Dodaj do ulubionych

mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne?

IP: *.chello.pl 11.05.03, 19:48
Jak czytam te wszystkie posty, wydaje mi się, że tylko ja tu mam taki
problem - wszyscy ojcowie są "najwspanialsi", kochają, czytają, angażują się
w sprawy dziecka. A ja crying(( Cóż. Decyzję o dziecku podjęliśmy po 6 latach
małżeństwa WSPÓLNIE - podkreślam, ze nie było żadnych nacisków z mojej
strony, żadnych sugestii czy takich tam.... Wręcz przeciwnie - do tej pory
zawsze graliśmy w jednej drużynie, dzielnie stawiając opór rodzinie
(nieśmiertelne : "A kiedy bobas") i dając upust własnym zachciankom. W
którymś momencie stwierdziliśmy, że fajnie by było z kimś się tym naszym
fajnym życiem podzielić i ... urodził się Młody. Mąż był przy porodzie i
ogólnie całą ciążę był "fajny", choć nie mieliśmy w zwyczaju czytać ani gadać
do rosnącego mi i opsypującego się rozstępami brzuszka .... Kanał zaczął się
od chwili powrotu ze szpitala. Niby wszystko jest ok, niby zachowuje się
POPRAWNIE (podkreślam POPRAWNIE) ale kilka razy juz pytał "i po co nam to
było?" Zważywszy że mamy fajny model dziecka, zero kolek, prawie nie płacze,
ale ciągle się śmieje ... pytannie to mnie cholernie boli. Dziecko szaleje na
jego punkcie, bo rano siłą rzeczy - (ja wstaję w nocy więc mam 2 godziny
rano "dospania" do 7.00) - mąż siedzi z nim i pozwala mu się kopać wydając
śmieszne dźwięki (nos wsadzony w MTV pzy tym lub siatkówkę) ... ech crying Smutno
mi z tego powodu. Dodam, że wcale nie "odsunęłam" go - jak to opisują
klasyczne podręczniki - raczej on odsunął mnie. od wszystkiego - wspólnych
wyjść, chociaż mamy z kim zostawić dziecko (nie chce mu się, bo rano trzeba
będzie wstać), seksu (szkoda nocy) ... za to o swoje walczy jak lew (nie
ograniczam mu jego wyjść - w tygodniu chodzi na siłownię, w weekendy po dwa
razy dziennie - rano i wieczorem na ulubione sporty - więc niemal odpadają
(nawet w weekendy, bo za późno wraca) wspólne spacery. Dzisiaj, po raz drugi
od urodzin syna poprosiłam go żeby został w domu (czyli od 5 miesięcy) i
zrezygnował z piłki (przychodzą przyjaciele), został, ale jest złośliwy, nie
odzywa się, odzywa się wyłącznie chamsko (pod nosem) i ironicznie ...
Tymczasem moją jedyną rozrywką jest wyjazd po lżejszy rozpinany sweterek dla
dziecka do "Smyka" .... sad(( Oczywiście sama ... Teraz okazuje się że planuje
sobie 2tygodniowy wypad w góry z kolegami. Oczywiście MOGĘ się nie zgodzić,
ale wiem, co będzie się działo, jeśli powiem NIE sad((( (zero urlopu wogóle
zapewne, pod pozorem nawału pracu, totalna uraza)Sama nie wiem co o tym
myśleć i szczerze mówiąc, jestem załamana ..... Czy to początek końca?
Obserwuj wątek
    • Gość: Anna Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.05.03, 21:30
      Jesli maz chce pojechac w gory na 2 tygodnie tylko z kolegami to moze zapytaj
      sie go czy i ty mozesz pojechac tylko z kolezankami na 2 tygodnie a jego
      zostawic z dzieckiem w domu? Co innego krotkie spotkanie co innego wczasy.
      Mysle, ze on czuje sie troche zmeczony( ty napewno tez) .Zreszta to nic
      dziwnego . Male dziecko to ogromne zmiany w stylu zycia, no i wielki
      obowiazek. Mysle ze te najtrudniejsze chwile juz za wami im dalej w las tym
      bedzie lzej. Niedlugo dzieciak przespi wam cala noc, wiec i wy sie w koncu
      wyspicie. Cieszcie sie tym ze macie zdrowe i pogodne dziecko. Wyobrazcie sobie
      gdyby byly powazne klopoty zdrowotne.Musisz porozmawiac z mezem spokojnie na
      temat rozwiazania waszych spraw zwiazanych z odpoczynkiem, ale rowniez i z
      poczuciem wzajemnej bliskosci, bo troche wyglada na to ze maz szuka
      przyjemnosci i relaksu tylko poza waszym zwiazkiem, a to dobrze nigdy nie
      jest. Co ci radze? Nie denerwuj sie niczym tylko usiadz i spokojnie ustal z
      mezem grafik "wyjsc". Zrobcie to na przyklad w kalendarzu. Zaznaczcie wolne
      wieczory i kto ma z nich korzystac ( a moze wspolne wyjscie skoro jestescie w
      tak komfortowej sytuacji ze ktos wam dziecka przypilnuje). Jesli maz nie chce
      wyjsc z toba to polowe wolnego czasu zuzytkuj wylacznie dla siebie( nie
      odstepuj go mezowi). A on niech w tym czasie posiedzi sam w domu z dzieckiem.
      Zareczam ci ze zapragnie raczej wychodzic razem z toba. Pozdrawiam i glowa do
      gory dzieci rosna strasznie szybko.
      • mary_ann Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? 12.05.03, 22:39
        NIe jestem do konca pewna, czy powinnam to pisać, ale dla mnie to b. smutny
        przykład egoizmu i kompletnej niedojrzałości. Nie, nie piszę, że "końca",
        ale... dla mnie to niepokojace. Oczywiście ma rację moja poprzedniczka pisząc,
        że (przynajmniej teoretycznie) dalej będzie łatwiej, bo dziecko większe, noce
        przespane itd. Ale czy nie chcemy móc oprzeć się na najblizszej osobie własnie
        wtedy, kiedy jest ciężko? Co to za pociecha, że jak będzie latwo, to będzie
        dobry, a jak trudno, to sytuacja go przerasta? To przecież m. in. on będzie
        uczył to dziecko zyć, to jego stosunek do Ciebie dziecko przejmie jako
        naturalny wzorzec układu kobieta-mężczyzna...Eh, faceci w krótkich
        majteczkach, nie przepadam za nimi. Trzymaj się, oby "przejrzał na oczy".
    • Gość: agatka_s Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.acn.pl 13.05.03, 11:44
      Nie chcę się czepiać, ale czy jesteś pewna że poprawnie użyłaś wyrazu
      obcego ???

      ekspiacja pokuta, okupienie winy; zadośćuczynienie.
      Etym. - łac. expiatio 'jw.' od expiare 'odpokutować; oczyścić; przebłagać
      (ofiarami)' od pius, zob. pijar.

      • Gość: emily agatko-biję sie w piersi (obfite):ESKALACJA IP: *.chello.pl 14.05.03, 10:01
        masz rację i słusznie mi to wytknęłaś - chodziło mi rzecz jasna o ESKALACJĘ,
        ale i pora i emocje spowodowały jakąś chwilową zaćmę umysłu. Niemniej problem
        wciaż narasta crying(( Pozdrawiam
        • Gość: Beata nieprzyjemna sugestia IP: *.kabel.telenet.be 14.05.03, 13:28
          Emily, wspolczuje sytuacji i faceta.
          I to co napisze pewnie cie nie pocieszy,
          ale jestes pewna, ze on nie ma kogos na boku? Bo mielismy dobrych znajomych,
          ktorzy juz nie sa razem. Okazalo sie, ze od jej osmego miesiaca ciazy on mial
          nowa babke. Poniewaz ostatnim bydleciem nie byl, zostal z nia i cudnie
          opiekowal sie coreczka do jej +/- roku zycia, po czym zona nie wytrzymala
          sytuacji i poprosila o rozwod. Bo miedzy nim a nia od dawna juz nie bylo
          dobrze. Od pierwszych utrudnien sielanki malzenskiej w koncu ciazy.
          Moze namow go na terapie rodzinna? Bo on ma jakis spory problem z waszym
          zwiazkiem (albo nie rozwiazane problemy emocjonalne z dziecinstwa, ktore teraz,
          z pojawieniem sie potomka, dochodza do glosu), mozliwe, ze zreszta wypierany
          przez niego samego.
          Trzymaj sie.
    • Gość: Bartek Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.itpp.pl 14.05.03, 23:04
      Hmmmm, same kobiety roztrząsaja sprawe smile)) To ja swoje meskie trzy grosze.
      Oczywiście sytuacja opisywana przez ciebie nie jest nowa. Widzieliśmy coś
      takiego u naszych znajomych. Potem ze zdziwieniem zauwazylismy u siebie kiedy
      przyszedł do nas maluch. Ze zdziwieniem bo tez przedtem zero klopotów, wspolna
      decyzja, a potem zaczeły sie swary i kłótnie. I pytanie: po co nam to było. I
      cóż. jak zawsze. ja uwazałem że to ja jestem poszkodowany (bo pracuje trzy razy
      wiecej zeby pieniedzy nastarczyc, bo siedze z maluchem kiedy nie pracuje, lece
      z nim na spacery zeby odciazyc choc na godzine dwie zone, zostaje na pol dnia
      czy caly dzien jak ona ma cos do zalatwienia. Zona oczywiscie uwazala ze jest
      odwrotnie. kazde z nas mialo poczucie oszukania. Ze na mojej glowie jest moze
      nie 100 proc. ale powiedzmy 90 proc wszystkiego. To prowadzilo do coraz
      ostrzejszych klotni (jasne bo skoro uwazalem ze robie wszystko i nagle
      spotykalem sie z zarzutem ze nie robie nic...). To samo bylo z drugiej strony.
      Zwykle chodzilo o glupoty. O to ze ktores wreszcie chcialo sie wyspac, a to
      drugie bylo padniete i zamiast pozwolic, zrzucalo malucha na glowe.
      Tak bylo tez w przypadku znajomych. Wedlug nas czasem bardziej zawodzil facet,
      czasem kobieta (oczywiscie wedlug mnie bardziej zawodzily kobiety wedlug zony
      faceci wink)
      No coz, nie ma dobrej recepty. Ale jesli moge ci radzic, nie sluchaj
      opinii "faceci tacy juz są". Bo to przewaznie nieprawdziwe (czy zgodzilabys sie
      z opinią że kobiety to juz takie są, jak pojawi sie dziecko to maja w dupie
      faceta? (takie opinie chodza wsrod facetow i tez sa oczywiscie niesprawiedliwe.
      Wiem jedno. Ze kiedy znajomi opowiadali nam swoje przezycia w takich sytuacjach
      jakie opisujesz, to kiedy opowiadala kobieta to wygladalo to jak u ciebie
      (kobieta sie stara a mezczyzna ledwo palcem skinie). Facet jawil sie jako
      straszny potwor i bezduszny leń. Kiedy zaś tą samą sytuację przedstawial facet
      to kobieta wypadała na jakąs straszną histeryczną mimozę nie nadającą sie do
      zycia, a facet na jedynego normalnego który robi wszystko..
      Wiesz, ja wierzę że pewna mala czesc facetow to nieczułe świnie, a pewna mała
      częśc kobiet to idiotki i histeryczki. Ale tak wcale nie musi być u was.
      My pogadaliśmy i wyjasniliśmy sobie masę rzeczy. trwało to ładnych parę
      miesięcy. A do tego czasu było nam bardzo cięzko.
      Spróbuj pogadać. Przygotuj sie na to że to bedzie cholernie trudne. Ze obrzuci
      sie masą niesprawiedliwych oskarżen ze sie nie sprawdzasz jako zona. Ale
      pamietaj że on czuje tak samo - że ty go obrzucasz masą niesprawiedliwych
      oskarzeń a on nosem się podpiera i nie wyrabia. To może byc masa urazow i u
      niego i u ciebie (o sprzątanie, seks, filmy, sport etc)
      Naprawdę warto, bo dziecko zmienia w życiu wszystko i wprowadza piekło. trzeba
      się nauczyc jak je zmienić w niebo (na początek w czyściec powiedzmy smile
      powodzenia
      • Gość: emily Bartku - dziękuję IP: *.chello.pl 15.05.03, 10:06
        Bartku, bardzo dziękuję za konkretną i rzeczową odpowiedź - o taką mi w sumie
        chodziło (nie o przyklaśnięcie teorii "mężczyźni to świnie"). Mi na moim
        małżeństwie i mężu bardzo zależy, problem nie w tym, by przylepić etykietki,
        ale żeby wejść na chwilę w jego punkt widzenia (i vice versa) i ewentualnie
        skonfrontować nasze wzajemne odczucia oraz - skorygować to, co każde z nas
        widzi inaczej a myśli że niby wie ... co czuje ta druga osoba. (wiem że to dość
        zagmatwane ale ciężko to wyrazić słowami). Mój problem polega nie na tym, że
        nie jestem w stanie przyjąć i spróbować zaakceptować racji drugiej strony,
        nawet jeśli będą one dość bolesne - problem w tym, jak zachęcić męża do tej
        rozmowy, jak sprawić, by zechciał on to z siebie "wyrzucić" a nie dusić, co
        powoduje narastanie napięcia (to poniekąd cecha charakterystyczna jego rodziny,
        oni różne sprawy "duszą w sobie latami" i te animozje latają w powietrzu w
        postaci ironicznych odzywek dziwnych obrażań się i napiętej atmosfery przy
        stole przy okazji każdego rodzinnego spotkania). Ja chętnie pogadam, ale jak
        otworzyć faceta????
        • niedzwiedziczka Re: Bartku - dziękuję 15.05.03, 12:17
          Niedawno był tu taki wątek "dzicko przyczyna kryzysu w
          małżeństwie" Spróbuj go poszukać, bo było tam prę
          ciekawych wypowiedzi.Życzę powodzenia w sprawach rodzinnych!
          • maxiu_m Re: 15.05.03, 12:57
            Ponad rok temu urodzily mi sie blizniaki. Przez caly pierwszy rok nie mielismy
            z żoną nikogo do pomocy. Życie stanelo na glowie.
            Od czasu narodzin każdy nasz dzien wygląda tak samo. Oboje caly dzien spedzamy
            w domu przy dzieciach, z tym wyjątkiem, że ja 6 godz. w czasie dnia przebywam w
            pracy.
            Zona półtora roku karmi piersią (mimo że wszyscy huczeli, że przy bliźniakach 3
            miesiące to góra..) - od półtora roku nie spała dłużej niż 4 godz. bez
            przerywania snu. Jesteśmy przemęczeni.
            Nie pomiętam kiedy byliśmy w kinie, kiedy piłem piwo, kiedy byłem na imprezie,
            w siłowni, z kolegami w górach. takich rzeczy już nie ma.
            Ale nikt z nas się nie żali, nikt nie ma pretensji. Wiemy że jak dzieci
            podrosną wszystko wróci do normy, będziemy razem korzystać pełna gębą z życia.

            Nie chce z nas robić bohaterów. To po prostu nasz obowiązek.
            Jak rodzą się dzieci - życie się zmienia. Ale rok-dwa i wszystko z powrotem
            wraca na stare tory.
            Jesli ktoś w takim okresie ucieka od rodziny, chodzi na siłownie,
            uprawia "ulubione sporty" - ma zdecydowanie poważny problem ze sobą.
            Życie nie jest pasmem wypadów w góry, piwka, siłowni - czyli przyjemnostek.

            Zycze Emily ale jej dziecko kiedyś wybaczyło swojemu tatusiowi.
            • Gość: Tomek Re: IP: *.polkomtel.com.pl 15.05.03, 16:52
              maxiu_m napisał:

              > Ponad rok temu urodzily mi sie blizniaki. Przez caly pierwszy rok nie mielismy
              > z żoną nikogo do pomocy. Życie stanelo na glowie.
              > Od czasu narodzin każdy nasz dzien wygląda tak samo. Oboje caly dzien spedzamy
              > w domu przy dzieciach, z tym wyjątkiem, że ja 6 godz. w czasie dnia przebywam w
              >
              > pracy.
              > Zona półtora roku karmi piersią (mimo że wszyscy huczeli, że przy bliźniakach 3
              >
              > miesiące to góra..) - od półtora roku nie spała dłużej niż 4 godz. bez
              > przerywania snu. Jesteśmy przemęczeni.
              > Nie pomiętam kiedy byliśmy w kinie, kiedy piłem piwo, kiedy byłem na imprezie,
              > w siłowni, z kolegami w górach. takich rzeczy już nie ma.
              > Ale nikt z nas się nie żali, nikt nie ma pretensji. Wiemy że jak dzieci
              > podrosną wszystko wróci do normy, będziemy razem korzystać pełna gębą z życia.
              >
              > Nie chce z nas robić bohaterów. To po prostu nasz obowiązek.
              > Jak rodzą się dzieci - życie się zmienia. Ale rok-dwa i wszystko z powrotem
              > wraca na stare tory.
              > Jesli ktoś w takim okresie ucieka od rodziny, chodzi na siłownie,
              > uprawia "ulubione sporty" - ma zdecydowanie poważny problem ze sobą.
              > Życie nie jest pasmem wypadów w góry, piwka, siłowni - czyli przyjemnostek.
              >
              > Zycze Emily ale jej dziecko kiedyś wybaczyło swojemu tatusiowi.


              Mam 3,5 letniego syna. Od prawie czterech lat byliśmy z żoną w kinie 1-2 razy. Na "piwku" z kolegami byłem chyba ze trzy razy - w tym 2 spotkania "służbowe".
              NIE chcę chodzić na piwko, jeździć w góry. siłownię mam w domu (np. podrzucanie dziecka), ulubione sporty uprawiam razem z synem. Ja CHCĘ wychowywać MOJEGO syna.

              Od 1,5 miesiąca mam wspaniałą córę i również CHCĘ wychowywać MOJĄ córkę.

              IMHO rola ojca w wychowaniu dziecka zwiększa się wraz z wiekiem dziecka, bo:
              1. GÓRY z dzieckiem - całkiem niedługo
              2. uprawianie sportu razem z dzieckiem ~ za kilkanaście lat
              3. siłownia za kilkanaście lat
              4. piwko z dzieckiem >= 18 lat
              Szkoda marnować czas.

              A'propos. Kiedy urodził się mały nie spałem tylko pierwszej nocy (po przyjściu żony z dzieckiem ze szpitala) - nerwy czy co?
              Kiedy urodziła się córka wyniosłem się do drugiego pokoju, żeby żona miała łatwiejszy dostęp do dziecka (była po cesarce), a ja mogłem spać spokojnie.

              Co ja mam jeszcze napisać? I tak już czuję się jak ekshibicjonista. Acha. Nie mieliśmy i nie mamy nikogo do pomocy, oprócz doraźnej - choć szczerej - pomocy ze strony rodziny w nagłych przypadkach, do których wyjście do kina się nie zalicza.

              Pozdrawiam,
              Tomek

              • Gość: Ona Re: IP: 212.244.226.* 16.05.03, 09:45
                Jak to dobrze ,że istnieją jeszcze mężczyźni...prawdziwi mężowie i ojcowie..a
                nie matoły ,które myślą tylko o swojej wygodzie i zachciankach smile)
                Podnosi mnie to na duchusmile))
                • mary_ann Re: 23.05.03, 12:35
                  Gość portalu: Ona napisał(a):

                  > Jak to dobrze ,że istnieją jeszcze mężczyźni...prawdziwi mężowie i
                  ojcowie..a
                  > nie matoły ,które myślą tylko o swojej wygodzie i zachciankach smile)
                  > Podnosi mnie to na duchusmile))

                  Też mnie podniosło. Wyrazy szacunku dla dojrzałości i pozdrowienia dla Maxiu_m
                  i Tomka. Umieja w zyciu oddzielić ziarno od plew.
        • Gość: Bartek otwieranie faceta IP: *.itpp.pl 15.05.03, 22:27
          Oj Emily, to współczuję. Bo wszystko można w facecie znieśc, tylko nie to, ze
          jest jak orzech zamknięty. Bo jesli dobrze rozumiem, nie chodzi o to, że teraz
          jest zamkniety i jak sie dobrze postuka to sie otworzy, ale ze w ogóle jest
          zamkniety. I jesli tak jest to trudno mi radzić, bo tacy faceci nawet dla mnie -
          faceta są nieprzeniknieni i własciwie nie wiem jak z nimi gadac. A wiem że
          jest takich sporo i mozna z tym życ do chwili kiedy nie pojawia się jakieś
          wyzwanie, zmiana życia - jak przy dziecku. Moje rozmowy tez się zeslizgują z
          nich, zamiast gadac o waznych sprawach gadamy o pierdolach bo z nimi nie sposób
          inaczej. W filmach to oni wyglądaja dobrze, w zyciu gorzej smile)
          Ale może jednak ten twój od niedawna zamknięty?
      • Gość: Beata Do Bartka babskie 3 grosze IP: *.kabel.telenet.be 15.05.03, 22:04
        No, to ja wspolczuje, bo po pojawieniu sie naszego synka, moj maz ani sie nie
        poczul odrzucony (zaniepokojona obiegowymi teoriami kilkukrotnie go po kilku
        miesiacach o to zapytalam), ani nie probowal sie odcinac od obowiazkow. Przez
        pierwsze tygodnie troche sie bal cos przy dziecku robic, ale raczej z poczucia
        niekompetencji i obawy przed zrobieniem malenstwu krzywdy. Szybko jednak sie
        przekonal, ze radzi sobie swietnie. Potem kapal, przewijal i tulil, kiedy mial
        na to czas, a obecnie chodzi z naszym poltorarocznym brzdacem na basen i
        weekendowe spacery, czyta mu ksiazeczki i jest najbardziej uwielbianym tata na
        swiecie. Kiedy to robi? Oczywiscie w weekendy, bo duzo pracuje w tygodniu. Ale
        i co rano i co wieczor ma jeszcze chwile dla lgnacego do niego synka.
        Zycie sie nie zmienilo w pieklo, nie stanelo na glowie. Wymaga tylko lepszej i
        bardziej swiadomej organizacji z naszej strony. Ze czasu mniej? No, mniej, to
        bylo wliczone w chec mienia dzieci. I jestesmy szczesliwi! Dowod? Jestem w
        siodmym miesiacu z coreczka. Juz sie nie mozemy doczekac, zeby ja zobaczyc.
        Choc czasu bedzie prawdopodobnie jeszcze mniej, a znajomi wroza: "oj, teraz, to
        zobaczycie". smile
        Pewnie, ze ja spedzam 3/4 czasu z maluchem (bez poczucia jakiejkolwiek straty,
        wiec i brak wymowek do meza), i ze troche popycham meza do wlaczania sie w
        zabawy synka. Ale to: i dla mnie zrozumiale wytchnienie po calym tygodniu "sam
        na sam", i rekompensata dla malego za codzienny brak taty, i szansa dla obu
        panow na budowanie tej genialnej wiezi, ktora im zostanie jako baza na cale
        przyszle zycie.
    • antonina_74 Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? 15.05.03, 19:46
      Wiesz, Emily, chyba mielismy cos podobnego... zaraz po urodzeniu Kuby czulam
      sie bardzo odstawiona na boczny tor, bo moj maz (tak mi sie wydawalo) robil
      wszystko zeby od nas uciec... dluzej w pracy, pilka, silownia, proby choru,
      czyli wszystko to co robil przedtem tylko przedtem ja tego praktycznie nie
      zauwazalam, bo sama mialam mnostwo zajec. Dopiero po kilku miesiacach wpadlismy
      na pomysl zeby porozmawiac i wtedy ustalilismy naprzyklad taka rzecz: sobotni
      ranek byl dla MNIE. wychodzilam sobie na zakupy, albo do fryzjera, a maz
      zostawal z malym. Za to niedzielny ranek spedzal na pilce z kolegami. teraz
      jest najwspanialszym Tatusiem, chociaz nadal duzo pracuje, rano sam zajmuje sie
      malym i odwozi go do przedszkola, wychodzi na spacery.
      Wydaje mi sie, ze po prostu po urodzeniu dziecka sila rzeczy kobiecie swiat sie
      zmienia diametralnie (przerwa w pracy, siedzenie w domu, brak czasu na ulubione
      zajecia), a mezczyzna w tym czasie kontynuuje poprzednie zycie, i czasem nie
      zdaje sobie sprawy jak bardzo zona potrzebuje jego wsparcia - no bo jakos sobie
      radzi, prawda?
      Wakacje z kolegami... moj maz regularnie wyjezdza z kolegami, ale dopiero od
      niedawna, tak sie sklada ze nie przepadam za tym gronem i wole zostac z
      dzieckiem w domu - ale to trzeba wspolnie obgadac.
      Zycze Wam powodzenia w rozwiazaniu tej sytuacji - kiedy dziecko troszke
      podrosnie na pewno bedzie Wam latwiej!
    • Gość: malina Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.03, 21:40
      Spójrzcie na to i z innej strony.Co myśli facet? Dziecko, odpowiadam za nie ,
      żona zajmie się nim Ja muszę zapewnić im byt zadbać by nic im nie
      brakowało ,Czy dam radę? To chyba duża odpowiedzialność i stres.Może to jast
      powodem problemu? a może i nasza po porodzie potrzeba większego uczucia i
      zainteresowania tej drugiej strony.
      • Gość: emily wszystko to prawda ale nie dodałam że. .... IP: *.chello.pl 16.05.03, 09:38
        ... właśnie teraz mój mąż odkrył zapał do czynnego i intensywnego uprawiania
        sportów ekstremalnych. Ja nie mam nic przeciwko (czytaj: zdaję sobie sprawę, ze
        człowiek siedzący cały rok w pracy a po powrocie - ja i dziecko) "samotnemu"
        wyjazdowi na kilka dni w męskim gronie, ale trochę się we mnie gotuje, że
        akurat teraz, kiedy jest się odpowiedzialnym za małą 6 miesieczną istotę,
        wybiera się sporty, w których najłatwiej skręcić kark (wspinaczka skałkowa -
        Dolomity Włoskie, w grupie sami single z serii desperado, czyli kto zaliczy
        najtrudniejsze przejście). Ja wiem, że zginąć można przechodząc na pasach dla
        pieszych, lub w drodze samochodem do pracy; wiem, ze sprzęt jest mega-dobry
        aerodynamiczny i kosmiczny wogóle ... ale czy to takie trudne zrozumieć, że ja
        się po prostu boję? Głownie o Niego, ale - choć w mniejszym stopniu o to, co by
        było gdyby .... bo kto wie, co (i czy wogóle) mnie czeka po powrocie do pracy
        (jeśli wogóle jest jakiś powrót dla kogoś z małym dzieckiem)? Czuję się podle,
        bo z jednej strony nie chciałabym nikomu odbierać prawa do wolności (wszak
        zycie jest jedno!!!!) i nie chciałabym być "klasyczną babą" która "ucięła"
        facetowi skrzydła, pozbawiła go wszystkich marzeń i hobby, ale z drugiej
        strony ... sad Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i porady. Serdecznie
        pozdrawiam Emily
        • maxiu_m Re: wszystko to prawda ale nie dodałam że. .... 16.05.03, 12:11
          „Wakacje z kolegami... moj maz regularnie wyjezdza z kolegami, ale dopiero od
          niedawna...”

          „Co myśli facet? Dziecko, odpowiadam za nie , żona zajmie się nim Ja muszę
          zapewnić im byt, zadbać by nic im nie brakowało ,Czy dam radę? To chyba duża
          odpowiedzialność i stres”

          „... właśnie teraz mój mąż odkrył zapał do czynnego i intensywnego uprawiania
          sportów ekstremalnych. Ja nie mam nic przeciwko (czytaj: zdaję sobie sprawę, ze
          człowiek siedzący cały rok w pracy a po powrocie - ja i dziecko) "samotnemu"
          wyjazdowi na kilka dni w męskim gronie”

          Dziewczyny, litości, co za idiotyzmy wygadujecie.
          Wydaje mi się, ze po prostu probujecie usprawiedliwic wlasną głupotę gdy
          wybierałyście tych swoich „praaawdziwych mężczyzn”.
          Pewnie byli najprzystojniejsi w grupie, prawdziwe supermeny. Tylko
          zapomniałyście troche lepiej im się przyjrzeć. No i nagle gdy wasz związek
          przerodził się związek dojrzały – okazało się że te wasze SUPERMENY grają
          codziennie w piłkę, potrzebują wyjazdów z kolesiami, są całymi dniami zajęci. W
          mojej pracy też spotykam takich wspaniałych facetów, którzy po urodzeniu dzieci
          nagle stali się prawdziwymi pracoholikami i muszą siedzieć po godzinach
          (najlepiej przy piwku) aby „zapewnić byt rodzinie”, a jak idą po pracy do baru
          to żonom opowiadają że to ważne służbowe spotkanie było.

          I niech nikt mi nie mówi, ze jak facet na wakacje wyjeżdża z kolegami (a żona
          gosposiuje w domu) to jest to normalne. I nie mówcie, ze nie chciałybyście całą
          rodziną pojechać na wakacje.

          A jak tak bardzo podobają wam się te wypady w męskim gronie waszych menów, to
          mogę wam przytoczyć jak w takim gronie gada się o dziewczynach, żonach... Ale
          chyba nie chcecie tego usłyszeć.
          • Gość: antonina_74 Re: wszystko to prawda ale nie dodałam że. .... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 12:41
            > I niech nikt mi nie mówi, ze jak facet na wakacje wyjeżdża z kolegami (a żona
            > gosposiuje w domu) to jest to normalne. I nie mówcie, ze nie chciałybyście
            całą
            >
            > rodziną pojechać na wakacje.

            Bez przesady. jedno i drugie jest mozliwe. Dlaczego mam sie domagac prawa do
            wychodzenia na kawe z kolezankami a jednoczesnie nie pozwalac mezowi wyrwac sie
            na pare dni w gory??? Tym bardziej jesli sama nie znosze lazenia po gorach?
            A wakacje wspolne tez mamy, bez obawy smile
            kazdy w malzenstwie potrzebuje przestrzeni dla siebie. To nienormalne, spedzac
            kazda chwile razem. Tylko trzeba to tak zalatwic zeby nie ranic drugiej osoby.
            A przy okazji, zastanawiales sie kiedys o czym my, zony, rozmawiamy w babskim
            gronie? wink
            Pozdrawiam,
            Antonina

            >
            > A jak tak bardzo podobają wam się te wypady w męskim gronie waszych menów, to
            > mogę wam przytoczyć jak w takim gronie gada się o dziewczynach, żonach... Ale
            > chyba nie chcecie tego usłyszeć.
        • miss_mag Re: wszystko to prawda ale nie dodałam że. .... 16.05.03, 17:16
          Gość portalu: emily napisał(a):

          > ... właśnie teraz mój mąż odkrył zapał do czynnego i intensywnego uprawiania
          > sportów ekstremalnych.
          >... i nie chciałabym być "klasyczną babą" która "ucięła"
          > facetowi skrzydła, pozbawiła go wszystkich marzeń i hobby, ale z drugiej
          > strony ... sad Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie i porady. Serdecznie
          > pozdrawiam Emily
          Kaz mu wykupic wysokie ubezpieczenie na zycie oraz na wypadek ciezkiego
          uszkodzenia ciala przez wyjazdem na "ekstremalne" wakacje. Jesli tego nie
          zrobi, schowaj mu paszport. Musisz mu sie postawic, bo to rowniez jest jego
          dziecko, nie tylko dzis i jutro, ale za dziesiec i dwadziescia lat. Co za
          bzdury z tym podcinaniem skrzydel.
    • Gość: Bartek Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.itpp.pl 17.05.03, 13:51
      Bize drogi, no każda taka dyskusja musi w pewnym momencie zboczyć nieodwołalnie
      w ocenianie. Czyli tak: Emily ma problem, inni jej doradzaja 9ja tez). Ale ktos
      nie wytrzymuje sie doczepia. Albo do Emily ze dziwna jakaś że w ogóle w głowie
      jej powstała mysl że podcina facetowi skrzydla, do mnie ze przyznaje sie ze to
      ze pojawilo sie dziecko też było kiedyś dla mnie problemem.
      Kochane i kochani. Dajcie spokój. Jeśli same/sami nie mieliscie problemow to
      strasznie fajnie, ale nie dziwcie sie ze inni maja. To raz. A dwa, że znam cała
      mase par ktore nie mają problemów. tzn. jedno z nich tak mysli.
      1. Ona rodzi dzieci po kolei (4) i zajmuje sie tylko nimi. Mówi tylko o
      dzieciach, odciela przyjaciol bez dzieci. Od lat nie byla nigdzie - bo dzieci.
      Mowi ze są wspaniala rodziną i chciałaby jeszcze dwójke maluchów. On nic nie
      mówi, najwyżej kiwa głową. na boku ma romans z dziewczyną z pracy. Według mnie -
      odejdzie.
      2. Ona ma dziecko (1). Mowie ona bo to ona wszystko robi przy dziecku - wstaje
      kilka razy w nocy (choc dziecko ma juz 1.5 roku) upiera sie ze dziecko nie
      zasnie bez 2 godzinnego bujania, poswieca dziecku caly czas. Meza wysyla
      wszedie: do znajomych, na urlopy etc zebuy sie nie meczyl. Nie sypiaja ze soba
      bo ona spi z dzieckiem a kiedy nie spi nie ma glowy do tego. Maz jest
      nieszczesliwy - ale ona o tym nie wie. ma dosyc - mowi to kumplom, choc bardzo
      kocha dziecko.
      Nie, nie mowie ze tak wyglada zawsze. Mowie ze bardzo czesto ten brak
      konfliktow oznacza ze to drugie sie poddalo. Ma dosyc i siedzi cicho. A calosc
      malzenstwa sie zaraz rozleci.
      Znam z najblizszego otoczenia kilkanascie par z dziecmi. nie bylo ani jednej w
      ktorej by nie dochodzilo do konfliktow kiedy pojawialo sie dziecko. Tylko ze w
      kilku wypadkach oni o tym ze soba rozmawiali, w pozostalych na zewnatrz
      wszystko bylo cacy, a w srodku sie gotowalo. W dwoch przypadkach doszlo do
      rozstania (w jednym z nich kobieta jakies miesiac przed opowiadala ze u nich
      jest super, i mysla o nastepnym).
      I tyle.
      Wiec prosze - drodzy krytycy. Jak mozecie cos radzic to radzcie, a jak chcecie
      tylko sobie wyrazic zdumienie ze pojawienie sie dziecka to nie tylko radosc ale
      rowniez ciezka praca i konflikty, ustalanie nowych rol w rodzinie a czesto i
      awantury - to dziwcie sie prywatnie
      • Gość: Monika Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 17.05.03, 20:29
        Bartek ma racje. Mozna sie dziwic i dziwic, ale faktem jest, ze takie problemy
        naprawde istnieja. Gdy urodzila sie moja corka( a bylo to w miesiac po
        przeprowadzce do Kanady), ani ja ani moj maz nie mielismy jeszcze pracy i moj
        maz byl dopiero na etapie jej poszukiwania. Od momentu gdy dziecko sie
        pojawilo, moj maz godzinami wysiadywal u sasiadow. W moim przypadku bylo
        jeszcze gorzej niz w niektorych tu podanych, bo nie mialam od niego zadnej
        pomocy, jedyna rzecz, jaka robil- bylo wyjscie do sklepu w celu zakupu pieluch
        lub jedzenia. Ja od rana do wieczora biegalam po domu w pizamie, czasem z
        nieumytymi przez kilka dni wlosami, bo po prostu nie wiedzialam, co mam robic.
        Kapiele, karmienia, wstawanie w nocy, przewijanie, sprzatanie domu i gotowanie-
        wszystko bylo na mojej glowie. Moj maz- doslownie, nie robil nic, tylko od rana
        wysiadywal u sasiada, wracal na obiadek a potem do innego sasiada. W koncu
        zdenerwowala mnie ta sytuacja, bo ja- wtedy 24-letnia, marzylam by sie jeszcze
        doksztalcac, a w takiej sytuacji jakze mialabym znalezc czas jeszcze na nauke.
        Zmusilam wiec meza pewnego ranka do pozostania w domu i wspolnego rozwiazania
        problemu. Nie naprawilo sie od razu, ale powoli wszystko sie zmienilo. Teraz
        znowu jestesmy szczesliwa para. Wiem od mamy, ze i moi rodzice przechodzili
        wielki kryzys malzenski po narodzinach mojej siostry. Ale po prostu trzeba o
        tym zaczac rozmawiac i wspolnie z malzonkiem starac sie rozwiazac sytuacje.
        • Gość: Iza Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.dip.t-dialin.net 22.05.03, 17:45
          Dla mnie to wszystko takie obce o czym mowicie. Teraz docenilam dopiero
          wlasnego meza. Do 3 miesiaca wstawal ze mna w nocy i pomagal przy karmieniu i
          przewijaniu. Nie powiem, ze jestem niedolega ale bylam tak przejeta
          narodzinami malenstwa ze nie bylam w stanie samodzielnie sie nim zajmowac bo
          sie balam skrzywdzic. Moj maz uczyl mnie karmic dziecko, nauczyl odciagac
          pokarm, gdyz mam elekryczny odciagacz i nie umialam z tym poradzic. Bardzo mi
          pomaga o kazdej porze, gdy tylko nie pracuje. Moj synek ma 10 miesiecy i
          probuje przestac go karmic piersia. Wszakze w nocy malenstwo chce jesc, wiec
          to tata go karmi butelka. A ile razy lulal go do snu...nawet nie jestem w
          stanie policzyc. Nie wyobrazam sobie zycia bez meza.

          Pozdrawiam i zycze poprawy...
          maz musi Tobie pomagac.
        • Gość: h Re: mąż - ekspiacja egoizmu - czy to normalne? IP: *.dnet.pl / 10.1.18.* 23.05.03, 14:59
          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > Od momentu gdy dziecko sie
          > pojawilo, moj maz godzinami wysiadywal u sasiadow. W moim przypadku bylo
          > jeszcze gorzej niz w niektorych tu podanych, bo nie mialam od niego zadnej
          > pomocy, jedyna rzecz, jaka robil- bylo wyjscie do sklepu w celu zakupupieluch
          > lub jedzenia.
          > Kapiele, karmienia, wstawanie w nocy, przewijanie, sprzatanie domu i
          > gotowanie-wszystko bylo na mojej glowie. Moj maz- doslownie, nie robil nic,
          > tylko od rana wysiadywal u sasiada, wracal na obiadek a potem do innego
          sasiada.


          Sory, ale czytając coś takiego trudno powstrzymać się od komentarza.
          Po jaka cholerę zadajecie się z takimi okazami? Przecież to nie jest tak (jak
          niektóre dziewczyny tu piszą), że przed ślubem był wspaniały, opiekuńczy, i
          takie tam..., a nagle teraz się zmienił.
          Człowiek nie zmienia się totalnie!
          Przed ślubem musiał być podobny (piwko, imprezki, zero obowiązków), tylko wy
          nie chciałyście tego zauważyć. No ale najważniejsze, że wysoki, przystojny...
          brak mi słów.
    • Gość: emily Bartku i inni dziękuję :) h-nie masz racji IP: *.chello.pl 23.05.03, 18:08
      Bartku, przede wszystkim Tobie, bo jak nikt inny pochyliłeś się tu nad moim
      problemem i odważyłeś się napisać o iluzji, w jakiej funkcjonuje tysiące
      polskich małżeństw (a przynajmniej ich żeńskie połowy). Innym wyjaśniam, że mój
      mąż nie jest typem wysokiego atrakcyjnego mięśniaka w srebrnym cabrio,
      poznanego przed 15 minutami macho ... Znamy się (????) i przyjaźnimy(śmy) od
      liceum - on odrabiał za mnie matmę, a ja pomagałam mu w historii. Razem
      przeszliśmy przez "biedne" i "chude" lata studenckie, dzieląc się skąpą kasą
      (ach czar tych bidnych obiadków z makaronu keczupu i starawej kiełbaski albo
      pasztetu podlaskiego non stop przez tydzień smile))), razem zbieralismy na
      mieszkanie a wcześniej tułaliśmy po wynajętych lokalach i staraliśmy się żeby
      chociaż duperelami sprawić, że mieszkania owe były przytulne i takie "nasze".
      Jeździliśmy w Bieszczady i Tatry, razem odkrywaliśmy Francję, wzajemnie
      motywowaliśmy się i wspieraiśmy w znalezieniu pracy i chwilach, gdy jej nie
      było ... I WŁAŚNIE DLATEGO TO JEST DLA MNIE TAK BOLESNE I TAK ZASKAKUJĄCE i
      dlatego tu przyszłam z nadzieją na to, że ktoś pomoże mi zrozumieć. Gdybym
      wyszła za mąż za faceta z siłowni, tudzież nadzianego yuppies to siedziałabym
      cicho, bo na tylem inteligentna, by sobie na moje wątpliwości odpowiedzieć ... :
      ( Nie czuję się też ( i tu dziękuję BARTKU) głupia czy naiwna, pisząc o "prawie
      do wolności" "czy podciananiu skrzydeł" - nikt nikogo nie dostaje na własność -
      i nikt nie ma prawa ingerować w czyjeś życiowe wybory ... Szczęście mają te
      osoby, którym pokrywają się cele i dążenia, a co zrobić, jeśli diametralnie po
      10 latach zaczęły się one rozjeżdżać? Raz jeszcze WSZYSTKICH POZDRAWIAM
      • miss_mag Re: Bartku i inni dziękuję :) h-nie masz racji 23.05.03, 18:48
        Ten ostatni post wiele wyjasnil. Wyglada to tak, jakby Wasz Mlody przyszedl
        na swiat w momencie, kiedy Twoj maz zaczyna wchodzic w kryzys wieku sredniego
        (silownia, ryzykowne sporty, niechec do domu). On probuje zatrzymac swoja
        mlodosc wszelkimi silami, a Ty i dziecko mu przypominacie o nieodwracalnym
        procesie starzenia. Wydaje mi sie, ze potrzebujecie terapii malzenskiej, przy
        czym Twoj maz wiecej niz Ty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka