Jak czytam te wszystkie posty, wydaje mi się, że tylko ja tu mam taki
problem - wszyscy ojcowie są "najwspanialsi", kochają, czytają, angażują się
w sprawy dziecka. A ja

(( Cóż. Decyzję o dziecku podjęliśmy po 6 latach
małżeństwa WSPÓLNIE - podkreślam, ze nie było żadnych nacisków z mojej
strony, żadnych sugestii czy takich tam.... Wręcz przeciwnie - do tej pory
zawsze graliśmy w jednej drużynie, dzielnie stawiając opór rodzinie
(nieśmiertelne : "A kiedy bobas") i dając upust własnym zachciankom. W
którymś momencie stwierdziliśmy, że fajnie by było z kimś się tym naszym
fajnym życiem podzielić i ... urodził się Młody. Mąż był przy porodzie i
ogólnie całą ciążę był "fajny", choć nie mieliśmy w zwyczaju czytać ani gadać
do rosnącego mi i opsypującego się rozstępami brzuszka .... Kanał zaczął się
od chwili powrotu ze szpitala. Niby wszystko jest ok, niby zachowuje się
POPRAWNIE (podkreślam POPRAWNIE) ale kilka razy juz pytał "i po co nam to
było?" Zważywszy że mamy fajny model dziecka, zero kolek, prawie nie płacze,
ale ciągle się śmieje ... pytannie to mnie cholernie boli. Dziecko szaleje na
jego punkcie, bo rano siłą rzeczy - (ja wstaję w nocy więc mam 2 godziny
rano "dospania" do 7.00) - mąż siedzi z nim i pozwala mu się kopać wydając
śmieszne dźwięki (nos wsadzony w MTV pzy tym lub siatkówkę) ... ech

Smutno
mi z tego powodu. Dodam, że wcale nie "odsunęłam" go - jak to opisują
klasyczne podręczniki - raczej on odsunął mnie. od wszystkiego - wspólnych
wyjść, chociaż mamy z kim zostawić dziecko (nie chce mu się, bo rano trzeba
będzie wstać), seksu (szkoda nocy) ... za to o swoje walczy jak lew (nie
ograniczam mu jego wyjść - w tygodniu chodzi na siłownię, w weekendy po dwa
razy dziennie - rano i wieczorem na ulubione sporty - więc niemal odpadają
(nawet w weekendy, bo za późno wraca) wspólne spacery. Dzisiaj, po raz drugi
od urodzin syna poprosiłam go żeby został w domu (czyli od 5 miesięcy) i
zrezygnował z piłki (przychodzą przyjaciele), został, ale jest złośliwy, nie
odzywa się, odzywa się wyłącznie chamsko (pod nosem) i ironicznie ...
Tymczasem moją jedyną rozrywką jest wyjazd po lżejszy rozpinany sweterek dla
dziecka do "Smyka" ....

(( Oczywiście sama ... Teraz okazuje się że planuje
sobie 2tygodniowy wypad w góry z kolegami. Oczywiście MOGĘ się nie zgodzić,
ale wiem, co będzie się działo, jeśli powiem NIE

((( (zero urlopu wogóle
zapewne, pod pozorem nawału pracu, totalna uraza)Sama nie wiem co o tym
myśleć i szczerze mówiąc, jestem załamana ..... Czy to początek końca?