyznaje sie bez bicia !!!!

                  Gdyby tak na to patrzec to nie wiem czy dzieci kobiety co ma geszeft
                  poligraficzny i handlary z butiku to byloby najlepsze towarzystwo dla dzieci
                  tych twoich znajomych....
                  • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:05
                    agatka, to jest nas dwie. Ja też TAKICH ludzi nie znam.
                    przychodzi mi do głowy: czyżbym była też w jakimś sensie "elitą" nieznajacą
                    chamów i bufonów? i czy mój snobizm jest lepszy? na pewno społęcznie
                    akceptowany, ale czy lepszy?
                    • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:08
                      Witajcie w klubie.
        • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 19:39
          Verdano, ludzie są rózni. Jedni snobistyczni - i jest im z tym dobrze, inni
          snobujący się na snobów itd.itp.
          Ja naprawdę nie widzę niczego złego, że są ludzie, którzy nie chcą swoim,
          podkreślam swoim, dzieciom pokazywać ciemnej strony świata. Że posyłają je do
          szkół "elitarnych", zamkniętych. W końcu, że nie chcą, aby ich dzieci
          przyjaźniły się z dziecmi z innego świata - mniej zamożnego, uboższego
          intelektualnie.
          Podobnie jak nie widzę niczego złego, że są matki, które chcą pokazać swoim,
          podkreślam, swoim dzieciom, świat w róznych barwach. Niech za młodu zetkną się
          z biedą, chuligaństwem, przemocą, patologią, bogactwem itp.
          Każda postawa, każdy model wychowania ma swoje i wady i zalety. Tak samo jak
          szkoły publiczne i niepubliczne - patrz wątek o Raszyńskiej. Jednym uczniom i
          ich rodzicom odpowiada jeddno, innym drugie. Ważne, żeby dzieci o określonym
          stopniu wrażliwości nie pchać w środowisko, w którym czują się źle.
          Są osoby piętnujące jedynaków, przypinające im opinie egoistów, są osoby
          uważające, że do szkół niepublicznych chodzą tylko snoby. I jedno i drugie
          twierdzenie jest nieprawdziwe i krzywdzące.
          Jestem za tolerancją i złotym środkiem. Moje dziecko jest w szkole publicznej.
          Nie rejonowej, nie pierwszej z brzegu, ale takiej, do której trafiają uczniowie
          z rejonu. Dodam rejonu nie najciekawszego. Ze względu na specyfikę klasy nie ma
          w niej dzieci rodziców z hm jak by to nazwać, nazwę roboczo "dołów
          społecznych". I chyba po troszę się z tego cieszę.
          Tak samo jak ja nie znajdę wspólnego języka z osobą rózniącą się w sposób
          zasadniczy poziomem wykształcenia czy pozycją społeczną. I nieważne czy będzie
          ona wyższa czy niższa od mojej.
    • zgagusia Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 14:56
      mam syna w szkole prywatnej - w sumie tak wyszlo, nie bede tu opisywac jak i
      dlaczego tam trafil
      Chce napisac jakie mialabym obawy zwiazane z poslaniem dziecka do szkoly
      publicznej i nie sa one wziete z sufitu, w obu sytuacjach sama sie swego czasu
      znalazlam wink
      jak juz to ktos wczesniej napisal w publicznej klasie kroluje przecietnosc -
      nie trudno sie wybic. Wystarczy byc zdolnym - wszystko co w programie nauczania
      przychodzi smiesznie latwo, wlasciwie bez zadnego wkladu pracy a nauczyciele sa
      takim uczniem zachwyceni. Po kilku latach nabiera sie przekonania o wlasnej
      wyzszosci czy wrecz geniuszu (bo tak sie wypada na tle klasy czy szkoly). Ja
      mialam to szczescie ze dotarlam w szkole podstawowej w VII klasie do finalu
      ogolnopolskiego konkursu w danaj dziedzinie - i porownujac sie z konkurentami
      przezyalm szok wink I dziekuje Bogu ze otrzezwienie nie przyszlo za pozno. Znam
      kilka osob ktore ciut za pozno sprowadzono na ziemie i ktore, pelne
      rozgoryczenia i zalu, skonczyly marnie. W szkole prywatnej oczywiscie nie
      wszystkie dzieci tez sa zdolne - ale przynajmniej nie ma dzieci zaniedbanych
      przez rodzicow (w sensie edukacji). W szkole mojego syna wszystkie dzieci od
      poczatku I klasy czytaly, po m-cu wszystkie plynnie czytaly. Czyli ta
      umiejetnosc byla norma. W publicznej szkole do ktorej chodzi jego kuzynka tylko
      ona jedna potrafila czytac, liczyla tez niezle - pani sila rzeczy czesto dawala
      jej odczuc ze jest najlepsza (stawial ja za wzor innym dzieciom, chwalila
      itp.). Teraz jest w II klasie i juz sie uwaza za najlepsza na swiecie wink
      II sprawa to nauka jezykow. W publicznej szkole poziom na ogol jest niski.
      Mozna dziecko poslac na dodatkowe lekcje. Tylko to doprowadzi do tego ze
      dziecko ktore bedzie bardzo do przodu dzieki prywatnym lekcjom bedzie sie
      nudzilo na tych obowiazkowych w szkole. Sam kiedys dostawalam szalu gdy na
      lekacjach ini dukali pierwsze slowa w kolko takie same ja juz biegle znalam
      jezyk.
      Zaznaczam ze to o czym pisze na pewno nie dotyczy wszystkich szkol czy klas -
      ale moze tak byc.

      Aga
    • mrs_robinson Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 16:15
      Ja zabralam syna z podstawowki spolecznej(bardzo wysoko stojacej w rankinagach)
      do szkoly panstwowej.Wszystko jest tu na plus w szkole panstwowej.

      Wyzszy poziom nauczycieli,wyzszy poziom nauczania,wyzszy poziom
      rodzicow,bardziej inteligentne,mniej roszczeniowe dzieci.Co oczywiscie bardzo
      ciekawe nasza szkola stoi nizej w tzw. rankingach..Bardzo duzo zajec
      pozalekcyjnych,wiecej-ciekawiej prowadzonych- kolek zainteresowan.

      Syn sie tutaj swietnie rozinal,zaczal przynosic swietne oceny, wybiera sie do
      najbardziej renomowanego gimnazjum (oczywiscie panstwowego) i sadze,ze sie tam
      dostanie bez problemow.

      Sadze,ze eduakcja prywatna(i spoleczna)w Polsce odbiega jeszcze daleko od
      standardow chocby europejskich,jest to wyrzucanie pieniedzy i zaluje,ze tych
      kilkudziesieciu tysiecy nie odlozylismy mu na studia zagraniczne,na ktore sie
      syn wybiera.
      Mysle aczkolwiek,ze jedyny wyjatek w Warszawie to byc moze liceum na
      Bednarskiej,gdzie moj kreatywny syn pewnie czulby sie jak ryba w wodzie.Uwazam
      jak verdana,ze moge to rozwazyc od liceum,a gimnazjum -publiczne.
      Znam wiele szkol prywatnych i spolecznych w Warszawie, wsrod znajomych (ludzie
      na poziomie ,czesto o znacznych zasobach potfela)i obserwuje wsrod nich odwrot
      od edukacji niepublicznej.Co mnie cieszy.

    • reszka2 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 19:51
      Kiedy tak czytam peany na cześć waszych podstawówek państwowych, na zmianę ze
      wzdraganiem się na podstawówki inne niż państwowe (które posądzane są o
      wszystko, począwszy od izolacji! społecznej uczniów, aż do odpowiedzialności za
      sodomię i gomorię niemalże, natomiast w dziedzinie nauczania tamże królują dwie
      opinie – że oceny dostaje się za darmo, bez wysiłku, „za czesne”, lub dla
      odmiany dzieci tam są wpychane w kierat wyścigu szczurów i pakowane wiedzą jak
      wielkanocne gęsi) to mam ochotę zapytać – skoro jest tak dobrze, to dlaczego
      jest tak źle? Generalnie rzecz biorąc.

      Bo z waszych opowieści o państwowych podstawówkach nietrudno wyobrazić sobie te
      szkoły jako krainę mlekiem i miodem płynącą, wszechnice wiedzy wszelakiej i
      ogólnie przedsionek raju.

      Ośmielam się powątpiewać w ten rodzaj generalizacji, z racji ogólnych wyników
      oświaty na poziomie podstawowym w Polsce, jak i opinii osób z otoczenia,
      zarówno w kraju jak i zagranicy, które w odległości do 5 lat wstecz wysłały
      swoje dzieci do podstawówek najrozmaitszych.

      Polska podstawówka jest generalnie beznadziejnym przypadkiem, jeśli chodzi o
      możliwość reanimacji.
      Dlaczego?
      Mysle że najlepiej odpowie na to pytanie artykuł z Polityki, który pozwole
      sobie tutaj zacytować niemal w całości.
      *****
      Paradoksem polskiego szkolnictwa jest to, że wyzwala ono aktywność i energię
      twórczą na dwóch krańcowych piętrach edukacji: w przedszkolu, gdzie dziecko
      zaspokaja swoją pierwszą ciekawość, i na studiach, gdzie zaspokaja ostatnią.
      Przeładowana podstawówka oducza stawiania pytań, gimnazjum ma kłopoty z własną
      tożsamością, nie wiadomo wciąż, czy ma być rozwiniętą i przedłużoną
      podstawówką, czy zaproszeniem do liceum, w tym zaś z kolei w błyskawicznym
      tempie próbuje się posklejać to, co porozpadało się wcześniej i równocześnie
      jakoś przygotować do matury.


      Grzech pierwszy: konserwatyzm

      To, co miało być podstawową zaletą reformy, stało się jej przekleństwem.
      Postanowiono, że programy – w przeciwieństwie do obowiązujących niegdyś – będą
      charakteryzować się bardzo dużą ogólnością, ich szczegółowe treści mają być
      wypełniane przez szkołę. Takie założenie miało dać nauczycielom swobodę w
      konstruowaniu zajęć lekcyjnych, wyzwolić ich pasje twórcze i sprawić, by
      uczniowie szczególnie zainteresowani jakąś problematyką mogli mieć także wpływ
      na przebieg lekcji. Jednak i jedni, i drudzy często czują się tak, jakby
      zostali wrzuceni na głęboką wodę: w miejsce szkolnej twórczości i aktywności
      wkroczył chaos i zagubienie.

      W istocie każdy musi radzić sobie sam z podstawami nauczania tyleż
      szlachetnymi, co ogólnikowymi. Oto wśród celów edukacyjnych, realizowanych na
      lekcjach języka polskiego w gimnazjum, wyróżniono „uczenie istnienia w
      kulturze, przede wszystkim w jej wymiarze symbolicznym i aksjologicznym, tak by
      stała się wewnętrzną i osobistą własnością młodego człowieka”. Równie daleko
      sięgają twórcy podstawy programowej geografii. Nie dość więc, że chodzi o
      prezentowanie „wiedzy geograficznej w życiu”, ale wręcz od gimnazjalistów
      wymaga się „przewidywania zmian w przyrodzie i w działaniach ludzi na podstawie
      nabytych informacji”. W wysokie tony uderza podstawa programu wychowania
      obywatelskiego. Tu 15-latek ma stać się świadom „istnienia obowiązków wobec
      własnej ojczyzny, w tym w szczególności obowiązku jej obrony oraz dbałości o
      jej imię”.

      Kłopot zaczyna się wtedy, gdy przychodzi do konkretów. Nauczyciel języka
      polskiego ma do wyboru, na poziomie gimnazjum, 23 podręczniki zatwierdzone
      przez ministerstwo. Taką samą liczbę mają jego koledzy uczący matematyki.
      Również spośród około 20 podręczników do tych dwóch przedmiotów można wybierać
      na poziomie liceum. Wszelkie rekordy bije zapewne informatyka dla
      gimnazjalistów: tu naliczyliśmy aż 27 podręczników.

      Żaden nauczyciel nie ma czasu, by przejrzeć wszystkie tytuły i dostosować
      odpowiedni do poziomu uczniów, trudno też stawiać rodziców pod ścianą i zmuszać
      do kupowania kilku podręczników do tego samego przedmiotu, skoro – jak
      informował GUS – jednej ósmej polskich rodzin nie stać było w 2003 r. na zakup
      nowych szkolnych książek. Wielość możliwości najczęściej okazała się zgubna: w
      natłoku propozycji zdecydowana większość wybiera metody sprawdzone – takie,
      jakimi sama była uczona i jakimi uczy przez lata. Nic dziwnego, że w przypadku
      podręcznika do języka polskiego dla licealistów konkurencję bije na głowę (mówi
      się o 110 tys. egzemplarzy) „Pamiętajcie o ogrodach” – książka stworzona przez
      cenionych uczonych z Uniwersytetu Warszawskiego – gdzie wszystko jest po
      bożemu, epoka literacka po epoce. – Ogromną siłą tego podręcznika jest jego moc
      psychologiczna – wyjaśnia jeden z metodyków nauczania. – Nauczyciel z taką
      książką czuje się bezpiecznie i trudno, by został zaskoczony czymś ze strony
      uczniów.

      Z innymi przedmiotami jest podobnie: – W biologii także istnieje pokusa, by
      tłumaczyć tak, jak tego sami się uczyliśmy – mówi Dorota Fiett z warszawskiego
      liceum społecznego. – I często dzieje się tak, że pantofelek okazuje się
      ważniejszy od łańcucha DNA, a to, czy coś tam ma nibynóżki czy rzęski,
      istotniejsze od problemów współczesnej genetyki, a i tak głównym punktem
      programu okazuje się systematyka bezkręgowców.

      W szkole – przyznaje to wielu dydaktyków – rutyna wciąż dominuje nad próbami
      samodzielnego, aktywnego i twórczego realizowania tematów. – We współczesnych
      szkołach europejskich duży nacisk, przynajmniej w zakresie przedmiotów
      przyrodniczych, kładzie się na projekty tworzone przez uczniów – dodaje Dorota
      Fiett. – I w naszej szkole wymyśliliśmy taki właśnie dzień, gdy każdy ma 20
      minut na zaprezentowanie swojego tematu. Jedna z dziewczyn zajęła się na
      przykład płazami i gadami w sklepach zoologicznych, tym, skąd one są
      przywożone, jakie są regulacje prawne. Ktoś inny opracował temat: „Wąż w
      kulturze”, a jeszcze inny uczeń na chemię przygotował wystąpienie na temat
      kamienia filozoficznego.

      Każdy autor programu akcentuje bowiem potrzebę samodzielnego myślenia i
      działania jako podstawową umiejętność we współczesnym świecie. I tak na
      lekcjach polskiego licealista powinien „rozpoznawać akty mowy i ich intencje”,
      czyli tym samym nauczyć się, jak zachowywać się i zjednywać słuchaczy w
      sytuacjach publicznych. Realia nie nadążają za podręcznikami: – Byłem z
      uczniami na międzynarodowym wyjeździe – opowiada polonista. – Przyjechali tam
      także Francuzi i Niemcy. I po czym można było poznać Polaków? Po tym, że
      milczeli, bo nie wiedzieli, jak znaleźć się w takiej sytuacji i jak poradzić
      sobie z paraliżującym stresem.

      – Znamiennym świadectwem tego, co dzieje się we współczesnej szkole, jest
      wyrugowanie filozofii jako przedmiotu, który miał być jednym ze znaków
      rozpoznawczych nowej matury – mówi Krystyna Starczewska, dyrektor zespołu szkół
      społecznych w Warszawie. – A przecież każdy 16–19-latek burzy się na
      oczywistość świata i każdy po trosze jest filozofem. Pytani o filozofię
      urzędnicy MENiS twierdzą, że do tego przedmiotu nie ma opracowanych standardów
      egzaminacyjnych. – To oczywista nieprawda – replikuje Starczewska – takie
      standardy były opracowane i uczniowie choćby w ubiegłym roku mieli możliwość
      zdawania tego przedmiotu. Ważnego, bo ukazującego, jaka myśl i jaki duch
      przyświecał danym czasom.


      Grzech drugi: schematyzm

      Zamiast refleksyjności mamy więc wciąż zakuwanie i sztampę. Owszem, polski
      licealista wie, nad jaką rzeką leży Rzym albo Paryż, zna budowę anatomiczną
      płazów i czytał, powiedzmy, „Cierpienia młodego Wertera”, tyle że szkoła to
      niekoniecznie miejsce, które uczyć m
      • reszka2 część 2. 26.02.07, 19:53
        Grzech drugi: schematyzm

        Zamiast refleksyjności mamy więc wciąż zakuwanie i sztampę. Owszem, polski
        licealista wie, nad jaką rzeką leży Rzym albo Paryż, zna budowę anatomiczną
        płazów i czytał, powiedzmy, „Cierpienia młodego Wertera”, tyle że szkoła to
        niekoniecznie miejsce, które uczyć ma wiedzy przydatnej w quizach lub
        teleturniejach. Gdy przychodzi do zadań wymagających nie tyle odtwórczości, ile
        samodzielności, okazuje się, że nasi uczniowie wypadają wyjątkowo kiepsko.

        Ten niedostatek ujawnia się w sposób rażący w testach porównawczych z
        rówieśnikami z innych państw. Znakiem tych problemów były wyniki, jakie
        piętnastolatki z Polski uzyskiwały na tle swoich rówieśników z 32 krajów w
        większości należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).
        Wypadliśmy źle: na początku trzeciej dziesiątki, osiągając wyniki nie tylko
        odbiegające od liderów – Finlandii czy Korei – ale także grubo poniżej
        średniej. Wnioski były oczywiste: nasi uczniowie potrafią przeczytać tekst, ale
        już ni w ząb go nie rozumieją, a nie rozumieją, bo nie są tego uczeni.
        Międzynarodowy Program Oceny Umiejętności Uczniów (PISA) pokazywał także, że
        młodzi Polacy na bakier są z matematyką (osiągnęliśmy wynik 470 punktów,
        podczas gdy najlepsi, Japończycy – 557) i zdolnościami myślenia naukowego.

        Tendencje te wydają się, niestety, trwałe. Badania przeprowadzone 5 lat temu
        przez prof. Ireneusza Białeckiego, koordynatora programu PISA w Polsce,
        pokazywały, że jedna trzecia licealistów nie potrafiła przemnożyć 121 przez
        121. I tu diagnoza była jasna: z matematyką jest podobnie jak z rozumieniem
        tekstów – zapamiętuje się formułki, ale nie potrafi zastosować ich w praktyce.
        Szwankuje matematyka stosowana na co dzień i umiejętność szacunkowych obliczeń,
        podobnie jak rozumienie prostych komunikatów.

        Urzędnicy ministerialni zdają się bagatelizować te wyniki. Jeden z nich mówi,
        że badania prowadzone były w latach 1999–2000, a więc gdy szkoła była jeszcze
        przed reformą. – Teraz byłoby znacznie lepiej – pociesza. Jednak zarówno
        ubiegłoroczne egzaminy pisane na koniec podstawówki, jak i sprawdziany
        gimnazjalne wskazywały, że tam, gdzie chodzi o wiedzę przetworzoną, nasi
        uczniowie są po prostu słabi, a na obszarach Polski północnej i zachodniej
        poziom tej indolencji jest wyjątkowo dramatyczny.


        Grzech trzeci: wojskowy dryl

        Opowieść gimnazjalisty: – Moi rodzice przeprowadzili się do Warszawy i zapisali
        mnie do szkoły społecznej. Tu jest zupełnie inaczej niż tam, gdzie uczyłem się
        wcześniej. Nauczyciele są uchwytni po lekcjach, rodzice mają do nich telefony
        komórkowe, w drugą stronę też łatwo się można skontaktować. Aha, i przede
        wszystkim tam, gdzie uczyłem się wcześniej, drzwi do pokoju nauczycielskiego
        miały klamkę. Jedną. Od środka.

        Pokój z jedną klamką jest całkiem niezłą metaforą polskiej szkoły. To nie
        nauczyciel jest tu dla ucznia, temu ostatniemu można okazać wprawdzie
        zainteresowanie, ale nie przesadzajmy: reguły gry są jasne. W szkole obowiązuje
        hierarchia według wojskowego wzoru, a między bajki można włożyć opowieści o
        szkolnej wspólnocie. Ten wojskowy dryl odzwierciedla się w systemie
        kształcenia: nauczyciel przekazuje wiedzę, egzekwuje ją i wprowadza porządek, a
        uczeń wypełnia jego polecenia.

        Opublikowany w 2002 r. kolejny raport OECD nie pozostawia złudzeń. O tym, że
        polski nauczyciel zainteresowany jest edukacją każdego ucznia, przekonanych
        było 38 proc. piętnastolatków. Gorsze opinie nauczyciele zebrali jedynie w
        Korei i Włoszech. O tym, że nasz nauczyciel często lub zawsze pomaga nam w
        nauce, przekonana była jedna trzecia Polaków, gdy średnia wśród krajów OECD
        wynosiła 57 proc., a w Wielkiej Brytanii i Szwecji przekraczała 75 proc.
        Pozazdrościć można Australijczykom, Kanadyjczykom czy Duńczykom: tam co
        najmniej dwie trzecie badanych deklarowało, że nauczyciele uczą ich dopóty,
        dopóki nie przekonają się, że oporny delikwent rozumie, o co chodzi. Podobną
        opinię wyraziło 43 proc. naszych piętnastolatków. Jednym jednak możemy się
        pochwalić: polska szkoła znajduje się na drugim miejscu pod względem
        dyscypliny, porządku oraz posłuchu i tego obrazu nie zmącą nawet głośne
        ubiegłoroczne przypadki znęcania się młodzieży nad pedagogami w Toruniu czy
        Poznaniu. Układ sił w szkole jest bowiem zgoła inny i to nauczyciel ma o wiele
        więcej możliwości, także subtelnych, by wywrzeć odpowiednią presję na swoich
        wychowanków.

        W naszym systemie oświaty wiele wymaga się od uczniów, mało oferując w zamian.
        Przyczyny takiego stanu są oczywiste. – Nauczycieli nie uczy się, jak mają
        uczyć. I nie uczy się, że nauczyciel to taki zawód, w którym nie zaznasz
        spokoju: sam uczysz się przez całe życie – jasno stwierdza jeden z metodyków
        języka polskiego z Uniwersytetu Warszawskiego.

        Ale ten sam wykładowca akademicki dodaje, że między studentami, którzy
        przychodzą do niego teraz na zajęcia, a tymi sprzed kilku lat widać różnicę: –
        W połowie lat 90. najczęściej chodziło o to, by zdobyć papiery umożliwiające
        pracę w szkole. Teraz studenci są bardziej świadomi swoich wyborów: wielu z
        nich przychodzi, bo po prostu wie, że chcą w przyszłości uprawiać zawód
        nauczyciela. I jest to bez wątpienia pocieszające, bowiem to właśnie ta
        generacja wkrótce będzie decydować o obliczu polskiej szkoły.

        Póki co jednak trzeba wskazywać na konsekwencje szkolnej musztry, która nie
        idzie w parze z troską o jakość kształcenia. Takim przykrym następstwem jest
        choćby rozwinięty rynek korepetycji: aż 15 proc. naszych piętnastolatków
        korzysta z tej formy dokształcania i ten wynik, po Hiszpanii, daje nam drugie
        miejsce w Europie. Tymczasem średnia w krajach OECD jest dwukrotnie niższa.

        Istnieją wreszcie implikacje psychologiczne, których lekceważyć też nie można. –
        W wielu środowiskach, zwłaszcza poza dużymi ośrodkami uniwersyteckimi,
        nauczyciel to zawód wciąż prestiżowy – opowiada jeden z byłych pedagogów. – Tam
        kolosalne znaczenie ma to, że jest to stabilny fach, na państwowym. I że –
        jeśli nie zachowuje się ekstrawagancko – jest się praktycznie nieusuwalnym ze
        stanowiska. To poczucie pewności, mimo marnych nawet pensji, utwierdza wielu w
        przekonaniu, że to właśnie nauczyciel ma zawsze rację. I tu drzwi pokoju
        nauczycielskiego, z jedną klamką od środka, się zatrzaskują.


        Grzech czwarty: nuda

        Opowieść licealistki: – Na lekcjach polskiego normą były sprawdziany ze
        znajomości lektur. Trzeba było wiedzieć, na jakiej zastawie jadają w „Panu
        Tadeuszu” albo jakie rośliny opisała Orzeszkowa w arcynudnym „Nad Niemnem”.
        Jakby to miało jakieś znaczenie. Dziwnie też motywowano do przeczytania tych
        beznadziejnych „Chłopów”. Pani powiedziała, że im więcej przeczytamy tomów, tym
        lepsza będzie ocena. Nie lepiej na innych przedmiotach. – Na muzyce – opowiada
        gimnazjalista – uczyliśmy się o kompozytorach, epoka po epoce. Na ogół zresztą
        na sucho, więc takiego Liszta czy Wagnera nigdy tam nie słyszałem. Kiedyś
        zaproponowaliśmy, że przyniesiemy jakąś płytę hiphopową i opowiemy, jak się
        robi taką muzykę. To pan powiedział, że żadnych prymitywów i wulgaryzmów nie
        będzie słuchał.

        Sami nauczyciele mówią, że polska szkoła jest nudna, sztucznie, po staremu
        przeładowana przedmiotami. Standardem w liceach jest to, że na przykład w
        klasie o profilu humanistycznym przez trzy lata trzeba, po 3–4 godziny w
        tygodniu, wkuwać matematykę, którą wielu traktuje jako dopust boży. Normą jest
        także i to, że każdy uczy swojego: sytuacje, gdzie przedmioty są ze sobą
        zintegrowane i stanowią przemyślaną ofertę dydaktyczną, ciągle budzą
        zdziwienie. A przecież w przypadku tego nieszczęsnego hip hopu można by przy
        okazji opowiedzieć o tekście, jego tematyce, rytmie, o społecznej
      • reszka2 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 20:02
        Grzech czwarty: nuda

        Opowieść licealistki: – Na lekcjach polskiego normą były sprawdziany ze
        znajomości lektur. Trzeba było wiedzieć, na jakiej zastawie jadają w „Panu
        Tadeuszu” albo jakie rośliny opisała Orzeszkowa w arcynudnym „Nad Niemnem”.
        Jakby to miało jakieś znaczenie. Dziwnie też motywowano do przeczytania tych
        beznadziejnych „Chłopów”. Pani powiedziała, że im więcej przeczytamy tomów, tym
        lepsza będzie ocena. Nie lepiej na innych przedmiotach. – Na muzyce – opowiada
        gimnazjalista – uczyliśmy się o kompozytorach, epoka po epoce. Na ogół zresztą
        na sucho, więc takiego Liszta czy Wagnera nigdy tam nie słyszałem. Kiedyś
        zaproponowaliśmy, że przyniesiemy jakąś płytę hiphopową i opowiemy, jak się
        robi taką muzykę. To pan powiedział, że żadnych prymitywów i wulgaryzmów nie
        będzie słuchał.

        Sami nauczyciele mówią, że polska szkoła jest nudna, sztucznie, po staremu
        przeładowana przedmiotami. Standardem w liceach jest to, że na przykład w
        klasie o profilu humanistycznym przez trzy lata trzeba, po 3–4 godziny w
        tygodniu, wkuwać matematykę, którą wielu traktuje jako dopust boży. Normą jest
        także i to, że każdy uczy swojego: sytuacje, gdzie przedmioty są ze sobą
        zintegrowane i stanowią przemyślaną ofertę dydaktyczną, ciągle budzą
        zdziwienie. A przecież w przypadku tego nieszczęsnego hip hopu można by przy
        okazji opowiedzieć o tekście, jego tematyce, rytmie, o społecznej otoczce.

        – Mój syn – opowiada informatyk z Poznania – przez kilka lat uczył się w szkole
        w Finlandii. Tam, przynajmniej raz na semestr, organizowane były dni sportu,
        przy czym tamtejsze wychowanie fizyczne ukierunkowane jest tak, by uczeń
        rozumiał, na czym polega fair play i gra w zespole. U nas przeżył szok, gdy na
        sprawdzianie, tak jak ja wiele lat wcześniej, musiał rzucać piłką lekarską, bo
        to podobno czegoś dowodzi.

        Nudą wieje także i tam, gdzie wprowadza się nowe przedmioty, pozornie krocząc z
        duchem czasu. W jednym z warszawskich liceów wprowadzono podstawy
        przedsiębiorczości. Brzmiało to atrakcyjnie, lecz jakie było rozczarowanie, gdy
        przez cały rok nauczyciel uczył pisać na okrągło – skądinąd przydatne – listy
        motywacyjne i CV. Na szczęście czasem nuda bywa wypierana przez groteskę: – Ja
        też miałam przedsiębiorczość – mówi ubiegłoroczna maturzystka. – Przyszła uczyć
        do szkoły pani, której firma zbankrutowała. I przez rok opowiadała nam, jak to
        z mężem produkowała coś tam z plastiku, a potem jak ta firma upadła.

        Obraz szkoły, choć dominują w nim ciemne tonacje, nie jest jednak jednobarwny.
        Do jaśniejszych punktów należy zaliczyć bez wątpienia determinację, z jaką
        wdraża się na wszystkich poziomach edukacji naukę języków obcych i próbuje
        pozyskać nietanich przecież lektorów. Wystarczy spojrzeć na liceum: w myśl
        rozporządzenia z 2001 r. na naukę dwóch języków nowożytnych przypada po 5
        godzin. Największym pewnie osiągnięciem jest wprowadzenie informatyki do szkół,
        choć poziom dostępu do dobrodziejstw Internetu jest w Polsce wciąż o wiele
        niższy niż w innych krajach europejskich. Informatyki uczy się przy tym nie
        tylko w gimnazjum i liceum, ale istnieją także książki do nauki dla
        najmłodszych, takie jak choćby „Przygoda z komputerem” dla III klasy
        podstawówki. Dodać do tego trzeba i to, że zarówno posłowie koalicji rządzącej,
        jak i opozycji byli zgodni, by obniżyć podatek VAT na komputery dla szkół i
        zwiększyć wydatki z budżetu państwa na pracownie informatyczne.

        Także i w innych przypadkach dokonują się zmiany: niezwykle ważne jest
        zwiększenie liczby godzin przeznaczonych na wychowanie fizyczne (do czterech),
        jakkolwiek same zajęcia bywają już siermiężne. Gdzieniegdzie pojawiają się też
        nowe przedmioty, takie jak psychologia. Taka, która pokazywałaby nie tyle
        doktryny i teorie, ale wskazywała na zastosowania praktyczne: jak poradzić
        sobie ze stresem, jak się skoncentrować, jak negocjować z rodzicami, na czym
        polega trening interpersonalny. Innymi słowy: uczyłaby tego, co niezbędne w
        życiu społecznym. Także ekonomia niekoniecznie bywa tak groteskowa, jak w
        cytowanej opinii jednej z uczennic. Tyle że ten przedmiot znów należy sprzęgnąć
        z życiem i wymóc na uczniach, by na przykład sami sprawdzili, jak funkcjonuje
        lokalny, osiedlowy sklep.

        To wszystko jednak pieśń przyszłości. Na razie nudy jest więcej niż atrakcji. I
        nie koniec na tym, do starych kłopotów dołączyły bowiem i nowe.


        Grzech piąty: sprzedajność

        Opowieść autora podręczników szkolnych: – Jestem nowym nazwiskiem na rynku
        podręcznikowym. Sprzedaliśmy około 60–70 tys. egzemplarzy, przemnóżmy to przez
        trzy lata i robi się bestseller. To oczywiście żart, ale sprzedaję tyle co
        Katarzyna Grochola.

        W tym żarcie tkwi jednak poważna refleksja: szkoła stała się biznesem i to
        urynkowienie uderza w obie strony: uczniów i nauczycieli. Ci ostatni – od
        nauczyciela mianowanego po dyplomowanego – uczestniczą w rozmaitych imprezach,
        by zdobyć awans zawodowy. Dziś bowiem decyduje o nim nie egzamin i kompetencje,
        lecz teczka z bibliografią tzw. spotkań metodycznych. – Powiem to wbrew sobie,
        ale to prawda – mówi pracownik potentata na rynku wydawnictw szkolnych. –
        Większość wydawców cynicznie i wulgarnie wykorzystuje tę sytuację i organizuje
        spotkania, które mają w gruncie rzeczy charakter promocji własnego tytułu. W
        Polsce postawiono na ilość, nie zaś na jakość kształcenia nauczycieli, tak
        wynika z szacunków ministerstwa, które oblicza, że w ostatnich trzech latach
        zorganizowano ponad 127 tys. spotkań dokształcających zawodowo, przy czym
        liczby z roku na rok rosną (w 2003 r. zanotowano 48 tys. tzw. form szkolenia
        zawodowego). Ale szkolny biznes uderza także w uczniów. Teraz, jak nigdy
        wcześniej, polska szkoła owładnięta jest obsesją rozmaitych rankingów, które
        to – jak się sądzi – decydują o jakości kształcenia. Podstawowym kryterium
        dydaktycznych kompetencji staje się tzw. zdawalność, a więc pułap osiągany
        przez uczniów na egzaminach. – Ta testomania robi się nieznośna – mówi Krystyna
        Starczewska. – Ona uśrednia wyniki. Nie wyłapie tych, którzy nic nie umieją, a
        wytnie takich, co myślą oryginalnie.


        Grzech szósty: bałagan

        Z pozoru w naszej oświacie dokonał się znaczący postęp. W ciągu ostatnich
        dziesięciu lat liczba liceów zwiększyła się o ponad 100 proc. Co ważne, niemal
        dwukrotnie – do 34 proc. – zwiększył się w tym czasie tzw. współczynnik
        skolaryzacji, a to znaczy, że ponad jedna trzecia młodzieży uczy się w
        ogólniakach. Zmiany dokonują się także w mentalności uczniów. Ubiegłoroczne
        sondaże wskazywały na przykład, że aż 75 proc. młodzieży wiejskiej deklaruje
        chęć podjęcia studiów.

        A jednak, mimo postępu, lista niedoróbek i błędów popełnionych w ostatnich
        latach jest spora. Jedną z pierwszych decyzji minister Krystyny Łybackiej,
        jesienią 2001 r., było wstrzymanie prac nad nową maturą i przesunięcie jej z
        roku 2002 na 2005. A właśnie ten egzamin – mimo licznych wad – miał zerwać ze
        starymi nawykami szkoły odtwórczej i przeciążonej faktografią w każdej
        dziedzinie. Maturę mieli oceniać niezależni eksperci. Tymczasem ustalono, że w
        komisji takiej będzie dyrektor szkoły, co zasadę bezstronności czyni co
        najmniej wątpliwą, a ponadto zaniechano kształcenia okręgowych egzaminatorów. W
        MENiS nie mówi się o tym wprost, ale ponoć zabrakło pieniędzy i teraz cała
        nadzieja w Unii.

        Zasadnicze obiekcje budzi także reforma na poziomie gimnazjów. W założeniach
        wprowadzenie dodatkowego szczebla między podstawówką a liceum miało sprawić, że
        kontrola nad 13–16-latkami, a więc młodzieżą w tzw. trudnym wieku, będzie
        pełniejsza. Zdecydowana większość gimnazjów powstała jednak przy szkołach
        podstawowych. – Ef
        • reszka2 cześć 3 26.02.07, 20:03
          Grzech szósty: bałagan

          Z pozoru w naszej oświacie dokonał się znaczący postęp. W ciągu ostatnich
          dziesięciu lat liczba liceów zwiększyła się o ponad 100 proc. Co ważne, niemal
          dwukrotnie – do 34 proc. – zwiększył się w tym czasie tzw. współczynnik
          skolaryzacji, a to znaczy, że ponad jedna trzecia młodzieży uczy się w
          ogólniakach. Zmiany dokonują się także w mentalności uczniów. Ubiegłoroczne
          sondaże wskazywały na przykład, że aż 75 proc. młodzieży wiejskiej deklaruje
          chęć podjęcia studiów.

          A jednak, mimo postępu, lista niedoróbek i błędów popełnionych w ostatnich
          latach jest spora. Jedną z pierwszych decyzji minister Krystyny Łybackiej,
          jesienią 2001 r., było wstrzymanie prac nad nową maturą i przesunięcie jej z
          roku 2002 na 2005. A właśnie ten egzamin – mimo licznych wad – miał zerwać ze
          starymi nawykami szkoły odtwórczej i przeciążonej faktografią w każdej
          dziedzinie. Maturę mieli oceniać niezależni eksperci. Tymczasem ustalono, że w
          komisji takiej będzie dyrektor szkoły, co zasadę bezstronności czyni co
          najmniej wątpliwą, a ponadto zaniechano kształcenia okręgowych egzaminatorów. W
          MENiS nie mówi się o tym wprost, ale ponoć zabrakło pieniędzy i teraz cała
          nadzieja w Unii.

          Zasadnicze obiekcje budzi także reforma na poziomie gimnazjów. W założeniach
          wprowadzenie dodatkowego szczebla między podstawówką a liceum miało sprawić, że
          kontrola nad 13–16-latkami, a więc młodzieżą w tzw. trudnym wieku, będzie
          pełniejsza. Zdecydowana większość gimnazjów powstała jednak przy szkołach
          podstawowych. – Efekt psychologiczny jest taki – mówi psycholog szkolny – że
          hodujemy w podstawówkach wyrośniętą młodzież i to o rok dłużej niż poprzednio.
          Szczęśliwi nie są także nauczyciele w liceach. – Mamy trzy lata – argumentują –
          na wyrównanie zaległości. A od przyszłego roku, gdy matura ustna będzie w
          kwietniu, zostanie nam tak naprawdę tylko pięć semestrów. A gdzie tu miejsce na
          pracę wychowawczą?

          Dodajmy do tego bałagan, który towarzyszył dwa lata temu egzaminom
          pogimnazjalnym, gdy zdesperowani i zdezorientowani rodzice zapisywali dzieci do
          kilkunastu nawet liceów, katastrofalny pomysł minister Łybackiej, by wskrzesić
          i promować naukę w zawodówkach, które najlepiej, by stały się jak najszybciej
          wspomnieniem, a także niewiedzę ministerialnych urzędników o programach
          nauczania w innych krajach Unii i beztroskę w kwestii międzynarodowej matury, a
          otrzymamy mapę chaosu w dużej skali.


          Grzech siódmy: oderwanie od rzeczywistości

          Opowieść ojca licealisty: – Osłupiałem, gdy zobaczyłem, że mój syn uczy się na
          zajęcia z techniki. Zdębiałem jeszcze bardziej, gdy okazało się, że uczy się on
          budowy silnika dwusuwowego, bo taki mieli w pracowni. Gdy ja kończyłem szkołę,
          to zrobiłem w niej i maturę, i prawo jazdy, i za to będę wdzięczny do końca
          życia. Głównym zarzutem wobec polskiej szkoły jest jednak to, że panicznie
          brzydzi się ona rzeczywistości. Widać to nie tylko po tym, czego i jak się
          uczy, ale i po tym, co się pomija.

          – Uczyć skutecznie wiedzy o nowoczesnym społeczeństwie trzeba w środowisku,
          które jest nowoczesne, współczesna polska szkoła przypomina zaś duchem
          organizacyjnym – z nielicznymi wyjątkami – koszary – mówi politolog Radosław
          Markowski. – Specyfika nauczania tego przedmiotu polega na tym, że o ile nie
          każdy zostaje biologiem, fizykiem czy chemikiem, to każdy zostaje obywatelem.
          Przedmiot ten jednak niesłusznie jest traktowany marginalnie. Niemała w tym
          zasługa nudnie i nietrafnie pisanych podręczników, w których odbija się
          głębokie przekonanie ich autorów, że wiedza o społeczeństwie to głównie wiedza
          o państwie i prawie, a więc pomija się w nich choćby ekonomię polityczną czy
          zagadnienia psychologii politycznej.

          Na inną lukę często chętnie wskazują poloniści, gdy skarżą się, że został
          zerwany tradycyjny kod kulturowy. Licealiści bowiem czytają mało, a jeśli już,
          to coś, o czym właśnie głośno. Ale z drugiej strony – dodają dydaktycy – są
          nieprawdopodobnie kompetentni w sprawach filmu czy telewizji. Tymczasem w
          naszych programach nie doświadczymy ani pożądanego filmoznawstwa, ani
          nowoczesnej wiedzy o środkach komunikowania. Wzorów światowych jest w tej
          dziedzinie wiele: wystarczy popatrzeć choćby na znakomite kursy wiedzy o
          mediach dla młodzieży w Norwegii czy Niemczech.

          Przykład niemiecki – gdzie od 2000 r., gdy tamtejsi uczniowie słabo wypadli w
          teście PISA, toczy się narodowa debata o szkole – także i w innych obszarach
          jest do wykorzystania. Specyfiką tamtejszego systemu jest dziś daleko posunięta
          specjalizacja. U nas, głównie w szkołach społecznych, dzieje się podobnie.
          Program danego przedmiotu może być w nich realizowany w wariancie rozszerzonym,
          ogólnym lub zawężonym. W tym ostatnim przypadku zajęcia odbywają się na sesji
          wyjazdowej i to załatwia naukę pozorowaną przez cały rok.

          Aż wierzyć się nie chce, że MENiS nie interesuje się maturami międzynarodowymi
          (International Baccalaureate Diploma Programme), zostawiając ich organizację i
          starania o akredytację szkołom. – Rzeczywiście – przyznaje Andrzej Śliwka,
          naczelnik departamentu współpracy międzynarodowej – nie gromadzimy programów
          nauczania w innych krajach, bo są one bardzo zróżnicowane, zaś w przypadku
          matury międzynarodowej szkoły mają swoich koordynatorów. Tymczasem można
          przewidywać, że właśnie IB, jak w skrócie nazywa się ten egzamin, stanie się
          szybko konkurencją dla tradycyjnej, narodowej matury, choćby ze względu na
          unijne wędrówki rodziców i ich dzieci. Wiele elementów IB, świadczących o
          nowoczesnym sposobie nauczania, warto by przeszczepić do polskiego systemu. W
          przypadku matury międzynarodowej nacisk kładzie się na systematyczność i
          samodzielność uczenia: aż około 30 proc. punktów maturalnych zdobywa się nie na
          samych egzaminach, lecz podczas poprzedzających je dwóch lat edukacji. Ważnym
          zadaniem – wykonywanym z przedmiotów przyrodniczych – jest stworzenie
          samodzielnego projektu: od przyjęcia założeń i wyszukania literatury
          przedmiotu, poprzez eksperyment, po końcowe wnioski.

          I wreszcie najciekawszą może częścią IB, którą łatwo by – gdyby tylko się
          chciało – przenieść do matury polskiej, jest tzw. CAS: Creativity, Action,
          Service. Pierwszy element obejmuje przedstawienie własnych doświadczeń
          społecznych: od robienia gazetki po grę w zespole rockowym. Activity odnosi się
          do doświadczeń sportowych, Service zaś do działań społecznych na rzecz innych.
          Bez wątpienia właśnie ta część matury międzynarodowej pokazuje istotę
          nowoczesnej szkoły, która uczy, jak aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym.

          Akces unijny stwarza możliwość takich obserwacji i porównań jak nigdy dotąd,
          niezbędnych choćby po to, by dokończyć reformę oświaty. Szkopuł w tym, że
          słuchając przedstawicieli MENiS trudno dociec, jak powinien – ich zdaniem –
          wyglądać jej docelowy model. Tymczasem taka dyskusja, jaka powinna odbyć się u
          nas, toczy się nie tylko w Niemczech, ale także od dwóch lat w Danii. Wydaje
          się, że to właśnie model skandynawski, ze względu na jego wysoką jakość,
          powinien być szczególnie pilnie obserwowany. – Samodzielność uczniów,
          motywujący system ocen, serdeczne stosunki między młodzieżą a nauczycielami
          wyróżniają bez wątpienia tamte szkoły – opowiada Bogusława Sochacka, dyrektor
          Instytutu Kultury Duńskiej. – Może poziom wiedzy gotowej, faktograficznej nie
          jest taki jak u nas, ale jest coś w zamian: w szkole uczy się pracy zespołowej
          i twórczej zarazem.

          Uczeń duński potrafi odnaleźć się w grupie, dyskutować, przedstawić założenia
          swojej pracy, wreszcie, na poziomie naszego gimnazjum, wybiera ścieżkę
          językową, humanistyczną lub matematyczno-przyrodniczą. I właśnie specjalizacja
          wydaje się tym cen
          • reszka2 mój komentarz 26.02.07, 20:12
            W przeciwieństwie do verdany, która nie potrafi sobie wyobrazic, że szkołę
            niepaństwową jest w stanie opuścić ktos normalny, a nie bliżej nieokreslony
            snob, niedouczony (na skutek zakupu wiedzy przez czesne) lub dla odmiany
            napakowany wiedzą ( w ramach wyścigu szczurów, rzecz jasna), ja wierzę w to, że
            istnieją zarówno dobre jak i beznadziejne podstawówki państwowe, prywatne i
            społeczne.
            Znam dzieci, które przeszły z państwowej podstawówki do społecznego gimnazjum
            ze świadectwem z paskiem i szóstkami z góry do dołu, a w pierwszych tygodniach
            z płaczem weryfikowały wartość tych ocen, bo jednak tam sie wymaga myslenia,
            projektowania, a nie wpałczania na izust, co bywa szokiem.
            Znam i takie, które wracały do rejonowych podstawówek, z różnych względów.

            Jednak z wiekszym prawdopodobieństwem w szkole społecznej znajdzie sie ekipe,
            której chce sie chcieć.
            Ciekawe dlaczego.
        • blessyou1 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 20:27
          POKÓJ Z JEDNĄ KLAMKĄ czyli pokój nauczycielski!
          To moje najbardziej wyraziste wspomnienie z podstawówki (państwowej) mojej
          corki.
          Ileż to razy stałam przed tymi drzwiami podczas przerwy, kiedy musiałam być w
          szkole albo we własnych sprawach albo klasowych (jako mama z tzw trójki
          klasowej byłam częstym gościem) Musiałam cierpliwie poczekać, aby zapytać
          jakiegos przebiegającego nauczyciela "Czy mogę poprosic panią XYZ?" a potem
          rozmawiać wśród wrzasku. Na korytarzu oczywiście - wstęp do sanktuarium
          wzbroniony.
          Dlatego pierwsze wizyty w społecznym gimnazjum były dla mnie szokiem. Bo tam
          pokój nauczycielski ma drzwi otwarte szeroko, w środku nauczyciele rozmawuają z
          uczniami albo z rodzicami. Nauczyciel pijący kawę lub jedzący kanapkę to chyba
          normalny widok, to nie są czynności tak intymne aby je ukrywać?

          W państwowych szkołach funkcjonuje po prostu tradycja - nie mieć z uczniami i
          rodzicami więcej kontaktów niż to niezbędne.
          Dlaczego w szkołach społecznych widać na przerwach nauczycieli otoczonych
          dzieciakami i rozmawiających z nimi z widoczną przyjemnością?
          Czy różnice w zarobkach mogą być jedyną przyczyną tego że jedni nauczyciele
          lubią dzieci a inni nie?
          • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 26.02.07, 21:13
            ja pracuje w branzy uslug juz ponad 15 lat, jak zczynalam moj szef Anglik z
            wieloletnim doswiadczeniem pracy z klientami , polecil nam mlodym adeptom
            powiesic sobie nad biurkiem (trawestujac verdane z innego postu: nad lozkiem)
            taki tekst: To dzieki naszym klientom stac mnie na wakacje, na kupno samochodu
            nowe DVD... (tekst byl mniej wiecej w ten desen, po angielsku i ciut
            dowcipniejszy ale sens byl mniej wiecej ten sam).

            Mysle ze kazdy nauczyciel ze szkoly publicznej, tak co drugi dzien powinien jak
            mantre powtarzac sobie: to dzieki naszym uczniom i ich rodzicom stac mnie na ...

            Mysle ze to jest bolaczka polskich szkol publicznych, mimo setek reform, zmian
            prawa, konferencji, artykulow itp itd bez zmiany mentalnosci ze szkola jest dla
            uczniow i ich rodzicow i tylko dziekim nim nauczyciele i caly personel ma
            prace, i wszystko powinno byc tak zorganizowane zeby to im "klientom" szkoly
            bylo dobrze ,to niestety malo sie zmieni.

            Prosze mnie dobrze zrozumiec ja nie krytykuje nauczycieli, ja krytykuje
            mentalnosc polskiej szkoly. To tak jak kiedys bylo w firmach panstwowych,
            nawet jesli tam pracowaly jednostki ktore byly OK, to cala "mentalnosc" tych
            firm byla nastawiona zamiast "frontem do klienta" to "d..pa"-no i
            tak "du...nie" to wszystko dzialalo. Mysle ze polska szkola podstawowa (bo juz
            np liceum mam wrazenie ciut lepiej dziala) pozostalo jeszcze w dawnej epoce,
            gdzie to klient ma sie dostosowywac do firmy a nie na odwrot.

            Ten pokoj nauczycielski tu przywolany, to taki symbol mentalnosci polskiej
            szkoly: zamkniete drzwi, nauczyciel pan i wladca rozdajacy zycie lub smierc....

            Taki obraz wylania sie z wielu postow z tego forum, gdzie okazuje sie jak
            bardzo trudno czasem jakis banalny problem rozwiazac, choc czasem wystarczyloby
            choc ciut zyczliwosci i zwyklej empatii-ale niestety zamiast tego jest
            biurokracja i czesto powolywanie sie na jakies malo zyciowe przepisy. Ja sama
            przekonalam sie ze z wiekszoscia problemow tu opisywanych nie mialam
            doczynienia i czesto okazywalo sie ze nie mialam bo moje dziecko chodzi do
            szkoly spolecznej, gdzie jakies zjawisko poprostu nie ma szansy wystapic (np
            zebrania organizowane w godzinach kiedy zwykli ludzie zazwyczaj pracuja).

            Powtorze raz jeszcze: szkola spoleczna to nie jakas idylla, gdzie wszystko jest
            super-ma swoje za uszami tez. Ale logistycznie to napewno takie szkoly sa
            lepiej zorganizowane i dostosowane do potrzeb dzieci i rodzicow. I ja komus kto
            ceni sobie taki komfort taka szkole polecam.

            Pozdrawiam
    • rycerzowa Do reszki 2 27.02.07, 11:27
      Każdy rodzic chciałby dla dziecka jak najlepiej, stąd dyskusja na temat "szkoła
      państwowa czy prywatna". Osoby doświadczone wiedzą,że w życiu rzadko ma się do
      czynienia z wyborem dobre-złe. Zwykle jest tak,że jak coś zyskujesz, to
      jednocześnie co innego tracisz. Trzeba zatem mieć świadomość, z czym się taki
      czy inny wybór wiąże, aby bilans w ogóle wykazał jakiś zysk , i aby nie był to
      zysk osiągnięty zbyt wysokim kosztem.

      To nie jest dyskusja z tezą, że szkoła państwowa jest bardzo dobra, czemu
      cytowany artykuł miał zadać kłam.
      1. Szkoła państwowa jaka jest, każdy widzi, i niejednokrotnie na łamach forum
      wyrażaliśmy na jej temat swoje zdanie.
      2. Nie jest prawdą, że tylko polska państwowa szkoła jest taka beznadziejna.
      To samo pisze się również o amerykańskim systemie edukacji (katastrofa), jak i o
      zachodnioeuropejskim (głęboki kryzys). Ponieważ mam rodzinę w Danii, mogę
      powiedzieć, że zachwyty autorów artykułu nad duńską szkołą są przesadzone, gdyż
      oni (Duńczycy) śpiewają w tym chórze absolutnie unisono.

      Pytanie - co robić? Walczyć przynajmniej z absurdami, walczyć o zasadniczą
      reformę systemu, czy zabrać swojego dzieciaka do prywatnej placówki, w nadziei,
      że się mu zapewni lepszą przyszłość?
      Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że należy polecać to ostatnie rozwiązanie,
      że "głosowanie nogami" jest najlepsze.
      Teraz już nie ma ( przynajmniej ja nie mam) tej pewności.

      Ot, takie drobiazgi:
      Ciągle najlepsze są państwowe uczelnie.
      Ciągle najlepsze są państwowe licea.
      Najwięcej procentowo olimpijczyków jest w państwowych szkołach, również
      podstawowych.
      Pojawiło się niespodziewanie zjawisko lekceważenia dzieci i młodzieży z
      prywatnych szkół przez tych z państwowych: "ten jest głupek albo psychol, on do
      prywatnej chodzi, wiesz".

      Tak więc rodzice powinni się zastanowić, czy pragnąc dla dziecka lepiej, nie
      robią mu czasem niedźwiedziej przysługi, czy nie zmniejszają jego życiowych szans.
      Pamiętacie "Ziele na kraterze" i dyskusje Wańkowicza z małżonką o wyborze szkoły
      dla córek?
      Pisarza było stać na każdą szkołę, ale pragnął, by ukochane córki chodziły do
      zwykłej "pepeesiackej" szkoły na Żoliborzu. Ta szkoła miała dać im m.in.
      "twardość", o której wiedział,że będzie dziewczynom potrzebna, bo rozumiał,jak
      zmienia się świat.
      Wszystkim rodzicom, którzy mają teraz podobne problemy, polecam powrót do tej
      lektury.
      • blessyou1 Re: Do reszki 2 27.02.07, 11:50
        W szkołach społecznych traktuje się wszystkich uczniów jednakowo ( bo wszyscy
        płacąsmile)
        Stosunek do ucznia jest przyjazny niezależnie od wyników.
        Przekaz jest następujący: MOŻESZ BYC SOBĄ A MY CIĘ I TAK LUBIMY BO JESTES
        WARTOŚCIOWY.
        W szkołach państwowych uczeń dowiaduje się najczęściej LUBIMY CIĘ TYLKO JESLI
        JESTES DOBRYM UCZNIEM
        I na tym polega być może parcie na sukces i większa ilość olimpijczyków w
        państwowych. Bo tylko taki uczeń cieszy się życzliwością nauczycieli który
        szkole przysparza chwały
        Zresztą nie ilość olimpijczyków świadczy o szkole tylko to jak przygotowany
        jest KAZDY uczeń nawet słabszy.
        Niestety nie dowiemy się jaką decyzję podjąłby Wańkowicz dzisiaj, kiedy realia
        są inne i inna nieco rola szkoły. Zresztą jesli owa "twardość" miałaby byc
        oosiągnięta w parze ze znudzeniem, zniechęceniem i utratą wiary we własne
        możliwości to ani Wańkowicz ani nikt inny nie życzyłby chyba tego własnemu
        dziecku.
        • verdana Re: Do reszki 2 27.02.07, 12:17
          No, wybacz, ale argumnent "Traktujemy wszystkich uczniów jednakowo, bo wszyscy
          placa" - jest dla mnie argumentem najbardziej miażdżącym PRZECIW szkole
          platnej, jaki udalo mi się usłyszeć przez ostatnie pare lat.
          Traktujemy dzieci tak samo, niezależnie od ich zasług, zachowania, wkladu
          pracy - dlatego ze rodzice za to płacą? Lubimy Cie bo dajesz kasę?
          Nie!!!!! Mam slowo daje, lepsze mniemanie o szkołach prywatnych i społecznych.
          I wiesz co? Chyba jednak nadmiernie demonizujesz szkoły panstwowe. Moje dziecko
          nie jest dobrym uczniem. I mimo to jest w szkole lubiane i bardzo dobrze
          traktowane.
          • blessyou1 Re: Do reszki 2 27.02.07, 12:51
            Bo akurat tak zinterpretowałaś moje słowa, jak chciałaś. Ja do wzmianki o
            płaceniu dodałam uśmiech, bo było to trochę żartobliwe (miało być przynajmniej)

            Nie demonizuję szkół państwowych. Piszę tylko w oparciu o własne doświadczenia
            (ty również)
            Ja byłam bardzo dobrą uczennicą. Moja córka była bardzo dobrą uczennicą.
            Widziałam to wyrażnie, jak zupełnie inne nastawienie mają nauczyciele do
            drobnych wybryków takich uczniów, do ich potknięć.
            Uczeń mało zdolny, choćby był grzeczny i spokojny rzadko słyszał miłe słowa od
            nauczycieli i widział ich uśmiech. I to jest jedna z różnic między szkołą
            publiczną i niepubliczną.
            Nauczyciele w szkołach społecznych nie uśmiechają się za kasę.
            Dzieje się tak prawdopodobie dlatego, że w tych szkołąch jest więcej
            nauczycieli, którzy lubią dzieci i swoją pracę, maja prawdziwe powołanie i dużo
            entuzjazmu.

            W dyskusji kazdy przedstawia własny punkt widzenia, jeśli coś brzmi jak
            uogólnienia to zazwyczj przypadkiem smile)) Ja naprawdę wiem, że istnieją dobre i
            przyjazne państwowe szkoły i równie dobrzy nauczyciele.
            Tylko ja i moi znajomi nie mieliśmy szcęścia aby na takich trafić. Ale z
            internetu wiem, że są.



      • reszka2 do rycerzowej 27.02.07, 13:41
        Ja sobie zdaję sprawę, że zwłaszcza w dziedzinie liceów, że o uczelniach nie
        wspomnę, w wiekszości prym wiodą placówki państwowe. I o ile przez najbliższe
        10 lat nic się nie zmieni, to pewnie moje dziecko pójdzie do takiej właśnie,
        jeśli będzie chciał.

        Ale jestem tez świadoma tego, jak bardzo ważny jest pierwszy okres nauczania.
        Ogólnie streściłabym to w twierdzeniu - to okres, kiedy dziecko ma pokochac
        uczenie sie i nauczyć się uczyć. O ile sie rozpatrzyłam, to w mieście w ktorym
        mieszkam, w licznych szkolach, które odwiedziłam, na pytanie jak to robią, żeby
        dziecko pokochało naukę, paniom szczęki opadały do podłogi, po czym dostawałam
        kilka frazesów o pracy z każdym dzieckiem. Ale nie były mi juz w stanie
        odpowiedzieć jak to robią, jak motywują dzieci, jak wyrównuja ich szanse.
        Odpowieź, zarówno ze sterony dyrekcji jak i rodziców dostałam ze szkoły
        spłecznej. Widac, ze wiedzą o co chodzi. I dlatego moje dziecko pójdzie wlasnie
        tam. Nie myśl sobie, że wolałabym żeby najbliższa rejonówka nie była właśnie ta
        szkołą. Byłoby mi pod każdym względem wygodniej. Ale nie jest. Nie jest to
        chyba zła szkoła- jest nijaka. I to mój najwięszky zarzut, nie licząc klas,
        które w tej chwili - na początku zapisów - wiadomo, że będą liczyć 30 ucZniów.

        Olimpijczycy nie sa miarą "dobroci" szkoły. To pojedyncze jednostki, którym
        poświęca się więcej pracy, a pokorne cielęta siedzą w kącie. Wiem, bo byłam
        olimpijczykiem w tzrech dziedzinach, i wiem, że czas który nauczycielka
        poświecała mi, dla innych był stracony. I tak jest do dziś. A szkoła jest dla
        wszystkich dzieci.

        Ja nie porównywałabym czasów Wańkowicza z dzisiejszymi. Ba, nawet nie
        ośmieliłabym sie porównac moich czasów z dzisiejszymi. Za moich czasów od
        pierwszej klasy chodziłam z kluczem na szyi, od pierwszej klasy sama do szkoły.
        Miasto może nie najwieksze, ale też nie wsioska. Było nas 42 w klasie, i
        niektórzy do 3 nie potrafili czytać.
        Dzisiaj szkoła jest inna, miasto jest inne i życie jest inne. Więc Wańkowic
        raczej sie w grobie [przewraca, niż pochwala to co widać. A widać, to co widać.
      • kasiapfk Re: Do reszki 2 28.02.07, 16:14
        jednak z wykątkiem (proponuję dokłądniej sprawdzać rankingi) indeks absolwenta
        psychologii SWPS stoi na 1 miejscu przed indeksem UW i UJ. To jest wyjątek, ale
        oznacza,że przyzwyczailiśmy się baaardzo do "dobrobytu państwowej edukacji"
        Jak jest na PW opiwada moja znajoma: matko kochana, gorzej już być nie może.
        Student pierwszego roku na (z usmieszkiem zadane) pytanie: gdszie wydobywa ise
        ALUMINIUM! odpowiada,że pewnie w Azji! to też poziom państwowych uczelni.
        Oczywiście nie genearlizuję: PW ma wieeele świetnych kierunków! i jako
        techniczna uczelnia jest na pewno w czołówce. tylko, że Polskiej, dodam...
    • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 14:13
      Społeczne? Prywatne? Publiczne? A może po prostu dobre albo złe? A może po
      prostu "jakieś" z nerwem, nie szarobure, fajne? Takie, w których konkretne
      dzieci czują się dobrze.
      Jedną z podstawowych cech większości ludzi jest dążenie do przebywania z sobie
      podobnymi. Nieważne jakimi, ale mającymi podobne zainteresowania, pasje, lęki,
      wywodzącymi sie z podobnych środowisk itd.
      Nie musi to dotyczyć wszystkich - dzieci Verdany mogą chcieć poznawac świat z
      chuliganami, narkomanami, bardziej i mniej zdolnymi. I jest to ich prawo. Takie
      przesłanie odebrały w domu, to podoba sie ich mamie. Co więcej - akceptuje ich
      towarzysttwo i przyjmuje do wiadomości niebezpieczeństwa wynikające z tego
      obcowania.
      Inni rodzice, za pieniądze lub nie, chcą oszczędzić dzieciom poznawania innego
      świata. Dla nich nie do pomyślenia jest, aby syn czy córka siedziała w jednej
      ławce z dzieckiem bezrobotnego czy złodzieja odsiadującego wyrok. I też mają do
      tego prawo.Jedni za to płacą wybierając szkoły niepubliczne, inni szukają
      renomowanych szkół publicznych, w których prowadzona jest selekcja np. egzamin
      z uzdolnień czy znajomości języka obcego lub matematyki. Tu podaję bliski mi
      przykład Twardej.
      Fakt, że dziecko chodzi do szkoły publicznej nie oznacza, że się zdemoralizuje
      a niepublicznej, że wyrośnie na nieprzystosowanego snoba.
      A patrząc na to jeszcze inaczej - to chyba lepiej, że do szkół niepublicznych
      trafiają tacy, których mierzi "inny"- a do szkół publicznych tacy, którzy nie
      muszą znosić upokorzeń związanych z np. brakiem kasy na kolejne imprezy.
      I jeszcze o dążeniu podobnych do podobnych - w życiu dorosłym rzadko kto
      przyjaźni się czy wiąże z ludźmi o krańcowo róznym stopniu wykształcenia czy
      statusie materialnym. A jesli tak jest, to najczęściej nie na długo. Dlaczego
      nie przeniesiemy tego na dzieci? One też coś wynoszą z domów, cos obserwują,
      coś słyszą i widzą.
      Zgadzam się, że uczelnie i licea państwowe są zwykle lepsze, ale wynika to z
      jeszcze innych powodów.
      • mysz56 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 14:25
        dokładnie!
      • el_la Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 14:43
        Przestrzegam przed mysleniem, że tylko w szkołach publicznych dziecko zetknie
        sie z narkomanem, dzieckiem złodzieja czy mordercy. Tylko będą to narkomani
        majacy dostep do lepszych narkotyków, zlodzieje większej skali a nie bułki w
        spożywczaku czy dzieci czlonków mafii. Nie pozna natomiast dzieci pary
        nauczycielskiej czy lekarzy, żyjących z państwowej posady, że o innych zawodach
        nie wspomnę. Dużymi pieniędzmi dysponują niekoniecznie ludzie inteligentni,
        wykształceni czy wrażliwi, chyba najbogatszym człowiekiem,którego znam jest
        właściciel olbrzymiej firmy logistycznej + sieci masarni + klubu piłkarskiego +
        czegoś tam jeszcze - po zawodówce samochodowej. Dzieci chowa na młode książątka
        i wierzcie mi, nie chodzą one "z hołotą" do szkół państwowych, o nie! I jeszcze
        z córki mam nadzieję, że będą ludzie, bo jest nieglupia, pracowita i ma
        naturalny kregoslup moralny tak syn, młodzieniec lat 14, ma wypasiony motor,
        problemy z narkotykami i świte kolegów, którzy sa na jego każde skinienie. Nauka
        go nie nteresuje bo wszak bedzie dziedzicem.
        • blessyou1 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 15:12
          Za często dyskusja zbacza w kierunku "z kim się dziecko zetknie" w tej czy
          innej szkole.
          Nie rozumiem takiego traktowania szkoły jako miejsca gdzie dziecko wyrabia w
          sobie "twardość" bądź "elitarność"

          Do szkoły nie chodzi się w celach towarzyskich. Najważniejsza jest edukacja. O
          tym właśnie pisze reszka_2 w swoich postach. Zgadzam się z każdym jej słowem.

          Ja byłam rozczarowana państwową podstawówką, ale nie z powodu dzieci tylko
          nauczycieli. Nie przeszkadzają mi dzieci dozorczyni ani hydraulika ani
          alkoholika.
          Przeszkadzają mi źli nauczyciele i cały ten system który to toleruje.
          Gdybym miała porównać możliwości intelektualne mojej córki do kapitału, a
          szkołę do banku - to każdego roku miałam wrażenie, że dostaję w czerwcu mniej
          niż włożyłam we wrześniu. Mniej zainteresowania, ambicji, ciekawości,
          umiejętności uczenia się.
          Dziecko w złej szkole nie tylko nie rozwija swoich talentów ale traci
          jakąkolwek motywację. Takie postrzeganie szkoły jako miejsca beznadziejnego i
          nudnego bardzo trudno zmienić. Dlatego każdy kolejny etap edukacji (gimnazjum,
          liceum) to często "zjazd" nawet najlepszych uczniów.
          • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 15:24
            Tak? Duzo człowiek pamięta z gimnazjum czy liceum? Niewiele... A znajomosci
            trwają czesto cale zycie.
            • blessyou1 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 15:32
              Zgoda. Ale to nie jest jedyny powód chodzenia do szkoły.
              A w szkole wazne jest to czego uczy a także JAK uczy.
            • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 15:41
              o rany...

              Verdano niemalze szczycisz sie tym ze twoje dzieci przyjaznia sie z
              chuliganami, palacymi papierosy i cieszysz sie ze ucza sie odmawiac i poznaja
              prawdziwe zycie...

              Dzieci w szkolach spolecznych przyjaznia sie z mlodymi snobami, no i tez ucza
              sie "odmawiac" (choc moze nie papierosow)....


              Moze to twarde zycie do ktorego chcial swoje corki przygotowac Wankowicz, dzis
              nie znajduje sie wsrod proletariatu a wsrod gowniarzy z komorkami za 1000 zl,
              spedzajacymi wakacje na Kubie. To jest dopiero wyzwanie dla mlodego czlowieka
              nie dac sie zwariowac, nie zostac "bananowa mlodzieza"...

              No coz z takimi tez trzeba umiec wspolzyc (bo przed nimi nie ochronisz swoich
              dzieci towarzystwem w szkole publicznej) nie tylko z chuligankami.


              Nie myslalas o tym w ten sposob ? Ja oczywiscie ironizuje, ale mysle ze twoje
              postrzeganie szkol spolecznych i ludzi ktorzy tam swoje pociechy posylaja jest
              jakies skrzywione i takie znow dostosowane do okreslonej tezy (ktora
              potwierdzaja twoi znajomi jak zwykle...).


              Naprawde nie wiem czym socjalizowanie sie z mlodym chuliganem ma byc dla
              mlodego czlowieka lepsze niz socjalizowanie sie z rozpuszczonym smarkaczem....
              (choc to jest uproszczenie z ktorym sie nie zgadzam !!! ale ktore nam tu jakis
              juz czas serwujesz, wiec zalozmy ze nawet tak jest: szkola publiczna/szkola
              prywatna to wybor miedzy towarzystwem dzieci hydraulika a dziecmi snobow)

              • blessyou1 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 15:52
                Ciekawa jestem czy dziecko verdany za 10 lat nadal będzie przyjaźnić sie z tym
                samym chuliganem...
                • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 21:15
                  Nie, moje dziecko (córka dla przykładu) po 10 latach przyjaźni sie z
                  - córka alkoholików, dziewczyna niezwykle zdolna, ktora nie mogla iść na wyższa
                  uczelnie, bo musi zarabiac i placic rodzicom za utrzymanie. jest w szkole
                  pomaturalnej
                  - z dziewczyną, która studije zaocznie, bo rodzice uwazaja, ze studia
                  to "fanaberia" i nie dali zgody na studia dzienne
                  - z dziewczyną po prywatnej szkole katolickiej, ktorej hobby jest kaligrafia,
                  gra na harfie i ktora nigdy nie chodzi w spodniach, bo dziewczynie nie przystoi
                  (autentyczne...)
                  - no i z bardzo typowymi dziećmi "z dobrych rodzin", ale to już znajomosci
                  uczelniane.
                  Czyli, nie da się ukryć, ma wybor znajomosci z różnych środowisk.
                  Syn, człek mało towarzyski, ku waszemu zdumieniu - po szkole prywatnej- nie
                  utrzymuje absolutnie żadnych znajomosci z kolegami z klasy. Byli to ludzie
                  raczej średnio inteligentni i srednio uczciwi, choc nawet mili. Na swojej
                  uczelni, także - proszę trzymać się krzeseł - prywatnej, ma troche znajomosci,
                  z ktorych jest zadowolony.
                  • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 21:43
                    verdana napisała:

                    > Nie, moje dziecko (córka dla przykładu) po 10 latach przyjaźni sie z
                    > - córka alkoholików, dziewczyna niezwykle zdolna, ktora nie mogla iść na
                    wyższa
                    >
                    > uczelnie, bo musi zarabiac i placic rodzicom za utrzymanie. jest w szkole
                    > pomaturalnej
                    > - z dziewczyną, która studije zaocznie, bo rodzice uwazaja, ze studia
                    > to "fanaberia" i nie dali zgody na studia dzienne
                    > - z dziewczyną po prywatnej szkole katolickiej, ktorej hobby jest kaligrafia,
                    > gra na harfie i ktora nigdy nie chodzi w spodniach, bo dziewczynie nie
                    przystoi
                    >
                    > (autentyczne...)
                    > - no i z bardzo typowymi dziećmi "z dobrych rodzin", ale to już znajomosci
                    > uczelniane.
                    > Czyli, nie da się ukryć, ma wybor znajomosci z różnych środowisk.
                    > Syn, człek mało towarzyski, ku waszemu zdumieniu - po szkole prywatnej- nie
                    > utrzymuje absolutnie żadnych znajomosci z kolegami z klasy. Byli to ludzie
                    > raczej średnio inteligentni i srednio uczciwi, choc nawet mili. Na swojej
                    > uczelni, także - proszę trzymać się krzeseł - prywatnej, ma troche
                    znajomosci,
                    > z ktorych jest zadowolony.


                    no ale czego to dowodzi ? (jesli mialo cos dowodzic)
                    • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 15:35
                      Dowodzi tego, ze moja córka przyjaźni się z osobami, ktorych nie mialaby w
                      zaden sposób szns spotkać w szkole prywatnej. Że zna pewne problemy, o ktorych
                      dzieci ze szkół prywatnych tylko slyszały czy czytały - i to akurat w wybranym
                      przez nia zawodzie jest istotne.
                      A mlodziez z prywatnej szkoly mojego syna nie nadawała się do utrzymywania
                      kontaktow towarzyskich - więc bywaja i takie szkoly niepubliczne, ktore
                      gromaczą niemal wyłacznie mlodziez trudną i z problemami (tak, na zadanie
                      odpowiadam, ze syn miescił sie w tej kategorii).
                      • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 15:53
                        Verdano, zapewniam Cię, że towarzystwo to nie tylko koledzy ze szkoły.
                        Żyję na tym świecie chyba nieco dłużej niz Twoja córka i o niektórych
                        problemach tylko słyszalam i czytałam. i co więcej - jestem zadowolona, że nie
                        było mi dane zetknąć sie z nimi osobiście.
                        Trudna i problemowa młodzież może być w szkoła i takich i takich. Z tym, że w
                        szkołach publicznych nikt sie nią nadmiernie nie przejmuje i raczej nie pomaga.
                        W szkołach niepublicznych jest jednak ktos taki, kto próbuje pomóc.
                        W szkołach publicznych są także dzieci z marginesu, w szkołach niepublicznych
                        raczej nie.
                        Problemy obu rodzajów szkół sa inne. Problemy młodziezy z tych szkół tez są
                        inne. I sposby radzenia sobie z nimi są inne.
                      • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:04
                        moj syn "takich" kolegow ma w chorze-nie chce, aby to zabrzmialo dwuznacznie,
                        ale nawet malego zlodziejaszka spotkal, ktorego zreszta z choru wyrzucono bo
                        okradl swojego naj;lepszego kolege, wyrzucili nie za sama kradziez ale za
                        brniecie w klamstwa juz po. Tylko czego to dowodzi ???

                        A co do szkol prywatnych-dla dzieci "specjalnej" troski-OK poddaje sie-moze
                        takie i sa. Ja nie znam, bo ani ja ani nikt mi znany ich nigdy nie szukalam,
                        akurat wszystkie szkoly ktorymi sie kiedykolwiek interesowalam i na poziomie
                        szkol podstawowych i teraz gimnazjum-to sa dobre szkoly (zarowno publiczne jak
                        i niepubliczne)-szkoly ktorym raczej zalezy na gromadzeniu dzieci zdolnych niz
                        tych z problemamai. Ale rzeczywiscie moze takie szkoly sa-OK przyjmuje to do
                        wiadomosci.


                        A co do wyboru szkoly- dla mnie najwazniejsi sa ludzie. Ja zamiast testu
                        misia, stosowalam test sekretariatu i woznej-dla mnie o "przyjaznosci" szkoly
                        swiadczy jej sekretariat i wozna. jesli w sekretariacie jest naburmuszona i
                        agresywna sekretarka to omijam taka szkole z daleka (tak odrzucilam 2
                        renomowane szkoly na Ursynowie, bo panie sekretarki potraktowaly mnie
                        delikatnie mowiac po chamsku). a wozna to zawsze najlepsze zrodlo wiadomosci,
                        jesli sie dobrze zagada to wozna od razu opowie o wszystkich problemach szkoly-
                        jesli wozna staje murem za szkola to mozna isc jak w dym.
                        • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 21:55
                          O , test sekretarki tez stosowałam! W przedbiegach odpadły dwie renomowane
                          szkoły, z których do jednej córka sie dostała. W rezultacie moja corka
                          wybrala "gorsze" liceum zamiast lepszego - i okazalo się to doskonalym wyborem.
        • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 16:02
          El_lu, albo ja nieprecyzyjnie się wyraziłam, jesli tak to przepraszam, albo
          opacznie zrozumiałas moje słowa.
          W szkołach publicznych, a zwłaszcza klasach, do których nie ma selekcji, jest
          duża szansa, że dziecko spotka się z całym przekrojem społeczeństwa: i
          dzieckiem drobnego urzędnika, i naukowca pracującego za grosze, i
          przedszkolanki i bezrobotnego i alkoholika i przestępcy. Wszystkich! Spotka się
          także z dziećmi z pogranicza otępienia i bardzo zdolnymi. Rozchuliganionymi i
          nadmiernie spolegliwymi.
          Dzieci bezproblemowe i do tego lepiej uczące się, z tzw. dobrych domów często
          bywają ofiarami kolegów będących na przeciwległych biegunach. Z zazdrości,
          zawiści, niemocy. Nie każde dziecko jest na tyle silne, aby sobie z tym radzić.
          Rozumiem rodziców kozłów ofiarnych, którzy po bardzo złych doświadczeniach ze
          szkół publicznych zabierają tam, gdzie , może są patologie, ale inne. Gdzie
          jest szansa, że nauczyciel dostrzeże zło, zwróci uwagę albo zaopiekuje się
          dzieckiem nie dopuszczając do maltretowania.
          Są dzieci o twardym usposobieniu, charakterze,charyzmatyczne, którym jest
          obojętne czy obok siedzi "książątko" czy żebrak. Te dzieci, nawet z bardzo
          dobrych domów, doskonale czują się w każdej szkole.
          Jest jeszcze jedna grupa. Do nich nalezy mój syn. Wie czego chce, i wybierając
          dla niego szkołe kierowaliśmy się jej ofertą, misją a nie tym kto jest
          właścicielem.
          W klasie mojego syna, ze względu na selekcję, nie ma dzieci z marginesu, w
          innych rejonowych klasach - owszem są.
          • blessyou1 też do el_li 27.02.07, 16:20
            Dodam tylko, że w klasie mojej córki były dzieci nauczycieli, urzędników oraz
            lekarzy. I chyba więcej w społecznych szkołach takich dzieci niż nowobogackich.
    • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 16:32
      Państwo Wańkowiczowie ostatecznie wysłali córki na pensję dla jak najlepiej
      urodzonych panienek, bo tak życzyła sobie ich matka.
      Widać od zawsze to jednak my, matki, decydujemy o wychowaniu dzieci.
      Starsza Wańkowiczówna zginęła jak przysłowiowy brylant ( nie kamień) rzucony na
      szaniec, młodsza - nie poradziła sobie jednak w USA. Bo tak oceniano fakt, że
      prowadziła tam kurzą fermę, w dodatku bez sukcesów. Stany to nie jest świat dla
      dobrze urodzonych panienek; ojciec to przewidział.

      Dyskusja opiera się na założeniu, że szkoła uczy. Szkoła, czyli kto?
      Nauczyciele? Wolne żarty.
      Przypomnijcie sobie, kto z waszej klasy wybrał studia pedagogiczne. Z mojej -
      najsłabsi intelektualnie. Z klasy moich dzieci też. Oni będą uczyć we
      wszystkich szkołach, tych publicznych i tych nie.

      O poziomie dziecka w szkole podstawowej decyduje dom, z którego dziecko pochodzi.
      To dom uczy dziecko "kochać naukę", nie ma co liczyć na szkołę.
      O poziomie szkoły średniej i wyższej decyduje poziom młodzieży, która się w niej
      znalazła. Poziom intelektualny.
      W tzw. najlepszych ogólniakach jest po prostu bardzo zdolna młodzież, a nie
      wysoki poziom nauczania; tam nie ma żadnego nauczania.
      Zdolna młodzież przychodzi tam , bo tam jest - bardzo zdolna młodzież.

      Niewiele da zabranie dziecka z państwowej bezdusznej szkoły, skoro
      najzdolniejsi uczniowie tam zostali. Bo przecież mówi się tak: "Posyłasz
      dziecko do prywatnej szkoły? A co, ma jakieś kłopoty? Nie radzi sobie ?
      Potrzeba mu specjalnej troski?"

      • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 16:45
        no to ja mam totalnie inne doswiadczenia:

        -szkola uczy i to wielu super rzeczy. Nie tylko szkola (bo i chor i kosciol i
        pedagodzy na obozach i rodzina), ale ja rodzic bez szkoly nie bylabym w stanie
        przekazac spoleczenstwu madrego i przydatnego czlowieka. Pierwszy przyklad z
        brzegu moje dziecko zaczyna juz sobie radzic w niemieckim, ja umiem powiedziec
        tylko "Heil Hitler", to kto go nauczyl...krasnoludki ???
        -nauczyciele ktorych ja znam sa wspaniali, moze znowu mam szczescie, ale
        zarozwno ci z ktorymi zetknelam sie w szkole publicznej jak i spolecznej to sa
        naprawde fajni ludzie (jedni bardziej inni mnie sympatyczni ale naprawde OK).
        Jestem im ogromnie wdzieczna bo bardzo mi pomagaja i ja widze tego efekty.
        -nigdy by mi do glowy nie przyszlo ze jak dziecko chodzi do szkoly spolecznej-
        prywatnej to jest to rownoznaczne ma problemy-Matko to chyba tylko moze byc
        podyktowane zawiscia takie twierdzenie. Czyzby chodzenie do szkoly prywatnej
        bylo jakims wstydem ? To chyba najbardziej naciagana teza z jak sie spotkalam.

        No coz okazuje sie ze szkola spoleczna to zbiorowisko snobow i to nadodatek z
        problemami, takich snobow specjalnej troski...Boszzzz
        • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 17:18
          Agatko, nie tylko niepubliczne szkoły dobrze uczą języków obcych. Mój syn po 5
          latach nauki niemieckiego ( w tym 2 lata na Twardej) zdał ZD - poziom pomiędzy
          B1 a B2 według Rady Europy.
          Proponuję nie stwarzać obozów szkoły publiczne contra niepubliczne, a szkoły
          dobre contra złe. I oby tych złych było jak najmniej.
          • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 18:31
            a czy ja napisalam ze tylko niepubliczne dobrze ucza ??? gdzie ?

            ja pisze ze szkoly ucza (versus teza rycerzowej ze tego nie robia, i ze to na
            rodzicach spoczywa ten obowiazek) !!!.

            Moje dziecko na 4,5 roku swojej edukacji szkolnej, 3 lata spedzilo w szkole
            publicznej-ktora wedlug mnie bardzo wiele go nauczyla i w ktorej byli wspaniali
            nauczyciele.

            Ja nie uwazam ze szkola spoleczna jest lepsza z definicji (choc bywaja lepsze
            od publicznych szkoly niepubliczne).


            Natomiast troche jestem zdenerwowana jak usiluje sie mi wmowic ze szkola
            spoleczna(prywatna) to miejsce gdzie sa sami snobi (snobowie ?), a potem
            jeszcze sie dowiaduje ze do szkol spolecznych ida dzieci z problemami (albo ze
            przynajmniej tak niesie wiesc gminna). Oba stwierdzenia sa rownie przykre co
            nieprawdziwe. Tak samo jakby twierdzic ze do szkol publicznych chodzi sam
            margines i to na dodatek rodzicow niewydolnych wychowawczo bo nie umieja sie
            postarac i zapewnic dziecku lepszej (czytaj platnej) edukacji.

            Obie proby zaszufladkowania szkol sa i rownie glupie i rownie przykre dla
            dzieci i rodzicow obu.

            Ja snobem nie jestem, a moje dziecko nie jest dzieckiem z problemami, tak samo
            dobrze czulo sie w szkole publicznej jak teraz w spolecznej. Choc ja
            stwierdzam obiektywnie (bo bylam rodzicem juz w 2 ze mnie w szkole spolecznej
            jest milej i przyjemniej.


            • verdana Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 20:32
              Moje dziecko w marnym państwowym liceum, ( w rankingu miejsce pomiedzy 40 a 60-
              tym) nie tylko wiele się nauczyło, ale przede wszystkim "rozwinęło".
              Dzięki zapalonym nauczycielom, a przede wszystkim nauczycielowi polskiego,
              ktory kazał jej pisać i brac udzial w konkursach. Gdyby nie to, na pewno nigdy
              b na taki pomysl nie wpadła.Po tej marnej, państwowej szkole dostala się, bez
              korepetycji, na wszystkie wybrane kierunki studiów.
              Ale to była specyficzna szkoła.
            • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 21:16
              Zatem powiadasz Agatko,że z jednej strony "snob" a z drugiej "specjalna troska"
              to już jest wyraźne przegięcie?
              • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 21:36
                "snob" i "specjalna troska"-sa to cytaty, pierwszy z postu verdany drugi z
                twojego postu, wiec nie bardzo rozumiem co masz na mysli ?

                Nie podobaja mi sie oba-jako synonim dziecka uczeszczajacego do szkoly
                prywatnej (i to nie dlatego ze mam cos przeciwko dzieciom specjalnej troski, bo
                nie mam, ale w kontekscie twojego postu to okreslenie bylo uzyte pejoratywnie,
                choc w rzeczywistosci takie nie jest)



                • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 22:19
                  Zatem mamy przykład nadużycia semantycznego. wink
                  Nie podejrzewaj mnie o podobne insynuacje.

                  Mówiąc poważnie:
                  1.Czy nigdy nie spotkałaś się ze zdziwionym pytaniem, że "takie zdolne dziecko
                  posyłasz do prywatnej szkoły"?
                  Rodzic, który bierze pod uwagę szkołę niepubliczną, powinien umieć na takie
                  pytanie odpowiedzieć i powinien zastanowić się, dlaczego w ogóle jest zadawane.

                  2.Oczywiście, że wszyscy nauczyciele w szkole uczą, ale pomyśl, ile twoje
                  dziecko zawdzięcza tobie - rozmowom, podróżom, lekturom.
                  Rodzic zatem nie powinien zakładać, że szkoła płatna zrobi za niego wszystko, bo
                  skoro płatna, to od tego jest. Tak czy owak dużo z siebie trzeba dziecku dać.
                  To właśnie miałam na myśli.

                  3.Przyznajesz, że w twoim przypadku zadecydowała "logistyka", czyli po prostu
                  fakt,że jest wygodnie i "sympatycznie".
                  Czasem ten argument (logistyka) jest decydujący, np. w przypadku rodzica
                  samotnego, czasem w szkole musi być "sympatycznie", bo dziecko jest nadwrażliwe.
                  Ale nie każdy jest w takiej sytuacji,że musi te aspekty brać pod uwagę.

                  Po prostu trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw.
                  • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 27.02.07, 22:45
                    .Czy nigdy nie spotkałaś się ze zdziwionym pytaniem, że "takie zdolne dziecko
                    > posyłasz do prywatnej szkoły"?
                    > Rodzic, który bierze pod uwagę szkołę niepubliczną, powinien umieć na takie
                    > pytanie odpowiedzieć i powinien zastanowić się, dlaczego w ogóle jest
                    zadawane.
                    >

                    Nie wrecz odwrotnie, jak poslalam dziecko do szkoly publicznej to wiele osob
                    bylo zdziwionych "czemu nie do prywatnej" (co kolwiek mieli na mysli...).
                    Wsrod moich znajomych szkoly niepubliczne sa uwazane za lepsze (pod kazdym
                    wzgledem), i oczekuje sie ze rodzic do takiej szkoly dziecko bedzie chcial
                    poslac. Zupelnie szczerze nigdy, ale to nigdy nie spotkalam sie z takim
                    podejsciem o ktorynm ty piszesz do szkoly prywatnej (tzn raz rzeczywiscie jedna
                    mama zabrala chlopca ktory sobie ewidentnie nie radzil (to bylo w szkole
                    publicznej kiedy polaczono dzieci z roznych klas w trakcie otwierania nowej
                    szkoly) i poslala do szkoly prywatnej-to jest autentyczna sytuacja).

                    >
                    > 2.Oczywiście, że wszyscy nauczyciele w szkole uczą, ale pomyśl, ile twoje
                    > dziecko zawdzięcza tobie - rozmowom, podróżom, lekturom.
                    > Rodzic zatem nie powinien zakładać, że szkoła płatna zrobi za niego wszystko,
                    b
                    > o
                    > skoro płatna, to od tego jest. Tak czy owak dużo z siebie trzeba dziecku dać.
                    > To właśnie miałam na myśli.
                    >


                    No OK, ale tyle samo mozna dac od siebie jak dziecko chodzi do szkoly
                    publicznej jak i niedopublicznej. Chodzenie do jakiejs szkoly nie ogranicza
                    przeciez nauki przez podroze, ksiazki kontakt z rodzicami, dziadkami. Nikt
                    przy zdrowych zmyslach nie zaklada ze szkola wszystko zalatwi-szkola pomaga.

                    W naszym przypadku szkola spoleczna oznacza duzo wiecej czasu wolnego mojego
                    (glownie mojego !!!) i syna-bo po pierwsze odpadly zajecia dodatkowe, a po
                    drugie mam wrazenie ze szkola sama w sobie jest mniej absorbujaca (przynajmniej
                    dla mnie !!!).
                    > 3.Przyznajesz, że w twoim przypadku zadecydowała "logistyka", czyli po prostu
                    > fakt,że jest wygodnie i "sympatycznie".

                    Jest sympatycznie, bo jak rodzice maja jakis pomysl, to Dyrekcja jest
                    nastawiona zyczliwie i stara sie wyjsc rodzicom naprzeciw (nie zawsze sie
                    udaje, ale chociaz probuja). W szkole publicznej bylo zawsze na odwrot-
                    zaczynano od razu "to sie nie da zrobic"-potem sie nawet udawalo, ale ile
                    wpierw czlowieka przeczolgali (pamietam jak to bylo jak zalatwialismy dodatkowy
                    PLATNY basen dla dzieci-jakas trauma to byla).

                    > Czasem ten argument (logistyka) jest decydujący, np. w przypadku rodzica
                    > samotnego, czasem w szkole musi być "sympatycznie", bo dziecko jest
                    nadwrażliwe

                    To nie chodzi o klasyczna sympatie-mnie chodzi o to podejscie-to tak jak z z
                    tym basenem-u nas w szkole spolecznej na basen mozna chodzic lub nie, ile razy
                    w tygodniu dziecko chce, czasem wiecej czasem mniej-tak jak komu wygodne (mimo
                    ze na basen dzieci sa wozone autobusami, a basen jest wynajmowany), w szkole
                    publicznej mimo ze basen byl w budynku szkoly- zalatwienie basenu dla dzieci
                    (chcielismy za niego placic) graniczylo z jakims cudem. A wystarczylo aby
                    jedna pani dyrektor (szkoly) pogadala z druga pania dyrektor (basenu)....ale to
                    nie miescilo sie w przepisach, bo co powiedzieliby inni rodzice tez tak by
                    chcieli, a co by powiedzialo kuratorium, a moze w gazecie opisza i jeszcze
                    tysiac innych powodow "na nie"- udalo sie po jakis strasznych bojach. I po co
                    tak ? Naprawde to samo mozna bylo osiagnac bez pokazywania nam rodzicom, gdzie
                    jest nasze miejsce (co by sobie nie mysleli ze tu rzadza !!!)

                    > .
                    > Ale nie każdy jest w takiej sytuacji,że musi te aspekty brać pod uwagę.
                    >
                    > Po prostu trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw.

                    Tak ja biore wszystkie aspekty za i przeciw pod uwage ale nie w opozycji
                    Publiczna_niepubliczna tylko dobra-nie bardzo (przy czym dobra oznacza taka w
                    ktorej mojemu synowi i mnie !!!! (bo ja tez jakos kurcze w tej szkole
                    funkcjonuje) bedzie sie podobac. Na mojej liscie gimnazjow, jest mniej wiecej
                    tyle samo szkol publicznych i niepublicznych, i akurat to jaka jest to szkola
                    (publiczna czy nie) ma kompletnie drugorzedne znaczenie-biore pod uwage i taka
                    i taka, a co bedzie zobaczymy.

                    • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 11:51
                      > Wsrod moich znajomych szkoly niepubliczne sa uwazane za lepsze (pod kazdym
                      > wzgledem), i oczekuje sie ze rodzic do takiej szkoly dziecko bedzie chcial
                      > poslac.

                      A wśród moich znajomych prywatna szkoła albo studia to prawdziwy obciach, jak
                      mówią nasze dzieci. A chodzi o ludzi, którym bynajmniej nie brakuje do
                      pierwszego, chociaż żadni z nich krezusi.
                      Czyli są różne rodzaje snobizmów, jak już wspomniałam.
                      Ale rodzic przed wyborem powinien sobie z tego zdawać sprawę i zadecydować,
                      jaki rodzaj snobizmu mu odpowiada.

                      (Wśród znajomych i rodziny mamy trzy przypadki posyłania dziecka do prywatnej
                      szkoły, i każdy z nich dotyczy dziecka z poważnymi problemami, jak np. padaczka
                      albo nieradzenie sobie z nauką).

                      > Tak ja biore wszystkie aspekty za i przeciw pod uwage ale nie w opozycji
                      > Publiczna_niepubliczna tylko dobra-nie bardzo (przy czym dobra oznacza taka w
                      > ktorej mojemu synowi i mnie !!!! (bo ja tez jakos kurcze w tej szkole
                      > funkcjonuje) bedzie sie podobac.

                      Która szkoła jest "dobra" - oto jest pytanie!
                      I jakie jest kryterium oceny? Czy tylko miła, grzeczna atmosfera?

                      Doświadczenie uczy, że najbardziej rozwijająca i cenna jest różnorodność. W
                      biologii genetyczna różnorodność zapobiega wynaturzeniom, w ekonomii tolerancja
                      różnorodności sprzyja postępowi gospodarczemu.
                      Dlatego szkoła "dla jednego rodzaju dzieci" - choćby wybierano wg bardzo
                      pozytywnych cech, np. kryterium misia - może zwrócić się przeciwko dziecku,
                      ograniczyć jego rozwój na takim czy innym polu.
                      Ta różnorodność ważna jest dla dziecka w wieku młodszym, gdyż gołym okiem widać,
                      że nastolatki dobierają już sobie towarzystwo według samodzielnie wybranego
                      kryterium, na zasadzie swój do swego.
                      • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 12:33
                        Gdyby szkoly spoleczne i prywatne gromadzily niejako z definicji dzieci z
                        problemami o ktorych piszsz (padaczka, nieradzenie sobie z nauka) to nie
                        deklasowalyby w obiektywnych sprawdzianach zewnetrznych jakim jest np
                        sprawdzian szostoklasisty szkol publicznych (a robia to regularnie odkad te
                        sprawdziany sa). Jak chcesz moge ci podeslac statystyke naszej szkoly
                        spolecznej na tle dzielnicy, na tle Warszawy i na tle kraju-roznice sa poprostu
                        porazajace (na plus szkoly spolecznej oczywiscie).

                        Absolutnie fakty sa odwrotne-szkoly prywatne i spoleczne statystycznie gromadza
                        dzieci zdolniejsze, z lepszych (bardziej zadbanych, stawiajacych na edukacje
                        dzieci)srodowisk (tu 100% zgody z verdana, ze pewna elitarnosc wystepuje)-stad
                        tez potem z takimi dziecmi osiagac lepsze wyniki (co fakt, to fakt). Napewno
                        nie na odwrot, jak ty to usilujesz to przedstawic. Przepraszam, ale nie moge
                        sie zgodzic z twoja teza.

                        • el_la Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 13:54
                          Szczerze mówiąc, ja też mam podobne doświadczenia.
                          Dzieci moich znajomych, które uczęszczają do podstawówek publicznych, to były
                          dzieci z problemami, a więc: aspołeczne, z nadpobudliwością ruchową, z
                          problemami z nauką, ze wszystkimi mozliwymi dys-. I rodzice dzieci
                          zapracowanych, którzy nie mają czasu na indywidualne zajęcie się dzieckiem (np.
                          jeżdzenie z nim na basen).I wszyscy ci rodzice sobie bardzo chwalą, bo
                          generalnie dzieci maja dobrą opiekę. Namiast w przypadku dobrze funkcjonujących
                          dzieci prywatna podstawówka jest naprawdę niekonieczna. Po pierwsze w tym wieku
                          ważne są nieformalne kontakty społeczne, a o te dużo łatwiej, jeśli kolega z
                          klasy mieszka na tym samym osiedlu czy w tym samym domu.
                          Jeżeli zaś chodzi o wyniki testów szóstoklasistów (nawiasem mówiąc nastawionego
                          na sztance i rzemiosło) to obowiązuje tu prawo średniej. Wystarczy jeden uczeń z
                          bardzo niskim wynikiem, żeby znacznie obniżyć średnią.
                          Dla mnie ciekawsze jest śledzenie ilości uczniów z różnych typów szkół,
                          osiągających dobre wyniki w olimpiadach czy konkursach np. dzielnicowych. Tu
                          statystycznie dużo lepiej wypadają dzieci ze szkół publicznych.
                          Reasaumując uważam, że jeżeli rodzic ma jakiekolwiek obawy związane ze
                          sprawnością społeczną lub intelektualną dziecka - lepszym wyborem jest szkoła
                          prywatna. W przeciwnym wypadku naprawdę poważnie rozważałabym szkołę państwową.
                          • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 14:23
                            A sledzilas prezentacje wynikow statystycznych na stronie Scholaris ?

                            Tam obok sredniej jest prezentowany rozklad calej populacji, jesli obejrzysz
                            wyniki szkol spolecznych, to widac wyraznie ze znaczna czesc populacji takiej
                            szkoly miesci sie w gornej stawce i zroznicowanie (to sie chyba nazywa odchyl

                            scholaris.pl/cke.jsp?id=171922_sp
                            scholaris.pl/cke.jsp?id=318444_sp
                            enie standardowe) jest male. A inaczej to wyglada w szkolach publicznych gdzie
                            rozklad jest w miare rowny we wszystkich kategoriach, w tym dosyc duzo
                            (procentowo) w kategoriach niskich i bardzo niskich.

                            Prezentuje w tym watku wyniki 2 szkol-mojego syna- spolecznej i publicznej,
                            ktora ja kiedys konczylam (wybralam 2 ktore znam).

                            To jakbys miala wybierac patrzac na te dwa rozklady wynikow, to ktora z nich
                            wyglada na przyjmujaca dzieci z problemami w nauce ?

                            Aha w 14 osobowej klasie mojego syna, nikt nie ma zadnych problemow (tzn jest
                            jeden chlopiec troche zachowujacy sie jak ADHD-owiec, moze jest, nie wiem bo to
                            w sumie nie moja sprawa, dzieciak jest mily i sympatyczny i nikomu nic zlego
                            nie robi), a srednia calej klasy na zeszly semestr byla 4,5, a zadne dziecko
                            nie mialo sredniej nizszej niz 4. Wiec z calym szacunkiem ale nigdy sie nie
                            zgodze ze szkola spoleczna to przechowalnia dla dzieci z problemami w nauce,
                            czy dla zaniedbanych przez rodzicow. To naprawde jakas pokretna teza...

                            Natomiast nie znaczy ze na przyklad podoba mi sie to ze moj syn ma kolegow
                            mieszkajacych po kilkadziesiat kilometrow od siebie (mamy dzieci dojezdzajace z
                            pod warszawskich miejscowosci i one sa naprawde 20-30 km od nas)-to jest
                            autentyczny minus, tak samo jak pewien luz w sprawach finansowych-co fakt to
                            fakt-ale prosze nie wmawiac czegos co naprawde nie ma miejsca.
                      • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 14:27
                        Napiszę po raz drugi - publiczne czy niepubliczne, a może dobre i złe??????? To
                        jaka jest szkoła w niewielkim stopniu zalezy od tego czy włsścicielem jest pan
                        Kowalski, spółka, stowarzyszenie, fundacja czy gmina. Do bardzo dobrych szkół
                        publicznych ( choćby, powtarzam do znudzenia Twarda, liceum im. Nowak-
                        Jeziorańskiego, Czacki, Batory) rzadko trafiają dzieci z problemami.
                        Do bardzo dobrych szkół niepublicznych ( ta, o której pisze Agatka, Dwójka na
                        Nowowiejskiej) także raczej nie dostają się dzieci problemowe.
                        Natmiast potrafię z zawiązanymi oczami pokazać bardzo zła prywatna podstawówkę+
                        gimnazjum w Śródmieściu, w których to szkołach, a właściwie zespole szkół, aż
                        roi się od problemów i patologii, mimo, że zapisuje się tam dzieci w wieku
                        żłobkowym.
                        I nie każda dobra szkoła każdemu odpowiada. Mój syn nie nadaje się na
                        Raszyńską, nie startował tam, nie odpowiada nam ani jej misja, ani filozofia, -
                        dosłownie nic. Co nie!!!!!!! oznacza, że jest to szkoła zła. Jest dobra, ale
                        nie dla niego.
                        Mamy z watku Raszyńska nie akceptują Twardej. To bardzo zła szkoła dla ich
                        dzieci, chociaz są jej zwolennicy.
                        I tu i tam są zdolne dzieci, bezproblemowe, dobrzy uczniowie, olimpijczycy, bez
                        zahamowań, mający certyfikaty językowe, działający społecznie itd.itp.
                        Generalnie jestem przeciwniczką prywatnych studiów wyższych . Wydaje mi sie, że
                        trafiają tam "spadochroniarze", ale może tak się zdarzyć, że uczy się tam ktoś,
                        kto z takich czy innych powodów nie podjął nauki na studiach państwowych, jest
                        pracowity, błyskotliwy i zdolny. I na głowę bije lenia z problemami z
                        najbardziej renomowanego UJ.
                        I jeszcze o snobizmie. Wydaje mi się, że mocno naduzywamy to słowo. Nie każdy
                        uczeń szkoły niepublicznej jest snobem/dzieckiem snobów. Nie każdy rodzic ze
                        szkoły niepublicznej kupuje sobie świety spokój i brak problemów. Czasem, gdy
                        rodzice pracują bardzo długo szkoła zapewniająca duzo zajęć pozalekcyjnych
                        wydaje się być całkiem niezłym rozwiązaniem.
                        Proszę, nie dzielmy szkół pod względem właściciela, ale pod tym co oferuje, czy
                        dzieci ją lubią i czy ma w sobie cos extra.
                  • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:21
                    to ja tez odpowiem:
                    1 -NIGDY, słwo daję, wręcz przeciwnie, młoda ciotka mego męża-dyrektor
                    publicznej podstawówki: niemal nakazała od publicznych trzymać się z dalek
                    2. - tu się zgadzam, nam wiele zawdzięcza! ale ma też fantastycznego
                    wychowawcę, któy objaśnia to, na co nam nie wystarcza zapału, czasu, wiedzy,
                    zdolnosci pedagogicznych
                    3. logistyka to ostatnia rzecz... skzoła daleko.
                  • mim288 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 16.11.07, 15:18
                    Nie, osobiście nigy nie spotkałam sie z pytaniem "takie zdolne
                    dziecko posyłasz do szkoły niepublicznej, dlaczego?" Wśród moich
                    znajomych wszyscy myślą o szkołach niepublicznych (oczywiście
                    dobrych) jako podstawowej i oczywistej alternatywie: lepiej
                    (skuteczniej) uczą i jest lepsza atmosfera. Nie ma też
                    kradzieży, "wiązanek" słownych itd. W dobrych szkołach
                    niepublicznych nie ma raczej dzieci nowobogackich, dzieci rodzicó z
                    niewyżytymi ambicjami, tłumu dzieci ekspatów itd. Mam dziecko w
                    dobrym niepublicznym przedszkolu i polecam - jest miło, z
                    pracownikami i innymi rodzicami mam dobry kontakt i
                    pewną "wspólnotę wartości", nie muszę oduczać przekleństw,
                    tłumaczyć że podchmielony tatuś to nie norma obczajowa ect. I nie
                    tęsknię specjalnie za takimi klimatami dla moich dzieci. Ja miałam
                    taką szkołę (innych niż publiczne wówczas nie było) i chociaż nie
                    demonizowałabym zagrożeń, to też nie zgadzam się z tym, że było to
                    jako szczególnie wzbogacające doświadczenie życiowe.
                    • protozoa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 17.11.07, 20:26
                      Przedszkole, podstawówka, gimnazjum - niepubliczne, o ile jest dobre
                      i sprawdzone, bo z tym może być róznie.
                      Liceum i studia zdecydowanie państwowe.
    • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 15:13
      Niezależnie od tego, czy opinia o szkołach prywatnych, którą przytaczam, jest w
      100% słuszna czy nie, taka opinia istnieje, i rodzice najmłodszych dzieci
      powinni o tym wiedzieć.

      Co do wyników testów, to Agatko doskonale wiesz, że twoje i moje dziecko
      osiągnęłoby dobre wyniki niezależnie od szkoły. Na poziomie szkoły podstawowej
      poziom dziecka określony jest przez poziom rodziców - i to nie jest mój wymysł.

      Zastanawiające jest jedno - skoro do szkół niepublicznych uczęszczają ponoć
      dzieci elity, czyli w jakimś sensie bardziej zadbane, zdolniejsze, w dodatku
      obdarzone pozytywnymi cechami charakteru, czego wyrazem ma być np. czułość w
      stosunku do pluszowego misia - i zapewnia się tym dzieciom tak dobre warunki
      nauki i rozwoju - to dlaczego nie zaowocuje to erupcją sukcesów w konkursach i
      na olimpiadach, dlaczego w tych cieplarniach tak mało rozkwita talentów?

      Albo talenty zostały w innych szkołach, albo potrzebują innej gleby.
      Tertium non datur.
      • agatka_s Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 15:24
        Jest kupe wspanialych i zdolnych dzieci w szkolach publicznych !!!

        Nasza szkola publiczna np byla super i dzieciaki byly super (fakt ze akurat
        jakos tak sie klasa dobrala bo klasa obok juz taka super nie byla).

        Ja nie chce tu prezentowac znowu jakiejs tezy na odwrot !!! Tylko nie zgodze
        sie na przyczepanie nieprawdziwej latki szkole prywatnej, jako przechowalni dla
        dzieci z problemami, bo to naprawde nie jest prawda (choc oczywiscie moze sie
        zdarzyc ze takie dziecko do takiej szkoly zostanie poslane).


        A rodzice posylajacy dziecko do szkoly powinni sprawdzic jaka to jest szkola a
        nie przejmowac sie ze jedna pani drugiej pani opowida ze to szkol prywatnej to
        sami ..... (niech kazdy wpisze co slyszal) chodza. Guzik chodza rozni-slowo
        harcerza.

        A co do olimpiad ? Nie wiem. U mojego syna ich poprostu nie ma. Sa rozne
        konkursy np Kangur, np jakies miedzynarodowe konkursy matematyczne, bardzo duzo
        plastycznych, byl jakis konkurs polonistyczny (tylko dla szkol spolecznych STO)
        jest Zimowa Olimpiada sportowa szkol niepublicznych (dzieci sa teraz w Bialce),
        sa zawody plywackie, ale olimpiad przedmiotowych nie ma. Moze one sa z
        zalozenia tylko dla szkol publicznych ? Nie wiem
      • paula_paulina_10 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:04
        Bardzo nieprawdziwą i krzywdzącą jest prezentowana przez Ciebie opinia, że do
        szkół niepublicznych chodzą dzieci elity. Jakiej elity? Finansowej?
        Intelektualnej?
        Natomiast najczęściej są to dzieci zadbane. A w każdym razie procentowo jest
        tam mniej dzieci zaniedbanych niż w pierwszej z brzegu rejonowej szkole. Jesli
        zaś zdarzaja się zaniedbania to dotyczą one raczej tego, że rodzice nie mają
        czasu.
        Nieprawdziwa jest teza, że we wszystkich szkołach niepublicznych są dzieci
        zdolniejsze. Bzdura. dzieci zdolniejsze są tam, gdzie dostają się w wyniku
        rekrutacji/egzaminu. I daj Boże, zeby był to egzamin uczciwy.
        Pozytywne cechy charakteru, podobnie jak niepozytywne mogą mieć dzieci z
        jednego i drugiego rodzaju szkół. Mozna spotkać zblazowane dziecko bardzo
        zamoznych rodziców i wpadającego we wściekłość chuligana, który ma wszystkim za
        złe, że u niego w domu na stole króluje flaszka wódki. I jedno i drugie jest
        patologią.
        Test pluszowego misia jest dla mnie niezrozumiały i głupi. Ale nie jestem
        fachowcem.
        Zapewnienie dobrych lub bardzo dobrych warunkow nauki może byc w każdej szkole,
        pod warunkiem, że zgromadzą się tam fajne dzieci i fajni nauczyciele.
        Konkursy, olimpiady, zawody - tu też nie ma prostej zalezności. Twarda nie
        jest szkoła prywatną a laureatów ma bardzo wielu. I Raszyńska, niepubliczna dla
        odmiany, także może sie poszczycić cała plejadą gwiazd.
        I mogę wskazać Ci mnóstwo i publicznych i niepublicznych szkół, w którcy nie
        znajdziesz ani jednego olimpijczyka.
      • kasiapfk Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 16:27
        myśle,ze w każdej skzole są zdolne i mniej zdolne dzieci. Dla mnie mimo, że
        ważny, poziom nauczania nie jest jedynym priorytetem. Atmosfera i współpraca
        jest równie ważna. =A o to w skozłach niepublicznych, tak jak w malutkich
        publicznych -po prostu łatwiej.
    • reszka2 Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 19:38
      Rycerzowa, jestes jedyną znaną mi osobą, która usiłuje udowodnić, na bazie
      przekonań własnych i znajomych, że do szkół niepaństwowych idą dzieci z
      problemami, ba, nawet dzieci specjalnej troski. Podobnie wyssanej z palca
      opinii nie było na forum od dawna, a różne głupościny już tu czytałam. Naprawde
      nie przyszło ci nigdy na myśl, że istnieją realne powody, że dziecko idzie do
      takiej szkoły? Naprawdę uważasz, że rejonowe podstawówki zaspokajaja wszystkie
      potrzeby dziecka i oczekiwania rodziców? Ups, pardon, zależy jakie to
      oczekiwania, więc może rzeczywiście. Naprawdę nie możesz sobie wyobrazić, że to
      pod względem programowym to normalne szkoły (tylko z szerszym najczęściem
      wachlarzem dodatkowych rzeczy), tylko poziom zainteresowania uczniem, kontaktu
      z rodzicami, pracy na rzecz środowiska jest większy niż w państwowych. Jak
      czytam twoje posty, to mam nieodparte wrażenie, że ci, którzy zdecydowali sie
      na posłanie dziecka do szkoły z czesnym, zrobili największy błąd w swoim życiu,
      decydując sie na hodowlę snoba, umysłowo upośledzonego, programowo pozbawionego
      możliwości brylowania w olimpiadach, na które tak chętnie sie powołujesz. W
      przeciwieństwie do większości rejonowych podstawówek, które są ostoją
      normalności, kuźnią talentów ogólnych i personalnych, i ogólnie az kipią
      wspaniałościami.
      Jaki masz w tym interes?
      Powtórzę, że ja sobie zdaję sprawę, że sa szkoły lepsze i gorsze, i obecność lu
      brak opłat nie ma tu nic do rzeczy. Ty programowo zaliczasz szkoły niepubliczne
      do gorszych (bo mają mniej olimpijczyków. Może dlatego, że jest ich - tych
      szkół - procentowo mniej? Nie wiem). Wiem, która podstawówka rejonowa jest
      dobra. Jest daleko ode mnie, więc nie będe dowozic mojego synka na drugi brzeg
      Wisły. Plus dodatkowo na basen (bo bardzo chce pływać), na aikido (bo chce
      kontynuować) oraz na taniec towarzyski (bo ma smykałkę i lubi). Będzie to miał
      na miejscu, przy minimum niepotzrebnego wysiłku z mojej strony.
      • rycerzowa Re: Podstawówka prywatna czy państwowa? 28.02.07, 21:24
        No to już wiem, skąd się wziął twój nick.wink

        Jeśli uważniej przeczytasz moje posty, to zauważysz jeszcze, że posądzam szkoły
        niepubliczne o dręczenie niewinnych dzieci, okrutny wyzysk ojców i molestowanie
        co przystojniejszych matek.
        I zaprzeczysz, oczywiście...
    • wieczna-gosia do fajnej ntxt 18.11.07, 22:45

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka